Lipa nie tylko karmiła pszczoły, dawała
wytchnienie utrudzonym, ale miała również moc przekazywania próśb do
niewidzialnego świata duchów. Skorzystały z tego trzy przyjaciółki,
dwórki, które żyły w dolnośląskiej wsi Bagno. Mieszkały w starym zamku i przedkładały zabawę ponad wszystko. Wskutek ich poczynań cierpieli i ludzie, i Ziemia. Pewnego razu, latem, zapragnęły przejechać się saniami
i kazały mieszkańcom wsi wysypać drogę solą. Gdy były już w sędziwym
wieku, dręczyły je wyrzuty sumienia. Postanowiły odbyć pokutę.
Rozpoczęły od posadzenia na przykościelnym cmentarzu trzech lip
korzeniami do góry. Rzuciły opiekuńczym duchom wyzwanie, świadome zła,
które uczyniły - gdyby lipy się przyjęły, znaczyłoby to, że zostanie im
wybaczone. Lipy wypuściły korzenie i stoją w Bagnie do dzisiaj,
monumentalne.
Lipa od wieków uznawana była za święte drzewo kobiet. W jej pniach
mieszkają potężne duchinie, szanowane od setek lat przez plemiona
indoeuropejskie. Bułgarzy i mieszkańcy wielu krain słowiańskich łączyli
lipę z boginią Ładą. W mitologii nordyckiej lipie poświęcony jest kult
Frei, bogini magii, płodności i miłości. Na Litwie i Łotwie przed lipami
odbywały się ceremonie dedykowane Laimie, bogini losu, mądrości i narodzin. W Rzymie kobiecą energię i siłę łączoną z lipą reprezentowała
Wenus. Dlatego zakochani pisali do siebie listy na wstęgach wykonanych z łyka lipowego9. Z kolei w Grecji lipa utożsamiana była z niewinnością, nadzieją oraz Afrodytą.
-
W świętych gajach modlono się pod lipami o opiekę, gdyż drzewa te miały
moc służyć nie tylko człowiekowi, ale całym klanom. Z tego powodu
popularne było sadzenie lipy po urodzeniu dziecka oraz nadawaniu drzewu
jego imienia. Od dobrobytu i zdrowia drzewa zależeć miało życie
człowieka. Przez wieki lipa witała i żegnała ludzi. To z jej drewna już
dawni Słowianie wykonywali kołyski oraz trumny. I jedne, i drugie miały
zapewnić spokojny sen i ochronę. Lipy sadzono również z okazji zaręczyn
i ślubów, by miłość zakochanych puściła silne korzenie. Lipy wyznaczały
świętą przestrzeń, na której wiedźmy i szamani odprawiali uzdrawiające
rytuały. W wielu miejscach wciąż stoją lipy sądowe, gdyż właśnie pod
lipami odprawiano istotne, sądowe obrzędy, by dodać im powagi. Pod
lipami obradowano, naradzano się, podejmowano życiowe decyzje,
zachowując świadomość, że spotkanie u stóp drzewa zamieszkanego przez
potężną duchinię może zapewnić pomyślność.
Wraz z chrystianizacją ludowe wierzenia połączono z nowym rozwijającym
się kultem Matki Boskiej - dlatego do dzisiaj wiele terenów wokół
kościołów, cmentarzy, cerkwi i kapliczek porastają lipy. Niekiedy drzewa
ozdabia się figurkami, ołtarzami (warto pamiętać, że ranienie drzewa,
chociażby gwoździem, nawet jeśli czyni człowieka szczęśliwszym, to z pewnością nie uczyni drzewa zdrowszym czy świętszym). Pomimo
rozpowszechnienia się religii chrześcijańskiej przetrwał
przedchrześcijański zwyczaj składania ofiar i darów pod lipami. Na
zwyczaj ten narzekał pewien duchowny, który w XVII wieku zwiedzał
Slawonię i natknął się na pogańskie praktyki, które go oburzyły. W liście napisanym po włosku do Rzymu poskarżył się tymi słowami: "Jest
tam w pustynej miejscowości drzewo nazywane Lipą, u którego każdej
pierwszej niedzieli dziewiątego księżyca zbiera się mnóstwo Turków i chrześcijan z ofiarami, świecami i innemi rzeczami. Ksiądz z sąsiedniej
parafji odprawia tam mszę za jałmużnę, którą zbiera. Oni czczą to
drzewo, całują je jak święte relikwje i opowiadają, że tworzy cuda i leczy tych, kto składa mu ofiary"10.
Charakterystyka
Lipa szerokolistna (Tilia platyphyllos) potrzebuje żyźniejszej gleby,
cieplejszego i wilgotniejszego klimatu niż jej siostra lipa drobnolistna
(Tilia cordata). Na pierwszy rzut oka drzewa są do siebie podobne, ale
wystarczy przyjrzeć się liściom i kwiatom, by dostrzec różnice.
Lipa drobnolistna zazwyczaj dorasta do 30 metrów i osiąga około dwóch
metrów w pierśnicy, żyje do 400 lat - chociaż zdarzają się osobniki
zuchwałe, znacznie wytrwalsze. Jak na przykład żyjąca od prawie 500 lat
lipa z Proślic, której obwód pnia wynosi prawie 8 metrów. Lipa z Cielętnik, powalona orkanem w 2017 roku, w obwodzie miała ponad 11
metrów, sięgała 35 metrów wysokości i przeżyła około 700 lat. Takie
cuda! Pień lipy drobnolistnej jest walcowaty, a w zwartych drzewostanach
pozbawiony bocznych gałęzi. Młoda, gładka i brązowoszara kora pokrywa
się wraz z wiekiem skośnymi bruzdami. Drobne, żółtawobiałe kwiaty,
uwielbiane przez zapylacze, pachną jak nic innego na świecie. Podczas
kwitnienia kwiaty znajdują się ponad liśćmi, przez co cała korona
zmienia kolor na żółtozielony - w ten sposób można rozpoznać lipę
drobnolistną. Liście, zazwyczaj długości od trzech do siedmiu
centymetrów, są okrągławe, u nasady sercowate, z ostro piłkowanymi
brzegami. Na spodniej stronie mają kępki rudych włosków i słabo widoczne
unerwienie. Kwitnie dosyć późno, wraz z końcem czerwca, początkiem
lipca, który to imię swoje zawdzięcza właśnie kwitnieniu lipy. Jest
najbardziej mrozoodporna wśród wszystkich lip, dlatego występuje od
zachodniej Europy przez środkową, aż po zachodnią Syberię, Krym i Kaukaz. Spotkano ją w Norwegii, a nawet w Alpach na wysokości 1700
metrów nad poziomem morza11.
Lipa szerokolistna może przekroczyć nawet 40 metrów wysokości, a jej
pień często ma silnie rozwiniętą nasadę. Korona jest gęsta i bogata.
Pędy można rozpoznać po czerwonym kolorze z wierzchu i zielonym pod
spodem. Liście mogą osiągnąć nawet do dziesięciu centymetrów długości i w odróżnieniu od tych rosnących na drobnolistnej, mają wyraźnie widoczne
nerwy drugiego i trzeciego rzędu. Kwiaty pojawiają się wcześnie, bo
zazwyczaj już w czerwcu, a kwiatostany nie wystają ponad liście, ale
zwisają. Zasięg jej występowania jest znacznie mniejszy niż lipy
drobnolistnej, pojawia się głównie w zachodniej, środkowej i południowej
Europie, ale również na Kaukazie. Owocami obu gatunków lip są kuliste,
drobne orzeszki.
O tym, jak puste mogą być w środku pnie lip, można się przekonać,
"wędrując Trybem Poprzecznym w Białowieskim Parku Narodowym. Na
przekroju zwalonych w poprzek drogi pni widać tylko kilkucentymetrowej
grubości ścianki, a całe wnętrze to jedna wielka pustka. Dziuplaste
drzewa są często wykorzystywane przez zwierzęta na kryjówki, miejsca
gniazdowania i odpoczynku. Ponad 80% zimowych obserwacji odpoczywających
kun leśnych związanych było ze starymi, dziuplastymi lipami. Dla kuny
stara, dziuplasta lipa to jak mieszkanie z centralnym ogrzewaniem -
legowisko zwierzęcia izoluje od mroźnego otoczenia gruba warstwa
próchna. Podobnie większość gniazd myszołowa i puszczyka w Parku
Narodowym umieszczona jest na starych lipach"12. W minionych
wiekach również ludzie zamieszkujący Puszczę Białowieską ochoczo
korzystali z dobrodziejstw lip. Zrywali korę w maju i czerwcu, i dzielili na łubową wysokości do około 2,5 metra i moczyłową długości
około 4 metrów. Korą łubową pokrywano ściany domów i statki rzeczne,
natomiast moczyłowa po odpowiednio długim moczeniu nadawała się do
wyrobu mat, którymi transportowano dziczyznę. Natomiast z łyka młodych
lip wytwarzano obuwie zwane łapciami lub kurpiami oraz kręcono z niego
"łyczaki" przeznaczone na postronki. Korzyści z lipy obrazuje rysunek
pochodzący z 1821 roku wykonany przez Jakuba Sokołowskiego. Ilustracja
przedstawia leśnika odzianego w "łapcie z łyka i wyposażonego w zapasową
parę łapci przywieszoną do paska. Na plecach leśnik niesie koszyk z łyka. Widoczne na rysunku wiechcie umocowane z tyłu za paskiem są
najpewniej wspomnianymi wyżej "łyczakami", które w Puszczy służyły
również do wyplatania sieci"13.
Właściwości
Podstawowym składnikiem w ziołolecznictwie są kwiatostany lipy, które
zbiera się wraz z szypułką i podsadką (nie należy zrywać kwiatów
przekwitłych!). Suszyć najlepiej w naturalnych warunkach, czyli
zaciemnionych i przewiewnych miejscach oraz temperaturze
nieprzekraczającej 35°C. Kwiatostany zawierają między innymi flawonoidy,
olejki eteryczne, związki śluzowe, aminokwasy, triterpeny, saponiny,
garbniki, tokoferol i związki mineralne. Współczesne badania
potwierdzają, że kwiatostany lipy mają działanie "hipotensyjne,
moczopędne, antyoksydacyjne, antyproliferacyjne, poprawiające trawienie,
przeciwcukrzycowe, hamujące aktywność lipazy trzustkowej,
przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze"14.
-
Napar z kwiatu lipy
Łyżka kwiatu lipy
Szklanka wrzącej wody
Kwiat lipy zalać wrzątkiem, przykryć i odstawić do naciągnięcia.
Odcedzić. Do przestudzonego naparu można dodać miód lub sok malinowy.
Zanim pojawiły się chemioterapeutyki i antybiotyki, lipa była stosowana
w leczeniu gorączki towarzyszącej chorobom zakaźnym. W tym celu
wystarczy pić napar (dwie, trzy szklanki dziennie), bogaty w takie
flawonoidy, jak: kemferol, kwercetyna i kwas p-kumarowy. Substancje te
"najprawdopodobniej zwiększają wrażliwość gruczołów potowych na bodźce
dochodzące od nerwów współczulnych, w wyniku czego następuje wzmożone
parowanie (transpiracja) i oddychanie (perspiracja) przez skórę.
Zwiększonemu wydzielaniu potu w sposób oczywisty towarzyszy obniżenie
temperatury ciała"15. Natomiast dodatek naturalnego syropu z malin
wzmacnia przeciwgorączkowe16 działanie lipy i wpływa
korzystnie na stymulację układu odpornościowego.
W medycynie ludowej wykorzystywano korę i liście, które służyły do
leczenia infekcji skórnych, bólów głowy oraz chorób żołądka i jelit.
Zielarki i zielarze używali ich również jako środka uspokajającego oraz
osłabiającego ataki epileptyczne.
Skupiając się na właściwościach lipy, nie należy jednak lekceważyć
rytuałów, odprawianych od setek lat przez dawne plemiona gromadzące się
wokół lip, upatrujące w ich pustych wnętrzach najsilniejszego lekarstwa.
W końcu "to nie glina czyni dzban użytecznym, lecz przestrzeń w obrębie
kształtu, który nazywamy dzbanem. Bez drzwi, nie można wejść do pokoju,
a bez okien panuje w nim ciemność. Są one wycięte w ścianie, lecz to ich
wewnętrzna pustka czyni je tak ważnymi. Istnienie przedmiotów ułatwia
nam korzystne przystosowanie się do warunków panujących w świecie.
Jednakże to rzeczy, które nie istnieją przynoszą faktyczny pożytek. Oto
prawdziwa funkcja pustki"17. Lipowa pustka, którą mogą poczuć ci,
którzy zbudowali z drzewem relację, umożliwia przekroczenie zasłyszanych
opowieści, by spotkać się z własną pustką, a następnie usłyszeć
odwieczną opowieść duchów dzikiej natury. To one od dawna podpowiadały,
które rośliny są lecznicze i jak łączyć je ze sobą, by przygotować
lekarstwo na określone dolegliwości.
Prastara szamańska wiedza mówi o tym, że wyrazem szacunku jest zbliżanie
się do lipy jak do ukochanej kobiety - mamy, siostry, przyjaciółki,
kochanki. Intymne spotkanie w miłości możliwe jest, gdy obie strony
wyrażą na to zgodę. Stoi to w opozycji do sięgania, brania tego, co jest
mi potrzebne bez sprawdzania reakcji drugiej strony. Pomocny może być
również dar złożony lipie lub ziemi, na której rośnie - dar służący
ziemi i jej mieszkańcom. Należy pamiętać, że złożony dar może odnieść
skutek, jeśli nie zaszkodzi drzewu, ziemi, wodzie oraz innym żywym
istotom. Wtedy, za zgodą lipy, można usiąść w jej cieniu, zamilknąć i wyciszyć umysł, posłuchać pieśni pszczół, pozwolić odurzyć się zapachem,
dosięgnąć pustki i poprosić opiekuńcze duchinie i duchy o ich opowieść.
Wizja
Pierwszą nazywano światem, życiem, albo Tą, Która Urodziła Słońce.
Istniała na długo przed historiami spisanymi przez wierzących mężczyzn,
na długo przed słowem. Pierwsza była kobietą. Nefryt, himalajskie skały,
lodowce Grenlandii i rzeka Biebrza wciąż pamiętają, jak przybyła, i nieustannie snują o tym swoje pieśni, które usłyszeć mogą wybrani i szaleni. Pierwsza pokonała drogę dłuższą od wieku planety Ziemi, na
którą dotarła z odległych gwiazd. Pojawiła się jak ogień, rażące
światło, które rozbiło czas. Połączyła wodę i wiatr, rodząc chmury.
Połączyła ziemię i ogień, rodząc nasiona. Wyznaczyła wschód i zachód
oraz miejsca pomiędzy nimi, zwane zmierzchem i świtem, w których do
dzisiaj odpoczywa, gdyż ludziom łatwo je przeoczyć. Wyznaczyła południe
i północ oraz góry pokryte lodem i doliny przecięte rzekami. Bawiła się
w pustce, gdyż znała pustkę. Zapełniała ją formami, mnożyła i dzieliła.
Z porannej rosy i cieni zmierzchu ulepiła ptaki, które roznosiły po
świecie nasiona drzew. Rośliny wiły się, wypuszczały długie korzenie i pnącza. Ziemia wypełniła się tymi, które dają życie. Pełzały, pływały,
latały, chodziły, tkwiły wczepione korzeniami do ziemi. Te, które dają
życie, były różnorodne i bogate. Aż Ta, Która Urodziła Słońce zebrała po
jednej z każdego gatunku wokół najstarszej lipy i zapytała, czy chcą
rozkoszy. Chciały, ale zapytały, jaką cenę będą musiały za to zapłacić.
Ta, Która Urodziła Słońce rzekła, że ceną jest ryzyko. Zgodziły się.
Wtedy Ta, Która Urodziła Słońce stworzyła to, co męskie, zdolne
zapładniać i dawać rozkosz. Stworzyła również pustkę w sercu lipy, aby
przypominała kobietom o schronieniu, do którego wstępu nie ma to, co
męskie. Schronienie ukryte jest w świetle, na widoku, w pustce, tak by
męskie nie potrafiło tam dotrzeć, ponieważ tylko te, które dają życie,
mogą i w pustce znaleźć rozkosz.
W 1799 roku pojawiła się Botanika
stosowana przyrodnika Stanisława Bonifacego Jundziłła, w której
napisał, że: "sok z brzozy na wiosnę płynący, zebrany i w beczkach bez
żadney przymieszki fermentowany, daie wieśniakom naszym przyiemny i zdrowy, do pół lata trwały, kwaskowaty napóy. Świeżo do robienia miodu i piwa użyty daie wiele przyiemnego smaku i tęgość pomnaża"18. To
właśnie na początku okresu wegetacyjnego, jeszcze zanim wypuści liście,
brzoza pompuje wzdłuż pnia i gałęzi wodę. Ta musi ją odżywić, zapewnić
wzrost gałęziom i dotrzeć do każdego rodzącego się listka. Drzewo
zmienia pozyskaną z gruntu wodę w odżywczy sok, bogaty w witaminy C i B,
oraz minerały, takie jak magnez, żelazo, fosfor. Oskoła odtruwa
organizm, odżywia, stymuluje układ odpornościowy i łagodzi dolegliwości
wrzodowe. Najlepszy czas na pozyskiwanie oskoły przypada na przełom
marca i kwietnia. O ile nie trzymamy soku w beczkach, jak zalecał
Bonifacy Jundziłł, lepiej umieścić go w lodówce, gdyż w temperaturze
pokojowej sfermentuje po kilku dobach. Jednak pobieranie soku z brzozy
to uszkodzenie kory, często początek infekcji grzybiczej i znaczne
osłabienie drzewa, które w okresie wzrostu gromadzi pokarm na
nadchodzące miesiące. Dlatego jeśli oskoła nie jest absolutnie
niezbędna, tak jak mieszkańcom wsi, którzy głodowali wraz z nadejściem
przednówka - lepiej zrezygnować z ranienia drzewa, albo rozważyć
skorzystanie z soku pobranego w etycznych warunkach (zapewnienia
producentów soku z brzozy, że pochodzi z ekologicznych upraw zazwyczaj
nie są tego gwarancją, a jedynie marketingowym chwytem).
-
Od wieków brzoza uważana była za święte drzewo związane z białą magią. W Persji i Mezopotamii drewno brzozy poddawano działaniu wysokiej
temperatury, by otrzymać węgiel drzewny, a także dziegieć wykazujący
właściwości antyseptyczne. Natomiast mitologia nordycka wskazuje na
przyszłość: to pod brzozą ma dojść do końca świata, ostatecznej bitwy
bogów zwanej Ragnarok. Najstarszy odnaleziony dowód na relację brzozy z człowiekiem wskazuje na ponad pięć tysięcy lat wstecz. W 1991 roku, w dolinie Ötz w Tyrolu Południowym, odkryto szczątki człowieka, zwanego
Ötzi albo człowiekiem lodu, a przy nim przedmioty wykonane z łyka i kory
brzozy (można je obejrzeć w Muzeum Archeologicznym Tyrolu Południowego
we Włoszech).
Dla Słowian, którzy trzeci miesiąc roku zwali na jej cześć brzezieniem,
była symbolem wiecznego życia - w młode brzozy miały przemieniać się
dusze dziewcząt o dobrym sercu, które zmarły przedwcześnie. Posadzona
przy domu chroniła przed złymi duchami. Z wiotkich gałązek pleciono
ochronne, rytualne wianki, a z drewna rzeźbiono czarodziejskie różdżki
oraz kołyski dla niemowląt, które gwarantowały spokojny sen i zdrowie.
Oskoła nie tylko odżywiała ciało, ale nałożona na skórę miała odejmować
lat i wydłużała życie. Z gałęzi wytwarzano miotły, a w poniedziałek
wielkanocny smagano się rózgami brzozowymi. W Zielniku wydanym w 1845
roku Józef Gerald Wyżycki zapewniał, że zebrane w środku lata gałązki
"powiązane w pęczki i pod dachem na wolnem powietrzu zasuszone są
najmniej szkodliwe zdrowiu narzędzie do powściągnienia
swawoli"19. Wyżycki, ziemianin i botanik, wyjaśnia, że tak
przygotowane narzędzia "służyły pospólstwu naszemu do chłystania się w łaźniach, wzbudzenia większej transpiracyi, i oczyszczenia ciała od
znoju, kurzawy i brudu"20. Miało to zapobiegać cierpieniom. Te
wątpliwe dla wielu przyjemności być może zainspirują, a wręcz ucieszą
współczesnych zwolenników zmysłowych swawoli, zdanych na plastikowe,
nieekologiczne rekwizyty. Wszak warto i tu, podobnie jak przy
wspomnianym wcześniej soku z brzozy, poddać refleksji myśl, by własnych
rozkoszy nie przedkładać nad cierpienia drzewa.
Charakterystyka
Rodzaj brzoza (Betula) liczy około 120 gatunków, z czego w Polsce
występuje siedem. Łacińska gatunkowa nazwa najbardziej popularnej w Polsce brzozy brodawkowatej verrucosa pochodzi od słowa verruca
oznaczającego brodawki, czyli gruczoły wydzielające żywicę, które
pokrywają młode gałęzie. Słowianie zwali je łzami. Inną nazwą gatunkową
tej samej brzozy jest Betula pendula. Łacińskie słowo pendula
oznacza to, co zwisające. W umyśle stroniącym od swawoli pojawią się
obrazy delikatnych, poruszanych wiatrem gałązek brzozy, i nic innego.
Gałązki te wyrastają z pnia, pokrytego charakterystyczną, białą,
łuszczącą się korą. Brzoza brodawkowata jest chętnie stosowana w ziołolecznictwie, podobnie jak jej mniej popularna siostra: brzoza
omszona (Betula pubescens). Na szczególną uwagę zasługuje również
brzoza karłowata (Betula nana), krzew sięgający zazwyczaj metra
wysokości o prawie okrągłych liściach. Niestety, brzoza karłowata, jedna
z najpiękniejszych brzóz świata, należy do gatunków zagrożonych
wyginięciem w Europie Środkowej.
Powiedzenie "wysoki jak brzoza i głupi jak koza" - niesprawiedliwe i obraźliwe dla mądrych, a wręcz rezolutnych stworzeń, jakimi są kozy -
oddaje prawdę dotyczącą brzóz brodawkowatych. Te rosną bardzo szybko i mogą sięgnąć nawet 30 metrów. Dożywają 120 lat, a wzrost zatrzymują
zazwyczaj dopiero po przekroczeniu sześćdziesiątki - chociaż zdarza się,
że wysuwają pień w stronę nieba nawet do 80 lat! Drzewo rośnie na
półkuli północnej - w Europie, zachodniej Syberii, a także w Kanadzie i na Alasce.
Brzoza nie jest wymagająca, jeśli chodzi o gleby, pasuje jej różna
wilgotność i można ją znaleźć w lasach liściastych i mieszanych. Porasta
również wrzosowiska i łąki, jest tam pionierką. Świetnie znosi "trudne
warunki życia, takie jak gwałtowne zmiany temperatury i wilgotności oraz
niedostatki składników odżywczych, ale wymaga dużo światła do swego
rozwoju. W warunkach eksperymentalnych, przy całodobowym oświetleniu
brzoza może wyrosnąć w ponad dwumetrowe drzewko w ciągu 10 miesięcy!
Brzoza była jednym z pierwszych drzew, które wróciły na nasze ziemie po
ostatnim zlodowaceniu, jakieś 12 000 lat temu. Przez kolejne 3000 lat
drzewo to pozostawało jednym z głównych gatunków lasotwórczych, by
później ustąpić pod wpływem zacienienia przez inne drzewa
liściaste"21. Poza tym, że rozmnaża się łatwo i szybko - o ile
ma dostęp do światła - przyśpiesza powstawanie próchnicy, i w ten
szczodry sposób tworzy dogodne warunki dla rozwoju innych drzew, a nawet
lasów!
Właściwości
Najczęściej w zielarstwie wykorzystywane są liście brzozy, które od maja
do czerwca można zbierać z bocznych gałęzi. Czynić to należy z szacunkiem i świadomością, że zdecydowana większość liści musi pozostać
na drzewie, aby utrzymać je w zdrowiu. Najwięcej wartości mają młode
liście pokryte żywicą, w których znajdują się między innymi flawonoidy i kwas askorbinowy. Liście można wysuszyć i zaparzyć jak herbatę.
-
Napar z liści brzozy
Łyżka rozdrobnionych liści
Szklanka wrzącej wody
Liście zalać wrzątkiem, przykryć i odstawić do naciągnięcia na pół
godziny.
Porcja wzmacniająca na jeden dzień to dwie szklanki napoju. Napar działa
odtruwająco, przeciwobrzękowo, przeciwzapalnie i odkażająco. Stosuje się
go przy "przewlekłych chorobach dróg moczowych, przy obrzękach na tle
nerkowo-sercowym, a także zewnętrznie przy schorzeniach skóry: łojotoku,
łuszczycy, trądziku, a także w pielęgnacji włosów"22. Napar
ułatwia wydalanie z organizmu szkodliwych substancji związanych z przemianą materii, zwłaszcza soli, tym samym wspierając leczenie
otyłości.
Biały kolor brzoza zawdzięcza betulinie, która występuje w postaci
krystalicznych skupisk w korze, ale również liściach drzewa. Po raz
pierwszy wyizolował ją Johann Tobias Lowitz w 1788 roku i to właśnie z kory brzozy brodawkowej. Tym samym betulina stała się jedną z pierwszych
naturalnych substancji pozyskanych z roślin. W Nepalu pasta z kory
stosowana jest na rany, skaleczenia i oparzenia. W Bośni i Hercegowinie
produkty z brzozy stosowane są na porost włosów i łupież. Co ciekawe,
betulina hamuje rozwój wirusów, a także nowotworów skóry (czerniak) i mózgu (glejak)23. Poza tym wykazuje "działanie przeciwzapalne,
przeciwalergiczne, przeciwbólowe, ochronne dla wątroby"24.
Z kory (korowiny, a nie jej białej, delikatnej części służącej
niektórym, romantycznie usposobionym ludziom za papeterię) wypala się
również dziegieć - popularną od wieków brunatnoczarną maź o charakterystycznym zapachu. Dziegieć działa odkażająco, antyseptycznie
i leczniczo na skórę oraz problemy reumatyczne. Dawniej na wsiach
stosowano go jak maść odstraszającą owady i smarowano nim skórę zwierząt
hodowlanych. Poza tym w korze i drewnie brzozy znajduje się ksylan, z którego produkuje się ksylitol, zwany cukrem brzozowym. Zdecydowanie
zdrowszy od zwykłego białego cukru.
Na pniach brzozy można również natrafić na nieapetycznie wyglądające,
ciemne grzyby zwane błyskoporkiem podkorowym (Inonotus obliquus) albo
włóknouszkiem ukośnym, a popularnie: czagą albo guzem brzozy.
Przypominają zgrubiałą, zwęgloną korę i od dawna znane są w medycynie
ludowej. Mieszkańcy Syberii nazywają je "darem Boga" i przypisują im
właściwości przeciwzapalne, antynowotworowe, regenerujące wątrobę i silnie wzmacniające organizm. Czagę można parzyć jak kakao albo kawę
inkę, a w smaku przypomina połączeniu obu tych napoi.
Wizja
Mówią, że drzewa to krewni odległych gwiazd, czy raczej mieszkańców
odległych gwiazd. Mówią, że Pierwsza Matka i Pierwszy Ojciec wysłali
kilkanaście misji, ale nie są zgodni, ile dokładnie. Niektórzy z plemienia Dawnych twierdzą, że było ich dwanaście, inni, że trzydzieści
pięć. Mieli ruszyć po rozległym wszechświecie i znaleźć najdoskonalsze
miejsce dla rozwoju życia. Jedna z misji wylądowała na planecie zwanej
Niebieską, Trzecią albo Ziemią. Tu miał wydarzyć się eksperyment
określany imieniem człowieka. Dzieci gwiazd zasiedliły nową planetę.
Przybrały ciała drzew, istot, które łączą trzy światy - dolny, środkowy
i górny. Przybrały ciała istot, które przetrwają kataklizmy, zmiany
klimatu, wymieranie gatunków. Przybrały ciała najwytrwalszych i długowiecznych. Jedne miały żyć tylko kilkaset lat, tak jak buki, ale za
to rozmnażać się nieprzerwanie, a swymi owocami karmić innych. Inne
zyskały zdolność życia tysiące lat, jak sekwoje. Były i takie, które
miały nauczyć się, jak żyć dziesiątki tysięcy lat, niczym gaj topól
osikowych, zwany Pando albo Drżącym Gigantem. Ale to nie wszystko,
drzewa miały przygotować warunki do życia dla innych - dawały tlen
niezbędny do oddychania, drewno do budowy domów i lekarstwa, które
umieściły w korzeniach, korze, owocach i liściach. I gdy wszystko
zdawało się być harmonijne, a ewolucja dopiero rozpoczęła rzeźbić
kształt człowieka z gliny, sierści i kłów, na Ziemi wylądował zagubiony
statek. Wysiadły z niego najmłodsze z gwiazd. Nie znały porządku,
powagi, ani dyscypliny. Spóźniły się całe wieki. Starały się pośpiesznie
wpasować, nałożyły na siebie czarną korę, ale zostały zauważone przez
pozostałe drzewa i wygnane. Miały wrócić do gwiezdnego domu, wytłumaczyć
się przed Pierwszą Matką i Pierwszym Ojcem. Nie chciały, prosiły, by dać
im szansę, ale drzewa zakorzenione na Ziemi były nieustępliwe.
Najmłodsze z gwiazd postawiły jednak na swoim. Podczas wiosennej
równonocy porozumiały się z Tą, Która Urodziła Słońce i otrzymały od
niej biel, gdyż pragnęły stać się niepodobne do wszystkich innych drzew,
by te nie mogły rozpoznać w nich swoich krewnych. Wypędzone z borów,
puszczy i lasów rozpoczęły życie na obrzeżach. Przez tysiące lat
walczyły o przetrwanie i uznanie w oczach starszyzny drzew. Zgromadziły
w korze lekarstwa, nasmarowały swoje liście słońcem, uległy namowom
wiatru, któremu pozwalały grać na swych gałęziach, a przede wszystkim
karmiły ziemię próchnicą. A w końcu, stare drzewa same zaczęły wzorować
się na najmłodszych, zwanych brzozami, które miały odwagę, by uczynić
las tam, gdzie nie chciało rosnąć żadne drzewo.
Pliniusz Starszy w swoim dziele Historia
naturalna twierdzi, że czereśnie trafiły do Rzymu z miasta Cerasus w Poncie za sprawą Lukullusa. A dokładnie Luciusa Liciniusa Lucullusa -
rzymskiego polityka i wodza, który poprowadził legiony po kres Morza
Czarnego. W okolicy współczesnego, tureckiego miasta Giresum, zwanego
przed wiekami Cerasus, podglądał ptaki, które zajadały się okrągłymi
owocami wiśni ptasiej. Skosztował i przepadł, z kretesem. Sprowadził do
Rzymu drzewko i podczas jednej ze swych słynnych uczt poczęstował
owocami czereśni mieszkańców Rzymu. Ci również przepadli. I jak głosi
legenda, drzewka ze słodkimi owocami na stałe zadomowiły się w Europie.
Do rozsławienia czereśni we Francji i na starym kontynencie przyczynił
się Ludwik XIV, zwany Królem Słońce. Gdy stawał przed obliczem czereśni,
za nic miał swój królewski majestat - łaził i skakał po drzewach z małpią zręcznością, by zjadać najświeższe owoce.
I chociaż cerasus - wcześniejsza łacińska nazwa czereśni dodaje
wiarygodności słowom Pliniusza Starszego, to przeczą im doniesienia o drzewach czereśni, które wyprzedziły Lukullusa, porastając ziemie Grecji
i Italii. Czereśnia najprawdopodobniej pochodzi z rejonów Morza Czarnego
- Bałkanów, Kaukazu, Azji Mniejszej. Uprawiali je już Etruskowie. A wykopaliska z wczesnej epoki kamienia łupanego potwierdzają, że zajadali
się nimi również nasi odlegli przodkowie25.
Charakterystyka
Wyłącznie w słowiańskich językach istnieją czereśnie i wiśnie. W językach anglosaskich, romańskich i germańskich oba gatunki nazywa się
wiśnią. Jedna jest słodką wiśnią, a druga jest... wiśnią. Ewentualnie
kwaśną wiśnią, po angielsku: cherry i sweet cherry, a po niemiecku:
kirsche i süßkirsche.
Czereśnia (Prunus avium), zwana wiśnią ptasią, wiśnią dziką czy
trześnią, należy do rodziny różowatych. Uprawiane w Polsce czereśnie
pochodzą zazwyczaj właśnie od gatunku Prunus avium. Rodzime ziemie
czereśni to Europa, Kaukaz i Azja Zachodnia, chociaż uprawiana jest
również w Chinach i Ameryce Północnej. W Polsce zbiory wahają się i to
znacznie, od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy ton rocznie.
Dzika czereśnia może osiągnąć nawet 25 metrów wysokości. Pień jest
strzelisty, rzadko z bocznymi pędami, pokryty ciemną, szarą albo
czerwonobrązową, cienką korą. Odmiany uprawne dzieli się na sercówki z owocami o miękkim miąższu, i chrząstki, z owocami o jędrnym miąższu. Gdy
skrzyżuje się czereśnię z wiśnią, powstaje czerecha, której owoce są
dzikie w smaku. Długość życia czereśni zbliżona jest do długości życia
ludzkiego - najbardziej wytrwałe osobniki osiągają, a niekiedy
przekraczają sto lat. Jajowate albo eliptyczne liście od spodu są
delikatnie omszone, osadzone na sztywnych ogonkach.
Czereśnia bardzo wcześnie zaczyna wegetację - niekiedy kwitnie już w kwietniu, ale jest bardzo wrażliwa na przymrozki. Bywa i tak, że pąki
kwiatowe zaczynają nabrzmiewać już w marcu. Oczywiście drzewo jest mądre
i potrafi zahamować wzrost przy spadku temperatury. Jednak przymrozki do
minus trzech stopni mogą być zabójcze dla pąków kwiatowych, kwiatów i zawiązków owoców. Ale to nie wszystkie wyzwania stojące przed czereśnią
rosnącą w Polsce. Nasz klimat sprzyja również rozwojowi raka
bakteryjnego, który zadaje śmiertelne rany drzewu. Poza tym owoce są
przysmakiem ptaków, dlatego coraz częściej drzewa w sadach czereśniowych
uprawia się pod osłonami chroniącymi zarówno przed ulewnym deszczem,
gradem, jak i ptakami.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Wstęp
Wstęp
Nie pamiętam, kiedy roślina odezwała się do
mnie po raz pierwszy. Pamiętam, gdy pierwszy raz usłyszałem. Szedłem
lasami Białowieży i przywołał mnie dąb. Stanąłem jak wryty. Rozejrzałem
się dookoła. Nie dostrzegłem ludzi, nie usłyszałem ich głosów.
Poszukiwałem śladów ludzkiej obecności nie dlatego, że zwątpiłem w głos
dębu. Jak wielu, zostałem wytrenowany w racjonalnym myśleniu, ocenianiu
innych i siebie. Zamiast słuchać dębu, nasłuchiwałem zatroskanego
umysłu, który chciał skontrolować moją reakcję, a pragnąłem uklęknąć.
Umysł sugerował, że nadszedł odpowiedni czas, by zadzwonić do szpitala
psychiatrycznego. Spojrzałem na grubą korę, gęste konary i koronę
górującą nad innymi drzewami. Zbliżyłem się do dębu przyciągany siłą,
której nie chciałem ignorować. Obszedłem drzewo, budziło zachwyt. Byłem
przekonany, że doświadczam obecności drugiej istoty, chociaż umysł
szalał. Dotknąłem twardej, spękanej, sinoantracytowej kory. Zadarłem
głowę, gęstwina liści zatrzymała promienie słońca. Zacząłem zadawać w duchu pytanie: Czego ode mnie chcesz? Dąb z Białowieży powiedział, żebym
wziął kawałek jego kory. Wyszukałem odstający niewielki twardy fragment.
- Co teraz? - chciałem wiedzieć.
- Zjedz mnie - odpowiedział dąb.
Umysł był niepocieszony, gdy wziąłem kawałek kory do ust. Pokłoniłem się
i ruszyłem dalej przez gęsty las. Po powrocie do cywilizacji zacząłem
czytać naukowe opracowania o korze dębu i jej właściwościach. Okazało
się, że jest naturalnym źródłem ściągających i przeciwzapalnych
substancji - lekarstwem, którego w tym czasie potrzebowałem. Przez
kolejne tygodnie wywar z kory dębu leczył moje ciało. A ja dla magazynu
"Przekrój" stworzyłem cykl artykułów zatytułowany Wizje roślin. I tak,
co miesiąc przedstawiałem jedną roślinę wraz z wizją, legendą
podsłuchaną od roślin. Pierwszy był dąb.
-
Jeszcze do niedawna za najstarszą żyjącą roślinę uważano sosnę, która od
ponad pięciu tysięcy lat rośnie w Górach Białych w stanie Kalifornia.
Wygląda jak postać z baśni. W połowie uschnięta - piaskowoszara, z wijącymi się długimi, srebrzystymi korzeniami, w połowie żywa - z gałązkami pokrytymi cienkimi zielonymi igłami. Cedr J?mon Sugi z japońskiej wyspy Yakushima jest młodszy od sosny zaledwie o około 60
lat. Chociaż niektórzy twierdzą, że cedr dawno temu skończył sześć
tysięcy lat. Ale to jeszcze nic. W 2008 roku w Szwecji na górze Fulu
odkryto niepozorny z wyglądu świerk Old Tjikko liczący 9550 lat. Aby
przetrwać tysiące lat w trudnych i zmiennych warunkach klimatycznych,
roślina poradziła sobie, wypuszczając z obumarłego pnia nowy pęd. W okolicy góry Fulu naukowcy z Uniwersytetu w Ume? znaleźli zresztą około
dwudziestu innych świerków, których wiek ocenili na ponad osiem tysięcy
lat. Wszystkie stosowały tę samą strategię przetrwania. Przekazywały
swój kod genetyczny, wypuszczając nowe pędy. Na podobny pomysł wpadł dąb
z gór Jurupa w Kalifornii, który przekroczył 13 tysięcy lat. Drzewo
zrzuca na ziemię żołędzie, zanim dojrzeją, a zatem nie mogą z nich
wyrosnąć nowe siewki, więc klonuje się, tworząc kolonię drzew, które
mają wspólny system korzeniowy.
Jeśli chodzi o krzewy, to za najstarszy uważa się klon żyjący w południowo-zachodniej Tasmanii. Roślina przestała wytwarzać nasiona co
najmniej 43 600 lat temu i na tyle określa się jej wiek. Jednak badacze
uważają, że może być nawet dwa razy starsza. Rozmnaża się wegetatywnie -
od rośliny matki odpada kawałek gałęzi, który się ukorzenia.
Obecnie za najstarszą istotę w świecie roślin uznaje się gaj Pando z Utah w Ameryce. Na pierwszy rzut oka topole osikowe o białych pniach,
rosnące blisko siebie, wyglądają jak młody las. Tworzą jednak osobny
organizm, który liczy 80 tysięcy lat. Naukowcy uważają, że to jeden z największych organizmów żyjących na Ziemi (pierwsze miejsce zajmuje
licząca ponad dwa tysiące lat kolonia opieńki miodowej z Gór Błękitnych
w Oregonie zajmująca 890 hektarów). Pando, prastary gaj topolowy składa
się z 47 tysięcy drzew, porasta 43 hektary i waży ponad 6 tysięcy ton.
Wszystkie topole mają wspólny system korzeniowy i takie same geny. Pando
nazywany jest też Drżącym Gigantem, Drżącym Olbrzymem.
Rosnące obok nas dęby, które mogą dożyć tysiąca lat, są krewnymi dębu z gór Jurupa. A gaje brzóz i buków są rodziną prastarych topól z gaju
Pando. Mają swoje upodobania, nawyki, nastroje. Tak jak my, by żyć,
potrzebują określonych warunków. Znają jednak Ziemię miliony lat dłużej
niż my, są świadkami ewolucji i wymierania gatunków. Opanowały
niezliczone strategie przetrwania.
To ja, wraz z całym moim gatunkiem, wkroczyłem do istniejącego od setek
tysięcy lat świata roślin, zajmując go, zjadając, obserwując, badając,
opisując. Słowa mogą okazać się potrzebne roślinom, jeśli dzięki nim
wzrośnie nasza świadomość o nich. Pytanie o to, kim są rośliny, jest
znacznie pojemniejsze od pytania o to, do czego mogą nam służyć, przydać
się, jak smakują i co leczą. Jestem również przekonany, że celem nie
jest znalezienie odpowiedzi, nie wydaje mi się to możliwe. Celem jest
zadawanie sobie tego pytania za każdym razem, kiedy staję przed rośliną.
-
"Nie maią mocy dobrowolnego poruszania się. Słowem mowiąc: są to Ciała
organiczne, ale bezduszne" - napisał polski przyrodnik i ksiądz
katolicki Krzysztof Kluk w Dykcyonarzu roślinnym wydanym w 1788 roku.
I chociaż Kluk uznał, że rośliny "żyią z nieiakim podobieństwem
czułości", to wiemy, że się pomylił. Filmowanie roślin metodą poklatkową
w miejscu pozbawionym ruchu powietrza udowadnia, że prężą się, wyginają,
pędami kreślą tylko sobie znane figury przypominające elipsy, kręgi,
gwiazdy. Film, zdjęcie, mikroskop zdolne oszukać postrzegany przez
człowieka czas, zatrzymać go, wydłużyć, rozciągnąć, potwierdziły, że
rośliny poruszają się, same z siebie. Ludzkie oko nie jest zdolne
dostrzec tych mikroruchów, umysł okazuje się znudzony czasem roślin,
więc wolimy uznać je za zatrzymane w miejscu, ewentualnie poruszane
wiatrem. Ale rośliny tańczą już od chwili narodzin, gdy rozrywają
nasiono albo wypuszczają młode pędy z macierzystego korzenia. Co więcej,
reagują na niezwykle słabą grawitację księżycową. Łodygami, liśćmi,
konarami wybiją rytm zgodny z pełnią i nowiem, spójny z rytmem
przypływów i odpływów znanym oceanom. Dowiódł tego profesor Peter Barlow
z Uniwersytetu w Bristolu, a jego badania pogłębiła profesor Urszula
Zajączkowska ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
Zaobserwowała, że mięta pieprzowa w odpowiedzi na zbliżający się lub
oddalający Księżyc kreśli łagodne figury geometryczne. Roślina, a konkretnie wierzchołek łodygi odpowiadał na siłę grawitacji satelity.
Jakby chciała się dostosować do oddalonego o 384 399 kilometry Księżyca.
A może mięta i inne rośliny nie tylko odpowiadają na energię i światło,
do których wyciągają swoje ciała, ale również coś w ich stronę
wypowiadają, wyrażają? A jeśli tak - jak odczytać ten komunikat?
Postrzeganie żywej istoty wyłącznie przez pryzmat jej składu chemicznego
czy właściwości leczniczych przypomina postrzeganie człowieka wyłącznie
przez pryzmat pracy, jaką wykonuje, albo koloru skóry, wzrostu czy wagi.
To znaczy dostrzec fragment, ale nie rozpoznać całości. Nie chcę w opozycji do Krzysztofa Kluka, który uważał rośliny za bezduszne, uznać,
że posiadają duszę. Mogę porzucić to słowo, a kolejne przykładać ze
świadomością, że najprawdopodobniej i ja mylę się, uwięziony w ludzkiej
percepcji. Nie muszę dopasowywać do roślin słów, poszukiwać w ich
sposobie życia oznak współpracy lub rywalizacji, by uznać je za podobne
ludziom, a tym samym godne prawa do życia w pełni, zasługujące na
starość i naturalną śmierć na dzikich łąkach, bagnach, w wolnych lasach.
Nie muszę też poszukiwać kształtu ludzkich oczu na korze buka i zarysu
twarzy nakreślonej przez biało-czarną korę brzozy, by wzruszyć się i uznać rośliny za bliskie. Na ten moment wystarczy mi świadomość, że
żyją, a ja nie wiem jak.
Gwóźdź wbity w pień dębu może uszkodzić przepływ wody i doprowadzić do
uschnięcia gałęzi rosnącej w koronie. Zerwanie liścia jest odczuwane
przez roślinę. Udowodniły to eksperymenty polegające na odcięciu
fragmentu rzodkiewnika, rośliny modelowej w badaniach laboratoryjnych. W miejscu zranienia pojawił się impuls elektryczny, który z prędkością
jednego milimetra na sekundę rozprzestrzenił się po całym ciele rośliny.
Ruch ten był analogiczny do impulsów wędrujących po naszym układzie
nerwowym w odpowiedzi na zranienie. Nie podlega dyskusji, że rośliny
żyją, jednak czynią to inaczej niż my. Najbardziej szanujący życie czy
uduchowieni przedstawiciele naszego gatunku muszą je odbierać, by
istnieć. Zjadamy rośliny, żeby pozyskać cukier, witaminy i wiele innych
istotnych substancji. A rośliny żywią się promieniami słońca, które
zmieniają w składniki odżywcze. Nawet wody nie piją, nie sączą, nie poją
się. Nauczyły się praw rządzących światem, które określamy takimi
słowami, jak fizyka czy chemia. Drzewa pobierają wodę przez najbardziej
bezbronne wypustki korzeni zwane włośnikami, które nie są pokryte korą
ani warstwą tłuszczu, zanurzają się zupełnie nagie w podziemny świat.
Woda przeciska się przez nie, i dalej, wzdłuż pnia lub łodygi, dociera
aż do najwyższych liści znajdujących się niekiedy sto metrów nad
poziomem gruntu, jak to bywa u sekwoi.
Przez to, że nie mają oczu, rąk, łap albo skrzydeł czy płetw, rośliny są
tak inne od nas, zwierząt, wszelkich istot zaopatrzonych w ciało zdolne
do ruchu, że przywykliśmy uznawać je za tło naszego życia. Goździk w butonierce ma podkreślić uroczystość zaślubin, lecz historia życia
goździka, tak jak jego łodyga i korzenie, nie zmieściła się w kadrze.
Lilie na grobie, chociaż ścięte, wciąż wydzielają intensywny zapach, w którym może ktoś z żałobników znajdzie ukojenie. Droga do szkoły wzdłuż
alei lip - trzeba nią przejść, by poznać przyjaźń czy odrzucenie w grupie. Są góry porośnięte zielenią i łąki pełne kwiatów, o ile ktoś ich
nie skosił, po których wędrujemy, doświadczamy na nich uniesień czy
rozpaczy. Czasami zdarza się drzewo, na które główna bohaterka powieści
wdrapuje się, by uciec albo podziwiać świat, drzewo, z którym rozmawia.
Jednak rośliny współczesnego świata zazwyczaj są milczącymi
statystkami, ewentualnie trzecioplanowymi bohaterkami.
O tym, że kiedyś, w różnych częściach świata było inaczej, świadczą
chociażby powstałe na początku średniowiecza celtyckie nazwy liter
alfabetu ogamicznego, będące nazwami drzew. Ale również mitologie i religie świata. W ogrodzie oliwnym Jezus Chrystus spędził swoją ostatnią
noc. Mojżesz usłyszał boski głos, patrząc na gorejący krzew, którym mógł
być gązewnik akacjowy albo dyptam jesionolistny. Akacja podarowała
Egipcjanom pierwszą parę bogów. Pod figowcem pagodowym Budda miał
osiągnąć oświecenie. W mitologii nordyckiej prarodziców zwano Jesionem i Olszą. W kosmologii Słowian i rdzennych mieszkańców Ameryki rośliny
ustalały nie tylko rytm życia, ale również wyznaczały to, co święte. A według jakuckich szamanów Aał Łuuk Mas, czyli modrzew, mieści w sobie
cały wszechświat.
A przecież współcześnie, bardziej niż kiedykolwiek, mamy dostęp do
roślin z całego świata. Zapach kawy i poranny rytuał jej picia, herbata
zielona, czerwona, biała, a w końcu czarna z różaną konfiturą, kakao i czekolada, bawełniana koszula i lniane spodnie, chleb, zasmażana
kapusta, soczyste jabłka, czereśnie, truskawki, papryka chili, szałwia,
goździki, cynamon, drewniane domy, progi i futryny w tych domach,
stojące w nich stoły i krzesła, maść na hemoroidy z kasztanów i kwas
acetylosalicylowy z wierzby, zwany aspiryną, nie wspominając o tlenie,
bez którego ani rusz - to wszystko od roślin.
Wiemy również, że rośliny świetnie rozpoznają otoczenie, w którym rosną.
Zrzucając liście i igły, tworzą wokół siebie, w ziemi, odżywcze warunki
dla swego gatunku. Czasami, jak w przypadku orzecha włoskiego, szkodliwe
dla innych gatunków. Gdy niecierpek otoczony jest niespokrewnionymi ze
sobą roślinami, przekierowuje więcej zasobów do liści niż korzeni, by
zapewnić sobie dostęp do światła słonecznego. Natomiast jeśli rośnie w towarzystwie innych niecierpków, dba najpierw o korzenie i nie rozpycha
się liśćmi na powierzchni.
Buki komunikują się między sobą za pośrednictwem korzeni i dzielą się
pokarmem, zwłaszcza gdy któryś z nich został zraniony, a nawet ścięty.
Pozbawione korzeni mchy stykają się listkami, aby dzielić się wodą z rosnącymi obok krewnymi. Rzodkiewnik pospolity rozpoznaje wibracje
wywołane przez gąsienice i niepokojony zaczyna wydzielać substancje,
które odstraszają szkodniki. Kwiaty storczyków niekiedy udają owady, by
zachęcić prawdziwe owady do kopulacji, a tym samym zebrać z ich ciała
pyłek. Ślazówka kornwalijska jeszcze w ciemnościach zwraca się w stronę,
z której pojawi się światło. Liczne eksperymenty z zamykaniem jej w ciemnych pomieszczeniach oraz przenoszeniem z miejsca na miejsce
wykazały, że roślina zdobywa informacje, monitoruje cykl dzienny i nocny, przetwarza dane, zapamiętuje je i wykorzystuje, by znaleźć
najlepsze miejsce do wzrostu. Puszysta kula zawierająca owoce mniszka
lekarskiego, zwana potocznie dmuchawcem, może wędrować na odległość 150
kilometrów. Powietrze przepływające między włoskami puchu formuje nad
dmuchawcem wir, który unosi go w powietrzu. Mimoza wstydliwa składa
liście, gdy czuje się zagrożona. Pokrzywa, jak i szereg innych roślin
zaopatrzonych w kolce, wysyła wyraźny sygnał mający powstrzymywać
intruza przed dotykaniem, którego rośliny zazwyczaj bardzo nie lubią.
Dotyk często uruchamia mechanizmy obronne. To tylko przykłady obserwacji
świadczące bardziej o granicach naszego poznania oraz narzędziach, które
posiadamy, niż wiarygodna opowieść o roślinach.
Jesteśmy na samym początku odpowiadania na pytanie: kim są rośliny?
Chociaż najstarsze udokumentowane opracowania dotyczące roślin sięgają
2700 roku przed naszą erą. W Zielniku sporządzonym przez legendarnego
chińskiego cesarza Shennonga znalazł się opis 252 gatunków roślin
leczniczych i receptury około 365 lekarstw. Kolejny był Papirus Ebersa
z XVI wieku przed naszą erą odnaleziony w Egipcie, a w nim około 900
receptur. Następnie Asyria i Słownik Asurbanipala, Indie i ajurwedyjski traktat Sushruta Samhita dotyczący chirurgii, a w końcu
Corpus Hippocraticum przypisywany Hipokratesowi z Kos.
-
Zdaniem niektórych wierzeń w centrum świata rośnie praroślina, królowa
lasów, matka dżungli. Pramatka. W relacji dziecka z mamą istnieje pewna
forma zaślepienia na jej potrzeby, historię, niezależność, a w końcu
prawo do szczęścia. Przecież zawsze była, nie tylko dała życie, ale
również zaspokajała potrzeby. Bywa i tak, że dała życie i odeszła
(jednak wciąż trudno wskazać dar większy od daru życia). Dopóki dziecko
rośnie i jest głodne eksplorowania świata, zawsze może do mamy wrócić.
Nasza relacja z roślinami przypomina tę łączącą dziecko z tą, która
karmi, leczy, utrzymuje przy życiu. Tymczasem przygoda dojrzałego życia
rozpoczyna się od rozpoznania roli mamy, Ziemi nie jako istoty dającej,
tylko tej, która - nie tracąc tej roli - ma historię, pragnienia,
zachcianki, plany, strategie, prawa.
-
Rośliny mają jeszcze jedną umiejętność niedostępną dla ludzi. W tym
samym czasie znajdują się w trzech światach, znanych z najstarszych
szamańskich podań: podziemnym, zwanym dolnym, ziemskim, zwanym
środkowym, i niebiańskim, zwanym górnym. Łączą w sobie mrok dostępny
ślepym zwierzętom, ziemię zroszoną deszczem oraz ptasie przestworza
pełne wiatru i słońca. W wielu kosmologiach dęby, lipy, jesiony,
modrzewie i inne drzewa są osią świata (axis mundi) umożliwiającą
wędrówkę pomiędzy światami tym wszystkim, którzy przekroczą opowieści
umysłu.
Porozumienie z roślinami wydaje mi się jednym z najcenniejszych
doświadczeń bycia na Ziemi. Wpisana jest w nie konieczność odpuszczenia
opowieści, które w sobie noszę. Tych wszystkich, które mnie
ukształtowały i tych, które sam tworzę. Niekiedy wystarczy usłyszeć
wołanie starej sosny, wiechliny łąkowej, miodunki plamistej. Albo
wnikliwie obserwować: nie wiem. Innym razem pomocny jest post,
odosobnienie, vision quest, czyli wyprawy w poszukiwaniu wizji,
szamański rytuał z użyciem określonej rośliny albo chwila wdzięczności z gorącym naparem dziurawca w dłoni.
Porozumienie międzygatunkowe to rozpoznanie w szacunku części wspólnej,
do której dostęp ma i roślina, i człowiek. Nie chodzi wyłącznie o kojącą
świadomość współzależności od światła, wody, ziemi, powietrza. Ale
wewnętrzne, niemożliwe do ubrania w obrazy czy słowa rozpoznanie tego
samego życia, które jest we wnętrzu moim i we wnętrzu rośliny. Tak znika
oddzielenie człowieka od świata natury, z rozpoznaniem, że człowiek i natura są jednym.
-
Ta książka to znacznie więcej niż znane czytelniczkom i czytelnikom
"Przekroju" artykuły - te zostały zresztą poprawione i ulepszone. Na
potrzeby książki opisałem dwadzieścia pięć zupełnie nowych roślin.
Łącznie pięćdziesiąt rozdziałów, pięćdziesiąt roślin, które wybrałem w oparciu o skrajnie subiektywne kryteria zachwytu, uznania albo
wdzięczności. Są tu cebula i czosnek, bez których nie wyobrażam sobie
sosu pomidorowego i zdrowia. Jest liana duchów zwana ayahuascą,
odpowiedzialna za poszerzanie świadomości, i babka zwyczajna opatrująca
w dzieciństwie obtarte kolana. Są rokitnik i dzika róża, które najpierw
przywitały się smakiem i zapachem. Ale też iboga narkotyczna, która
potrafi przerwać uzależnienie od heroiny, i czapetka pachnąca, której
świeże pąki kwiatowe suszy się, by otrzymać aromatyczne i bakteriobójcze
goździki. Pięćdziesiąt roślin, które pozwoliłem sobie podzielić na pięć,
równie subiektywnych, co umownych kategorii: drzewa, krzewy, kwiaty,
zioła oraz rośliny magii i mocy. Dodatkowo wprosił się grzyb, nasza
rodzima łysiczka lancetowata, ze względu na zawartość psylocybiny,
lekarstwa stosowanego przy lekoopornej depresji.
Każdy rozdział składa się z czterech części: wstępu, charakterystyki,
właściwości i legendy. Charakterystyka oraz właściwości opierają się na
pracach naukowych, do których odwołuje kilkaset przypisów. Obie części
to twarde dane, analiza, efekty badań i eksperymentów w leczeniu
nowotworów, cukrzycy, chorób skóry, serca, układu pokarmowego i nerwowego oraz dziesiątek innych dolegliwości. Legenda kończąca każdy
rozdział jest autorską opowieścią z pogranicza szamanizmu, ludowych
podań, słowiańskich historii. Często zawiera zapis, a raczej próbę
przełożenia na słowa wizji podarowanych przez rośliny. Natomiast wstęp
jest połączeniem nauki, udokumentowanej historii z życia danej rośliny,
zaleceń zielarek i zielarzy z literaturą, mitami, niekiedy poezją.
Czytelniczki i czytelnicy znajdą również proste przepisy na napar, wywar
czy leczniczą nalewkę. Pewne rośliny domagały się niekiedy większej
uwagi i dodatkowych podrozdziałów, jak na przykład kawowiec, mak
lekarski czy konopie, popularnie zwane marihuaną.
-
Autentyczne i żywe doświadczenie spotkania dwóch istot, człowieka i rośliny, które na tylko sobie znane sposoby rozpoznają ten akt, odmienia
i określa nowy kierunek życia. Początkowo ten ruch jest subtelny,
ponieważ wydarza się bardziej w czasie roślin niż ludzi. Jest w nim
pragnienie życia na prawach wiatru roznoszącego nasiona i wody, którą
wystarczy rozpoznać, zaprosić, by uzdrawiała. Doświadczenie spotkania w sposób naturalny budzi pragnienie wyrażenia wdzięczności, to coś na
kształt pokory, która nie ma nic wspólnego z wynoszeniem człowieka ponad
naturę, umniejszaniem człowieka, pielęgnowaniem dumy z ludzkich
osiągnięć, czy poczucia winy za ekspansywny tryb życia ludzi. To
doświadczenie przynosi rozpoznanie równości w tym, co różnorodne,
odmienne, niemożliwe do poznania, ale możliwe do obdarzenia miłością.
Wierzę, że lektura Wizji roślin może być pretekstem do takiego
doświadczenia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Kazimierz Moszyński, Kultura ludowa Słowian, część II, Kultura duchowa, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1934 [wróć]
2. Stanisław Świrko, Z genealogii Mickiewiczowskiego Baublisa, "Rocznik Towarzystwa Literackiego imienia Adama Mickiewicza", 4, 41-55, 1969 [wróć]
3. Lasy i zarośla. Zbiorowiska roślinne Polski, red. naukowa W. Matuszkiewicz, P. Sikorski, W. Szwed, M. Wierzba, PWN, Warszawa 2013 [wróć]
4. Henryk Różański, Quercus - dąb w fitoterapii, za https://rozanski.li/1193/quercus-dab-w-fitoterapii/ dostęp 2021.05.12 [wróć]
5. Ruta Kowalska, O czym szumią zioła. Poradnik ziołolecznictwa, tom 1, Grabowo, 2020 [wróć]
6. Aleksander Ożarowski, Wacław Jaroniewski. Rośliny lecznicze i ich zastosowanie, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, 1987 [wróć]
7. Peter Wohlleben, Sekretne życie drzew, tłumaczenie Ewa Kochanowska, wyd. Otwarte, Kraków, 2016 [wróć]
8. Józef Ignacy Kraszewski, Litwa: starożytne dzieje, ustawy, język, wiara obyczaje, pieśni, przysłowia, podania i t.d. Historya do XIII wieku, Tom 1, wydano w drukarni Stanisława Strąbskiego w 1847 roku [wróć]
9. Stanisława Gajewska, Obraz dębu i lipy w literaturze polskiej i litewskiej XIX - p. XX wieku. Studium porównawcze, Wileński Uniwersytet Pedagogiczny, Wilno 2001 [wróć]
10. Kazimierz Moszyński, Kultura ludowa Słowian, część II, Kultura duchowa, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1934 [wróć]
11. Lasy i zarośla. Zbiorowiska roślinne Polski, red. naukowa W. Matuszkiewicz, P. Sikorski, W. Szwed, M. Wierzba, PWN, Warszawa 2013 [wróć]
12. Wojciech Adamowski, Ale lipy. Królestwo roślin, Matecznik Białowieski 2/2009 [wróć]
13. Tomasz Samojlik, Drzewo wielce użyteczne - historia lipy drobnolistnej (Tilia cordata) w Puszczy Białowieskiej, "Rocznik Dendrologiczny", Vol. 53 - 2005 [wróć]
14. Joanna Krajewska, Właściwości lecznicze kwiatostanów lipy (Tiliae inflorescentia), Farmakoterapia - "Lek w Polsce", 2014 [wróć]
16. Henryk Różański, Kwiat lipy - Flos (Inflorescentia) Tiliae w fitoterapii, za: https://rozanski.li/397/kwiat-lipy-flos-inflorescentia-tiliae-w-fitoterapii, dostęp 2021.05.18 [wróć]
17. Lao Tzu, Tao Te Ching, przełożył Wojciech P. P. Zieliński (www.tao-te-ching.8segment.pl) [wróć]
18. Stanisław Bonifacy Jundziłł, Botanika stosowana, czyli wiadomość o własnościach y uzyciu roslin w handlu, ekonomice, rękodziełach, o ich Oyczyźnie, mnożeniu, utrzymywaniu według układu Linneusza, w Drukarni Dyecezalney, Wilno 1799 [wróć]
19. Józef Gerald Wyżycki, Zielnik ekonomiczno-techniczny, czyli opisanie drzew, krzewów i roślin dziko rosnących w kraju, jako też przyswojonych, z pokazaniem użytku ich w ekonomice, rękodziełach, fabrykach i medycynie domowéj, z wyszczególnieniem jadowitych i szkodliwych, oraz mogących służyć ku ozdobie ogrodów i mieszkań wiejskich: Ułożony dla gospodarzy i gospodyń przez Józefa Gerald-Wyżyckiego, Tom 1, Selbstverl., [Dr.:] Zawadzki, 1845 [wróć]
21. Wojciech Adamowski, Wysoki jak brzoza, Matecznik Białowieski 2/2016, Biuletyn Przyrodniczy Białowieskiego Parku Narodowego [wróć]
22. Elżbieta Kociołek-Balawejder, Marta K. Żebrowska, Brzoza - kierunki wykorzystania biomasy, "Nauki inżynierskie i technologie", Wydawnictwo Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, 2009 [wróć]
23. Agata Kozioł, Ewa Garasińska-Pryciak, Biologiczna aktywność betuliny i zastosowanie w kosmetyce, "Kosmetologia Estetyczna", 4/2016/vol. 5 [wróć]
25. Monika Karabela, Czereśnia znana i nieznana, "Panacea - Leki ziołowe" nr 2(23), 2008 [wróć]
W wierszu Samobójstwo dębu Maria
Pawlikowska-Jasnorzewska opowiada o dębie, który poznał życie, bo
widział "generacyj tyle" i teraz patrzy na wszystko z pogardą. Z tego
powodu zdejmuje z nieba piorun "jak złocisty sztylet" i wbija "go sobie
w pierś twardą". Uczłowieczając istoty, które mają szansę pamiętać bitwę
pod Grunwaldem, można również założyć, że wynikiem ich istnienia, czy
też poznania, będą emocje przekraczające pogardę i każde inne ludzkie
uczucie. Jednak wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej nawiązuje nie tyle
do pieśni drzew, co słowiańskich opowieści, w których dębowi przypisany
był Perun, gromowładny bóg, stwórca i pan świata. Drzewo rażone piorunem
zwane było dębem piorunowym i czasami wyznaczało magiczną granicę. Oto
Perun oznaczył święte miejsce, do którego ludzie nie powinni wkraczać.
Dla Słowian axis mundi - osią świata - był właśnie dąb. Korzenie
drzewa sięgające najgłębszego wnętrza Ziemi i jego gałęzie chwytające
nocą gwiazdy tworzyły filary podtrzymujące świat.
Z kolei Czesław Miłosz wiersz Los otwiera pytaniem: "Czy tym samym
jest żołądź i dąb oszroniały?". W kulturze słowiańskiej dąb utożsamiany
był z tym, co w ludziach silne i zdrowe (co z kolei kultura
patriarchalna ochoczo zaczęła przypisywać męskości). Można być silnym
czy zdrowym jak dąb, można być również "wielkim jak dąb i głupim jak
głąb" - jak głosi dawne przysłowie. Żołędzie, podobnie jak jajka, były
dla Słowian symbolem nowego życia. Pytanie Miłosza jest pytaniem o kota
Schrödingera. Żołądź musi obumrzeć, by zmienić się w dąb, który wyda
nowe owoce, aż stanie się dębem oszroniałym. Dębem stojącym na progu.
Jeśli Miłosz pyta o znak równości lub łączności pomiędzy życiem i śmiercią - z odpowiedzią śpieszą dęby. Trzeba tylko zamknąć usta i przyłożyć ucho do ich kory.
-
Królowi drzew i lasów, przedstawicielowi boga Peruna, składano ofiary z mleka, miodu, płodów ziemi, ale również mięsa i sami tylko Słowianie
dobrze wiedzą, czego jeszcze. Kult dębów kwitnął w tak zwanych świętych
gajach, w których nie należało podnosić głosu, zrywać gałęzi, nie
wspominając o ścinaniu, czy raczej mordowaniu drzew. Zdarzało się, że
dęby były odgradzane od reszty drzew specjalnymi płotami, roślinnymi i kamiennym fortyfikacjami, zwłaszcza jeśli były to dęby pobłogosławione
piorunem. Dostęp do nich związany był z modlitwami, tańcami, tworzeniem
żywego kręgu z ludzi trzymających się za ręce. Para młoda, która zaraz
po zaślubinach nie obeszła trzykrotnie dębu dookoła, zapraszała do swego
związku nieszczęście. "Pod wsią Beisce w Kieleckiem rósł do niedawna w lesie, czy może jeszcze rośnie, ogromny dąb, mający jakoby władzę
leczenia cierpień zębów, dziąseł i gardła"1. Chory musiał udać
się do dębu przed wschodem słońca, dbając, by nie rozmawiać z żadną z napotkanych po drodze osób. By pożegnać chorobę, należało obejść drzewo
trzykrotnie, mówiąc: "Powiedzże mi, powiedz, mój kochany dębie, jakim
sposobem leczyć zęby w mojej gębie".
Baublis
W odrobinę wcześniejszych czasach stare dęby, które w określone dni roku
snuły swoje pieśni, zwano baublisami. Nieliczni mogli je nie tylko
zrozumieć, ale również znaleźć w nich odpowiedzi dotyczące przyszłości.
Najsłynniejszym jest ten, o którym Adam Mickiewicz napisał w Panu
Tadeuszu:
Drzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy,
Bym was oglądał znowu, przyjaciele starzy,
Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?
Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecię:
Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie,
Wiekami wydrążonym, jakby w dobrym domie,
Dwunastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?
Dąb spędził swoje życie na Żmudzi w Brodzie. Ziemie te należały do
Dionizego Paszkiewicza. Rósł "na pagórku zwanym Wiszniową Gorą (po
litewski Wiszniukałnas) i od niepamiętnych czasów nosił w tradycji
ludowej miano Baublisa. Etymologię tego wyrazu wyprowadza autor od
imienia litewskiego bożka Bubilisa, opiekuna pszczół i miodu"2. W 1811 roku, nieznany nikomu z imienia kłusownik wykurzał lisa, który
skrył się w norach między korzeniami dębu. Ogień przeszedł na drzewo i w 1812 roku Paszkiewicz je ściął. Podania mówią, że wewnątrz jego
wyżłobionego pnia mogło usiąść dziesięciu ludzi (zdaniem Mickiewicza -
dwunastu). Uroczyste liczenie słoi drzewa odbyło się w towarzystwie
księcia Giedroycia, biskupa żmudzkiego. Paszkiewicz uznał, że poczciwy
Baublis musiał mieć co najmniej tysiąc lat. W jego miejscu powstało
muzeum starożytności litewskich. A o losach Baublisa można przeczytać
znacznie więcej w wierszowanym manuskrypcie Baublis. Powieść Żmujdzka,
który odnaleziono w 1965 roku w archiwach wileńskich.
Charakterystyka
Pień najczęściej prosty, krępy. Kora dojrzałych osobników gruba,
podłużnie i zazwyczaj głęboko spękana, ciemnobrunatna lub ciemnoszara. Z daleka przypomina kolczugę, prastarą zbroję. U młodych drzew kora
metaliczna, niekiedy połyskująca jak u buków. Charakterystyczne
skrętoległe liście, ząbkowane lub klapowane, czasem sercowate u podstawy, zależnie od gatunku.
Dąb szypułkowy (Quercus robur) rośnie prawie w całej Europie "z wyjątkiem części Półwyspu Iberyjskiego, Sycylii, Korsyki, północnej
Skandynawii i północno-zachodniej Rosji. Ponadto występuje na Krymie,
Kaukazie i w północnym Iranie. Wschodnie krańce zasięgu znajdują się na
południowym Uralu i w środkowym biegu Wołgi. W górach Kaukazu osiąga
wysokość 1800 metrów nad poziomem morza, a w Karpatach 1300 metrów nad
poziomem morza. Na terenie Polski jest pospolitym gatunkiem na całym
niżu oraz na pogórzu do około 600 metrów nad poziomem morza"3.
Dąb szypułkowy może żyć do tysiąca lat, przekroczyć trzy metry obwodu
pnia w pierśnicy i 50 metrów wysokości. Potrafi przystosować się do
zmiennego klimatu i przepada za słońcem.
Dąb bezszypułkowy (Quercus petraea) jest znacznie bardziej zależny od
przewidywalnego, ciepłego klimatu, źle znosi przymrozki wiosenne i cierpi podczas mroźnych zim. Za to znacznie lepiej radzi sobie w zacienionych warunkach. Z tego powodu jego zasięg to głównie środkowa i zachodnia Europa, chociaż spotkano nieliczne osobniki na wysokości 1400
metrów nad poziomem morza, w Iranie.
Z wiosennych kwiatów rodzą się jajowate owoce. Żołędzie dębu
bezszypułkowego osadzone są nie więcej niż po trzy na bardzo krótkich
szypułkach. Żołędzie dębu szypułkowego, bardziej owalne, wyrastają na
długich, nawet kilkucentymetrowych szypułkach. Właśnie ta odmienność
zadecydowała o nazwach obu gatunków dębów. Chociaż różnic jest więcej.
Dąb bezszypułkowy zazwyczaj jest bardziej smukły, mniej rozłożysty,
nieczęsto przekracza 40 metrów wysokości i półtora metra w pierśnicy,
chociaż wykazuje podobny apetyt na długie życie, co dąb szypułkowy.
Korzenie dębu tworzą imponujący system palowy. Młoda roślina wbija się
głęboko w ziemię, jakby chciała dotrzeć do jej jądra. Z czasem korzenie
rozgałęziają się, tworząc system ukośny.
Właściwości
Kora dębu słynie z działania ściągającego, przeciwzapalnego i antywirusowego. W jej skład wchodzą garbniki, których w młodej korze
może być nawet do 20%! W liściach garbników jest około 5%. Poza tym kora
zawiera "flobafeny (także w starszych liściach), flawonoid kwercetynę
(także w liściach), alkohol cykliczny cukrowy - kwercytol, kwasy
fenolowe (galusowy, elagowy)"4.
Zawartość cennych garbników z wiekiem drzewa spada aż do 4%, dlatego
korę najlepiej pozyskiwać z młodych drzew - nie należy jednak obdzierać
żywych drzew, które mogą przeżyć kolejne wieki! Korę najlepiej pozyskać
ze ściętych drzew albo tam, gdzie prowadzone lub planowane są wycinki
drzew. Na ziemi można znaleźć mnóstwo gałęzi i gałązek, które są bogatym
źródłem cennego lekarstwa (sensowną opcją jest również nabycie kory
dębów z etycznego i ekologicznego miejsca).
Zebraną korę trzeba wysuszyć, w temperaturze do 35°C, a przed użyciem
można ją zmielić. Chociaż gdy przygotowuję odwary, czasami korzystam z całych ususzonych pasków dębowej kory - zwłaszcza gdy chcę otrzymać
mocniejszy ekstrakt.
-
Odwar z kory dębu
Łyżka kory dębu
Szklanka zimnej wody
Korę zalać wodą. Gotować powoli pod przykryciem około pięciu minut,
następnie zostawić do naciągnięcia na pół godziny. Odcedzić. I już można
pić.
Taki napój leczy stany zapalne błony śluzowej w jamie ustnej -
korzystałem z niego ochoczo po zabiegach dentystycznych, przy
podrażnionych dziąsłach. Poza tym kora dębu leczy podrażnienia i zapalenia skóry, lekkie oparzenia oraz hemoroidy. Bogaty w garbniki
odwar z kory ścina białko na powierzchni ran i przyśpiesza ich gojenie.
Odrobinę intensywniejszy odwar jest świetnym lekiem na biegunki, zaleca
się pić po małej szklance dwa lub trzy razy dziennie. Jednak "ze względu
na to, że surowce bogate w garbniki hamują wchłanianie składników
pokarmowych, wiążą mikroelementy i mogą powodować zahamowania
przyswajania alkaloidów i innych leków zasadowych, odwaru nie stosuj
dłużej niż trzy dni. Jeśli przyjmujesz jakieś leki syntetyczne, zażywaj
je godzinę przed lub po wypiciu odwaru"5.
Zawarte w korze dębu garbniki "wiążą się również z białkiem komórek
drobnoustrojów, dzięki czemu działają bakteriobójczo lub hamują rozwój
mikroorganizmów. Poza tym unieczynniają toksyny bakteryjne wytwarzane
przez różne drobnoustroje chorobotwórcze. Dają również nierozpuszczalne
osady z alkaloidami i solami metali ciężkich, co bywa czasem
wykorzystywane w zatruciach tymi związkami"6. Z kolei wywar z liści dębu polecany jest na łupież. Żołędzie mogą być podstawą nalewek.
Przygotowuje się z nich również napój odchudzający, kawę wspierającą
układ odpornościowy, a w końcu bogatą w witaminy mąkę. Drobno zmielone
żołędzie, parzone z dodatkiem kardamonu i cynamonu stanowią konkurencję
dla espresso. Jeśli natomiast chodzi o bóle pleców i kręgosłupa - już
Słowianie wiedzieli, że nie ma nic lepszego od kory starego dębu. Należy
udać się do drzewa, pokłonić się mu, zapytać o pozwolenie i po jego
uzyskaniu - ocierać się plecami o korę. Nie krócej niż 15 minut,
najpierw delikatnie i czule, później intensywniej, ale tak, by nie
przekraczać progu bólu i nie ranić skóry drzewa.
-
Drugiego listopada 1974 roku w Puszczy Białowieskiej wichura zwaliła
jeden z najsłynniejszych dębów, zwany Dębem Jagiełły. Podobno
przesiadywał pod nim Władysław Jagiełło, gdy wybierał się na polowanie.
Fakty mówią jednak, że słynny dąb nie dożył 450 lat. Leży na ziemi ponad
40 lat, pozbawiony kory, miejscami pożarty przez czas, ale wciąż sprawia
wrażenie, jakby upadł kilka lat temu. Drewno dębu jest "przesycone
substancjami hamującymi rozwój grzybów i mocno spowalniającymi procesy
gnilne. Garbniki odstraszają też większość owadów, a zupełnie mimochodem
i niezamierzenie owe środki obronne poprawiają smak wina (dojrzewającego
w beczkach barrique), gdy w którymś momencie drzewo zmienia się w dębową beczkę. Nawet mocno uszkodzone okazy z ułamanymi konarami są w stanie odbudować koronę i żyć jeszcze spokojnie przez całe
stulecia"7. Leżący w Puszczy Białowieskiej kilkunastometrowy
pień z owalną dziurą w środku przypomina wieloryba łypiącego otwartym
okiem na patrzącego. Właśnie tak wyobrażałem sobie stworzenie, które
połknęło biblijnego Jonasza. Lubiłem w dzieciństwie tę historię i bałem
się jej. Oto człowiek, który został ukarany za to, że ucieka przed swoim
przeznaczeniem. Podobno najstarsze pieśni baublisów opowiadają o tym,
dokąd zmierzamy i kim naprawdę jesteśmy.
Wizja
Na początku był ocean i wiatr, nic więcej. Istnieli od głębin po
przestworza, złączeni pośrodku. Nie mogli siebie przeniknąć. Wielki Duch
przeglądał się w lekkości powietrza i gęstości wody, przeglądał się w sobie. Aż uznał, że przyszedł czas na poznanie. Rozdzielił się na pół. W wodzie zamieszkała ta, która daje życie. W powietrzu zamieszkał ten,
który je wywołuje. Wezbrały wody oceanu, nadeszły sztormy i tornada,
trąby powietrzne unosiły wody wysoko do góry, jednak te za każdym razem
powracały na swoje miejsce. I tak minęły wieki, a Wielki Duch nie mógł
ponownie się zjednoczyć. W końcu spoczął, wyczerpany, podzielony. Ucichł
wiatr, a tafla oceanu stała się gładka. I tak to trwało. Cisza
zawładnęła światem, aż Wielki Duch usnął. I właśnie wtedy, na samym
środku oceanu pojawiło się światło. Nikt nie wie do dzisiaj, skąd
przyszło, chociaż są tacy, którzy twierdzą, że to Wielki Duch przez sen
otworzył oczy i z nich wystrzelił jasny promień. W świetle, na samym
środku oceanu poruszyła się woda, którą począł wołać wiatr - jednak
czynił to inaczej niż wcześniej. Wołał pieśnią, wołał w miłości, wołał w wolności, gdyż już wiedział, że od tej, która daje życie, zależy czy
przyjdzie. I tak się stało. Ta, która daje życie, wchłonęła światło i na
samym środku oceanu wyrosło pierwsze drzewo, które chciało być nazwane
dębem. Wraz z nim pojawiły się ziemia i niebo, zwierzęta i chmury,
rośliny i deszcz, ludzie i bogowie. Wszyscy w nieustającym tańcu, który
ma tylko jeden cel: odkryć, jak ponownie złączyć się w jedno, by obudzić
Wielkiego Ducha.