1. Przebieg wojny
Kiedy zaczęła się wojna w Ukrainie? Być może już 26 lutego 2014 r., w momencie kiedy pierwsze rosyjskie wojska wylądowały na lotnisku Belbek
na Krymie. A nastąpiło to w wyniku rozruchów w różnych częściach
Półwyspu Krymskiego, kiedy to przybyła tu Jednostka Specjalna MSW
"Berkut", skompromitowana w czasie tłumienia rozruchów w Kijowie kilka
tygodni wcześniej. Jednostka została rozwiązana 25 lutego 2014 r., ale
na Krymie, w Sewastopolu i Symferopolu, zgotowano jej członkom gorące
powitanie. Wielu Ukraińców mieszkających na Półwyspie Krymskim tęskniło
do czasów sowieckich i było w związku z tym nastawionych prorosyjsko.
Ponadto Krym z różnych względów był obszarem, gdzie mieszkała stosunkowo
największa mniejszość rosyjska.
Właściwie to nikt nie wiedział, czy były to rosyjskie wojska. W świetle
dzisiejszych doświadczeń mogła to być jedna z prywatnych firm
wojskowych, jakie w Rosji formalnie są zakazane, ale które faktycznie
tam funkcjonują. Takie jak słynna CzWK "Wagner", która pojawiła się
nieco później w Donbasie. Czy wagnerowcy byli już na Krymie? Nie
wiadomo. Ale obok tych pierwszych "zielonych ludzików", później na
Półwysep Krymski wkroczyły regularne oddziały rosyjskie, do czego Rosja
się absolutnie nie przyznawała. Część rosyjskich wojsk przybyła też na
pokładach okrętów wojennych zawijających do bazy morskiej w Sewastopolu.
Po odpowiednim przegrupowaniu się, w nocy z 26 na 27 lutego, rosyjskie
wojska bez żadnego sprzeciwu i oporu zajęły budynki Parlamentu i Rządu
Republiki Autonomicznej Krymu w Symferopolu.
Niedługo potem żołnierze (przypuszczalnie) 45. Pułku Specnazu Wojsk
Powietrznodesantowych Rosji z Kubinki pod Moskwą zajęli krymskie
lotnisko Belbek. Personel 204. Sewastopolskiej Bazy Lotnictwa
Taktycznego Sił Powietrznych Ukrainy nie stawił żadnego oporu. Później
Rosjanie pozwolili na ewakuację jednostki, w tym na zabranie transportem
lądowym na ukraińskie terytorium samolotów myśliwskich MiG-29.
Chociaż na Krymie ukraińskie jednostki w zasadzie nie stawiły oporu, a spora część personelu Marynarki Wojennej Ukrainy przeszła na stronę
Rosji i podjęła dalszą służbę w rosyjskich siłach morskich, to mimo to
Rosjanie dość szybko rozpoczęli przerzut na Półwysep Krymski dość
znacznych dodatkowych sił i środków. Najpierw była to 31. Brygada
Desantowo-Szturmowa z Uljanowska położonego około 900 km na wschód od
Moskwy, a następnie trafiły tu elementy dwóch dywizji wojsk
powietrznodesantowych: 76. Czernihowskiej DPD Gwardii z Pskowa oraz 98.
Swirskiej DPD Gwardii z Iwanowa.
1 marca 2014 r. samozwańczy "premier" Republiki Autonomicznej Krymu,
Siergiej Aksinow, zwrócił się z prośbą do prezydenta Federacji
Rosyjskiej, Władimira Putina, "o zapewnienie spokoju i bezpieczeństwa
mieszkańcom Krymu". 6 marca 2014 r. budynek Rady Najwyższej (parlamentu)
Republiki Autonomicznej Krymu w Symferopolu został szczelnie obstawiony
przez rosyjskich spadochroniarzy, którzy dopilnowali, by wynik obrad był
zgodny z życzeniem. I był: jednogłośnie zagłosowano za przyłączeniem
Krymu do Rosji.
Zastanawiająca jest anemiczna reakcja władz Ukrainy na te poczynania,
ale nie ma w tym nic dziwnego, państwo to bowiem było w tym okresie w poważnym kryzysie politycznym. 12 marca pełniący obowiązki prezydenta
Ukrainy Ołeksandr Turczynow powiedział, że armia ukraińska nie będzie
się angażowała na Krymie, aby zapobiec aneksji półwyspu przez Rosję,
ponieważ jej potencjał zostanie skoncentrowany na obronie wschodniej
granicy państwa. Krym był praktycznie stracony. Ukraina natomiast,
stojąca w obliczu wielu nierozwiązanych jeszcze wewnętrznych problemów,
nie miała zamiaru wdawać się w otwartą wojnę z Rosją. Tymczasem na
Krymie wciąż trwało wzmacnianie sił rosyjskich. Od 14 marca przez
Cieśninę Kerczeńską nieustannie kursowały promy, przewożące rosyjskie
uzbrojenie i sprzęt wojskowy, amunicję i paliwo oraz inne zaopatrzenie.
16 marca 2014 r. na Krymie przeprowadzono referendum w sprawie
przyłączenia Półwyspu Krymskiego do Rosji. Do głosowania było
uprawnionych około 1,5 mln osób, które mogły oddać swoje głosy w 1024
lokalach wyborczych. Wynik głosowania przekraczający 95 proc. "za" przy
frekwencji ponad 81 proc. wskazywał, że referendum zapewne zostało
sfałszowane, choć trzeba pamiętać, że sympatie prorosyjskie na Krymie
były jednak dość silne. 21 marca 2014 r. rosyjski prezydent Władimir
Putin podpisał akty ratyfikacyjne traktatu o przyjęciu Republiki Krymu
do Federacji Rosyjskiej.
Niemal nikt na świecie nie uznał aneksji Krymu, uczyniły to jedynie
Afganistan, Kirgistan, Korea Północna, Kuba, Nikaragua, Sudan, Syria i Zimbabwe. Wszystkie inne państwa nadal uznają Krym za część Ukrainy.
A może jednak wojna w Ukrainie zaczęła się jeszcze wcześniej, od
słynnych demonstracji na Placu Wolności w Kijowie i w innych miastach?
30 marca 2012 r. w Brukseli parafowano umowę stowarzyszeniową Ukrainy z Unią Europejską (UE), ale jej nie podpisano, bowiem były zastrzeżenia co
do ukraińskiej praworządności. W sierpniu 2011 r. aresztowano byłą
premier Julię Tymoszenko, za rzekome przestępstwa urzędnicze, po czym
skazano ją na siedem lat pobytu w kolonii karnej. Parlament Europejski
uważał, że była to rozgrywka polityczna, i żądał jej uwolnienia, co
stało się dopiero 22 lutego 2014 r., już po odsunięciu od władzy Wiktora
Janukowycza. Ten ostatni pod presją społeczną poczynił pewne kroki na
rzecz Brukseli, co wywołało reakcję Rosji. Wkrótce, w sierpniu 2013 r.,
zaczęła się wojna handlowa z Rosją, przez co ukraiński eksport do tego
państwa spadł, co przyczyniło się do pogłębienia kryzysu gospodarczego.
Z kolei pod wyraźnym naciskiem Moskwy Wiktor Janukowycz odłożył 21
listopada 2013 r. podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE na czas
nieokreślony.
24 listopada w Kijowie zaczęły się zbierać tłumy protestujących,
zwolenników przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej. Protesty
koncentrowały się na głównym placu Kijowa, placu Niepodległości, znanym
po ukraińsku jako Majdan Nezałeżnosti. Ze względu na charakter
protestów oraz fakt, że pojawiły się one i w innych miastach na głównych
placach, zaczęto cały ruch nazywać Euromajdanem. Określenie to utrwaliło
się, gdy pojawił się taki hasztag na Twitterze.
W protestach nie chodziło już tylko o samą umowę stowarzyszeniową. Coraz
bardziej zdeterminowany tłum Ukraińców domagał się usunięcia prezydenta
i radykalnych zmian w państwie. Chodziło o budowę demokratycznego
państwa prawa na wzór demokracji europejskich. Za przykład stawiano
członków UE, a ludzie manifestowali z flagami Ukrainy i Unii
Europejskiej. Protesty rozlały się na całą Ukrainę, próbowano je nawet
organizować w niechętnej UE wschodniej części państwa, w tym w rosyjskojęzycznym Donbasie, którego ludność miała największe wątpliwości
związane z prozachodnim kursem. Obawiano się upadku przemysłu, który od
czasów sowieckich niewiele się zmodernizował i mógł liczyć prawie
wyłącznie na eksport swoich wyrobów do Rosji, jako że na Zachodzie w ogóle nie były one konkurencyjne, nawet przy niskiej cenie. Czy ktoś w Niemczech marzył o samochodzie osobowym Zaporożec albo jakiś przewoźnik
kolejowy myślał o lokomotywach z Ługańska? Najchętniej kupowano jedynie
węgiel z Zagłębia Donieckiego, albo stal z zakładu "Azowstal" w Mariupolu, ale nie wyroby wysoko przetworzone.
30 listopada 2013 r. przeciw protestującym wysłano Jednostkę Specjalną
MSW "Berkut". Powstała ona z przekształcenia sowieckiego mobilnego
oddziału specjalnego przeznaczenia OMON, ukierunkowanego na tłumienie
protestów społecznych i działania kontrterrorystyczne. W wyniku
interwencji jednostki "Berkut" zaczęły się w Kijowie regularne walki,
padli pierwsi zabici i ranni wśród demonstrantów. Ofiary wywołały gniew
i radykalizację protestujących, a kraj stanął na krawędzi wojny domowej.
Protesty trwały cały grudzień i styczeń 2014 r., ludzie nie ustawali w swoich dążeniach do demokratycznego państwa prawa. Nie pomogły brutalne
interwencje milicji ukraińskiej, demonstrujący wciąż się zbierali,
usiłując zajmować budynki rządowe i samorządowe. Przesilenie starć
nastąpiło między 18 a 20 lutego 2014 r., kiedy to liczba ofiar osiągnęła
kilkaset osób. Pod naciskiem coraz większej fali niezadowolenia Wiktor
Janukowycz zdecydował się na wcześniejsze wybory. Jednak 21 lutego
milicja wycofała się z ulic Kijowa, a sam Janukowycz zbiegł do Moskwy,
obawiając się o swoje życie. 22 lutego ukraiński parlament formalnie
pozbawił go urzędu, wyznaczając na tymczasowego prezydenta Ołeksandra
Turczynowa, przewodniczącego Rady Najwyższej. Tu małe wyjaśnienie -
ukraiński jednoizbowy parlament liczący 450 deputowanych nosi nazwę Rady
Najwyższej, zaś jej przewodniczący jest odpowiednikiem polskiego
marszałka Sejmu.
Wraz z objęciem urzędu prezydenta przez Ołeksandra Turczynowa, który
pełnił tę funkcję tymczasowo do czasu wyboru Petra Poroszenki, zaczęła
się nowa era w historii Ukrainy i budowania demokratycznego państwa
prawa. Rosja odebrała to jako bezpośrednie zagrożenie dla swojej
polityki i podjęła działania wojenne przeciwko Ukrainie.
We wschodniej Ukrainie zaczęto organizować demonstracje sprzeciwiające
się zmianie władzy. Częściowo był to samorzutny, oddolny ruch, a częściowo wspierany i organizowany przez rosyjskie służby specjalne.
Ruch ten nazwano "antymajdanem".
Silne tendencje separatystyczne występowały w Charkowie, w Ługańsku,
Doniecku, ale też i Mariupolu czy w pozostałej części obwodu
zaporoskiego. Duże wiece "antymajdanowe" odbyły się w Charkowie i Doniecku 1 marca 2014 roku. 3 marca separatyści prorosyjscy siłą wdarli
się do budynków regionalnej administracji w Doniecku i w Odessie,
podobna próba w Charkowie skończyła się fiaskiem. Do 5 marca ukraińskie
siły prorządowe wyprowadziły demonstrantów, ale w Doniecku ponownie
zdobyto budynek władz obwodu 6 marca. Trzy dni później doszło do
podobnego aktu przemocy w Ługańsku, a na budynku administracji obwodu
wywieszono rosyjskie flagi.
Nie miejsce tu na omówienie całego przebiegu wojny w Donbasie w 2014 r.
Dość powiedzieć, że w wyniku ciężkich walk, jakie były prowadzone na
wschodzie Ukrainy w końcu w lutym 2015 r. ustaliły się granice między
Ukrainą a separatystami sponsorowanymi przez Rosję. Wojna z okresu luty
2014 - luty 2015 r. to również bardzo ciekawy i całkowicie zapomniany
konflikt, obfitujący w takie bitwy jak walki o Mariupol, o Słowiańsk i Kramatorsk, walki w Sektorze "D" i okrążenie pod Debalcewem oraz
heroiczną obronę Portu Lotniczego w Doniecku, gdzie obrońców lotniska
nazwano "cyborgami" ze względu na ich niesamowite poświęcenie w walce.
5 września 2014 r. podpisano w Mińsku porozumienie znane jako protokół
miński, wynegocjowany pod egidą Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy
w Europie (OBWE) pomiędzy Rosją a Ukrainą o przerwaniu ognia na linii
demarkacyjnej, zakładając wycofanie artylerii o kalibrze powyżej 100 mm
na odległość nie mniejszą niż 15 km od niej. Przerwanie ognia na linii
demarkacyjnej mieli nadzorować obserwatorzy OBWE. Porozumienie to
zostało dość szybko zerwane przez donieckich separatystów i wkrótce
wybuchła tzw. druga bitwa o Port Lotniczy w Doniecku. Walki trwały aż do
lutego 2015 r., kiedy 15 lutego strony zgodziły się ponownie podpisać
porozumienie o przerwaniu ognia, tzw. porozumienie Mińsk II.
To porozumienie mniej więcej było przestrzegane, ponieważ do walk na
pełną skalę na nowo nie doszło. Niemniej jednak nie przerwało to częstej
wymiany ognia i wzajemnych ostrzałów. Jednocześnie obie strony zbudowały
sieć potężnych umocnień wzdłuż linii demarkacyjnej. W latach 2022-2023
miało to zaowocować tym, że w Donbasie Rosjanie nie zdołali pokonać
ukraińskiej obrony.
Rosja spodziewała się, że odbierając Ukrainie najbardziej
uprzemysłowiony wschód i słynący z turystyki Krym, a jednocześnie
tworząc na zajętych terenach wzorcowe państwa mające pokazać czym może
być Noworosja, osiągnie dzięki temu kilka celów. Po pierwsze, w ten
sposób pozostałą część Ukrainy sprowadzi do poziomu republiki bananowej,
w której skłócone elity polityczne będą wiodły państwo do coraz bardziej
nieuchronnego upadku. Wówczas, obserwując sukces odniesiony przez
separatystyczne republiki ściśle współpracujące z Rosją, Ukraina sama
będzie chciała pójść w ich ślady.
Ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Po pierwsze, nie udało się
zająć bardzo ważnych miast przemysłowych, w tym najważniejszego,
drugiego co do wielkości miasta w Ukrainie - Charkowa, ale też i położonego nad Morzem Azowskim Mariupola. Znaczenie tego drugiego do
pewnego stopnia udało się zmarginalizować poprzez budowę Mostu
Kerczeńskiego przez cieśninę o tej nazwie, znanego też jako Most
Krymski, jako że łączył on Półwysep Krymski z Krajem Krasnodarskim w Rosji. Okazało się więc, że Ukraina została ze sporym potencjałem, w tym
potężnym przemysłem Charkowa, miasta Dnipro (dawny Dniepropietrowsk),
Kremenczuga i Zaporoża. Kijów to także wielki ośrodek przemysłowy, nieco
mniejszy Odessa. Po drugie, kiedy odcięto od Ukrainy robotniczą część
wschodnią, pozostała część skonsolidowała się wokół idei wstąpienia do
UE i ta część ukraińskiego państwa zaczęła się lepiej rozwijać.
Ludzie byli tu bowiem bardziej innowacyjni, bardziej elastyczni,
bardziej przedsiębiorczy i sprawniejsi, co zaowocowało wzrostem dochodu
narodowego per capita. Po drugie, władze nowych separatystycznych
republik powiązane z Moskwą, a jeszcze bardziej z jej służbami
specjalnymi, zostały zbudowane na wzór rosyjski. Powstały więc państwa
typowo mafijne, z bandyckimi układami w których nie obowiązywało żadne
prawo, ludzie byli wyrzucani z domów które zajmowali sobie więksi i pomniejsi funkcjonariusze nowego reżimu, a majątek kopalń, hut i innych
zakładów przemysłowych został bardzo szybko rozkradziony. Wiele z nich
upadło, inne co prawda pracowały, ale górnikom czy robotnikom przez
dłuższy czas nie wypłacano pensji. Mimo, że ludzie uciekający od
separatystów nie byli w Ukrainie mile widziani (postrzegano ich jako
zdrajców), to jednak zbiegło ich stąd około miliona. Szybko wieści o stosunkach panujących w Donieckiej Republice Ludowej i Ługańskiej
Republice Ludowej rozniosły się w Ukrainie i stosunek do Rosji zaczął
się stopniowo zmieniać.
Tej zmiany nie dostrzegli Rosjanie. Był to największy błąd popełniony w momencie agresji w 2022 r. Byli oni przekonani, że mają do czynienia z taką samą Ukrainą, jak w 2014 r. Państwem podzielonym i mocno
wewnętrznie skonfliktowanym, gdzie władze centralne nie mogą liczyć na
lojalność bardzo wielu własnych funkcjonariuszy. Ukraina przeszła sporą
transformację i zaczęła się zbliżać do zachodnich struktur. Nowy
prezydent Wołodymyr Zełenski który objął urząd w maju 2019 r., jeszcze
bardziej przyśpieszył reformowanie kraju w kierunku praworządności i zbliżenia do standardów zachodu, proces rozpoczęty przez jego
poprzednika, Petra Poroszenkę. Nie starczyło pieniędzy na poważne zakupy
wojskowe, ale część sprzętu przeszła modernizację w oparciu o możliwości
krajowego przemysłu zbrojeniowego, a przede wszystkim w wojsku udało się
zbudować duch patriotyzmu i lojalności.
Autorem rosyjskiego projektu Noworosji, jak miała nazywać się "kraina
mlekiem i miodem płynąca" powstała z separatystycznych republik w Ukrainie, był bliski współpracownik Władimira Putina, Władisław Surkow.
Jednak, w lutym 2020 r. prezydent Rosji zwolnił Surkowa i jego
współpracowników, co było bardzo wyraźnym sygnałem, że nic nie wyszło z Noworosji, mającej przyciągnąć pozostałych Ukraińców. To
najprawdopodobniej właśnie wtedy Putin podjął decyzję o zmianie planu i dokonaniu inwazji na Ukrainę oraz ustanowieniu tam prorosyjskiego rządu.
Gromadzenie wojsk wokół Ukrainy zaczęło się już wiosną 2021 r. Już wtedy
ukraiński rząd liczył się z atakiem ze strony Rosji, choć nikt na
Zachodzie nie wierzył w taką możliwość.
1.1. Operacja Kijowska
Wojna w Ukrainie zaczęła się przed świtem 24 lutego 2022 r. od zmasowanych ataków lotniczych. Rosyjskie samoloty bojowe wtargnęły w ukraińską przestrzeń powietrzną i tej pierwszej nocy działały w miarę swobodnie. Niemal podręcznikowo zaatakowano obiekty typowe dla walki o panowanie w powietrzu, a więc ukraińskie posterunki radiolokacyjne, stanowiska przeciwlotniczych zestawów rakietowych, lotniska wojskowe i wybrane lotniska cywilne. Tyle tylko, że to uderzenie trafiło w próżnię, bowiem Ukraińcy w znacznym stopniu wyprowadzili swoje lotnictwo na lotniska cywilne i zapasowe. Przeniesiono też posterunki radiolokacyjne na inne pozycje, co zaskoczyło Rosjan - wiele odpalonych w ich kierunku pocisków balistycznych z operacyjno-taktycznego systemu rakietowego 9K720 Iskander trafiło w puste nasypy, na których nie było już radarów. Widać wyraźnie, że rosyjskie rozpoznanie radioelektroniczne nie stanęło na wysokości zadania. Także wszelkie jednostki przeciwlotnicze zostały wyprowadzone z miejsc stałej dyslokacji i ustawione na stanowiskach bojowych, nieznanych Rosjanom. Skąd Ukraińcy wiedzieli o dokładnej dacie ataku na ich państwo? Z całą
pewnością ostrzegł ich wywiad amerykański. Ani Ukraińcy, ani zachodni
sojusznicy nie dali się nabrać na pozorowane rosyjskie wycofanie, jakie
nastąpiło mniej więcej w połowie lutego. Po wielu rozmowach
telefonicznych prowadzonych z Putinem m.in. przez prezydenta Francji
Emmanuela Macrona czy kanclerza Niemiec Olafa Scholza, wydawało się że
Putin ustępuje pod naporem logicznych argumentów. Pokazano nawet zdjęcia
z załadunku wojsk na transporty kolejowe, które miały ruszyć gdzieś w głąb Rosji. Oczywiście była to tylko demonstracja mająca na celu
wprowadzenie w błąd i obniżenie gotowości bojowej Sił Zbrojnych Ukrainy,
na co ukraińskie kierownictwo nie dało się nabrać. A wieczorem przed
samą napaścią wykonano serię bardzo mądrych posunięć.
W czasie ataku na lotnisko Ozierne pod Żytomierzem Rosjanie zdołali
zestrzelić dwa startujące myśliwce Su-27 z 39. Brygady Lotnictwa
Taktycznego Sił Powietrznych Ukrainy. Obaj piloci - ppłk Eduard
Wahorowski i mjr Dmytro Kołomijeć - zginęli po tym, jak wdali się w walkę z przeważającymi siłami rosyjskiego lotnictwa myśliwskiego. Dzięki
ich poświęceniu, pozostałe samoloty brygady zdołały wyjść spod uderzenia
i przemieścić się na lotnisko zapasowe i później nadal efektywnie
działały. Drugim zwycięstwem Rosjan było zniszczenie sześciu myśliwców
MiG-29 na ziemi na lotnisku w Iwano-Frankiwsku, gdzie stacjonowała 114.
Brygada Lotnictwa Taktycznego. Niedaleko od Dnipro udało im się też
zniszczyć kilka wyrzutni rakiet zestawu przeciwlotniczego S-300PT,
ponadto na ziemi zniszczono kilka samolotów transportowych, jednak
większość zdołała odlecieć do Polski. Istnieje podejrzenie, że
przynajmniej część zniszczonych wyrzutni S-300PT oraz transportowców, a nie wykluczone że również myśliwców MiG-29, była po prostu niesprawna,
stąd nie można było dokonać ich ewakuacji.
Ogólnie rzecz biorąc pierwszego dnia agresji Rosjanie wcale nie
wywalczyli powietrznej przewagi. Ukraiński system obrony powietrznej
oraz lotnictwo wojskowe zachowały zdolność do działania i później bardzo
skutecznie operowały. Z jakiejś przyczyny Rosjanie nie próbowali
ponawiać tych ataków, ewidentnie zabrakło im wytrwałości w dążeniu do
zamierzonego celu. Zabrakło im też efektywnego rozpoznania kontrolnego,
w wyniku którego dokonano by oceny skutków wykonanych uderzeń. Dlatego
nie zdawano sobie sprawy z faktu, że tak wielka część ukraińskich
naziemnych środków przeciwlotniczych ocalała i sprawi w przyszłości
spory kłopot rosyjskiemu lotnictwu.
Plan agresji przewidywał desant na lotnisko Hostomel. Jest to lotnisko
fabryczne firmy Antonow, położone po północno zachodniej stronie Kijowa
w odległości 10 km od granic miasta. Ma długi na 3,5 km pas startowy a także równoległą drogę kołowania, która w przypadku lżejszych samolotów
może być wykorzystywana jako droga startowa. Ze względu na obecność
zakładów Antonowa, lotnisko ma też duże płyty postojowe, pozwalające na
jednoczesny wyładunek co najmniej kilkunastu samolotów transportowych.
Najpierw desant śmigłowcowy miał opanować lotnisko, by mogły na nim
wylądować ciężkie samoloty transportowe Ił-76 wiozące nie tylko licznych
spadochroniarzy, ale też dużo sprzętu wraz z nimi. Spadochroniarze po
przegrupowaniu mieli ruszyć ku centrum miasta, by jak najszybciej
opanować ukraińskie budynki rządowe, schwytać lub zabić prezydenta
Wołodymyra Zełenskiego oraz członków rządu. Spodziewano się, że
pozbawiony przywództwa naród ulegnie szybkiej dezintegracji. Opór straci
zorganizowany charakter, a cała Ukraina szybko padnie łupem najeźdźców.
Plan był prosty i w zasadzie powtarzał to, co sowieckie wojska zrobiły w Kabulu w Afganistanie w grudniu 1979 r.
Ukraińcy spodziewali się jednak takiego ataku. Ponadto trafnie
przewidzieli trasę lotu rosyjskich śmigłowców. Wiadomo, że przelot
musiał odbyć się na małej wysokości, a jednocześnie szerokie rozlewiska
Dniepru na północ od Kijowa zmniejszały prawdopodobieństwo natrafienia
na środki przeciwlotnicze. Przecież nie będzie ich na środku zalewu!
Kiedy w latach 60. zbudowano tamę i wielką elektrownię wodną w Wyszogrodzie tuż na północ od ukraińskiej stolicy, powstało tzw. Morze
Kijowskie. Ten olbrzymi zalew zaczyna się kilka kilometrów od granicy z Białorusią, nieco na wschód od Czarnobyla, a ciągnie się aż do
północnego skraju Kijowa. W najwęższym miejscu zalew ma szerokość 8 km,
ale w większości jest on szerszy. Wydawałoby się, że przelot nad tym
zalewem będzie bezpieczny, ale Ukraińcy obstawili brzegi zalewu w rejonie lotniska Hostomel strzelcami z przenośnymi przeciwlotniczymi
zestawami rakietowymi. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Z pierwszej fali ponad 30 śmigłowców szturmowych Ka-52 i Mi-24 (te
ostatnie wiozły dodatkowo rzut szturmowy) zestrzelono nad zalewem Ka-52
oraz dwa Mi-24, które wpadły do wody i przypuszczalnie wszyscy
znajdujący się na ich pokładach zginęli.
Jednocześnie w budynkach i wokół lotniska Hostomel czekali obrońcy z 4.
Brygady Operacyjnej Gwardii Narodowej im. Serhija Michalczuka, do której
dodatkowo przydzielono kilka czołgów T-64BW oraz 3. Pułku Wojsk
Specjalnych z Sił Zbrojnych Ukrainy. Pierwsza fala desantu 11. Brygady
Desantowo-Szturmowej Gwardii wylądowała na odkrytej części lotniska i natychmiast została przygwożdżona ogniem. Wcale nie lepiej było z drugą
falą przerzuconą śmigłowcami transportowymi Mi-8MT i Mi-8MTSz w osłonie
szturmowych Ka-52. Wszyscy wysadzeni na środku lotniska rosyjscy
spadochroniarze stali się łatwym celem dla ukraińskich obrońców,
prowadzących ogień z ukrycia. Nie pomogło wprowadzenie do walki dalszego
wzmocnienia, tym razem 31. Brygady Desantowo-Szturmowej i obie rosyjskie
brygady desantowe poniosły bardzo ciężkie straty. Dopiero 27 lutego
desantowcy dotarli do hangarów, niszcząc w nich m.in. największy na
świecie samolot transportowy An-225.
Obu stronom w czasie walk o lotnisko Hostomel udzielało wsparcia
lotnictwo, m.in. Rosjan niekierowanymi rakietami ostrzeliwały ukraińskie
śmigłowce Mi-24P. Przypuszczalnie jeden z rosyjskich Mi-8MT został
zestrzelony przez ukraiński myśliwiec MiG-29. Dążąc do zdobycia lotniska
za wszelką cenę, Rosjanie skierowali na nie jeszcze 45. Brygadę Specnazu
Wojsk Powietrznodesantowych. Jednak i ona nie pomogła w poszerzeniu
przyczółka. Udało się jedynie utrzymać zajmowane pozycje do nadejścia
sił głównych. 6 marca Rosjanie co prawda opanowali lotnisko w Hostomelu,
ale nie byli w stanie przyjąć na nim samolotów transportowych ze
sprzętem ciężkim, ani wydostać się z niego.
Trzy kilometry na południe od lotniska Hostomel znajduje się miejscowość
Bucza, którą zajęły już rosyjskie wojska nacierające na lądzie. A jeszcze 2-3 km dalej na południe, rozciąga się małe miasteczko Irpień
leżące nad rzeką o tej samej nazwie. Ukraińcy zdołali wysadzić most na
rzece Irpień i rosyjskie wojska zostały tu powstrzymane. Z Irpienia do
północno zachodnich granic Kijowa jest sześć kilometrów. Na taką
odległość od ukraińskiej stolicy dotarli Rosjanie. I tu zatrzymali się
na dobre.
Lądowe natarcie na Kijów po zachodniej stronie Dniepru podjęły dwie
dalekowschodnie armie rosyjskie, 35. Armia (dowódca: gen. por. Aleksandr
Sanczik) i 36. Armia (gen. por. Wasilij Sołedczuk, w maju 2022 r. zdjęty
ze stanowiska). Obie armie to jedne ze słabszych rosyjskich związków
operacyjnych, łącznie mają one tylko pięć brygad, w tym jedną pancerną -
5. Tacyńska Brygada Pancerna Gwardii z 36. Armii. Oprócz niej i jednostek wspierających, w skład 36. Armii wchodzi jeszcze 37.
Budapeszteńska Brygada Zmechanizowana Gwardii. Z kolei w skład 35. Armii
wchodzi 38. Witebska Brygada Zmechanizowana Gwardii oraz 64. Brygada
Zmechanizowana. Ostatnia z brygad, 69. Swiresko-Pomerańska Brygada
Osłony, to jednostka karabinów maszynowych i artylerii znad Amuru,
przeznaczona do obsadzenia fortyfikacji na granicy rosyjsko-chińskiej
(brygada pozostała w miejscu stałej dyslokacji i nie wzięła udziału w agresji na Ukrainę).
Owe cztery brygady, które skierowano do ataku na Ukrainę mozolnie
posuwały się lasami na zachód od Dniepru, zarówno na zachód od strefy
wykluczenia jak i przez samą strefę wykluczenia Czarnobylskiej
Elektrowni Atomowej, która jest wyłączona z eksploatacji. Po przejściu
80 km przez cztery dni, do 28 lutego, rosyjskie wojska zostały
ostatecznie zatrzymane na rzece Irpień, zajmując dość wąski "jęzor"
terenu, którego wąskim gardłem był rejon miejscowości Iwanków, przez
który prowadzi na południe praktycznie tylko jedna szosa. Nic dziwnego,
że Iwanków natychmiast wywołał zainteresowanie wojsk ukraińskich, które
systematycznie wysyłały tu grupy bojowe wojsk specjalnych, by skrycie
atakowały one kolumny zaopatrzeniowe wojsk rosyjskich.
Tymczasem w ugrupowanie obu armii dodatkowo wprowadzono jednostki wojsk
powietrznodesantowych, w tym elementy 76. Czernihowskiej DPD Gwardii i 98. Swirskiej DPD Gwardii. Żołnierze wojsk powietrznodesantowych ruszyli
głównie w kierunku miejscowości Moszczun po północno wschodniej stronie
Irpienia, mając nadzieję na sforsowanie rzeki tutaj i ostateczne wyjście
na Kijów, ale natrafili oni tu na bardzo silny opór 72. Brygady
Zmechanizowanej im. Czornych Zaporożciw. Podobnie było na południowy
zachód od Irpienia, gdzie Rosjanie szukali sposobu na sforsowanie rzeki.
Na południowy zachód od Irpienia zajęli oni miejscowość Horbowyczi, ale
i tu utknęli. Szukając słabych punktów ukraińskiej obrony Rosjanie
zajęli miejscowość Jasnohorodka jakieś 20 km na zachód od Kijowa i dotarli pod Makarów, ciut dalej na zachód. Jednakże na początku marca
obrona Ukraińców okrzepła. W błyskawicznym tempie zbudowano tu
umocnienia i fortyfikacje polowe, ostatecznie powstrzymując rosyjskie
natarcie.
W tej sytuacji dowódca Wschodniego Okręgu Wojskowego, gen. por.
Jewgienij Nikiforow, musiał działać. Zgodnie z jego decyzją do walki
wprowadzono będącą w drugim rzucie 29. Armię. Jednakże była to
najsłabsza formacja Wschodniego OW, mająca tylko jedną brygadę
manewrową: 36. Łozowską Brygadę Zmechanizowaną Gwardii. Dlatego w ślad
za nią wprowadzono również 127. Dywizję Zmechanizowaną z Siergiejewki
pod Ussuryjskiem, która wchodziła w skład 5. Armii. Samej 5. Armii
chwilowo nie wprowadzano do działań w Ukrainie, pojawiła się ona dopiero
później, w Donbasie.
I właśnie ta dywizja dokonała największego zamieszania. Ruszyła ona
bowiem z przytupem długą kolumną swoich pojazdów pancernych i innych i wkrótce zatarasowała kompletnie drogę. Nim dotarła na linię styczności
bojowej wojsk, w czołowych pododdziałach skończyło się paliwo. Z tego
powodu długa na 63 kilometry kolumna musiała się zatrzymać. Jej pojazdy
ustawiono na poboczu i pozostawiając część drugiego pasa. Teoretycznie
więc szosa była przejezdna. W praktyce jednak, kiedy kolumna pojazdów z zaopatrzeniem ruszyła na czoło omijając wielką kolekcję najróżniejszych
pojazdów mechanicznych, to po wyładunku materiałów i zawróceniu nie
miały te ciężarówki jak wrócić, bowiem z naprzeciwka zbliżały się
kolejne konwoje z zaopatrzeniem.
Stojąca kolumna natychmiast wzbudziła zainteresowanie wojsk ukraińskich.
Kilka skutecznych uderzeń wykonały bezzałogowe statki powietrzne
Bayraktar TB2, osiągając bardzo wysoką skuteczność. Nawet powstały o bezzałogowcach tego typu piosenki. Dopiero później okazało się, że
wielka efektywność aparatów latających Bayraktar TB2 wynikała głównie z tego, że rosyjska obrona przeciwlotnicza wojsk nie była w tym czasie
należycie zorganizowana. W późniejszym okresie zostało to w znaczący
sposób poprawione i skuteczność OPL wojsk rosyjskich niepomiernie
wzrosła. Od tego momentu bezzałogowych statków powietrznych Bayraktar
TB2 zaczęto używać o wiele ostrożniej i głównie do prowadzenia
obserwacji z daleka. Na kolumnę skierowano też ogień ukraińskiej
artylerii, która również zebrała krwawe żniwo.
To właśnie wtedy narodziła się legenda o wysokiej skuteczności Wojsk
Obrony Terytorialnej Ukrainy. Do ataków na rosyjskie kolumny skierowano
jednak głównie grupy bojowe ukraińskich wojsk specjalnych. Owe skryte
ataki przysparzały Rosjanom dotkliwych strat. Aby jednak ukryć kto
faktycznie jest autorem sukcesu, i by jednocześnie budować ducha
bojowego wśród ludności Ukrainy, ogłoszono, że tak działają WOT.
Wywołało to euforię wśród obywateli, że oni też mogą coś sami zdziałać.
Wojska Obrony Terytorialnej Ukrainy faktycznie skierowano do walki, lecz
głównie obsadzono nimi kierunki nieaktywne i uczestniczyły one w osłanianiu obiektów tyłowych na bezpośrednim zapleczu, czyli robiły to,
do czego zostały faktycznie powołane. Później wprowadzono zasadę, że po
zdobyciu doświadczenia w WOT ukraińscy żołnierze będą mogli przechodzić
do wojsk regularnych jako uzupełnienie.
Sytuacja ta z czasem uległa zmianie, bowiem potrzeba i trudna sytuacja
na froncie zmusiły ukraińskie dowództwo do kierowania brygad WOT także
na główne kierunki obrony. Oczywiście wcześniej trzeba było zrobić dwie
rzeczy, co też uczyniono. Po pierwsze, trzeba było zmienić ustawę, która
pozwalała na używanie jednostek WOT wyłącznie w obwodach, z których się
wywodzą. I po drugie, koniecznym stało się dozbrojenie brygad WOT w artylerię. Każda musiała otrzymać po dywizjonie, choć generalnie były to
działa różnych typów, przeważnie holowane haubice D-30 kal. 122 mm i samobieżne 2S1 Goździk tego samego kalibru, czasem uzupełnione baterią
holowanych armat przeciwpancernych MT-12 kal. 100 mm. Dla tych jednostek
trzeba było oczywiście wyszkolić artylerzystów, co wcale nie jest takie
łatwe. W dodatku już później, bo w maju 2022 r., wyszła na jaw przykra
rzecz: w niektórych jednostkach Wojsk Obrony Terytorialnej Ukrainy
szkolenie było fikcją. Z tego powodu zdenerwowany prezydent Zełenski 15
maja odwołał dotychczasowego dowódcę WOT wywodzącego się z wojsk
powietrznodesantowych, gen. bryg. Jurija Gałuszkina i znalazł mu inne
zajęcie: zastępca szefa służby prawno-porządkowej Sił Zbrojnych Ukrainy.
Miejsce odwołanego zajął czołgista, gen. dyw. Igor Tancjura.
W tym czasie zaczęto ostrzeliwać Kijów m.in. z wieloprowadnicowych
artyleryjskich wyrzutni rakietowych BM-27 Uragan (kaliber 220 mm, zasięg
maksymalny 35 km) oraz BM-30 Smiercz (kaliber 300 mm, zasięg 70 km).
Dokonywano przy tym niepotrzebnych zniszczeń, które nie miały żadnego
znaczenia militarnego.
Natarcie na Kijów zostało też wyprowadzone z kierunku północno
wschodniego i wschodniego, na wschodnim brzegu Dniepru. Bezpośrednio po
wschodniej stronie Dniepru od północy na Czernihów ruszyła 41. Armia z Nowosybirska (dowódca: gen. por. Siergiej Ryżkow) z Centralnego Okręgu
Wojskowego, mająca trzy brygady manewrowe: 35. Wołgogradsko-Kijowską
Brygadę Zmechanizowaną Gwardii, 74. Zwenigorodsko-Berlińską Brygadę
Zmechanizowaną Gwardii oraz 55. Górską Brygadę Zmechanizowaną, nie
licząc jednostek wspierających. Natarcie przez zalesione tereny nie było
łatwe, ale 41. Armia przedarła się pod Czernihów. Tu jednak od razu
zaczęły się piętrzyć problemy. Spod Czernihowa kontratakowała ukraińska
1. Brygada Pancerna wyposażona w czołgi T-64BW oraz 58. Brygada
Zmechanizowana im. Getmana Iwana Wigowskogo. W okolicznych lasach i w samym mieście na pierwszej linii frontu znalazła się również 119.
Brygada OT z Czernihowa, mająca sześć batalionów obrony terytorialnej
(lekka piechota), kompanię saperów, pluton przeciwlotniczy, ale nie
mająca żadnej artylerii. Tego właśnie wojskom obrony terytorialnej
brakowało, jeśli rzucano je do walk na pierwszej linii - musiały być
obowiązkowo wzmocnione artylerią z sił regularnych.
Wynik walk o Czernihów był zaskakujący - Rosjanie nie zdołali wejść do
miasta! Nigdy go nie zdobyli. W pewnym momencie usiłowali je obejść i praktycznie odcięli od Czernihowa wszystkie dostępne drogi. Zaopatrzenie
wożono polnymi drogami przez lasy. Ale udało się, oporu ukraińskich
wojsk w mieście nie złamano. Rosjanie nie ustępowali i wprowadzili do
walki 90. Witebsko-Nowogrodzką Dywizję Pancerną Gwardii podległą
bezpośrednio dowództwu Centralnego Okręgu Wojskowego, którym wówczas
dowodził gen. płk Aleksandr Łapin. Od 10 marca Czernihów walczył w okrążeniu, ale się nie poddawał. 25 marca miasto zostało częściowo
odblokowane, ale Rosjanie zniszczyli most na rzece Desna znajdujący się
tuż na południe od miasta, czym odcięli jedyną dostępną drogę
zaopatrzenia. 31 marca udało się Ukraińcom odblokować sąsiednią drogę
prowadzącą do Kijowa, dzięki czemu blokada miasta w końcu się skończyła.
Kolejne ukraińskie kontrataki pozwoliły na odbicie z rąk Rosjan dwóch
wsi położonych na południe od miasta: Iwaniwka i Jahidne, a następnie
wypchnięto rosyjskie wojska z Kolicziwki po południowo wschodniej
stronie Czernihowa i z Szestowicy. Były to pierwsze ukraińskie
kontrataki i po raz pierwszy Ukraińcom udało się wyrzucić rosyjskie
wojska z pojedynczych wsi. Częściowo dokonały tego wojska obrony
terytorialnej, ale wsparte czołgami z 1. Brygady Pancernej, artylerią
obu brygad regularnych oraz znaną z przekazów telewizyjnych "kompanią
Wowy".
7 kwietnia, kiedy rosyjskie dowództwo postanowiło zmienić strategię
dalszego prowadzenia wojny w Ukrainie od jednoczesnego wtargnięcia na
wszystkich kierunkach w stronę ograniczonego do Donbasu natarcia,
rosyjskie wojska wycofały się same spod Czernihowa, podobnie jak po
zachodniej stronie Dniepru spod Kijowa. Warto w tym miejscu dodać, że
wycofanie się spod Irpienia, Buczy i Hostomela po zachodniej stronie
Dniepru ujawniło bestialskie zbrodnie rosyjskich wojsk. Bucza stała się
ich symbolem, choć trupy i masowe groby znajdowano w wielu miejscach na
opuszczanych terenach.
Ślady masowych zbrodni odkryte w Buczy mocno zadziałały na polityków i na zachodnią opinię publiczną. Świat wystraszył się tego, co wyprawia
Rosja. Mniej więcej do połowy kwietnia Ukrainie dostarczano tylko
uzbrojenie lekkie, broń strzelecką, granatniki, przeciwpancerne pociski
kierowane i przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe. Wysyłano też
hełmy, kamizelki kuloodporne, oporządzenie indywidualne itp. Natomiast
od połowy kwietnia Ukrainie zaczęto coraz większym strumieniem
przekazywać również sprzęt ciężki, w tym czołgi i inne pojazdy
opancerzone, środki artyleryjskie i w niewielkiej liczbie śmigłowce. W tym pierwszym okresie był to głównie sprzęt post-sowiecki, pozostały w krajach dawnego Bloku Wschodniego, w którym powstałe braki zostały
uzupełnione w drodze zakupów mniej lub bardziej sfinansowanych przez
sojuszników.
Przekroczenie tej bariery dostaw sprzętu ciężkiego doskonale pokazuje,
czym jest "soft power", czyli tzw. miękka siła perswazji wynikająca z wizerunku i umiejętnego wykorzystania argumentów dobra wspólnego. Coś,
czego Rosja kompletnie nie rozumie. Rosyjski soft power nie istnieje i nikt nie zamierza zawierać z obecną Rosją żadnych umów, bo jest
oczywiste, że jak tylko w pewnym momencie coś jej się przestanie
opłacać, to umowa zostanie natychmiast zerwana.
Chyba najważniejsze natarcie na Kijów szło z kierunku północno
wschodniego. Realizowała je 1. Armia Pancerna Gwardii z Odincowo pod
Moskwą (dowódca: gen por. Siergiej Kisiel) idąc przez Sumy, a pomocnicze
natarcie przez Konotop wyprowadziła 2. Armia Gwardii z Samary (gen. mjr
Wiaczesław Gurow) z Centralnego Okręgu Wojskowego. Trzeba przyznać, że
2. Armia Gwardii nacierająca przez Konotop nie za bardzo się spisała.
Jej wojska do nieodległego od granicy Konotopu dotarły dopiero
następnego dnia, 25 lutego. Doszło bowiem do niespodziewanej bitwy dla
Rosjan pod Głuchowem, zaraz za granicą. W ukraińskiej zasadzce Rosjanie
stracili tu aż 15 czołgów T-72 zniszczonych przeciwpancernymi pociskami
kierowanymi, przypuszczalnie amerykańskimi Javelin. Właśnie w bojach pod
Kijowem narodziła się sława broni tego typu, którą zaczęto nazywać
"święty Javelin", choć brytyjski system NLAW był nie mniej skuteczny.
Konotop oskrzydlono z dwóch stron, choć do 1 marca nie był on całkowicie
odcięty. To tutaj właśnie doszło do pierwszych incydentów, w których
Rosjanie porzucili swoje pojazdy, w tym pancerne, z braku paliwa.
Zostały one odholowane przez rolników ciężkimi ciągnikami rolniczymi,
później wcielono je do służby w armii ukraińskiej. Ostatecznie jednak 4
marca Rosjanie zajęli Konotop i kontynuowali natarcie w kierunku na
Nieżyn. Na szczęście tu zostali zatrzymani i po okresie stagnacji, także
i stąd wycofali się na początku kwietnia, Konotop opuścili oni 6
kwietnia 2022 r.
Jak powiedzieliśmy, najgroźniejsze natarcie spadło na Kijów od strony
wschodniej, przez Sumy. Właśnie tędy poszła 1. Armia Pancerna Gwardii,
mając na czele dwa "dworskie" związki taktyczne: 4. Kantemirowską
Dywizję Pancerną (DPanc) Gwardii z czołgami T-80UD oraz 2. Tamańską
Dywizję Zmechanizowaną Gwardii. W drugim rzucie posuwała się 27.
Sewastopolska Brygada Zmechanizowana Gwardii i 47. Niżniednieprowska
Dywizja Pancerna Gwardii. Miasta Sumy broniła inna bardzo znana
ukraińska jednostka - 93. Brygada Zmechanizowana "Chołodnyj Jar". Były
tu też oczywiście i inne siły, w tym z Gwardii Narodowej oraz sumska
117. Brygada Obrony Terytorialnej. Do pierwszej bitwy doszło pod
Ochtyrką, miasteczkiem położonym jakieś 70 km na południe od Sum. Pod
Ochtyrką z ukraińskimi jednostkami, w tym z 91. Pułkiem Operacyjnego
Przeznaczenia (jednostka inżynieryjno-saperska), 117. Brygadą OT oraz
różnymi jednostkami z Wojsk Lądowych i Gwardii Narodowej starł się 423.
Jampolski Pułk Zmechanizowany Gwardii z 4. DPanc Gwardii i w walkach
24-25 lutego poniósł spore straty.
27 lutego nadal trwały walki na obrzeżach miasta, a na rosyjskie
zgrupowanie spadły celne salwy ukraińskich rakiet, wystrzeliwanych
głównie z wieloprowadnicowych artyleryjskich wyrzutni rakietowych BM-21
Grad (kaliber 122 mm, maksymalny zasięg 20 km). Czołgiści z dwóch pułków
czołgów 4. DPanc Gwardii mieli obawy co do natarcia bez piechoty ze
swojego własnego pułku zmechanizowanego, który został przygwożdżony pod
Ochtyrką. W dodatku rosyjskie wojska w rejonie miasteczka na początku
marca zaczęły być atakowane przez bezzałogowe statki powietrzne
Bayraktar TB2. Tymczasem na północ od Ochtyrki, w miasteczku
Trościaniec, na zachód usiłował się przebić 13. Szepietowski Pułk
Czolgów Gwardii należący do 4. DPanc Gwardii. Walki o Trościaniec
przeszły do historii, bowiem to tu właśnie rosyjskie czołgi zostały
poważnie przetrzebione. Jednak nie dlatego, że czołgi są nic nie warte
na współczesnym polu walki, ale dlatego że używano ich w najbardziej
nieodpowiedni sposób.
Trościaniec został zdobyty przez 4. Kantemirowską Dywizję Pancerną
Gwardii dopiero 1 marca, choć opór stawiały tu jedynie Wojska Obrony
Terytorialnej Ukrainy, wsparte przypuszczalnie przez ukraińskie wojska
specjalne. Walki w mieście nie są jakąś szczególną domeną rosyjskich
wojsk, o czym jeszcze będziemy pisać. A kierowanie do miasta czołgów to
grzech, który rosyjskie wojska popełniają systematycznie. Klasyka to
działanie na oślep, bez rozpoznania, w wyniku czego systematycznie
pakowano pojazdy pancerne w błoto, z którego nie były one w stanie
wyjechać. Były one z niego wyciągane przez ukraińskich rolników
ciągnikami dostosowanymi do operowania w trudnych warunkach ukraińskiej
wczesnej wiosny, kiedy nawet czołg się potrafi zakopać i utknąć.
Do Trościańca w połowie marca przerzucono 93. Brygadę Zmechanizowaną
"Chołodnyj Jar", bowiem w okrążeniu w Sumach nie miała ona czego szukać.
Sumy, wciąż nie zajęte przez wojska rosyjskie, były bronione przez
jednostki Gwardii Narodowej, Wojska Obrony Terytorialnej oraz zbieraninę
różnych pododdziałów Wojsk Lądowych, przeważnie szkolnych. Słynna
brygada przypuściła w dniach 23-26 marca silny kontratak na rosyjskie
wojska, osłabione pogubionym w błocie sprzętem i mocno już
zdemoralizowane w wyniku ciągłego ostrzału ukraińskiej artylerii lufowej
i rakietowej. 26 marca miasteczko zostało wyzwolone, a 13. Szepietowski
Pułk Czołgów Gwardii został tu niemal całkowicie rozbity, tracąc
większość swojego sprzętu. Bitwa pod Trościańcem z końca marca przeszła
do historii jako pierwsze poważniejsze ukraińskie zwycięstwo, przy tym
zasłużone, bowiem Siły Zbrojne Ukrainy dochowały tu zasad taktyki, w tym
wzorowo współdziałając pomiędzy różnymi rodzajami wojsk. Dlatego
Rosjanie na tym kierunku wycofali się najszybciej, bowiem spod Ochtyrki
cofnęli się już 22 marca 2022 r.
W międzyczasie rosyjska 90. Witebsko-Nowogrodzka Dywizja Pancerna
Gwardii wbiła się wąskim klinem omijając Konotop od północy przez
Baturin i przemieszczała się po biegnącej tu jedynej szosie prosto na
zachód. Równoległą szosą na południe od Konotopu usiłowała się wcisnąć
30. Brygada Zmechanizowana z 2. Armii Gwardii oraz pozostałe dwie
brygady armii, 15. Aleksandryjska BZ Gwardii i 21. Omsko-Nowobugska BZ
Gwardii, które szły za nią. Jednak brak miejsca do rozwinięcia tych sił
sprawił, że z Ukraińcami we wsi Peremoha ok. 30 km na wschód od
miasteczka Browary pod Kijowem i ok. 45 km od samej ukraińskiej stolicy,
starła się tylko ta pierwsza. W Peremoha została ona powstrzymana 6
marca. Dalej ani rusz. Za to od północy 9 marca pod same Browary
podeszły dwa wzmocnione piechotą pułki czołgów z 90. DPanc Gwardii - 6.
Lwowski Pułk Czołgów Gwardii i 239. Orenburski Pułk Czołgów Gwardii.
Rozpoczęła się dramatyczna bitwa o Browary, małe miasteczko położone
zaledwie 12,5 km od wschodnich granic Kijowa i 20 km na północ -
północny zachód od głównego kijowskiego portu lotniczego Borispol, który
jest położony po wschodniej stronie stolicy Ukrainy. W pewnym momencie
było to jedyne lotnisko, skąd do lotów bojowych startowały ukraińskie
myśliwce MiG-29 i Su-27, bowiem pozostałe lotniska były zbombardowane i czasowo nieczynne. Boryspol jest natomiast wielkim lotniskiem z licznymi
hangarami, gdzie myśliwce można było łatwo ukryć, a ponadto obrona
przeciwlotnicza lotniska tworzyła wspólny system z obroną
przeciwlotniczą Kijowa, czyli najlepiej bronionym rejonem Ukrainy.
Próba wzięcia miasta Browary z marszu przez oba pułki czołgów nie udała
się. 9 marca obie te jednostki poniosły ciężkie straty, a dowódca 6.
Pułku Czołgów Gwardii, płk Andriej Zacharow, zginął. Oba pułki przeszły
do obrony i toczyły lokalne walki na przedmieściach miasta, ale prób
wtargnięcia do niego na razie nie podejmowano. Dopiero w dniach 20-26
marca doszło do serii ataków i kontrataków z obu stron, ale od 29 marca
nacierali już wyłącznie Ukraińcy. Niespodziewanie 31 marca 2022 r.
rosyjskie wojska zaczęły zabierać spod Browarów część swoich oddziałów,
głównie jednostki tyłowe, a 1 kwietnia zaczęły się stąd cofać. Do 2
kwietnia rosyjskie wojska opuściły po wschodniej stronie granice Obwodu
Kijowskiego i powolutku przemieszczały się dalej na wschód.
W walkach pod Browarami wzięła przypuszczalnie udział ukraińska 54.
Brygada Zmechanizowana oraz 4. Brygada Pancerna, ale też i inne
oddziały. Klęska rosyjskich wojsk była tu oczywista, przy czym ponownie
- przemieszczanie dużego zgrupowania pancerno-zmechanizowanego po jednej
drodze zaowocowało tym, że pojawiły się nierozwiązywalne problemy z zaopatrzeniem tych wojsk, wobec braku odpowiedniej ilości szlaków
transportowych na zapleczu. Pozostawanie całych związków taktycznych na
jednej dosłownie drodze było wyjątkowo nierozsądne i kompletnie
zakorkowało system logistyczny. Spod Browarów Rosjanie cofnęli się nie z powodu poniesionych strat, ale z powodu braków w zaopatrzeniu. Po prostu
okazało się, że tak walczyć się nie da.
Decyzja o zmianie planu inwazji po fiasku natarcia na Kijów, ale też i na drugie wielkie ukraińskie miasto - Charków, zapadła zapewne na
początku kwietnia. W okresie od 2 do 7 kwietnia odwrót spod Kijowa
nabrał bardzo zorganizowanego już charakteru. Wyraźnie było widać, że
jest on prowadzony na rozkaz "z góry".