Wojna w Ukrainie. Doświadczenia dla Polski - Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

Kup ebooka

39.92 zł
33.13 zł (31,74 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1. Przebieg wojny

Kiedy zaczęła się wojna w Ukra­inie? Być może już 26 lutego 2014 r., w momen­cie kiedy pierw­sze rosyj­skie woj­ska wylą­do­wały na lot­ni­sku Bel­bek na Kry­mie. A nastą­piło to w wyniku roz­ru­chów w róż­nych czę­ściach Pół­wy­spu Krym­skiego, kiedy to przy­była tu Jed­nostka Spe­cjalna MSW "Ber­kut", skom­pro­mi­to­wana w cza­sie tłu­mie­nia roz­ru­chów w Kijo­wie kilka tygo­dni wcze­śniej. Jed­nostka została roz­wią­zana 25 lutego 2014 r., ale na Kry­mie, w Sewa­sto­polu i Sym­fe­ro­polu, zgo­to­wano jej człon­kom gorące powi­ta­nie. Wielu Ukra­iń­ców miesz­ka­ją­cych na Pół­wy­spie Krym­skim tęsk­niło do cza­sów sowiec­kich i było w związku z tym nasta­wio­nych pro­ro­syj­sko. Ponadto Krym z róż­nych wzglę­dów był obsza­rem, gdzie miesz­kała sto­sun­kowo naj­więk­sza mniej­szość rosyj­ska.

Wła­ści­wie to nikt nie wie­dział, czy były to rosyj­skie woj­ska. W świe­tle dzi­siej­szych doświad­czeń mogła to być jedna z pry­wat­nych firm woj­sko­wych, jakie w Rosji for­mal­nie są zaka­zane, ale które fak­tycz­nie tam funk­cjo­nują. Takie jak słynna CzWK "Wagner", która poja­wiła się nieco póź­niej w Don­ba­sie. Czy wagne­rowcy byli już na Kry­mie? Nie wia­domo. Ale obok tych pierw­szych "zie­lo­nych ludzi­ków", póź­niej na Pół­wy­sep Krym­ski wkro­czyły regu­larne oddziały rosyj­skie, do czego Rosja się abso­lut­nie nie przy­zna­wała. Część rosyj­skich wojsk przy­była też na pokła­dach okrę­tów wojen­nych zawi­ja­ją­cych do bazy mor­skiej w Sewa­sto­polu. Po odpo­wied­nim prze­gru­po­wa­niu się, w nocy z 26 na 27 lutego, rosyj­skie woj­ska bez żad­nego sprze­ciwu i oporu zajęły budynki Par­la­mentu i Rządu Repu­bliki Auto­no­micz­nej Krymu w Sym­fe­ro­polu.

Nie­długo potem żoł­nie­rze (przy­pusz­czal­nie) 45. Pułku Spec­nazu Wojsk Powietrz­no­de­san­to­wych Rosji z Kubinki pod Moskwą zajęli krym­skie lot­ni­sko Bel­bek. Per­so­nel 204. Sewa­sto­pol­skiej Bazy Lot­nic­twa Tak­tycz­nego Sił Powietrz­nych Ukra­iny nie sta­wił żad­nego oporu. Póź­niej Rosja­nie pozwo­lili na ewa­ku­ację jed­nostki, w tym na zabra­nie trans­por­tem lądo­wym na ukra­iń­skie tery­to­rium samo­lo­tów myśliw­skich MiG-29.

Cho­ciaż na Kry­mie ukra­iń­skie jed­nostki w zasa­dzie nie sta­wiły oporu, a spora część per­so­nelu Mary­narki Wojen­nej Ukra­iny prze­szła na stronę Rosji i pod­jęła dal­szą służbę w rosyj­skich siłach mor­skich, to mimo to Rosja­nie dość szybko roz­po­częli prze­rzut na Pół­wy­sep Krym­ski dość znacz­nych dodat­ko­wych sił i środ­ków. Naj­pierw była to 31. Bry­gada Desan­towo-Sztur­mowa z Ulja­now­ska poło­żo­nego około 900 km na wschód od Moskwy, a następ­nie tra­fiły tu ele­menty dwóch dywi­zji wojsk powietrz­no­de­san­to­wych: 76. Czer­ni­how­skiej DPD Gwar­dii z Pskowa oraz 98. Swir­skiej DPD Gwar­dii z Iwa­nowa.

1 marca 2014 r. samo­zwań­czy "pre­mier" Repu­bliki Auto­no­micz­nej Krymu, Sier­giej Aksi­now, zwró­cił się z prośbą do pre­zy­denta Fede­ra­cji Rosyj­skiej, Wła­di­mira Putina, "o zapew­nie­nie spo­koju i bez­pie­czeń­stwa miesz­kań­com Krymu". 6 marca 2014 r. budy­nek Rady Naj­wyż­szej (par­la­mentu) Repu­bliki Auto­no­micz­nej Krymu w Sym­fe­ro­polu został szczel­nie obsta­wiony przez rosyj­skich spa­do­chro­nia­rzy, któ­rzy dopil­no­wali, by wynik obrad był zgodny z życze­niem. I był: jed­no­gło­śnie zagło­so­wano za przy­łą­cze­niem Krymu do Rosji.

Zasta­na­wia­jąca jest ane­miczna reak­cja władz Ukra­iny na te poczy­na­nia, ale nie ma w tym nic dziw­nego, pań­stwo to bowiem było w tym okre­sie w poważ­nym kry­zy­sie poli­tycz­nym. 12 marca peł­niący obo­wiązki pre­zy­denta Ukra­iny Ołek­sandr Tur­czy­now powie­dział, że armia ukra­iń­ska nie będzie się anga­żo­wała na Kry­mie, aby zapo­biec anek­sji pół­wy­spu przez Rosję, ponie­waż jej poten­cjał zosta­nie skon­cen­tro­wany na obro­nie wschod­niej gra­nicy pań­stwa. Krym był prak­tycz­nie stra­cony. Ukra­ina nato­miast, sto­jąca w obli­czu wielu nie­roz­wią­za­nych jesz­cze wewnętrz­nych pro­ble­mów, nie miała zamiaru wda­wać się w otwartą wojnę z Rosją. Tym­cza­sem na Kry­mie wciąż trwało wzmac­nia­nie sił rosyj­skich. Od 14 marca przez Cie­śninę Ker­czeń­ską nie­ustan­nie kur­so­wały promy, prze­wo­żące rosyj­skie uzbro­je­nie i sprzęt woj­skowy, amu­ni­cję i paliwo oraz inne zaopa­trze­nie.

16 marca 2014 r. na Kry­mie prze­pro­wa­dzono refe­ren­dum w spra­wie przy­łą­cze­nia Pół­wy­spu Krym­skiego do Rosji. Do gło­so­wa­nia było upraw­nio­nych około 1,5 mln osób, które mogły oddać swoje głosy w 1024 loka­lach wybor­czych. Wynik gło­so­wa­nia prze­kra­cza­jący 95 proc. "za" przy fre­kwen­cji ponad 81 proc. wska­zy­wał, że refe­ren­dum zapewne zostało sfał­szo­wane, choć trzeba pamię­tać, że sym­pa­tie pro­ro­syj­skie na Kry­mie były jed­nak dość silne. 21 marca 2014 r. rosyj­ski pre­zy­dent Wła­di­mir Putin pod­pi­sał akty raty­fi­ka­cyjne trak­tatu o przy­ję­ciu Repu­bliki Krymu do Fede­ra­cji Rosyj­skiej.

Nie­mal nikt na świe­cie nie uznał anek­sji Krymu, uczy­niły to jedy­nie Afga­ni­stan, Kir­gi­stan, Korea Pół­nocna, Kuba, Nika­ra­gua, Sudan, Syria i Zim­ba­bwe. Wszyst­kie inne pań­stwa na­dal uznają Krym za część Ukra­iny.

A może jed­nak wojna w Ukra­inie zaczęła się jesz­cze wcze­śniej, od słyn­nych demon­stra­cji na Placu Wol­no­ści w Kijo­wie i w innych mia­stach?

30 marca 2012 r. w Bruk­seli para­fo­wano umowę sto­wa­rzy­sze­niową Ukra­iny z Unią Euro­pej­ską (UE), ale jej nie pod­pi­sano, bowiem były zastrze­że­nia co do ukra­iń­skiej pra­wo­rząd­no­ści. W sierp­niu 2011 r. aresz­to­wano byłą pre­mier Julię Tymo­szenko, za rze­kome prze­stęp­stwa urzęd­ni­cze, po czym ska­zano ją na sie­dem lat pobytu w kolo­nii kar­nej. Par­la­ment Euro­pej­ski uwa­żał, że była to roz­grywka poli­tyczna, i żądał jej uwol­nie­nia, co stało się dopiero 22 lutego 2014 r., już po odsu­nię­ciu od wła­dzy Wik­tora Janu­ko­wy­cza. Ten ostatni pod pre­sją spo­łeczną poczy­nił pewne kroki na rzecz Bruk­seli, co wywo­łało reak­cję Rosji. Wkrótce, w sierp­niu 2013 r., zaczęła się wojna han­dlowa z Rosją, przez co ukra­iń­ski eks­port do tego pań­stwa spadł, co przy­czy­niło się do pogłę­bie­nia kry­zysu gospo­dar­czego. Z kolei pod wyraź­nym naci­skiem Moskwy Wik­tor Janu­ko­wycz odło­żył 21 listo­pada 2013 r. pod­pi­sa­nie umowy sto­wa­rzy­sze­nio­wej z UE na czas nie­okre­ślony.

24 listo­pada w Kijo­wie zaczęły się zbie­rać tłumy pro­te­stu­ją­cych, zwo­len­ni­ków przy­stą­pie­nia Ukra­iny do Unii Euro­pej­skiej. Pro­te­sty kon­cen­tro­wały się na głów­nym placu Kijowa, placu Nie­pod­le­gło­ści, zna­nym po ukra­iń­sku jako Maj­dan Neza­łeż­no­sti. Ze względu na cha­rak­ter pro­te­stów oraz fakt, że poja­wiły się one i w innych mia­stach na głów­nych pla­cach, zaczęto cały ruch nazy­wać Euro­maj­da­nem. Okre­śle­nie to utrwa­liło się, gdy poja­wił się taki hasz­tag na Twit­te­rze.

W pro­te­stach nie cho­dziło już tylko o samą umowę sto­wa­rzy­sze­niową. Coraz bar­dziej zde­ter­mi­no­wany tłum Ukra­iń­ców doma­gał się usu­nię­cia pre­zy­denta i rady­kal­nych zmian w pań­stwie. Cho­dziło o budowę demo­kra­tycz­nego pań­stwa prawa na wzór demo­kra­cji euro­pej­skich. Za przy­kład sta­wiano człon­ków UE, a ludzie mani­fe­sto­wali z fla­gami Ukra­iny i Unii Euro­pej­skiej. Pro­te­sty roz­lały się na całą Ukra­inę, pró­bo­wano je nawet orga­ni­zo­wać w nie­chęt­nej UE wschod­niej czę­ści pań­stwa, w tym w rosyj­sko­ję­zycz­nym Don­ba­sie, któ­rego lud­ność miała naj­więk­sze wąt­pli­wo­ści zwią­zane z pro­za­chod­nim kur­sem. Oba­wiano się upadku prze­my­słu, który od cza­sów sowiec­kich nie­wiele się zmo­der­ni­zo­wał i mógł liczyć pra­wie wyłącz­nie na eks­port swo­ich wyro­bów do Rosji, jako że na Zacho­dzie w ogóle nie były one kon­ku­ren­cyjne, nawet przy niskiej cenie. Czy ktoś w Niem­czech marzył o samo­cho­dzie oso­bo­wym Zapo­ro­żec albo jakiś prze­woź­nik kole­jowy myślał o loko­mo­ty­wach z Ługań­ska? Naj­chęt­niej kupo­wano jedy­nie węgiel z Zagłę­bia Doniec­kiego, albo stal z zakładu "Azow­stal" w Mariu­polu, ale nie wyroby wysoko prze­two­rzone.

30 listo­pada 2013 r. prze­ciw pro­te­stu­ją­cym wysłano Jed­nostkę Spe­cjalną MSW "Ber­kut". Powstała ona z prze­kształ­ce­nia sowiec­kiego mobil­nego oddziału spe­cjal­nego prze­zna­cze­nia OMON, ukie­run­ko­wa­nego na tłu­mie­nie pro­te­stów spo­łecz­nych i dzia­ła­nia kontr­ter­ro­ry­styczne. W wyniku inter­wen­cji jed­nostki "Ber­kut" zaczęły się w Kijo­wie regu­larne walki, padli pierwsi zabici i ranni wśród demon­stran­tów. Ofiary wywo­łały gniew i rady­ka­li­za­cję pro­te­stu­ją­cych, a kraj sta­nął na kra­wę­dzi wojny domo­wej.

Pro­te­sty trwały cały gru­dzień i sty­czeń 2014 r., ludzie nie usta­wali w swo­ich dąże­niach do demo­kra­tycz­nego pań­stwa prawa. Nie pomo­gły bru­talne inter­wen­cje mili­cji ukra­iń­skiej, demon­stru­jący wciąż się zbie­rali, usi­łu­jąc zaj­mo­wać budynki rzą­dowe i samorzą­dowe. Prze­si­le­nie starć nastą­piło mię­dzy 18 a 20 lutego 2014 r., kiedy to liczba ofiar osią­gnęła kil­ka­set osób. Pod naci­skiem coraz więk­szej fali nie­za­do­wo­le­nia Wik­tor Janu­ko­wycz zde­cy­do­wał się na wcze­śniej­sze wybory. Jed­nak 21 lutego mili­cja wyco­fała się z ulic Kijowa, a sam Janu­ko­wycz zbiegł do Moskwy, oba­wia­jąc się o swoje życie. 22 lutego ukra­iń­ski par­la­ment for­mal­nie pozba­wił go urzędu, wyzna­cza­jąc na tym­cza­so­wego pre­zy­denta Ołek­san­dra Tur­czy­nowa, prze­wod­ni­czą­cego Rady Naj­wyż­szej. Tu małe wyja­śnie­nie - ukra­iń­ski jed­no­izbowy par­la­ment liczący 450 depu­to­wa­nych nosi nazwę Rady Naj­wyż­szej, zaś jej prze­wod­ni­czący jest odpo­wied­ni­kiem pol­skiego mar­szałka Sejmu.

Wraz z obję­ciem urzędu pre­zy­denta przez Ołek­san­dra Tur­czy­nowa, który peł­nił tę funk­cję tym­cza­sowo do czasu wyboru Petra Poro­szenki, zaczęła się nowa era w histo­rii Ukra­iny i budo­wa­nia demo­kra­tycz­nego pań­stwa prawa. Rosja ode­brała to jako bez­po­śred­nie zagro­że­nie dla swo­jej poli­tyki i pod­jęła dzia­ła­nia wojenne prze­ciwko Ukra­inie.

We wschod­niej Ukra­inie zaczęto orga­ni­zo­wać demon­stra­cje sprze­ci­wia­jące się zmia­nie wła­dzy. Czę­ściowo był to samo­rzutny, oddolny ruch, a czę­ściowo wspie­rany i orga­ni­zo­wany przez rosyj­skie służby spe­cjalne. Ruch ten nazwano "anty­maj­da­nem".

Silne ten­den­cje sepa­ra­ty­styczne wystę­po­wały w Char­ko­wie, w Ługań­sku, Doniecku, ale też i Mariu­polu czy w pozo­sta­łej czę­ści obwodu zapo­ro­skiego. Duże wiece "anty­maj­da­nowe" odbyły się w Char­ko­wie i Doniecku 1 marca 2014 roku. 3 marca sepa­ra­ty­ści pro­ro­syj­scy siłą wdarli się do budyn­ków regio­nal­nej admi­ni­stra­cji w Doniecku i w Ode­ssie, podobna próba w Char­ko­wie skoń­czyła się fia­skiem. Do 5 marca ukra­iń­skie siły pro­rzą­dowe wypro­wa­dziły demon­stran­tów, ale w Doniecku ponow­nie zdo­byto budy­nek władz obwodu 6 marca. Trzy dni póź­niej doszło do podob­nego aktu prze­mocy w Ługań­sku, a na budynku admi­ni­stra­cji obwodu wywie­szono rosyj­skie flagi.

Nie miej­sce tu na omó­wie­nie całego prze­biegu wojny w Don­ba­sie w 2014 r. Dość powie­dzieć, że w wyniku cięż­kich walk, jakie były pro­wa­dzone na wscho­dzie Ukra­iny w końcu w lutym 2015 r. usta­liły się gra­nice mię­dzy Ukra­iną a sepa­ra­ty­stami spon­so­ro­wa­nymi przez Rosję. Wojna z okresu luty 2014 - luty 2015 r. to rów­nież bar­dzo cie­kawy i cał­ko­wi­cie zapo­mniany kon­flikt, obfi­tu­jący w takie bitwy jak walki o Mariu­pol, o Sło­wiańsk i Kra­ma­torsk, walki w Sek­to­rze "D" i okrą­że­nie pod Debal­ce­wem oraz hero­iczną obronę Portu Lot­ni­czego w Doniecku, gdzie obroń­ców lot­ni­ska nazwano "cybor­gami" ze względu na ich nie­sa­mo­wite poświę­ce­nie w walce.

5 wrze­śnia 2014 r. pod­pi­sano w Miń­sku poro­zu­mie­nie znane jako pro­to­kół miń­ski, wyne­go­cjo­wany pod egidą Orga­ni­za­cji Bez­pie­czeń­stwa i Współ­pracy w Euro­pie (OBWE) pomię­dzy Rosją a Ukra­iną o prze­rwa­niu ognia na linii demar­ka­cyj­nej, zakła­da­jąc wyco­fa­nie arty­le­rii o kali­brze powy­żej 100 mm na odle­głość nie mniej­szą niż 15 km od niej. Prze­rwa­nie ognia na linii demar­ka­cyj­nej mieli nad­zo­ro­wać obser­wa­to­rzy OBWE. Poro­zu­mie­nie to zostało dość szybko zerwane przez doniec­kich sepa­ra­ty­stów i wkrótce wybu­chła tzw. druga bitwa o Port Lot­ni­czy w Doniecku. Walki trwały aż do lutego 2015 r., kiedy 15 lutego strony zgo­dziły się ponow­nie pod­pi­sać poro­zu­mie­nie o prze­rwa­niu ognia, tzw. poro­zu­mie­nie Mińsk II.

To poro­zu­mie­nie mniej wię­cej było prze­strze­gane, ponie­waż do walk na pełną skalę na nowo nie doszło. Nie­mniej jed­nak nie prze­rwało to czę­stej wymiany ognia i wza­jem­nych ostrza­łów. Jed­no­cze­śnie obie strony zbu­do­wały sieć potęż­nych umoc­nień wzdłuż linii demar­ka­cyj­nej. W latach 2022-2023 miało to zaowo­co­wać tym, że w Don­ba­sie Rosja­nie nie zdo­łali poko­nać ukra­iń­skiej obrony.

Rosja spo­dzie­wała się, że odbie­ra­jąc Ukra­inie naj­bar­dziej uprze­my­sło­wiony wschód i sły­nący z tury­styki Krym, a jed­no­cze­śnie two­rząc na zaję­tych tere­nach wzor­cowe pań­stwa mające poka­zać czym może być Nowo­ro­sja, osią­gnie dzięki temu kilka celów. Po pierw­sze, w ten spo­sób pozo­stałą część Ukra­iny spro­wa­dzi do poziomu repu­bliki bana­no­wej, w któ­rej skłó­cone elity poli­tyczne będą wio­dły pań­stwo do coraz bar­dziej nie­uchron­nego upadku. Wów­czas, obser­wu­jąc suk­ces odnie­siony przez sepa­ra­ty­styczne repu­bliki ści­śle współ­pra­cu­jące z Rosją, Ukra­ina sama będzie chciała pójść w ich ślady.

Ale nie wszystko poszło zgod­nie z pla­nem. Po pierw­sze, nie udało się zająć bar­dzo waż­nych miast prze­my­sło­wych, w tym naj­waż­niej­szego, dru­giego co do wiel­ko­ści mia­sta w Ukra­inie - Char­kowa, ale też i poło­żo­nego nad Morzem Azow­skim Mariu­pola. Zna­cze­nie tego dru­giego do pew­nego stop­nia udało się zmar­gi­na­li­zo­wać poprzez budowę Mostu Ker­czeń­skiego przez cie­śninę o tej nazwie, zna­nego też jako Most Krym­ski, jako że łączył on Pół­wy­sep Krym­ski z Kra­jem Kra­sno­dar­skim w Rosji. Oka­zało się więc, że Ukra­ina została ze spo­rym poten­cja­łem, w tym potęż­nym prze­my­słem Char­kowa, mia­sta Dni­pro (dawny Dnie­pro­pie­trowsk), Kre­men­czuga i Zapo­roża. Kijów to także wielki ośro­dek prze­my­słowy, nieco mniej­szy Ode­ssa. Po dru­gie, kiedy odcięto od Ukra­iny robot­ni­czą część wschod­nią, pozo­stała część skon­so­li­do­wała się wokół idei wstą­pie­nia do UE i ta część ukra­iń­skiego pań­stwa zaczęła się lepiej roz­wi­jać.

Ludzie byli tu bowiem bar­dziej inno­wa­cyjni, bar­dziej ela­styczni, bar­dziej przed­się­bior­czy i spraw­niejsi, co zaowo­co­wało wzro­stem dochodu naro­do­wego per capita. Po dru­gie, wła­dze nowych sepa­ra­ty­stycz­nych repu­blik powią­zane z Moskwą, a jesz­cze bar­dziej z jej służ­bami spe­cjal­nymi, zostały zbu­do­wane na wzór rosyj­ski. Powstały więc pań­stwa typowo mafijne, z ban­dyc­kimi ukła­dami w któ­rych nie obo­wią­zy­wało żadne prawo, ludzie byli wyrzu­cani z domów które zaj­mo­wali sobie więksi i pomniejsi funk­cjo­na­riu­sze nowego reżimu, a mają­tek kopalń, hut i innych zakła­dów prze­my­sło­wych został bar­dzo szybko roz­kra­dziony. Wiele z nich upa­dło, inne co prawda pra­co­wały, ale gór­ni­kom czy robot­ni­kom przez dłuż­szy czas nie wypła­cano pen­sji. Mimo, że ludzie ucie­ka­jący od sepa­ra­ty­stów nie byli w Ukra­inie mile widziani (postrze­gano ich jako zdraj­ców), to jed­nak zbie­gło ich stąd około miliona. Szybko wie­ści o sto­sun­kach panu­ją­cych w Doniec­kiej Repu­blice Ludo­wej i Ługań­skiej Repu­blice Ludo­wej roz­nio­sły się w Ukra­inie i sto­su­nek do Rosji zaczął się stop­niowo zmie­niać.

Tej zmiany nie dostrze­gli Rosja­nie. Był to naj­więk­szy błąd popeł­niony w momen­cie agre­sji w 2022 r. Byli oni prze­ko­nani, że mają do czy­nie­nia z taką samą Ukra­iną, jak w 2014 r. Pań­stwem podzie­lo­nym i mocno wewnętrz­nie skon­flik­to­wa­nym, gdzie wła­dze cen­tralne nie mogą liczyć na lojal­ność bar­dzo wielu wła­snych funk­cjo­na­riu­szy. Ukra­ina prze­szła sporą trans­for­ma­cję i zaczęła się zbli­żać do zachod­nich struk­tur. Nowy pre­zy­dent Woło­dy­myr Zełen­ski który objął urząd w maju 2019 r., jesz­cze bar­dziej przy­śpie­szył refor­mo­wa­nie kraju w kie­runku pra­wo­rząd­no­ści i zbli­że­nia do stan­dar­dów zachodu, pro­ces roz­po­częty przez jego poprzed­nika, Petra Poro­szenkę. Nie star­czyło pie­nię­dzy na poważne zakupy woj­skowe, ale część sprzętu prze­szła moder­ni­za­cję w opar­ciu o moż­li­wo­ści kra­jo­wego prze­my­słu zbro­je­nio­wego, a przede wszyst­kim w woj­sku udało się zbu­do­wać duch patrio­ty­zmu i lojal­no­ści.

Auto­rem rosyj­skiego pro­jektu Nowo­ro­sji, jak miała nazy­wać się "kra­ina mle­kiem i mio­dem pły­nąca" powstała z sepa­ra­ty­stycz­nych repu­blik w Ukra­inie, był bli­ski współ­pra­cow­nik Wła­di­mira Putina, Wła­di­sław Sur­kow. Jed­nak, w lutym 2020 r. pre­zy­dent Rosji zwol­nił Sur­kowa i jego współ­pra­cow­ników, co było bar­dzo wyraź­nym sygna­łem, że nic nie wyszło z Nowo­ro­sji, mają­cej przy­cią­gnąć pozo­sta­łych Ukra­iń­ców. To naj­praw­do­po­dob­niej wła­śnie wtedy Putin pod­jął decy­zję o zmia­nie planu i doko­na­niu inwa­zji na Ukra­inę oraz usta­no­wie­niu tam prorosyj­skiego rządu. Gro­ma­dze­nie wojsk wokół Ukra­iny zaczęło się już wio­sną 2021 r. Już wtedy ukra­iń­ski rząd liczył się z ata­kiem ze strony Rosji, choć nikt na Zacho­dzie nie wie­rzył w taką moż­li­wość.

1.1. Operacja Kijowska

Wojna w Ukra­inie zaczęła się przed świ­tem 24 lutego 2022 r. od zma­so­wa­nych ata­ków lot­ni­czych. Rosyj­skie samo­loty bojowe wtar­gnęły w ukra­iń­ską prze­strzeń powietrzną i tej pierw­szej nocy dzia­łały w miarę swo­bod­nie. Nie­mal pod­ręcz­ni­kowo zaata­ko­wano obiekty typowe dla walki o pano­wa­nie w powie­trzu, a więc ukra­iń­skie poste­runki radio­lo­ka­cyjne, sta­no­wi­ska przeciwlot­ni­czych zesta­wów rakie­to­wych, lot­ni­ska woj­skowe i wybrane lot­ni­ska cywilne. Tyle tylko, że to ude­rze­nie tra­fiło w próż­nię, bowiem Ukra­ińcy w znacz­nym stop­niu wypro­wa­dzili swoje lot­nic­two na lot­ni­ska cywilne i zapa­sowe. Prze­nie­siono też poste­runki radio­lo­ka­cyjne na inne pozy­cje, co zasko­czyło Rosjan - wiele odpa­lo­nych w ich kie­runku poci­sków bali­stycz­nych z ope­ra­cyjno-tak­tycz­nego sys­temu rakie­to­wego 9K720 Iskan­der tra­fiło w puste nasypy, na któ­rych nie było już rada­rów. Widać wyraź­nie, że rosyj­skie roz­po­zna­nie radio­elek­tro­niczne nie sta­nęło na wyso­ko­ści zada­nia. Także wszel­kie jed­nostki prze­ciw­lot­ni­cze zostały wypro­wa­dzone z miejsc sta­łej dys­lo­ka­cji i usta­wione na sta­no­wi­skach bojo­wych, nie­zna­nych Rosja­nom. Skąd Ukra­ińcy wie­dzieli o dokład­nej dacie ataku na ich pań­stwo? Z całą pew­no­ścią ostrzegł ich wywiad ame­ry­kań­ski. Ani Ukra­ińcy, ani zachodni sojusz­nicy nie dali się nabrać na pozo­ro­wane rosyj­skie wyco­fa­nie, jakie nastą­piło mniej wię­cej w poło­wie lutego. Po wielu roz­mo­wach tele­fo­nicz­nych pro­wa­dzo­nych z Puti­nem m.in. przez pre­zy­denta Fran­cji Emma­nu­ela Macrona czy kanc­le­rza Nie­miec Olafa Scholza, wyda­wało się że Putin ustę­puje pod napo­rem logicz­nych argu­men­tów. Poka­zano nawet zdję­cia z zała­dunku wojsk na trans­porty kole­jowe, które miały ruszyć gdzieś w głąb Rosji. Oczy­wi­ście była to tylko demon­stra­cja mająca na celu wpro­wa­dze­nie w błąd i obni­że­nie goto­wo­ści bojo­wej Sił Zbroj­nych Ukra­iny, na co ukra­iń­skie kie­row­nic­two nie dało się nabrać. A wie­czo­rem przed samą napa­ścią wyko­nano serię bar­dzo mądrych posu­nięć.

W cza­sie ataku na lot­ni­sko Ozierne pod Żyto­mie­rzem Rosja­nie zdo­łali zestrze­lić dwa star­tu­jące myśliwce Su-27 z 39. Bry­gady Lot­nic­twa Tak­tycz­nego Sił Powietrz­nych Ukra­iny. Obaj piloci - ppłk Edu­ard Waho­row­ski i mjr Dmy­tro Koło­mi­jeć - zgi­nęli po tym, jak wdali się w walkę z prze­wa­ża­ją­cymi siłami rosyj­skiego lot­nic­twa myśliw­skiego. Dzięki ich poświę­ce­niu, pozo­stałe samo­loty bry­gady zdo­łały wyjść spod ude­rze­nia i prze­mie­ścić się na lot­ni­sko zapa­sowe i póź­niej na­dal efek­tyw­nie dzia­łały. Dru­gim zwy­cię­stwem Rosjan było znisz­cze­nie sze­ściu myśliw­ców MiG-29 na ziemi na lot­ni­sku w Iwano-Fran­kiw­sku, gdzie sta­cjo­no­wała 114. Bry­gada Lot­nic­twa Tak­tycz­nego. Nie­da­leko od Dni­pro udało im się też znisz­czyć kilka wyrzutni rakiet zestawu prze­ciw­lot­ni­czego S-300PT, ponadto na ziemi znisz­czono kilka samo­lo­tów trans­por­to­wych, jed­nak więk­szość zdo­łała odle­cieć do Pol­ski. Ist­nieje podej­rze­nie, że przy­naj­mniej część znisz­czo­nych wyrzutni S-300PT oraz trans­por­tow­ców, a nie wyklu­czone że rów­nież myśliw­ców MiG-29, była po pro­stu nie­sprawna, stąd nie można było doko­nać ich ewa­ku­acji.

Ogól­nie rzecz bio­rąc pierw­szego dnia agre­sji Rosja­nie wcale nie wywal­czyli powietrz­nej prze­wagi. Ukra­iń­ski sys­tem obrony powietrz­nej oraz lot­nic­two woj­skowe zacho­wały zdol­ność do dzia­ła­nia i póź­niej bar­dzo sku­tecz­nie ope­ro­wały. Z jakiejś przy­czyny Rosja­nie nie pró­bo­wali pona­wiać tych ata­ków, ewi­dent­nie zabra­kło im wytrwa­ło­ści w dąże­niu do zamie­rzo­nego celu. Zabra­kło im też efek­tyw­nego roz­po­zna­nia kon­tro­l­nego, w wyniku któ­rego doko­nano by oceny skut­ków wyko­na­nych ude­rzeń. Dla­tego nie zda­wano sobie sprawy z faktu, że tak wielka część ukra­iń­skich naziem­nych środ­ków prze­ciw­lot­ni­czych oca­lała i sprawi w przy­szło­ści spory kło­pot rosyj­skiemu lot­nic­twu.

Plan agre­sji prze­wi­dy­wał desant na lot­ni­sko Hosto­mel. Jest to lot­ni­sko fabryczne firmy Anto­now, poło­żone po pół­nocno zachod­niej stro­nie Kijowa w odle­gło­ści 10 km od gra­nic mia­sta. Ma długi na 3,5 km pas star­towy a także rów­no­le­głą drogę koło­wa­nia, która w przy­padku lżej­szych samo­lo­tów może być wyko­rzy­sty­wana jako droga star­towa. Ze względu na obec­ność zakła­dów Anto­nowa, lot­ni­sko ma też duże płyty posto­jowe, pozwa­la­jące na jed­no­cze­sny wyła­du­nek co naj­mniej kil­ku­na­stu samo­lo­tów trans­por­to­wych.

Naj­pierw desant śmi­głow­cowy miał opa­no­wać lot­ni­sko, by mogły na nim wylą­do­wać cięż­kie samo­loty trans­por­towe Ił-76 wio­zące nie tylko licz­nych spa­do­chro­nia­rzy, ale też dużo sprzętu wraz z nimi. Spa­do­chro­nia­rze po prze­gru­po­wa­niu mieli ruszyć ku cen­trum mia­sta, by jak naj­szyb­ciej opa­no­wać ukra­iń­skie budynki rzą­dowe, schwy­tać lub zabić pre­zy­denta Woło­dy­myra Zełen­skiego oraz człon­ków rządu. Spo­dzie­wano się, że pozba­wiony przy­wódz­twa naród ule­gnie szyb­kiej dez­in­te­gra­cji. Opór straci zor­ga­ni­zo­wany cha­rak­ter, a cała Ukra­ina szybko pad­nie łupem najeźdź­ców. Plan był pro­sty i w zasa­dzie powta­rzał to, co sowiec­kie woj­ska zro­biły w Kabulu w Afga­ni­sta­nie w grud­niu 1979 r.

Ukra­ińcy spo­dzie­wali się jed­nak takiego ataku. Ponadto traf­nie prze­wi­dzieli trasę lotu rosyj­skich śmi­głow­ców. Wia­domo, że prze­lot musiał odbyć się na małej wyso­ko­ści, a jed­no­cze­śnie sze­ro­kie roz­le­wi­ska Dnie­pru na pół­noc od Kijowa zmniej­szały praw­do­po­do­bień­stwo natra­fie­nia na środki prze­ciw­lot­ni­cze. Prze­cież nie będzie ich na środku zalewu! Kiedy w latach 60. zbu­do­wano tamę i wielką elek­trow­nię wodną w Wyszo­gro­dzie tuż na pół­noc od ukra­iń­skiej sto­licy, powstało tzw. Morze Kijow­skie. Ten olbrzymi zalew zaczyna się kilka kilo­me­trów od gra­nicy z Bia­ło­ru­sią, nieco na wschód od Czar­no­byla, a cią­gnie się aż do pół­nocnego skraju Kijowa. W naj­węż­szym miej­scu zalew ma sze­ro­kość 8 km, ale w więk­szo­ści jest on szer­szy. Wyda­wa­łoby się, że prze­lot nad tym zale­wem będzie bez­pieczny, ale Ukra­ińcy obsta­wili brzegi zalewu w rejo­nie lot­ni­ska Hosto­mel strzel­cami z prze­no­śnymi prze­ciw­lot­ni­czymi zesta­wami rakie­to­wymi. Na efekt nie trzeba było długo cze­kać. Z pierw­szej fali ponad 30 śmi­głow­ców sztur­mo­wych Ka-52 i Mi-24 (te ostat­nie wio­zły dodat­kowo rzut sztur­mowy) zestrze­lono nad zale­wem Ka-52 oraz dwa Mi-24, które wpa­dły do wody i przy­pusz­czal­nie wszy­scy znaj­du­jący się na ich pokła­dach zgi­nęli.

Jed­no­cze­śnie w budyn­kach i wokół lot­ni­ska Hosto­mel cze­kali obrońcy z 4. Bry­gady Ope­ra­cyj­nej Gwar­dii Naro­do­wej im. Ser­hija Michal­czuka, do któ­rej dodat­kowo przy­dzie­lono kilka czoł­gów T-64BW oraz 3. Pułku Wojsk Spe­cjal­nych z Sił Zbroj­nych Ukra­iny. Pierw­sza fala desantu 11. Bry­gady Desan­towo-Sztur­mo­wej Gwar­dii wylą­do­wała na odkry­tej czę­ści lot­ni­ska i natych­miast została przy­gwoż­dżona ogniem. Wcale nie lepiej było z drugą falą prze­rzu­coną śmi­głow­cami trans­por­to­wymi Mi-8MT i Mi-8MTSz w osło­nie sztur­mo­wych Ka-52. Wszy­scy wysa­dzeni na środku lot­ni­ska rosyj­scy spa­do­chro­nia­rze stali się łatwym celem dla ukra­iń­skich obroń­ców, pro­wa­dzą­cych ogień z ukry­cia. Nie pomo­gło wpro­wa­dze­nie do walki dal­szego wzmoc­nie­nia, tym razem 31. Bry­gady Desan­towo-Sztur­mo­wej i obie rosyj­skie bry­gady desan­towe ponio­sły bar­dzo cięż­kie straty. Dopiero 27 lutego desan­towcy dotarli do han­ga­rów, nisz­cząc w nich m.in. naj­więk­szy na świe­cie samo­lot trans­por­towy An-225.

Obu stro­nom w cza­sie walk o lot­ni­sko Hosto­mel udzie­lało wspar­cia lot­nic­two, m.in. Rosjan nie­kie­ro­wa­nymi rakie­tami ostrze­li­wały ukra­iń­skie śmi­głowce Mi-24P. Przy­pusz­czal­nie jeden z rosyj­skich Mi-8MT został zestrze­lony przez ukra­iń­ski myśli­wiec MiG-29. Dążąc do zdo­by­cia lot­ni­ska za wszelką cenę, Rosja­nie skie­ro­wali na nie jesz­cze 45. Bry­gadę Spec­nazu Wojsk Powietrz­no­de­san­to­wych. Jed­nak i ona nie pomo­gła w posze­rze­niu przy­czółka. Udało się jedy­nie utrzy­mać zaj­mo­wane pozy­cje do nadej­ścia sił głów­nych. 6 marca Rosja­nie co prawda opa­no­wali lot­ni­sko w Hosto­melu, ale nie byli w sta­nie przy­jąć na nim samo­lo­tów trans­por­to­wych ze sprzę­tem cięż­kim, ani wydo­stać się z niego.

Trzy kilo­me­try na połu­dnie od lot­ni­ska Hosto­mel znaj­duje się miej­sco­wość Bucza, którą zajęły już rosyj­skie woj­ska nacie­ra­jące na lądzie. A jesz­cze 2-3 km dalej na połu­dnie, roz­ciąga się małe mia­steczko Irpień leżące nad rzeką o tej samej nazwie. Ukra­ińcy zdo­łali wysa­dzić most na rzece Irpień i rosyj­skie woj­ska zostały tu powstrzy­mane. Z Irpie­nia do pół­nocno zachod­nich gra­nic Kijowa jest sześć kilo­me­trów. Na taką odle­głość od ukra­iń­skiej sto­licy dotarli Rosja­nie. I tu zatrzy­mali się na dobre.

Lądowe natar­cie na Kijów po zachod­niej stro­nie Dnie­pru pod­jęły dwie dale­ko­wschod­nie armie rosyj­skie, 35. Armia (dowódca: gen. por. Alek­sandr San­czik) i 36. Armia (gen. por. Wasi­lij Sołed­czuk, w maju 2022 r. zdjęty ze sta­no­wi­ska). Obie armie to jedne ze słab­szych rosyj­skich związ­ków ope­ra­cyj­nych, łącz­nie mają one tylko pięć bry­gad, w tym jedną pan­cerną - 5. Tacyń­ska Bry­gada Pan­cerna Gwar­dii z 36. Armii. Oprócz niej i jed­no­stek wspie­ra­ją­cych, w skład 36. Armii wcho­dzi jesz­cze 37. Buda­pesz­teń­ska Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana Gwar­dii. Z kolei w skład 35. Armii wcho­dzi 38. Witeb­ska Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana Gwar­dii oraz 64. Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana. Ostat­nia z bry­gad, 69. Swi­re­sko-Pome­rań­ska Bry­gada Osłony, to jed­nostka kara­bi­nów maszy­no­wych i arty­le­rii znad Amuru, prze­zna­czona do obsa­dze­nia for­ty­fi­ka­cji na gra­nicy rosyj­sko-chiń­skiej (bry­gada pozo­stała w miej­scu sta­łej dys­lo­ka­cji i nie wzięła udziału w agre­sji na Ukra­inę).

Owe cztery bry­gady, które skie­ro­wano do ataku na Ukra­inę mozol­nie posu­wały się lasami na zachód od Dnie­pru, zarówno na zachód od strefy wyklu­cze­nia jak i przez samą strefę wyklu­cze­nia Czar­no­byl­skiej Elek­trowni Ato­mo­wej, która jest wyłą­czona z eks­plo­ata­cji. Po przej­ściu 80 km przez cztery dni, do 28 lutego, rosyj­skie woj­ska zostały osta­tecz­nie zatrzy­mane na rzece Irpień, zaj­mu­jąc dość wąski "jęzor" terenu, któ­rego wąskim gar­dłem był rejon miej­sco­wo­ści Iwan­ków, przez który pro­wa­dzi na połu­dnie prak­tycz­nie tylko jedna szosa. Nic dziw­nego, że Iwan­ków natych­miast wywo­łał zain­te­re­so­wa­nie wojsk ukra­iń­skich, które sys­te­ma­tycz­nie wysy­łały tu grupy bojowe wojsk spe­cjal­nych, by skry­cie ata­ko­wały one kolumny zaopa­trze­niowe wojsk rosyj­skich.

Tym­cza­sem w ugru­po­wa­nie obu armii dodat­kowo wpro­wa­dzono jed­nostki wojsk powietrz­no­de­san­to­wych, w tym ele­menty 76. Czer­ni­how­skiej DPD Gwar­dii i 98. Swir­skiej DPD Gwar­dii. Żoł­nie­rze wojsk powietrz­no­de­san­to­wych ruszyli głów­nie w kie­runku miej­sco­wo­ści Mosz­czun po pół­nocno wschod­niej stro­nie Irpie­nia, mając nadzieję na sfor­so­wa­nie rzeki tutaj i osta­teczne wyj­ście na Kijów, ale natra­fili oni tu na bar­dzo silny opór 72. Bry­gady Zme­cha­ni­zo­wa­nej im. Czor­nych Zapo­roż­ciw. Podob­nie było na połu­dniowy zachód od Irpie­nia, gdzie Rosja­nie szu­kali spo­sobu na sfor­so­wa­nie rzeki. Na połu­dniowy zachód od Irpie­nia zajęli oni miej­sco­wość Hor­bo­wy­czi, ale i tu utknęli. Szu­ka­jąc sła­bych punk­tów ukra­iń­skiej obrony Rosja­nie zajęli miej­sco­wość Jasno­ho­rodka jakieś 20 km na zachód od Kijowa i dotarli pod Maka­rów, ciut dalej na zachód. Jed­nakże na początku marca obrona Ukra­iń­ców okrze­pła. W bły­ska­wicz­nym tem­pie zbu­do­wano tu umoc­nie­nia i for­ty­fi­ka­cje polowe, osta­tecz­nie powstrzy­mu­jąc rosyj­skie natar­cie.

W tej sytu­acji dowódca Wschod­niego Okręgu Woj­sko­wego, gen. por. Jew­gie­nij Niki­fo­row, musiał dzia­łać. Zgod­nie z jego decy­zją do walki wpro­wa­dzono będącą w dru­gim rzu­cie 29. Armię. Jed­nakże była to naj­słab­sza for­ma­cja Wschod­niego OW, mająca tylko jedną bry­gadę manew­rową: 36. Łozow­ską Bry­gadę Zme­cha­ni­zo­waną Gwar­dii. Dla­tego w ślad za nią wpro­wa­dzono rów­nież 127. Dywi­zję Zme­cha­ni­zo­waną z Sier­gie­jewki pod Ussu­ryj­skiem, która wcho­dziła w skład 5. Armii. Samej 5. Armii chwi­lowo nie wpro­wa­dzano do dzia­łań w Ukra­inie, poja­wiła się ona dopiero póź­niej, w Don­ba­sie.

I wła­śnie ta dywi­zja doko­nała naj­więk­szego zamie­sza­nia. Ruszyła ona bowiem z przy­tu­pem długą kolumną swo­ich pojaz­dów pan­cer­nych i innych i wkrótce zata­ra­so­wała kom­plet­nie drogę. Nim dotarła na linię stycz­no­ści bojo­wej wojsk, w czo­ło­wych pod­od­dzia­łach skoń­czyło się paliwo. Z tego powodu długa na 63 kilo­me­try kolumna musiała się zatrzy­mać. Jej pojazdy usta­wiono na pobo­czu i pozo­sta­wia­jąc część dru­giego pasa. Teo­re­tycz­nie więc szosa była prze­jezdna. W prak­tyce jed­nak, kiedy kolumna pojaz­dów z zaopa­trze­niem ruszyła na czoło omi­ja­jąc wielką kolek­cję naj­róż­niej­szych pojaz­dów mecha­nicz­nych, to po wyła­dunku mate­ria­łów i zawró­ce­niu nie miały te cię­ża­rówki jak wró­cić, bowiem z naprze­ciwka zbli­żały się kolejne kon­woje z zaopa­trze­niem.

Sto­jąca kolumna natych­miast wzbu­dziła zain­te­re­so­wa­nie wojsk ukra­iń­skich. Kilka sku­tecz­nych ude­rzeń wyko­nały bez­za­ło­gowe statki powietrzne Bay­rak­tar TB2, osią­ga­jąc bar­dzo wysoką sku­tecz­ność. Nawet powstały o bez­za­ło­gow­cach tego typu pio­senki. Dopiero póź­niej oka­zało się, że wielka efek­tyw­ność apa­ra­tów lata­ją­cych Bay­rak­tar TB2 wyni­kała głów­nie z tego, że rosyj­ska obrona prze­ciw­lot­ni­cza wojsk nie była w tym cza­sie nale­ży­cie zor­ga­ni­zo­wana. W póź­niejszym okre­sie zostało to w zna­czący spo­sób popra­wione i sku­tecz­ność OPL wojsk rosyj­skich nie­po­mier­nie wzro­sła. Od tego momentu bez­za­ło­go­wych stat­ków powietrz­nych Bay­rak­tar TB2 zaczęto uży­wać o wiele ostroż­niej i głów­nie do pro­wa­dze­nia obser­wa­cji z daleka. Na kolumnę skie­ro­wano też ogień ukra­iń­skiej arty­le­rii, która rów­nież zebrała krwawe żniwo.

To wła­śnie wtedy naro­dziła się legenda o wyso­kiej sku­tecz­no­ści Wojsk Obrony Tery­to­rial­nej Ukra­iny. Do ata­ków na rosyj­skie kolumny skie­ro­wano jed­nak głów­nie grupy bojowe ukra­iń­skich wojsk spe­cjal­nych. Owe skryte ataki przy­spa­rzały Rosja­nom dotkli­wych strat. Aby jed­nak ukryć kto fak­tycz­nie jest auto­rem suk­cesu, i by jed­no­cze­śnie budo­wać ducha bojo­wego wśród lud­no­ści Ukra­iny, ogło­szono, że tak dzia­łają WOT. Wywo­łało to eufo­rię wśród oby­wa­teli, że oni też mogą coś sami zdzia­łać. Woj­ska Obrony Tery­to­rial­nej Ukra­iny fak­tycz­nie skie­ro­wano do walki, lecz głów­nie obsa­dzono nimi kie­runki nie­ak­tywne i uczest­ni­czyły one w osła­nia­niu obiek­tów tyło­wych na bez­po­śred­nim zaple­czu, czyli robiły to, do czego zostały fak­tycz­nie powo­łane. Póź­niej wpro­wa­dzono zasadę, że po zdo­by­ciu doświad­cze­nia w WOT ukra­iń­scy żoł­nie­rze będą mogli prze­cho­dzić do wojsk regu­lar­nych jako uzu­peł­nie­nie.

Sytu­acja ta z cza­sem ule­gła zmia­nie, bowiem potrzeba i trudna sytu­acja na fron­cie zmu­siły ukra­iń­skie dowódz­two do kie­ro­wa­nia bry­gad WOT także na główne kie­runki obrony. Oczy­wi­ście wcze­śniej trzeba było zro­bić dwie rze­czy, co też uczy­niono. Po pierw­sze, trzeba było zmie­nić ustawę, która pozwa­lała na uży­wa­nie jed­no­stek WOT wyłącz­nie w obwo­dach, z któ­rych się wywo­dzą. I po dru­gie, koniecz­nym stało się dozbro­je­nie bry­gad WOT w arty­le­rię. Każda musiała otrzy­mać po dywi­zjo­nie, choć gene­ral­nie były to działa róż­nych typów, prze­waż­nie holo­wane hau­bice D-30 kal. 122 mm i samo­bieżne 2S1 Goź­dzik tego samego kali­bru, cza­sem uzu­peł­nione bate­rią holo­wa­nych armat prze­ciw­pan­cer­nych MT-12 kal. 100 mm. Dla tych jed­no­stek trzeba było oczy­wi­ście wyszko­lić arty­le­rzy­stów, co wcale nie jest takie łatwe. W dodatku już póź­niej, bo w maju 2022 r., wyszła na jaw przy­kra rzecz: w niektó­rych jed­nost­kach Wojsk Obrony Tery­to­rial­nej Ukra­iny szko­le­nie było fik­cją. Z tego powodu zde­ner­wo­wany pre­zy­dent Zełen­ski 15 maja odwo­łał dotych­cza­so­wego dowódcę WOT wywo­dzącego się z wojsk powietrz­no­de­san­to­wych, gen. bryg. Jurija Gałusz­kina i zna­lazł mu inne zaję­cie: zastępca szefa służby prawno-porząd­ko­wej Sił Zbroj­nych Ukra­iny. Miej­sce odwo­ła­nego zajął czoł­gi­sta, gen. dyw. Igor Tan­cjura.

W tym cza­sie zaczęto ostrze­li­wać Kijów m.in. z wie­lo­pro­wad­ni­co­wych arty­le­ryj­skich wyrzutni rakie­to­wych BM-27 Ura­gan (kali­ber 220 mm, zasięg mak­sy­malny 35 km) oraz BM-30 Smiercz (kali­ber 300 mm, zasięg 70 km). Doko­ny­wano przy tym nie­po­trzeb­nych znisz­czeń, które nie miały żad­nego zna­cze­nia mili­tar­nego.

Natar­cie na Kijów zostało też wypro­wa­dzone z kie­runku pół­nocno wschod­niego i wschod­niego, na wschod­nim brzegu Dnie­pru. Bez­po­śred­nio po wschod­niej stro­nie Dnie­pru od pół­nocy na Czer­ni­hów ruszyła 41. Armia z Nowo­sy­bir­ska (dowódca: gen. por. Sier­giej Ryż­kow) z Cen­tral­nego Okręgu Woj­sko­wego, mająca trzy bry­gady manew­rowe: 35. Woł­go­grad­sko-Kijow­ską Bry­gadę Zme­cha­ni­zo­waną Gwar­dii, 74. Zwe­ni­go­rod­sko-Ber­liń­ską Bry­gadę Zme­cha­ni­zo­waną Gwar­dii oraz 55. Gór­ską Bry­gadę Zme­cha­ni­zo­waną, nie licząc jed­no­stek wspie­ra­ją­cych. Natar­cie przez zale­sione tereny nie było łatwe, ale 41. Armia przedarła się pod Czer­ni­hów. Tu jed­nak od razu zaczęły się pię­trzyć pro­blemy. Spod Czer­ni­howa kontr­ata­ko­wała ukra­iń­ska 1. Bry­gada Pan­cerna wypo­sa­żona w czołgi T-64BW oraz 58. Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana im. Get­mana Iwana Wigow­skogo. W oko­licz­nych lasach i w samym mie­ście na pierw­szej linii frontu zna­la­zła się rów­nież 119. Bry­gada OT z Czer­ni­howa, mająca sześć bata­lio­nów obrony tery­to­rial­nej (lekka pie­chota), kom­pa­nię sape­rów, plu­ton prze­ciw­lot­ni­czy, ale nie mająca żad­nej arty­le­rii. Tego wła­śnie woj­skom obrony tery­to­rial­nej bra­ko­wało, jeśli rzu­cano je do walk na pierw­szej linii - musiały być obo­wiąz­kowo wzmoc­nione arty­le­rią z sił regu­lar­nych.

Wynik walk o Czer­ni­hów był zaska­ku­jący - Rosja­nie nie zdo­łali wejść do mia­sta! Ni­gdy go nie zdo­byli. W pew­nym momen­cie usi­ło­wali je obejść i prak­tycz­nie odcięli od Czer­ni­howa wszyst­kie dostępne drogi. Zaopa­trze­nie wożono polnymi dro­gami przez lasy. Ale udało się, oporu ukra­iń­skich wojsk w mie­ście nie zła­mano. Rosja­nie nie ustę­po­wali i wpro­wa­dzili do walki 90. Witeb­sko-Nowo­grodzką Dywi­zję Pan­cerną Gwar­dii pod­le­głą bez­po­śred­nio dowódz­twu Cen­tral­nego Okręgu Woj­sko­wego, któ­rym wów­czas dowo­dził gen. płk Alek­sandr Łapin. Od 10 marca Czer­ni­hów wal­czył w okrą­że­niu, ale się nie pod­da­wał. 25 marca mia­sto zostało czę­ściowo odblo­ko­wane, ale Rosja­nie znisz­czyli most na rzece Desna znaj­du­jący się tuż na połu­dnie od mia­sta, czym odcięli jedyną dostępną drogę zaopa­trze­nia. 31 marca udało się Ukra­iń­com odblo­ko­wać sąsied­nią drogę pro­wa­dzącą do Kijowa, dzięki czemu blo­kada mia­sta w końcu się skoń­czyła. Kolejne ukra­iń­skie kontr­ataki pozwo­liły na odbi­cie z rąk Rosjan dwóch wsi poło­żo­nych na połu­dnie od mia­sta: Iwa­niwka i Jahidne, a następ­nie wypchnięto rosyj­skie woj­ska z Koli­cziwki po połu­dniowo wschod­niej stro­nie Czer­ni­howa i z Szes­to­wicy. Były to pierw­sze ukra­iń­skie kontr­ataki i po raz pierw­szy Ukra­iń­com udało się wyrzu­cić rosyj­skie woj­ska z poje­dyn­czych wsi. Czę­ściowo doko­nały tego woj­ska obrony tery­to­rial­nej, ale wsparte czoł­gami z 1. Bry­gady Pan­cer­nej, arty­le­rią obu bry­gad regu­lar­nych oraz znaną z prze­ka­zów tele­wi­zyj­nych "kom­pa­nią Wowy".

7 kwiet­nia, kiedy rosyj­skie dowódz­two posta­no­wiło zmie­nić stra­te­gię dal­szego pro­wa­dze­nia wojny w Ukra­inie od jed­no­cze­snego wtar­gnię­cia na wszyst­kich kie­run­kach w stronę ogra­ni­czo­nego do Don­basu natar­cia, rosyj­skie woj­ska wyco­fały się same spod Czer­ni­howa, podob­nie jak po zachod­niej stro­nie Dnie­pru spod Kijowa. Warto w tym miej­scu dodać, że wyco­fa­nie się spod Irpie­nia, Buczy i Hosto­mela po zachod­niej stro­nie Dnie­pru ujaw­niło bestial­skie zbrod­nie rosyj­skich wojsk. Bucza stała się ich sym­bo­lem, choć trupy i masowe groby znaj­do­wano w wielu miej­scach na opusz­cza­nych tere­nach.

Ślady maso­wych zbrodni odkryte w Buczy mocno zadzia­łały na poli­ty­ków i na zachod­nią opi­nię publiczną. Świat wystra­szył się tego, co wypra­wia Rosja. Mniej wię­cej do połowy kwiet­nia Ukra­inie dostar­czano tylko uzbro­je­nie lek­kie, broń strze­lecką, gra­nat­niki, prze­ciw­pan­cerne poci­ski kie­ro­wane i prze­no­śne prze­ciw­lot­ni­cze zestawy rakie­towe. Wysy­łano też hełmy, kami­zelki kulo­od­porne, opo­rzą­dze­nie indy­wi­du­alne itp. Nato­miast od połowy kwiet­nia Ukra­inie zaczęto coraz więk­szym stru­mie­niem prze­ka­zy­wać rów­nież sprzęt ciężki, w tym czołgi i inne pojazdy opan­ce­rzone, środki arty­le­ryj­skie i w nie­wiel­kiej licz­bie śmi­głowce. W tym pierw­szym okre­sie był to głów­nie sprzęt post-sowiecki, pozo­stały w kra­jach daw­nego Bloku Wschod­niego, w któ­rym powstałe braki zostały uzu­peł­nione w dro­dze zaku­pów mniej lub bar­dziej sfi­nan­so­wa­nych przez sojusz­ni­ków.

Prze­kro­cze­nie tej bariery dostaw sprzętu cięż­kiego dosko­nale poka­zuje, czym jest "soft power", czyli tzw. miękka siła per­swa­zji wyni­ka­jąca z wize­runku i umie­jęt­nego wyko­rzy­sta­nia argu­men­tów dobra wspól­nego. Coś, czego Rosja kom­plet­nie nie rozu­mie. Rosyj­ski soft power nie ist­nieje i nikt nie zamie­rza zawie­rać z obecną Rosją żad­nych umów, bo jest oczy­wi­ste, że jak tylko w pew­nym momen­cie coś jej się prze­sta­nie opła­cać, to umowa zosta­nie natych­miast zerwana.

Chyba naj­waż­niej­sze natar­cie na Kijów szło z kie­runku pół­nocno wschod­niego. Reali­zo­wała je 1. Armia Pan­cerna Gwar­dii z Odin­cowo pod Moskwą (dowódca: gen por. Sier­giej Kisiel) idąc przez Sumy, a pomoc­ni­cze natar­cie przez Kono­top wypro­wa­dziła 2. Armia Gwar­dii z Samary (gen. mjr Wia­cze­sław Gurow) z Cen­tral­nego Okręgu Woj­sko­wego. Trzeba przy­znać, że 2. Armia Gwar­dii nacie­ra­jąca przez Kono­top nie za bar­dzo się spi­sała. Jej woj­ska do nie­od­le­głego od gra­nicy Kono­topu dotarły dopiero następ­nego dnia, 25 lutego. Doszło bowiem do nie­spo­dzie­wa­nej bitwy dla Rosjan pod Głu­cho­wem, zaraz za gra­nicą. W ukra­iń­skiej zasadzce Rosja­nie stra­cili tu aż 15 czoł­gów T-72 znisz­czo­nych prze­ciw­pan­cer­nymi poci­skami kie­ro­wa­nymi, przy­pusz­czal­nie ame­ry­kań­skimi Jave­lin. Wła­śnie w bojach pod Kijo­wem naro­dziła się sława broni tego typu, którą zaczęto nazy­wać "święty Jave­lin", choć bry­tyj­ski sys­tem NLAW był nie mniej sku­teczny.

Kono­top oskrzy­dlono z dwóch stron, choć do 1 marca nie był on cał­ko­wi­cie odcięty. To tutaj wła­śnie doszło do pierw­szych incy­den­tów, w któ­rych Rosja­nie porzu­cili swoje pojazdy, w tym pan­cerne, z braku paliwa. Zostały one odho­lo­wane przez rol­ni­ków cięż­kimi cią­gni­kami rol­ni­czymi, póź­niej wcie­lono je do służby w armii ukra­iń­skiej. Osta­tecz­nie jed­nak 4 marca Rosja­nie zajęli Kono­top i kon­ty­nu­owali natar­cie w kie­runku na Nie­żyn. Na szczę­ście tu zostali zatrzy­mani i po okre­sie sta­gna­cji, także i stąd wyco­fali się na początku kwiet­nia, Kono­top opu­ścili oni 6 kwiet­nia 2022 r.

Jak powie­dzie­li­śmy, naj­groź­niej­sze natar­cie spa­dło na Kijów od strony wschod­niej, przez Sumy. Wła­śnie tędy poszła 1. Armia Pan­cerna Gwar­dii, mając na czele dwa "dwor­skie" związki tak­tyczne: 4. Kan­te­mi­row­ską Dywi­zję Pan­cerną (DPanc) Gwar­dii z czoł­gami T-80UD oraz 2. Tamań­ską Dywi­zję Zme­cha­ni­zo­waną Gwar­dii. W dru­gim rzu­cie posu­wała się 27. Sewa­sto­pol­ska Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana Gwar­dii i 47. Niż­nied­nie­prow­ska Dywi­zja Pan­cerna Gwar­dii. Mia­sta Sumy bro­niła inna bar­dzo znana ukra­iń­ska jed­nostka - 93. Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana "Cho­łod­nyj Jar". Były tu też oczy­wi­ście i inne siły, w tym z Gwar­dii Naro­do­wej oraz sum­ska 117. Bry­gada Obrony Tery­to­rial­nej. Do pierw­szej bitwy doszło pod Ochtyrką, mia­stecz­kiem poło­żo­nym jakieś 70 km na połu­dnie od Sum. Pod Ochtyrką z ukra­iń­skimi jed­nostkami, w tym z 91. Puł­kiem Ope­ra­cyj­nego Prze­zna­cze­nia (jed­nostka inży­nie­ryjno-saper­ska), 117. Bry­gadą OT oraz róż­nymi jed­nostkami z Wojsk Lądo­wych i Gwar­dii Naro­do­wej starł się 423. Jam­pol­ski Pułk Zme­cha­ni­zo­wany Gwar­dii z 4. DPanc Gwar­dii i w wal­kach 24-25 lutego poniósł spore straty.

27 lutego na­dal trwały walki na obrze­żach mia­sta, a na rosyj­skie zgru­po­wa­nie spa­dły celne salwy ukra­iń­skich rakiet, wystrze­li­wa­nych głów­nie z wie­lo­pro­wad­ni­co­wych arty­le­ryj­skich wyrzutni rakie­to­wych BM-21 Grad (kali­ber 122 mm, mak­sy­malny zasięg 20 km). Czoł­gi­ści z dwóch puł­ków czoł­gów 4. DPanc Gwar­dii mieli obawy co do natar­cia bez pie­choty ze swo­jego wła­snego pułku zme­cha­ni­zo­wa­nego, który został przy­gwoż­dżony pod Ochtyrką. W dodatku rosyj­skie woj­ska w rejo­nie mia­steczka na początku marca zaczęły być ata­ko­wane przez bez­za­ło­gowe statki powietrzne Bay­rak­tar TB2. Tym­cza­sem na pół­noc od Ochtyrki, w mia­steczku Tro­ścia­niec, na zachód usi­ło­wał się prze­bić 13. Sze­pie­tow­ski Pułk Czol­gów Gwar­dii nale­żący do 4. DPanc Gwar­dii. Walki o Tro­ścia­niec prze­szły do histo­rii, bowiem to tu wła­śnie rosyj­skie czołgi zostały poważ­nie prze­trze­bione. Jed­nak nie dla­tego, że czołgi są nic nie warte na współ­cze­snym polu walki, ale dla­tego że uży­wano ich w naj­bar­dziej nie­od­po­wiedni spo­sób.

Tro­ścia­niec został zdo­byty przez 4. Kan­te­mi­row­ską Dywi­zję Pan­cerną Gwar­dii dopiero 1 marca, choć opór sta­wiały tu jedy­nie Woj­ska Obrony Tery­to­rial­nej Ukra­iny, wsparte przy­pusz­czal­nie przez ukra­iń­skie woj­ska spe­cjalne. Walki w mie­ście nie są jakąś szcze­gólną domeną rosyj­skich wojsk, o czym jesz­cze będziemy pisać. A kie­ro­wa­nie do mia­sta czoł­gów to grzech, który rosyj­skie woj­ska popeł­niają sys­te­ma­tycz­nie. Kla­syka to dzia­ła­nie na oślep, bez roz­po­zna­nia, w wyniku czego sys­te­ma­tycz­nie pako­wano pojazdy pan­cerne w błoto, z któ­rego nie były one w sta­nie wyje­chać. Były one z niego wycią­gane przez ukra­iń­skich rol­ni­ków cią­gni­kami dosto­so­wa­nymi do ope­ro­wa­nia w trud­nych warun­kach ukra­iń­skiej wcze­snej wio­sny, kiedy nawet czołg się potrafi zako­pać i utknąć.

Do Tro­ściańca w poło­wie marca prze­rzu­cono 93. Bry­gadę Zme­cha­ni­zo­waną "Cho­łod­nyj Jar", bowiem w okrą­że­niu w Sumach nie miała ona czego szu­kać. Sumy, wciąż nie zajęte przez woj­ska rosyj­skie, były bro­nione przez jed­nostki Gwar­dii Naro­do­wej, Woj­ska Obrony Tery­to­rial­nej oraz zbie­ra­ninę róż­nych pod­od­dzia­łów Wojsk Lądo­wych, prze­waż­nie szkol­nych. Słynna bry­gada przy­pu­ściła w dniach 23-26 marca silny kontr­atak na rosyj­skie woj­ska, osła­bione pogu­bio­nym w bło­cie sprzę­tem i mocno już zde­mo­ra­li­zo­wane w wyniku cią­głego ostrzału ukra­iń­skiej arty­le­rii lufo­wej i rakie­to­wej. 26 marca mia­steczko zostało wyzwo­lone, a 13. Sze­pie­tow­ski Pułk Czoł­gów Gwar­dii został tu nie­mal cał­ko­wi­cie roz­bity, tra­cąc więk­szość swo­jego sprzętu. Bitwa pod Tro­ściań­cem z końca marca prze­szła do histo­rii jako pierw­sze poważ­niej­sze ukra­iń­skie zwy­cię­stwo, przy tym zasłu­żone, bowiem Siły Zbrojne Ukra­iny docho­wały tu zasad tak­tyki, w tym wzo­rowo współ­dzia­ła­jąc pomię­dzy róż­nymi rodza­jami wojsk. Dla­tego Rosja­nie na tym kie­runku wyco­fali się naj­szyb­ciej, bowiem spod Ochtyrki cof­nęli się już 22 marca 2022 r.

W mię­dzy­cza­sie rosyj­ska 90. Witeb­sko-Nowo­grodzka Dywi­zja Pan­cerna Gwar­dii wbiła się wąskim kli­nem omi­ja­jąc Kono­top od pół­nocy przez Batu­rin i prze­miesz­czała się po bie­gną­cej tu jedy­nej szo­sie pro­sto na zachód. Rów­no­le­głą szosą na połu­dnie od Kono­topu usi­ło­wała się wci­snąć 30. Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana z 2. Armii Gwar­dii oraz pozo­stałe dwie bry­gady armii, 15. Alek­san­dryj­ska BZ Gwar­dii i 21. Omsko-Nowo­bug­ska BZ Gwar­dii, które szły za nią. Jed­nak brak miej­sca do roz­wi­nię­cia tych sił spra­wił, że z Ukra­iń­cami we wsi Pere­moha ok. 30 km na wschód od mia­steczka Bro­wary pod Kijo­wem i ok. 45 km od samej ukra­iń­skiej sto­licy, starła się tylko ta pierw­sza. W Pere­moha została ona powstrzy­mana 6 marca. Dalej ani rusz. Za to od pół­nocy 9 marca pod same Bro­wary pode­szły dwa wzmoc­nione pie­chotą pułki czoł­gów z 90. DPanc Gwar­dii - 6. Lwow­ski Pułk Czoł­gów Gwar­dii i 239. Oren­bur­ski Pułk Czoł­gów Gwar­dii. Roz­po­częła się dra­ma­tyczna bitwa o Bro­wary, małe mia­steczko poło­żone zale­d­wie 12,5 km od wschod­nich gra­nic Kijowa i 20 km na pół­noc - pół­nocny zachód od głów­nego kijow­skiego portu lot­ni­czego Bori­spol, który jest poło­żony po wschod­niej stro­nie sto­licy Ukra­iny. W pew­nym momen­cie było to jedyne lot­ni­sko, skąd do lotów bojo­wych star­to­wały ukra­iń­skie myśliwce MiG-29 i Su-27, bowiem pozo­stałe lot­ni­ska były zbom­bar­do­wane i cza­sowo nie­czynne. Bory­spol jest nato­miast wiel­kim lot­ni­skiem z licz­nymi han­ga­rami, gdzie myśliwce można było łatwo ukryć, a ponadto obrona prze­ciw­lot­ni­cza lot­ni­ska two­rzyła wspólny sys­tem z obroną prze­ciw­lot­ni­czą Kijowa, czyli naj­le­piej bro­nio­nym rejo­nem Ukra­iny.

Próba wzię­cia mia­sta Bro­wary z mar­szu przez oba pułki czoł­gów nie udała się. 9 marca obie te jed­nostki ponio­sły cięż­kie straty, a dowódca 6. Pułku Czoł­gów Gwar­dii, płk Andriej Zacha­row, zgi­nął. Oba pułki prze­szły do obrony i toczyły lokalne walki na przed­mie­ściach mia­sta, ale prób wtar­gnię­cia do niego na razie nie podej­mo­wano. Dopiero w dniach 20-26 marca doszło do serii ata­ków i kontrata­ków z obu stron, ale od 29 marca nacie­rali już wyłącz­nie Ukra­ińcy. Nie­spo­dzie­wa­nie 31 marca 2022 r. rosyj­skie woj­ska zaczęły zabie­rać spod Bro­wa­rów część swo­ich oddzia­łów, głów­nie jed­nostki tyłowe, a 1 kwiet­nia zaczęły się stąd cofać. Do 2 kwiet­nia rosyj­skie woj­ska opu­ściły po wschod­niej stro­nie gra­nice Obwodu Kijow­skiego i powo­lutku prze­miesz­czały się dalej na wschód.

W wal­kach pod Bro­wa­rami wzięła przy­pusz­czal­nie udział ukra­iń­ska 54. Bry­gada Zme­cha­ni­zo­wana oraz 4. Bry­gada Pan­cerna, ale też i inne oddziały. Klę­ska rosyj­skich wojsk była tu oczy­wi­sta, przy czym ponow­nie - prze­miesz­cza­nie dużego zgru­po­wa­nia pan­cerno-zme­cha­ni­zo­wa­nego po jed­nej dro­dze zaowo­co­wało tym, że poja­wiły się nie­roz­wią­zy­walne pro­blemy z zaopa­trze­niem tych wojsk, wobec braku odpo­wied­niej ilo­ści szla­ków trans­por­to­wych na zaple­czu. Pozo­sta­wa­nie całych związ­ków tak­tycz­nych na jed­nej dosłow­nie dro­dze było wyjąt­kowo nie­roz­sądne i kom­plet­nie zakor­ko­wało sys­tem logi­styczny. Spod Bro­wa­rów Rosja­nie cof­nęli się nie z powodu ponie­sio­nych strat, ale z powodu bra­ków w zaopa­trze­niu. Po pro­stu oka­zało się, że tak wal­czyć się nie da.

Decy­zja o zmia­nie planu inwa­zji po fia­sku natar­cia na Kijów, ale też i na dru­gie wiel­kie ukra­iń­skie mia­sto - Char­ków, zapa­dła zapewne na początku kwiet­nia. W okre­sie od 2 do 7 kwiet­nia odwrót spod Kijowa nabrał bar­dzo zor­ga­ni­zo­wa­nego już cha­rak­teru. Wyraź­nie było widać, że jest on pro­wa­dzony na roz­kaz "z góry".

1.2. Pozostałe kierunki działań

Char­ków miał być kolej­nym mia­stem wzię­tym przez Rosjan. Zada­nie wyda­wało się dość łatwe, wszak już w 2014 r. Char­ków o mały włos nie wpadł w ręce sepa­ra­ty­stów. W zasa­dzie w tym okre­sie Char­ków ura­to­wali ukra­iń­scy nacjo­na­li­ści oraz kibole ze słyn­nego już ruchu Prawy Sek­tor. Na szczę­ście, mimo zasług dla obrony Char­kowa, ruch ten został w Ukra­inie zmar­gi­na­li­zo­wany i już w maju 2014 r. jego przed­sta­wi­ciele nie weszli do Par­la­mentu. Przez te osiem lat bar­dzo wiele się jed­nak zmie­niło. Char­ków to nie Donieck, gdzie domi­nuje prze­mysł ciężki. Co prawda w Char­ko­wie znaj­duje się jedna z naj­więk­szych na świe­cie fabryk czoł­gów (w 2022 r. zaj­mo­wała się głów­nie remon­tami i moder­ni­za­cjami pojaz­dów pan­cer­nych oraz pro­duk­cją sil­ni­ków wyso­ko­pręż­nych), znana obec­nie jako Fabryka im. Wia­cze­sława Mały­szewa, ale jest też i zakład pro­duk­cji lot­ni­czej ChAZ oraz liczne nowo­cze­sne wytwór­nie, takie jak Tur­bo­atom - wytwórca tur­bin ener­ge­tycz­nych znaj­du­jący się w pierw­szej dzie­siątce firm tej branży na świe­cie, firma che­mii samo­cho­do­wej XADO, pro­du­ku­jący maszyny elek­tryczne Elek­tro­tiaż­masz, zakład auto­ma­tyki Char­tron pro­du­ku­jący m.in. układy kie­ro­wa­nia do poci­sków rakie­to­wych ale i sys­te­mów kosmicz­nych, wielki zakład pro­duk­cji łożysk tocz­nych, Char­kow­ski Zakład im. T. Szew­czenki wytwa­rza­jący sys­temy elek­tro­niczne, w tym woj­skowe itd. Ogól­nie rzecz bio­rąc Char­ków to mia­sto prze­mysłu elek­trycznego, mecha­niki pre­cy­zyj­nej i elek­tro­niki, pełne róż­nych nowo zało­żo­nych firm, które mają wiel­kie szanse zaist­nieć na Zacho­dzie po odpo­wied­nim trans­fe­rze tech­no­lo­gii, a nawet i bez tego. W prze­ci­wień­stwie do kopalń, hut, zakła­dów meta­lur­gicz­nych i che­micz­nych Don­basu, char­kow­skiemu prze­mysłowi zupeł­nie nie grozi los wschod­nio-ukra­iń­skiego prze­mysłu cięż­kiego. Dla­tego Char­ków prze­stał się bać kursu na Unię Euro­pej­ską, a miesz­kańcy Char­kowa zaczęli w tym widzieć swoją szansę.

Rosja­nie tego w ogóle nie dostrze­gli. Wyda­wało im się, że marsz na Char­ków, leżący zale­d­wie 35 km od gra­nicy z Rosją, będzie spa­cer­kiem, a lud­ność Char­kowa powita rosyj­skie woj­ska entu­zja­stycz­nie i z kwia­tami. Nic bar­dziej myl­nego.

Może dla­tego do ataku na Char­ków wyzna­czono naj­słab­szą z armii Zachod­niego Okręgu Woj­sko­wego, 6. Armię z Sankt Peters­burga (dowódca: gen. por. Wła­di­sław Jer­szow, we wrze­śniu 2022 r. zdjęty ze sta­no­wi­ska). W armii tej były tylko dwie bry­gady manew­rowe: 25. Sewa­sto­pol­ska BZ Gwar­dii i 138. BZ Gwar­dii, dla­tego dodat­kowo armię wzmoc­niono ele­men­tami 14. Kor­pusu Armij­nego z Floty Pół­noc­nej, głów­nie 200. Pie­czeng­ską BZ Gwar­dii. Ta ostat­nia była bry­gadą ark­tyczną na co dzień sta­cjo­nu­jącą pod Mur­mań­skiem i miała dość spe­cy­ficzne wypo­sa­że­nie: ark­tyczne wszę­do­łazy DT-30 Witiaź, nie za bar­dzo jed­nak nada­jące się do walk w Ukra­inie.

Wyda­wało się, że rosyj­skie woj­ska szybko się wedrą do Char­kowa. I fak­tycz­nie już dru­giego dnia na pół­nocne przed­mie­ścia wje­chały opan­ce­rzone pojazdy patro­lowe GAZ Tigr nale­żące do 25. Sewa­sto­pol­skiej Bry­gady Zme­cha­ni­zo­wa­nej Gwar­dii. Około 30 wozów, czyli zapewne więk­sza część kom­pa­nii roz­po­znaw­czej bry­gady wdarła się do mia­sta i wyda­wało się, że za chwilę, w ślad za nią poja­wią się rosyj­scy pie­chu­rzy zme­cha­ni­zo­wani i ich czołgi. Grupa pojaz­dów patro­lo­wych wje­chała, ale już z mia­sta nie wyje­chała. Wpa­dła w zasadzkę i została cał­ko­wi­cie zli­kwi­do­wana. Był to kolejny przy­kład rosyj­skiej non­sza­lan­cji w pro­wa­dze­niu dzia­łań wojen­nych.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki