Wiersze - Stanisław Wyspiański

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (5,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kamienna była ława

Kamienna była ława -

dziko obrosła krzewem i chwastem - na niej formowane leżały kwiaty - mieniąc się barwami do słońca... było rozliczne kwiecie obrane z kolców, już przygotowane, co na bukiet ułożyć się miały. - Gdy tak patrzyłem na tyle kwiatów śmiercią ukaranych za swoją piękność: sądziłem, że wiele szczęśliwsze owe chwasty. - Słyszałem szelest sukni, stanęła przedemną ona - piękniejsza niźli kiedy... w rączce jednej miała kłębek nici i już go snuć rozpoczynała, że zdała mi się owej Aryadny obrazem żywym... Poczęliśmy razem składać na bukiet kwiaty - ja jej podawałem gałązki drżącą ręką, zaledwie śmiąc je dotknąć - i żal mi było patrzeć, jak je ściskała silnie i tą nicią długą krępowała. Pytałem się sam siebie - czy nie ma już dla nich współczucia w jej serduszku - czy nic nie wie o tem, że te kwiaty płaczą tak samo jak i ludzie - ich serca zbolałe drżą, na cierpienia skarżąc się zadane -

dłonią tak piękną - dłonią co powinna pieścić je czule... .................. Wieczór był - wszedłem właśnie do ogrodu i trafiłem na miejsce, gdzie ów bukiet rano układaliśmy razem - zapłonąłem cały na jej wspomnienie - odwróciłem oczy od światła, co jasną na mnie biło strugą - by nie spostrzegł mego zmięszania księżyc (jakby miłość już była co złego) i nie zgadł czemu drżałem. Wtem nagle spostrzegłem przy ławie na ziemi - biały przedmiot i świecący, to była róża - jedyna zapomniana przez nią - a tutaj leżała od rana więdnąc. - Pochwyciłem różę co prędzej, chcąc ją zachować jak pamiątkę drogą po niej - by o niej budziła wspomnienie: może ona tu ją zostawiła - sama dla mnie - tu ją porzuciła bladą z tą myślą o mnie. - Przycisnąłem silnie dłońmi do piersi kwiat - chcąc by usłyszał, że mi serce biło silniej niż zwykle - naraz poczułem ból - i ręce splamione były obiedwie krwią: - pozostawione miała ta róża kolce.

Poszedłem błądzić w nieznane mi światy

Poszedłem błądzić w nieznane mi światy,

marzeniem senny - uczuciem bogaty, a hasłem mojem: pro patria et fide. Żar w piersi mojej a na skroniach kwiaty, co niegdyś świeże, dzisiaj już powiędłe patrzały w oczy szklanne i obłędne, jakby mię pytać chciały - dokąd idę? Nie chciałem ich odrzucić, choć dawno zeschnięte, bo długą ze mną w dal przebyły drogę i jeszcze w mojej ojczyźnie rozpięte, pamiętne były przeszłości świetlanej młodości wolnej - płonącej, różanej - że się już pozbyć tych kwiatów nie mogę. Szal ciemny szczupłe przykrywał ramiona, a postać drobna była utęskniona, przez wiele cierpień i bolów złamana, że w duszy jedna wielka była rana - na którą leków darmo szukać było, chyba - gdy skryje się ciało mogiłą, gdy grób mój cichy granitem pokryją - lecz na kamieniu niech mi słów nie ryją dłutem stalowem - niech przechodnia oko błądząc wśród kwiatów i rwąc chwasty ostre,

gałązki bluszczu odrywając trwożnie, zaryje myśl swą pod kamień głęboko - gdy dusza jego odgadnie w niej siostrę, niech za mą duszę raz westchnie pobożnie - - - A jeśli człowiek ten mieć będzie serce, co czuciem silne, na boleść wytrwałe, że śmiało pójdzie z nim przez życie całe, z tchnienia jednego, co tleje w iskierce promieni bladych błądzących po grobie i rozprószonych smutnie - on odgadnie całego życia mego wszystkie krzyże, historyę mą wysnuje całą sobie, ducha w nią tchnie, uczucie da jej świeże, na przeszłość wspomni swą - i pojmie jasno, żem taką samą miał - żem był w tych gronie duchów - co zaród śmierci w łonie noszą - ich czoła w cierniowej koronie - co jedną pracą, ciągłem poświęceniem przez życie świecą krótko - gasną prędko, jak kwiat zwarzony bólem i cierpieniem, a świat wspomnienie ich kryje milczeniem.

Jak pomnę

Jak pomnę, stała na stopniu wiodącym do cieni

dużej altanki, wolnej od słońca promieni, bo chociaż była obszerną przestrzenią, to jednak cała usłana zielenią krzewu - co uporczywie piąć się nie przestawał po ścianie i po słupach - przez co cień jej dawał; likiem i gałązkami zamknąłby ją całą, gdyby nie obcinany był wciąż rączką dbałą ogrodniczki - tą właśnie była ona sama. Stała tak w drzwiach altanki ujęta jak w ramce zielenią w koło - na tle tej zieleni ciemnej zdała się główka jej blaskiem promieni odbijać dziwnie jasno - jakby do jej czoła dodano ową świetlną przepaskę anioła. O, bo anielską duszę miała - ku kochaniu skłaniała wszystkich zaraz po jej poznaniu. - Prawie nie uważała na mnie - wciąż patrzała przed siebie - nie wiem zaś, coby znaczyła boleść ta w jej twarzy - zamglone jej łagodne oczy - ozdobione zaledwie widzialnemi łzami zdały się jak szafiry oprawne perłami, że trzeba było tylko - choć jedno wzruszenie więcej - jednego ruchu powiek, żeby to cierpienie,

co w głebi duszy tkwiło przytłumione wybuchło naraz w rzewny płacz zmienione, taką widziałem wtenczas smutną. - Wina zwoje jakoby pochylały się nad nią płaczące i dla jej żalu współczucie niosące łzę otrzeć chciały z oka, lub ubrać jej głowę, ze żywych liści kwieciem zdobiąc włosy płowe. Sądziłem, jakby przez swe igranie swawolne dokoła twarzy - może były zdolne spłoszyć smutek z jej lica - z czoła myśl posępną, aby się stała bardziej szczerą i przystępną... I nagle wietrzyk, co zrazu spokojnie długie, splecione chwiał gałązki krzewu w takt szumu drzew i ptasząt miłych śpiewu: zerwał się silniej - liściem niepamiętny musnął po twarzy ją - nadto natrętny dotknął ust - a czytaną mnie kartę przewrócił. Nie zgadłem czy dlatego, że ją śmiały zbudził z marzeń jej drogich - czy może wspomnieniem dawnem rozranił serce: - dosyć, że westchnieniem pierś się podniosła - jedna łezka się stoczyła po licu bladem... A że pozwoliła u stóp mi swoich siedzieć - więc patrząc w jej oczy - marzyłem, przeglądając się jakby w przeźroczy, w jej duszy czystej - - właśnie rozłożoną książkę czytałem: - łza na odwróconą spadła mi kartę. - Poznałem, że była zasmucona - że boleść swą przedemną kryła. Ona spostrzegła - zmięszała się - biała jej twarz rumieńcem zapłonęła cała. Przeczuła, że jej boleść stała mi się jawną -

usta zadrżały prośbą - i z bladych niedawno poczęły mienić barwą róży i koralu. - Zdało się, że patrzyła wzrokiem pełnym żalu za czemś, co stało się pomimo woli - prosiła: nie wspominaj o tem, co mnie boli. Potem odeszła prędko - ja nie rozumiałem z tego wiele - zdziwiony - dalej skoro czytać chciałem - rzecz dziwna - w miejscu gdzie karta zroszona łzą: przeczytałem: miłość zawiedziona...