W zakamarkach serca - Małgorzata Tarczyńska

Reflow text when sidebars are open.
Pod naciskiem klamka powoli opadła. Drzwi zaskrzypiały - najwyraźniej ktoś zapomniał je naoliwić. Po chwili otworzyły się i z budynku Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wyszły dwie studentki. Ostatnie egzaminy zaliczone, w indeksach przybyło kilka wpisów, czas na odpoczynek.
Pierwsza z nich, Agnieszka Majkowska, była wysoką, szczupłą blondynką. Długie włosy, przypominające łany zbóż, wiązała w koński ogon. Miała pociągłą twarz o delikatnych rysach i duże niebieskie oczy podkreślające jej urodę. Druga, Malwina Turkiewicz, również była smukłą dziewczyną. Gęste, kasztanowe włosy z gracją opadały jej na ramiona, a zielone oczy kontrastowały z jasną cerą, na której rozsiane były liczne piegi.
Los ma swoje plany i realizuje je bez konsultacji z nami. Stawia nam na drodze ludzi, którzy wpływają na nasze wybory. Jedni odgrywają ważną rolę w naszym życiu, a obecność innych jest tylko krótkim epizodem.
Dziewczyny spotkały się po raz pierwszy kilka lat temu podczas dni otwartych, które miały pomóc w podjęciu decyzji o wyborze szkoły średniej. Młodzież przemierzała korytarze jednego z liceów ogólnokształcących w Toruniu, zaglądając do poszczególnych klas, spotykając się z nauczycielami. W pewnej chwili Malwina energicznym ruchem otworzyła drzwi do łazienki i właśnie wtedy usłyszała dziwny odgłos. Po drugiej stronie stała Agnieszka z guzem na czole. Ten przykry incydent był początkiem ich znajomości, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. Obie zdobywały wiedzę w tym liceum, a po maturze wybrały ten sam kierunek studiów.
- Wybierzmy się na kilka dni nad morze - zaproponowała Malwina.
- Chętnie, tylko w środku sezonu trudno będzie znaleźć tani pokój - zauważyła przyjaciółka.
- Wieczorem poszperam w Internecie. Jak coś ciekawego znajdę, dam ci znać.
- Oczywiście.
- Wracajmy do domu - zaproponowała Malwina i obie poszły w kierunku przystanku autobusowego.
***
Agnieszka weszła do domu. Zajrzała do kuchni, później do salonu, lecz nikogo tam nie zastała. Błyskawicznie wybiegła na taras i ścieżką pośród kolorowych kwiatów podążała w głąb ogrodu. Zatrzymała się i pochyliła nad herbacianą różą, której zapach tak lubiła. Nosem musnęła jej płatki i poczuła tę aksamitną woń. Kolorowe kwiaty wabiły owady, które chętnie siadały na poszczególnych roślinach i czerpały z ich dobrodziejstwa. W głębi ogrodu Agnieszka ujrzała swoich najbliższych. Tata, Henryk - wysoki, postawny mężczyzna - opróżniał kosiarkę z resztek ściętej trawy. Wśród dorodnych krzewów malin zobaczyła mamę i babcię. Obie zrywały czerwone owoce kształtem przypominające naparstki. Emilia Sowańska, seniorka rodu, była kobietą średniego wzrostu, szczupłą, o pogodnym wyrazie twarzy, a jej córka Sylwia, nieco wyższa, miała pełniejsze kształty.
- Kochana rodzinko, zaliczyłam wszystkie egzaminy i jestem studentką drugiego roku filologii angielskiej! - zawołała radośnie Agnieszka.
- Córeczko! Bardzo się cieszę - odpowiedział Henryk.
- Wspaniała wiadomość. - Sylwia się uśmiechnęła.
- Wnusiu, jestem z ciebie dumna - dodała babcia Emilia.
Agnieszka weszła między krzewy malin i nie mogła oprzeć się czerwonym owocom, które zamiast do koszyka, trafiały bezpośrednio do jej ust. Tego lata plony dopisały, krzewy uginały się od czerwonych skarbów natury. Kiedy koszyki zostały napełnione owocami, wszyscy udali się do domu.
- Czeka nas teraz wiele pracy - oznajmiła Emilia.
- Tak, babciu, już nie mogę się doczekać przepysznego soku i konfitur z malin - zapewniła dziewczyna.
- Może i ja się przydam - rzekł Henryk.
- A jakże, twoja siła jest nieoceniona - odpowiedziała Emilia z uśmiechem.
- To prawda. Nikt tak jak ty, tatusiu, nie potrafi solidnie zakręcić słoików.
- Tak, tu potrzebna jest męska siła. Przecież muszę dbać, aby moje piękne i urocze panie się nie przemęczyły. Urocza teściowa sprawi, że owoce zamienią się w pyszne przetwory. Kochana żona, najlepsza nauczycielka matematyki, sprawnie policzy słoiki, a moja cudowna córka z pewnością kilka słoiczków opróżni, zanim zdążę je zakręcić - powiedział gospodarz z bardzo poważną miną, co wywołało szczery uśmiech na twarzach reszty domowników.
- A ty, w międzyczasie, jako skrupulatny farmaceuta, zanim zakręcisz słoiki, sprawdzisz ich skład - zażartowała Sylwia.
- I liczę na nalewkę z malin - nadmienił Henryk.
- Obowiązkowo, to już nasza tradycja - odpowiedziała seniorka.
- Oj! Heniu, mam nadzieję, że i mnie dopuścisz do delektowania się tym pysznym trunkiem, zanim opróżnisz wszystkie butelki - kontynuowała żartobliwym tonem Sylwia.
- Ależ, kochanie, jakbym śmiał wypić je sam - odpowiedział i pocałował żonę w policzek.
- Widzę, że przy tak wesołym nastawieniu praca będzie się wam paliła w rękach - stwierdziła seniorka.
Emilia podzieliła zadania tak, aby każdy miał szansę wykazać się swoimi umiejętnościami.
- Malwina zaproponowała, byśmy pojechały na parę dni nad morze - powiedziała nagle Agnieszka, wkładając do ust kolejną soczystą malinę.
- Myślę, że to dobry pomysł - odpowiedział Henryk i spojrzał na żonę, która zmarszczyła brwi i zapytała:
- Kochanie! Nie pojedziesz z nami na Mazury?
- Oczywiście, że pojadę, ale wcześniej chciałyśmy spędzić kilka dni nad morzem. Malwina obiecała sprawdzić w Internecie oferty zakwaterowania.
- Irena Wierzyńska, którą dwa lata temu poznałam w sanatorium, mieszka w Pruszczu Gdańskim. Zapytam ją, czy udostępni wam pokój - wtrąciła się do rozmowy Emilia.
- Z Pruszcza Gdańskiego jest spory kawałek nad morze - odparła Agnieszka.
- Przecież przejazd koleją nie zajmie wam wiele czasu - powiedział Henryk.
- Irena z pewnością zaproponuje rozsądną cenę za pokój - nalegała starsza pani.
- To jest argument - odparła wnuczka.
Pani Emilia odeszła od stołu, umyła ręce i udała się do swojego pokoju. Wróciwszy, oznajmiła:
- Irena chętnie was ugości.
- To wspaniale! - Agnieszka się ucieszyła.
- Możecie u niej zamieszkać do końca lipca, ponieważ w sierpniu oczekuje syna z rodziną.
- Babciu, jak my się jej odwdzięczymy?
- Na to też znajdzie się rada. Poza tym zdążysz wrócić na moje urodziny.
- Babciu! Nie mogłabym opuścić tak ważnej dla ciebie uroczystości.
- Przygotujemy dla mamy wspaniałe przyjęcie i kilka niespodzianek - wtrąciła Sylwia.
- Postaramy się, aby ten dzień był wyjątkowy - dodał Henryk.
- W takim razie muszę uzbroić się w cierpliwość - oznajmiła rozradowana Emilia.
Agnieszka zadzwoniła do przyjaciółki, która z aprobatą przyjęła propozycję wyjazdu do Pruszcza Gdańskiego. Ceny wolnych pokoi, które znalazła w Internecie, okazały się zbyt wysokie.
Na toruńskim dworcu zgromadził się całkiem spory tłum. Z megafonu płynął miły damski głos informujący o nadjeżdżającym składzie. Słysząc tę zapowiedź, dziewczęta udały się na peron. Pasażerowie wsiedli do wagonów i zajęli wyznaczone miejsca. Pociąg ruszył, by swoim rytmem przemierzać kolejne kilometry.
Po niespełna dwóch godzinach zatrzymał się na stacji Pruszcz Gdański. Przyjaciółki wysiadły i skierowały się do wyjścia. Osiedle, na którym miały zamieszkać, znajdowało się nieopodal dworca PKP. Dziewczęta po drodze podziwiały ogrody pełne różnorodnych roślin. Wielobarwne kwiaty pławiły się w promieniach słońca. Róże rozkładały delikatne płatki, eksponując swoje walory. Okazałe słoneczniki kłaniały się i z uśmiechem witały przechodniów. Kępy wysokich traw kołysały się na wietrze. Dziewczęta zatrzymały się przed furtką z numerem 21. Agnieszka nacisnęła biały guzik domofonu. Po chwili drzwi domu otworzyły się, a w progu stanęła szczupła, niewysoka kobieta.
- Dzień dobry, jestem Agnieszka, a to moja przyjaciółka Malwina.
- Miło mi. Czekałam na was z niecierpliwością. Zapraszam do środka - odpowiedziała gospodyni i otworzyła furtkę.
Do parterowego domu prowadził chodnik z szarych płyt, wzdłuż którego rosły aksamitki. Przed wejściem z kamionkowych donic wyłaniały się czerwone pelargonie. W domu było miło i przytulnie. Agnieszka z plecaka wyjęła pudełko i podała gospodyni:
- Proszę przyjąć upominek od babci Emilii.
- Ależ piękny bieżnik i serwetki - zachwyciła się gospodyni.
- A to specjalność mojej babci - dodała Agnieszka i postawiła na stole kilka słoiczków z powidłami i sokiem malinowym oraz nalewkę z aronii.
- Bardzo dziękuję za te wspaniałości. A teraz, młode damy, zaprowadzę was do pokoju. Za piętnaście minut zapraszam na obiad.
W pokoju znajdowały się dwa drewniane łóżka, szafa, mały stolik, na którym leżała kremowa serwetka, a na niej pięknie prezentowała się porcelanowa figurka przedstawiająca dziewczynkę z bukietem kwiatów. Obok stolika stały dwa fotele. Na ścianie wisiała reprodukcja zachodu słońca, a tuż obok niej, na kwietniku, swoją urodę prezentowała dorodna paprotka.
Wchodząc do jadalni, dziewczęta poczuły zapach rosołu. W tym czasie dołączył do nich mężczyzna średniego wzrostu o krępej budowie ciała. Gospodyni przedstawiła gościom męża, Stanisława, który przywitał się i objął dziewczęta wzrokiem. Po czym wszyscy ze smakiem zjedli przygotowany przez Irenę posiłek.
- Czy macie już sprecyzowane plany na spędzenie wakacji? - zapytała gospodyni.
- Zamierzamy zwiedzić okolicę oraz poleniuchować na plaży - odpowiedziała Malwina.
- W naszej miejscowości jest wiele ciekawych zakątków. Chętnie was oprowadzę i przygotuję plan zwiedzania Trójmiasta - zaproponował pan Stanisław.
- Dziękujemy. Z przyjemnością skorzystamy z pana propozycji - odpowiedziała Malwina i spojrzała na przyjaciółkę, która ochoczo przytaknęła.
- Proponuję zaopatrzyć się w bilety regionalne, dzięki którym możecie korzystać z połączeń kolejowych obowiązujących w całym Trójmieście - zasugerowała Irena, co spotkało się z aprobatą obu dziewcząt.
- Warto wybrać się na Jarmark Dominikański - powiedział Stanisław.
- To bardzo ciekawe wydarzenie - potwierdziła Irena.
- Wiecie, że jego tradycja sięga trzynastego wieku? Pełno tam straganów z najróżniejszymi wyrobami, do tego stoiska z wyśmienitym jedzeniem. Artyści pokazują swoje prace, są wernisaże, koncerty, spektakle... naprawdę mnóstwo się dzieje - zachwalał gospodarz.
- Do tej pory nie miałam okazji uczestniczyć w tym wydarzeniu - stwierdziła Malwina.
- Ja również. Chętnie się tam wybierzemy - powiedziała Agnieszka.
- A na deser proponuję sernik - wtrąciła gospodyni.
- Sernika nigdy nie odmówię - odpowiedziała Malwina.
- Ani ja - zawtórowała jej Agnieszka.
- Irenko, czy został jeszcze kompot z wiśni?
- Tak, już podaję.
Dziewczęta bez słowa udały się z gospodynią do kuchni. Malwina pokroiła sernik, Agnieszka wlała kompot do dzbanka, a gospodyni naszykowała talerzyki i szklanki. Tymczasem gospodarz w altance na stole ułożył cztery podkładki z bambusa, a na ławach położył szaroniebieskie poduszki. Sernik był tak puszysty, że rozpływał się w ustach. Rozmowy toczyły się do późnego wieczora.
***
Następnego dnia Agnieszka i Malwina wstały wcześnie rano. Wyjrzały przez okno. Słońce promieniami otaczało ziemię. Wiatr kołysał liście na drzewach, ptaki ćwierkały radośnie. Po porannej toalecie i obfitym śniadaniu przyjaciółki w towarzystwie gospodarza wyruszyły na miasto.
Pan Stanisław tak ciekawie opowiadał, że dziewczęta słuchały go z zapartym tchem, chłonąc każde jego słowo. Zadziwił je nie tylko niesamowitą wiedzą, ale i ciekawym sposobem jej przekazywania. To urocze miasteczko miało wiele interesujących miejsc do zaoferowania - Kanał Raduni czy kompleks budynków cukrowni. Przemierzając kolejne ulice, dotarli na teren Faktorii Osady Handlowej, gdzie dziewczęta poczuły powiew przeszłości. W każdej chacie czekało na zwiedzających wiele niespodzianek. Przyjaciółki odniosły wrażenie, jakby przeniosły się w czasie o wiele wieków wstecz. Miały okazję poznać historię ówczesnych mieszkańców i zobaczyć wiele cennych archeologicznych znalezisk.
- Nie sądziłam, że w tym mieście jest tak wiele wspaniałych zabytków i ciekawych miejsc - zdziwiła się Agnieszka.
- Prawie w każdej małej miejscowości lub wsi można odkryć coś ciekawego. Poznać miejsca naznaczone historią żyjących tam ludzi, którzy poświęcili życie dla danej społeczności - powiedział Stanisław.
- Tak, to prawda - zgodziła się z nim Malwina.
- Ciągle odkrywam nowe miejsca i ludzi z pasją. Prowadzę kronikę, aby uwiecznić najważniejsze wydarzenia i miejsca, póki jeszcze są, bo świat idzie naprzód i nie wszystkie obiekty mają szansę na przetrwanie. A ludzie tak szybko odchodzą, że warto spisać ich wspomnienia - zwierzył się Stanisław.
- Powinien pan opublikować swoje teksty - zasugerowała Agnieszka.
- Książka! Mam napisać książkę?! - odparł zdumiony.
- Z taką wiedzą z pewnością napisze pan ciekawą książkę - przekonywała go Malwina.
- Pomyślę nad tym - oznajmił mężczyzna, a na jego twarzy dało się zauważyć nutkę zamyślenia.
- Tak, koniecznie. Ja już zamawiam pierwszy egzemplarz, i to z autografem. - Malwina się uśmiechnęła.
Stanisław nagle odpłynął w marzeniach. Nigdy nie myślał o napisaniu książki. Poddać się takiemu wyzwaniu, czy podoła, czy potrafi w ciekawy sposób zawrzeć w niej najistotniejsze informacje?
- Chodźmy już do domu, z pewnością Irenka przygotowała coś pysznego na obiad - zaproponował mężczyzna, gdy wrócił do rzeczywistości.
Przekraczając próg, wędrowcy poczuli zapach pieczonej kaczki. Zmęczeni całodniową wycieczką, umyli ręce i usiedli do stołu. Po posiłku dziewczęta udały się do pokoju na odpoczynek.
***
Nazajutrz po śniadaniu, zaopatrzone w suchy prowiant i butelki wody, przyjaciółki udały się na dworzec, skąd pojechały przywitać Morze Bałtyckie. Tłumy wczasowiczów oblegały plażę. Dziewczęta przeciskały się pomiędzy kolorowymi parawanami. Wczasowicze wystawiali swoje ciała ku słońcu. Ktoś czytał książkę, inni grali w karty, dzieci bawiły się w piasku, grupa młodzieży grała w piłkę plażową. Po przejściu tego labiryntu Agnieszka i Malwina znalazły odpowiednie miejsce. Nieopodal znajdował się punkt obserwacyjny dla ratowników. Przyjaciółki skorzystały z kąpieli morskiej. Po bułeczkach przygotowanych przez panią Irenę nie pozostały nawet okruszki.
Leżąc na kocu, w pewnej chwili zauważyły cień nad swoimi głowami. Natychmiast zerwały się i usiadły. Tuż nad nimi stało dwóch osiłków, którzy nie wyglądali na miłych facetów.
- Hej, lale, chętnie do was dołączymy. Dwie samotne dziewczyny. Z wielką przyjemnością te wasze namiętne ciała wysmarujemy kremem - powiedział wysoki, barczysty mężczyzna z wężem wytatuowanym na piersi.
Agnieszka skuliła się, przyciągnęła kolana do brody i zadrżała. Tymczasem Malwina wstała, oparła ręce na biodrach i głośno powiedziała:
- Nie pochlebiajcie sobie. Niebawem wrócą nasi mężczyźni.
- Ha, ha, ha... Nie udał ci się blef. Obserwujemy was od jakiegoś czasu i wiemy, że jesteście same - odpowiedział drugi mężczyzna.
Malwina nie dała za wygraną i donośnym głosem zawołała:
- Tomek! Piotr! Wracajcie do nas!! - Liczyła na to, że ktoś z wczasowiczów zareaguje.
Kilka osób spojrzało w ich kierunku, ale nikt nie wykonał żadnego gestu, aby pomóc dziewczętom. Malwina jeszcze głośniej zawołała:
- Tomek! Piotr!
Natrętni mężczyźni zaczęli się głośno śmiać. Nagle jak spod ziemi wyrosło dwóch młodzieńców.
- Panowie, trochę więcej kultury - powiedział stanowczym głosem jeden z nich.
- Dziewczęta są z nami - dodał drugi.
- Sorry! Jeśli tak, to my spadamy - zakończył rozmowę ten z tatuażem i obaj się oddalili.
- Dziękujemy za pomoc - powiedziała Malwina, przyglądając się wybawcom.
- Gratuluję odwagi - odparł jeden z mężczyzn.
- Działałam pod wpływem impulsu. Dziwne, że tak szybko odeszli - zauważyła Malwina, wciąż przyglądając się im uważnie.
- To miejscowe chłopaki. Codziennie się tutaj kręcą. Czasami trzeba ich ustawić do pionu - odpowiedział szatyn.
- Ach tak - rzekła Malwina.
- Przepraszamy, ale obowiązki wzywają. Życzymy wam miłego wypoczynku - odpowiedział szatyn i odeszli.
Agnieszka podniosła głowę i spojrzała na oddalających się wybawicieli. Jeden był wysokim szatynem z bujną czupryną, a drugi, nieco niższy, blondynem o bardzo krótko przyciętych włosach. Obaj mieli spodenki z napisem "ratownik".
- Całkiem fajne chłopaki. Jest na kim oko zawiesić. - Malwina się zaśmiała.
- Możliwe. Straciłam ochotę na plażowanie - powiedziała Agnieszka.
- Prawdę mówiąc, ja też.
Dziewczęta zabrały swoje rzeczy i udały się w drogę powrotną do państwa Wierzyńskich. Nie wspomniały gospodarzom o incydencie na plaży.
***
Gdańsk ze swoją wspaniałą architekturą i historią zachęcał turystów do zanurzenia się w urocze zakamarki Starego Miasta. Można było poczuć magię Jarmarku Dominikańskiego, który przyciągał wielu zainteresowanych. Tłum ludzi jak wolny potok płynął wzdłuż straganów pełnych przeróżnych rzeczy. Sprzedawcy zachwalali swoje produkty i zachęcali do ich nabycia. Zwiedzający oglądali wystawione przedmioty, niektórzy decydowali się na zakup. A było z czego wybierać. Przyjaciółki dłużej zatrzymywały się przy stoiskach z dziełami sztuki - obrazy, rzeźby przyciągały ich wzrok. W końcu doszły do stoisk ze starociami. Wystawcy oferowali bardzo różne rzeczy, których dzisiaj już nie można dostać w żadnym sklepie. Ta różnorodność była oszałamiająca. Wyroby ze szkła, drewna, porcelany, mosiądzu, skóry i innych materiałów. Dziewczęta z wielkim zainteresowaniem oglądały te wszystkie wspaniałości i podziwiały perfekcyjne wykonanie. Na jednym ze stoisk Agnieszka zauważyła prostokątny kawałek drewna, na którym namalowany był rozwinięty polny kwiat, a nad nim piękny, kolorowy motyl. Wyglądało to tak, jakby motyl za moment miał usiąść na kwiatku. Obraz był piękny. Pastelowe kolory użyte przez malarza sprawiały wrażenie, jakby tańczyły w rytm muzyki. Agnieszka wzięła obraz do ręki i długo mu się przyglądała.
- Zamierzasz go kupić? - zapytała przyjaciółka.
- Tak. Myślę, że to będzie najlepszy prezent urodzinowy dla babci. Ona bardzo lubi obserwować motyle. Często powtarza, że ich skrzydła są żywymi obrazami, które namalowała natura.
- Faktycznie, to piękny obraz - zgodziła się Malwina, a widząc dosyć wygórowaną cenę, zwróciła się do sprzedawcy: - Z tego co się orientuję, to na każdym szanującym się bazarze można się targować.
- Oczywiście, panienko. Mogę obniżyć cenę o pięć procent - zaproponował.
- Dwadzieścia procent będzie dla nas zadowalające - zasugerowała poważnym tonem Malwina.
- Ależ panienko! Tyle nie mogę opuścić - powiedział stanowczym tonem sprzedawca.
Jednak Malwina nie dała za wygraną i wdała się z nim w dłuższą dyskusję. Agnieszka bez słowa przysłuchiwała się ich rozmowie. Nie mogła wyjść z podziwu, widząc tak duże zaangażowanie przyjaciółki. Po zaciętej wymianie zdań sprzedawca skapitulował i opuścił cenę o dwanaście procent. Gdy obie odeszły od straganu, Agnieszka, trzymając w ręku obraz, powiedziała:
- Nie sądziłam, że drzemie w tobie tyle talentów.
- Mam nadzieję, że jeszcze nieraz cię zaskoczę - odparła z uśmiechem przyjaciółka.
Dziewczęta poszły dalej. Obejrzały wystawę malarską oraz występ grupy teatralnej. Spróbowały także kilku regionalnych smakołyków. Późnym popołudniem, zmęczone, ale pełne wrażeń, wróciły do Pruszcza Gdańskiego.
- Jestem pewna, że Emilia będzie zachwycona tak pięknym prezentem - oznajmiła Irena, oglądając z zainteresowaniem obraz.
- Kiedy go zobaczyłam, od razu pomyślałam o babci - odparła Agnieszka.
- Ten obraz namalował bardzo zdolny artysta. Na tym niepozornym kawałku drewna kwiat i motyl tworzą niepowtarzalną całość. Wszystko doskonale ze sobą współgra. Myślę, że jeżeli autor namalowałby ten obraz na płótnie, nie udałoby mu się osiągnąć takiego efektu - wyraził podziw Stanisław.
- Im dłużej mu się przyglądam, tym bardziej zgadzam się z pana opinią - powiedziała Agnieszka.
- Muszę przyznać, że jest pan wspaniałym obserwatorem - dodała Malwina.
- Dziękuję.
- Wystarczy atrakcji na dzisiaj, czas na kolację - wtrąciła się do rozmowy gospodyni.
- Oj tak, zaraz pomożemy w przygotowaniu posiłku - zaproponowała Malwina i razem z przyjaciółką udały się do kuchni.
Podczas kolacji dziewczęta z entuzjazmem wspominały wydarzenia mijającego dnia. Nazajutrz czekały na nie nowe przygody. Plan opracowany przez pana Stanisława okazał się tak precyzyjny, że dzięki niemu dziewczęta poznały wiele ciekawych miejsc i obiektów Trójmiasta. Niestety, czas płynął nieubłaganie. Nadeszła pora pożegnania. Pan Stanisław odwiózł gości na dworzec, skąd przyjaciółki pojechały pociągiem do Torunia.
Pozostało jeszcze 90 % treści tej książki.