Kupa kamieni
Nat stał na wielkim kartonie po nowym wentylatorze. Rozpostarł ręce i powiedział uroczyście:
- Jako Wielkie Trio, czyli trojaczki rozwiązujące najbardziej zagadkowe zagadki, nie boimy się żadnych wyzwań! Odkryliśmy już sekret potwora z Loch Ness, a ostatnio tropiliśmy duchy na Dolnym Śląsku! - dokończył i spojrzał na mnie z powątpiewaniem.
- Bardzo dobrze! - Rzuciłam mu aprobujące spojrzenie i otarłam pot z czoła. Od kilku dni było tak upalnie, że nasz pokój przypominał saunę. Nawet wentylator niespecjalnie pomagał. - Tylko... te ręce to przesada. Wyglądasz jak orzeł, który wzbija się do lotu.
- No co ty, Zula! Myślałem, że jak entuzjastycznie nastawiony do badań naukowiec! - jęknął Nat i nalał sobie szklankę wody.
- No i chyba nie można powiedzieć "zagadkowe zagadki". To masło maślane.
- A... tajemnicze tajemnice? - zapytał z nadzieją.
- Też nie. - Pokręciłam głową, ale w tym momencie do pokoju weszła Ada i zapytała, co robimy.
- Ćwiczymy przed sobotą. - Postanowiłam być prawdomówna, choć spojrzenie Nata mówiło jedno: "Jak mogłaś???".
Mieliśmy wystąpić w weekendowym poranku jako goście specjalni i Nat straszliwie się denerwował. Choć już wiele razy staliśmy przed kamerą, zrobiliśmy wspólnie z wujkiem i Dolly dwa odcinki programu Na własne oczy, mój brat twierdził, że zupełnie czym innym jest kręcić program, a czym innym występować na żywo w telewizji. I to na prawdziwej scenie!
Wentylator nagle zaczął nieznośnie poprykiwać, a potem wydał z siebie brzdęk, zasyczał i umilkł. Ada spróbowała go włączyć.
- Chyba się zepsuł - powiedziała. W tym momencie karton się zapadł i Nat z jękiem wleciał do środka. - No super! Ciekawe, w czym rodzice oddadzą go do sklepu.
- Raczej ciekawe, na czym teraz będę ćwiczył - posmutniał Nat. - Był świetną sceną!
- Na niczym. Zbierajcie się. Wujek dzwonił, że zaraz po nas przyjedzie - oznajmiła Ada. - Nie tylko wentylator się zepsuł, ale auto taty też. Pewnie przez ten upał. A wujek ma nam zakomunikować coś ważnego.
- Czuję, że znowu dokądś pojedziemy! - ucieszyłam się.
***
Zdziwiliśmy się, bo gdy wjechaliśmy przez bramę, zobaczyliśmy Justynę, która siedziała w stroju kąpielowym nad basenem. Justyna to córka wujka, z którą on nie mieszka na stałe, bo jest rozwiedziony. Jest od nas sporo starsza i szczerze mówiąc, nie bardzo ją lubimy. Nazywamy ją Dżastin Ryba - ma takie wydęte usta, jakby pozjadała wszystkie rozumy. Właściwie to prawie nigdy z nią nie gadamy, więc nie znamy jej za dobrze. Wiemy tylko, że jeździ na konkursy tańca: pewnie dlatego zawsze się tak stroi, jakby zaraz miała wystąpić przed publicznością.
- Co ona tu robi? - szepnęłam.
W końcu wujek miał nam opowiedzieć o czekającej nas nowej przygodzie. A ona nie wchodziła w skład Wielkiego Tria, więc...
- Jest niedziela - zauważyła Ada.
No tak! Justyna często bywała u wujka w weekendy. Usiedliśmy na leżakach. Wujek przyniósł z domu lody w kilku smakach, lemoniadę i orzeszki, a mamie podłożył poduszkę pod plecy.
- Co ty knujesz, Albercie? - Mama zmarszczyła brwi.
- No właśnie... - zaczął wujek cicho. - Jest pewien... plan.
Nadstawiliśmy uszu.
- Jaki znowu plan? - Mama spojrzała na niego ze zdziwieniem.
Wujek zwykle jest raczej głośny i pewny siebie, a teraz wyglądał, jakby słowa z trudnością przechodziły mu przez gardło.
- Wyjazdowy - odparł. - Tyle że...
- Doskonale! Za tydzień zaczynają się wakacje! - przerwała mu mama, a on lekko pobladł. - No, mów! - ponagliła go. - Bo pomyślę, że dostałeś udaru mózgu, i zadzwonię po karetkę. Choć w sumie nie muszę, mamy tu ratownika medycznego. Kochanie, możesz zbadać Alberta? - zwróciła się do naszego taty, który wybuchnął śmiechem.
- Chodzi o to, że musimy jechać już w środę - wypalił wujek.
- Żartujesz? To niemożliwe! W piątek jest zakończenie roku - zaprotestowała mama.
- No właśnie. Wujku, odbieram świadectwo z paskiem! - Ada nie omieszkała się pochwalić.
- I co z naszym porankiem w telewizji? - zauważyłam przytomnie.
- Spokojnie, już go przesunąłem. Wystąpimy po powrocie.
- Nie będziemy w poranku! Nie będziemy w poranku!!! - ucieszył się Nat.
- Może byście raczej zapytali, czy się zgadzamy? - wtrącił trzeźwo tata. - I... dlaczego nie możecie wyjechać w następny weekend? - Tym razem zwrócił się do Alberta.
- Bo musimy zdążyć na przesilenie - wyjaśnił wujek.
- Jakie przesilenie? - zdziwiła się Ada.
- Jak to jakie!?! Chyba nie zimowe o tej porze roku! Przesilenie letnie - prychnął.
Nie wiedzieliśmy nawet, co to takiego, ale wujek wyjaśnił, że to najdłuższy dzień w roku. Ale... dlaczego musieliśmy zdążyć na ten dzień? I dokąd właściwie mieliśmy pojechać?
- Jedziemy obejrzeć megality! - powiedział wujek.
- Mega... co!? - wykrzyknęliśmy jednocześnie.
- Ogromny kamienny krąg, który znajduje się w Anglii, w Stonehenge1 - wyjaśnił wujek. - Pochodzi z trzeciego tysiąclecia przed naszą erą, tak jak niektóre piramidy. To, jak został zbudowany oraz jakie było jego przeznaczenie, wciąż pozostaje zagadką. A w czasie przesilenia letniego gromadzą się tam druidzi...
- A kto to taki? - zdziwiłam się, bo ta nazwa też z niczym mi się nie kojarzyła.
- To ludzie, którzy kultywują stare pogańskie wierzenia - wytłumaczył tata.
- Świętują przesilenie, tańczą, śpiewają... Chodzą w takich długich, białych sukienkach... to znaczy szatach. - Wujek się skrzywił.
- O nie! Mam nadzieję, że znowu nie każecie się nam przebierać! - jęknął Nat, który nie wspominał dobrze tego, że w Szkocji musiał nosić kilt!
Nagle zobaczyliśmy, że Justyna wstała.
- W ogóle mi się to nie podoba, tato. - Pokręciła głową. - Gdy mama powiedziała, że zabierasz mnie do Anglii, myślałam, że pojedziemy do Londynu! Ale takie coś? Kupa kamieni i jacyś faceci w sukienkach tańczący przy tej kupie? - Odwróciła się i wskoczyła do basenu, zostawiając nas z rozdziawionymi ustami.
- Eeee... - Odważyłam się odezwać. - Ale jak to? Ona z nami jedzie?
- No cóż... już wcześniej ustaliłem, że będę się opiekował Justynką w tym czasie - tłumaczył wujek. - A Stonehenge wyskoczyło w ostatniej chwili... Nagle znalazł się archeolog, który może z nami pojechać, więc to wyjątkowa okazja.
- Myślę, że to dobrze, że Justyna spędzi z tobą trochę czasu, Albercie - odezwała się mama, która przez to wszystko chyba zapomniała, że nie będzie nas na zakończeniu roku. - A wy... Na pewno jakoś się dogadacie i będzie super.
Wtedy chyba tylko ona tak myślała!