Historia szkolnictwa
Dzieci uczą się od rodziców, obserwując ich, słuchając ich rad i wskazówek. Człowiek od samego urodzenia wszystkimi zmysłami chłonie wiedzę i informacje od otaczającego go świata, od innych ludzi. Słynne pytanie "dlaczego?" zadawane raz za razem, każdego dnia i w każdej sytuacji, które niejednego rodzica kilkulatka doprowadza na skraj obłędu, jest jednym z najwymowniejszych przejawów wrodzonej chęci do pozyskiwania informacji. Dzieci chcą się uczyć, pragną wiedzy. Chłoną ją jak gąbka wodę. Taki stan umysłu dziecka potrafi trwać bardzo długo. Niestety, często udaje nam się tę wrodzoną ciekawość zabić, niemal bezpowrotnie.
Jak na przestrzeni lat wyglądał system szkolnictwa?
Starożytna Grecja
W starożytnej Grecji istniały dwa odmienne sposoby nauczania, które możemy śmiało nazwać systemami edukacji. Pierwszy z nich funkcjonował w Sparcie. Zakładał, że dziecko jest własnością Państwa i powinno przejść odpowiedni cykl kształcenia i wychowania, który skupiał się głównie na wykształceniu żołnierzy. Obywateli zdyscyplinowanych, którzy posługują się bronią, wykonują rozkazy, odpornych na ból i niewygodę oraz bezwzględnie posłusznych dowódcom.
W tym samym czasie zupełnie inny system edukacji działał w Atenach. Rozwój zarówno fizyczny, jak i psychiczny człowieka, nacisk na jego indywidualność, cechy wyróżniające, pisanie, liczenie, muzykę i zdolność wypowiedzi na forum. Był on jednak dostępny wyłącznie dla chłopców i to tylko tych z bogatych rodzin. Cykl kształcenia kończył się dwuletnim szkoleniem wojskowym.
Starożytny Rzym
W starożytnym Rzymie istniała szkoła podobna do tej, którą znamy obecnie. Funkcjonowały tam trzy etapy edukacji. Szkoła elementarna, w której zarówno chłopcy, jak i dziewczynki uczyli się pisać, czytać i liczyć. Dostępna była dla większości obywateli i zwykle na tym etapie edukacja się kończyła.
Drugi poziom to szkoły gramatyczne, gdzie uczono się geometrii, astronomii oraz podstaw retoryki, która dawała szansę na karierę polityczną. Były to szkoły prywatne, dostępne dla najbogatszych i tylko dla chłopców. Retorykę (najważniejszą z nauk w starożytnym Rzymie) można było zgłębiać następnie na trzecim etapie edukacji w szkołach retorycznych.
Średniowiecze
W średniowieczu nie funkcjonowały szkoły publiczne, dostępne dla wszystkich obywateli. Były szkoły kościelne, prywatne, a także praktyki rzemieślnicze. Szkółki kościelne były najpowszechniejszym modelem edukowania najmłodszych, gdzie można było zdobyć podstawy z zakresu czytania, pisania i liczenia, ale większość dzieci zostawała w swoich domach, gdzie od najmłodszych lat pomagała w prowadzeniu gospodarstw swoich rodziców. W przeciwieństwie do obecnych czasów nie było wówczas czegoś takiego jak beztroskie dzieciństwo i okres "ochrony" dziecka przed ciężką pracą.
Jeżeli dziecko skończyło podstawową szkołę i chciało kontynuować naukę, a rodzice mieli do tego zasoby, mogło pójść na... studia. Czyli najważniejszy edukacyjny wynalazek średniowiecza. Pierwszy uniwersytet powstał w 1088 roku w Bolonii. Cesarz Fryderyk Barbarossa nadał wykładowcom i studentom specjalne prawa, ufundował miejsce do nauki i ustanowił ich niezależnymi od władzy kościelnej i sądowniczej. Na podobnej zasadzie wkrótce zaczęły powstawać kolejne uniwersytety, m.in. w Paryżu, Oksfordzie czy w Cambridge. Wolność, którą otrzymali ówcześni uczeni, sprawiła, że nauka rozwijała się szybciej niż dotychczas. Przypadek?
Renesans
W renesansie prawdziwą rewolucję przeżyło szkolnictwo podstawowe, przede wszystkim za sprawą Marcina Lutra. Głosił on tezę, że każde dziecko powinno mieć dostęp do edukacji, a nawet więcej, musiało chodzić do szkoły. Tak powstał obowiązek szkolny. W drugiej połowie XVI wieku takie prawo uchwalono po raz pierwszy w Niemczech. Za brak posłania dziecka do szkoły rodzice płacili grzywnę.
W tym czasie aktywnie rozwijały się też szkoły jezuickie, które kształciły dzieci pod kątem czytania i rozumienia tekstu, pisania, filozofii, teologii i łaciny. Jezuici budowali swoje placówki tak, aby korytarze były szerokie, a sale lekcyjne wysokie, z dużą liczbą okien, aby wpadało do nich jak najwięcej światła. Wprowadzili plan lekcji, a także ideę wycieczek szkolnych. Czy te zasady nie panują do dzisiaj?
System pruski
Pruski system nauczania zaczął się kształtować w 1717 roku, kiedy to Fryderyk Wilhelm I wprowadził w całym kraju obowiązek szkolny, zgodnie z filozofią znaną jeszcze ze Sparty, że nauka ma być dla każdego obywatela, bo każdy obywatel jest własnością państwa. Ideę tę rozwijali jego następcy, a w całości okrzepła na początku XIX wieku za rządów Fryderyka Wilhelma III. Władza nie chciała szkolić jedynie bezmyślnie posłusznych żołnierzy, ale wykształconą kadrę dowódczą i urzędniczą, która poświęci swoje życie dla dobra narodu. Cały system nadzorowała instytucja będąca odpowiednikiem dzisiejszego ministerstwa spraw wewnętrznych. Określała ona, jaką sylwetkę obywatela chciano ujrzeć po przejściu przez żarna ówczesnej edukacji. Cały proces wyglądał na terenie całego kraju identycznie oraz był nadzorowany centralnie. Wszelkie zmiany w treści i sposobie nauczania były uchwalane w formie ustaw.
Urzędnicy pruscy stworzyli program nauczania, który odpowiadał poglądom władzy. Wprowadzili czterdziestopięciominutowe lekcje dzielone dzwonkami, obowiązkową listę lektur odpowiednią dla młodego człowieka i egzaminy na koniec poszczególnych etapów. Dzwonki obwieszczały początek i koniec lekcji, aby przyzwyczaić dzieci do sygnału dźwiękowego, z którym będą miały do czynienia w fabryce w dorosłym życiu. Obowiązkowi szkolnemu podlegały wszystkie dzieci od 7. roku życia. Zajęcia lekcyjne też wyglądały podobnie jak dzisiaj, czyli był to wykład nauczyciela. Każdy uczeń miał swoją ławkę i krzesło, a te były ustawione w równym rzędach jedno za drugim. Na wyposażeniu sali była tablica kredowa z gąbką do ścierania, biurko nauczyciela obok niej, a także szafka na pomoce naukowe z globusem i atlasami. Ponieważ większość dzieci uczęszczających do szkół pochodziła ze wsi, okres letni był wolny od szkoły - wtedy każda para rąk była potrzebna w polu. Dzieci uczyły się czytania, pisania, podstaw matematyki, ogólnej wiedzy z historii i nauk przyrodniczych. Duży nacisk był kładziony na nauki humanistyczne, które miały kształtować patriotyczną postawę. Zwieńczeniem edukacji był egzamin maturalny.
Dla pruskich władz system ten sprawdzał się doskonale. Zgodnie z założeniami kadra urzędnicza i wojskowa oraz posłuszni szeregowi stanowili świetną armię, a system państwa działał wzorowo. Wojna francusko-pruska w latach 1870-1871, w której Prusy zmiażdżyły zachodniego sąsiada, pokazała światu, że jest to właściwy kierunek, i kolejne kraje zaczęły wprowadzać podobne zmiany w edukacji. Pod koniec stulecia pojawiło się nawet przysłowie, które w tłumaczeniu brzmi: Bitwy pod Königgrätz i Sedanem zostały rozstrzygnięte przez pruskiego nauczyciela szkoły podstawowej.
Co więcej, pruskie podejście do edukacji idealnie sprawdziło się też w obliczu rewolucji przemysłowej, kiedy to licznie powstające fabryki potrzebowały posłusznych władzy i dobrze wyszkolonych robotników, wykonujących powtarzalne zadania i umiejących czytać oraz rozumieć pisemne instrukcje i obwieszczenia. Idealny obywatel tamtych czasów (tu niewiele się zmieniło) to obywatel pracowity, posłuszny, oddany państwu i nieposiadający ambicji.
Co jest w tym najciekawsze, ówczesne elity, arystokracja i najbogatsi przedstawiciele klasy średniej, nie posyłali dzieci do szkół publicznych. Wybierali oni... edukację domową. Skupiali się na indywidualnych zdolnościach swoich dzieci.
W 1803 roku Immanuel Kant w swoich wykładach O pedagogice napisał:
"Posyłamy więc dzieci do szkoły początkowo nie po to, by się tam czegoś nauczyły, lecz by przyzwyczaić je w niej siedzieć i dokładnie wykonywać to, co im zadano, by w przyszłości nauczyły się hamować rzeczywiste i natychmiastowe wprowadzenie w czyn wszelkich swych zachcianek".
Z czymś Wam się to kojarzy?
Kolejny etap?
Druga rewolucja przemysłowa (wynalezienie elektryczności i linii montażowej, początek XX wieku), trzecia rewolucja przemysłowa (automatyzacja produkcji za pomocą programowalnych sterowników z pamięcią i komputerów, lata 70. XX wieku), czwarta rewolucja przemysłowa (wprowadzenie cyber-fizycznych systemów produkcji i inteligentnych fabryk, XXI wiek), totalna cyfryzacja społeczeństwa, wzrost liczby ludności z półtora miliarda w 1900 roku do ośmiu miliardów w 2022 roku, wzrost średniej długości życia człowieka z czterdziestu do prawie osiemdziesięciu lat, loty w kosmos, całkowita zmiana systemów produkcji żywności na świecie, dwie wojny światowe, niezwykły rozwój medycyny, powstanie psychologii i odkrycie wielu zjawisk dotyczących rozwoju człowieka szczególnie w wieku dziecięcym, epidemie, pandemie, rozwój gospodarczy i technologiczny do poziomów nieporównywalnych z tymi w XIX wieku...
Wydawałoby się, że na świecie zaszły tak gigantyczne zmiany, w tempie nieporównywalnym z jakimikolwiek poprzednimi okresami w historii ludzkości, że w tym miejscu powinienem wymienić co najmniej kilka dużych rewolucji w podejściu do edukacji. A tymczasem szkolnictwo przez dwieście lat nie zmieniło się prawie wcale. Szczególnie porównując je do tego, jak bardzo zmieniły się inne dziedziny naszego życia.
Wydaje się wręcz niemożliwe, że przykładowa dziesięciolatka z rolniczej rodziny w XIX wieku mieszkająca w drewnianej chacie krytej strzechą, bez toalety, bieżącej wody i prądu, żyjąca w świecie, w którym nie wynaleziono jeszcze nawet radia (nie mówiąc o komputerach czy rakietach) chodziła na blok czterdziestopięciominutowych lekcji podzielonych dzwonkiem, ucząc się ze swojej ławki z tablicy polskiego, matematyki i historii dokładnie tam samo jak dzisiejsza dziesięciolatka z wielomilionowej, nowoczesnej metropolii, płynnie obsługująca smartfon, media społecznościowe, budząca się w domu, który obsługiwany jest w większości przez roboty, mogąca kilkoma kliknięciami kupić dowolną rzecz z drugiego końca globu za pomocą wirtualnych pieniędzy i planująca karierę w korporacji w branży technologicznej. To się w głowie nie mieści.
Wiem, że większość z Was (ja również) jest przyzwyczajona do tego, że szkoła wygląda w ten sposób. Ale spójrzcie na powyższe fakty. Porównajcie sobie wszystkie dziedziny życia teraz i dwieście lat temu. Popatrzcie, jak się zmieniły. I porównajcie to z systemem edukacji.
A przecież edukacja dzieci to jest najważniejszy element rozwoju społeczeństw świata. Dziedzina, która jak żadna inna wpływa na wszystko, co się dzieje w rozwoju naszej cywilizacji.
Funkcjonujemy w świecie, kiedy każdy z nas, również najmłodsi, ma cały czas pod ręką urządzenie, dzięki któremu może zdobyć każdą informację, na każdy temat, w ciągu kilkudziesięciu sekund. Ba, często nie musimy nawet używać do tego palców, wystarczy, że wypowiemy komendę głosową. I ten stan rzeczy nie zmieni się w kierunku ograniczonego dostępu do wiedzy, raczej będziemy mogli zdobywać ją coraz szybciej wraz z rozwojem technologii. A my nadal wkuwamy w szkołach na pamięć wiedzę z podręczników, zamiast uczyć dzieci wyszukiwania informacji, przetwarzania ich i filtrowania.
Jestem jednym z nielicznych nauczycieli w szkole, w której prowadzę lekcje geografii, który pozwala korzystać w trakcie sprawdzianów z zeszytów i książek. Uważam, że znacznie ważniejsza jest dla ucznia umiejętność poszukiwania informacji i adekwatne użycie jej w zadaniu niż wkucie na pamięć bez zrozumienia pewnej porcji informacji (które i tak za chwilę zapomni). I co jest dla mnie szokujące, wiele dzieci rozkłada ręce i nie wie, jak i gdzie szukać odpowiedzi na pytania. Widać jak na dłoni, że takich umiejętności nie trenują. Bo nasza szkoła, rodem z XIX wieku, w swoich metodach nie uwzględnia tej kluczowej zmiany, jaką jest niczym nieograniczony, stały i szybki dostęp do informacji na każdy temat.
[...]