Wstęp
Ochrzczeni w ogniu
40 do 1
Tak cicho przed burzą, oczekując rozkazu
Kilku zostało wybranych, by stanąć
Jak jeden przeciw znacznie przewyższającym liczebnie
Rozkazy z dowództwa:
Bronić się, utrzymać pozycje!
Na początku września nadeszła
Wojna nieznana światu1.
Tak zaczyna się piosenka szwedzkiego zespołu heavymetalowego Sabaton o tytule 40:1, opowiadająca o obronie Wizny przed niemieckim atakiem w dniach 7-10 września 1939 roku. Wokalista zespołu Joakim Brodén tak
mówił na ten temat w wywiadzie dla "Rzeczypospolitej" w 2008 roku:
"Polski fan przesłał nam kiedyś informację o bitwie pod Wizną. Kiedy
przeczytaliśmy o czynach kapitana Władysława Raginisa i jego przyjaciół,
była to dla nas tak nieprawdopodobna historia, że sądziliśmy najpierw,
iż nie może być prawdziwa. Taka niesamowita odwaga, by 720 żołnierzy
stawiało opór 42 tys. Niemców! Uznaliśmy natychmiast, że to najbardziej
interesująca bitwa historii, i oczywiście napisaliśmy o tym piosenkę
40:12. W jakim stopniu przekaz, który otrzymali muzycy zespołu
Sabaton, jest prawdziwy? Czy jest w ogóle autentyczny?
Na te i inne pytania postara się odpowiedzieć ta książka. Bój pod Wizną
stanowił część walk, jakie wtedy stoczono nad Narwią. Wysiłkiem wojsk
SGO "Narew". Ten związek operacyjny Wojska Polskiego jest często
pomijany w opracowaniach dotyczących przebiegu kampanii 1939 roku. Z jednym wyjątkiem - dotyczącym właśnie Wizny. Rodzi się w ten sposób
fałszywy i uproszczony obraz walk pod Wizną, w którym nie sposób dociec,
dlaczego właściwie tam toczyły się boje? No właśnie... Czy tylko tam
wojska SGO "Narew" toczyły wtedy walki? W tym wizerunku wyizolowanego
boju często traci się obraz bohaterskiej przecież obrony Łomży czy
Nowogrodu przez żołnierzy 33. pułku piechoty. Obrona ta zrobiła wrażenie
nawet na Niemcach. Sam generał Heinz Guderian określał obronę Łomży jako
"mężną"3. Trzeba przyznać, że takie określenie zawarte we
wspomnieniach niemieckiego generała, jednego z najważniejszych dowódców
III Rzeszy, robi wrażenie.
Obrona umocnień pod Wizną, bo przecież nie w samym miasteczku, stanowiła
niejedyny w tym rejonie przykład obrony umocnionej pozycji przez
piechotę przed atakiem wojsk zmotoryzowanych i pancernych. Czy była
szansa na powstrzymanie tam Niemców? Jaką rolę w obronie pod Wizną
odegrały wyższe dowództwa polskie i niemieckie? Czy można było zrobić
coś więcej dla podtrzymania oporu w tym miejscu? Jakie straty poniósł
tam Wehrmacht i czy mogły być one większe? Jak widać, pytań dotyczących
obrony pod Wizną może być wiele. Chociaż staram się na nie dać
odpowiedzi w niniejszej pozycji, to jednak nie roszczę sobie praw do
nieomylności i stawiania niepodważalnych tez. Jednak mam nadzieję, że
pozycja niniejsza przyczyni się do właściwego poznania wydarzeń w rejonie środkowego biegu Narwi w dniach 7-10 września 1939 roku.
Przykład obrony linii Narwi jest ciekawy nie tylko przez fakt
legendarnego już dzisiaj boju pod Wizną, ale także ze względu na
umocnione fortyfikacje, które miały spowolnić niemiecki atak. Próba
obrony linii środkowej Narwi stanowi zatem przykład racjonalności
przedwojennych założeń oraz trwałości pośpiesznie stawianych umocnień.
Z drugiej strony niemiecki atak na powyższą linię stanowi przykład
użycia przez Niemców właściwie zaimprowizowanych sił do ataku na
północno-wschodnie skrzydło polskiej obrony. Właściwie można powiedzieć,
że atak w tym sektorze frontu wojny był w dużej mierze podjęty
przypadkowo i nawet dowódcy niemieccy spierali się, co właściwie miał
osiągnąć. Próba rozbicia polskiej obrony w tym rejonie była oczywistym
celem, ale co dalej? Czy miało to być tylko taktyczne wyminięcie
polskiej obrony na północ od Warszawy? A może wielki manewr okrążający
Wojsko Polskie? Lub też zniweczenie w zarodku polskich prób utworzenia
linii obrony na wschodzie? Ostatecznie niemiecki atak przyniósł znaczne
efekty w postaci rozbicia większości sił SGO "Narew", ale nie udało się
unicestwić wszystkich polskich wojsk broniących się w tym rejonie.
Wprost przeciwnie. Suwalska i Podlaska Brygady Kawalerii walczyły
jeszcze do końca kampanii. To samo można powiedzieć o 135. pprez.
Również 3. pp KOP walczył długo i musiał ulec przewadze sowieckiej.
Jest jeszcze jeden aspekt walk na linii środkowej Narwi. Decyzja
dowództwa niemieckiego o rzuceniu na północno-wschodnią flankę frontu
polskiego 10. DPanc świadczyła o tym, że czuło się ono bardzo pewnie i nie widziało zagrożenia ze strony zachodnich sojuszników Polski.
Przerzucenie całej dywizji z Protektoratu Czech i Moraw do Prus
Wschodnich w ostatnich dniach sierpnia i pierwszych dniach września 1939
roku wymagało dużego wysiłku logistycznego, chociaż w przypadku
przerzutu na front zachodni przeciw wojskom francuskim obciążenie
logistyki byłoby pewnie podobne. Jednak zachowanie w odwodzie na froncie
zachodnim takiej dywizji spowodowałoby usztywnienie obrony przed
ewentualną francuską ofensywą. Zachowanie w odwodzie takiej dywizji
usztywniłoby jeszcze bardziej front obrony przed ewentualną francuską
ofensywą. Mimo to dowódcy niemieccy uznali, że bardziej warto wysłać nie
do końca sprawną jednostkę przeciwko Polsce niż Francji. Okazało się, że
dla dowództwa niemieckiego ważniejsze było szybsze pokonanie Polski niż
obawa przed francuskim atakiem. Czy jednak atak przeprowadzony przez 10.
DPanc, najpierw w ramach XXI KA, a później XIX KA, był skuteczny, skoro
nie udało się zniszczyć wszystkich polskich jednostek wchodzących w skład SGO "Narew"?
W niniejszej książce starałem się zawrzeć obydwie perspektywy: zarówno
strony polskiej, jak i niemieckiej. Mam nadzieję, że te wysiłki będą
widoczne i całościowe ujęcie boju pod Wizną się uda.
W tym miejscu chciałbym podziękować osobom, które przyczyniły się do
powstania niniejszego tomu. Przede wszystkim dziękuję mojemu serdecznemu
koledze, dr. Piotrowi Sadowskiemu, którego chłodne, analityczne
spojrzenie pozwoliło mi na uporządkowanie pewnych zagadnień. Z Piotrem
toczyliśmy nieraz zażarte i pełne pasji spory na tematy historyczne od
młodzieńczych, niemalże dziecięcych lat. Wspólnie prowadziliśmy gry
strategiczne na długo przedtem, zanim stało się to modne tak jak
dzisiaj. Wykuwały się w ten sposób moje poglądy i spojrzenie na wiele
kwestii.
Dziękuję też por. SG Piotrowi Waseńczukowi za pomoc merytoryczną i za
udostępnienie zdjęć do niniejszej publikacji.
Wyrazy wdzięczności składam zwłaszcza swojej rodzinie: żonie oraz synom,
którzy musieli znosić porozrzucane po całym salonie książki. Świadczyły
nie tylko o mojej pasji pisarskiej, lecz także o ich cierpliwości.
Zawsze czułem ich wsparcie.
Rozdział I. Samodzielna grupa operacyjna "Narew"
W lutym i marcu 1939 roku polski plan wojny z Niemcami został poddany
ostatecznej modyfikacji. Plan otoczony był tak daleko posuniętą
tajemnicą, że znało go zaledwie kilka osób. Dwudziestego trzeciego marca
marszałek Edward Śmigły-Rydz wezwał do siebie sześciu generałów z zamiarem wręczenia nominacji na dowódców związków operacyjnych, które
miały zostać utworzone w związku z przygotowaniami do spodziewanej
wojny. Początkowo miało powstać pięć armii i samodzielna grupa
operacyjna. Niestety przyszli dowódcy tych związków nie poznali całości
planów Naczelnego Wodza, otrzymali tylko zadania na pierwsze dni wojny.
Oznaczało to w przyszłości kłopoty przy podejmowaniu decyzji. Dowódcom
tego szczebla brakowało danych niezbędnych do wykonania postawionych
zadań, w tym przede wszystkim myśli przewodniej Naczelnego Wodza.
Dowódcy armii i SGO nie wiedzieli, na jakiej rubieży mają się bronić.
Nie wiedziano, kiedy można liczyć na interwencje odwodów Naczelnego
Wodza4.
Samodzielna Grupa Operacyjna "Narew" powstała 24 marca 1939 roku. Jej
dowódcą został gen. bryg. Czesław Młot-Fijałkowski, dotychczasowy
dowódca 18. Dywizji Piechoty. Już na początku dowódca ten musiał zdać
sobie sprawę, że postawiono go przed prawie niewykonalnym zadaniem.
Świadczy o tym zdanie, jakie miał wypowiedzieć do marsz. Edwarda
Śmigłego-Rydza, gdy ten zapytał go, jak się czuje jako dowódca SGO
"Narew". Odpowiedź brzmiała: "Bardzo źle, bo gdy nieprzyjaciel natrze -
przejdzie wszędzie, a ja mu nic nie zrobię, gdyż nie mam czym"5.
To fatalistyczne zdanie miało swoje uzasadnienie w świetle zadań
nałożonych na dowódcę SGO "Narew" i sił, które zostały mu przydzielone
do ich realizacji. Stosunek sił wobec przydzielonych do realizacji zadań
nie przedstawiał się korzystnie. SGO "Narew" miała: rozpoznać
nieprzyjaciela w pasie przydzielonej obrony, nie przepuścić go przez
linię rzek Biebrzy i Narwi, osłonić skrzydło Armii "Modlin", osłonić
linię kolejową Grodno- -Warszawa. Gdyby, co już wtedy brano za
prawdopodobne, nie udało się obronić linii rzek, wojska SGO "Narew"
miały przejść na linię Bugu i Puszczy Białowieskiej. Pas działania SGO
"Narew" obejmował odcinek od styku z granicą z Litwą w okolicach Sejn do
miejscowości Chorzele. Głębokość obrony, czyli odległość od granicy do
linii rzek Narwi i Biebrzy, wynosiła 35-70 km. W rzeczywistości jednak
decyzje Naczelnego Wodza spowodowały, że SGO "Narew" miała walczyć w osamotnieniu. Dowódca SGO "Narew" w gruncie rzeczy otrzymał zadanie,
które sprowadzało się do jednego: utrzymania podanej linii terenowej.
Generał Młot-Fijałkowski nie wiedział jednak na przykład, jak ma
współdziałać z sąsiadem, czyli Armią "Modlin"6.
Do wykonania tych zadań potrzebne były odpowiednie siły. Niestety,
obszar, który miał być chroniony przez SGO "Narew", nie znajdował się w szczególnym zainteresowaniu Naczelnego Wodza. Rejon Suwalszczyzny i północnego Podlasia nie przykuwał uwagi polskich planistów. Uważano, że
na froncie północnym główne zagrożenie będzie stanowić ewentualne
uderzenie z Prus Wschodnich na południe, wprost na Warszawę. Dlatego o wiele ważniejsze zadania otrzymała Armia "Modlin", która miała osłaniać
polską stolicę od północy. Ewentualny atak wroga na SGO "Narew" oddalał
siły niemieckie od ich głównego celu, jakim była Warszawa i przede
wszystkim okrążenie wojsk polskich na zachodnim brzegu Wisły. Dlatego
siły polskie przeznaczone do składu SGO "Narew" były skromne. Podstawę
stanowiła 18. Dywizja Piechoty. Oprócz niej w skład SGO "Narew" miała
wejść 33. Dywizja Piechoty Rezerwowa, mobilizowana przez Korpus Ochrony
Pogranicza, oraz dwie brygady kawalerii: Suwalska oraz Podlaska. Oprócz
tych wielkich jednostek w skład SGO "Narew" miały wejść pomniejsze
oddziały, takie jak: 3. pułk piechoty KOP, batalion ckm, który
ostatecznie nie dotarł, tak samo jak dywizjon artylerii lekkiej, trzy
bataliony ON, z których jednak zorganizowany był tylko jeden. Oprócz
tego do SGO "Narew" przydzielono lotnictwo w postaci: 13. eskadry
lotnictwa towarzyszącego, 51. eskadry rozpoznawczej, 151. eskadry
myśliwskiej i 9. plutonu łącznikowego7.
Słabe lotnictwo podporządkowane SGO "Narew" nie miało niestety szans na
jakiekolwiek sukcesy. Eskadra myśliwska miała na swoim stanie zaledwie
dziesięć starych myśliwców PZL P-7a. Nie było też dużych szans na
uzyskanie większych efektów w zakresie prowadzonego rozpoznania. Dlatego
działania polskiego lotnictwa w tym rejonie nie wpłynęły w sposób
widoczny na działania lądowe. W dniu 8 września rozkazem Naczelnego
Wodza ocalałe samoloty zostały skierowane na lotnisko Adamków koło
Brześcia, kończąc w ten sposób działania na rzecz SGO "Narew"8.
Siły przeznaczone do obrony były zdecydowanie za małe wobec zadań oraz
rozmiaru bronionego terenu. Długość odcinka w linii prostej wynosiła
około 200 km. Było to zatem znaczne przekroczenie przedwojennych norm
długości odcinka skutecznej obrony dla związków taktycznych. Ale również
siły niemieckie stojące naprzeciw SGO "Narew" były nieliczne. Niemcy
mieli jednak przynajmniej możliwość wyboru kierunku ataku, a Polacy
musieli obstawić całą linię granicy z Rzeszą. Wobec powyższego dowódca
SGO "Narew" musiał zdecydować się na wybranie priorytetów i sposobu
wykonania zadań, jakie przed nim postawił Naczelny Wódz. Generał
Młot-Fijałkowski postanowił pas obrony podzielić na sześć odcinków, do
których miały zostać rozdzielone siły SGO "Narew". Były to: "Augustów",
"Osowiec", "Wizna", "Łomża", "Nowogród" oraz "Ostrołęka"9.
Specyfika terenu przyszłej walki
By zrealizować powyższe zadania, gen. Młot-Fijałkowski musiał
wykorzystać warunki terenowe, które mogły sprzyjać obronie. Pas obrony
SGO "Narew" leżał w całości na terenach ówczesnych województw
białostockiego i warszawskiego, a właściwie ich północnej części, czyli
powiatów suwalskiego, augustowskiego, grajewskiego, kolneńskiego,
białostockiego i włączonych od 1 kwietnia 1939 roku do województwa
warszawskiego powiatów łomżyńskiego i ostrołęckiego. Obszar ten,
stanowiący wschodnią część Niziny Mazowiecko-Podlaskiej i obejmujący
Pojezierze Suwalsko-Augustowskie, charakteryzuje się zróżnicowanym
krajobrazem. Na Pojezierzu Suwalskim występują jeziora rozciągnięte w długich i głębokich kotlinach. W kierunku południowym teren obniża się i przechodzi w bardziej równinne Pojezierze Augustowskie. Znajdujące się
tam jeziora rynnowe stanowiły duże utrudnienie dla nacierających wojsk.
Natomiast wschodnia część Niziny Mazowiecko-Podlaskiej to teren
charakteryzujący się występowaniem dwóch zjawisk krajobrazowych: dolin
rzek i wysoczyzn. Szczególnie charakterystyczne są tu szerokie doliny
dużych rzek, z występowaniem terenów torfiastych i bagiennych.
Największe bagna to Bagno Wizna i Bagno Biebrzańskie. Mniejsze bagna
występują w dorzeczach Narewki, Supraśli, Świsłoczy oraz innych rzek.
Między dolinami rzek znajdują się wysoczyzny. Mają one charakter falisty
i równinny. Teren w większości wypadków nie przekracza wysokości 200 m
n.p.m.10.
Właściwie to już linie rzek Narwi i Biebrzy oraz Kanału Augustowskiego
wyznaczały sposób obrony. Rzeki te, o szerokich i bagnistych dolinach,
mogły stanowić ważny atut obrońców. Jednak na jesieni 1939 roku, po
upalnym lecie, doliny tych rzek nieco straciły na swojej wartości
obronnej. Niektóre polskie relacje mówiły o tym, że na zwykle zalanych
terenach można było jeździć samochodami osobowymi. Z drugiej strony
źródła niemieckie głoszą, że jednym z powodów trudności w czasie walk na
linii Narwi i Biebrzy były nadrzeczne bagna. Rzeki można było
bezproblemowo przekroczyć tylko w paru miejscach. Na Biebrzy takim
punktem był Osowiec natomiast Narew można było przekroczyć w pięciu
miejscach: Wizna, Łomża, Nowogród, Ostrołęka i Różan. Dodatkowo
południowy brzeg rzek górował nad północnym. Reasumując: przecinające
teren doliny rzek Narwi i Biebrzy stanowiły atut obrońców. Dodatkowo
spróbowano zwiększyć walory obronne obu rzek, starając się je nawodnić.
Robiono to poprzez zasypywanie rowów odwadniających między Osowcem a Augustowem, jak też w rejonie Łomży. Starania te przyniosły jednak
niewielki skutek, a czynnikiem osłabiającym wartość obronną rzek było
upalne lato, które spowodowało obniżenie poziomu wód. Nie można było
tego zrekompensować próbami sztucznego spiętrzenia wody. Dodatkowym
atutem obrońców były też jeziora, które znajdowały się przy linii rzek,
szczególnie na północnym odcinku obrony, na Pojezierzu Suwalskim.
Jeziora Necko czy Czarne kanalizowały ewentualne kierunki natarć wojsk
nieprzyjacielskich. Atutem obrońców mogła być sieć drożna w tym
regionie, a raczej jej fatalny stan. Dróg było mało, a te, które były,
stanowiły zbyt rzadką sieć. Można było założyć, że po przekroczeniu
polskiej granicy niemieckie siły zmotoryzowane lub pancerne miałyby
trudności z rozwinięciem. Ponadto liczne rzeczki, dopływy Narwi lub
Biebrzy, stanowiły dodatkową przeszkodę, gdy trzeba było je przekraczać
lub organizować przeprawy przy zniszczonych mostach. Problemem dla
strony polskiej było to, że rzeki, mogące stanowić kościec terenowej
obrony, nie znajdowały się na linii granicy, lecz w pewnej od niej
odległości.
Lasy też stanowiły duży walor obronny. Znajdowały się one na całej
długości pasa obrony, jednak najwięcej w okolicach Augustowa. Wszystkie
te okoliczności powodowały, że do dyspozycji nacierających wojsk
pozostawało tylko kilka kierunków, które mogły być użyte do atakowania
polskich pozycji. Pierwszą z nich była droga z Ełku przez Grajewo,
Osowiec na Białystok. Również Łomża stanowiła ważny węzeł komunikacyjny.
W tym mieście krzyżowały się drogi z Grajewa, Myszyńca i Kolna,
natomiast z samej Łomży drogi rozchodziły się na Białystok, Ostrów
Mazowiecką i Ostrołękę. To ostatnie miasto znajdowało się blisko
południowej granicy odcinka obrony SGO "Narew" i z granicy
polsko-niemieckiej prowadziła tu droga z Myszyńca. Również na północnym
odcinku obrony SGO "Narew", na Suwalszczyźnie, prowadziło kilka dróg na
Suwałki i na Augustów, lecz ostatecznie nie były one wykorzystywane
przez wojska niemieckie, które traktowały ten rejon jako zupełnie
bierny. Wzdłuż granicy po polskiej stronie przebiegała droga łącząca
Suwałki, Augustów z Grajewem. Ponadto wszystkie te główne drogi były
połączone siecią mniejszych, które jednak były w jeszcze gorszym stanie.
Często też przechodziły przez rzeczki, które wpadały do Narwi lub
Biebrzy. Na samej Narwi i Biebrzy było kilka mostów, którymi można było
je przekroczyć. Takie mosty znajdowały się w Łomży, Ostrołęce,
Nowogrodzie, Wiźnie, Osowcu i Augustowie11.
Jeśli chodzi o właściwości obronne terenu w pasie działania, to istniała
możliwość rozciągnięcia obrony w głąb. Na tyłach linii Narwi i Biebrzy
znajdowała się naturalna druga linia, która mogła być wykorzystana do
obrony. Była nią zabagniona linia rzeki Świsłoczy, która wraz z północnym skrajem Puszczy Białowieskiej tworzyła pasmo bagien od tejże
puszczy do samej rzeki Bug i dalej aż do Wyszkowa. Także na tej linii
było tylko kilka punktów dogodnych do jej przekroczenia. Znajdowały się
one w Nurze, Broku, Brańszczyku i Wyszkowie. Niestety, brak sił i środków nie pozwolił na uwzględnienie tej linii w polskich planach
obrony. Dlatego wycofujące się z linii Narwi i Biebrzy polskie siły nie
mogły liczyć na przygotowane punkty oporu lub wsparcie na linii
Świsłoczy12.
Po drugiej stronie granicy teren sprzyjał napastnikom. Rzeźba terenu
dawała możliwość ukrycia podejścia wojsk. Wzdłuż granicy Prus Wschodnich
występowały liczne wzgórza, rozdzielane równie licznymi jeziorami.
Natomiast południowy odcinek granicy był w dużym stopniu zalesiony.
Niemcy zatem po swojej stronie granicy mogli wykorzystać łańcuch
zalesionych wzgórz tworzących naturalny pas obrony. Stosunkowo
niewielkie pododdziały mogły prowadzić skuteczną obronę lub działania
opóźniające. Ponadto w przypadku koncentracji oddziałów do działań
ofensywnych łatwo można było je ukryć, szczególnie wobec słabości
polskiego lotnictwa13.
Koncepcja obrony
Ukształtowanie terenu narzucało gen. Młot-Fijałkowskiemu koncepcję
obrony przed najazdem niemieckim. Należało ją oprzeć na linii rzek Narwi
i Biebrzy. Wykorzystując walory terenowe, można było opóźnić niemiecką
ofensywę, zanim dojdzie ona do tych rzek, gdzie należało się bronić. Na
szczęście można było liczyć na to, że trudności w przekroczeniu rzek
utrudnią ewentualne niemieckie uderzenia. Słaba sieć drogowa też nie
ułatwiała zadania niemieckiemu najeźdźcy. Użycie sił pancernych lub
zmotoryzowanych musiało się odbywać wzdłuż nielicznych i wąskich dróg.
Szybko mogło to grozić zapchaniem dróg i tworzeniem się
wielokilometrowych korków. Co prawda niemieckie zmotoryzowane wielkie
jednostki miały własne służby regulacji ruchu i zdobyły doświadczenie w pokonywaniu wąskich górskich dróg w Czechosłowacji i Austrii, jednak z pewnością polskie drogi mogły stanowić problem w zapewnieniu sprawnego
przemieszczania się oddziałów, zwłaszcza wobec twardego oporu. Dlatego
gen. Młot-Fijałkowski, mając niewielkie siły w stosunku do potrzeb,
musiał rozłożyć je, tak by zabezpieczyć główne kierunki ewentualnych
niemieckich uderzeń. Należało wykorzystać wszystkie dostępne siły i środki, a zatem dowódca SGO "Narew" postanowił zorganizować obronę
maksymalnie głęboko urzutowaną.
Na linii granicy znalazły się siły Straży Granicznej wraz z plutonami
wzmocnienia, zmobilizowanymi w ramach częściowej mobilizacji już w marcu
1939 roku. Straż Graniczna nie dostała jednak zadań powstrzymania lub
opóźniania agresora, na co była za słaba, nie mając potrzebnych do tego
sił i środków. Nawet plutony wzmocnienia nie zmieniły militarnych
możliwości placówek czy komisariatów SG. Straż Graniczna miała rozpoznać
kierunki natarć niemieckich, dokonać zniszczeń na drogach lub w infrastrukturze drogowej. Po wykonaniu tych zadań funkcjonariusze SG
mieli wycofać się ze swoich placówek na tyły. W przypadku braku nacisku
Niemców funkcjonariusze SG mieli pełnić służbę na swych placówkach.
Wsparcie Straży Granicznej było cenne ze względu na jej wiedzę o terenie
i warunkach lokalnych.
Zadania opóźniania w sensie militarnym otrzymały oddziały wysunięte,
skierowane na granicę przez poszczególne związki taktyczne, natomiast na
linii Narwi i Biebrzy miały stanąć główne siły SGO "Narew" i na niej
próbować powstrzymać Niemców. Obrona linii rzek miała się odbywać
głównie w miejscach, gdzie były punkty przeprawowe lub mosty. Pod osłoną
tej linii obrony miały się koncertować jednostki rezerwowe mobilizowane
w ramach mobilizacji powszechnej.
Był to całkiem dobry plan uwzględniający realne możliwości podległych
sił i zakładający wykorzystanie ich wszystkich. Podzielenie pasa obrony
SGO "Narew" miało na celu właśnie przypisanie odpowiednich sił do
miejsc, które były dogodne do przekroczenia rzek14.
W celu zwiększenia skuteczności obrony głównej pozycji SGO "Narew"
zamierzano wykorzystać istniejące tu fortyfikacje lub umacniać teren
poprzez budowę schronów bojowych. Studia terenowe w tym rejonie
prowadzone były już od 1935 roku, jednak sporządzony wówczas plan
fortyfikacji terenowych i zalania dorzecza Biebrzy i Narwi nie został
zaakceptowany ze względu na brak środków finansowych. Ostatecznie do
budowy umocnień przystąpiono na niektórych odcinkach na wiosnę 1939
roku. Zamierzano też wykorzystać do obrony stare porosyjskie umocnienia
w postaci twierdzy w Osowcu i fortów w Łomży.
Na odcinku "Augustów" prowadzono prace fortyfikacyjne na długości 30 km,
jednak nie zdążono ich ukończyć przed wybuchem wojny. Niektóre obiekty w tzw. cieśninie augustowskiej i w rejonie Białobrzegów były prawie
wykończone. W Puszczy Augustowskiej wykonano zawały leśne i schrony
polowe. Na odcinku "Osowiec" fortyfikacje rozciągały się na przestrzeni
20 km. Ich podstawą w tym miejscu była, jak wspomniano wyżej, stara
rosyjska twierdza, bardzo jednak zaniedbana. Tylko część nowo budowanych
schronów nadawała się do użytku.
Odcinek "Wizna" rozciągał się na długości około 9 km. Na odcinku "Łomża"
do obrony polskich pozycji wykorzystywano stare forty rosyjskie. Ich
uzupełnieniem było 15 nowo wybudowanych schronów polowych. Natomiast na
południowym brzegu Narwi udało się wykonać 16 schronów żelbetonowych. Na
odcinku "Nowogród" zdatne do użytku były schrony broniące dostępu do
samego miasta. Na skrzydłach tej pozycji prace były dopiero na
początkowym etapie. Wobec powyższego prowadzono tam prace ziemne mające
umocnić broniony teren. Odcinek "Ostrołęka" na długości 10 km to
pojedyncza linia schronów po obu stronach miasta, jednak i tu nie były
one wykończone.
Umocnienia niewątpliwie wpływały na wartość obronną terenu, jednak ich
nieukończenie powodowało, że system ten miał wiele luk. Przede wszystkim
w większości wypadków był linearny, tworząc tylko jedną linię. W efekcie
nieprzyjaciel po oskrzydleniu mógł łatwo wyeliminować polskie schrony.
Sieć schronów przy tym była zbyt rzadka, a co ważniejsze, prace nie były
ukończone. Z planowanych 200 obiektów jedynie 72 były zdatne do użytku.
Obniżało to znacznie wartość umocnienia terenu15.
Ogólnie teren w tym rejonie sprzyjał obrońcom. Wykorzystując rzeźbę
terenu, można było myśleć o stworzeniu dwóch linii obrony w dolinach
rzecznych. Pierwszą można było skonstruować na linii Biebrzy i Narwi,
przedłużoną ku Puszczy Augustowskiej. Drugą mogła być linia Świsłoczy,
Bugu i Puszczy Białowieskiej. Niestety, niewielkie w stosunku do
wielkości bronionego obszaru siły wojskowe nie pozwalały dowództwu na
takie zaprojektowanie obrony. Nie dość, że można było przystępować do
obsadzenia tylko jednej takiej linii, to i tak byłaby ona obsadzona
dosyć słabo. Dodatkowo teren po drugiej stronie granicy sprzyjał
skrytemu podciągnięciu ewentualnych sił ofensywnych, co ułatwiło
ewentualną agresję ze strony niemieckiej. Mimo to należało bronić
terytorium Rzeczypospolitej już od linii granicy. Jak natomiast to
zrobić? Na to pytanie musiało odpowiedzieć dowództwo SGO
"Narew"16.
Zadania Straży Granicznej
Na linii granicy miała zostać Straż Graniczna. Jak wyżej opisano, miała
ona pełnić funkcję dzwonka alarmowego, który powiadomiłby o napaści.
Linia granicy państwowej, która znalazła się w pasie obrony SGO "Narew",
w czasie pokoju była ochraniana przez Mazowiecki Okręg Straży
Granicznej. Formacja ta została powołana rozporządzeniem prezydenta
Ignacego Mościckiego z 22 marca 1928 roku17. Podlegała ona aż trzem
ministerstwom. Ochrona celno-skarbowa i sprawy organizacyjne to domena
Ministerstwa Skarbu, zakres ochrony granicy podlegał ministerstwu spraw
wewnętrznych, natomiast Minister Spraw Wojskowych sprawował nadzór w zakresie obronności państwa oraz kierował kadry do służby w Straży
Granicznej. Ochraniała ona granice z Niemcami, Wolnym Miastem Gdańskiem,
Czechosłowacją i Rumunią. W późniejszym okresie, po zmianach
terytorialnych w Europie Środkowej na przełomie 1938 i 1939 roku,
przejęła ochronę granic ze Słowacją oraz z Prusami Wschodnimi na
Suwalszczyźnie, a od lipca 1939 roku również z Łotwą. Uzbrojenie
formacji było typowe dla sił policyjnych, czyli obejmowało karabiny i pistolety. Natomiast broń zespołowa występowała sporadycznie, głównie w Centralnej Szkole Straży Granicznej. Wraz z pogarszaniem się sytuacji
międzynarodowej zmieniało się również i to. Na przełomie 1938 i 1939
roku niektóre komisariaty zostały dozbrojone w rkm wz. 1928, lkm Maxim
wz. 1908/15 lub ckm Maxim wz. 1908. Niektóre z tych karabinów
maszynowych pochodziły z zakupów ufundowanych przez ludność powiatów, na
których znajdowały się komisariaty Straży Granicznej. Również Komenda
Główna SG otrzymała w kwietniu 1939 roku 67 rkm wz. 192818.
Jednak nadal nie rozwiązywało to problemu zbyt małej liczebności
formacji i niedostosowania do warunków wojennych. Dlatego już w roku
1937 w Sztabie Głównym WP podjęto decyzje, że w przypadku zagrożenia
militarnego Straż Graniczna zostanie wzmocniona plutonami odwodowymi
złożonymi z rezerwistów. Plutony te zostały nazwane plutonami
wzmocnienia. Miały one liczyć: 12 podoficerów i 48 szeregowych pod
dowództwem oficera, czyli łącznie 61 ludzi uzbrojonych w trzy pistolety,
lkm, 58 karabinów i 210 kg materiałów wybuchowych. Od wiosny 1939 roku
każdy żołnierz otrzymał dwa granaty ręczne, a w każdej drużynie był
patrol minerski, przewidziany do dokonywania zniszczeń wytypowanych
obiektów19.
Straż Graniczna była zorganizowana w sześć okręgów, które nazwami
nawiązywały do regionów, w których działały. Jednym z nich był
Mazowiecki Okręg Straży Granicznej, który ochraniał granicę państwową od
miejscowości Wełcz Wielki na prawym brzegu Wisły w zachodnim końcu
odcinka do styku granic Polski, Niemiec i Litwy na wschodzie. Był to
odcinek długości 429,5 km. Zaskakująco niska, w stosunku do długości
odcinka, była natomiast obsada kadrowa tego okręgu. W Mazowieckim Okręgu
Straży Granicznej służyło 845 zawodowych oficerów i szeregowych20. Okręg dzielił się na obwody, których było
cztery: Brodnica, Przasnysz, Łomża i Suwałki, a te z kolei dzieliły się
na komisariaty. Tym ostatnim podporządkowane były placówki I linii,
znajdujące się na granicy, i placówki II linii, umiejscowione w głębi
rejonu. Plutony wzmocnienia miały być przydzielane do poszczególnych
komisariatów. W przypadku pasa obrony SGO "Narew" wchodziły w rachubę
komisariaty podległe obwodom z Suwałk i Łomży. Plutony wzmocnienia
pojawiły się w komisariatach Straży w kwietniu 1939 roku. W całym
Mazowieckim Okręgu Straży takie wzmocnienie otrzymało 16 komisariatów.
Obwodowi Łomża podlegały komisariaty: Myszyniec, Pudełko, Kolno,
Szczuczyn, Grajewo, natomiast obwodowi Suwałki: Rajgród, Raczki,
Filipów, Przerośl. Łącznie było to dziewięć plutonów wzmocnienia, oprócz
stałej obsady placówek i komisariatów.
Plutony wzmocnienia były cennym uzupełnieniem dla Straży Granicznej,
początkowo jednak zakazano kierowania tych żołnierzy plutonów do służby
na linii granicy. Mogli być natomiast wykorzystani do patrolowania
terenu służbowej odpowiedzialności komisariatu, zabezpieczenia ważnych
obiektów czy pełnienia służby w komisariacie. Dopiero od czerwca
dopuszczono możliwość pełnienia służby na linii granicy. Wcześniej
obawiano się wykrycia faktu częściowej mobilizacji, która jednak i tak
szybko stała się tajemnicą poliszynela. Wzmocnienie pod względem
militarnym nie było jednak duże. Plutony wzmocnienia miały znacznie
słabsze uzbrojenie niż zwykłe plutony piechoty. Dla porównania: przy
liczbie 65 żołnierzy uzbrojenie plutonu piechoty wynosiło: trzy rkm,
karabin przeciwpancerny, szeregowi byli w większości uzbrojeni w karabiny. Ponadto pluton piechoty otrzymywał wsparcie w postaci
granatników z dowództw kompanii, na co nie mogli liczyć żołnierze
plutonu wzmocnienia ze strony komisariatów. Nadal zatem Straż Graniczna,
mimo wzmocnienia, nie stanowiła dużej siły militarnej i musiała liczyć
na wsparcie ze strony wojska. Artykuł dziesiąty rozporządzenia
prezydenta RP o Straży Granicznej mówił o tym, że w razie częściowej lub
całkowitej mobilizacji Straż Graniczna stawała się częścią sił
zbrojnych21.
Mimo ogłoszenia w marcu częściowej mobilizacji nie było bardziej
konkretnego niż to rozporządzenie aktu prawnego, który mówiłby o włączeniu Straży Granicznej w struktury wojska. Mimo to wielu dowódców
związków operacyjnych uznało, że Straż Graniczna została im
podporządkowana. Generał Tadeusz Kutrzeba wydał już 27 marca 1939 roku
rozkaz, w którym określał zasady współpracy ze Strażą Graniczną. Dowódca
Armii "Poznań" uznał w nim, że w przypadku częściowej lub pełnej
mobilizacji jednostki organizacyjne Straży Granicznej znajdujące się w pasach działania poszczególnych Wielkich Jednostek zostaną po prostu
podporządkowane rozkazom dowódców tych jednostek. Nie było też rozkazu
Komendanta Głównego Straży Granicznej w tej kwestii. Jednak przyjmuje
się, że co najmniej od 31 sierpnia 1939 roku Straż Graniczna stała się
częścią sił zbrojnych, a funkcjonariusze żołnierzami Wojska Polskiego.
Odtąd stopnie Straży Granicznej zamieniono na ich odpowiedniki wojskowe,
obwody stały się batalionami, a komisariaty kompaniami Straży
Granicznej22.
Przyjęcie takich nazw, nie oznaczało jednak, że pododdziały straży
dorównały pododdziałom wojska pod względem wartości bojowej. Szczególnie
brakowało broni ciężkiej i zespołowej. Mimo doposażania Straży
Granicznej w broń automatyczną, nawet na drodze zbiórek społecznych, nie
osiągnięto poziomu reprezentowanego przez pododdziały wojskowe.
Brakowało też granatników i moździerzy. Dlatego nie można było traktować
placówek Straży Granicznej jako pierwszej linii obrony, tylko jako
wspomniany dzwonek alarmowy. Zdarzało się, że dowódca kompanii Straży
Granicznej był podporządkowany dowódcy szwadronu kawalerii. Bez wsparcia
wojska Straż Graniczna nie mogła realizować swych zadań w warunkach
działań wojennych. Tymczasem ta formacja miała pełnić służbę na linii
granicy, póki było to możliwe. Tak zakładały przygotowywane przez
Komendanta Głównego Straży Granicznej gen. Waleriana Czumę plany na
wypadek wojny. Przewidywały one, że funkcjonariusze Straży Granicznej
nadal pełnić będą służbę ochrony granic tam, gdzie nie toczą się
działania zbrojne, podobnie jak służbę w zakresie żandarmerii oraz
etapową. W razie przekroczenia granicy przez wojska nieprzyjacielskie
Straż Graniczna miała przejść do dyspozycji dowódcy wojskowego. Po
wykonaniu zadań etapu i zastąpieniu przez wojska etapowe SG miała zostać
wycofana i przejść pod dowództwo naczelnych władz wojskowych.
Po wycofaniu się z frontu Straż Graniczna miała zostać skoncentrowana w Rawie Ruskiej. Znalazłyby się tam przede wszystkim komendy obwodów i okręgów. Nastąpiłoby wtedy wzmocnienie rezerwistami. Tak wzmocniona
Straż Graniczna miała zostać użyta przez Komendanta Głównego SG do
wzmocnienia innych odcinków granicy, na których nie toczyłyby się
działania wojenne. Plan ten jednak najprawdopodobniej nie wyszedł z fazy
projektów, a dowódcy wojskowi już wcześniej podporządkowali sobie
poszczególne jednostki organizacyjne Straży Granicznej. Dodatkowo
istniały plany utworzenia dywizji Straży Granicznej, również tworzonej w Rawie Ruskiej. Jednak i ten plan nie wszedł w fazę realizacji. W rzeczywistości w kontekście użycia tej formacji w wojnie panował duży
chaos23.
W przypadku pasa obrony SGO "Narew" na całej jego długości cienki
łańcuch placówek rozstawiły bataliony Straży Granicznej "Łomża" i "Suwałki". Jako jedne z nielicznych jednostek tej formacji mogły w pierwszych dniach września realizować swoje zadania, a to ze względu na
to, że nacisk niemiecki w tym rejonie nie był początkowo zbyt silny.
Ponadto Straż Graniczną miały wspierać oddziały wydzielone ze związków
taktycznych, wysunięte przed linię obrony.
Rozmieszczenie i charakterystyka jednostek SGO "Narew"
W dniu 30 sierpnia 1939 roku dowódca SGO "Narew" wydał rozkaz o zajęciu
stanowisk wyjściowych przez poszczególne jednostki. Rozkaz nakazywał
osiągnięcie gotowości bojowej o północy z 30 na 31 sierpnia, a więc tuż
przed niemieckim atakiem. Odcinek "Augustów" miała obsadzić Suwalska
Brygada Kawalerii wsparta 3. pułkiem piechoty KOP wraz z baterią
artylerii lekkiej KOP "Kleck" oraz baonem KOP "Sejny" i jednostkami
Przysposobienia Wojskowego. Brygada kończyła mobilizację i koncentrowała
się w rejonie Suwałk i Augustowa. Brakowało jeszcze 3. pułku strzelców
konnych24. Na miejscu był tylko jeden batalion 3. pułku piechoty
KOP, dwa pozostałe miały dopiero przybyć 2 i 3 września. Suwalska BK
miała osłaniać kierunek na Grodno przy wykorzystaniu walorów obronnych
tego terenu, czyli głównie lasów, które tworzyły tu Puszczę Augustowską.
Miała też zapewnić osłonę północnego skrzydła SGO "Narew", co zamierzano
osiągnąć poprzez niedopuszczenie do przekroczenia przez nieprzyjaciela
Biebrzy na odcinku Czarniewo-Sztabin-Kurjanka.
Odcinek "Osowiec" miał obsadzić 135. pułk piechoty rezerwowy wzmocniony
II dywizjonem 32. pułku artylerii lekkiej, batalionem fortecznym
mobilizowanym przez baon KOP "Sarny" oraz dwoma plutonami artylerii
pozycyjnej. Pułk ten miał opóźniać działania nieprzyjaciela z Prus
Wschodnich na kierunku Osowiec-Goniądz. Odcinek obrony sięgał Goniądza,
do grobli Pogorzały. Na przedpole tego odcinka, w rejon Grajewa, wysłano
szwadron 9. pułku strzelców konnych.
Odcinek "Wizna" był początkowo obsadzony przez III batalion 71. pułku
piechoty wraz z baterią 18. pułku artylerii lekkiej oraz 3. kompanią
forteczną z baonu fortecznego "Osowiec". Oddziały te miały zapewnić
obronę od miejscowości Grądy-Woniecko do wsi Kołodzieje. Zajęły one
pozycje na umocnionych lewych brzegach Narwi i Biebrzy.
Odcinki "Łomża" i "Nowogród" były obsadzone przez bataliony 33. pułku
piechoty, kompanię forteczną i 18. pułk artylerii lekkiej bez jednego
dywizjonu. Siły te miały bronić przepraw w rejonie Łomży i Nowogrodu. W drugiej linii stanął 71. pułk piechoty bez jednego batalionu. Pułk ten
miał działać ewentualnie na korzyść obrońców Łomży i Nowogrodu, co
jednak mógł uczynić dopiero na rozkaz dowódcy SGO "Narew", który z kolei
mógł też przewidywać użycie pułku na kierunku Ostrołęki. Na przedpole w rejon Kolna została wysłana kompania kolarzy 18. Dywizji Piechoty.
Szwadron kawalerii dywizyjnej z tej dywizji został wysłany na wschód od
Myszyńca. Cennym wsparciem obrońców na tym odcinku był 18. Dywizjon
Artylerii Ciężkiej.
Odcinek "Ostrołęka" był obsadzony przez 42. pułk piechoty, wzmocniony
batalionem Obrony Narodowej "Kurpie", szwadronem 5. pułku ułanów oraz
dywizjonem 18. pal. Załoga odcinka miała bronić przepraw na Narwi w pasie Wojciechowice-rzeka Rozoga-Kamianka-Strzemieczne. Na jego
przedpolu, w rejonie Myszyńca, znajdował się oddział wydzielony w składzie: kompania z batalionu ON "Kurpie", szwadron 5 puł. z baterią
14. dywizjonu artylerii konnej.
Podlaska Brygada Kawalerii koncentrowała się w rejonie miejscowości
Stawiski i Jurzec, pozostając tam początkowo bez niektórych
pododdziałów25. Brygada miała utrzymywać gotowość do osłony
Łomży z kierunku Szczuczyna lub Kolna albo do działań rozpoznawczych na
kierunku Szczuczyn-Biała Piska. Po ewentualnym wykonaniu tych zadań
brygada miała przekroczyć Narew i skierować się do odwodu SGO "Narew".
Natomiast początkowo odwód SGO "Narew" miała stanowić 33. Dywizja
Piechoty Rezerwowa, bez wchodzącego formalnie w jej skład 135. pprez
oraz dywizjonu artylerii. Dywizja miała zostać skoncentrowana w rejonie
Czerwonego Boru i Uśnika. Jej artyleria dywizyjna wraz z 18. dac. miała
stanowić artylerię ogólnego działania na rzecz obrony Łomży i Nowogrodu.
Odwód miał jednak działać przede wszystkim na kierunku Ostrołęki,
dopiero w drugiej kolejności na Łomżę. W przypadku, gdyby trzeba było
działać na Ostrołękę, istniała możliwość przerzucenia tych sił
transportem kolejowym, co oznaczało znaczne udogodnienie.
W ten sposób SGO "Narew" osiągnęła gotowość do realizacji stojących
przed nią zadań. Nie znaczy to jednak, że linia obrony była solidnie
obsadzona. Wręcz odwrotnie. Pozycje wyjściowe poszczególnych związków
taktycznych lub oddziałów grupy stanowiły zasadniczą linię obrony,
niestety ze znacznymi lukami, których nie było czym zapełnić. Nieliczne
odwody nie były w stanie odpowiednio szybko i skutecznie zareagować na
ewentualne przerwanie linii obrony. Z takiego stanu rzeczy zdawał sobie
sprawę gen. Czesław Młot-Fijałkowski, który nie wierzył w możliwość
skutecznej obrony, gdyby Niemcy przeprowadzili zdecydowaną akcję
ofensywną większymi siłami26.
Trzeba przyznać, że gen. Młot-Fijałkowski miał wiele racji, uznając, że
ma niewielkie szanse na powstrzymanie Niemców w przypadku podjęcia przez
nich zdecydowanych działań ofensywnych. Jednak należy stwierdzić, że tak
mogliby myśleć wszyscy polscy dowódcy związków operacyjnych w 1939 roku.
Problemem całego państwa polskiego była olbrzymia dysproporcja sił w mającej nadejść kampanii. Jednak przekładając to na niższy szczebel
decyzyjny dowódcy SGO "Narew", wydaje się, że szczególnie rażący
niedobór sił występował na północnym odcinku obrony. Duże odległości
między poszczególnymi odcinkami uniemożliwiały skuteczną interwencję
odwodów. Szczególnie dotyczyło to odcinków "Augustów" i "Osowiec".
Dowódca SGO "Narew" skupił swą uwagę na południowym odcinku powierzonej
sobie obrony. Trzeba przyznać, że przebieg nieodległej kampanii w pełni
potwierdził obawy polskiego dowódcy. Najbardziej zagrożonym rejonem był
styk z Armią "Modlin" w rejonie Różana, zatem w przypadku cięższych walk
oba północne odcinki musiały liczyć tylko na własne siły. Problemem w tym przypadku była też kwestia utrzymania łączności z dowództwem grupy,
którego I rzut umiejscowiony był w Łomży, natomiast II w Zambrowie27.
Rdzeniem SGO "Narew" była niewątpliwie 18. Dywizja Piechoty dowodzona
przez płk. dypl. Stefana Kosseckiego. Była to dywizja istniejąca w czasie pokoju i mająca w tym regionie swoje garnizony. Była to ponadto
dywizja, którą do niedawna dowodził gen. Czesław Młot-Fijałkowski. Mimo
że dywizja była praktycznie na miejscu, to i tak najważniejsza okazała
się mobilizacja, w trakcie której pułki zwiększały swe stany z tysiąca
żołnierzy do ponad trzech tysięcy. Zwiększały swoje stany etatowe
również jednostki artylerii czy pododdziały dywizyjne. Część z nich
trzeba było tworzyć od zera, tak jak np. kawalerię dywizyjną. Tę
ostatnią utworzono przy wykorzystaniu Przysposobienia Wojskowego Konnego
"Krakusi", które zmobilizowało szwadron dywizyjny.
Mobilizacja została przeprowadzona bardzo sprawnie i zgodnie z planem.
Dywizja mobilizowała się na miejscu, np. 33. pp mobilizował się w Łomży,
czyli mieście, którego już za kilka dni miał bronić. 33. DPRez była
mobilizowana przez Korpus Ochrony Pogranicza. Ponieważ KOP to była
formacja graniczna złożona z doświadczonych żołnierzy, to i 33. DPRez
miała doświadczone kadry, co wpływało na jej wartość bojową. Należy
jednak pamiętać, że była to dywizja rezerwowa, przez co znacznie słabsza
niż dywizja czynna. 33. DPrez nie miała dywizjonu artylerii ciężkiej
oraz plutonu artylerii przeciwlotniczej. Miała się składać ze 133.,
134., 135. pprez. Dowódcą został płk dypl. Tadeusz Kalina Zieleniewski,
dotychczasowy dowódca brygady KOP "Grodno".
133. pułk piechoty rezerwowy był mobilizowany przez pułk KOP "Wilno",
134. pprez przez dowództwo brygady KOP "Grodno" oraz baony KOP "Orany",
"Sejny" oraz III batalion 42. pp. 135. pprez był mobilizowany przez
Centralną Szkołę Podoficerską KOP z Osowca. Tylko ten ostatni pułk
znajdował się na miejscu swojego przeznaczenia. Nigdy jednak, wraz z mobilizowanym w tym samym miejscu II dywizjonem 32. pal, nie dołączył do
macierzystej dywizji i działał samodzielnie. Reszta artylerii dywizyjnej
została zmobilizowana przez 32. dal z Rembertowa. Kawalerię dywizyjną
mobilizował szwadron KOP "Olkienniki". Wszystkie trzy pułki miały
kompanię ppanc. typu pierwszego z dziewięcioma działkami 37 mm.
Dodatkowo 135. pprez mógł zmobilizować pododdziały z większą ilością
broni maszynowej.
Cennym uzupełnieniem polskich sił w Osowcu był batalion forteczny, też
mobilizowany przez KOP, a konkretnie przez baony forteczne KOP "Sarny" i "Małyńsk", które obsadzały polskie umocnienia przy wschodniej granicy
nad Słuczą. Z tych batalionów do służby w batalionie fortecznym
"Osowiec" oddelegowano 261 oficerów i żołnierzy. Wśród nich był też kpt.
Władysław Raginis, dotychczasowy dowódca 4. plutonu 4. kompanii "Tynne"
baonu KOP "Sarny"28.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki