Wojna stuletnia 1337-1453 - Jean Favier

Kup ebooka

89.99 zł
71.99 zł (69,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kalendarium

1152

Alienor z Akwitanii poślubia Henryka Plantageneta.

1152

Alienor z Akwitanii poślubia Henryka Plantageneta.

1204

Podbój Normandii przez Filipa Augusta.

1259

Podpisanie traktatu francusko-angielskiego w Paryżu.

1277

Połączenie morskie między Genuą a Brugią.

1297

Sojusz angielsko-flamandzki.

1302

Mahaut zostaje po śmierci swojego brata hrabiną Artois.

1305

Pokój francusko-flamandzki, traktat z Athis.

1314

Zwycięstwo Szkotów nad Anglikami pod Bannockburn.Śmierć Filipa Pięknego.

1317

Kryzys zbożowy i wzrost śmiertelności.

1323

Bunt w nadmorskiej Flandrii.

1324

Konfiskata Gujenny.

1328

Wstąpienie na tron Filipa Walezjusza.Zbuntowani Flamandowie rozbici pod Cassel.

1329

Hołd z Amiens, Edward III wasalem Filipa VI.

1332

Robert z Artois skazany przez Trybunał Parów.Narodziny Karola Złego.

1336

Początek wojny wełnianej między Anglią a Flandrią.Sojusz francusko-kastylijski.

1337

Konfiskata Gujenny.Sojusz angielsko-cesarski.

1338

Jacob van Artevelde kapitanem Gandawy.

1339

Ofensywa angielska i sojusz angielsko-flamandzki.

1340

Zwycięstwo floty angielskiej pod Sluys.Rozejm z Esplechin.

1341

Śmierć księcia Bretanii Jana III.

1343

Stany Generalne Królestwa.Rozejm z Malestroit.

1344

Święto Okrągłego Stołu w Windsorze.

1345

Wznowienie wojny.Zamordowanie Jacoba van Artevelde.Śmierć Jana z Montfort.

1346

Elekcja na króla rzymskiego Karola Luksemburskiego.Klęska Francuzów pod Crécy.Tymczasowe zajęcie hrabstwa Artois.

1347

Zajęcie Calais przez Edwarda III.

1348

Epidemia czarnej śmierci.Utworzenie przez Edwarda III Zakonu Podwiązki.Układ angielsko-nawarski.

1349

Zamieszki antysemickie.Odstąpienie Delfinatu na rzecz Francji.

1350

Śmierć Filipa VI, Jan II królem Francji.

1351

Reglamentacje zatrudnienia i płac.Jan Dobry tworzy Zakon Gwiazdy.Reorganizacja armii królewskiej. Walka Trzydziestu.

1353

Boccaccio kończy Dekameron.

1354

Kryzys francusko-nawarski.

1355

Traktat francusko-nawarski z Valognes. Chevauchée Czarnego Księcia w Langwedocji.Stany Generalne: zarząd podatków przyznany stanom.

1356

Najście Jana Dobrego w Rouen.Angielski odwrót spod Laigle.Jan Dobry pokonany i wzięty do niewoli pod Poitiers.Stany Generalne żądają władzy.Delfin Karol spotyka się z cesarzem w Metzu.

1357

Stany reformują ustrój monarchiczny.Preliminaria londyńskie.

1358

Powstanie paryskie. Étienne Marcel.Żakeria.Sojusz angielsko-nawarski.

1359

Drugie preliminaria londyńskie.Nieudana chevauchée Edwarda III we Francji.

1360

Traktaty francusko-angielskie z Brétigny i Calais.

1361

Kompanie, Tard-VenusŚmierć księcia Burgundii Filipa z Rouvre.

1362

Armia królewska pokonana przez kompanie pod Brignais.Jan Dobry w Awinionie.

1363

Skład wełny angielskiej w Calais.Morderczy nawrót dżumy.Nowe walki w Bretanii

1364

Stabilizacja monety, powstanie franka.Śmierć Jana Dobrego. Karol V królem Francji.Bertrand du Guesclin pokonuje Nawarczyków pod Cocherel.Jan IV z Montfort zwycięża pod Auray.

1365

Traktat z Guérande. Zwycięstwo Montfortów.

1366

Traktat angielsko-nawarski z Libourne.

1367

Czarny Książę zwycięża pod Najera.Organizacja obrony Francji.

1368

Hołd "wiernopoddańczy" pana d'Albret przed Karolem V.Przyjęcie gaskońskich apelacji przez Radę Karola V.

1369

Wkroczenie Hue de Châtillon do Abbeville.Edward III zgłasza roszczenia do francuskiej korony.Małżeństwo Filipa Burgundzkiego z Małgorzatą Flandryjską. Chevauchée Lancastera w Pikardii i Normandii.Konfiskata Akwitanii.

1370

Początek budowy Bastylii. Chevauchée Roberta Knollesa do Bretanii.Francuskie zwycięstwa w Akwitanii i Bretanii.

1372

Zwycięstwo floty kastylijskiej pod La Rochelle.Zajęcie Poitou, Aunis i Saintonge.

1373

Nieszczęsna chevauchée księcia Lancaster.Kampania Bertranda du Guesclin przeciwko Salisbury'emu w Bretanii.

1375

Rozejm francusko-angielski z Brugii.Kapitulacja Saint-Sauveur-le-Vicomte.Epidemia dżumy i niedostatek.

1376

Śmierć Czarnego Księcia.

1377

Śmierć Edwarda III.

1378

Wizyta cesarza Karola IV w Paryżu.Początek wielkiej schizmy zachodniej.Powstanie Ciompich we Florencji.Konfiskata księstwa Bretanii.

1379

Zamieszki we Flandrii.

1380

Śmierć Bertranda du Guesclin i Karola V. Chevauchée Buckinghama.

1381

Rozporządzenie Karola VI przeciwko Żydom.Drugi traktat z Guérande w sprawie sukcesji Bretanii.Bunt "wyrobników" w Anglii.Zamieszki w Béziers. Początek ruchu tuchins.

1382

Powstanie we Flandrii. Philippe van Artevelde w Gandawie. Harelle w Rouen. Maillotins w Paryżu.Wojska królewskie rozbijają Flamandów pod Roosebeke.

1383

Represje w Paryżu i Rouen.Krucjata biskupa Norwich we Flandrii.Spustoszenie Gandawy przez Anglików.

1385

Zaślubiny Karola VI z Izabelą Bawarską.

1386

Powstanie Rajmunda Tureńskiego przeciwko Klemensowi VII.

1389

Jean Jouvenel strażnikiem przedstawicielstwa kupców.

1392

Początek choroby Karola VI.

1393

Rokowania francusko-angielskie w Leulinghen.

1394

Wygnanie Żydów.

1395

Rokowania francusko-angielskie w Paryżu.

1396

Karol VI i Ryszard II w Ardres.Genua podporządkowuje się królowi Francji.

1397

Przekazanie przez Anglików Brestu w ręce księcia Bretanii.

1399

Christine de Pisan pisze List do Boga Miłości. Synod Kościoła francuskiego, wycofanie obediencji.Detronizacja Ryszarda II.

1403

Przywrócenie obediencji wobec Benedykta XIII.Armagnac i Comminges toczą wojnę.

1404

Śmierć Filipa Śmiałego. Jan bez Trwogi księciem Burgundii.

1405

Desant Anglików w Cotentin.Manewry zbrojne książąt wokół Paryża.

1407

Zamordowanie Ludwika Orleańskiego.

1408

Pochwała tyranobójstwa Jeana Petita.

1409

Zawarcie pokoju między książętami w Chartres.

1410

Atak angielski na Fécamp. Bardzo bogate godzinki księcia Berry.

1411

Jan bez Trwogi w Paryżu.Konflikt na linii Foix - Armagnac.

1412

Odbudowa paryskich władz miejskich.Pokój z Auxerre między książętami. Chevauchée Clarence'a z Cotentin do Bordeaux.

1413

Stany Generalne i ruch kaboszjenów.Reakcja i terror armaniaków.

1414

Otwarcie soboru w Konstancji.

1415

Desant Anglików i wzięcie Harfleur.Angielskie zwycięstwo pod Azincourt.

1417

Zniszczenie floty francuskiej pod La Hougue.Zdobycie przez Anglików Normandii.Elekcja Marcina V, koniec schizmy.

1418

Anglicy w Falaise, Évreux i Louviers.Wkroczenie burgundczyków do Paryża. Zamieszki.Ciężka epidemia ospy.

1419

Zajęcie przez Anglików Rouen.Zamordowanie Jana bez Trwogi.Powstanie tuluskie na rzecz hrabiego Foix.

1420

Ciężka dżuma w Langwedocji i Prowansji.Traktat z Troyes, Henryk V dziedzicem francuskiej korony.

1421

Zwycięstwo armaniaków pod Beaugé.

1422

Zajęcie Compi?gne przez Anglików.Śmierć Henryka V i Karola VI.Założenie Uniwersytetu w Dole.

1423

Zwycięstwa armaniaków pod Meulan i La Gravelle.Zwycięstwo angielskie pod Cravant.

1424

Nieudane działania Gloucestera przeciwko Hainaut.Zwycięstwo angielskie pod Verneuil-sur-Avre.Początek oblężenia Mont-Saint-Michel.Rozejm z Chambéry między Karolem VII a Burgundią.

1425

Richemont zostaje konetablem.

1426

Spustoszenie Toulousain przez Bastarda Armaniackiego.

1427

Bastard Orleański bije Warwicka pod Montargis.

1428

Oblężenie Orleanu.

1429

"Bitwa śledziowa".Odblokowanie Orleanu przez Joannę d'Arc.Zwycięstwo francuskie pod Patay.Koronacja Karola VII w Reims.Porażka Joanny d'Arc pod Paryżem.

1430

Pochwycenie Joanny d'Arc pod Compi?gne.

1431

Proces i spalenie na stosie Joanny d'Arc.Założenie Uniwersytetu w Poitiers.Otwarcie soboru w Bazylei.Koronacja Henryka VI w paryskiej katedrze Notre-Dame.

1432

Założenie Uniwersytetu w Caen.Nieudane działania Ricarville'a pod Rouen.Angielska porażka pod Lagny.Van Eyck kończy Mistycznego Baranka.

1435

Traktat francusko-burgundzki z Arras.Śmierć Bedforda i Izabeli Bawarskiej.Zajęcie Dieppe przez Charlesa des Marets.

1436

Wkroczenie Richemonta do Paryża.

1437

Koalicja książąt przeciwko Karolowi VII.

1438

Villandrando prowadzi wojnę w Owernii.Epidemia ospy.Sankcja pragmatyczna z Bourges.

1439

Rokowania francusko-angielskie w Gravelines.Nowa koalicja książąt, prageria.Koniec zasady udzielania zgody na podatki przez Stany Generalne.

1440

Dżuma w Langwedocji.Zajęcie Meaux przez Richemonta.

1442

Rokowania z Nevers. Porażka koalicji książąt."Bój" pod Tartas.

1443

Porażka Talbota pod Dieppe.Nieudane chevauchée Somerseta w Normandii.

1444

Rozejm francusko-angielski z Tours.

1445

Przywileje królewskie dla targów lyońskich.Utworzenie "kompanii ordonansowych".

1448

Utworzenie oddziałów "wolnych łuczników".

1449

Wznowienie wojny.

1450

"Rekonkwista" Normandii. Formigny.

1451

Pierwsze odzyskanie Gujenny.

1452

Odbicie Gujenny przez Anglików.

1453

Ostateczne odzyskanie Gujenny. Castillon.Proces Jacques'a C?ura.

1456

Rehabilitacja Joanny d'Arc.

1465

Liga Dobra Publicznego przeciwko Ludwikowi XI.

1469

Założenie Zakonu Świętego Michała.

1475

Desant angielski.Traktat z Picquigny.

1477

Klęska i śmierć Karola Zuchwałego.

1482

Traktat z Arras. Przyłączenie Burgundii do Francji.

Wstęp

to historia pewnej wojny. Wojny nazwanej "stuletnią", choć konflikt ten - ciągnący się przez pięć czy sześć pokoleń - był właściwie ostatnim aktem trzechsetletniej wojny rozpoczętej w czasach pięknej księżnej Alienor1. Wojny, co do której można zadać sobie pytanie, czy naprawdę trwała sto lat, czy też w ciągu tego wieku toczyło się po prostu kilka konfliktów, różniących się zarówno charakterem, jak i zasięgiem. Dla badacza, który zajmuje się danym okresem w dziejach i pragnie skoncentrować się na analizie nie tyle kwestii politycznych, ile głębokich przemian społecznych, wojna stanowi tylko jeden z licznych czynników sprawczych załamania gospodarczego i jednocześnie pojawienia się zupełnie nowej jakości politycznej. Czy z perspektywy krótkotrwałego ludzkiego życia wojna może być postrzegana inaczej niż jako ciąg regularnych bitew, równie rzadkich, co doprowadzających do jednoznacznych rozstrzygnięć?

Czas historyka to jednocześnie moment następowania samych wydarzeń i chwila, w której badacz ten analizuje i opisuje te wydarzenia. A przecież wojna, będąca w dłuższej perspektywie konsekwencją tłumionych głębokich napięć i przejawem wielowiekowych procesów, w krótszym horyzoncie czasowym jest tylko jednym z czynników - niekiedy decydującym - przerwania ciągłości procesu dziejowego. Historyk, który nie chce dokonywać powierzchownej analizy minionych czasów, powinien kierować swoją uwagę na człowieka, jego nadzieje i porażki, radości i cierpienia.

Ufortyfikowanie określonego miasta lub zrównanie z ziemią jakiejś osady mogą stanowić element dość ograniczonej perspektywy - punktu widzenia osób biorących udział w tych wydarzeniach. Zniszczenie zbiorów czy zdziesiątkowanie armii jest być może dziełem chwili, lecz po utracie zbiorów ludzie nie rezygnują z zasiewów, z kolei stacjonująca bezczynnie armia kosztuje kraj równie dużo, co wojsko, które da się rozbić w puch. Dłuższa perspektywa czasowa - niezastąpiona, kiedy historyk bada głębokie przemiany - w nikłym stopniu oddaje przeżycia i odczucia poszczególnych jednostek czy społeczności. Dwa lata niedostatku i rok obfitości bilansują się pod względem ekonomicznym jedynie na wykresach jako średnie statystyczne. W rzeczywistości za tymi wartościami kryją się śmierć i zgliszcza, spekulacje i bezrobocie. Zadaniem historyka jest znalezienie sposobu na prowadzenie analizy z dwóch perspektyw: procesu dziejowego i życia codziennego ludzi.

Wojna - jako wyraz procesu dziejowego, a także zjawisko samo w sobie - staje się kluczowym czynnikiem przemian historycznych, kiedy szlachcic czy duchowny, mieszczanin czy chłop zaczynają myśleć i działać pod jej dyktando. To, czy realnie się ona odbyła, czy stanowiła jedynie potencjalne zagrożenie, niczego nie zmienia. Wojna częściej toczy się w umysłach niż w rzeczywistości przedstawionej na mapach. Wojenna psychoza - córa pamięci zrodzona z dawnych klęsk i opowieści kombatantów - jest wytworem krążących pogłosek, bezrozumnego strachu i zbiorowego napięcia. Czy wioska, w której nigdy nie pojawił się żaden żołnierz, uniknęła wojny, jeśli drżało przed nią pięć pokoleń mieszkańców, rezygnując z jej powodu z inwestycji budowlanych i ulepszeń technologicznych? Czasami wystarczała zwykła plotka, aby wyludnić okolice. A podświadoma obawa przed najazdem dokonywała więcej spustoszeń, niż wynosiły rzeczywiste straty poniesione na odcinku jednej mili2.

Całe stulecie wojen było czymś więcej niż zwykłym zawirowaniem dziejowym - negowanie tego byłoby równoznaczne z odrzuceniem wpływu tych wydarzeń na stan indywidualnej i zbiorowej świadomości oraz na ewolucję form życia społecznego. Wpłynęło ono w równym stopniu na sztukę kochania i sztukę umierania, jak i na przebieg szlaków handlowych czy migracje ludności wiejskiej.

Wojna stuletnia była rozciągniętym w czasie zderzeniem dwóch potęg, a w konflikcie tym uczestniczyli wszyscy poddani, niezależnie od zajmowanej pozycji społecznej: zarówno elita, jak i plebs. W tym okresie zazębiały się kolejne konflikty. Wojna flandryjska przerodziła się w wojnę bretońską, a po najazdach na Normandię przystąpiono do bitwy o Gaskonię. Po konflikcie sukcesyjnym nastąpiła konfrontacja narodów, a wojna feudalna przerodziła się w wojnę monarchiczną. Po etapie, w którym przeważali łucznicy, nadeszła faza, w której dominowali kanonierzy. Mimo to mieliśmy do czynienia wciąż z tym samym konfliktem, który w ciągu stulecia zmieniał oblicze, wpływając niekiedy na układ sił zaangażowanych stron.

Współgranie, współoddziaływanie, współzależność - oto prawdziwy wachlarz subtelnych powiązań. Na kryzys polityczny monarchii Walezjuszów, przez długi czas niepewnie trzymających się tronu, który jakże często chwiał się w posadach, nakładał się wewnętrzny kryzys rycerstwa francuskiego, związany z nieprzystosowaniem zarówno polityczno-ekonomicznym, jak i wojskowym. Głębokie przyczyny zmian, takie jak recesja demograficzna oraz jej wpływ na gospodarkę rolną i płace, łączyły się i przeplatały z wieloma gwałtownymi, lecz powierzchownymi procesami odrywania się od własnego środowiska będącymi konsekwencją wojny. Wojenne straty i zniszczenia wykazują jednak mniejsze długofalowe konsekwencje niż powolne naruszanie struktur rodzinnych, produkcyjnych i finansowych. W ludzkiej egzystencji pogłębiają one ten proces przemian lub nadają mu kierunek, uwidaczniają go albo do tego stopnia go przesłaniają, że staje się niezauważalny. Nie jest pewne, czy nagły wzrost płac, który nastąpił tuż po czarnej śmierci, pozwolił współczesnym uzmysłowić sobie, że dotychczas żyli w stuleciu gospodarczej stagnacji.

W tym samym czasie rozgrywały się - zarówno w tumulcie burzliwych zgromadzeń, jak i w skrytości serc - dwa dramaty: sumień religijnych, wynikający z rozłamu w Kościele czasu wielkiej schizmy, i sumień politycznych, związany z rozdarciem Francji, które było w równym stopniu skutkiem rywalizacji książąt, co klęski. Oba wpisały się jako zwykłe epizody w długi proces narodzin i samookreślenia się gallikanizmu3, a także konfrontacji praw korony z prawami książąt królewskiej krwi. Trzeba było całego pokolenia, aby stopiły się w jedno.

Patrząc na te powstające i rozpadające się grupy, można pokusić się o potraktowanie tych wszystkich przejawów solidarności politycznej w kategoriach sojuszy. Niezależnie jednak od tego, czy sojusze te zawiązywały się, czy przeciwstawiały się sobie, można wyraźnie rozróżnić przykłady solidarności kontraktowej, które były oparte na więzach wasalności i odwoływały się do przynależności narodowej. Odnosi się to też do efemerycznych przejawów wierności, o wiele bardziej osobistych, lecz w nie mniejszym stopniu - przynajmniej w założeniu - kontraktowych, które wzbudzały zainteresowanie książąt i były zabarwione nacjonalizmem. Gdy tylko konfrontacja przeradzała się w wojnę, pojawiał się trzeci czynnik: profesja żołnierska. Popychała ona zawodowców do walki w imieniu tych, którzy im płacili, lub przeciwko tym, którzy zalegali im z żołdem. Doprowadzało to do naruszenia, choć nie do zerwania, dawnych układów wierności i nowych więzów zależności.

Dochodziły do tego więzy solidarności i konflikty interesów związane z pokrewieństwem. Rodzinne powiązania - dziedziczone po przodkach sojusze lub nowo zawarte układy - były jednocześnie wyznacznikiem i stawką relacji społecznych, zarówno książąt, jak i zwykłych ludzi. Zamieszczone w tej książce uproszczone drzewa genealogiczne w formie tablic podkreślają sytuacje, w których to właśnie pokrewieństwo staje się jedną z sił napędowych historii.

W tym wielkim tyglu, w którym mieszali się ludzi i idee, odbiciem zbiorowej świadomości były literatura i sztuka. Za natchnieniem pisarza czy artysty przez cały czas stały jego nadzieje i lęki, podziw i nienawiść, przeżycia i wyobrażenia.

Zadaniem tej książki nie jest ukazanie pełnych dziejów epoki, która przypada na przełom dwóch wieków i rozpoczyna się w momencie, kiedy Joinville osiąga już wiek starczy, a kończy się, gdy Commynes dopiero zaczyna interesować się światem. Gdyby nie było wojny stuletniej, nigdy nie powstałoby wiele wybitnych dzieł literackich czy artystycznych tego czasu, odnoszących się do niej bezpośrednio lub pośrednio. Można by sądzić, że pojawiły się we właściwym czasie i miejscu. Niniejsza historia tej wojny nie jest jednak antologią dziejów średniowiecznej Francji. Takie antologie opierają się na subiektywnym wyborze autora. Nie odnajdziemy tu opisów ostrołuków z okresu gotyku płomienistego czy fałd szat na rzeźbach Clausa Slutera. Nie znajdziemy w książce również relacji z dysput kościelnych dotyczących stosunków między soborem a Stolicą Apostolską. Zobaczymy za to taniec śmierci będący pokłosiem wojny i dżumy. Usłyszymy dramatyczną debatę dotyczącą obediencji wobec awiniońskiego papieża, dzielącą politycznie Francję wzdłuż pęknięć, które rozchodziły się również na inne dziedziny życia z tej prostej przyczyny, że ci sami ludzie angażowali się w walkę na różnych polach.

Podobnie jak historia wojny nie jest jedynie opisem walk, tak również dzieje kryzysu narodowego nie ograniczają się do wstrząsów w stolicy. Czytelnik mógłby żałować, że tak często trafia nad brzegi Sekwany, między pałac Saint-Paul a siedzibę królewską na wyspie Cité, czy na place de Gr?ve - zarówno miejsce zgromadzeń, jak i ośrodek handlu. Przecież aż dziewięćdziesiąt procent populacji Francuzów zamieszkujących miasta i wsie, których nazwy nawet nie zostały w tej książce wymienione, także walczyło i cierpiało w tej wojnie.

Wola historyka, nawet jeśli starałby się on rozszerzyć swój horyzont i unikać paryskiego spojrzenia na historię całego kraju, nie zdoła zmienić realiów średniowiecznej Francji. Paryż liczył w zależności od epoki od stu do dwustu tysięcy mieszkańców, podczas gdy największe miasta francuskiej prowincji miały zaledwie od dwudziestu do czterdziestu tysięcy ludności. Jedynie paryżanie stworzyli podczas Stanów Generalnych grupę nacisku zdolną do przekształcenia się w czwarty stan. Tylko oni okupowali jednocześnie mównicę i ulicę. To właśnie w Paryżu ważyły się w czasach Étienne'a Marcela czy buntu kaboszjenów4 losy pokoju i całej monarchii.

Niniejsze spojrzenie na historię opiera się zatem na ciągłym obserwowaniu stolicy, a rozwijając tę tezę - na założeniu, że Paryż funkcjonuje jedynie dzięki prowincji, lecz również prowincja dostrzega, jak decyzje w sprawach dla niej istotnych zapadają w Paryżu. Prawdą jest, że często z udziałem paryżan świeżej daty. Stolica jest scenerią, aktorami w tej sztuce są jednak mieszkańcy całej Francji. Paryż to Étienne Marcel i jego następcy pochodzący z wpływowego paryskiego mieszczaństwa, ale także Jouvenel, Cauchon, Gerson i wielu innych, dla których stolica jest ważnym etapem na drodze do awansu. Poza tym któż może stwierdzić, czy paryżanin Bedford i jego żona Anna Burgundzka są Anglikami, czy Francuzami?

Dziejami tego stulecia wojen rządzi chronologia. Logika historii opiera się - bardziej niż w innych czasach - na następstwie zdarzeń. Przegrana zupełnie naturalnie pociąga za sobą konsekwencje, tak jak negocjowanie warunków pokoju poprzedza zawarcie rozejmu i podpisanie traktatu. Kryzys zbożowy wiązał się w równym stopniu z późniejszą epidemią dżumy, jak i z będącą jej konsekwencją żakerią, w dalszej kolejności z reakcją paryskich notabli i z utratą zaufania wynikającą ze zwrotu w polityce króla Nawarry. Z punktu widzenia diachronicznej historii życia wsi kryzys ten przełożył się na wieczną stagnację cen zbóż czy długotrwałe zjawisko wiejskiej migracji. Nie powinno więc dziwić przyjęcie zasady chronologicznego następstwa wydarzeń. Analizie poddano również sposób postrzegania czasu przez człowieka i jego złożoność w perspektywie średniookresowej. Dla ówczesnych ludzi wszystko ma bowiem znaczenie: podział chrześcijaństwa między dwóch papieży, reforma Kościoła i reakcje na świecką potęgę Awinionu, reforma królestwa i wieści o marnotrawstwach finansowych, wrogość wobec księcia Ludwika Orleańskiego i polityka stronnictwa burgundzkiego, kompromis z wichrzycielami kaboszjeńskimi i końcowa zmowa z Anglikami. Wszystko to tworzy w oczach ludzi łańcuch politycznych powiązań i skojarzeń.

Wszyscy aktorzy tej historii - zarówno znani, jak i kryjący się w cieniu - mieli do czynienia z tymi samymi motywacjami i zachowaniami, będąc ponadto w sposób świadomy lub nieświadomy uczestnikami tych samych wydarzeń. Szlachetnie urodzony pan, który zasiadał w Trybunale Miłości ustanowionym w celu rozsądzenia admiratorów i krytyków Powieści o róży, niespodziewanie skrytykowanej przez Christine de Pisan, wielce by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że sprawa miała związek z włoskimi ambicjami brata Karola VI, a nawet z reformatorskimi następstwami działań franciszkanów przeciwko świeckim splendorom nowego Babilonu. Co nie zmienia faktu, że tak było.

Celem historii nie jest ferowanie wyroków, lecz zrozumienie wyborów ludzi. Aby jednak w pełni zrozumieć jednostki i zbiorowości ludzkie, ich świat wyobrażeń, czytelnik musiałby zrewidować niektóre opinie znane z historii lub historiografii. Na takie osądy warto spojrzeć przez pryzmat czasu i miejsca, umieścić poza anachronicznymi odniesieniami moralnymi lub politycznymi.

Czym zatem jest ta wojna? Nie jest tym samym zjawiskiem w Bordeaux i Paryżu, w Béziers i Verneuil, w Harfleur i Domrémy. A kim są Anglicy? Różnie ich postrzegają Geoffroy d'Harcourt w 1350 roku, "Arcykapłan" Arnaud de Cervole w 1360 roku, Cauchon w 1420 roku czy Nicolas Rolin w 1435 roku. Wyobrażenie, jakie ma o nich kupiec z Bordeaux, jest inne niż to chłopa z Normandii.

Opinie o bohaterach wydarzeń są również bardziej niejednoznaczne, niż mogłoby się początkowo wydawać. Zwłaszcza jeśli zostały już w mniejszym czy większym stopniu zdominowane przez powszechne mniemanie. Cóż można pomyśleć o Karolu Złym, niezadowolonym ze swojego szampańskiego dziedzictwa, o Étiennie Marcelu, zdradzonym przez własnych ludzi, czy Bertrandzie du Guesclin, jakże często trafiającym do niewoli? Należałoby spojrzeć pod innym kątem na postaci na pozór tak jednowymiarowe, jak Harcourt czy Joanna d'Arc, czy na ludzi o tak pogmatwanych losach, jak Cauchon czy Richemont. Poza tym - czyż widzimy Joannę w tym samym świetle w obliczu bezczynności delfina Karola, realizmu politycznego królowej Jolanty czy wyszukanego okrucieństwa duchownych, sceptycyzmu dowódców i entuzjazmu żołnierzy?

Głównym bohaterem tej książki jest jednak ktoś, kogo próżno szukać w indeksie osób. To bezimienny dwudziesto-, może trzydziestoletni człowiek, tyle bowiem średnio żyli ludzie między początkiem XIV a połową XV wieku, którym udało się przetrwać okres dzieciństwa. Walczył, jeśli miał na tyle odwagi. Buntował się, jeśli zależało mu na tym, żeby coś zmienić. Zmieniał poglądy, nawet nie bardzo wiedząc, dlaczego. Na wojnie lub w czasie rozejmu zarabiał na życie albo wszystko tracił. Burzył się.

Tkacz z Gandawy idący za Arteveldem czy oprawca z Wielkiej Rzeźni podążający za Caboche'em, wściekły chłop przyłączający się do Wielkiego Ferré czy żołnierz szukający zatrudnienia u boku Villandranda, próżniak, któremu wystarczało wino płynące strumieniami w świąteczne dni, czy ciekawski pragnący zobaczyć wisielca - wszyscy byli uczestnikami wojny stuletniej w równym stopniu, co książę Filip (ten od: "Ojcze, uważajcie..."), i niemalże w tej samej mierze co zawodowy żołnierz La Hire. Każdy z nich niewiele tak naprawdę dokonał w tej wojnie, choć wiele o niej mówił. Nie zawsze ją również rozumiał. My zaś postaramy się teraz zrozumieć jego.

Paryż, 15 maja 1980 roku

1 Alienor (Eleonora) była panującą na przełomie XII i XIII wieku księżną Akwitanii. Dzięki jej małżeństwu z księciem Andegawenii Henrykiem (późniejszym królem angielskim Henrykiem II) Plantageneci zyskali rozległe posiadłości na zachodzie Francji. Ich rywalizacja z Kapetyngami doprowadziła do wojny stuletniej. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

2 Średniowieczna mila francuska (fr. lieu, w dawnej polszczyźnie - "leuka") odpowiada dystansowi ok. 4,5 km.

3 Gallikanizm - idea politycznego uniezależnienia Francji i Kościoła francuskiego od wpływów papieskich, zdefiniowana w paryskich kręgach intelektualnych i prawniczych w XIII wieku.

4 Kaboszjeni (fr. cabochiens) - ruch ludowy zwolenników Simona Caboche'a, który podniósł bunt Paryżu w 1413 roku w trakcie rywalizacji "armaniaków" z "burgundczykami".

I

Początki

Kapetyngowie i Plantageneci

Termin "wojna stuletnia" nie oznacza stulecia konfliktu rozpoczętego za życia Edwarda III i jego najstarszego syna, zwanego Czarnym Księciem. Odnosi się do trzeciego i ostatniego wieku wojny, która rozgorzała w okresie pierwszych krucjat, za czasów pięknej księżniczki Alienor, którą spadek po ojcu uczynił księżną Akwitanii. Alienor była piękna, inteligentna i energiczna. Polityczne małżeństwo sprawiło, że stała się królową Francji, pobożny król Ludwik VII był jednak niezwykle nudnym człowiekiem, a Alienor miała talent uwodzicielski.

Był 1152 rok. Już wtedy, w trakcie drugiej krucjaty, Ludwik VII stał się obiektem drwin - jego żona zakochała się w swoim stryju Rajmundzie z Poitiers, o czym wiedział cały dwór. Po powrocie z Ziemi Świętej Alienor rzuciła się z kolei w objęcia młodego i eleganckiego Henryka Plantageneta, hrabiego Andegawenii i księcia Normandii.

Gdyby monarcha z rodu Kapetyngów pogodził się z takim ośmieszeniem, straciłby wszelką powagę polityczną we Francji, gdzie autorytet króla był wciąż bardzo kruchy. Poza tym Alienor nie dała mu jeszcze syna. Bez trudu znaleziono więc kilku biskupów i grupę wiernych baronów skłonnych potwierdzić, że król i królowa byli kuzynami. Małżeństwo zawarte piętnaście lat wcześniej unieważniono. Godność króla została uratowana.

Dwa lata później Henryk Plantagenet przejął koronę angielską. Tym samym król Francji miał w nim odtąd wasala z tytułem królewskim, a angielska korona dodawała splendoru księciu Normandii, który - przez swoją żonę - władał także księstwem Akwitanii.

Filip August potrzebował trzydziestu lat, żeby złamać potęgę rywala. W 1204 roku zdobył Château Gaillard1, w 1214 roku pokonał pod Bouvines koalicję wspieraną przez cesarza niemieckiego i w tym samym roku rozbił akwitańską armię Plantagenetów. Będąc panem Normandii, Andegawenii i Poitou, Kapetyng stał się wreszcie najpotężniejszym feudałem królestwa.

Chcąc uchodzić za wspaniałomyślnego zwycięzcę, Ludwik Święty zrezygnował z wyrzucenia Anglików poza granice Francji. Plantagenet nie był - ściśle rzecz biorąc - Anglikiem, a pełen skrupułów król Ludwik Święty nie ośmielił się pozbawić Henryka III Gujenny, która była dziedzictwem jego babki Alienor. W 1286 roku uregulowano traktatem ostatnie spory dotyczące Quercy i Saintonge. Można było sądzić, że stupięćdziesięcioletnia wojna dobiegała końca.

Angielski król jeszcze długo przebywał we Francji, wykorzystując bezcelowe wojny Filipa Pięknego, który był zbyt zajęty innymi sprawami, by pozwolić sobie na luksus przyjęcia nieprzejednanej postawy wobec pokonanego przeciwnika. Przecież ten ostatni panował w Bordeaux jako książę, w którym nikt tak naprawdę nie widział cudzoziemca, choć wszyscy wiedzieli, że za morzem nosił królewską koronę. Jako pan Gaskonii, Agenais i Saintonge oraz wszystkich ziem należących niegdyś do Kapetyngów w Limousin, Quercy i Périgord ten książę-król był w południowej Francji rywalem, którego podległość wasalną uważano za nieszczerą.

W wypadku jakiegokolwiek innego lenna król Francji nie omieszkałby przypomnieć, że zajmuje jednocześnie - jako suzeren - najwyższe miejsce w piramidzie feudalnej, jest także suwerenem państwa nadrzędnego, stojącego ponad całą siatką państewek feudalnych. Dlatego - adekwatnie do okoliczności - królewscy urzędnicy nie pomijali żadnej okazji, aby przypomnieć Akwitańczykom, że stanowią część Królestwa Francji, a księciu Akwitanii, że jest zarazem, tak jak każdy inny, wasalem i poddanym Kapetyngów. Książę Akwitanii był królem, w Akwitanii jednak królem był monarcha francuski, nie zaś angielski.

"Wojna o Saint-Sardos", która była zaledwie potyczką w trwającym już dwa stulecia konflikcie, stała się prawdziwą próbą generalną przed wojną stuletnią. Sprawa była banalna i mogła taką pozostać. Uczyniono jednak wiele, aby ją udramatyzować.

Położona w sercu Agenais wioska Saint-Sardos należała bez wątpienia do księcia Edwarda II - górująca nad doliną Lot i zajmująca kluczową pozycję w widłach rzek Lot i Garonny - stała się potencjalną zdobyczą dla króla Francji, którego urzędnicy stwierdzili w porę, że panem wioski jest przeor Sarlat. Wasal angielskiego władcy pozwolił sobie na postawienie ufortyfikowanej siedziby. Karol Walezjusz udał się na miejsce w imieniu swojego bratanka, króla Karola IV, żeby przejąć bastydę i terytorium Saint-Sardos. W odpowiedzi Gaskończycy odbili ten obszar i powiesili przedstawicieli króla Francji.

Karol IV udawał, że nie słyszy pokojowych zapewnień swojego szwagra Edwarda, który odcinał się od nadmiernej gorliwości swoich ludzi. Pierwszego lipca 1324 roku parlament skonfiskował Gujennę, jako pretekst wskazując niezłożenie dotąd przez księcia hołdu z tytułu posiadania tego księstwa. Karol Walezjusz otrzymał zadanie zajęcia kraju, czego dokonał w krótkim czasie, nie napotykając poważniejszego oporu. Poza Bordeaux, Bajonną i Saint-Sever Francuzi zajęli całe księstwo, co ostatecznie przysporzyło im kłopotów.

Edward II miał wystarczająco dużo problemów w Anglii, gdzie jego poddani marzyli jedynie o pozbawieniu go tronu. Poświęcił pryncypia, żeby ratować Gujennę. Traktat z 1325 roku, negocjowany za pośrednictwem papiestwa, zastrzegał, że odtąd urzędnicy książęcy będą mianowani przez króla Francji, podczas gdy książę-król będzie miał możliwość mianowania jedynie zwykłych kasztelanów. Rozstrzygnięto także kwestię hołdu - wprawdzie został on złożony, ale nie osobiście przez króla Anglii. Obowiązek ten powierzono królewskiemu synowi, przyszłemu królowi Edwardowi III.

Książę Gujenny prawnie był odtąd kimś innym niż król Anglii, a kwestia Gujenny mogła być uznana za rozwiązaną. Karol IV wszystko jednak zablokował, przyznając księciu Edwardowi, w zamian za hołd, lenno - Gujennę okrojoną do rejonów przybrzeżnych. Agenais pozostało we władaniu Kapetyngów. Oczywiście Edward II odmówił podporządkowania się tej decyzji, uznając za korzystniejsze zdezawuowanie własnego syna. Karol IV tylko na to czekał - ponownie skonfiskował księstwo.

Upadek Edwarda II i wstąpienie na tron Edwarda III zmieniły warunki negocjacji i 31 marca 1327 roku Edward III odzyskał swoje księstwo w zamian za obietnicę wypłaty odszkodowań wojennych. Miał jeszcze wydać twierdze zarządzane od trzech lat przez urzędników króla Francji.

Spojrzenie na mapę pozwala dostrzec rzecz oczywistą: trzydzieści lat konfliktu zakończyło się przejęciem przez Kapetyngów bezpośredniej władzy nad bogatymi ziemiami Agenais i Bazadais, Périgord i Limousin. Z księstwa przyznanego Henrykowi III traktatem paryskim w 1259 roku jego prawnuk Edward III zachował jedynie regiony przybrzeżne Saintonge i Gaskonii od Charente do Adour. Bordeaux, będące centrum i bastionem akwitańskiej gospodarki, zostało odcięte od swojego zaplecza. Nad częścią kontynentalną dawnego państwa Plantagenetów zawisła groźba gospodarczych kłopotów.

W terenie sytuacja wyglądała jeszcze gorzej. Dla urzędników króla Francji każdy pretekst był dobry do tego, żeby odsunąć w czasie przekazanie terytoriów oddanych na mocy traktatu z 1325 roku. Akwitańscy wasale księcia-króla do końca grali kartą autonomii i odwlekali wykonanie swojej powinności, na co zezwalało prawo feudalne. Wszystko było zarzewiem konfliktu, a każdy konflikt prowadził przed wymiar sprawiedliwości suzerena, czyli przed paryski Parlament, będący "królewskim trybunałem". Samo istnienie tego parlamentu przypominało Plantagenetom, że w Gujennie nie byli oni ani suzerenami, ani suwerenami.

Ile procesów, tyle dochodzeń. Urzędnicy króla Francji nie przestawali nastawać na ludzi króla-księcia, a miłość własna tego ostatniego musiała przywyknąć do konieczności dostarczania przy każdej sposobności rachunków i dokumentów uzasadniających jego obecność.

Hołd Edwarda III

Jedyną odpowiedzią upokorzonego wasala było przeciąganie sprawy hołdu, który należało złożyć na nowo, gdyż zmienił się król Francji. Filip VI wysłał do Londynu ambasadorów, żeby przypomnieć o obowiązku wasalnym. Hołd tworzył osobisty związek człowieka z człowiekiem - zmiana zarówno wasala, jak i suzerena wymagała ponownego aktu.

Zmiana suzerena, która nastąpiła w 1328 roku, była jednak w tym sensie wyjątkowa, że na tron Francji po ostatnim z Kapetyngów wstąpił syn hrabiego Valois. Nawet jeśli Edward III, który sam niedawno został królem Anglii, nie myślał jeszcze o roszczeniach do tronu opustoszałego po śmierci trzeciego syna Filipa Pięknego, to konieczność złożenia hołdu kuzynowi Filipowi Walezjuszowi musiała mu się nie spodobać. Czyż jego matka, straszliwa Izabela, nie była córką Filipa Pięknego i nie ogłosiła, że jej syn, "spłodzony przez króla", nigdy nie złoży hołdu "synowi hrabiego"?

Król Francji zasięgnął opinii swojej Rady, która stwierdziła, że choć nie można jeszcze skonfiskować księstwa, zasadne jest przejęcie jego dochodów aż do momentu złożenia hołdu. Do Anglii wysłano nowe wezwanie. Po raz kolejny uruchomiono procedurę konfiskaty.

Edward III za bardzo przejmował się wojną na kontynencie, w samej Anglii bowiem jego władza była kontestowana. Ustąpił. Ogłoszono, że złoży hołd z tytułu posiadania Gujenny.

Spotkanie odbyło się w Amiens w czerwcu 1329 roku. Król Anglii przybył na czele wielkiej świty. Sam transport tysiąca koni dla eskorty z Dover do Wissant zajął dwa dni. Filip Walezjusz nie chciał być gorszy i przyjął kuzyna w otoczeniu wspaniałego dworu. Starszym przypomniały się wówczas "rycerskie" uroczystości króla Nawarry sprzed szesnastu lat. Do Froissarta musiały dotrzeć echa tej nowej uroczystości:

Król Filip był wspaniale wystrojony i gotowy na ich przyjęcie. Król Czech, król Nawarry i król Majorki byli wszyscy przy nim, a wokół tak wielki tłum książąt, hrabiów i baronów, że trudno byłoby spamiętać. Albowiem było tam wszystkich dwunastu parów Francji, przybyłych, by uczcić króla Anglii, a także by osobiście być świadkami jego hołdu.

Króla Anglii przyjęto z honorami, ale jednocześnie zadbano o to, żeby nie zabrakło świadków aktu złożenia hołdu.

Wspaniałe uroczystości trwały osiem dni. Edward dopełnił hołdu 6 czerwca, złożywszy dłonie w dłonie swojego suzerena Filipa VI. Król Francji kazał jednak ogłosić, że hołd nie odnosił się do ziem odłączonych od księstwa Gujenny przez Karola IV, zwłaszcza Agenais. Edward III zaprotestował, twierdząc, że jego przysięga wierności w niczym nie przesądzała o rezygnacji z tych ziem. Hołd - co oczywiste - został złożony, ale obwarowano go tyloma zastrzeżeniami, warunkami i restrykcjami, że nie rozwiązywał żadnego z licznych problemów. Filip VI kazał wówczas przeanalizować projekt kolejnego żądania - przysięgi na precyzyjniej określonych zasadach. W lutym 1330 roku zebrała się w Paryżu konferencja ekspertów, aby zbadać całą sprawę. Tymczasem Edward III nakazał przeszukać archiwa w celu ustalenia, do czego tak naprawdę zobowiązywał złożony hołd.

Najtrudniejsze okazało się samo zdefiniowanie Gujenny, za którą składano hołd. Rozmowy toczone za pośrednictwem ambasadorów trwały trzy lata. Negocjatorzy - biskupi, baronowie i prawnicy - dokładnie znali zarówno informacje wyszperane w archiwach, jak i ówczesną sytuację w samej Gujennie. Stworzenie mapy lenna na podstawie zagmatwanych praw okazało się trudne - jeszcze w XX wieku był to kamień, o który potykali się kartografowie - a akwitańscy wasale książęcy mieli interes w komplikowaniu sprawy, wynajdując dobre powody, żeby podlegać bezpośrednio królowi Francji.

Każdy król pragnął zyskać na czasie, żeby umocnić się na niedawno zdobytym tronie przed ewentualną konfrontacją, przynajmniej więc jedna kwestia przychodziła bez trudu - rozejm, który nieustannie przedłużano. W lipcu 1330 roku ugoda była blisko, po czym jednak nagle nastąpił kryzys, gdyż Edward odmówił stawienia się przed francuskim Parlamentem. Uratowała go mediacja papieża Jana XXII, który dał się bez trudu wmanewrować w interwencję w sprawy angielskie.

W 1331 roku wszystko zatem wskazywało na to, że wreszcie dojdzie do zawarcia pokoju, Edward III ponownie bowiem ustąpił w kwestii pryncypiów, aby ratować swoje lenno. Dnia 30 marca, na mocy opieczętowanego dokumentu, który kazał doręczyć swojemu kuzynowi Walezjuszowi, książę-król uznał, że powinien złożyć z tytułu posiadania Gujenny hołd wiernopoddańczy2, inaczej mówiąc - hołd preferencyjny. Żadna inna przysięga wierności i żaden inny traktat nie mogły przeważyć nad takim hołdem złożonym królowi Francji:

Aby w przyszłości nie było już nigdy sporów ani spraw co do rzeczonego hołdu, obiecujemy w dobrej wierze, w imieniu naszym i naszych następców książąt Gujenny, którzy wtedy nastaną, że rzeczony hołd odbywać się będzie w ten oto sposób:

Król Anglii, książę Gujenny, włoży swoje dłonie między dłonie króla Francji. A ten, który będzie się zwracał do króla Anglii, księcia Akwitanii, a będzie mówił w imieniu króla Francji, będzie mówił w ten sposób: "Jesteście, panie, winni hołd wiernopoddańczy tu obecnemu królowi Francji jako książę Gujenny i par Francji i obiecujecie mu dochować wiary i wierności! Mówcie: Potwierdzam!".

A król Anglii, książę Gujenny, oraz jego następcy powiedzą wtedy: "Potwierdzam!".

Zatem król Francji przyjmie od rzeczonego króla Anglii i księcia Gujenny ten hołd wiernopoddańczy z wiary i z ust, na mocy swojego prawa i prawa innego...Tak ma się odbywać hołd i ma być tak samo odnawiany za każdym razem. I z tytułu złożenia rzeczonego hołdu My i nasi następcy, książęta Gujenny, przekażemy pisma opieczętowane naszą wielką pieczęcią, jeśli tylko król Francji tego wymaga.

Z tymi ustaleniami Edward III popłynął do Francji. Chcąc uśpić czujność swoich baronów, a może nawet królewskich doradców, zaokrętował się w Dover przebrany za kupca w towarzystwie zaledwie piętnastu rycerzy. Aby usprawiedliwić swoją nieobecność, ogłosił, że udaje się na pielgrzymkę. W kwietniu 1331 roku spotkał się z Filipem VI gdzieś pod Pont-Sainte-Maxence. Pięć dni później był już z powrotem w Dover.

O czym rozmawiali obaj królowie? Najpierw o hołdzie, z całą pewnością wiernopoddańczym. Następnie o Gujennie. Edward uzyskał obietnicę wypłaty pieniędzy w zamian za niesłuszne zniszczenie zamku w Saintes. Pozwolono mu również nie burzyć zamków, do których rozbiórki obligowały go warunki rozejmu z 1327 roku. Odzyskiwał zatem w pewnym sensie fizycznie to, co wcześniej stracił na polityce pryncypiów.

Wydawało się więc, że sprawy idą w dobrym kierunku. Każdy był w miarę zadowolony, również papież, gdyż zgoda między chrześcijańskimi władcami była pierwszym warunkiem zwołania krucjaty, tak wyczekiwanej od czterdziestu lat. Mówiono nawet o francuskim małżeństwie młodego Edwarda, który wiele lat później zyskał miano Czarnego Księcia. We wrześniu 1331 roku zgromadzenie w Winchesterze, czyli angielski Parlament - organ reprezentacyjno-polityczny niemający nic wspólnego z jego francuskim homonimem, będącym jedynie organem wymiaru sprawiedliwości - uznał jednak, że Plantageneci nie mogą tak łatwo przyjąć mocno okrojonej Gujenny. Wprawdzie Parlament Anglii nie miał nic do powiedzenia w sprawach Gujenny, ale to właśnie do niego zwracano się o przyznanie kredytów, kiedy sprawy na kontynencie szły niepomyślnie. Edward III nie mógł więc zlekceważyć jego opinii - należało kontynuować negocjacje. Niewykluczone, że pozwoliłyby one na odzyskanie Agenais.

Podczas gdy przez Paryż przewijali się kolejni angielscy ambasadorowie, w terenie coraz częściej dochodziło do incydentów. Wielokrotnie niemal wybuchała wojna, było jednak oczywiste, że w tamtym okresie żaden z dwóch królów jej nie chciał. Urzędnicy króla Francji źle traktowali kupców londyńskich w Saintonge i niesłusznie opodatkowywali ich dostawy wina na Garonnie. Ludzie z Dover obrabowali francuską łódź rybacką, która nieszczęśliwie zmyliła drogę. W odwecie zajęto statek z Dover cumujący w Calais. Do tarć dochodziło nieustannie na całej długości granicy ziem pozostawionych Anglikom w Gujennie, a zwracanie zamków niegdyś zajętych przez Karola Walezjusza przeciągało się w nieskończoność.

W 1334 roku przez chwilę się wydawało, że pokój zostanie zawarty. Arcybiskup Canterbury i pozostali angielscy ambasadorowie właśnie dotarli do swoich paryskich kwater przy wiwatach dobrego paryskiego ludu, kiedy król kazał im się stawić w swoim pałacu na wyspie Cité. Przekazał im tam, że Szkocja Dawida Bruce'a zostanie objęta traktatem pokojowym. Nigdy nie przypuszczano, że postawiony zostanie podobny warunek.

Anglicy nie mieli upoważnienia do negocjowania w sprawach szkockich. Uznawszy, że ich okpiono, powrócili do Londynu.

Sprawy szkockie

W istocie od czterdziestu lat Szkocja była zarazem cierniem uwierającym angielską stopę i pionkiem w polityce francuskiej. Filip Piękny grał kartą szkocką przeciwko Edwardowi I, który postawił się w roli arbitra rozstrzygającego trudną kwestię sukcesji po Małgorzacie Szkockiej na korzyść Jana Baillola. Nie zapewniło mu to jednak wierności tego szkockiego króla wasala. Król Francji interweniował w sprawie uwolnienia zwyciężonego Baillola. Po przegranej w 1298 roku William Wallace, przywódca baronów buntujących się przeciwko ścisłej angielskiej dominacji, znalazł schronienie we Francji. Wkroczenie Stolicy Apostolskiej do tej rozgrywki między Anglią a Szkocją otworzyło szerokie perspektywy dla polityki Filipa Pięknego. Kanclerz Pierre Flote mógł w Rzymie grozić bezpośrednią interwencją na rzecz Szkocji zarówno papieżowi Bonifacemu VIII, jak i angielskim negocjatorom, jeśli król Anglii nie powstrzyma się od wspierania innych buntowników występujących przeciw władzy królewskiej, którymi we Francji byli Flamandowie. Skandaliczny udział papieża w rozstrzygnięciu kwestii flandryjskiej był owocem tego targu.

Pokój francusko-angielski na pewien czas zniechęcił króla Francji do zbyt ostrych interwencji. U boku angielskich monarchów pojawiały się kolejne kapetyńskie księżniczki, nie można zatem było otwarcie popierać buntowników. W 1305 roku Filip Piękny pozwolił, aby schwytano i stracono Wallace'a, i nawet nie udawał, że chce go bronić. Nieustanna walka, jaką Edward II musiał prowadzić przeciwko szkockim baronom i nowemu królowi Robertowi Bruce'owi, dawnemu rywalowi Baillola, przyczyniła się jednak do utrzymania Anglików z dala od Gujenny. Konflikty graniczne, krótkie wypady zbrojne, wojna podjazdowa - dla Edwarda II, którego armia rycerzy została rozbita pod Bannockburn w 1314 roku w wyniku ataku szkockich chłopów uzbrojonych w potężne piki, Szkocja stała się prawdziwym wrzodem, który zapewnił Francji relatywny spokój.

Edward III podjął na nowo rękawicę w 1333 roku. Musiał się jednak wykazać niewyczerpanymi pokładami cierpliwości. Jaki cel miało bowiem władanie okrojonym księstwem Gujenny - o wciąż nieokreślonych granicach - jeśli Anglicy na własnej wyspie dostawali łupnia od niezależnych już Szkotów? Filip VI, któremu długotrwałość tego konfliktu była na rękę, pozostawił swoich tradycyjnych szkockich sprzymierzeńców bez wsparcia. Walezjusze nie mogli podejmować ryzyka nowych kłopotów w samej Francji, gdzie ich władza wciąż była słaba. Z kolei Flandria mogła nawiązywać stosunki ze Szkocją, ale i tak angielska wełna była potrzebna sukiennictwu wielkich flamandzkich miast. Król Francji ograniczył się zatem do obserwowania sytuacji.

Po raz kolejny angielska przewaga wojskowa zmusiła Szkotów do chwilowej uległości. Filip VI na krótko zapewnił sobie pokój. Na dłuższą metę był jednak przegrany - sojusz z królem Dawidem Bruce'em przyniósłby Francji więcej korzyści, gdyby Bruce był silniejszy i gdyby miał powody do okazywania wdzięczności.

Negocjacje utknęły jednak w martwym punkcie. Ledwie Filip VI obiecał angielskim ambasadorom szybki zwrot ziem akwitańskich, a już pisał do lokalnych urzędników, żeby na razie nie zajmowali się tą kwestią. Komisarze wysłani przez obu królów do Gujenny w celu dopracowania prawnych szczegółów restytucji musieli zderzyć się z wyraźnymi przejawami złej woli. Prawnicy nieustannie piętrzyli przeszkody, a baronowie nie przejmowali się zanadto aspektami prawnymi, interesowały ich tylko procedury odwoławcze.

Dyplomację papieską bardziej zajmowały sprawy Szkocji niż Gujenny. Benedykt XII słusznie widział w wojnie angielsko-szkockiej zalążek potencjalnego konfliktu europejskiego, który mógłby wybuchnąć, gdyby tylko król Francji miał okazję ponownie się weń wmieszać. Hrabiowie Namur, Geldrii i Juliers zaangażowali się w konflikt szkocki, przekazując swoje kontyngenty do dyspozycji Edwarda III. Marynarze z Dieppe i Rouen zaczęli prowadzić działalność korsarską przeciwko Anglikom z Southampton i można było słusznie przypuszczać, że przyszła wojna będzie się rozgrywać na wodach kanału La Manche, nie zaś wokół Saint-Sardos.

Papież i jego nuncjusze, którzy uznali kwestię szkocką za jedno ze swoich najważniejszych działań dyplomatycznych, pośrednio włączyli się w rozgrywki króla Francji. Król zaś mógł się ograniczyć do zaoferowania wygnanemu Dawidowi Bruce'owi chłodnej gościny w Château-Gaillard. Liczył nie tyle na sukces Szkotów, ile na zagrożenie, jakim byli dla Anglików. Edward III nieustannie oblegał zamki i zawierał niepotrzebne rozejmy, w których papież widział tylko etapy prowadzące do przyszłej krucjaty lewantyńskiej.

Władza Filipa VI była stabilniejsza niż w okresie jego wstępowania na tron. Nie przejął się zupełnie wydarzeniem odczytywanym przez wielu jako zły omen - burzą, która w lipcu 1336 roku zniweczyła przygotowania do świętowania narodzin jego drugiego syna. Zwlekanie nie było już konieczne. W tym samym roku Filip VI Walezjusz przejął inicjatywę.

W marcu był w Awinionie, gdzie nowy papież Benedykt XII (Jacques Fournier, członek zakonu cystersów) zaczynał właśnie wznosić potężną fortecę - namacalny dowód jego determinacji do pozostania w tym mieście, z dala od politycznych konfliktów Rzymu, lecz również poza granicami Królestwa Francji, w którym suwerenność papieska nie była zapewniona w wystarczającym stopniu. Spotkanie króla z papieżem oznaczało całkowitą zmianę dotychczasowych ustaleń - to król oczekiwał, aby natychmiast ogłoszono krucjatę, z kolei papież uważał tę ideę za przedwczesną. Papieska ostrożność była w pełni uzasadniona, ponieważ głęboko podzielony Zachód nie miał środków na takie przedsięwzięcie. Walezjusz, mimo wszystko szczery w swoim zapale, czuł się zawiedziony, dwa lata wcześniej ustalono bowiem, że będzie przewodzić tej wyprawie.

Francuska flota stała już gotowa w portach śródziemnomorskich. Ponieważ ekspedycja na Wschód została odwołana, flotę przesunięto na Morze Północne. Anglia zadrżała. Edward III postawił swoje oddziały przybrzeżne w stan gotowości. Szeryfowie dostali pilny nakaz uzbrojenia ludności. Zmobilizowano wszystkich sprawnych mężczyzn w wieku od szesnastu do sześćdziesięciu lat. Parlament bez szemrania przegłosował subsydium.

Benedykt XII już zawrócił króla Francji ze szlaku krucjatowego, teraz zaś skoncentrował swoje wysiłki na zawróceniu go również z drogi szkockiej. Na początku kwietnia 1337 roku Filip VI otrzymał z Awinionu list, którego polityczna wymowa dała mu do myślenia:

W tych niespokojnych czasach, kiedy konflikty wybuchają we wszystkich częściach świata, należy długo się zastanawiać przed podejmowaniem działań. Nie jest trudno podjąć jakąś sprawę. Trzeba jednak najpierw mieć pojęcie - a jest to kwestia wiedzy i refleksji - jak ją zakończyć i jakie mogą być tego skutki.

Król Francji udał, że nie rozumie tej lekcji. Jego ambasadorowie w Anglii wzięli udział w konferencji z wysłannikami Dawida Bruce'a i z delegacją szkockich baronów. Omawiano na niej bardziej sprawy wojny niż pokoju. Dowiedziawszy się o tym, Edward III musiał wyzbyć się złudzeń - jego francuski kuzyn stał się wrogiem.

Benedykt XII był równie cierpliwy, co Walezjusz impulsywny. Raz jeszcze narzucił swoją mediację, z trudem tłumiąc zapał Filipa VI. W zamian powstrzymał cesarza Ludwika Bawarskiego najpierw od stworzenia koalicji przeciwko Francji, w której mógł się znaleźć Edward III, następnie od zawarcia z Francją porozumienia, które mogło zagrażać Stolicy Apostolskiej. Zapewniona w ten sposób równowaga była jednak krucha, a wyścig zbrojeń rozpoczął się już na dobre, jedyną przeszkodę stanowił brak pieniędzy, z czym borykały się oba państwa.

Wiosną 1337 roku wojna zdawała się nieunikniona. Ani Filip VI, ani Edward III, ani Ludwik Bawarski nie byli skłonni do jakichkolwiek ustępstw.

Bunt Flamandów

Tymczasem we Flandrii pozycja króla Francji mogła uchodzić za silną. Do przeszłości należały już wojny z czasów Filipa Pięknego, słynne "jutrznie brugijskie", masakra pod Courtrai, zwycięstwo królewskie pod Mons-en-Pév?le i ciężki traktat z Athis-sur-Orge z 1305 roku, a także długi spór toczący się wokół niemożliwych do wprowadzenia punktów traktatu. W zapomnienie odeszły również flandryjskie osts, bardzo kosztowne wyprawy zbrojne, które Filip Piękny i jego synowie podejmowali kilkakrotnie w celu podporządkowania sobie Flamandów.

Najbardziej nieugiętym przeciwnikiem Kapetyngów w czasach hrabiego Flandrii Roberta z Béthune był jego syn Ludwik z Nevers. Zmarł on jednak kilka miesięcy przed swoim ojcem. Następcą Roberta z Béthune został zatem jego wnuk, również nazywany Ludwikiem z Nevers. Władca, który w 1322 roku został hrabią Flandrii, grał odtąd kartą królewską, opierając się w sprawach wewnętrznych na arystokracji kupieckiej, tradycyjnie związanej z królem Francji.

Zarówno pradziad Ludwika, Gwidon z Dampierre, jak i jego dziad Robert z Béthune potrafili obrócić na swoją korzyść napięcia społeczne wywołane rozwojem gospodarczym opartym na sukiennictwie, i to mimo wzrostu prerogatyw władzy królewskiej. Gdy jednak pojawiły się pierwsze niepokoje społeczne, Ludwik z Nevers, skompromitowany sojuszem z patrycjatem, okazał się wymarzonym celem dla ruchu kontestatorskiego.

Bunt z 1323 roku początkowo był tylko pomrukiem przebiegającym przez nadmorskie rejony Flandrii. Poturbowano kilku hrabiowskich urzędników i kasztelanów. Sprawa nabrała nowego wymiaru dopiero w dniu, kiedy zbuntowała się Brugia, wielki port liczący nawet trzydzieści tysięcy mieszkańców - portowy tygiel, w którym zawsze kipiały nowe idee.

Po jednej stronie barykady była Brugia, po drugiej - Gandawa. Gandawczycy zachowali raczej gorzkie wspomnienie ceny, jaką zapłaciły miasta flamandzkie, które w 1302 roku poszły za przykładem Brugii. Z kolei Ypres podążyło za Brugią dla zasady, ciągnąc do obozu antygandawskiego. Konkurencja wśród ośrodków sukienniczych, już wówczas odczuwających kryzys, przerodziła się w rywalizację polityczną. Furnes, Dixmude i Poperinghe przystąpiły do sojuszu z Brugią. Oznaczało to wojnę domową.

Chociaż hrabia Flandrii był tym razem ich przeciwnikiem, rzemieślnicy dobrze pamiętali Courtrai - folusznicy i tkacze udzielili wtedy rycerstwu francuskiemu lekcji, w której nienawiść stanowa zajmowała równie ważne miejsce, co polityczna chęć zmniejszenia wpływów przeciwnika w hrabstwie. Dwadzieścia lat później pamięć o tych wydarzeniach była wystarczająco żywa, żeby rozbudzić odwagę Flamandów.

Przez pięć lat powstańcy przeczesywali teren. Wioski płonęły, miasta drżały ze strachu. Ludzie hrabiego, w pierwszej kolejności poborcy podatków, dobrze się ukryli, jeśli nie zdążyli wcześniej uciec. Patrycjuszy po raz kolejny wygnano, ich domy zburzono. Wkrótce trudno było zliczyć zabitych: osoby szlachetnie urodzone i bogatych mieszczan mordowano w zaułkach ulic, a chłopów i rzemieślników bito na śmierć lub wycinano w pień w regularnych starciach. Ogólnie było to raczej pięć lat zamieszek, bijatyk i wybuchów emocji - wręcz anarchii - niż pięć lat rewolucji czy wojny chłopskiej.

Struktury gospodarcze rzemiosła flamandzkiego wyznaczyły pierwszoplanową rolę patrycjuszowskiemu kupcowi, będącemu jednocześnie finansistą, kapitalistą i organizatorem produkcji. System był przeciążony nadmiarem żądań fiskalnych hrabiego - broniąc się przed wszechobecną administracją króla Francji, hrabia Flandrii musiał wzmocnić własną administrację i zwiększyć dochody swojego rządu. Opodatkowanie obciążające kraj, w którym nieurodzaj doprowadził do nędzy, a niedostosowanie produkcji wywołało wzrost bezrobocia, bez trudu skłoniły lud nadmorskiej Flandrii do zjednoczenia się przeciwko tym wszystkim, którzy wyglądali na zwolenników władzy. Bunt klasy średniej przekształcił się w bunt przeciw porządkowi społecznemu i ustanowionej hierarchii.

Kościół nie uniknął wściekłości ludu. Jeden z przywódców buntowników, Jacques Peyte, zapewniał, że własnoręcznie wybije wszystkich księży co do jednego.

Nie był to zatem ślepy gniew nędzarzy cierpiących głód. Osoby nie płacące podatków rzadko kiedy buntują się przeciwko systemowi skarbowemu, a robotników niewiele interesowały przemiany społeczne. Była to raczej akcja zorganizowana przez warstwy średnie ludności miejskiej i wiejskiej - tych, którzy zaznali dobrodziejstw dobrobytu i dotkliwie odczuwali początki recesji. Również tych, którzy mieli czego bronić przed opodatkowaniem i mieli jakieś ambitniejsze cele: właścicieli niewielkich przedsiębiorstw i niezależnych robotników czy drobnych gospodarzy rolnych, balansujących na krawędzi bankructwa.

Rywalizacja wśród feudałów ustała, tak jak trzydzieści lat później w obliczu zagrożenia spowodowanego żakerią. Książęta zjednoczyli się przeciw pospólstwu. W 1328 roku hrabia Flandrii, widząc, że sam sobie nie poradzi, wykorzystał hołd składany nowemu panu, Filipowi VI, i zażądał jego pomocy. Spotkawszy młodego króla w czerwcu tego samego roku przy okazji koronacji, ponowił swoje żądanie - przecież mieszczanie i włościanie nastawali we Flandrii na ład ustanowiony przez Boga. Wszyscy baronowie Francji byli wówczas w Reims, co działało na jego korzyść. Mimo milczenia tych, którzy mieli w pamięci nieudane, improwizowane ekspedycje, zapalczywy Filip VI Walezjusz postanowił natychmiast wyruszyć przeciw zbuntowanym Flamandom. Wezwał armię, aby stawiła się pod Arras w następnym miesiącu. Większość baronów nawet nie zdążyła wrócić do domu przed zasileniem szeregów królewskiego wojska.

Sam Filip VI udał się do Saint-Denis, aby podjąć stamtąd oriflamme3. Na ołtarzu wystawiono relikwiarze św. Dionizego i św. Ludwika. W ten sposób nowy król Francji z wielką pompą rzucał na szalę przyszłość swojej korony. Gra toczyła się o zaufanie, które mógł zyskać u książąt, swoich wasali, a nagrodą miało być odwzajemnienie wasalskiej wierności, czyli obrona suzerena.

Powstańcy zostali zaatakowani z dwóch stron jednocześnie. Gandawczycy, wierni swojemu hrabiemu oraz królowi, zaatakowali Brugię, zmuszając do obrony miasta znaczną część powstańczych sił. Król i hrabia zasiali jeszcze większą panikę, powierzając oficerom organizację rajdu, który spustoszył zachodnią Flandrię aż do bram Brugii. W tym czasie większość armii maszerowała na Cassel.

Dnia 23 sierpnia powstańcy, okopani na szczycie Mont-Cassel na wysokości 157 metrów, ujrzeli przed sobą siły królewskie, a na horyzoncie dymy wznoszące się z ich płonących wiosek. Królewska batalia4 liczyła dwadzieścia dziewięć chorągwi, a batalia hrabiego Artois - dwadzieścia dwie.

Powstańcy wybrali na swojego wodza chłopa - czy raczej drobnego gospodarza - Nicolasa Zannequina. Ten jednak chciał udawać rycerza. Wysłał posłańców, aby zaproponować królowi wyznaczenie "dnia boju". Odpowiedziano mu pogardliwie, że buntownicy są "ludźmi bez wodza", nieznającymi hierarchii świata wojny. Nie dla nich wysublimowana organizacja średniowiecznej bitwy. Po prostu zostaną pobici.

Posłańcy powrócili. Panował nieznośny upał i zbliżał się wieczór. Nie zważając na powstańców, którzy mogliby to wykorzystać, postanowiono, że dzień już dobiegł końca i najwyższa pora rozprostować nogi. Królewscy rycerze ściągnęli zbroje, włożyli piękne szaty i zamierzali się odświeżyć.

Buntownicy wykorzystali fakt, że nikt nie zwracał na nich uwagi. Zaatakowali królewski obóz znienacka. Zanim ogłoszono alarm, byli już między namiotami.

Królewscy żołnierze - rekrutowani i opłacani "piechurzy" - zostali zaskoczeni w środku sjesty. Ratowali się ucieczką, czym przywołali wspomnienie masakry dokonanej pod Courtrai przez flandryjskich rzemieślników na ich ojcach. Następnego dnia powtórnie przegrupowana piechota francuska była już pod Saint-Omer. Szykowała się do powrotu do domu.

Pod Cassel rycerstwo szybko otrząsnęło się z zaskoczenia. Ci, którzy mieli broń w zasięgu ręki, odpowiedzieli na atak pospólstwa. Pozostali zakładali pospiesznie hełmy i pancerze. Król, w skórzanym kapeluszu na głowie, stanął konno na czele swojej armii, jego miejsce wskazywał powiewający na wietrze długi błękitny proporzec wyszywany w złote kwiaty lilii.

Baronowie już od dawna nie widzieli króla Francji osobiście uczestniczącego w bitwie. Taka postawa wydawała się doradcom Filipa Pięknego nierozważna. Jakże drogo kosztowała ona Ludwika Świętego i całe królestwo! Przyszłe wydarzenia, najpierw pod Crécy, następnie pod Poitiers, rzeczywiście pokazały, że racja była po stronie Filipa Pięknego i jego doradców. Dnia 23 sierpnia 1328 roku Filip VI Walezjusz pokazał jednak baronom, że kpi sobie z zagrożenia. W końcu bitwa pod Courtrai była sprawą króla dotychczas prowadzącego politykę systematycznego wkraczania w prerogatywy polityczne baronów. Bitwa pod Cassel była sprawą wszystkich wasali. Żaden z baronów nie miał ochoty doświadczyć sytuacji, którą od pięciu lat musiał znosić hrabia Flandrii. Piechota uciekła, rycerstwo ocaliło więc swój honor. Miało w tym swój interes i dobrze o tym wiedziało.

W odpowiedzi na kontratak Francuzów ludzie Zannequina stanęli ramię w ramię w kręgu. Nie można już było się wycofać. Rycerze króla, prowadzeni przez hrabiego Hainaut, rozpoczęli wokół kręgu szarżę, w czasie której spadały głowy, odrąbywane długimi mieczami. W tym zwartym boju łuki do niczego się nie przydawały, a noże flamandzkich piechurów musiały zmierzyć się z długimi mieczami koszącymi w pełnym galopie. Szeregi powstańców zamieniały się, jeden po drugim, w stosy ciał pozbawionych głów.

Nie przeżył nikt spośród tych, którzy wydali bitwę królowi Francji. Nad zbuntowanymi miastami powiał wiatr grozy.

Armia królewska ruszyła podłożyć ogień pod Cassel. Ypres wolało nie czekać na swoją kolej i skapitulowało. Tak samo postąpiła Brugia. Król uznał, że zdziałał już wystarczająco dużo - przywrócenie porządku pozostawił hrabiemu Flandrii, a sam wrócił do Paryża. Sprawa zakończyła się krwawą rozprawą z powstańcami i licznymi egzekucjami. Zajął się tym Ludwik z Nevers.

Filip VI chciał wykorzystać swoje zwycięstwo, i to nie tylko we Flandrii. Dzięki zręcznej propagandzie bitwa pod Cassel została przedstawiona jako "sąd Boży". Filip Walezjusz stał się prawdziwym sukcesorem Filipa Pięknego spod Mons-en-Pév?le. Zwycięstwo legitymizowało Walezjusza w oczach baronów i prostego ludu. Ceremonia, która towarzyszyła jego powrotowi, była na miarę tego wydarzenia.

Król Francji, którego korona wciąż była niepewna, odniósł sukces nie tylko w polityce wewnętrznej. Nieszczęśni powstańcy z nadmorskiej Flandrii w jeden wieczór zapewnili Filipowi VI nimb zwycięskiego króla, co dało jego angielskiemu kuzynowi do myślenia.

Główny aspekt zwycięstwa polegał jednak na czym innym, a wyrażał się w długofalowych korzyściach w toczonych grach politycznych. Stojący na szczycie francuskiej piramidy feudalnej Filip VI Walezjusz tuż po koronacji przywrócił autorytet jednemu ze swoich największych wasali. Hrabia Flandrii, jeden z książąt od zawsze zazdrosnych o władzę suwerena, zwrócił się właśnie do niego. Było to dla hrabiego korzystne - król dobrze odegrał rolę protektora.

Protektor podkopanej władzy okazał się obrońcą porządku arystokratycznego. Od czterdziestu lat niemal wszędzie pospólstwo miejskie, czasem również wiejskie, wywoływało niepokojące wstrząsy. Trudności gospodarcze nie przestawały narastać od czasu deszczowych lat 1315-1317, po których wydawało się, że kraj już się nie podniesie. Krótko mówiąc, niepokój ogarniał tych wszystkich, których zadaniem była obrona swojego stanu, swojej niezależności gospodarczej, swojego prawa do rządzenia i sądzenia. A oto nowy król w ciągu jednego dnia przywrócił porządek i nadzieję na bezpieczeństwo najbardziej zagrożonym.

Pod koniec sierpnia 1328 roku ucichły ruchy powstańcze, podsycane przez szlachtę w wielu prowincjach w ostatnich miesiącach panowania Filipa Pięknego i niemal przez całe panowanie Ludwika X. Liczne ustępstwa wobec Normandczyków, Szampańczyków, Pikardyjczyków i innych społeczności miały zapewnić feudałów, że wzrost władzy monarszej nie jest powodem do niepokoju. Wygaszenie tych ruchów wiązało się z koniecznością potwierdzenia przywilejów i zwyczajów, obietnicą ustabilizowania monety i niepodnoszenia podatków, chyba że za powszechną zgodą. W zamian za pokój Kapetyngowie musieli iść na ustępstwa względem swoich baronów.

Władza baronów narażona była na różne niebezpieczeństwa. Król Francji występował teraz w charakterze gwaranta. Dla władcy, który właśnie otrzymał od nich koronę - do której nie do końca miał prawo - gest ten wart był swojej ceny.

Koniec Kapetyngów

Syn króla (Filipa III), brat króla (Filipa IV Pięknego), stryj i wuj królów (Ludwika X, Filipa V, Karola IV, Edwarda II), zięć króla (Karola II Andegaweńskiego), później zaś zięć cesarza (Filipa z Courtenay, tytularnego władcy Konstantynopola) - tak właśnie czasami określano Karola Walezjusza, gdy chciano mu dokuczyć: syn, brat, stryj, zięć królów, lecz nigdy król. Karol Walezjusz żył w otoczeniu koron. Sam marzył o koronie Konstantynopola czy Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Był wikariuszem papieskim we Włoszech. Rządził Florencją, zdominował Radę Królewską swoich bratanków, zdobył Gujennę...

Po tym wszystkim jego najstarszy syn, Filip, odziedziczył jedynie hrabstwa Valois, Andegawenii i Maine. W chwili śmierci Karola Walezjusza w 1325 roku korona Ludwika Świętego należała jeszcze do Kapetyngów.

W ciągu jednego pokolenia prawo dynastyczne wielokrotnie się zmieniało. Jeszcze na początku wieku nikomu nie przyszłoby na myśl pytać o to, komu powinna przypaść korona. Od czasów Hugona Kapeta królom Francji nigdy nie brakowało synów, dzięki czemu ciągłość była zapewniona. W 1179 roku Ludwik VII zastosował stare prawo proklamowania współwładcy, każąc ukoronować za swojego życia syna, Filipa Augusta. Czterdzieści lat później Filip August uznał zasadę dziedziczności tronu za wystarczająco ugruntowaną i pominął tradycję ogłoszenia współwładcy w osobie przyszłego Ludwika VIII. Wiedział dobrze, że nikt nie będzie kwestionował praw Ludwika do korony.

Z pierwotnej elekcji pozostał tylko jeden zwyczaj, będący raczej liturgiczną pamiątką niż gestem politycznym - aklamacja króla przez możnych podczas koronacji. Aż do Ludwika VIII aklamowano władcę przed namaszczeniem go świętymi olejami. Przy koronacji Ludwika Świętego w 1226 roku dokonano tego już po namaszczeniu. Odtąd sam głos baronów nie czynił już nikogo królem.

W małych i wielkich lennach często dochodziło do sukcesji żeńskiej z braku męskiego potomka. Akwitania miała swoją księżną Alienor, były również hrabiny, które rządziły Tuluzą czy Szampanią, a także Flandrią i Artois. Od 1302 roku Mahaut5, hrabina Artois, zasiadała nawet wśród parów.

Poza granicami królestwa kobiety odgrywały ważną rolę w dziedziczeniu zarówno korony angielskiej, jak i korony łacińskiego Królestwa Jerozolimskiego. Również Joanna Nawarska wniosła w posagu swoje Królestwo Nawarry mężowi Filipowi Pięknemu.

Idea, żeby to kobieta zasiadła na tronie Francji, nie miała sama w sobie niczego, co mogłoby głęboko zaszokować baronów. Nie wiedziano nic o prawie salickim. Królem Francji był zawsze mężczyzna, ponieważ synowie mieli pierwszeństwo przed córkami, a przecież zawsze był jakiś mężczyzna, który mógł odziedziczyć francuską koronę.

Filip Piękny zbliżał się już do czterdziestego piątego roku życia, ale problemy związane z prawem mężczyzn jeszcze go nie zajmowały. Miał trzech synów, już żonatych, a także córkę Izabelę, królową Anglii w wyniku małżeństwa z Edwardem II.

Najstarszy z synów, Ludwik Kłótliwy, był od śmierci swojej matki królem Nawarry. Po śmierci ojca miał zostać jednocześnie królem Francji i Nawarry. Jego żona Małgorzata Burgundzka dała mu co prawda córkę, ale wciąż była młoda, nic więc nie stało na przeszkodzie, żeby urodziła syna. Co do młodszych synów, Filipa Długiego i Karola Pięknego, odpowiednio hrabiów Poitiers i La Marche, poślubili oni córki Mahaut z Artois i hrabiego Ottona Burgundzkiego - Joannę i Blankę. Filip Piękny mógł sądzić, że dziedziczenie jego korony jest zapewnione.

Wszystko legło w gruzach wiosną 1314 roku, kiedy wybuchła afera królewskich synowych. Nieco zaniedbywane przez mężów księżniczki znalazły sobie rozrywkę bez nich. Małgorzata Burgundzka wzięła sobie kochanka w osobie młodego rycerza Gautiera d'Aunay, którego brat Philippe został z kolei kochankiem Blanki z Artois. Joanna z Artois sama nie uczestniczyła w rozpuście siostry i szwagierki, o wszystkim jednak wiedziała.

Reakcja króla była brutalna: bracia Aunay zostali natychmiast osądzeni i straceni z wyrafinowanym okrucieństwem, Małgorzata Burgundzka zmarła z zimna w wieży Château-Gaillard, a Blankę z Artois wtrącono na dziesięć lat do więzienia, resztę życia spędziła zaś w zakonie. Minęło również sporo czasu, zanim Joannie z Artois udało się wykręcić z tej afery.

Był to potężny cios dla sukcesji dynastycznej. Śmierć królowej Małgorzaty, do której doprowadzono celowo, miała pozwolić królowi Nawarry, następcy francuskiego tronu, na powtórny ożenek. Latem 1314 roku przyszły król Francji nie miał jednak ani żony, ani syna. Doczekał się co prawda następczyni Joanny, której nie można było odmówić dziedzictwa nawarskiego, przechodzącego na Kapetyngów za pośrednictwem kobiety, lecz niewierność Małgorzaty mogła kiedyś uzasadnić wątpliwości co do praw Joanny. Był to powód do niepokoju.

We Francji nawet nie rozważano zezwolenia na rządy młodej Joanny. Oznaczałoby to podjęcie ryzyka bardzo poważnego kryzysu politycznego. Jakikolwiek książę pragnący legitymizacji swojego buntu mógłby użyć argumentu idącego w kierunku oskarżenia królowej o pochodzenie z nieprawego łoża. Latem 1314 roku Joanna nie jawiła się jako przyszłość francuskiej korony.

Porządek sukcesyjny był zagrożony. Chociaż Filip Piękny miał trzech synów, nie miał wnuka. A szanse, że jakiegoś się doczeka, były mniejsze niż sześć miesięcy wcześniej. Być może zbliżał się czas dokonania wyboru między potomstwem w linii żeńskiej (ale z której linii?) a kuzynami z Valois lub Évreux.

Choroba dopadła króla latem, nie pozostawiając mu złudzeń. Było już za późno na podejmowanie decyzji w sprawie sukcesji tronu, nie tylko wymagającej dłuższego zastanowienia, ale także wiążącej się bez wątpienia z koniecznością zwołania zgromadzenia baronów i prałatów, które musiałoby wyrazić zgodę, podyktowaną środkami ostrożności. Król Nawarry miał odziedziczyć Francję. Co do własnej sukcesji - sam musiał się o nią postarać. Umierający Filip Piękny zdołał przynajmniej wyrazić swoje zdanie w sprawie nowych zasad przydzielania apanaży, w tej kwestii nie musiał pytać nikogo o opinię.

Apanaże były po prostu dobrami ziemskimi i zwyczajnym lennem - księstwem, hrabstwem, seniorią - które król wydzielał ze swojej domeny, aby nadać je jednemu ze swoich młodszych synów w oczekiwaniu na właściwy podział dziedzictwa. Chodziło o zadbanie o to, żeby przyszły król nie pozostawił bez uposażenia swoich braci, których nie uprzywilejowała kolejność narodzin. Ludwik VIII wydzielił w ten sposób Artois, Poitou i Andegawenię. Ludwik Święty, dużo mniej szczodry, podarował jednemu synowi Valois, drugiemu Perche, a jeszcze innemu Clermont-en-Beauvaisis. Filip III uczynił swojego drugiego syna hrabią Valois, a trzeciego hrabią Évreux. Filip Piękny nadał swoim młodszym synom Poitou i La Marche.

Na mocy listów patentowych, które król opieczętował w dniu swojej śmierci 29 listopada 1314 roku, zmienił się status apanaży Poitou. W wypadku braku męskiego następcy Poitou miało powrócić do francuskiej korony. Pojawiła się klauzula dotycząca linii męskiej.

Biorąc pod uwagę, że mogłoby się zdarzyć w ten sposób, jako rzeczony Filip lub któryś z jego potomków lub następców hrabiów Poitiers umarłby bez własnego potomstwa męskiego, wówczas w takim wypadku nie życzymy sobie, by hrabstwo przeszło na niewiastę, zarządziliśmy zatem, co następuje, czyli gdyby się zaiste zdarzyło, jako rzeczony Filip lub któryś z jego potomków hrabiów Poitiers umarłby bez własnego potomstwa męskiego, naszym życzeniem i nakazem jest, aby hrabstwo Poitiers powróciło do naszego następcy króla Francji i zostało przyłączone do domeny królewskiej.

Ludwik X ledwie zdążył z powtórnym ożenkiem. Zmarł 5 czerwca 1316 roku, po osiemnastu miesiącach panowania, pozostawiając nową królową, Klemencję Węgierską, brzemienną. Na świat przyszedł syn, Jan I, który przeżył zaledwie pięć listopadowych dni. Jego śmierć za bardzo była na rękę niektórym książętom, aby dobry lud nie zaczął mówić o zagadkowym zgonie.

Tymczasem o swoich prawach przypomniał drugi syn Filipa Pięknego. Filip z Poitiers przebywał w Lyonie. Powrócił do Paryża w lipcu, aby od razu narzucić się w charakterze regenta "radzie możnych", która tuż po śmierci Ludwika X wzięła na siebie administrowanie krajem. Zgromadzenie książąt, biskupów i baronów zatwierdziło go w funkcji "strażnika" królestwa. Gdyby królowa powiła syna, Filipowi przypadłaby w udziale regencja w okresie jego małoletności - podobnie zresztą postąpiono niegdyś z Blanką z Kastylii. Dziecko jednak już od dnia swoich narodzin miało być królem.

Gdyby królowa urodziła córkę, zgromadzenie odsunęłoby ostateczną decyzję do czasu kolejnego posiedzenia, które miałoby być zwołane, gdy kolejne córki "osiągną stosowny wiek", czyli trzynaście lat. Korona francuska pozostałaby "pod strażą" regenta do czasu, aż dowiedziano by się... czy córki te jej pragną. Zabawna kwestia, biorąc pod uwagę, że książę Burgundii, brat Małgorzaty i wuj młodej Joanny, protestował już w imieniu swojej siostrzenicy wobec nieprzekazania jej od razu Szampanii, wielkiego lenna będącego drugą połową dziedzictwa nawarskiego, które przeszło w ręce Kapetyngów za pośrednictwem kobiety.

A zatem w 1316 roku wciąż się wahano. Nie ośmielono się stwierdzić, że Joanna mogłaby dostać wszystko, gdyby nie miała brata, tym bardziej nikt nie odważył się powiedzieć, że nie miała żadnych praw. Czy byłyby dwie córki, czy byłaby tylko jedna (jeśli druga by zmarła), niczego to nie zmieniało - decyzja, czy korona ma przypaść regentowi, czy księżniczce po osiągnięciu przez nią wieku trzynastu lat, miała zapaść później. Była to rzeczywiście dziwna perspektywa bezkrólewia, ale ludziom, którzy widzieli tron cesarski wakujący przez pół wieku, wydawała się znacznie mniej osobliwa.

Filip z Poitiers nie miał jednak żadnych wątpliwości i zachowywał się tak, jakby cała sprawa była już wygrana. Jeszcze przed narodzinami Jana I regent złożył u jednego z paryskich rytowników zamówienie na pieczęć monarszą "na majestacie", której mógłby używać, nie czekając na to, czy królowa urodzi córkę. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że po śmierci Jana I pieczęć Filipa V była od razu gotowa?

Śmierć Jana Pogrobowca zmieniła wszystko. Panował zaledwie pięć dni, ale jednak panował. Oznaczało to, że kwestia sukcesji po Ludwiku X, w mniejszym czy większym stopniu uregulowana przez zgromadzenie lipcowe, w listopadzie była już nieaktualna. Teraz chodziło o sukcesję po Janie I, co do której nic nie zostało postanowione.

W czerwcu pojawił się nowy element w politycznej układance. Filip Długi przebywał bowiem wówczas w miejscu oddalonym o dwa tygodnie marszu od Paryża. Przybył do miasta dopiero w listopadzie. Zebrał od razu możnych, których ściągnął do stolicy z okazji królewskich narodzin. Wyrażającym oburzenie stryjowi Karolowi Walezjuszowi i bratu Karolowi z La Marche oświadczył, że uważa się za "najbardziej prawowitego dziedzica królestwa". Już od końca listopada używał tytułu królewskiego, wyciągnąwszy ze skrzyni swoją piękną nową pieczęć. Dziewiątego stycznia otrzymał w Reims królewskie namaszczenie.

Na ceremonii zabrakło kilku ważnych świadków. Książę Gujenny Edward II wymówił się od uczestnictwa. Książę Bretanii wyjaśnił swoją nieobecność nieco później. Odon Burgundzki nie wytłumaczył się wcale - książę już wcześniej opuścił Paryż w gniewie, gdyż odmówiono uznania praw jego siostrzenicy Joanny. Kiedy w Reims koronowano króla, książę Burgundii, marzący niegdyś o byciu jego zięciem, zajmował się już formowaniem koalicji malkontentów, nie zawahał się również spiskować ze zbuntowanymi Flamandami. Udobruchano go dopiero w następnym roku. Jego siostrzenica Joanna z Nawarry uzyskała rentę w wysokości 15 tysięcy liwrów6, on zaś otrzymał dla swojej narzeczonej, córki nowego króla, obietnicę przyznania hrabstw Artois i Burgundii. Król został ich naturalnym dziedzicem po śmierci swojej teściowej Mahaut.

Wprowadzono jedno, w gruncie rzeczy pozorne, zastrzeżenie: po ukończeniu dwunastego roku życia Joanna z Nawarry miała ratyfikować traktat, który wydziedziczał ją z Nawarry i Szampanii. Całe dziedzictwo po pierwszej Joannie z Nawarry, żonie Filipa Pięknego, zostało zatem wycenione na 15 tysięcy liwrów.

Filip V doprowadził do odsunięcia swojej bratanicy od korony. Dziedziczenie w linii męskiej wprowadzone przez Filipa Pięknego dla jednego z apanaży rozciągnięto zatem na całe królestwo. Mimo to przekonanie, że w 1316 roku właśnie ostatecznie rozwiązano problem, oznaczałoby wykazanie się kiepską znajomością ówczesnej sytuacji. Zgromadzenie lipcowe o niczym nie przesądziło. Kolejne, zwołane w listopadzie, jeszcze mniej liczne i gorzej zorganizowane, mogło tylko potwierdzić istniejący stan rzeczy, gdyż Filip z Poitiers był już przy władzy.

Problemem Joanny było nie tylko to, że była dziewczynką, ale przede wszystkim to, że była dzieckiem. Być może dodatkowo pogrążał ją fakt pochodzenia od niewiernej królowej. W porównaniu z nią Filip z Poitiers wydawał się prawdziwym mężczyzną, zdolnym do wypełniania królewskich obowiązków, do których przysposobił go ojciec. Dał się już poznać książętom zarówno podczas wojny, jak i w arkanach królewskiej dyplomacji. Był inteligentny, zręczny i zdecydowany. Nadawał się na króla.

Karol z La Marche, trzeci syn Filipa Pięknego, był niechętny wyniesieniu Filipa V. Z bratem hrabią mógł rywalizować o dominację w Radzie królowej matki. Nie mógł jednak marzyć o niczym innym, jak tylko o znikomej roli w Radzie swojego królewskiego brata. W myśl tej samej zasady w 1322 roku odziedziczył po nim tron. Filip V pozostawił po sobie jedynie cztery córki - nikt nawet nie pomyślał, by uczynić jedną z nich królową Francji. Karol Piękny przejął koronę, jak gdyby rzecz wynikała sama z siebie, nie było żadnego słowa sprzeciwu.

Sześć lat panowania i oto historia zatoczyła koło: 1 lutego 1328 roku Karol IV zmarł, pozostawiając wdowę, która była jego trzecią żoną, w siódmym miesiącu ciąży. Przed śmiercią wydał jednak dyspozycje: jeśli królowa urodzi syna pogrobowca, zostanie on królem pod regencją kuzyna, Filipa Walezjusza, a jeśli dziecko będzie córką, to parowie i najwięksi baronowie wybiorą na króla tego, którego prawa wydadzą im się najlepsze. Trudno byłoby lepiej wyrazić słowami umywanie rąk...

Filip Walezjusz

Sytuacja z 1328 roku nie była jednak dokładnym odbiciem stanu z 1316 roku. Wtedy Filip z Poitiers był jednocześnie najbliższym dorosłym krewnym w ogóle, najbliższym krewnym płci męskiej i najstarszym z bliskich krewnych zmarłego króla Francji. Karol był młodszy, Izabela jeszcze młodsza, a Joanna była dzieckiem. Pozostali byli jedynie dalszymi kuzynami.

W 1328 roku Filip Walezjusz nie był ani najbliższym krewnym w ogóle, jeśli spojrzeć na drzewo genealogiczne (była nim Izabela, królowa Anglii), ani najbliższym w linii prostej, gdyż ostatni Kapetyngowie pozostawili przecież córki, obecnie już zamężne. Wówczas jednak trzydziestopięcioletni hrabia Valois był najbliższym krewnym królewskim płci męskiej i najstarszym mężczyzną w rodzinie, wszyscy uznawali go za głowę rodu. Uchodził za mądrego, cieszył się przy tym reputacją odważnego rycerza. Troszczył się o prawa innych jak o własne i zyskał szacunek baronów, którzy widzieli w nim jednego ze swoich.

Możni zebrali się dzień po pogrzebie Karola IV. Prawdopodobnie już wtedy Walezjusz przyjął tytuł regenta. Być może nawet używał go, kiedy jego królewski kuzyn był konający. Zgromadzenie mogło jedynie uznać fakty dokonane.

Od tej chwili prawnicy, z którymi się konsultowano, nie kryli swoich wątpliwości: czy celowe wykluczenie kobiet ma jakąkolwiek podstawę? Niektórzy z doktorów prawa cywilnego i kanonicznego zasiadający w Radzie podjęli wraz z możnymi królestwa zupełnie nowy wątek: czyż Edward III, król Anglii, nie jest wnukiem Filipa Pięknego, a przy tym jedynym jego męskim potomkiem? Walezjusz to w końcu zaledwie bratanek Filipa Pięknego...

Oczywiście nietrudno było znaleźć sposób na odrzucenie tego argumentu. Jeśli kobiety miałyby prawa do korony, to przecież właśnie córka Ludwika X była najstarszą przedstawicielką rodu. A jednak została odsunięta. Skoro zatem kobiety nie miały, jak się wydaje, praw do korony, to jak Edward uzyskałby po swojej matce prawa, których ta nie posiadała?

Poza tym uznanie praw Edwarda III wprowadziłoby totalny zamęt. Wkrótce bowiem powstaliby przeciwko niemu przyszli, jak się okazało - nadzwyczaj liczni synowie córek Ludwika X, Filipa V czy Karola IV. Urodzony cztery lata później syn jednej z nich, Karol Zły, często przypominał Janowi II, że to właśnie on jest wnukiem Ludwika X.

Prawdę mówiąc, nie rozwodzono się zbyt długo nad tą kwestią, gdyż sedno sprawy leżało gdzie indziej: francuscy baronowie nie życzyli sobie obcego księcia, obojętnie - będącego lub niebędącego wnukiem francuskiego monarchy. Co z tego, że znał francuską mowę lepiej niż angielską? To samo można powiedzieć o wielu królach ocierających się o paryski dwór.

Nigdy dotąd nie widziano ani nie słyszano, aby Królestwo Francji miało podlegać rządom królów Anglii.

Dodajmy jeszcze to, co baronowie przemilczali na zgromadzeniach, ale nie na tajnych naradach w mniejszym gronie. Nie odrzucali oni króla jako takiego - dobrze wiedzieli, że potrzebują monarchy. Lecz feudałowie, którzy piętnaście lat wcześniej złączyli siły w walce z nadużyciami monarchii, nie chcieli zbyt potężnego króla. Sytuacja Edwarda III była bowiem paradoksalna. Rok wcześniej został wyniesiony do władzy w Anglii na skutek buntu, który zakończył się zamordowaniem jego ojca Edwarda II. Będąc jeszcze zbyt młodym na rzeczywiste sprawowanie rządów (miał zaledwie siedemnaście lat), został całkowicie zdominowany przez matkę Izabelę Francuską, kobietę o silnej osobowości, oraz jednego z baronów, Rogera Mortimera, o którym wszyscy wiedzieli, że jest kochankiem królowej. A przecież już w Paryżu baronowie francuscy byli świadomi tego szokującego związku, którego Izabela nawet nie usiłowała ukryć.

Krótko mówiąc, z jednej strony Edward III był za słaby, aby wysuwać roszczenia do korony swojego dziadka Filipa Pięknego i liczyć na sukces, z drugiej jednak - był potencjalnie zbyt potężny, aby feudałowie francuscy mogli mieć interes w połączeniu koron Francji i Anglii w osobie tego drobnego młodzieńca.

Dziedzictwo Francji

W lutym 1328 roku wielkie zgromadzenia uznały więc za najbardziej naturalny wybór kogoś z własnego grona. Nie brakowało kandydatów do dziedzictwa, lecz tak naprawdę nikt nawet nie spróbował stanąć w szranki z hrabią Filipem Walezjuszem. Był on najstarszym przedstawicielem linii męskiej, synem Karola Walezjusza, który określał się w dokumentach jako "syn króla Francji, hrabia Valois". Dzięki temu, że w 1316 roku odsunięto córkę Ludwika X, Filip VI został w 1328 roku dziedzicem królestwa. Arcybiskup Jean de Marigny, brat Enguerranda7, powieszonego w 1315 roku, przekazał to dosadnie wszystkim baronom i prałatom, którym brakowało argumentów, ubierając na potrzeby heraldyki tekst ewangeliczny w figurę retoryczną w stylu scholastycznym:

Lilie nie wydają na świat córek.

Dziecko, którego oczekiwano, okazało się jednak córką. Można było sądzić, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby Filip Walezjusz został królem. Sprawa okazała się jednak bardziej złożona i regent musiał jeszcze w kwietniu negocjować z baronami. Być może wykazał się w tej ostatniej fazie negocjacji większą ostrożnością niż w lutym, chociaż wygrana była tym razem pewna. Nie okazywał jednak niepokoju - w chwili rozwiązania królowej wdowy zaryzykował podróż do Normandii.

W zamian za koronę regent, którego praw nikt właściwie nie kwestionował, musiał pójść na wiele ustępstw terytorialnych czy finansowych, a także obiecać interwencję we Flandrii (skutkiem było Cassel) i ukrócenie nadużyć administracji. Obietnicę zajęcia się tymi samymi nadużyciami złożył już wcześniej Filip Piękny, aby uzyskać przyzwolenie na przystąpienie królestwa do walki z papieżem Bonifacym VIII. W tych dniach, kiedy korona Francji - po raz pierwszy od 987 roku - była rzeczywiście przedmiotem swego rodzaju elekcji, pretendent wykazał się rozwagą. Nie zlecił zawczasu, tak jak niegdyś jego kuzyn Filip V, wykonania pieczęci ze swoim imieniem. Zaczekał do koronacji w Reims 29 maja 1328 roku, aby zamienić pieczęć wykonaną dwa lata wcześniej, po śmierci ojca Karola (ukazującą hrabiego Valois na koniu, z uniesionym wysoko mieczem), na nową matrycę z wizerunkiem władcy "na majestacie", zasiadającego na gotyckim tronie.

Edward III i garstka jego zwolenników nie mieli żadnych złudzeń. Francja pragnęła króla "pochodzącego z królestwa". Król Anglii był jednak pamiętliwy. Zaczął mówić o dniu, w którym będzie mógł odzyskać swoje "prawo i dziedzictwo". Już w maju 1328 roku kazał przypomnieć Filipowi VI, że to właśnie on jest "prawowitym dziedzicem" Królestwa Francji. Później musiał ustąpić - w Amiens złożył hołd z tytułu posiadania Gujenny. Edward uratował tym hołdem to, co pozostało z księstwa, lecz zarazem uznał swojego kuzyna Walezjusza królem Francji.

Kiedy po obu stronach kanału La Manche zmierzano powoli w kierunku wojny, Edward i jego otoczenie przypomnieli sobie o jego prawach jako syna Izabeli Francuskiej. Angielski Parlament, który zebrał się w Nottingham we wrześniu 1336 roku, uznał konieczność obrony praw króla. "Prawo mężczyzn" nie miało nic wspólnego z tym parciem do wojny, ale zapewniło coś więcej niż tylko pretekst - uzasadnienie.

Należy zaznaczyć, że na tym etapie nikt jeszcze nie wyszedł z dziwaczną propozycją, aby wydobyć z niebytu stare prawo Franków salickich, zapomniane nawet przez samych jurystów. W tekście tym, po raz ostatni poddanym przeglądowi w czasach Karola Wielkiego, nie było żadnych odniesień do organizacji władzy politycznej. Jak wszystkie "barbarzyńskie" prawa, na przykład Wizygotów czy Burgundów, prawo Franków kładło nacisk na relacje społeczne, zajmowało się własnością dóbr, określało wysokość kar pieniężnych, grzywien czy odszkodowań, którymi miały się kończyć najróżniejsze sprawy - od zabójstwa do kradzieży koni, od wybicia oka do zerwania zaręczyn. W artykule traktującym o przejęciu w spadku "wolnej" ziemi była mowa o tym, że kobiety są z niego wyłączone. Pierwszym, który przypomniał sobie o tym prawie i zastosował je w odniesieniu do sukcesji francuskiej korony, był - wkrótce po klęsce pod Poitiers - pewien mało oryginalny kronikarz.

Dziedzictwo Nawarry

W zakresie pozostałej części dziedzictwa, czyli Nawarry i Szampanii, książęta francuscy już tak łatwo nie pozwalali Walezjuszom na samowolę. Po śmierci zarówno Ludwika X, jak i Filipa V wybrano brata zamiast córki. Karol IV, który pożegnał się z tym światem w 1328 roku, był królem Francji i Nawarry. Córka Ludwika X, którą w 1314 roku możni Królestwa Francji odsunęli od wszelkiego dziedzictwa, podrosła. Zrezygnowała i otrzymała odszkodowanie. Po dojściu do pełnoletności nie potwierdziła jednak swojej rezygnacji z Nawarry - rezygnacji, która była w końcu jedynie tymczasowa.

Skoro córki mogły dziedziczyć Nawarrę, a nie można było twierdzić inaczej, to była ona najstarszą wnuczką królowej Joanny z Nawarry, żony Filipa Pięknego. Miała wówczas męża zdolnego do odegrania roli przywódcy - swojego kuzyna Filipa z Évreux, syna drugiego brata Filipa Pięknego. Gdyby linia Walezjuszów wygasła, to właśnie Filip z Évreux byłby najstarszym z linii męskiej. Tak więc po raz pierwszy od czasów Hugona Kapeta korona francuska przechodziła na kuzynów. Filip z Évreux był wściekły, że jest przedstawicielem młodszej linii. Przynajmniej z Nawarrą i Szampanią miało być inaczej.

Przeciwko Filipowi z Évreux i jego żonie wystąpił cały tłum córek Filipa V i Karola IV. Ci dwaj władcy także byli królami Nawarry, a ich córki nie zrezygnowały z nawarskiego i szampańskiego dziedzictwa ojców i babki, jak to uczyniła Joanna, a może raczej - jak to uczyniono w jej imieniu. Czy w długim ciągu wnuczek królowej Joanny, która w posagu wniosła Kapetyngom Nawarrę, lepiej było być najstarszą czy córką tego, który panował ostatni w kolejności? Oczywiście córki dwóch ostatnich Kapetyngów nie przepuściły okazji, aby przypomnieć, że im - w przeciwieństwie do Joanny - nie wypłacono odszkodowania.

Córki te miały jednak swoich rzeczników. Książę Burgundii Odon poślubił najstarszą z córek Filipa V, kładąc na szalę swoje wpływy. Wszyscy przecież wiedzieli, że matka księcia była córką Ludwika Świętego - odkąd zaczęto mówić o prawach kobiet, Odon Burgundzki i jego żona zaczęli kumulować tytuły. Interesy dzieci ostatniego kapetyńskiego króla Karola IV reprezentowała ich matka, królowa Joanna z Évreux, trzecia żona nieszczęsnego męża, niegdyś zdradzanego przez Blankę z Artois. Przedstawiciele rodu Évreux, który wraz z dojściem do władzy Walezjuszów stał się pierwszą boczną gałęzią domu Francji, ale dzięki swoim związkom matrymonialnym nosił barwy głównej linii Kapetyngów, pojawili się również z drugiej strony drzewa genealogicznego.

W tym wszystkim niewiele mówiono o Nawarczykach. A przecież stolicą Nawarry była i jest Pampeluna, nie zaś Paryż. Nawarczycy, znużeni tym, że ich kraj nie przestaje być przedmiotem paryskich targów, pragnęli przede wszystkim mieć własnego udzielnego władcę. Nie chcieli, żeby Nawarra była kolonią francuską.

Kiedy tak układano się bez ich udziału, nawarscy baronowie dali do zrozumienia, że odrzucają wszystkie ustalenia w sprawie następstwa podejmowane od 1316 roku. Stwierdzili, że w żadnym wypadku nie złożą hołdu nikomu innemu, jak tylko najstarszej córce najstarszego syna ich dawnej królowej. Wszyscy Nawarczycy bez wyjątku stali murem za Joanną i jej mężem Filipem z Évreux.

Nie musieli zastanawiać się nad zasadą sukcesji kobiet. Przecież to królowa wniosła Francji w posagu Nawarrę. Cóż z tego, że ciągłość rodu była zapewniona wyłącznie przez jej wnuczkę? Młodsza Joanna była równie zdolna, jak jej babka imienniczka. Nawarra nie musiała przejmować się tym, co popychało Francję w kierunku prawa mężczyzn, a mianowicie przypadkowym przejściem korony w niepowołane ręce. Francja nie chciała za króla cudzoziemca? Nawarra w ciągu jednego stulecia przeszła w ręce Szampańczyków, później zaś Kapetyngów.

Było jednak coś więcej. Królowa Francji Joanna z Nawarry cały czas zajmowała się sprawami szampańskimi, ale nie można powiedzieć, żeby poświęcała wiele czasu problemom Nawarry. Żona Filipa Pięknego mogła z Paryża rządzić Troyes, lecz nie Pampeluną. Jej syn Ludwik X odziedziczył oba królestwa, zajmował się jednak przede wszystkim Francją. Baronowie Nawarry mieli już dość zależności od korony francuskiej. Dynastia szampańska przybyła do ich królestwa zza Pirenejów. Przejęcie tronu przez dynastię francuską wiązałoby się z ryzykiem wchłonięcia Nawarry przez Francję. Opowiadając się po stronie rodu Évreux, Nawarczycy pragnęli nie tylko króla na pełny etat, ale także króla, który zawdzięcza swój tytuł wyłącznie koronie Nawarry.

Filip VI mógł ustąpić w sprawie Nawarry, lecz nie w sprawie Szampanii. Przed niespełna stuleciem hrabiowie Szampanii stanowili najpoważniejsze zagrożenie dla domeny królewskiej i jakikolwiek sojusz Szampańczyków wystawiał francuską koronę na niebezpieczeństwo. Nowy król Francji nie mógł się zgodzić na to, aby ten sam książę był hrabią Szampanii i pierwszym spośród normandzkich baronów. Utratę Nawarry można było przeboleć, ponieważ bezpieczeństwo Paryża było ważniejsze.

Dziedzictwo Nawarry

Wielka Rada, która zebrała się w kwietniu 1328 roku w Saint-Germain-en-Laye, dokonała podziału dziedzictwa nawarskiego: ród Évreux miał zachować Nawarrę wraz z koroną królewską, co nie było bez znaczenia dla tych, którym francuska korona przeszła koło nosa, z kolei Szampania i Brie miały pozostać przy Walezjuszach w zamian za rekompensatę.

Filip VI usunął zagrożenie ze strony niebezpiecznego sąsiada na wschodzie. Był jednak jeszcze jeden wasal, którego podległość stwarzała problemy, ponieważ sam również był królem, choć spoza Królestwa Francji. Był nim Edward III. Teraz był już drugim w kolejności. Największy z normandzkich baronów sam był królem.

Ród Évreux popełnił błąd, zgadzając się na późniejsze określenie rekompensaty. Właściwie nie wiadomo, za co oddawał Szampanię i Brie. Rekompensata, której formę określono dopiero w 1336 roku, ograniczała się do normandzkiej baronii Mortain oraz do hrabstwa Angoul?me (w tym ostatnim wypadku jedynie tymczasowo). Syn Filipa z Évreux i Joanny z Nawarry przypomni sobie w przyszłości, że został okradziony. Ten syn, który będzie żałował, że urodził się zbyt późno, aby otrzymać należną sobie część kapetyńskiego dziedzictwa, zapisze się w historii jako Karol Zły.

Karol, urodzony w 1332 roku, został po śmierci ojca hrabią Évreux. Ze strony ojca był stryjecznym wnukiem Filipa Pięknego. Królem Nawarry został po śmierci matki - z jej strony był z kolei wnukiem Ludwika X. Był potomkiem Filipa III w linii męskiej, tak samo jak Filip VI Walezjusz, lecz był od tego ostatniego bliżej spokrewniony z ostatnimi Kapetyngami, choć w linii żeńskiej. Dopóki obowiązywała zasada dziedziczenia w linii męskiej, dopóty nic nie można było zrobić. Kiedy jednak pewnego dnia Anglik podał tę zasadę w wątpliwość, wówczas Karol z Évreux i Nawarry dostrzegł w tym swoją szansę.

Robert z Artois

Sprawa Artois przysporzyła Filipowi VI nowego wroga, który był całkowicie niezwiązany z rywalizacjami wokół francuskiej korony, ale wkroczył do tej gry pchany chęcią wyładowania własnych frustracji.

Bratanek Ludwika Świętego, Robert z Artois, który poległ w bitwie pod Courtrai w 1302 roku, pozostawił po sobie niepewne dziedzictwo, jego syn Filip zmarł bowiem jeszcze przed nim. W miejsce syna, poległego w bitwie pod Furnes w 1298 roku, który niewątpliwie miałby przewagę nad swoją siostrą Mahaut, Robert miał tylko jednego męskiego potomka - wnuka, również Roberta. Nikt jednak na królewskim dworze nie popierał tego piętnastoletniego chłopca.

Z kolei Mahaut była żoną niezwykle wpływowego Ottona IV Burgundzkiego, rozczarowanego księcia, który miał prawie bez walki pozwolić Kapetyngom na położenie ręki na nieosiągalnym dla nich dotąd obszarze Cesarstwa tworzącym hrabstwo Burgundii, znane także jako Franche-Comté. Otton był władzy potrzebny, Mahaut była już wówczas potężna, a Ludwik Święty, ofiarowując Artois swojemu bratu Robertowi, nigdzie nie zastrzegł, że lenno ma być zarezerwowane dla mężczyzn. Jak wiadomo, podobna klauzula pojawiła się w dynastycznym prawie francuskim jedynie w odniesieniu do Poitou w dniu śmierci Filipa Pięknego.

Samo prawo wydawało się faworyzować Mahaut. Zwyczaje Artois nie przewidywały zastąpienia zmarłego syna następcy jego wnukiem. Następcą miał być żyjący potomek, obojętne jakiej płci. Król i parowie zgodzili się zatem, żeby przyznać Artois Mahaut, jej bratanek Robert miał się zaś zadowolić nieznaczącym hrabstwem Beaumont-le-Roger.

Odtąd Robert z Artois nie pomijał żadnej okazji, aby mówić o doznanej krzywdzie. W trakcie wielkiego fermentu feudalnego w 1316 roku stanął na czele baronów Artois walczących z hrabiną. Filip V, z którym zawarł pokój, przystał nawet na otwarcie dochodzenia, które zakończyło się dla Roberta pechowo - potwierdzeniem decyzji z 1302 roku. W maju 1318 roku Trybunał Parów ponownie odrzucił roszczenia Roberta do hrabstwa.

Bratanek Mahaut był wciąż tylko malkontentem, w gruncie rzeczy zachowywał się jednocześnie jak typowy francuski książę i lojalny wasal swoich kapetyńskich kuzynów. Chociaż Filip V był zięciem Mahaut, powierzał Robertowi różne misje. Z kolei Karol IV obsypywał go prezentami i łaskami. Zaszczytne małżeństwo uczyniło go w 1318 roku zięciem Karola Walezjusza i zmarłej Katarzyny z Courtenay, dziedziczki konstantynopolitańskiego tytułu cesarskiego. Robert z Artois był zatem szwagrem Filipa Walezjusza, który w 1328 roku zasiadł na francuskim tronie.

Dziedzictwo Artois

Robert był jednym z tych, którzy w lutym 1328 roku poparli w Radzie sprawę Walezjuszów. Filip VI pamiętał o tym, czyniąc go parem Francji. Przyznawał mu pensję za pensją. Robert z Artois miał w Radzie wpływy. W otoczeniu królewskim uchodził za królewskiego zausznika, a w oczach opinii publicznej był przyjacielem króla, jego towarzyszem. Pozycja ta powinna mu w zasadzie wystarczyć.

Robert był innego zdania, sądził, że nadszedł właściwy moment na wznowienie starego sporu z Mahaut. Uważał, że przed laty ciotka zwyciężyła w tym sporze dzięki przychylności króla, teraz zaś to on cieszył się jego łaskami. Czas działał na jego korzyść. Co więcej, pojawił się nowy czynnik w zwyczajach tworzących prawo, a przecież to właśnie precedensy decydują o zwyczajach: czyż bowiem w 1302 roku nie wykorzystano prawa zwyczajowego, aby go odsunąć? Hrabia Flandrii Robert z Béhune pozostawił swoje hrabstwo Ludwikowi z Nevers, najstarszemu ze swoich wnuków, a nie temu z synów, który przeżył starszego brata. Robert z Artois mógł zatem słusznie sądzić, że praktyka ta weszła do zwyczaju z korzyścią dla niego, ponieważ precedens ten był bliski jego sprawie zarówno w czasie, jak i w przestrzeni.

Ten nowy epizod nosił wszelkie znamiona nowego konfliktu feudalnego: oto zawiązywały się przymierza między książętami, następowała interwencja suzerena, pojawił się osąd Trybunału Parów. Robertowi udało się pozyskać księcia Bretanii i królewskiego brata, hrabiego Alençon. To były jego atuty. Związał się także z tymi, których autorytaryzm Mahaut zmusił w samym Artois do swoistej stałej opozycji.

W odpowiednim momencie z pomocą przyszła dawna przyjaciółka potężnego doradcy Mahaut, Thierry'ego d'Hirson. Nazywała się Jeanne de Divion. W przygotowywanym procesie Robert miał dowieść, że podczas zawierania małżeństwa jego ojca Filipa hrabia Robert II opowiedział się za przejściem praw do Artois na potomstwo Filipa z pominięciem Mahaut. Jeanne de Divion zaproponowała, że postara się o odpowiednich świadków.

Wszyscy ci świadkowie powiedzieli później na swoją obronę, że obawiali się odmówić zeznawania na rzecz księcia, który wydawał im się wszechpotężnym królewskim zausznikiem.

Śmierć Mahaut w listopadzie 1329 roku przyspieszyła całą sprawę. Filip VI przejął hrabstwo Artois pod swoją opiekę do momentu wydania wyroku przez zgromadzony trybunał, który to wyrok, jak sądzono, miał być korzystny dla Roberta. Zresztą król mianował zarządcą rzeczonego dziedzictwa jednego z baronów pozostającego w konflikcie ze starą hrabiną, Ferriego de Picquigny. Dziedziczką Mahaut została wdowa po Filipie V, ta sama Joanna z Artois, która niegdyś była zamieszana w sprawę cudzołóstwa swojej siostry i szwagierki. Zezwolono jej na złożenie tymczasowego hołdu - tym bardziej tymczasowego, że niedługo później zmarła. Niektórzy twierdzili, że śmierć ta była wyjątkowo korzystna dla interesów Roberta.

W rzeczywistości na śmierci Joanny z Artois skorzystał przede wszystkim główny przeciwnik Roberta w Trybunale Parów - książę Burgundii, którego żona, córka Filipa V, zostałaby dziedziczką Artois w wypadku ponownego odsunięcia Roberta.

Sprawa zaczynała się tak komplikować i tak dzielić Trybunał Parów, że w pewnej chwili Filip VI zawahał się, czy nie rozwiązać jej w najgorszy możliwy sposób: zachowując Artois dla siebie i wypłacając odszkodowania wszystkim stronom mającym do niego prawo, czyli Robertowi z Artois i Odonowi Burgundzkiemu. Stany Artois wszystko jednak zablokowały, odmawiając rozpisania podatków koniecznych do wypłacenia odszkodowań. Było bowiem oczywiste, że ludność Artois nie odniosłaby w tej sytuacji żadnych korzyści.

Był już najwyższy czas, żeby zakończyć ten proces, gdyż z braku pieniędzy kompromis okazał się niemożliwy. Postępowanie wznowiono. Już 14 grudnia 1330 roku uczeni wyznaczeni przez Parlament ogłosili wszem wobec wyniki ekspertyzy dokumentów dostarczonych przez Roberta z Artois na poparcie jego deklaracji - były to falsyfikaty, na dodatek wykonane topornie. Szybko odkryto tożsamość fałszerza: była nim Jeanne de Divion.

Można sobie wyobrazić ogólne oburzenie. Najwierniejsi zwolennicy Roberta porzucili jego sprawę. Król natychmiast go opuścił. Książę Odon Burgundzki i jego szwagier Ludwik z Nevers triumfowali. Trybunał wydał od razu pierwszy wyrok z powództwa cywilnego - Robert z Artois nie miał żadnych praw do dziedzictwa swojego dziadka. Po raz trzeci poniósł klęskę.

Kolejnym krokiem było postępowanie karne, dające wszystkim łowcom sensacji okazję do szeroko zakrojonej plotkarsko-oszczerczej nagonki. Rezultat takiego postępowania można było przewidzieć, gdyż sporządzanie fałszywych dokumentów było zbrodnią obrazy majestatu. Jeśli królewski wymiar sprawiedliwości nie ukarałby z największą surowością wprowadzania do obrotu prawnego fałszywych lub podrobionych dokumentów królewskich, to jak wyglądałaby sprawa z wiarygodnością królewskiej pieczęci? Król nie mógł pobłażać tym, którzy rujnowali jeden z głównych filarów wyrażania monarszej potęgi, a mianowicie stanowienie prawa, które uzewnętrzniało się opieczętowywaniem oryginalnego dokumentu. Dnia 6 października 1331 roku Jeanne de Divion została spalona na stosie.

Robert z Artois nie mógł uniknąć postawienia przed Trybunałem Parów. Zdał sobie sprawę z zagrożenia i wolał się usunąć. Od tej pory był osamotniony. Słusznie czy niesłusznie, tworzenie falsyfikatów uważano za przyznanie się do klęski. Niewielu znalazło się takich, którzy - tak jak opat Vézelay - dali do zrozumienia niezręcznemu księciu, że bez względu na to, czy dokumenty były fałszywe, czy nie, jego prawa do Artois pozostają zasadne.

Robert został także bankrutem. Przechwalał się wprawdzie, że bez problemu uzyskałby kredyt od kilku paryskich finansistów, ale rzeczeni mieszczanie pospiesznie zapewnili króla, że nic takiego nie może się zdarzyć.

Chcąc udowodnić za dużo, Robert z Artois podpisał na siebie wyrok. Dnia 6 kwietnia 1332 roku Trybunał Parów skazał go na banicję. Książę Bretanii Jan III jako jedyny zagłosował przeciwko tej sentencji.

Klęska stryjecznego wnuka Ludwika Świętego nie wpłynęła na stosunki angielsko-francuskie. Edward III ustąpił w sprawie hołdu, co oznaczało, że porzucił wszelkie roszczenia do francuskiej korony. Uznał się wasalem swojego kuzyna Filipa VI z tytułu akwitańskiego księstwa lub przynajmniej tego, co mu z niego pozostało. A przecież w Radzie Królewskiej zwolniło się miejsce, zajmowane do tej pory przez Roberta z Artois. Widać było również wyraźnie, że wielcy baronowie francuscy, którzy w ślad za Odonem Burgundzkim jeszcze niedawno okazywali Anglikowi pewną sympatię, nagle się z tego wycofali.

Robert z Artois, po różnych peregrynacjach do Namuru, Louvain, Brukseli, a nawet Awinionu, postanowił zaproponować swoje usługi Anglii. Była to kwestia nie tyle upodobania, ile braku innych możliwości. Jeśli hrabia Robert zechciałby się pewnego dnia zemścić, to właśnie jego angielski kuzyn byłby najlepszym orężem. Robert bowiem nie uważał się wcale za pokonanego:

Dzięki mnie został królem. I dzięki mnie być nim przestanie.

Przebrany za kupca dotarł do Anglii wiosną 1334 roku i rozpoczął krecią robotę. Być może wcześniej Edward III rzeczywiście pragnął porozumienia ze swoim francuskim kuzynem, ale teraz chciał słuchać tego, który obiecywał mu wspaniałe sojusze - i czynił to z przekonaniem. Robert z Artois otwarcie powiedział królowi Anglii to, czego nie mówił mu jeszcze żaden z francuskich baronów: syn Izabeli Francuskiej jest bliższym dziedzicem Kapetyngów niż hrabia Valois. Edward nie musiał tego usłyszeć, sam tak uważał. Co nie zmienia faktu, że słowa Roberta połechtały jego ambicję.

Marsz ku wojnie

Wtedy właśnie wszystkie figury na szachownicy zostały jednocześnie wprawione w ruch. Wiosną 1336 roku Anglia drżała na myśl o możliwości francuskiej inwazji. Aby powstrzymać Walezjuszów przed mieszaniem się w sprawy szkockie, należało zaatakować ich na kontynencie. Kwestionując prawa Filipa VI, Robert z Artois dostarczył jedynie dodatkowego pretekstu. W rzeczywistości widmo nieuniknionej wojny wisiało w powietrzu już od dwóch wieków, od czasów Alienor, księżnej Akwitanii, francuskiej wasalki poślubionej władcy Anglii.

W innych okolicznościach uczyniono by wszystko, żeby nie dopuścić do wojny lub szybko ją zakończyć. W dalszej i bliższej przeszłości zarówno Ludwik Święty, jak i Filip Piękny wahali się pozbawić prawowitego następcę dawnych książąt Akwitanii jego dziedzictwa. Siłowe zakończenie sprawy Gujenny wydawało się Kapetyngom czymś w rodzaju zamachu na porządek prawny, na który suzeren nie mógł się tak łatwo zdobyć. Najazd na Gujennę w celu zmuszenia opornego wasala do uległości był dopuszczalny, ale odebranie mu ziemi jego przodków - już nie. Ograniczono się jedynie do okrojenia jej do odpowiednich rozmiarów.

Wydawało się jednocześnie, że Plantagenet pragnął jak najmniej angażować się w wojny akwitańskie, w których miał znacznie więcej do stracenia niż do zyskania. Wiele wody upłynęło już w rzekach od czasu zmuszenia do odwrotu wrogiej koalicji pod Bouvines i La Roche-aux-Moines w 1214 roku - koalicji, w ramach której zapalczywy Jan bez Ziemi i jego sojusznicy z Flandrii i Cesarstwa usiłowali wziąć w kleszcze domenę królewską wraz ze stolicą. Królowie angielscy, zaangażowani w walki ze Szkotami, z Walijczykami, a nawet z własnymi angielskimi baronami długo usiłowali zaprowadzić pokój na pograniczu Gujenny.

I oto nagle ich postawa uległa zmianie. Nastąpił marsz ku wojnie. Edward zdał sobie sprawę, że jego baronowie się nudzą. Kierując na kontynent ich chęć działania i pragnienie zysków, chciał uchronić swoją koronę od spisków. Od dwudziestu lat dwór angielski był jednym wielkim żmijowiskiem. Klany walczyły między sobą o władzę. Każdy faworyt reprezentował interesy tej czy innej grupy. Najpierw jaśniała gwiazda kochanka króla, Huguesa Despensera, później kochanka królowej, Rogera Mortimera. Egzekucja goniła egzekucję, a spisek gonił spisek. Edward zaczął myśleć tak jak niegdyś Urban II wzywający do krucjaty: zamiast walczyć między sobą lub z władzą ustanowioną przez Boga, niech raczej ruszą za morza bić się ze wspólnym wrogiem.

Filip VI był władcą ambitnym, który próbując zorganizować swój rząd, odkrył - tak jak jego stryj Filip Piękny dwadzieścia lat wcześniej po zwycięstwie nad Flamandami - gorzką prawdę: pokój oznaczał ubóstwo. Nikt w początkach XIV wieku nie był jeszcze gotów pojąć, że rząd potrzebował innych stałych dochodów niż te, które domena królewska dostarczała królowi jako suzerenowi. Oczywiście Walezjusze, tak jak i Kapetyngowie, dysponowali prawdziwą potęgą terytorialną, dzięki której król Francji mógł utrzymywać swoją pozycję wśród feudałów. Życie dworskie, polowania, wiana dla córek, pasowania synów na rycerzy, szczodrość okazywana książętom, jałmużna rozdawana ubogim - na to wszystko wystarczało środków, i to z nawiązką. Król pan miał się dobrze, król suzeren również.

Elementem, który nie do końca sprawnie działał, było samo funkcjonowanie państwa. Król suzeren musiał targować się o środki niezbędne do sprawowania władzy. Coraz bardziej rozbudowana administracja, sądy, przede wszystkim sąd apelacyjny, który był najlepszym narzędziem rozszerzania prerogatyw królewskich kosztem feudałów, gwarancje królewskie, rozciągnięte rzecz jasna także na transakcje kupców cudzoziemskich we Francji oraz na umowy między mieszczanami w kwestiach podziału zarządu miast - wszystko to wymagało władzy królewskiej dysponującej regularnymi dochodami, odrębnymi od wpływów z domeny królewskiej króla posiadacza i królewskich przychodów feudalnych zależnych od możliwości jego wasali.

A przecież "nadzwyczajne" wpływy władcy przeznaczone były zwyczajowo dla "dobra publicznego", czyli na cele związane z obroną królestwa. Od czasów Filipa Pięknego były oficjalnie uznanym ekwiwalentem służby wojskowej, wymaganej od poddanych w sytuacji zagrożenia. Król wolał pobierać ten ekwiwalent w pieniądzu niż przeprowadzać pobór źle wyposażonych i wyszkolonych ludzi.

W okresie wojny flandryjskiej, zwłaszcza w trudnych latach, które nastąpiły po klęsce pod Courtrai w 1302 roku, Francja zaczęła cierpieć pod jarzmem fiskalizmu. Nigdy wcześniej tego nie zaznała. Trzy lata później po raz pierwszy zauważono, że zwycięstwo i pokój pozbawiają króla tych nadzwyczajnych dochodów, z których mógł pokrywać nie tylko wydatki wojenne, ale także koszty funkcjonowania państwa. Lata przywróconego pokoju były usiane doraźnymi rozwiązaniami - Żydów, Lombardów8, templariuszy oraz mieszczan z bogatych miast zmuszono po kolei do udzielenia władcy pożyczek.

Twierdzenie, że Filip VI dążył do wojny, ponieważ potrzebował pieniędzy, byłoby nadinterpretacją. W rzeczywistości jedynie dostrzegał, ile zyskuje na przygotowaniach wojennych. Poczynając od dziesięciny z przychodów kościelnych (docelowo przeznaczonej na przygotowanie krucjaty, tymczasowo zaś na zakończenie przeszkadzających jej na Zachodzie spraw), a kończąc na podatkach: gruntowym lub od transakcji (nakładanych przez Stany Generalne lub Stany Prowincjalne, aby we wspólnym interesie pokryć koszty przygotowań obronnych) - wszystko to miało związek z ideą królestwa stojącego w słusznej sprawie pod bronią.

Filip VI, który widział, że jego korona jeszcze się chwieje, i musiał liczyć się z tymi, którzy wynieśli go na tron, nie mógł lekceważyć korzyści politycznych płynących ze zbrojnego konfliktu. Laury zebrane w 1328 roku pod Cassel znacznie przyczyniły się do legitymizacji nowej dynastii. Z czasem jednak przywiędły.

1 Twierdza zbudowana w Normandii przez króla Anglii Ryszarda Lwie Serce.

2 Był to tak zwany hommage lige.

3 Oriflamme - sztandar królewski przechowywany w opactwie Saint-Denis, wydawany królom Francji na czas wypraw wojennych "w słusznej sprawie".

4 Batalia (fr. bataille) - jednostka organizacyjna wojska rycerskiego, odpowiednik hufca.

5 Właściwe imię hrabiny: Małgorzata.

6 Liwr (fr. livre) - francuska monetarna jednostka obrachunkowa wprowadzona za Karola Wielkiego, odpowiednik funta lub solida.

7 Enguerrand de Marigny (1260-1315) - doradca i szambelan Ludwika IV Pięknego, oskarżony za sprawą Karola Walezjusza o nadużycia finansowe i czary, skazany na śmierć i stracony.

8 Lombardami nazywano powszechnie we Francji włoskich kupców i bankierów pochodzących najczęściej z północnej części Italii, czyli Lombardii.