Przez Stradom, określany w XV wieku także mianem Pons Regalis, czyli Most Królewski, wiódł trakt do Kazimierza i dalej, w stronę Wieliczki. Niewykluczone, że w rozszerzeniu ulicy, może naprzeciw kościoła św. Jadwigi, znajdował się plac, coś w rodzaju rynku, na którym stały kramy4. Tam też po jednej stronie drogi znajdowało się Niebo (Raj), a po drugiej - Piekło. Rajem określano tereny pomiędzy dzisiejszymi ulicami Stradomską i św. Agnieszki, Piekło natomiast leżało po drugiej stronie traktu. Obszar ten nazywany był Piekłem zapewne z powodu częstych pożarów i powodzi zalewających drewniane, nędzne zabudowania mieszkającej tutaj biedoty oraz tereny uprawne. Trzeciego sierpnia 1468 roku spadła tak wielka ulewa, że wezbrana woda pochłonęła przemieście wraz nowymi domami i kościołami, a powódź jeszcze się powiększyła, gdy wylały okoliczne stawy. Podobne kataklizmy annaliści odnotowali w 1475 roku, gdy woda miała sięgać ołtarzy w kościołach Bernardynów i św. Agnieszki, oraz w 1515 czy 1534 roku, gdy wylewy wiślane zniszczyły Stradom oraz most wiodący do Kazimierza5. Żywioł dawał się stradomianom we znaki i w późniejszych czasach, czego świadectwo dał w swoich wspomnieniach żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku księgarz i historyk amator Ambroży Grabowski:
W tej to pamiętnej powodzi [1813 - przyp. aut.] Wisła płynąca przez Stradom [...] woda, mówię, ta zniosła czyli zerwała całą kamienicę, oznaczoną nr. 1-ym, przytykiem niemal do samego mostu Stradomskiego, z miasta idąc, po prawej ręce stojącą; dziś jest tam plac pusty. Największą atoli szkodą był piękny most drewniany na palach, na wielkim korycie Wisły między Krakowem a Podgórzem stojący i dosyć wysoko podniesiony6.
Brama Grodzka od strony Stradomia w XIX wieku. Akwarela Zygmunta Wierciaka
Życie na tym skrawku ziemi było zatem niełatwe i niewykluczone, że właśnie w nawiązaniu do tego pojawiła się nazwa "Stradom". Występujący w tekstach średniowiecznych czasownik "stradać" oznaczał mniej więcej tyle, co "tracić", "być czegoś pozbawionym", "cierpieć niedostatek", i doskonale pasował do określenia niepowetowanych strat spowodowanych wylewami Wisły. Dla uzupełnienia warto wspomnieć o jeszcze innej teorii, wedle której nazwa osady wzięła się od imienia jej dawnego właściciela - Strada, Stradoma albo Stradomira7.
Życia stradomianom nie ułatwiały także królewskie zarządzenia. Pierwszym był wspomniany dekret Władysława Jagiełły zakazujący odrywania osady od Kazimierza, podtrzymany przez jego syna Kazimierza Jagiellończyka oraz wnuka Jan Olbrachta. Ponadto w 1505 roku Aleksander Jagiellończyk wydał rozporządzenie zabraniające budowania murowanych domów na obszarze Stradomia i przeniesienie jego mieszkańców do Kazimierza. Król z jednej strony wziął pod uwagę wylewy Wisły, z drugiej zaś - względy strategiczne. Istnienie położonego tuż przed murami Krakowa nieobwarowanego przedmieścia było niebezpieczne w razie ewentualnych najazdów. Ostatecznie jednak do przenosin do Kazimierza nie doszło, a stradomianom udało się utrzymać część niezawisłości, ale nadal nie wolno im było stawiać murowanych domów. W okresie średniowiecza na przedmieściu istniały tylko dwie murowane budowle. Były to świątynie otoczone zabudowaniami klasztornymi, należące do bożogrobców i bernardynów. Sytuacja zmieniła się dopiero po najeździe szwedzkim (1655), kiedy trzeba było odbudować całe spalone przedmieście. Z czasem zamożne rody mieszczańskie zaczęły stawiać tu kamienice, a szlachetnie urodzeni budowali swoje dwory i gdy w 1800 roku władze austriackie wcielały przemieście w granice Krakowa, w niczym już nie przypominało ono dawnego Piekła i Nieba.
Stradom i Kazimierz. Józef Brodowski, 1822 rok
Do Raju przez Czyściec
Jak przystało na okolice Piekła i Nieba, gdzieś w pobliżu powinien znajdować się Czyściec, w którym grzesznicy mogliby odpokutować swoje winy, a święci umartwiać się za grzechy całego świata. I... rzeczywiście! Takie miejsce znajdowało się przy klasztorze Bernardynów, z którym związana jest postać Szymona z Lipnicy. Ten przyszły święty słynął jako wielki asceta i aby się umartwiać, tarzał się niekiedy w przyklasztornym śmietnisku nazywanym "czyśćcem"8.
Szymon związany był z klasztorem od początku jego istnienia. Jako student wydziału nauk wyzwolonych na Uniwersytecie Krakowskim zafascynował się słowami Jana Kapistrana, charyzmatycznego włoskiego kaznodziei, który w 1453 roku zawitał do Krakowa, głosił tu płomienne kazania i przyczynił się do powstania wspomnianego klasztoru. Szymon wraz z grupą młodych mężczyzn wstąpił do nowego zgromadzenia, pierwszego na ziemiach polskich zakonu obserwantów pod wezwaniem św. Bernardyna ze Sieny, i z czasem zasłynął jako wielki kaznodzieja oraz cudotwórca9.
Stojąc u wylotu ulicy Grodzkiej, za nieistniejącą dzisiaj bramą i za zasypaną odnogą Rudawy, na pewno nie przeoczymy imponującego kościoła Bernardynów 1. Obecnie ma on barokową szatę, którą przybrał w latach 1659-1680, po odbudowie ze zgliszczy potopu szwedzkiego, wcześniej jednak na jego miejscu istniała inna świątynia. Pierwsze drewniane zabudowania wzniesiono już w 1453 roku, a rok później zastąpiono je murowanym kościołem. Dopiero później na jego miejscu powstał większy, murowany budynek gotycki z jedną wieżą, prace nad którym trwały do początków XVI wieku10.
Świątynię postawiono na ziemiach ofiarowanych bernardynom przez kardynała Zbigniewa Oleśnickiego i jego brata Jana, a po śmierci kardynała budową kierował Jan Długosz, dobroczyńcami zaś byli mieszczanie krakowscy Marcin Bełza i Paweł Bera oraz kasztelan sandomierski Jan Hińcza z Rogowa11. Ten ostatni był podejrzewany o romans z czwartą żoną Jagiełły, urodziwą Sonką Holszańską, lecz ile prawdy kryło się w oskarżeniach królowej o niewierność małżeńską, pewnie się już nie dowiemy. Faktem pozostaje jednak, że Jan był zafascynowany Zofią i spędzał u jej boku sporo czasu, a po śmierci królowej popadł w dewocję, co zaowocowało między innymi fundacjami licznych kościołów i klasztorów. Na domiar wszystkiego w notach komemoracyjnych prosił o modlitwę za duszę królowej i "odpuszczenie grzechów Janowi Hińczy". Według niepotwierdzonej hipotezy miał także zabiegać o własny pochówek w miejscu jej spoczynku, a gdy się to nie udało, przyszło mu spocząć nieco dalej, w ufundowanej przez siebie w katedrze wawelskiej kaplicy Niewiniątek. Przy czym przestrzeń tę nakazał ozdobić freskami w ruskim stylu, na wzór zdobień z jej kaplicy12.
Kościół i klasztor Bernardynów po odbudowie z potopu szwedzkiego. Wygląd z połowy XIX wieku
Mały Szymon sprzedający chleb. Ilustracja z książki Błogosławiony Szymon z Lipnicy wydanej w 1935 roku
Świątynia bernardynów jest ważna dla historii Stradomia i samego Krakowa głównie ze względu na Szymona z Lipnicy. W opowieściach hagiograficznych Szymon jawi się nie tylko jako asceta, ale także jako człowiek wrażliwy na cierpienie oraz krzywdę ludzką, starający się wspomóc słabszych w ich niedoli. Jedna z legend ludowych mówi, że kiedy był dzieckiem, matka przykazała mu pilnować kramu z pieczywem, którym handlowała na targu. Litościwy chłopiec rozdał wszystko potrzebującym, a ostatni bochenek sprzedał nieznajomemu starcowi. Tak jak się spodziewał, rodzice bardzo się z tego powodu rozgniewali, ale gdy wyjaśnił, że rozdał chleb, by wspomóc ubogich, a nie z dziecięcej lekkomyślności, matka przestała go łajać i sięgnęła do sakiewki po zapłatę za ostatni bochenek. Wtedy też odkryła, że w sakiewce jest tyle pieniędzy, ile wart był cały towar, a gdy wieść o tym obiegła Lipnicę, jej mieszkańcy stwierdzili, że to sam Pan Jezus pod postacią starca zapłacił małemu Szymkowi za pieczywo rozdane biedakom13.
Szymon przy łożu zadżumionego. Ilustracja z książki Błogosławiony Szymon z Lipnicy wydanej w 1935 roku
Wiele lat później, już jako brat zakonny, Szymon litował się także nad ciężko pracującymi konwersami woziwodami, którzy dostarczali wodę do klasztoru. Czerpali ją z Wisły i choć płynęła ona nieopodal, praca była ciężka, zwłaszcza że klasztor się rozrastał, a wody potrzeba było nie tylko dla ludzi, ale też dla zwierząt, do podlewania ogrodu czy do łaźni. Legenda mówi, że Szymon przez kilka dni spacerował wokół zabudowań klasztornych, kreśląc coś i mierząc, aż wreszcie wskazał miejsce, w którym należałoby wykopać studnię. Jedni powiadają, że wykopał ją własnymi rękami, a inni, że było to wspólne przedsięwzięcie jego i nowicjuszy z klasztoru. Choć nie wiadomo, jak długo trwała praca, Szymon doczekał jej zakończenia, a do studni, której woda była uznawana za cudowną i pomocną w leczeniu wielu schorzeń, szczególnie chorób oczu, wierni pielgrzymowali jeszcze w latach dwudziestych XX wieku14. Woda miała także znakomity smak, lecz obecnie nie nadaje się do spożycia. Dzisiaj prostą cembrowinę studni, zachowanej przy ścianie klasztoru nieopodal wejścia do klasztornej furty (od ulicy Bernardyńskiej), nakrywa metalowa płyta i wieńczy kuty w żelazie pałąk z krzyżem na szczycie. Nietrudno ją też zlokalizować dzięki wmurowanej w ścianę kościoła kamiennej płycie z napisem: Studnia św. Szymona.
Na tym jednak nie koniec cudów niezwykłego bernardyna, który płomiennymi przemówieniami porywał słuchaczy w przyklasztornym kościele i w wawelskiej katedrze, gdzie pełnił funkcję kaznodziei. Szymon z Lipnicy zyskał jeszcze większą sławę, kiedy w 1482 roku Kraków i okolice nawiedziła dżuma. Nie była to pierwsza epidemia, której doświadczył, ale okazała się jedną z najgroźniejszych i zbierała żniwo przez pół roku (w konwencie bernardynów zmarło wówczas dwudziestu pięciu braci). Pomimo namów współbraci Szymon nie chciał opuścić klasztoru, żeby udać się w bezpieczniejsze miejsce i, jakby tego było mało, wędrował po Krakowie w poszukiwaniu chorych i umierających, którym niósł ostatnią posługę. W tych okolicznościach nietrudno było się zarazić i tak też się stało - Szymon niebawem zapadł na zdrowiu i zmarł w czwartek 18 lipca około godziny piętnastej, po pięciu dniach choroby o niezwykle intensywnym przebiegu. Wkrótce, mimo braku oficjalnego kultu, został okrzyknięty patronem chroniącym przed zarazą, a jego grób był nawiedzany przez wiernych w procesjach podczas kolejnych epidemii. Do kościoła Bernardynów na Stradomiu ludzie przybywali także poza okresami pomorów, z indywidualnymi prośbami, szukając ratunku dla siebie i bliskich przed rozmaitymi chorobami. Wierzyli bowiem, że u grobu niezwykłego bernardyna polecani mu w modlitwie chorzy odzyskują zdrowie15.
Chociaż wolą Szymona było spocząć pod progiem kościoła, aby wchodzący mogli po nim deptać, współbracia pochowali go pod ołtarzem. Z czasem zaś wystawiono mu kaplicę i wystarano się o jego beatyfikację (kanonizacja nastąpiła dopiero w 2007 roku). Papież Innocenty IX wydał dekret beatyfikacyjny 24 lutego 1685 roku, a wielkie uroczystości zakończyła 27 lipca uroczysta translacja relikwii Szymona z katedry wawelskiej, gdzie je ukryto w czasie potopu szwedzkiego, do kościoła Mariackiego, a stamtąd do odbudowanego kościoła Bernardynów. W kaplicy św. Szymona możemy dziś zobaczyć ołtarz-mauzoleum z 1662 roku z figurą zmarłego (święty przedstawiony jest w pozycji leżącej, z głową wspartą na poduszce i złożonymi na piersiach rękami), wykonany przez mistrza kamieniarskiego Marcina Krystiana z Kazimierza, oraz witraż autorstwa Józefa Mehoffera ze scenami apoteozy św. Szymona16.
Ołtarz-mauzoleum Szymona z Lipnicy
Będąc w kościele Bernardynów, należy jeszcze zajrzeć do kaplicy św. Anny w lewym ramieniu transeptu, gdzie w późnobarokowym ołtarzu zachowała się rzeźba św. Anny Samotrzeciej z końca XV stulecia, która najprawdopodobniej jest dziełem samego mistrza Wita Stwosza. Na ścianie zaś wisi obraz Taniec śmierci, najsłynniejszy tego typu w Polsce, z charakterystycznym dla okresu baroku motywem dance macabre. Jest on swoistym moralitetem, mającym przypominać maluczkim, że w obliczu śmierci wszyscy stają się sobie równi17. Obrazu i rzeźby oczywiście nie sposób przeoczyć, mało kto jednak pamięta, że na początku XVIII wieku kaplica została przekazana do użytku tercjarkom franciszkańskim (koletkom) i połączona drewnianym gankiem z ich siedzibą18.
Pierwszym znanym drukarzem działającym w Krakowie był pochodzący najpewniej z Bawarii Kasper Straube. To z jego warsztatu, usytuowanego prawdopodobnie przy klasztorze Bernardynów, wyszedł w 1473 roku Almanach Cracoviense ad annum 1474, astronomiczno-astrologiczny kalendarz, uznawany za pierwszy zachowany druk wydany na ziemiach polskich. Jego wydanie rozpoczęło historię drukarstwa w Polsce.
Wyspa przeklętych
Stojąc przed kościołem Bernardynów, wspomnijmy o położonej niegdyś vis-a-vis wysepce na stawie św. Sebastiana (Leypingerowskim), który był zapewne pozostałością dawnego starorzecza Wisły. Na wyspie w czasach rozbicia dzielnicowego i walk Piastów o Kraków być może znajdował się gródek obronny Konrada Mazowieckiego. Potem usytuowano tam szpital dla chorych na kiłę 2, a w okresach pomorów nawiedzających Kraków, zwłaszcza epidemii czarnej śmierci, organizowano morownie, w których izolowano zarażonych. Okresowo bywało to także miejsce wygnania włóczęgów i żebraków oraz chorych na kiłę prostytutek, których władze pozbywały się z miasta. Otaczające wysepkę podmokłe łąki, z czasem nazwane Łąkami św. Sebastiana, ciągnęły się wzdłuż traktu wiodącego z Krakowa do Kazimierza i stanowiły naturalną przeszkodę dla tych, którzy chcieliby dostać się na wyspę albo się z niej wydostać19.
Szpital i kościół św. św. Sebastiana i Rocha na podstawie rekonstrukcji według stanu z połowy XVII wieku
Za czasów Szymona z Lipnicy kiła była u nas chorobą nieznaną, ale już na początku XVI wieku przybrała rozmiary epidemii. Choroba w pierwszej fazie objawiała się występowaniem zgrubień w okolicach miejsc intymnych, które z czasem ulegały owrzodzeniu. Potem pojawiała się wysypka, przekształcająca się w bolesne wrzody. Wielu chorych kiła na stałe oszpeciła, a innych pozbawiła życia, ponieważ w późniejszym stadium guzy - kilaki - mogły pojawiać się w gardle, na sercu lub kościach20. Innymi słowy, kiła w ówczesnej formie była bardziej zjadliwa i zaraźliwa niż później, więc aby zapobiec jej rozprzestrzenianiu, krakowscy rajcy postanowili założyć izolatorium dla chorych. Jeśli chodzi o jego lokalizację, wybór padł na trudno dostępną wysepkę pośród mokradeł. Dzisiaj sprzed kościoła Bernardynów lokalizacji tej nie zobaczymy, ponieważ zasłania ją szereg kamienic stojących po przeciwnej stronie ulicy Stradomskiej, ale jeśli puścimy wodze fantazji, nietrudno nam będzie wyobrazić sobie rozległą przestrzeń porośniętą olchami i bagienną roślinnością, z niewielką wyspą wyrastającą nad wodami stawu. To tam, być może w pobliżu skrzyżowania obecnych ulic św. Sebastiana i Bogusławskiego, nieopodal ujścia młynówki Rudawy do Wisły, rajscy krakowscy, zainspirowani przez Piotra Wedelickiego z Obornik, ówczesnego burmistrza i lekarza w jednej osobie, założyli w 1528 roku szpital. Do szpitala i ufundowanego przy nim niewielkiego drewnianego kościoła pod wezwaniem św. św. Sebastiana i Fabiana (później św. św. Sebastiana i Rocha, patronów morowych) prowadził drewniany mostek21.
Na rzecz lecznicy, która przetrwała do 1821 roku i której sława rozeszła się po całym kraju, hojne nadania czynili świeccy i duchowni, a nawet król Zygmunt Stary. Ratunku zaś szukali w niej chorzy z okolic Krakowa oraz z odległych zakątków Małopolski, a nawet z Warszawy, ze Lwowa czy z miast wielkopolskich. Byli to głównie ludzie niższego stanu: kupcy, służba bądź żołnierze, choć zdarzali się także przedstawiciele szlachty, odbywający czasami leczenie na własny koszt. Na ogół wśród pensjonariuszy przeważały kobiety. W ciągu roku w jednym z domów szpitalnych przebywało ich od kilku do kilkunastu. Już pod koniec XVI wieku szpital mieścił się w sześciu budynkach, z których każdy miał cztery izby; trzy z nich były przeznaczone dla kiłowatych, czwarty dla zapowietrzonych, w piątym mieszkał zarządca z rodziną i jałmużnicy zbierający datki na szpital, a w szóstym mieściło się lokum dla chirurga i prepozyta, którego zadaniem było udzielanie sakramentów chorym i odprawianie dwa razy w tygodniu mszy w przyszpitalnym kościółku. Jeśli do izolowania zapowietrzonych nie starczało miejsca w izbach, wokół szpitala powstawały prowizoryczne baraki22. Podczas wielkich epidemii, nawiedzających Kraków i okolice, przybytki te stawały się nie tyle lecznicami, ile miejscami izolacji, śmierci i pogrzebów, ponieważ zmarłych grzebano na istniejącym tu cmentarzu morowym23.
Od czasów potopu szwedzkiego szpital wraz z kościołem chyliły się ku upadkowi i ostatecznie zabudowania zniknęły z mapy Krakowa pod koniec XVIII stulecia. Ambroży Grabowski wspominał, że okolica była błotnista i pusta, rowy po dawnej fosie pełne gnijących nieczystości, a wzdłuż Łąk św. Sebastiana wiodła tylko rzadko uczęszczana, wąska ścieżyna24. W 1805 roku budynki i ziemie poszpitalne zostały wystawione na licytację i sprzedane, a opracowany trzy lata później projekt upiększenia miasta zakładał, iż łąki staną się terenem rekreacyjnym. I rzeczywiście - niemal do końca XIX wieku obszar ten był celem spacerów i wycieczek krakowian25.
Na mokradłach wokół późniejszych Łąk św. Sebastiana znajdowały się pokłady gliny. Według tradycji właśnie stąd w średniowieczu brano glinę na cegły, które posłużyły do budowy kościoła Mariackiego.
Jak feniks z popiołów
Murowane dwory i kamienice, stawiane z upływem lat wzdłuż traktu wiodącego do Kazimierza, zupełnie przesłoniły widok na wyspę św. Sebastiana, ale zanim do tego doszło, drewniana zabudowa przedmieścia niejednokrotnie ulegała zniszczeniom wskutek powodzi, pożogi i wojen. Kiedy w 1536 roku na Wawelu wybuchł wielki pożar, który strawił znaczą część średniowiecznego zamku, ogień przeniósł się na Stradom, niszcząc jego drewniane budynki26. Po tej katastrofie zarówno rajcy krakowscy, jak i rajcy kazimierscy byli przeciwni odbudowie wypalonego niemal doszczętnie przedmieścia, ale stradomianie obronili prawa do istnienia swojej osady i podnieśli ją ze zgliszczy. Jedną z najbardziej reprezentacyjnych rezydencji ziemiańskich powstałych na Stradomiu była wzniesiona w 1626 roku siedziba Aleksandra Koniecpolskiego (dzisiaj ulica Stradomska 2). Był to piętrowy budynek z wejściem od strony bramy Grodzkiej, z fasadą zwróconą ku młynówce Rudawy, z trzema domkami na tyłach oraz z sadem i ogrodem sięgającym do tejże młynówki, której bieg wyznaczał północną granicę terenów przyznanych miastu Kazimierz. Nieopodal zaś w połowie stulecia powstała najokazalsza swego czasu na Stradomiu budowla - wczesnobarokowy pałac Jana Wielopolskiego (ulica Stradomska 6), starosty bieckiego, a z czasem kanclerza wielkiego koronnego27.
Oblężenie Krakowa przez Szwedów w 1655 roku. Miedzioryt z pracy historyka Samuela Pufendorfa, wydanej w 1696 roku w Norymberdze
Podobnie zresztą rzecz miała się po potopie szwedzkim, kiedy Szwedzi zdobyli słabo broniony Kazimierz (1655) i, atakując Kraków od strony bramy Grodzkiej, spalili zabudowania bezbronnego Stradomia razem z istniejącymi tu kompleksami klasztornymi bożogrobców, bernardynów, bernardynek, koletek oraz kościół św. św. Sebastiana i Rocha. Młyny stojące nad odnogą Rudawy popadły zaś w ruinę, podobnie jak istniejący nieopodal rurmus (wodociąg) dostarczający wodę do Krakowa. Po wyparciu Szwedów dwa lata później zniszczone przedmieście odrodziło się jak feniks z popiołów. Odbudowano zrujnowane kościoły, a pośród nowej zabudowy zaczęło przybywać murowanych domów, nierzadko bardzo reprezentacyjnych. Definitywnego zniszczenia zdołał najpewniej uniknąć pałac Wielopolskich, który w 1655 roku został opanowany przez Szwedów, a następnie przez krakowskich studentów. Dzielni żacy, wysłani tutaj przez broniącego Wawelu Stefana Czarnieckiego, odbili go bowiem z rąk wroga28.
W pierwszej połowie XVIII wieku w krajobrazie przedmieścia pojawił się późnobarokowy kościół Misjonarzy 3, który stanął na miejscu dawnego domu wójta stradomskiego29. Kompleks klasztorny objął także niegdysiejsze parcele rzemieślników oraz pałace Koniecpolskich i Wielopolskich. Misjonarze, sprowadzeni przez biskupa Jana Małachowskiego do Krakowa z Chełmna w 1682 roku, mieli prowadzić diecezjalne seminarium duchowne i osiedli początkowo na Wawelu. Z czasem zaś przenieśli się na Stradom, do domów wykupionych przez biskupa od ówczesnych właścicieli i w pałacu ofiarowanym im przez kanclerza koronnego Jana Wielopolskiego urządzili kaplicę oraz mieszkania dla ordynatów. Niebawem też przystąpili do budowy klasztornego kościoła pod wezwaniem Nawrócenia św. Pawła Apostoła, według projektu słynnego polskiego architekta epoki baroku Kacpra Bażanki, który inspirował się wyglądem rzymskiego kościoła św. Andrzeja na Kwirynale, projektu Berniniego. Prace nad wykończeniem tego niewielkiego, jednonawowego kościoła, trwały bardzo długo, a jednym z ciekawszych rozwiązań było... zastosowanie służących za dekorację luster, aby optycznie powiększyć przestrzeń30.
Kościół Misjonarzy w połowie XIX wieku
Zgromadzenie Księży Misjonarzy było zakonem młodym, założonym w 1625 roku w Paryżu w celu ewangelizacji ubogich, opieki nad chorymi i prowadzenia przytułków dla sierot, a do Polski sprowadzonym przez pochodzącą z Francji królową Ludwikę Marię Gonzagę, żonę - kolejno - dwóch królów, braci Władysława IV i Jana Kazimierza Wazów. Założyciel zakonu, Wincenty a Paulo, pochodził ze skromnej, wielodzietnej gaskońskiej rodziny i jako dziecko wypasał krowy, owce i świnie na bagnistych łąkach, ale gdy ojciec zauważył w nim talent do nauki, posłał go do kolegium franciszkańskiego. Tam młody Wincenty, pochłonięty nowym towarzystwem, przeżył coś, czego miał żałować do końca życia - a mianowicie, kiedy ojciec pojawił się u niego z niezapowiedzianą wizytą, nie chciał z nim zamienić słowa, wstydząc się jego zaniedbanego wyglądu i kalectwa (mężczyzna utykał). Z czasem, mimo świetnego wykształcenia, zamiast realizować wcześniejsze marzenia o wygodnej posadzie, Wincenty poświęcił się służbie chorym i ubogim. Jako kapelan i jałmużnik słynnej królowej Margot objął zwierzchnictwo nad jednym ze szpitali, założył Zgromadzenie Księży Misjonarzy oraz liczne bractwa miłosierdzia i razem ze współbraćmi odwiedzał więźniów na galerach, wspierał chorych, głodujących i dotkniętych wojną31.
W zagęszczającej się z upływem lat zabudowie otaczającej kościół Misjonarzy, fasady przybierały coraz to inną, modną ówcześnie formę, sprawiając, że typowo rolnicze przedmieście z drewnianą zabudową nabrało podmiejskiego charakteru - obecna zabudowa wzdłuż ulicy Stradomskiej pochodzi z końca XIX wieku. Nie było to jednak miejsce prestiżowe, słynęło z brudu, kurzu i potwornego fetoru unoszącego się znad koryta Starej Wisły.
W okresie zaborów mieściło się tutaj kilka ważnych urzędów, między innymi urząd celny, usytuowany w dawnym klasztorze Bożogrobców, czy kwatera wojskowa i dlatego Stradom uznawany był za dzielnicę austriacką. Działały tu także stacja dyliżansów, zajezdnia dla dorożek zmierzających do Krakowa oraz podrzędne oberże, zajazdy i hotele, na czele z uchodzącym za najlepszy hotelem Londyńskim (obecnie domem nr 11).
Kobieta w wieku balzakowskim
Za najelegantszy uznawano hotel Pod Białą Różą 4 (dom nr 13), w którym za nocleg należało zapłacić najwięcej. W jego murach aż czterokrotnie gościł Honoriusz Balzak, podróżujący z Francji do ukraińskiej Wierzchowni, do swojej muzy Eweliny z Rzewuskich Hańskiej. Ich wielka miłość, która miała przetrwać blisko dwie dekady, rozpoczęła się od pełnego podziwu listu wysłanego w 1832 roku do Balzaka przez Ewelinę, zakochaną w literaturze, nieco znudzoną życiem oraz nieszczęśliwą w małżeństwie żonę kresowego magnata, i zaowocowała obfitą korespondencją. Jej pisma niestety się nie zachowały, ale przetrwało aż 414 listów Balzaka z lat 1832-1850, opublikowanych potem jako Listy do cudzoziemki. Po raz pierwszy para spotkała się nad jeziorem Neuchâtel (1833), a potem widywała się jeszcze kilkakrotnie, lecz kiedy Ewelina owdowiała i mogła poślubić ukochanego, długo wahała się przed przyjęciem oświadczyn. Wreszcie, na pięć miesięcy przed jego śmiercią, poślubiła go w kościele w Berdyczowie32.
Stradom w 1. poł. XIX wieku, Jan Nepomucen Głowacki
Po raz pierwszy Balzak przyjechał do Krakowa w 1847 roku dyliżansem z Gliwic, dokąd dojeżdżała kolej. Stacja dyliżansów znajdowała się właśnie na Stradomiu i zmierzały do niej wszystkie dyliżanse przyjeżdżające z zagranicy, jako że mieścił się tu austriacki urząd celny. W oczekiwaniu na kolejny dyliżans, tym razem kursujący z Wiednia do Lwowa, pisarz musiał poszukać noclegu. Wybór padł na hotel Pod Białą Różą. Balzak, który w przerwie w podróży znalazł chwilę na spacer ze Stradomia na Wawel, określił wówczas Kraków mianem "trupa stolicy", co nie dziwi, skoro przybył w okresie niezwykle trudnym dla miasta, niedługo po upadku powstania krakowskiego i likwidacji Rzeczypospolitej Krakowskiej33. Niemałe wrażenie wywarła na nim za to katedra wawelska, czemu dał wyraz w swoim dziele Podróż do Polski:
Kościół krakowski wart jest, aby jechać do Krakowa; pełen jest kaplic z grobami, gdzie nagromadzone bogactwa nie mają nic równego, chyba w Rzymie lub w niektórych kościołach belgijskich. Widzi się srebrne, rzeźbione trumny, na których bokach wyobrażano bitwy liczące po osiemset figur, ludzi i koni. [...] W tym kościele są istne skarby [...]34.
W następnym roku pisarz podróżował do ukochanej jeszcze dwukrotnie, za każdym razem zatrzymując się na nocleg Pod Białą Różą. Po raz ostatni przebywał w hotelu w dniach 4-5 maja 1850 roku. Zameldował się w nim w sobotę razem z niedawno poślubioną Eweliną, która w liście do córki zachwalała ogólną czystość, wygodne łóżka i smaczną kawę - na marginesie - uwielbianą przez Balzaka35. Pisarz był już wtedy śmiertelnie chory, jego serce i wzrok coraz bardziej niedomagały, a trzy miesiące później pożegnał się z życiem, pielęgnowany w swoim paryskim mieszkaniu przez ukochaną Ewelinę.
Przy ulicy Floriańskiej działa hotel Pod Różą, jeden z najstarszych w Krakowie, na którego ścianie widnieje tablica upamiętniająca pobyt Honoriusza Balzaka. Umieszczenie jej tam jest jednak wynikiem pomyłki, Balzak bowiem przebywał nie w centrum Krakowa, lecz w nieistniejącym dziś hotelu Pod Białą Różą na Stradomiu.
Rekluza, koletki i cudowne Dzieciątko
Kierując się w stronę Kazimierza, dotrzemy do dawnej ulicy Kopernika, a obecnie Koletek. Jej nazwa wzięła się od domu zakonnego tercjarek franciszkańskich, nazywanych koletkami w nawiązaniu do imienia ich patronki, św. Kolety, belgijskiej mistyczki i pustelnicy, najpierw beginki, a potem klaryski, która pragnęła powrotu do pierwotnych ideałów św. Klary z Asyżu, między innymi do ubóstwa. Ciekawostką zaś może być to, że św. Koleta przez kilka lat przebywała zamurowana w zakonnej celi jako rekluza, tj. osoba zobowiązująca się do nieopuszczania własnej celi i niekontaktowania się z innymi zakonnicami36.
O dzisiejszym wyglądzie ulicy Koletek zadecydowała zabudowa z drugiej połowy XIX wieku - między innymi przebudowa dawnego klasztoru Koletek, przekształconego wówczas w dom mieszkalny i browar, a potem w pokaźny gmach Krakowskiego Towarzystwa Dobroczynności oraz budowa neorenesansowego domu dla sierot z charakterystyczną, ośmiokątną wieżyczką nakrytą kopulastym hełmem i zwieńczoną krzyżem. Zabudowania dawnego klasztoru zachowały się w znacznie zmienionej formie pod numerem 12 (na tyłach), gdzie obecnie mieści się apartamentowiec37.
W 1593 roku tercjarki, sprowadzone do Krakowa przed stu dwudziestu laty przez Jana Kapistrana, przeniosły się tutaj z Kazimierza na polecenie prowincjała bernardynów Gabriela z Czerniejowa. Jedne przybyły z domu Jagniątkowskiego położonego naprzeciw kościoła Bożego Ciała, a drugie, nazywane koletkami, z domu należącego do zamożnej rodziny Lexów przy ulicy św. Wawrzyńca38. Ich przenosiny nastąpiły w okresie, w którym na mocy bulli papieża Piusa V podejmowano próby reformowania żeńskich wspólnot nieklauzurowych, zobowiązując je do przyjmowania klauzury i składania uroczystych ślubów. Zakon tercjarzy i tercjarek, formalnie Trzeci Zakon św. Franciszka z Asyżu, zrzeszał bowiem ludzi świeckich i chociaż był oparty na regule i ideałach franciszkańskich, nie wymagał porzucenia świata, rezygnacji z małżeństwa czy odrzucenia pełnionych do tej pory funkcji. Nic zatem dziwnego, że stradomskie koletki reformę przyjmowały z wielkimi oporami, ignorując zakaz przyjmowania nowicjuszek w swoje szeregi, a ponieważ nie miały tutaj własnego kościoła, zdołały uniknąć wprowadzenia klauzury39.
Nieistniejący już klasztor Koletek 5 został ufundowany przez starostę gostyńskiego Zygmunta Dembińskiego, który zapewne nakazał zaadaptować na potrzeby zgromadzenia stojący w tym miejscu dwór. Jednocześnie, z funduszu Dembińskiego, zbudowano kaplicę pod wezwaniem św. Kolety. Koletki modliły się w swojej kapliczce, z czasem przebudowanej dzięki hojności przełożonej Marii Russockiej, a na ważniejsze nabożeństwa, "tak ranne, jako i nieszporne", chodziły do kaplicy św. Anny u bernardynów, z którą klasztor był połączony drewnianym gankiem od 1728 roku. Ganek, biegnący ponad dzisiejszą ulicą Koletek i dalej, wzdłuż wschodniej granicy ogrodu bernardynów, mierzył ponad osiemdziesiąt metrów i wsparty był na siedemnastu murowanych arkadach40.
Dzieciątko Koletańskie
Szczególnym kultem w klasztorze Koletek cieszyła się figurka Dzieciątka Koletańskiego, umieszczona na ołtarzyku w refektarzu, przy którym miały dziać się liczne cuda - zwłaszcza uzdrowienia. Pochodzenie tej niewielkiej drewnianej figurki owiane jest tajemnicą. Jeśli wierzyć legendzie, pewnego dnia przypłynęła z nurtem Wisły, zatrzymała się w okolicach klasztoru i pozwoliła się zabrać jego mieszkankom, z którymi pragnęła pozostać na przekór wszystkim i wszystkiemu. Kiedy podczas potopu Szwedzi spalili siedzibę koletek, w której zamierzali urządzić stajnię dla koni, ponoć cudem ostał się ołtarzyk z Dzieciątkiem. Jednemu z żołnierzy nakazano usunięcie figurki z ołtarza i wrzucenie jej do Wisły, lecz nie mógł tego uczynić, bo cudownym sposobem przylgnęła do jego ręki. Zauważył to żydowski szklarz, który nieraz wykonywał zlecenia u koletek, kupił figurkę z zamiarem późniejszego jej odsprzedania, a gdy Szwedzi odeszli, zaniósł ją do bernardynek na ulicę Poselską. Na wieść o tym koletki zażądały zwrotu swojej własności. Bernardynki odmówiły, lecz wtedy ich przełożonej oraz kilku innym siostrom ukazał się we śnie Jezus i poprosił, aby odniosły figurkę do koletek: "Córki moje, jeśli Mnie nie oddacie tam, kędy Mnie się miejsce upodobało, tedy wszystkie ciężko zachorowawszy wymrzecie". Przestraszone zakonnice, z których część zaraz zachorowała, w uroczystej procesji odniosły Dzieciątko na Stradom41. Niezwykłym zrządzeniem losu, wiele dziesiątków lat później figurka ponownie trafiła do należącego do bernardynek kościoła św. Józefa, gdzie pozostaje do dziś. Przyczyniła się do tego decyzja prymasa Michała Poniatowskiego, który w 1788 roku oficjalnie zlikwidował konwent koletek. Część z nich od razu przeniosła się do bernardynek, a dwie ostatnie uczyniły to dopiero w 1823 roku, gdy ich podupadłe zabudowania klasztorne trafiły na licytację, i to one zabrały ze sobą Dzieciątko Koletańskie42.
Dalsza część dostępna w pełnej wersji.
Przypisy
I Między Niebem a Piekłem
1 Sztuczne koryto oddzielało się od nurtu Rudawy przy jazie w Mydlnikach, płynąc przez Bronowice, Łobzów oraz Piasek i rozdzielając się na trzy nurty. Dwa z nich zasilały fosę wokół murów Krakowa od strony zachodniej - pod Wawelem i wschodniej, łącząc się w okolicach bramy Grodzkiej, a następnie uchodziły do nieistniejącego dziś koryta Wisły w okolicach Łąk św. Sebastiana. Sztuczne koryto zasilane wodami Rudawy, ze względu na funkcjonujące przy nim młyny, nazywano "młynówką". Zob. B. Krasnowolski, Młynówka Królewska - geneza i przekształcenia, "Rocznik Krakowski", t. 69, 2003, s. 25-33.
2 B. Krasnowolski, Krakowski Kazimierz. Historia i kultura, Kraków 2022, s. 37, 133; A. Siudut, Stradom, "Język Polski", nr 2 (marzec/kwiecień), 1955, s. 101.
3 B. Krasnowolski, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 133; M. Rożek, Krakowski raptularz, Kraków 2011, s. 198.
4 M. Mastalerzówna, Przemieście Stradom w wiekach średnich, [w:] Studia nad przedmieściami Krakowa, Kraków 1938, s. 105.
5 Ibidem, s. 98-99; M. Rożek, op. cit., s. 198.
6 A. Grabowski, Wspomnienia, t. I, reprint wydania K. Estreichera z 1909 roku, Kraków 1987, s. 200.
7 B. Krasnowolski, Ulice i place krakowskiego Kazimierza, Kraków 1992, s. 188; M. Mastalerzówna, op. cit., s. 94-95; A. Siudut, op. cit., s. 105.
8 M. Rożek, Nietypowy przewodnik po Krakowie, Kraków 2023, s. 206.
9 B. Krasnowolski, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 134; M. Rożek, Przewodnik po zabytkach Krakowa, Kraków 2023, s. 364-365.
10 M. Goras, Zaginione gotyckie kościoły Krakowa, Kraków 2003, s. 116; K. Kwaśniewicz, Mauzoleum bł. Szymona z Lipnicy z krakowskiego kościoła Bernardynów, "Folia Historica Cracoviensia", t. 8, 2002, s. 331.
11 B. Krasnowolski, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 134.
12 B. Czwojdrak, Zofia Holszańska. Studium o dworze i roli królowej w późnośredniowiecznej Polsce, Warszawa 2012. Por. artykuł na podstawie badań Bożeny Czwojdrak: M. Sztuka, Niewierne żony i grzeszni kochankowie, "Gazeta Uniwersytecka UŚ", lipiec-wrzesień 2015, s. 14-15.
13 A. Domańska, Legendy z życia świętych, Opole 1917, s. 161-171.
14 A. Nazar, Opowieści zapomniane. Znane i nieznane legendy Krakowa, Kraków 2012, s. 142-145.
15 J. Fedirko, Szymon z Lipnicy. Święty absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, "Alma Mater" 1994, s. 73; B. Faron, Jak przetrwać zarazy w dawnej Polsce, Kraków 2021, s. 210-211; A. Witkowska, Bernardyński ośrodek pielgrzymkowy na Stradomiu w XV wieku, [w:] Zakony franciszkańskie w Polsce, t. I, cz. 1, s. 383-395.
16 K. Kwaśniewicz, op. cit., s. 333; Encyklopedia Krakowa, encyklopediakrakowa.pl [dostęp: 06.11.2023].
17 M. Rożek, Nietypowy przewodnik po Krakowie, op. cit., s. 205-206.
18 Idem, Przewodnik po zabytkach Krakowa, op. cit., s. 372.
19 B. Krasnowolski, Ulice i place, op. cit., s. 188; J. Kracik, Staropolskie postawy wobec zarazy, Kraków 2012, s. 44-45.
20 B. Faron, op. cit., s. 60-64.
21 Z. Gajda, Przewodnik po Krakowie dla medyków czyli Kraków medyczny w aspekcie historycznym, Kraków 2015, s. 237; J. Kracik, op. cit., s. 44-45.
22 J. Kracik, op. cit., s. 44-45; M. Rożek, Nie istniejące kościoły Krakowa, "Biuletyn Biblioteki Jagiellońskiej", t. 33, 1983, s. 112.
23 J. Kracik, op. cit., s. 82-85.
24 A. Grabowski, Wspomnienia, t. II, reprint wydania K. Estreichera z 1909 roku, Kraków 1987, s. 187.
25 Krasnowolski, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 188.
26 S. Tomkowicz, Klasztor szpitalny św. Jadwigi, "Rocznik Krakowski", t. 22, 1929, s. 64.
27 B. Krasnowolski, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 148-149; idem, Ulice i place, op. cit., s. 212-113.
28 Idem, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 148-149, 209; idem, Ulice i place, op. cit., s. 113.
29 Idem, Ulice i place, op. cit., s. 113.
30 Idem, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 234-236; M. Rożek, Przewodnik po zabytkach Krakowa, op. cit., s. 368-369.
31 W.S. Magdziarz, Św. Wincenty a Paulo, opoka.org.pl [dostęp: 07.11.23]; także W. Zaleski, Święci na każdy dzień, Warszawa 2008, s. 849-854.
32 T. Boy-Żeleński, Balzak, Lwów 1934, s. 35, 55-57; idem, Od tłumacza, [w:] H. Balzak, Podróż do Polski, przekł. T. Boy-Żeleński, Warszawa 1931, s. 6-15.
33 M. Rożek, Wielcy pod Wawelem, Kraków 2013, s. 149-153.
34 H. Balzak, op. cit., s. 37-38.
35 M. Rożek, Przewodnik po zabytkach Krakowa, op. cit., s. 371; idem, Wielcy pod Wawelem, op. cit., s. 157-158.
36 F.A. Donillet, Żywot chwalebny świętej Kolety, Lwów 1892, s. 20-24, 31-32.
37 B. Krasnowolski, Krakowski Kazimierz, op. cit., s. 138, 343.
38 Ibidem, s. 138.
39 Ibidem, s. 138; M. Rożek, Przewodnik po zabytkach Krakowa, op. cit., s. 372.
40 B. Krasnowolski, Ulice i place, op. cit., s. 197; M. Rożek, Przewodnik po zabytkach Krakowa, op. cit., s. 372.
41 A. Murzańska, Dzieciątko Koletańskie, Kraków 2010, s. 71-72.
42 Ibidem, s. 72; M. Rożek, Przewodnik po zabytkach Krakowa, op. cit., s. 372.