Klany zielonych kości
A także ich współpracownicy i wrogowie
Klan Bez Szczytów
Kaul Hiloshudon -?filar
Kaul Shaelinsan -?prognostyczka
Emery Anden -?Kaul przez adopcję, niedawno ukończył naukę w Akademii
Kaul Dushurona
Kaul Lanshinwan -?były filar klanu, starszy brat Hila i Shae; nie żyje
Kaul Seningtun -?Płomień Kekonu, patriarcha rodziny, nie żyje
Kaul Dushuron -?syn Kaul Sena, ojciec Lana, Hila i Shae; nie żyje
Kaul Wan Riamasan -?wdowa po Kaul Du, matka Lana, Hila i Shae
Maik Kehnugo -?róg klanu Bez Szczytów
Maik Tarmingu -?filarowy Kaul Hila
Kaul Maik Wenruxian -?żona Kaul Hila, kamiennooka
Woon Papidonwa -?cień prognostyka, dawniej Filarowy Kaul Lana
Hami Tumashon -?pierwszy szczęściodawca
Juen Nurendo -?pierwsza pięść Maik Kehna
Lott Jinrhu -?palec klanu
Yun Dorupon -?były prognostyk Kaul Sena i Kaul Lana; zdrajca
Aun Uremayada -?matka Emery Andena; nie żyje
Haru Eynishun -?była żona Kaul Lana
Teije Runo -?kuzyn w drugiej linii Hila i Shae
Kyanla -?gosposia w rezydencji Kaulów
Inne Pięści i Palce
Vuay Yudiyo -?druga pięść Maik Kahna
Iyn Roluan -?pięść wysokiej rangi
Vin Solunu -?palec wysokiej rangi, mający talent do Postrzegania
Heike, Dudo, Ton -?palce z klanu, dawni koledzy z roku Emery Andena
Doun, Yonu, Tyin, Hejo -?Zielone kości odpowiadające przed filarowym
Ważni latarnicy
Eiten -?właściciel gorzelni Przeklęte Piękno, dawna pięść okaleczona
przez Gont Ascha
Pan Une -?właściciel restauracji Podwójne Szczęście
Pani Sugo -?właścicielka Klubu dla Dżentelmenów Boski Bez
Pan Enke -?deweloper, prezes Grupy Budowlanej Enke
Klan Góra
Ayt Madashi -?filar
Ree Turahuo -?prognostyk
Nau Suenten -?róg
Ayt Yugontin -?Włócznia Kekonu, adopcyjny ojciec Mady, Ima i Eoda; nie
żyje
Ayt Imminsho -?adoptowany starszy syn Ayt Yu; nie żyje
Ayt Eodoyatu -?adoptowany drugi syn Ayt Yu; nie żyje
Gont Aschentu -?były róg klanu; nie żyje
Waun Balushu -?pierwsza pięść Gont Ascha i Nau Suena
Iwe Kalundo -?pierwszy szczęściodawca
Ven Sandolan -?prezes firmy przewozowej Gwiazda Kekonu, latarnik klanu
Ven Hakujon -?starsza rangą pięść klanu, syn Ven Sanda
Koben Atosho -?dziecko, urodzony jako Ayt Ato, syn Ayt Eoda
Seko -?pięść klanu, kieruje białymi szczurami
Mudt Jindonon -?donosiciel; nie żyje
Ti Pasuiga
Zapunyo -?przemytnik jadeitu, przywódca Ti Pasuiga
Iyilo -?ochroniarz Zapunya
Soradiyo -?rekruter i dowódca skorpen
Bero -?złodziej jadeitu
Mudt Kalonun -?złodziej jadeitu, syn Mudt Jina
Inni na Kekonie
Jego Niebiańskość Książę Ioan III -?aktualny suweren Kekonu
Son Tomarho -?kanclerz Kekońskiej Rady Książęcej, wierny klanowi Bez
Szczytów
Guim Enmeno -?minister spraw domowych, wierny Górze
Pan Kowi -?członek Rady Książęcej, wierny klanowi Bez Szczytów
Tau Marosun -?profesor studiów międzynarodowych na Królewskim
Uniwersytecie Jan
Mistrz Aido -?prywatny nauczyciel jadeitowych dyscyplin
Durn Soshunuro -?filar klanu Czarny Ogon
Doktor Truw -?lekarz posługujący się mocami zielonych kości
Wielki Instruktor Le -?Dyrektor Akademii Kaul Dushurona
Toh Kitaru -?prezenter prowadzący wiadomości w Kekońskiej Stacji
Państwowej
Przedstawiciele rządu espeńskiego
Gregor Mendoff -?ambasador Republiki Espenii na Kekonie
Quire Corris -?sekretarz spraw międzynarodowych
Pułkownik Leland Deiller -?dowódca bazy Marynarki Wojennej na Eumanie
Podpułkownik Jay Yancey -?zastępca dowódcy bazy Marynarki Wojennej na
Eumanie
W Port Massy Keko-Espeńczycy
Dauk Losunyin -?filar Południowej Pułapki
Dauk Sanasan -?żona Dauk Losuna, jego "prognostyczka"
Dauk Corujon -?"Cory", syn Losuna i Sany
Rohn Torogon -?"róg" Południowej Pułapki
Pan i Pani Hian -?rodzina goszcząca Emery Andena
Shun Todorho -?"Tod", zielona kość, kolega Cory'ego
Etto Samishun -?"Sammy", zielona kość, kolega Cory'ego
Ledt Derukun -?"Derek", kolega Cory'ego
Sano -?odźwierny w sali uraz
Paczki
Blaise "Byk" Kromner -?szef paczki z Południowego Brzegu
Willum "Chudziak" Reams -?pierwszy przodownik paczki z Południowego
Brzegu
Moth Duke -?przodownik z paczki z Południowego Brzegu
Carson Sunter -?płaszcz z paczki z Południowego Brzegu
Joren "Mały Jo" Gasson -?szef paczki z Baker Street
Rickart "Cwany Ricky" Slatter -?szef paczki z Wormingwood, siedzi w więzieniu
Anga Slatter -?pełniąca obowiązki szefa paczki z Wormingwood, żona
Rickarta Slattera
Rozdział 1
Niebo czeka
Tylko szaleniec mógłby obrabować grób zielonej kości. Wyłącznie ktoś,
kto nisko sobie ceni własne życie, mógłby choć wpaść na taki pomysł, ale
jeśli ktoś był tego rodzaju osobą, dzisiejsza noc oferowała wyjątkową
szansę. Chłodne, suche dni późnej zimy nie ustąpiły jeszcze miejsca
nieustannym wiosennym deszczom, a chmury, wiszące nisko nad
wierzchołkami drzew w Parku Wdowy, zasłaniały wschodzący księżyc. Na
ulicach Janloonu panował niezwykły spokój. Chcąc okazać szacunek, ludzie
przerywali swe zwyczajowe czynności i wywieszali w oknach ceremonialne
latarnie będące przewodnikami duchów, dla uczczenia pamięci Kaul
Seningtuna, bohatera wojennego, patriarchy klanu Bez Szczytów oraz
Płomienia Kekonu. Bero i Mudt na wszelki wypadek nie zabrali żadnych
świateł, ale na cmentarzu nie było nikogo, kto mógłby zauważyć ich
obecność.
Dozorca imieniem Nuno spotkał ich przy bramie pięć minut przed chwilą
oficjalnego zamknięcia.
-?Proszę. -?Podsunął Berowi czarną torbę na śmieci. -?Pośpieszcie się.
Nocni ochroniarze pojawią się za jakieś pół godziny.
Byli tu tylko we trzech, lecz mimo to Nuno szeptał. Jego oczy, ukryte w pofałdowanych od słońca oczodołach, co chwila kierowały się ze strachem
na chaszcze i nagrobki. Złodziei uważano na Kekonie za godną najwyższej
pogardy hołotę, a rabusie grobów stali jeszcze niżej. Kula w tył głowy i rachunek za koszty wysłany krewnym -?takiego wyroku mogli się spodziewać
rano, jeśli dadzą się złapać.
Bero przyjął plastikową torbę z rąk Nuna. Pochylił się w cieniu
kamiennego muru i wydobył ze środka dwie niebieskie koszule oraz
czapeczki ozdobione logo cmentarza Niebo Czeka. Obaj z Mudtem włożyli je
pośpiesznie. Nuno poprowadził ich serpentynową ścieżką do jednego z największych i najbardziej spektakularnych grobowców na całym cmentarzu.
Przed ogromnym pomnikiem z zielonego marmuru wykopano nowy grób. Jutro
Kaul Seningtun zostanie pochowany obok swego wnuka, Kaul Lanshiwana,
byłego filaru klanu Bez Szczytów, którego zamordowano i pochowano
szesnaście miesięcy temu. Szesnaście miesięcy! To była wieczność.
Sfrustrowany Bero przez cały ten czas nie przestawał knuć i czekać na
swój jadeit.
Nuno osobiście wykopał ten grób dziś po południu. Przy grobie nadal stał
ciągnik z zamontowaną łyżką koparki. Bero stanął na krawędzi
prostokątnej dziury w ziemi. Wietrzyk poruszał trawą u jego stóp,
wypełniając powietrze intensywną wonią wilgotnej ziemi. Po plecach
młodzieńca przebiegł dreszcz ekscytacji. Tego właśnie potrzebował przez
cały ten czas -?żeby ktoś inny wykonał za niego większą część roboty. Za
pierwszym razem, gdy wyposażeni w łopaty zakradli się tu z Mudtem,
przeszkodziła im grupa pijanych nastolatków, którzy krążyli na oślep po
cmentarzu, strasząc się nawzajem. Za drugim razem zaczęło lać i ledwie
zdążyli naruszyć wilgotną ziemię, nim zjawili się ochroniarze i omal ich
nie złapali. Po tym incydencie Bero doszedł do wniosku, że wskazana
będzie większa ostrożność. Musieli opracować lepszy plan i zaczekać na
odpowiednią chwilę.
Ku jego zaskoczeniu Mudt przykucnął i pierwszy skoczył do pustego grobu.
Chłopak uniósł wzrok i wytarł dłonie. W jego szczurzych oczkach pojawił
się błysk. Bero zdjął torbę z ramienia i wyjął z niej potrzebne
narzędzia. Dał je Mudtowi, po czym również zeskoczył do grobu. Jego buty
uderzyły z łoskotem o świeżo odsłoniętą glebę. Dwaj nastolatkowie
wymienili spojrzenia zachwyceni śmiałością swego planu. Potem wspólnie
zaatakowali łopatami ścianę grobu, przekopując się niczym krety do
sąsiedniej trumny.
Nuno obserwował ich, stojąc obok ciągnika. Żuł zwitek betelu, udając, że
właśnie zrobił sobie chwilę przerwy od ciężkiej pracy przy kopaniu
grobu. Rzadko mu się zdarzało korzystać z koparki. Ciała większości
Kekończyków poddawano kremacji i składowano w kolumbariach bądź grzebano
w małych, wykopanych ręcznie mogiłach. Z uwagi na brak miejsca nawet
ciała członków bogatych rodzin, takich jak Kaulowie, mogących sobie
pozwolić na duże grobowce, grzebano w odległości najwyżej trzydziestu
centymetrów od siebie, nie minęło więc wiele czasu, nim łopata Bera
uderzyła o twardą trumnę. Chłopak stłumił krzyk triumfu i zdwoił
wysiłki. Ziemia sypała się w górę i lepiła do jego spoconych dłoni, a gdy unosił rękę, by otrzeć pot z czoła, zostawały na nim brudne ślady. W ogóle nie czuł zmęczenia, tylko ekscytację i niemal niemożliwą do
wytrzymania niecierpliwość -?z pewnością dlatego, że należny mu jadeit
był już tak blisko i wołał do niego z trumny człowieka, którego zabił.
-?Kaul Lan był filarem klanu Bez Szczytów -?zauważył Mudt cichym, lecz
przesyconym chciwością głosem. Odezwał się po raz pierwszy od chwili
przybycia na cmentarz. Liczył sobie tylko piętnaście lat, był trzy lata
młodszy od Bera, miał chude ramiona i musiał wkładać w kopanie mnóstwo
wysiłku. Choć było już prawie zupełnie ciemno, można było zauważyć, że
jego twarz poczerwieniała. -?Na pewno miał więcej jadeitu niż inni,
zgadza się? Nawet niż bracia Maik.
W jego oczach pojawił się mściwy błysk. Miał własne powody, by pragnąć
zdobyć zieleń.
-?Możesz się o to założyć, keke -?potwierdził Bero, nie odwracając uwagi
od kopania.
-?Skąd mamy pewność, że jadeit w ogóle tu jest? -?W szepcie Mudta
pojawiła się nuta niepokoju.
Klejnoty zielonej kości przypadały w spadku jego rodzinie, chyba że
nieprzyjaciel zabrał je po wygranej walce. Wojowników często grzebano z ceremonialną odrobiną jadeitu, ale w trumnie Kaula mogło się znajdować
tylko kilka drobnych klejnotów albo w ogóle nic. Biorąc pod uwagę, że
religia i kultura bardzo mocno potępiały okradanie zmarłych, a w dodatku
groziła za to kara śmierci, wysiłek i ryzyko wiążące się z rabowaniem
grobów rzadko były opłacalne, nawet dla przestępców najsilniej
dotkniętych jadeitową gorączką.
Bero nie odpowiedział Mudtowi. Nie mógł mu oferować żadnych gwarancji,
poza tym, że kiedy miał przeczucie pewnego szczególnego rodzaju, zawsze
go słuchał. Teraz również nawiedziło go podobne wrażenie. Jakby los się
do niego uśmiechnął. Kapryśne prądy fortuny niosły ludzi to w jedną, to
w drugą stronę, Bero był jednak przekonany, że poświęcają mu szczególną
uwagę i mogły go zanieść dalej niż większość ludzi. Miał w życiu mnóstwo
pecha -?od momentu, gdy jako wrzeszczącego noworodka wyrwano go z macicy
matki, która nie pożyła zbyt długo, ale z drugiej strony nadal żył,
podczas gdy wielu ludzi, których znał, opuściło już ten świat. A teraz
znalazł się blisko jadeitu.
Widać już było bok trumny. Lśniąca wiśniowa powierzchnia przybrała z czasem matową, brązową barwę, lecz nadal wyraźnie kontrastowała z czarną
ziemią. Obaj odłożyli łopaty, owiązali sobie szczelnie nosy i usta
chusteczkami, a na koniec włożyli grube rękawice robocze. Bero podniósł
bezprzewodową piłę szablastą.
-?Daj mi światło -?rozkazał głosem stłumionym przez tkaninę.
Mudt zapalił kieszonkową latarkę i przesunął wiązką blasku po boku
trumny. Bero włączył piłę. Gdy usłyszał jej przenikliwy wizg, omal nie
podskoczył. Mało brakowało, a upuściłby niebezpieczne narzędzie na
ziemię obok własnych stóp. Plama jasności na drewnie przesuwała się
szaleńczo przez moment, nim w końcu się uspokoiła. Serce Bero zabiło
gwałtownie. Wbił brzeszczot w trumnę Kaul Lana i zaczął piłować.
Wyciął otwór wielkości ekranu telewizora, po czym wyłączył piłę i ją
odłożył. Przy pomocy Mudta odciągnął kawał drewna. W powietrzu unosiły
się kurz oraz strzępki poliestrowej wyściółki. Jakiś przedmiot spadł na
ziemię obok ich stóp. Bero krzyknął z zachwytu i osunął się na ziemię,
tylko najwyższym wysiłkiem woli powstrzymując się przed wzięciem w ręce
skarbu, którego blask ujrzał w świetle latarki -?naszyjnika z jadeitowych paciorków. Każdy klejnot był nieskazitelny i świetliście
zielony. Oddzielały je cienkie, czarne przekładki. Łańcuszek zrobiono ze
srebra. Dla przywódcy zielonych kości była to nie tylko ozdoba, lecz
również potężna broń, nieodłączny element jego tożsamości. Ten bezcenny
przedmiot można było kupić tylko za krew.
Mudt oprzytomniał pierwszy. Złapał Bera za ramię.
-?Wszyli je w wyściółkę. Może być tego więcej.
Wsadzili ręce w uszkodzoną wyściółkę i niemal natychmiast znaleźli dwie
skórzane opaski na przedramiona, wysadzane klejnotami. Kaul nosił też
ciężki od jadeitu pas. Być może on również tu był, ukryty głębiej w trumnie.
Nim jednak zdążyli przeszukać ją dokładniej, na krawędzi grobu pojawił
się Nuno i spojrzał na nich z góry. Po jego ogorzałej twarzy przebiegały
nerwowe tiki.
-?Musicie stąd zwiewać. Wysłałem ochroniarzy do tylnej furtki, by
sprawdzili wyłamany zamek, ale niedługo wrócą. Trzeba tu posprzątać.
-?Rzuć mi torbę -?zażądał Bero.
Nuno go posłuchał. Dwaj nastolatkowie włożyli wycięty z trumny kawałek
drewna z powrotem na miejsce i oblepili go wilgotną ziemią najlepiej,
jak mogli. Bera przeszył głęboki ból na myśl o jadeicie, który zapewne
tu zostawią, lepiej jednak będzie, jeśli uciekną jak najszybciej z tym,
co udało im się zdobyć. W przeszłości nadmierna ambicja kilkakrotnie
kosztowała go bardzo drogo. Uważając, by nie dotknąć jadeitu nagą skórą,
owinął cenne zdobycze w kilka warstw tkaniny workowej i wsadził je do
torby razem z narzędziami. Następnie wytarł uwalane ziemią ręce o spodnie, przerzucił torbę przez ramię i wyciągnął rękę, by Nuno pomógł
mu wyjść z grobu. Dozorca odsunął się od niego.
-?Nie będę się zbliżał do kradzionego jadeitu -?oznajmił, szczerząc zęby
w grymasie niesmaku.
Udało się im go przekupić wyłącznie dlatego, że wpadł w długi tak
poważne, iż Bero przez długi czas gryzł się myślą o tym, ile
zagarniętego błysku musiał sprzedać, by sfinansować całe
przedsięwzięcie.
Kazał Mudtowi spleść dłonie i oparł na nich stopę. Bero wygramolił się z grobu i spojrzał z góry na młodszego chłopaka. Przez chwilę czuł pokusę,
by go tu zostawić. Zdobył już jadeit i nie miał ochoty się nim dzielić.
Mudt mógłby go jednak wsypać. Poza tym miał gęstą krew i Bero musiał
przyznać, że do tej pory okazał się użyteczny.
Przykucnął przy grobie i pomógł Mudtowi się wygramolić. Nuno uruchomił
koparkę i wsypał ziemię z powrotem na miejsce. Kiedy skończył, grób
wyglądał mniej więcej tak samo jak przedtem. Gdyby ktoś przyjrzał się
uważniej, zauważyłby ślady stóp, a także fakt, że jedna ze ścian jest
nieco nieregularna, było to jednak mało prawdopodobne.
Bero i Mudt zdjęli chusteczki z twarzy i otarli z nich pot oraz brud.
Nuno poprowadził ich w dół stoku. Nikt nie zwracał na nich uwagi, a nawet gdyby ktoś ją zwrócił, wyglądaliby na trójkę cmentarnych
robotników, którzy właśnie skończyli pracę.
-?Oddajcie mi szybko te koszule i czapeczki -?odezwał się Nuno, gdy
dotarli do bramy. Ściągnęli brudne ubrania i wrzucili je do torby na
śmieci. -?Dostaliście to, po co tu przyszliście, tak? Niech bogowie
przeklną wasze dusze. -?Splunął. -?A teraz dawajcie drugą połowę forsy.
Bero skinął głową i przykucnął, by otworzyć boczną kieszeń torby. Mudt z całej siły uderzył z tyłu w głowę dozorcy ściskanym w dłoni kamieniem, a potem popchnął go na ziemię. Bero wyprostował się, trzymając w ręce mały
pistolet. Wystrzelił dwa razy. Za pierwszym trafił Nuna w czoło, za
drugim w policzek.
Gdy huk ucichł, oszołomieni nastolatkowie gapili się na ciało przez
kilka sekund. Kiedy odwrócili zabitego na plecy, okazało się, że w jego
szeroko otwartych oczach malują się zaskoczenie i niepokój. Rany wlotowe
były zaskakująco małe, a krew wsiąkała już w suchą ziemię.
W pierwszej chwili Bero pomyślał, że plan udał się zaskakująco dobrze i słusznie postąpił, zatrzymując Mudta przy sobie. W drugiej, że całe
szczęście, że dozorca był drobnym mężczyzną, bo w przeciwnym razie
trudno by im było przenieść ciało. Zdyszani i spoceni z wysiłku i strachu zawlekli je do płytkiego zagłębienia w pobliskich chaszczach.
Bero sprawdził kieszenie kurtki dozorcy w poszukiwaniu portfela.
-?Zabierz też zegarek -?wysyczał do Mudta. -?Niech to wygląda na napad
rabunkowy.
Wyciągnęli kółko z kluczami z kieszeni ofiary, przykryli ciało gałęziami
i liśćmi, a następnie pobiegli ku bramie. Bero przeklinał, szarpiąc się
z zamkiem, a Mudt pochylił się, dysząc ciężko. Ręce wspierał na kolanach
i szeroko wybałuszał oczy, widoczne tuż poniżej przetłuszczonej grzywki.
-?O kurwa, o kurwa, o kurwa, o kurwa.
Furtka wreszcie się otworzyła. Zamknęli za sobą ciężkie zasuwy, Bero
przycisnął mocno torbę do piersi i obaj zerwali się do biegu, by skryć
się wśród drzew Parku Wdowy. Oddalali się od latarek ochroniarzy,
zmierzając ku światłom miasta leżącego w dole.
Rozdział 2
Przekazanie płomienia
Kaul Hiloshudon stał na czele tłumu żałobników, którzy przybyli tu, by
złożyć jego dziadkowi ostatnie wyrazy szacunku. Mnóstwo ludzi kierowało
dziś na niego spojrzenia i zauważyliby, gdyby robił wrażenie
podekscytowanego bądź zatopionego w myślach. Dlatego wpatrywał się w trumnę nakrytą drogą białą tkaniną i poruszał wargami w rytm
melorecytacji pokutników. Trudno mu jednak było skupić uwagę na
rytuałach i osłonić zmysł Percepcji przed obecnością tak wielu wrogów.
Jego dziadek żył długo i to życie było ważne. Walczył o niepodległość
kraju, a później, dzięki polityce, biznesowi oraz wielkiemu klanowi,
który zbudował, wywarł trwały wpływ na nowe kekońskie państwo. Zmarł
spokojnie pośrodku nocy, w zaawansowanym wieku osiemdziesięciu trzech
lat, jak zwykle siedząc w wózku inwalidzkim przy oknie w rodzinnym domu.
Z pewnością należało to uznać za łaskę bogów. W ostatnim roku życia, gdy
dręczyła go demencja i obniżenie tolerancji na jadeit, dziadek stał się
okrutnym, nieznośnym starcem, zgorzkniałym z powodu licznych żalów, i nie miał nic dobrego do powiedzenia o fakcie, że przywództwo klanu Bez
Szczytów przeszło w ręce tego z jego wnuków, którego lubił najmniej -
ale przeciętny obywatel nic o tym nie wiedział. W Dzielnicy Świątynnej
przez pełne dwie doby trwało publiczne czuwanie. Hilo miał wrażenie, że
na pogrzebie zjawiła się połowa mieszkańców miasta. Druga połowa zapewne
oglądała całe to wydarzenie w telewizji. Śmierć Płomienia Kekonu
oznaczała koniec ery, odejście pokolenia, które uwolniło wyspę od
cudzoziemskiej okupacji i odbudowało jej dobrobyt. Każda ważna osoba
publiczna musiała uczestniczyć w tym pogrzebie. Również Ayt Madashi.
Filar Góry stała samotnie po drugiej stronie tłumu. Miała na sobie długą
białą kurtkę i białą chustkę. Otaczali ją jej ludzie. Hilo ledwie ją
widział z miejsca, gdzie stał, ale nie potrzebował wzroku. Z łatwością
Postrzegał jej gęstą jadeitową aurę. Wściekłby się na myśl, że pojawiła
się w miejscu, gdzie jego starszy brat Lan obracał się w proch, gdyby
tylko pozwolił sobie o tym myśleć. Nie chciał jednak sprawić rywalce
takiej satysfakcji.
Wczoraj Ayt wydała publiczne oświadczenie wychwalające Kaul Sena jako
bohatera narodowego, ojca kraju oraz ukochanego towarzysza i przyjaciela
jej nieżyjącego ojca Ayt Yugontina. Niech bogowie obdarzą uznaniem ich
obu. Dodała, że smutno jej z powodu walk, jakie niedawno wybuchły między
klanami stworzonymi przez tych dwóch wielkich ludzi, i wyraziła
nadzieję, że spory uda się rozwiązać, by cały kraj mógł się rozwijać w niepodważalnej jedności, której przykładem ongiś było patriotyczne
bractwo wojowników, zwane Towarzystwem Jednej Góry.
-?Co za bzdury -?warknął Hilo.
Ani przez moment nie wierzył, że Ayt Mada kiedykolwiek zrezygnuje ze
swych celów, którymi były pozbawienie życia jego i jego rodziny,
zniszczenie klanu Bez Szczytów i przejęcie całkowitej kontroli nad
produkcją jadeitu. Wystąpienia prasowe nie mogły wymazać długu krwi.
-?To dobry PR -?sprzeciwiła się Shae. -?Przypomniała ludziom o związkach
łączących dziadka z jej ojcem i w ten sposób zasugerowała, że
reprezentuje dziedzictwo wszystkich zielonych kości.
Poza tą krótką analizą przez ostatnie siedemdziesiąt dwie godziny jego
siostra nie odzywała się prawie w ogóle, nawet poza okresem oficjalnego
dwudniowego czuwania. Hilo zerknął na nią. Trzymała się prosto, ale pod
warstwą białego żałobnego pyłu pokrywającego jej twarz widział
podkrążone oczy. Zwykle ostra jadeitowa aura Shae wydawała się
przytłumiona. Kochała dziadka i zawsze cieszyła się jego względami.
Płakała gorzko po jego śmierci.
Hilo ponownie skierował uwagę na tłum. Zjawili się również inni
przywódcy klanu Góra. Obok Ayt Mady stał niski mężczyzna o ulizanych
włosach -?Ree Turahuo, prognostyk klanu. Miejsce obok niego zajął
mężczyzna o grubo ciosanych rysach, z krótko ostrzyżoną, upstrzoną
siwizną bródką i włosach takiej samej barwy. Hilo nie wiedział zbyt
wiele o Nau Suenzenie, który zastąpił Gont Aschentu na stanowisku rogu
klanu, ale pogłoski i informacje zebrane przez szpiegów mówiły, że
zasłynął jako sprytny specjalista od wojny partyzanckiej. Podczas wojny
szotarskiej był sabotażystą i zamachowcem pracującym dla Ayt Yu. Gdy
wojna wielu narodów się skończyła, miał zaledwie dwadzieścia trzy lata.
Sądząc po nieprzyciągającym uwagi wyglądzie oraz pozbawionej wyrazu
jadeitowej aurze, nie był nawet w połowie tak imponujący i niebezpieczny
jak jego poprzednik. Hilo podejrzewał jednak, że to zmyłka i w związku z tym powód do niepokoju.
Bogowierczy pokutnicy w białych pogrzebowych szatach -?całe dwa tuziny,
ponieważ pogrzeb był ważny i zjawiły się tłumy -?odprawili długi
religijny obrządek, podczas którego wielokrotnie recytowano słowa "niech
bogowie obdarzą go uznaniem", powtarzane chórem przez licznych
żałobników. Hilo zamknął oczy, skupił znużony zmysł Postrzegania i zagłębił się w mentalny szum tysięcy oddechów oraz bijących serc. Tam.
Za grupką członków Góry kryła się znajoma mętna aura człowieka, którego
ongiś nazywał wujkiem. Byłego prognostyka klanu Bez Szczytów, zdrajcy
rodziny Kaulów. Yun Dorupon był tutaj, pogrążony w żałobie.
-?Nie zawracaj sobie nim głowy. Dzisiaj go nie dorwiemy -?odezwała się
cicho Shae.
Być może zauważyła wyraz skupienia na jego twarzy albo po prostu
Postrzegła jego złość. Niemniej Hilo był zaskoczony. Nie spodziewał się,
że jego siostra zauważy Doru. Był przekonany, że w ogóle nie zwracała
uwagi na otoczenie.
Rzecz jasna, miała rację. Nie mogli dopuścić się aktu przemocy w obecności pokutników, podczas pogrzebu dziadka. A patrząc na to
pragmatycznie, było tu zbyt wielu wojowników Góry. Setki ich pięści i palców zajęły miejsca naprzeciwko ludzi klanu Bez Szczytów. Gdy Hilo
zwiększył zasięg swego Postrzegania, intensywna aura wszystkich
zebranych tu zielonych kości upodobniła się do nieustannego szumu rozmów
na ruchliwej ulicy. Klany zjawiły się w wielkiej liczbie, by dokonać
pokazu siły, dzisiaj jednak przestrzegały rozejmu, by uczcić pamięć tego
samego człowieka.
Wreszcie gęsty tłum zaczął się rozpraszać. Hilo miał przed sobą długą,
nieuniknioną robotę. Będzie musiał ze smętną miną przyjmować kondolencje
od członków wewnętrznego kręgu ludzi wiernych klanowi -?latarników,
polityków i najważniejszych rodzin zielonych kości. Wcześniej przy
wejściu na cmentarz doszło do jakiegoś zamieszania. Maik Kehn wysłał
jednego ze swoich pięści, by zbadał sprawę.
Teraz Kehn wrócił do Hila.
-?Mówią, że nocą znaleziono na cmentarzu zwłoki -?wyszeptał.
-?Tylko jedne? -?zapytał filar z grymasem ironii. -?Czyżby wszystkie
pozostałe uciekły?
Róg prychnął cicho. Hilowi nigdy nie udało się wydobyć zeń więcej
śmiechu. Uniósł jednak szerokie bary na znak rozbawienia.
-?W krzakach odkryto ciało cmentarnego dozorcy. Zabito go strzałami w głowę. Podobno chodziło o długi. To nie wygląda na ważną sprawę, ale
wiesz, jacy są ludzie. Krzyczą o pechu, kiedy mucha wpadnie do czarki z hoji.
Hilo skinął głową. Pogrzebu Płomienia nie powinny skalać żadne złe
wieści.
-?Porozmawiaj z kierownikiem cmentarza. Niech wyciszy sprawę. -?Spojrzał
z niechęcią na długą kolejkę ludzi czekających, by złożyć mu
kondolencje. Nie Postrzegał już nigdzie w pobliżu Ayt Mady ani Doru. -
Powiedz Tarowi, żeby dał mi godzinę. Potem wracam do domu, bez względu
na to, ilu dupolizów będzie jeszcze tu czekało.
* * *
Minęły dwie i pół godziny, nim Hilo wreszcie wrócił do rezydencji
Kaulów. Na długim podjeździe i na rondzie parkowało mnóstwo samochodów.
Po publicznym pogrzebie urządzono prywatną stypę dla członków rodziny i najwyższych rangą zielonych kości z klanu Bez Szczytów. Szyba w samochodzie była opuszczona do połowy i Hilo słyszał dźwięki muzyki oraz
czuł zapachy z grilla urządzanego na podwórku. Jeśli ktoś dożył
osiemdziesięciu lat, uważano to za godny uczczenia fakt, świadczący o przestrzeganiu Boskich Cnót oraz o łaskawości bogów gwarantującej
wpuszczenie do owczarni nieba, gdy nadejdzie dzień obiecanego Powrotu.
Hilo uważał, że to jedno z wierzeń, które miały więcej sensu w czasach
wojny, gdy trudno było o dobrą opiekę medyczną. Tak czy inaczej, gdy
oficjalna żałoba po Kaul Senie się skończyła, zdjęto białe zasłony i na
nieformalnym przyjęciu panowała znacznie weselsza atmosfera. Z pewnością
potrwa ono dość długo.
Maik Tar zaparkował duchesse priza tuż przed głównym wejściem do domu,
po czym odwrócił się i spojrzał na filar.
-?Ludzie, z którymi zgodziłeś się dzisiaj spotkać, nadal czekają,
Hilo-jen. Mam przysłać ich do ciebie, czy się ich pozbyć?
-?Gdzie moja siostra? -?zapytał filar. -?Czy już wróciła?
-?Czeka na ciebie w domu.
Zrezygnowany Hilo zgasił papierosa w popielniczce.
-?Przyślij ich.
Tar obrzucił szefa współczującym spojrzeniem.
-?Zostawię ci coś do jedzenia. Chcesz coś konkretnego?
-?Trochę wędzonej wieprzowiny.
Hilo wysiadł z samochodu, wszedł do domu i z niechęcią skierował się do
gabinetu. To był kiedyś ulubiony pokój Lana i nadal czuł się w nim
trochę nieswojo. W końcu wprowadził tu pewne zmiany -?usunął część
regałów, zastępując je telewizorem i większym barkiem, i kazał też
przynieść wygodniejsze fotele, ale za każdym razem, gdy tu przychodził,
półoficjalny charakter gabinetu przypominał mu brutalnie, że to nie on
miał zostać filarem klanu.
Z reguły, gdy spotykał się z podwładnymi, wolał to robić w kuchni albo
na podwórku, tam jednak nie mógłby dziś znaleźć prywatności. Musiał też
przyznać, że gabinet tworzył aurę oficjalnego autorytetu, bardziej
odpowiednią dla spotkań z ważnymi udziałowcami i petentami. Wiedział, że
podczas rozmów z takimi ludźmi musi się starać maskować swą młodość i reputację ulicznego wojownika, a także podkreślać znaczenie i dziedzictwo swej rodziny.
Shae była już na miejscu. Siedziała w jednym z obitych skórą foteli.
Zmyła puder z twarzy, poprawiła makijaż i przebrała się w ciemną
spódnicę oraz beżową bluzkę, ale jej zmęczone, zapadnięte oczy nadal
miały niemal oskarżycielski wyraz.
Czy w ogóle nie kochałeś dziadka?
-?Nie musisz tu zostawać -?oznajmił jej Hilo. -?Poradzę sobie.
-?Co, jeśli jakiś latarnik poprosi cię o wywarcie nacisku w sprawie
ustawy o ograniczeniu opłat paliwowych?
Hilo przymrużył powieki.
-?Nikt by mnie o to nie prosił.
-?Masz rację -?zgodziła się. -?Dlatego że nie ma projektu takiej ustawy.
Przed chwilą to wymyśliłam. -?Uśmiechała się tylko półgębkiem, a jej
docinki nie miały tej mocy, co zwykle. -?Zostanę.
Filar zmarszczył brwi, ale powstrzymał się przed udzieleniem odpowiedzi,
choć wyłącznie z uwagi na jej żałobę. Było prawdą, że nie wiedział o politycznej i biznesowej stronie działalności klanu tyle, co ona, ale
ciągłe przypominanie mu o tym świadczyło o złośliwości, którą z pewnością odziedziczyła po ich dziadku.
Hilo ledwie zdążył zdjąć krawat i rozpiąć koszulę, gdy Tar zapukał do
drzwi, otworzył je i wpuścił do środka mężczyznę oraz kobietę trzymającą
w ramionach małe dziecko. Na ich widok Hilo rozpromienił się
natychmiast. Podszedł do mężczyzny i uściskał go ciepło.
-?Eiten, przyjacielu -?przywitał go. -?Ależ twoja córka urosła! Naprawdę
ma tylko dziewięć miesięcy? Mogłaby pokonać dwulatka w walce
zapaśniczej.
Eiten nie mógł odwzajemnić uścisku filaru ani unieść splecionych dłoni
do czoła w tradycyjnym geście szacunku, jednakże gdy usłyszał słowa
Hila, zgiął się w płytkim ukłonie, a w jego oczach pojawił się błysk
dumy. Miał na sobie czystą białą koszulkę z krótkimi rękawami
zakrywającą kikuty brakujących rąk, oraz miękkie, czarne wsuwane buty.
-?Jest naprawdę okropna, Hilo-jen. Płacze godzinami i nie można jej
odłożyć nawet na minutkę.
Potrząsnął głową z przygnębioną miną, ale w jego głosie nie było
niezadowolenia.
-?Z pewnością będzie tak samo zielona jak jej tata -?zapewnił Hilo.
Zauważył, że żona Eitena skinęła głową z uśmiechem. W dawnych czasach
przekonanie, że grymaśne niemowlęta wyrastają na lepszych wojowników,
odnosiło się tylko do chłopców, ale obecnie dziewczęta stanowiły
dwadzieścia procent uczniów w Akademii Kaul Dushurona, niektóre kobiety
zostały pięściami, a jedna nawet była filarem. Ciągle mająca kolkę córka
była powodem do dumy, a nie zażenowania.
-?Boję się tylko, że będzie zbyt zielona, żeby znaleźć męża.
Hilo zauważył, że zerknęła na Shae, wypowiadając te słowa, ale zaraz
opuściła wzrok.
-?Może kiedy dorośnie, ludzie nie będą już myśleli w ten sposób -
odpowiedziała jego siostra, uśmiechając się lekko.
-?Prognostyczka ma rację, a poza tym jest za wcześnie, żeby się o to
martwić.
Hilo położył dłoń na barku Eitena i poprowadził rodzinę ku fotelom. Tuż
za Eitenem biegła brązowa małpka. Kiedy mężczyzna usiadł, wskoczyła na
poręcz i przycupnęła czujnie obok niego, drapiąc się po piersi. Filar
wydobył z minilodówki kilka butelek napoju gazowanego i postawił je na
stoliku. Na rozkaz Eitena małpka skoczyła na blat, otworzyła jedną z nich, włożyła do środka słomkę i zaniosła butelkę panu. Eiten zsunął
jeden but, wziął butelkę w palce u nogi i oparł kończynę na drugim
kolanie. Z kostki zwisała mu jadeitowa bransoleta.
Hilo usiadł naprzeciwko niego.
-?Jak sobie radzicie? -?zapytał poważniejszym tonem. -?Czy jest jeszcze
coś, w czym klan mógłby wam pomóc?
-?Zrobiliście już dla nas bardzo wiele. Życie było ciężkie, ale zrobiło
się lżejsze, odkąd mamy Zoza. On otwiera przede mną drzwi, zapina mi
koszulę, a nawet podciera mi tyłek.
Eiten zachichotał. Palec z klanu skierował Hila do szotarskiej
organizacji zajmującej się tresurą małp pomagających niepełnosprawnym (w Szotarze było mnóstwo weteranów wojny) i filar kazał jednemu z latarników wszystko załatwić.
Eiten pochylił się i pociągnął łyk przez słomkę. Kiedy się wyprostował,
spojrzał Hilowi prosto w oczy.
-?Kiedy Gont Asch uciął mi ręce, obiecałeś, że zabijesz go i zabierzesz
mu jadeit. Dotrzymałeś słowa. Powiedziałeś mi, żebym przeżył jeszcze
jeden rok, by zobaczyć na własne oczy zemstę klanu oraz narodziny mojego
dziecka, a jeśli po roku nadal będę pragnął umrzeć, osobiście spełnisz
moje życzenie. -?Głos mężczyzny nabrał ostrzejszych tonów, ale się nie
załamał. -?Minął rok i siedzę przed tobą, Hilo-jen. Czy jeśli poproszę
cię, byś spełnił moje życzenie, nie zadając żadnych pytań, to czy nadal
będziesz gotowy to zrobić?
Żona Eitena mocniej przytuliła śpiące niemowlę i pochyliła głowę,
przygryzając wargę. Jej mąż nie patrzył na nią ani na dziecko. Nie
spuszczał spojrzenia z Hila, który Postrzegał w jego jadeitowej aurze
osobliwą, niemal bolesną natarczywość.
-?Tak -?potwierdził. -?Dotrzymam słowa.
Eiten skinął głową. Jego aura uspokoiła się wyraźnie. Spojrzał na śpiącą
córkę i na jego twarzy pojawił się wyraz uwielbienia.
-?Miałeś rację, Hilo-jen. Mam teraz po co żyć i nie chcę już umierać.
Hilo uświadomił sobie, jak ważne było, by Eiten wiedział, że ta opcja
pozostawała przed nim otwarta, że decyzja rzeczywiście należała do
niego, a na słowie filaru zawsze można polegać. Eiten spojrzał na niego.
-?Nie chcę jednak do końca życia pozostawać bezczynny i zależny od
innych. Zaliczałem się do najlepszych pięści klanu Bez Szczytów. Wiem,
że już na nic ci się nie przydam, ale pragnę poprosić cię o przysługę.
Czy zgodzisz się mnie wysłuchać?
-?Proś, o co tylko zechcesz -?odpowiedział Hilo. -?Z chęcią spełnię
twoją prośbę, jeśli tylko będzie to leżało w moich możliwościach.
-?Mój teść jest producentem hoji. Choć jego gorzelnia nie jest duża, to
trunek, który produkuje, należy do najlepszych w kraju. Sprzedaje go
eleganckim sklepom i restauracjom. Chciałby się przenieść do większego
budynku, ale starzeje się i potrzebuje wspólnika, żeby kierować firmą.
Mimo że zdaję sobie sprawę, że dla klanu to tylko mały biznes, chciałbym
prosić biuro prognostyka o patronat, bym mógł przejąć kierownictwo nad
rodzinnym interesem żony. Moje ciało jest okaleczone, ale umysł nadal
mam sprawny i myślę, że sprawiłoby mi satysfakcję, gdybym mógł pracować
nad rozbudową firmy jako latarnik.
Hilo spojrzał z uśmiechem na jego żonę.
-?A co ty sądzisz o tym pomyśle, pani Eiten? Czy twój mąż ma zadatki na
producenta hoji światowej klasy?
-?Od lat pomagaliśmy ojcu w prowadzeniu gorzelni i mój mąż zawsze marzył
o tym, by pewnego dnia przejąć interes -?odpowiedziała żona Eitena
cichym, ale przepojonym pewnością głosem. -?Był jednak pięścią i musiał
służyć tobie oraz klanowi. To zawsze miało pierwszeństwo. Cieszę się, że
żyje, wyłącznie dzięki tobie, Kaul-jen, i w głębi serca czuję, że to dla
niego druga szansa. Dobrze sobie z tym poradzi, a gdy córka trochę
podrośnie, będę mu pomagała, oczywiście.
-?Mówiłeś, że potrzebujecie nowej lokalizacji -?podjął Hilo, ponownie
zwracając się do Eitena. -?Prowadzimy renowację i rozbudowę całego
parteru Poczwórnej Wygranej. Moglibyśmy zrobić miejsce dla waszej
gorzelni. Jest tam wielka piwnica. Czy to dla was do przyjęcia?
Zaopatrywalibyście w hoji wszystkie kasyna na ulicy Dla Ubogich.
Eiten szeroko otworzył oczy.
-?Hilo-jen, to znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy...
-?Potrzebuję w tej części Pachy kogoś, komu mógłbym zaufać -?przerwał mu
Hilo. -?Zawsze istnieje groźba, że Góra spróbuje odzyskać to, co jej
odebraliśmy w zeszłym roku. Róg dba o to, by okolica zawsze była
broniona, ale czułbym się pewniej, gdybym miał godną zaufania zieloną
kość, kogoś, kto zawsze będzie wytężał wzrok i słuch. Czy dasz radę
produkować waszą świetną hoji i jednocześnie służyć klanowi, Eiten-jen?
Mężczyzna przełknął z wysiłkiem ślinę i skinął głową.
-?Klan jest moją krwią, a filar jest jego panem. Dziękuję, Hilo- -jen.
Zawsze będę twoim wojownikiem, walczącym w taki sposób, jakiego ode mnie
zażądasz.
Hilo uśmiechnął się i wstał. Pozostali podążyli za jego przykładem. Ten
ruch obudził niemowlę, które zaczęło szukać matczynej piersi, a potem
wydało z siebie przeszywający wrzask. Hilo skrzywił się, po czym się
roześmiał.
-?Musisz nakarmić tę małą demonicę. Szczegóły uzgodnimy później.
-?Zbierz dokumentację finansową firmy swego teścia z ostatnich pięciu
lat i wyślij ją do biura prognostyka, razem z podaniem o przyznanie
patronatu -?poprosiła Shae. -?To przyśpieszy sprawę.
Eiten i jego żona ponownie wyrazili wdzięczność. Brązowa małpka wypiła
resztę brzoskwiniowego napoju i popędziła za swoim panem.
Gdy Hilo dowiedział się, że Eiten radzi sobie tak dobrze, jak to tylko
możliwe, i przekonał się, że jest w stanie spełnić jego prośbę, nastrój
znacznie mu się poprawił. Dwa następne spotkania obyły się bez
komplikacji. Mały klan Czarny Ogon przysłał przedstawiciela z wyrazami
kondolencji w postaci pieniędzy i kwiatów oraz zapewnieniami o niezachwianej i trwałej przyjaźni. ("Zapewne zaraz popędzi do Ayt Mady i przekaże jej te same słowa" -?stwierdziła Shae zaraz po jego wyjściu).
Potem zjawił się wspólnik w interesach ich dziadka, który pragnął
napisać hagiograficzną biografię Płomienia Kekonu, rzecz jasna za
pozwoleniem filaru i z klanową aprobatą. Hilo ucieszył się, że dobrze im
dziś idzie, i spojrzał na zegarek, gdy do gabinetu wpuszczono panią
Teije.
Natychmiast ogarnęło go przeczucie, że ta rozmowa mu się nie spodoba.
Wyczuł nagłą zmianę w aurze Shae za swymi plecami, co sugerowało, że
odniosła takie samo wrażenie.
-?Witaj, ciociu Teije -?rzekł, całując kobietę w suchy policzek. -?Dawno
się nie widzieliśmy.
Ta przerwa mogłaby być dłuższa, pomyślał, ciesząc się, że kobieta nie
nosi jadeitu i nie może Postrzec jego prawdziwych uczuć.
-?Witaj, ciociu -?odezwała się Shae z podobnie fałszywą radością.
Pani Teije liczyła sobie sześćdziesiąt lat i była ciotką kuzyna ich
ojca. Kaul Sen miał tylko jedną, starszą siostrę, która dożyła wieku
dorosłego. Wyszła za mąż za mężczyznę nazwiskiem Teije Jan i miała z nim
czworo dzieci. Rodzina Teije była spokrewniona z Kaulami i liczniejsza
od nich. Sam ten fakt mógłby ich uczynić jedną z najpotężniejszych
rodzin na Kekonie, ale żaden Teije nigdy nie osiągnął nic godnego uwagi
ani nie zdobył wysokiej pozycji w klanie. Tylko garstka członków tej
rodziny zdołała ukończyć Akademię i zostać zielonymi kośćmi. Dwóm udało
się osiągnąć pozycję niskich rangą pięści. Reszta rodziny to byli mało
znaczący latarnicy i nienoszący jadeitu cywile. Niektórzy mieli
wykształcenie i porządną pracę, a inni nie, ale prawie wszyscy
zawdzięczali swe osiągnięcia związkom łączącym ich z Kaulami.
-?Bogowie nie są sprawiedliwi -?stwierdził kiedyś przy kolacji dziadek
Hila. -?Wiele odebrali jednej części naszej rodziny, by dać to drugiej.
Dlatego bądźcie dobrzy dla kuzynów. Kto wie, co mogłaby osiągnąć rodzina
Teije, gdyby jej członkowie mieli więcej rozumu albo gęstszą krew.
Pani Teije była pulchną kobietą o krótko ostrzyżonych, szorstkich
włosach. Ciągle zaciskała usta, jakby próbowała przełknąć coś
niesmacznego.
-?Kaul-jen, Kaul-jen, niech bogowie opromienią cię swą łaską -
wychrypiała. -?Jesteś moją jedyną nadzieją.
Osunęła się na jeden z foteli, pocierając oczy zmiętą chusteczką.
-?O co chodzi, ciociu? -?zapytał Hilo.
-?O mojego syna, tego nicponia Runa -?wyjaśniła kobieta. -?Wpakował się
w kłopoty na Uwiwach. Tylko bogowie wiedzą, co w ogóle robił w tym
grzesznym miejscu, ale ktoś popełnił straszliwy błąd. Runa aresztowano i zamknięto w więzieniu.
Hilo stłumił westchnienie i nadał twarzy uspokajający wyraz.
-?Ciociu Teije, nic dziwnego, że tak się zdenerwowałaś, ale jeśli to
rzeczywiście był błąd, łatwo będzie wszystko naprawić. Możemy zapłacić
za jego uwolnienie. Ile wynosi kaucja?
-?Ach -?odparła kobieta z zawstydzoną miną. -?Kaucję już zapłacono. Runo
wyszedł z więzienia dwa tygodnie temu. -?Hilo zrobił zdziwioną minę. -
My jej nie zapłaciliśmy. Rodzina zbierała pieniądze, ale nim udało się
nam zgromadzić wystarczająco wiele, usłyszeliśmy, że kaucję wniósł
bogaty nieznajomy i Runa przekazano pod jego nadzór.
-?Kim jest ten nieznajomy? -?zapytał Hilo.
-?Nazywa się Zapunyo -?odpowiedziała pani Teije. -?Mówią, że to zły
człowiek. Przemytnik. Przemytnik jadeitu. -?Patrząc na nią, można było
odnieść wrażenie, że chętnie by splunęła, gdyby nie zadbane dywany w gabinecie Kaulów. -?Mój syn jest "gościem" tego człowieka. Próbowaliśmy
negocjować, proponowaliśmy mu pieniądze, ale Zapunyo odpowiedział, że
będzie rozmawiał tylko z filarem klanu.
Ciotka Teije wstała i uklękła przed Hilem, chwytając go za dłonie.
-?Błagam, Kaul-jen, musisz uwolnić Runa. Jest krnąbrny i często sprawia
kłopoty, ale to dobry chłopak. Mój mąż nie chciał do ciebie przyjść.
Przekleństwo na jego upór! Powiedział: "Jeśli poprosimy Kaulów, żeby
pomogli nam rozwiązać nasze problemy, zawsze będą patrzyli na nas z góry". Ale ja o to nie dbam. Wiem, że masz dobre serce i dbasz o swoich
ludzi, tak samo jak twój dziadek, niech bogowie obdarzą go uznaniem.
Hilo skrzywił się mimo woli, słysząc to porównanie, ale poklepał kobietę
po zaciśniętej dłoni. Nie patrzył na Shae, poczuł jednak, że w jej aurze
pojawiła się nuta niepokoju. Przez długi czas przyglądał się płaczliwej
minie pani Teije, nim wreszcie podjął decyzję.
-?Nie martw się, ciociu. Zrobię, co tylko będę mógł, by Runo odzyskał
wolność i wrócił do ciebie. Czym byłby klan Bez Szczytów bez rodziny
Teije? Udam się na Uwiwy i porozmawiam z Zapunyem.
Pani Teije zaniosła się szlochem, raz po raz dotykając czoła splecionymi
dłońmi. Hilo pomógł kobiecie wstać i wyprowadził ją z gabinetu,
pocierając dłonią jej pochylone plecy. Potem zamknął za nią drzwi i odwrócił się w stronę siostry, która przez cały czas siedziała
nieruchomo na krześle obok. Nie miała zadowolonej miny.
-?Niepotrzebnie rozbudziłeś jej nadzieje.
Opadł na fotel naprzeciwko niej i rozsiadł się wygodnie, wyciągając nogi
przed siebie.
-?A co miałem zrobić? Odesłać ją z przekonaniem, że jakiś uwiwański
cwaniak bezkarnie uwięził jej syna? On należy do naszej rodziny, jest
zieloną kością.
Shae przymrużyła powieki.
-?Chyba nie zamierzasz ryzykować życia dla Teije Runa?
Runo był w Akademii trzy roczniki przed Hilem i Shae. Dobrze sobie
radził ze śpiewem, piłką sztafetową i spotykaniem się z całą listą
dziewczyn jednocześnie, ale poza tym nie wyróżniał się niczym
szczególnym. Po zakończeniu nauki otrzymał jeden jadeit, a drugi zdobył
w ciągu dwóch lat służby jako palec. Później postanowił wyruszyć w świat
i poszukać szczęścia. Klanowe plotki głosiły, że Teije został zieloną
kością do wynajęcia i był strażnikiem w kopalniach i szybach naftowych w rozdartych wojną okolicach świata, a przez pewien czas służył jako
ochroniarz bogatemu oligarsze z Marcucuo. Hilo nie widział go od lat i nie miał ochoty oglądać. Nie szanował ludzi wykorzystujących jadeitowe
zdolności do korzyści osobistych i niedających nic klanowi, któremu
zawdzięczają zieleń.
-?Runo nic mnie nie obchodzi -?odparł. -?Przecież wiesz, że nie chodzi o niego. Wojna między klanami bardzo pomogła przemytnikom jadeitu. Ten sęp
Zapunyo utuczył się w ciągu dwóch ostatnich lat i zrobił się bezczelny.
Sądząc po wieściach, które ostatnio dotarły do nas z Szotaru, ma jeszcze
więcej powodów, by sądzić, że czarny rynek będzie rozkwitał.
W Szotarze wybuchł konflikt między rządem centralnym a proygutańskimi
separatystami z położonej najdalej na wschodzie prowincji Oortoko.
Zapewne wtrącą się do niego wielkie mocarstwa, co doprowadzi do
eskalacji i wzrostu popytu na jadeit ze strony legalnych i nielegalnych
armii na całym świecie.
-?Hilo -?odparła z powagą Shae. -?Zapunyo próbuje cię zmusić do
spotkania na swoich warunkach i w swoim kraju, gdzie skorumpowany rząd i policja są na jego usługach. Jeśli tam się znajdziesz, narazisz się na
niebezpieczeństwo. Nie warto tego robić dla kogoś tak bezużytecznego jak
Teije Runo.
-?Faktycznie jest bezużyteczny, ale należy do naszej rodziny. -?Hilo
wstał i się przeciągnął. Skrzywił się, gdy złapał go kurcz w mięśniu
barku. Widoczne ślady po brutalnym pobiciu przez Gont Ascha i jego ludzi
przed ponad rokiem dawno już zniknęły, ale bóle w różnych miejscach
nadal nie pozwalały mu zapomnieć o tym wydarzeniu. -?Jak to by
wyglądało, gdyby Uwiwanin wziął jako zakładnika kekońską zieloną kość,
jednego z naszych krewnych? Zapunyo wie, że nie możemy tego tolerować.
Chce w ten sposób przyciągnąć moją uwagę.
-?Wyślij Kehna albo Tara.
Hilo pokręcił głową. Zadaniem prognostyczki było doradzanie filarowi,
przedstawianie mu starannego i logicznego rachunku kosztów i strat. Shae
wykonywała swój obowiązek, doradzając mu ostrożność, ale nigdy nie
pracowała po militarnej stronie klanu i niektórych spraw po prostu nie
rozumiała. Hilo nie okrył się sławą dzięki temu, że trzymał się z tyłu i wysyłał innych, by rozwiązywali ważne problemy za niego. Nie zamierzał
teraz się zmieniać, zwłaszcza że właśnie dzięki reputacji, jaką zdobył,
gdy był rogiem, dobrze sobie radził jako filar czasu wojny.
-?Muszę porozmawiać z Zapunyem osobiście -?upierał się. -?W nieporozumieniu między przyjaciółmi nie ma nic złego, ale
nieporozumienie między wrogami to całkiem inna sprawa.
Shae wyraźnie miała ochotę spierać się dalej, ale w tej samej chwili Tar
zapukał do drzwi i uchylił je, by wsunąć głowę do środka.
-?Robi się już ciemno. Impreza na podwórku dobiega końca. Czy nadal
chcesz porozmawiać z Andenem, Hilo-jen?
Nastrój Hila zmienił się diametralnie. Kąciki jego ust opadły, a mięśnie
barków się naprężyły, jakby spoczął na nich wielki ciężar.
-?Porozmawiam z nim -?odparł cicho. -?Sam -?dodał, spoglądając na
siostrę.
Tar się oddalił. Shae wstała.
-?To ja cię przekonałam, że powinieneś z nim pomówić. Nie słuchałeś mnie
przez wiele miesięcy, nawet nie wymawiałeś jego imienia, a teraz chcesz,
żebym wyszła. -?Przeszyła brata podejrzliwym, oburzonym spojrzeniem. -
Masz zamiar go zastraszyć albo skłonić pochlebstwami do powrotu do klanu
i włożenia jadeitu. Znam cię, Hilo.
-?Chcę z nim pomówić w cztery oczy, Shae -?odparł filar twardym głosem.
-?To, co wydarzyło się tamtego dnia, to sprawa między nami. Powinniśmy
mieć szansę omówić to jak należy.
Prognostyczka wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę. Jej aura była
pełna irytacji. Wreszcie ominęła go i wyszła bez słowa. Filar został sam
w pustym gabinecie brata.
Rozdział 3
Wygnaniec
Emery Anden siedział na ławce pod drzewem wiśni na dziedzińcu rezydencji
Kaulów, ściskając w dłoniach butelkę limonkowego napoju. Unikał kontaktu
wzrokowego z innymi żałobnikami. Długie stoły wypełnione jedzeniem
ozdobiono girlandami białych serc. Harfista grał sentymentalne i podnoszące na duchu melodie. Było tu mnóstwo ludzi, ale z szacunku dla
zmarłego wszyscy rozmawiali cicho. Jedynym niegustownym elementem całego
spotkania był tymczasowy płot z niebieskiego plastiku, otaczający część
dziedzińca, na której trwały prace nad renowacją domu prognostyka.
Anden nie mógł twierdzić, że był blisko z Kaul Senem, Płomień Kekonu był
jednak jego przybranym dziadkiem i chłopak zawdzięczał mu wszystko.
Uczynił go członkiem rodziny Kaulów i zapewnił mu naukę w Akademii Kaul
Dushurona, podobnie jak własnym wnukom. Już od dzieciństwa Anden uważał,
że pewnego dnia odwdzięczy się patriarsze, zostając jedną z najlepszych
zielonych kości klanu Bez Szczytów. A teraz dziadek nie żył i dług
Andena pozostanie niespłacony.
Późnopopołudniowe cienie gęstniały, tłum rzedniał coraz bardziej, a Anden nadal czekał. Podszedł do stołu z napojami po kolejną butelkę i nagle się zorientował, że śledzi go mnóstwo zainteresowanych,
nieprzyjaznych spojrzeń. Była tu większość ważnych osobistości z klanu
Bez Szczytów. Wiedzieli, kim jest Anden i co zrobił w zeszłym roku.
Najpierw uratował klan przed zagładą, a później, w dzień zakończenia
nauki, odmówił przyjęcia jadeitu i filar publicznie się go wyrzekł.
Nagle zauważył garstkę kolegów z Akademii. Lott, Heike i Ton stali ze
swymi rodzinami. Rozmawiali i rzucali spojrzenia w jego kierunku. W piersi Andena obudziło się echo dawnych uczuć, stłumionych z powodu
nieużywania. Lott Jin opierał się od niechcenia o stół. Nadal garbił się
leniwie, a zarazem nerwowo, ale przez ostatni rok najwyraźniej wiele
ćwiczył. Miał teraz szersze bary, wypełniające szarą marynarkę, i ściął
krótko włosy, by grzywka nie opadała mu na oczy.
Anden odwrócił wzrok, czując, że do twarzy napływa mu ciepło. Mieszkał w Marenii już od z górą roku i zdarzały się chwile, gdy potrafił odepchnąć
od siebie wspomnienie hańby i cieszyć się życiem. Jednakże gdy wrócił do
Janloonu i znowu znalazł się w tym domu, pośród członków klanu, ożyły
wspomnienia o dniach i tygodniach po wygnaniu i o wszystkim, z czego
zrezygnował.
Wrócił na ławkę pod drzewem i z przerażeniem zauważył, że Ton idzie w jego stronę. Lott i Heike zostali na miejscu, przyglądali się, ale nie
podchodzili bliżej.
-?Anden -?odezwał się Ton, dotykając czoła w nieformalnym geście
pozdrowienia. Odchrząknął. -?Dawno cię nie widziałem. Cieszę się, że
wszystko z tobą w porządku.
Anden uniósł z niechęcią wzrok i spojrzał w oczy byłemu koledze z klasy.
-?Miło mi cię spotkać, Ton-jen.
Ton skinął głową, nerwowo dotykając dwóch pierścieni z jadeitami, które
nosił na lewej dłoni. Był teraz palcem w klanie, odpowiadał przed rogiem
i jego pięściami, patrolował terytorium klanu Bez Szczytów i bronił go,
starając się zachować niepewną przewagę, jaką zdobyli nad Górą. Ton
sprawiał wrażenie, że zastanawia się, co powiedzieć, by przerwać
krępujące milczenie, ale nagle zjawił się Maik Tar. Pochylił się ku
Andenowi.
-?Jest już gotowy się z tobą zobaczyć -?rzekł cicho.
Anden wstał, zostawił na ławce opróżnioną butelkę i podążył za filarowym
do budynku. Zatrzymał się przy wejściu do gabinetu, chcąc zaczekać
krótką chwilę, by lepiej się przygotować, ale Tar otworzył drzwi i chłopak nie miał innego wyboru, jak wejść do środka. Filarowy zamknął
drzwi, tłumiąc głosy ludzi nadal kręcących się na zewnątrz.
Filar siedział w największym z obitych skórą foteli. Wyglądał tak samo
jak wtedy, gdy Anden ostatnio go widział, lecz zarazem się zmienił.
Zachował młodzieńczy wygląd i nadal otaczała go lekko bezczelna
charyzma. Anden nieraz był świadkiem tego, jak objawiała się jako ciepło
i sympatia w kontaktach z przyjaciółmi albo jako straszliwa groźba, gdy
miał do czynienia z wrogami. Niemniej tytuł filaru zmienia wszystkich. W oczach i wyrazie ust Hila dostrzegało się teraz pewną sztywność,
bardziej złowrogi i lepiej kontrolowany aspekt jego osobowości. Przedtem
Anden raczej się z tym nie spotykał.
Rozejrzał się w poszukiwaniu Shae, ale nie było jej w pokoju. Ze
wszystkich członków klanu tylko z nią utrzymywał w zeszłym roku
regularne kontakty. Liczył na to, że będzie obecna przy spotkaniu.
Przełknął ślinę, uniósł splecione dłonie do czoła i pochylił się,
oddając honory filarowi.
-?Kaul-jen, przykro mi, że straciłeś dziadka.
Jeszcze całkiem niedawno Hilo wstałby, uściskał ciepło kuzyna, pocałował
go w policzek i zaprowadził z uśmiechem do najbliższego fotela.
"Andy, nie bądź taki sztywny" -?skarciłby chłopaka. "Wyjmij kij z dupy i siadaj".
Tym razem jednak tego nie zrobił. Nie ruszył się z miejsca.
-?On był również twoim dziadkiem, Andy -?rzekł z zimnym wyrzutem. -?Pod
każdym względem oprócz krwi. To on uczynił cię członkiem tej rodziny.
-?Nie zapomniałem o tym -?zapewnił cicho Anden.
-?Czyżby?
Hilo przesunął się do przodu i podniósł paczkę espeńskich papierosów
leżącą na blacie. Wyjął jednego i włożył do ust, po czym ku zaskoczeniu
Andena podsunął mu paczkę. Chłopak pochylił się i wyciągnął papierosa,
nie patrząc filarowi w oczy. Hilo zapalił swojego, po czym przesunął
zapalniczkę po blacie w stronę kuzyna i znowu rozsiadł się wygodnie.
-?Co z siebie zrobiłeś, Andy? -?Głos filaru był łagodny, lecz pełen
wyrzutu. -?Shae powiedziała mi, że mieszkasz w Marenii.
Dziewiętnastoletni mężczyzna wyszkolony na zieloną kość żyje w wiosce
razem z bezjadeitowymi rybakami i starcami.
Anden ukrył rumieniec, spoglądając na papierosa, którego zapalał.
-?Mam tam pracę -?odparł. -?Jest pewna i wystarcza mi na utrzymanie. Za
miesiąc zaoszczędzę tyle pieniędzy, że będę mógł wynająć mieszkanie i przestanę być ciężarem dla twojej mamy.
W oczach Hila rozbłysnął nagły gniew.
-?A co ze strażnikami, którzy cię pilnują? Czy pensja, którą dostajesz w sklepie z meblami, wystarczy, żeby pokryć wydatki na nich?
Anden wzdrygnął się, słysząc ton filaru.
-?Kaul-jen, klan nie powinien ponosić żadnych dodatkowych wydatków z mojego powodu. Potrzebujecie wszystkich swoich zielonych kości do wojny
z Górą. W Marenii nikt mnie nie zaatakuje, a nawet gdyby ktoś to zrobił,
sprawiedliwość wymaga, żebym sam sobie z tym poradził.
-?Nie bądź głupi -?warknął Hilo. -?W zeszłym roku zabiłeś Gont Ascha i odwróciłeś losy wojny. Myślisz, że Ayt Mada o tym zapomni? -?Hilo znowu
przesunął się do przodu. -?Wie, że możesz się stać jedną z najpotężniejszych zielonych kości w kraju.
-?Nie. Jeśli już nigdy nie włożę jadeitu -?wymamrotał chłopak. -?To
byłoby pogwałcenie aisho...
-?Ayt znajdzie sposób na ominięcie aisho, jeśli będzie tego chciała. Nie
musi wysyłać zielonych kości z guan dao przeciwko jednemu bezjadeitowemu
człowiekowi mieszkającemu w wiosce rybackiej. Nie wyszeptała dotąd
twojego imienia, bo na razie jej się to nie opłaca. Kto wie, może myśli,
że jeśli chwilę zaczeka, będzie mogła cię zwerbować.
Anden uniósł nagle głowę.
-?Nigdy nie przejdę na stronę Góry, nawet jeśli miałoby od tego zależeć
moje życie. Może i nie jestem zieloną kością, ale to jeszcze nie znaczy,
że zdradzę klan i przystanę do jego wrogów.
-?Czy to samo powiedziałeś człowiekowi, który rozmawiał z tobą w zeszłym
miesiącu?
Anden nie odpowiedział, ale dłoń, w której trzymał papierosa, zadrżała
lekko. Nieznajomy łysy mężczyzna podszedł do niego w supermarkecie.
-?Podziwiam cię za to, co zrobiłeś -?oznajmił z konfidencjonalnym
uśmieszkiem. -?Nie chciałeś przyjąć jadeitu i zostać zieloną kością.
Zabójcą. Z pewnością jesteś uczciwym człowiekiem. Jeśli kiedykolwiek
będziesz potrzebował pracy, mieszkania albo przyjacielskiej przysługi,
możesz śmiało do mnie zadzwonić.
Mężczyzna wręczył Andenowi wizytówkę z numerem telefonu.
-?Shae go sprawdziła. Ma powiązania z Górą -?oznajmił Hilo. -?Są
cierpliwi, ale już wkrótce spowodują, że będziesz miał nieoczekiwane
kłopoty, a wtedy być może zadzwonisz pod numer na tej wizytówce. Jeśli
tego nie zrobisz, czekają cię większe trudności.
Anden zaciągnął się pośpiesznie i zgasił papierosa. Wreszcie zrozumiał,
dlaczego został tu zaproszony. Być może filar mu nie wybaczył, ale nie
chciał też, by członek jego rodziny, choćby nawet wygnany, był narażony
na manipulacje nieprzyjaciela.
-?Andy -?kontynuował Hilo. Jego głos nadal brzmiał twardo, ale pojawiła
się w nim nuta bólu. Anden w końcu spojrzał kuzynowi w oczy. Filar
również zgasił papierosa, krzywiąc usta w nagłym grymasie. -?Jesteś moim
bratem. Gdybyś odzyskał rozsądek, choć raz w ciągu minionego roku
poprosił, bym przyjął cię z powrotem, gdybyś porozmawiał ze mną i przyznał, że popełniłeś błąd, podobnie jak ja przyznałem, że również nie
byłem bez winy, wybaczyłbym ci natychmiast i zgodziłbym się cię przyjąć.
Jak mógłbym postąpić inaczej? Ale ty tego nie zrobiłeś. Trzymałeś się z dala od rodziny i zmarnowałeś rok życia.
-?Powiedziałeś, że nie chcesz już więcej mnie widzieć -?mruknął chłopak.
-?Któż nie gada głupot, kiedy się rozgniewa? -?warknął Hilo. -
Upokorzyłeś tego dnia samego siebie, obraziłeś klan i znieważyłeś mnie.
Gniew i resentyment wezbrały w Andenie, rozpraszając poczucie winy.
-?Czy przyjąłbyś mnie, nawet gdybym odmówił noszenia jadeitu? A może mam
dla ciebie wartość tylko jako zielona kość?
-?Jest ci przeznaczone zostać zieloną kością -?odpowiedział Hilo. -
Oszukujesz samego siebie, jeśli sądzisz, że jest inaczej. Shae zdjęła
jadeit i odeszła, próbowała udawać, że jest kimś innym, i zobacz, co się
stało. Gdyby tego nie zrobiła, może wszystko wyglądałoby inaczej. Może
Lan nadal siedziałby w tym pokoju zamiast mnie. Odmawiając noszenia
zieleni, zachowujesz się jak gęś, która nie chce się zbliżyć do wody. -
Hilo westchnął. -?Nie próbuj mi wmawiać, że się nad tym nie
zastanawiasz.
Zastanawiał się. Pewnie, że się zastanawiał. Pamięć o jadeicie, o mocy,
jaką mu dawał, o ekstazie i przerażeniu towarzyszącym ostatniej walce,
podczas której zabił jedną z najpotężniejszych zielonych kości w Janloonie -?czasami wszystko to budziło w nim pragnienie o niemal
seksualnej intensywności, czysto zwierzęcy głód. Mimo woli spojrzał na
koszulę Hila. Dwa górne guziki jak zwykle były rozpięte. Gdy chłopak
ujrzał długi szereg klejnotów zdobiących obojczyki kuzyna, wypełnił go
strach, a jednocześnie pożądanie. Poczuł nagły ucisk w brzuchu. Nadal
pragnął zostać Kaulem.
Silniejsze od tego pragnienia było jednak widmo obłędu i życia w nieustannym strachu przed sobą samym. Gdy tylko zastanawiał się nad
możliwością ponownego włożenia jadeitu, jego umysł wypełniały mroczne
wspomnienia -?szalone krzyki matki tuż przed śmiercią na swędziawkę; Lan
ostatniego dnia, gdy Anden go widział, zmęczony, skłonny do raptownych
zmian nastroju, osłabiony od nadmiaru jadeitu; a wreszcie on sam po
walce z Gontem, kiedy obudził się w szpitalu odwodniony i dręczony
gorączką, na wpół obłąkany od żądzy zieleni i zabijania.
Potrząsnął głową.
-?Nie zrobię tego, Hilo-jen. Jadeit zmieniłby mnie w potwora. Nadal
jestem wdzięczny rodzinie i pozostaję lojalny wobec klanu. Zrobię
wszystko, o co mnie poprosisz, poza tym jednym. Nie włożę zieleni.
Filar nie odpowiadał mu przez pewien czas. Anden nie ośmielił się
powiedzieć nic więcej. Zapadła cisza. Gdy Hilo znowu się odezwał, jego
głos był pełen rezygnacji i wolny od gniewu. To uświadomiło Andenowi, że
filar gorąco pragnął innego rozstrzygnięcia tej rozmowy, nie chciał być
zmuszony wypowiedzieć słów, które wypowiedział teraz.
-?Wysyłam cię do Espenii. Shae już wszystko załatwiła. Odlatujesz w przyszłym tygodniu.
Anden wytrzeszczył oczy. W pierwszej chwili nie chciał uwierzyć w to, co
usłyszał.
-?Do Espenii?
-?Jeśli nie chcesz być zieloną kością, tutaj na nic mi się nie przydasz.
Nie możesz zostać w Marenii. Nie stać mnie na to, by pilnować cię dniem
i nocą, żebyś mógł robić fotele bujane i zbierać muszelki nad morzem,
podczas gdy Góra będzie się zastanawiała, kiedy wykonać swój ruch. Jeśli
nie zamierzasz nosić jadeitu, musisz robić w życiu coś innego. Polecisz
do Espenii i zdobędziesz wykształcenie.
-?Nigdy tam nie byłem -?sprzeciwił się Anden.
-?Jesteś pół-Espeńczykiem. Powinieneś dowiedzieć się czegoś o tym kraju,
nauczyć się języka -?odparł filar.
Anden był tak zdumiony, że w pierwszej chwili nie był w stanie nic
powiedzieć. Hilo nigdy dotąd nie wspominał o jego cudzoziemskim
dziedzictwie, nie sugerował, że Anden nie jest prawdziwym Kekończykiem i pełnoprawnym członkiem rodziny Kaulów.
Ta nagła zmiana zraniła chłopaka być może bardziej niż cokolwiek innego.
Anden stracił resztki panowania nad sobą.
-?Chcesz się mnie pozbyć -?wykrztusił. -?Skazujesz mnie na wygnanie.
-?Cholera, Andy -?warknął Hilo. -?Pytam cię po raz ostatni. Czy
uklękniesz przede mną i ponownie złożysz wszystkie przysięgi, a potem
włożysz jadeit i zostaniesz zieloną kością, członkiem naszej rodziny?
Chłopak złapał się mocno poręczy fotela. Zaciskał zęby tak mocno, że
czuł ucisk w gałkach ocznych. Nie był pewien, co wyszłoby z jego ust,
gdyby je otworzył. Hilo wstał, podszedł do jego fotela i spojrzał z góry
na chłopaka. Napinał mięśnie, pochylając nieco barki, jakby chciał
złapać kuzyna, żeby go objąć albo zrobić mu krzywdę. Anden poczuł, że
oczy zachodzą mu łzami.
-?Proszę, Hilo-jen -?wyszeptał. -?Nie wysyłaj mnie tam. Nienawidzę
Espeńczyków i ich kraju.
-?Kto wie, może ci się tam spodoba -?odparł Hilo. -?Nie będziesz sam.
Klan ma tam kontakty. Zadbają o ciebie, kiedy będziesz daleko od domu.
Za parę lat otworzą się przed tobą możliwości. Wtedy będziemy mogli
porozmawiać.
Anden pomyślał, że w zasadzie mógłby mu odmówić. Po raz drugi okazać
nieposłuszeństwo i uprzeć się, że zostanie w Marenii. Nawet jeśli mógłby
tam liczyć jedynie na nudne, wypełnione rutyną życie, znajdowałby się na
Kekonie, a nie gdzieś za granicą. Był jednak przekonany, że gdyby tak
postąpił, Shae przestałaby mu pomagać. Nie byłby już dłużej członkiem
rodziny. Kekonem rządziły klany. Gdyby stał się wyrzutkiem, jego
perspektywy wyglądałyby naprawdę kiepsko. Hilo stał bardzo blisko niego
i chłopak wyczuwał granice jego aury. Postrzegał determinację kryjącą
się za słowami kuzyna. Hilo podjął decyzję, choćby nawet z niechęcią.
Był filarem, a po śmierci Kaul Sena ostatnie słowo w rodzinie Kaulów
bezdyskusyjnie należało do niego.
Anden wstał i dotknął czoła splecionymi dłońmi, oddając honory.
-?Jak sobie życzysz, Kaul-jen -?rzekł pozbawionym wyrazu głosem. Nie
odważył się ponownie spojrzeć na kuzyna, odwrócił się tylko i opuścił
gabinet.
Gdy szedł oszołomiony korytarzem, zauważył Shae siedzącą na głównych
schodach. Wyglądało to dziwnie. Siedziała na stopniach sama w niemal
całkowitej ciemności, nadal ubrana jak do pracy. Dłonie splotła wokół
kolan. Wstała, gdy go zobaczyła. Na oświetlonym blaskiem latarń
dziedzińcu robotnicy znosili do kuchni resztki jedzenia i składali
stoły. Słychać było odjeżdżające samochody.
-?Anden... -?zaczęła.
-?Mówiłaś, że z nim porozmawiasz -?przerwał jej chłopak oskarżycielskim
tonem. -?Że znajdziesz jakiś sposób, żebym mógł wrócić do domu. Ale to
ty wpadłaś na pomysł wysłania mnie do Espenii, prawda?
Shae wypuściła powietrze z płuc.
-?Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Będziesz tam bezpieczniejszy,
nauczysz się czegoś i zdobędziesz doświadczenie. Espenia to nasz
najważniejszy sojusznik i partner handlowy. Na dłuższą metę skorzystasz
na tym, jeśli pomieszkasz tam przez pewien czas i zdobędziesz
wykształcenie. Potem, gdy będzie miał sens twój powrót...
-?A czy zastanowiłaś się nad moimi pragnieniami? -?Był pewien, że Hilo
nie zrobiłby mu tego, gdyby nie nalegania prognostyczki. -?Może ty
marzyłaś o wyjeździe, ale ja nie chcę opuszczać Kekonu. Nic mnie nie
obchodzą Espenia ani espeńskie wykształcenie. Nigdy nie radziłem sobie
dobrze z nauką. Tylko...
Tylko z jadeitem. Był cudownym dzieckiem, gdy chodziło o jadeitowe
dyscypliny.
Shae położyła dłoń na jego ramieniu.
-?Jesteś jeszcze młody. Nie wiesz, co może cię czekać.
Odsunął się od niej gwałtownie.
-?Żałuję, że nie zginąłem w walce z Gontem.
Opuściła rękę.
-?Nie mów tak -?odparła ostrym tonem, ale Anden nie dbał o to, że ją
zdenerwował. Odwrócił się na pięcie i wyszedł z domu. Usłyszał, że
kuzynka postąpiła dwa kroki za nim. Potem się zatrzymała i pozwoliła mu
odejść.
Rozdział 4
Ślepe uliczki
-?Kurwa, to fatalna wiadomość -?stwierdził Maik Kehn.
Z twarzy kierownika Cmentarza Niebo Czeka odpłynęły wszelkie kolory.
Poruszył grdyką, przełykając ślinę z nagłym strachem.
-?Maik-jen, rzecz jasna, zapewnimy ponowny pochówek w stalowej trumnie.
Szczątki pozostały nienaruszone, wyłącznie...
-?Nie chodziło im o ciało -?mruknął Maik. -?Dostali to, czego chcieli.
Podejrzeń nie wzbudziło zamordowanie dozorcy, tylko czarna torba na
śmieci znaleziona obok ciała. Były w niej dwie brudne koszule mundurowe
oraz czapeczki pracowników cmentarza. Dlatego sprawdzono ostatni
wykopany przez dozorcę grób -?należący do Kaul Seningtuna -?i odkryto
naruszoną ścianę ziemi oraz ukrytą za nią uszkodzoną trumnę Kaul Lana.
-?Podwójcie liczbę strażników, ale nikomu o tym nie mówcie -?polecił
kierownikowi Maik. -?Jasne?
Mężczyzna pokiwał z wigorem głową. Róg nie czuł potrzeby formułowania
dalszych gróźb. Cmentarz z pewnością nie chciałby, żeby wyszło na jaw,
iż rabusie grobów wtargnęli na jego teren, przekupując jednego z pracowników. Kierownik już pociągał się nerwowo za płatek ucha -?tylko
dla odegnania pecha albo dlatego, że zastanawiał się nad możliwością
ucięcia go w całości i wysłania Kaul Hilowi, by powstrzymać jego gniew.
Kahn zapisał sobie w pamięci, że musi zwiększyć liczbę ludzi klanu
patrolujących Park Wdowy. Następnie wykonał dwa telefony.
Najpierw zadzwonił do swojej dziewczyny, by ją zawiadomić, że nie
spotkają się dzisiaj, bo będzie zajęty sprawami klanu. Lina spokojnie
przyjęła tę wiadomość. Była wyrozumiałą i praktyczną kobietą, piękną na
swój prosty sposób, krzepką i mającą krągłe kształty. Takie Kehn lubił
najbardziej. A co ważniejsze, nie była zieloną kością. Rola rogu klanu
Bez Szczytów zajmowała mu większość spędzonego na jawie czasu i nie
potrzebował dodatkowego jadeitu w swej sypialni. Pamiętał, jak kończyły
się romanse Tara. Kehn poznał Linę dzięki swej siostrze Wen. Była
nauczycielką w miejskim college'u w Janloonie, pochodziła z licznej
rodziny, miała własne życie, pracę, przyjaciółki, a także dzieci
rodzeństwa, którymi pomagała się opiekować. Dlatego nie będzie miała
pretensji do rogu, zawsze stawiającego klan na pierwszym miejscu.
-?Będziesz mógł przyjść na osiemdziesiąte urodziny mojej babci w piąty
dzień? -?zapytała Lina przez telefon. -?Rodzice byliby zachwyceni, gdyby
zjawił się róg klanu.
Kehna czasami bawiło, że ludzie zapraszają go teraz na wszelkie
uroczystości i uważają jego obecność za symbol prestiżu oraz świadectwo
przychylności klanu. Kiedy był dzieckiem, nie zapraszano go niemal
nigdzie, ponieważ nikt nie chciał być kojarzony ze zhańbionym nazwiskiem
Maik. W klanie Bez Szczytów nagły awans ich rodziny stał się czymś w rodzaju legendy, budzącej podziw i zazdrość. Wiązała się z nim też
rosnąca liczba towarzyskich zobowiązań.
-?Być może -?odparł niezobowiązująco.
Potem zadzwonił do brata.
Tar przeklinał długo i głośno.
-?Lepiej powiedzmy mu o tym razem -?stwierdził wreszcie.
Kehn się z nim zgodził. Sam również zastanawiał się nad tym, jak
przekazać złe wieści szefowi. Hilo-jen wymagał, by ważne wiadomości
przekazywano mu natychmiast, ale z drugiej strony nie lubił, gdy
zawiadamiano go o problemach bez wzmianki o tym, co zrobiono dla ich
rozwiązania. Choć Kehn doceniał fakt, że filar nadal uczestniczy w działaniach militarnej strony klanu, nie mógłby dowodzić swymi ludźmi,
gdyby pięści zwracały się ze wszystkim bezpośrednio do Hilo-jena, jak
dawniej. W minionym roku dokładał wielu starań, by powstrzymać filar
przed wykonywaniem zadań rogu, gdy tylko było to możliwe.
Dlatego później po południu zaczął rozmowę od pozytywnych informacji.
-?Dałem już przydziały wszystkim nowym palcom, które dostaliśmy w tym
roku z Akademii. Większość umieściłem w Dzielnicy Portowej albo w Pasze,
bo tam Góra najprędzej czegoś spróbuje. A także w Junko i w Kuźni, gdzie
mamy problemy z przemytem i z handlem błyskiem. Przyznałem też sporo
awansów. Mniej więcej połowa licznego rocznika, jaki dostaliśmy z Akademii w zeszłym roku, dotarła do trzeciej albo przynajmniej drugiej
klasy.
Hilo pokiwał głową i zapytał o szczegóły, ale się nie uśmiechnął. Od
pogrzebu Kaul Sena filar ciągle był przygnębiony. Być może przejął się
śmiercią staruszka bardziej, niż chciał przyznać. A może wzmianka o Akademii przypomniała mu o jego kuzynie Andenie, którego musiał wysłać
za granicę.
Rozmawiali o interesach jeszcze przez pewien czas, nim wreszcie Kehn i Tar wymienili spojrzenia. Ten drugi skinął na kelnera i poprosił, by
nalał im wody. Hilo zjadł ostatni chrupiący kotlecik z kalmarów, po czym
spojrzał na braci, przenosząc niecierpliwie spojrzenie z jednego na
drugiego.
-?Przestańcie się zachowywać jak nerwowe panienki. Do rzeczy. Czego mi
nie powiedzieliście?
Kehn wyjaśnił, że obrabowano rodzinny grobowiec Kaulów. Zwykle potrafił
zachować spokój i mówić rzeczowo nawet w trudnych sytuacjach. Dlatego
lepiej było, żeby to on, a nie Tar, opowiedział o wszystkim Hilowi,
nawet jeśli zadanie uporania się z tym problemem zapewne przypadnie jego
bratu. Słuchając jego słów, Hilo zapadł w niepokojące milczenie i bezruch. Wszyscy trzej siedzieli w prywatnym boksie w restauracji
Podwójne Szczęście. Było popołudnie pierwszego dnia, więc w pobliżu nie
było nikogo, kto mógłby ich podsłuchać. Mimo to Kehn rozglądał się co
chwila, by się upewnić, że w restauracji nie ma innych zielonych kości,
które mogłyby Postrzec, że jadeitowa aura filaru rozjarzyła się nagle
niczym płonący tłuszcz.
-?Wysłałem ludzi do Parku Wdowy -?kontynuował Kehn. -?Rozmawiamy z każdym, kto znał zabitego dozorcę. Zawiadomiliśmy też naszych
informatorów. Nie podaliśmy im żadnych szczegółów, ale mają mieć oczy
otwarte. Może ktoś z Góry chce zgłosić pretensje do jadeitu Lan-jena.
-?Nie wierzę, żeby to była Góra -?sprzeciwił się Tar. -?Nikt z zielonych
kości nie upadłby tak nisko. I nie byłby tak nieostrożny, żeby zostawić
ciało i porzucone ubrania prawie na widoku. -?Wziął sobie kilka
prażonych orzechów z półmiska stojącego pośrodku stołu. -?Gdyby Góra
chciała znowu coś zacząć, znalazłaby tysiąc lepszych sposobów. Ayt to
podstępna suka, a o Nau nic nie wiem, ale żadne z nich z pewnością nie
tknęłoby jadeitu umarłego.
Filar nadal nie powiedział ani słowa, ani się nie poruszył.
-?Kimkolwiek mogą być złodzieje, z pewnością dowiemy się, jeśli spróbują
sprzedać na czarnym rynku taką ilość jadeitu -?stwierdził Kehn.
Hilo wreszcie się odezwał. Z początku jego głos brzmiał przerażająco
cicho.
-?Wszyscy ludzie, którzy wiedzieli, że Lana pochowano z jego zielenią,
noszą nazwisko Kaul albo Maik. Jest tylko jeden wyjątek. Jebane psie
gówno, które zamordowało go podstępnie. Jakiś wynajęty zbir, jakiś nikt!
-?Głos filaru przeszedł w krzyk. Uderzył pięścią w blat z taką siłą, że
aż podskoczyły talerze. Jego aura zakotłowała się gwałtownie i obaj
bracia Maik musieli wziąć się w garść, żeby nie odsunąć się od stołu -
Myśleliśmy, że dawno uciekł z miasta albo Góra go zabiła. Ale on nadal
żyje. I ma jadeit Lana.
Maikowie umilkli. Tar nie chciał spojrzeć filarowi w oczy. Przed rokiem
Hilo prosił filarowego, by odnalazł ocalałego właściciela karabinu
maszynowego porzuconego w miejscu zamordowania Lana. Tar wykonał prawie
wszystkie pozostałe zadania, jakie zlecił mu Hilo, bezlitośnie usuwając
z terytorium klanu Bez Szczytów dziesiątki informatorów Góry oraz
noszących jadeit przestępców, ale w tym jednym przypadku nie udało mu
się wymierzyć klanowej sprawiedliwości.
-?Góra mogła za tym nie stać... -?Hilo przeszył obu szwagrów ostrym
spojrzeniem. -?Ale to Góra rozkazała zabić Lana i ktoś w klanie wie, kim
jest złodziej. Znajdźcie skurwysyna, bez względu na to, kogo będziecie
musieli załatwić po drodze. A później mnie o tym zawiadomcie.
* * *
Maik Tar ponownie zajął się zadaniem, które zlecił mu filar. W noc
zamordowania Lana na nabrzeżu znaleziono dwa pistolety maszynowe i ciało
jednego nastolatka. Przed kilkoma miesiącami po długich staraniach Tar
zdołał zidentyfikować zabitego chłopaka jako członka gangu złodziei
napadających na ciężarówki. Kierował nim informator Góry nazwiskiem Mudt
Jindonon. Było prawdopodobne, że ocalały zabójca był członkiem tego
samego gangu. Problem w tym, że Mudt Jin nie żył. Tar zabił go w zeszłym
roku.
Niemniej ktoś z Góry dostarczał mu jadeit i błysk, a także informacje
umożliwiające prowadzenie przestępczej działalności na terytorium klanu
Bez Szczytów. Przed śmiercią Mudt podał mu opis zielonej kości o nazwisku, którego nie znał. Opis pasował do kilku podwładnych Gont
Ascha. Tar nie mógł w tej chwili łatwo dotrzeć do żadnego z nich, ale
Hilo na nowo zainteresował się tą sprawą i to skłoniło filarowego do
powrotu na trop. Filar przydzielił mu dwóch dodatkowych ludzi, miał więc
teraz cztery palce odpowiadające bezpośrednio przed nim, a dzięki bratu
mógł też korzystać z usług szerszej sieci szpiegów klanu Bez Szczytów.
Wykorzystał wszystkie te zasoby, by dotrzeć do celu.
Z początku Tar nie był zachwycony tym, że usunięto go z części klanu,
którą kierował róg, ale teraz cieszył się z nowej pozycji. Część zadań,
które wykonywał jako filarowy, miała rutynowy, administracyjny
charakter, inne jednak były bardzo ważne. Tar cieszył się, że nie
przypadła mu robota jego brata, który musiał dowodzić setkami członków
klanu i nigdy nie był w stanie dorównać Hilo-jenowi. Funkcja, którą
pełnił obecnie, odpowiadała mu znacznie bardziej. Nie musiał radzić
sobie z licznymi szczeblami klanowej hierarchii ani przejmować się
zdaniem latarników bądź opinii publicznej. Odpowiadał tylko przed
filarem, który ufał mu bez zastrzeżeń.
Zastawienie pułapki na nieprzyjacielską zieloną kość na terytorium
wrogiego klanu nie było łatwym zadaniem. Tar zaplanował wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Jego celem był pięść Góry niewysokiej
rangi, o imieniu Seko. Miał on wiekową matkę mieszkającą w dzielnicy
Błonia. Wczesnym rankiem czwartego dnia kazał zadzwonić do Seka z fałszywą wiadomością, że matka zemdlała po drodze do sklepu i zabrano ją
do Centralnego Szpitala w Dzielnicy Świątynnej. Seko natychmiast tam
popędził.
Na skrzyżowaniu ulic między Małym Młotkiem a Pachą drogę zagrodziła mu
barykada. Za jego samochodem zatrzymały się dwa kolejne pojazdy,
uniemożliwiając mu ucieczkę. Gdyby niepokój o matkę nie odwrócił jego
uwagi, mógłby Postrzec zbliżających się napastników. Dał się jednak
całkowicie zaskoczyć. Ludzie siedzący w pierwszym samochodzie
podziurawili opony jego auta kulami i rozwalili tylną szybę. Seko wypadł
z samochodu z wrzaskiem furii i popędził w stronę barykady, przywołując
Lekkość, by ją przeskoczyć. Jednakże Tar przewidział ten manewr i ulokował tam dwie zielone kości specjalizujące się w Odbijaniu.
Ustawiona przez jego ludzi bariera powstrzymała Seka w locie. Spadł na
ziemię niczym rzucona w powietrze lalka. Leżał oszołomiony, całą energię
zużył na Stal mającą go uchronić przed skutkami upadku. Nie zdążył
wyciągnąć pistoletu ze schowka w desce rozdzielczej i nie miał też ze
sobą guan dao, a tylko wysadzany jadeitami karambit. Nim zdążył go
wyciągnąć, ludzie Tara unieruchomili go Siłą i wyrwali mu broń.
Następnie związali jego ręce i nogi, zakneblowali go i rzucili na
skrzynię jednego z samochodów.
Tar był zadowolony. Wszystko poszło gładko. Cała operacja trwała
niespełna pięć minut. Patrole Kehna dopilnowały, by ulica była pusta,
nie doszło więc do uszkodzeń własności. Nie ucierpieli też żadni cywile,
pomijając drobną niedogodność, jaką było zamknięcie drogi na krótki
czas. Janloończycy byli przyzwyczajeni do zdarzających się niekiedy
incydentów klanowej przemocy, ale otwarta wojna toczona w zeszłym roku
wyczerpała ich cierpliwość i filar nie chciał żadnych zbędnych zakłóceń,
by opinia publiczna nie zwróciła się przeciwko klanowi Bez Szczytów.
Tara korciło, by zadzwonić z automatu telefonicznego do Hilo- -jena i przekazać mu dobre wieści, doszedł jednak do wniosku, że to byłoby
przedwczesne. Zaczeka, aż zdobędzie konkretne informacje. Poza tym
musiał zdążyć przed poranną godziną szczytu. Ulice już teraz wypełniały
się kurierami na rowerach i samochodami dostawczymi. Jadąc bocznymi
ulicami, zapuścił się głęboko na teren dzielnicy Junko. Słyszał
łomotanie i stuki dobiegające z tyłu pojazdu, ale nie przejmował się
tym. Skrzynię samochodu wzmocniono warstwą stali tak grubą, że nawet
Siła kogoś noszącego dwa razy więcej jadeitu niż Seko mogłaby co
najwyżej spowodować wgniecenia. Po pewnym czasie hałasy ustały,
pozostawiając tylko szybkie bicie serca spanikowanego więźnia oraz
przenikliwą aurę desperacji dobiegającą z tyłu.
Zabrali Seka do starego klubu nocnego, zbudowanego przed pięćdziesięciu
laty jako schron przeciwlotniczy. Klub od kilku miesięcy stał pusty.
Planowano go wyburzyć i zbudować w tym miejscu blok mieszkalny.
Nadgarstki jeńca zakuto w łańcuchy i połączono je ze sznurem zwisającym
z belki sufitowej. Wisiał z rękami uniesionymi nad głową. Czubki jego
wojskowych butów ledwie dotykały podłogi. Tar przyjrzał się mu. Seko
miał na sobie ciemne ubranie, w uszach nosił jadeitowe kolczyki, a w nosie kółko z tego samego materiału. Miał krótką, dobrze przystrzyżoną
bródkę i arogancki wyraz twarzy. Nawet w tak rozpaczliwej sytuacji
wykrzywiał usta w pozbawionym wesołości uśmieszku.
-?Jesteś Maik Tar -?stwierdził. -?Pies tropiący Kaula Hilo.
Uśmieszek zniknął z jego twarzy, gdy Tar wyrwał mu jadeit z nosa i z uszu. Pięść ryknął z bólu. Tar skinął na swoich ludzi, rozkazując im
stanąć przy drzwiach, a potem złamał po dwa najmniejsze żebra po obu
stronach ciała Seka.
-?Gdzie jest moja mama? -?wycharczał jeniec zmienionym nagle głosem. -
Czy wszystko z nią w porządku?
-?Oczywiście -?potwierdził Tar. -?Zapewne wraca teraz ze sklepu. Uważasz
nas za zwierzęta? W klanie Bez Szczytów nie łamiemy aisho. Nie używamy
tych, którzy nie noszą jadeitu, jako marionetek i narzędzi. -?Splunął
pod stopy Seka. -?Bardzo skutecznie ukrywałeś swoje imię i zacierałeś
ślady, kiedy przybywałeś na terytorium klanu Bez Szczytów. Minęło sporo
czasu, nim zdołałem cię wytropić. Dopadłem już większość twoich małych
szczurów, a teraz pomożesz mi znaleźć resztę.
-?Nie ma znaczenia, co ci powiem. I tak mnie zabijesz -?zauważył Seko.
Tar wzruszył ramionami.
-?Jasne, ale czy nie wolałbyś umrzeć szybko i oszczędzić cierpień mamie?
Z pewnością nie chciałbyś wisieć tu całymi dniami i w dodatku cierpieć z powodu odstawienia jadeitu. Sam nie chciałbym tego oglądać. Nie jesteś
taki jak ci uzależnieni, których trzymasz na smyczy. Jesteś zieloną
kością z Góry i masz trochę szacunku dla siebie, czyż nie tak?
Seko skinął zwisającą bezwładnie głową. Mięśnie jego barków napinały się
potężnie.
-?W porządku. Teraz się rozumiemy, pierdolony cykorze. -?Tar przetoczył
w otwartej dłoni jadeit zabrany jeńcowi. -?Rozumiesz, problem polega na
tym, że Góra nie poniosła odpowiedzialności za śmierć Kaul Lana. Ktoś
opowiedział dwóm zabójcom o jego zwyczajach, dał im fullertony i wysłał
ich do Boskiego Bzu. Tak sobie myślę, że tym kimś byłeś ty.
Po chwili Seko ponownie skinął głową, nie unosząc jej.
-?Pracowali dla twojego kreta Mudt Jina, zgadza się? -?zapytał Tar,
ukrywając ekscytację.
-?To było dwóch śmieci, którzy kradli z ciężarówek modne torebki,
portfele i inny taki syf -?odpowiedział Seko. -?Dwójka dzieciaków z gorączką jadeitową. Nie spodziewaliśmy się, że są do czegokolwiek
zdolni.
-?Jak się nazywali?
-?Kurwa, skąd mam wiedzieć? Nie pamiętam ich nazwisk.
To nie była odpowiedź, jaką pragnął usłyszeć Tar. Obawiał się, że Seko
powiedział prawdę, ale i tak złamał mu dwa kolejne żebra.
-?Musisz mi powiedzieć coś więcej, kurewski kozojebco -?dodał. -?Bo
inaczej zmienię zdanie i nie pozwolę, żebyś spotkał bogów w jednym
kawałku.
Seko zwisał bezwładnie, oddychając z wysiłkiem przez rozdziawione usta.
Wyginał lekko ciało. Tar wyszedł na dwór, by pozwolić jeńcowi spędzić
trochę czasu w ciemności i dokładniej przeszukać wspomnienia. Czasami po
dłuższym zastanowieniu ludziom wracała pamięć.
Ponieważ nie jadł jeszcze śniadania, poszedł do sklepu na rogu i kupił
torebkę okrągłych ciasteczek z masłem orzechowym oraz karton słodzonego
mleka. Junko było w pierwszej kolejności dzielnicą przemysłową, pełną
cegły oraz szarego betonu. Nie wyglądało zbyt atrakcyjnie, ale klan Bez
Szczytów był tu silny. W drzwiach albo oknach lokali wieszano białe
latarnie, a ludzie na ulicach oddawali honory, gdy zobaczyli jadeit na
palcach i na szyi Tara. Filarowy wrócił do budynku i podzielił się
posiłkiem z dwoma swoimi palcami -?Dounem i Tyinem. Tradycyjnie to
stanowisko miało administracyjny charakter i nie wymagało kontaktów z pięściami i palcami, ale podczas wojny Kaul Hilo wprowadził pewne
zmiany. Rozkazał Tarowi i jego ludziom odnaleźć oraz wyeliminować
agentów Góry działających na terytorium klanu Bez Szczytów. Tar powołał
małą ekipę do zadań specjalnych, które w normalnej sytuacji byłyby
dodatkowym brzemieniem dla rogu. Chcąc uniknąć nieporozumień, Tar miał
zamiar zasugerować Hilowi, że jego ludzie powinni nosić jakiś inny tytuł
niż palce, ale nie był jeszcze pewien jaki.
Wysypał ostatnie okruszki na otwartą dłoń i w tej samej chwili jego
Postrzeganie wypełniła gwałtownie świadomość, że wydarzyło się coś
bardzo niepożądanego. Naprężył mięśnie, nagle zaniepokojony, i zbadał
okolicę. Po chwili uświadomił sobie, że wrażenie dobiega z wnętrza
budynku -?gwałtowne bicie serca, straszliwy ból, rozbłysk przerażenia i triumfu. Otworzył metalowe drzwi i ze zdumieniem ujrzał, że Seko szarpie
się na sznurze, a krew spływa mu z szyi na czarną koszulę. Tar wyciągnął
karambit i przeciął sznur, na którym wisiał mężczyzna. Seko spadł na
ziemię bezwładnie jak worek. Poruszał ustami, próbując złapać powietrze,
ale w jego oczach błyszczała pogarda. Tar pochylił się nad nim,
powtarzając przekleństwa. Widział, że życie odpływa z jeńca wartkim
strumieniem. Spróbował zahamować ten proces, użyć własnej energii, by
spowodować krzepnięcie krwi, ale Przenoszenie nigdy nie było jego silną
stroną. Po kilku sekundach Seko zmarł. W zakrwawionych dłoniach, nadal
zakutych w łańcuchy, ściskał mały nóż.
Tar za późno uświadomił sobie, że popełnił błąd. Odebrał jeńcowi
karambit i jadeit, sądząc, że to uczyni go bezbronnym, ale determinacja
dodała siły mięśniom oraz woli pięści Góry. Seko zdołał unieść stopy do
wysokości rąk i wyciągnąć nożyk ukryty w jednym z wojskowych butów.
Następnie podciągnął się na łańcuchach i poderżnął sobie gardło.
W filarowym rozgorzała furia. Kopnął trupa i nadepnął na niego.
Jednakże, gdy już się uspokoił, nie mógł zaprzeczyć, że jest pod
wrażeniem. Wojownik, któremu odebrano jadeit, zdołał mimo to
przechytrzyć wrogów i zginąć śmiercią, jaką sam dla siebie wybrał. Matka
Seka powinna być dumna z tak zielonego syna.
Tyle że to nie zmieniało faktu, że Tar -?ku swemu zawstydzeniu i frustracji -?znalazł się w ślepej uliczce, gdy chodziło o poszukiwania
ocalałego zabójcy i skradzionego jadeitu.
Kehn jak zwykle wykazał się bardziej stoickim podejściem.
-?Musimy zaczekać, aż znowu się pokaże -?powiedział bratu przez telefon.
-?Wygląda na to, że nasz złodziej to lekkomyślny chłopak, który ukradł
mnóstwo zieleni. Nikt, kto ma tak wiele jadeitu, nie pozostaje w ukryciu
zbyt długo.
Zdrowy rozsądek Kehna poprawił samopoczucie Tara, lecz tylko na krótki
czas. W następnym tygodniu ludzie Góry opuścili Włócznię, przekradając
się przez granicę, by pomścić śmierć Seka. Zabili jednego z palców
Kehna, a Tyina wysłali na dwa tygodnie do szpitala. Ponieważ kule
uszkodziły witrynę sklepową, a dwoje cywilów odniosło rany z powodu
szerokiego Odbijania, incydent znalazł się na pierwszych stronach gazet.
Pod nagłówkiem "Nie widać końca klanowej przemocy" umieszczono zdjęcie
zwłok zielonej kości z klanu Bez Szczytów, leżących w kałuży krwi pod
stłuczoną szybą sklepu Market Jollo Plus.
Rozdział 5
Wszystko, co może zapewnić przewagę
-?Z pewnością zaszło jakieś nieporozumienie, Kaul-jen -?mówił pan Enke.
Krępy, siwowłosy latarnik marszczył czoło z wyraźnym niezadowoleniem i choć przemawiał z szacunkiem, stroszył gęste brwi, a w jego wlepionych w Shae oczach widniał wyraz oburzenia. -?Moja firma od z górą dziesięciu
lat jest liderem wśród komercyjnych przedsiębiorstw deweloperskich w Janloonie. Jestem latarnikiem klanu Bez Szczytów od dwudziestu pięciu
lat, a moja rodzina zawsze płaciła daninę. Dwaj moi synowie są zielonymi
kośćmi. Jeden jest pięścią. Służył pod rozkazami twojego brata, gdy ten
był rogiem, a teraz odpowiada bezpośrednio przed Maik Kehnem. Jak to
możliwe, że ten kontrakt przyznano mniejszej firmie, która ma bardzo
krótką historię współpracy z klanem, a w dodatku nie jest w pełni
kekońska?
-?Tamta firma obiecała wcześniejsze ukończenie prac za niższą cenę -
odpowiedziała siedząca za biurkiem Shae. -?Klan ceni lojalność i przyjaźń wieloletnich latarników, ale kontrakt przyznano z powodów
ekonomicznych.
Pan Enke prychnął z niedowierzaniem.
Shae wyczuła, że Hami Tumashon i Woon Papidonwa, siedzący tuż za nią po
lewej i po prawej stronie, poruszyli się nerwowo, usłyszawszy jej słowa.
-?Nie jestem pewien, jak definiujesz "względy ekonomiczne", Kaul-jen -
sprzeciwił się wyraźnie poirytowany latarnik. -?Pytam jednak: jaki
pożytek z klanu, który nie dba o interesy swych najbardziej lojalnych
członków? Czy przyjaźń klanu Bez Szczytów znaczy mniej niż niewiarygodne
cyfry na kartce papieru? Czy nie jesteśmy już Kekończykami, tylko
Espeńczykami, i nie sprzedajemy się tym, którzy przedstawią
najkorzystniejsze warunki?
-?Jeśli prognostyczka pozwoli... -?Hami złamał zasady, odzywając się w tej
chwili, ale wyraźnie miał na celu uspokojenie sytuacji. -?Mógłbym
zaproponować kompromis. -
Shae zacisnęła usta, ale skinęła głową.
-?Panie Enke, klan musi dbać nie tylko o interesy latarników, lecz
również o dobro kraju -?podjął Hami. -?Z pewnością w tym punkcie wszyscy
się zgadzamy. Mniejsze firmy powinny mieć szanse sukcesu, a zagraniczne
inwestycje są korzystne dla gospodarki. To jednak nie znaczy, że klan
nie ceni wierności twojej i twojej rodziny. W gruncie rzeczy mamy
nadzieję, że twoja firma nie przestanie rosnąć, inwestując w personel i sprzęt. Jeśli prognostyczka się zgodzi, możemy wynegocjować obniżkę
daniny, by pomóc ci w tym zadaniu.
Hami zerknął na Shae, która skinęła lekko głową.
-?To brzmi rozsądnie.
Pan Enke nie sprawiał wrażenia do końca usatysfakcjonowanego tym
ustępstwem.
-?Zgoda -?mruknął jednak po chwili zastanowienia. -?Zbyt długo ufałem
klanowi Płomienia Kekonu, niech bogowie obdarzą go uznaniem, by jeden
niefortunny incydent mógł zakłócić naszą przyjaźń. -?Spojrzenie, jakim
obrzucił Shae, sugerowało, że jej nie darzy takim zaufaniem. -
Wykorzystamy korzyści z obniżenia daniny i zrobimy, co tylko będziemy
mogli, by następnym razem przedstawić korzystniejszą ofertę.
Gdy Woon zamknął drzwi za wychodzącym latarnikiem, Shae spojrzała na
Hamiego.
-?Dlaczego odezwałeś się bez mojego pozwolenia? -?zapytała. -?To było
przedwczesne i oferowałeś mu zbyt wiele.
-?Mianowałaś mnie pierwszym szczęściodawcą po to, bym mówił, co myślę -
burknął, po czym wstał i ruszył ku drzwiom. -?I to właśnie zrobiłem. Źle
rozegrałaś sytuację. Rodzina Enke jest stara i ma duże wpływy w klanie.
Nawet jeśli miałaś uzasadnione powody, by podjąć takie decyzje, uznali,
że okazałaś im brak szacunku. -?Zatrzymał się i obejrzał. -?W tej
chwili, Kaul-jen, potrzebujesz poparcia latarników bardziej niż stu
milionów zaoszczędzonych dienów.
Hami otworzył drzwi gabinetu Shae, wpuszczając na moment do środka
hałasy -?dzwonienie telefonów i stukot maszyn do pisania -?dobiegające z sąsiednich pomieszczeń. Potem drzwi zamknęły się i dumna jadeitowa aura
szczęściodawcy oddaliła się korytarzem.
Shae osunęła się na krzesło. Hami miał rację. Enke źle przyjął jej
defensywną reakcję i zimne słowa o względach ekonomicznych. To zmusiło
pierwszego szczęściodawcę do ingerencji i zaproponowania rozwiązania,
nim ona zdążyła to zrobić. Wyszła na młodą, naiwną kobietę, nadmiernie
ulegającą wpływom zagranicznego wykształcenia, a nie na doświadczoną
prognostyczkę klanu zielonych kości. Finanse rozumiała, strategii i polityki mogła się nauczyć, ale kierowanie klanem wymagało nie tylko
zrozumienia szerokiego zakresu jego gospodarczej działalności, lecz
również godzenia ze sobą najwyraźniej sprzecznych interesów i oczekiwań
jego członków.
-?Co powinnam zrobić? -?spytała. Usłyszała irytację we własnym głosie.
Woon nie zareagował na tę zmianę tonu. Zbyt długo już ze sobą
współpracowali, zbyt często w ubiegłym roku siedzieli razem do późna w nocy, by mogła w kontaktach z nim cały czas zachowywać profesjonalizm,
jak w przypadku rozmów z Hamim czy innymi osobami pracującymi w urzędzie
na Statkowej. Cień prognostyczki spojrzał na swe splecione dłonie, a potem odchrząknął.
-?Mogę ci jedynie powiedzieć, co moim zdaniem zrobiłby Lan-jen. Wezwałby
pana Enkego do gabinetu i z uwagi na jego wysoką pozycję w klanie dałby
mu szansę dorównania korzystniejszej ofercie. Gdyby latarnik nie był w stanie tego zrobić, oznajmiłby mu z żalem, że, niestety, jest zmuszony
podpisać kontrakt z innym deweloperem, zapytałby jednak, co może
oferować mu klan, by jego interes stał się bardziej konkurencyjny.
Przygnębiona Shae wpatrzyła się w mokre od deszczu okna. Ostatnie sześć
tygodni poświęciła żałobie po dziadku i na krótki moment niemalże
zapomniała o tym, jak bardzo brakuje jej Lana.
Woon pochylił się na krześle, wspierając łokcie na kolanach.
-?Klan przypomina wielki, stary statek, Shae-jen. Jest potężny, ale
trudno nim sterować. Wiem, że pragniesz wprowadzić zmiany i udoskonalenia, ale powinnaś to robić ostrożnie. W niepewnych czasach
ludzie szukają zapewnienia, że wszystko nadal będzie wyglądało tak, jak
się tego spodziewają. Będą mówili, że skrzywdziłaś rodzinę Enke,
podobnie jak wciąż mówią, że skrzywdziłaś Kowi Dona.
-?Nie będę organizowała biura na zasadach kolesiostwa, jak Doru -
obruszyła się z pasją. -?Kowi Don otrzymał pozycję szczęściodawcy tylko
dlatego, że jest synem radcy.
Woon pochylił głowę.
-?Ty również siedzisz w tym gabinecie tylko dlatego, że należysz do
rodziny Kaulów.
Wypowiedział te słowa bez nuty gniewu, ale Shae i tak się skrzywiła. To
była prawda. Zdawała sobie sprawę, że ma długą drogę przed sobą, jeśli
pragnie dowieść swej wartości na Statkowej. W zeszłym roku klan ledwie
zdołał uniknąć zagłady, i choć w wojnie na ulicach doszło do czegoś w rodzaju sytuacji patowej, Góra była większa i jej sytuacja finansowa
nadal pozostawała lepsza. Klan Bez Szczytów dominował w pewnych
sektorach, takich jak budownictwo i nieruchomości, ale boom budowlany,
jaki nastał w dziesięcioleciach po zakończeniu wojny narodów, znacznie
osłabł, podczas gdy wiele gałęzi, w których większe udziały miała Góra,
takie jak produkcja przemysłowa, handel detaliczny i transport, nadal
prężnie się rozrastało. Dlatego byli zmuszeni agresywniej rozszerzać
swoją działalność, jeśli klan Bez Szczytów miał w przyszłości
zatriumfować. Wszelkie działania, które podejmowała Shae jako
prognostyczka, mogły poprawić ich pozycję w stosunku do przeciwnika bądź
ją pogorszyć. Opuściła ramiona.
-?Potrzebujemy wszystkiego, co może nam zapewnić przewagę, choćby nawet
niewielką -?sprzeciwiła się słabym głosem. -?To właśnie jest motywem
stojącym za wszystkimi decyzjami, nawet jeśli niektóre z nich nie
podobają się ludziom.
-?Zaufanie również zapewnia przewagę -?zauważył Woon.
-?Myślisz, że klan mi nie ufa?
-?Jesteś bardzo bystra, Shae, i pracujesz wyjątkowo ciężko. Wszyscy to
widzą -?odparł Woon z pasją wyjątkową u kogoś, kto z reguły przemawiał
łagodnie. -?Co więcej, jesteś jedną z Kaulów. Wszystko to budzi
zaufanie, ale latarnicy zachowują lojalność wobec klanu dla korzyści,
jakie może im to zapewnić. A ostatnio raczej zamykałaś przed nim drzwi,
zamiast je otwierać.
Milczała przez dłuższą chwilę. Nad Janloonem wisiały chmury, ciężkie od
wiosennego deszczu. Z oddali morze i niebo miały taki sam matowy,
szaroniebieski kolor.
-?Bardzo się cieszę, że jesteś ze mną, Papi-jen.
Mówiła szczerze. Gdyby Lan nie zginął, to Woon siedziałby teraz w gabinecie prognostyka. Mimo to całkowicie poświęcał się pracy cienia,
jej szefa sztabu. Nigdy się nie skarżył ani nie okazywał goryczy. Woon
nie był wyjątkowo inteligentny ani sprytny i nie miał też zbyt silnej
osobowości, ale podobnie jak Lan sprawiał wrażenie zrobionego z wyjątkowo solidnego i niezawodnego materiału. Shae rozumiała, dlaczego
przez tak długi czas był przyjacielem i pomocnikiem jej brata. Wsparła
dłoń na jego ramieniu.
-?To był ciężki dzień. Wracaj do domu, nie musisz na mnie czekać.
Wstał i odsunął jej dłoń. Postrzeganie powiedziało Shae, że jego aura
pulsuje jakimś nagłym, tłumionym uczuciem.
-?Ja również mam jeszcze robotę do wykonania -?stwierdził. -?Nie musisz
się śpieszyć, Kaul-jen. Jak zwykle odwiozę cię później do domu.
Były filarowy zostawił Lana samego wieczorem w dniu, gdy go zamordowano.
Odkąd został jej cieniem, ani razu nie wrócił do domu przed nią.
Gdy Woon wyszedł, Shae przez jakieś dwie godziny studiowała leżące na
biurku papiery. W ciemniejących szybach okiennych pojawiło się jej
odbicie. W janloońskim śródmieściu zapaliły się światła, zmieniając
drapacze chmur w kolumny blasku. Zadzwonił telefon. Uniosła słuchawkę i usłyszała lekko nosowy głos Ree Turahuo.
-?Kaul-jen, cieszę się, że jeszcze jesteś w pracy. Miałem nadzieję, że
będziemy mogli szczerze porozmawiać, jak prognostyk z prognostykiem.
Shae odłożyła sprawozdanie. Sznur telefonu rozciągnął się, gdy odsunęła
się od stołu.
-?O czym chciałbyś pomówić, Ree-jen? -?zapytała spokojnym, wolnym od
pasji głosem.
-?W przyszłym miesiącu wreszcie ma się zebrać rada Kekońskiego Sojuszu
Jadeitowego. Udziałowcy będą głosować, czy przywrócić wydobycie jadeitu
-?odpowiedział Ree. -?Jak zamierzają głosować w tej sprawie klan Bez
Szczytów i jego sojusznicy wśród mniejszych klanów?
-?Filar rozważa wszystkie istotne czynniki -?odpowiedziała. -?Jeszcze
nie podjął decyzji.
-?Nie wykręcaj się, Kaul-jen. -?Głos Ree przybrał ostrzejsze brzmienie.
-?Wszyscy wiemy, że brat polega na twojej radzie w podobnych sprawach.
To ty podejmujesz takie decyzje. Czy zamierzasz przeciągać tę
niepotrzebną przerwę, czy pozwolisz, by wróciła normalność?
-?Kopalnie będą mogły wznowić działalność, gdy tylko podejmie się
wszelkie niezbędne kroki, by zapobiec kolejnym nadużyciom ze strony Góry
-?odpowiedziała Shae. -?Nie jestem jeszcze pewna, czy reformy
wprowadzone przez Radę Książęcą okażą się wystarczające.
Uśmiechnęła się, żałując, że nie może Postrzec reakcji drugiego
prognostyka. Gdy finansowe nieścisłości, które odkryła przed niespełna
dwoma laty w księgach KSJ wyszły na jaw i okazało się, że Góra
potajemnie wydobywała nadmiarowy jadeit za plecami rządu i innych klanów
zielonych kości, wybuchł wielki skandal. Ayt publicznie oznajmiła, że
winne były zaniedbania oraz błędy organizacyjne, ale niewielu w to
uwierzyło, nawet w jej własnym klanie. Rada Książęca uchwaliła ustawę
wprowadzającą ograniczenia w zakresie własności, mające zapobiec
przejęciu kontroli nad KSJ przez jeden klan, wprowadziła coroczne
niezależne audyty, powołała komitet nadzorczy, a także wprowadziła kilka
innych kroków, mających zapewnić bezpieczeństwo krajowym zasobom
jadeitu. Tymczasem od osiemnastu miesięcy kopalnie były nieczynne, do
państwowego skarbca nie napływał nowy jadeit, oficjalny eksport zamarł,
a tysiące abukejskich robotników przeszły na utrzymanie rządu.
-?Jeśli wydobycie nie zostanie przywrócone, sprawa wróci do Rady
Książęcej, bogowie wiedzą na jak długo -?oznajmił nerwowym tonem Ree. -
Zmarnujemy nadchodzącą porę suchą i straszliwe zakłócenia gospodarki
potrwają kolejny rok. Czy tego właśnie chcesz?
-?Chcę, żeby Góra poniosła karę za swoje nadużycia.
Im dłużej potrwa zawieszenie wydobycia, tym trudniej będzie opinii
publicznej zapomnieć o winie Góry.
Nastała chwila przerwy.
-?Prędzej czy później skończą się wam zapasy jadeitu, który sprzedajecie
Espeńczykom -?odezwał się wreszcie drugi prognostyk. W jego głosie
pojawiła się nuta sprytu. -?Czy naprawdę możecie sobie pozwolić na
wyczerpanie zasobów klanu?
Nastała chwila przerwy. Shae wyobraziła sobie pełną samozadowolenia minę
Ree.
-?Tak, oczywiście wiemy, że wyprzedajecie swoje rezerwy. Dlatego
cudzoziemcy nie narobili dotąd większego smrodu. Przypuszczam, że Rada
Książęca i obywatele Kekonu zainteresowaliby się informacją, że klan Bez
Szczytów poprawia swą sytuację finansową, sprzedając jadeit bezpośrednio
Republice Espenii.
-?A ja przypuszczam, że nasi oficjalni sojusznicy z Espenii byliby
zainteresowani wiadomością, że Góra potajemnie sprzedaje jadeit ich
wrogom, Ygutańczykom -?odpowiedziała zimno Shae. -?Zwłaszcza gdyby
espeńskich żołnierzy wysłano do Szotaru, żeby walczyli z buntownikami
szkolonymi i popieranymi przez Ygutan. Raczej nie będą zadowoleni, kiedy
się zorientują, że żołnierze przeciwnika noszą kekoński jadeit.
-?Te słowne przepychanki niczemu nie służą, Kaul-jen -?warknął Ree. -
Możesz wierzyć, że przeciąganie skandalu służy interesom klanu Bez
Szczytów, ale zastanów się nad dylematem, przed którym stoją obie nasze
strony. Ograniczenia podaży jadeitu zachęciły przemytników i spowodowały
wzrost przestępczości. Ludzie mają już dość przelewu krwi i problemów z gospodarką. Boją się też, że kryzys w Oortoko zmieni się w wojnę między
zagranicznymi mocarstwami i rozszerzy się na cały region. Oczekują, że
zielone kości będą w takim przypadku broniły Kekonu. Czy jesteś pewna,
że w tej chwili to robimy, Kaul-jen?
Shae nie odpowiedziała.
-?Ty i ja nie jesteśmy pięściami widzącymi świat tylko w czerni i czerwieni -?dodał Ree. -?Moja filar również taka nie jest, choć nie
jestem tego pewien, gdy chodzi o twojego brata. Ayt- -jen proponuje
spotkanie między naszymi klanami, z gwarancją bezpieczeństwa dla
wszystkich uczestników.
Rozdział 6
Nowi zieloni
Bero czuł się jak nowo narodzony. Jak człowiek, którym zawsze było mu
pisane zostać. Nie musiał już spać na podłodze w mieszkaniu ciotki. Miał
teraz własne lokum, na drugim piętrze dziewięciopiętrowej kamienicy w Kuźni. Nie było nadzwyczajne -?drzwi ledwie się trzymały na zawiasach,
instalacja wodociągowa była stara, a ściany cienkie. Sąsiadka, pani
Waim, była zrzędliwą staruszką pachnącą ziołowymi tabletkami na gardło.
Ciągle waliła w jego drzwi, gdy puszczał muzykę albo robił zbyt wiele
hałasu. Nic z tego nie miało jednak znaczenia. Codziennie budził się
około południa, szedł do łazienki i spoglądał w lustro, by zobaczyć
jadeit wiszący na jego szyi. Następnie rozprostowywał ramiona, unosił
głowę i odwracał się w jedną, a potem w drugą stronę, by przyjrzeć się
swemu odbiciu pod różnymi kątami. Na koniec brał w rękę karambit i unosił go przed sobą. Podobało mu się to, co widział. Siła. Moc.
Szacunek.
Dwa razy dziennie podwiązywał sobie ramię gumową stazą i wstrzykiwał
dawkę SN1. Regularnie, jak w zegarku. Zaznaczał to na wiszącym na
ścianie kalendarzu. Mudt -?nie młody Mudt Kal, lecz jego ojciec,
nieżyjący już Mudt Jin -?powiedział mu, że pominięcie jednego zastrzyku
albo zrobienie jednego za dużo może skończyć się śmiercią. Kiedy błysk
docierał do jego mózgu, Bero czuł się niezwyciężony. Cudzoziemcy dali
Kekonowi również kilka dobrych rzeczy. Jedną z nich był błysk. Po co
miałby poświęcać całe dzieciństwo na ćwiczenia w jakiejś wojskowej
szkole o drakońskim reżimie, skoro istniały nowocześniejsze metody?
Jadeitowa energia wypełniająca jego żyły była ostra i gorąca, lepsza niż
cokolwiek innego na świecie, lepsza niż pieniądze albo seks. Smak, jaki
poczuł dwa lata temu -?gdy po raz pierwszy wziął w ręce jadeit, tylko na
kilka minut -?był niczym w porównaniu z tym. Całe jego poprzednie życie
było bezbarwnym, nudnym, półświadomym snem, z którego wreszcie się
obudził. Idąc ulicą, czuł się jak tygrys przechodzący przez stado bydła.
Wieczorami chodził do nielegalnego klubu treningowego w Pralni, zwanego
Domem Szczurów. To była jedna z nielicznych w mieście melin, w których
ludzie noszący nieusankcjonowany jadeit mogli się bezpiecznie spotykać,
ćwiczyć, wstrzykiwać sobie SN1 i chwalić się zielenią, której nie mogli
pokazać publicznie. Często spotykał tam Mudta i obaj ćwiczyli Siłę na
betonowych blokach albo wbiegali na ściany, posługując się Lekkością.
Ich umiejętności nie były stabilne. Bero jednego dnia potrafił
podskoczyć metr w górę, ale następnego niewiele wyżej niż bez pomocy
jadeitu. To przyprawiało go o frustrację, ale nie zniechęcało. Nie
liczył na to, że od razu stanie się świetny. Musi więcej ćwiczyć i zdobyć więcej klejnotów, nim będzie w stanie mierzyć się z zielonymi
kośćmi.
Po paru godzinach szedł do baru. Kupował sobie kolejkę, a następnie
zaczynał sprzedawać błysk w słabiej oświetlonych częściach lokalu. Miał
regularnych klientów, którzy zjawiali się co tydzień, i nieźle zarabiał.
Dlatego nie musiał pracować, w przeciwieństwie do Mudta, który
zamieszkał z jakimiś odległymi krewnymi i skłamał, że ma więcej lat niż
w rzeczywistości, by dostać robotę jako magazynier w sklepie z obuwiem.
Większość klientów Domu Szczurów stanowili mężczyźni między dwudziestym
a trzydziestym rokiem życia mieszkający w ubogich częściach
północno-zachodniego Janloonu -?Dzielnicy Portowej, Kuźni, Pralni oraz
Mieście Rybaków. Niektórzy nosili tatuaże gangów. Bero podejrzewał, że
wielu znalazło się w konflikcie z prawem z innych powodów niż posiadanie
nielegalnego jadeitu. Kilku sprawiało wrażenie szanowanych ludzi
mających legalną pracę, którzy z jakiegoś powodu postanowili zaryzykować
życie, by nosić zieleń. Nikt z bywalców Domu nie przeszedł oficjalnego
szkolenia, a wielu było takich, którzy nie przeszli żadnego. Musieli
codziennie brać SN1, żeby utrzymać tolerancję jadeitu na poziomie, jaki
zielone kości osiągały po latach ćwiczeń. Dom mógł być pewien, że nie
zabraknie mu klientów.
Niewyszkolony zmysł Postrzegania Bera działał z przerwami. Nie miał zbyt
wielkiego zasięgu, ale z reguły chłopak potrafił określić, kto z ludzi
przebywających w tym samym pomieszczeniu nosi jadeit. Czasami się
zdarzało, że spojrzał na kogoś i przez chwilę odczytywał jego uczucia
albo zamiary. Nie potrzebował jednak zbyt wielkich talentów w tej
dziedzinie, by wyczuć bliską wrogości ciekawość, z jaką spoglądano na
niego w klubie. Kiedy wychodził na miasto, ukrywał jadeit pod
postawionym kołnierzem koszuli albo kurtki i trzymał się tak daleko, jak
tylko mógł, od zielonych kości, które mogłyby zwrócić na niego uwagę i zacząć zadawać pytania. Jednakże tutaj, w Domu Szczurów, ludzie
widzieli, ile klejnotów nosi, i chcieliby się dowiedzieć, jak to
możliwe, że nastoletni chłopak zdobył tak wiele zieleni.
Ale nigdy go o to nie pytali. Pierwsza zasada Domu Szczurów głosiła, że
takich pytań się nie zadaje. Nie miało znaczenia, czy jadeit ukradziono,
zdjęto z zabitego czy kupiono na czarnym rynku. Jedynym, co łączyło
wszystkich tutaj, była egzekucja, gdyby złapały ich zielone kości z któregoś z wielkich klanów. Na szczęście nadal były zbyt zajęte walkami
między sobą, by zwracać uwagę na innych. Dom Szczurów był miejscem, w którym nieusankcjonowani użytkownicy jadeitu mogli swobodnie rozmawiać,
poddawać próbie swe moce i przechwalać się głośno po pijanemu, że pragną
obalić tych, którzy pilnują, by wąska elita zachowała monopol na jadeit.
Mówili o sobie "nowi zieloni".
Bero był przekonany, że w jego prywatnym świecie prawie wszystko wygląda
jak trzeba, pomijając tylko fakt, że wkrótce zabraknie mu błysku. Jego
początkowo spory zapas szybko się kurczył, ponieważ nie tylko go używał,
lecz również sprzedawał. Dlatego, gdy pewnego wieczoru człowiek, którego
czasami widywał w klubie, skinął na niego i powiedział: "Hej, może tak
ty i twój kolega wypilibyście ze mną kolejkę? Mam dla was propozycję i myślę, że chętnie jej wysłuchacie", Bero zawołał Mudta i przyciągnął mu
krzesło.
Mężczyzna miał wąską, ogorzałą twarz, a włosy ścięte na skroniach prawie
do skóry, pośrodku zaś uformowane w zlepiony żelem czub. To sprawiało,
że wydawała się jeszcze węższa. Wyglądał na Kekończyka, ale mógł być
mieszanej krwi. Mówił z cudzoziemskim akcentem. Miał około trzydziestu
lat i przedstawił się jako Soradiyo.
-?Czy to szotarskie imię? -?zainteresował się Bero.
-?Można by tak powiedzieć -?zgodził się Soradiyo pozbawionym emocji
głosem i obrzucił obu chłopaków oceniającym spojrzeniem -?Nie boicie się
nosić tyle jadeitu?
Bero przyjrzał się mu uważnie. Wyczuwał otaczającą go jadeitową aurę,
ale mężczyzna ukrywał swą zieleń pod ubraniem. Kimkolwiek był, nie
chciał przyciągać do siebie uwagi, nawet w Domu Szczurów.
-?To mój jadeit i będę go nosił -?oznajmił. -?Jeśli zielone kości mnie
capną, to trudno. Każdy musi kiedyś umrzeć.
-?Mamy więcej klejnotów niż niektóre pięści -?pochwalił się z pasją
Mudt. Jego policzki się zaczerwieniły. -?Nauczę się tak wiele, że będę
mógł pokonać każdą zieloną kość. Nie obchodzi mnie, jak długo to potrwa.
Fatalistyczna brawura była czymś częstym wśród nowych zielonych, ale
ostatnio podobne słowa wypowiadano rzadziej i ciszej. Bero słyszał, że
parę lat temu do klubu przychodziło wielu kapusiów pracujących dla Góry.
Zielone kości dawały im jadeit i błysk na rozkaz Gont Acha, który
pragnął umieścić jak najwięcej agentów na terytorium klanu Bez Szczytów.
Jednakże po śmierci Gonta Góra się wycofała, a ludzie klanu Bez Szczytów
zabijali wszystkich nowych zielonych, których zdołali znaleźć. Kaulowie
ofiarowali amnestię wszystkim agentom Góry, którzy się ujawnią, oddadzą
jadeit i zdradzą nazwiska wspólników. Wielu przyjęło tę propozycję,
uznając, że lepiej stracić zieleń, lecz zachować głowę, niż pozwolić, by
dopadł ich Maik Tar ze swoimi ludźmi.
Soradiyo uniósł kieliszek i rozciągnął mięsiste wargi w uśmiechu, który
wydawał się zachęcający, lecz zarazem pogardliwy.
-?Wiara to pierwszy krok do spełnienia marzeń -?oznajmił.
Bero prychnął lekceważąco. Z jakiegoś powodu pragnął zaimponować temu
człowiekowi, mimo że go nie lubił.
-?O czym chciałeś z nami porozmawiać? -?zapytał.
Soradiyo przesunął krzesło, by nie kapała na niego woda z rury pod
sufitem. W Domu Szczurów nie było okien, na suficie i ścianach
zaznaczały się wilgotne plamy, a o trzeciej nad ranem powietrze
przesycała woń potu i papierosowego dymu.
-?Jestem werbownikiem -?oznajmił Soradiyo. -?Szukam ludzi, którzy
spełniają dwa warunki. Noszą jadeit i coś jest nie w porządku z tą
częścią ich mózgu, w której rodzi się strach przed śmiercią.
-?Brzmi bardzo zachęcająco -?zadrwił Bero.
Mężczyzna parsknął śmiechem.
-?Pytam o to, czy chcecie zostać skorpenami. -?Tak nazywano przemytników
jadeitu. Tych, którzy wywozili klejnoty z kraju. -?Płacimy pieniędzmi i błyskiem, a z czasem również zielenią. Zarobicie więcej niż na handlu
błyskiem. Znacznie więcej.
-?Pracujesz dla kogoś? -?zapytał Bero.
-?Jestem zaprzysiężonym członkiem Ti Pasuiga. Wiecie, co to znaczy?
Ich milczenie było wystarczającą odpowiedzią. Soradiyo odsłonił zęby w uśmiechu. Jego słowa nie wydawały się już przesadą. Praca dla
największej i najsławniejszej organizacji zajmującej się przemytem
jadeitu rzeczywiście mogła doprowadzić odważnego człowieka do wielkich
bogactw albo do straszliwej śmierci. Soradiyo mechanicznie stukał o blat
knykciami zniekształconej dłoni.
-?Interesy idą dobrze. Popyt jest większy niż kiedykolwiek dotąd. Ale
poleganie na Abukei jest zbyt ryzykowne. -?Odporni na jadeit tubylcy nie
emitowali aury i nie cierpieli z powodu dramatycznych, a niekiedy
śmiertelnych skutków nadmiernego wystawienia na zieleń. Dlatego
najczęściej wykorzystywano ich jako kurierów w czarnorynkowym handlu
jadeitem. Z drugiej jednak strony różnili się wyglądem od pozostałych
mieszkańców Kekonu i budzili podejrzenia na wszystkich posterunkach
granicznych. -?Na szczęście w dzisiejszych czasach każdy może przewozić
jadeit, jeśli tylko ma nieograniczony dostęp do błysku. Możecie nawet
uchodzić za zielone kości. -?Wstał i sięgnął po kurtkę. -?Zastanówcie
się nad tym. Wrócę tu o tej samej porze w następny czwarty dzień i będziecie mogli mi powiedzieć, czy chcecie opuścić tę nędzną dziurę i znaleźć się wśród wielkich graczy.
Po jego wyjściu Mudt otarł nos rękawem.
-?Nie potrzebujemy tego zasranego barukana -?stwierdził. -?Mamy już
wszystko, czego potrzebujemy. Sami zdobyliśmy jadeit. -?Postukał w opaski, które nosił na ramionach. -?Możemy ćwiczyć tutaj, aż staniemy
się naprawdę dobrzy i będziemy mogli mierzyć się z każdym. Wystarczająco
dobrzy, by pokonać Maików.
-?Za dużo gadasz -?warknął Bero i wstał, żeby kupić następną kolejkę. Po
drodze minął stolik, przy którym siedzieli ludzie tnący przedramiona,
żeby ćwiczyć Stal. Jeden z nich zaklął z bólu i spadł z krzesła, gdy w jego ciało wniknęło ostrze.
Przyszło mu na myśl, że problem z Mudtem polega na tym, że ma on własne
zdanie na każdy temat i nie wie, kiedy się zamknąć. Nigdy nie zdobyłby
jadeitu ani błysku na własną rękę. To Bero zaplanował akcję na
cmentarzu. To on zabił dla jadeitu. Już dwa razy. Mudt tego nie zrobił.
W ostatecznym rozrachunku potrafił tylko wykonywać rozkazy i właściwie
nie zasługiwał na zieleń.
Rozdział 7
Perswazje prognostyczki
Królewski Uniwersytet Jan, usytuowany na zachodniej granicy Janloonu,
jest najstarszą instytucją akademicką na Kekonie. W ciągu trzystu lat
swej chwalebnej historii przetrwał okresy wojny i okupacji. Niektóre ze
starych, kamiennych budynków, które Shae mijała po drodze, pamiętały
czasy zjednoczenia wyspy pod koniec okresu walczących sióstr. Inne, jak
gmach Wydziału Studiów Międzynarodowych, były lśniącymi, nowoczesnymi
budowlami, ze stali, szkła i betonu. Shae otworzyła dwuskrzydłowe drzwi,
weszła do sali wykładowej i zajęła wolne miejsce w ostatnim rzędzie.
Wykład już się zaczął. Maro pisał coś na tablicy i nie widział, kiedy
weszła, ale gdy ponownie zwrócił się ku studentom, zauważył ją i uśmiechnął się lekko.
-?W zeszłym tygodniu mówiliśmy o skutkach wojny wielu narodów i o ekonomicznym oraz politycznym upadku Cesarstwa Tun, po którym nastały
dziesięciolecia wewnętrznego konfliktu, a także reform, które umożliwiły
Ygutanowi wypełnienie próżni powstałej na kontynencie Orius. Przez
resztę semestru skupimy uwagę na powojennej polityce Republiki Espenii w stosunku do Szotaru i Kekonu oraz na tym, jak wiąże się ona z bieżącymi
wydarzeniami.
Shae była zainteresowana tematem wykładu, a Tau Maro był interesującym
mówcą -?zorganizowanym, posiadającym szeroką wiedzę i entuzjastycznie
nastawionym do przedmiotu -?ale Shae ciągle wracała w myślach do
wczorajszej rozmowy telefonicznej z Ree Turą. Zdziwiła się, gdy godzina
upłynęła. Czuła się rozczarowana, że nie słuchała uważniej. Maro napisał
na tablicy polecenie zamykające wykład: "Zadaniem na ten tydzień jest
napisanie na trzech stronach odpowiedzi na następujące pytanie: W jaki
sposób wpływa na Kekon ratyfikacja Paktu Przyjaźni i Wzajemnej
Nieingerencji między Tun a Ygutanem?".
Gdy studenci zabrali swoje rzeczy i opuścili aulę, Shae wstała z miejsca
i przeszła na środek pomieszczenia.
-?Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że przyszłam wcześniej,
żeby wysłuchać wykładu? -?zapytała. -?Jesteś bardzo dobrym nauczycielem.
Maro skończył wycierać tablicę i spojrzał na puste miejsca, nim pochylił
się ku Shae i pocałował ją w kącik ust. Jego krótka broda łaskotała ją w policzek. Poczuła woń wody po goleniu mieszającą się z zapachem kredy
płynącym z klap i ramion brązowej zamszowej marynarki, włożonej na białą
koszulę.
-?Absolutnie nic -?zapewnił. -?Ładnie wyglądasz. Gdzie pójdziemy na
kolację?
Wiosenne deszcze wymyły do czysta chodniki na kampusie. Rozległe
trawniki porastała bujna zielona trawa. Gdy opuścili tereny
uniwersytetu, przemykali obok nich studenci na rowerach. Na Shae nie
czekał samochód z szoferem. Przyjechała tu taksówką prosto z biura na
Statkowej, zatrzymując się tylko po to, żeby poprawić makijaż i zamienić
blezer na czerwony szal wyszywany cekinami. Chciała znowu wziąć
taksówkę, ale Maro ją powstrzymał.
-?O tej porze piątego dnia szybciej dotrzemy na miejsce metrem. Masz coś
przeciwko temu?
Zapewniła go, że nie ma.
Po drodze rozmawiali od niechcenia o wykładzie, kampusie i o aktualnej
pogodzie. Shae czuła, że napięcie związane z pracą powoli z niej
odpływa. Patrzyła na Mara. Uspokajał ją jego brak pośpiechu. Pozwolił,
by pierwszy, zbyt zatłoczony pociąg odjechał, i zaczekał na następny.
Krótko przystrzyżona broda sprawiała, że wyglądał na starszego, niż był
w rzeczywistości. Miał miękkie usta, uważne spojrzenie i duże,
atrakcyjne dłonie. Był najprzyjemniejszą niespodzianką, jaka spotkała
Shae w minionym roku. Nie pragnęła stałego związku. Czasami nadal
wspominała tęsknie Jeralda i marzyła o czyimś towarzystwie, ale klanowe
obowiązki nie zostawiały jej wiele miejsca na życie towarzyskie. Po
śmierci i pogrzebie dziadka spadł na nią nawał pracy w biurze. Nie
spotkała się z Marem od z górą miesiąca.
-?Wybacz, że tak dawno się nie widzieliśmy -?rzekła mu.
Potrząsnął głową.
-?Wiem, że ostatnio nie było ci łatwo. Myślałem o tobie, ale nie
chciałem się wtrącać. Wiedziałem, że opinia publiczna i tak już poświęca
zbyt wiele uwagi waszej rodzinie. -?Po chwili wahania ujął jej dłoń i ją
uścisnął. -?Cieszę się, że udało ci się dzisiaj urwać.
Pojechali do Kuchni Golyaani, ekskluzywnej restauracji w Północnym
Sotto, niedaleko domu, w którym mieszkała Shae po powrocie do Janloonu.
Już od jakiegoś czasu miała ochotę wybrać się tam z Marem. Kelner
zaprowadził ich do boksu w kącie sali. Shae zamówiła koktajl, a Maro
poprosił o szotarską whisky średniej klasy i szklankę wody.
-?Jak ci ostatnio leci? -?zapytał.
-?Lepiej niż jeszcze niedawno. Brakuje mi dziadka... ale w ostatnim roku
życia właściwie nie był już sobą. Kiedyś był jak siła natury. -
Pomieszała w zamyśleniu koktajl. -?Lubię sobie wyobrażać, że czeka na
Powrót w zaświatach, razem z moim ojcem i bratem, że wszyscy są teraz
znacznie szczęśliwsi i osiągnęli spokój. -?Przerwała, by pociągnąć długi
łyk. Nie chciała ulegać melancholii podczas wieczoru, który miał służyć
relaksowi. Wyciągnęła rękę i położyła dłoń na wielkiej łapie Mara. Jego
jadeitowa aura była jak lekki koc, pełen interesujących zmarszczek i przyjemny w dotyku.
-?A co słychać u ciebie w pracy?
-?To samo, co zawsze -?odpowiedział mężczyzna, pozwalając jej zmienić
temat. -?W tym semestrze prowadzę trzy grupy. Nadal też szukam funduszy
na zagraniczne kursy. Uczelniana biurokracja nie przestaje mnie
zdumiewać. -?Westchnął ze znużeniem i rezygnacją. -?Media ciągle teraz
donoszą o wydarzeniach w Szotarze. Dlatego często wzywają mnie do Gmachu
Mądrości.
Shae poznała Mara sześć miesięcy temu, na spotkaniu absolwentów Akademii
Kaul Dushurona. Natychmiast doszła do wniosku, że warto będzie zawrzeć z nim bliższą znajomość. Jako prognostyczka musiała śledzić na bieżąco
kwestie handlu zagranicznego i stosunków międzynarodowych. Tau Marosun
miał trzydzieści trzy lata i był jednym z najmłodszych wykładowców w Wydziale Studiów Międzynarodowych Królewskiego Uniwersytetu Jan, a także
politycznym doradcą Rady Książęcej. Fakt, że młody, ale już znany
profesor był atrakcyjnym mężczyzną, zasługiwał na uwagę, ale miał
drugorzędne znaczenie. Po kilku tygodniach zaprosiła Mara na kolację,
licząc na to, że nawiąże z nim profesjonalną współpracę i pozna nazwiska
innych zasługujących na jej uwagę ekspertów. Rozmowa trwała cztery
godziny. Zaczęli od spraw związanych z jego specjalnością, ale szybko
przeszli na inne tematy, od janloońskich restauracji, poprzez
zagraniczne filmy, aż po sposoby na tanie podróże.
Na koniec Maro nieśmiało zapytał, czy mógłby się jeszcze kiedyś z nią
zobaczyć.
Kuchnia Golyaani była lokalem przeznaczonym dla zamożnej klienteli, w którym podawano dania tradycyjnej kuchni tuńskiej, a także szeroki wybór
alkoholi. Był wieczór piątego dnia i większość stolików zajmowali młodzi
profesjonaliści mieszkający w dzielnicy Północne Sotto. Światło
zawieszonych pod sufitem lamp padało na stylowy kominek z cegieł, czarne
blaty stołów oraz półki zastawione dekoracyjnymi butelkami w antycznym
stylu, pełnymi suszonych przypraw. Po chwili przyniesiono posiłek -
wędzoną kiszkę wątrobową, kawałki bakłażana z ryżem na ostro oraz
przepiórkę pieczoną w glinianym garnku. Shae była zadowolona, gdy Maro
głośno wyraził swój zachwyt daniami i pochwalił wybór, którego dokonała.
Przyglądała się, jak nakłada kawałki bakłażana na ich talerze. Maro
wszystko robił ze swego rodzaju subtelnym namysłem. Przed wykładem
sporządzał listę tematów, które chciał poruszyć, robił krótkie przerwy,
zanim coś powiedział, wąchał whisky, nim pociągnął łyk. W niczym nie
przypominał Jeralda. Poprzedni chłopak Shae był silnie zbudowany i żywiołowy, pełen wigoru w łóżku, zabawny i czarujący, ale w ostatecznym
rozrachunku pozostawał młodym espeńskim oficerem, płytkim i pozbawionym
wrażliwości. Maro był inteligentny i miał własne zdanie na każdy temat,
ale nie był pretensjonalny, cenił głębokie dyskusje i nowe
doświadczenia. Różnił się też znacznie od większości noszących jadeit
mężczyzn, jakich znała Shae. Miał dwa kolczyki wpięte dyskretnie w lewe
ucho, ale nigdy nie był palcem i klanowe sprawy nie interesowały go
zbytnio. Pytał o nie tylko wtedy, gdy były ważne dla Shae albo miały
związek z polityką wewnętrzną bądź międzynarodową.
-?O co pytała cię Rada Książęca? -?zainteresowała się kobieta.
-?O to samo, o co ja pytam studentów -?odparł z lekką nutą ironii. -?Ale
ze znacznie większą liczbą szczegółów, niż można zmieścić w rozprawce na
trzy strony.
Shae przypomniała sobie, co napisał na tablicy pod koniec wykładu:
"Zadaniem na ten tydzień jest napisanie na trzech stronach odpowiedzi na
następujące pytanie: W jaki sposób wpływa na Kekon ratyfikacja Paktu
Przyjaźni i Wzajemnej Nieingerencji między Tun a Ygutanem?".
-?A jak odpowiedziałbyś na pytanie, które im dziś zadałeś?
Maro przełknął kawałek mięsa przepiórki, zanim odpowiedział Shae.
-?Że Kekon znajdzie się w bezprecedensowo trudnej sytuacji. Pakt
tuńsko-ygutański nie jest niespodzianką. Tun ma zbyt wiele problemów
wewnętrznych, by móc się sprzeciwić Ygutanowi, a Ygutańczycy ucieszą się
ze spokoju na swej najdłuższej granicy, bo to pozwoli im skupić się na
przejęciu kontroli nad całą Zatoką Origas. Tego z kolei nie mogą
zaakceptować Szotar i Espenia. Republika Espenii musi skierować więcej
wojsk do tego regionu, a przede wszystkim na Kekon.
Shae skinęła głową.
-?Będziemy uwięzieni między Espenosferą a Koalicją Ygutańską.
Kekon był oficjalnie sprzymierzony z Espenią i gościł na wyspie Euman
największą bazę Espeńskiej Marynarki Wojennej w całym regionie. Jednakże
Kekończycy z reguły nie darzyli Espeńczyków sympatią większą niż innych
cudzoziemców. Geograficznie wyspa leżała między dwoma kontynentami, ale
bliżej z niej było do Oriusa niż do Speniusa, a w dodatku długotrwała
wrogość z Szotarem sprawiała, że trudno było sobie wyobrazić, by oba
kraje znalazły się po tej samej stronie, nawet jeśli były sprzymierzone
z Espenią. Shae wróciła myślą do irytującej rozmowy z Ree Turą. Na
świecie obudziły się siły, wobec których znaczenie tracił nawet konflikt
między klanami zielonych kości.
-?Sytuacja polityczna jest niebezpieczna -?zgodził się Maro. -?Ale może
też stworzyć dla naszego kraju szansę odegrania większej roli na
światowej scenie. -?Pociągnął łyk whisky i odstawił szklankę. -?Przez
większą część naszej historii byliśmy podzielonymi na liczne plemiona,
nieufnymi wobec obcych izolacjonistami. Ale teraz to się zmienia. Jadeit
zwabił cały świat pod nasze drzwi i zmusił nas do zaangażowania się w światowe sprawy.
Shae pomyślała o swym kuzynie przebywającym obecnie w Espenii. Była
pewna, że postępuje słusznie, gdy przekonywała Hila, by wysłał Andena na
zagraniczne studia. Klan Bez Szczytów potrzebował więcej ludzi, którzy
znali świat poza Kekonem i byli w stanie zrozumieć zmiany, o których
mówił Maro. Ale Anden jej nie uwierzył, a nawet miał do niej pretensję.
Przestała na moment jeść i spojrzała na Mara.
-?Bardzo mnie dziwi, że ktoś, kto ukończył tak zacofaną, klanową szkołę,
jak Akademia Kaul Du, mógł zostać cenionym profesorem studiów
międzynarodowych.
Maro skrzywił się i pochylił ku niej.
-?Ledwie mi się udało -?przyznał. -?Mam na myśli jej ukończenie. Miałem
trudności z jadeitowymi dyscyplinami. Chciałem rzucić szkołę w piątej
klasie, ale to nie wchodziło w grę. Byłem jedynym chłopakiem w rodzinie.
-?Wśród Kekończyków utrzymywało się przekonanie, że każda zasługująca na
szacunek rodzina musi mieć jadeit. Od jedynego syna oczekiwano, że
nauczy się walki i będzie nosił zieleń. -?Maro wydął wargi, po czym
dopił whisky. -?Niemniej, spoglądając wstecz, cieszę się, że ukończyłem
szkolenie. Zapewne uczyniło mnie to silniejszym. Wtedy jednak było mi
ciężko. Na szczęście pomogły mi stopnie w dyscyplinach akademickich, ale
właściwie nie byłem stworzony na zieloną kość. W przeciwieństwie do
pewnych osób, które ukończyły naukę z pierwszą lokatą. -?Spojrzał na
Shae i trącił ją lekko łokciem. -?Pamiętam cię z tamtych czasów. Byłem w czwartej klasie, kiedy pojawiłaś się w pierwszej. Ale ty mnie nie
pamiętasz, prawda?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki