Wojna w Polsce - Marcin Wyrwał

Kup ebooka

45.00 zł
38.25 zł (45,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ta książka powstała z fru­stra­cji. Mojej i moich roz­mów­ców.

Zacznę od przy­to­cze­nia kilku histo­rii.

Wkrótce po ataku Rosji na ukra­iń­skie Krym i Don­bas odbyły się ćwi­cze­nia z zarzą­dza­nia kry­zy­so­wego zor­ga­ni­zo­wane przez NATO. W ćwi­cze­niach, które odno­siły się bez­po­śred­nio do hybry­do­wego zagro­że­nia ze strony Rosji, wzięły udział naj­wyż­sze woj­skowe i cywilne insty­tu­cje wszyst­kich dwu­dzie­stu ośmiu państw NATO. Uczest­ni­czyły w nich także pol­skie insty­tu­cje -?ale w bar­dzo spe­cy­ficzny spo­sób.

Pol­ski pre­zy­dent nie był nimi zain­te­re­so­wany, więc je zigno­ro­wał. Podob­nie zro­bił pre­mier. Waż­niej­sze sprawy miał też mini­ster obrony naro­do­wej, który przy­naj­mniej wyzna­czył do ćwi­czeń jedną z urzęd­ni­czek resortu. Mimo że ćwi­cze­nia odby­wały się przez kilka dni w try­bie dwu­dzie­stu czte­rech godzin na dobę, urzęd­niczka już na pierw­szej odpra­wie zako­mu­ni­ko­wała, że w mini­sterstwie nikt w nocy nie pra­cuje i ona także nie ma zamiaru tego robić.

-?Wła­śnie ata­ko­wała nas Rosja, a my z powodu para­liżu decy­zyj­nego nie robi­li­śmy nic, bo w mini­ster­stwie wszy­scy spali. W Bruk­seli zasta­na­wiali się, czy my w ogóle chcemy bro­nić wła­snego kraju -?opo­wiada mi ofi­cer uczest­ni­czący w tych ćwi­cze­niach.

I następna histo­ria. W 2024 roku -?dwa lata po peł­no­ska­lo­wej agre­sji Rosji na Ukra­inę i w peł­nym natę­że­niu wojny -?zor­ga­ni­zo­wano w War­sza­wie inne ćwi­cze­nia. Symu­lo­wały one atak Rosji na sto­licę.

Ćwi­cze­nia odby­wały się w kilku miej­scach na tere­nie mia­sta jed­no­cze­śnie. Jed­nym z naj­cie­kaw­szych miejsc były war­szaw­skie Fil­try, do któ­rych bez wie­dzy ich obsługi wtar­gnęli zama­sko­wani "ter­ro­ry­ści" i zało­żyli "ładunki wybu­chowe" na pojem­ni­kach z chlo­rem. Zde­to­no­wa­nie takich pojem­ni­ków w cen­trum mia­sta spo­wo­do­wa­łoby śmier­telne zagro­że­nie dla miesz­kań­ców. Służby zde­cy­do­wały się więc na uży­cie urzą­dzeń do zakłó­ca­nia fal radio­wych, które miały unie­moż­li­wić "ter­ro­ry­stom" zde­to­no­wa­nie ładun­ków za pomocą radia. Rychło oka­zało się, że sys­temy te zakłó­ciły nie tylko łącz­ność "ter­ro­ry­stów", ale także komu­ni­ka­cję służb mają­cych ich zneu­tra­li­zo­wać. Co wię­cej, ich realne uży­cie spa­ra­li­żo­wa­łoby funk­cjo­no­wa­nie znacz­nego obszaru w cen­trum mia­sta, wraz z zablo­ko­wa­niem łącz­no­ści pomię­dzy prze­la­tu­ją­cymi tam­tędy samo­lo­tami i wieżą kon­tro­lną na Lot­ni­sku Cho­pina, co spo­wo­do­wa­łoby ryzyko kata­strofy lot­ni­czej.

A to był dopiero począ­tek pomy­łek i nie­spo­dzia­nek, do któ­rych należy zali­czyć skoń­cze­nie się bate­rii w dro­nie obser­wa­cyj­nym w new­ral­gicz­nym momen­cie akcji lub nie­moż­ność dojazdu żoł­nie­rzy na miej­sce w godzi­nach szczytu.

-?Nie muszę doda­wać, że ćwi­cze­nia uznano za nie­by­wały suk­ces i na końcu decy­denci i poli­tycy gra­tu­lo­wali sobie dobrze wyko­na­nej roboty - zakoń­czył opo­wieść zwią­zany z kwe­stiami bez­pie­czeń­stwa w mie­ście urzęd­nik, z któ­rym roz­ma­wiam w tej książce.

Kolejna histo­ria doty­czy dro­nów, które sta­no­wią główną siłę bojową na współ­cze­snym polu walki. W paź­dzier­niku 2025 roku opi­sa­li­śmy w One­cie z Edytą Żemłą histo­rię drona, który miał być sym­bo­lem tech­no­lo­gicz­nej suwe­ren­no­ści pol­skiej armii. To woj­skowy dron obser­wa­cyjny Wizjer wypro­du­ko­wany w Woj­sko­wych Zakła­dach Lot­ni­czych nr 2 w Byd­gosz­czy, pod­le­ga­ją­cych pań­stwo­wej Pol­skiej Gru­pie Zbro­je­nio­wej. Dwa mie­siące póź­niej roz­po­częło się woj­skowe szko­le­nie, na któ­rym woj­skowi ope­ra­to­rzy mieli ćwi­czyć wyko­rzy­sta­nie Wizjera. Pod­czas szko­le­nia jeden z dro­nów roz­bił się doszczęt­nie, a inny urwał się ope­ra­to­rom na czter­dzie­ści minut, szy­bo­wał bez żad­nej kon­troli nad oko­licą. To był jed­nak tylko począ­tek pro­ble­mów, które potem opi­sali żoł­nie­rze w woj­skowym rapor­cie. Zwró­cili uwagę, że trzeba go w jakiś spo­sób dowieźć w rejon frontu. Będzie to po pro­stu nie­moż­liwe, ponie­waż cały sys­tem naszego drona mie­ści się w jede­na­stu skrzy­niach kom­po­zy­to­wych, a do ich prze­wie­zie­nia potrzebny jest samo­chód cię­ża­rowy. Auto natych­miast zosta­nie znisz­czone przez drony wroga, które masowo likwi­dują cele znacz­nie mniej­sze od cię­ża­ró­wek.

Jeśli już ten dron jakimś cudem zdo­łałby wystar­to­wać, to i tak nie będzie w sta­nie wyko­nać swo­jego zada­nia, jakim jest obser­wa­cja i prze­ka­zy­wa­nie tych infor­ma­cji do woj­sko­wych szta­bów. Bo nie jest kom­pa­ty­bilny z żad­nym z sys­te­mów łącz­no­ści sto­so­wa­nych w Siłach Zbroj­nych RP. Kiedy ukra­iń­skie drony już na początku wojny były w sta­nie prze­ka­zy­wać do swo­ich szta­bów obraz pola walki w cza­sie zbli­żo­nym do rze­czy­wi­stego, to pol­ski Wizjer naj­pierw musi wylą­do­wać, następ­nie zapi­sany w jego sys­te­mie mate­riał wideo musi zostać zgrany na płytę CD, a w końcu ta płyta musi być w jakiś spo­sób prze­ka­zana do sztabu. W dyna­micz­nie roz­wi­ja­ją­cej się sytu­acji bojo­wej takie roz­wią­za­nie po pro­stu nie ma sensu.

Ostat­nia histo­ria pocho­dzi z czasu, w któ­rym koń­czy­łem pisać tę książkę -?z lutego 2026 roku. Po raz kolejny byłem w Ukra­inie. Mia­łem oka­zję spo­tkać się z Ser­hi­jem Tisz­czenką, dowódcą bata­lionu inży­nie­ryj­nego w Trze­cim Kor­pu­sie ukra­iń­skiej armii. Pod­czas spo­tka­nia ofi­cer opo­wia­dał, jak jego ludzie, bazu­jąc na wojen­nych doświad­cze­niach, budują nie tylko sieć umoc­nień wokół mia­sta, ale też pod­ziemne kom­pleksy i prze­prawy dla cięż­kiego sprzętu. Ten ostatni wątek szcze­gól­nie mnie zain­te­re­so­wał. Od kilku z moich roz­mów­ców do tej książki sły­sza­łem wcze­śniej o pro­ble­mie, jakim są pol­skie mosty dla trans­portu czoł­gów, szcze­gól­nie wyróż­nia­ją­cych się tona­żem ame­ry­kań­skich Abram­sów. Ser­hij powie­dział, że dla jego ludzi budowa prze­prawy wod­nej pod pan­cerny sprzęt nie jest już żad­nym pro­ble­mem. Swo­jej wie­dzy nie zaczerp­nęli by­naj­mniej z natow­skich pod­ręcz­ni­ków, ale z wojen­nej prak­tyki i nauki na błę­dach dzie­sią­tek podob­nych prze­praw.

-?Pro­ce­dury NATO nie dzia­łają na współ­cze­snej woj­nie -?powie­dział mi Ser­hij. -?Dzia­łały w Iraku i Afga­ni­sta­nie, ale nie tutaj. Gdyby przy­jeż­dżali tu Polacy, mogliby naby­wać doświad­cze­nia.

-?A przy­jeż­dżają?

-?Nie.

Te histo­rie poka­zują trzy rze­czy.

Pierw­sza to fik­cja, jaką wła­dza karmi Pola­ków, prze­ko­nu­jąc ich o budo­wa­niu sys­temu odpor­nego na rosyj­ską agre­sję.

Drugą jest nie­kom­pe­ten­cja woj­sko­wych i poli­ty­ków, któ­rzy podej­mują klu­czowe decy­zje doty­czące naszego bez­pie­czeń­stwa.

Ostat­nia w końcu to odre­al­nie­nie odpo­wie­dzial­nych za bez­pie­czeń­stwo ludzi, któ­rzy pia­stują naj­bar­dziej odpo­wie­dzialne funk­cje, ale do tej pory nie zadbali o nawią­za­nie ści­słych kon­tak­tów z Ukra­iń­cami, o wizy­to­wa­niu frontu nie wspo­mi­na­jąc.

Moja książka opiera się na wie­lo­go­dzin­nych roz­mo­wach ze spe­cja­li­stami z zakresu woj­sko­wych szko­leń, rezerw, lot­nic­twa, arty­le­rii, wojsk pan­cer­nych, dro­nów, ratow­nic­twa pola walki, sztucz­nej inte­li­gen­cji, obrony cywil­nej, schro­nów dla lud­no­ści. Trudno w tych roz­mo­wach o opty­mizm. Ale i nie taki był ich cel. Dla narodu sto­ją­cego w obli­czu wojny waż­niej­szy od opty­mizmu jest realizm.

Mar­cin Wyrwał

O tym, jak może prze­bie­gać wojna z Rosją, roz­ma­wiam z puł­kow­ni­kiem Pio­trem Lewan­dow­skim, który sie­dem razy uczest­ni­czył w misjach bojo­wych -?w Liba­nie, Iraku i Afga­ni­sta­nie. Jako dowódca prze­szedł przez kolejne szcze­ble woj­sko­wej struk­tury, dowo­dził plu­to­nem, kom­pa­nią, w końcu samo­dziel­nym bata­lio­nem, który został wyróż­niony mia­nem przo­du­ją­cej jed­nostki Woj­ska Pol­skiego. Do rezerwy prze­szedł ze sta­no­wi­ska dowódcy bazy tar­czy anty­ra­kie­to­wej w Redzi­ko­wie. Teraz jest wykła­dowcą w Cen­trum Szko­le­nia Wojsk Obrony Tery­to­rial­nej w Toru­niu.

Mój roz­mówca poru­sza kwe­stię, która stała się tema­tem poli­tycz­nej awan­tury, a więc: "Gdzie się bro­nimy?". Według pla­nów ujaw­nio­nych przez mini­stra Mariu­sza Błasz­czaka na linii rzek Wisła i Wieprz. Według zapew­nień byłego szefa sztabu gene­rała Raj­munda Andrzej­czaka na linii Bugu, nie odda­jąc Rosji ani metra pol­skiej ziemi. Puł­kow­nik Lewan­dow­ski poka­zuje, dla­czego ani Pol­ska, ani jaki­kol­wiek inny kraj nie mogą bro­nić się dokład­nie na swo­jej gra­nicy.

W końcu nad­cho­dzi pierw­sza minuta wojny, a po niej pierw­sza godzina, dzień, tydzień, mie­siąc...

* * *

Dwa scenariusze rozpoczęcia wojny

Dla­czego sce­na­riusz nie­wpusz­cze­nia Rosjan do Pol­ski nie jest moż­liwy, wyja­śnię potem. Teraz opo­wiem o takich sce­na­riuszach, któ­rych możemy się real­nie spo­dzie­wać.

Wojna w Pol­sce będzie wyglą­dać nieco ina­czej niż w Ukra­inie. Wpraw­dzie oba kraje są nizinne, ale w Ukra­inie mamy olbrzy­mie obszary ste­powe, gdzie na otwar­tym tere­nie róż­nego rodzaju sprzęt może strze­lać do sie­bie na dystan­sie kilku kilo­me­trów. W Pol­sce nato­miast mamy wię­cej tere­nów zale­sio­nych, które będą natu­ral­nymi prze­szko­dami. Dystans wymiany ognia będzie więc krót­szy, poni­żej pół­tora kilo­me­tra.

Para­dok­sal­nie minu­sem dla naszej obrony będzie to, że mamy znacz­nie lep­szą sieć dróg niż w Ukra­inie. Tam Rosja­nie nacie­rali głów­nie wzdłuż dróg, bo wia­domo, że sieć dróg pozwala nie tylko na swo­bodne prze­miesz­cza­nie się sprzętu woj­sko­wego, ale też na szyb­kie pod­cią­ga­nie zaopa­trze­nia dla frontu.

Rosja­nie roz­poczną wojnę w jed­nym z dwóch sce­na­riu­szy. Żaden z nich nie będzie dla nas stu­pro­cen­to­wym zasko­cze­niem. Przy dzi­siej­szych moż­li­wo­ściach roz­po­zna­nia pełne zasko­cze­nie prze­ciw­nika jest prak­tycz­nie nie­moż­liwe.

W pierw­szym sce­na­riu­szu kon­flikt będzie nara­stać powoli. Rosja będzie wywie­rać coraz więk­szą pre­sję, podob­nie jak to było w przy­padku Ukra­iny. Rosja­nie naj­pierw wywie­rali pre­sję poli­tyczną, by następ­nie stop­niowo kon­cen­tro­wać woj­ska wokół ukra­iń­skich gra­nic. To jest sce­na­riusz, w któ­rym będziemy mieć czas, żeby zwięk­szyć stany oso­bowe w armii, ogło­sić mobi­li­za­cję, pod­jąć dzia­ła­nia przy­go­to­waw­cze.

W dru­gim sce­na­riu­szu tego czasu możemy mieć nieco mniej. To jest opcja, w któ­rej Rosja­nie, przy­pusz­czal­nie wraz z Bia­ło­ru­si­nami, będą tra­dy­cyj­nie orga­ni­zo­wać ćwi­cze­nia pod naszą gra­nicą i wtedy ude­rzą, aby zasko­czyć nas przy­naj­mniej w pew­nym stop­niu.

Dla­tego tak ważne jest, aby rów­no­le­gle do ich ćwi­czeń pro­wa­dzić wła­sne po swo­jej stro­nie gra­nicy. Jesz­cze do 2025 roku NATO reago­wało na rosyj­sko-bia­ło­ru­skie ćwi­cze­nia w ogra­ni­czony spo­sób, orga­ni­zu­jąc nie­wiel­kie manewry czy zwięk­sza­jąc moni­to­ring gra­nicy. Jed­nak w 2025 roku na ćwi­cze­nia Zapad, w któ­rych według róż­nych źró­deł wzięło udział od trzy­na­stu do trzy­dzie­stu tysięcy żoł­nie­rzy, kraje NATO po raz pierw­szy odpo­wie­działy dużymi, zsyn­chro­ni­zo­wa­nymi ćwi­cze­niami Żela­zny Wojow­nik, w któ­rych uczest­ni­czyło trzy­dzie­ści, czter­dzie­ści tysięcy żoł­nie­rzy z Pol­ski i kra­jów sojusz­ni­czych. To był jasny sygnał dla Rosjan, że atak na jeden z kra­jów gra­nicz­nych jest ata­kiem na cały Sojusz Pół­noc­no­atlan­tycki.

Sygnały, że wojna już blisko

Patrzę na to z per­spek­tywy czy­sto woj­sko­wej, czyli jak to oce­niają ofi­ce­ro­wie wywiadu woj­sko­wego. Ważne są sygnały zwią­zane z zabez­pie­cze­niem medycz­nym. U Rosjan to było roz­wi­ja­nie na dużą skalę szpi­tali polo­wych, a także opróż­nia­nie w przy­fron­to­wych miej­sco­wo­ściach szpi­tali z cywil­nych pacjen­tów i prze­no­sze­nie ich do szpi­tali w głębi Rosji. Do szpi­tali polo­wych dowo­żono też duże ilo­ści krwi. Krew ma ogra­ni­czony ter­min przy­dat­no­ści, więc jeśli się ją dowozi do takich szpi­tali, to zna­czy, że roz­po­czę­cie dzia­łań wojen­nych jest bli­skie.

Bar­dzo moc­nym sygna­łem było wyda­nie żoł­nie­rzom peł­nego zapasu amu­ni­cji, tak zwa­nej jed­nostki ognia. Mogli­by­śmy z dużym praw­do­po­do­bień­stwem spo­dzie­wać się ataku, jeśli dosta­li­by­śmy ana­lizę wywiadu, z któ­rej wynika, że Rosja­nie pobie­rają jed­nostki ognia na wszystko, czyli wyda­wana jest broń pokła­dowa od bojo­wych wozów pie­choty po czołgi. Także desant, czyli pie­chota, pobiera przy­dzia­łową amu­ni­cję bojową. Mało tego, żoł­nie­rze pobie­rają uzbro­je­nie jed­no­ra­zowe, czyli gra­nat­niki prze­ciw­pan­cerne i gra­naty ręczne. Je się wydaje w zasa­dzie tylko na wojnę. Samo wyda­nie z maga­zy­nów pew­nych typów uzbro­je­nia powo­duje, że to trzeba wystrze­lić i to do maga­zynu już nie wróci. W pew­nym momen­cie Rosja­nom zaczęto wyda­wać takie uzbro­je­nie i to w olbrzy­mich ilo­ściach. To był już mocny sygnał, że wojna wkrótce się roz­pocz­nie.

Osta­tecz­nym sygna­łem będzie malo­wa­nie na rosyj­skich pojaz­dach zna­ków tak­tycz­nych, po któ­rych mogą się roz­po­zna­wać na polu walki -?Z, X, O, w zależ­no­ści od odcinka frontu.

Podob­nie ostat­nim dzwon­kiem będzie roz­wi­nię­cie rosyj­skich sys­te­mów prze­ciw­lot­ni­czych i ich praca na czę­sto­tli­wo­ściach bojo­wych, a nie ćwi­czeb­nych.

Niedostrzegalny początek wojny

Dla prze­cięt­nego oby­wa­tela sam atak będzie nie­zau­wa­żalny. I może on wcale się nie pokry­wać z ofi­cjal­nym począt­kiem wojny. To dla­tego że ten atak odbę­dzie się w cyber­prze­strzeni. Oby­wa­tel zorien­tuje się dopiero wtedy, kiedy podej­dzie do ban­ko­matu i nie będzie mógł wyjąć z niego pie­nię­dzy albo nie będzie w sta­nie połą­czyć się ze stroną inter­ne­tową lub na lot­ni­sku zostaną ska­so­wane loty.

Kolejny krok też będzie nie­zau­wa­żalny dla więk­szo­ści ludzi, ale będzie zauwa­żalny, i to w tra­giczny spo­sób, dla żoł­nie­rzy sto­ją­cych przy pło­cie na gra­nicy z Bia­ło­ru­sią. Oni po pro­stu zostaną zastrze­leni przez snaj­pe­rów. Rosja­nie zli­kwi­dują ich po to, aby umoż­li­wić prze­nik­nię­cie na nasz teren woj­skom rosyj­skim, bia­ło­ru­skim, wagne­row­skim, nie­ważne. Istotne jest to, że będą to grupy dywer­syjne, roz­po­znaw­cze oraz dywer­syjno-roz­po­znaw­cze. Te grupy będą oczy­wi­ście pró­bo­wały wkra­dać się na nasze tery­to­rium tak, aby nasze jed­nostki gra­niczne ich nie zauwa­żyły, ale zapewne nie wszystko pój­dzie zgod­nie z pla­nem, więc zakła­dam, że do pierw­szego kon­taktu ognio­wego doj­dzie pod­czas prze­ni­ka­nia tych grup.

Rola tych grup jest nie­zwy­kle ważna. W Pol­sce infor­ma­cje o roli dywer­san­tów w Ukra­inie albo słabo się prze­biły do wia­do­mo­ści publicz­nej, albo w ogóle nie były upu­blicz­niane, ale takie grupy dzia­łały w Kijo­wie od pierw­szych minut dzia­łań wojen­nych, a nawet wcze­śniej. Gdyby nie duże siły ukra­iń­skie, w tym bry­gada pre­zy­dencka, któ­rej celem było dzia­ła­nie prze­ciw­dy­wer­syjne, to nie­wiele bra­ko­wało, aby już na samym początku Zełen­ski dostał się w rosyj­skie ręce.

Część rosyj­skich grup dywer­syj­nych znaj­dzie się w Pol­sce jesz­cze przed ata­kiem. One będą dzia­łać w opar­ciu o ukra­iń­ską emi­gra­cję z 2022 roku, kiedy prak­tycz­nie otwarto gra­nice i wielu ludzi wcho­dziło do nas bez kon­troli. Wiemy, że Rosja wyko­rzy­stała tę emi­gra­cję, żeby ulo­ko­wać w Pol­sce wła­sną agen­turę. Tamte grupy prze­nik­nęły do Pol­ski bez żad­nego wypo­sa­że­nia. Ich zada­niem jest przy­go­to­wa­nie gruntu dla kolej­nych, które wraz z roz­po­czę­ciem wojny będą prze­ni­kać do Pol­ski już w cięż­kim uzbro­je­niu. Wesprą też sprzę­tem już funk­cjo­nu­jące tu grupy.

Grupy dywer­syjno-roz­po­znaw­cze to jest naj­wyż­sza półka. U nas do tego typu dzia­łań są szko­lone Woj­ska Spe­cjalne. Takie rosyj­skie grupy mogą dzia­łać w ubra­niach cywil­nych lub prze­brani w nasze mun­dury. Będą ope­ro­wać wie­loma dro­nami roz­po­znaw­czymi i być może dro­nami ude­rze­nio­wymi. Zada­nia takich jed­no­stek będą zróż­ni­co­wane, od ata­ków na cele nie­ru­chome po ude­rza­nie w kon­kret­nych ludzi. To nie musi być od razu pre­zy­dent, ale na przy­kład dowódcy jed­no­stek bro­nią­cych kraju lub ich rodziny. Czy zakła­damy, że Rosja­nie nie wie­dzą, gdzie miesz­kają dowódcy? W któ­rym budynku, które to okno w ich miesz­ka­niu? Jaki pro­blem wysłać drona, który eks­plo­duje w tym miesz­ka­niu, jesz­cze zanim się zacznie wojna? Ktoś powie, że jest małe praw­do­po­do­bień­stwo, aby taki dowódca był w miesz­ka­niu w momen­cie mobi­li­za­cji. Ale jak to wpły­nie na jego morale, jeśli on się dowie, że wła­śnie został zaata­ko­wany jego dom i jego rodzina? Nie musi być więc tam samego dowódcy, żeby cel został osią­gnięty.

To są rze­czy, do któ­rych nie jeste­śmy przy­go­to­wani, na­dal wydają nam się bar­dzo fil­mowe. Tylko że mówimy o zdol­no­ściach, jakie obie wal­czące w Ukra­inie armie już posia­dają i już je pre­zen­to­wały w róż­nych oko­licz­no­ściach.

Jeżeli jed­nak roz­wi­niemy naszą Tar­czę Wschód z jej wszyst­kimi elek­tro­nicz­nymi sys­te­mami alar­mo­wa­nia i śle­dze­nia, takie prze­nik­nię­cia będą eks­tre­mal­nie trudne, być może nawet nie­moż­liwe. Wtedy agre­sor będzie musiał zre­zy­gno­wać z tego ele­mentu. Ale na razie tego nie ma.

W końcu nad­cho­dzi pierw­sza minuta wojny, a po niej pierw­sza godzina, dzień, tydzień, mie­siąc. Tę symu­la­cję skoń­czę w momen­cie, w któ­rym Rosja­nie stają na linii Wisły.

Pierwsza minuta

Od samego początku dzia­łań zbroj­nych Rosja­nie będą chcieli uzy­skać sytu­ację dla nich opty­malną, czyli zasko­czyć nas jed­no­cze­śnie stra­te­gicz­nie i ope­ra­cyj­nie. W tym celu będą nie­ustan­nie pro­wa­dzić jakieś ćwi­cze­nia na Bia­ło­rusi przy gra­nicy z Pol­ską, żeby­śmy nie znali dnia ani godziny ataku. Na Bia­ło­rusi znaj­dują się duże stałe rosyj­skie bazy woj­skowe. W tych ćwi­cze­niach będzie brać udział coraz więk­sza liczba żoł­nie­rzy, aż do kon­tyn­gen­tów liczą­cych dwie­ście tysięcy ludzi.

Woj­sku, które wycze­kuje ataku, bar­dzo trudno jest utrzy­my­wać per­ma­nentny stan wyso­kiej goto­wo­ści. Wymu­sza­jąc na nas goto­wość przez bar­dzo długi czas, Rosja­nie siłą rze­czy będą nas nieco usy­piać. Będą to robić dla­tego, aby w odpo­wied­nim momen­cie uzy­skać mak­sy­malny efekt zasko­cze­nia.

Wła­ściwe roz­po­czę­cie wojny nadej­dzie wraz z ude­rze­niami arty­le­ryj­skimi, powietrz­nymi i dro­no­wymi w rejo­nie przy­gra­nicz­nym, gdzieś do około dwu­dzie­stu kilo­me­trów w głąb naszego tery­to­rium. W pierw­szej gru­pie ataku znaj­dzie się arty­le­ria lufowa i rakie­towa bar­dzo bli­skiego zasięgu. W dru­giej wejdą bomby szy­bu­jące, któ­rych obec­nie Rosja­nie pro­du­kują sie­dem­dzie­siąt tysięcy rocz­nie. Warto zauwa­żyć, że przed wojną nie pro­du­ko­wali ich w ogóle, więc do tej liczby doszli w zale­d­wie trzy lata -?to a pro­pos lek­ce­wa­że­nia przez niektó­rych zdol­no­ści rosyj­skiego prze­my­słu zbro­je­nio­wego. I w końcu będą drony. W ich pro­duk­cji i wyko­rzy­sta­niu Rosja­nie nabyli bar­dzo duże doświad­cze­nie. Czyli ist­nieje duże praw­do­po­do­bień­stwo, że odno­sząc się do okre­śle­nia gene­rała Andrzej­czaka, to Rosja­nie będą nas "spa­lać" w tym rejo­nie. (To alu­zja do słów gene­rała Raj­munda Andrzej­czaka, który w lutym 2024 roku w pro­gra­mie Patry­cju­sza Wyżgi w WP.pl powie­dział: "Będziemy pro­sić grzecz­nie i bar­dzo długo, żeby­ście nas nie doty­kali, będziemy uży­wać wszyst­kich form nego­cja­cyj­nych, nawet na jedno kolano przy­klęk­niemy, żeby nie doszło do tra­ge­dii, ale jak nas dotknie­cie, to "spa­limy" was do trzy­stu kilo­me­trów" -?przyp. M.W.).

Rosyj­skie poci­ski będą także spa­dać na infra­struk­turę dużych miast w pasie przy­gra­nicz­nym do głę­bo­ko­ści powiedzmy stu pięć­dzie­się­ciu do dwu­stu kilo­me­trów. W tych mia­stach będą ata­ko­wane w pierw­szej kolej­no­ści obiekty uzna­wane przez Rosjan za woj­skowe, czyli wszel­kiego rodzaju koszary jed­no­stek woj­sko­wych. One będą w dużej czę­ści opróż­nione z wojsk i sprzętu, które wtedy powinny znaj­do­wać się już w rejo­nach alar­mo­wych. Jed­nak koszary i tak zostaną znisz­czone, choćby dla­tego że ist­nieje tam infra­struk­tura maga­zy­nowa, warsz­ta­towa, gara­żowa, a poza tym są to miej­sca, w któ­rych kwa­te­ro­wano by szko­lone rezerwy.

W pierw­szej fazie naj­więk­sze straty poniosą Siły Powietrzne, ponie­waż Rosja­nie zaata­kują wszyst­kie nasze bazy lot­ni­cze. W rów­nie wiel­kim stop­niu będą ata­ko­wać woj­ska obrony powietrz­nej. Wszystko po to, aby uzy­skać prze­wagę w powie­trzu.

Ale wśród pierw­szych celów rosyj­skich ata­ków będą znaj­do­wać się rów­nież woj­ska wspar­cia dowo­dze­nia oraz łącz­no­ści -?w ten spo­sób Rosja­nie będą chcieli zdła­wić naszą komu­ni­ka­cję.

Kolej­nym z naj­in­ten­syw­niej ata­ko­wa­nych ele­men­tów naszej armii będą sto­jące na gra­nicy Woj­ska Obrony Tery­to­rial­nej oraz bata­liony Kor­pusu Ochrony Pogra­ni­cza, czyli żoł­nie­rze roz­miesz­czeni w pasie przy­gra­nicz­nym.

Ale nisz­czone będą rów­nież urzędy admi­ni­stra­cji publicz­nej, a także infra­struk­tura cie­płow­ni­cza, wodo­cią­gowa, ener­ge­tyczna, zakłady petro­che­miczne, aby odciąć nas od tych źró­deł, a także spo­wo­do­wać ska­że­nie terenu, bo to będzie dla nas dodat­kowy pro­blem.

Naj­waż­niej­sze jest to, żeby w chwili ataku dowódcy mieli przy­go­to­wane plany dzia­ła­nia. Żeby nie było tak jak w 2022 roku w Ukra­inie, kiedy takich pla­nów nie przy­go­to­wano, a kraj trzy­mał się dzięki ini­cja­ty­wie dowód­ców poje­dyn­czych bata­lio­nów i upo­rowi żoł­nie­rzy.

Kolejna ważna kwe­stia to czas decy­zji, że wdra­żamy w życie ten, a nie inny plan. Jeżeli rosyj­skie ude­rze­nie nastąpi z powie­trza, to z cen­trum obrony powietrz­nej pój­dzie infor­ma­cja do Sztabu Gene­ral­nego, do Dowódz­twa Ope­ra­cyj­nego, do władz poli­tycz­nych. Decy­zja, któ­rego z tych pla­nów uży­jemy, oczy­wi­ście zapada na pozio­mie poli­tycz­nym. Klu­czowe jest to, czy ta decy­zja zapad­nie w ciągu minut czy godzin. Im szyb­ciej zosta­nie zde­fi­nio­wana sytu­acja i wdro­żony kon­kretny plan, tym więk­sze będą szanse sku­tecz­nej obrony. W ciągu dwóch godzin od pod­ję­cia decy­zji o wdro­że­niu kon­kret­nego planu jeste­śmy w sta­nie uru­cho­mić cały sys­tem obrony. Tak więc pierw­sze roz­kazy dotrą do wal­czą­cych jed­no­stek nie w ciągu minut, ale do dwóch godzin.

Jeżeli mie­li­by­śmy bro­nić każ­dego metra naszego tery­to­rium, jak mówią poli­tycy, to zna­czy, że żoł­nie­rze będą w oko­pach na samej gra­nicy. Wróg będzie o tym wie­dział -?i na tych żoł­nie­rzy spad­nie potężna nawała ogniowa.

Druga godzina

Po tej pierw­szej nawał­nicy arty­le­ryj­skiej i powietrz­nej ruszą grupy sztur­mowe, które będą pró­bo­wały prze­ła­mać nasze pozy­cje.

Sztuka ope­ra­cyjna pod­po­wiada, że po to budu­jemy Tar­czę Wschód, aby siły rela­tyw­nie nie­duże, ale pozo­sta­jące w schro­nach, prze­trwały rosyj­ską nawałę, a następ­nie na tyle długo odpie­rały rosyj­skie czo­łówki, żeby nasze główne siły były w sta­nie podejść z głębi i zatrzy­mać Rosjan bojem spo­tka­nio­wym. Te wysu­nięte woj­ska muszą być w sta­nie utrzy­mać się przez około pół­to­rej doby, czyli trzy­dzie­ści sześć godzin, bo tyle zaj­mie głów­nym siłom dotar­cie na miej­sce.

Zakła­dam, że w tej pierw­szej fazie walk będzie uczest­ni­czyć około dwóch dywi­zji. Do tego dojdą arty­le­ria oraz dzia­ła­jące na tych tere­nach bry­gady Wojsk Obrony Tery­to­rial­nej. Woj­ska Obrony Tery­to­rial­nej skła­dają się z miej­sco­wych ludzi zna­ją­cych teren, na któ­rym będą wal­czyć. To też ludzie naj­bar­dziej zmo­ty­wo­wani, bo będą bro­nić swo­ich domów. Te wschod­nie bry­gady WOT znam bar­dzo dobrze, bo pra­cuję z nimi od pię­ciu lat. Tam jest naj­mniej­sza rota­cja kadr, a więc znaj­dują się tam żoł­nie­rze z dużym doświad­cze­niem. Mamy tam ogromną liczbę pasjo­na­tów i ludzi naprawdę zmo­ty­wo­wa­nych. Oczy­wi­ście to, jak zachowa się każdy z żoł­nie­rzy w warun­kach praw­dzi­wej wojny, będzie można oce­nić dopiero po pierw­szych strza­łach. Reasu­mu­jąc, w pierw­szej fazie walk powinno uczest­ni­czyć czter­dzie­ści tysięcy żoł­nie­rzy plus trzy do pię­ciu bry­gad WOT ze ściany wschod­niej. Zakła­dam, że w sumie do walki zosta­nie wyzna­czo­nych mini­mum pięć­dzie­siąt tysięcy ludzi.

Zupeł­nie inną kwe­stią jest jed­nak to, ilu z nich prze­ła­mie się psy­cho­lo­gicz­nie na tyle, aby roz­po­cząć walkę z wro­giem. Weźmy przy­pad­kową grupę stu żoł­nie­rzy i załóżmy, że zostali oni dobrze wyszko­leni, ufają swoim dowód­com i sobie nawza­jem oraz znają swój sprzęt i uwa­żają, że jest on ade­kwatny do wymo­gów pola walki. W takim wypadku decy­zję o tym, aby natych­miast zaan­ga­żo­wać się w walkę podej­mie jedna trze­cia z nich. Kolejna jedna trze­cia żoł­nie­rzy nie podej­mie walki - będą dono­sić amu­ni­cję, ewa­ku­ować ran­nych, prze­no­sić sprzęt, robota się dla nich znaj­dzie, ale oni nie będą wal­czyć. Klu­czowa jest pozo­stała jedna trze­cia żoł­nie­rzy -?oni z początku też nie będą wal­czyć, ale decy­zja tej grupy o tym, czy zaan­ga­żo­wać się w walkę, czy pozo­stać bier­nym, będzie zale­żeć od wyniku walki tej jed­nej trze­ciej, która jest aktywna. Jeżeli ci żoł­nie­rze wygrają pierw­sze star­cie, jeżeli pokażą tam­tym, że można odnieść suk­ces i nie zgi­nąć, to ta jedna trze­cia do nich dołą­czy. Ale jeżeli prze­grają, to ta waha­jąca się grupa do nich nie dołą­czy.

Po stro­nie wroga będą doświad­czone grupy sztur­mowe, w któ­rych stu na stu żoł­nie­rzy będzie wal­czyć. Dla­tego tak ważne są pierw­sze suk­cesy w walce, bo tylko wtedy odse­tek wal­czą­cych będzie rósł. Jeżeli jed­nak obrońcy będą masa­kro­wani, coraz więk­sze grupy żoł­nie­rzy po pro­stu nie będą dołą­czać do walki.

Kolej­nym ele­men­tem, który prze­są­dzi o wyniku tych pierw­szych dni walk będzie dowódca. Dobry dowódca sprawi, że wielu z tych nie­zde­cy­do­wa­nych pój­dzie za nim do walki. Z kolei słaby dowódca spo­wo­duje, że jesz­cze więk­szy odse­tek nie­zde­cy­do­wa­nych walki nie podej­mie. I tu docho­dzimy do kwe­stii przy­wódz­twa w armii.

Mówi się, że przy­wódcą trzeba się uro­dzić, i to jest prawda. To wła­śnie są ci naj­lepsi, ale ich jest mini­malny pro­cent. Żadna armia nie bazuje na uro­dzo­nych przy­wód­cach, bo jest ich po pro­stu za mało. Ta nie­wielka część przy­wód­ców powinna zająć się szko­le­niem, bo tylko oni mają szansę wyszko­lić innych przy­wód­ców. Przy­wódcy naj­bar­dziej są potrzebni w polu jako dowódcy dru­żyn, plu­to­nów, bo to wła­śnie oni wydają pod­czas walki roz­kazy -?naprzód, do tyłu, do mnie. Tylko ten żoł­nierz, który widzi w swoim dowódcy przy­wódcę, wykona roz­kaz. Cała reszta dowód­ców może się zająć pracą szta­bową, pracą jed­no­oso­bową. To są też cenni ludzie. Infor­ma­tyk w woj­skach cyber­prze­strzeni nie musi być przy­wódcą, żeby sku­tecz­nie wyko­ny­wać swoją pracę.

Pro­blem polega na tym, że w pol­skiej armii nie mamy stan­dar­dów przy­wódz­twa, takich jak mają choćby Ame­ry­ka­nie. W USA tych stan­dar­dów uczy się w aka­de­miach woj­sko­wych. My mamy jed­nostki, gdzie ten temat jest trak­to­wany bar­dzo poważ­nie, ale mamy też takie, gdzie jest cał­ko­wi­cie igno­ro­wany. Dla­tego to, czy żoł­nierz będzie wal­czył pod przy­wódcą, czy tylko pod dowódcą, będzie zale­żało w dużej mie­rze od przy­padku.

To nie­prawda, że do sku­tecz­nej ofen­sywy potrzebna jest pię­cio­krotna prze­waga liczebna ata­ku­ją­cych, jak to można prze­czy­tać w nie­któ­rych opra­co­wa­niach. Jeżeli w dowol­nym oko­pie masz dzie­się­ciu żoł­nie­rzy zwy­kłej pie­choty, to w momen­cie ataku będzie strze­lać trzech z nich. Ten okop będzie ata­ko­wać dzie­się­ciu sztur­ma­nów i wszy­scy będą strze­lać. Jest wiele fil­mów z rosyj­sko-ukra­iń­skiej wojny, na któ­rych widać takie szturmy. Po stro­nie obroń­ców są trzy okopy i w każ­dym z nich znaj­duje się po dzie­się­ciu ludzi, czyli w sumie trzy­dzie­stu. Te okopy sztur­muje podobna grupa trzy­dzie­stu, cza­sami czter­dzie­stu żoł­nie­rzy. Ata­ku­jący zdo­by­wają te okopy po kolei, bo one nie wspie­rają się ogniem, bo ludzie się cho­wają, bo boją się strze­lać. W efek­cie wszyst­kie okopy zostają zdo­byte, straty po stro­nie obroń­ców wyno­szą kil­ku­na­stu zabi­tych, a po stro­nie ata­ku­ją­cych -?dwóch ran­nych.

Przed wojną z Ukra­iną rosyj­ska sztuka ope­ra­cyjna bar­dzo pre­cy­zyj­nie opi­sy­wała spo­sób sztur­mo­wa­nia. Pierw­sza fala sztur­mu­ją­cych to była zwy­kła pie­chota, która do szturmu musiała być pędzona przy­sło­wio­wym batem. Oni byli rzu­cani do przodu, aby ata­ku­jący mogli odna­leźć sta­no­wi­ska ogniowe bro­nią­cych się, oce­nić ich siłę, namie­rzyć przedni skraj obrony, czyli linię czo­ło­wych punk­tów oporu. Kiedy na początku wojny mówi­li­śmy o tak zwa­nych mię­snych sztur­mach, to cho­dziło wła­śnie o tych zwy­kłych żoł­nie­rzy, któ­rzy byli rzu­cani na okopy prze­ciw­nika w celu roz­po­zna­nia jego moż­li­wo­ści. Dopiero kiedy ten prze­ciw­nik został roz­po­znany i odpo­wied­nio osła­biony, wcho­dziła wła­ściwa grupa sztur­mowa zło­żona z doświad­czo­nych spe­cja­li­stów.

W trak­cie wojny z Ukra­iną Rosja­nie cał­ko­wi­cie zmie­nili to podej­ście. Teraz obo­wią­zują ugru­po­wa­nia roz­pro­szone, które wypy­chają prze­ciw­nika powta­rzal­no­ścią ata­ków. Tak jak poprzed­nio Rosja­nie zakła­dali bar­dzo silne, szyb­kie ude­rze­nie, żeby znisz­czyć prze­ciw­nika bez względu na ponie­sione straty we wła­snych sze­re­gach, tak dziś ich dowódcy pogo­dzili się z tym, że cza­sami sztur­mują jeden okop przez kilka dni. Bywa, że jedna grupa sztur­mowa liczy zale­d­wie trzech żoł­nie­rzy, ale takich grup jest bar­dzo dużo. Takie podej­ście ogra­ni­cza straty wła­sne, bo ta wojna wymu­siła na Rosja­nach licze­nie swo­ich strat. Takie grupy są wspie­rane przede wszyst­kim przez drony, w następ­nej kolej­no­ści przez lot­nic­two, a dopiero w trze­ciej kolej­no­ści przez arty­le­rię, która przed wojną sta­no­wiła główne wspar­cie.

Zwy­kle wygląda to w ten spo­sób, że Rosja­nie iden­ty­fi­kują cele za pomocą dro­nów roz­po­znaw­czych. Następ­nie ude­rzają na prze­mian poprzez grupy sztur­mowe i ataki pośred­nie, czyli drony ude­rze­niowe, lot­nic­two, głów­nie w postaci bomb szy­bu­ją­cych, moź­dzie­rze, arty­le­ria, i tak na prze­mian. W pew­nym momen­cie Ukra­iń­com zaczyna bra­ko­wać zaso­bów, żeby uzu­peł­niać straty. Stąd te walki bywają dłu­go­trwałe, a front prze­suwa się powoli, ale jed­nak się prze­suwa.

W obec­nych warun­kach spek­ta­ku­larne szturmy nie zda­rzają się pra­wie w ogóle. Jedną z takich prób Rosja­nie pod­jęli w oko­li­cach Łyma­nia w dru­giej poło­wie marca 2026 roku. W swoją ope­ra­cję zaan­ga­żo­wali ponad pół tysiąca żoł­nie­rzy i dzie­siątki pojaz­dów opan­ce­rzo­nych, a także moto­cy­kli, buggy i quadów. Ukra­ińcy wykryli te przy­go­to­wa­nia dzięki dro­nom roz­po­znaw­czym. Zami­no­wali dro­nami drogi i szlaki podej­ścia, tak że Rosja­nie utknęli na minach dokład­nie tam, gdzie spo­dzie­wali się czy­stego przej­ścia. Ukra­ińcy zablo­ko­wali ich, a następ­nie dobi­jali dro­nami FPV. Rosyj­ska ope­ra­cja prze­ła­mu­jąca zakoń­czyła się fia­skiem. Według ukra­iń­skich źró­deł ponad czte­ry­stu Rosjan, czyli osiem­dzie­siąt pro­cent zaan­ga­żo­wa­nych ludzi, zgi­nęło lub zostało ran­nych.

Warto dodać, że w warun­kach wojny pozy­cyj­nej wysu­nięte jed­nostki po obu stro­nach z reguły nie dys­po­nują arty­le­rią cięż­szą niż co naj­wy­żej moź­dzie­rzami. Dla­tego to nie będzie tak jak na fil­mach, że za umoc­nie­niami Tar­czy Wschód stoją nasze Kraby. To jest bzdura. Jeżeli posta­wimy tam Kraby, to one nie prze­trwają pierw­szej godziny wojny.

Trzydziesta szósta godzina

Po pół­to­rej doby walki powin­ni­śmy już znać kie­runki głów­nych rosyj­skich ude­rzeń. Trzeba zało­żyć, że tam, gdzie prze­ciw­nik sku­pił główne siły, uzy­skał postępy. Będziemy więc mieć front z wła­ma­niami. W tych kie­run­kach zaczniemy prze­rzu­cać nasze siły, które do tej pory były w odwo­dzie, czyli jesz­cze nie weszły do walki.

Do dwóch dywi­zji, które już wal­czą, powinny dołą­czyć kolejne dwie dywi­zje. Ich zada­niem będzie nie dopu­ścić, aby miej­scowe wła­ma­nia na fron­cie prze­kształ­ciły się w prze­ła­ma­nie frontu.

W tym momen­cie do wal­czą­cych jed­no­stek powinny zacząć docie­rać uzu­peł­nie­nia powo­łane w ramach mobi­li­za­cji, czyli docie­ramy do kolej­nego poważ­nego pro­blemu naszego pań­stwa. Cho­dzi o to, że jed­nostki, które ponio­sły straty, będą uzu­peł­niane rezer­wi­stami z mobi­li­za­cji. Po takim uzu­peł­nie­niu jed­nostki będą musiały przejść prze­szko­le­nie zgry­wa­jące doświad­czo­nych żoł­nie­rzy z tymi nowymi, aby osią­gnąć zdol­ność do walki. Poja­wie­nie się takich jed­no­stek na polu walki zaj­mie raczej tygo­dnie niż dni. Do tego dojdą nowe jed­nostki for­mo­wane od zera.

Pierwszy tydzień

Zakła­da­jąc, że w pierw­szej fazie walk będzie uczest­ni­czyć pięć­dzie­siąt tysięcy żoł­nie­rzy, to gdyby dobrze nam poszło w ciągu pierw­szego tygo­dnia, straty wyniosą około pię­ciu tysięcy pole­głych i dzie­się­ciu tysięcy ran­nych.

W tym przy­padku suk­ces pole­gałby na tym, że po pierw­sze, obro­ni­li­by­śmy teren, czyli zatrzy­ma­li­by­śmy prze­ciw­nika w całym pasie jego ope­ra­cji i spo­wol­nili na głów­nych kie­run­kach ude­rze­nia. Po dru­gie, zada­li­by­śmy prze­ciw­ni­kowi na tyle duże straty, że mogli­by­śmy budo­wać warunki do kontrude­rze­nia.

Takie esty­ma­cje są dosyć ryzy­kowne, bo gdyby coś poszło źle, to w ciągu doby możemy stra­cić całą bry­gadę, czyli trzy tysiące ludzi, i mogłoby dojść do gwał­tow­nego prze­ła­ma­nia frontu. W takiej wer­sji wyda­rzeń straty w pierw­szym tygo­dniu mogą oka­zać się masowe i liczone w dzie­siąt­kach tysięcy ludzi.

Drugi tydzień

W złym sce­na­riu­szu Tar­cza Wschód nie wytrzyma dwóch tygo­dni. Aby ten sce­na­riusz został jed­nak zre­ali­zo­wany, Rosja­nom musia­łoby się udać kilka rze­czy. Po pierw­sze, zasko­czy­liby nas na pozio­mie stra­te­gicz­nym, czyli zaata­ko­wali nasz kraj w nie­spo­dzie­wany dla nas spo­sób. Po dru­gie, zasko­czy­liby nas na pozio­mie ope­ra­cyj­nym, czyli ude­rzyli na nie­spo­dzie­wanych dla nas kie­run­kach.

Naszym pro­ble­mem jest to, że w cza­sie pokoju nie minuje się tere­nów przy­gra­nicz­nych. Jeśli Rosja­nom uda się nas zasko­czyć i dopro­wa­dzić do sytu­acji, w któ­rej nie wyro­bimy się z cał­ko­wi­tym zami­no­wa­niem terenu przed ich ude­rze­niem, to poko­na­nie Tar­czy Wschód, nawet gdyby była już roz­bu­do­wana do zakła­da­nego obec­nie poziomu, zaj­mie im mak­sy­mal­nie do dwóch tygo­dni.

Gdyby udało nam się zami­no­wać porząd­nie teren, to teo­re­tycz­nie Rosja­nie mogą utknąć na Tar­czy Wschód na dłuż­szy czas. Do tego jed­nak potrzeba olbrzy­mich ilo­ści min prze­ciw­pie­chot­nych i prze­ciw­pan­cer­nych, a także sys­te­mów mino­wa­nia narzu­to­wego, które bez prze­rwy two­rzy­łyby przed Rosja­nami nowe pola minowe -?mówimy tu o dzie­siąt­kach tysięcy min.

Czas utrzy­ma­nia się na Tar­czy Wschód będzie w dużym stop­niu zale­żał od zacho­wa­nia się lot­nic­twa naszych sojusz­ni­ków w NATO. Dziś dys­po­nu­jemy infor­ma­cjami, że Rosja­nie wyko­nują około stu lotów bojo­wych na dobę. Spe­cja­li­ści z zakresu lot­nic­twa mówią, że sto lotów bojo­wych na dobę to jest nie­wiele. Pożą­dana aktyw­ność ze strony lot­nic­twa NATO wyno­si­łaby raczej jakieś czte­ry­sta, pięć­set lotów bojo­wych na dobę, czyli mówimy tu o całych ope­ra­cjach, a więc ude­rze­niach sko­or­dy­no­wa­nych zespo­łów powietrz­nych liczą­cych po kil­ka­na­ście maszyn. A zatem istot­nym ele­men­tem naszej obrony będzie zacho­wa­nie lot­nic­twa NATO. To, co mnie mar­twi, to pyta­nie o zaan­ga­żo­wa­nie Ame­ry­ka­nów. Wiemy, że NATO jest zdolne do dużych ope­ra­cji powietrz­nych. W ope­ra­cji "Pustynna burza" wzięło udział dwa tysiące sie­dem­set osiem­dzie­siąt samo­lo­tów, ale to wszystko opie­rało się na zdol­no­ściach Ame­ry­ka­nów. W obec­nej sytu­acji poli­tycz­nej ich reak­cja na atak Rosji pozo­staje tajem­nicą.

Jeśli wszystko pój­dzie źle, a więc Rosja­nie zasko­czą nas na pozio­mie stra­te­gicz­nym i ope­ra­cyj­nym, Tar­cza Wschód zosta­nie prze­rwana w ciągu dwóch tygo­dni, a w naszej obro­nie zostaną doko­nane znaczne wyłomy, to pozosta­nie nam tylko jedno -?opóź­nia­nie ich ofen­sywy.

W takim wypadku do dwóch mie­sięcy możemy mieć Rosjan na linii Wisły.

Drugi miesiąc

W ciągu tych dwóch mie­sięcy NATO powinno zebrać siły do obrony lub kontr­ude­rze­nia. Te siły zgro­ma­dzą się po dru­giej stro­nie Wisły. Wisła będzie sta­no­wiła bar­dzo mocną zaporę dla Rosjan, która może ich zatrzy­mać na kolejne dwa mie­siące, w trak­cie któ­rych będą się przy­go­to­wy­wali do sku­tecz­nej prze­prawy przez rzekę. Żeby myśleć o sku­tecz­nej prze­pra­wie, Rosja­nie muszą wypra­co­wać prze­wagę w powie­trzu oraz przy­kryć osłoną prze­ciw­lot­ni­czą obszary, w któ­rych chcą for­so­wać Wisłę.

Czwarty miesiąc

Miej­sce prze­prawy przez Wisłę Rosja­nie będą mieć bar­dzo pre­cy­zyj­nie zapla­no­wane, żeby speł­niało sze­reg warun­ków. Rosja­nie muszą mieć rejon wycze­ki­wa­nia wojsk na for­so­wa­nie rzeki. Muszą mieć dogodne drogi dojaz­dowe do miej­sca for­so­wa­nia. Po poko­na­niu rzeki muszą okre­ślić rejon zgru­po­wa­nia wojsk i ich wej­ścia do walki. Okre­ślić obszar roz­środ­ko­wa­nia sprzętu, musi to więc być teren, na któ­rym znaj­duje się co naj­mniej kilka dróg. Dodat­kowo musi to być miej­sce o dogod­nym do for­so­wa­nia rzeki kształ­cie brze­gów, trzeba wyszu­kać takie miej­sce, gdzie droga w dogodny spo­sób zej­dzie z brzegu do wody. Woj­ska inży­nie­ryjne muszą poło­żyć bez­po­śred­nie drogi dojaz­dowe do samej rzeki, bar­dzo solidną kon­struk­cję, bo mówimy o set­kach jed­no­stek cięż­kiego sprzętu, który będzie się przez tę rzekę prze­pra­wiał.

Zanim roz­pocz­nie się budowa prze­prawy, rosyj­skie woj­ska muszą naj­pierw uchwy­cić przy­czó­łek po dru­giej stro­nie rzeki, a następ­nie go utrzy­mać do czasu, aż powsta­nie prze­prawa mostowa i pro­mowa. To wszystko będą reali­zo­wać pod zma­so­wa­nymi ata­kami lot­ni­czymi naszych wojsk. Rosja­nie będą też ostrze­li­wani arty­le­rią rakie­tową. Nie­zwy­kle sku­teczna okaże się tutaj amu­ni­cja kase­towa oraz mino­wa­nie narzu­towe.

Rosja­nie będą pró­bo­wać roz­bu­do­wać przy­czó­łek, aby odsu­nąć naszą arty­le­rię lufową na tyle, by umoż­li­wić swoim woj­skom bez­pieczną prze­prawę. Wiel­kim pro­ble­mem Rosjan na tym eta­pie walk będzie ochrona prze­praw przed bar­dzo sil­nym lot­nic­twem NATO, nato­miast klu­czową rolę obok arty­le­rii będą odgry­wać drony.

Rosja­nie będą pró­bo­wali przejść Wisłę tam, gdzie rzeka jest wąska, czyli raczej na połu­dniu Pol­ski niż na pół­nocy. Łatwiej im będzie zro­bić to latem, kiedy poziom wody będzie bar­dzo niski. W 1939 roku Wisłę można było przejść nie­mal suchą nogą. Teraz też bory­kamy się z niskimi pozio­mami wody w tej rzece. Nie ozna­cza to jed­nak, że brak wody roz­wiąże wszyst­kie pro­blemy Rosjan, bo sprzęt po mule nie prze­je­dzie. Prze­prawa będzie w takim przy­padku zbli­żona roz­mia­rowo do tej, w któ­rej woda pły­nie, ale z pew­no­ścią sta­nie się łatwiej­sza, bo nie będzie sil­nego nurtu, żoł­nie­rze nie będą się topić.

Wisła może oka­zać się punk­tem, w któ­rym wal­czące strony utkną na dłuż­szy czas. Dla­tego roz­wa­ża­nia na temat roz­woju sytu­acji należy zatrzy­mać w tym miej­scu.

Krok w tył: co będzie przed godziną zero? Czy wypowiemy wojnę Rosji?

Moim zda­niem ist­nieje małe praw­do­po­do­bień­stwo, że Pol­ska zosta­nie zaata­ko­wana przed Łotwą, Litwą i Esto­nią. Co prawda jesz­cze kilka mie­sięcy temu powie­dział­bym, że to praw­do­po­do­bień­stwo jest wręcz eks­tre­mal­nie małe, jed­nak wobec zmie­nia­ją­cej się poli­tyki USA nie jestem już tego taki pewny. Uwa­żam jed­nak, że pozo­sta­wie­nie kra­jów bał­tyc­kich przez Rosjan za swo­imi ple­cami byłoby ich fatal­nym błę­dem. Jeśli więc doj­dzie do wojny, to praw­do­po­dob­nie Bał­to­wie pójdą na pierw­szy ogień, a my będziemy po nich.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki