I
Stara pani koza musiała wyjść do miasta po sprawunki. Powiada więc do swoich dzieci:
- Ja wychodzę! Proszę zamknąć za mną furtkę! Na haczyk! I nie otwierać nikomu! Rozumiecie?
- Nawet Kacperkowi i Melańci? - spytało jedno z koźląt, Czarnuszka było mu na imię, a wyrywało się ono zawsze niezupełnie do sensu.
Stara koza spojrzała na Czarnuszkę lekkim zezem i mówi:
- Zawsze jesteś taka, jakbyś dopiero co z nieba spadła!
- Bo co?
- No, bo Kacperek i Melańcia to są przecież kaczki.
- Więc jak?
Stara koza spojrzała na córkę ostrzejszym już zezem. Ale nie odpowiedziała jej nic, tylko mrugnęła na drugie koźlę:
- Wytłumacz jej, Beba, bo ja już nie mam cierpliwości z nią rozmawiać!
Więc Beba dała różkami lekką sujkę Czarnuszce w bok i zaczyna;
- To ty nie wiesz o tym, że Kacperek i Melańcia to są kaczki?
Czarnuszka skrzywiła się i mruczy:
- Wiem. Dlaczego nie miałabym wiedzieć? Więc co?
- Więc to! - wyrwało się trzecie koźlę i zatupało z niecierpliwości nóżkami.
Był to koziołek biały w piękne kasztanowate łaty.
- No, więc jak? - mazała się Czarnucha.
- Więc tak - próbowała jej spokojnie wyjaśnić Beba - że kaczki są małe.
- To i co z tego? Wielka mi rzecz! Niby to ja nie wiem, że są małe!
- To nie potrzebują wchodzić przez furtkę, ale mogą się do nas wsunąć pod płotem. rozumiesz? - beknęło ze złością czwarte koźlę, mały, zwinny i żywy koziołek, co miał czarną plamę na prawym oku i czarne prawe ucho.
- Dlaczego? - jęknęła Czarnucha.
- Gadajże tu z tą Czarnuchą! - krzyknęły zgodnie dwa koziołki i nadstawiały już różki, żeby uparciucha kuksnąć pod żebro.
- Mamusiu! Już te chłopaki zaczynają! - zabeczała boleściwie Czarnucha i skryła się za matkę.
- Świętego byś z cierpliwości wyprowadziła - powiada do niej na to stara koza.
- A cóż ja jestem temu winna, kiedy mi nikt nigdy nic porządnie nie chce wytłumaczyć! - pisnęła Czarucha i... w bek.
Stara koza popatrzyła na nią, popatrzyła, pokiwała głową i mówi do Beby:
- Zamknij więc, Bebuchno, furtkę na haczyk. No i nie otwieraj nikomu.
- Dawniej nie kazałaś się nam tak starannie zamykać, mamusiu - powiada ten, co miał czarną plamę na oku i uchu.
- I furtka była otwarta na oścież - dodaje ten łaciaty koziołek.
- Czy się co stało, mamusieńko? - pyta Beba.
Stara koza spojrzała na dzieci i mówi:
- Nie stało się nic.
- Więc co, mamusieńko, więc co? - dopytywały się koźlęta.
- Słyszałam dziś dziwny głos.
- Jaki głos? Co za głos? Czyj głos? - pytają Beba i dwa koziołki.
- Takie dziwne wycie.
- Wycie? Jakie wycie? Co za wycie?
Czarnucha udawała, że nie słucha. Ale nagle wyrwała się naprzód, stanęła przed wszystkimi, przekrzywiła figlarnie głowę na bok i mówi:
- A ja wiem!
- Co wiesz? - pyta ją Beba.
- Ona by co wiedziała! - beknął pogardliwie łaciaty.
- Jak wiesz, to powiedz! - krzyknął ten z czarną plamką.
Czarnucha spojrzała w prawo, spojrzała w lewo i mówi tak sobie, od niechcenia:
- To ja płakałam!
- Co, jak, dlaczego?
- Bo mi było smutno na świecie! - beknęła cicho Czarnuszka, zwiesiła nisko głowę i zaczęła łapką grzebać w ziemi.
Wszyscy na to w śmiech!
Czarnucha się obraziła. Drobnym dyrdaczkiem podreptała do obórki nie oglądając się za siebie. A stara koza powiada:
- Myślałam, że to wył Bryś. Ale to na pewno nie był Bryś. Znam jego głos jak swój własny.
- Więc kto, mamusieńko, więc kto? - dopytują się koźlęta.
Stara koza nie odpowiedziała. Strzepnęła uszami i poruszyła parę razy piękną, długą, siwą brodą.
- Gdybym to ja wiedziała, moje dzieci! - mówi wreszcie. - Ale zawsze lepiej być ostrożną. I dlatego zamknijcie starannie drzwi. Dobrze?
Pożegnała się z dziećmi. Wychodzi. Beba zamknęła furtkę na haczyk i woła za matką:
-Paaa, mamusieńko! Paa! Do widzenia!
A Czarnucha nie wytrzymała. Wyskoczyła z obórki, stanęła u furtki, beczy na cały głos:
- A przynieś coś dobrego do zjedzenia!
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.