I
Był ciepły letni wieczór. Gdy dojechali do rogatek starego miasta i taksówkarz zwolnił, Jakub dostrzegł podświetlone pozostałości fosy i murów obronnych. Zaciekawiony przyglądał się przedpolom zabytkowej twierdzy, potem sięgnął do kieszeni i wyciągnął komórkę. Na ekraniku mignęła data i godzina przyjazdu do Zamościa - 20 sierpnia 2004 rok, godzina 20.00. Wystukał na klawiaturze długi numer i już po chwili usłyszał niski męski głos:
- Halo, to ty? Co tam?
- Właśnie wjeżdżam do miasta.
- I dzwonisz jedynie po to, by mi to oznajmić? Odbiło ci? Tylko tyle masz do powiedzenia?! - w głosie mężczyzny słychać było irytację.
Pasażer taksówki na warszawskich numerach poczuł, jak krew uderza mu do głowy, ale opanował się, stary zawsze był wymagający i despotyczny. Pracownicy agencji dobrze znali jego trudny charakter, przyzwyczaili się już do wybuchów gniewu. Jeśli tylko miał powód, potrafił dowalić, to fakt. A tym razem powód miał, bo bezmyślnym telefonem prawdopodobnie go obudził.
- Przepraszam. Cholera, zapomniałem o różnicy czasu - usłyszał swój skruszony głos, a zaraz potem poczuł do siebie samego obrzydzenie, jak zawsze, gdy nieszczerze silił się na uprzejmość. "W końcu jestem tu przecież dla niego. Przecież to jest też jego zasrany interes. Sam nic nie robi, w łóżku leży. I po co te wymówki?" - zastanawiał się.
- Powiedz, dlaczego nie dziwi mnie twoje roztrzepanie? - szef tymczasem nadal ironizował, tyle że już nieco spokojniejszym tonem. Temperatura jego emocji wyraźnie spadała.
Jakub milczał. Roztrząsanie wad swojego charakteru niewiele go w tym momencie obchodziło. Był znużony wielogodzinną podróżą i coraz bardziej rozdrażniony. Szczęśliwie taksówka skręciła w sieć uroczych, wąskich uliczek Zamościa i już po chwili się zatrzymała. Dotarli do celu podróży. Kiedy znowu rozległ się głos w telefonie, kierowca rzucił mu przez ramię wyczekujące spojrzenie. Głos tamtego brzmiał teraz bardziej ugodowo:
- Jestem zdenerwowany, bo czekałem na ten telefon. Ale liczyłem już na jakieś konkrety. Zależy mi na powodzeniu twojej misji. Ostatnio brakuje nam spektakularnych sukcesów. - Stary oczywiście nie przeprosił, ale przynajmniej sensownie wyjaśnił swój wybuch. Tych kilka rzuconych zdawkowo słów przełamało rodzący się pomiędzy mężczyznami impas. Jakub odetchnął i dał znak taksówkarzowi, by mu nie przeszkadzał w dokończeniu rozmowy, którą prowadził w języku angielskim.
- Nie ma sprawy. Wszystko jest okay. Jestem już przed hotelem. Nie licząc dużego opóźnienia, podróż odbyłem bez większych problemów. Ja też wciąż mam się dobrze. Jeśli ten fakt ma w ogóle jakieś znaczenie - nie potrafił odmówić sobie odrobiny zgryźliwości.
W słuchawce rozległ się głośny chrapliwy śmiech.
- Oczywiście, że twoje bezpieczeństwo i samopoczucie są dla mnie ważne, chłopcze. Oczywiście, że tak - usłyszał zapewnienie, a potem coś na kształt westchnienia i zaraz po tym niezwykle irytującą pouczankę. - Młody jesteś, trochę narwany, ale wyjątkowo dobrze mówisz po polsku. To dlatego nalegałem, by właśnie tobie powierzono misję na wschodzie. Ja nalegałem - podkreślił. - Pamiętaj o tym. Liczę, że mnie nie zawiedziesz i pomyślnie załatwisz w Europie nasze sprawy. Oczywiście bądź przy tym dyskretny i uważaj, czy nie wleczesz za sobą jakiegoś "ogona". Sam wiesz, że ostrożność nigdy nie zawadzi. Spraw się dobrze, to nie pożałujesz. - Jak widać, Samuel nawet przez telefon czuł potrzebę, by swymi bezcennymi radami dowieść podwładnemu, jaki jest genialny. A że w takich sytuacjach nie sposób było mu przerwać, Jakub zrobił w kierunku taksówkarza kolejny uspokajający gest i słuchał:
- I spiesz się. Spiesz się, bo ludzie, których reprezentujemy, mają coraz mniej czasu.
Przestroga ta zabrzmiała wyjątkowo ponuro. Po niej w telefonie zapadła cisza, a Jakub poczuł się dziwnie nieswojo. Nie żeby był mięczakiem. W profesji, którą uprawiał, nie było miejsca na sentymenty, jednak misje, w których uczestniczył, coraz częściej ostatnio kojarzył ze zmarłymi krewnymi. Z życiem i tragicznym losem swoich bliskich, a to z kolei wywoływało niechciane emocje i zdecydowanie przeszkadzało mu w pracy. Tymczasem ścigając ludzi podłych, a jednak często budzących litość, niezbędne były chłodna kalkulacja i skupienie uwagi wyłącznie na wyznaczonym celu.
Teraz też, miotany sprzecznymi emocjami, musiał ogarnąć sytuację, a przede wszystkim szybko zakończyć rozmowę ze zwierzchnikiem, bo taksówkarz coraz bardziej się niecierpliwił. Na szczęście, zanim w głowie mężczyzny zrodził się pomysł, jak to zrobić, okazało się, że cisza w telefonie nie jest przypadkowa. Że połączenie zostało po prostu bez uprzedzenia przerwane.
- Co za gbur - mruknął Jakub w kierunku komórki, a potem sięgnął po portfel.
* * *
Do holu hotelu Zamojski wszedł przystojny brunet w czarnym garniturze i nieco pogniecionej białej koszuli. Podszedł do recepcji i położył na blacie czarną teczkę, a obok niej telefon. Z zawodowego nawyku uśmiechał się przy tym szeroko. Potem uważnym spojrzeniem omiótł hol i uroczą dziewczynę stojącą za kontuarem, ze wszystkich sił starając się nie koncentrować uwagi na zawartości jej głębokiego dekoltu. Koledzy uprzedzali go, że dla takiego kobieciarza jak on, misja w ojczyźnie przodków nie będzie łatwa, i chyba właśnie stanął przed pierwszą pokusą, bowiem recepcjonistka w swoim ciasnym, sznurowanym gorseciku wyglądała olśniewająco - a jej piersi dosłownie wylewały się z bluzeczki.
- Jakub Luksemburg? - zapytała, trzepocząc długimi rzęsami. - Spodziewaliśmy się pana przybycia po południu.
Znowu wykrzywił twarz w uśmiechu.
- Dobry wieczór. To prawda, miałem być wcześniej, ale podróż się trochę przeciągnęła - mówił po polsku bardzo dobrze, z lekkim, obcym akcentem. Jednak to nie jego sposób wysławiania się, zdradzający, że jest cudzoziemcem, tylko jego paszport wyraźnie wprawił ją w zakłopotanie. Była tak speszona, że przy spisywaniu danych ani razu na niego nie spojrzała, choć też bez wątpienia się jej spodobał.
Gdy z kluczem do pokoju wolno ruszył w kierunku windy, usłyszał, co mówi szeptem do kolegi:
- Widziałeś ten paszport?
- Paszport? Że co? Że Amerykanin? A na telefon nie zwróciłaś uwagi?
- Na telefon? Ale dlaczego?
- Satelitarny. W dodatku facet przyjechał taksówką.
- Taksówką to przecież każdy może przyjechać - parsknęła śmiechem.
- Przyjechać może każdy, ale ta akurat, która tego gościa do nas przywiozła, miała warszawską rejestrację. Zauważyłem przez okno - pochwalił się spostrzegawczością kolega.
- Z Warszawy taksówką przyjechał? Nie zmyślasz? Wow! - usłyszał cichy pisk, a zaraz potem komentarz: - Ciekawe, co tu zamierza robić.
- Ano ciekawe, i to nawet bardzo.
Dyskusja bez wątpienia dalej trwała, gdy gość hotelu zniknął już w windzie, która bezgłośnie się zamknęła, przenosząc go na pierwsze piętro do apartamentu z widokiem na zamojski Rynek.
Na początek Jakub dokładnie obejrzał lokal. Urządzony był stylowo, choć minimalistycznie, najważniejsze jednak, że było w nim elegancko i czysto. Czyli miał dokładnie to, czego oczekiwał. A uzupełnieniem ekskluzywnego wnętrza bez wątpienia był widok za oknem. Choć niejedno już w życiu widział, to widok istnej feerii kolorowych świateł i pięknych kamienic otaczających Rynek sprawił, że aż gwizdnął z wrażenia. "Idealne miejsce na romantyczną przygodę", pomyślał i natychmiast przyszła mu do głowy urodziwa recepcjonistka. Bardzo chętnie poznałby ją bliżej, naturalnie bez żadnych zobowiązań. O, tak po prostu! Od razu wpadła mu w oko. Z przyjemnością spędziłby z nią kilka miłych chwil w ogromnym łóżku z baldachimem, na które właśnie rzucił walizkę, ale sytuacja wymuszała zachowanie rozwagi i przede wszystkim powściągliwości, bo z punktu widzenia interesów, które go przywiodły na Roztocze, dziewczyna też była łakomym kąskiem. Praca w recepcji wymaga kontaktów z wieloma ludźmi, a on niebawem będzie potrzebował informatora. Głównie z tego powodu należało więc popracować nad relacjami z tą małą i wyłącznie na tym aspekcie się skupić. "Nie wiesz, kogo spotkasz na swojej drodze, zatem pamiętaj o ważnej zasadzie: nie nawiązuj stosunków seksualnych, a tym bardziej emocjonalnych z potencjalną informatorką. Bądź rozsądny. Nie dekonspiruj się, jeśli nie będziesz musiał. Nie zdradzaj, jakie są twoje zamiary, ani tym bardziej, kim naprawdę jesteś" - tłukły mu się po głowie zalecenia agencyjnego psychologa.
- Dobra, dobra! Przecież nie jestem głupi - burknął do gościa w swojej głowie, który go pouczał, szukając jednocześnie w kieszeniach marynarki brzęczącego cicho telefonu. Natychmiast rozpoznał po dźwięku, że tym razem dzwoni jego prywatna komórka i uśmiechnął się. Tego telefonu oczekiwał. Osobę po drugiej stronie linii darzył szacunkiem i sympatią. I choć perfekcyjnie władał trzema językami, teraz znowu miał sposobność rozmawiać po polsku, w języku swoich rodziców i dziadków, a to zawsze sprawiało mu przyjemność. Pierwszy przywitał rozmówcę:
- Dobry wieczór! Witam, witam! Z tej strony Polska!
- Witam Jakubie! Witam! - usłyszał starczy głos, drżący z trudem tłumionych emocji.
- Cieszę się, że pana słyszę, panie Mieciu. Właśnie przyjechałem.
- Do Zamościa.... - padło po drugiej stronie, po czym zaległa wiele mówiąca chwila ciszy.
- Do Zamościa - potwierdził, a potem dał staruszkowi czas na opanowanie emocji, nim dodał: - Z okna mam widok na miejscowy Rynek i muszę przyznać, że pana opowieści o urodzie tego miejsca nie były przesadzone. Miasto mnie wprost oczarowało. Ludzie zresztą też - dodał, mając na myśli rzecz jasna uroczą recepcjonistkę, jedyną poznaną dotąd tu osobę.
- O tak! - usłyszał. - Wschodnie strony Polski są piękne, a ludzie, którzy tam żyją, życzliwi. Urodziłem się w Zamościu, w kamienicy z widokiem na Rynek.
- Czy właśnie stąd pochodzi pana rodzina? - uznał, że wypada zadać staruszkowi takie pytanie. Nie miało to wprawdzie żadnego znaczenia, ale rozmówca, który przez lata przyjaźnił się z jego dziadkami, był wyjątkowo miłym człowiekiem. No a kasa, którą wyłożył na jego pobyt w Polsce, też nie była bagatelna. Choćby tylko z tych dwóch powodów, mimo zmęczenia, silił się na uprzejmość.
- Tak. Wychowałem się właśnie na tamtejszych zabytkowych, renesansowych podwórkach. Moja rodzina była zamożna. Dobrze nam się żyło. Może dlatego z tak wielkim sentymentem wspominam dzieciństwo i młodość.
Rozmawiając z jednym z dwóch swoich zleceniodawców, Jakub jednocześnie wolną ręką rozpakowywał bagaż i powoli obchodził pokój, rozwieszając ubrania na krzesłach i wieszakach.
- A nie myślał pan nigdy o tym, by tu wrócić i odwiedzić opuszczone przed laty miejsca?
Pytanie było bardzo osobiste, a jednak Mieczysław odpowiedział:
- Nie.
- Domyślam się, że nie było sposobności. - Jakub uprzejmie skomentował jego odpowiedź, myślami błądząc jednak zupełnie gdzie indziej.
Reakcja, a szczególnie ton głosu rozmówcy szybko przywołały go do rzeczywistości.
- Mylisz się Kuba. To nie brak sposobności mi przeszkodził. Brakło po prostu determinacji, by się zmierzyć z przeszłością. Nie miałem odwagi, żeby wrócić po wojnie do miasta, w którym straciłem swoich bliskich.
Po tak szokującym wyznaniu zapadła krępująca cisza. Jakub zatrzymał się na środku pokoju z krawatem w dłoni.
- Aha! Rozumiem. Wspomnienia wojenne bywają trudne - przyznał pospiesznie, ale próba wyciszenie w ten sposób emocji starszego pana okazała się nieskuteczna. Ton jego głosu nagle stał się zaskakująco niemiły.
- Nic nie rozumiesz! Hitlerowcy zamordowali na Roztoczu wszystkich, których kochałem. I jeśli nawet krzywdy dobrze jest wybaczyć, zapomnieć o nich rzadko się udaje. Dlatego często, gdy myślę o pięknym Zamościu, czuję w sercu nieznośny ból. I choć nie ma w tym nic złego, wątpię, by ktoś tak młody jak ty, potrafił to zrozumieć. Proponuję więc zmienić temat. Mamy już jakiś plan?
Tak ostra forma wypowiedzi była obca przyjacielowi rodziny, ale istotniejsze było coś innego. Padło konkretne pytanie i tym samym rozmowa o przeszłości, z punktu widzenia Jakuba całkiem zbędna, szczęśliwie dobiegła końca.
Błyskawicznie zmienił temat.
- Czy mam już plan? Taaaak - zapewnił bez przekonania.
- Domyślam się, że nie będzie łatwo. - Zleceniodawca aż sapnął, wyczuwając niezdecydowanie rozmówcy.
Jakub nie zaprzeczył, tylko powtórzył z powagą:
- Taaak. Zadanie, którego się dla pana podjąłem, jest trudne. Będzie wymagało dobrze przemyślanej logistyki działań, a nawet różnych wyrzeczeń - podkreślił, równocześnie rzucił okiem na kuszące pościelą łóżko i uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie pięknej Polki. - Oczywiście obiecuję, że wykorzystam mój profesjonalizm i bez wątpienia wszystko będzie dobrze - zapewnił.
- Jasne, że tak. Ufam ci chłopcze - padło z drugiej strony skwapliwe zapewnienie. - Nie zamierzam cię teraz nękać pytaniami. Jedno tylko chcę wiedzieć. Czy na pewno masz przy sobie materiały, które omawialiśmy?
- Oczywiście! - zdecydowanie oświadczył Jakub, rozglądając się równocześnie po pokoju z zakłopotaną miną. Aż się spocił z wrażenia. Miał wiele zalet, do których ostatnio nie zaliczała się dbałość o szczegóły. Niedawno zgubił jeden z dowodów w poważnej sprawie i zaliczył w pracy koszmarną wpadkę. Dlatego właśnie pytanie wytrąciło go z równowagi.
Na szczęście rozmówca nie drążył tematu.
- To świetnie! W takim razie proszę cię o kolejny kontakt i konkrety. A teraz życzę dobrej nocy.
Jakub poczuł ogromną ulgę.
- Dobranoc - odpowiedział cicho.
Zaraz potem rzucił się w kierunku wciąż nie do końca rozpakowanej walizki. Bagaż był spory i podzielony na dwie części, w jednej miał rzeczy osobiste, w drugiej te potrzebne do pracy. Dodatkowo w dnie torby podróżnej była sprytnie zakamuflowana skrytka, i to w niej na szczęście znalazł materiały, o których była mowa: czarno-białe zdjęcia i wyblakły dokument. Odkrycie ich niezwykle go ucieszyło. Gdyby o nich zapomniał, szybkie ich sprowadzenie do Polski stanowiłoby niemały problem. Na szczęście się znalazły. Były tam, gdzie być powinny. Jakub przeglądał je, w myślach mówiąc sam do siebie: "Chyba wpakowałem się w niezłe tarapaty, przyjmując dwa różne zlecenia od dwóch szefów, którzy o sobie wzajemnie nie wiedzą. Ba, mam teraz nawet dwa aparaty telefoniczne. Oczywiście nie jest łatwo w takich warunkach pracować. Nic dziwnego, że sporo szczegółów mi umyka i że stałem się ostatnio nieco "roztargniony". No cóż. Skoro, jadąc służbowo do Polski, nie potrafiłem odmówić pomocy przyjacielowi dziadka i przyjąłem od niego na ten cel kasę, muszę załatwić i tę sprawę. I choć nie przypuszczam, by zlecenie pana Miecia okazało się zbyt absorbujące, to muszę przyznać, że gra na dwa fronty nie jest powodem do dumy. Tematyka powierzonych zadań dotyczy wprawdzie w obu przypadkach Roztocza, ale nie usprawiedliwia szalonych pomysłów, by samowolnie poprowadzić tutaj równocześnie dwa różne dochodzenia i podwójnie zarobić".
- Niezły skurwiel ze mnie - wymruczał Jakub z pewną jednak nutką satysfakcji, po czym szybko się zreflektował. - Zainteresowanym mogłoby się moje postępowanie nie spodobać - zauważył całkiem słusznie. - Pan Mieczysław to poczciwa dusza, ale Samuel...? - Och mame! - Jęknął głośno na samą myśl o konfrontacji z tym typem. Nagle, zdziwiony faktem, że znowu mówi sam do siebie, roześmiał się w głos.
Choć po męczącej podróży nie spodziewał się tego dnia już żadnych sensacji, nie dane mu było odpocząć. Rozległo się bowiem pukanie do drzwi.
- Cholera! - przeklął pod nosem, ale nie popatrzył nawet w tamtym kierunku.
- Proszę! - krzyknął, stojąc tyłem do wejścia. - Proszę wejść - powtórzył, nie słysząc od strony drzwi żadnego dźwięku. Nikt się też nie odezwał. Zniecierpliwiony odwrócił się na pięcie i nagle stanął twarzą w twarz z recepcjonistką. Był tak zaskoczony, że nie wiedział, jak powinien się zachować. On, który miał ogromną wprawę w prowadzeniu konwersacji z różnymi ludźmi i to w różnych okolicznościach. Na szczęście zapamiętał nauki babci, że jeśli kiedykolwiek nie będzie wiedział, jak się zachować, to zawsze może powiedzieć "dzień dobry" albo się po prostu przedstawić. Zważywszy, że była już godzina 20.30, kompletnie zaskoczony potomek Chany Luksemburg wybrał to drugie i powiedział:
- Jakub Luksemburg.
- Słucham? - Dziewczyna zdziwiła się.
- Słuchasz... A ja liczyłem na to, że się też przedstawisz - zażartował.
- Ach tak. Ewa - burknęła i dodała: - Szefowa mnie przysłała z pytaniem, czy czegoś nie potrzebujesz.
Nie patrzyła na niego, ale zaciekawiona zerkała na rzeczy rozrzucone po pokoju.
Miał ją na wyciagnięcie ręki. Z bliska była jeszcze ładniejsza, no i pięknie pachniała. Zauważył też, że chyba jest od niego młodsza. Nie była ani trochę speszona. Po prostu stała przed nim i oglądała wszystko wokół. Czekał więc cierpliwie, aż się napatrzy i wreszcie zwróci na niego uwagę. W końcu ich spojrzenia się spotkały. W jej oczach nie dostrzegł nawet cienia wstydu czy zakłopotania. Uwielbiał takie kobiety.
- Zaskoczyłaś mnie i powiem więcej, twoja wizyta w moim pokoju to prawdziwa niespodzianka - rzucił wątpliwy komplement, inkasując jej kolejne pochmurne spojrzenie.
- Żadna niespodzianka. Przecież mówię, że szefowa mnie przysłała.
- Nie mam szczególnych życzeń, ale mam pytanie.
Chciał zrobić na niej wrażenie. Pewnie jednak za bardzo i dlatego zachowywał się jak skończony dureń.- Zastanawiam się właśnie, jak często mężczyźni mówią ci, że jesteś piękna? I co interesującego ja mógłbym ci zaproponować? - zaryzykował prymitywną zaczepkę. Zbliżył się do niej i stali teraz twarzą w twarz.
Pokiwała głową z politowaniem.
- Masz na myśli klientów hotelu? Często mówią takie bzdury, słyszę to średnio kilka razy dziennie. - W dalszym ciągu nie była speszona, ale teraz wyraźnie pobladła ze złości. Widać jego nachalne zachowanie nie zyskało w jej oczach uznania, bo odpowiedzi towarzyszył ironiczny uśmieszek, co nie było miłe. Jakub zamilkł, ale pomyślał: "Ostra jesteś i choć cię nie znam, już działasz mi na zmysły". Coraz bardziej mu się podobała, niestety miał słuszne poczucie klęski po nieudolnym podrywie, ale sam był sobie winien. Wyraźnie się zagalopował. Do tego wybrał wyjątkowo prymitywne zagajenie i dostał zasłużoną nauczkę. Ostatecznie mruknął:
- Chyba się wygłupiłem. Szczególnie ten ostatni tekst był marny.
- Ano, był - przyznała.
- To pewnie nie dasz się zaprosić na kolację?
- Do pokoju? - zapytała podejrzliwie.
Wzruszył wymownie ramionami.
- Gdzie tylko zechcesz.
Bez słowa ruszyła w kierunku wyjścia, a w progu niespiesznie odwróciła się w jego stronę. Obserwując, jak pożera ją wzrokiem, pozwalała, by w napięciu czekał na odpowiedź. Nagle uśmiechnęła się szelmowsko i rzuciła:
- Dzisiaj pracuję do północy, ale nie mówię "nie". Jutro możemy się spotkać w hotelowej restauracji. O osiemnastej.
Był zachwycony. Dokładnie o taki scenariusz ich znajomości mu chodziło. Nie miało znaczenia, że chwilowo to ona rozgrywa ich rodzący się flirt. Dodatkowo odczuł ulgę, bo bardzo potrzebował tego kontaktu. Zadowolony z obrotu sprawy pokiwał głową i zapewnił:
- Na pewno będę czekał.
- Pijam wino albo szampana, żadnych mocnych trunków. I niczego sobie nie obiecuj - rzuciła przez ramię, wychodząc.
- Okay, okay, jasne - przytakiwał skwapliwie, długo jeszcze patrząc na drzwi, za którymi zniknęła.
Okazała się nie tylko ładna, ale i bystra. Nie miał wątpliwości, a raczej był już pewny, że to właśnie z niej powinien uczynić swoją informatorkę - wyłącznie zresztą informatorkę. Czy jednak ten scenariusz był realny, pozostawało wielką niewiadomą. Była bardzo atrakcyjna, a on był ponoć psem na baby. Tak przynajmniej twierdzili inni, Jakub bowiem uważał, że w opinii na jego temat jest dużo przesady, a przede wszystkim zwykłej zazdrości kolegów.
Generalnie nie narzucono mu żadnego planu przeprowadzenia misji w Polsce. Zalecenia były takie, że ma improwizować. Tymczasem on po raz pierwszy w życiu odwiedzał kraj przodków. Niewiele wiedział o ojczyźnie swoich bliskich i może dlatego miał o niej zupełnie błędne wyobrażenie. Tymczasem najpierw Warszawa, a teraz zabytkowy Zamość zaskoczyły go przede wszystkim urodą. Choć zobaczył dotąd niewiele, już się upewnił, że to, co widzi, kompletnie rozmija się z powszechnymi na ten temat w Ameryce stereotypami. Polska była pięknym, dynamicznie rozwijającym się krajem, niestety zupełnie mu nieznanym. Wyniesiona z domu rodzinnego znajomość języka polskiego i swobodne posługiwanie się nim były przydatne, ale niewystarczające, by skutecznie działać na zupełnie przecież obcym terenie. Potrzebował wsparcia. Dlatego wybór informatorki, którego właśnie dokonał, wydawał się trafny. Nasuwały się jednak pytania, czy potrafi nawiązać bliski kontakt z atrakcyjną Polką, jak długo uda mu się nią manipulować i jak sobie w tej sytuacji poradzi z własnymi emocjami?