Ten o mnie wiersz...
Dzień dobiegł końca, ja siedzę w fotelu
W spokoju robię rachunek sumienia
Czy nie zhańbiłem dziś swego imienia?
Czy byłem człowiekiem w natłoku spraw wielu?
Na co dzień nie jeden z mych usług korzysta
Na wszelakie bóle przychodzę z pomocą
Z oliwką w ręku, w białym kitlu krocząc
Szkoła ma medyk, zawód masażysta
Muzyka jest dla mnie ważniejsza od wiary
W nutach zapisuje dźwięki mej duszy
Muzyka Dżemu serce me porusza
Czas wolny spędzam przy dźwiękach gitary
Z natury jestem dosyć towarzyski
Choć przyznam szczerze, znajomych dość mało
Garstkę przyjaciół życie nazbierało
W chwilach zwątpienia są dla mnie wszystkim
Choć z rodzicami dzielę cztery ściany
W miłości tak bywa, nie zawsze wychodzi
Wolę uśmiechać się, niżeli zawodzić
Z rodziną jestem tak niepokonanym
Choć nie wiem co jeszcze się w życiu zmieni
Wiek jeszcze młody, wszystko przede mną
Taki już jestem, do przodu wciąż biegnąc
To cały ja - Kamil ze Śląskiej ziemi...
Wszystkim kochanym, wspierającym, mającym do mnie cierpliwość...
K.F.
Cudem istnieję...
Gdzie bym był dzisiaj, gdyby nie ta decyzja
Co ponowne życie mi dała
Dziwny poród, śmierci noworodka wizja
Ledwo się pępowina urwała,
Ratowaniem nowego życia misja...
Cudem istnieję, szczęściem wielkim było
Małego dziecka oczy wpatrzone na świat
Dziś serce szaleje, na początku nie biło
Przedwcześnie chciał zwiędnąć nowego życia kwiat
Czy dziś bym spoglądał w niepoznane matki oczy?
Dając jej z góry choć trochę nadziei
Że kiedyś będzie mogła obok syna kroczyć
Jako stróż przeżyciami swymi się podzielić
Cudem istnieję, świat ciągle poznaję
Choć nie raz dech w piersiach zaciska wizja
Co ten padół tak naprawdę mi daje
Czy to na pewno była dobra decyzja?
Dziś wiem jak duża ta troska rodzicielska
wszak trudne już za mną przeżyte są dni
Nieograniczona jest miłość do chorego dziecka
W którym płomyk życia ciągle się tli...
K.F.
Portret
W półmroku strychu, w starej kamienicy
Do głowy dochodzi tylko stukot Deszczu kropel
Jesienna szaruga, opustoszałe ulice
Kawa, papieros, książka, fotel
Pół życia kreślę na pożółkniętym płótnie
Wszak malarzem jestem z powołania
W głowie mam obraz panny w pięknej sukni
Co na powitanie uroczo się kłania
Uśmiech jej szczery, choć bardzo skromny
Jej Oczy niebieskie zerkają wgłąb duszy
Głos mi znajomy, do kogoś podobny
W mych pięknych snach pieści me uszy
Gdy sensem mego życia stały się obrazy
A farby dodają koloru szaremu życiu
Malując jej portret bez żadnej skazy
Wzdycham do niej w samotności byciu
Nim alkohol pozbawił mnie resztek godności
Długa broda nie była wtedy na mej twarzy
Szukałem z nadzieją życiowej miłości
Sprzedając dumnie swoje obrazy
Samotnie Kroczyłem szarymi ulicami
Malując portrety, będąc życzliwym
Przegrałem walkę z własnymi słabościami
Stając się prostym malarzem nieszczęśliwym
Wiodąc życie pospolitego samotnika
Serce me domaga się wielkiej miłości
Tak długie lata na strychu się zamykam
W jej portrecie szukając namiastkę radości...
K.F.
Prośba ma miła
Siedzisz tu miła w blasku księżyca
Gwiazdą na niebie Przyglądasz się stale
Zobacz ma droga jak późna godzina
Rosa już trawę zdobić zaczyna
W nocy zamilkły nawet morskie fale
Dziadek mróz dawno się tobą zachwyca
Pragnę, byś poszła ze mną do domu
Tam ciepło, przytulnie; zapraszam ja ciebie
Wzniosę się wysoko ponad wyżyny
Byś weszła w dobro mojej rodziny
Tobie ma miła przychodzę w potrzebie
O mej pomocy nie powiem nikomu
Wiem, że strachliwa jesteś na uczucia
Twe serce zamknięte na nowe przygody
Wiedz miła, że we mnie dobre zamiary
Ze mną rozwieją się wszystkie koszmary
I chodź mój wiek jest bardzo młody
Pełna ma dusza mojego współczucia
Rozkuj więc serce ze strachu zbroi
Zdobądź się na znalezienie odwagi
Ja wiem kochana ileś przeżyła
Że męska chciwość twe serce godziła
A czyny moje pełne są rozwagi
Doszukasz się we mnie upragnionej ostoi
niech nie zrazi Cię ma ubożyzna
Ja spełnię wszystkie twoje pragnienia
I chodź Ty dzisiaj taka rozpaczliwa
Ja zrobię wszystko byś była szczęśliwa
Będziesz Ty dumna ze swego imienia
Nie skrzywdzi Cię nigdy już żaden mężczyzna
K.F.