Wiersze - Aleksander Fredro

Kup ebooka

12.99 zł
10.65 zł (10,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Do Dominika

Nie przelewki to Panie Dominiku

Stojem obydwa na trzecim krzyżyku,

Czas przestać zamki budować na lodzie, Czas o istotnéj pomyśléć swobodzie. Pomyśléć łatwo i myśléć nie wadzi Lecz gdzież jest droga, co do niéj prowadzi? Ja powiem szczérze, że w szaréj godzinie, Gdy z lulką w ręku siędę przy kominie I moją przyszłość chcąc roztrząsnąć ściśle, Tak mocno ważę, tak głęboko myślę, Zadaję, zbijam, bronię zdania własne, Aż się zapomnę i nareszcie zasnę.... A gdy żar pryśnie, lub kłoda się stoczy I ja się zerwę przecierając oczy, Znów daléj myślę i myślę i myślę A gdy świat cały obiegnę, określę, Czy z sobą w zgodzie, czy się z sobą kłócę Zkąd wyruszyłem, tam na końcu wrócę, To jest, że co złe, to trzeba odmienić, Wierz mi, dalibóg trzeba nam się żenić. Prawda to wielka wszystko ma dwie strony, Bywa i kłopot obok lubéj żony; Dziś sam co robię, to dla siebie robię, Zdaję rachunek lecz samemu sobie I acz w mych dziełach będzie błędów wiele, To się tak wyśpię jak sobie pościelę; Ale gdy żona, gdy dziatki obsiędą: "Tato pieniędzy!" przebąkiwać będą, A Tato goły kręci się i wzdycha..... Ach Dominiku! Fe! To źle u licha! No, między nami, i to nie są plotki, Że mamy wszyscy na czole łaskotki, Gdzie czasem nie chcąc, gdy się człek podrapie, Zkąd i jak nie wié za wyrostek złapie.

Boże mnie chowaj bym miał tym wyrazem Ściągnąć uwagę nad jakim obrazem, Bym na płeć piękną zwalał całą winę.... Jeślim to myślał, niechaj zaraz zginę; Kto więcéj winien, Bóg to sądzić będzie, Ale tymczasem rożki widać wszędzie; Trudno świat jednak ze złego wyplenić, A nam dalibóg potrzeba się żenić. I jak miarkuję przyjemnie mi będzie, Kiedy starego rodzina obsiędzie, A ja na środku na lasce oparty, Po raz zapewne już dwudziesty czwarty, Ruszę pod Moskwę, na walną wyprawę, Daléj pod Dreznem stoczę boje krwawe, A gdy pod Lipskiem hukną działa nasze, Razem i dzieci i żonę przestraszę. Lecz żart na stronę, kiedy polot myśli Obraz nam szczęścia czasami zakreśli, I zdobi błahe lecz lube utwory, W kwiatów marzenia najczystsze kolory, Cóż ściąga światło, w całym blasku stawa, Jeśli nie miłość i stała i prawa, Miłość szlachetnéj przewodząca parze Z łona Rodziców przed ślubne ołtarze. Ach, być kochanym, wszyscy szczęściem głoszą, Mém zdaniem kochać jest większą rozkoszą, Los kilku istot zrobić swoim losem Czuć i żyć tylko drogich dusz odgłosem, Dla dobra innych cenić własne życie, Dla nich poświęcać każde serca bicie, Światem uczynić najmniéjszą zagrodę, Tam mieć cel pracy i pracy nagrodę

A kończąc cicho wytknięte koleje, Za grób swój jeszcze przeciągnąć nadzieje. Oto jest szczęście, kto go umie cenić, Wierz mi dalibóg trzeba nam się żenić.

Stary śpiewak

Nie drwijcie sobie z méj staréj bandury,

Że posklejana od dołu do góry, Jaki pan, taki kram; Nie drwijcie sobie, że mój głos już stary, Mało w nim sztuki, ale dużo wiary, Śpiewam, co w sercu mam. Nie łajcieże mnie wyuczone wieszcze, Jeżeli czasem odezwę się jeszcze, Wszak ci to cichy śpiew; A za dawniejsze, dawniejsze przewiny, Żem kiedyś sięgał po wasze wawrzyny, Niech zmięknie słuszny gniew. Niegdyś młodemu czucie w piersiach grało, Że to natchnienie zamarzyłem śmiało, Nuż śpiewać tak i siak; Aż głos wasz zagrzmiał: O! mistrzowie sztuki "Cicho z oklaskiem! Tu barwy, nauki, Poezyi całkiem brak".

Wprawdziem Parnasu nie poznał w obozie, Wszystko się działo w wyrazistéj prozie, Wzdłuż i wszerz, jak Bóg dał; Chcieć więc być wieszczem, bez doktorskiéj czapki, Zdroju waszego nie łyknąwszy kapki Był to błąd, był to szał. Zamilkłem, milczę, uwierzyłem, wierzę, Że w niskiéj tylko kręciłem się sferze, Za prac moich lichy plon. Lecz nigdy, nigdy, to potomność przyzna, Zawiści, zemsty i fałszu trucizna, Nie tknęły moich stron. Jakiebądź były méj myśli natchnienia, Zawsze jednakże aż przez dno sumienia Czysty ich płynął zdrój; Karciłem niemi zuchwałą głupotę, Kochałem niemi prawdy świętą cnotę, Współbraci i kraj mój. Stłukliście lutnię w moim młodym ręku, Niechże przynajmniéj bandury pobrzęku Nie sięga już wasz gniew; Jeśli dziś śpiewam, to tylko pacierze, Za wiernych jeszcze ojczyźnie i wierze, Łabędzi to mój śpiew.