Wilk, koza i koźlęta - Jan Grabowski

Kup ebooka

4.99 zł
3.99 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I

Stara pani koza musiała wyjść do miasta po sprawunki. Powiada więc do swoich dzieci:

- Ja wychodzę! Proszę zamknąć za mną furtkę! Na haczyk! I nie otwierać nikomu! Rozumiecie?

- Nawet Kacperkowi i Melańci? - spytało jedno z koźląt, Czarnuszka było mu na imię, a wyrywało się ono zawsze niezupełnie do sensu.

Stara koza spojrzała na Czarnuszkę lekkim zezem i mówi:

- Zawsze jesteś taka, jakbyś dopiero co z nieba spadła!

- Bo co?

- No, bo Kacperek i Melańcia to są przecież kaczki.

- Więc jak?

Stara koza spojrzała na córkę ostrzejszym już zezem. Ale nie odpowiedziała jej nic, tylko mrugnęła na drugie koźlę:

- Wytłumacz jej, Beba, bo ja już nie mam cierpliwości z nią rozmawiać!

Więc Beba dała różkami lekką sujkę Czarnuszce w bok i zaczyna;

- To ty nie wiesz o tym, że Kacperek i Melańcia to są kaczki?

Czarnuszka skrzywiła się i mruczy:

- Wiem. Dlaczego nie miałabym wiedzieć? Więc co?

- Więc to! - wyrwało się trzecie koźlę i zatupało z niecierpliwości nóżkami.

Był to koziołek biały w piękne kasztanowate łaty.

- No, więc jak? - mazała się Czarnucha.

- Więc tak - próbowała jej spokojnie wyjaśnić Beba - że kaczki są małe.

- To i co z tego? Wielka mi rzecz! Niby to ja nie wiem, że są małe!

- To nie potrzebują wchodzić przez furtkę, ale mogą się do nas wsunąć pod płotem. rozumiesz? - beknęło ze złością czwarte koźlę, mały, zwinny i żywy koziołek, co miał czarną plamę na prawym oku i czarne prawe ucho.

- Dlaczego? - jęknęła Czarnucha.

- Gadajże tu z tą Czarnuchą! - krzyknęły zgodnie dwa koziołki i nadstawiały już różki, żeby uparciucha kuksnąć pod żebro.

- Mamusiu! Już te chłopaki zaczynają! - zabeczała boleściwie Czarnucha i skryła się za matkę.

- Świętego byś z cierpliwości wyprowadziła - powiada do niej na to stara koza.

- A cóż ja jestem temu winna, kiedy mi nikt nigdy nic porządnie nie chce wytłumaczyć! - pisnęła Czarucha i... w bek.

Stara koza popatrzyła na nią, popatrzyła, pokiwała głową i mówi do Beby:

- Zamknij więc, Bebuchno, furtkę na haczyk. No i nie otwieraj nikomu.

- Dawniej nie kazałaś się nam tak starannie zamykać, mamusiu - powiada ten, co miał czarną plamę na oku i uchu.

- I furtka była otwarta na oścież - dodaje ten łaciaty koziołek.

- Czy się co stało, mamusieńko? - pyta Beba.

Stara koza spojrzała na dzieci i mówi:

- Nie stało się nic.

- Więc co, mamusieńko, więc co? - dopytywały się koźlęta.

- Słyszałam dziś dziwny głos.

- Jaki głos? Co za głos? Czyj głos? - pytają Beba i dwa koziołki.

- Takie dziwne wycie.

- Wycie? Jakie wycie? Co za wycie?

Czarnucha udawała, że nie słucha. Ale nagle wyrwała się naprzód, stanęła przed wszystkimi, przekrzywiła figlarnie głowę na bok i mówi:

- A ja wiem!

- Co wiesz? - pyta ją Beba.

- Ona by co wiedziała! - beknął pogardliwie łaciaty.

- Jak wiesz, to powiedz! - krzyknął ten z czarną plamką.

Czarnucha spojrzała w prawo, spojrzała w lewo i mówi tak sobie, od niechcenia:

- To ja płakałam!

- Co, jak, dlaczego?

- Bo mi było smutno na świecie! - beknęła cicho Czarnuszka, zwiesiła nisko głowę i zaczęła łapką grzebać w ziemi.

Wszyscy na to w śmiech!

Czarnucha się obraziła. Drobnym dyrdaczkiem podreptała do obórki nie oglądając się za siebie. A stara koza powiada:

- Myślałam, że to wył Bryś. Ale to na pewno nie był Bryś. Znam jego głos jak swój własny.

- Więc kto, mamusieńko, więc kto? - dopytują się koźlęta.

Stara koza nie odpowiedziała. Strzepnęła uszami i poruszyła parę razy piękną, długą, siwą brodą.

- Gdybym to ja wiedziała, moje dzieci! - mówi wreszcie. - Ale zawsze lepiej być ostrożną. I dlatego zamknijcie starannie drzwi. Dobrze?

Pożegnała się z dziećmi. Wychodzi. Beba zamknęła furtkę na haczyk i woła za matką:

-Paaa, mamusieńko! Paa! Do widzenia!

A Czarnucha nie wytrzymała. Wyskoczyła z obórki, stanęła u furtki, beczy na cały głos:

- A przynieś coś dobrego do zjedzenia!

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.