Rozdział 1
1
W hali do hokeja na lodzie trzynastoletnia
Riley Andersen przygotowywała się do gry. Z jej ust dobywały się
obłoczki pary, gdy starannie sznurowała łyżwy i sprawdzała taśmę, którą
okleiła swój kij. W końcu zapięła kask i włożyła grube rękawice.
Zostało kilka minut do rozpoczęcia finałowego meczu szkolnych mistrzostw
San Francisco. Trąby SKŁ, drużyna nastolatki, miały zmierzyć się w nim z Uchatkami. To było jedno z najważniejszych starć w życiu Riley. Nie
mogła się go wprost doczekać. Była gotowa.
W Centrali w jej głowie do akcji równolegle szykowały się emocje.
Radość, złocista istotka o jaskrawoniebieskich włosach, rozciągała się
dziarsko w ramach rozgrzewki. To ona wiodła prym podczas
najszczęśliwszych wydarzeń w życiu Riley, a gra w hokeja bez wątpienia
się do nich zaliczała.
Pozostałe emocje również się przygotowywały, na wypadek gdyby dziewczyna
ich potrzebowała. Czerwony, przysadzisty Gniew poprawił krawat. Odraza,
zielona emocja w idealnie wyprasowanej sukience, piłowała paznokcie.
Niepozorna niebieska Smutna wycierała okulary. A bladofioletowy Strach
majstrował przy swojej eleganckiej muszce. Cała piątka towarzyszyła
swojej ukochanej dziewczynce od najwcześniejszych momentów jej życia -
wspólnie tworzyli drużynę Riley. I dobrze wiedzieli, że w ciągu
następnej godziny wszyscy bez wyjątku muszą być gotowi.
Radość zbliżyła się do stojącej pośrodku Centrali konsoli. Składała się
z wielkiego panelu z guzikami i dźwigniami, za pomocą których emocje
sterowały Riley. Powyżej znajdował się ekran, na którym wyświetlało się
wszystko, co dziewczyna widziała.
Trąby wyszły na lodowisko i na rozgrzewkę wykonały kilka okrążeń, a tymczasem Radość założyła na głowę słuchawki z mikrofonem. Uwielbiała
występować jako komentatorka podczas wszystkich meczów Riley. Nikt nie
kibicował jej tak jak ona.
- Tu Radość, nadaję prosto z głowy Riley. Zapowiada się kolejny popisowy
występ naszych przebojowych Trąb! - zaczęła. - Wszyscy fani Riley,
wstajemy i robimy hałas!
Wokół niej wystrzeliły armatki konfetti i Centralę wypełnił kolorowy
obłok.
Z widowni w hali podniosły się wesołe okrzyki. Rodzice Riley siedzieli w pierwszym rzędzie i dopingowali na całe gardło.
- Trąby, do boju! - wołali jedno przez drugie.
Zatrąbiła fanfara. Czas na mecz!
- Sklejcie piątkę! - Riley krzyknęła do koleżanek z drużyny.
Trąby zebrały się w kręgu i złączyły ukryte w rękawicach dłonie. Riley
błysnęła zębami w uśmiechu.
- Trąby na trzy! - zawołała. - Raz, dwa, trzy!
- TRĄBY! - gromkim głosem odpowiedział zespół.
Riley wyjechała na środek lodowiska i wbiła wzrok w krążek.
Sędzia podniosła go i upuściła na lód pomiędzy dwiema zawodniczkami.
Przez moment wydawało się, jakby opadał w zwolnionym tempie.
W końcu stuknął o taflę i Riley wskoczyła do akcji. Rozpoczęła się gra!
- A teraz powitajmy drużynę Riley! - zaanonsowała podekscytowana Radość.
- Na pierwszy ogień: mistrz zdecydowanych zagrań i wirtuoz fauli...
oklaski dla Gniewu!
- Niech ja tylko dorwę ten krążek! - warknął czerwony ludzik,
przyskakując do konsoli. Krępy, nabuzowany Gniewko był niezawodnym
napastnikiem.
Walnął pięścią w panel i złapał za dwie dźwignie, a konsola przybrała
odcień dojrzałego pomidora. Głowa Gniewu zaczęła dymić.
Z czerwoną emocją za sterami Riley natarła na bramkę przeciwniczek.
Wyminęła obrończynię Uchatek i posłała krążek prosto do siatki. Gol!
W Centrali pojawiło się nowe wspomnienie, które potoczyło się po torach
i zatrzymało na regale obok kolekcji lśniących kolorowych kul. Każda z nich zawierała inne wydarzenie z tego dnia, zapamiętane przez Riley.
Ich kolory odpowiadały emocjom, które dziewczyna kojarzyła z danym
wspomnieniem. Sporo kul było wielokolorowych, co oznaczało mieszankę
uczuć.
Mecz toczył się dalej, a bladofioletowy Strach nachylał się nad konsolą,
z zapamiętaniem studiując listę bezpieczeństwa. Jego rolą było
chronienie Riley przed zagrożeniami i do swojej pracy podchodził bardzo
poważnie.
- Kask, ochraniacze, rękawice - wyliczał, odhaczając je po kolei na
liście. - Dobrze, gotowe. Teraz wszystko powinno pójść jak z pła... AAA,
UWAGA!
Strach w panice odrzucił notes. Chwycił za dźwignię, wcisnął parę
guzików i... Riley w ostatniej chwili wyminęła jakąś zawodniczkę.
- A oto i Strach, który zawsze trzyma rękę na pulsie - wtrąciła Radość,
szczerząc zęby w uśmiechu.
- Ludzie, gdzie nasz ochraniacz na zęby?! - pisnął Strach.
Pod jego pieczą Riley podjechała do ławki. Chwyciła ochraniacz i włożyła
go do buzi.
Chwilową ciszę w Centrali przerwał krzyk Odrazy, która odepchnęła Strach
od konsoli.
- Nie, nie, nie, nie! To nie nasz! - wrzasnęła, w panice wciskając
guzik.
Riley natychmiast wypluła ochraniacz. Bleee!
- A oto i nasza słynna Odraza. Dobrze mieć ją w drużynie! -
kontynuowała prezentację Radość.
Zrobiwszy, co do niej należało, Odraza skinęła głową i zrobiła krok w tył. Odruchowo wygładziła sukienkę i musnęła palcami nieskazitelną
fryzurę. Szmaragdowozielona emocja lubiła wyglądać idealnie - nawet w środku meczu hokeja.
Tymczasem na lodowisku Riley pędziła za krążkiem. Właśnie miała go
przejąć, gdy jej kij zetknął się z łyżwami innej zawodniczki.
Powietrze przeciął pisk gwizdka.
- Dwadzieścia osiem, Andersen, podcięcie! - zawołała sędzia.
- O nie... no to będzie karniak - westchnęła Smutna, stając za sterami.
Konsola zaświeciła się na niebiesko, a markotna Riley niechętnie
pojechała do boksu kar.
- A na koniec... dobrze znana, uwielbiana, jedyna i niepowtarzalna... ooo
taaak! Jest z nami Smutnaaa! - wykrzyknęła rozochocona Radość.
Smutna, która zwiesiła się z konsoli z czołem wspartym o pulpit, bez
entuzjazmu pomachała malutką chorągiewką.
- Hurra.
Riley odsiedziała dwuminutową karę, a emocje złapały bardzo potrzebną
chwilę oddechu.
Tak wiele wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch lat. Tak wiele się
zmieniło! Riley skończyła trzynaście lat. Urosła o dobrych dziesięć
centymetrów i miała teraz aparat na zęby (z kolekcją kolorowych gumek).
Właśnie skończyła podstawówkę, ale wciąż była tą samą cudowną, wesołą
dziewczyną.
Radość zbliżyła się do okna na tyłach Centrali i popatrzyła na jej Wyspy
Osobowości. Każda z nich przypominała malutki lunapark. Wyspa Hokeja.
Wyspa Rodziny. Wyspa Wygłupów. Wyspa Szczerości. I największa ze
wszystkich: Wyspa Przyjaźni.
Radość uwielbiała je wszystkie, ale gdyby miała wskazać tę
najukochańszą, bez wahania wybrałaby właśnie Wyspę Przyjaźni. Gdy Riley
i jej rodzice przeprowadzili się do San Francisco, dziewczynka nikogo
tam nie znała. Ale teraz miała Bree i Grace.
Breonna Young, bramkarka Trąb, była wysoką, tyczkowatą okularnicą i uosobieniem lojalności, a drobna, przepoczciwa Grace Hsieh w każdej
sytuacji widziała potencjał do żartów i wygłupów. Riley i jej najlepsze
przyjaciółki były nierozłączne, razem grały w hokeja i wspólnie
odrabiały wszystkie zadania domowe. Radość nie mogła sobie wyobrazić
lepszej paczki.
Życie Riley stawało się jednak coraz bardziej złożone i nie definiowały
go już jedynie przyjaźń i cechy osobowości. Składały się na nie także
jej przekonania, które wyrastały z doświadczeń i wspomnień. Riley miała
przekonania na rozmaite tematy - dotyczyły szkoły ("Zadania domowe
powinny być nielegalne"), zespołów muzycznych ("Śpiewasz i Masz są
najlepsi!"), a nawet Bree i Grace ("Jestem świetną przyjaciółką").
Wszystkie te myśli współtworzyły Ośrodek Przekonań, który znajdował się
głęboko pod Centralą i składał z długich, świetlistych nici. Ciągnęły
się one aż do Centrali, gdzie łączyły się w coś, co było bez wątpienia
największą zmianą w umyśle Riley: jej Tożsamość. Stojąca pośrodku
Centrali Tożsamość wyglądała jak abstrakcyjny posążek - prześliczna
plątanina kolorów i światła. Służyła dziewczynie za kompas i pomagała
jej podejmować słuszne decyzje. Emocje uważały ją za swoje arcydzieło.
Radość przystanęła i przypatrzyła się jej ze szczerym zachwytem.
Pociągnęła za jedną ze strun, a w Centrali rozległ się spokojny głos
Riley mówiący: "Ja jestem dobra".
Złota emocja westchnęła pogodnie. I jak tu nie kochać tej wspaniałej
dziewczynki? Była wyjątkowa, przemiła i niesamowicie mądra. Uwielbiała
zwierzęta i...
Z zamyślenia wyrwał ją donośny gwizd. Sędzia dała Riley sygnał, że może
wrócić do gry. Dziewczyna zeskoczyła z ławki kar i zerknęła za tablicę z wynikiem. Było 3-3, a do końca meczu zostało kilkadziesiąt sekund.
Smutna sapnęła z przejęcia.
- Jest remis!
- Jak mamy wbić gola w niecałą minutę? - jęknęła Odraza, załamując ręce.
Radość wyciągnęła pudło pełne żarówek zawierających rozmaite pomysły.
Pozostałe emocje niecierpliwie sięgnęły do środka.
- Strzelimy z klepy! - skrzeknął Strach, wyciągając pierwszą żarówkę.
- Wjedziemy prosto na bramkarkę! - warknął Gniew, chwytając drugą.
Radość wyjęła inny pomysł.
- Luzik guzik. Riley to ogarnie - oświadczyła z przekonaniem i wpięła
żarówkę do konsoli.
Za ich plecami Tożsamość zamigotała i zabrzęczała. Przyjęła podsunięty
pomysł.
Gdy zawodniczki ustawiły się na swoich pozycjach, Riley nachyliła się do
Grace.
- Nawlekamy nitkę - powiedziała, po czym przeniosła wzrok na Bree.
Dziewczyny wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
W Centrali emocje nie odrywały wzroku od ekranu.
- Jedziesz, Riley - szepnęła Radość.
Krążek upadł na lód.
Riley natychmiast go przejęła. Wykonała popisowy zwód, po czym odwróciła
się i podała krążek do czekającej za jej plecami Bree. Bree odbiła go od
barierki i posłała z powrotem do Riley.
Zostało sześć sekund, gdy Riley rzuciła się pędem do bramki, zostawiając
zawodniczki przeciwnej drużyny w tyle. Kibice poderwali się ze swoich
foteli, chłonąc zagranie z zapartym tchem.
Do akcji wkroczyła obrończyni Uchatek, ale Riley się jej spodziewała.
Uderzyła krążek, który pomknął między nogami rywalki do ustawionej za
jej plecami Grace. Grace się zamachnęła... i trafiła krążkiem prosto do
bramki. GOOOL!
Emocje zaczęły skakać i krzyczeć na całe gardło.
Rozległ się gwizdek. Koniec meczu! Widzowie oszaleli.
Na lodowisku Riley, Bree i Grace odtańczyły swój szalony zwycięski
taniec.
- Trąbiimy! - wołały, naśladując dźwięk trąbki. Wymachiwały pięściami i kiwały biodrami. - Trąbiimy! Trąbiimy!
- Puchar mistrzostw zdobywają Trąby SKŁ! - oznajmił komentator.
Grace padła Riley w objęcia. Bree rzuciła się na nie z impetem. Po
chwili dołączyły do nich pozostałe członkinie drużyny, tłocząc się w wielkim grupowym uścisku.
Riley i jej przyjaciółki upadły na lód, zanosząc się śmiechem, a w Centrali pojawiło się nowe wspomnienie. W złotej kuli raz po raz
odgrywał się radosny moment zwycięstwa.
Radość uśmiechała się od ucha do ucha. To wspomnienie zostanie z ich
dziewczynką na całe życie.
Rozdział 2
2
Po meczu Riley, Bree, Grace wraz z resztą
drużyny opuściły lodowisko, delektując się wielkim triumfem.
Ruszyły w stronę przebieralni, gdy drogę zastąpiła im jakaś kobieta.
- Hej, dziewczyny. Gratuluję spektakularnego zwycięstwa!
Oczy Riley zrobiły się wielkie jak spodki. Stała przed nimi pani
Roberts, trenerka licealnej drużyny hokeja!
- Co za mecz. To ostatnie zagranie, fiu, fiu! Wy trzy dałyście czadu -
pochwaliła je, uśmiechając się szeroko.
- Dziękujemy - bąknęła Riley.
- Słuchajcie, wiem, że to trochę na ostatnią chwilę, ale co roku
organizuję trzydniowy obóz treningowy, na który zapraszam najlepsze
hokeistki z okolicy. Chciałabym was tam zobaczyć. - Pani Roberts
wręczyła im po ulotce.
Trzy przyjaciółki wpatrywały się w trenerkę oniemiałe. Tymczasem w Centrali emocje odchodziły od zmysłów.
- Czy ja śnię? Niech mnie ktoś uszczypnie! - pisnął Strach.
- Jeśli zrobimy wrażenie na pani Roberts, weźmie całą trójkę do zespołu!
- wykrzyknęła Radość.
- Zimne Ognie! Nareszcie jakaś porządna drużyna! - stwierdził Gniew z aprobatą.
- Co powiecie? - spytała pani Roberts.
- Tak! - odpowiedziały dziewczyny chórem.
- Świetnie! To widzimy się jutro.
Przyjaciółki odprowadziły trenerkę wzrokiem, a gdy ta zniknęła za
drzwiami, wybuchnęły niepohamowanym śmiechem. Jeszcze parę minut
wcześniej z całym przekonaniem twierdziłyby, że ten dzień nie mógł
skończyć się lepiej. Ale zaproszenie na obóz hokejowy przerosło ich
najśmielsze oczekiwania.
Tego wieczoru Riley siedziała na łóżku i oklejała kij hokejowy taśmą.
Podniosła wzrok, gdy rodzice zajrzeli do jej pokoju, żeby powiedzieć
dobranoc.
- Co za dzień! - rzuciła mama z przejęciem.
Tata wziął Riley w objęcia i mocno ją uścisnął.
- Nasza mała gwiazda! - powiedział, kiwając się z nią na boki. - Zrobisz
taką furorę na obozie, że trenerka pogubi łyżwy z wrażenia!
- Tato! Przestań! - Riley odepchnęła go ze śmiechem. - To tylko obóz
hokejowy. Kto wie, co się tam wydarzy.
Jej uśmiech przygasł, gdy przypomniała sobie o dwuminutowej karze. Na
ekranie w Centrali odtworzyło się przywołane niebieskie wspomnienie.
"Dwadzieścia osiem, Andersen, podcięcie!"
- Przez mój faul prawie dziś przegrałyśmy - mruknęła Riley. - Co, jeśli
na obozie też dam ciała?
- Hej, nie gadaj bzdur - zaprotestował tata łagodnie i położył jej rękę
na ramieniu.
- Właśnie, byłaś dziś wspaniała, słonko - dodała mama.
- O to, to! Mama wie, o co chodzi! - podchwyciła Radość, niecierpliwie
ściągając niebieską kulę z projektora wyświetlającego wspomnienia.
Na twarz Riley powrócił uśmiech.
- W sumie - przyznała.
- Jesteśmy z ciebie strasznie dumni - zapewniła mama, całując córkę w czoło.
- Dobranoc, małpko - dodał tata.
Oboje z Riley podrapali się pod pachami, wydając małpie odgłosy, tak jak
niemal każdego wieczoru od niepamiętnych czasów.
Po wyjściu rodziców Riley wsunęła się pod kołdrę i westchnęła, moszcząc
się wygodnie. Zgasiła światło i już po chwili pogrążyła się we śnie.
Emocje z niepokojem spojrzały na niebieskie wspomnienie w rękach
Radości.
- Ojej, Riley jest dla siebie strasznie surowa - stwierdziła Smutna z troską.
- No to... pomóżmy jej trochę! - odparła Radość.
Złapała długi kij zakończony hakiem i ściągnęła z sufitu długą rurę.
- Panie i panowie, przed wami... mój superzaawansowany system ochrony
Riley.
Pozostałe emocje przyjrzały się rurze. Naraz odpadł z niej jakiś
element. Niezrażona Radość umieściła go z powrotem na miejscu.
- To na te wszystkie wspomnienia, które powinny trafić prosto do rewiru
Z Tyłu Głowy. Jak to o faulu - wyjaśniła, unosząc niebieską kulę. -
Niepotrzebnie jej ciąży. Ulżyjmy jej!
Umieściła wspomnienie w rurze i przydusiła do ziemi znajdującą się pod
nim sprężynę. A gdy puściła, odrzut posłał kulę przezroczystą tubą
prosto do najodleglejszego zakątka umysłu nastolatki. Emocje
odprowadziły ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła w oddali.
- Ekspresowy bilet w jedną stronę do "Pomyślimy o tym później"! -
skwitowała Radość.
Pozostałe emocje przytaknęły z uznaniem.
- Niezłe zagranie, Radocha - przyznał Gniew.
- Nikt nie troszczy się o Riley tak jak ty - dodała Smutna.
Radość uśmiechnęła się skromnie.
- Dzięki, robię, co mogę. No dobrze, to przejrzyjmy asortyment! -
zarządziła, pokazując na pozostałe wspomnienia z tego dnia.
Odraza, Strach, Gniew i Radość podeszli do regału z kolorowymi kulami.
Po kolei zdejmowali z półek te, które mogły być przykre dla Riley.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki