Rozdział 1
Od zależności po niezależność. Od europejskiego kolonializmu po doktrynę Monroe'go
Już w określeniu podmiotów stosunków transatlantyckich pojawiają się problemy. Z jednej strony mamy Europę. To według Fernanda Braudela niejasne pojęcie, składające się z dwóch, może nawet trzech odmiennie ukształtowanych światów. Jeszcze bardziej radykalny jest André Malraux, kiedy pisze "[...] że Europy nie ma i nigdy jej nie było. [...] Europa jest tym, czym nie jest Azja, bo jeśli chce się powiedzieć, że jest tym, czym nie jest Ameryka, zagadnienie komplikuje się bardzo". My, myśląc o Europie u źródeł jej relacji z podmiotem amerykańskim, wskazujemy na Anglię, Francję, Holandię i Hiszpanię, najbardziej angażujące się w politykę kolonialną, choć pamiętamy też o imigrantach z innych państw, budujących nowy kraj za Atlantykiem.
Stany Zjednoczone formalnie powstały w 1776 r., jednak nie powinno się pomijać okresu kształtowania się kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej, wskazując na odmienność ich funkcjonowania w zależności od tego, czy były zarządzane przez władze francuskie czy hiszpańskie. Bez nakreślenia tła tych relacji przed rewolucją amerykańską motywy wybijania się osadników na niezależność byłyby niezrozumiałe. Należy pamiętać, że chociaż Stany Zjednoczone powstały z inspiracji brytyjskich osadników, to ich mieszkańcami byli imigranci z wielu krajów europejskich oraz ich potomkowie, a na terenach zarządzanych przez kolonistów mieszkali wcześniej rdzenni Amerykanie. Z biegiem lat trafiali tu też przybysze z innych kontynentów. Byli wśród nich niewolnicy, których potomkowie stali się w końcu, po niemal dwóch stuleciach, pełnoprawnymi obywatelami tego państwa.
O ile więc relacje państwa amerykańskiego z państwami europejskimi zaczynają się od roku 1776, to dzieje stosunków poszczególnych państw europejskich z kontynentem amerykańskim, czy wzajemnych kontaktów mieszkańców obu obszarów, są znacznie starsze. Są starsze nawet od "odkrycia Ameryki", bo przecież Krzysztofa Kolumba wyprzedzili w dotarciu na kontynent amerykański wikingowie. Nie można wykluczyć, że przed wyprawami Normanów na północnych wodach Atlantyku rdzenni Amerykanie pływali i docierali do Grenlandii, Islandii, a może i dalej. W tym kontekście odmiennego znaczenia nabiera pojęcie "odkrycie Ameryki". Kto kogo faktycznie odkrył pierwszy? Czy ten kto realnie dotknął drugiego brzegu i zobaczył gospodarzy ziem? Czy może ten, kto zdarzenie to zdążył zapisać, a następnie rozpropagować? Jest raczej tak, jak pisał Carlos Fuentes, że wszystkie odkrycia są wzajemne: "Europejczycy odkryli kontynent amerykański, lecz tubylcze plemiona Ameryki odkryły Europejczyków, zadając sobie pytanie, czy ci biali i brodaci mężczyźni są bogami czy śmiertelnikami, czy są tak miłosierni jak głoszą ich krzyże, czy tak bezlitośni, jak dowodzą ich miecze".
Pierwszym potwierdzonym europejskim podróżnikiem, który dotarł do wybrzeży północnoamerykańskich był rodak Kolumba - Giovanni Caboto (zwany, po przejściu na służbę angielskiego króla, Johnem Cabotem). Zaledwie po upływie pięciu lat od pionierskiej wyprawy Kolumba z 1492 r. Cabotowi udało się zakotwiczyć statek na Nowej Fundlandii oraz dopłynąć do Nowej Szkocji, w okolice dzisiejszej granicy Kanady z USA. To osiągnięcie zachęciło władców do pokrywania kosztów kolejnych wypraw. Ich cel miał charakter ekonomiczny. Żeglarze wyruszający z Anglii odkrywali łowiska oraz nawiązywali kontakty handlowe. Spektakularnym sukcesem typowo eksploratorskim zakończyły się dopiero wyprawy Francisa Drake'a, który w latach 1577-1580 powtórzył wyczyn okołoziemskiej wyprawy Ferdynanda Magellana, a przy okazji założył na Pacyfiku kilka baz angielskich.
Przełomowym momentem w zainteresowaniu się Ameryką Północną przez Anglików było potraktowanie tego obszaru jako dobrego miejsca na założenie kolonii. W latach 1584-1585 pod wodzą Waltera Raleigha zorganizowano wyprawy do wybrzeży dzisiejszej Karoliny Północnej, gdzie na wyspie Roanoke założono pierwszą angielską kolonię - Wirginię. O trudnościach osadnictwa świadczy fakt, że gdy w 1590 r. wrócił tam gubernator John White, w osadzie nie zastał nikogo. Prawdopodobnie pierwsi koloniści zginęli z rąk rdzennych mieszkańców.
Poczynaniom angielskim przyglądały się inne nacje. Na Karaibach aktywni byli Hiszpanie. W 1513 r. dotarli oni do wybrzeży Florydy, jednak próby osadnicze nie powiodły się na skutek zdecydowanego oporu rdzennych Amerykanów. Dopiero akcja z 1539 r., której dowodził konkwistador Hernando de Soto, zakończyła się podbojem półwyspu. Hiszpanie zapuszczali się też na tereny współczesnych Stanów Zjednoczonych od strony Meksyku. Nie odnajdując złota i zmagając się z nieprzyjaznymi plemionami, zniechęceni wracali do domów.
W XVI w. Hiszpanie musieli się liczyć zarówno z Anglikami, jak i Francuzami. Ci ostatni dopływali na Karaiby i do północno-wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej wyłącznie w celach handlowych. Fiaskiem zakończyło się francuskie zainteresowanie Florydą. Wyprawy na ten półwysep podejmował w latach 60. XVI w. Jean Ribaut, współpracując z korsarzami angielskimi. Armada hiszpańska szybko zareagowała na jego poczynania, niszcząc w 1565 r. francuską osadę (Fort Karolinę) i zakładając pierwsze własne stałe osiedle. Nazwano je Saint Augustine.
Floryda stała się w drugiej połowie XVI w. areną pierwszego poważnego konfliktu imperiów europejskich w Nowym Świecie. Po wyparciu Francuzów, Hiszpanie rozpoczęli katolicką misję jezuicką, co spowodowało konflikt z rdzennymi mieszkańcami. Musieli także liczyć się z odwetem francuskich korsarzy. Do tych walk przyłączyli się Anglicy. W 1586 r. Saint Augustine zostało najechane przez Drake'a, ale Hiszpanom udało się odbudować osadę.
Do "wielkiej trójki" zainteresowanej ziemiami północnoamerykańskimi próbowała dołączyć Holandia. Od początku XVII w. penetrowała wybrzeża Ameryki Północnej, ale dopiero założenie Kompanii Zachodnioindyjskiej w 1621 r. przyspieszyło powstanie kolonii Nowej Holandii wokół rzek Hudson i Delaware. Równocześnie z organizacją nowo zajętych ziem powstało kilka fortów. Jednym z nich był Nowy Amsterdam na wyspie Manhattan. Do kolonii zarządzanej przez Holendrów chętnie przybywali Europejczycy z innych krajów, zwłaszcza Szwedzi i Anglicy.
Po brytyjskim zwycięstwie nad armadą hiszpańską w 1588 r. Anglicy poczuli się admirałami Atlantyku. Z portów w Londynie i Bristolu wyruszało coraz więcej śmiałków. Lobby kupieckie stało się na tyle silne, że zaistniała potrzeba powołania dwóch kompanii: Londyńskiej (nazywanej też Kompanią Wirginii) i Plymouth. Sukcesem osadniczym zakończyła się wyprawa tej pierwszej, której statki wylądowały w 1607 r. nad Zatoką Chesapeake, nad którą zbudowano prowizoryczny fort - Jamestown. Do wybrzeży Ameryki Północnej w ciągu zaledwie dwóch lat przybyło ponad tysiąc ludzi (z wielu krajów europejskich, m.in. pionierzy z Polski).
Do Nowego Świata przyciągały Anglików względy handlowe. Pierwszym hitem eksportowym okazał się tytoń, którego Wirginia - tylko w 1618 r. - sprzedała 50 tys. ton. Szybko rosło też zapotrzebowanie na pracowników plantacji, dlatego chętnie przyjmowano transporty niewolników z Afryki. Napięcia w stosunkach z rdzennymi mieszkańcami doprowadziły do zahamowania rozwoju kolonii. W 1624 r. król rozwiązał Kompanię Londyńską, a Wirginia przeszła bezpośrednio pod zwierzchność Korony. Mimo kryzysu o charakterze społecznym Jamestown swoim znaczeniem przyćmił leżący na południu hiszpański Saint Augustine oraz położony w Nowej Szkocji francuski Port Royal. Wynikało to z sukcesu gospodarczego, który osada osiągnęła dzięki lukratywnemu handlowi tytoniem. Nikotyna uzależniła osadników od amerykańskiej ziemi na dziesiątki lat.
Odmiennie przebiegała historia terenów zarządzanych przez Kompanię Plymouth. Nowe perspektywy rozwojowe ujawniły się po przybyciu w końcu 1620 r. legendarnego statku "Mayflower". Na jego pokładzie znajdowało się stu pasażerów, w tym kilkudziesięciu tzw. "świętych", związanych ze skrajnym odłamem protestantyzmu. Nie odnajdując wolności wyznawania religii w Anglii, wyemigrowali na początku XVII w. do Holandii. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, "pielgrzymi" zwrócili się do brytyjskich kompanii o pomoc w założeniu własnej kolonii w Nowym Świecie. Do Nowej Anglii zaczęli przybywać emigranci, z których gros stanowili prześladowani purytanie angielscy. Założyli oni dwie osady: Salem i Boston. Tylko do 1640 r. do Massachusetts przybyło około 20 tys. osadników.
W następnej dekadzie powstały kolonie: Connecticut, New Haven, New Hampshire, Maine oraz Rhode Island. O konsolidacji nowych kolonii świadczyło zawiązanie w 1643 r. konfederacji Nowej Anglii, której celem była zarówno obrona przed tubylczymi plemionami, jak i wspólna polityka wobec Nowej Holandii. Dzięki kultowi pracy i aktywności osadników w Nowej Anglii bardzo szybko stworzone zostały fundamenty gospodarki rolnej. Koloniści angażowali się też w handel. Wymieniali futra z miejscowymi szczepami, a na eksport do Anglii szły skóry, drewno do budowy okrętów oraz płody rolne. Rozwój kolonii północnych przebiegał innym trybem niż w Wirginii, gdzie przyjezdni liczyli na szybki zysk i nie spieszyli się z zakładaniem rodzin, co było jednym z celów osadników z Północy.
Kwestie wyznaniowe stały u źródeł powstania siostrzanej kolonii Wirginii - Marylandu. Swobodę wyznania uzyskali w niej katolicy. W miarę rozwoju kolonii przewagę liczebną zaczęli posiadać purytanie. Był to pierwszy stan, gdzie panowała różnorodność religijna. Dzieje osadnictwa kwakierskiego to kolejny przypadek, w którym motyw religijny zostawił trwały ślad na losach rozwoju kolonii. Ideologiem tej grupy wyznaniowej był William Penn, będący człowiekiem majętnym, ponadto brytyjski monarcha miał do spłacenia jego ojcu dług, który oddał w formie części zachodniej kolonii New Jersey. Tak oto powstała Pensylwania, która szczyciła się konstytucją gwarantującą wolność religijną i polityczną. Do nowej kolonii i jej stolicy - Filadelfii - zjeżdżali młodzi, światli ludzie z różnych części Europy. W kilka lat od powstania Pensylwanii (1681 r.) zamieszkiwało ją już ponad 10 tys. ludzi. Dzięki inicjatywie Penna w 1701 r. założono sąsiednią kolonię - Delaware. Powstanie Pensylwanii dobrze obrazuje relacje kolonistów z królem. Opierały się one w dużym stopniu na porozumieniach gospodarczych.
Wskutek wojen i nowych układów w 1674 r. Nowa Holandia przeszła w ręce angielskie, a Nowy Amsterdam został przemianowany na Nowy Jork. Szybko też powstały dwie nowe kolonie: Nowy Jork oraz New Jersey. Obie charakteryzowała niebywała mozaika religijna, a ważną rolę w ich rozwoju odegrała migracja kwakierska. Ostatnią kolonią powstałą przed wojną o niepodległość była Georgia. Ziemie położone między Karoliną a Florydą były szczególnie niegościnne dla osadników (lasy i bagna). Poza tym stanowiły przedmiot sporu między Anglią a Hiszpanią. Ostatecznie tereny te przypadły koronie brytyjskiej. W ten sposób Georgia została 13 kolonią angielską na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej.
Jakie były źródła poczucia odrębności i dążenia do niepodległości kolonistów? Anglicy, ale też przybysze z innych krajów europejskich, chętnie osiedlali się na nowym lądzie, wiążąc z nim swoją przyszłość. Na terenie Azji, Afryki, czy Ameryki Łacińskiej kraje europejskie dążyły do jak najszybszej eksploatacji terenów. W zasiedlaniu Ameryki Północnej motyw szybkiego zysku odgrywał niepoślednią rolę, ale nie jedyną. Gros osadników kierowało się też innymi względami: odnajdywali wolność, której nie doświadczali w Europie, bądź też widzieli możliwość nabycia ziemi, której nie posiadali w rodzimych krajach. W ich dążeniu do odcięcia się od Europy, gdzie nie mogli się rozwijać, można upatrywać początków izolacjonizmu. W Ameryce Północnej czuli się gospodarzami.
Na przełomie XVII i XVIII w. w angielskich koloniach żyło blisko 300 tys. ludzi, a od tego czasu do rewolucji amerykańskiej z Anglii przybyło do kolonii kolejnych 50 tys. Z Afryki trafiali niewolnicy. Jeszcze w XVII w. miało to marginalne znaczenie, ale w kolejnym stuleciu przetransportowano ich do wybrzeży północnoamerykańskich ponad 300 tys. Biali nie stanowili jeszcze większości mieszkańców ziem, ale dysproporcje między nimi a tubylczą ludnością drastycznie się zmniejszały. Około 1500 r. na obszarze dzisiejszych Stanów Zjednoczonych żyło około 2 mln rdzennych Amerykanów, sto lat później 1,5 mln, w 1700 r. - mniej niż milion. Ginęli oni w bezpośrednich potyczkach z Europejczykami, ale także w walkach wewnętrznych, strzelając do siebie z broni palnej kupowanej od przybyszów ze Starego Kontynentu. Spustoszenie siały choroby, zwłaszcza grypa, destrukcyjne było też uzależnianie się od alkoholu. Na kontakty z lokalnymi szczepami należałoby spojrzeć również z drugiej strony. Biali uczyli się wiele od gospodarzy amerykańskiej ziemi. Poznawali dzięki nim przyrodę, oswajali zwierzęta, czerpali wiedzę o uprawianiu ziemi i sposobach poruszania się w terenie.
Kolonie od momentu powstania działały na własny rachunek, ale zerwanie z Europą było niemożliwe. Tradycje, kultura, język, powiązania społeczno-gospodarcze nie zanikają w ciągu kilku pokoleń. Imperia europejskie nadając koloniom dużą swobodę w działalności administracyjnej i ekonomicznej, pozwoliły im się szybciej rozwijać. Kiedy jednak zaczęły wykazywać się coraz większą samodzielnością i efektywnością, centralne ośrodki władzy w Europie poczuły się zaniepokojone. Według Fernanda Braudela "Anglia i Hiszpania pozwoliły swoim pierwotnym terytoriom [...] rosnąć, jak umiały, a nawet jak chciały. Kiedy dzieci podrosły i rozwinęły się, zostały wzięte w karby, a po zaprowadzeniu porządku nastąpiła centralizacja, jak się określa to zjawisko, na rzecz metropolii i jej instytucji". Taki proces dojrzewania trwał jeszcze przez ponad stulecie. Nici wiążące metropolię z koloniami były coraz słabsze, a więzi między koloniami stawały się z dekady na dekadę mocniejsze.
W latach 80. XVII stulecia Londyn rozpoczął ingerencję w życie kolonii, dokonywał rewizji przywilejów i podkreślał swój zwierzchni status. Życie władzom kolonii utrudniało Dominium Nowej Anglii, w którym władzę sprawował gubernator, mający w swoich rękach ustawodawstwo. Odtąd prawa kolonii zatwierdzała metropolia. Niezadowolenie kolonistów było przyczyną buntu mieszkańców Bostonu. W 1689 r. uwięzili oni urzędników Dominium i przejęli władzę, ale równocześnie ogłosili wierność nowemu monarsze Wilhelmowi Orańskiemu.
Zmiana na tronie brytyjskim nie powstrzymała Londynu od narzucania polityki gospodarczej koloniom. Głównym problemem był wymóg respektowania przez nie Aktu Nawigacyjnego. Podstawowym jego celem była eliminacja obcych flot z pośrednictwa handlowego. Formalnie koloniści mogli czerpać z tego zyski, jednak w dłuższym okresie wyeliminowanie konkurencji statków holenderskich zmuszało plantatorów i kupców do sprzedawania produktów (szczególnie tytoniu) po znacznie niższych cenach. Ponadto nałożone zostały nowe cła, ograniczano eksport części towarów i wprowadzono blokady na niektóre kierunki wymiany. W celu regulacji tych zasad Wielka Brytania powołała w 1696 r. Urząd ds. Handlu i Kolonii. Budziło to sprzeciw aktywnych przedsiębiorców. Próbowali oni omijać przepisy "londyńskie", angażowali się w nielegalny handel. Nie zapobiegło to deficytowi handlowemu kolonii, który pogłębiał się w XVIII w. Jeśli przyjrzymy się procentowemu udziałowi importu i eksportu w handlu między koloniami a Wielką Brytanią, to sporą dysproporcję zauważymy jednak dopiero od połowy XVIII w. W 1774 r. import z kolonii amerykańskich do Wielkiej Brytanii wynosił ponad 10% całkowitego przywozu, podczas gdy eksport ponad 20%. Anglia wierna polityce merkantylizmu, aby mieć stale dodatni bilans płatniczy, dążyła do pozyskiwania żywej gotówki.