Uwodziciel w pułapce - Kurt Matull, Matthias Blank

Kup ebooka

6.00 zł
5.16 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Obrońca niewinności

Tego wieczora ulice Londynu przepełnione były, jak zwykle o tej porze, tłumem urzędników, robotników i robotnic wracających do domu. W tym tłumie pewien stary szczupły i skromnie ubrany człowiek z trudem przedzierał się za parą, którą śledził od dłuższej chwili, a która skręcała właśnie w jedną z mniej uczęszczanych uliczek. Parę tę stanowili: młoda wysoka dziewczyna o złotych włosach i twarzy ukrytej pod gęstą woalką i niski mężczyzna w eleganckim futrze i cylindrze na głowie. Zaczepił ją na rogu ulicy. Widać było, że narzucał się jej swym towarzystwem. Młoda dziewczyna, najwidoczniej sprzedawczyni w jakimś magazynie, kilkakrotnie prosiła mężczyznę, aby ją zostawił w spokoju. Prośby jej jednak pozostawały bez echa. Dopiero gdy ujął ramię, starając się pociągnąć ją siłą, zatrzymała się:

- Proszę mnie zostawić - zawołała, drżąc z oburzenia - Czego pan chce ode mnie?

W tej samej chwili starzec, który śledził ich znalazł się nagle u jej boku. Pojawienie się jego było tak nagłe, że przestraszył nietylko mężczyznę, ale nawet i młodą dziewczynę.

- Proszę zostawić tę panią w spokoju - rzekł - W przeciwnym razie otrzyma pan ode mnie należytą nauczkę.

Człowiek w futrze odwrócił się z wściekłością. Na widok skromnie odzianego starca, odwaga jego wzrosła.

- To, co mam do powiedzenia owej pani, pana nie obchodzi w żadnym razie! Weźcie jałmużnę i idźcie z Bogiem!..

Stary uczynił gest taki, jakgdyby chciał wyciągnąć rękę po srebrną monetę. Tymczasem jednak schwycił samą rękę i wykręcił ją z taką siłą, że mężczyzna zagryzł z bólu wargi.

- Myli się pan lordzie, Edwardzie Rochster. Coprawda jest pan prezesem Towarzystwa Ochrony Upadłych Dziewcząt i członkiem pięćdziesięciu instytucji dobroczynnych - mimo to jednak wątpię bardzo, czy pańska rozmowa z tą młodą dziewczyną miała charakter umoralniający!.

Lord zbladł jeszcze bardziej. Widząc, że go poznano, wyjąkał kilka niezrozumiałych słów i szybko zniknął w ciemnościach.

Młoda dziewczyna rozpłynęła się w podziękowaniach, lecz starzec, odprowadziwszy lorda dziwnym wzrokiem, przerwał:

- Nie warto o tym mówić. Niech mi pani jednak powie, miss, czego chciał od pani ten człowiek?

Dziewczyna spojrzała na swego opiekuna ze zdziwieniem. Głos jego brzmiał o wiele łagodniej, świeżej i młodziej, niż przed chwilą. Postać jego nie była zgięta: trzymał się prosto i promieniował siłą.

Jeszcze pod wrażeniem tej dziwnej metamorfozy opowiedziała mu, że nieznajomy szedł za nią przez czas dłuższy i wreszcie ją zaczepił. Zaproponował jej, że się nią zajmie. Szkoda - twierdził - aby taka młoda dziewczyna musiała pracować ciężko na kawałek chleba. Gdyby mu ufała nie miałaby potrzeby tak się męczyć.

- Ale - ciągnęła dalej z płaczem - choć jesteśmy biedne, jesteśmy uczciwe. Pracuję ciężko, jako sprzedawczyni w sklepie, lecz niestety nie zarabiam dość, aby utrzymać siebie i matkę. Zalegamy z komornem już za trzy miesiące i gospodarz grozi, że nas wyrzuci na bruk. Wolę jednak umrzeć, niż sprzedać się za pieniądze.

- Niech pani nie poddaje się zmartwieniu - rzekł nieznajomy - Bóg pani nie opuści. Kiedy przypada termin zapłaty komornego, postawiony przez pani gospodarza?

- Trzeciego października. Potrzeba nam pięciu funtów sterlingów. A dziś już jest trzydziesty wrzesień.

- Gdzie pani mieszka? być może, że złożę pani wizytę.

Młoda dziewczyna podała swe nazwisko i adres.

- Dziękuję. A teraz niech pani wraca do siebie w spokoju.

Uścisnął raz jeszcze jej rękę i zniknął za zakrętem ulicy.