Wstęp
"Gdyby nawet nic z szacownych zabytków historycznych w Wigrach nie
pozostało, to i bez nich samo to miejsce, tak licznymi wspomnieniami
dziejowymi uświęcone, a przy tym w krajobraz wspaniały bogate, godne
byłoby oglądania nie tylko przez krajowców, ale i przez obcych".
Aleksander Połujański, Wędrówki po guberni augustowskiej w celu
naukowym odbyte, Warszawa 1859
"Wigry - jedyne to miejsce, gdzie człek, nie zrywając współżycia z ludźmi, może spokojnie, nie spiesząc się, uczynić rachunek sumienia,
zrozumieć, co uczynił złego i jak winien to naprawić, odetchnąć od
zgiełku życia i dojść do równowagi ducha. Cicha puszcza dobiegająca do
samych brzegów, majestatyczne niby zadumane jezioro, wyspa wigierska,
tchnąca siwą, pracowitą przeszłością i myślami bogobojnych pustelników
działają kojąco. Tę ciszę odczuwa tu każdy, a spływające nań ukojenie
przepełnia serce radością rzewną, która zmusza do milczenia niby w obliczu świętości".
Ferdynand A. Ossendowski, Puszcze polskie, Poznań 1936
Trudno nie zgodzić się z opinią zarówno Połujańskiego, zapisaną w połowie XIX wieku, jak i Ossendowskiego sprzed dziewięćdziesięciu lat;
obaj zgodnie dostrzegli magiczność tego miejsca, pomimo że wtedy nad
dawnym klasztornym wzgórzem górował jedynie klasztor, a nad brzegami
jeziora Wigry zaczął odrastać las wycięty przez niemieckich okupantów w latach pierwszej wojny światowej. Wigry w dalszym ciągu inspirują
twórców, budzą zaciekawienie, a nawet podziw zwiedzających.
Na półwyspie, daleko wychodzącym w północną część jeziora Wigry, stoi
kościół z klasztorem. Górujący nad okolicą, wydaje się być od wieków
wrośnięty w to miejsce. Jak mylne jest to wrażenie, można dopiero
ocenić, gdy pozna się historię tego miejsca. Ma ono tak wiele konotacji,
że przywołanie jedynie historii budowlanej dałoby niepełny obraz.
Kościół był podnoszony z ruin dwukrotnie. Gdy z klasztoru pozostały
jedynie resztki cegieł na wigierskim wzgórzu, legendy o zakonnikach, ich
skarbach i niegdysiejszym przepychu tego miejsca, rozbudzały wyobraźnię
okolicznych mieszkańców, jak również przybyszów.
Historia tego obiektu związanego z kamedułami - zakonem pustelniczym,
odznaczającym się wyjątkowo surową regułą, zaczęła się w roku 1667.
Jednak pierwsza wzmianka o Wigrach została spisana u schyłku
średniowiecza przez Jana Długosza, który wspomniał o pobycie w 1418 roku
na wyspie Wigry bawiącego na łowach Władysława Jagiełły. Zapewne już
wtedy istniał tu dwór, w którym bawiący na łowach władcy mogli się
schronić. Miejsce było dogodnie położone. W pobliżu Wigier przebiegały
szlaki prowadzące z Królestwa Polskiego do Kowna i Wilna, a także z Prus
do Merecza. To dogodne położenie sprawiło zapewne, że do schyłku wieku
XVII bywali tutaj władcy Polski i Litwy, a później Rzeczypospolitej. W czasach współczesnych, już po roku 1990, spotykali się tutaj
kilkakrotnie przywódcy Polski i Litwy, a w roku 1999 odpoczywał od
trudów pielgrzymki papież Jan Paweł II.
Z Wigrami swój los związało wiele znanych postaci, a przez wieki było to
miejsce, do którego zmierzali wędrowcy z Prus i Mazowsza, udający się na
Litwę lub wracający z Litwy na Mazowsze i do Prus. Korzystali z brodu na
Czarnej Hańczy w sąsiedztwie Wigier, który ułatwiał pokonanie rzeki.
Kiedy na "wigierskiej wyspie" zbudowany został dwór myśliwski,
przebywający w nim władcy Korony i Litwy korzystali z bogactw
puszczańskich. Przyjeżdżali do Wigier, aby polować na grubego zwierza.
Działo się tak do czasu, gdy król Jan Kazimierz przekazał wyspę ojcom
kamedułom. Zgodnie z oficjalną wersją chciał tym czynem uzyskać u Pana
Boga odwrócenie klęsk trapiących Rzeczpospolitą przez cały czas jego
panowania. Kameduli wigierscy weszli w posiadanie ogromnego obszaru
puszcz wokół jeziora oraz nad brzegami rzeki Czarna Hańcza. Prowadzili
na przejętym terenie intensywną gospodarkę, założyli liczne wsie, w tym
późniejsze miasto Suwałki, pozyskiwali rudy metali, produkowali szkło,
smołę i węgiel drzewny. W ciągu niespełna stu trzydziestu lat dorobili
się ogromnych bogactw, które po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej
zostały przejęte przez władze świeckie, a klasztor popadł w ruinę. Po
kongresie wiedeńskim (1815) ekonomia wigierska określana była jako
"dobra narodowe Wigry". Zajmowały one ogromny obszar, na którym
usytuowanych było prawie 120 wsi i kilkadziesiąt jezior. W czasie
działań wojennych w 1915 roku kościół i zachowane budynki poklasztorne
uległy poważnemu uszkodzeniu.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości świątynia została podniesiona
z ruin, lecz w czasie drugiej wojny światowej ponownie uległa
zniszczeniu. Po roku 1945 odbudowano ją, a następnie zrekonstruowano
niemal wszystkie budynki poklasztorne. Kościół służy parafii
rzymskokatolickiej, a pozostałe budynki - na podstawie umowy, która
wygasała z końcem roku 2009 - użytkowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prowadząc Dom Pracy Twórczej w Wigrach. Umowa,
zawarta pomiędzy przedstawicielami ówczesnego rządu a Kościołem
katolickim, stanowi ciekawy przyczynek do roli i pozycji tego drugiego
po pierwszym przełomie politycznym, jaki miał miejsce w 1956 roku.
Warunkiem tej dzierżawy ze strony Ministerstwa Kultury i Sztuki było
odbudowanie nieistniejących od niemal stu lat budynków klasztornych oraz
opłata. Jak wspomniano wyżej, umowa ta wygasła, a od kilku lat miejscem
tym administruje ponownie Kościół rzymskokatolicki.
Widok z okienka wieży zegarowej na taras górny wigierskiego zespołu.
Dzięki środkom pozyskanym z budżetu państwa przeprowadzono remont
zakrojony na szeroką skalę. Budynki, rekonstruowane w latach 70. i 80.
XX wieku, zostały poddane "liftingowi" - część pseudobarokowych
postpekazetowskich (PKZ - Pracownie Konserwacji Zabytków) detali została
zastąpiona detalami postmodernistycznymi. Czy wygląda to lepiej? Niech
to ocenią zwiedzający.
Dawny zespół pokamedulski w Wigrach cieszy się rosnącym zainteresowaniem
turystów, którzy przybywają, aby poznać miejsce tak malowniczo wpisane w jezioro Wigry i Puszczę Augustowską. Niniejsza książka próbuje wyjść
naprzeciw oczekiwaniom ludzi zainteresowanych dziejami tego miejsca. Dla
wielu, nawet stałych bywalców, odkryciem mogą być informacje o historii
tego miejsca sprzed czasu przybycia tu kamedułów. Można domniemywać, że
ufundowanie w tym miejscu klasztoru miało zatrzeć pamięć o tym, że w tym
miejscu władcy szukali nie tylko uciech łowieckich, ale też grzesznej
swawoli.
***
To kolejne wydanie książki bazuje na trzech poprzednich traktujących o tym miejscu: Zespół pokamedulski w Wigrach, Dobra wigierskie i Wigry. Historia miejsca i ludzi. Od pierwszego wydania minęło ćwierć
wieku. Tekst został rozbudowany i uzupełniony. Wigry jako miejsce kryją
jeszcze wiele tajemnic. Nie zachowały się materiały źródłowe, które
pozwoliłyby wyjaśnić historię tego miejsca sprzed fundacji klasztoru
kamedułów. Nie znamy wszystkich inicjatorów sprowadzenia kamedułów do
Wigier, chociaż na podstawie przekazów pośrednio związanych z tym
miejscem możemy się domyślać, kim byli owi inicjatorzy i czym się
kierowali. Ciągle tajemnicą pozostaje, kto założenie to zaprojektował.
Gdzie są skarby zgromadzone przez skrzętnych zakonników. Takich pytań
bez odpowiedzi można postawić jeszcze wiele. Jesienią 2022 roku
rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę prace wykopaliskowe w obrębie
wzgórza, może więc z czasem powstaną opracowania, które rzucą nowe
światło na historię budowlaną tego wyjątkowego obiektu.
Rozdział 1. Skąd nazwa Wigry?
Rozdział 1
Skąd nazwa Wigry?
Nazwa Wigry odnosi się zarówno do jeziora, jak i wsi. Znanych jest kilka
legend związanych z jej pochodzeniem. Najczęściej przytaczaną legendą
jest ta, którą Aleksander Połujański zamieścił w swojej książce
Wędrówki po guberni augustowskiej w celu naukowym odbyte z 1859 roku.
Opowiada ona o tym, jak to nad jezioro zawędrował w czasie łowów król
Władysław Jagiełło, który miał spotkać "mężów" vel pustelników.
Połujański tak o tym pisze:
"Po powrocie z Krakowa do Litwy, Jagiełło wprowadza tam religię
chrześcijańską i ustanawia biskupstwo wileńskie, a zdawszy rządy kraju
rodzinnego namiestnikowi i bratu swemu Kazimierzowi Skirgajle, w assystencji panów polskich i litewskich jedzie znowu do nowej stolicy.
Przeprawiwszy się przez Niemen i minąwszy puszczę kowieńską oraz
preńską, gdy przybył do puszczy Uhoł zwanej, powziął chęć odbycia łowów.
Cały orszak z przyjemnością wziął się do wykonania woli królewskiej,
gdyż wszyscy dworzanie byli miłośnikami myślistwa. Aby zaś zupełnie
zadowolić króla, znajdujący się w orszaku myśliwi fachowi rozsypali się
po puszczy, celem wytropienia zwierząt i obchodząc knieje, natrafili na
wyspę wodami ogromnego jeziora oblaną, która ważkim tylko i wielce
bagnistym przesmykiem, na kilkadziesiąt kroków długim, pomiędzy rzeką a bokiem jeziora łączyła się z lądem. Trudny był wprawdzie wstęp do tej
wyspy, ale namiętność myśliwska tę trudność przemogła i kilku myśliwym
udało się opanować to niedostępne miejsce. Wielka też radość
wynagrodziła ich poświęcenie się, albowiem na tej wyspie dostrzegli
niewidziane dotąd mnóstwo rozmaitego zwierza, który już to wzmiankowanym
przesmykiem, już wpław przez jezioro z puszczy zgromadzili się tu dla
wypoczynku, żeru i rozmnażania się. Nie tracąc tedy czasu, myśliwi
powrócili do króla, dla doniesienia mu o znalezionym ostępie w zwierzęta
zamożnym; w skutek tych wieści uradzono, aby król obrał stanowisko przy
przesmyku, na który zwierzęta obławą z wyspy wypłoszone będą.
Dawniej w sąsiedztwie Wigier krzyżowały się szlaki prowadzące z Mazowsza i Prus na Litwę.
Wigierskie założenie widziane z lotu ptaka przedstawia się imponująco.
Z jednej tedy strony przesmyku na lądzie wystawiono namiot dla króla, z drugiej dla dworzan; osocznicy zaś otoczyli wyspę. Obława przy głośnych
okrzykach, biciu w kotły i dźwięku innych instrumentów, przez bakałarza
rychło i doskonale prowadzona, skierowała bieg zwierząt na wspomniany
przesmyk, z czego Jagiełło był wielce zadowolony, gdyż chociaż
niejednokrotnie widywał żubry, łosie, jelenie, dziki pojedynczo, nigdy
jednak tak wielkiej liczby rozmaitego zwierza razem nie widział.
Wielka zdobycz z tej obławy odniesiona, podała sposobność do uczty
łowieckiej, w czasie której myśliwi opisując królowi dogodność tej wyspy
dla zwierząt, gdzie góry dla jednych, i parowy bujną trawą porosłe dla
drugich, nastręczają stosowne pastwiska i bezpieczne schronienie; zrazem
nadmienili, iż widzieli w tym ostępie na wyższej górze chatkę z ogródkiem starannie uprawionym rozmaitemi roślinami kwiecistemi i warzywnemi, w chatce zaś dwóch pustelników Litwinów, z którymi rozmówić
się nie mogli. Zdjęty ciekawością widzenia tych samotnych ludzi, wśród
dzikich i drapieżnych zwierząt w głuchej puszczy osiadłych, Jagiełło w orszaku dworzan po urządzonym na przesmyku mostku udał się na wyspę, i przekonawszy się o rzeczywistości opowiadania myśliwych, powitawszy
uprzejmie pustelników w języku litewskim, rozpytywał ich o powodach i szczegółach samotnego ich życia i poświęcenia się, a podziwiając ich
powołanie i odwagę, oświadczył im swą opiekę, jeśliby chcieli to miejsce
odludne opuścić. Lecz oni dziękując królowi za uczyniony im zaszczyt
odwiedzenia i łaskę oświadczyli, że dosyć są szczęśliwi na tym świecie,
gdy widzą przed sobą tak łaskawego króla, że teraz już nic
wznioślejszego i piękniejszego na świecie oglądać nie pragną i proszą
monarchę, aby dozwolił im pozostać w tej pustyni do śmierci, bo więcej
już lękają się ludzi niż dzikich zwierząt, które z nimi tak się oswoiły,
że spokojnie koło chatki pustelniczej chodzą i tu spoczywają. W końcu
dodał jeden z nich: "Każda piędź tej ziemi, na której mieszkamy, jest
dla nas matką i kościołem, bo nas żywi i rozwesela w życiu doczesnem, a po śmierci naszej zasilą się naszemi popiołami, a Bóg wszędzie obecny
swą Opatrznością nad nami czuwa; On to uśmierza dzikość i drapieżność
zwierząt, On bawi tu nas świergotaniem rozmaitego ptastwa, On też żywi
nas płodami ziemi, krwią i popiołami przodków naszych zasilonej".
Wysłuchawszy takiej mądrej mowy, król radził pustelnikom, aby więcej
ludzi do swego towarzystwa przybrali i zbudowali tu kościół z klasztorem, do czego zapewnił swą pomoc.
Z puszczy Uhoł król ruszył z całym dworem do Krakowa do swej lubej
Jadwigi, a panowie słysząc w rozmowie z pustelnikami często powtarzany
przez króla wyraz wiraj, co znaczy po polsku mężowie, nazwali tę wyspę
Wiry, następnie przekształcone na Wigry, którą oblewa jezioro tegoż
nazwiska, przyjmujące do swych wód rzekę Hańczę czarną, dostrzeżoną
przez myśliwych królewskich przy przesmyku łączącym wyspę z lądem".
Dalej zostały zamieszczone informacje o pustelni wigierskiej, która
istniała na Wigrach i za sprawą króla Władysława IV stała się potem
klasztorem. Z kronik spisanych przez Jana Długosza wiemy o pobycie nad
Wigrami króla Władysława Jagiełły w roku 1418, a do opisanych w tym
baśniowym przekazie wydarzeń miało dojść w latach 80. lub 90. XIV wieku.
Jeżeli rzeczywiście proboszcz Naruszewicz uzyskał te informacje od
wigierskich kamedułów, to możemy się domyślać, że nie mają nic wspólnego
ze znanymi faktami historycznymi. Zakonnicy w różny sposób usiłowali
potwierdzić swoje prawa do dóbr wigierskich, w których posiadanie
weszli, łamiąc kilka spośród dziesięciu przykazań.
Widok na kościół i zabudowania klasztorne (akwarela wykonana pomiędzy 1844 a 1856, zamieszczona w albumie Kazimierza Stronczyńskiego).
Inna wersja tej legendy, lansowana przez "opcję litewską", mówi o pobycie tutaj (nad Wigrami) wielkiego księcia litewskiego Witolda
(przyrodniego brata Władysława Jagiełły), który w drodze powrotnej z wyprawy wojennej na państwo zakonne zatrzymał się tutaj na odpoczynek i spotkał czterech brodatych mężczyzn. Na pytanie księcia: "Kim
jesteście?", odpowiedzieli: "Vyrai", czyli w języku litewskim lub
jaćwieskim: mężczyźni. Uważani są za ostatnich Jaćwingów, którzy po
upadku Jaćwieży, pokonani przez Krzyżaków w 1283 roku, skryli się na
wyspie jeziora. Witold, nie znając nazwy jeziora, zaczął je nazywać
najpierw Vyru, a potem Vygriu (Wigry). Ściślej - to słowo vyras
oznacza męża, ale w tej zmienionej postaci pojawia się w wielu
publikacjach mówiących o pochodzeniu nazwy Wigry.
Litewski regionoznawca Eugenijus Petruškevičius odnosi się w artykule
Po siedmiokroć proste jezioro ("Aušra", 1998, nr 3) do pierwszego
wariantu legendy. Twierdzi, że została ona wymyślona przez Polaków,
bowiem "dla Litwinów jest rzeczą z dawien dawna oczywistą, że w owych
czasach, w piętnastym stuleciu, jeśli nawet Litwin spotkałby Jaćwinga,
nie ulega wątpliwości, że dogadałby się z nim, bowiem języki obu niezbyt
się różniły". Warto jednak pamiętać, że na obszarze Wielkiego Księstwa
Litewskiego to ruski, a nie litewski, był językiem urzędowym do roku
1699, czyli powszechność języka litewskiego nie była tak oczywista. Z tym odwoływaniem się do języka litewskiego lub też, jak woli część
innych badaczy języka, jaćwieskiego - jest sporo problemów. I nie
dotyczą one jedynie nazwy Wigry.
Badacze historii Suwalszczyzny zakładali, że spotkani tutaj na początku
XV wieku ludzie to niedobitki Jaćwingów, a także, że nazwa jeziora
pochodzi zapewne od wyrazu jaćwieskiego vingrus, czyli zwinny.
Łączenie słowa pochodzenia litewskiego lub jaćwieskiego vingrus na
określenie krętego jeziora, budzi jednak wątpliwości. Vingautis
oznacza po litewsku zawinąć się w kłębek, co wydaje się być bardziej
odpowiednie. Nazwę Wigry otrzymała również pierwsza osada odnotowana w archiwaliach. Nazwy miejscowe z cząstką ving- występowały w języku
staropruskim, a spotyka się je też w litewskim, na przykład rzeki:
Vingra, Vingre, Vingrelis czy Vingris. Określeń z cząstką vig- jest
też więcej; Vigra to nazwa wyspy w północnej Norwegii, a vigri to nazwa
gatunku foki żyjącej w Zatoce Fińskiej. Mistrzostwom Olimpijskim w Moskwie w roku 1980 towarzyszyły dwie maskotki. Bardziej znany jest
niedźwiadek Miszka, a imieniem Vigri nazwano maskotkę żeglarskiej części
mistrzostw, które odbywały się w Tallinie.
"Ostrów Wigierski" w całej swojej okazałości.
Najbliższy prawdy może być wywód przeprowadzony przez Jerzego
Wiśniewskiego w artykule Pierwotna forma nazwy Jeziora Wigry z roku
1971. Zawarł on w nim uwagę, że jest to typowa nazwa jaćwieska - kim
byli Jaćwingowie i jakiego używali języka, wymaga jednak, zdaniem
autora, wyjaśnienia.
Ciekawy wywód językoznawczy przeprowadził białoruski badacz A.S. Kibiń w pracy From Jatvez to Latvia Political and Socio-cultural
Transformations in the Upper Basin of the Niemen in X-XIII Century,
poświęconej Jaćwingom.
Kibiń zestawia słowa pochodzące z języków skandynawskich, w tym
przypadku w duńskiej transkrypcji E?dwig - czyli e?d ("удачливый" -
szczęśliwy, pomyślny) i wig ("война" - wojna). W językach germańskich
(niemieckim) mamy imię Jätgeirr lub też formę żeńską tego imienia -
Hedwige, z którym można łączyć polskie imię Jadwiga. Słowo Jaćwing
mogłoby więc oznaczać "dobrego wojownika". Jednak nie jest to wszystko
takie proste i oczywiste, Kibiń sugeruje również inną możliwość: -vigr
może też oznaczać członka grupy lub potomka Jaćwinga. Z dłuższej analizy
wynika, że słowo Jaćwież nie pochodzi z grupy języków bałtyjskich, a raczej jest pochodzenia skandynawskiego. Burzy to wcześniejsze ustalenia
badaczy, którzy sugerowali istnienie plemienia Jaćwingów posługujących
się językiem zbliżonym do np. litewskiego.
Widok na zespół wigierski na rysunku Zdzienickiego opublikowanym w "Tygodniku Ilustrowanym" w 1861 r.
Podobne nazwy występują również, nawet liczniej, na terenach litewskich.
Według słownika litewskich nazw rzek i jezior, można doliczyć się blisko
trzydziestu pokrewnych nazw, z tego czterech na terenie łączonym z Jaćwieżą, jedenaście na Żmudzi, dziewięć na pograniczu żmudzko-litewskim
i sześć na Litwie. Mamy więc jezioro Vygris oraz rzeki i rzeczki:
Vingra, Vińgre, Vingre, Vingrelis, Vifigris, Vingrys, Vifigrius,
Viiigrupis. Dwie rzeki: Vingerupe i Vingrupe w dawnych Prusach, na
terenach kolonizowanych przez Litwinów. Ponadto jest jeszcze jezioro
Wygryny w okolicach Mrągowa. Autor słownika uważa, że nazwa Wigry
pochodzi od węgorza w języku litewskim (ungurys); jest też ryba zwana
w litewskim vingurys, nazwa odwołuje się do sposobu poruszania się
wijącej się ryby.
Wigry, z uwagi na swój złożony kształt, zostały też poddane analizie
matematycznej przez profesora Mariana Stangenberga (1910-1986) w pracy z 1936 roku, poświęconej limnologii na Suwalszczyźnie. Analiza opiera się
na "cyfrze tak zwanego rozwoju linii brzegowej", czyli ilorazie jej
długości i obwodu koła o powierzchni równej areałowi: "Najmniej
rozwiniętą linię brzegową na Suwalszczyźnie ma jezioro Pietronajć
(1,01), a najbardziej jezioro Wigry (4,69)" - stwierdził prof.
Stangenberg.
Widok na wigierski zespół od zachodu. Grafika wykonana przez J. Grabowskiego była publikowana jako staloryt rytowany przez B. Paca w końcu XIX wieku.
Rozdział 2. Kamedulska ścieżka
Rozdział 2
Kamedulska ścieżka
Zamknięcie historii tego miejsca w ramach czasowych od ufundowania na
Wyspie Wigierskiej klasztoru do współczesności byłoby daleko idącym
uproszczeniem. Nie ulega wątpliwości, że zapobiegliwi zakonnicy przez
130 lat obecności nad Wigrami i Czarną Hańczą, dążąc do pomnożenia dóbr
materialnych, dokonali ogromnych zmian w krajobrazie. Zdumiewa
zestawienie ich dokonań w sferze materii ze skąpością informacji o ich
działalności, które zachowały się w archiwach. Z odpisów archiwaliów
wiadomo, że skrzętni zakonnicy musieli wszystko odnotować - rachunki,
zestawienia towarów wytworzonych w licznych zakładach, dokumenty sądowe.
Obraz, jaki się wyłania z tych archiwaliów, jest niepełny.
Szczupłość przekazów i brak poważniejszych badań archeologicznych o dziejach tego miejsca przed XV wiekiem zmusza do stawiania hipotez. Co
działo się na Wyspie Wigierskiej od XV do połowy XVII wieku i którzy
władcy Korony i Litwy tutaj bywali, aby korzystać z uciech nie tylko
łowieckich, wymaga jeszcze szerszego opisania.
Malowidło ścienne w krypcie grobowej.
Kameduli wigierscy. Rysunki Kazimierza Górnickiego, połowa XIX wieku.
Wędrówkom po Wigrach towarzyszy bogactwo przeżyć nie tylko dzięki
przyrodniczej oprawie tego miejsca. Poznanie historii tego miejsca i losów wybranych postaci może dziwić tych, których nauczono widzieć
przeszłość taką, jaka jest opisana w szkolnych podręcznikach.
Podręczniki nie prezentują prawdziwych motywów działania ludzi. Nie
pokazują namiętności, niepohamowanej żądzy posiadania dóbr materialnych,
ale też małości i słabości charakterów. Odwiedzając Wigry, przywołajmy
słowa papieża Franciszka: "Jesteśmy wspólnotą grzeszników". Bez
występków gości i gospodarzy, jacy tutaj bywali, miejscowy świat
wyglądałby zapewne inaczej. Przybycie na Wyspę Wigierską miało być,
zgodnie z głoszonymi intencjami, odkupieniem odsuwającym troski, które
trapiły Rzeczpospolitą. Modlitwa, umartwianie i życie w ubóstwie, z czego słynęli kameduli, miało w tym pomóc.
Kameduli przebywali nad Wigrami przez sto dwadzieścia lat. Pozostawili
po sobie nie tylko pamiątkę w postaci klasztoru, lecz odcisnęli także
trwały ślad w tutejszym krajobrazie, chociaż zakon - zgodnie z jego
regułą - miał prowadzić życie w oddalonych od siedzib ludzkich
pustelniach (eremach).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki