DAWN
DWA MIESIĄCE TEMU
Wkrótce rozlegnie się dzwonek na pierwszą lekcję. Ale ja wciąż siedzę na zamkniętej klapie toalety w łazience dla dziewcząt na drugim piętrze liceum w Sierton. Nie mogę się zmusić do wstania. Głową niemal dotykam kolan i staram się nie hiperwentylować.
Na razie jestem tutaj bezpieczna, nikt mnie tu nie widzi. Ale kiedy wyjdę... kto wie, co może się stać. Nie po raz pierwszy pojawia się przeświadczenie, że moja obecność tutaj jest błędem... ale szybko je odpycham. Jestem nowa. Nikt mnie tu nie zna. Staram się skupić na tym, co powiedziała mi mama - wokół jej ciepłych brązowych oczu pojawiają się zmarszczki, jak zawsze, gdy się uśmiecha - zanim rano wyszłam z domu z ciocią Maddy: "Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Na pewno będziemy z ciebie dumni".
Staram się oddychać powoli i równomiernie. Dobra, już chyba wszystko w porządku. Wstaję i wychodzę z kabiny.
Ledwie robię krok w stronę umywalek, drzwi się otwierają i uderzają z hukiem w ścianę. Wchodzą trzy dziewczyny: jedna z włosami tak jasnymi, że utrzymanie tego koloru musi kosztować krocie, i szortami z wysokim stanem, które odsłaniają jej długie nogi; druga to ładna Latynoska z ciemnymi oczami, długimi rzęsami i czarnymi, lśniącymi, idealnie wyprostowanymi włosami, w modnym crop topie oraz legginsach z lululemon; a potem prawdopodobnie najładniejsza z nich, pół-Kaukazka, pół-Azjatka, z karmelowymi sarnimi oczami i niemożliwie idealną lśniącą skórą, w wyglądającej drogo minisukience i kaszmirowym kardiganie. Rozpoznaję je. Znam je, bo jestem taka jak one.
Wpatrują się we mnie, a moje serce zaczyna bić trzy razy szybciej, gdy niepewnie mijam je w drodze do zlewu i zaczynam myć ręce. Kątem oka widzę, jak przypatrują mi się w lustrze. One również wędrują wzrokiem po moim ciele, oceniając włosy, twarz, ubrania i torbę. Są ciekawe, bo wyglądam jak one, jakbym mogła być częścią ich paczki. Mogłabym być ich przyjaciółką... albo potencjalną rywalką.
Rzecz w tym, że może i wyglądam jak one, a kiedyś rzeczy takie jak popularność lub przynależność do grupy przyjaciół również były dla mnie ważne. Ale już nie są.
Na szczęście szybko tracą zainteresowanie moją osobą. Latynoska z powrotem kieruje uwagę na dziewczynę z białymi włosami.
- Co jest nie tak z moimi legginsami? - Brzmi to jak kontynuacja rozmowy, którą prowadziły przed wejściem do łazienki.
- Och, nic. - Blondynka się uśmiecha. - Po prostu ten kolor sprawia, że twoje nogi wydają się grube. Ale jeśli ci się podobają, to chyba najważniejsze. - Odwraca się do lustra i sprawdza swój nieskazitelny makijaż.
- Daj spokój, Ella - wtrąca trzecia dziewczyna, przewracając oczami. - Nie słuchaj jej, Lucy. Jak dla mnie świetnie na tobie leżą.
Drzwi otwierają się ponownie i kolejna dziewczyna wchodzi do coraz bardziej klaustrofobicznej przestrzeni. Wzdryga się, gdy trzy inne obrzucają ją wzrokiem, po czym szybko znika w kabinie.
Ella sięga do torebki i wyciąga tusz do rzęs. Pozostałe dwie zajmują się włosami i ubraniami. Podchodzę dyskretnie do podajnika ręczników papierowych, biorę jeden listek i zaczynam osuszać ręce. Wyrzucam zużyty papier do kosza, a potem skradam się w stronę drzwi.
Już prawie udaje mi się uciec, kiedy jedna z nich pyta:
- Jesteś tu nowa? Nie wyglądasz na pierwszoklasistkę.
Myślę, że problem z małymi miasteczkami, takimi jak Sierton w stanie Wisconsin, polega na tym, że ludzie zwracają uwagę na nowe osoby. Niechętnie się do niej odwracam i kiwam głową.
- Jestem starsza. Właśnie się tu przeniosłam.
Ella sięga ponownie do torby i zaczyna poprawiać błyszczyk na ustach. Przenoszę ciężar ciała z nogi na nogę, nie mając pewności, czy rozmowa się skończyła i mogę odejść, czy też chcą mi powiedzieć coś jeszcze, gdy w międzyczasie wraca dziewczyna z kabiny.
W łazience panuje teraz dziwna atmosfera. Lucy chichocze, a Ella rzuca:
- Przestań się na mnie gapić.
Na brązowej skórze czwartej dziewczyny pojawia się rumieniec.
- Nie jestem...
- Totalnie jesteś. Słuchaj, nie jestem zainteresowana, okej? - mówi blondynka, przewracając oczami. Następnie wychodzi, a za nią podążają jej dwie przyjaciółki, które mruczą "lesba", zanim drzwi łazienki się za nimi zamykają.
Dziewczyna podchodzi do zlewu i lekko drżącą ręką odkręca kran.
- Wszystko w porządku? - pytam.
- Nic mi nie jest - odpowiada zdawkowo, nie patrząc na mnie, ale wciąż się trzęsie. - Te dziewczyny... Ella Moore, Naomi Chen i Luciana Aguilar... Powiedzmy, że nie chcesz zajść im za skórę.
- Zauważyłam - mówię. - Jestem Dawn.
Dziewczyna w końcu się do mnie odwraca i uśmiecha nieśmiało, pokazując turkusowy aparat na zębach. To jak słońce przebijające się przez burzowe chmury. Ale wciąż nie nawiązuje ze mną kontaktu wzrokowego.
- Jestem Raquel. Nie brzmisz, jakbyś była stąd. W sensie masz lekki akcent. Skąd się przeniosłaś?
- Och, z Kalifornii. Santa Cruz.
- Ja też jestem w ostatniej klasie. Wow, przeniesienie w takim momencie to kiepska sprawa.
- Tak. - Nie zdradzam jej, dlaczego się tu przeniosłam. Nie robię tego, ponieważ mam dość widoku litości, która nieuchronnie pojawiłaby się na jej twarzy, a którą ostatnio oglądam zbyt często.
Raquel się we mnie wpatruje. Może mój wyraz twarzy się zmienił i to zauważyła. Na szczęście nie zadaje więcej pytań.
Gdzieś bardzo głośno dzwoni dzwonek.
- Lepiej chodźmy na lekcje - mówi Raquel, kierując się w stronę drzwi.
- Hej, eee... wiesz może, gdzie jest klasa druga be?
- O, idziesz na literaturę amerykańską? Ja też! - Raquel kiwa głową. - Chodź ze mną.
Chyba znalazłam tu pierwszą przyjaciółkę.
???
Podczas przerwy na lunch z łatwością trafiam na stołówkę; po prostu podążam za śmiechem i paplaniną setek głosów. Zapach cebuli i przypalonego sosu bolońskiego uderza we mnie, gdy ledwie przechodzę przez podwójne wahadłowe drzwi.
Ustawiam się w kolejce i biorę tłusto wyglądający kawałek pizzy pepperoni - której nie mam zamiaru jeść - oraz jabłko i sok pomarańczowy. Rozglądam się po pomieszczeniu, mdli mnie z nerwów. Jakie miejsce wybrać? Wtedy dostrzegam Raquel siedzącą samotnie przy stoliku w odległym kącie. Czeka na przyjaciół czy zazwyczaj je sama?
- Witaj ponownie. - Wskazuję na puste krzesło naprzeciwko niej. - Mogę do ciebie dołączyć?
- Tak, jasne. - Wydaje się zaskoczona, ale zadowolona.
Musi być tak samo kiepska w pogawędkach jak ja, ponieważ przez chwilę jemy w niezręcznej ciszy. W końcu odchrząkuje i pyta:
- No to... dlaczego się tu przeniosłaś?
Spoglądam w dół, na małą plamę na stole. Wygląda jak fasola.
- Wprowadziłam się do ciotki. Mieszka tutaj - mamroczę. - Moi rodzice... stracili pracę. Musieliśmy sprzedać nasze mieszkanie. Wszystko przez wypadek samochodowy. Nie mamy też już samochodu, bo auto rodziców zostało skasowane. Dobrze, że ciocia Maddy codziennie podwozi mnie do szkoły, ponieważ mam teraz ataki paniki, gdy próbuję prowadzić.
Po kilku minutach Raquel przerywa ciszę.
- Przepraszam, mam tendencję do bycia przesadnie bezpośrednią. To przez autyzm.
Zdobywam się na uśmiech.
- Nie przepraszaj! Nic nie szkodzi.
- Nigdy nie byłam w Kalifornii. Jak jest w Santa Cruz?
Wdzięczna za zmianę tematu, odpowiadam szybko:
- Słonecznie. Przyzwyczajenie się do tego, że jest tu o wiele chłodniej, zajmie mi chyba trochę czasu.
Przygląda się moim ciemnoblond włosom, niebieskozielonym oczom i opalonej skórze.
- Czyli surfujesz i w ogóle?
- Trochę, ale nie jestem w tym zbyt dobra.
Zasypuje mnie przyjaznymi pytaniami i opowiada mi więcej o sobie. Dowiaduję się, że jest czarnoskórą Chinką, a jej ulubionym przedmiotem jest informatyka.
Podczas gdy Raquel gawędzi o zaletach życia w Wisconsin, porównując je z Kalifornią (wygląda na to, że niskie koszty utrzymania w Wisconsin są plusem, a Kalifornia jest najbardziej zróżnicowanym stanem z wynikiem różnorodności na poziomie 70,75), moje spojrzenie wędruje po reszcie stołówki... i ląduje na długim stole pośrodku dużego pomieszczenia oraz piętnastu lub więcej osobach tam siedzących. Pozornie wyglądają lepiej niż reszta z nas. Chłopacy są bardziej umięśnieni; niektórzy z nich mają na sobie takie same granatowo-pomarańczowe kurtki. Muszą być w drużynie futbolowej. Dziewczyny mają białe zęby, lśniące włosy i umięśnione, długie kończyny.
Są wśród nich trzy przerażające dziewczyny z dzisiejszego poranka. Ta z białymi włosami - Ella - siedzi obok wysokiego, wysportowanego chłopaka o ciemnych blond włosach i niebieskich oczach. Karmi go frytkami, a potem droczy się z nim, oblizując palce.
Nikt z tamtego stolika na nas nie patrzy, więc mogę ich obserwować do woli.
Od czasu do czasu Ella spogląda na inny stolik w rogu: rzuca krótkie spojrzenie, a potem odwraca wzrok. I za każdym razem na jej twarzy pojawia się dziwny wyraz - złość... zmieszana z czymś innym? - zanim znów się opanowuje i odwraca wzrok. Może nawet nie jest świadoma, że to robi. A może jest, ale nie potrafi się powstrzymać, nawet jeśli nie chce być przyłapana na patrzeniu w tamtą stronę.
Zaciekawiona zerkam na stolik, którym wydaje się tak zainteresowana. Siedzą tam trzy osoby: dziewczyna ubrana na czarno, z twarzą ozdobioną kilkoma kolczykami i pryszczami, facet z zielonymi nastroszonymi włosami, który mówi coś, gwałtownie gestykulując, oraz blady, chudy chłopak wpatrzony w swoje jedzenie. Jego niechlujne ciemnobrązowe włosy wyglądają, jakby wymagały dobrego cięcia, a ubrania są źle dopasowane, dżinsy zaś kończą się zbyt wysoko nad kostkami, jakby nagle urósł kilka centymetrów w ciągu lata, ale nie zadał sobie trudu, aby odświeżyć garderobę. Co zaskakujące, na szyi ma tatuaż, który wystaje tuż nad kołnierzem znoszonej kurtki. Nie pasuje do reszty jego wyglądu.
- Kto to? - pytam, kiwając głową w stronę ich stolika.
Raquel się im przygląda.
- Nie znam dziewczyny ani faceta z zielonymi włosami, ale ten drugi to Isaac Caldwell. Oni ciągle siedzą tylko ze sobą. Kiedyś miałam zajęcia z Isaakiem. Zawsze był cichy, a wycofał się jeszcze bardziej po... - Urywa.
- Po czym?
- Po tym, co wydarzyło się dwa lata temu - odpowiada ściszonym głosem.
- A co się wtedy wydarzyło?
- Wow, naprawdę urósł przez lato - rzuca Raquel. Albo mnie nie słyszała, albo postanowiła zignorować moje pytanie. Spogląda spod zmrużonych powiek na biednego chłopaka, całkowicie nieświadomego, że o nim mówimy. - Wygląda trochę inaczej. Nie jest już taki chudy.
Interesujące. Czy to na niego Ella zerka ukradkiem? Zaciekawiona spoglądam na nią, by sprawdzić, czy zrobi to ponownie.
Raquel zauważa, gdzie patrzę, i wzdycha.
- Niezły banał, prawda? To jak życie w każdym hollywoodzkim filmie o liceum. Przynajmniej cheerleaderki z poprzednich lat były w porządku. Szkoda, że skończyły szkołę. Te są takie wredne. To przez Ellę. Wyciąga z każdego to, co najgorsze. Zresztą, kogo to obchodzi? Za pięć lat nic z tego nie będzie miało znaczenia. - Wsuwa do ust frytkę. - Co zamierzasz wybrać na zajęcia pozalekcyjne?
Mamroczę coś, a ona kręci głową.
- Możesz powtórzyć? Nie zrozumiałam, co powiedziałaś.
- Cheerleading - mamroczę ponownie, trochę głośniej. Raquel przestaje żuć. Moja twarz staje się gorąca, gdy na mnie patrzy, i niechętnie dodaję: - Byłam cheerleaderką w Santa Cruz.
- Och, mogłam się domyślić - stwierdza w końcu.
- Dlaczego?
- Cóż, chodzi mi o to, że już wyglądasz jak oni.
Nie wiem, co na to odpowiedzieć, więc milczę.
Raquel zerka na mnie z ukosa. Jej policzki są teraz zarumienione.
- Może zapomnij o tym, co powiedziałam o tamtej trójce dziś rano.
- Nie powtórzę im tego - mówię szybko. - Poza tym może wcale nie dostanę się do drużyny.
Kończymy jedzenie w niezręcznej ciszy, nie patrząc na siebie nawzajem. Aż nagle Raquel wyrzuca z siebie:
- Dlaczego dołączyłaś do cheerleaderek za pierwszym razem? Nie próbuję być złośliwa. Jestem naprawdę ciekawa.
- Moja mama była cheerleaderką i cieszyła się, że ja też nią jestem.
- To ma sens. - Na jej brązowej skórze znów wykwita rumieniec. - Przepraszam za moją wcześniejszą reakcję.
- Nie przejmuj się - odpowiadam pospiesznie.
Wiem, że nie muszę ponownie zostawać cheerleaderką. Ale chcę dołączyć do drużyny. Bo to uszczęśliwiłoby moją mamę.
A zrobiłabym wszystko, aby po wypadku rodzice znów byli szczęśliwi. Wypadku, po którym mojemu tacie zostały straszne blizny, a mama już nigdy nie będzie chodzić.