Rozdział
1
CO MOTYWUJE DO DZIAŁANIA
NA RZECZ ZMIANY
SPOŁECZNEJ?
Nie akceptuję już rzeczy, których nie
mogę zmienić.
Zmieniam rzeczy, których nie mogę
zaakceptować.
Angela Davis
17 grudnia 2010 roku sprzedawca uliczny Muhammad
al-Bu'azizi podpalił się na tunezyjskim placu w dramatycznym
proteście przeciwko trudnym warunkom życia i upokorzeniom
doświadczanym ze strony policji. Prawdopodobnie nikt wtedy nie
przewidywał, że w ciągu następnego roku zainspirowane tym wydarzeniem
masowe protesty doprowadzą do obalenia dyktatorów w Tunezji, Egipcie,
Libii i w innych państwach regionu. Skala tych wydarzeń, nazwanych
Arabską Wiosną, skłoniła magazyn "Time" do ogłoszenia anonimowego
uczestnika protestów Człowiekiem Roku 2011. Także w Polsce, kraju
Solidarności, w ostatnich latach nie brakuje przykładów masowego
zaangażowania, takich jak np. Parada Równości, Manify, marsze
w obronie demokracji i wolnych sądów, Marsze Niepodległości czy
miesięcznice smoleńskie. Jednym z bardziej znaczących polskich
ruchów społecznych, który trafił na czołówki prasy na całym
świecie, był Czarny Protest, który w reakcji na próbę zaostrzenia
prawa aborcyjnego w Polsce wyprowadził ok. 100 tysięcy ludzi na
ulice. W innym regionie świata wybór Donalda Trumpa na prezydenta
Stanów Zjednoczonych i podejmowane przez niego decyzje polityczne
zmobilizowały w samym tylko 2017 roku miliony ludzi do udziału
w tysiącach protestów (Count Love, 2018). W ramach Marszu Kobiet,
zorganizowanego w dniu inauguracji nowego prezydenta 19 stycznia 2017
roku, odbyły się największe w historii tego kraju demonstracje, które
zgromadziły w samym Waszyngtonie ponad pół miliona ludzi.
Te przykuwające uwagę
przykłady nie powinny jednak przesłaniać faktu, że
aktywne zaangażowanie w politykę jest
zasadniczo domeną mniejszości
społeczeństwa. Poza głosowaniem w wyborach, w których
bierze udział większa liczba osób (np. w Polsce w wyborach do
parlamentu bierze udział średnio połowa uprawnionych do głosowania),
inne formy politycznego zaangażowania cieszą się o wiele mniejszym
zainteresowaniem. W protestach, zbiórkach pieniędzy czy podpisów
pod petycjami uczestniczy mniej niż jedna piąta społeczeństwa (PEW,
2018). W sondażu przeprowadzonym w Polsce jesienią 2018 roku udział
w demonstracji lub podpisanie petycji w ciągu minionych 12 miesięcy
zadeklarowało tylko 7% respondentów. Bardzo podobny wynik uzyskano
w ósmej fali Europejskiego Sondażu Społecznego, przeprowadzonej
w 23 państwach europejskich w 2016 roku (ryc. 1.1). W badaniu tym
respondentki i respondentów pytano o to, czy w ciągu ostatniego
roku podejmowali jakąś formę zaangażowania politycznego (ramka
1.1). Uczestnictwo w demonstracji w minionym roku zadeklarowało 6%
Polaków, co umiejscawia nasz kraj w środku europejskiej stawki. Jedynie
pięć krajów osiągnęło poziom zaangażowania przewyższający
10%.
RYCINA 1.1
Udział w demonstracji w ciągu minionych
12 miesięcy
Adnotacja:
N = 44 387. Zastosowano wagi
poststratyfikacyjne.
Jak pokazują jednak przytoczone
na wstępie przykłady, od czasu do czasu możemy zaobserwować
wzrost liczebności i częstotliwości masowego zaangażowania
w politykę. Tym ciekawsze staje się obecnie pytanie,
co sprawia, że w pewnym momencie ludzie decydują się na udział
w protestach, włączają się w zbiórki pieniędzy czy poświęcają
swój czas na zaangażowanie w działania polityczne. Jakie mechanizmy
stoją za tym, że któregoś dnia część z nas postanawia
zaangażować się w działania na rzecz sprawy? Czym w zasadzie jest
aktywizm? Co motywuje aktywistów i aktywistki? Tymi właśnie kwestiami
zajmiemy się w niniejszym rozdziale.
RAMKA 1.1
JAK ANGAŻUJĄ SIĘ POLACY?
DANE Z EUROPEJSKIEGO SONDAŻU SPOŁECZNEGO 2016
Jakie formy zaangażowania politycznego (w
tym zbiorowego działania) najczęściej podejmują Polki i Polacy? Czy
ze względu na preferowane rodzaje zaangażowania nasze społeczeństwo
można podzielić na spójne podgrupy? Czym różnią się osoby, które
się angażują, od tych, które pozostają bierne? Udzielenie odpowiedzi
na te pytania umożliwia analiza danych z 8. fali Europejskiego Sondażu
Społecznego. Osoby badane zapytano o to, czy w ciągu ostatnich
12 miesięcy podjęły którekolwiek z ośmiu form zaangażowania
politycznego, tj. czy 1) kontaktowały się z politykiem lub urzędnikiem
na szczeblu rządowym lub samorządowym, 2) działały w partii
politycznej lub organizacji podejmującej działalność społeczną
bądź polityczną, 3) działały w innego rodzaju organizacji lub
stowarzyszeniu, 4) nosiły lub umieszczały w widocznym miejscu znaczek
bądź nalepkę propagujące jakąś akcję lub kampanię, 5) podpisały
petycję, 6) uczestniczyły w legalnej publicznej demonstracji, 7)
celowo nie kupowały pewnych towarów lub produktów, 8) dzieliły się
treściami politycznymi w Internecie (np. w mediach społecznościowych,
na blogach czy za pośrednictwem poczty elektronicznej). Jak pokazuje
ryc. 1.2, największą popularnością cieszyło się podpisywanie
petycji, następnie - kontakt z politykiem lub urzędnikiem. Od 5%
do 7% osób bojkotowało wybrane produkty/towary, nosiło kampanijne
znaczki i naklejki, pracowało na rzecz organizacji lub stowarzyszenia
niezajmujących się kwestiami politycznymi, uczestniczyło w legalnej
demonstracji czy udzielało się politycznie online. Najrzadziej
podejmowaną formą zaangażowania była praca na rzecz partii
politycznych lub organizacji o profilu społeczno-politycznym.
RYCINA 1.2
Formy zbiorowego działania podejmowane
przez Polaków
Adnotacja: N
= 1694. Zastosowano wagi poststratyfikacyjne.
Pod względem form
zaangażowania Polacy mogą zostać podzieleni na cztery grupy. Są
to: osoby zaangażowane poza organizacjami, osoby zaangażowane
w organizacjach, osoby angażujące się poza polityką i osoby
zupełnie niezaangażowane. Czym charakteryzuje się każda z tych
grup?
Najliczniejszą grupę
w społeczeństwie polskim (84,7%) stanowią osoby niezaangażowane, czyli te, które
w ciągu 12 miesięcy przed datą badania nie podjęły żadnej
formy zbiorowego działania. Duże zainteresowanie polityką deklaruje
jedynie 5,4% przedstawicieli i przedstawicielek tej grupy. Tylko 6,1%
jest przekonanych całkowicie lub w dużym stopniu, że ma zdolności
i możliwości potrzebne do uczestnictwa w polityce.
Znacznie mniej jest osób zaangażowanych poza organizacjami (6,3%). W tej
grupie do rzadkości (<10%) należą: kontakt z politykami
i urzędnikami, praca na rzecz partii lub organizacji o profilu
społeczno-politycznym czy też praca na rzecz innej organizacji
i stowarzyszenia. Powszechne (>45%) jest natomiast podpisywanie petycji
i uczestniczenie w demonstracjach, stosunkowo częste zaś (>35%)
bojkotowanie pewnych produktów, eksponowanie kampanijnych znaczków
i naklejek oraz udzielanie się w Internecie.
Kolejną pod względem
liczebności grupę stanowią osoby angażujące
się poza polityką (5,8%). Chociaż aktywność w tej
grupie jest wyższa niż wśród osób niezaangażowanych, to jednak
pozostaje na niższym poziomie niż w grupie osób zaangażowanych
poza organizacjami. Najpowszechniejszymi formami zaangażowania (>35%)
są kontakty z politykami i urzędnikami oraz działalność
w organizacjach o innym profilu niż społeczno-polityczny,
dosyć częste (>15%) jest podpisywanie petycji i bojkot pewnych
produktów. Przedstawiciele i przedstawicielki tej grupy rzadko (<15%)
natomiast należą do partii i organizacji politycznych, noszą znaczki
czy nalepki o treści politycznej, uczestniczą w demonstracjach
i wypowiadają się na tematy polityczne online.
Najmniejszą grupę stanowią
osoby zaangażowane w organizacjach,
zarówno w partiach politycznych, jak i w innego rodzaju
stowarzyszeniach (3,2%). Poziom aktywności politycznej w tej grupie
jest bardzo wysoki. Ponad 60% jej reprezentantów podpisuje petycje
oraz pracuje na rzecz organizacji niebędących partiami lub ruchami
politycznymi. Ponad 50% przedstawicieli tej grupy w ciągu 12 miesięcy
przed datą badania kontaktowało się z politykami czy eksponowało
kampanijny znaczek lub naklejkę. Najrzadziej podejmowanymi (ale wciąż
częstymi na tle społeczeństwa jako ogółu) formami zaangażowania
w tej grupie były: uczestnictwo w demonstracjach (45,5%), działanie
na rzecz partii lub organizacji politycznych (43,6%), bojkot pewnych
produktów (15,7%) oraz wypowiadanie się na tematy polityczne online
(28,4%). Duże zainteresowanie polityką deklaruje jedynie 27,2%
przedstawicieli i przedstawicielek tej grupy. Ponad jedna czwarta (28,2%)
jest przekonana całkowicie lub w dużym stopniu, że ma zdolności
i możliwości niezbędne do uczestnictwa w polityce.
1.1.
CZYM JEST AKTYWIZM?
Aktywizm społeczny jest
działaniem na rzecz zmian społecznych. Zmiany te mogą
mieć różny charakter. Działania aktywistów i aktywistek mogą
dotyczyć konkretnych decyzji politycznych, tak jak wtedy, kiedy
Polki masowo domagały się wycofania propozycji zaostrzenia prawa
antyaborcyjnego. Często jednak aktywiści działają na rzecz bardziej
ogólnych kwestii społecznych, ekonomicznych czy ekologicznych. Nie
oznacza to wcale, że aktywista nie może występować we własnym
interesie. Wręcz przeciwnie, w wielu sytuacjach sukces przynosi
uczestnikom działań bezpośrednie korzyści. Zdarza się tak na
przykład wówczas, gdy aktywista jest członkiem związku zawodowego
strajkującego w sprawie poprawy warunków pracy. Często jednak
aktywiści angażują się na rzecz spraw, których nie są wyłącznymi
beneficjentami, i ponoszą duże indywidualne koszty w imię zysków
większej społeczności. Przykładowo, ekolożka, która w ramach
protestu blokuje własnym ciałem maszyny wycinające drzewa w Puszczy
Białowieskiej, naraża swoje zdrowie, aby zyskać mogli wszyscy. Niekiedy
w wyniku podejmowanych działań aktywiści mogą wręcz indywidualnie
stracić, jak np. wtedy, gdy w proteście przeciwko nieuwzględnianiu
kobiet w debacie publicznej mężczyźni wycofują się z udziału
w panelach eksperckich, w których występują sami mężczyźni. Innym,
ekstremalnym przykładem może być sytuacja osób takich, jak Marielle
Franco, zamordowana w 2018 roku brazylijska aktywistka na rzecz praw
człowieka. Wiele wskazuje na to, że jej śmierć była związana z jej
działalnością polityczną i prowadzonym przez nią dochodzeniem
w sprawie zabójstw czarnych mieszkańców faweli dokonywanych przez
policję.
Kluczowy jest tu oczywiście
sposób definiowania zysku i straty. Nawet działania, które mogą
przynieść krótkoterminowe straty, w dłuższej perspektywie mogą
się wiązać z zyskami. Przykładowo, kiedy osoba zamożna angażuje
się w działania na rzecz wyrównywania nierówności ekonomicznych
poprzez podniesienie podatków dla najlepiej zarabiających, może
liczyć na oddalone w czasie efekty w postaci lepiej wyedukowanego
społeczeństwa czy bardziej sprawnych instytucji państwowych. Wreszcie,
korzyści mają także wymiar ideologiczny, emocjonalny i moralny. Osoba
głęboko przekonana o tym, że zmiana, o którą walczy, prowadzi
do bardziej sprawiedliwego i stabilniejszego systemu społecznego, nie
będzie postrzegała kosztów, jakie po drodze ponosi, jako niepotrzebnych
lub zbyt dużych. O tych szeroko rozumianych zyskach motywujących
aktywizm jest właśnie ten rozdział.
Jak widać już z tego
krótkiego wstępu, aktywizm obejmuje bardzo
różne działania i równie duża
jest różnorodność czynników
skłaniających osoby do podjęcia tych działań. W tym rozdziale skoncentrujemy się
na powodach, z których pewne sprawy społeczne stają się dla
jednostki tak ważne, że motywują ją do zaangażowania się. Jednak
postrzegana ważność sprawy może nie wystarczyć do faktycznego
podjęcia działania, jeśli osoba nie wierzy w to, że działanie może
przynieść oczekiwane rezultaty. O tym, w jaki sposób przekonania
o możliwości osiągnięcia celu wpływają na chęć zaangażowania
się, napiszemy w rozdziale 2.
1.2
NIESPRAWIEDLIWY PODZIAŁ
ZASOBÓW I RELATYWNA DEPRYWACJA
Przytoczony na początku rozdziału przykład
protestu, który uruchomił lawinę Arabskiej Wiosny, mógłby sugerować,
że kluczową motywacją do działań kolektywnych jest trudna sytuacja
materialna. Faktycznie, część protestów da się bezpośrednio
połączyć ze wzrastającymi kosztami codziennego utrzymania,
które w wypadku wielu ludzi zaczynają przekraczać ich możliwości
finansowe. Przykładowo, podwyżka cen benzyny sprowokowała wybuch
protestów "żółtych kamizelek" we Francji, a niewystarczające
wynagrodzenia były podawane jako jeden z powodów strajku nauczycieli
w Polsce w kwietniu 2019 roku. Co ciekawe, empiryczne dowody na
bezpośredni związek pomiędzy niedostatkiem a protestem społecznym
są stosunkowo słabe i trudno uchwytne (Green, Glaser i Rich, 1998;
Tilly, Tilly i Tilly, 1975). Łatwo też wskazać przykłady krajów
charakteryzujących się niezwykle niskim poziomem życia (np. Mołdawia),
w których nie dochodzi do masowych buntów i przewrotów.
Próbą wytłumaczenia tych niespójności
była idea relatywnej deprywacji, u której podłoża leży obserwacja,
że przekonania ludzi mają z natury charakter porównawczy i są
uzależnione od punktu odniesienia. Ta sama sytuacja może nam
się wydawać jeszcze akceptowalna lub już nie do zniesienia
w zależności od tego, z czym ją porównujemy. W przeciwieństwie do
absolutnej deprywacji, źródłem poczucia relatywnej deprywacji są
porównania społeczne. Aby dokonać oceny relatywnej
deprywacji, przechodzimy przez trzy etapy. Po pierwsze, musimy
zacząć porównywać sytuację własną lub naszej grupy z sytuacją
innych, podobnych nam osób lub grup. Na przykład, będąc młodymi
kobietami poszukującymi pracy, możemy zauważyć, że podczas rozmów
rekrutacyjnych jesteśmy pytane o nasze plany dotyczące posiadania
dzieci, podczas gdy naszym kolegom się to nie zdarza. Możemy również
dokonać porównania czasowego, czyli np. porównać swoje aktualne
zarobki z zarobkami z przeszłości. Jeśli w wyniku tych porównań
dojdziemy do wniosku, że obecnie znajdujemy się w niekorzystnej
sytuacji, drugi warunek odczucia relatywnej deprywacji zostanie
spełniony. Jednak samo rozpoznanie tego, że jesteśmy w gorszej
sytuacji, nie wystarczy. Trzecim czynnikiem potrzebnym do odczucia
relatywnej deprywacji będzie ocena zaobserwowanej nierówności jako
niesprawiedliwej. Przykładowo, sądzimy, że w żadnym stopniu nie
jesteśmy mniej kompetentne czy pracowite niż nasz kolega, a mimo to
on szybciej awansuje i dostaje wyższą pensję. Ten ostatni punkt
jest szczególnie ważny, ponieważ może wskazywać na nierówności
w dostępie do pewnych praw obywatelskich, które są akceptowane przez
większość społeczeństwa. Przykładem mogą być nierówne prawa
wyborcze osób małoletnich i osób dorosłych, co u większości
osób nie wzbudza sprzeciwu. Interesujące z tej perspektywy są
takie nierówności społeczne, co do których nie ma konsensusu, czy
jeszcze są sprawiedliwe, czy już nie, jak na przykład nierówności
ekonomiczne. Część osób uznaje nawet bardzo duże nierówności za
sprawiedliwe, uzasadniając to różnicami w kompetencjach, motywacji
i pracowitości między ludźmi. Inni z kolei będą podważali
zasadność tak dużych nierówności, powołując się na społeczny
obowiązek wspierania słabszych, brak indywidualnej kontroli nad
czynnikami prowadzącymi do złej sytuacji materialnej czy też dane
dotyczące wyższego dobrostanu społecznego w państwach o mniejszych
nierównościach (Wilkinson i Pickett, 2009).
Badania nad zjawiskiem relatywnej
deprywacji jako czynnikiem motywującym do zaangażowania się
w działania polityczne mają długą historię. Ze względu na
ich dużą liczbę możliwe było zbiorcze podsumowanie uzyskanych
w nich wyników, czyli tzw. metaanaliza (Smith, Pettigrew, Pippin
i Bialosiewicz, 2012). Analiza ponad dwustu
badań pokazała, że spostrzeganie relatywnej deprywacji rzeczywiście
wiąże się z większym prawdopodobieństwem zaangażowania się
w działania kolektywne. Efekt ten jest silniejszy, gdy
poczucie relatywnej deprywacji dotyczy całej grupy, a nie tylko nas
indywidualnie. Przykładem uświadomienia sobie, że źródłem osobistych
problemów może być przynależność do określonej grupy społecznej,
jest wspomnienie jednej z uczestniczek ruchu feministycznego z lat
60. w Stanach Zjednoczonych. Przypominając sobie jedno ze spotkań,
w trakcie którego kobiety dzieliły się swoimi doświadczeniami,
powiedziała: "Nagle zrozumiałam, że nie jestem sama, że to, co
uważałam za osobisty powód do wstydu, było częścią jakiegoś
większego doświadczenia. Problemy, o których myślisz, że
przydarzają się tylko tobie, prawdopodobnie są twoją winą. Ale
jeśli wydarza się to także innym ludziom, to staje się to problemem
społecznym, a nie tylko twoim osobistym" (Dore, 2014). W praktyce
oznacza to, że identyfikacja problemu jako
dotyczącego całej grupy, a nie tylko pojedynczych osób ma większą
siłę mobilizowania do działania. Przykładem takiej sytuacji
jest ruch #MeToo (#JaTeż), związany z doświadczeniami molestowania
i nadużyć seksualnych. Hashtag spopularyzowany przez hollywoodzkie
aktorki spotkał się z ogromnym odzewem kobiet na całym świecie,
dzielących się swoimi traumatycznymi doświadczeniami, zwracającymi
uwagę na skalę zjawiska nadużyć seksualnych. Z drugiej strony
poprzestawanie na interpretacjach problemu w kategoriach indywidualnych
sprzyja obniżonej samoocenie i apatii (Smith i Ortiz, 2002).
Efekt relatywnej
deprywacji jest również silniejszy wtedy, gdy percepcji niesprawiedliwej
deprywacji towarzyszy poczucie złości (Smith, Pettigrew,
Pippin i Bialosiewicz, 2012). Złość jest emocją w jasny sposób
identyfikowaną jako jeden z czynników sprzyjających działaniom
zbiorowym (van Zomeren, Postmes i Spears, 2008). Jest funkcjonalną
odpowiedzią na dostrzegalną niesprawiedliwość, która daje energię
potrzebną do podjęcia działania mającego na celu zmianę tej
sytuacji. W przeciwieństwie do takich negatywnych emocji, jak smutek
czy lęk, złość mobilizuje do faktycznych zachowań, które mogą
zaradzić doświadczanej sytuacji. Badania wskazują też, że złość
częściej prowadzi do podejmowania działań zgodnych z prawem,
normatywnych, takich jak np. demonstrowanie czy podpisywanie petycji,
natomiast niekoniecznie prowadzi do działań łamiących normy społeczne
(Tausch i in., 2011).
RAMKA 1.2
WALKA O PRZESTRZEŃ MIEJSKĄ:
RUCH
ANTYTURYSTYCZNY
Ludzie reagują na postrzegane nierówności
nie tylko w zakresie dóbr materialnych, ale także w odniesieniu do
takich "zasobów", jak przestrzeń, dostęp do podstawowych usług czy
prawa człowieka. Przykładem działań zbiorowych w obronie przestrzeni
do życia jest ruch antyturystyczny, obecny w wielu europejskich
miastach. Często na początku, gdy dane miejsce dopiero zaczyna być
popularne wśród turystów, mieszkańcy postrzegają ich jako źródło
potencjalnych korzyści. Witają wycieczkowiczów oraz pojawiający
się wraz z nimi przemysł turystyczny z otwartymi ramionami. Jednak,
jak wskazują badania, po pewnym czasie nastawienie to ulega zmianie,
co opisał Doxey w swoim modelu irytacji (1975). Drugą fazą reakcji
na zwiększony ruch turystyczny jest apatia. Mieszkańcy zaczynają
przyjmować obecność turystów jako fakt i powoli zaczynają
stawiać im granice, przechodząc do bardziej formalnych środków
komunikacji. Biznes wciąż się rozwija, działania marketingowe mające
na celu wypromowanie lokalizacji wciąż są bardzo intensywne. Kiedy
liczba turystów przekracza pewien poziom "nasycenia" (czyli stosunek
rocznej liczby turystów do liczby mieszkańców), wśród mieszkańców
zaczyna pojawiać się irytacja. Najczęstszym pomysłem na rozwiązanie
problemów dotyczących turystyki nie jest jednak ograniczenie ruchu
turystycznego. Miasta stawiają na rozwój infrastruktury: budują
nowe hotele lub starają się udoskonalić komunikację, tak żeby
mieszkańcy w mniejszym stopniu odczuwali skutki nasilonego ruchu
turystycznego. Wszystko wskazuje na to, że w miastach takich, jak
Barcelona czy Berlin, irytacja sięgnęła już ostatniego z etapów
- otwartego antagonizmu. Wiele osób mieszkających w tych
miastach wprost wyraża swoją złość - zarówno werbalnie, jak
i fizycznie. Na murach pojawiają się napisy "mass tourerrorism"
(gra słów: masowa turystyka - terroryzm) czy "tourists go home"
(turyści, wracajcie do domu). W takich wypadkach reakcja władz
miejskich jest zwykle nakierowana na opanowanie negatywnych konsekwencji
PR-owych zamiast na ograniczenie faktycznych przyczyn niezadowolenia
mieszkańców.
Jak działają aktywiści
zaangażowani w ruch antyturystyczny? W Barcelonie latem 2018 roku
członkowie grupy Arran Pa?sos Catalans, chcąc zwrócić uwagę mediów
na problemy wynikające z masowego ruchu turystycznego, przykuli
się łańcuchami do słynnej rzeźby Gaudiego przedstawiającej
smoka. Według nich turyści są źródłem cierpień stałych
mieszkańców Barcelony. Dodatkowo ich obecność wpływa na zadeptywanie
małych miejscowości i przyczynia się do wykorzystywania taniej siły
roboczej. Grupa aktywistów zwraca również uwagę na to, że korzyści
z turystyki czerpią tylko nieliczni. Wśród innych działań, które
podejmowali, było m.in. wejście do autobusu wycieczkowego z otwartym
dachem i zawieszenie na nim baneru z napisem "Stop masowej turystyce
w Katalonii". W ramach swoich akcji wrzucali też świece dymne lub
dużą ilość konfetti do restauracji i zaklejali zamki w drzwiach
obiektów turystycznych.
Rodzi się pytanie, z czego wynika
niski poziom aktywizmu w sytuacji dużych nierówności. Dlaczego grupy
społeczne znajdujące się w stanie znaczącej relatywnej deprywacji
nie zawsze się buntują? Ponownie możemy przywołać przykład
nierówności ekonomicznych, które są jednym z najpoważniejszych
problemów społecznych współczesnego świata. Szokująca jest
zarówno skala tych nierówności, jak i tempo ich wzrostu. W 2018
roku majątek dwudziestu sześciu najbogatszych ludzi świata wart był
tyle, co cały stan posiadania biedniejszej połowy światowej populacji
(Oxfam, 2019). Badania sugerują, że nierówności ekonomiczne negatywnie
wpływają na dobrostan społeczny, mierzony za pomocą różnorodnych
wskaźników, takich jak np. stan zdrowia fizycznego i psychicznego,
osiągnięcia edukacyjne czy przestępczość (Wilkinson i Pickett, 2010,
2015). Z jednej strony możemy zaobserwować przykłady organizowania
się wokół takich spraw, jak dostęp do jedzenia w przystępnych
cenach (Sneyd, Legwegoh i Fraser, 2013) czy dostęp do wody (Wolf,
Kramer, Carius i Dabelko, 2005) albo kwestie praw pracowniczych
(Schulze-Cleven, 2017). Ruch spółdzielczy się rozwija, zapewniając
ponad 100 milionów miejsc pracy. Rozwijają się także inicjatywy
zrzeszające rolników i rolniczki, na przykład La Via Campesina,
w ramach której ponad 200 milionów ludzi walczy o suwerenność
żywnościową i sprawiedliwość społeczną, sprzeciwiając się
korporacyjnemu rolnictwu. Z drugiej strony jednak, biorąc pod uwagę
skalę problemu, wysiłek podejmowany na rzecz redukcji tak dużych
nierówności społecznych jest ciągle zbyt mały. Dlaczego tak się
dzieje? Raport przygotowany przez Komisję Europejską poświęcony
uczestnictwu najbiedniejszych w życiu politycznym zwraca uwagę na
mechanizm błędnego koła. "Im większe nierówności, tym mniej
partycypacji; im mniej partycypacji, tym większe nierówności"
(Carmona, 2013, s. 5).
Zgodnie z wcześniej wyróżnionymi
kryteriami, aby doszło do mobilizacji
w sytuacji nierówności, konieczne jest dokonanie odpowiednich
porównań społecznych, zauważenie nierówności i wynikającej
z nich własnej deprywacji,
uznanie jej za niesprawiedliwą i oburzającą.
W kontekście nierówności ekonomicznych jedną z przyczyn jest
niska świadomość skali istniejących nierówności. Aby ludzie
zareagowali na nierówności, muszą je najpierw dostrzec, tymczasem
indywidualnie osoby często nie mają dostępu do danych, które by je
jasno pokazywały. Co więcej, same nierówności mogą manifestować się
w sposób, który utrudnia zauważenie ich w życiu codziennym. Nie
wiemy więc, jak wygląda dystrybucja bogactwa, i wnioskujemy
o tym pośrednio, poprzez dostrzeganie przejawów tej nierówności
w życiu codziennym. Przykładem mogą być badania Michaela Nortona
i Dana Ariely'ego (2011) nad tym, jak Amerykanie postrzegają
istniejące nierówności ekonomiczne. Z badań tych wynika, że mimo
wzrastającej skali tego zjawiska ludzie znacząco nie doceniają ich
wielkości. W momencie prowadzenia badania najlepiej zarabiające 20%
społeczeństwa amerykańskiego posiadało 84% bogactwa, ale w ocenach
badanych było to znacząco mniej, bo 59%. Co ciekawe, nawet ta druga
liczba była znacząco wyższa niż nierówności, jakie badani uważali
za sprawiedliwe. Sugeruje to, że nawet pomimo niedoszacowania skali
nierówności zostały już w pewnym stopniu spełnione warunki do
zaistnienia poczucia relatywnej deprywacji.
Innym czynnikiem hamującym chęć
działania na rzecz zmiany systemu ekonomicznego jest wiara w to,
że dzięki indywidualnej pracy można w ramach tego systemu
odnieść sukces. Nie twierdzimy, że jest to przekonanie zupełnie
pozbawione racji. Należy jednak podkreślić, że ludzie znacząco
przeceniają skalę mobilności społecznej, czyli tego, w jakim stopniu
jednostka może podnieść swój status. Badani Amerykanie sądzili, że
osobie, która urodziła się w rodzinie należącej do niskiej klasy
ekonomicznej, jest dużo łatwiej awansować, niż pokazują to faktyczne
statystyki (Kraus i Tan, 2015). Przykładem może być zestaw przekonań
o "amerykańskim śnie" - karierze od pucybuta do milionera
- który obiecuje, że jeśli tylko będziemy odpowiednio wcześnie
wstawać i dużo pracować, jesteśmy w stanie osiągnąć życiowy
sukces. Komplementarna narracja, która była szczególnie powszechna
w Polsce w trakcie transformacji, koncentrowała się na wyjaśnieniu
bezrobocia i biedy w taki sposób, że winą za te zjawiska obarczało
się dotknięte nimi grupy społeczne. W szczególności zjawiska te
eksperci wyjaśniali odziedziczoną po PRL "roszczeniowością"
dużych grup społecznych i brakiem chęci przystosowania się do
nowych warunków. Warto dodać, że także w Polsce - mimo dość
dużej powszechności awansu społecznego - wykształcenie i zawód
rodziców, a także miejsce, w którym się wychowaliśmy, znacząco
wpływają na jakość edukacji i późniejsze możliwości zawodowe
(Herbst i Sobotka, 2014). O innych przekonaniach usprawiedliwiających
nierówności społeczne piszemy w kolejnych rozdziałach. W tym miejscu
dodajmy tylko, że postrzeganie granic między grupami społecznymi
(np. bogatych i biednych) jako stosunkowo łatwych do przejścia przy
odpowiednim poziomie indywidualnej motywacji obniża chęć zaangażowania
się w działania zbiorowe (Wright i Lubensky, 2009). Oznacza to,
że jeśli jesteśmy przekonani, że możemy indywidualnie podnieść
swój status (nawet jeśli faktycznie te możliwości są bardzo
ograniczone), w mniejszym stopniu będziemy skłonni działać na
rzecz zmiany systemowej. Badania wskazują również, że w takim
wypadku chętniej wybieramy strategie nakierowane na interes własny,
a nie strategie nakierowane na poprawę sytuacji całej grupy (Tausch,
Saguy i Bryson, 2015).
Podsumowując, poczucie relatywnej
deprywacji jest jednym z istotnych mechanizmów odpowiadających za
zaangażowanie w działania zbiorowe. Odnosi się ono do poczucia,
że jesteśmy traktowani niesprawiedliwie, i pojawia się w efekcie
porównań społecznych lub czasowych. Jednym z czynników stojących
za skutecznością tego mechanizmu jest złość, która daje energię
do podjęcia działań na rzecz zmiany. Dlatego też, jeśli chcemy
zachęcić kogoś do działania na rzecz zmiany krzywdzącej sytuacji,
w pierwszej kolejności powinniśmy pokazać, dlaczego sytuacja,
w której się znalazł, jest niesprawiedliwa. Oceny deprywacji
są silnie zależne od kontekstu społecznego, co dobrze widać na
przykładzie praw wyborczych kobiet. O ile w 2018 roku propozycja
ich ograniczenia w większości społeczeństw wzbudziłaby duże
kontrowersje i byłaby postrzegana jako skrajnie niesprawiedliwa
i oburzająca, o tyle jeszcze niecałe 100 lat temu w tych
samych społeczeństwach brak tychże praw był akceptowaną normą
społeczną. Pamiętajmy, że w Szwajcarii kobiety uzyskały prawa
wyborcze do głosowania w sprawach federalnych w 1971 roku. A kanton
Appenzell Innerrhoden przyznał im prawo do głosowania w sprawach
lokalnych dopiero w 1990 roku. Także dziś w Brunei kobiety nie
mają praw wyborczych, a w Libanie głosować mogą wyłącznie kobiety
legitymujące się przynajmniej wykształceniem podstawowym. W kolejnej
części zajmiemy się sytuacjami, w których poczucie relatywnej
deprywacji jest skutkiem identyfikacji z grupą znajdującą się
w niekorzystnym położeniu.
1.3
IDENTYFIKACJA Z GRUPĄ
WŁASNĄ
Duża część działań zbiorowych wynika
z przekonania, że grupa, do której należymy, doświadcza dyskryminacji,
braku szacunku, wykluczenia. Istotna część literatury poświęconej
działaniom zbiorowym jako ważne źródło motywacji wskazuje
więc identyfikację z grupą, która jest niesprawiedliwie
traktowana. Źródłem tego podejścia jest teoria tożsamości
społecznej Henriego Tajfela i Johna Turnera (1979), zgodnie
z którą ludzie czerpią psychologiczne
korzyści z przynależności do grup i dlatego ważne jest dla
nich posiadanie pozytywnej tożsamości grupowej. Jeśli więc grupa,
z którą się identyfikują, znajduje się na gorszej pozycji, będzie
to ich motywowało do działania na rzecz zmiany tej sytuacji.
Przykładem może być aktywizm na rzecz równości małżeńskiej par
jednopłciowych. O ile pary heteroseksualne dzięki prawu do zawierania
małżeństw mają wiele różnych przywilejów (np. możliwość
dziedziczenia, wspólnego rozliczania podatkowego czy adopcji dzieci),
o tyle pary homoseksualne są takiego prawa pozbawione. Dlatego też
organizacje LGBT+, takie jak np. Miłość Nie Wyklucza, działają
na rzecz zmiany prawodawstwa w tym zakresie. Podsumowanie badań
nad relacją pomiędzy identyfikacją grupową a zaangażowaniem
w działania kolektywne potwierdziło, że relacja ta jest
pozytywna, choć umiarkowanie silna (van Zomeren, Postmes i Spears,
2008). Dodatkowo analiza ta pokazała, że im
silniejsza identyfikacja grupowa członków danej grupy, tym większe
odczuwane przez nich poczucie niesprawiedliwości w związku z sytuacją
swojej grupy. Oznacza to, że osoby o silnej identyfikacji
nie tylko są bardziej gotowe do działania, ponieważ bardziej troszczą
się o samą grupę, ale także subiektywnie postrzegają sytuację jako
bardziej negatywną, co dodatkowo wpływa na ich motywację do zmiany
status quo (Kawakami i Dion, 1995). Wreszcie,
w porównaniu z osobami o słabszej identyfikacji mają również
silniejsze przekonanie, że poprzez działania zbiorowe mogą tę
sytuację zmienić. Wyniki badań wskazują ponadto, że związki
pomiędzy tożsamością społeczną a zaangażowaniem mają charakter
zwrotny. Oznacza to, że nie tylko utożsamianie się z grupą prowadzi
do większego zaangażowania, ale też im bardziej angażujemy się
w działania na rzecz danej grupy, tym bardziej się z nią utożsamiamy
(Klandermans, 2002).
Czy do zaangażowania wystarczy jednak sama
identyfikacja z grupą, która doświadcza gorszego traktowania? Czy
sam fakt, że jestem kobietą i jest to dla mnie ważna tożsamość,
sprawi, że zaangażuję się w ruch feministyczny? Badania -
a także nasze codzienne doświadczenia - wskazują, że niekoniecznie
(Radke, Hornsey i Barlow, 2016; Simon i Klandermans, 2001; Sturmer
i Simon, 2004). Otóż silniejszym czynnikiem,
który bardziej mobilizuje do działania, jest pewien szczególny
rodzaj tożsamości, tzw. upolityczniona tożsamość. Co
to jednak oznacza? Według Bernda Simona i Berta Klandermansa (2001)
do upolitycznienia tożsamości dochodzi wtedy, gdy członkowie grupy
zaczynają zdawać sobie sprawę, że są uwikłani w relacje władzy
w społeczeństwie. Oznacza to, że są świadomi, że inna grupa ma
więcej władzy i kontroli nad nimi. Rozpoznają, że dopiero zmiana
relacji władzy może zmienić tę sytuację, i w związku z tym
są zmotywowani do wzięcia udziału w tej walce. Innymi słowy,
jeśli identyfikujemy się z konkretnym ruchem (np. politycznym,
aktywistycznym) działającym na rzecz danej grupy, to prawdopodobieństwo
naszego zaangażowania jest większe, niż kiedy tylko identyfikujemy
się z grupą doświadczającą gorszego traktowania. Przykładowo,
moja identyfikacja z ruchem feministycznym będzie w większym
stopniu przewidywała zaangażowanie na rzecz praw kobiet niż moja
identyfikacja z kobietami. A to, czy zaangażuję się w walkę
o poprawę warunków pracy, w większym stopniu będzie związane
z moją identyfikacją ze związkiem zawodowym niż z identyfikacją
z innymi pracownikami w moim miejscu pracy. Zjawisko to potwierdzają
badania Klandermansa (2002), przeprowadzone w różnych kontekstach
społecznych. Zarówno obywatele i obywatelki Republiki Południowej
Afryki, jak i holenderscy rolnicy, którzy przejawiali wyższy poziom
identyfikacji z organizacjami walczącymi o ich prawa, częściej
brali udział w pokojowych protestach. Także przytoczona wcześniej
metaanaliza pokazała, że upolityczniona tożsamość silniej wiąże
się z działaniem zbiorowym niż tożsamość nieupolityczniona
(van Zomeren i in., 2008).
Podsumowując, można powiedzieć,
że poczucie przynależności do grupy, która doświadcza
niesprawiedliwości, może być czynnikiem motywującym do zaangażowania
się w działania na rzecz poprawy jej sytuacji. Będzie ono jeszcze
bardziej mobilizujące, jeśli dotyczy grupy świadomej nierównego
wpływu i dostępu do władzy oraz aktywnie działającej na rzecz
zmiany tych nierówności. Przyjęcie perspektywy tożsamości społecznej
w kontekście działań zbiorowych niesie więc ze sobą pewne korzyści,
ale ma także pewne ograniczenia, na które chcielibyśmy tutaj zwrócić
uwagę.
Przede wszystkim ludzie należą
do wielu grup. Osoba może identyfikować się jako kobieta
i feministka, ale także jako matka, Polka, współpracowniczka,
szefowa, przyjaciółka i żona. Różne tożsamości grupowe
mogą mieć różne konsekwencje dla działań zbiorowych. O ile
część z nich nie będzie miała znaczenia dla zaangażowania
w działania polityczne, o tyle niektóre tożsamości mogą na
to zaangażowanie wpływać negatywnie. W szczególności tożsamość wspólna, czyli taka, która jest dzielona
z grupą będącą w uprzywilejowanej sytuacji, może w pewnych
warunkach zmniejszać chęć działania na rzecz zmiany relacji
międzygrupowych. Co dokładnie mamy na myśli? Weźmy
przykład ateistów w polskim społeczeństwie, którzy są grupą
mniejszościową i w pewnych kontekstach dyskryminowaną (np. dzieci
nieuczestniczące w lekcjach religii często nie mają zapewnionych
alternatywnych zajęć; za: Balsamska i Beźnic, 2017). Jakie
konsekwencje będzie miała silna identyfikacja z Polakami dla działań
na rzecz praw ateistów w Polsce? Tożsamość narodowa jest kategorią
nadrzędną wobec podziałów religijnych, ponieważ obejmuje zarówno
polskich katolików, jak i ateistów, Żydów etc. Mogłoby się
zatem wydawać, że nie powinno to mieć znaczenia dla działań na
rzecz poprawy sytuacji ateistów w polskim społeczeństwie. Badania
przeprowadzone przez nas sugerują jednak coś innego (Jaśko
i Kossowska, 2013). W badaniu sprawdzałyśmy, jak ateiści oceniają
sprawiedliwość tego, że w salach szkolnych wiszą symbole religijne,
i jak te oceny wiążą się z ich identyfikacją z ateistami
z jednej strony i ich identyfikacją narodową z drugiej. Otóż
zgodnie z tym, o czym była mowa wcześniej, okazało się, że
identyfikacja ateistyczna wiązała się z dostrzeganiem większej
niesprawiedliwości w tej sytuacji. Z drugiej strony jednak wśród
badanych ateistów identyfikacja z Polakami wiązała się z bardziej
pozytywnym postrzeganiem symboli religijnych w szkołach i z mniejszą
odczuwaną niesprawiedliwością. Dlaczego tak się dzieje? Wtedy, kiedy
tożsamość wspólna faworyzuje jedną z podgrup, identyfikacja z tą
podgrupą może prowadzić do gorszego rozpoznania interesu własnego
przez osoby należące do grup nieuprzywilejowanych. Ze względu na to,
że tożsamość narodowa jest w polskim kontekście silnie związana
z (katolicką) tożsamością religijną, identyfikacja narodowa
wiąże się z akceptacją silniejszej społecznej pozycji katolików
nawet wśród ateistów. Ten mechanizm potwierdzają także badania
przeprowadzone w innych kontekstach kulturowych. Przykładowo, gdy
zachęcono Amerykanów z grup mniejszościowych - osoby czarnoskóre
i Latynosów - do myślenia o wspólnej, amerykańskiej tożsamości,
którą dzielą z białymi Amerykanami, byli oni mniej skłonni do
angażowania się w działania zbiorowe mające na celu redukcję
nierówności (Ufkes, Calcagno, Glasford i Dovidio, 2016). Nie tylko
identyfikacja z kategorią nadrzędną, ale też sam częsty kontakt
z członkami grupy uprzywilejowanej może prowadzić do podobnych
efektów. Piszemy o tym więcej w rozdziale 3.
Nacisk na
identyfikację grupową może też przynieść słabszy efekt w sytuacji długotrwałego i strukturalnego
wykluczenia, których grupa doświadcza. Świadomość
przynależności do źle traktowanej grupy nie musi być wówczas
czynnikiem mobilizującym do działania na rzecz zmiany, lecz może
prowadzić do apatii i szukania alternatywy dla tożsamości, która
jest źródłem cierpienia. Doświadczanie tego typu nierówności
może mieć negatywny wpływ na dobrostan psychologiczny jednostek
(Schmitt i Branscombe, 2002). Przykładem może być sytuacja chłopów
pańszczyźnianych, którzy byli przywiązani do ziemi i zmuszani
do pracy na rzecz szlachty. Członkowie takich grup, w celu ochrony
samooceny w sytuacji, w której zmiana wydaje się mało prawdopodobna,
mogą stosować kompensacyjne strategie, takie jak porównywanie grupy
własnej do grupy obcej na wymiarze, na którym wypadają korzystniej
(np. "wprawdzie jesteśmy biedni, ale to oznacza, że jesteśmy bardziej
moralni, bo nie kradliśmy tak, jak oni"). Strategie te są szczególnie
często stosowane, gdy jesteśmy przekonani, że zmiana status
quo nie jest możliwa. Z drugiej strony odwoływanie się
do tożsamości społecznej w reakcji na niekorzystne sytuacje, które
pojawiają się nagle, takie jak np. podniesienie opłat za studia, próba
odebrania prawa do aborcji czy budowa elektrowni atomowej blisko miejsca
zamieszkania (Walsh, 1988), często jest bardziej skuteczne. Przede
wszystkim w takiej sytuacji dużo łatwiej wywołać poczucie
relatywnej deprywacji i gniew niż w wypadku walki z długotrwałą
i stabilną opresją (van Zomeren, Postmes i Spears, 2008). Dlatego
też, kiedy chcemy walczyć z istniejącą od dawna
niesprawiedliwością, dobrym pomysłem może być rozpoczęcie od bardzo
konkretnej, w oczywisty sposób krzywdzącej sytuacji.
Inną negatywną konsekwencją nadmiernej
koncentracji na tożsamościach grupowych jest rozdrobnienie ruchu
społecznego poprzez wyodrębnienie się w nim wielu mniejszych
podgrup. Łatwo wtedy o konflikt między nimi. Przykładem może być
trzecia edycja Marszu Kobiet w Stanach Zjednoczonych w 2019 roku,
zdominowana przez dyskusje i spory pomiędzy podgrupami organizatorek,
które wyodrębniły się ze względu na tożsamości religijne. Wreszcie
powstaje pytanie, czy identyfikacja grupowa nie przeszkadza w sytuacji,
kiedy działanie wymaga solidarności z grupami, do których nie
należymy. O tym krótko piszemy w kolejnej części, a więcej
w rozdziale 7.
1.4
SOLIDARNOŚĆ Z INNĄ GRUPĄ
Pewnego dnia w 1984 roku Mark Ashton, gejowski
aktywista, oglądał relację z nieprzynoszącego efektów strajku
górników. Pod wpływem tej historii postanowił zorganizować
spontaniczną zbiórkę pieniędzy podczas parady w Londynie. Dało
to początek działaniu grupy "Lesbijki i Geje Wspierający
Górników". Pomysł ten początkowo został przyjęty z dużym
dystansem, zarówno ze strony górników, jak i społeczności
LGBT+. Jednak z czasem, po wzajemnych odwiedzinach, grupy nawiązały
bliską współpracę, która zakończyła się sukcesem i zbudowaniem
sojuszu opartego na wzajemnej solidarności. Pomoc udzielona górnikom
wróciła do społeczności LGBT+. Górnicy nie tylko masowo dołączyli
do parady w Londynie w 1985 roku, ale i przez kolejne lata oficjalnie
wspierali walkę społeczności LGBT+ o równe prawa. Historię
tę możecie poznać w szczegółach dzięki Dumnym
i wściekłym - jednemu z najlepszych filmów
poświęconych działaniom aktywistycznym nakręconych w ostatnich latach
(tytuł oryginału Pride, reż. Matthew Warchus,
2014).
Zastanawiając się nad tym, co
ułatwiło gejowskim aktywistom podjęcie decyzji o pomocy niekoniecznie
pozytywnie do nich nastawionym górnikom, można wskazać na wspólnotę
doświadczeń dyskryminacji, uprzedzeń i upokorzeń. W sytuacji,
w której inna grupa doświadcza podobnie złego losu jak nasza, łatwiej
o empatię i złość w związku z jej krzywdą. A złość, jak
pisaliśmy już wcześniej, ma mobilizującą moc. Badania nad wspólną
tożsamością grup słabszych (Klandermans, 2000; Simon i Klandermans,
2001; Vollhardt, 2015) potwierdzają, że gdy
członkowie różnych grup nieuprzywilejowanych dostrzegają
podobieństwa między swoimi grupami, chętniej solidaryzują się ze
sobą i działają na rzecz interesu drugiej grupy (Subasic,
Schmitt i Reynolds, 2011). Na przykład uświadomienie sobie rasizmu
doświadczanego przez własną grupę prowadzi do większej otwartości,
poczucia bliskości i przekonania o wspólnocie doświadczenia z innymi
grupami dyskryminowanymi ze względu na przynależność etniczną (Craig
i Richeson, 2012). Inną konsekwencją uświadomienia sobie wspólnoty
doświadczania dyskryminacji może być wytworzenie nadrzędnej
tożsamości grupy wykluczanej, a co za tym idzie - bardziej
pozytywnych postaw wobec osób, wraz z którymi do tej grupy należymy
(Vollhardt, 2012). Gdy latynoskim studentom i studentkom mieszkającym
w Stanach Zjednoczonych przypomniano o wspólnej krzywdzie doznawanej
w USA przez czarnych Amerykanów i Latynosów, byli oni bardziej
chętni do zaangażowania się w działania zbiorowe na rzecz czarnej
społeczności (np. podpisanie petycji, wzięcie udziału w demonstracji;
Glasford i Calcagno, 2012). Inną ilustracją takiego mechanizmu
są działania podjęte przez Amerykanów japońskiego pochodzenia
po ataku na World Trade Center. Gdy po zamachu rozpętała się
antyislamska nagonka, sprzeciwiali się oni policyjnemu profilowaniu
na podstawie przynależności etnicznej i zatrzymaniom amerykańskich
muzułmanów. Tłumacząc swoją reakcję, odwoływali się do bardzo
podobnej sytuacji, w której znaleźli się Amerykanie japońskiego
pochodzenia w trakcie II wojny światowej, kiedy to wielu z nich
było internowanych wyłącznie z powodu swojego pochodzenia (Murray,
2008).
Jednym z potencjalnych mechanizmów
stojących za tym zjawiskiem jest większa łatwość przyjmowania
perspektywy członków innej grupy. Badania nad przyjmowaniem perspektywy
grupy obcej (Galinsky, Ku i Wang, 2005) pokazują, że zwiększa ono
poparcie dla akcji mających na celu wyrównywanie szans, a także
nasila działania kolektywne na rzecz grupy obcej. Przyjmowanie
perspektywy okazało się skutecznym sposobem na zmianę postaw wobec
polityki umożliwiającej osobom transpłciowym korzystanie z toalet
publicznych zgodnych z ich tożsamością płciową (Broockman
i Kalla, 2016). Wolontariusze i wolontariuszki Centrum LGBT z Los
Angeles odbyli 501 krótkich, zwykle około 10-minutowych, rozmów
z osobami, które miały wziąć udział w referendum dotyczącym
tej sprawy. Część osób została poproszona o przypomnienie sobie
sytuacji, w której same były niesprawiedliwie potraktowane. Przy
pomocy wolontariuszy uświadamiały sobie, że podobnie mogą się czuć
osoby, którym odmawia się możliwości skorzystania z łazienki,
w której czują się komfortowo. Interwencja okazała się zaskakująco
skuteczna. Uprzedzenia wobec osób transpłciowych w grupie poddanej
interwencji znacząco spadły, a stan ten utrzymał się przez kilka
kolejnych miesięcy. Przyjmowanie perspektywy nasila też skłonność
do rekompensaty finansowej za wyrządzone w przeszłości krzywdy
(Berndsen i McGarty, 2012). Kiedy Australijczycy napływowego pochodzenia
przyjmowali perspektywę Aborygenów, za bardziej uzasadnione uważali
wypłacenie im pieniężnych rekompensat za doznane w przeszłości
krzywdy. Chęć wypłacenia reparacji spowodował przede wszystkim
wstyd związany z obrazem własnej grupy. Pozytywny wpływ przyjmowania
perspektywy na redukcję uprzedzeń zaobserwowano również w kontekście
postaw wobec syryjskich uchodźców. Osoby badane poproszono o przyjęcie
perspektywy uchodźcy, a następnie napisanie listu do prezydenta
USA, w którym wyrażały swoje wsparcie dla uchodźców. Osoby,
które przyjmowały perspektywę uchodźców - w porównaniu
z warunkiem kontrolnym - były bardziej skłonne do podjęcia
takiego prospołecznego działania. Niestety nie był to duży efekt,
prawdopodobieństwo napisania listu wzrastało jedynie o 2-5 punktu
procentowego i utrzymywało się na tym poziomie bardzo krótko. Ważne
jest, aby pamiętać, że przyjmowanie perspektywy nie zawsze skutecznie
redukuje uprzedzenia. Szczególnie w sytuacjach silnych negatywnych
emocji i doświadczeń (np. historii konfliktu zbrojnego) może być
niewystarczające, by wzbudzić chęć działania na rzecz grupy obcej
(Paluck, 2010; Skorinko i Sinclair, 2013; Tarrant, Calitri i Weston,
2012; Todd i Galinsky, 2014; Vorauer, Martens i Sasaki, 2009).
Jakkolwiek empatia często przynosi
pozytywne konsekwencje i prowadzi do większego zaangażowania na
rzecz osób, z których krzywdą się solidaryzujemy i z którymi
współodczuwamy, dobrze jest jednak zdawać sobie sprawę z jej
ograniczeń. Na ciemne strony empatii zwraca uwagę Paul Bloom
w swojej książce Przeciw empatii. Wskazuje on
między innymi na to, że opieranie naszych decyzji prospołecznych (i
aktywistycznych) na empatii prowadzi do mniejszej chęci pomocy ofiarom,
z którymi trudno nam się zidentyfikować. Mogą to być na przykład
osoby anonimowe (np. ofiary głodu w odległych krajach) albo osoby,
którym przypisujemy odpowiedzialność za ich trudną sytuację
(np. chorzy na AIDS na skutek niebezpiecznego sposobu przyjmowania
narkotyków). Jesteśmy też mniej skłonni włączyć się w sprawy,
w których trudno zidentyfikować konkretne ofiary, jak to ma miejsce
w wypadku globalnego ocieplenia, oraz kiedy potencjalni beneficjenci
działań są zbiorowi, a nie indywidualni. Wreszcie, empatia może
skłaniać do niemoralnych decyzji, jak np. wtedy, gdy współodczuwanie
cierpienia jednej osoby lub grupy prowadzi do usprawiedliwiania krzywdy
wyrządzonej innym osobom. Na przykład, pod wpływem empatii badani
mieli mniejsze obiekcje wobec przesunięcia dziecka na szczyt kolejki
oczekujących na ważną operację, nawet kiedy w innych warunkach
uważali to za niesprawiedliwe i krzywdzące wobec innych oczekujących
dzieci (Batson, Klein, Highberger i Shaw, 1995).
Pojawia się również pytanie, czy wzbudzenie poczucia, że inni doświadczają takiej
krzywdy jak my, zawsze prowadzi do pozytywnych konsekwencji. Badania wskazują, że niekoniecznie.
Czasami może to wręcz negatywnie wpływać na postrzeganie grupy
będącej w potrzebie i prowadzić do licytowania się, która
z grup jest lub była bardziej poszkodowana (Noor, Shnabel, Halabi
i Nadler, 2012). Tak właśnie dzieje się w wypadku porównywania
Holokaustu i ludobójstwa Ormian. Podczas wywiadu jeden z Amerykanów
ormiańskiego pochodzenia mówił: "Wszyscy mówią o Holokauście,
ale nikt nie mówi o ludobójstwie [Ormian], i myślę, że jesteśmy
trochę tym urażeni. Nawet jeśli powiedziałem, że jesteśmy podobni
i lubię Żydów, ale my nie jesteśmy uznani..." (Vollhardt,
2015, s. 101). "Rywalizację cierpień" możemy zaobserwować
również w relacjach polsko-żydowskich. Taka "licytacja" na
doznane krzywdy ujawniła się bardzo wyraźnie podczas dyskusji
medialnej wokół ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej w 2018
roku (Bilewicz, Bulska, Babińska, Haska i Winiewski, 2018). Wiele
postaci publicznych podkreślało wówczas, że Polacy są na równi
z Żydami ofiarami II wojny światowej. W dyskusji padły takie
wypowiedzi, jak: "Cierpienie Polaków i Żydów widzi się na
świecie inaczej. Musimy dbać o to, żeby nie robić takiego
rozróżnienia i przypomnieć światu o polskich cierpieniach"
(Jan Dziedziczak, sekretarz stanu w MSZ); "Nasi żydowscy partnerzy
muszą jednak pamiętać o tym, że Polaków zginęło w tej
wojnie dokładnie tyle samo, co Żydów. Co prawda nie mordowano nas
na skalę przemysłową, ale mordowano nas wszędzie i o każdej
porze" (Marek Jakubiak, poseł Kukiz'15). Podsumowując, budowanie wspólnoty cierpienia różnych grup wymaga
delikatności i dużego wyczucia, ponieważ nieumiejętne działanie
może skończyć się obrazą zamiast solidarności.
Z tego, co powiedzieliśmy do tej
pory, wynika, że motywacja do zaangażowania się w działania
aktywistyczne będzie większa, gdy albo my sami, albo grupa,
z którą się identyfikujemy (nasza lub obca), doświadcza
złego traktowania. Świadomość, że grupa ta znajduje się
w nieuprzywilejowanej sytuacji, sprawia, że reagujemy oburzeniem
i złością. Sytuacje wywołujące te odczucia mogą być bardzo
konkretne. Jak wspominał Cesar Chavez, lider ruchu pracowniczego
w Stanach Zjednoczonych i twórca National Farm Workers Association,
"Moja motywacja pochodzi z mojego osobistego życia i z moich
osobistych doświadczeń z rasizmem. Wyrosła z gniewu i oburzenia,
kiedy ludziom mojego koloru skóry odmawiano prawa zobaczenia filmu lub
wizyty w restauracji". Solidarność i współodczuwanie krzywdy innej
grupy nie muszą wynikać tylko z tego, że nasza grupa lub my sami
znajdujemy się w złej sytuacji. Niezwykle ważna jest solidarność
ze strony neutralnych obserwatorów czy - może jeszcze ważniejsza
- ze strony członków grup uprzywilejowanych. Przykładowo, wyniki
badań sugerują, że mężczyźni reagujący na seksizm i piętnujący
go nie tylko są postrzegani bardziej pozytywnie, ale też ich interwencje
są traktowane bardziej poważnie (Drury i Kaiser, 2014). Zaangażowanie
mężczyzn w działania na rzecz równości kobiet w ramach kampanii
HeForShe to jeden z przykładów takich działań. Co więcej,
nie zawsze motywacja do działań na rzecz politycznej i społecznej
zmiany musi mieć tak konkretne podstawy. Czasem zaczynamy działać, bo
rzeczywistość społeczna narusza nasze fundamentalne wartości moralne,
takie jak wolność, równość, sprawiedliwość, wiara czy szacunek
dla tradycji. O tym właśnie piszemy w kolejnej części.
1.5
ZAGROŻONE WARTOŚCI MORALNE
Tym, co odróżnia wartości moralne od
indywidualnych preferencji czy konwencji społecznych, jest to, że są
one postrzegane w kategoriach absolutnych jako dobre lub złe. Ludzie, którzy są przywiązani do określonych wartości,
uważają, że powinny one obowiązywać wszystkich ludzi, w każdych
warunkach i niezależnie od kontekstu społecznego (Haidt
i Graham, 2007; Skitka, 2010). Przykładowo, aktywiści ruchu pro-life
sądzą, że aborcja jest naruszeniem bezwzględnej wartości ludzkiego
życia i w związku z tym, niezależnie od indywidualnych poglądów,
nikt nie powinien być do aborcji uprawniony. Z kolei członkinie
ruchu na rzecz wyboru, które w tej samej sytuacji będą widziały
prymat wartości indywidualnej wolności i samostanowienia, będą
uważały, że w żadnej sytuacji nikt takiego prawa nie powinien
im ograniczać. Takie przekonania wskazują na ich zakorzenienie
w fundamentalnych wartościach (Mullen i Skitka, 2006). Jednostki
przejawiają zdecydowane postawy moralne tylko w wybranych, ważnych dla
siebie kwestiach. Takie stanowiska charakteryzują się dużą siłą,
pewnością i ekstremalnością.
Jakie są konsekwencje posiadania silnie
nasyconych moralnością sądów i postaw? Przede wszystkim jesteśmy motywowani do wyrażania i bronienia swoich
moralnych stanowisk, nawet jeśli wiąże się to z poważnymi kosztami
dla nas samych. Ponieważ wartości są postrzegane jako
niepoddające się kompromisom, ich naruszenie wymaga zdecydowanego
przeciwdziałania. Badania potwierdzają, że przekonania moralne
rzeczywiście motywują osoby do większego zaangażowania. Efekt
ten jest szczególnie widoczny, gdy ważne dla nas wartości
są zagrożone - wtedy chętnie wychodzimy na ulice, wrzucamy
pełne oburzenia posty w mediach społecznościowych czy wpłacamy
pieniądze na rzecz organizacji walczących z niepokojącymi nas
zmianami (Miller i Krosnick, 2004). Przykładowo, przekonanie
o tym, że fakt występowania globalnych zmian klimatu stoi
w sprzeczności z podstawowymi normami moralnymi, wywoływało
w badanych złość, która z kolei wiązała się z większą
chęcią uczestnictwa w demonstracjach klimatycznych (Barth, Jugert,
Wutzler i Fritsche, 2015). W interesujący sposób obserwację tę
potwierdziła analiza danych z Twittera. Emocjonalne tweety, które
dotyczyły kwestii moralnych, miały największe wskaźniki podań dalej
i interakcji. Prawidłowość tę zaobserwowano w różnych kwestiach
społecznych, takich jak kontrola dostępu do broni, małżeństwa
jednopłciowe czy zmiany klimatu. Wyniki te sugerują, że połączenie silnych emocji i treści moralnych jest
istotnym czynnikiem wpływającym na rozprzestrzenianie się treści
w sieciach społecznych (Brady, Wills, Tucker, Jost i Van
Bavel, 2018). Wreszcie, wartości moralne mogą skłonić członków
grup uprzywilejowanych do zaangażowania się w działanie na rzecz
grup słabszych (van Zomeren, Postmes, Spears i Bettache, 2011).
Przekonania moralne wpływają również na
to, jak bardzo przestrzegamy norm grupowych (Hornsey, Majkut i Terry,
2003). Wyniki badań wskazują, że osoby, których postawy miały
niewielkie uzasadnienie moralne, były w większym stopniu skłonne
zmodyfikować swoje zachowanie zgodnie z normami grupowymi dotyczącymi
uznania przez prawo związków jednopłciowych. Z kolei osoby, których przekonania miały silny związek z ich
wartościami moralnymi, nie były skłonne do zmiany zachowania pod
wpływem norm grupowych. Gdy osoby te zauważały, że normy
obowiązujące w grupie nie są spójne z ich wartościami, były
wręcz zmotywowane do nonkonformizmu. Chętniej podejmowały działania
przeciwne do tego, jak zachowywała się ich grupa. Działania te miały
zarówno charakter prywatny (np. podpisywanie petycji czy głosowanie na
partię popierającą prawa osób LGBT+), jak i publiczny (np. udział
w demonstracji). Sugeruje to, że osoby o postawach zakorzenionych
w wartościach nie obawiają się demonstrowania swoich poglądów
nawet wbrew opiniom grupy.
Poza mobilizowaniem do działania na
rzecz danej sprawy, postrzeganie kwestii w kategoriach wartości
moralnych może mieć także negatywne konsekwencje. Po pierwsze,
silne zaangażowanie wartości może wiązać
się z wrogością wobec osób, które ich nie podzielają, i mniejszą
skłonnością do szukania rozwiązań kompromisowych. Nawet
zachowania koncyliacyjne przejawiane przez drugą stronę mogą
być zinterpretowane negatywnie, jeśli są postrzegane jako próba
targowania się o święte dla nas wartości. Zaobserwować to można
na przykładzie stosunku części Irańczyków do energii atomowej
(Dehghani, Atran, Iliev, Sachdeva, Medin i Ginges, 2010). Niewielka,
ale politycznie znacząca część populacji postrzega zdobycie
dostępu do energii atomowej (ale nie broni atomowej) jako świętą
wartość. Jakie to ma konsekwencje? Okazuje się, że wyobrażenie
sobie zachęt ekonomicznych motywujących do rezygnacji z dostępu do
energii atomowej wywoływało efekt odwrotny do zamierzonego, prowadząc
do większej złości i sprzeciwu wśród Irańczyków. Dopiero
pokazanie, że druga strona także rezygnuje z czegoś, co stanowi
dla niej wartość moralną, skłaniało w tej sytuacji do większych
kompromisów. Po drugie, badania pokazują, że osoby patrzące na
jakąś kwestię przez pryzmat wartości są skłonne podważać
i odrzucać rozstrzygnięcia nawet skądinąd uznanych autorytetów
(np. sądu), jeśli nie przynoszą one korzystnych rozwiązań. Może
to prowadzić do odrzucania "reguł gry", nawet jeśli są one
demokratyczne i akceptowane w innych wypadkach. Większa jest także
akceptacja rozwiązań przemocowych, o czym piszemy w rozdziale
6. Po trzecie, w skrajnej sytuacji przywiązanie do wartości może
prowadzić do rozpadu grupy aktywistycznej. Dzieje się tak wówczas,
gdy istnieje w niej podgrupa ceniąca nade wszystko "czystość
moralną" i niegodząca się na kompromisy, niezbędne na przykład
przy zawiązywaniu koalicji, które mogłyby pomóc osiągnąć cel ważny
dla pozostałej części grupy. Warto zaznaczyć, że osoby działające
w imię silnych i niepoddających się kompromisom wartości mogą
budzić ambiwalentne emocje wśród obserwatorów, którzy nie są w aż
tak dużym stopniu zaangażowani w sprawę. Z jednej strony osoby takie
sygnalizują wagę sprawy i swoją klarowną i bezkompromisową
postawą wysyłają jasny sygnał, że sprawa wymaga działania
(np. 16-letnia aktywistka klimatyczna Greta Thunberg). Z drugiej strony
bliska obecność jednostek demonstrujących silne postawy moralne
może budzić poczucie zagrożenia u osób mniej zaangażowanych
i działających z mniejszym poświęceniem dla wartości. Jednostki
takie stanowią bowiem punkt odniesienia i ukazują mniej zaangażowane
osoby w niekorzystnym świetle jako te, które niewystarczająco dużo
robią dla wspólnej sprawy. Jedną ze strategii wybieranych przez
ludzi w celu poradzenia sobie z niekorzystnymi porównaniami z tak
wyśrubowanymi standardami jest odsunięcie społeczne supermoralnego
aktywisty (o tych i innych konsekwencjach percepcji aktywistów piszemy
więcej w rozdziale 3).
Te negatywne konsekwencje nie
powinny nam jednak przesłaniać mobilizującej siły abstrakcyjnych
wartości moralnych. Powstaje pytanie, dlaczego wartości mają takie
znaczenie. Badania pokazują, że pozytywne emocje, które czerpiemy
z samej świadomości, że robimy coś, co jest słuszne, często
wystarczają, by motywować nas do działania. Przykładem niech będzie
wypowiedź Edwarda Snowdena, analityka zatrudnionego przez CIA, który
w czerwcu 2013 roku postanowił przedstawić światu praktyki śledzenia
obywateli i obywatelek stosowane nie tylko przez rząd amerykański,
ale także przez kraje europejskie. Przekazał trójce dziennikarzy
"Guardiana" dane zbierane przez amerykańską agencję bezpieczeństwa
narodowego, a także opisał programy wykorzystywane do śledzenia,
tym samym poważnie łamiąc prawo. Zapytany o to, co skłoniło go do
zaryzykowania całego swojego dotychczasowego życia, odpowiedział:
"Bardziej skłonny jestem zaryzykować uwięzienie lub jakiekolwiek
inne negatywne konsekwencje, niż jestem gotów zaryzykować ograniczenie
mojej intelektualnej wolności i wolności otaczających mnie osób,
na których mi zależy. To nie znaczy, że się poświęcam. Czuję się
dobrze, wiedząc, że mogę przyczynić się do dobra innych". O tym
mechanizmie motywacyjnym opowiemy pod koniec tego rozdziału.
1.6
POZYTYWNE EMOCJE CZERPANE Z ZAANGAŻOWANIA
NA RZECZ WAŻNEJ SPRAWY
Wyobraźmy sobie najpierw, że rząd podejmuje
jakąś skandaliczną decyzję, która wywołuje w nas dużo negatywnych
emocji - wycinają puszczę lub utrudniają budowę obwodnicy,
liberalizują lub zaostrzają prawo aborcyjne, podnoszą lub obniżają
podatki. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, która budzi w nas dużo
negatywnych emocji. Pojawia się złość, gniew, oburzenie. Emocje
te sprawiają, że zaczynamy rozmawiać z wieloma osobami. Od
słowa do słowa zamiast poprzestać na oburzeniu i komentowaniu
w mediach społecznościowych, zaczynamy coś organizować, ustalać
termin spotkania w sprawie protestu, który chcemy w związku z tym
przeprowadzić. Przychodzi kilka-kilkanaście osób, dyskutujemy o tym,
jak chcemy, żeby ten protest wyglądał. Widzimy, że nasze działania
przynoszą szybkie efekty. Na demonstracji, którą zgłosiliśmy
niedawno, pojawia się 15, 150, 1500, 15 000 osób. Dużo emocji, sporo
pozytywnych informacji zwrotnych, sprawczość. Niektórzy aktywiści
odczuwają w takich sytuacjach specyficzny stan przypominający
zakochanie: motyle w brzuchu, nie do końca realistyczna ocena
sytuacji (w wypadku niektórych działań realistyczny ogląd sytuacji
spowodowałby zapewne porzucenie jakichkolwiek działań). Duży wyrzut
adrenaliny może prowadzić do uczucia euforii, a nawet odurzenia,
i znacząco ułatwia podjęcie tego wysiłku (Forman i Slap,
1985). Ten stan "aktywistycznego upojenia",
niekorzystny, jeśli jest utrzymywany przez dłuższy czas bez
przerw na regenerację i odpoczynek, może zachęcać do nieustannej
aktywności. Ale podobnie jak w wypadku przyjmowania środków
pobudzających - w którymś momencie możemy doświadczyć znaczącego
spadku energii, a nawet stanów depresyjnych (więcej na ten temat
przeczytacie w rozdziale 9).
Jeśli jesteśmy aktywist(k)ami albo mamy
ich/je wśród znajomych, jesteśmy przyzwyczajone i przyzwyczajeni do
obecności emocji. Aktywiści często się oburzają, złoszczą, ale
także przejawiają silną empatię w stosunku do osób doznających
niesprawiedliwego traktowania. Cieszą się wreszcie, jeśli uda im
się odnieść choćby niewielki sukces. Wykrzykniki, apele, emocjonalne
wzmożenie. Emocje pełnią ważną funkcję w działaniach zbiorowych
(Thomas, McGarty i Mavor, 2009). I chociaż większość badań,
także tych opisanych w tym rozdziale, koncentruje się na negatywnych
emocjach doświadczanych na skutek frustracji, niektóre analizy
ruchów społecznych sugerują, że rola emocji w aktywizmie może być
bardziej złożona. O ile bowiem na początku
działania większą rolę odgrywać
mogą emocje negatywne, takie jak
gniew, złość czy lęk, o tyle później, jeśli zaangażowanie ma
się utrzymać przez dłuższy czas, konieczne są emocje bardziej
pozytywne (Brown i Pickerill, 2009; Tausch i Becker,
2013). Pomimo wciąż niewielkiej liczby badań, których rezultaty
wspierają to przekonanie, zbierane przez nas dane wskazują na bardzo
istotną rolę pozytywnych emocji w działaniach zbiorowych. Z czego
wynikają te pozytywne emocje? Coraz więcej badań poświęconych
motywacji do zaangażowania się w działania wolontaryjne dowodzi, że
działania takie są nagradzające same w sobie. Samo pomaganie może
być źródłem dużej przyjemności, ponieważ odpowiada na naszą
potrzebę, aby zachowywać się w sposób, który sprawia, że inni
ludzie dobrze się czują. Równocześnie takie zaangażowanie daje
nam możliwość przebywania i współdziałania z innymi ludźmi,
uczestniczenia w ciekawych i rozwijających wydarzeniach.
Szersze wyjaśnienie motywującej siły
działania na rzecz ważnych dla nas wartości społecznych proponuje
teoria poszukiwania znaczenia (Kruglanski i in., 2017). Mówi ona,
że jedną z fundamentalnych potrzeb ludzkich jest poczucie, że
jest się docenianym, ważnym i że prowadzi się życie, które
ma znaczenie i sens. Kiedy te potrzeby nie są zaspokojone, ludzie
podejmują działania mające na celu zmianę tego stanu, a mogą to
zrobić między innymi poprzez działanie na rzecz ważnej dla siebie
sprawy (Deci i Ryan, 2000; Fiske, 2003; Frankl, 1969; Kruglanski
i in., 2013; 2014). Zgodnie z tym ujęciem, im ważniejsza jest
sprawa, o którą ludzie walczą, tym bardziej znaczący będą
się czuć, działając na jej rzecz, i tym więcej będą skłonni
dla niej poświęcić. Założenia te sprawdziłyśmy w serii
sześciu badań, przeprowadzonych z udziałem polskich aktywistów
i aktywistek działających na rzecz różnych spraw (Jaśko, Szastok,
Grzymała-Moszczyńska, Maj i Kruglanski, 2019). Pierwsze badanie,
w którym udział wzięli członkowie i członkinie lewicowej
partii Razem, rozpoczęłyśmy latem 2015 roku. Okazało się, że im
ważniejsze dla osób badanych były wartości reprezentowane przez Razem,
tym bardziej znaczące czuły się te osoby na skutek zaangażowania
w Razem. W związku z tym bardziej chciały się poświęcać na
rzecz realizacji jej idei i włączać się w działania takie, jak
zbieranie podpisów pod rejestracją list wyborczych, czy w zmianę
planów urlopowych, aby wesprzeć pracę organizacji. Drugie badanie
przeprowadziłyśmy w styczniu 2016 roku z udziałem ponad 1500 osób
identyfikujących się z Komitetem Obrony Demokracji. Podobnie jak
w wypadku Razem, osoby, dla których wartości ruchu były osobiście
ważne, czuły się bardziej znaczące w związku z uczestnictwem
w działaniach KOD-u. Również w większym stopniu chciały się
angażować w jego pracę, nawet wtedy, gdy wiązało się to z dużym
wysiłkiem. Podobny wzór wyników uzyskałyśmy także w badaniach
z udziałem osób zaangażowanych w Czarny Protest i Strajk Kobiet
- tym razem jednak badania prowadziłyśmy również podczas
demonstracji. Kolejne badanie przeprowadziłyśmy w kontekście
protestów przeciw wycince Puszczy Białowieskiej latem 2017 roku
- zbierając dane zarówno wśród osób protestujących w Puszczy
(m.in. biorących udział w Obozie dla Puszczy i angażujących się
w dość ekstremalne akcje, takie jak blokowanie harwesterów czy
utrudnianie wycinki), jak i osób wyrażających sprzeciw wobec wycinki
poprzez udział w lokalnych demonstracjach solidarnościowych. Ostatnie
z przeprowadzonych w tej serii badań dotyczyło protestu głodowego
rezydentów, w ramach którego pracownicy medyczni domagali się
wzrostu wydatków na ochronę zdrowia, polepszenia warunków pracy
i likwidacji kolejek. Podsumowując, wyniki wszystkich sześciu badań
systematycznie potwierdzają opisaną wcześniej prawidłowość:
im ważniejsze dla aktywistów były wartości
reprezentowane przez dany ruch, tym więcej poczucia dumy, siły
i personalnego znaczenia osoby te czerpały z tych działań
i tym bardziej skłonne były podejmować się zadań wymagających
dużych poświęceń w przyszłości, jak np. uczestnictwo
w strajku głodowym czy działaniach zagrożonych wysokimi karami
finansowymi. Sugeruje to, że pozytywne wzmocnienia uzyskiwane dzięki
zaangażowaniu mogą stanowić silny bodziec podtrzymujący zaangażowanie
w aktywizm.
Czy to oznacza, że osoby, które regularnie angażują się
w działania aktywistyczne, prowadzą
szczęśliwsze i bardziej spełnione życie? Próbę
udzielenia odpowiedzi na to pytanie podjęli Malte Klar i Tim Kasser
(2009), porównując osoby, które były aktywistami, z grupą osób
niezaangażowanych w działalność aktywistyczną. Okazało się, że
różne wskaźniki zaangażowania społecznego były pozytywnie związane
z poczuciem dobrostanu psychicznego i społecznego. Aktywiści byli
również bardziej pełni życia niż osoby, które nie wykazywały
takiego zaangażowania. Wyniki te są spójne z wnioskami płynącymi
z innych badań, zgodnie z którymi wolontariusze są bardziej
zadowoleni z życia (Meier i Stutzer, 2008). Badacze podjęli również
próbę eksperymentalnej weryfikacji związków między aktywizmem
a dobrostanem (Klar i Klasser, 2009). W tym celu podzielili osoby
badane na trzy grupy: "aktywistów", "nieaktywistów" i grupę
kontrolną. Dwie pierwsze grupy czytały teksty poświęcone jedzeniu
w stołówce uniwersyteckiej. Grupa "aktywistyczna" oceniała
cztery możliwości udoskonalenia polityczno-etycznych aspektów
przygotowywania jedzenia (np. poprzez kupowanie produktów wytworzonych
lokalnie lub zgodnie z zasadami sprawiedliwego handlu). Z kolei grupa
"nieaktywistyczna" czytała o tym, jak można sprawić, aby jedzenie
było smaczniejsze. Jakkolwiek obie grupy nie różniły się odczuwanym
dobrostanem, to jednak te osoby, które poproszono o napisanie krótkiej
wiadomości dotyczącej serwowanego jedzenia do dyrektora stołówki,
w grupie "aktywistycznej" deklarowały istotnie wyższy poziom
witalności od osób z grupy "nieaktywistycznej". W innych badaniach
zaproszono kobiety do napisania tweeta w reakcji na seksistowski
tekst. Kobiety, które zaangażowały się w to działanie, deklarowały
niższy poziom smutku i wrogości, a także wyższy poziom dobrostanu
niż kobiety, które tego nie zrobiły (Foster, 2015). Podobnie było
w przypadku biseksualnych kobiet - zaangażowanie w działania
zbiorowe związane było z wyższym poziomem dobrostanu (Watson, Morgan,
Craney i Raquel, 2018). U aktywistów obserwuje się ponadto większe
poczucie siły (Drury i Reicher, 2005), dumę i inne pozytywne
emocje dotyczące własnej osoby (Becker, Tausch i Wagner, 2011;
Tausch i Becker, 2013) oraz ogólnie lepszy stan zdrowia psychicznego
(Boehnke i Wong, 2010; Cherniss, 1972).
Powstaje pytanie, czy do tych
psychologicznych korzyści czerpanych z aktywizmu mają również
dostęp osoby, które mniej regularnie angażują się w działania
polityczne. Ważnym czynnikiem związanym
z dalszym zaangażowaniem się na
rzecz danej grupy lub sprawy jest poczucie, że nasze dotychczasowe
działania w jakiś sposób nas wzbogaciły. Jaką rolę
w działaniach zbiorowych odgrywa to poczucie? Czy ma ono równie
duże znaczenie wśród regularnych aktywistów i wśród osób,
które nie postrzegają siebie jako aktywistów? Aby to sprawdzić,
przeprowadziliśmy badania podczas różnych wydarzeń masowych,
takich jak np. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, demonstracje na
rzecz mniejszości seksualnych (m.in. Parada Równości) oraz masowe
spotkania religijne. Wyniki pokazały, że postrzeganie siebie jako
aktywisty lub aktywistki było silnie związane z chęcią działania
na rzecz grupy i wartości przez tę grupę uznawanych. Osoby, które
postrzegały siebie jako aktywistki, chciały dalej się angażować
i pomagać grupie niezależnie od tego, czy samą demonstrację
bądź zgromadzenie oceniały jako mające wpływ na ich samorozwój,
czy też niemające takiego wpływu (Besta i Zawadzka, 2017). Ważne
dla nas były również te osoby, które nie postrzegały siebie jako
regularnych aktywistów czy aktywistki, ale przyszły wesprzeć jakąś
grupę, ideę czy zbiór wartości. Wśród tych osób chęć dalszego
angażowania się w działania na rzecz grupy była związana z tym,
jak oceniały one to wspólnotowe doświadczenie. Jeśli uważały,
że udział w nim pomógł im spojrzeć na świat, ludzi i wydarzenia
w szerszej perspektywie, pozwolił rozwinąć kompetencje i zdobyć
nową wiedzę, to wówczas deklarowały silniejszą chęć dalszych
działań i uczestnictwa w kolejnych akcjach. Jeżeli jednak
doświadczenie było oceniane jako mało wzbogacające, wówczas osoby
niebędące aktywistami wyrażały zdecydowanie mniejszą chęć
wzięcia udziału w przyszłych działaniach oraz deklarowały
mniejszą pomoc grupie. Wyniki te pokazują, że osoby, które nie
nazwałyby siebie aktywistami i dla których aktywizm nie jest ważną
częścią życia, również mogą angażować się w działania na
rzecz grupy. Dzieje się tak jednak tylko wtedy, gdy
wydarzenie wspólnotowe, w którym te osoby uczestniczyły, pozwalało im
poczuć, że mogą się rozwijać, zyskać nową perspektywę patrzenia
na świat lub zdobyć nowe doświadczenia. Dzięki temu
nabywają one przekonania o skuteczności swojego działania (Besta,
Jaśkiewicz, Kosakowska-Berezecka, Lawendowski i Zawadzka, 2018). Jak
widać, istnieje całe spektrum pozytywnych konsekwencji wynikających
z zaangażowania w działania zbiorowe.
1.7
OD TEORII DO PRAKTYKI
W tym rozdziale poruszyliśmy wiele kwestii,
które mają motywujący wpływ na zaangażowanie w działania na
rzecz różnych spraw. Co jednak z tego wynika dla osób, które chcą
zmotywować do działania swoje otoczenie? Co możemy zrobić w praktyce,
aby zachęcić ludzi do wspólnej pracy na rzecz zmiany świata? Poniżej
znajdziecie kilka wskazówek, które naszym zdaniem mogą was wesprzeć
w osiągnięciu tego celu.
WSKAZÓWKA 1
Starajmy się zwiększyć
wagę istotnej dla nas sprawy w oczach ludzi, którzy jeszcze nie wiedzą
o niej wystarczająco dużo.
Możemy to zrobić poprzez pokazanie otoczeniu
konsekwencji tej sytuacji - krzywdy i niesprawiedliwości, do których
prowadzi. Krzywdy tej doświadczać mogą osoby należące do grupy,
z którą nie mamy wiele kontaktu na co dzień (np. uchodźcy Rohingya),
albo osoby, z którymi spotykamy się co pewien czas (np. osoby
w kryzysie bezdomności). Sytuacja ta może mieć konsekwencje teraz
(np. kiedy zdajemy sobie sprawę z dyskryminacji ze względu na płeć)
lub dopiero w przyszłości (np. gdy myślimy o konsekwencjach
zmian klimatu). Kiedy pokazujemy oczywistą
krzywdę, naturalną reakcją większości osób jest gniew, poczucie
niesprawiedliwości i chęć działania.
WSKAZÓWKA 2
Apelujmy do wartości moralnych
osób, które chcemy zachęcić do działania.
Pokazanie moralnego aspektu naszej sprawy ma
szansę dobrze zadziałać, ponieważ ludzie są szczególnie wrażliwi
na łamanie tego rodzaju zasad. Wiele osób czuje, że powinno w takiej
sytuacji zareagować. Przykładowo, możemy pokazać, w jaki sposób
zachowanie rządu lub zarządu firmy, w której pracujemy, godzi
w wartości moralne, takie jak wolność, równość, godność,
sprawiedliwość, honor, czy też ogranicza należne nam prawa.
WSKAZÓWKA 3
Zacznijmy
budować tożsamość naszej grupy wokół wspólnej sprawy.
W jaki sposób możemy to zrobić? Pierwszą
metodą jest nakreślenie wyraźnej linii pomiędzy "my"
i "oni". Pokażmy, czym nasza grupa, walcząca o odzyskanie
należnych jej praw, różni się od oponentów. Chcemy też pokazać,
kto jest sojusznikiem i stoi po naszej stronie, czyje poparcie chcemy
pozyskać, a kto szkodzi naszej sprawie. Możemy to zrobić na różne
sposoby. Jednym z najprostszych jest umożliwienie osobom pokazania,
że należą do grupy popierającej naszą sprawę, za pomocą przypinek,
koszulek, nakładek na zdjęcie profilowe czy innej formy identyfikacji
wizualnej. Innym sposobem jest organizowanie spotkań, w trakcie których
rozmawiamy o istotnych dla nas sprawach i wartościach, budujemy
wspólnotę przekonań i "naszą" tożsamość jako grupy.
WSKAZÓWKA 4
Pokażmy, że tego problemu nie
można rozwiązać indywidualnie (jeśli to prawda).
Możemy pokazywać, że bez wspólnego działania nie
będzie możliwe poradzenie sobie z danym problemem. Przykładem takich
dwóch strategii jest walka ze smogiem i jego konsekwencjami. Oczywiście
niektórzy z nas (szczególnie bardziej zamożni) mogą podejmować
różnego rodzaju indywidualne środki zaradcze - kupować maski
i oczyszczacze powietrza. Jednak w żadnym stopniu nie wpłynie to
na poprawę jakości powietrza dla wszystkich, a przecież wszyscy
odczuwamy negatywne konsekwencje smogu, np. w postaci chorób. Podobnie
jest z głosowaniem. Jeśli 80% osób uprawnionych do głosowania
w słoneczną niedzielę wyborczą nie pójdzie do urn, o tym, kto
będzie rządził całym krajem, zadecyduje zmotywowane 20%.
WSKAZÓWKA 5
Zwracajmy uwagę na to, że
zaangażowanie w aktywizm może nam dawać poczucie sensu, znaczenia,
przynależności.
Czujemy, że należymy do ważnej dla nas grupy,
dostajemy różnego rodzaju wzmocnienia, odczuwamy dumę i inne pozytywne
emocje. Musimy jednak uważać, żeby nie przesadzić - nie chcemy
sprawić wrażenia, że to tylko dobra zabawa. Takie przekonanie może
zaszkodzić utrzymaniu zaangażowania, gdy robi się trudniej (a dobrze
wiemy, że tak będzie), może też zniechęcać innych do przyłączania
się do nas. Jeśli ludzie wokół będą sądzili, że naszym głównym
celem jest dobra zabawa, mogą zacząć kwestionować naszą motywację
i deprecjonować nasze działania.
WSKAZÓWKA 6
Jeśli sprawa, o którą
walczymy, dotyczy grupy obcej, zachęćmy do przyjęcia perspektywy tych
osób.
Przyjmowanie perspektywy danej grupy jest stosunkowo
skuteczną metodą przekonania ludzi, że warto się włączyć
w działania na rzecz tej grupy. Przyjmowanie perspektywy może jednak
nie działać równie dobrze na wszystkich. Należy zachować szczególną
ostrożność, jeśli prosimy ludzi o przyjmowanie perspektywy osób
pochodzących z grup, które wywołują duży lęk.
WSKAZÓWKA 7
Budujmy koalicje
i szukajmy wspólnoty doświadczeń pomiędzy grupami, które
mogą działać na rzecz wspólnej sprawy.
Bez wsparcia trudno jest osiągać
duże cele. Dlatego też umiejętne zjednywanie sobie
(czasem bardzo nieoczywistych) sojuszników jest bardzo istotną
umiejętnością. O tym, jak się do tego zabrać, przeczytacie więcej
w rozdziale 10.
WSKAZÓWKA 8
Stwórzmy wachlarz możliwych
sposobów zaangażowania.
Planując działania naszego ruchu, pomyślmy
o zadaniach, w które mogą się włączyć osoby mające różne
zasoby. Co może zrobić ktoś, jeśli chce z nami działać, ale ma
tylko godzinę tygodniowo? Do jakich działań chcemy zaprosić osoby,
które mają dwa wieczory w tygodniu? A co może dla nas zrobić
ktoś, kto prawie w ogóle nie ma czasu, ale dysponuje ważnymi
dla nas kontaktami czy zasobami materialnymi? Stworzenie "menu
zaangażowania", w którym każdy może znaleźć coś dla siebie,
jest ogromnie ważne!