Emerytura na tle nerwowym
Pan poseł się przejęzyczył. Przejęzyczenie posła nie jest niczym wyjątkowym, ale to było szczególnie niebezpieczne, bo miało miejsce w trakcie jedzenia. Działo się to w radiu, w audycji, w której politycy spotykają się, żeby zagryzając ogórkiem albo popijając kawą, kilkukrotnie powtórzyć: "Ja panu nie przerywałem" i o czymś tam jeszcze wspomnieć pomiędzy serem a pomidorem. Na przykład o przyszłych emeryturach. Poseł akurat jadł, ale wywołany do odpowiedzi, nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo zakrztuszenia, odezwał się. Niewiele brakowało, a dzisiaj śpiewano by o nim ludowe piosenki:
Najpierw się zachłysnął,
Potem się zakrztusił,
I teraz za niego
Już kto inny musi.
Szkoda by było pana posła. Ja go lubię. Może nie do tego stopnia, że "gdybym to ja miał ja skrzydełka jak gąska, to poleciałbym ja za posłem do Śląska", ale lubię.
Być może to, co powiedział, miało związek z tym, co przed chwilą zjadł, w każdym razie zamiast: "emerytury cząstkowe" powiedział: "emerytury czosnkowe". I że niby co takiego? Ano to, że powiedziane przez przypadek, a mądre. Gdyby tak osobę przechodzącą na emeryturę dokładnie badać i oprócz olbrzymich pieniędzy, które sobie wypracowała, dorzucać coś w naturze, co może wzmacniać organizm przyszłego emeryta? "Emerytura czosnkowa" - 600 zł i 14 ząbków czosnku miesięcznie, "emerytura cebulowa" - 800 zł i 2 kilogramy cebuli, "emerytura ziemniaczana" - 1500 zł i 3 worki ziemniaków. Dla wojska, policji i straży pożarnej - dodatkowo 2 worki ziemniaków w mundurkach.
Jeden słaby żart już przed chwilą był, a na końcu klawiatury mam następny - że wiem, komu należałoby przyznawać "emeryturę buraczaną". Ale nie napiszę, bo to płytkie, słabe, niskich lotów.
Pismo promujące zdrowy tryb życia zapytało mnie, jak dbam o zdrowie. Odpowiedziałem krótko, że: "jem, piję, chodzę, śpię". W tym samym numerze na to samo pytanie odpowiadała pewna popularna aktorka. Ale odpowiedziała nieco inaczej: "Wiem, co jem, a poza tym staram się pilnować kondycji, pedałując na rowerku". Odstawmy rowerek, bo to, jak na mnie, zbyt ekstremalna forma dbania o zdrowie, skoncentrujmy się na początku tej wypowiedzi. "Wiem, co jem". Czyli gdybym chciał rozbudować moją odpowiedź, korzystając z tego wzoru, jak powinna brzmieć? "Wiem, co jem, ile piję, dokąd chodzę i z kim śpię"? Może być. Ale pasuje też: "Wiem, gdzie jem, co piję, z kim chodzę i gdzie śpię", a nawet: "Wiem, którędy jem (bo znam anatomię), skąd piję (kto pędził), po co chodzę (bo generalnie mi się nie chce) i co śpię". To ostatnie może kogoś zdziwić, ale proszę sobie przypomnieć - na pewno każdy przynajmniej raz w życiu słyszał dziecko zadające pytanie: "Tatusiu, co śpisz?".
Znalazłem jeszcze jedno pytanie, a właściwie zdanie, o dokończenie którego poproszono zarówno mnie, jak i pewną popularną aktorkę: "Nie wystąpiłabym/Nie wystąpiłbym w...". Ona odpowiedziała: "...rewii erotycznej a la Moulin Rouge", ja odpowiedziałem: "...w bikini". Znamy się, ale niczego nie ustalaliśmy! Jaka zbieżność myśli! Muszę się uważniej sobie przyjrzeć, bo może mam zadatki na popularną aktorkę, a nie wykorzystuję szansy.
Niby wszystko, co napisałem wyżej, ma związek z medycyną, zwłaszcza z psychiatrią, ale daleko temu do fachowości. A mam ambicję, żeby w każdym tekście kierowanym do lekarzy znalazło się coś świadczącego jeśli nawet nie o wiedzy piszącego, to przynajmniej o jego medycznej intuicji. Gdybym napisał, że "dyskutowałbym z pewnymi aspektami teorii dotyczącej dziedziczenia autosomalnego recesywnego", ktoś słusznie mógłby sobie pomyśleć, że idiota i że znalazł sobie to określenie w Internecie. Będę więc pisał tylko o tym, co naprawdę mi się wydaje i w związku z tym jestem tego pewien. Otóż kiedy znajomy lekarz po raz kolejny mówił mi, że "to na tle nerwowym", niesprawiedliwie podejrzewałem go o brak fachowej wiedzy lub lenistwo. Teraz wiem na pewno, że większość ludzkich chorób ma naprawdę takie tło. Znam nawet jednego takiego, który miał złamany nos na tle nerwowym. Zdenerwował ochroniarza w dyskotece.
Kwiecień 2012 ("Gazeta Lekarska")