W sercu gangstera #3 - Katarzyna Lewandowicz

Kup ebooka

49.90 zł
39.92 zł (49,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Czas się zatrzymał.

Przyłożyłam ręce do ust. Dolna warga drżała, a dłonie wcześniej rozgrzane z podekscytowania teraz zlodowaciały. Jakby odpłynęło z nich całe życie.

Jak to, Alessandro był w środku?

To nie mogło być prawdą!

- Co z nim? - zapytałam słabym głosem. W ustach miałam suszę, więc musiałam chrząknąć, żeby powtórzyć pytanie. - Jeremi, co z Alessandrem?

- Nie wiem! Nic nie wiem! - odpowiedział nerwowo.

Nie uwierzyłam mu. Wiedział. Coś musiał wiedzieć. Rozmowa, którą odbył, nie trwała zbyt długo, ale na tyle, że z pewnością nie chodziło jedynie o rozkaz wywiezienia mnie w bezpieczne miejsce.

- Wiem tylko, że mam zabrać cię z dala od Bari.

Skoro ktoś wydał rozkaz dotyczący mnie, to znaczyło, że ktoś się o mnie dowiedział. Wiedział, gdzie Alessandro spędził swoje ostatnie tygodnie. Wiedział o domku przy plaży.

- Jeżeli zaraz mi nie powiesz, co się tam wydarzyło, to gorzko tego pożałujesz! - krzyknęłam przez ściśnięte gardło. Złe przeczucie targało mną do tego stopnia, że byłam u kresu wytrzymałości. - Nie żartuję, Jeremi.

- Uspokój się. Wkrótce wszystkiego się dowiesz.

- Gdzie jedziemy? - próbowałam wyciągnąć od niego inną ważną informację.

Musiałam się dowiedzieć, na czym stoję i czy działać teraz, czy dopiero gdy się zatrzymamy. Nie zamierzałam biernie czekać nie wiadomo na co. Nie byłam już przecież tą potulną i słabą Laurą.

- Nie możemy wrócić do San Matteo. Jedziemy do hotelu w Bitanto. Tam poczekamy na dalsze rozkazy.

Odetchnęłam, ale tylko odrobinę. Miasteczko znajdowało się w takiej samej odległości co San Matteo od Bari. Za parę minut powinniśmy dotrzeć na miejsce.

Czas ten ciągnął się w nieskończoność. Nie wiedziałam, co dzieje się z moim ukochanym, a Jeremi milczał jak zaklęty. Wierny z niego pracownik. Może kiedyś będzie taki lojalny także względem mnie.

Gdy zaparkowaliśmy na parkingu obok niewielkiego, ale zdecydowanie luksusowego hotelu, byłam już gotowa wyskoczyć z samochodu. Sukienka trochę krępowała mi ruchy, lecz poradziłam sobie z nią. Natychmiast doskoczyłam do niczego nieświadomego Jeremiego i z łatwością go obezwładniłam. Nie spodziewał się ataku z mojej strony. Podczas jazdy wyglądałam na zrozpaczoną i faktycznie byłam w rozsypce, więc nawet nie musiałam udawać rozkojarzenia.

Wymierzyłam w punkty witalne znajdujące się na szyi i ciało ochroniarza natychmiast się rozluźniło. Wtedy uderzyłam mocno w boczną część jego szczęki, następnie złapałam za nią i docisnęłam sobie do klatki piersiowej. Każdy mój ruch był precyzyjny, a reakcja mężczyzny powolna. Na koniec ściągnęłam go do ziemi. Przekręciłam jego ramię i uklękłam na jego nadgarstku i barku tak, żeby nie mógł się ruszyć. Nie mógł. Pomimo iż byłam drobna i lekka, wewnętrzna burza emocji i strach o Alessandra nie pozwoliły mi na utratę kontroli. Udało się, Jeremi wydawał się zamroczony i w wyraźnym szoku.

- A teraz mi wszystko grzecznie wyśpiewasz.

W odpowiedzi otrzymałam kilka stęknięć. Docisnęłam kolano bardziej do barku ochroniarza, dając mu znać, żeby niczego nie próbował. Zresztą nie mógł. Nie tylko dlatego, że był obezwładniony. Gdyby Alessandro dowiedział się, że coś mi zrobił, nawet przez przypadek, byłoby już po nim.

Tylko, czy Aless... Czy on...

Dławił mnie strach na każdą myśl o jego stracie.

Nie mogłam teraz tego roztrząsać. Musiałam skupić się na tym, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, gdzie jest, i dotrzeć do niego.

- Zacznijmy od początku. Był wybuch w Coppola Club. Jak poważny? I co z Alessandrem?

- Możesz ze mnie zejść? - wychrypiał.

- Nie! Dopóki nie powiesz mi wszystkiego, czego dowiedziałeś się od Daria.

Stęknął, ale choć było mi go żal, nie zamierzałam puścić.

- Jeremi... - zaczęłam ostrzegawczym tonem.

- Został ranny - rzucił w końcu, próbując się wyszarpać.

Ścisk na piersi zelżał na tyle, że mogłam zaczerpnąć powietrza.

- Co się mu stało? No już, mów wszystko, co wiesz!

Niecierpliwiłam się.

- Nie wiem!

Sięgnęłam po broń pod jego marynarkę.

- Mów albo będziemy inaczej rozmawiać - zażądałam, przykładając mu broń do potylicy.

- Laura, bez przesady - prychnął, sądząc, że tylko się z nim bawię.

- Mów! - warknęłam, dociskając broń i kolano do jego ciała.

- Przygniótł go kawałek ściany. Stracił przytomność chyba... - zawahał się.

Na szczęście nie musiałam interweniować. Odpuścił i słyszałam to w jego głosie.

- Zabrali go do rezydencji.

- Nie można było tak od razu!? - rzuciłam wściekle. Zmarnowaliśmy tyle czasu. - Kluczyki!

- Laura...

- Kluczyki, Jeremi! Nie będę się powtarzać!

Już miałam rozpocząć przeszukiwanie, kiedy sięgnął do marynarki i posłusznie oddał mi kluczyki. Gdy w końcu pozwoliłam mu wstać, otrzepał się i przetarł policzek, na którym zauważyłam kilka niezbyt ładnych otarć. Nie zamierzałam go jednak przepraszać. Nie tym razem. Normalnie bym to zrobiła, źle się czułam z tym, jak go potraktowałam, teraz jednak w głowie miałam tylko jedno.

Alessandra.

Drżałam na myśl, jak bardzo został ranny. Pchnęłam Jeremiego w stronę miejsca pasażera, a następnie skułam mu ręce kajdankami, które znalazłam w schowku. Nie sądziłam, żeby czegoś próbował, ale wolałam nie ryzykować. Potem ruszyłam z piskiem opon spod hotelu, pod którym zaparkowaliśmy. Do Monopoli dojechaliśmy w ekspresowym tempie. Złamałam wszystkie możliwe przepisy, zaciskając mocno ręce na kierownicy i ocierając co jakiś czas łzy, którym w końcu pozwoliłam popłynąć. Mój pasażer nie odzywał się ani słowem, choć na pewno miał ochotę kilka razy krzyknąć, żebym zwolniła.

Pod bramą strażnicy spojrzeli na nas podejrzanie, ale Jeremi szybko ich uspokoił - nie było powodów do obaw. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność, zanim w końcu wpadłam do willi. Jak tornado. Nawet salon pełen ludzi nie mógł stanowić dla mnie przeszkody. Na szczęście nikt nie próbował mnie powstrzymać.

To był ten moment, który miał zmienić wszystko, choć jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Rozdział 1

Zdziwiło mnie zbiorowisko rodziny Alessandra. To mogło znaczyć tylko jedno. Nie było z nim dobrze.

W salonie dostrzegłam też Marca z Chiarą, a ich się tutaj nie spodziewałam. Wszyscy mieli na sobie nazbyt eleganckie stroje, co powinno było dać mi do myślenia, ale nie zwracałam na to uwagi.

- Gdzie on jest?! - zawołałam rozgorączkowana.

- Laura! Laura, to naprawdę ty? Jak dobrze, że jesteś - zawołała Editta, mama Alessandra, zmierzając z wyciągniętymi rękami w moją stronę.

- Gdzie on jest? - powtórzyłam nieco pewniej.

Liczyło się dla mnie tylko to, żeby jak najszybciej się przy nim znaleźć.

- Jest u siebie... Jest u niego lekarz. Poczekaj! - zawołała za mną, gdy zaczęłam biec w dobrze znanym mi kierunku.

Nie zdążyłam szarpnąć za klamkę, bo drzwi się otworzyły. Prawie zderzyłam się z mężczyzną, który trzymał torbę lekarską. Od razu wydał mi się znajomy. Pamiętałam go jak przez mgłę. Gdy lekko się do mnie uśmiechnął, najwidoczniej rozpoznając mnie, sama rozpoznałam w nim lekarza, który kilka miesięcy temu udzielał mi pomocy.

- Alessandro! - zawołałam i obeszłam lekarza, który natychmiast się odsunął.

Mój ukochany siedział na skraju łóżka, tors miał owinięty bandażami. Trzymał się za żebra. Na widok krwi na jego ciele ścisnęło mnie w gardle. Nie wiedziałam, jakich doznał obrażeń. Wyglądał fatalnie, ale żył.

Mój ukochany żył. I to było w tym momencie najważniejsze.

Gdyby nie szczupła kobieta klęcząca przed moim mężczyzną i próbująca ściągnąć mu spodnie, pewnie wstrząsnąłby mną szloch na sam jego widok.

- Łapy precz od mojego faceta! - warknęłam, będąc na granicy.

Nie dość, że drżałam o życie Alessandra, to jeszcze jakaś kobieta miała czelność go dotykać.

- Laura? - zapytał zdębiały, unosząc głowę.

Po raz drugi tego dnia czas się zatrzymał. Kolejnego razu mogłam już nie znieść. Na ten dzień miałam już wystarczająco dużo wrażeń. A w zasadzie na ten wieczór.

Widok poturbowanego mężczyzny przerósł moje obawy. Niełatwo patrzyło mi się na osobę, która do tej pory wydawała się niezniszczalna, a teraz wyglądała na pokonaną i bliską załamania. Nie takiego widoku się spodziewałam. Gdzieś w głębi wierzyłam, że doznał jedynie drobnych obrażeń.

Nasze spojrzenia się spotkały.

Niebieskie tęczówki pozbawione były iskierek, które zawsze tam widziałam. Teraz dojrzałam w nich smutek i może odrobinę ulgi. Na jego twarzy odmalowywały się głównie zdziwienie i grymas bólu, który próbował zamaskować, gdy tylko mnie dostrzegł.

- Mi dispiace1 - przeprosiła Włoszka, a następnie posłusznie wyszła za lekarzem na korytarz.

Wtedy dotarło do mnie, że to pielęgniarka.

Zamknęła za sobą drzwi, więc od razu doskoczyłam do mojego ukochanego, uklękłam przed nim i wtuliłam się w jego nogi.

Bałam się dotykać go w innym miejscu, choć tak bardzo pragnęłam zatopić się w jego ramionach.

- Tak bardzo się o ciebie martwiłam! - zawołałam, zanosząc się płaczem, który wstrzymywałam przez kilka minut.

Pragnęłam być silna dla niego, ale poległam. Nie wiem, co bym poczęła, gdyby go zabrakło.

Poczułam na głowie dotyk jego ręki.

- Ciii, już dobrze. Chodź tu do mnie - poprosił, sięgając po moje ramię.

Podniosłam się z ociąganiem i stanęłam między jego nogami. Nie wiedziałam, gdzie został ranny oprócz klatki piersiowej. Prawy policzek, szyję oraz włosy miał całe we krwi. Dojrzałam też kilka zadrapań na policzku i na ramieniu.

- Co się stało? - spytałam, badając wzrokiem każdy skrawek jego ciała.

Mimo iż nie miał siły, podniósł rękę i starł łzę z mojego policzka. Pozwoliłam mu na to. Potrzebowałam teraz jego dotyku. Wtuliłam się w jego dłoń.

- W klubie doszło do wybuchu. Spadło na mnie trochę gruzu.

- Trochę gruzu? A nie cała ściana!?

Złapałam go za dłoń, gdy chciał ją oderwać od mojej skóry, i przyłożyłam ją do ust.

- Nie wiem, może... Straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem, powiedziano mi, że Jeremi zabrał cię w bezpieczne miejsce - przerwał, lekko się spinając. Syknął z bólu. - Imbecyl! Pożałuje! Tym razem nie obejdę się z nim tak łagodnie, jak ostatnio.

- Nic mu nie rób! Nie zawinił - zaprotestowałam, łapiąc ponownie jego dłoń i przykładając sobie do piersi.

Oparłam też ostrożnie swoje czoło o jego. Chciałabym zabrać od niego cały ból, albo chociaż część.

- Niech zgadnę. Odpowiednio się nim zajęłaś?

- A dziwisz mi się? Nie chciał mi nic powiedzieć - zaczęłam, czując, że drżę na całym ciele.

Strach o niego odebrał mi dech. Ostatnia godzina należała do najgorszych w całym moim życiu.

- Mam nadzieję, że zapamięta, że nie powinien mi się więcej przeciwstawiać. Ale co z tobą, kochanie? Co powiedział lekarz?

- Wyliżę się. Jestem tylko trochę poturbowany.

Kłamał. Wiedziałam to, ale postanowiłam chwilowo nie drążyć tematu. Znajdę inny sposób, żeby dowiedzieć się, w jakim stanie tak naprawdę jest. Teraz potrzebował ciszy i spokoju. Musiał odpocząć.

- Pomogę ci się położyć, ale najpierw ściągnę ci spodnie i cię umyję, dobrze? - zagadnęłam, dotykając jego policzka. - Jesteś cały brudny od kurzu i krwi.

Odsunęłam się, przypatrując mu się czujnie. Zanim weszłam do łazienki, zatrzymałam się i spytałam:

- Czy ucierpiał ktoś jeszcze?

- Ładunek podłożono blisko biura na tyłach, w którym przebywałem tylko ja. Jest kilku rannych wśród personelu, ale to nic poważnego.

Zamiast ucieszyć się, że nie ma więcej ofiar, cała się spięłam.

- Czyli to był zamach? Ktoś znowu czyhał na twoje życie - dodałam, zakrywając usta.

- Nie ktoś, tesoro2.

- Oliviero... - szepnęłam przerażona.

Kiedy to wszystko się skończy? Czy tak miało od teraz wyglądać nasze życie? W ciągłym strachu?

Przyniosłam z łazienki mokre ręczniki i zaczęłam ścierać brud z twarzy i ramion Alessandra. Z zaschniętą krwią we włosach było trochę więcej pracy, ale nie odpuściłam, dopóki nie doczyściłam mojego mężczyzny. Lekarz zostawił na łóżku zestaw opatrunkowy, więc domyśliłam się, że pielęgniarka miała zająć się opatrzeniem otarć. Wyręczyłam ją.

Nikt, a tym bardziej żadna kobieta, nie będzie zbliżać się do mojego ukochanego. Podczas opatrywania trzymał się dzielnie, choć widziałam, że każdy ruch sprawia mu trudność.

- Masz na sobie sukienkę ode mnie - powiedział w pewnym momencie, łapiąc za materiał i lekko ciągnąc mnie ku sobie.

- Uważaj - odpowiedziałam, zapierając się. - Nie chcę ci zrobić krzywdy.

- Zrobisz, jeżeli mnie zaraz nie przytulisz - zamruczał.

- Poczekaj, już kończę.

Odniosłam do łazienki brudne ręczniki i rzuciłam je na podłogę. Ktoś później na pewno się tym zajmie. Nie miałam teraz głowy, żeby sprzątać ten bałagan.

- Nic pod nią nie masz, prawda? - zagadnął, kiedy pojawiłam się z powrotem w sypialni.

Uśmiechnęłam się blado, po czym podeszłam do niego i delikatnie go objęłam za kark. Teraz miałam już pewność, że nic oprócz połamanych żeber mu się nie stało. Krew, którą był umazany, wypłynęła z pękniętego łuku brwiowego i małej rany z boku głowy. Lekarz ją opatrzył i założył szew.

Pragnęłam zrobić coś całkiem innego, niż grzecznie się do niego tulić. Teraz, gdy już nie zostało mi nic do zrobienia, powaga sytuacji do mnie powróciła. Miałam ochotę uderzyć go za to, że mogłam go stracić.

Już nigdy w życiu nie chciałam przeżywać niczego podobnego!

- Nigdy więcej nie waż się mnie tak straszyć! Słyszysz?! - rozszlochałam się na nowo, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.

- Ani myślę, tesoro - szepnął twardo, a ja pocałowałam jego ramię.

Odsunęłam się i spoglądając w jego niebieskie oczy, wyznałam:

- Nie przeżyję bez ciebie!

- Teraz już wiesz, co czułem, gdy myślałem, że cię straciłem.

Wzmocnił uścisk na mojej talii.

- To było straszne...

Płakałam jak dziecko. Ani trochę się nie hamowałam.

Ale też nie mogłam powstrzymać wciąż napływających do oczu łez.

- Ciii. Nigdzie się nie wybieram - powiedział, a potem drgnął, jakby chciał wstać.

- Co robisz? Chcesz się położyć? Poczekaj, pomogę ci.

- Nie. Chcę sięgnąć po spodnie.

- Po co ci one? Są brudne. Dam je do prania. - Odsunęłam się, żeby je wziąć i zanieść do łazienki.

- Nie! - zaprotestował gwałtownie.

- Okej...? Masz tam coś ważnego?

- Po prostu daj mi te cholerne spodnie - odezwał się na skraju cierpliwości. Jego ton jednak nie był szorstki. Wręcz przeciwnie. Pobrzmiewało w nim coś innego. Dodatkowo Aless jeden kącik ust miał uniesiony.

O co mu chodziło?

Chwyciłam spodnie i, tak jak sobie życzył, podałam mu je. Natychmiast włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej małe czarne welurowe pudełeczko. Otworzył je i nie musiał już nic więcej mówić. Gdy zobaczyłam piękny klasyczny pierścionek, zakryłam usta dłońmi. W oczach momentalnie pojawiły mi się kolejne łzy, tym razem wzruszenia.

- Ten wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej, tesoro - zaczął, uśmiechając się do mnie delikatnie. - Ale los lubi płatać figle. Dzisiaj miało odbyć się otwarcie klubu. Po twoim przyjeździe w klubie mieli zjawić się również nasi bliscy.

Zrobiło mi się ciężko na sercu. Nasi bliscy? Czyli też ciocia Elena i Francesca z rodziną?

- Ale nie przyjechali, prawda? Są bezpieczni? - wtrąciłam, żeby się upewnić.

- Tak. Klub był prawie pusty, gdy doszło do wybuchu. Przebywała w nim jedynie obsługa, która szykowała się do uroczystości, i oczywiście ja.

Przeniosłam wzrok na pierścionek.

- Chciałem oświadczyć ci się, jak należy.

Wyciągnął do mnie rękę, więc mu ją podałam.

- Wybacz, że nie uklęknę na jedno kolano...

Zaśmiałam się przez łzy.

- Mógłbym się jeszcze z tym wstrzymać, ale nie chcę. Lauro... Vuoi sposarmi?3 Zostaniesz moja zona? - zapytał też po polsku, a ja znowu się zaśmiałam. - O niczym innym nie marzę, jak spędzić z tobą resztę swoich dni. Pragnę budzić się obok ciebie, zasypiać otulony twoim pięknym i gorącym ciałem. Chcę słuchać twojego oddechu i gry na wiolonczeli. Pragnę spełniać z tobą twoje marzenia. Chcę sprawiać, że twoje usta zawsze będą uśmiechnięte. Marzę o tym, żeby kochać cię już do końca życia. Zgadzasz się? Uczynisz mi ten zaszczyt? - zapytał zachrypniętym głosem, który działał na mnie jak nic innego.

Momentalnie zrobiło mi się gorąco, a nogi chciały odmówić posłuszeństwa.

Zaczęłam kiwać głową i uśmiechać się jak głupia. Jeszcze chwilę temu mogłam go stracić, a teraz był tu ze mną i prosił mnie o rękę.

Alessandro prosił mnie o rękę! Czy mi się to śniło!?

- Tak, tak! Zostanę twoją żoną!

Wyciągnął z pudełka pierścionek, ale wtedy szybko zabrałam rękę.

- Pod jednym warunkiem!

- Przyjmujesz mnie całego bez żadnych warunków albo wcale - odpowiedział zaborczo, ale zmysłowo.

- Ale ten warunek ci się spodoba.

- Mów, sam zdecyduję.

Zbliżyłam się i złapałam za jego policzki, spoglądając mu głęboko w oczy.

- Niech tych naszych wspólnych dni będzie jak najwięcej, kochanie. Obiecaj mi, że sytuacja z dzisiaj już nigdy się nie powtórzy. Obiecaj mi, że się razem zestarzejemy.

- Ti prometto che far? tutto il possibile, tesoro4 - odpowiedział zachrypniętym głosem.

- Obiecaj, że nie będziesz się narażać!

- Obiecaj, że nie będziesz robić żadnych głupstw.

- Ja? Głupstw?

- A co wyczyniałaś w Polsce?

- No co wyczyniałam? - Odsunęłam się i położyłam ręce na biodrach.

Na twarzy Alessandra pojawił się lekko widoczny grymas bólu. Musiał drgnąć, gdy się odsunęłam.

- Wyjdziesz za mnie czy nie? - zapytał rozbawiony.

- A ty chcesz mnie taką czy nie? - droczyłam się dalej.

Złapał za moją rękę i nie zważając na ból, który na pewno poczuł przy ruchu, wsunął mi pierścionek na palec. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Żadne z nas nie było już rozbawione. Wręcz przeciwnie. Dotarła do mnie powaga sytuacji. Doniosłość tej chwili. Intymność. Zalała mnie cała gama emocji, ale wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje.

Byłam teraz narzeczoną Alessandra.

Narzeczoną!

- A teraz pocałuj mnie tak, jak przystało na przyszłą panią Caruso.

Ujęłam jego policzki i przyciągnęłam do siebie. Nim zdążyłam zarejestrować grymas na jego twarzy, moje wargi już łączyły się z jego.

- Przepraszam - szepnęłam, nie odrywając się od jego miękkich ust.

- Nie przestawaj - wyjęczał.

Nie wycofałam się więc. Całowałam go z zapałem, uważając, żeby zbytnio na niego nie napierać. Mimo to włożyłam w ten pocałunek całe swoje serce. Syciliśmy się nim nawzajem i nie chcieliśmy się od siebie odrywać.

- Położę się - powiedział słabo, gdy się odsunęłam.

Od razu poczułam wyrzuty sumienia. Nie powinnam była go męczyć. Na jego czole dojrzałam kilka kropelek potu.

Cholerka! Następnym razem odmówię. Choćby nie wiadomo jak prosił - obiecałam sobie.

Pomogłam Alessandrowi ułożyć się wygodnie na łóżku, a następnie przykryłam go czarną pościelą. Gdy patrzyłam, jak bardzo został poturbowany, znowu chciało mi się płakać. Musiał nieźle oberwać. Starałam się zachować spokój, ale było to trudne, bo ból odbierał mu oddech. Mimo swojego cierpienia oświadczył mi się.

To było dla niego ważniejsze. Ja byłam najważniejsza.

- Tak bardzo cię kocham - szepnęłam, gdy ucałowałam go w policzek i chciałam odejść. Złapał mnie jednak za rękę. - Tak? Potrzebujesz czegoś?

- Ciebie - powiedział twardo.

- Dam ci odpocząć, kochanie. Przyniosę ci coś do jedzenia i picia. Dostałeś leki przeciwbólowe?

- Połóż. Się. Obok. Mnie - powiedział to tonem, z którym się nie dyskutowało.

Ja jednak spróbowałam. Choćbym miała mu się narazić. Alessandro potrzebował kilku godzin spokojnego snu.

- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Poza tym powinnam wyjść i porozmawiać z twoimi bliskimi.

- Kładź się! Bez dyskusji. Oni poczekają. A poza tym nie wyjdziesz do nich w tej sukience, na dodatek nie mając nic pod spodem.

Spojrzał na mnie w taki sposób, że w końcu się poddałam i spełniłam jego prośbę. Wdrapałam się na łóżko i ułożyłam na jego lewym ramieniu, które uniósł.

Domyślałam się, że bardziej poturbowaną ma prawą stronę.

- Wiedziałam, że będziesz zazdrosny - przerwałam ciszę, zaciągając się zapachem jego skóry, który zmieszany był z zapachem potu i krwi, mimo iż ją z niego zmyłam.

- Jestem cholernie zazdrosny i wkurwiony tym, że chciałaś mnie sprowokować. Gdybym nie był unieruchomiony, pokazałbym ci jak bardzo. Co ci przyszło do głowy, żeby włożyć tę sukienkę?

- Przypomnę ci, że sam mi ją kupiłeś. I to, że gdy pierwszy raz miałam ją na sobie, też nie miałam na sobie bielizny.

- Laura! Aniele, nie testuj mojej cierpliwości! Miej litość dla cierpiącego.

- Wybacz.

Splotłam nasze dłonie, a potem uniosłam głowę. Alessandro przymknął powieki, ale chyba wyczuł, że się w niego wpatruję.

- Nic mi nie jest, tesoro.

Przełknęłam ślinę. Nigdy nie przestanę się o niego martwić. A teraz widząc go w takim stanie, miałam prawo drżeć.

- A wiesz, że ta sukienka i buty to jedyne rzeczy, które w zeszłym roku zabrałam ze sobą? - zapytałam, odsuwając od siebie strach o niego.

- Zostawiłaś wiolonczelę, a zabrałaś jakąś kieckę?

Uniosłam się na łokciu, żeby móc popatrzeć mu w oczy.

- Nie jakąś kieckę, tylko kieckę od ciebie. W całym swoim życiu nie miałam na sobie nic bardziej seksownego. Włożyłam ją wtedy tylko dla ciebie. Sądziłam, że będę się w niej czuła skrępowana, ale tak nie było. Czułam się kobieco, zmysłowo i seksownie. Podobał mi się twój pożądliwy wzrok. Chciałam czuć się tak już zawsze. Dlatego wzięłam tę sukienkę. Chciałam, żeby przypominała mi o tym, co we mnie wyzwoliłeś. Przy tobie zawsze czułam i czuję się na właściwym miejscu. Czuję się inna, taka... hm... kompletna? Czuję się sobą.

Przez całe moje wyznanie nie spuszczał ze mnie wzroku.

- Ja też jestem przy tobie inny - wyznał poważnie.

Zamierzał unieść prawą rękę i dotknąć mojej twarzy, ale poddał się, czując ból. Przymknął powieki i wciągnął powietrze. Chciałam dodać mu otuchy, więc położyłam delikatnie rękę na jego piersi, a potem zbliżyłam tam swoje usta.

Wtedy usłyszałam...

- Byłem pewny, że nigdy nie stracę głowy dla żadnej kobiety. Później w moim życiu pojawiłaś się ty i wywróciłaś je do góry nogami. A teraz jestem stracony.

- Wiesz, że będę mogła wykorzystać to przeciwko tobie?

- Wiem - odparł pewnie, obracając głowę w moją stronę i odnajdując ponownie moje spojrzenie - ale chcę, żebyś wiedziała, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Jesteś dla mnie wszystkim.

1 Przepraszam.

2 Skarbie.

3 Chcesz wyjść za mnie?

4 Obiecuję ci, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, kochanie.