Wstęp
Bardzo dobrze pamiętam skarbonkę stojącą w naszej szkółce niedzielnej.
Wieńczyła ją figurka chłopca klęczącego z rękoma złożonymi jak do
modlitwy. Za każdym razem, gdy do skarbonki wrzuciło się monetę,
chłopiec kiwał głową. Jego brązowa buzia robiła na mnie wrażenie,
ponieważ nigdy nie widziałam nikogo o skórze innej niż biała. Chłopiec
dziękował, ja dawałam, gdyż nauczono mnie, że należy być hojnym i dzielić się z biednymi. Kiedy jednak nadchodziła moja kolej na wrzucenie
monety, czułam wstyd, patrząc na tę pokorną buzię na skarbonce.
Pamiętam też, że w szkole kazano nam zjadać wszystko, co było na
talerzu, powtarzając: "Zjedz jeszcze kęs, nie zapominaj, że dzieci w Afryce są biedne", "Bądź wdzięczny, że masz co jeść". Jedzenie rosło w ustach, a hasła mówiące o tym, że trzeba jeść, bo dzieci w innych
krajach cierpią z głodu, sprawiały, że nasze serca i mózgi pracowały na
zwiększonych obrotach. Teraz po latach wiem, że nie ja jedna
zastanawiałam się gorączkowo, jakby tu wysłać głodnym dzieciom w Afryce
jedzenie, które zostawało na moim talerzu, bo byłam całkowicie syta.
Już jako dorosła osoba zetknęłam się z tak zwanym myśleniem pozytywnym.
W pewnym stopniu uległam tej idei. Należy być wdzięcznym za to, co się
ma, i z uśmiechem na twarzy kolejny raz wyrzucać śmieci. Jeśli wszystko
będziemy robić radośnie, naszym nastawieniem zarazimy innych, którzy
będą nas naśladować bez względu na to, czy chodzi o wynoszenie śmieci,
uprawianie sportu czy rzucanie palenia. Lecz ten przyklejony uśmiech
mnie mierził, tęskniłam bowiem za szczerą wdzięcznością i prawdziwą
motywacją.
Właśnie z powodu tych doświadczeń często miałam wrażenie, że wdzięczność
jest czymś fałszywym i pogmatwanym. Dlatego też cieszę się, że przez
ostatnie kilka lat mogłam pogłębić swoje umiejętności doceniania innych
i przeżywania wdzięczności oraz że do pomocy miałam grupę, która
przetestowała wszystkie ćwiczenia opisane w tej książce i wraz ze mną
nadała nową wartość zdewaluowanym wcześniej pojęciom.
Miałam szansę udowodnić istnienie różnicy między myśleniem pozytywnym
(opartym na przekonaniu, że pozytywne myśli przynoszą pozytywny skutek)
a skoncentrowaniem się na własnych pragnieniach i dążeniem do ich
realizacji. Okres ten był dla mnie jak podróż, podczas której mogłam
gruntownie zmienić swoje nastawienie do wdzięczności i uznania.
Nauczyłam się czuć prawdziwie wdzięczna za życiowe drobiazgi. Nie dzieje
się tak dlatego, że chowam głowę w piasek i próbuję myśleć pozytywnie,
uciekając tym samym od trudnych doświadczeń. Uczucie to pojawia się, gdy
przyjmuję życie takim, jakie jest. Uważam bowiem, że nawet w trudnych
momentach z wielu rzeczy można się cieszyć.
Tak oto wypowiedziały się dwie osoby z grupy próbnej, która - zanim
zaczęliśmy nasze sesje - przetestowała wszystkie ćwiczenia opisane w rozdziale 3:
Słowo "wdzięczność" kojarzy mi się z pewną biernością i przytłoczeniem.
Przywodzi na myśl sytuację, w której dwie strony są sobie nierówne, i strona o niższym statusie powinna być wdzięczna stronie o wyższym
statusie. Ten, kto ma mniej, powinien być wdzięczny, jeśli dostaje coś
od kogoś, kto ma więcej.
Długo spoglądałam na innych z poczuciem niższości. Często miałam
wrażenie, że jestem niewidzialna. Słowo "wdzięczność" jest symbolem tych
doświadczeń: poddawania się, dziękowania, rezygnacji z bycia kimś. Nie
bądź zuchwały i o nic nie proś. Po prostu jakoś to przełknij i podziękuj.
Kiedy po pół roku praktykowania ćwiczeń związanych z wdzięcznością
przeprowadziliśmy kolejną ankietę, jedna z wyżej cytowanych osób
napisała tak:
Wdzięczność to miłe i ciepłe uczucie w moim wnętrzu, którym mogę
obdarowywać innych bez przymusu i poczucia przytłoczenia.
W ciągu tego półrocza pojawiły się u mnie siły, dzięki którym mogłam
sobie poradzić z trudną sytuacją rodzinną. Wdzięczność za to, co
doceniam, rozwiązała problemy, przed którymi próbowałam uciec od lat.
To dwa z wielu otrzymanych przez mnie świadectw potwierdzających
pozytywne działanie skupienia się na budowaniu na co dzień postawy
pełnej wdzięczności.
Pracując nad tą książką, często miałam wrażenie, że powinnam stworzyć
coś poważnego, coś, co będzie tak głębokie, by zrewidować panujące
zasady, co zmieni życie wielu osób. Co - po prostu - ocali ludzkość.
Jednocześnie poczucie, że właściwie nie wiem, jak można przyczynić się
do naprawiania świata, sprawiało mi niesamowitą radość. Wiem jedynie, co
czyni mnie szczęśliwą. Ta wiedza napełnia mnie energią w zupełnie inny
sposób niż starania o zrobienie tego, co jest właściwe lub co uważam za
swój obowiązek. Nie chcę zamykać oczu na świat, nie chcę być ślepa na
szanse bycia szczęśliwą. Chcę widzieć jasno zarówno to, co działa bez
zarzutu, jak i to, co wymaga ulepszenia.
Nie pytaj, czego potrzebuje świat. Zapytaj
raczej, co przywróci cię do życia, i zrób to. Świat bowiem potrzebuje
przywróconych do życia ludzi.
Howard Thurman1
Rozdział 1: Różne oblicza wdzięczności
Wdzięczność jako styl życia
Kiedy skupiam się na wdzięczności, dostrzegam coraz więcej rzeczy, za
które mogę dziękować. Jest coś niemal religijnego w zdumieniu, w jakie
często popadam, gdy myślę o tym, co doceniam.
Carola
Jesteśmy zwierzętami społecznymi, stworzonymi do życia we wspólnocie.
Rodzimy się z umiejętnością ubogacania się nawzajem. Czyni nas to tak
wrażliwymi, że musimy żyć we wzajemnej zależności z innymi i z otaczającą nas przyrodą.
W autentycznej wdzięczności tkwi niesamowita moc - odpowiednio wyrażona
i przyjęta działa ona zazwyczaj jak prawdziwy zastrzyk witaminowy. Jest
jak pokarm dla naszych relacji: miłosnych, z kolegami z pracy i z przyjaciółmi. Wdzięczność pokazuje nam jasno, co w życiu jest ważne, a z czego możemy zrezygnować. To przeżycie, którego - jeśli chcemy - możemy
doświadczyć, a które angażuje wszystkie komórki w naszym ciele.
Cechą wdzięczności, którą uważam za niemal magiczną, jest to, że wydaje
się ona narastać w miarę, jak ją wyrażamy. Nasz mózg reaguje na nią
zadowoleniem, zaś widząc szczęście drugiej osoby, sami stajemy się
szczęśliwsi. Prawdziwe jest powiedzenie: "Radość dzielona z innymi, to
radość podwójna".
Łatwo jest nam poczuć wdzięczność, kiedy słyszymy i przyjmujemy słowa
uznania, którymi ktoś reaguje na to, co zrobiliśmy. Kiedy przepełnia nas
ona, łatwiej dostrzegamy i doceniamy czyny innych. Tak oto wywołujemy
pozytywną energię, która rozchodzi się jak kręgi na wodzie, tworząc
kulturę opartą na uznaniu i wdzięczności, nie zaś na poczuciu obowiązku
i oczekiwaniach. Budujemy w ten sposób styl życia, który można określić
jako bliski naturze, wydajny, samowystarczalny, przyjazny środowisku,
odnawialny i pełen miłości.
Współczesne badania nad szczęściem wykazują, że jesteśmy bardziej
zadowoleni z życia, jeśli wypracujemy nastawienie charakteryzujące się
właśnie wdzięcznością. Nie jest zaskoczeniem, że ci, którzy doświadczają
najwięcej wdzięczności, są najradośniejsi, mają najwięcej energii i najmocniej wierzą w możliwość budowania lepszego świata - zarówno na
mniejszą, jak i na większą skalę. Ludzie od zawsze wiedzieli, że
wdzięczność jest kluczem do większego szczęścia.
Badania dowodzą również, że im więcej wdzięczności okazujemy, tym mniej
jesteśmy podatni na depresję, neurozy, niepokój, poczucie osamotnienia,
zazdrość. Niektórzy twierdzą nawet, że wytażanie jej wzmacnia ich system
odpornościowy, że dzięki temu czują się zdrowsi. Istnieją jednak
badania, których wyniki są zgoła przeciwne.
Ci, którzy są wdzięczni za to, co mają, skupiają się właśnie na tym, a nie na sposobach "kupowania szczęścia". Są zatem mniej pochłonięci
chęcią posiadania i rzadziej wykazują tendencję do nadmiernej konsumpcji
wszelkich dóbr.
Chociaż przeprowadzono już wiele badań nad reakcjami wywoływanymi przez
wdzięczność, wciąż nie możemy być pewni, czy ludzie doznający tego
uczucia rzeczywiście przyciągają pomyślne dla nich okoliczności, czy też
po prostu bardziej doceniają to, co dzieje się w ich życiu. Wiemy
natomiast, że wdzięczne osoby czują się szczęśliwsze, osoby szczęśliwe
zaś czują większą wdzięczność.
Refleksja
Jakie odczucia i skojarzenia budzi w tobie słowo "wdzięczność"?
Wdzięczność jako naturalna konsekwencja
Wdzięczność jest naturalną konsekwencją uświadomienia sobie, że
otrzymaliśmy to, czego potrzebujemy, pod warunkiem że nie rozproszymy
się i nie zaczniemy nadmiernie tego roztrząsać. Większość z nas bowiem
nawykowo przyjmuje sposób myślenia blokujący strumień naturalnej
wdzięczności. Możemy na przykład sądzić, że coś nam się należy, że
to całkiem oczywiste, iż coś otrzymaliśmy, lub że obowiązkiem
innych jest robienie tego dla nas.
Z drugiej strony możemy wzbraniać się przed tym, co otrzymujemy,
przekonani, że na to nie zasłużyliśmy bądź że nie jesteśmy tego
warci.
Uczucie wdzięczności może się nie pojawić, jeśli dopadną nas podejrzenia
co do szczerości intencji osób, które coś nam ofiarowują.
Nawet jeśli poczujemy przepełniającą nas wdzięczność, wyzwaniem może być
wyrażenie jej słowami. Może to okazać się trudne, ponieważ myślimy, że
inni nie chcą słuchać tego, co mamy im do powiedzenia. W przeszłości,
gdy mówiliśmy im, że coś doceniamy, zazwyczaj wydawali się zakłopotani.
Rumienili się lub mówili coś w stylu: "Ach, to naprawdę nic takiego",
"Nie ma sprawy, przecież cię kocham", "To mój obowiązek, jestem przecież
twoją matką / twoim ojcem / twoim szefem / twoim przyjacielem",
"Zasługujesz na to". Słowa uznania więzną nam zatem w gardle, czujemy
się skrępowani, czerwienimy się, kiedy ktoś nie chce ich przyjąć.
Następnym razem, gdy czujemy wdzięczność, milczymy. Kolejnym wyzwaniem
może być to, że pragnąc być doceniani, nie znajdujemy radości w docenianiu innych.
Oczywiste jest, że kontakt między ludźmi może zakłócić niezadowolenie,
którego nie wyrażamy, a któremu pozwalamy tlić się wewnątrz. Niewielu z nas jednak wie, że nieujawnione uznanie także może stanowić przeszkodę
we wzajemnych relacjach. Wdzięczność tkwi pod powierzchnią, pragnąc
wydostać się na zewnątrz jak piękna płomienna lawa pulsująca w wulkanie.
Na przykład mój przyjaciel na wszelkie możliwe sposoby okazywał uznanie
naszej wspólnej znajomej. Ją natomiast zainspirowały jego metody
radzenia sobie z problemami i jego umiejętność komunikowania się. Gdyby
go opisywała, powiedziałaby, że jest kreatywny, fantastyczny, odważny.
Ale miała wrażenie, że nie może niczego mu zaoferować, dlatego
utrzymywała dystans. Po latach jej niewyrażone uznanie zbudowało między
nimi mur.
Kiedy ta znajoma poświęciła czas na odnalezienie w swoim życiu
wdzięczności, poznała potrzeby stojące za pozytywnymi osądami. Dzięki
temu uświadomiła sobie, jak bardzo pragnie, by on zrozumiał, ile nadziei
i inspiracji wniósł w jej życie. Gdy ubrała w słowa to, jak bardzo i dlaczego go docenia, mój przyjaciel poczuł ulgę. Był poruszony.
Powiedział, że wcześniej widział jej zdystansowanie, które według niego
oznaczało brak sympatii. Najpierw ją to zaskoczyło, potem zrozumiała, że
on po prostu nie mógł wiedzieć, jakim uznaniem go darzyła, bo nigdy mu
tego nie powiedziała. Dzięki temu wydał się jej bardziej ludzki,
zwyczajny i w ten oto sposób nabrała pewności, że to przy jego boku chce
spędzić resztę życia.
Refleksja
Co jest przeszkodą, która nie pozwala ci odczuwać więcej wdzięczności?
Jak się rozwija wdzięczność
Żałuję każdej straconej okazji do świętowania!
Gdy szczere łzy ponownie trafiają do mojego serca, znów mogę
świętować.
Teraz serce znów może być przepełnione wdzięcznością i może przyjmować
dar, jakim jest to życie.
Ellen
Ponieważ jesteśmy stworzeniami społecznymi, nasze potrzeby łatwiej jest
nam zaspokajać wspólnie z innymi. Dzieje się tak dlatego, że nasz mózg
reaguje zadowoleniem, gdy widzimy szczęście drugiej osoby. Szczęście i zadowolenie są zaraźliwe, kiedy zatem mamy swój udział w czyjejś
radości, sami też się cieszymy2.
Jeśli chcemy, by w naszym życiu było więcej wdzięczności, musimy
wiedzieć, jak się do niej zbliżyć, ale też jak poradzić sobie z tym, co
powstrzymuje jej rozwój. We wdzięczności chodzi przecież o wiele więcej
niż o wypowiedzenie słowa "dziękuję". Oznacza ona również otwartość i zainteresowanie życiem. Bycie otwartym i ciekawym pozwala zwalczać
zazdrość, chciwość, bierność, wrogość i zawiść. Do pewnego stopnia
wypełnia nas też akceptacją, choć nie taką, która sprawia, że się
poddajemy.
Kiedy zrozumiemy, że mamy pełną swobodę w wyborze swojego nastawienia, i dostrzeżemy tę niesamowitą możliwość wzbogacania życia swojego i innych,
łatwiej będzie nam doświadczać wdzięczności. W moim rozumieniu musi ona
wynikać z wolnej woli. Wymuszona wdzięczność nie jest wdzięcznością.
Automatyczne "dziękuję", którego wypowiadania wiele dzieci musi nauczyć
się bardzo wcześnie, nie jest wyrazem wdzięczności. Prawdziwe uznanie -
bez względu na to, jak wyrażane - jest antidotum na niską samoocenę i zagubienie emocjonalne. Ktoś kiedyś powiedział: "Wdzięczność jest
pamięcią serca". Istotnie odzwierciedla ona zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość. Docenianie tego, czego doświadczamy obecnie, i do
strzeganie czynników, dzięki którym mogło nas
to spotkać, daje nam sercu szansę na przeżycie zaskoczenia. Gdy
zauważymy, jak sprawy z przeszłości wpływają na teraźniejszość, umocni
się nasze poczucie sensu i znaczenia.
Ludzie tacy jak Viktor Frankl i Etty Hillesum pokazali, że wdzięczności
i poczucia sensu możemy doświadczać nawet w najtrudniejszych sytuacjach.
Byli oni Żydami prześladowanymi przez reżim nazistowski, ale mimo
okoliczności potrafili odnaleźć sens życia. Etty Hillesum opisała swoją
miłość do jednego z więźniów oraz swoje spotkanie z nim. Trzymając się
za ręce, podziwiali wtedy zachód słońca zza drutów kolczastych
Westerbrok3.
Żona i dzieci Viktora Frankla zginęły w obozie koncentracyjnym. Jemu
jednak udało się odnaleźć sens życia i przetrwać. W swojej książce
Człowiek w poszukiwaniu sensu: Głos nadziei z otchłani Holokaustu
opisuje on więźniów, którym udało się doświadczyć tego właśnie sensu na
różne sposoby. Dzięki temu przeżyli w ciężkich warunkach. Jego postawa -
niezłomna nawet w obliczu śmierci - budzi we mnie poczucie wdzięczności
za moje bezproblemowe życie4.
Jeśli nie możecie się doczekać, by rozwinąć waszą wdzięczność, i chcecie
podjąć się tego zadania już teraz, możecie to zrobić na wiele sposobów.
Po pierwsze, możecie poprosić kogoś o okazanie wam uznania, które
postaracie się prawidłowo przyjąć. Po drugie, możecie sami wyrazić komuś
swoje uznanie. Po trzecie, możecie rozejrzeć się wokół, próbując
zauważyć to, za co jesteście wdzięczni, a następnie rozpocząć regularne
prowadzenie dziennika, w którym będziecie zapisywać swoje doznania. Po
czwarte, możecie iść na spacer, w trakcie którego będziecie podziwiać
to, co widzicie, lub po prostu możecie stanąć i przyjrzeć się całemu
bogactwu świata wokół was. Po piąte, możecie zadzwonić do starego
znajomego i podziękować mu za przysługę sprzed lat. Może waszą
wdzięczność wywoła spojrzenie w oczy dziecka lub śmiech osoby, którą
kochacie?
Mudita to słowo z sanskrytu oznaczające "radość", w szczególności tę
wywołaną szczęściem i powodzeniem innych5. Pomyślcie tylko, że
powodem do radości mogą być sukcesy nie tylko nasze, ale również innych
ludzi. Dzięki temu o wiele częściej będziecie ją odczuwać.
Szczęście jest w zasięgu każdego z nas, a dostrzeżenie tego, za co
jesteśmy wdzięczni, to prowadząca do niego droga - prosta i dostępna dla
wszystkich. Program, który przedstawię w kolejnych rozdziałach, pokaże,
jak w ciągu roku rozwinąć muskulaturę wdzięczności. Warto zacząć już
teraz, kładąc rękę na sercu.
Wczujcie się w jego rytm, weźcie głęboki wdech i powoli powiedzcie:
"Dziękuję!". Pomyślcie o wszystkim, za co możecie być wdzięczni, i zapytajcie sami siebie:
Czy to miłe i ciepłe uczucie? Czy też macie może wrażenie, że serce nie
wytrzyma zaraz pęknie? Być może przypominacie sobie to, za co możecie
być wdzięczni, a co często pomijacie ze względu na pośpiech?
A może odczuwacie ból i pojawiają się łzy z powodu bolesnej dla was
sprawy, których nigdy nie wypłakaliście?
Bez względu na to, jakie macie wrażenie, pozwólcie sercu żyć i czuć -
to właśnie w nim mieszka wdzięczność.
Jeden z moich ulubionych cytatów brzmi: "Bez względu na wszystko wolę
być otwarty!". Może nie zawsze, ale na pewno czasami słowa te pomagają
mi z chęcią przyjmować wzruszenie wywołane tym, co się dzieje, oraz
podziwiać drogi, którymi prowadzi mnie życie.
Jednym ze sposobów pomagających rozwijać w sobie wdzięczność jest
wykonanie ćwiczenia przewidzianego na pierwszy tydzień (str. 114) oraz
prowadzenie dziennika poświęconego wdzięczności.
Układanka wdzięczności
Nie przejmujcie się, jeśli nie zostaną
spełnione wszystkie warunki po temu, byście mogli świętować.
Naprawdę dacie radę świętować, jeśli będziecie
się martwić, czy wszystkie warunki zostały spełnione czy nie? W ten
sposób nigdy nie będziecie świętować i umrzecie jako żebracy.
Czemu zatem nie zaczniecie teraz?
Czego wam brak?
Z moich doświadczeń wynika, że:
Jeśli możecie zacząć teraz, niebawem wybuchnie
z was energia.
Im więcej będziecie tańczyć,
Tym więcej będziecie jej mieć
I tym łatwiej będzie wam świętować.
Osho
Nie istnieją właściwie żadne zewnętrzne przesłanki, które same z siebie
mogłyby napawać nas radością i skłaniać do celebrowania chwili. To, czy
poczujemy wdzięczność, czy nie, zależy od tego, na czym postanowimy się
skupić. Jeśli uświadomimy sobie, że w kwestii nastawienia do tego, co
się wokół nas dzieje, mamy wolny wybór, możemy jej doświadczyć. Wolność
ta pozwala nam zaakceptować istniejący stan rzeczy i podziwiać go; daje
nam też siłę i chęć zajęcia się tym, co należy zmienić. Ludzie najlepiej
czują się wtedy, gdy z wolnej woli mogą obdarowywać siebie i innych.
Robienie czegokolwiek z poczucia obowiązku pozbawia ich natomiast
zadowolenia, sprawia, że nie czują wdzięczności. Przeświadczenie danej
osoby, że powinna być za coś wdzięczna, może stanowić poważną przeszkodę
na drodze do osiągnięcia tego naturalnego stanu.
Jeśli robi się coś, by otrzymać nagrodę lub by uniknąć kary, trudno
poczuć się prawdziwie wdzięcznym.
Jeśli robi się coś z chęcią i z radością, łatwiej doznać wdzięczności -
zarówno tej dotyczącej wyniku danego działania, jak i przebiegu jego
wykonania. Wierzę głęboko, że należy podążać drogą radości. Wielokrotnie
pomagały mi w tym słowa Lynn McMullan6:
Radość to sposób Boga na to, byś zrozumiał, że jesteś na właściwej
drodze.
Niektóre z moich spostrzeżeń dotyczących natury ludzkiej brzmią
następująco: "Obdarowywanie innych daje nam poczucie sensu", "Chcemy
mieć swój wkład w funkcjonowanie swojego otoczenia", "Szczęście innych
napawa nas radością". Czasem trudno uwierzyć, że tak faktycznie jest,
nie chcę jednak przedstawiać tych twierdzeń jako prawd absolutnych.
Wolałabym raczej, byśmy od czasu do czasu spróbowali o nich pamiętać i świadomie zdecydowali, jak chcemy odnosić się do innych.
Nie wierzę w modlitwy, które nie mają
przełożenia na działanie. Nie wierzę w łzy, które nie mają przełożenia
na działanie. Ale nie wierzę też w działania, które nie wynikają z modlitw i łez.
Marshall Rosenberg 7
Kiedy zrealizujemy postawione sobie cele, czujemy się dumni i wdzięczni.
Jeśli chcemy osiągnąć szczęście w życiu, ważne jest, byśmy skupiali się
na tym, czego chcemy, nie zaś na tym, czego nie chcemy. Wówczas łatwiej
będzie nam znaleźć siłę i zrozumieć swoje działanie. Nie tylko jako
konsultantka, ale też jako zwykły człowiek, często zadawałam pytanie:
"Czego chcesz?". W odpowiedzi wielokrotnie słyszałam: "Nie wiem".
By móc odszukać własne pragnienia, musimy mieć wgląd w swoje życie
wewnętrzne - musimy zauważać swoje uczucia i potrzeby. Jeśli wiemy,
czego chcemy, trudniej jest nas zmusić do tego, czego nie chcemy,
dlatego czasem sprawiamy wrażenie osób trudnych. Z tego powodu trwanie
przy swoich pragnieniach może być wyzwaniem. Relacje z innymi są
przecież dla nas bardzo ważne. Dlatego właśnie musimy wyćwiczyć
osiąganie stanu równowagi, w którym obstajemy przy tym, czego chcemy, i jednocześnie dostrzegamy, jaki wkład możemy wnieść w życie swojego
otoczenia.
Myślę, że poniższa historia o Pepe i Cezarze, zaczerpnięta z książki W głębi kontinuum Jean Liedloff, jest świetnym przykładem tego, jakie
zadowolenie sprawia nam poczucie przynależności do otoczenia. Cezar
urodził się w tej samej wiosce co Pepe, ale adoptowała go wenezuelska
para, z którą długo mieszkał w mieście. Chodził do wenezuelskiej szkoły,
uczył się czytać i pisać, wychowano go na Wenezuelczyka.
Cezar został jako małe dziecko adoptowany przez Wenezuelczyków i zamieszkał wraz z nimi w pewnym miasteczku. Posłali go do szkoły,
nauczył się czytać i pisać, został wychowany jak Wenezuelczyk. Już jako
dorosły przyjechał w okolice górnego biegu Caroní, żeby wzorem wielu
innych mężczyzn z miast regionu Guayana spróbować szczęścia przy
poszukiwaniu diamentów. Kiedy pracował z grupą Wenezuelczyków, został
rozpoznany przez Mundo, wodza Tauripanów z Guayparu.
- Czy to nie ciebie zabrali, żebyś mieszkał u José Grande? - zapytał
Mundo.
- José Grande mnie wychował - odparł zgodnie z prawdą Cezar.
- A więc wróciłeś do swoich. Jesteś jednym z Tauripanów - stwierdził
Mundo.
Cezar, przemyślawszy sprawę, doszedł do wniosku, że lepiej będzie mu
się żyło jako Indianinowi, a nie jako Wenezuelczykowi. Przeniósł się do
Arepuchi, gdzie mieszkał Pepe.
Przez pięć lata Cezar żył razem z rodziną Pepe. Ożenił się ze śliczną
Tauripanką i urodziła im się córeczka. Ponieważ nie lubił pracować,
razem ze swoją rodziną żywił się plonami z plantacji Pepe. Był
zachwycony, ponieważ Pepe nie oczekiwał od niego, że wykarczuje swój
ogródek, ani nie wymagał pomocy w pracy na polu. Pepe lubił pracować, a Cezar nie, więc taka sytuacja wszystkim odpowiadała.
Żona Cezara chętnie pracowała wraz z innymi kobietami i dziewczętami
przy zbiorze manioku i przygotowywaniu jedzenia. Cezar natomiast uznawał
tylko polowanie na tapiry albo na inną zwierzynę. Po kilku latach
zrodziło się w nim zamiłowanie do rybołówstwa. Złowione przezeń ryby
wzbogacały więc zdobycze Pepe i jego obu synów, którzy także lubili
łowić ryby i zaopatrywali rodzinę Cezara równie hojnie, jak swoją
własną.
Tuż przed naszym przybyciem Cezar postanowił wykarczować kawałek lasu i założyć własny ogródek. Pepe pomagał mu przy wszystkich czynnościach,
począwszy od wybrania odpowiedniego miejsca do wyrębu i palenia drzew.
Pepe podobało się to tym bardziej, że cały czas rozmawiał i żartował z przyjacielem.
Po pięciu latach nabierania pewności Cezar poczuł wreszcie, że nikt go
do niczego nie zmusza. Tak jak Pepe i każdy inny Indianin mógł się
swobodnie cieszyć pracą.
- Wszyscy w Arepuchi byli zadowoleni - powiedział nam Pepe - ponieważ
Cezar zaczął już być marudny i ciężki do zniesienia. Chciał mieć własny
ogródek - śmiał się Pepe - ale sam o tym nie wiedział!
Pepe bawił fakt, że ktoś może nie wiedzieć, iż chce pracować
8.
Ludzie chcą czuć się częścią otoczenia i wzbogacać je, pod warunkiem że
nie są do tego zmuszani. Naturalne jest, że chcemy tworzyć i robić coś
dla innych, jeśli to daje nam poczucie sensu. Gdy mamy jakieś swoje
otoczenie, a do tego jesteśmy wolni, pojawia się w nas niesamowita siła
do działania.
Kiedy pogodziłam się z myślą, że nie ma czegoś takiego, jak zachowanie
całkowicie altruistyczne, poczułam ogromną ulgę. Kolejny kamień spadł mi
z serca, kiedy zrozumiałam, że mylimy ideę myślenia pozytywnego z pragnieniem, by wszystko się układało. Według mnie jeśli wychodzimy z założenia, że wszyscy ludzie są dobrzy, godzimy się z rzeczywistością i przyczyniamy się do eskalacji przemocy w takim samym stopniu, jak wtedy,
gdy postrzegamy wszystkich lub choćby tylko niektórych jako złych.
Staram się kierować zasadą mówiącą, że ludzie chcą być dobrzy. Ponieważ
zaś zależą od otoczenia, w którym funkcjonują, chcą sobie nawzajem
pomagać.
W swojej książce Samouleczalny człowiek Susanna Edhin9 opowiada
historyjkę o trzech kamieniarzach. Wszyscy trzej zajmowali się dokładnie
tym samym, jednak gdy zapytano ich, co robią, odpowiedzi były różne:
- Chyba widać, że rozłupuję kamienie - odpowiedział pierwszy z nich z irytacją.
- Zarabiam na chleb dla siebie i swojej rodziny - odparł drugi.
- Buduję wspaniałą katedrę! - powiedział trzeci.
Wyznaczenie sobie konkretnych celów, które pomogą nam poczuć, że
jesteśmy częścią otoczenia, to sposób na podwyższenie naszego stopnia
zadowolenia. A realizowanie tych celów, szczególnie trudniejszych,
sprawia, że czujemy się dumni z własnych możliwości. Jeśli nie ulegniemy
pokusie i nie zinterpretujemy swoich osiągnięć jako dowodu sprytu lub
też wyższości nad innymi, możemy poczuć uznanie dla siebie samych.
Dzięki temu pojawi się także prawdziwa wdzięczność za zesłane nam
okoliczności, dzięki którym osiągnięcie celów stało się możliwe.
Kiedy wiemy, co chcemy osiągnąć, i postępujemy w zgodzie ze swoimi
wartościami, nawet najnudniejsze zajęcie nabiera sensu. Ja na przykład
postanowiłam kupować - gdy jest to możliwe - produkty z upraw
ekologicznych. Zazwyczaj zakupy są dla mnie niebywale nużące, kiedy
jednak w sklepie dokonuję świadomego wyboru, często przepełnia mnie
wdzięczność. Fakt, że teraz godzę się na stanie w długiej kolejce (a to
dzięki osobie z mojej grupy, w której zajmujemy się uznaniem) i poświęcam się cichej refleksji nad tym, co dziś otrzymałam, również
sprawia, że zakupy spożywcze stają się przyjemniejsze.
Wiele razy trudno było mi określić moje dalekosiężne cele, uważałam to
za problem. Stały się one wyraźniejsze, odkąd wpadłam na pomysł
dziękowania za wszystko, co napawa mnie prawdziwą wdzięcznością: za
zdrowie, bliskie mi i ważne dla mnie osoby, możliwość napisania kilku
książek i tak dalej.
Żałować tego, co się zdarzyło, ale akceptować to
Wkładamy we wszystko tak dużo serca, że gotowi
jesteśmy je sobie złamać.
Brené Brown10
Kiedy byłam dzieckiem, bardzo lubiłam śpiewać. Pamiętam jednak, że tekst
żwawej piosenki "Zetrzyj z buzi tę kwaśną minę" z trudem przechodził mi
przez gardło. Słowa o tym, że buzię ma się do śmiania i śpiewania, nie
były żadnym pocieszeniem, wręcz mnie dusiły i wypowiadanie ich wymagało
wysiłku. Wkroczyła wtedy do Szwecji idea pozytywnego myślenia.
Słyszałam, że bycie radosną i pozytywnie nastawioną do rzeczywistości to
powinność, więc jako nastolatka korzystałam z każdej szansy, by się
zbuntować przeciwko takiej postawie. Kiedy przed rokiem przeczytałam
książkę Barbary Ehrenreich Bright-sided, How the Relentless Promotion
of Positive Thinking Has Undermined America, zrozumiałam, jakim
przymusem kulturowym jest bycie pozytywnym.
Ehrenreich opisuje w swojej książce sytuację, kiedy to opowiedziała
przyjaciółce, że zachorowała na raka piersi. Ta, zamiast wyrazić
zaniepokojenie lub troskę, krzyknęła radośnie: "Jakiż to dar! Jaka
możliwość! Teraz możesz w pełni zrozumieć, co jest naprawdę ważne w twoim życiu!".
Rozumiem złość, z jaką Ehrenreich zareagowała na takie słowa. Z gniewem
patrzę na to, jak pozytywne myślenie jest wykorzystywane do odrzucania
bólu i żalu, których przecież w życiu wiele razy doświadczamy. Złoszczę
się na to, że posługujemy się "pozytywnym nastawieniem", by odwracać
wzrok od tego, co faktycznie w danej chwili dzieje się na naszych
oczach.
To magiczne wyobrażenie o tym, że można osiągnąć wszystko, czego się
chce, byle tylko przyjąć odpowiednią postawę i myśleć pozytywnie, może
wzbudzić niepokój i strach. W myśleniu zarówno pozytywnym, jak i negatywnym dostrzegam pewną iluzję. Wierzymy bowiem, że za pomocą swoich
myśli możemy zrozumieć i wyjaśnić świat. Według mnie cała rzecz polega
nie na tym, żeby próbować znaleźć sposób kierowania życiem, a raczej na
tym, żeby zrozumieć, jak możemy przez nie przejść i czerpać z tego
przyjemność.
Wiele razy próbowałam łagodzić nieprzyjemne sytuacje, przyjmując postawę
"wszystko się jakoś ułoży". Prowadziło to często do zaostrzenia
konfliktów, odbijało się na najważniejszych relacjach oraz spychało na
bok rzeczy naprawdę ważne. Niepotrzebnego cierpienia przysparzało mi też
to, że niepokoiłam się tym, jak źle sprawy wyglądają, zamiast pomyśleć o tym, jakie one są.
Jedna z moich przyjaciółek napisała o głębokiej wdzięczności, która może
się narodzić, kiedy damy sobie czas na wypracowanie prawdziwie szczerej
postawy wobec tego, co wewnątrz nas zachodzi, i pozwolimy sobie odczuwać
na przykład żal, zamiast udawać, że nic się nie stało.
Odkąd pamiętam, tkwiło we mnie poczucie winy za to, że mam dostęp do
czystej wody. Odkręcenie kranu było źródłem poczucia winy i bezsilności
w chwili, gdy właściwie "powinnam być wdzięczna". Ale przed kilkoma laty
postanowiłam, że zamiast starać się odczuwać wdzięczność, pogodzę się z bólem wynikającym ze stanu rzeczy na świecie. Wewnętrznie utożsamiałam
się z tymi wszystkimi ludźmi i zwierzętami, którzy nie mają dostępu do
wody, i płakałam przez wiele dni. Ryczałam w łazience i nad kranem! Aż
wszystko się odmieniło. Teraz, kiedy odkręcam kran, wypływającą z niego
wodę odbieram jak mały cud. Czuję się wdzięczna tym tysiącom ludzi,
którzy przyczynili się i przyczyniają do tego, że mam czystą wodę. Czuję
się wdzięczna za to, że nadal zależy mi, by wszyscy inni ją mieli.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki