Wróciła. Młoda kobieta o dziwnych ruchach. Jakby poruszała się w wodzie
nawet poza basenem. Eva zamyka za sobą drzwi sauny i rozkłada żółty
ręcznik na najwyższej półce, przy oknie. Zwykle położyłaby się na
plecach, wyciągnęła i zamknęła oczy, ale teraz siada ze wzrokiem
zwróconym w stronę szyby, sama w pomieszczeniu, w cieple. Jest coś
oszałamiającego w tej kobiecie, gdy opada na jedną z ławek na krótszej
krawędzi basenu. Podciąga kolana pod brodę, obejmuje nogi rękami.
Nienaturalnie przekrzywia głowę. Siedzi tak nieruchomo.
Wróciła. To słowo, które zabłysło w głowie Evie, które mówi jej, że już
wcześniej zauważyła tę kobietę. Teraz przypomina sobie, kiedy to było.
Jeden z ostatnich, uporczywie letnich dni, gdy słońce podążało za nią
wszędzie. Przez cienką szczelinę w rolecie, kiedy budziła się rano. Po
zakurzonym ekranie komputera, gdy próbowała opracować kosztorys książki,
niewyglądający dobrze bez względu na to, jak żonglowała liczbami. Na
skrawku trawnika, gdzie szukała schronienia w przerwie na lunch, by nie
musieć siedzieć w stołówce przez kolejne pół godziny i słuchać rozmów o serialach, których nie oglądała. Uderzające, jak rzadko rozmawia się o książkach w jednym z najstarszych norweskich wydawnictw.
Gdy w końcu nadeszło popołudnie i wkroczyła w mrok panujący na basenie
Bislet, pomyślała, że najchętniej zostałaby tam na zawsze. W kokonie
upału, w pięknie lat dwudziestych ubiegłego wieku. Oryginalne
przebieralnie, z drzwiami w kolorze pudrowego różu, wciąż stoją
nienaruszone wokół basenu i półpiętra powyżej. Całe to miejsce daje jej
poczucie przebywania w Czasie, nie tylko jej własnym. Dostęp do kabin
mają teraz członkowie VIP. Eva przebiera się we wspólnej szatni. To jej
odpowiada, lubi być ciałem pośród innych ciał. I nigdy nie oddycha
swobodniej niż wtedy, kiedy leży na plecach, unosi się i patrzy w górę
na półkolisty szklany sufit wysoko nad nią.
Tego dnia pod koniec lata okropnie się ze wszystkim guzdrała: z przebieraniem się, prysznicem, pływaniem, nawrotami, kołysaniem się,
sauną, kolejnym prysznicem, suszeniem, smarowaniem kremem. I tak nie
miała do kogo się spieszyć. Rozsmarowując krem, zauważyła młodą kobietę
rozbierającą się przy swojej szafce. Nieznajoma miała
mały tatuaż na prawej łopatce, zbyt mały, by Eva mogła dostrzec motyw.
Kobieta zdjęła luźne ubranie, niegdyś czarne, dziś zszarzałe od suszarki
bębnowej. Jej stopy były skierowane na zewnątrz jak u baletnicy, ale
poruszała się z wyraźnym trudem. To z kolei sprawiało, że wyglądała na
starszą, niż była w rzeczywistości. Skórę miała gładką, a drobne
pośladki jędrne. Czy mogła doznać jakiegoś urazu? "Naprawić" -?to słowo
pojawiło się w głowie Evy, gdy kobieta pochyliła się, z pewną
ostrożnością, by zdjąć skarpetkę. Eva miała ochotę podejść do niej i pogłaskać ją
po policzku.
Teraz młoda kobieta puszcza kolana, stawia jedną stopę na podłodze,
potem drugą. Odpycha się obiema rękami od ławki, wstaje i na chudych,
chwiejnych nogach powoli rusza w kierunku schodów basenowych. Eva
pochyla się i przyciska nos do szyby. Mokre, mysiobrązowe, rzadkie włosy
przyklejają się do głowy kobiety. Kiedy tamta odwraca się, by zejść
tyłem do basenu, dotyka ucha w taki sposób, że Eva wydaje z siebie cichy
okrzyk. Coś ciepłego rozchodzi się najpierw po jej żołądku, a potem
przesącza do koniuszków palców. Eva nie wie, czy to coś przyjemnego, czy
okropnego. Starszy mężczyzna, jeden ze stałych bywalców, powoli płynie
na plecach środkiem basenu. Wygląda na to, że nie zwracają na siebie
uwagi.
Między piersiami Evy pojawiają się krople potu. Piersiami, które kilka
lat temu nabrały ciężaru, chociaż dla niej to nadal coś nowego. Kładzie
dłoń na jednej z nich, dotyka jej przez fioletowy kostium kąpielowy.
Spogląda na swój brzuch, który uwypukla się pod obcisłym materiałem, ale
staje się niemal płaski, kiedy Eva się prostuje. W przyszłym miesiącu
kończy pięćdziesiąt dziewięć lat. Czuje się nieskończenie młodziej i zarazem starzej. Niewykorzystana.
Gdy była młoda, tak młoda, tak nieśmiała, że nikt jej nie całował,
zdarzało jej się stawać przed wielkim lustrem w sypialni rodziców i oglądać swoje nagie ciało. Niecierpliwa, spragniona. Potem napełniała
wannę, kładła się w gorącej wodzie i tak długo się dotykała, aż
dochodziła.
Od dawna nikt jej nie dotykał, nawet ona sama. Może jeszcze kiedyś
nadarzy się okazja.
Eva rzadko zostaje w saunie na tyle długo, by zacząć
się pocić, ale teraz również jej uda lśnią od potu. Wstaje, sięga po
ręcznik i wchodzi do parującego pomieszczenia. Wie, że panuje w nim
upał, ale teraz wydaje jej się ono chłodne.
Kładzie ręcznik na ławce, na której przed chwilą siedziała nieznajoma,
obok samotnej czarnej gumki do włosów, i odwraca się w stronę basenu.
Gdy Eva wchodzi, mężczyzna wstaje, niepewnym krokiem zmierza w kierunku
jacuzzi.
Zostają tylko Eva i młoda kobieta. Eva zanurza się całkowicie pod wodą,
kuli się i odpycha obiema stopami od ściany
basenu.
To Thomas zawiózł Karlę na pogotowie, to był jego tydzień. To do niego
zatelefonowali ze szkoły, by poinformować, że Karla się uderzyła.
Cornelia stała w sklepie, chyba już dziesiątą minutę, z wykłócającym się
klientem, gdy zadzwonił Thomas. Nic na to nie mogła poradzić, mężczyzna
żądał odszkodowania za zniszczoną walizkę, chociaż nie zadbał o to, by
linie lotnicze sporządziły protokół szkody. Zdecydowanie za mocno
obciążył walizkę, chociaż nigdy się do tego nie przyzna. Wyszło słabo. Z ulgą przekazała tego klienta nowemu pracownikowi sezonowemu. Poza tym
Cornelia od pierwszego dnia pracy ponosiła pełną odpowiedzialność za
sklep, choć zatrudniono ją tylko na lato. Pospieszyła do małego kącika
pełniącego funkcję pokoju socjalnego, żeby odebrać telefon, oczekując
czegoś, o czym jeszcze nic nie wiedziała.
-?Karla spadła z drabinek, kiedy była w świetlicy, jestem w drodze do
szkoły -?oznajmił, zanim Cornelia zdążyła powiedzieć "cześć". -?Podobno
spadła na głowę. Możliwe
wstrząśnienie mózgu. Do tego boli ją ręka. Na wszelki wypadek zabieram
ją na pogotowie. Zadzwonię stamtąd. Chciałem ci tylko dać znać.
Mówił tak wyważonym tonem, jakby była urzędniczką, którą musiał o czymś
poinformować, a nie kimś, z kim przez osiem lat dzielił łóżko -?aż do
czterech miesięcy temu.
Gdyby nadal byli razem, z chęcią pozwoliłaby mu samemu wszystko załatwić
i została w pracy. Teraz instynkt podpowiadał jej, że Thomas zdobędzie
jakiś bezsensowny punkt, jeśli również ona nie zjawi się w szpitalu.
-?Zaraz zamówię taksówkę i urwę się z pracy -?wyrzuciła z siebie,
chociaż klient podniósł głos o kilka tonów, chociaż tak naprawdę nie
wierzyła, że to z Karlą to coś poważnego, chociaż to oznaczało
pozostawienie Lindy samej w sklepie, zanim skończy szkolenie. Chociaż
nigdy nie jeździ taksówką i prawdopodobnie równie szybko dotarłaby tam
tramwajem, poza tym ma tylko sześćset koron, które muszą jej wystarczyć
do końca miesiąca. Sześćset koron, torbę foliową butelek zwrotnych i dwa
wejścia na pływalnię. Bislet, karnet dostała od dziewczyn na trzydzieste
pierwsze urodziny. Znacznie lepszy prezent od tych, które zwykle sobie
dają. Bislet Bad jest cholernie drogi. W dniu urodzin zrobiło jej się
ciepło na sercu na myśl o tym, że złożyły się na taki prezent. Wyraźnie
się o nią troszczyły. Następnego ranka zastanawiała się, czy kryje się
za tym litość -?czy uważają, że jest żałosna.
Kiedy siedzi w taksówce, przede wszystkim irytuje ją, że ze szkoły
zadzwonili do Thomasa, a nie do niej. Poza tym złości
się na siebie, że tego dnia nie umyła włosów, i czuje satysfakcję, że
włożyła buty na niewielkim obcasie. A potem nagła myśl: jeśli Karla
naprawdę ma wstrząśnienie mózgu, będą musieli zrezygnować z jutrzejszej
szkolnej imprezy
jesiennej. Zanim się nakręca, zalewa ją fala ulgi.
Cornelia nie sądzi, żeby przed urodzeniem dziecka miała jakieś
szczególnie nierealistyczne wyobrażenia na temat tego, jak to jest mieć
potomstwo. Nie zaskakują jej ani bezsenne noce, ani wlokący się czas na
placach zabaw wczesnym rankiem, z termosem kawy, na którą tak naprawdę
nie ma ochoty. To, na co nie była przygotowana, to ci wszyscy inni
rodzice, z którymi jako matka ciągle ma do czynienia, jakie to nudne. Ma
nadzieję, że lepiej jest mieć dziecko w wieku szkolnym niż
przedszkolaka. Jeszcze tego nie wie, bo udało jej się zapomnieć o pierwszym zebraniu dla rodziców pierwszoklasistów. Nie wie też, czy
cieszy się, czy żałuje, że Thomasa z jakiegoś powodu również nie było na
zebraniu. Tak czy inaczej ma nadzieję, że już nigdy nie będzie musiała
przysłuchiwać się dyskusji o tym, czy kanapki z brunostem2 na
drugie śniadanie są okej, czy nie.
Zlizuje błyszczyk, który dopiero co nałożyła, czekając, aż jej Visa
połączy się z terminalem. Taksówkarz oddaje jej kartę, nie odwracając
się, nie napotykając jej spojrzenia w lusterku. Dwieście dwadzieścia
jeden koron. Cóż. Nie musi robić zakupów, dopóki Karla nie przyjedzie do
niej za trzy dni, a potem zostaną już tylko dwa dni do wypłaty.
Wtedy to do niej dociera, jak cios w przeponę: a jeśli Karli
naprawdę stało się coś złego?
Szklane drzwi otwierają się przed nią i starszą panią, którą
podtrzymuje, jak Cornelia się domyśla, jej własna córka. Z wyrazu twarzy
młodszej kobiety można wyczytać rozdrażnienie i rezygnację, na co ktoś,
kto nie byłby z tą drugą tak blisko związany, nigdy by sobie nie
pozwolił. Starsza kobieta wyraźnie cierpi, ale młoda -?która musi być
grubo po pięćdziesiątce -?ciągnie ją za ramię, żeby przyspieszyła kroku,
chociaż to na niewiele się zdaje. Pielęgniarka wita je
w drzwiach, a staruszka natychmiast chwyta nieznajomą za dłoń.
W poczekalni nie ma teraz wielu ludzi, jest dzień powszedni i przychodnie są wciąż otwarte. Tyle czasu spędziła tu w ciągu ostatnich
kilku lat. Ospa wietrzna, mykoplazma, oparzenie od kuchenki, skręcony
nadgarstek, złamana ręka. Ale od ostatniego razu minął dokładnie rok.
Gdy zeszłego lata byli tu we trójkę, ona, Thomas i Karla ze złamaną
ręką, roiło się od ludzi. Mężczyzna w średnim wieku, który krwawił z rany na głowie i zakrywał usta dłonią, jakby coś było nie tak z jego
zębami. Cornelia musiała poprosić Karlę, żeby przestała się na niego
gapić. Narkoman ze stłuczonymi kolanami. Utykający chłopak z rozdartymi
dżinsami i deskorolką w ręku. I ich troje. Karla przewróciła
się na nowym rowerze, który tego samego dnia dostała od nich na
urodziny. Prawie cały sezon kąpielowy przeszedł jej koło nosa, nie
mówiąc o wszystkim innym, co przepadło przez ten wypadek.
Może powinna włożyć zieloną sukienkę, a na nią skórzaną
kurtkę. To tydzień Thomasa, więc to on załatwi jedzenie na
wielokulturowy bufet, cokolwiek to znaczy. Zastanawia się, czy po prostu
spotkają się w szkole, czy pójdą tam razem. Czuje pustkę na myśl o tym,
że miałaby stać sama na szkolnym boisku, bez dziecka, którym trzeba się
zająć, bez potrawy, którą mogłaby postawić na długim stole. Razem kupili
wiosną tę sukienkę, na pchlim targu w szkole podstawowej. Karla bawiła
się na przyjęciu urodzinowym i mieli do zagospodarowania dwie godziny.
Potem włożyła sukienkę w toalecie w piekarni Hansen, na obcisłe dżinsy,
które później rozdarły się na kolanie. Thomas kupił im kawę. Nikt, kto
widział ich siedzących na ławce w promieniach słońca na St. Hanshaugen,
z papierowymi kubkami w dłoniach, nie przewidziałby, że kilka tygodni
później się rozstaną. Uzgodnili, że na razie ona zostanie w ich domu,
dopóki nie znajdzie czegoś tańszego. On mógł wprowadzić się do
położonego niedaleko mieszkania kolegi ze studiów, który dostał pracę za
granicą. Być może Thomas łudził się, że nie dojdzie do rozpadu ich
małżeństwa, że to tylko taki kaprys Cornelii, chwilowy gorszy nastrój.
Przez wiele dni z rzędu mogli na ten temat nie rozmawiać, a nocami
leżeli
blisko siebie, jak od dawna im się nie zdarzało. W ciągu tych tygodni od
czasu do czasu obejmował ją ramieniem, kiedy leżeli na łyżeczkę, i przyciągał bliżej swojego brzucha, tak jak zwykł to robić dawniej.
Cornelia usiłuje przejść przez hol, omijając recepcję, w kierunku trąb
słoni, wskazujących wesoło oddział dziecięcy, ale zostaje zatrzymana
przez pielęgniarkę, która jej nie służy ramieniem.
-?W czym mogę pomóc? -?Wymuszony uśmiech, jakby Cornelia nie mogła mieć
nic wspólnego z trąbami słoniowymi, ona, która nie ma ze sobą dziecka.
-?Moja córka jest tutaj, ze swoim ojcem. Uderzyła się w głowę. Upadła w świetlicy. Zadzwonili do niego, bo to jego tydzień.
Jakby pielęgniarkę to obchodziło.
-?Przyjechałam tak szybko, jak to było możliwe.
Siedzi obok akwarium. Ma zamknięte oczy, opiera głowę o ścianę. Z komórką w dłoni. Typowe. Ale koszula, którą ma na sobie, nie jest
typowa. Jezu. W niebieskie i różowe kwiaty. Poważnie? I zrobił coś z włosami, nagle ma bardzo dużo grzywki. Buty wyglądają znajomo. Snus pod
wargą. Myślała, że już go nie zażywa.
-?Mama? -?Karla stoi w drzwiach toalety. -?Co ty tu robisz?
Teraz Thomas otwiera oczy, prostuje się, wsuwa telefon do tylnej
kieszeni. Karla podchodzi do niego i siada mu na kolanach. Przynajmniej
z jej ręką nie dzieje się nic złego.
-?Zadzwoniłem do mamy i powiedziałem, że upadłaś, wiesz, i mama chciała
przyjść, żeby zobaczyć, jak się czujesz -?mówi, odgarniając jej włosy za
ucho. Do Cornelii: -?Zrobili jej prześwietlenie, czekamy na lekarza.
Poza nimi trojgiem w poczekalni są tylko matka i dziecko, chłopiec. Leży
z głową na kolanach matki i patrzy na nią. Ona trzyma rękę na jego
brzuchu, mamrocze coś do niego, on uśmiecha się blado i zamyka oczy.
Karla sadowi się jeszcze wygodniej w zgięciu ramienia ojca, nie wygląda
na szczególnie chorą.
-?Pozwolili mi zaczekać u pielęgniarki, aż tata po mnie przyjedzie -
opowiada. -?Dostałam sok. Ale teraz lubię napoje gazowane, mamo! Tata
daje mi spróbować, kiedy pije colę.
Thomas patrzy na Cornelię, wzrusza lekko ramionami. Postanawia nie mówić
tego, co on spodziewa się usłyszeć, to nie ma znaczenia, czy Karla lubi
napoje gazowane, czy nie.
Ale on sam powinien w końcu przestać pić colę, dorosły
mężczyzna, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego rosnący brzuch. Cornelia
spuszcza wzrok i zauważa, że nie ma śladu po oponce, jego brzuch pod
kwiecistą koszulą jest zupełnie płaski i policzki też już nie są tak
okrągłe. Wygląda dobrze, nie sposób zaprzeczyć.
Jest dużo wolnych miejsc, ale Cornelia nie wie, gdzie usiąść, i opiera
się o ścianę przy drzwiach, naprzeciwko Karli i Thomasa. Żałuje, że nie
zaplanowała niczego na wieczór. Przed oczami ma stertę ubrań, którą
przerzuciła wczoraj przed snem z suszarki na kanapę, nie robiąc z tym
nic więcej. Lodówkę z siatką ziemniaków, samotnym jajkiem, do połowy
opróżnionym słoikiem dżemu jagodowego i kartonem przeterminowanego,
odtłuszczonego mleka. W tygodniach, kiedy nie ma u niej Karli, brakuje
jej motywacji do kupowania czegoś więcej poza mlekiem i kawą.
Wychodzą przez automatyczne drzwi, jedno za drugim, Karla
w środku. Cornelia mruży oczy, patrząc na niskie, popołudniowe słońce.
Żadnych złamań i żadnego wstrząśnienia mózgu, ale dobrze byłoby mieć
Karlę na oku przez następne kilka godzin, na wypadek gdyby pojawiły się
u niej nudności albo ból głowy. Lekarz przez cały czas zwracał się do
Thomasa, jakby Cornelii tam nie było, jakby wyczuł, że
to nie ona będzie obserwować dziecko.
Przed apteką Cornelia kuca, chwyta Karlę za ramię, uśmiecha się i głaszcze ją po policzku.
-?Do widzenia, kochanie. Do zobaczenia jutro na imprezie!
Mówi to trochę za głośno, sama to słyszy, podnosi wzrok i napotyka
spojrzenie Thomasa. On też to usłyszał. Cornelia wciąż ma wrażenie, że
Thomas czyta w niej jak w otwartej księdze, rejestruje każdy wydawany
przez nią dźwięk, każdy najmniejszy ruch i dokładnie wie, co on oznacza,
lepiej niż ona sama. Cornelia nie może znieść jego współczucia. Dlaczego
miałby jej współczuć?
-?Chodź, tato -?mówi Karla. -?Idziemy do domu.
Cornelia odrzuca propozycję, by im towarzyszyć. Powinna wrócić do pracy,
może sklep jest pełen amerykańskich turystów z wycieczkowca, którzy
ściągają cały towar z półek na podłogę, gadając przy tym i gadając, ale
nie ma na to siły. Do domu też nie chce jej się wracać. Nie wie, czego
chce. A przecież właśnie tego chciała.
Gdy Eva otwiera drzwi wejściowe, przez ułamek sekundy wydaje jej się, że
Sverre jest w domu. W korytarzu pali się lampa sufitowa. Światło
odsłania kurz, który niczym cienka zasłona spowija stojące na komodzie
zdjęcie Jonasa z pierwszego dnia szkoły. Widok chudych nóg w za
szerokich krótkich spodenkach, kolano lekko wygięte do wewnątrz,
powoduje ukłucie w sercu. Jak zwykle chce schować fotografię do szuflady
i jak zwykle tego
nie robi. A światło lampy pochodzi z jej pokoju, nie istnieje inne
wytłumaczenie. Najwidoczniej zapomniała wyłączyć lampę przed wyjściem do
pracy, chociaż "zapomniała" może nie być właściwym słowem. Odkłada
torebkę i siatkę z zakupami oraz kwiaty, zatrzaskując drzwi stopą. W mieszkaniu unosi się zapach, którego nie potrafi zidentyfikować. Ani
nieprzyjemny, ani przyjemny. Nowy. Nie dlatego, że coś zostało dodane.
Nie potrafi znaleźć słowa na to, czego brakuje. Brakuje Sverrego. Jego
potrafiłaby opisać wieloma słowami, ale nie teraz. Teraz jest tu tylko
ona, w tym mieszkaniu, które najpierw należało do niego, a potem stało
się ich wspólnym domem. W każdym razie tak mówili. Teraz naprawdę należy
do niej, skoro nawet Jonas dostał już swoją część spadku po ojcu.
Żadnego czekania z przejęciem schedy do jej śmierci. Sverre miał
porządek w ubezpieczeniach, w jej też, za co jest mu wdzięczna. Zrzuca
krótkie karmelowe buty, podnosi kwiaty i torebkę, mija ciemny salon i wchodzi do kuchni. Na ulicy zaczyna wyć alarm samochodowy, miesza się z ochrypłym szczekaniem. Wydaje jej się, że widziała małego,
rozczochranego psa przywiązanego przed salonem fryzjerskim na rogu
ulicy, ale możliwe, że to tylko obraz, który jej mózg tworzy w reakcji
na dźwięki. Może to wczoraj widziała psa, może brązowe jak koniak,
krótkonogie stworzenie, które sobie wyobraża, w ogóle nie istnieje. Ale
szczekanie jest prawdziwe, teraz niczym echo w jej uszach. Alarm również
ucichł.
Stawia sflaczałą torbę foliową z napisem "Kiwi" na podłodze przy
kuchence, kładzie bukiecik tulipanów od Fr?ken Flood na blacie, zapala
niebieską lampę PH3 nad Superellipse4. Ten zapach jest
świeży, nie musi uchylać okna. Zamierza wrócić na korytarz, żeby
powiesić płaszcz, ale zamiast tego spieszy się, by uwolnić kwiaty z szarego papieru, w który są zawinięte. Potem folia, a potem gumka,
chociaż po raz kolejny poinstruowano ją, że tulipany powinny stać w wodzie w folii przez co najmniej pół godziny, żeby były wyniosłe.
"Wyniosłe" to jej słowo, ale nie potrzebuje teraz wyniosłych kwiatów.
Chce, żeby zaczęły działać natychmiast, w tym pokoju, który kiedyś
kochała, ponieważ był tak otwarty, tak czysty, a który teraz jest
ogromny, jałowy. Coś z niego wyciekło. A może dostało się do środka?
Zamiast wyjąć odpowiednio wysoki wazon Alvara Aalto5 z szafki nad
zlewem, idzie do salonu po stojący na parapecie niski, okrągły wazon,
który Jonas i Gina podarowali jej na Boże Narodzenie. Staje i patrzy na
jesienny park, mieniący się na żółto w świetle latarni. W tym roku
brakuje mu czerwieni -?a może czerwień jeszcze nie nadeszła. W drodze do
kuchni po raz kolejny rozważa zamknięcie dwuskrzydłowych drzwi do
gabinetu Sverrego, albo biblioteki, jak sam go nazywał. Zdaniem Evy ta
nazwa nie pasuje do pokoju, z którego nikt inny poza nim nie korzystał.
Tak czy inaczej drzwi powinny zostać otwarte, bo wpuszczają światło do
salonu.
Odkręca kran w kuchni, czeka, aż zacznie płynąć lodowata woda. Wbrew
zasadom dotyczącym tulipanów napełnia wazon prawie po brzegi i solidnie
przycina łodygi. Teraz mogą się wyciągać, rozkwitać i wyginać w sposób,
w jaki tulipany nie powinny -?buntowniczo. Prawdopodobnie to Jonas
wybrał wazon, jej synowa nigdy nie zdecydowałaby się na coś tak małego.
Eva nie rozumie, dlaczego dwoje
bezdzietnych młodych ludzi postanowiło zamieszkać
w gigantycznej willi na Jar, z robotem koszącym i samochodem z napędem
na cztery koła. Za każdym razem, kiedy ich odwiedza, uderza ją, jak
wyludnione jest to miejsce -?na rzecz samochodów i trawników. Nie
rozumie, jak Jonas,
który dorastał tutaj, rzut beretem od St. Hanshaugen, mógł zapragnąć
zadbanego trawnika zamiast bujnego parku z wierzbą płaczącą nad
strumieniem, niezależnie od tego, ile pieniędzy jego żona otrzymała jako
zaliczkę na poczet spadku. Oboje zbliżają się do trzydziestki i podjęli
stałą pracę, zanim jeszcze ukończyli studia w Wyższej Szkole Handlowej,
ale Eva wciąż ma wrażenie, że bawią się w dorosłych. Już samo to, że tak
wcześnie wzięli ślub, w dodatku kościelny. Pamięta błysk w załzawionych
oczach matki Giny na schodach kościoła i poczucie braku czegoś w sobie,
które później ogarnęło Evę. Ona i Sverre celowo pobrali się dopiero
kilka lat po narodzinach Jonasa, a w uroczystości w Blom wzięli udział
wyłącznie świadkowie.
Teraz czuje, jaki ciepły jest jej płaszcz, jaki ciężki. Nie może mieć go
na sobie ani chwili dłużej. Górny guzik odpada i turla się pod kuchenny
stół, gdy Eva zrywa z siebie okrycie wierzchnie. Pozwala guzikowi się
oddalić, upuszcza płaszcz na podłogę. Niebieski wełniany płaszcz,
który
kupiła, gdy świętowali z mężem srebrną rocznicę ślubu w Kopenhadze. W pewnym sensie to też był rodzaj zabawy. Siada na kuchennym krześle,
które jej dziadkowie dostali w prezencie ślubnym. Na stole stoi stara
szklana misa kupiona podczas jednej z weekendowych wycieczek do
Blaafarvev?rket6, gdy Jonas był mały, z dwiema cytrynami i rumianym, pomarszczonym jabłkiem w środku. Przenosi wzrok na ławę, na
białą maselniczkę z pęknięciem na pokrywce, pamiątkę z dzieciństwa
Sverrego w H?vik. Na toster, w którym każdego ranka mąż opiekał jedną
kromkę chleba, zanim posmarował ją masłem i marmoladą, również tego
dnia, kiedy umarł. Eva przewijała w myślach ten obraz wiele razy, żeby
sprawdzić, czy tamtego konkretnego poranka, tak podobnego do innych
poranków, wydarzyło się coś, co sugerowałoby, że zaledwie kilka godzin
później jego serce się zatrzyma, nad kanapką z krewetkami w Bristolu.
Jak zawsze najpierw przeczytała "Klassekampen"7, podczas gdy on
przeglądał "Aftenposten"8. Radiowa Dwójka jak jednostajne
brzęczenie w tle. Eva nigdy nie opieka chleba, powinna pozbyć się
tostera, stoi nieużywany od ponad pół roku. Nigdy tego nie zrobi, nigdy
nie zaniesie go choćby do piwnicy. Może odrobinę drżała mu dłoń, kiedy
sięgał po filiżankę kawy, może Politisk kvarter9 wywołał
wyjątkowo mało sarkazmu, może jego wargi były bledsze niż zwykle, gdy
przy fontannie życzyli sobie nawzajem dobrego dnia pracy, by wejść do
swoich prestiżowych wydawnictw. A może nie. Wszystkie wspólnie spędzone
poranki wirują w jej głowie.
Spogląda na tulipany stojące na stole, bladoróżowe z białymi brzeżkami.
Myśli o ekranizacji powieści Isherwooda
Samotny mężczyzna w reżyserii Toma Forda, o kolorach w tym filmie, o tym, jak czasami wybuchają. Kiedy to się dzieje? Znów idzie do salonu i znajduje na półce norweskie tłumaczenie książki, zabiera je ze sobą do
kuchni, siada przy stole i otwiera na pierwszej stronie. "Przebudzenie
zaczyna się od powiedzenia "jestem" i "teraz". Przebudzone coś
leży wówczas przez jakiś czas, wpatrując się najpierw w sufit, potem
patrząc na siebie, aż rozpozna swoje ja i wyciągnie wnioski: ja jestem,
ja jestem teraz"10.
Eva zamyka książkę, kładzie ją na blacie i odsuwa od siebie, wzdychając
przy tym tak ciężko, że aż czuje ból w klatce piersiowej. Ale
jednocześnie czuje, że klatka piersiowa się rozszerza. Łatwiej się jej
teraz oddycha i coś ją przenika, jakaś siła. Eva zdejmuje jasnobrązowy
kaszmirowy sweter, rzuca go na podłogę, rozpina oliwkowozieloną
jedwabną bluzkę i wiesza ją na jednym z niezliczonych wolnych krzeseł.
Siedzi tak, w kremowobiałym koronkowym staniku, który kupiła wczoraj w małym sklepie z bielizną na Bogstadveien -?w elemencie garderoby, który
nie ma jeszcze żadnej historii. Pozwala, by jej wzrok, głowa, ciało,
pokój skąpały się w różu.
Może wypijesz ją u mnie?
Eva naciska przycisk czarnej kawy i dopiero wtedy się odwraca, a kiedy
się odwraca, robi to powoli. Myślała, że dzisiaj jest spotkanie zarządu,
poza
redakcją.
-?Dzień dobry, H?konie -?mówi, starając się skupić wzrok na twarzy
redaktora naczelnego, a nie na mięśniach klatki piersiowej i ramion,
które zaczęły się uwypuklać tej wiosny, tuż przed jego pięćdziesiątymi
urodzinami -?mięśniach, które szef wciąż masuje powolnymi, wyraźnie
sprawiającymi mu przyjemność ruchami.
-?Powinniśmy się naradzić przed spotkaniem z działem sprzedaży w przyszłym tygodniu -?wyjaśnia, napinając lewą pierś. -?Przed głosowaniem
w sprawie promocji Sygnatury.
-?Naradzimy się -?odpowiada Eva. -?Powieszę tylko płaszcz i zlecę
wypłatę honorarium za tłumaczenie, zanim zapomnę, a potem przyjdę do
ciebie.
-?Świetnie. Jestem do dziesiątej, później jadę do Holmen.
H?kon Kvalheim z uśmiechem unosi palec wskazujący i kieruje się w stronę
schodów.
-?Pamiętaj: tradycja i innowacja. Seria powinna emanować nie tylko
tradycją, lecz także innowacją. Czegoś tam brakuje, na obwolucie.
Dzisiaj znowu je lunch w biurze. Sałatka z tuńczykiem i lekko
zielonkawym jajkiem, plus łyżeczka kaparów. Bez cebuli. Eva odsuwa od
siebie w połowie pełną miskę, wyjmuje z torebki pastylki do żucia Dent,
wkłada jedną do ust i opiera stopy o parapet. Jedna skarpetka jest
krótsza od drugiej, odsłania kawałek białej łydki. Eva pochyla się i podciąga ją, tak by sięgała krawędzi dżinsów. Resztę dnia musi poświęcić
na przejrzenie maszynopisu, chociaż w skrzynce odbiorczej ma
prawdopodobnie ze dwieście nieprzeczytanych maili. Postawiła sobie za
cel przebrnięcie przez tekst, zanim wyjedzie na Targi Książki do
Frankfurtu. Tłumaczka o wiele za długo czeka na uwagi redakcyjne. Eva z wypiekami na twarzy myśli o kolejnym spotkaniu z powieścią, która prawie
dwa lata temu trafiła ją prosto w serce, tym razem po norwesku. To
raczej nie jest książka, która uratuje wiosenny budżet, ale Eva
twierdzi, że nie zna się na rynku wydawniczym, jeśli powieść nie zbierze
przychylnych recenzji. I nie zostanie kupiona przez Norweską Radę
Kultury, rada musi ją kupić, w przeciwnym razie budżet wydania tego
tytułu
będzie wyglądał nieciekawie. To szaleństwo publikować
siedemsetstronicowy przekład obcej prozy, Eva wie o tym, a w dodatku
powieść jest debiutem nieznanej kanadyjskiej pisarki. Nawet jeśli z rekomendacją Margaret Atwood.
Przeczytała maszynopis w dniu, gdy od rana do wieczora padał deszcz. Ona
i Sverre mieli wyjechać -?dokąd? -?ale wyjazd został odwołany w ostatniej chwili, dzięki czemu zyskali dwa dni bez żadnych zobowiązań.
Plan zakładał przejrzenie kilku stron w piątek po południu, żeby móc
przesłać agentowi coś w rodzaju kwalifikowanego "nie, dziękuję" i zacząć
weekend. Po przeczytaniu dwóch stron na ekranie komputera wydrukowała
cały tekst. Przez kolejne parę dni stos papierów podążał za nią z pokoju
do pokoju. Sverre
przeżywał jedną ze swoich faulknerowskich faz i głównie siedział w Oksenie11 w swoim gabinecie z Wściekłością i wrzaskiem i dzbankami mocnej Darjeeling. Eva nie pamięta już fabuły, od tamtej pory
przeczytała niezliczoną ilość maszynopisów, ale pamięta uczucie, które
jej towarzyszyło, dziwna potrzeba połykania słów. Czasami, coraz
częściej, zapomina, dlaczego całe dorosłe życie poświęciła literaturze
pięknej. Tamte dni przypomniały jej, jaki był tego powód.
Telefon brzęczy i wibruje, Eva nie potrafi zidentyfikować źródła
dźwięku. Przeszukuje torbę, sprawdza kieszeń płaszcza, w końcu znajduje
komórkę wśród papierów na biurku. "Zupa u mnie wieczorem?" -?pyta Hilda.
Eva waha się z odpowiedzią. Właściwie po pracy zamierzała iść popływać.
A co, jeśli Hilda będzie dziś natarczywa? Eva tego nie zniesie, mielenia
każdego tematu, który pojawi się w rozmowie. Niebo nad placem jest
idealnie błękitne, Eva otwiera okno, żeby wpuścić do środka rześkie
październikowe powietrze, papiery na biurku trzepoczą. Fontanna stojąca
między dwoma wydawnictwami wciąż szumi, na jej krawędzi siedzą blisko
siebie dwa gołębie. Zwykle plusk wody działa
na Evę kojąco, ale dziś budzi w niej mrowiący niepokój. Wyobraża sobie
urządzenie, którym można samemu podrapać się po plecach, przez chwilę
fantazjuje o tym, by podrapać się nim od wewnątrz. Zamyka okno. Na pewno
wkrótce wyłączą wodę na zimę. Wyobraża sobie mały aneks kuchenny Hildy,
a potem własną kuchnię. Nie ma w niej prawie nic do jedzenia, nic jej
nie kusi. Iść popływać może w każdej chwili. "Tak, dzięki!", pisze.
"Szósta?", pyta Hilda. "Zgoda!" Eva wyłącza powiadomienia w poczcie
mailowej, gdy przychodzi kolejne przypomnienie o badaniu Norweskiego
Stowarzyszenia Wydawców na temat molestowania seksualnego, wycisza
telefon, zrzuca buty, podciąga jedną nogę na krzesło i otwiera
maszynopis na ekranie. Przewija stronę tytułową, dedykację i motto i czyta pierwsze zdanie: "Tego ranka Margaret Soames nie była sobą, a może
właśnie była".
Przechodzi po Bajkowym Moście nad Akerselven i rusza w górę Markveien.
Czuje przemożną chęć, by coś kupić. Cokolwiek, byleby to nie było coś,
czego potrzebuje. Jest coś wyjątkowo kuszącego w tych małych sklepikach,
gdzie w kilka minut można zorientować się w ofercie i zawsze jest się
blisko wyjścia. Przynajmniej jeśli w środku są inni klienci, jeśli nie
zostaje sam na sam z osobą, która tam pracuje, i nie czuje się zmuszona
prowadzić z nią konwersacji. Rozmowa z Nielsem Neumannem wywołała ból
głowy, a właściwie całego ciała. Eva dostrzegła go kątem oka, gdy
przechodził dziś rano obok jej gabinetu, po tym jak usłyszała, że
ciężkie, męskie kroki stały się niepewne, gdy zbliżyły się do jej drzwi,
które były jak zwykle odrobinę uchylone. Uznała, że na tyle może sobie
pozwolić w biurze, gdzie -?mimo zadziwiająco mało otwartej kultury pracy
w innych obszarach -?drzwi stoją otwarte na oścież, chyba że akurat
odbywają się zebrania.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Przełożył Jarosław Iwaszkiewicz (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki). [wróć]
Brunost -?rodzaj norweskiego sera produkowanego z serwatki mleka krowiego i koziego lub tylko krowiego. Charakterystyczny kolor, zapach i smak nadaje mu skrystalizowana laktoza. [wróć]
Lampy PH -?lampy autorstwa duńskiego architekta i krytyka sztuki Poula Henningsena (1894-1967), produkowane przez Louisa Poulsena. Mają zwykle od trzech do ośmiu kloszy, zaprojektowanych na podstawie obliczeń dotyczących odbicia światła, wykonanych z metalu lub białego, ewentualnie kolorowego szkła. Lampy PH należą do duńskiego kanonu kulturowego. [wróć]
Stół od duńskiej firmy Fritz Hansen A/S (znanej także jako Republic of Fritz Hansen) produkującej od 1872 roku ekskluzywne meble. [wróć]
Hugo Alvar Henrik Aalto (1898-1976) -?fiński modernistyczny architekt i projektant. Do wyrobów Aalto należy między innymi słynny na całym świecie wazon Savoy. [wróć]
Blaafarvev?rket -?dawne norweskie przedsiębiorstwo górnicze w ?mot w Buskerud, które wydobywało rudę kobaltu i wykorzystywało ją do produkcji błękitu kobaltowego. Obecnie znajduje się tam skansen i galeria sztuki. Jest to największe i najlepiej zachowane muzeum górnictwa w Europie. [wróć]
"Klassekampen" (Walka klas) -?norweski lewicowy dziennik o zasięgu ogólnokrajowym, założony w 1969 roku w Oslo. [wróć]
"Aftenposten" -?liberalno-konserwatywny dziennik o zasięgu ogólnokrajowym, założony w 1860 roku w Christianii (obecnie Oslo). Najczęściej czytana norweska gazeta w wersji papierowej. [wróć]
Politisk kvarter (Kwadrans polityczny) -?norweski program publicystyczny poruszający bieżące tematy polityczne, nadawany w programie drugim norweskiego radia od 1968 roku, od poniedziałku do piątku od 07.45. [wróć]
Przełożył Jan Zieliński. [wróć]
Oksen (byk) -?kultowy skórzany fotel zaprezentowany w 1966 roku, po pięciu latach eksperymentowania, przez duńskiego architekta i projektanta wnętrz Arnego Jacobsena dla ekskluzywnej marki Fritz Hansen. [wróć]