Wprowadzenie
W masce i bez maski
Nie od dzisiaj wiadomo, że częścią szpiegowskiego rzemiosła i otaczającej go tajemnicy jest odrębny język, czasem określany mianem "terminologii profesjonalnej", a czasem "żargonu operacyjnego", czyli szpiegowskiej gwary. W języku polskiego przedwojennego i wojennego wywiadu "maska" to legenda, jaką posługiwał się dany agent bądź oficer wywiadu, aby ukryć przed postronnymi swoje właściwe obowiązki i zadania. Legendą był np. zawód ułatwiający prowadzenie działalności szpiegowskiej. Przykładowo jeden z czołowych funkcjonariuszy polskiego wywiadu wojskowego działających na kierunku niemieckim, chor. Kazimierz Ziembiewicz, "korzystał z maski urzędnika" konsularnego polskiego MSZ, a jego przeciwnicy z Abwehry prowadzili swoją działalność w Polsce "pod maską" przedsiębiorstw handlowych. W podobnym znaczeniu używano brzmiącego dziś również nieco zabawnie i zarazem archaicznie określenia "pokrywka", która dzisiaj zamieniła się (niestety pod wpływem rozpowszechnionego w służbach epoki PRL języka rosyjskiego) w "przykrywkę" lub (w bardziej formalne) "przykrycie"1.
Literacki tytuł niniejszej książki nawiązuje też po części do tytułu jednego z najsłynniejszych polskich filmów szpiegowskich - Szpieg w masce, dzieła, z którego pochodzi nieśmiertelny przebój Miłość ci wszystko wybaczy, napisany przez Juliana Tuwima dla Hanki Ordonówny. Jak się niebawem okazało, szpiegostwo, miłość i śmierć są rzeczywiście blisko ze sobą spokrewnione, a droga od filmowej fikcji do prawdziwej tragedii wcale nie była daleka. Dość wspomnieć, że kreujący w przywołanym filmie rolę oficera polskiego kontrwywiadu aktor Igo Sym został w czasie II wojny światowej zastrzelony przez tenże kontrwywiad na podstawie wyroku podziemnego sądu za zdradę i kolaborację2.
Fot. 1. Hanka Ordonówna jako Rita Holm (śpiewaczka i agentka wywiadu) i Jerzy Pichelski jako Jerzy Skalski (syn profesora, którego wynalazek ma położyć kres wszelkim wojnom) w filmie Szpieg w masce, reż. Mieczysław Krawicz, 1933 r. (NAC)
Dziedzictwo międzywojennej "dwójki" i jej rola w międzynarodowym świecie wywiadu
Przed wybuchem II wojny światowej w Polsce istniała jednolita służba wywiadu i kontrwywiadu, ulokowana w strukturze naczelnych władz wojskowych, której formalna nazwa brzmiała Oddział II Sztabu Głównego Wojska Polskiego (SG WP), od 1 września 1939 r. Oddział II (Informacyjno-Wywiadowczy) Sztabu Naczelnego Wodza (SNW). Stąd też była ona nazywana "dwójką", a jej pracownicy "dwójkarzami", które to określenia miewały wydźwięk pejoratywny w narracjach ludzi wrogich rządzącej wówczas krajem sanacji (nie tylko komunistów). Równie często używano ich bez negatywnego nacechowania (np. w gwarze konspiracyjnej okresu okupacji). Tutaj używam go właśnie w taki sposób3.
Fot. 3. Jerzy Leszczyński jako profesor Skalski (z lewej), Jerzy Pichelski jako Jerzy, jego syn (z prawej), i Igo Sym jako szef kontrwywiadu polskiego w filmie Szpieg w masce, reż. Mieczysław Krawicz, 1933 r. (NAC)
Fot. 2. Jerzy Leszczyński jako profesor Skalski i Igo Sym jako szef kontrwywiadu polskiego w filmie Szpieg w masce, reż. Mieczysław Krawicz, 1933 r. (NAC)
Ominąwszy tę językową rafę, można uznać, że częścią naszego wyobrażenia o II Rzeczypospolitej jest właśnie opowieść o tej legendarnej służbie wywiadu i kontrwywiadu, jaka stała na jej straży, o tajemniczej, wszechmocnej i wszechobecnej "dwójce". W tej wizji była to jedna z czołowych służb specjalnych świata, stawiana na równi ze swoimi odpowiednikami francuskimi, niemieckimi, brytyjskimi czy sowieckimi, a nawet je przewyższająca. Tymczasem prawda o niej, jak w ogóle o naszym odrodzonym państwie, była niestety znacznie bardziej przyziemna. Była to bowiem służba państwa biednego, zniszczonego wojnami z lat 1914-1921, odciętego od tradycyjnych rynków, a przede wszystkim zaś nierównomiernie rozwiniętego i scalanego nie tylko z trzech dzielnic rozbiorowych, ale z dwóch subregionów dzielących obszar kraju na nieco bogatszą i bliższą kulturowo Zachodowi tzw. Polskę A oraz cywilizacyjnie zacofaną i po prostu niewyobrażalnie biedną tzw. Polskę B. Podobne dysproporcje, opisane w słynnej książce Eugeniusza Kwiatkowskiego, skutkowały powtarzającymi się kryzysami społecznymi, politycznymi i gospodarczymi, potęgowanymi zarówno w wyniku globalizacji, jak i świadomych antypolskich działań ze strony wrogich Polsce sąsiadów, przede wszystkim bolszewickiej Rosji (Związku Sowieckiego) i Niemiec. A więc dwóch mocarstw dążących do rewizji światowego porządku za pomocą środków dyplomatycznych i wojskowych, łącznie ze stosowaniem narzędzi wchodzących w obszar znaczeniowy współczesnego pojęcia wojny hybrydowej, w tym ograniczonego użycia siły i służb specjalnych. Aby na koniec, w porozumieniu znanym jako pakt Ribbentrop-Mołotow, odwołać się otwarcie do wojny we wrześniu 1939 r.4
Tym samym międzynarodowa pozycja "dwójki" wynikała nie tyle z jej niezwykłych osiągnięć (choć i takie były - ze złamaniem kodu Enigmy i słynną, wielokrotnie opisywaną sprawą rtm. Jerzego Sosnowskiego na czele), ani tym bardziej z nierealistycznych ambicji polskich elit na obszarze tzw. międzymorza, ile z zagrożenia, jakie, nie tylko dla swoich sąsiadów, ale dla porządku światowego, stanowiły dwa wyżej wymienione rewizjonistyczne, agresywne mocarstwa - Związek Sowiecki i III Rzesza Niemiecka. To właśnie ich globalna rola i wspólne dążenie do zmiany istniejącego międzynarodowego porządku określały pozycję i zarazem specjalizację polskiej "dwójki" w międzynarodowym świecie wywiadu. Stąd też brało się zainteresowanie wywiadowczą współpracą z Polakami nie tylko ze strony Francuzów (w końcu formalnych sojuszników), Czechosłowaków czy Bałtów, ale także geograficznie bardzo odległych Japończyków, stykających się wrogo ze Związkiem Sowieckim na terenie Azji, na koniec wreszcie Brytyjczyków i Amerykanów. Okupacja Polski w 1939 r. nie zmieniła tej sytuacji w sposób zasadniczy.
W opisanej wyżej sytuacji odrodzona II RP mogła sobie niestety pozwolić na stworzenie tylko jednej, stosunkowo niewielkiej służby wywiadowczej w strukturze władz wojskowych, czyli właśnie "dwójki". Szczęśliwie już u swego zarania polski wywiad dysponował pewną sumą doświadczeń i wywiadowczych kontaktów, sięgających lat walki o niepodległość, poniekąd analogicznych do tych, z jakimi będą się mierzyć "dwójkarze" na wychodźstwie w czasie II wojny światowej, w postaci sięgającej początków XX w. rozbudowanej współpracy z wywiadami japońskim, austro-węgierskim i brytyjskim. Wśród twórców polskiego wywiadu znaczącą grupą byli też specjaliści odziedziczeni po krajach zaborczych, przede wszystkim po wywiadzie austro-węgierskim, znanym jako Biuro Ewidencyjne (niem. Evidenzbüro). Pojawia się tutaj wyraźnie charakterystyczny amalgamat wywiadowczych "zawodowców" i "amatorów" lub "półamatorów", co być może w ogóle stanowi o specyfice polskiego wywiadu czy służb specjalnych, zwłaszcza w okresach wojny i przełomu. Na kartach tej książki będę wielokrotnie do tego wracać5.
Przywołana służba niejako z natury rzeczy skupiała się na rozpoznaniu zagrożeń militarnych odrodzonej Polski, a dopiero na dalszym planie i w znacznie mniejszym zakresie - politycznych i ekonomicznych. Zawodowymi wojskowymi byli też jej oficerowie ze wszystkimi przywilejami i ograniczeniami wynikającymi z tego stanu. Najbardziej szkodliwa była przy tym - wymagana przy awansie - konieczność odsłużenia przez pewien czas w charakterze dowódcy liniowego, często w jakimś odległym garnizonie. W praktyce albo cierpiała na tym praca wywiadowcza, wymuszając np. zmianę oficerów prowadzących kluczowych agentów, albo cierpieli co zdolniejsi oficerowie, którym w nieskończoność odkładano skierowanie do owej "linii", a co za tym idzie - awans. Niektórzy ustosunkowani "dwójkarze", jak np. kpt. Jerzy Niezbrzycki (szef kluczowego Referatu "Wschód"), wymigiwali się od tego i w efekcie musieli kierować oficerami dużo wyższymi od siebie stopniem, co w wojsku jest sytuacją kuriozalną. Mimo wszystko trzymano się jednak tej procedury z uporem godnym lepszej sprawy aż do końca II RP, a nawet dłużej. Przy czym urzędnicy cywilni (do których zaliczani byli np. wszyscy kluczowi "łamacze" Enigmy) możliwości awansu w służbie pozbawieni byli w ogóle (szczęśliwie przynajmniej starano się to im wynagrodzić finansowo i to całkiem sowicie)6.
Wyróżniającą cechą polskiego wywiadu w okresie międzywojennym było wspomniane już skupienie wysiłków na krajach stanowiących główne bezpośrednie zagrożenie (Niemcy, Związek Sowiecki) lub w taki czy inny sposób skonfliktowanych z Polską (Litwa, a pod koniec lat trzydziestych także Czechosłowacja). Przy czym owa działalność była podzielona pomiędzy tzw. wywiad płytki, niekoniecznie jednak zajmujący się wyłącznie rozpoznaniem taktycznym, i tzw. wywiad głęboki, przynajmniej w teorii o charakterze strategicznym. Pozostawiając tutaj na boku kwestie kontrwywiadowcze i nie wchodząc nadmiernie w szczegóły organizacyjne, w codziennej praktyce wywiad określany jako płytki był realizowany głównie przez mieszczące się w kraju jednostki terenowe, którym nadano miano ekspozytur. Najważniejsze znajdowały się w Wilnie (nr 1), we Lwowie (nr 5), w Katowicach (nr 4) i Bydgoszczy (nr 3). Bezpośrednio przed wojną kolejna powstała w Łodzi (nr 6), a katowicką (nr 4) przeniesiono do Krakowa. Nie zajmowały się one jednak wyłącznie rozpoznaniem na przylegających obszarach państw sąsiednich, jak to mogłoby wynikać z ich poniekąd granicznego charakteru, a częściowo (w przypadku ekspozytur nr 1 i 5) wprost z podległości Korpusowi Ochrony Pogranicza (KOP). W ścisłym porozumieniu z centralą w Warszawie werbowały i prowadziły wielu agentów o znaczeniu strategicznym. Wyjątek od opisanych wyżej reguł podziału pracy wywiadowczej "dwójki" pomiędzy wywiad płytki i głęboki stanowiła powołana do życia w 1930 r. specjalna wydzielona Ekspozytura nr 2. Wedle współczesnej nomenklatury była to jednostka wyspecjalizowana w prowadzeniu tzw. wojny hybrydowej i szeroko rozumianej dywersji zarówno tej bardziej "kinetycznej", jak i "ideologicznej". W jej ramach przygotowano się także na wypadek wojny i ewentualności zajęcia części terytorium kraju (chociaż podobne obowiązki spoczywały również na wymienionych wyżej ekspozyturach terenowych)7.
Z kolei wywiad głęboki miał z założenia charakter strategiczny i był zarządzany bezpośrednio przez centralę w Warszawie. Odpowiadał za to jej Wydział Wywiadowczy (IIa) podzielony na dwa główne Referaty: "Wschód" (zajmujący się głównie wywiadem na Związek Sowiecki) i "Zachód" (zajmujący się głównie wywiadem na Niemcy). Podlegały im liczne placówki w samych Niemczech i w Związku Sowieckim. Ale nie tylko. Ważną rolę odgrywały też tzw. placówki limitrofowe, mieszczące się w krajach graniczących z wyżej wymienionymi (od łacińskiego limes - granica). Jeżeli chodzi o kierunek niemiecki, najważniejsze z nich działały w szwajcarskim Bernie (kryptonim "Polo"), holenderskim Amsterdamie ("Tulipan") i w Kopenhadze ("Reggio"). Wyrwę w logicznym systemie okrążających Niemcy placówek limitrofowych "Zachodu" stanowiła Praga ("Olaf"), która niemal do końca okresu międzywojnia podlegała Referatowi "Wschód". Do tego należy jeszcze dodać bardziej uniwersalne, to znaczy zajmujące się zarówno Niemcami, jak i Sowietami (komunistami) placówki w Sztokholmie ("Sajgon") wraz z eksponentem w Helsinkach ("Tenis"), Rzymie ("Roma"), Budapeszcie ("Jur") i Paryżu ("Lecomte")8. Wypada tutaj zaznaczyć, że sieć polskich placówek wywiadowczych w krajach limitrofowych została rozbudowana i wzmocniona w związku z narastającym w Europie zagrożeniem wojennym, na osobiste polecenie Józefa Becka, ministra spraw zagranicznych RP. Przykładowo odnosiło się to do Szwecji, a zwłaszcza do Sztokholmu, Göteborga i Malmö, przy czym placówka konsularna w tym ostatnim miejscu miała się specjalizować w wywiadzie na potrzeby Marynarki Wojennej9.
Nigdy dość przypominania, że największy wkład polskiego wywiadu w zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej polski wywiad wniósł właściwie jeszcze przed jej wybuchem, w postaci udostępnienia sojusznikom nowatorskiej matematycznej metody odczytywania depesz niemieckiej maszyny szyfrującej znanej jako Enigma co rozsławiło w międzynarodowym świecie wywiadu polskie Biuro Szyfrów i jego oficerów: ppłk. Gwidona Langnera, mjr. Maksymiliana Ciężkiego, a przede wszystkim trzech młodych kryptoanalityków, zatrudnionych tutaj jako urzędnicy cywilni - Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego. Niestety wojenna historia polskich kryptologów to raczej już tylko podzwonne wielkich sukcesów z okresu międzywojennego.
Pięć tajnych służb, czyli niespodziewana polska wspólnota wywiadowcza
Dość nieoczekiwanym skutkiem II wojny światowej było wyodrębnienie się po raz pierwszy w historii polskiej wspólnoty wywiadowczej, czyli intelligence community, by odwołać się do popularnego pojęcia anglosaskiego. W czasie II wojny światowej w skład owej wspólnoty wchodziło co najmniej pięć uzupełniających się i konkurujących ze sobą służb wywiadu i kontrwywiadu, zarówno wojskowych, jak i cywilnych.
Omówię je po kolei, poczynając od właściwej "dwójki". W praktyce nie przestała ona funkcjonować w 1939 r., a tylko przeniosła swoją centralę najpierw do Paryża, a potem do Londynu. Tę ciągłość pracy wypada bardzo wyraźnie podkreślić. Tym samym nadal była ona poniekąd "pierwszą spośród równych" w gronie polskich służb wywiadowczych czasów wojny. Ona też w praktyce reprezentowała je wobec sojuszników, najpierw wobec Francuzów z ich słynnego Drugiego Biura Sztabu Generalnego (fr. Deuxi?me Bureau) i wywiadu francuskiej Admiralicji, a następnie wobec Brytyjczyków z ich nie mniej słynnej Secret Intelligence Service (SIS), znanej też jako MI6, wreszcie wobec Amerykanów z Office of Strategic Services (OSS), czyli poprzedniczki CIA, nie zapominając przy tym o służbach mniejszych narodów i państw, np. duńskich czy szwajcarskich, a także o bardzo trudnych, niemniej istniejących stosunkach z wywiadem sowieckim. To właśnie kanałem Oddziału II tym wszystkim służbom przekazywano do wykorzystania informacje pozyskane ze źródeł pozostających w dyspozycji strony polskiej, a dotyczyły one kwestii tak kluczowych, jak szczegóły i terminarz niemieckich planów inwazji na Danię, Norwegię, wreszcie Holandię, Belgię i Francję w 1940 r., czy o planie "Barbarossa", czyli ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki, rok później. Polski wywiad informował też aliantów o niezrealizowanych na szczęście planach inwazji na Wielką Brytanię10.
Ważną datą dla ostatecznego ukształtowania się kierunków pracy i odpowiedzialnych za nie struktur polskiego wywiadu na wychodźstwie była klęska Francji w 1940 r. i wynikająca z niej okupacja dużej części Europy przez III Rzeszę Niemiecką. W efekcie, mówiąc obrazowo, w ciągu niecałego roku zainteresowania polskiego wywiadu na wychodźstwie przesunęły się od par excellence lądowo-kontynentalnej problematyki Europy Środkowo-Wschodniej (dalej uprawianej w okupowanym kraju przez Oddział II KG ZWZ/AK) ku sprawom zachodniej, północnej i południowej części Europy z silnym uwzględnieniem spraw morskich, a więc zgodnie z potrzebami informacyjnymi naszych sojuszników, zwłaszcza brytyjskich. Najważniejsze obszary działań polskiego wywiadu stanowiły odtąd sama Francja i frankofońskie kraje w Afryce Północnej basenu Morza Śródziemnego, a także, niejako równolegle wybrzeża Morza Północnego i Bałtyku. Tym samym miał on szeroki wgląd do niemieckiej "Twierdzy Europa" (Festung Europa) otoczonej osławionym Wałem Atlantyckim (Atlantikwall). Na tych właśnie operacjach skupię się przede wszystkim w niniejszej pracy, starając się przy tym uwypuklić jedną tylko rzecz kardynalną, choć bynajmniej wcale nieoczywistą dla wszystkich i często wręcz pomijaną lub rozmienianą na drobne przy opisie zasadniczych osiągnięć polskiego wywiadu na wychodźstwie. Otóż bezdyskusyjnie to praca polskich (a właściwie polsko-francuskich) sieci wywiadowczych we Francji i w krajach wobec niej ościennych miała bardzo znaczący wpływ najpierw na planowanie, a następnie na ostateczny sukces na poziomie zarówno strategicznym, operacyjnym, jak i taktycznym alianckiej inwazji kontynentu, czyli na sam wynik wojny i definitywne pokonanie III Rzeszy Niemieckiej.
To wszystko nie znaczy, że polskie służby były nieobecne na innych obszarach świata, takich jak kraje bałkańskie, Bliski Wschód, Azja czy obie Ameryki. Agentem "dwójki" za oceanem był przykładowo dr Józef Lichten (uprzednio Lichtensztul), późniejszy współtwórca Ligi Przeciwko Zniesławieniu (Anti-Defamation League), znanej organizacji sprzeciwiającej się antysemityzmowi na świecie, odznaczony przez papieża Jana Pawła II za rolę odegraną w dialogu chrześcijan i Żydów, m.in. w czasie Soboru Watykańskiego II. To właśnie takich ludzi w wywiadowczej gwarze określa się mianem "agentów perspektywicznych". Są to młode, zdolne osoby mające awansować w strukturze, w której zostały ulokowane, uzyskując tym samym dostęp do coraz cenniejszych informacji.
Rzecz jasna polski wywiad na uchodźstwie, oprócz wspomnianej ograniczonej wymiany informacji z Moskwą, w miarę swoich możliwości kontynuował też działania skierowane przeciwko Sowietom. Choć ważne, to w skali całego wysiłku polskiego wywiadu na uchodźstwie w czasie II drugiej wojny światowej miały one jednak charakter drugorzędny, wielu zaś wyspecjalizowanych w pracach na tym kierunku oficerów musiało się przekwalifikować i stawić teraz czoła Niemcom, czasem w dość zaskakujących miejscach, np. w Algierii czy w śniegach Pirenejów. Fakt ten znalazł też odzwierciedlenie w organizacji polskiego wywiadu. Otóż w lutym 1944 r. Referat Centralny Oddziału II SNW (pracujący przeciwko III Rzeszy) dysponował 5 ekspozyturami i 22 placówkami wywiadowczymi, Referat Wschodni zaś (poza Sowietami, odpowiedzialny także za Armię Polską na Wschodzie, Bałkany i Bliski Wschód) tylko 3 ekspozyturami i 3 placówkami wywiadowczymi. O tych ostatnich sprawach piszę tutaj jedynie bardzo pobieżnie11. Zaznaczę tylko, że szczególnie ciekawym wątkiem, poniekąd parawywiadowczym, były dwa "tajne biura" Armii Polskiej na Wschodzie (zwanej popularnie armią gen. Andersa), których celem było utrwalenie wiedzy, jaką posiedli o różnych aspektach życia w Związku Sowieckim polscy zesłańcy, w tym o jego rozbudowanym aparacie represji, łącznie z tajnymi służbami. Nie tylko z czysto polskiego punktu widzenia była to wiedza wprost bezcenna. Należy podkreślić, że podobna działalność dokumentacyjna mieści się w szerokim pojęciu "wywiadu" i leży gdzieś na pograniczu tzw. białego wywiadu (czyli wywiadu opartego na ogólnodostępnych źródłach, OSINT) i przede wszystkim metody "debriefingu" (gromadzenia danych przez wyspecjalizowany personel od ofiar i innych świadków posiadających wiedzę na temat analizowanych zjawisk czy takich instytucji jak sowiecki aparat represji)12.
Druga, formalnie i praktycznie odrębna centrala polskiego wywiadu, o specyficznym konspiracyjnym charakterze, powstała w okupowanym kraju w strukturze Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), a później Armii Krajowej (AK). Była ona jedną z ważnych części Polskiego Państwa Podziemnego. Pojawiła się zatem konieczność dokonania formalnego i praktycznego podziału pracy pomiędzy "krajem" a "Londynem". W pewnym uproszczeniu wyglądał on następująco: podziemna "dwójka" ponosiła odpowiedzialność za całościową ochronę (bezpieczeństwo) funkcjonowania Armii Krajowej (czyli za podziemny kontrwywiad wojskowy), a także za działalność wywiadowczą w Generalnym Gubernatorstwie, na terenach Polski wcielonych do III Rzeszy i Związku Sowieckiego i na przylegających do nich obszarach tych państw, postrzeganych konsekwentnie jako wrogie. Natomiast za działalność na całym pozostałym świecie, przede wszystkim w Europie Zachodniej, Skandynawii i Afryce Północnej, a także za wspomnianą komunikację z sojusznikami odpowiadała "dwójka" londyńska13.
Fot. 4. Patron polskich wywiadowczych analityków. Podpułkownik dypl. Marian Drobik, szef wywiadu ZWZ-AK (zbiory autora)
Właściwym twórcą i najbardziej zasłużonym oficerem Oddziału II KG ZWZ/AK był ppłk dypl. Marian Drobik "Dzięcioł", o którym żartobliwie pisano w podziemnej satyrze, że swym "dziobem wykuwał otwory i szczeliny w ciele szkodnika tzw. Barbarus Teutonicus", czyniąc to poniekąd od innej strony niż "dwójka" londyńska. Był on też wybitnym wywiadowczym analitykiem, autorem raportu, w którym z wyprzedzeniem informował o losie Polski zagrożonej przez Sowiety. Niestety do dzisiaj nie wiadomo, jakie były jego losy po aresztowaniu przez Niemców w grudniu 1943 r. W każdym razie wojny nie przeżył. Najważniejszymi (na skalę światową) sukcesami kierowanego przezeń podziemnego wywiadu były z jednej strony informowanie aliantów o sytuacji na froncie wschodnim po inwazji niemieckiej na Związek Sowiecki przez sieć o kryptonimie WW-72, a z drugiej rozpracowanie niemieckich broni odwetowych (V-1 i V-2), przy czym najbardziej zasłużyła się samodzielna ekspozytura o kryptonimie "Lombard". Obydwie placówki były kierowane przez jeszcze przedwojennych zawodowców - odpowiednio rtm. Aleksandra Stpiczyńskiego "Wilskiego" i mjr. Edwarda Jettera "Prezesa". I oni musieli się przekwalifikować z kierunku sowieckiego na niemiecki. Uczynili to z dużym powodzeniem14.
Po trzecie, wiele funkcji wywiadu pełnił też Oddział VI SNW, tzw. specjalny czy krajowy, współpracujący z brytyjskim Kierownictwem Akcji Specjalnych (SOE). W zakresie jego odpowiedzialności znajdowały się zagadnienia związane ze wsparciem finansowym, szkoleniowym, materiałowym i kadrowym dla krajowej konspiracji, przede wszystkim ZWZ/AK, w tym jej rozbudowanych struktur zajmujących się wywiadem i dywersją. Faktycznie była to kolejna struktura o cechach wywiadowczej centrali. Dość wspomnieć, że to w jej ramach między okupowanym krajem a Paryżem i Londynem, rozmaitymi drogami, krążyli kurierzy i emisariusze, których zadaniem było także dostarczanie informacji i zbiorczych raportów wywiadowczych na potrzeby własne i na potrzeby aliantów. Te newralgiczne drogi kurierów można porównać do połączeń nerwowych w wyobrażonym organizmie polskiej wspólnoty wywiadowczej15.
Po czwarte, na skutek wywodzącego się z epoki międzywojennej braku zaufania do "dwójki" i "dwójkarzy" w polskich kręgach politycznych na wychodźstwie, przede wszystkim wśród ludowców z prof. Stanisławem Kotem i Stanisławem Mikołajczykiem na czele, zapadła decyzja o powołaniu do życia pierwszej w historii Polski i Polaków służby wywiadowczej o charakterze cywilnym, którą stworzono w strukturze emigracyjnego MSW. Taka była pokrótce geneza Akcji Kontynentalnej. Jej specjalnością miał być z jednej strony wywiad i dywersja o charakterze politycznym, a z drugiej wykorzystanie do działalności wywiadowczej i dywersyjnej potencjału polskiej emigracji (głównie zarobkowej, co nie znaczy, że mniej patriotycznej) zamieszkałej licznie we Francji, w Belgii, Danii czy w obydwu Amerykach. Mimo pewnej konkurencji z wojskową "dwójką" i "szóstką", które niespecjalnie ceniły "kociaków" (jak nazywano funkcjonariuszy organizacji prof. Kota), też miała swoje sukcesy i przeprowadziła wielkie operacje, nie tylko na polu umacniania patriotyzmu ludowych i robotniczych w większości polskich środowisk wychodźczych z Francji, Belgii i Danii16.
Po piąte wreszcie, w Londynie wydzielono z Oddziału II SNW odrębną służbę, stanowiącą wojenną centralę polskiego kontrwywiadu, która znalazła się w strukturze Ministerstwa Obrony Narodowej (MON). Nie będzie bowiem specjalnym zaskoczeniem, że rozmaite afery szpiegowskie czy też niejednoznaczne sytuacje dotykające bezpieczeństwa władz na emigracji też się nam wówczas przydarzały. Ten pasjonujący wątek zostawiam jednak na boku, skupiając się bezpośrednio na priorytetowych obszarach działania polskich służb wywiadowczych na wychodźstwie.
Podsumowując wątek polskiej wspólnoty wywiadowczej czasów wojny i jej cech specyficznych, wypada jeszcze wskazać na zjawisko jej upowszechnienia. W sposób naturalny duża część operacji "dwójki" w pierwszym okresie wojny była kontynuacją dotychczasowych profesjonalnych działań prowadzonych, przez przedwojennych funkcjonariuszy "dwójki", kadrowych oficerów, którzy z pełnym rozmysłem właśnie z wywiadem związali swoją życiową karierę. Z czasem jednak, w wyniku kontruderzeń Niemców i Sowietów, a także przedstawicieli kontrwywiadów innych zainteresowanych krajów, np. Szwedów, zaczęli się oni jednak wykruszać. Równolegle powstały nowe organizacje wywiadowcze, z budowaną prawie od zera Akcją Kontynentalną na czele. Tym samym coraz ważniejszą cechą polskich tajnych służb czasu wojny stawało się ich umasowienie, a także stopniowe powierzenie ważnych funkcji i zadań osobom wywiadowczo praktycznie nieprzeszkolonym, amatorom, motywowanych głównie ideowo (patriotycznie), a czasem też chęcią przeżycia niezwykłej przygody. Ten etap opisuję tutaj jako "czas amatorów", a być może należałoby powiedzieć raczej "amatorek". Wśród nich było bowiem wiele kobiet i to bynajmniej nie w roli Maty Hari kuszącej "nosicieli informacji wywiadowczych" swoim seksapilem. Taką "amatorką" była m.in. Romana Heinze "Sabina", młoda dziewczyna szefująca działającej w okupowanej Danii organizacji "Felicja" w ramach Akcji Kontynentalnej. Dla polskiego wywiadu na wychodźstwie, m.in. we Francji, w Afryce Północnej i w Danii, pracowało też, ideowo, sporo cudzoziemców - w większości również ochotników i amatorów na polu wywiadu. Niektórzy z nich, jak francuski kmdr Jacques de Prévaux "Vox" czy duńska fotografka Anna Mogensen "Lone", związali swoje życie z Polkami lub Polakami przed ołtarzem czy urzędnikiem stanu cywilnego.
Fot. 5. Profesor Stanisław Kot z żoną Idą, córkami Janiną i Aliną oraz zięciem Józefem Japą (NAC)
Archiwa wywiadu nie płoną, niestety
Być może zresztą nie wszystko o tych i wielu innych sprawach polskiego wywiadu z epoki II wojny światowej wiemy, a to z braku źródeł, w części zniszczonych, w części niedostępnych, jak akta wywiadu brytyjskiego czy sowieckiego, w części wreszcie poniekąd "zaginionych", tak jak duża część dawnych zasobów archiwalnych Oddziału II SNW, przekazana po wojnie stronie brytyjskiej. Ciągle jest nadzieja, że ów bezcenny zasób w końcu się odnajdzie, przynajmniej w jakiejś części. To wszystko jednak nie znaczy, że - mówiąc obrazowo - historycy polskiego wywiadu interesującej nas epoki nie mają dziś na czym pracować. Akta czterech z pięciu wymienionych wyżej jednostek polskiego wywiadu i kontrwywiadu są bowiem dostępne, choć niestety rozproszone między różne archiwa i kraje, głównie między Polskę i Wielką Brytanię. W sumie dają one nam wystarczająco dokładny obraz polskiego wysiłku wywiadowczego, jak pokazuje choćby mająca dziś dwadzieścia lat, ale wciąż zachowująca wartość, dwutomowa publikacja Polsko-brytyjska współpraca wywiadowcza podczas II wojny światowej. Została ona wydana i opracowywana wspólnym wysiłkiem historyków oraz archiwistów polskich i brytyjskich z inicjatywy "kuriera z Warszawy" Jana Nowaka-Jeziorańskiego17.
Fot. 6. Pracownicy Oddziału II, strona z albumu sporządzonego przez niemiecki kontrwywiad po przechwyceniu akt w Forcie Legionów (AIPN)
Od zniszczonych i zaginionych, ku irytacji pokoleń historyków polskiego wywiadu, archiwów dużo gorsze były jednak te przechwycone przez wroga, przez Niemców i przez Sowietów. Nie tylko stanowiły one bezpośrednie zagrożenie życia dla agentów i funkcjonariuszy polskiego wywiadu, ale także ujawniały całe sieci wywiadowcze, metody szkolenia, łączności, dokumentacji, tożsamość oficerów i ich rodzin. Stąd też, poniekąd ku przestrodze, pierwszy rozdział tej książki rozpoczynam od opisu tragicznych skutków jednego z największych i zarazem najbardziej katastrofalnych błędów w historii polskiego wywiadu, jakim było pozostawienie archiwum Oddziału II w Forcie Legionów w Warszawie, a później jeszcze kolejnych jego fragmentów na terenach zajętych przez Sowietów. Zapłacili za to życiem najważniejsi wówczas agenci polskiego wywiadu działający w Niemczech, z punktu widzenia naszych sojuszników dysponujący bezcennym wręcz potencjałem na czas wojny. Bez opisu tej afery i jej skutków po prostu nie można zrozumieć skali problemów, przed jakimi stanęły polskie służby specjalne, które musiały odbudowywać się na wychodźstwie i to dwukrotnie - najpierw w Paryżu, a potem w Londynie. W niniejszej książce przypomnę też krótko osławiony incydent w Venlo, który był do pewnego stopnia analogiczną do polskiej, tragiczną wsypą służb brytyjskich i zdarzył się mniej więcej w tym samym czasie. Można wręcz powiedzieć, że paradoksalnie obydwie kompromitujące wywiadowcze klęski - Polaków i Brytyjczyków - legły u podstaw bliskiej współpracy osłabionych wywiadów, która okazała się jednym z najważniejszych, a w niektórych krytycznych momentach wojny po prostu najważniejszym szpiegowskim sojuszem w obozie Aliantów. Dość tutaj przytoczyć opinię brytyjskiego badacza Paula R.J. Wintera, zgodnie z którą "jednym z największych sukcesów Whitehall [rządu brytyjskiego] w dziedzinie szpiegostwa czasów wojny było pozyskanie wysokiej jakości HUMINT [wywiadu ze źródeł osobowych] za pośrednictwem polskiego rządu na uchodźstwie"18.
* * *
Niniejsza książka, zgodnie z założeniem serii wydawniczej, w jakiej się ukazuje, jest syntezą dziejów polskiego wywiadu na wychodźstwie w latach II wojny światowej przeznaczoną dla szerokiego kręgu czytelników. W związku ze specyfiką kompetencji jej autora, historyka wywiadu zatrudnionego w Biurze Badań Historycznych IPN, a zarazem wykładowcy nauk o bezpieczeństwie na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW, ma ona dodatkowo zamierzony wymiar dydaktyczny na poziomie bardziej akademickim, być może też podyplomowym. Ostateczny koncept pracy powstał przy aktywnym udziale studentów nauk o bezpieczeństwie na WNPiSM UW, którzy w trakcie prowadzonych przeze mnie zajęć skarżyli się na nadmiar metodologii, wiedzy o strukturach i rozwiązaniach prawnych w obecnych sylabusach tej nauki, a brak przykładów wziętych z realnego życia służb dyspozycyjnych państwa i poniekąd też obrazów (tj. filmów i zdjęć) stanowiących nieodłączną część ich postrzegania współczesnej cywilizacji. Jednocześnie wziąłem tutaj pod uwagę zauważalną potrzebę kształtowania dojrzałych postaw funkcjonariuszy współczesnych polskich służb tego typu na odpowiednich, zweryfikowanych naukowo wzorcach, opartych na naszych polskich doświadczeniach, w tym doświadczeniach w relacjach z sojusznikami z kręgu anglo- i frankofońskiego (podobnie jak ma to miejsce w NATO/OTAN), a także coraz nam bliższej, pod wieloma względami, Skandynawii. Tym samym jest ona skierowana szczególnie ku słuchaczom ośrodków wyszkolenia naszych współczesnych służb specjalnych, a także ku studentom historii, nauk politycznych, studiów międzynarodowych i nauk o bezpieczeństwie myślących o podobnej karierze. Naprawdę mamy dość własnych bohaterów i własnych doświadczeń osadzonych w naszej kulturze i tradycji, tym samym nie musimy ich "pożyczać" od innych narodów. Niewątpliwie też lepiej uczyć się na własnych, a nie na cudzych błędach.
Z powodu ograniczonej, w ramach założeń projektu, objętości pracy autor nie był w stanie w pełni rozwinąć wszystkich wątków tutaj poruszonych, tym samym dokonany wybór ludzi i spraw jest siłą rzeczy niepełny i w swym założeniu ma obrazować szersze zjawiska na zasadzie tzw. studiów przypadków. Niektóre narzucające się ciekawe kwestie autor zmuszony był pozostawić przyszłym badaczom, odpowiedzialność zaś za ewentualne błędy i nieścisłości, wynikające dla odmiany z napiętego terminarza, wziąć na siebie. Z tymi zastrzeżeniami niniejsza książka stanowi wynik samodzielnych studiów i przemyśleń; proponuje też wiele ustaleń i interpretacji nieobecnych dotąd w naukowym i szerszym społecznym dyskursie. Stara się też sprostować rozmaite utrwalone mity i uwypuklać ważne zjawiska, dotąd słabo dostrzegane w oficjalnej tradycji polskiego wywiadu, z przedstawionymi wyżej narodzinami polskich służb cywilnych i rolą w nich wywiadowczych amatorów i kobiet na czele. Ponadto odnoszę się w niej do takich spraw, jak wspomniana już kwestia odpowiedzialności za tragiczne utracenie archiwum Oddziału II w Forcie Legionów, do nieznanych dotąd wymiarów "afer" kluczowych agentów "dwójki": Wiktora Katlewskiego, Antona Wessela vel Wasielewskiego, Gerharda Bacha i Eberharda Löwego vel Karola Lubińskiego.
Ze spraw drobniejszych, ale ważnych, wyjaśniam też, komu należy przypisać słynny pseudonim "Knopf" mylnie utożsamiany z Haliną Szymańską i co to wszystko miało wspólnego z rolą polskiego wywiadu w informowaniu o zagładzie Żydów. Inna niż dotychczas przyjęta jest też interpretacja losów organizacji "Felicja" działającej w ramach Akcji Kontynentalnej MSW w Danii i jej relacji z Oddziałem II SNW, a zwłaszcza roli odegranej przez legendarnego Lucjana Masłochę i jego konkurentkę Romanę Heinze. Niejako na marginesie znaczenie dwóch kultowych postaci w polskiej wywiadowczej tradycji, Jerzego Iwanowa-Szajnowicza i Kazimierza Leskiego, zostaje urealnione, a jeden z największych bohaterów polskiego wywiadu i wzorców na dziś, mjr Kazimierz Szpądrowski, wydobyty z kompromitującego nas wszystkich zapomnienia.
Nie oznacza to wszakże, że dotychczasową literaturę należałoby odstawić w najdalszy kąt biblioteki. Przeciwnie, autorowi wypada wyrazić głęboką wdzięczność dziesiątkom już bez mała badaczy, których wysiłek złożył się na dotychczasowy stan badań nad polskim wywiadem na wychodźstwie. Wszystkie wykorzystane prace starałem się wymienić w bibliografii. Poza tym, zgodnie z założeniami serii, aparat naukowy książki został zredukowany do niezbędnego minimum, to znaczy opracowań najbardziej podstawowych dla danego wątku i źródeł cytatów.
W niniejszej pracy zostały wykorzystane fragmenty tekstów powstałe w ramach realizowanego wspólnie z duńskim badaczem Thomasem W. Friisem projektu na temat polsko-duńskiej współpracy wywiadowczej w okresie II wojny światowej, przy czym wszystkie one wyszły wyłącznie spod pióra piszącego te słowa. Poza przywołanym prof. Friisem chciałbym bardzo podziękować osobom, które wsparły mnie w pracach nad tą książką, a przede wszystkim jej recenzentom: dr Malwinie Siewier z Wydziału Nauk Społecznych UJD w Częstochowie i dr. Pawłowi Skubiszowi z BBH IPN, a także w sposób szczególny prof. Tadeuszowi Dubickiemu (który rzecz całą przestudiował i skomentował w jej wstępnej formie). Ponadto na różnych etapach pracy pomogli mi bardzo przyjacielską radą i ułatwieniem dostępu do rozmaitych cennych dla mnie źródeł i materiałów ikonograficznych, także pochodzących z własnych kwerend: Pettzy Ahlström, Tomasz Ceran, Andrzej Dubicki, Waldemar Grabowski, Adam Gwiazdowicz, Tony Ingesson, Paweł Jaworski, Piotr Kołakowski, Daniel Koreś, Paweł Kosiński, Marzena Kruk, Jacek Kwilosz, Mariusz Olczak, Helen Price, Marcin Przegiętka, Wojciech Skóra, Andrzej Suchcitz, Jacek Tebinka, Rafał Wnuk, Aleksander Woźny, Quona Wright i Mariusz Żuławnik.
Mapa 1. Rozmieszczenie attachatów wojskowych i placówek wywiadowczych w krajach ościennych. Ilustracja do opracowania "Działalność wywiadowcza Oddziału II Sztabu Głównego WP do sierpnia 1945 r." autorstwa płk. Jerzego Mrówczyńskiego z Zarządu II Sztabu Generalnego WP (wywiadu wojskowego PRL)
Dalsza część w wersji pełnej
Przypisy
Wprowadzenie
1 [S. Mayer], W tajnej służbie. Wykłady płk. dypl. Stefana Mayera o polskim wywiadzie wojskowym w okresie 1918-1945, oprac. P. Kołakowski, Słupsk 2020, s. 51-52; H. Kopczyk, Niemiecka działalność wywiadowcza na Pomorzu, 1920-1933, Gdańsk 1970, s. 175; J. Larecki, Wielki leksykon tajnych służb świata. Organizacje wywiadu, kontrwywiadu i policji politycznych, terminologia profesjonalna i żargon operacyjny, Warszawa 2017, s. 678.
2 Wywiad i kontrwywiad Armii Krajowej, red. W. Bułhak, Warszawa 2008, s. 348.
3 S. Kania, Polska gwara konspiracyjno-partyzancka 1939-1945, Warszawa 1986, s. 204.
4 E. Kwiatkowski, Dysproporcje. Rzecz o Polsce przeszłej i obecnej, Kraków 1932.
5 J. Gaul, Na tajnym froncie. Działalność wywiadowczo-informacyjna obozu niepodległościowego w latach 1914-1918, Warszawa 2001; R. Świętek, Lodowa ściana. Sekrety polityki Józefa Piłsudskiego 1904-1918, Kraków 1998.
6 Ł. Ulatowski, Polski wywiad wojskowy w 1939 r. Struktura organizacyjna, składy osobowe, personel, budżet, mob., Warszawa 2013, s. 172-174.
7 R. Czarnecka, Organizacja Oddziału II Sztabu Generalnego (Głównego) WP i jego ekspozytur terenowych 1918-1939 [w:] Wywiad i kontrwywiad wojskowy II RP, t. 1, red. T. Dubicki, Łomianki 2010, s. 33.
8 Ł. Ulatowski, Polski wywiad wojskowy..., s. 62-63.
9 L. Gondek, Na tropach tajemnic III Rzeszy, Warszawa 1987, s. 54, 65, 74; J. Lewandowski, Węzeł stockholmski. Szwedzkie koneksje polskiego podziemia, IX 1939 - VII 1942 r., Uppsala 1999, s. 112-115.
10 Polsko-brytyjska współpraca wywiadowcza podczas II wojny światowej. Ustalenia Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej, t. 1, red. T. Dubicki, D. Nałęcz, T. Stirling, Warszawa 2004, s. 70-75, 189-205, 482-485.
11 Polsko-brytyjska współpraca wywiadowcza podczas II wojny światowej. Ustalenia Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej. Wybór dokumentów, t. 2, oprac. J.S. Ciechanowski, Warszawa 2025, s. 80.
12 K. Zamorski, Dwa tajne biura 2 Korpusu, Londyn 1990; Polsko-brytyjska współpraca..., t. 1, s. 380-381.
13 Polsko-brytyjska współpraca..., t. 1, s. 123-131; ibidem, t. 2, s. 819.
14 Wywiad i kontrwywiad Armii Krajowej..., s. 15-78; W. Grabowski, Polska Tajna Administracja Cywilna, Warszawa 2003, s. 192-215; Polsko-brytyjska współpraca..., t. 1, s. 397-398.
15 J. Tebinka, A. Zapalec, Polska w brytyjskiej strategii wspierania ruchu oporu. Historia sekcji polskiej Kierownictwa Akcji Specjalnych (SOE), Warszawa 2021.
16 T. Panecki, Polonia zachodnioeuropejska w planach Rządu RP na emigracji (1940-1945). Akcja Kontynentalna, Warszawa 1986; E.S. Kruszewski, Akcja Kontynentalna w Skandynawii 1940-1945, Kopenhaga 1993.
17 Polsko-brytyjska współpraca..., t. 1, s. 23-28, 33-48.
18 P.R.J. Winter, Penetrating Hitler's High Command: Anglo-Polish HUMINT, 1939-1945, "War in History" 2011, t. 18, nr 1, s. 92.