Scena przedstawia celę dla furjatów. Na lewo w rogu tapczan. Nad
tapczanem napis: "Dementia praecox", nr. 20. Wprost okno złożone z
25 małych, grubych szybek, przedzielonych metalowemi ramkami. Pod
oknem stół. Jedno krzesło. Drzwi na prawo o skrzypiących ryglach.
Na tapczanie, związany w kaftan bezpieczeństwa, śpi Mieczysław
Walpurg. Pali się ciemno lampa u sufitu. Dr. Burdygiel wprowadza
siostrę Annę
.
BURDYGIEL Oto jest nasz pacjent. Teraz śpi, po dużej dawce
chloralu i morfiny. Powolne trucie nieuleczalnych jest naszą tajną
zasadą. Możliwe jest jednak, że Grün ma rację. Ja nie jestem jednym
z tych zakutych psychjatrycznych łbów, które nie są już w stanie
przyjąć niczego nowego. Pozwalam na eksperyment, tem bardziej, że
nie tylko ja, ale i profesor Walldorff wyczerpał już wszystkie
środki. Dementia praecox. Jeśli siostra - w co bardzo wątpię -
rozwiąże mu jego - jak mówią psychoanalitycy - "kompleks", jeśli
siostra dotrze, przy pomocy swej kobiecej intuicji, do tego
ciemnego punktu jego duszy, do miejsca zapomnianego t. zw.
"psychicznego urazu", będę się tylko cieszył triumfem Grüna. Co do
psychoanalizy, to uznaję jej metody badania, ale nie wierzę w jej
wartość terapeutyczną. To dobre dla ludzi, którzy całe życie mogą
poświęcić na leczenie. Oto krzesło.
Podaje jej krzesło.
SIOSTRA ANNA Dobrze, panie doktorze, ale co ja mam właściwie
robić? Jak mam się do tego brać? Zapomniałam spytać o to właśnie,
co jest najważniejsze.
BURDYGIEL Niech siostra nie stara się robić nic specjalnego.
W związku ze swoją bezpośrednią intuicją niech siostra postępuje
zupełnie swobodnie, tak jak siostrze nakaże głos sumienia. Tylko
pod żadnym pozorem nie należy spełniać jego życzeń. Rozumie
siostra?
SIOSTRA ANNA Panie doktorze, zwracam pana uwagę, że pan mówi
do osoby duchownej.
BURDYGIEL Niech się siostra nie obraża. Prosta formalność. A
więc żegnam siostrę. Jeszcze jedno: niech siostra pamięta, że
najważniejszą rzeczą jest wyłowienie z niego "kompleksu"
zapomnianego wypadku, który sprawił całe to spustoszenie.
Siostra Anna kiwa
głową. Burdygiel wychodzi i zaryglowuje drzwi. Siostra Anna
siada i modli się. Pauza. Walpurg budzi się i podnosi na tapczanie.
Siostra Anna drgnęła. Wstaje i stoi nieruchomo.
WALPURG
siedząc Cóż to za halucynacja? Tego nie miałem jeszcze
nigdy. Co u djabła? Odezwij się.
SIOSTRA ANNA Nie jestem zmorą. Jestem przysłana, aby się
panem opiekować.
WALPURG
wstając Aha. Nowy pomysł moich szlachetnych katów.
Piekielne pomysły
Działają na zmysły.
A dusza gdzieś skryta,
Nikt o nią nie pyta.
Jak pani na imię? Dwa lata nie widziałem kobiet.
SIOSTRA ANNA
drgnęła Moje duchowne imię jest Anna.
WALPURG
z nagłą żądzą A więc, siostro, daj mi siostrzany
pocałunek. Pocałuj mnie. Sam nie mogę. Jesteś śliczna. Ach! Co za
męczarnie!
Zbliża się do niej.
SIOSTRA ANNA
cofając się, mówi głosem zimnym i dalekim Jestem tu, aby
uspokoić zmęczoną duszę pana. Sama jestem poza życiem. Czyż pan nie
widzi mego stroju?
WALPURG
opanowuje się Ach - więc tak nie można? Opanujmy się.
Innym tonem. Jestem żywym trupem, siostro Anno. Nie
potrzebuję opieki, tylko śmierci.
SIOSTRA ANNA Ja jestem więcej umarła, niż pan. Pan
wyzdrowieje i całe życie będzie jeszcze przed panem.
Walpurg wpatruje się w nią bardzo badawczo.
WALPURG Czemu pani jest zakonnicą? Taka młodziutka, taka
śliczna.
SIOSTRA ANNA Nie mówmy o tem.
WALPURG Muszę mówić. Jest pani podobna do tej, która kiedyś
była dla mnie wszystkiem. A może mi się wydaje. Nie żyje już.
SIOSTRA ANNA
drgnęła Nie żyje?
WALPURG Pani także miała coś podobnego w życiu. Ja to
odczułem odrazu. On też nie żyje. Prawda?
SIOSTRA ANNA Ach, na litość boską, nie mówmy o tem. Jestem
już w innym świecie.
WALPURG Ale ja nie jestem. Jakże zazdroszczę pani innego
świata, który pani sama sobie na mieszkanie wybrała. Ja muszę żyć
tu, w tem okropnem więzieniu, w świecie narzuconym mi przez moich
katów, w świecie, którego nienawidzę. A mój świat istotny, to ten
zegar, który mi w głowie idzie bez przerwy - nawet podczas snu.
Wolałbym śmierć po tysiące razy. Ale ja nie mogę umrzeć. Takie jest
prawo wobec nas, szalonych, cierpiących bez winy. Jesteśmy
torturowani, jak najgorsi zbrodniarze. A umrzeć nam nie wolno, bo
społeczeństwo jest dobre, bardzo dobre, i dba o to, byśmy się nie
przestali męczyć przedwcześnie. Ha!! Niech pani zdejmie mi ten
przeklęty kaftan! Duszę się! Ręce wychodzą mi ze stawów!
SIOSTRA ANNA Ja nie mogę. Doktór nie pozwolił.
WALPURG
zimno Pani jest więc pomocnicą mego kata? Dobrze. Proszę
siadać. Porozmawiamy. Mamy czas. O! Ja mam masę czasu! Tylko nie
wiem czem go zapełnić. A moich myśli nie znoszę już - nie znoszę...Opanowuje łkanie. A myśleć muszę: w kółko jak maszyna. W
głowie idzie mi piekielna maszyna. I nie wiem, na którą godzinę,
którego dnia jest nastawiona. Nie wiem, kiedy pęknie. I czekam, bez
końca czekam. Czasem myślę, że już nie może dłużej trwać ta męka.
Ale nie - przechodzi dzień, Noc, znowu dzień, potem chloral,
morfina, sen pełen koszmarów i to straszne obudzenie się z tem
poczuciem, że wszystko zaczyna się na nowo. I tak ciągle, ciągle...
SIOSTRA ANNA Niech pan tak nie mówi. Proszę, bardzo proszę:
niech się pan uspokoi. Jeśli nic panu nie będę mogła pomóc,
poproszę doktora o uwolnienie mnie od tego obowiązku.
WALPURG
dziko O nie! Stąd pani nie wyjdzie!
Opanowuje się. Siostra Anna cofa się z przestrachem.
Przepraszam siostrę: ja jestem zupełnie przytomny. Mówmy dalej.
Zaraz się uspokoję. Niech pani raz zrozumie, że dwa lata już nie
widziałem kobiet... Więc o czem mówiliśmy? Aha - pani kogoś
straciła. Ja też. Niech pani opowie. Pani pozwoli, że się
przedstawię.
Kłania się. Walpurg. Mieczysław Walpurg.
SIOSTRA ANNA
chwieje się Walpurg? To pana wiersze czytaliśmy z moim
narzeczonym? Ach, to straszne! Dziękuję panu. Ileż chwil cudownych
panu zawdzięczam. I wszystko tak okropnie się skończyło.
WALPURG Może właśnie dlatego, że czytaliście moje wiersze. A
zresztą nie wszystko się skończyło. Świat sobie trwa jakby nigdy
nic. Ale trzeci tom jest niezły. Wiem o tem. Po trzecim tomie
przyszedłem tu na mieszkanie. Alkohol, morfina, kokaina - koniec. A
do tego nieszczęście.
SIOSTRA ANNA Poco pan to robił, mając taki talent! To już
jest szczęście być takim artystą, jak pan.
WALPURG Szczęście! Męczarnia. Chciałem się wypisać do dna i
umrzeć. Ale nie. Społeczeństwo jest dobre. Odratowali mnie, abym
musiał to życie skończyć w torturach. Ach, ta przeklęta etyka
lekarska! Wymordowałbym to całe plemię katów.
Innym tonem. Wie pani, kiedy byłem w szkole, uczyłem się
biografji Henryka von Kleist. "Er führte ein Leben voll Irrtum"...
Nie mogłem tego dawniej zrozumieć. Teraz pojmuję to dokładnie...
SIOSTRA ANNA Czemu się pan zatruwał narkotykami? Niech pan
odpowie. Ja tego pojąć nie mogę. Będąc takim artystą.
WALPURG Czemu? Czy pani nie rozumie? "Meine Körperschale
konnte nicht meine Geistesglut aushalten". Kto to powiedział? Żar
mego ducha spalił moją ziemską powłokę. Teraz rozumie pani? Moje
gangliony nie mogły nastarczyć temu przeklętemu czemuś, co mi
kazało pisać. Musiałem się truć. Musiałem zdobywać siłę. Ja nie
chciałem, ale musiałem. A jak raz cała maszyna, stara, słaba
maszyna wejdzie w ruch tak szalony, to musi iść dalej, czy się
tworzy jeszcze, czy nie. Mózg się wyczerpuje, a maszyna idzie
dalej. Dlatego to artyści muszą popełniać szaleństwa. Cóż robić z
bezmyślnie rozpędzonym motorem, którego nikt już skontrolować nie
może? Niech pani sobie wyobrazi halę maszyn wielkiej fabryki bez
maszynisty. Wszystkie zegary przeszły już dawno czerwoną strzałkę,
a wszystko wali dalej jak wściekłe.
SIOSTRA ANNA
słuchała z załamanemi rękami Ale czemu teraz, w naszych
czasach, wszystko tak się właśnie kończy? Dawniej było inaczej.
WALPURG Dawniej nie było "nienasycenia formą", nie było
perwersji w sztuce. A życie nie było bezcelowem poruszaniem się
bezdusznych automatów. Społeczeństwo jako maszyna nie istniało.
Była miazga cierpiących bydląt, na której wyrastały wspaniałe
kwiaty żądzy, potęgi, twórczości i okrucieństwa. Ale nie wdawajmy
się w te rozmowy. Mówmy o życiu - naszem życiu. Mam dla pani tyle
litości, ile pani dla mnie.
SIOSTRA ANNA Boże, Boże, Boże...
WALPURG No, dosyć. Jeden jest tylko pewnik, że wielkość w
sztuce jedynie jest dziś w perwersji i obłędzie - oczywiście mówię
o formie. Ale dla tworzących, a nie dla szakali, ich forma związana
jest z ich życiem. Niech pani mówi teraz o sobie. Kto był on?
SIOSTRA ANNA
drgnęła, mówi automatycznie On był inżynierem.
WALPURG Cha, cha, cha, cha! No, i cóż dalej?
SIOSTRA ANNA
obrażona Czemu pan się śmieje?
WALPURG Ja się wcale nie śmiałem, Zazdroszczę mu tylko. Był
jednem z kółek w maszynie, a nie zabłąkanym kamykiem wśród
zębatych, stalowych kół. Dalej.
SIOSTRA ANNA Kochał tylko mnie, ale nie mógł zerwać z
jedną... panią. I ostatecznie musiał skończyć. Strzelił sobie w
skroń. Ja poszłam wtedy do klasztoru.
WALPURG Szczęśliwy! Niech pani go nie żałuje. Więc nawet
inżynierzy mogą dziś mieć takie problematy. I pani dlatego... Ach,
cóż za potworność. Czemu ja pani nie spotkałem wcześniej!
SIOSTRA ANNA I cóżby było? Zamęczyłby pan mnie, jak tamtą...
WALPURG Skąd pani wie? Mów w tej chwili, skąd wiesz? Tego
nie wie nikt. Kto pani to powiedział?
SIOSTRA ANNA Nie jestem pani, tylko "siostra".
WALPURG
zupełnie zimno Skąd siostra wie o tem? To ciekawe. Ja
jestem zupełnie spokojny.
SIOSTRA ANNA
brutalnie Przecież mówię z panem, znam pana wiersze. Wiem
kim pan jest w tej chwili.
WALPURG Ach, tak: jestem warjatem w kaftanie. To takie
proste. Ale nie jest proste kogoś tak zamęczyć, jak ja ją. Nie wiem
kto kogo zabił. Ona się poświęciła. Ostatecznie nie jestem winien.
Umarła na zapalenie mózgu. I nie wiem, czy to ja ją zabiłem, czy
ona mnie zabija teraz - z torturami, codziennie, systematycznie. Po
śmierci jej przeczytałem jej dziennik i wtedy zrozumiałem, jak
strasznie, piekielnie ją męczyłem. Ale sama tego chciała. Zabiła
się w ten sposób, a teraz zabija mnie. Ach!!!
Szarpie się w kaftanie.
SIOSTRA ANNA Panie, dlaczego pan tu się dostał?
WALPURG Za słaby system. Kokaina. Zegar w głowie. To wieczne
pytanie, kto kogo zabił. W setnej części sekundy mam dwie myśli
przeciwne sobie, jak Bóg i szatan. A zresztą: trochę wierszy. Pewno
już wyszły. Moja siostra na tem zarobi. Mam siostrę, której
nienawidzę. Trochę furji. No - i dostałem się tu. A tu przecież
wyzdrowieć nie można. Sama pani widzi. Właściwie jestem zupełnie
przytomny, tylko mam małą maszynkę w głowie. Kto raz tu wejdzie,
jest skończony. Bo ich leczenie wzmaga tylko obłęd, a każdy wysiłek
okłamania ich kosztuje tyle, że potem zrobi się jakieś głupstwo,
mały fałszywy krok, i siedzi się dalej bez końca.
SIOSTRA ANNA Tak małe wydaje mi się teraz to wszystko, co
przeżyłam. Wierzyłam w wielkość, w jedyność tego, co było ze mną.
Teraz niema nic, tylko straszna, beznadziejna pustka. Jego duch
odszedł ode mnie na zawsze.
WALPURG
zadowolony Odszedł, ale ze wstydu. Nie móc dla pani
porzucić jakiejś małpy, jakiegoś demonicznego starego pudła,
jakiegoś świństwa!! Co? Wiem napewno. W tem niema żadnej wielkości.
Jego śmierć była wstrętną słabością. I to dla pani nie móc tego
zrobić!!! A ja?
Pada przed nią na kolana. Niech pani dotknie mojej głowy.
Może ten zegar przestanie iść choć na chwilę. Ja teraz też
komponuję wiersze. Ale myślę, że są gorsze. Nie mogę pisać.
Ołówkiem można się też zabić. Nie mogę poprawić, a tu nowe rzeczy
wciąż przychodzą. Niech siostra potrzyma moją głowę w rękach. Ach,
gdybym mógł odkręcić głowę i schować ją do szafy, żeby odpoczęła
trochę. Jabym też wtedy odpoczął.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.