Wojna polsko-ukraińska o Galicję Wschodnią i Wołyń (1918-1919)
WOJNA POLSKO-UKRAIŃSKA
O GALICJĘ WSCHODNIĄ I WOŁYŃ (1918-1919)
Obszar Galicji Wschodniej i Wołynia zamieszkiwany był przez ludność
mieszaną, w większości niepolskiej narodowości. Polacy przeważali w miastach i pewnych skupiskach wokół nich, ludność wiejska to głównie
Ukraińcy. Na obszarze Galicji Wschodniej Ukraińcy stanowili 71,1%
ludności, Polacy - 14,4% i Żydzi - 12,4%. Ludność wiejska to 82% całej
społeczności. Zbliżone proporcje były i na Wołyniu. Budzenie się
świadomości narodowej Ukraińców rozpoczęło się pod koniec XIX w. Jego
ośrodkiem była głównie Galicja Wschodnia. Narodowościowe aspiracje
Ukraińców wspierali Austriacy, którzy widzieli w tym pomoc w poskramianiu polskich żądań niepodległościowych. Klęska militarna
Austro-Węgier w I wojnie światowej i w jej efekcie rozpad wielonarodowej
monarchii spowodowały powstanie możliwości ubiegania się Polaków o odzyskanie niepodległości, przez Ukraińców natomiast traktowane były
jako szansa na budowę własnego państwa. Wykluczało to możliwość
pokojowego uregulowania spraw spornych i zapowiadało walkę militarną o realizację jakże odmiennych i wykluczających się wzajemnie celów obu
nacji. Jej areną stał się jako pierwszy Lwów - stolica byłego zaboru
austriackiego, najważniejsze miasto Galicji Wschodniej. Pucz Ukraińców,
przeprowadzony rankiem 1 listopada 1918 r., oddał w ich władanie niemal
całe miasto. Władze powołanej tam przez Ukraińców Zachodnioukraińskiej
Republiki Ludowej jako separatystycznego państwa ukraińskiego czyniły
przygotowania do siłowego zajęcia całej prowincji. Celem strategicznym
Ukraińców z Galicji Wschodniej było przejęcie władzy w tym regionie i ustanowienie granicy państwowej z Polską na linii San-Wisłok; ich
możliwości realizacji tego celu środkami militarnymi były jednak bardzo
ograniczone.
Innym obszarem konfliktu był Wołyń. W tym wypadku konfrontacja zbrojna
prowadzona była z siłami Ukraińskiej Republiki Ludowej na czele z wielkim atamanem Symonem Petlurą.
Wiosną 1919 r. doszło do podporządkowania się rządu Zachodnioukraińskiej
Republiki Ludowej, uznającemu zwierzchność Petlury rządowi Ukraińskiej
Republiki Ludowej, ale z zachowaniem dużej autonomii.
1. Obrona Lwowa (listopad 1918-marzec 1919)
Polacy mieli pewne informacje o przygotowaniach militarnych Ukraińców,
lecz wykazywali nieporadność w zespalaniu własnych szeregów. Rada
Regencyjna mianowała 27 października 1918 r. gen. Stanisława
Puchalskiego (szef sztabu - płk Władysław Sikorski) dowódcą wojskowym w Galicji. Przybył on do Lwowa dopiero 29 października i nie wykazywał
inicjatywy w organizowaniu polskich formacji wojskowych. Nie było też
jedności wśród znajdujących się w mieście polskich organizacji
niepodległościowych, które bagatelizowały wieści o przygotowaniach
Ukraińców do puczu. Nie utworzono też wspólnej polskiej komendy
wojskowej dla znajdujących się w mieście organizacji
niepodległościowych. Tymczasem Ukraińcy, popierani przez Austriaków,
czynili przygotowania do walki zbrojnej. Plan zajęcia Lwowa opracowali
Dmytro Witkowski i Petro Bubela. Liczyć oni mogli początkowo jedynie na
około 1500 żołnierzy narodowości ukraińskiej, stacjonujących w mieście w ramach wojsk austro-węgierskich. 1 listopada 1918 r. Ukraińcy
podstępem, przy cichej aprobacie władz austro-węgierskich, opanowali
Lwów, a w kolejnych dniach - całą Galicję Wschodnią. Zamachu wojskowego
dokonały składające się z Ukraińców: 15. Tarnopolski Pułk Piechoty, 19.
Pułk Strzelców oraz 41. Batalion Asystencyjny. Taktyka strony
ukraińskiej polegała na wcześniejszym (przed zamachem) wyeliminowaniem z garnizonu lwowskiego żołnierzy narodowości nieukraińskiej. Opanowane z zaskoczenia miasto Ukraińcy obsadzili swoimi załogami. Dotyczyło to
najważniejszych obiektów i budynków. Jednocześnie przerwano połączenia
kolejowe i telefoniczne Lwowa z Galicją Zachodnią. Zaskoczeni żołnierze
austriaccy nie przeciwstawiali się zamachowcom, tym jednak, mimo zajęcia
niemal całego miasta, nie udało się zupełnie go sparaliżować; np. nie
kontrolowali Dworca Głównego - brakowało im na to sił. Internowali za to
oficjalne władze cywilne i wojskowe Austro-Węgier; te drugie uznały
puczystów za partnerów i zgodziły się na przekazanie im uzbrojenia,
znajdującego się na obszarze Galicji Wschodniej. Za pucz na prowincji
odpowiadał Dmytro Palijew. Organizatorzy i dowódcy puczu byli niskiej
rangi żołnierzami armii austro-węgierskiej.
Ukraińcy sprawie opanowania Lwowa poświęcili najwięcej uwagi,
koncentrując do wykonania tego zadania większość dyspozycyjnych wojsk, a ogołacając z nich pozostały obszar Galicji Wschodniej. Z punktu widzenia
sztuki wojennej nie było to rozwiązanie optymalne, koncentracja wojsk
nastąpiła bowiem w miejscu, gdzie lokalne formacje wojskowe miały dużą
przewagę nad Polakami. Zachowanie Ukraińców uzasadnione było chęcią
opanowania miasta planowanego na siedzibę władz oraz obawą, czy można
byłoby tego dokonać wyłącznie siłami lokalnymi, wiedząc o polskiej
dominacji wśród mieszkańców tego miasta8.
Polskie organizacje paramilitarne, początkowo zaskoczone zamachem
ukraińskim, stopniowo przystąpiły do mobilizacji swych sił we Lwowie.
Koncentrowały się one w kilku odizolowanych obiektach (Szkoła im. H.
Sienkiewicza - komendant kpt. Zdzisław Tatar-Trześniowski, Dom Techników
- pchor. Ludwik Wasilewski, obiekty przy ul. Issakowskiej). Z uwagi na
brak uzbrojenia początkowe walki podejmowane były przez polską
samoobronę z myślą o zdobyciu broni. Starano się atakować magazyny
uzbrojenia i pojedynczych żołnierzy ukraińskich. Taktyka ta okazała się
słuszna, bowiem umożliwiła przejęcie części uzbrojenia, daleko jednak
niewystarczająca do wyposażenia licznie zgłaszających się ochotników.
Słabością były spory wokół powołania jednolitego dowództwa. Dopiero po
licznych sporach i targach został nim kpt. Czesław
Mączyński9. Utworzono Naczelną Komendę Wojsk Polskich we
Lwowie. Powołano także jednolitą reprezentację polityczną - Polski
Komitet Narodowy na czele z Władysławem Stesłowiczem.
Ukraińcy dążyli do szybkiego zdławienia prób stawiania oporu przez
Polaków, stąd atakowali nieliczne jeszcze polskie placówki na terenie
miasta. Atak na Szkołę im. H. Sienkiewicza nie powiódł się, a do tego
polskie patrole już pod koniec 1 listopada oczyściły z oddziałów
przeciwnika ul. Grudecką. Obroniły się i pozostałe placówki.
Po stronie polskiej cechą charakterystyczną w pierwszych godzinach walk
było podejmowanie prób tworzenia regularnych oddziałów wojskowych. Z konieczności zachowywały się one jeszcze defensywnie wobec zdecydowanej
przewagi przeciwnika. Polacy w tym czasie nie mieli planu walki i jednolitego dowództwa, stąd ich poczynania były nieskoordynowane i żywiołowe. Za główny cel tej fazy działań strona polska uznała zdobycie
niezbędnego uzbrojenia. Przyjęto taktykę prowadzenia licznych napadów na
patrole nieprzyjaciela.
2 listopada Naczelne Dowództwo Obrony Lwowa zdecydowało o przystąpieniu
uzbrojonych oddziałów do ograniczonych działań ofensywnych. Utworzono
dwie grupy szturmowe, które miały opanować Dworzec Główny i znajdujące
się tam magazyny wojskowe. Zaplanowano natarcie wyprowadzane od północy
i wschodu. Starano się wykorzystać czynnik zaskoczenia. Atakowano z determinacją, do walki na bagnety włącznie. Aktywność wykazywała w szczególności załoga Szkoły im. H. Sienkiewicza, kierowana przez nowego
dowódcę, kpt. Mieczysława Borutę-Spiechowicza. Zanotowano spory sukces,
bowiem zdobyto duży magazyn broni i amunicji. Po kilkugodzinnej walce
opanowano cały kompleks Dworca Głównego. W tym czasie inna grupa Polaków
zdobyła dwa działa w pobliskiej wsi Sokolniki, a kolejna zajęła Szkołę
im. St. Konarskiego. Opanowano lotnisko na Lewandówce. Nieudana była
podjęta przez por. Antoniego Jakubskiego próba sformowania polskich
oddziałów na Zamartynowie.
Zaskoczeni Ukraińcy w odwecie próbowali zdobyć obiekty Szkoły im. H.
Sienkiewicza i Domu Techników, ale bez powodzenia. Obszar kontrolowany
przez Polaków 2 listopada znacznie się poszerzył. Wyznaczony był on
linią biegnącą od Dworca Głównego przez Dworzec Kleparowski, wzgórze na
północ od ul. Janowskiej, Cmentarz Janowski, ulice: Bema, Kordowskiego,
Leszczyńskiego, plac Bilczewski, ulice: Chrzanowskiego, Kopernika,
wzgórza Wuleckie i Kulpartowskie, szosę gródecką, część Dworca
Czerniowskiego, by zamknąć się ponownie przy Dworcu Głównym10.
Do oddziałów polskich systematycznie napływali ochotnicy. Stwarzało to
nadzieję na kontynuowanie działań ofensywnych, zaplanowano więc natarcie
w kierunku centrum miasta lub na cytadelę. Tymczasem 3 listopada zawarto
czasowe zawieszenie broni. Ukraińcy czas ten zamierzali wykorzystać na
ściągnięcie regularnych formacji strzelców siczowych.
Pierwszy etap walk po stronie polskiej określić można jako działania
improwizowane, spontaniczne, bez jasno wytkniętego celu strategicznego.
Główna uwaga improwizowanych oddziałów skupiona była na zdobywaniu
broni. Pierwsza planowa akcja - natarcie na Dworzec Główny - wykazała
przewagę działań planowych nad żywiołowymi. Dało to asumpt do
opracowywania planów kolejnych operacji.
Obie strony podjęły już 2 listopada negocjacje, ale bez powodzenia.
Ukraińcy zamierzali na trwałe opanować Galicję Wschodnią.
Ukraińcy przerwę w walkach wykorzystali na znaczne wzmocnienie swych sił
we Lwowie. Napływ ochotników do polskich oddziałów nie rekompensował
znacznego przyrostu sił przeciwnika, mimo to bilans dwudniowych walk był
niekorzystny dla Ukraińców, bowiem po początkowym zaskoczeniu Polaków
nie zdołali oni rozszerzyć stanu posiadania w mieście, a nawet nastąpiło
jego pewne uszczuplenie. Stąd też już pod wieczór 3 listopada Ukraińcy
podjęli działania zaczepne dla odbicia Dworca Głównego. Walki w tym
rejonie charakteryzowały się dużym dynamizmem - obie strony atakowały i kontratakowały na przemian. Ostatecznie Polacy obronili Dworzec Główny,
ale utracili pozycje wokół radiostacji pod Koziatennikami.
Ukraińcy, posiadając znaczną przewagę sił, zaplanowali na 4 listopada
generalne natarcie, dodatkowo licząc na szybkie przybycie do miasta
Legionu Strzelców Siczowych. Atakowano niemal na całej linii frontu,
stosując taktykę jednoczesnych natarć prowadzonych przez wydzielone
grupy szturmowe. Doszło do zaciętych walk. Ukraińcy poczynili liczne
wyłomy w polskich liniach obronnych; mimo to Polacy nie ograniczali się
wyłącznie do działań defensywnych.
Mimo podejmowanych przez obie strony w dniach 4-5 listopada prób
uzyskania przewagi, prowadzone działania zakwalifikować można jako walki
pozycyjne. Stabilizacja walk zapowiadała ich przewlekłość. Wymagało to
od obu stron znaczącego wzmocnienia liczebnego walczących wojsk, ich
reorganizacji oraz planowego zaopatrywania. Polacy wydali rozkaz
mobilizacji wyznaczonych roczników, ale jego realizacja napotykała
trudności. Mimo to liczebność oddziałów polskich 5 listopada wynosiła
6022 żołnierzy i 1421 młodocianych11. Linii frontu,
podzielonego na odcinki, pododcinki i sektory, broniły dwie grupy wojsk.
Obok oddziałów obsadzających linię frontu rozpoczęto formowanie
specjalnych grup szturmowych. Zakończono formowanie Naczelnej Komendy.
Tworzono służbę zabezpieczenia logistycznego i sanitarną. Ogłoszono
werbunek na zasadzie poboru do wojska mężczyzn w wieku od 18 do 35 lat i byłych wojskowych do 45 roku życia. Tajne punkty werbunkowe
funkcjonowały w dzielnicach opanowanych przez Ukraińców. Łączność z krajem utrzymywano wyłącznie za pomocą trzech posiadanych samolotów.
Wszystko to powodowało przechodzenie od etapu działań improwizowanych do
zorganizowanych i wcześniej zaplanowanych. Nadmienić należy, iż część
przebywających we Lwowie w armii austro-węgierskiej polskich oficerów
zachowała się neutralnie wobec rozgrywających się wydarzeń.
Cechą charakterystyczną tej fazy walki było po stronie polskiej
wykorzystywanie pewnych elementów teorii wojny ludowej, opracowanej w drugiej połowie XIX w. Wyrażało się to w masowym udziale ludności
cywilnej w walkach oraz jej pełnym poparciu dla tej walki. Było to
dostosowywane do lokalnych warunków.
Kolejne zawieszenie broni zawarto 6 listopada. Trwały niesnaski w dowództwie ukraińskim, połączone z dymisjami. Nowym dowódcą wojsk we
Lwowie został płk Hryhoryja Kossak, który jednak szybko przekazał
dowództwo kpt. Hnatowi Stefaniwowi. Powołano w mieście namiastkę
galicyjskiego rządu ukraińskiego na czele z Kostem Lewickim. Przerwę w walkach obie strony wykorzystały na wzmocnienie oddziałów bojowych,
reorganizację wojsk oraz umacnianie linii frontu. Przystąpiono do
kopania ciągłej linii okopów. Zapowiadało to stabilizację działań,
chociaż tak Ukraińcy, jak i Polacy przygotowywali się do prowadzenia
dużych operacji zaczepnych. Obie strony z determinacją starały się
przejąć kontrolę nad Lwowem, wiedząc o jego roli w panowaniu nad całą
Galicją Wschodnią.
Naczelny Dowódca Wojsk Polskich we Lwowie kpt. Czesław Mączyński
opowiadał się jednak za prowadzeniem działań obronnych. Niechętny był
działaniom zaczepnym, jako że "...ataki prowadzą przy dużych stratach
jedynie do korekty przebiegu frontu"12.
Ukraińcy, zaskoczeni niespodziewanie silnym oporem Polaków, wzmogli
terror wobec ludności polskiej zamieszkującej kontrolowane przez nich
rejony miasta. Dokonywali licznych brutalnych rewizji, w czasie których
podejrzanych o przynależność do polskiej samoobrony natychmiast
rozstrzeliwano13.
Rozejm został zerwany przez Ukraińców, którzy natarli na Szkołę im. H.
Sienkiewicza. Ich natarcie załamało się wskutek uporczywej obrony
Polaków. Ci drudzy z kolei przeprowadzili udany wypad na przedpola
Lwowa, przejściowo opanowując magazyny wojskowe w Skniłowie. Zdobyto 12
armat, 4 karabiny maszynowe i wiele karabinów ręcznych.
7 listopada Komenda Główna Wojsk Polskich we Lwowie zatwierdziła plan
natarcia na śródmieście. Załamało się ono w ogniu przeciwnika. Obu
stronom brakowało doświadczenia w organizowaniu i prowadzeniu większych
operacji. Wyszkolenie żołnierzy, z uwagi na dominację w szeregach
zupełnie nieprzeszkolonych ochotników, było słabe. Szwankowało
współdziałanie i koordynacja działań. Potwierdzona została znana przez
sztukę wojenną zasada, iż żołnierz słabo wyszkolony nie jest zdolny do
uczestnictwa w skomplikowanych operacjach.
Natarcie Polaków, prowadzone 9 listopada, zakończyło się niepowodzeniem.
Jedynym sukcesem było opanowanie gmachu Poczty Głównej. To jeszcze
bardziej utwierdziło kpt. Mączyńskiego w przekonaniu o niecelowości
podejmowania dużych akcji ofensywnych. Systematycznie rosła liczebność
wojsk polskich. 11 listopada w oddziałach liniowych znajdowało się 239
oficerów i 3044 szeregowych, w formacjach pomocniczych - 129 oficerów i 1679 szeregowych14.
13 listopada strona ukraińska rozpoczęła natarcie w rejonie Kulpartowa.
Wywiązała się zażarta walka. Polacy po raz pierwszy do walki wprowadzili
szwadron kawalerii "Wilki". Przeciwnik zmuszony został do zaniechania
działań zaczepnych, nie trwało to jednak długo. Ukraińcy największą w dotychczasowych walkach ofensywę rozpoczęli w nocy z 13 na 14 listopada.
Do natarcia użyli 2,5 tys. żołnierzy oraz 25 dział i moździerzy.
Nacierano na Zamarstynów i Kulpartowo. Walki trwały przez cały dzień 14
listopada. Dochodziło do licznej walki wręcz. Straty były duże,
zwłaszcza po stronie ukraińskiej. Mimo to nie nastąpiła istotna zmiana
linii frontu.
Walki pozycyjne, z próbami prowadzenia lokalnych natarć, trwały do 17
listopada, czyli do kolejnego rozejmu. Strona ukraińska zaczęła zdawać
sobie sprawę z tego, że cel główny zamachu lwowskiego, czyli
ustanowienie państwowości ukraińskiej w Galicji Wschodniej, nie został
osiągnięty. Polacy tymczasem gromadzili w głębi kraju posiłki, mające
podążyć na odsiecz do Lwowa.
W czasie gdy toczyły się zacięte walki we Lwowie, Ukraińcy doprowadzili
do przejęcia pełnej kontroli nad całą Galicją Wschodnią; przejściowo
zajęli nawet Przemyśl. Doprowadziło to do pełnego odcięcia broniących
się we Lwowie Polaków od łączności z krajem. Powodowało to, że mimo
bohaterstwa obrońców Lwowa zmiana ich położenia mogła nastąpić dopiero
po nadejściu odsieczy z głębi kraju. Przygotowania do niej nakazał m.in.
Piłsudski, ale w tym czasie efektywnej pomocy udzielić mogła tylko
Galicja Zachodnia. W Warszawie plan odsieczy jeszcze przed formalną datą
reaktywowania wolnej Polski przygotowywał szef Sztabu Generalnego WP,
gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski. Jego realizacja wymagała wydzielenia
znacznych sił, których brakowało.
Józef Piłsudski, który objął władzę w Warszawie, dostrzegał ważność
przynależności do Polski Lwowa i Galicji Wschodniej i podejmował kroki
dla udzielenia pomocy walczącym tam Polakom. Przekazał dowództwo nad
obszarem całej Galicji, Zagłębia Dąbrowskiego i Śląska Cieszyńskiego
gen. Emilowi Gołogórskiemu. Tymczasem w różnych regionach kraju
formowano oddziały odsieczowe. Formowany w Lublinie oddział mjr.
Ferdynanda Zarzyckiego dość długo nie był gotowy do akcji; znacznie
bardziej zaawansowane były przygotowania prowadzone w Krakowie, z inicjatywy gen. Bolesława Roji. Utworzona została Grupa "San", dowodzona
przez mjr. Juliana Stachiewicza. Bezpośrednią organizacją odsieczy dla
Lwowa zajął się ppłk Michał Karaszewicz-Tokarzewski. Skoncentrował on w Przemyślu około 1400-osobową grupę szturmową. 19 listopada załadował ją
w Przemyślu na sześć pociągów transportowych, ubezpieczanych przez
pociąg pancerny, i z zaskoczenia przedarł się do Lwowa.
19 listopada komendę nad wojskami walczącymi w Galicji Wschodniej
otrzymał gen. Rozwadowski, stojący na czele Dowództwa "Wschód" z siedzibą w Krakowie. Szefem sztabu był ppłk Jan Thullie, następnie mjr
Franciszek Kleeberg, Głównym Kwatermistrzem - płk Władysław Sikorski,
komisarzem cywilnym przy tym dowództwie - Jerzy Dzieduszycki. Zadaniem
miało być trwałe opanowanie tego regionu. Wymagało to czasu na tworzenie
odpowiednio licznych wojsk, do tego występujących jako formacje
improwizowane. W planach gen. Rozwadowskiego było tworzenie regularnych
struktur organizacyjnych wojska, jego należyte wyszkolenie i wyposażenie. Reagował też na wrogość wobec Polaków ludności ukraińskiej
zamieszkującej Galicję Wschodnią - stąd nakazywał jej bezwzględne
rozbrajanie oraz surowe karanie osób ujętych z bronią.
Komenda Główna Wojsk Polskich we Lwowie, wraz z ppłk. Tokarzewskim po
jego przedarciu się do miasta, opracowała plan wyparcia z niego
Ukraińców. Zaplanowano prowadzenie działań oskrzydlających od północy i południa. Siły polskie, liczące 500 oficerów, 4360 szeregowych, 40
karabinów maszynowych i 13 dział, podzielone zostały na cztery grupy
uderzeniowe. Dwie z nich operowały na skrzydłach, prowadząc zasadnicze
działania, pozostałe dwie, usytuowane w centrum, miały prowadzić walki
wiążące. Natarcie wspierały trzy pociągi pancerne. W akcji brało także
udział lotnictwo lwowskie.
Mimo zaskoczenia Ukraińcy stawiali zacięty opór. Był on szczególnie
silny w pasie działania zgrupowania północnego. Wojska przybyłe z odsieczą nie były przygotowane do walk ulicznych, stąd tempo natarcia
było wolne. Polacy stopniowo przełamywali opór przeciwnika, jednakże w dniu 21 listopada nie uzyskali zakładanego rozstrzygnięcia. Tymczasem w nocy z 21 na 22 listopada wojska ukraińskie opuściły Lwów. Można to
ocenić z wojskowego punktu widzenia jako decyzję przedwczesną; dowództwo
wojsk ukraińskich obawiało się jednak całkowitego zniszczenia
znajdujących się w mieście wojsk i dlatego postanowiło je wycofać. Na
ranem 22 listopada broniły się tylko nieliczne punkty oporu, które
wkrótce skapitulowały15.
Ta faza walk o Lwów dostarczyła wielu interesujących doświadczeń dla
dopiero wypracowywanej polskiej sztuki wojennej. Prowadzone one były w dużej aglomeracji miejskiej, co determinowało taktykę walki. Zdobyto
doświadczenia w przechodzeniu od improwizowanej samoobrony do działań
regularnych, jak również w prowadzeniu działań obronnych z wykorzystaniem trwałej zabudowy. W akcjach zaczepnych interesujące było
dążenie do prowadzenia manewrów okrążających, zwłaszcza dwustronnych.
Przekonano się, że szturmowanie silnie ufortyfikowanych pozycji nie jest
możliwe bez wsparcia artylerii. Na ulicach wznoszono barykady, w terenie
otwartym kopano rowy strzeleckie. Uwidoczniły się braki i błędy w prowadzonych działaniach. Zaliczyć do nich należy:
- słabe wyszkolenie oddziałów i pojedynczych żołnierzy;
- błędy w dowodzeniu i koordynacji działań;
- nieumiejętność współdziałania między oddziałami.
Najważniejszym doświadczeniem było przekonanie się, że nawet w najtrudniejszych warunkach, przy ogromnej determinacji społeczeństwa w dążeniu do obrony swojej niepodległości, można podejmować walkę ze
znacznie silniejszym przeciwnikiem.
Za interesujący z punktu widzenia sztuki wojennej uznać należy sposób
przeprowadzenia odsieczy ze strony grupy przemyskiej, doprowadzającej do
wyparcia nieprzyjaciela ze Lwowa.
Generalne wnioski wypływające z tego etapu walk we Lwowie sprowadzają
się do konstatacji, iż strona polska została zaskoczona akcją
przeciwnika i w pierwszych dniach listopada mogła jej przeciwstawić
tylko działania improwizowane prowadzone metodą insurekcyjną, czyli
metodą działań partyzanckich, ale realizowanych w warunkach miejskich. Z powodzeniem korzystano z infrastruktury miejskiej, umożliwiającej tę
formę działań. Po etapie działań improwizowanych nastąpiło przejście do
tworzenia regularnej struktury wojskowej i stopniowego przechodzenia do
taktyki działań konwencjonalnych.
Tę fazę walk podzielić można na trzy charakterystyczne etapy:
- początkowy (1-4 listopada), charakteryzujący się spontanicznością
działań i dążnością strony polskiej do przejęcia inicjatywy ofensywnej;
- drugi (5-19 listopada) to walki pozycyjne z dominacją działań
zaczepnych Ukraińców;
- końcowy (21-22 listopada) - ofensywa polska po przybyciu oddziałów
odsieczowych, zakończona wyparciem wojsk ukraińskich ze Lwowa16.
Ukraińcy, choć zmuszeni do opuszczenia Lwowa, zachowali nadal inicjatywę
zarówno w wymiarze strategicznym, jak i operacyjnym, kontrolowali bowiem
obszar Galicji Wschodniej, otaczając Lwów pierścieniem okrążenia. Sukces
Polaków w walkach o Lwów miał przede wszystkim wymiar psychologiczny,
nie zmieniał natomiast ogólnego położenia militarnego w Galicji
Wschodniej.
Strona ukraińska po porażce poniesionej we Lwowie przygotowywała się do
odzyskania miasta. Dla realizacji tego celu skoncentrowała grupę wojsk
liczącą 30 tys. żołnierzy z 40 działami. Działania ubezpieczające
zamierzano prowadzić na linii Sanu. Do czasu uruchomienia ofensywy
planowano szczelną blokadę miasta. Czyniły to grupy "Stare Sioło",
"Szczerzec" i "Nawaria". Jednocześnie płk Stefaniw tworzył doraźne grupy
wojsk przeznaczone do walki ze zgrupowaniami Polaków. Wojska ukraińskie
złożone były głównie z piechoty, odczuwając brak jazdy, miały też
trudności z formowaniem artylerii. Podjęto próby organizacji lotnictwa,
które tworzył Petro Franko. Natomiast pomoc militarna Ukraińskiej
Republiki Ludowej była wręcz symboliczna. 10 grudnia 1918 r. dowodzenie
wojskami ukraińskimi przejął gen. Michaiło Omelianowicz-Pawlenko. Jego
zadaniem miało być szybkie odzyskanie Lwowa, stąd dokonano reorganizacji
podległych mu wojsk, planując wystawienie trzech korpusów, z których
każdy liczył po cztery brygady. Były to ambitne plany z długą
perspektywą ich realizacji.
Generał Rozwadowski 30 listopada nakazał nową organizację linii
obronnych we Lwowie. Zwracał uwagę na ich rozbudowę inżynieryjną i ufortyfikowanie. Linie obronne w mieście obsadzić miały oddziały
podległe awansowanemu do stopnia podpułkownika Mączyńskiemu, złożone z 1. i 2. pułków Strzelców Lwowskich, Legii Oficerskiej i kompanii
szturmowej. Zgrupowanie ppłk. Karaszewicza-Tokarzewskiego miało być
odwodem Dowództwa "Wschód". Od 3 grudnia dowódcą obrony Lwowa został
gen. Józef Leśniewski. Dysponował on w połowie grudnia w oddziałach
liniowych w piechocie 486 oficerami i 5570 szeregowymi, w jeździe - 38
oficerami i 257 szeregowymi, i w artylerii - 200 oficerami i 1032
szeregowymi17. Wojska te tworzyły brygadę ppłk. Mączyńskiego
i brygadę ppłk. Karaszewicza-Tokarzewskiego oraz rezerwę.
Polacy planowali także prowadzenie energiczniejszych działań dla
wyparcia Ukraińców z całej Galicji Wschodniej. W ten rejon zaczęto
kierować formowane w głębi kraju różne grupy operacyjne i taktyczne.
Początkowo były to stosunkowo nieliczne oddziały. Grupa płk. Swobody,
składająca się z trzech kompanii piechoty i pociągu pancernego,
operowała w rejonie Rawy Ruskiej, dążąc do zerwania koncentracji wojsk
przeciwnika szykujących się do ofensywy na Lwów. Podobne zadanie miała
realizować grupa mjr. Wacława Scevoli-Wieczorkiewicza (batalion
piechoty, kompania karabinów maszynowych, szwadron kawalerii, trzy
działa), która po zajęciu Bełza szykowała się do marszu na Lwów. W Przemyślu utworzony został oddział mjr. Jana Hempla (batalion piechoty,
bateria artylerii), który próbował nacierać w kierunku Gródka
Jagiellońskiego, ale bez powodzenia.
Walki poza Lwowem prowadzone były do końca 1918 r. ze zmiennym
powodzeniem. Nie udało się Ukraińcom odzyskać utraconej w końcu grudnia
Rawy Ruskiej, natomiast opanowali przejściowo Chyrów, Gródek
Jagielloński i Dublany.
Istotnym wzmocnieniem dla załogi Lwowa było skierowanie pod koniec
grudnia 1918 r. do miasta grupy mjr. Józefa Sopotnickiego liczącej 2400
bagnety, 150 szabel i 10 dział. Mało efektywna była taktyka nękania
pozycji przeciwnika przez natarcia drobnych grup wypadowych z miasta.
Działania nielicznych, do tego odizolowanych grup nie mogły zmienić
niekorzystnego dla Polaków położenia operacyjnego w Galicji Wschodniej,
stąd z inicjatywy gen. Rozwadowskiego utworzona została znacznie
silniejsza grupa gen. Zygmunta Zielińskiego, która podjęła natarcie na
Chyrów-Sambor. Stosowała ona skuteczną taktykę bicia przeciwnika
częściami. Początkowo doprowadziło to do wyparcia oddziałów ukraińskich
z południowo-zachodnich rubieży Galicji Wschodniej. Sytuacja uległa
zmianie po rozpoczęciu przez przeciwnika ofensywy na Lwów. Wówczas gen.
Zieliński otrzymał zadanie odblokowania Lwowa.
Strona polska przekonała się, że w walkach w Galicji Wschodniej liczą
się tylko silne, dobrze wyposażone w broń maszynową i artylerię grupy
wojsk. Jednak i one mogły tylko doraźnie poprawić położenie militarne.
Pełny sukces można było osiągnąć tylko wówczas, gdy zostanie otworzony
oddzielny front, prowadzący działania ofensywne w dużym stylu.
Ofensywa ukraińska na Lwów rozpoczęła się 22 grudnia 1918 r. Zablokowana
załoga lwowska sposobiła się, na miarę posiadanych możliwości, do
odparcia natarcia przeciwnika. Garnizonem dowodził gen. Leśniewski.
Dokonał on reorganizacji wojsk, tym razem już regularnych oddziałów.
Rozbudowywano pod względem inżynieryjnym pozycje wokół miasta.
Przeciwnik nacierał z kilku kierunków. Działania dezorientujące obrońców
Lwowa prowadzone były na Sądową Wisznię przez zgrupowanie płk. Antina
Krawsa. Miasto zostało szczelnie zablokowane, pozbawione wody
(zniszczenie urządzeń wodociągowych w Dobrostanach) i energii
elektrycznej (uszkodzenie elektrowni na Persenkówce). Mimo to obrońcy
podjęli bohaterską walkę.
Naczelne Dowództwo WP postanowiło udzielić pomocy obrońcom Lwowa. Z grupy gen. Zielińskiego wydzielony został oddział uderzeniowy mjr.
Józefa Sopotnickiego, składający się z czterech batalionów piechoty,
batalionu warszawskich ochotników dla odsieczy Lwowa, kompanii karabinów
maszynowych, szwadronu kawalerii i trzech baterii artylerii. Mimo swej
stosunkowo niewielkiej liczebności (około 2,5 tys. żołnierzy), ale przy
stosunkowo dobrym wyposażeniu w broń ciężką, grupa ta podjęła energiczne
działania zaczepne. W pierwszym etapie zamierzano rozbić wojska
przeciwnika operujące w rejonie Lubień Wielki-Stawczany i Obroszyn.
Udało się przez zaskoczenie zająć Stawczany, a następnie Obroszyn,
odblokowując połączenie Lwowa z Galicją Zachodnią. Był to sukces w skali
taktycznej, bowiem nie zmieniał ogólnego położenia militarnego wokół
Lwowa. Udowodnił on jednak, że energiczne działania znaczniejszych sił,
do tego dobrze dowodzonych, mogą doprowadzić do trwałego odblokowania
miasta. Na podstawie tych doświadczeń przystąpiono do tworzenia nowych
grup uderzeniowych. Generał Jan Romer stanął na czele zgrupowania,
liczącego 5 tys. żołnierzy, 40 karabinów maszynowych i 18 dział18.
Nawet te siły nie były wystarczające do radykalnej zmiany położenia
militarnego wokół Lwowa.
Grupa gen. Romera, po skoncentrowaniu się w rejonie Rawy Ruskiej,
zamierzała nacierać przez Żółkiew na Lwów. Zadaniem dodatkowym miało być
odrzucenie przeciwnika od linii kolejowej Lwów-Przemyśl. Natarcie
ruszyło 6 stycznia 1919 r. Po dwudniowych zaciętych walkach zdobyto
Żółkiew. Kolejne zażarte walki toczono w rejonie Kulikowa. W nocy z 11
na 12 stycznia grupa gen. Romera przedarła się do Lwowa. On sam po kilku
dniach ponownie udał się do Rawy Ruskiej dla formowania kolejnego
zgrupowania. Nie udało się natomiast oczyścić z sił przeciwnika linii
kolejowej Lwów-Przemyśl. Zgrupowania wojsk ukraińskich podejmowały
kolejne próby wdarcia się do miasta.
O ile Polakom udało się doraźnie przełamać pierścień okrążenia
otaczający Lwów i wydatnie wzmocnić siły broniące miasta, to
niepowodzeniem zakończył się plan jego trwałego odblokowania. Zawiodła
taktyka kierowania w rejon oblężonego miasta pojedynczych grup wojsk.
Nie wykorzystano znacznie efektywniejszego sposobu, polegającego na
utworzeniu jednego silnego zgrupowania, którego zadaniem byłoby nie tyle
przedarcie się do okrążonego miasta, co zabezpieczenie jego trwałych
połączeń z resztą kraju.
Naczelne Dowództwo WP, nie wyciągając właściwych wniosków z dotychczasowych działań, uporczywie trzymało się koncepcji formowania
kolejnych grup wojsk i wysyłania ich w rejon Lwowa. Tym samym
niepotrzebnie rozdrabniano siły nie osiągając większych efektów
operacyjnych.
Niepowodzenia polskie przy usiłowaniach trwałego odblokowania Lwowa
podejmowane na początku stycznia 1919 r. były pokłosiem błędnych założeń
w sztuce wojennej przyjętych przez Naczelne Dowództwo WP. Największym
błędem był brak szczegółowych planów prowadzenia skoordynowanych działań
ofensywnych przez różne improwizowane grupy taktyczne. Podobny błąd
powielały dowództwa tych grup w odniesieniu do swych oddziałów. Za mało
efektywne uznać należy preferowanie natarć czołowych zamiast obejść i oskrzydleń. Zwiększało to ponoszone straty oraz hamowało tempo działań.
Zbyt kurczowo trzymano się też szlaków drogowych. Za błąd w sztuce
wojennej uznać należy brak korelacji w działaniach grupy gen. Romera i załogi Lwowa; co więcej, Naczelne Dowództwo WP nie wyciągnęło właściwych
wniosków z niepowodzeń w trwałym odblokowaniu Lwowa i nadal uporczywie
realizowało zasadę działań improwizowanych z użyciem samodzielnie
działających grup taktycznych.
Do Galicji Wschodniej wysłana została brygada płk. Mieczysława
Kulińskiego. Zreorganizowano także grupę gen. Zielińskiego,
doprowadzając do jej rozdrobnienia. W sumie wojska te liczyły 10 tys.
żołnierzy piechoty, 400 jazdy, posiadały 84 karabinów maszynowych i 34
działa. Miały one przeprowadzić trzy równoległe natarcia. Walki
rozpoczęto 11 stycznia 1919 r.i koncentrowały się one wokół Bartatów. Po
trzydniowych walkach wskutek silnego oporu przeciwnika zgrupowanie płk.
Władysława Sikorskiego przerwało ofensywę. Płk Kuliński po zajęciu
Skniłowa także zaprzestał działań zaczepnych. Nie uzyskało powodzenia i natarcie prowadzone przez grupę gen. Zielińskiego.
Ukraińcy, mimo nikłych rezultatów dotychczasowych działań, nie
poniechali zamiaru zajęcia Lwowa. Czynili to wielokrotnie w styczniu
1919 r. Dysponowali wówczas blisko 30 tys. żołnierzy liniowych i około
14 tys. będących w trakcie szkolenia. Siły te zostały zgrupowane w trzech korpusach, z których II Korpus płk. Mirona Tarnowskiego otaczał
Lwów, I Korpus Osypa Mikitki rozlokowany był w rejonie Rawy Ruskiej,
Bełza i Sokala, a III Korpus płk. Hrycia Kossaka zgrupowany był pod
Chyrowem i Samborem. Zorganizowana na przełomie stycznia i lutego 1919
r. regularna Ukraińska Galicyjska Armia liczyła około 40 tys. żołnierzy,
150 dział i dwa pociągi pancerne. Jej uzbrojenie było możliwe dzięki
przejęciu w Podwołczyskach magazynów austriackich ze zgromadzonymi tam
około 80 działami, 300 karabinami maszynowymi, 20 tys. karabinów oraz
znacznymi zapasami amunicji19.
Walki o Lwów i wokół tego miasta prowadzone w styczniu 1919 r. nie
przyniosły powodzenia żadnej ze stron. Obrońcy Lwowa, zasilani przez
docierające posiłki, obronili miasto; z kolei natarcia prowadzone przez
pojedyncze polskie grupy nie doprowadziły do trwałego jego odblokowania.
Ostatecznie obie strony wyczerpały możliwości ofensywne.
Położenie militarne w Galicji Wschodniej na początku 1919 r. nie uległo
istotnej zmianie. Dominowali na tym terenie Ukraińcy. Stopniowo tworzyła
się ciągła linia frontu. Ukraińcy w tym czasie posiadali ponadtrzykrotną
przewagę liczebną nad oddziałami polskimi. Pogorszeniu uległo za to
położenie zewnętrzne Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej wskutek
zajęcia przez Rumunów Bukowiny, a przez Czechosłowację - Rusi
Zakarpackiej. Zdecydowano się na podjęcie rozmów z Ukraińską Republiką
Ludową, które 12 stycznia 1919 r. doprowadziły do formalnego połączenia
obu części Ukrainy. Wpłynęło to na wzmocnienie wojsk ukraińskich,
walczących w Galicji Wschodniej. Przeformowane one zostały w regularne
oddziały i związki taktyczne. Kontrastowało to z sytuacją walczących w tym regionie wojsk polskich, które nadal nie posiadały jednolitych
struktur organizacyjnych.
W drugiej połowie stycznia i na początku lutego 1919 r. w działaniach
militarnych w Galicji Wschodniej nastąpił zastój. W tym czasie obie
strony przygotowywały się do decydujących działań ofensywnych.
Rozpoczęli je Polacy 4 lutego 1919 r. lokalnym natarciem na Chyrów i Sambor, ale bez powodzenia. Do tego przeciwnik rozpoczął swoją dużą
ofensywę zmierzającą do zajęcia Lwowa. W pierwszej fazie walk Ukraińcy
natarli na Lubień Wielki z myślą o przerwaniu połączenia kolejowego
Lwowa z Przemyślem. Po zaciętych walkach Polacy obronili w tym rejonie
zajmowane pozycje, ale Ukraińcom udało się przełamać polskie pozycje pod
Gródkiem Jagiellońskim, mimo niezdobycia wymienionego szlaku kolejowego.
Transport na tej magistrali został jednak wstrzymany wskutek możliwości
jej ostrzału przez przeciwnika. Doraźnie utworzona grupa płk. Aurelego
Seredy-Teodorowskiego otrzymała zadanie odrzucenia oddziałów
ukraińskich od tego szlaku kolejowego, lecz go nie wykonała. Lwów
ponownie utracił połączenie z krajem.
W lutym 1919 na froncie walk w Galicji Wschodniej panował względny
spokój. Pod presją mocarstw zachodnich zawarty został rozejm i poszukiwano politycznych dróg rozwiązania sporu. Przybywały tu misje
sojusznicze. Ich zabiegi o trwałe zakończenie konfliktu skazane były na
niepowodzenie wobec rozbieżności stanowisk stron w nim uczestniczących.
Twarde stanowisko negocjacyjne zajmowali Ukraińcy. W składzie rządu
Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej nie było osób realnie
oceniających własne możliwości polityczne i militarne w kwestii zdobycia
panowania nad Galicją Wschodnią i na tym tle ograniczenia własnego
programu terytorialnego. W ogóle nie brano pod uwagę możliwości zawarcia
kompromisu z Polską, a przede wszystkim nie dopuszczano myśli o włączeniu Lwowa w skład państwa polskiego. Z kolei Polacy także nie
wyobrażali sobie utraty Lwowa, uważanego za najważniejsze miasto
kresowe, symbol polskości. Mocarstwa zachodnie były natomiast skłonne do
zażegnania konfliktu kosztem wzajemnych ustępstw terytorialnych obu
zwaśnionych stron, lecz nie przesądzały kształtu polskiej granicy
wschodniej i na tym terenie z uwagi na rachuby odbudowy "białej" Rosji.
Przerwę w działaniach militarnych obie strony starały się wykorzystać na
reorganizację wojsk i ich przygotowanie do nowych operacji. Strona
polska uaktywniła funkcjonowanie Dowództwa "Wschód" odpowiedzialnego za
operacje prowadzone w Galicji Wschodniej. Dysponowało ono jednak nadal
tylko improwizowanymi oddziałami różnego rodzaju grup taktycznych oraz
obrońcami Lwowa. Nie posiadało także precyzyjnego planu zakończenia tej
wojny. Takowego planu nie posiadało także Naczelne Dowództwo WP.
Inaczej zachowywał się przeciwnik. Naczelna Komenda Ukraińska
zreorganizowała swoje wojska w trzy korpusy i opracowała plan szybkiego
zajęcia Lwowa oraz wyparcia wojsk polskich za San. Szczególnie
optymistycznie zapatrywał się na własne możliwości militarne naczelny
dowódca wojsk zachodniej Ukrainy, gen. Omelianowicz-Pawlenko. Planował
on wyparcie oddziałów polskich za San, zajęcie Chyrowa i Przemyśla, jak
też Rawy Ruskiej i Bełza. Do tego nie liczył na wsparcie wojsk Petlury
(poza pomocą materiałową).
Podjęte przez Ukraińców 16 lutego 1919 r. działania ofensywne zaskoczyły
stronę polską20 siłą natarcia zmierzającego do opanowania Lwowa.
Po zgromadzeniu dużej ilości piechoty i artylerii rozpoczęto natarcie
metodyczne. Polacy dysponowali mniejszymi od przeciwnika siłami
liczącymi około 21 tys. żołnierzy. Kilkudniowe walki doprowadziły do
ponownego szczelnego okrążenia Lwowa. Po opanowaniu Bratkowic i Wołczuch
Ukraińcy przecięli linię kolejową Lwów-Przemyśl. Miało to wpływ na
ograniczenie dostaw na ten front materiału wojennego oraz innego
zaopatrzenia. Ugrupowanie polskie zostało rozcięte i niepowodzeniem
zakończyły się próby strony polskiej zmierzające do odzyskania
wcześniejszych pozycji. Grupa ppłk. Józefa Beckiera, sformowana w Sądowej Wsi (trzy bataliony piechoty, dwie baterie artylerii), była za
słaba dla odblokowania linii kolejowej na odcinku Gródek
Jagielloński-Lwów. Niepowodzeniem zakończyła się akcja zaczepna
kierowana przez płk. Seredę-Teodorowicza dla odzyskania wzgórz w okolicy
Bartatów. Polakom udało się jedynie odeprzeć natarcie przeciwnika na
Lubień Wielki.
Bardzo trudna sytuacja wytworzyła się w samym Lwowie. Miasto znajdowało
się pod stałym ostrzałem artyleryjskim przeciwnika. Powstała bardzo
trudna sytuacja aprowizacyjna; brakowało wody i elektryczności,
pogarszała się sytuacja sanitarna. Dowództwo Wojska Polskiego nie
dysponowało wolnymi oddziałami, które mogłyby zostać skierowane do
Galicji Wschodniej. Rozważano możliwość wysłania ograniczonego
kontyngentu oddziałów poznańskich. Ostatecznie wysłano grupę wojsk
wielkopolskich (trzy bataliony piechoty z artylerią), dowodzoną przez
płk. Daniela Konarzewskiego. Koncentracja oddziałów polskich dokonywała
się w rejonie Przemyśla. Dowodzenie nad tymi wojskami przejął gen.
Wacław Iwaszkiewicz. Liczyły one 8 tys. żołnierzy21. Wojska te
zostały podzielone na dwie części. Pierwsza z nich, dowodzona przez płk.
Franciszka Aleksandrowicza - wyruszyła z Medyki w kierunku Sądowej Wsi;
odblokowała ona oddział płk. Józefa Beckiera. Pozostałe siły, dowodzone
przez gen. Iwaszkiewicza, prowadziły natarcie wzdłuż linii kolejowej
Przemyśl-Lwów. Po połączeniu się z grupą płk. Aleksandrowicza
przystąpiono do próby odblokowania Lwowa. Po zaciętej walce zajęto
Gródek Jagielloński, przywracając kontrolę nad linią kolejową
Lwów-Przemyśl. Natarcie piechoty wspierane było przez lotnictwo z eskadry krakowskiej.
Cechą charakterystyczną tej fazy walk była ich koncentracja wokół Lwowa.
Dotyczyło to obu stron. Opanowanie tego miasta stanowiło cel główny
Ukraińców, bowiem jego pozostawanie w rękach polskich krzyżowało
realizacje ich celu strategicznego. Z punktu widzenia sztuki wojennej
działania strony polskiej polegały na nacieraniu na ogół z zachodu na
wschód z celem utrzymania w swych rękach linii kolejowej Przemyśl-Lwów.
Nadal czyniono to niedużymi zgrupowaniami, bez jednorodnej myśli
przewodniej i współdziałania z sąsiadami. Ważną rzeczą z punktu widzenia
sztuki wojennej było staranniejsze fortyfikowanie przez Polaków Lwowa.
Można było zaobserwować, że obie strony konfliktu posiadają słabe
doświadczenia w prowadzeniu natarcia metodycznego. Największą słabością
Polaków było nieposiadanie planu prowadzenia działań w Galicji
Wschodniej, bowiem trudno uznać za takowe próby odblokowywania miasta.
Wszystkie posiłki napływające z głębi Polski na ogół kierowane były dla
utrzymania komunikacji kolejowej na linii Przemyśl-Lwów, bowiem była to
jedyna droga zaopatrywania miasta. Wysoko za to ocenić należy samą
obronę Lwowa. Doświadczenia w obronie tego miasta w istotny sposób
wzbogaciły polską sztukę wojenną. Dotyczy to zarówno sztuki
fortyfikacyjnej, jak i kierowania ogniem, współdziałania i systemu
dowodzenia. Chwałą okryło się lotnictwo lwowskie, które do połowy marca
1919 r., dysponując kilkoma samolotami, wykonało 2 tys. lotów bojowych.
Pod naciskiem misji międzyalianckiej, kierowanej przez gen. Josepha
Berthelemy'ego, doszło 24 lutego do zawieszenia broni. Podczas
negocjacji obie strony nie wykazywały ustępliwości w próbie
przeforsowania swojego stanowiska. Propozycje kompromisowe gen.
Berthelemy'ego zostały przez Ukraińców odrzucone.
W tym samym czasie, gdy strona polska dążyła do ponownego odblokowania
Lwowa, interesującą z punktu widzenia sztuki wojennej była obrona Bełza
prowadzona przez grupę płk. Leona Berbeckiego. Grupa ta nie tylko nie
mogła podjąć planowanych działań ofensywnych, ale w dodatku zmuszona
została do prowadzenia obrony okrężnej. Była to obrona aktywna z prowadzeniem licznych wypadów, których celem było:
- uniemożliwienie przeciwnikowi koncentracji całości sił dla
jednoczesnego zaatakowania miasta;
- wydzielenie grup ubezpieczających i odwodów umożliwiających
prowadzenie swobodnego odwrotu oddziałów wypadowych;
- dysponowanie dopracowanym planem akcji wypadowych;
- stosowanie maskowania oraz wykorzystanie znajomości terenu.
Zgodzić się więc należy z opinią, że "przyjęta przez płk. Berbeckiego
forma obrony aktywnej była najtrafniejszym rozwiązaniem, umożliwiającym
uzyskanie powodzenia"22. Doświadczenia te zalecano do
wykorzystywania w ówczesnym wyższym szkolnictwie wojskowym23.
Przerwę w działaniach militarnych obie strony wykorzystywały na
wzmocnienie wojsk operujących na tym teatrze działań wojennych.
Świadczyło to o stawianiu przez nie na rozstrzygnięcia militarne jako
ostatecznie likwidujące powyższy konflikt. Szczególnie Ukraińcy czynili
staranne przygotowania do podjęcia decydujących rozstrzygnięć. Polacy
nie zamierzali być bierni i 7 marca zaatakowali pod Stodolnikami, lecz
ich natarcie zakończyło się niepowodzeniem i znacznymi stratami.
Kontrnatarcie przeciwnika doprowadziło do ponownego przecięcia
magistrali kolejowej Przemyśl-Lwów na odcinku od Rodatycz do Bratkowic.
Lwów został ponownie odcięty od zaopatrzenia. Otoczony został Gródek
Jagielloński. Wywołało to ogromny niepokój wśród władz cywilnych Lwowa,
domagających się od Warszawy skutecznej pomocy wojskowej. Krytykowano
działalność Dowództwa "Wschód", postulując odwołanie gen.
Rozwadowskiego.
Piłsudski nie pozostawał obojętny na te prośby. Dla Wojska Polskiego
wiosną 1919 r. Galicja Wschodnia była najważniejszym teatrem wojny.
Walczyło na nim sześć grup taktycznych, dowodzonych przez generałów:
Leśniewskiego, Zielińskiego, Romera, oraz pułkowników: Mieczysława
Kulińskiego, Henryka Minkiewicza i Władysława Sikorskiego, dysponujących
około 23 tys. żołnierza liniowego24.
Już na początku marca 1919 r. zapadła w Naczelnym Dowództwie WP decyzja
o podjęciu odsieczy dla Lwowa. Kierować miał nią gen. Wacław
Iwaszkiewicz, odwołany w tym celu z frontu rosyjskiego. Wydzielono do
tego dwie grupy szturmowe, dowodzone przez gen. Franciszka
Aleksandrowicza i płk. Daniela Konarzewskiego (grupa wielkopolska).
Działania zaczepne jako pierwsza rozpoczęła grupa gen. Aleksandrowicza,
złożona z czterech batalionów piechoty i dwóch baterii artylerii.
Nacierała ona z Przemyśla wzdłuż magistrali kolejowej. 14 marca
nastąpiło połączenie tych wojsk z grupą płk. Beckiera. 17 marca do
natarcia włączyła się grupa płk. Konarzewskiego, składająca się z pięciu
batalionów piechoty i trzech baterii artylerii. Nacierano z powodzeniem,
przeciwnik niszczył jednak infrastrukturę kolejową, utrudniając szybkie
wznowienie ruchu na tym szlaku kolejowym. Do działań ofensywnych od 26
marca włączyła się grupa płk. Sikorskiego, z którą współdziałać miała
załoga lwowska dowodzona przez gen. Władysława Jędrzejewskiego. Oddziały
polskie, sprawnie dowodzone przez gen. Iwaszkiewicza, odnosiły znaczące
sukcesy. Udało się ponownie odblokować linię kolejową Przemyśl-Lwów.
Wojska ukraińskie znalazły się w trudnym położeniu. Wówczas to mocarstwa
wymusiły wstrzymanie walk i przystąpienie do kolejnych rozmów.
21 marca 1919 r. nastąpiła gruntowna reorganizacja oddziałów polskich
walczących w Galicji Wschodniej. Dowodzenie nad nimi przejął gen.
Iwaszkiewicz; gen. Rozwadowski skierowany został do wojskowej misji
dyplomatycznej. Nadal funkcjonowało dowództwo szczebla operacyjnego -
Dowództwo "Wschód" - podczas gdy na innych frontach tworzone były już
dowództwa frontów. Od tego czasu można mówić o fazie działań planowych
oraz ich prowadzenia według jednolitej, z góry określonej koncepcji.
Zamiarem gen. Iwaszkiewicza było systematyczne wypieranie nieprzyjaciela
na wschód. W pierwszej kolejności dążono do oczyszczenia z wojsk
ukraińskich obszaru o kształcie trójkąta wyznaczonego przebiegiem linii
kolejowych: Przemyśl-Lwów i Przemyśl-Jarosław-Rawa Ruska. Do wykonania
tego zadania wyznaczona została grupa płk. Henryka Minkiewicza. Wyparła
ona oddziały ukraińskie poza linię: Rawa Ruska-Niemirów-Wiszenka-Gródek
Jagielloński.
W wyniku przeorganizowania wojsk polskich, walczących w Galicji
Wschodniej, w regularne struktury następował proces formowania pułków i dywizji. Jako pierwsze powstały: 3. Dywizja Piechoty Legionów (DPLeg.)
dowodzona przez gen. Zygmunta Zielińskiego, złożona z 7., 8. i 9. pułków
Piechoty Legionów (ppLeg.), i 4. Dywizja Piechoty (DP) gen. Franciszka
Aleksandrowicza w składzie czterech pułków piechoty i pięciu baterii
artylerii. Kolejną była Dywizja Lwowska, po krótkim dowodzeniu przez
gen. Leśniewskiego przejęta przez gen. Władysława Jędrzejewskiego,
złożona z trzech pułków strzelców lwowskich, dwóch pułków artylerii
polowej i pułku artylerii ciężkiej. Część grup taktycznych przemianowana
została na brygady piechoty (brygada płk. Kulińskiego, brygada płk.
Sikorskiego). Nadal występowała Grupa Wielkopolska płk. Konarzewskiego
(dwa pułki piechoty, pułk artylerii, eskadra lotnictwa). Występowały i inne grupy taktyczne. Była to więc swoista mozaika formacji regularnych
i wojsk improwizowanych.
W końcu marca zgrupowane w Galicji Wschodniej oddziały polskie, po raz
pierwszy od początku tej wojny, dorównywały pod względem liczebności
przeciwnikowi. Były to także już w większości regularne związki
taktyczne i oddziały. Na odcinku Chyrowa linię frontu obsadzała 3.
DPLeg. gen. Zielińskiego, w rejonie Sądowej Wsi zgrupowana była 4. DP
gen. Aleksandrowicza, w rejonie Lubienia Wielkiego - Grupa Wielkopolska
płk. Konarzewskiego, w okolicach Lwowa - grupa płk. Sikorskiego, a odcinek frontu od Zubry po Rokitno obsadzała grupa gen. Franciszka
Karliczka-Krajowskiego.
Siły polskie liczyły wówczas 60 batalionów piechoty, 45 baterii
artylerii i 12 szwadronów kawalerii. Był to jednak nadal żołnierz słabo
wyszkolony, pochodzący z dopiero co przeprowadzonego poboru. Strona
polska nadal nie miała wystarczających sił do przeprowadzenia
rozstrzygającej ofensywy, uwagę skoncentrowano więc na prowadzeniu akcji
lokalnych. Ich celem było stopniowe wypieranie nieprzyjaciela na wschód.
W pierwszej kolejności oczyszczono z wojsk ukraińskich obszar polowy na
północ od linii kolejowej Przemyśl-Lwów. W trzeciej dekadzie kwietnia
1919 r. oddziały polskie prowadziły natarcie w pasie między Skniłowem a Lubieniem Wielkim. Do końca tego miesiąca linia frontu ustabilizowała
się i przebiegała ok. 100 km na wschód od Lwowa; strona polska
zrealizowała więc swój zamiar usunięcia przeciwnika jak najdalej na
wschód od Lwowa. Z punktu widzenia sztuki wojennej interesującym było
to, że stosowano metodę stopniowego przesuwania linii frontu bez
przeprowadzenia generalnej ofensywy. Poniekąd korzystano w tym względzie
z doświadczeń I wojny światowej. Ograniczony charakter prowadzonych
działań militarnych podyktowany był też względami politycznymi - wielkie
mocarstwa żądały wstrzymania walk i rozwiązania sporu na płaszczyźnie
dyplomatycznej.
Pierwsza - obronna - faza polskich zmagań w Galicji Wschodniej trwała do
kwietnia 1919 r. Charakteryzowała się głównie dążeniem do wyparcia
oddziałów ukraińskich ze Lwowa, a następnie trwałego odblokowania tego
miasta. Polacy nie mieli w tym czasie odpowiednich sił i możliwości na
przejście do zdecydowanie ofensywnej fazy wojny.
2. Wojna z Zachodnioukraińską Republiką Ludową o Galicję Wschodnią
Walki o Lwów stanowiły pierwszy etap polsko-ukraińskich działań
wojennych o panowanie nad Galicją Wschodnią. W tym czasie obie strony
czyniły przygotowania do decydujących rozstrzygnięć militarnych.
Równolegle trwały na konferencji pokojowej w Paryżu wysiłki dla
znalezienia rozstrzygnięć na płaszczyźnie dyplomatycznej. Zapowiadały
się one niekorzystnie dla strony polskiej, stąd delegacja polska czyniła
wysiłki dla przeciągania tych negocjacji w czasie, aż do osiągnięcia
zamierzonych celów na płaszczyźnie zmagań militarnych.
Po raz pierwszy delegat polski na konferencję paryską, Roman Dmowski,
odniósł się do sprawy przynależności Galicji Wschodniej 29 stycznia 1919
r., zabierając głos na posiedzeniu Rady Najwyższej. Dowodził, iż spór
polsko-ukraiński o to terytorium został celowo zaogniony przez
Austriaków w chwili rozpadu Cesarstwa Austro-Węgierskiego, ci bowiem
opuszczając Galicję Wschodnią hojnie wyposażali w broń Ukraińców,
zachęcając ich przy tym do walki z Polakami. Ukraińcy z zachęty tej
skorzystali natychmiast. Na Wołyniu i Podolu, jak przekonywał Dmowski,
zostało zamordowanych w niesłychanych torturach ponad 2 tys. Polaków;
niekiedy ofiary te zostały w okrutny sposób zmasakrowane, niczym w średniowieczu. Większość tych ofiar to Polacy, z reguły ziemianie,
mordowani przez zrewoltowanych chłopów ukraińskich. Nad losami tej ziemi
debatowała na konferencji tzw. Komisja Cambona, popierając aspiracje do
niej Polaków. W przesłanej do niej nocie delegacji polskiej co prawda
przyznawano, że w tej dzielnicy przewagę liczebną posiadają Ukraińcy -
54,6%, - ale "taki stan żywiołu ruskiego w Galicji niczym nie uzasadnia
pretensji wodzów ruchu ukraińskiego do oderwania Galicji od państwa
polskiego". Mocarstwa zachodnie popierały jednak stanowisko Ukraińców,
uważając, iż to im winna przypaść Galicja Wschodnia. Usiłowały ponadto
doprowadzić do przerwania prowadzonych tam walk, co było na rękę
Ukraińcom.
Pierwszą inicjatywą było wysłanie przez aliantów zachodnich pod koniec
stycznia 1919 r. misji kierowanej przez francuskiego generała, Josepha
Berthelemy'ego. Kolejna misja, kierowana przez Brytyjczyka, płk. Adriana
Cartona de Wiatra, przybyła do Warszawy 12 lutego 1919 r., po czym już
ze Lwowa wezwała Polaków i Ukraińców do zaprzestania walk i zawarcia
rozejmu. Doprowadziło to w końcu lutego do zawieszenia broni wzdłuż tzw.
Linii Berthelemy'ego, ale już 1 marca rozejm został zerwany przez
Ukraińców. Dnia 19 marca 1919 r. Rada Najwyższa konferencji pokojowej
zażądała od Polaków i Ukraińców wstrzymania walk w Galicji Wschodniej. Z kolei 2 kwietnia, na wniosek prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa
Woodrowa Wilsona, powołana została specjalna komisja kierowana przez
generała południowoafrykańskiego Luisa Bothę, która miała wypracować
szczegóły rozejmu polsko-ukraińskiego. Polska delegacja na konferencję
pokojową starała się przeciągać sprawę zawarcia proponowanego rozejmu,
licząc na własne powodzenie militarne w planowanej w maju 1919 r.
wielkiej ofensywie. Sprawę tę nadzorował osobiście premier Ignacy Jan
Paderewski, który delegował przedstawicieli, składających wyjaśnienia
dla Komisji Bothy. Stanowisko strony polskiej było przeciwne podziałowi
Galicji Wschodniej na część polską i ukraińską. W ostateczności zgadzano
się na taki podział tego obszaru, który zapewni Polsce połączenie z Rumunią i doprowadzi do władania przez nią szybami naftowymi Zagłębia
Borysławskiego25.
Komisja Bothy po dyskusjach ostatecznie zaproponowała jako warunek
zawarcia rozejmu polsko-ukraińskiego podział Galicji Wschodniej na dwie
okupacje: polską i ukraińską. Proponowano wytyczenie linii granicznej w kształcie litery "S", z Lwowem po stronie polskiej, a zagłębiem naftowym
po ukraińskiej. Przebywająca w Paryżu delegacja ukraińska z pewnymi
zastrzeżeniami przyjęła tę propozycję. Dmowski z kolei całkowicie
odrzucił proponowane rozwiązanie, powołując się na rzekome przygotowania
Niemiec i Rosji Radzieckiej do wojny z Polską i wobec tego konieczność
posiadania połączenia granicznego Polski z Rumunią. Nieprzejednane
stanowisko delegacji polskiej spowodowało, że Komisja Bothy 15 maja 1919
r. złożyła Radzie Najwyższej swój mandat jako wygasły, ponieważ
uchwalony "jednogłośnie przez komisję układ rozejmowy nie został
przyjęty przez jedną z zainteresowanych stron".
Późną wiosną 1919 r. stanowisko mocarstw wobec polskiej granicy
wschodniej uległo nieco korzystniejszej dla Polski zmianie, bowiem
Francuzi, a po części także i Brytyjczycy, zaczęli traktować Polskę jako
"szaniec przeciwko bolszewizmowi". W tej sytuacji Józef Piłsudski mógł
bez obaw przystąpić do ofensywy w Galicji Wschodniej.
Rokowania polityczne narzucone obu stronom konfliktu przez mocarstwa i prowadzone w trzeciej dekadzie marca 1919 r. zakończyły się fiaskiem -
zostały zerwane 28 marca. Obie strony nie godziły się na proponowane
rozgraniczenie terytorialne w Galicji Wschodniej. Do rozejmów w walkach
i rozmów dochodziło w sytuacji wymuszonej przez konferencję pokojową w Paryżu, ale negocjatorzy nie przejawiali woli politycznego uregulowania
sporu.
Rząd polski nie chciał prowadzenia z Ukraińcami negocjacji (ci czynili
to podobnie) w sprawie zakończenia walk w Galicji Wschodniej, słusznie
obawiając się, że oznaczać to będzie jej podział. Przygotowywał się do
całkowitego jej zajęcia przy pomocy siły. Zamierzał użyć do realizacji
tego celu przybyłej z Francji armii gen. Józefa Hallera. Zanim jeszcze
opracowano plan generalnej ofensywy w Galicji Wschodniej, doprowadzono
do stopniowego narastania sił polskich na tym obszarze operacyjnym.
Utworzono dowództwo Frontu Galicyjskiego z gen. Iwaszkiewiczem na czele.
Linia frontu podzielona została na sześć odcinków. Pierwszy przebiegał
od Karpat, przez Chyrów-Nowe Miasto, wzdłuż rzeki Wiatr do Stanisławowa,
i był obsadzony przez 3. DPLeg. gen. Zielińskiego. Odcinek drugi ciągnął
się wzdłuż linii kolejowej Przemyśl-Ebenau (przez Gródek Jagielloński),
będąc obsadzonym przez 4. DP gen. Aleksandrowicza. Kolejny przebiegał od
tej linii przez Gródek Jagielloński wzdłuż Wereszczycy po Lubień Wielki
i dalej na wschód po Glinnę, obsadzany przez grupę płk. Sikorskiego.
Odcinek ciągnący się od Nawarii przez Nagórzany-Zubrzę zajmowała grupa
płk. Konarzewskiego. Kolejny odcinek, okalający Lwów od wschodu i północy, obsadzała grupa gen. Władysława Jędrzejewskiego, przemianowana
na Dywizję Lwowską. Za ostatni odcinek, przebiegający od Brzuchowic do
Majdana, odpowiedzialna była grupa gen. Krajowskiego. Siły polskie
liczyły w końcu marca 1919 r. 25 tys. żołnierzy formacji bojowych, 543
karabiny maszynowe i 142 działa26. Ich liczebność na początku
drugiej dekady kwietnia wzrosła do 31-32 tys. wojska liniowego (około
60% sił zaangażowanych do walk na wschodzie). Wojska te zorganizowane
były zarówno w struktury regularne (dywizje, pułki), jak i improwizowane
(wszelkiego rodzaju grupy taktyczne). Siły ukraińskie podległe rządowi
Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej były porównywalne co do
liczebności i uzbrojenia do polskich, operujących na tym teatrze działań
wojennych. Ich ogólna liczebność wynosiła 60 tys. żołnierzy, z 553
karabinami maszynowymi i około 200 działami. Większość z nich
zlokalizowana była na froncie, brakowało zaś rezerw i oddziałów
odwodowych i zapasowych. Wojska te zgrupowane były nadal w ramach trzech
korpusów. Mogły one liczyć na pewne wsparcie wojsk wielkiego atamana
Petlury. Szwankowało za to uzbrojenie i wyposażenie wojsk z powodu
trudności z jego uzyskaniem od państw ościennych. Ogromnym zagrożeniem
były formacje Armii Czerwonej zbliżające się do Zbrucza.
Na analizowanym obszarze wojennym zastój w aktywnych walkach trwał
niemal przez cały kwiecień 1919 r. Obie strony wykorzystywały czas na
wzmocnienie operujących tu wojsk. Wykazany został już przyrost sił
polskich; ich przeciwnik kończył przeformowywanie wojsk w formacje
wojska regularnego. Wprowadzony etat zakładał występowanie w każdym
korpusie czterech brygad piechoty i trzech pułków artylerii.
Porządkowana była struktura pododdziałów, organizowano służby. Nastąpiły
zmiany na najwyższych stanowiskach wojskowych. Dowodzenie III Korpusem
przejął w połowie kwietnia płk Antin Kraws.
W końcu kwietnia 1919 r. w Naczelnym Dowództwie WP przystąpiono do
opracowania planu przeprowadzenia generalnej ofensywy w Galicji
Wschodniej i na Wołyniu. Musiał on być modyfikowany wskutek
nieustępliwego stanowiska mocarstw europejskich co do użycia w tej
operacji armii gen. J. Hallera, która formalnie podlegała Naczelnemu
Dowódcy Wojsk Sprzymierzonych, marsz. Ferdynandowi Fochowi. Zamiast
planowanych pierwotnie czterech dywizji z tej armii postanowiono
ostatecznie użyć tylko dwóch, i to tylko do walk na Wołyniu. Na dowódcę
operacji wyznaczony został gen. Józef Haller, który uczestniczył w końcowym etapie jej planowania.
Plan polski zakładał oskrzydlenie oddziałów ukraińskich pod Lwowem i na
północny zachód od tego miasta, w rejonie Sambora. Zasadnicze natarcie
wychodzić miało z Rawy Ruskiej w kierunku na Włodzimierz Wołyński,
pomocnicze zaś zaplanowano z podstaw wyjściowych w rejonie Styru i miało
być prowadzone przez Krasne, Buczacz do dolnej Strypy. W tych
działaniach uczestniczyć miały dywizje Hallerowskie dowodzone przez gen.
Dominika Odry i grupa płk. Minkiewicza. Już po rozpoczęciu zasadniczej
ofensywy planowano przeprowadzenie działań zaczepnych z Chyrowa i Mościsk na Sambor i Stryj. Zaplanowano ponadto prowadzenie działań
osłonowych od wschodu. Wykonywać to miała grupa gen. Jana Wroczyńskiego
z Frontu Wołyńskiego, która po zajęciu Łucka wyjść miała na Styr i dążyć
do opanowania linii kolejowej Równe-Sarny.
W ostatniej dekadzie kwietnia Polacy prowadzili lokalne działania dla
poprawy położenia wokół Lwowa, z myślą o jego trwałym zabezpieczeniu
przed atakami ukraińskimi. Uzyskano powodzenie w tych działaniach.
Stanowić to miało preludium do generalnej ofensywy.
Wydzielone do generalnej operacji w Galicji Wschodniej siły polskie
liczyły ponad 50 tys. żołnierzy i dysponowały 200 działami. Miały one
przewagę liczebności i uzbrojenia nad przeciwnikiem.
Polacy zaplanowali przeprowadzenie operacji w dużym stylu, której celem
miało być całkowite usunięcie wojsk ukraińskich z Galicji Wschodniej i części Wołynia. Zaplanowano przeprowadzenie manewru oskrzydlającego
jednostronnego z działaniami pomocniczymi dla pełnego okrążenia
przeciwnika. Strona polska dążyła do wyeliminowania maksymalnie dużej
ilości żołnierzy ukraińskich, zakładano bowiem, iż zrealizowanie tego
celu doprowadzi do złamania kośćca wojsk zachodniej Ukrainy i zniechęcenia wojsk Petlury do działań przeciwko Polsce. Przygotowując
się do realizacji tej operacji na odcinku przełamania, starano się
skoncentrować większość posiadanej artylerii z myślą o szybkim
obezwładnieniu atakowanego przeciwnika. Za interesujący z punktu
widzenia sztuki wojennej uznać należy plan działań osłonowych. Czyniono
to dla zabezpieczenia się przed ewentualnymi działaniami Armii
Czerwonej.
Analizowana operacja miała być przeprowadzona przez Front Galicyjski i Front Wołyński (grupa gen. Bronisława Babiańskiego) oraz część armii
gen. J. Hallera (cztery dywizje). Wymagało to sprężystego dowodzenia. Za
słuszną uznać należy decyzję o wyznaczeniu oddzielnego dowództwa
odpowiedzialnego za prowadzoną operację, naruszona jednak została
struktura dowodzenia na szczeblu frontu. Dowódca Frontu Galicyjskiego
gen. Iwaszkiewicz sprowadzony został do sprawującego dowodzenie jedynie
jedną z grup operacyjnych, i to działającą na kierunku pomocniczym.
Brakowało struktury armijnej lub jednolitych pod względem organizacyjnym
grup operacyjnych.
Natarcie wyznaczone zostało na 11 maja 1919 r., lecz wskutek nagłej
decyzji o osobistym przejęciu dowodzenia operacji przez Piłsudskiego
termin ten został przesunięty na 14 maja. Krytycznie ocenić należy nagłą
decyzję Naczelnego Wodza WP o osobistym kierowaniu operacją, bowiem
komplikowało to czynione do niej przygotowania. Do tego gen. J. Haller,
ze względów ambicjonalnych, nie chciał podporządkować się tej decyzji i nadal sprawował dowodzenie. Piłsudski kolejny raz, a czynił to będzie
wielokrotnie, przejawiał nadmierną skłonność do osobistego dowodzenia
pojedynczymi operacjami czy nawet elementami operacji. Wprowadzało to
niepotrzebne zamieszanie i było sprzeczne z zadaniami, jakie spoczywały
na Naczelnym Wodzu.
Działania ofensywne Polacy prowadzili na froncie o szerokości 250 km. Do
natarcia jako pierwsze przystąpiły związki taktyczne Frontu Wołyńskiego.
Grupa operacyjna gen. Odry już w pierwszym dniu operacji wyszła na linię
Kamionka Strumiłowa-Stojanów-Horochów. W tym czasie grupa gen.
Aleksandra Karnickiego uderzyła z Kowla na Włodzimierz Wołyński i Łuck.
Broniące tego odcinka frontu oddziały atamana Petlury odrzucone zostały
na znaczną głębokość.
Z wojsk Frontu Galicyjskiego pierwsza do natarcia przystąpiła dywizja
lwowska płk. Leona Strzeleckiego, zdobywając Sieciechów, Nowe Sioło i Kulików. 15 maja rozpoczęła działania grupa operacyjna gen.
Iwaszkiewicza, kierując się w trzech kolumnach na Sambor.
Jednoczesne natarcie oddziałów polskich na różnych kierunkach
doprowadziło do przerwania linii frontu, zarówno w Galicji Wschodniej,
jak i na Wołyniu. Przeciwnik nie mógł przeciwdziałać odwodami i zmuszony
został do odwrotu. Oddziały polskie w Galicji Wschodniej przeszły do
pościgu. Podobnie układała się sytuacja na Wołyniu. Spektakularny sukces
odniosła grupa gen. Karnickiego, która zajęła Łuck, biorąc do niewoli
zaskoczone sztaby dwóch dywizji z armii Petlury.
Duże sukcesy odnosiły oddziały walczące w Galicji Wschodniej. 4. DP gen.
Aleksandrowicza zajęła Sambor, wychodząc na linię Stary Sambor-Czapla.
Grupa Wielkopolska płk. Konarzewskiego opanowała Komarno, a grupa płk.
Minkiewicza - Żółkiew. Wojska zachodniej Ukrainy zmuszone były do
nieustannego odwrotu, nie będąc zdolnymi do prowadzenia obrony.
Kierujący działaniami w Galicji Wschodniej gen. Józef Haller dążył do
jak najszybszego opanowania zagłębia naftowego. Dążąc do wyparcia wojsk
ukraińskich poza górny odcinek Dniestru, nakazał on wydzielenie z grupy
operacyjnej gen. Iwaszkiewicza oddzielnego zgrupowania do natarcia na
Mikołajów nad Dniestrem. Przegrupowane zostały także zarówno oddziały
operujące na skrzydle Frontu Galicyjskiego, jak i na Froncie Wołyńskim.
Grupa gen. Babiańskiego skierowana została znad Styru do wzmocnienia
wojsk walczących w Galicji Wschodniej, natomiast grupa operacyjna gen.
Odry, wskutek ostrych protestów mocarstw, wyznaczona została do
prowadzenia działań defensywnych.
Szybkość i zdecydowanie w działaniach prowadzonych przez Polaków
zaskoczyły Ukraińców, zwłaszcza wojska zachodniej Ukrainy. W pierwszych
dniach prowadzonej operacji znajdowały się one w stanie głębokiego
szoku, stopniowo jednak zaczęły dążyć do stabilizacji linii frontu, a nawet próbowały przeprowadzać lokalne kontrataki. Powodzeniem zakończyło
się ich uderzenie wyprowadzone w styk dwóch polskich związków
taktycznych w rejonie Horochów-Sokal. Nie zmieniło to faktu, że
inicjatywa należała nadal do strony polskiej, która kontynuowała
działania zaczepne.
Generał Józef Haller nakazał grupie operacyjnej gen. Iwaszkiewicza, by
do 19 maja 1919 r. zajęła Mikołajów, po czym wraz z grupą płk. W.
Sikorskiego miała dotrzeć do linii rzeki Zubrzy. 3. DPLeg. miała
nacierać na Borysów, a 4. DP - kierować się w stronę Drohobycza.
19 maja 1919 r. Polacy zajęli zagłębie naftowe, a w dzień później Stryj,
wychodząc na linię Turka-Stryj-Mikołajów-Jaraczów-Kamionka Strumiłowa.
Wojska Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej znalazły się w niezwykle
trudnym położeniu operacyjnym. Były dotkliwie pobite. Zwrócono się do
strony polskiej o natychmiastowe zawieszenie broni na linii od Bugu
przez Kurowice, Przemyślany, Mikołajów, Stryj do dawnej granicy zaboru.
Strona polska jako warunki postawiła kapitulację wojsk tej republiki,
wydanie broni, amunicji i taboru kolejowego oraz powołania specjalnej
komisji do zbadania popełnionych przez stronę ukraińską przestępstw w Galicji Wschodniej. Nie były to warunki możliwe do zaakceptowania przez
przeciwnika.
Tymczasem ten ostatni przechodził duży kryzys; dotyczyło to przede
wszystkim wojsk Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, a po części i wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej. W szeregach wojska ukraińskiego na
masową skalę występowało zjawisko dezercji. Część oddziałów poddawała
się bez walki. Mimo to kierownictwo polityczne i wojskowe
Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej nie rezygnowało z walki.
Proponowanego zawieszenia broni Polacy nie zaakceptowali; do tego
postanowili zwiększyć tempo natarcia, obawiając się gwałtownych nacisków
mocarstw na przerwanie walk. Dla nadania większego tempa pościgowi
tworzono improwizowane grupy szturmowe nieobciążone taborami. Umożliwiło
to grupie płk. Minkiewicza wyjście na linię
Kupczyńce-Kozłów-Duninów-Lipsko. W tym czasie dywizja lwowska zajęła
Bosusin i Barszczowice, zaś dywizje Hallerowskie-Piaski i Toporów.
22 maja 1919 r. zakończyła się polska ofensywa w Galicji Wschodniej i na
Wołyniu. Strona polska zmuszona została tym razem przez mocarstwa
zachodnie do przerwania działań zaczepnych. Wpływ na to miała także
groźba agresji niemieckiej, spowodowana protestami Niemców wobec
warunków wstępnych, jakie im przedstawiła konferencja paryska. W tej
sytuacji z Galicji Wschodniej i Wołynia zaczęto stopniowo wycofywać
część wojsk, kierując je do wzmocnienia frontu przeciwko Niemcom.
Piłsudski zmuszony był wstrzymać działania zaczepne przeciwko Ukraińcom,
chociaż nie został jeszcze zrealizowany jego zamiar wyparcia wojsk
przeciwnika z całej Galicji Wschodniej. Jako pierwsze z tego sektora
frontu wycofane zostały dywizje Hallerowskie, czego kategorycznie żądały
mocarstwa.
W wyniku opisywanych polskich działań pod koniec maja 1919 r. znaczna
część terenu walk została zajęta przez Wojsko Polskie. Sytuację tę
starał się wykorzystać brytyjski premier David Lloyd George do
gwałtownego zaatakowania Polski, a pośrednio i Francji, za uprawianie
polityki faktów dokonanych. Z jego inspiracji Rada Najwyższa 21 maja
1919 r. zażądała od Polski wstrzymania ofensywy w Galicji Wschodniej, a 27 maja przewodniczący konferencji pokojowej, francuski premier Georges
Clemenceau, w imieniu Rady Najwyższej wystosował do Piłsudskiego pismo o treści:
Granice między Polską a Ukrainą są w stadium dyskusji i jeszcze nie są
określone, a Rada nieraz informowała rząd polski, że uzna każde
usiłowanie, tak ze strony władz polskich, jak i ukraińskich, zmierzające
do ich określenia lub przesądzenia przy użyciu siły, jako pogwałcenie
całego ducha i jako samowolne mieszanie się do zamierzeń obecnej
Konferencji Pokojowej, której Polska co najmniej zgodziła się pozostawić
decyzje właśnie w tego rodzaju sprawach. [...] Jeżeli Polska świadomie
lekceważyć będzie rady dawane przez Konferencję, istnieje obawa, że
autorytet Rady nie będzie mógł być stawiany na jej usługi27.
Było to bardzo mocne ostrzeżenie przekazane przez mocarstwa Polsce.
Wobec tego postawić można pytanie: czy mocarstwom, zwłaszcza Wielkiej
Brytanii, zależało wyłącznie na zażegnaniu polsko-ukraińskiego
konfliktu? Wydaje się, iż nie to było sprawą najważniejszą. Lloyd George
dostrzegał szansę w kategorycznym ostrzeżeniu Polski i wykazaniu jej
niesubordynacji wobec stanowiska mocarstw dla jeszcze większego
wyjednania na Francji i Stanach Zjednoczonych ich zgody na kolejne
ograniczenie polskich roszczeń terytorialnych względem Niemiec, wymógł
więc na Radzie Najwyższej zajęcie bardzo ostrego stanowiska wobec Polski
w kwestii wstrzymania walk w Galicji Wschodniej z myślą, iż ewentualne
niepodporządkowanie się Piłsudskiego temu zaleceniu umożliwi mu
łatwiejsze ograniczanie polskich aspiracji terytorialnych wobec Niemiec.
Faktycznie cel taki osiągnął, bowiem nawet Clemenceau stawał się coraz
bardziej skłonny ograniczać polskie apetyty terytorialne.
Clemenceau, jako przewodniczący konferencji pokojowej, naciskał więc na
Polaków, aby ci powstrzymali się od siłowego dochodzenia swych roszczeń
w Galicji Wschodniej. Czynił to zwłaszcza wobec Dmowskiego, niejako
unikając kontaktu z Paderewskim. Pod koniec maja 1919 r. premier Francji
poprosił Dmowskiego na rozmowę, w trakcie której oznajmił:
Panie Dmowski, mam polecenie powiedzieć Panu, że jeżeli Pan odmówi
podpisania rozejmu [z Ukrainą] na warunkach proponowanych przez Radę
Najwyższą, wielkie mocarstwa mogą zadać sobie pytanie, czy warto jest
robić poświęcenia, ażebyście na zachodzie waszej granicy dostali to, co
wam traktat wersalski przyznaje28.
Czy był to głos sumienia Clemenceau, czy wyłącznie opinia Rady
Najwyższej? Niewątpliwie doszukiwać się w tym można presji, wywieranej
na premiera Francji przez jego brytyjskiego odpowiednika.
Piłsudski pod presją mocarstw zdecydował się wstrzymać działania
militarne w Galicji Wschodniej. Czynił to, z jednej strony, ze
świadomością, że i tak są one na ukończeniu wskutek wyczerpywania się
własnej mocy ofensywnej, z drugiej zaś - zamierzał przeczekać okres,
podczas którego miał być podpisany traktat wersalski.
Analizowana operacja miała po stronie polskiej charakter działań
wybitnie zaczepnych. Głównym atutem Polaków był rozmach prowadzonych
działań oraz coraz lepsze współdziałanie uczestniczących w nich związków
operacyjnych i taktycznych. Tym razem walczyły już formacje wojska
regularnego, posługujące się klasycznymi zasadami sztuki wojennej.
Wysoko ocenić należy postępy poczynione w obszarze planowania działań.
Nie oznaczało to, iż nie popełniano jeszcze dużych błędów. Największym -
w wymiarze strategicznym - było zatrzymanie ofensywy mimo trudnego
położenia wojsk przeciwnika. Decydowała o tym nie strona militarna, lecz
zdecydowane naciski mocarstw. Polityka w tym wypadku zdecydowanie
dominowała nad zasadami sztuki wojennej.
Dużo błędów Polacy popełnili w obszarze dowodzenia. Szwankowało ono
zwłaszcza na szczeblu taktycznym i było wynikiem krótkiego okresu,
upływającego od powołania regularnych związków taktycznych. Notowano
przypadki niedopuszczalnego z punktu widzenia sztuki wojennej
samowolnego zmieniania terminów rozpoczynania działań oraz precyzyjności
wykonania stawianych zadań. Uzyskane powodzenie nie w pełni wykorzystano
do prowadzenia energicznego pościgu.
Mimo wstrzymania polskiej ofensywy położenie wojsk ukraińskich w Galicji Wschodniej było niezwykle trudne. Zepchnięte one zostały w trójkąt wyznaczony rzekami Złota Lipa-Dniestr-Zbrucz. Wymagały pilnej
reorganizacji i uzupełnień. Zagrożeniem dla nich były także wojska
rumuńskie, które w sile 10 tys. żołnierzy skoncentrowane były na granicy
z Galicją Wschodnią w gotowości do współdziałania z oddziałami polskimi.
Zagrożeniem dla Ukraińców było i to, że pomimo wstrzymania działań wojsk
regularnych, do działań partyzanckich na ich zapleczu przystąpiły
lokalne oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). Utrudniały one
przegrupowywanie i reorganizację oddziałów ukraińskich. Oddziały POW
samodzielnie opanowały Stanisławów, zmuszając władze rządowe
Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej do ewakuowania się do Buczacza.
Do tego, mimo formalnego wstrzymania polskiej ofensywy, część oddziałów
nadal posuwała się na wschód.
Generał Józef Haller tuż przed ostatecznym odwołaniem go z Galicji
Wschodniej - nastąpiło to 27 maja 1919 r. - planował wznowienie działań
militarnych, Polacy nie mieli jednak do tego ani wystarczającej siły
militarnej, a przede wszystkim nie mogli występować przeciwko woli
mocarstw. Mimo tego opanowano Złoczów, Brzeżany, a 2 czerwca -
Tarnopol29.
W końcu maja 1919 r. Piłsudski dokonał znaczącej reorganizacji Wojsk
Polskich. Z dotychczasowego Frontu Galicyjskiego i Frontu Wołyńskiego
utworzony został Front Galicyjsko-Wołyński, którego dowodzenie 31 maja
przejął gen. Iwaszkiewicz. Jego decyzją wstrzymane zostały wszelkie
działania zaczepne prowadzone w Galicji Wschodniej. Zaostrzenie sytuacji
na froncie polsko-niemieckim spowodowało dalsze wycofywanie wojsk z Galicji Wschodniej i Wołynia. W pierwszej kolejności, po dywizjach
Hallerowskich, wycofana została Grupa Wielkopolska płk. Konarzewskiego,
po czym i inne związki taktyczne. Ostatecznie na tym obszarze
operacyjnym pozostały tylko trzy związki taktyczne - 4. i 5. DP oraz
kombinowana dywizja płk. Sikorskiego. Ich siła bojowa to około 17,5 tys.
żołnierzy, 372 karabiny maszynowe i 54 działa30. Na Pokuciu
odpoczywała 3. DPLeg.
Wycofanie się Petlury z wojny z Polską, o czym szerzej w kolejnym
podrozdziale, stawiało Ukraińców galicyjskich we wręcz beznadziejnym
położeniu. Liczebność ich wojsk spadła do 25 tys. Utracili większość baz
zaopatrzeniowych i byli ściśnięci na niewielkiej przestrzeni między
Dniestrem i Zbruczem. W tej sytuacji zdecydowali się na zawarcie
czasowego rozejmu z Polską. Nie trwał on zbyt długo, postanowiono go
jednak wykorzystać na reorganizację wojsk, zwłaszcza podniesienie
dyscypliny i morale. Zdecydowano się na powołanie nowego dowódcy tych
wojsk, którymi dowodzenie przejął Rosjanin z pochodzenia, gen.
Aleksander Grekow, czyniąc przygotowania do podjęcia ofensywy.
8 czerwca 1919 r. galicyjskie oddziały ukraińskie z II Korpusu płk.
Mirona Tarnawskiego przystąpiły do lokalnych działań ofensywnych
przeciwko Wojsku Polskiemu. Miały one moralnie podbudować będące w głębokim kryzysie galicyjskie oddziały ukraińskie. Natarcie skierowano
na kombinowany pułk mjr. Józefa Jaklicza z dywizji płk. Sikorskiego. Po
zajęciu Czortkowa głównodowodzący tą armią gen. Grekow planował wyparcie
Polaków nawet za San. Wojska II Korpusu posuwały się wzdłuż linii
kolejowej na Trybuchowce. Do natarcia przystąpiły także korpusy I i III.
Działania te miały poparcie miejscowej ludności ukraińskiej. Ukraińcy
prowadzili natarcie w kierunku północno-zachodnim. Wykorzystując
znaczne osłabienie pozostających w Galicji Wschodniej oddziałów
polskich, zmierzano do realizacji swych celów strategicznych. Była to
decyzja desperacka, nielicząca się z faktycznymi możliwościami. Natarcie
Ukraińców początkowo doprowadziło do chaotycznego odwrotu Polaków;
strona polska nie miała planu działania i stąd wynikała duża
improwizacja w próbach opanowania położenia. Błędem dowództwa Frontu
Galicyjsko-Wołyńskiego były próby powstrzymania ofensywy przez
kierowanie do walki niewielkich, odizolowanych oddziałów. Nie
wytrzymywały one impetu natarcia przeciwnika i szły w rozsypkę. Ukraińcy
zajęli Podhajce.
W dniach 13 i 14 czerwca 1919 r. gen. Grekow nakazał zmianę koncepcji
działań. Główne uderzenie skierowano w styk 4. DP i dywizji płk.
Sikorskiego - dla rozcięcia polskiego ugrupowania. W dzień później
Ukraińcy przełamali linię frontu pod Ostrowem. Ich silna kolumna
kierowała się w stronę Brzeżan w celu zajęcia tego ważnego węzła
komunikacyjnego i znajdujących się tam magazynów wojskowych. Kierunku
tego broniły oddziały 3. DPLeg. Do dwudniowych zaciętych walkach
Ukraińcy przełamali polskie pozycje. Dalsze natarcie prowadzili w dwóch
kierunkach: na Rohatyn i Brzeżany. 15 czerwca zajęli Tarnopol. Oddziały
polskie rozpoczęły odwrót na całej linii frontu; na niektórych odcinkach
był to odwrót niekontrolowany.
W czasie tej fazy działań po stronie polskiej ujawniły się duże braki w sposobie dowodzenia i ugrupowania wojsk, które były nadmiernie
rozciągnięte na całej szerokości frontu. Zastosowano system ugrupowania
kordonowego, składającego się z wąskiej linii tyralier, bez wydzielania
silniejszych odwodów; to zaś powodowało, że po przełamaniu frontu przez
nieprzyjaciela brakowało sił na zablokowanie włamania. Zadania tego nie
mogły wykonać słabe pojedyncze pododdziały. Stronie polskiej brakowało
jasnej koncepcji powstrzymania ofensywy przeciwnika; dowódca frontu miał
niewielki wpływ na prowadzone działania bojowe; szwankowało
współdziałanie między dywizjami, a nawet pułkami. Żołnierz młody,
pochodzący z poboru i słabo wyszkolony, był mało wytrwały w obronie,
podatny na panikę i tym samym skłonny do ucieczki z pola walki.
Podczas odwrotu Polacy zanotowali znaczące straty wynoszące 2121
żołnierzy, w tym 156 poległych, 1743 rannych i 222
zaginionych31.
Piłsudski, zaniepokojony niekorzystnym rozwojem wydarzeń w Galicji
Wschodniej, nakazał szybkie wzmocnienie operujących tam wojsk. Jako
pierwsza przerzucona została 6. Dywizja Strzelców z armii gen. J.
Hallera. W kolejności miała być wysłana Grupa Wielkopolska płk.
Konarzewskiego. Napływały dalsze uzupełnienia. Mocarstwa zachodnie wobec
niedotrzymania przez Ukraińców warunków wstrzymania działań zgodziły się
na użycie do walk w Galicji Wschodniej armii gen. J. Hallera. Osobistej
inspekcji wojsk walczących w Galicji Wschodniej dokonał Piłsudski.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki