Przedmowa
Przedmowa
Jest to książka dla mężczyzn i o mężczyznach, który poszukują uzdrowienia swojej męskości. Piszę w niej o ludziach, którzy dorastali w rodzinach dysfunkcyjnych i przetrwali
towarzyszący temu ból. Z pozoru nic im nie brakuje, jednak tak naprawdę
wnoszą swoje cierpienie we wszystkie miejsca, do których docierają w życiu. Nazywam takich mężczyzn - sam się do nich zaliczam - milczącymi
synami.
Wszyscy chcemy dokonać w sobie różnych zmian. Aby tego pragnąć, nie
trzeba wykazywać klinicznie zdiagnozowanych zaburzeń osobowości. Trzeba
tylko chcieć poprawić jakość swojego życia.
Podstawą tej książki jest prowadzone przez dwa lata w Stanach
Zjednoczonych ogólnokrajowe badanie mężczyzn. Obejmowało ono zebranie
danych badawczych i przeprowadzenie obszernych wywiadów z ponad
czterystoma mężczyznami z trzydziestu ośmiu stanów - około trzystu z nich pochodziło z rodzin dysfunkcyjnych. Ponad stu milczących synów
reprezentowało inne niż alkoholowe typy rodzin dysfunkcyjnych. Rozmowy
te były bardzo emocjonalne i wniosły spostrzeżenia oraz uczucia, których
nie ujawniłyby suche dane.
Książka ta jest przeznaczona również dla bliskich nam osób. Będzie
pomocna tym, którzy chcą nas lepiej zrozumieć i bardziej kochać - naszym
rodzicom, przyjaciołom, partnerkom lub partnerom, rodzeństwu czy
dzieciom, którzy zdają sobie sprawę, że jest w nas coś więcej, niż im
pokazujemy, więcej, niż uzewnętrzniamy. Jeśli chcecie dowiedzieć się,
jacy jesteśmy, towarzyszcie nam, gdy próbujemy się tu wsłuchać w siebie
i w przekaz płynący od innych mężczyzn. Każdy uważa, że wie, jacy
powinni być mężczyźni, ale tylko nieliczni (także spośród nas)
naprawdę rozumieją, jacy mężczyźni są.
Przeprowadziłem też wywiady z ponad stu kobietami, z których każda
pozostawała - w trakcie wywiadu lub wcześniej - w bliskiej relacji z milczącym synem jako jego matka, żona, partnerka, siostra czy
przyjaciółka. Zamieszczam te wypowiedzi w książce, aby mężczyźni mogli
usłyszeć, co kobiety naprawdę o nich mówią. Niekiedy inni dostrzegają
coś, co nam samym umyka.
We wstępie nakreślam kilka spraw związanych z milczącymi synami i ogólnie z męskimi problemami, o których należy pamiętać w trakcie
lektury. Nie jestem adwokatem swojej płci. Nie będę usprawiedliwiał
żadnych negatywnych zachowań. Nie wyznaję poglądu, że mężczyźni są
uwikłani w pułapkę swojej przeszłości i niezdolni do zmiany. Jednak nie
będę się również przyłączał do "nagonki" na mężczyzn. W wystarczającym
stopniu prowadzi się ją w wielu dysfunkcyjnych rodzinach i środowiskach.
Nie uważam, że milczący synowie postrzegają siebie w kategoriach ofiary
i oskarżają innych o stan, w jakim się znajdują. Większość z nich to
ludzie, którzy udowodnili, że potrafią przetrwać opresję, a określenie
"ofiara" jest ostatnim, jakie przychodzi im na myśl, gdy się nad sobą
zastanawiają (jeśli w ogóle się nad sobą zastanawiają). Książka ta nie
jest również aktem oskarżenia wobec rodziców. Dążenie do tego, by się
rozwijać, nie pociąga za sobą przekreślania rodziców. Rozdzielność tych
spraw zostanie uszanowana. I na koniec dodam, że książka ta nie będzie
wszystkiego "dysfunkcjonalizować". W przeciwieństwie do
rozpowszechnionych mitów nie każdy problem milczącego syna ma korzenie w dysfunkcyjnej rodzinie. Wiele naszych trudności wynika po prostu z bycia
ojcem, mężem, pracownikiem czy mężczyzną.
Mężczyźni wychowani w rodzinach dysfunkcyjnych wykazują wiele wspólnych
pozytywnych cech. Potrafimy się świetnie przystosowywać. Mamy wielki
potencjał rozwoju i zmiany. Utrzymujemy liczne więzi, nie tylko z innymi
mężczyznami, w tym innymi milczącymi synami, lecz także z kobietami.
Ponadto bardzo różnimy się pomiędzy sobą. Nie jesteśmy ulepieni z jednej
gliny, a sposób, w jaki odcisnęły się na nas traumatyzujące przeżycia,
zależy od typu dysfunkcyjnej rodziny, w której dorastaliśmy, stopnia
doświadczonego "okaleczenia emocjonalnego", dostępności zewnętrznego
wsparcia oraz od innych czynników, w tym kwestii kulturowych, a także
tego, czy otrzymaliśmy jakąś pomoc i czy jej szukaliśmy.
Uważam, że jako ludzie, którzy przetrwali trudne sytuacje, jesteśmy
zdolni do określenia siebie na nowo i przywrócenia równowagi swemu
życiu. Potrafimy docenić, że jesteśmy mężczyznami, potrafimy docenić,
jak dużo przeszliśmy, i - co najważniejsze - potrafimy docenić, kim
możemy się stać. Widzę nas jako ludzi rzucających wyzwanie współczesnemu
"zawężonemu" rozumieniu męskości. Widzę w nas potencjał.
Książka jest podzielona na cztery części. Pierwsza definiuje, co to
znaczy być mężczyzną, oraz analizuje naszą tożsamość i podejście życiowe
wypracowane nie tylko w roli mężczyzn, ale również w roli dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.
W drugiej części przyglądam się wpływowi wywartemu na nas przez
rodziców. Analizuję, jak borykaliśmy się z zaakceptowaniem dysfunkcyjnej
matki czy ojca. Najsilniejsza z naszych relacji: ojciec-syn, prowadzi
nas do bliższego przyjrzenia się sobie samym, a także ojcu i jego
cierpieniu oraz ich oddziaływaniu na nas. Każdy człowiek powinien
zrozumieć swoich rodziców, aby móc dokonać tego, co konieczne, by stać
się w pełni sobą - odcięcia się od nich.
Trzecia część książki analizuje, jak przeszłość wpłynęła na nasze
relacje z innymi mężczyznami, kobietami, współpracownikami oraz dziećmi.
Rdzeniem wszystkich relacji jest intymność, musimy więc zadać sobie
pytanie, jak definiujemy ją jako mężczyźni i jaką postać przyjmuje ona w naszym życiu. W tym fragmencie książki znajduje się także rozdział
ujawniający, co mają do powiedzenia o nas kobiety.
Ostatnia część dotyczy urzeczywistniania naszego potencjału. Piszę o zmianie zgranych melodii na nowe, o stawaniu się zdrowym mężczyzną.
Pokazuję, jak milczący synowie podejmują zbiorowy wysiłek wypracowania
nowego obrazu męskości i zredefiniowania siebie samych. Są to rozdziały
o otwieraniu się na nowe perspektywy życiowe.
Wiele badań związanych z tymi zagadnieniami datuje się na lata
siedemdziesiąte, gdy zacząłem pracować jako dyrektor programu odwykowego
w armii Stanów Zjednoczonych. Oprócz zajęć z alkoholikami i narkomanami
pracowałem także z dziećmi i dorosłymi z domów dysfunkcyjnych (DDD),
zwłaszcza wychowanymi w rodzinach alkoholowych (DDA). Podobnie jak wiele
spotkanych tam osób, również ja przechodziłem w życiu przez trudne
okresy, naznaczone przemocą, adopcją, alkoholizmem rodziców oraz własnym
rozwodem. W 1978 roku napisałem pierwszą w Stanach Zjednoczonych książkę
o dorosłych dzieciach alkoholików i miałem zaszczyt zostać
współzałożycielem Krajowego Stowarzyszenia Dorosłych Dzieci Alkoholików.
Od tamtej pory pracuję jako wykładowca akademicki, piszę kolejne
książki, jestem prelegentem oraz konsultantem programów rodzinnych
najróżniejszego typu w kraju i za granicą. Zajęcia te umożliwiły mi
poznanie bardzo wielu ludzi pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych, a ponadto nie tylko wysłuchanie zwierzeń o ich przejściach, lecz również
obserwowanie, jak oni sami się zmieniają i pokonują trudności w życiu.
W latach osiemdziesiątych wielka rzesza ludzi działających wspólnie w celu przemiany i uzdrowienia siebie - prowadzenia lepszego życia pod
względem fizycznym, emocjonalnym i duchowym - zainicjowała społeczny
ruch na rzecz wychodzenia z traumy uzależnień i współuzależnienia. W przedsięwzięciach tych dawała się jednak wyraźnie odczuć nieobecność
mężczyzn oraz specyficznych dla nich problemów.
Początkowo moich seminariów i wykładów słuchały głównie (w 90
procentach) kobiety. One też stanowiły od 80 do 90 procent uczestników
grup wsparcia dla rodzin dysfunkcyjnych. Zastanawiałem się, gdzie się
podziali mężczyźni. Co ze swoim bólem, uczuciami i potencjałem robią
dorośli synowie z rodzin dysfunkcyjnych? Czy ktoś wywiesił tabliczkę
"Mężczyznom wstęp wzbroniony"? A może my sami to robimy?
Powoli, acz wyraźnie mężczyźni zaczynają się jednak włączać w ruch
wychodzenia z traumy. Z wielką radością mogę zakomunikować wszystkim
milczącym synom: nastał nasz czas! Społeczny ruch jest już
zorganizowany, istnieją mentorzy i jesteśmy my. Pora przerwać milczenie
- nie w gniewie, złości, strachu czy desperacji, ale z godnością. I to
przerwać je słuchaniem. Anagramem angielskiego słowa silent (milczący)
jest listen (słuchać). Powinniśmy wysłuchać tych, którzy nas
poprzedzają, a także wysłuchać siebie.
W trakcie czytania tej książki słuchaj wszystkich głosów, w tym
własnego. Usłysz swój potencjał, moc, namiętność i ból. Uszanuj to,
przez co przeszedłeś. Uszanuj mężczyznę, który przetrwał. Uszanuj
mężczyznę, jakim się staniesz. Uszanuj siebie.
Rozdział pierwszy. Czy jesteś milczącym synem?
Rozdział pierwszy
Czy jesteś milczącym synem?
Długotrwały nawyk nietraktowania sprawy jako błędnej nadaje jej pozór
poprawności.
Thomas Paine1
Milczący syn jest mężczyzną, który wyrósł w rodzinie dysfunkcyjnej, zaprzecza, jakoby negatywnie to na niego
wpłynęło, i nieustannie doznaje różnych problemów w dorosłym życiu. Może
pochodzić z rodziny naznaczonej przemocą fizyczną lub słowną,
alkoholizmem, kompulsywnym hazardem, maltretowaniem dzieci,
pracoholizmem, rozwodem, skrajnym rygorem czy innymi przejawami
dysfunkcji. Jego obecne problemy mogą dotyczyć niezdolności do
utrzymywania relacji czy kontrolowania wybuchów gniewu, skłonności do
pracoholizmu lub nałogu, strachu przed intymnością, agresywnych
zachowań, niskiej samooceny i wielu innych kwestii.
Milczącego syna dobrze charakteryzują między innymi takie stwierdzenia:
Sprawy, które go gryzą, zachowuje tylko dla siebie.
Neguje występowanie nieprzyjemnych zdarzeń.
Boi się odsłonić przed ludźmi.
Ma trudności w interakcjach ze swoimi rodzicami, żoną lub dziećmi.
Panicznie obawia się krytyki.
Jest zagniewany.
Nie potrafi wyrażać uczuć.
Nieproporcjonalnie boi się porażki.
Obsesyjnie dąży do sukcesu.
Rozpaczliwie pragnie prowadzić lepsze życie, ale nie wie, jak zmienić
swoją codzienność.
Jest to człowiek bardzo obolały, ale nie chce się ani przyznać do tego
przed sobą, ani dopuścić, by zobaczył to ktokolwiek inny. Ból, o którym
mowa, nigdy go nie opuszcza. On zaś stara się go ignorować. Stara się o nim zapomnieć. Tak bardzo oddaje się pracy, że w końcu przechodzi nad
tym bólem do porządku dziennego. Nie pozwala naprawdę zbliżyć się do
siebie otaczającym go ludziom i udaje, że ma grono przyjaciół. Kiedy
jest jednak w pojedynkę, kiedy zostaje sam na sam ze swoimi myślami,
czuje, że ból wciąż w nim tkwi.
Co robisz, kiedy coś przypomina ci o cierpieniu, jakiego doświadczyłeś w dzieciństwie? Przyrzekasz sobie zapomnieć o nim, robiąc, co się tylko
da, aby oderwać myśli? Negujesz to cierpienie albo je przeklinasz?
Milczący syn może próbować je zapić, zagłuszyć pracą, przebalować albo
wmawiać sobie, że w niczym mu ono nie przeszkadza.
Niełatwo jest się przyznać do bycia milczącym synem. Możesz uważać, że
przyniesie to ujmę twojej męskości, osiągnięciom, sile czy kompetencji.
Jeśli chodzi o twoją tożsamość, jesteś w pierwszej kolejności mężczyzną,
a dopiero w drugiej milczącym synem - ale ten drugi może deptać
pierwszemu po piętach. Kwestie te są wzajemnie powiązane. Nie
przestajesz być mężczyzną, dlatego że jesteś milczącym synem, ani nie
odrzucasz swoich pozytywnych odczuć dotyczących męskości, kiedy
przyznajesz, że byłeś wychowany w rodzinie z problemami.
Wielu z nas waha się przed przyznaniem do pochodzenia z dysfunkcyjnego
środowiska, bo boimy się obnażyć swoją tożsamość, sądzimy, że taka
przeszłość jest słabością, wolimy unikać konfrontacji z naszym obrazem
rodziców albo po prostu podpisujemy się pod stwierdzeniem, że "życie
jest twarde", więc i my tacy jesteśmy. Czasem zastanawiam się, czy nie
uważamy, że łatwiej jest zadbać o swój wizerunek niż o swoje wewnętrzne
zdrowie. Drzewo może obumrzeć od środka aż na dwa lata przed tym, zanim
jego śmierć zacznie się objawiać na zewnątrz. My też możemy wewnętrznie
obumrzeć na długo przed tym, nim nasze ciało zostanie złożone do grobu.
Bycie milczącym synem nie oznacza, że jesteś zdegenerowany, niezdolny do
zdrowego i skutecznego działania. Nie każdy milczący syn przejawia
zaburzenia osobowości, nie każdy musi być "współuzależniony" albo żyć
"we wstydzie". Problemy te są możliwe, jednak każdy z nas powinien
podlegać indywidualnej ocenie pod względem emocjonalnym, a nie być
automatycznie klasyfikowany jako dysfunkcyjny z powodu swego
pochodzenia. Milczący syn może doświadczać bólu, a jednocześnie
wykazywać wiele pozytywnych cech. Może na przykład być:
wytrzymały i dobrze sobie radzić pod presją,
śmiały i spragniony przygód,
samodzielny,
odporny na przeciwności,
empatyczny,
pracowity,
lojalny jako przyjaciel,
gotów pomagać,
nastawiony na rozwiązywanie problemów,
obdarzony poczuciem humoru.
Czasem mam mieszane uczucia z powodu bycia synem mego ojca. A potem
uświadamiam sobie, że nie byłbym tym, kim jestem, gdybym nie
doświadczył niektórych moich przeżyć.
Brian
Niezależnie od stwarzanych na zewnątrz pozorów większość milczących
synów jest pełna paradoksów. Nie oznacza to, że są oni całkiem
pozbawieni równowagi. W rzeczywistości często cieszą się opinią "bardzo
poukładanych".
Aby lepiej zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, warto przemyśleć
znaczenie słowa "dysfunkcyjny". Cząstka dys- pochodzi z łaciny i może
mieć związek z tym, co bolesne. Funkcyjny oznacza "zdolny do
działania, funkcjonowania". Kiedy mówię o ludziach dysfunkcyjnych,
odnoszę się więc do osób, które funkcjonują w cierpieniu. Czy są w stanie skutecznie działać? Tak. Czy cierpią? Tak.
Jeden z najbardziej intrygujących paradoksów, jakie obserwuję u niektórych milczących synów, zwłaszcza u dorosłych synów alkoholików,
polega na tym, że wykazują bardzo wysokie umiejętności społeczne,
doświadczając jednocześnie nierzadko depresji i mając niskie poczucie
własnej wartości. Większość ludzi mających kliniczne problemy z niską
samooceną i depresją nie jest zdolna do działania społecznego na wysokim
poziomie. Tymczasem milczący synowie potrafią należycie funkcjonować
wśród ludzi nawet wtedy, gdy są pogrążeni w cierpieniu. Być może właśnie
dlatego tak długo nie zwracano uwagi na ich problemy.
Inny często spotykany paradoks dotyczy zachowań autosabotujących. Jako
autosabotujące określa się wszelkie takie zachowania, które powstrzymują
człowieka przed korzystaniem w pełni z własnego potencjału lub skutkują
sprawianiem cierpienia sobie samemu. Wchodzą tu w grę takie kwestie jak
wieczne zwlekanie (prokrastynacja), gniew, strach, wypieranie uczuć,
niezdolność do wyartykułowania swoich potrzeb czy zawalczenia o siebie.
Większości zachowań autosabotujących uczymy się w kontekstach
dysfunkcyjnych. Paradoks polega na tym, że w momencie, gdy je sobie
przyswajamy, nie wydają się dla nas niekorzystne, a wręcz uznajemy je za
niezbędne strategie przetrwania. Jeśli jednak przejawiamy je, nie będąc
już w sytuacji dysfunkcyjnej, zaczynają się ujawniać ich negatywne
skutki.
Paul, 37 lat, pracuje jako stolarz. Dorastał w rodzinie alkoholowej. W dzieciństwie obawiał się poskarżyć na cokolwiek, bo nie chciał
denerwować matki. Kiedy się złościła, piła jeszcze więcej niż zwykle, a gdy ona sięgała po butelkę, ojciec Paula wychodził z domu. Chłopiec
siedział więc cicho. Milczenie było zachowaniem, które przyswoił sobie
po to, aby się chronić. Dzisiaj wyznaje jednak, że jest samotny i ma
wielkie trudności z otwarciem się przed ludźmi. Milczenie, zamiast
działać już na jego korzyść, zaczęło mu szkodzić. Stało się zachowaniem
autosabotującym.
Paul stara się przełamać dawne schematy milczenia i izolowania się od
ludzi. Po niemalże całkowitym wyalienowaniu się dołączył w końcu do
grupy wsparcia dla mężczyzn, ale wyznaje, że z początku tylko siedział
na jej spotkaniach i słuchał. Bał się odezwać. Mówi: "To strasznie
trudne. Myślę, że miałem gdzieś w głębi serca ciepłe uczucia do ludzi,
ale nie potrafiłem ich wyrazić. Zawsze chciałem być wśród innych i zawsze chciałem nawiązywać kontakty. Bo tak naprawdę kocham ludzi. (...)
Ale było mi bardzo trudno to zrobić".
Oznaki milczenia
Najczęstszym problemem, z jakim stykam się wśród milczących synów, jest
ich przekonanie, że są dokładnie tacy jak wszyscy. Innymi słowy, wielu
albo uważa, że ich rodzina nie była dysfunkcyjna (choć w rzeczywistości
była), albo uznaje, że chociaż rodzina była dysfunkcyjna, nie wywarło to
na nich wpływu. Jest to częste podejście u mężczyzn. Poniżej
przedstawiam kilka klasycznych wzorców zachowań milczących synów.
Zawężona ekspresja
Najbardziej charakterystyczną oznaką milczenia jest ograniczenie
ekspresji. Jednym z elementów "nagonki na mężczyzn" są opinie typu
"mężczyźni nie mają emocji". Wierzcie mi, mamy! Wystarczy pójść do
dowolnego szpitala, by przekonać się, jak wielu mężczyzn jest
hospitalizowanych z powodu zaburzeń związanych ze stresem, takich jak
zawał serca, wrzody żołądka czy uzależnienia. Problem polega na tym, że
większość mężczyzn nie wyraża swoich emocji.
Bycie mężczyzną wywołuje wiele stresów. Są one tym większe, im bardziej
brakuje ci ekspresji emocjonalnej. Spójrz na przykład na następujące
fakty2:
Roczna umieralność na nowotwory jest niemal półtora raza większa wśród
mężczyzn niż wśród kobiet.
Umieralność na choroby serca jest niemal półtora raza większa wśród
mężczyzn niż wśród kobiet.
Proporcja występowania wrzodów żołądka u mężczyzn i kobiet wynosi 2:1.
Roczna śmiertelność rozwiedzionych mężczyzn jest półtora raza większa
niż rozwiedzionych kobiet.
Mężczyźni cztery razy częściej niż kobiety padają ofiarą zabójstw.
Odsetek skutecznych samobójstw jest cztery razy wyższy wśród mężczyzn
niż wśród kobiet.
Mężczyźni są ofiarami wypadków w miejscu pracy co najmniej pięć razy
częściej niż kobiety.
Prawdopodobieństwo aresztowania mężczyzny w związku z upojeniem
alkoholowym jest trzynaście razy wyższe niż prawdopodobieństwo
aresztowania kobiety.
Mężczyźni żyją średnio pięć lat krócej niż kobiety.
Mężczyźni są w stanie odczuwać i wyrażać szerokie spektrum emocji, ale
niestety pozwalają sobie na to tylko w rzadkich przypadkach - na
przykład podczas meczu. W Stanach Zjednoczonych jednym z męskich
wydarzeń sportowych, które przyciągają ogromną widownię, jest Super Bowl
- finał ligi futbolu amerykańskiego. Dorośli mężczyźni występujący w tych rozgrywkach, będących w założeniu formą "zabawy", uosabiają
amerykański wizerunek "wielkich silnych samców". Ci, którzy zdobywają
punkty, dosłownie tryskają radością. Podskakują, bez skrępowania
obejmują się nawzajem i tańczą za linią boczną - sami lub z jakimkolwiek
innym równie rozemocjonowanym zawodnikiem. Po skończonym meczu zwycięzcy
dalej pławią się w rozbuchanych emocjach. Z kolei pokonani płaczą,
smętnie zwieszają głowy, otwarcie wyrażają uczucia mimiką i postawą
ciała. Są w pełni świadomi, że oglądają ich miliony, a mimo to pozwalają
sobie na ujawnienie tych emocji. Także mężczyźni na trybunach (i oglądający spotkanie w telewizji) często żywiołowo przeżywają rozgrywkę.
Jednak wyrażanie emocji i dzielenie się nimi to dla mężczyzn często dwie
zupełnie różne sprawy. Pozytywne odczucia mężczyźni z reguły ujawniają
chętnie, negatywne zaś przeżywają raczej w samotności. Cierpieniem - w odróżnieniu od radości - rzadko dzielą się z innymi mężczyznami. Drużyna
może wspólnie wyrażać radość z sukcesu, kiedy jednak przegrywa, ból
porażki jest przeżywany indywidualnie. Każdy wycofuje się w siebie. Nie
zwraca się po otuchę do pozostałych.
Milczący syn zdaje sobie sprawę, że ma emocje, ale nie wie, jak je
uzewnętrznić. Ta niezdolność wyrażania siebie może wynikać z wielu
czynników. Człowiek może po prostu nie umieć tego robić. Może mieć
trudności z poprawnym identyfikowaniem swoich uczuć i próbować
zaprowadzić wśród nich porządek, zanim je wyartykułuje. Może uważać, że
emocje wolno wyrażać tylko w kontekstach społecznie akceptowanych lub
bezpiecznych pod względem emocjonalnym. Może być zdolny wyrażać je tylko
w obecności innych mężczyzn albo tylko w obecności kobiet.
Problem polega na tym, że te emocje, które nie zostają wyrażone, zwykle
dochodzą do głosu w inny, często negatywny, sposób.
Typ silny i milczący
Wszyscy spotkaliśmy się z określeniem mężczyzny mianem "silnego i milczącego". Często wypowiadane jest to zresztą z nutą podziwu. Tak
jakby miało oznaczać, że nic tego człowieka nie dotyka, zawsze pozostaje
niewzruszony.
Czy zastanawiało cię, dlaczego słowa "silny" i "milczący" znajdują się
tu koło siebie? Czy te dwa przymiotniki się uzupełniają? Czy to ma
znaczyć, że jeśli jesteś milczący, to jesteś też silny, albo że aby być
silnym, trzeba być milczącym? Może jednak chodzi raczej o to, że nie
wiemy, co innego zrobić ze swoim bólem, niż go przemilczeć? A może te
określenia należy traktować jako niepowiązane? Nie mam nic przeciwko
sile, ale kto powiedział, że nie można rozmawiać o problemach i zwierzać
się, a jednocześnie być silnym? Naprawdę silny człowiek wie nie tylko,
kiedy powinien prosić o pomoc, ale także jak się to robi.
Oczywiście, tak jak każdy mężczyzna, czuję się niekomfortowo na myśl o opowiadaniu wszystkiego o sobie. Są sprawy, które chciałoby się zachować
dla siebie. Co więcej, pewne sprawy powinno się zachować dla siebie.
Poza tym dużo zależy od tego, kto słucha. Istnieje jednak różnica między
milczeniem pozytywnym i milczeniem negatywnym. O zachowywaniu części
swoich przemyśleń dla siebie i o wyczuciu, kiedy lepiej trzymać buzię
zamkniętą na kłódkę, można powiedzieć wiele dobrego. Nikt nie broni nam
pozostawać sam na sam ze swoimi myślami, ale nie musi to skazywać nas na
samotność.
Negatywne konsekwencje ma zachowywanie milczenia, gdy jesteśmy pogrążeni
w cierpieniu. Takie milczenie jest "niezdrowe". Zamyka cię wewnątrz, a innych odcina na zewnątrz. Lojalność wobec tego wizerunku i utrzymywanie
milczenia mają wysoką cenę. Milczący syn systematycznie spłaca
miesięczne raty, które jednak nigdy się nie kończą. Im więcej mężczyzna
przemilcza, tym bardziej się zadłuża.
Mur milczenia
Czy zdajesz sobie sprawę, kiedy wykorzystujesz milczenie jako oręż?
Założę się, że tak, choć pewnie tego nie przyznasz. Karzemy ludzi swoim
milczeniem z wielu powodów, zwykle sprowadzających się jednak do tego,
że jesteśmy czymś urażeni. Nie umiemy czy nie chcemy zakomunikować
swoich uczuć; mamy żal do innych, że nie odgadują naszych potrzeb, a potem odgradzamy się od nich murem milczenia.
Kiedy się nie odzywamy, otaczające nas osoby zostają także zmuszone do
życia w ciszy. Odbierają nasze milczenie jako niechęć nie tylko do
zabrania głosu, lecz także do usłyszenia tego, co mają do powiedzenia.
Mówi im ono, że są dla nas nieważne. Muszą dostosować się do niego i nauczyć się zachowywać je w naszym towarzystwie. Zresztą i my w ten
właśnie sposób przyswoiliśmy sobie to zachowanie, żyjąc w dysfunkcyjnej
rodzinie. Teraz powielamy je w dorosłym życiu. W konsekwencji potrzeby
nie są zaspokajane, narastają pretensje i otacza nas coraz bardziej
grobowa cisza. Może to być ogromnie frustrujące dla nas, nie mówiąc już
o skutkach wywieranych na innych. Większość z nas zdaje sobie sprawę,
kiedy dopuszcza się takiego milczenia, ale tylko nieliczni potrafią je
przerwać.
Przez lata chowałem swoje emocje, ale jeżeli uczucie jest dostatecznie
silne, w końcu i tak wypływa na powierzchnię. Cenę za to zapłaciła moja
rodzina.
Clay
Worek treningowy
Przeciwieństwem odgradzania się murem milczenia jest odreagowywanie
frustracji na otoczeniu, w którym wyszukujemy sobie wrogie cele na
potrzeby naszych wewnętrznych zmagań. Oznacza to, że zamiast zajmować
się tym, co rzeczywiście nas gryzie, rzutujemy negatywne uczucia (zwykle
gniew) na zewnątrz. To my jesteśmy rozstrojeni i zdajemy sobie sprawę,
że coś nie gra, ale zamiast pomówić o swoich uczuciach, atakujemy ludzi,
którzy mogą co najwyżej zgadywać, o co naprawdę chodzi. Jedni radzą
sobie lepiej z takim zgadywaniem i odważnym zadawaniem pytań, inni
gorzej. Niektórzy dostrzegają, że stali się dla nas workiem treningowym,
i buntują się przeciw temu lub mają do nas żal. Czy ktoś powiedział ci
kiedyś: "Nie wyżywaj się za to na mnie"? Jeżeli tak, to znaczy, że
potraktowałeś go jak worek treningowy.
Syndrom uzurpatora3
Czy czujesz się czasem jak uzurpator? Czy masz wrażenie, że nawet kiedy
wszystko świetnie ci wychodzi, tak naprawdę wcale nie jesteś dobry w tym, co robisz? Czy masz czasem poczucie, że gdyby ludzie rzeczywiście
wszystko o tobie wiedzieli, na pewno by się od ciebie odwrócili? Jeśli
tak, możesz rozpoznać u siebie syndrom uzurpatora.
Wrażenie bycia uzurpatorem sprawia, że słyszymy szept, iż nie jesteśmy
tym, za kogo uchodzimy. Tworzy wewnątrz nas pustkę, sprawia, że czujemy
się "wydrążeni". Wszędzie słyszymy, jak ludzie mówią: "Bądź sobą". Od
siebie słyszymy jednak: "Bylebyś tylko nie był sobą".
Uważam, że zostałem wmanewrowany w myślenie, że powinienem być kimś
innym, niż byłem. "Nie czuj, tylko rób, co do ciebie należy". Pracując
nad wyrwaniem się z tej matni, odkryłem w sobie kogoś zupełnie innego
niż osobę, którą od dawna udawałem.
Ken
U samego źródła syndromu uzurpatora leży niska samoocena, poczucie
bezwartościowości i przekonanie, że przede wszystkim liczą się pozory, a nie istota rzeczy. Nie wierzymy, że będziemy odpowiadać ludziom tacy,
jacy jesteśmy. Nie wierzymy, że się nadajemy. Dlatego wydaje nam się, że
lepiej być kimkolwiek innym niż sobą. Pamiętasz, jak w chłopięcych
zabawach zawsze kogoś udawaliśmy? Dochodziło nawet do kłótni, kto ma być
kim i dlaczego. Wcielaliśmy się w postacie wielkiego formatu, które
przerastały nas wielokrotnie, ale sami byliśmy wtedy mali, więc nie było
to problemem. Teraz jednak czas zabawy się skończył, a wielu z nas nadal
kogoś udaje. I nie ma w tym nic atrakcyjnego. W ten sposób jedynie wciąż
pozostajemy mali.
Bardzo trudno żyć w roli uzurpatora. Czujesz swoją sztuczność i wyrzucasz sobie urządzanie maskarady. Co gorsza, nie wiesz, jak skończyć
z udawaniem. Ciężko być sobą, gdy nawet tobie nie podoba się to, co masz
do zaoferowania. Czujesz, że wewnętrzny ty i zewnętrzny ty to dwie różne
osoby. Żaden z was dwóch nie będzie usatysfakcjonowany, dopóki się nie
połączycie.
Jednowymiarowość
Czy często czujesz się nieswojo, kiedy nie pracujesz? Czy uważasz
wszelki czas pozbawiony pracy za bezproduktywny? Nie jest to odosobnione
przekonanie wśród milczących synów, a ujawnia się w nim problem
jednowymiarowej tożsamości. Definiowanie się przez pracę jest dobre,
kiedy jesteś w pracy, ale nie na wiele się zdaje poza nią. Jeżeli
człowiek w pełni definiuje się tylko za pośrednictwem swoich dokonań
zawodowych, to kim jest, kiedy nie pracuje? Bez względu na to, jak
dobrzy jesteśmy w pracy, możemy mieć bolesną świadomość, że daleko nam
do doskonałości pod innymi względami. Aby to zrekompensować, jeszcze
mocniej przykładamy się do pracy, a czas od niej wolny traktujemy jako
nieistotny. Ale czy rzeczywiście nasze dzieci, nasze relacje, nasze
zainteresowania zupełnie się nie liczą? A co jeszcze ważniejsze, czy my
sami się nie liczymy?
Składa się na nas znacznie więcej niż tylko praca zawodowa, ale możemy
mieć wielkie opory przed przyjęciem tego do wiadomości i realizowaniem
swojego potencjału w innych obszarach, zwłaszcza w obliczu negatywnego
wzmocnienia społecznego. A takie wzmocnienie nieustannie otrzymujemy
zarówno od mężczyzn, jak i od kobiet. Powiedzmy, że dwie osoby spotykają
się po raz pierwszy. W ciągu trzydziestu sekund pada pytanie: "Co
robisz?" albo jeszcze gorsze: "Co robisz w życiu?". Cóż to za
sformułowanie! Czy nie sugeruje, że praca równa się życie? Tymczasem
jesteśmy czymś więcej niż tym, czy zajmujemy się zawodowo.
Ojciec nauczył mnie pracować, ale nie kochać pracę. Nigdy nie lubiłem
pracować, nie wypieram się tego. Wolałem czytać, opowiadać historie,
sypać dowcipami, rozmawiać, śmiać się, robić cokolwiek, byle nie
pracować.
Abraham Lincoln
Ukrywanie uczuć
W naszym społeczeństwie uczy się mężczyzn, żeby myśleli i działali, ale
robi się bardzo mało, by pomóc nam w kwestii uczuć. Może ta umiejętność
przychodzi po części z wiekiem, ale znam wielu starszych mężczyzn,
którzy tylko z rzadka potrafią uzewnętrznić jakieś uczucia.
Chris
Jak często postanawiasz: "Zachowam to dla siebie"? Dla wielu milczących
synów nieokazywanie swoich myśli i uczuć jest sposobem zabezpieczania
siebie samych i całej rodziny przed obnażeniem się w świecie
zewnętrznym. Brak komunikacji między członkami rodziny ma też służyć
zmniejszaniu domowych problemów. Zjawisko takie występuje szczególnie w rodzinach, w których mówi się o wszystkim, tylko nie o dysfunkcji.
Zachowanie milczenia zawsze wydaje się nam w danej chwili słuszne.
Uważamy, że mówienie o różnych sprawach i tak nie przyniosłoby pożytku.
Poza tym mamy świadomość, że nie zostaniemy zrozumiani. Tymczasem
milczenie rzadko wzbudza zainteresowanie czy prowokuje pytania. Pomiędzy
mężczyznami istnieje niepisana zasada milczenia. Możemy powiedzieć, że
mamy jakiś problem, ale rzadko spotykamy się z zachętą do rozwinięcia
tego tematu.
Grałem kiedyś w golfa z trójką mężczyzn. Po zakończeniu trwającej pięć
godzin rozgrywki postanowiliśmy pójść coś zjeść. Jeden z graczy jednak
odmówił, wyjaśniając, że musi pojechać do żony, która przebywa w szpitalu. Przez pięć godzin razem chodziliśmy, rozmawialiśmy i zaliczaliśmy dołki, a on nawet nie wspomniał o tej trudnej sytuacji.
Czy rzeczywiście czujemy silną motywację, aby trzymać wszystko w sobie,
czy też do czasu, gdy stajemy się mężczyznami, mamy wyrobione już tak
automatyczne nawyki, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co
robimy? Jesteśmy przecież świadomi swojego cierpienia i problemów, ale
nie przychodzi nam na myśl, aby je uzewnętrzniać.
Moim zdaniem zachowywanie wszystkiego wewnątrz siebie byłoby słuszne,
gdyby do rozwiązania tych spraw też dochodziło wewnętrznie. Ale
najczęściej tak nie jest. Uważam, że każdy z nas dysponuje wszystkim, co
potrzebne do odzyskania sił, dokonania przemiany i stania się zdrowszym
człowiekiem. Z reguły jednak, aby zrozumieć siebie od wewnątrz, musimy
wyjść na zewnątrz. Musimy pozwolić innym, by pomogli nam w dotarciu do
rdzenia nas samych, do centrum, w którym kryją się wszystkie odpowiedzi.
Jeśli zachowujesz swój ból dla siebie, dysponujesz tylko jedną opinią i w najlepszym razie jedną możliwością działania. Tymczasem gdy cierpisz,
potrzebujesz rozwiązań alternatywnych, a nie wciąż tych samych, znanych
ci już odpowiedzi. Niekiedy trzeba wyjść na zewnątrz, aby je znaleźć.
Tkwiący w tobie ból nigdy nie siedzi grzecznie i po cichutku. Szamoce
się, próbując znaleźć drogę ujścia. Dusząc go w sobie, masz nadzieję go
uciszyć, ale ciągle słyszysz jego krzyk.
"Słabe bezpieczniki"
Czy często wpadasz w gniew z bliżej nieokreślonej przyczyny? Czy szybko
ponoszą cię nerwy z powodu różnych drobiazgów? Czy masz "słabe
bezpieczniki"? Ogólnie gniew jest jedną z najsilniejszych emocji u mężczyzn i u milczących synów. Ale "słabe bezpieczniki" niosą pewną
szczególną informację. Sugerują, że nosisz jakiś nieukojony gniew
wewnątrz siebie. Ponadto wskazują, że masz niewiele alternatywnych
sposobów radzenia sobie z sytuacjami stresowymi.
Wielu milczących synów stłumiło wspomnienia z dzieciństwa, ale
emocjonalny wpływ tamtych zdarzeń nadal jest u nich widoczny i znajduje
ujście w postaci gniewu. Często słyszę od nich: "Nie mam pojęcia,
dlaczego tak szybko wybucham". Być może dzieje się tak dlatego, że
zawsze tuż pod powierzchnią tli się w nich nieukojone napięcie, mimo że
oni sami nie zdają sobie z tego sprawy. Powiedzmy, że "zakres gniewu" u przeciętnej osoby wynosi od 1 do 10, gdzie 10 oznacza skrajną złość. Na
co dzień gniew u tej osoby osiąga średnio wartość 4. Trzeba więc wzrostu
aż o 6 punktów, aby dojść do 10. Milczący syn, który nosi w sobie
zadawniony gniew, stale chodzi nastawiony na poziom gniewu 7 lub 8, choć
z reguły sobie tego nie uświadamia, a nawet jeśli tak, to nie potrafi
zidentyfikować źródła tej złości. W konsekwencji wystarcza zwiększenie
tego natężenia o 2, 3 punkty, aby dojść do maksimum. Człowiek tak łatwo
wpadający w furię sądzi, że ma porywczą naturę. Rzadko przychodzi mu na
myśl, że po prostu stale jest przepełniony gniewem.
Życie wielu mężczyzn upływa w ciszy. Nie chcą się przyznać do bycia
milczącymi synami. Część mężczyzn słyszy co prawda odzywające się w nich
głosy, ale nie wie, jak na nie reagować. Jeszcze inni pozwalają
przemówić swojemu milczeniu i znajdują istotne wymiary swojego
jestestwa. Przestają się oglądać na otoczenie podczas decydowania o sobie samych, a praca zawodowa nie jest już dla nich sensem życia.
Jak to wygląda u ciebie? Co ty słyszysz? Czy jesteś milczącym synem? Co
z tym poczniesz? Czy będziesz zwlekał przez całe życie z przyznaniem się
do swego milczenia, czy też zdecydujesz się znaleźć coś więcej w swoim
świecie? Czy to milczenie zwycięży ciebie, czy ty zwyciężysz to
milczenie?
Niektórzy funkcjonują tak, jakby ich życie było tylko próbą teatralną.
Na próbie nie daje się z siebie wszystkiego, bo każdy czeka na premierę.
Może tak właśnie jest z tobą? Może w głębi ducha myślisz: "To życie
przesiedzę sobie po cichutku, a będę się odzywał w następnym"? Czy
odbębniasz dzień za dniem mechanicznie, bez emocji? Co będziesz miał do
powiedzenia, gdy nadejdzie twój koniec? Powiesz: "Wszystko zrobiłem,
wszystko przeżyłem, wszystko wyraziłem" czy raczej: "Ciągle się
hamowałem, dużo się przyglądałem, nigdy się nie odzywałem i pozwoliłem,
żeby życie przeciekło mi przez palce"? Twoje milczenie rani wielu ludzi
nie mniej, niż rani ciebie.
Stary, umierający człowiek leżał w łóżku szpitalnym. Przy jego boku była
żona, dorosła córka i syn. Słabnącym głosem stary człowiek wyszeptał:
- Nie robiłem dość.
Pierwsza zareagowała na to żona:
- Nie mów takich rzeczy. Jesteś dobrym mężem, dobrym ojcem, dobrym
opiekunem rodziny.
- Tak, ale nie robiłem dość.
- Tato, nie mów tak. Jesteś fantastycznym tatą i znakomitym dziadkiem.
Zawsze mogłam na ciebie liczyć. Kocham cię - przez łzy powiedziała
córka.
- Tak, ale nie robiłem dość.
Syn pochylił się nad łóżkiem i wyznał z serca:
- Tato, zawsze byłeś dobrym ojcem. Zawsze miałem cię za wzór.
Wszystkiego mnie nauczyłeś.
- Tak, ale nie robiłem dość. Nie dawałem dość. Nie kochałem dość. Zawsze
byłem tylko w pracy.
Wszyscy przekonywali:
- Nie mów tak. Dawałeś nam więcej, niż moglibyśmy oczekiwać. To było
dużo więcej niż dość.
- Nie - ostatni raz zaprzeczył. - Chodzi mi o to, że nie robiłem dość
dla siebie.
Rozdział drugi. Jacy jesteśmy?
Rozdział drugi
Jacy jesteśmy?
Kiedy ktoś mi mówi: "Po prostu bądź sobą", co to znaczy? Kim jestem?
Jake
Jacy jesteśmy? Czy rzeczywiście różnimy się
od pozostałych mężczyzn? Czy nasza przeszłość była naprawdę straszna,
czy po prostu mamy za sobą mniej typowe dzieciństwo? Przecież teraz nic
nam nie jest, prawda?
Uważam, że do pewnego stopnia różnimy się od reszty mężczyzn. Nawet
jeżeli wydaje się, że wszystko z nami w porządku, nawet jeśli mamy
ponadprzeciętne osiągnięcia, nie przestajemy ukrywać swojego bólu.
Nie postrzegam nas po prostu jako ofiar. Co prawda rzeczywiście byliśmy
nimi w dzieciństwie i przyswoiliśmy sobie wiele negatywnych reakcji
samozachowawczych, ale teraz jesteśmy dorośli i to my niechcący
podtrzymujemy trwanie swojego problemu. Staliśmy się sprawcami - padamy
ofiarą samych siebie.
Jacy jesteśmy? Wielu z nas jest już tak bardzo "dorosłych", że nie mamy
przestrzeni, aby dalej rosnąć. Nauczyliśmy się odcinać emocje do takiego
stopnia, że nie dopuszczamy do siebie innych ludzi ani sami nie
potrafimy do nich wyjść. Niebywale wielką część czasu i energii
inwestujemy w utrzymywanie fasady, wizerunku, za którym możemy się
ukryć.
Czy jesteś człowiekiem wizerunkowym? Osoba taka wyznaje tradycyjne
przekonania i wartości w ocenianiu ludzi. Trwa przy nich, nawet jeśli
wątpi w ich słuszność. Nie jest otwarta na alternatywy, które stanowią
zagrożenie dla jej konwencjonalnego obrazu męskości. Poniżej podaję
kilka typowych cech i przekonań człowieka wizerunkowego. Czy pasują do
ciebie?
Im więcej bólu mogę znieść, tym bardziej jestem facetem.
Okazywanie uczuć jest dobre dla kobiet.
Im więcej mogę wypić, tym bardziej jestem męski.
Intymność równa się seks; seks równa się intymność.
Tylko kobiety polegają na innych.
Mężczyzna powinien radzić sobie bez niczyjej pomocy.
Zwycięzcy nigdy się nie poddają; mięczaki nigdy nie odnoszą zwycięstw.
Nikt cię nie zrani, jeśli jesteś silny.
Mężczyźni nie potrzebują przyjaciół tak jak kobiety.
Jestem wart tyle, ile zrobię.
Jestem wart tyle, ile zarabiam.
Najlepiej za dużo się nie zwierzać.
To mężczyzna powinien być żywicielem rodziny.
Alternatywą dla człowieka wizerunkowego jest - jak go nazywam - człowiek
zrównoważony. Potrafi on zagłębiać się w różne wymiary emocjonalnego
własnego ja, a mimo to nie tracić poczucia, że jest mężczyzną. Ponadto
niełatwo się zniechęca.
Często mówi się, że najzdrowsi psychicznie ludzie są androgeniczni, to
znaczy dysponują najlepszymi aspektami męskości i kobiecości. Każdy z nas ma zdolność nie tylko do utożsamienia się z płcią przeciwną, lecz
również do przejawiania jej cech. Nie oznacza to, że trzeba stłamsić
swoją męskość czy kobiecość, aby "zrobić miejsce" dla androgenicznej
strony samego siebie. W rzeczywistości człowiek wzbogaca siebie.
Możesz dalej rozwijać i wzmacniać wszystkie swoje cechy i stawać się
bardziej mężczyzną.
Człowiek zrównoważony chce się więcej dowiedzieć o sobie, o swoim
świecie, o tym, jak się doskonalić. Człowiek wizerunkowy jest podobny do
Popeye'a z kreskówki, który mówi: "Jestem, jaki jestem, i koniec". Osoba
zrównoważona mówi: "Wiem, jaki jestem i jaki mógłbym być". Oto kilka
cech takiego człowieka:
Nie wstydzi się zwracać o pomoc.
Mówi "przepraszam", kiedy popełnia błąd.
Dobrze czuje się z sobą samym.
Ma niezależne od pracy zawodowej poczucie własnej wartości.
Umie zapanować nad gniewem.
Potrafi poprawnie identyfikować swoje uczucia.
Wykazuje się elastycznością w sytuacjach kryzysowych.
Ma zdrowe poczucie humoru.
Prosi o rady.
Umie słuchać.
Nie uważa, że własne uczucia są dla niego zagrożeniem.
Jeżeli utożsamiasz się wyłącznie z cechami człowieka wizerunkowego,
oznacza to, że nie jesteś otwarty na zdrowe alternatywy. Musisz zmierzyć
się z tym, co ci wpojono, powalczyć z własnym obrazem samego siebie. Nie
będzie to łatwe, ale można tego dokonać.
Swoboda, jaką dzisiaj odczuwam, nie jest może doskonała, ale jest
znacznie lepsza, znacznie pogodniejsza od wszystkiego, czego zaznawałem
wcześniej. Nie bój się swoich uczuć. Prawdziwi faceci czują. Prawdziwi
faceci płaczą, dają się zranić, są ufni. Autentyczne uczucia cię nie
zabiją. Zabić cię może duszenie uczuć.
John
Robert Fisher pisze w książce The Knight in Rusty Armor4
(Rycerz w zardzewiałej zbroi) o rycerzu w lśniącej zbroi, który zbyt
dużo czasu przeznacza na jej polerowanie i dopracowywanie swojego
wizerunku. Jest tym tak bardzo pochłonięty, że otaczające go osoby, w tym najbliżsi, tracą z nim kontakt - nie spędza z nimi czasu i w końcu
otoczenie chce się od niego uwolnić. Rycerz postanawia, że się zmieni,
zdejmie swoją zbroję. Okazuje się jednak, że tkwił w niej tak długo, iż
spojenia przerdzewiały i zestaliły się - nie może się wydostać!
Sądził, że zbroja będzie go chronić, ale w rzeczywistości tylko
odgradzała go od innych ludzi i trzymała w zamknięciu. Mając ją na
sobie, mógł wyglądać na siłacza, ale wewnątrz coraz bardziej w niej
słabł. Metoda, którą z takim oddaniem stosował, go zawiodła.
Człowiek wizerunkowy poświęca mnóstwo czasu, pieniędzy i energii na
polerowanie zbroi. Człowiek zrównoważony wie, że sam jest swoją
zbroją.
Gregory, 42 lata, niedawno się rozwiódł. Jego ojciec był kompulsywnym
hazardzistą i kobieciarzem. W dzieciństwie Gregory uważał go za
"prawdziwego mężczyznę". Próbował go naśladować i dorównać wykreowanemu
przez niego wizerunkowi faceta z krwi i kości. Dzisiaj czuje wielki
zawód z powodu tego, czym nasiąkł. Stracił żonę i dzieci. Nie jest
pewien, czy zdoła przyjąć pomoc, ponieważ źle się czuje z taką myślą,
ale na pewno chce się zmienić. Mówi: "Dostrzegam wiele mentalnych gier,
to znaczy scenariuszy rozgrywających się w naszych głowach. W głębi
siebie chcielibyśmy zawsze być jak Charles Bronson czy John Wayne".
Wszyscy jesteśmy wytworami naszej kultury, niektórzy z nas są jednak jej
więźniami. Niełatwo się pozbyć jakiegoś wizerunku, jeśli jest on
codziennie wzmacniany przez otoczenie.
Nasza kultura powoli zaczyna akceptować alternatywne obrazy męskości,
ale nadal dominuje pewien stereotyp. Nieustannie bombardują nas sygnały
wzmacniające społeczne oczekiwania w sprawie tego, jak powinien
działać i myśleć mężczyzna:
Racjonalność i logika to podstawa.
Najpierw praca, potem przyjemność.
Pieniędzy nigdy dość.
Zwycięstwo nie jest wszystkim, co się liczy - jest
jedynym, co się
liczy.
Rolą męża jest zarabiać.
Nigdy nie daj po sobie poznać, że ci ciężko.
Pij jak facet.
Prawdziwy mężczyzna nie ..............
Niekiedy trudno jest nam uchwycić oddziaływanie oczekiwań społecznych na
nasze codzienne zachowanie. Zadaj sobie następujące pytania, aby
przekonać się, pod jakim względem uległeś wpływom społecznym oraz jak
bardzo wpływasz na innych5:
Czy twoje obowiązki zawodowe biorą zwykle górę nad rodzinnymi?
Czy żona/partnerka narzeka na to, ile seksu ci potrzeba i jak jesteś
zamknięty?
Czy przyjaciele mówią, że nigdy nie mogą przewidzieć, czy będziesz
gotów na osobistą rozmowę?
Czy tak trudno z tobą wytrzymać, że w zasadzie nie masz żadnych
męskich przyjaźni?
Czy powoli męczy cię już ta ciągła życiowa gonitwa?
Czy zawsze masz jasność, co myślisz, ale rzadko uświadamiasz sobie, co
czujesz?
Czy potrafisz przetrzymać nieprzyjemną rozmowę ze znajomymi bez
wpadania w złość, obrażania się, zmiany tematu czy wyjścia z pokoju,
zanim dobiegnie ona końca?
Ile konkretnie minut spędziłeś w swobodnej, serdecznej atmosferze ze
swoimi dziećmi dzisiaj, wczoraj, w tym tygodniu, w tym roku?
Różnice między milczącymi synami
Pomimo podobnych wpływów kulturowych czy społecznych nie wszyscy
milczący synowie są tacy sami. Do osób pochodzących z dysfunkcyjnych
rodzin nie ma zastosowania kategoria "rozmiaru uniwersalnego". Choć
rzeczywiście łączą nas pewne podobieństwa, znacznie się jednak między
sobą różnimy. Znam zresztą wielu milczących synów, których bracia nie są
milczącymi synami. Istnieje co najmniej siedem powodów tego, że ulegamy
wpływom w różny sposób. Są to: stopień dysfunkcji rodzica (rodziców),
typ rodzica i rodzaj jego dysfunkcji, poziom twojego zestresowania, twój
wiek, twoja percepcja sytuacji, wpływ kulturowy oraz czynniki
amortyzujące.
Stopień dysfunkcji rodzica (rodziców)
Określenie "stopień dysfunkcji" odnosi się do tego, jak bardzo
dysfunkcja rodziców wpływała na ich zdolność do sprawowania opieki
rodzicielskiej. Ponadto dotyczy tego, jak bardzo rodzic dysfunkcyjny
oddziaływał na zdolność drugiego (niedysfunkcyjnego lub mniej
dysfunkcyjnego) do spełniania matczynej lub ojcowskiej roli.
Milczący synowie, których rodzice byli dysfunkcyjni, lecz mimo to zdolni
do wywiązywania się z części obowiązków rodzinnych, nie odnieśli tak
wielkich ran jak synowie alkoholików, którzy rzadko bywali trzeźwi, albo
dzieci rodziców, którzy znikali z domu na długi czas. Rodziny są
dysfunkcyjne w różnym stopniu, a nie zero-jedynkowo. Kiedy milczący
synowie wyznają, że w ich domu "nie było tak źle", mogą mieć na myśli
to, że przynajmniej niekiedy rodzice wykazywali się troskliwością.
Typ rodzica i rodzaj jego dysfunkcji
Typ, do jakiego należał twój dysfunkcyjny rodzic, może być czynnikiem
oddziałującym na wywierany przez niego wpływ. Sformułowanie "typ
rodzica" odnosi się do jego osobowości, natomiast "rodzaj dysfunkcji" do
konkretnych zachowań dysfunkcyjnych, z którymi musiałeś się stykać. Tak
na przykład życie z chwiejnym emocjonalnie i przejawiającym skłonność do
przemocy ojcem może wyglądać zupełnie inaczej niż życie z cierpiącą na
depresję matką o osobowości zależnej.
Stwierdziłem, że typ osobowości rodziców odgrywał znaczną rolę w tym,
jak dzieci postrzegały nasilenie problemów rodzinnych. Na przykład część
milczących synów czuła gniew do swego ojca i miała o nim bardzo złe
zdanie, bo trudno było im po prostu z nim przebywać. Zachowanie nie jest
tym samym co osobowość. Niemniej wielu milczących synów ma trudności ze
wskazaniem, co było gorsze: dysfunkcyjne zachowanie rodziców czy ich
osobowość, na przykład obsesyjno-kompulsyjna, nadmiernie wymagająca czy
cechująca się skrajnym usztywnieniem charakteru.
Stres
Z zestresowanych domów wychodzą zestresowane dzieci. Jeśli dzieci te nie
otrzymają pomocy, staną się zestresowanymi dorosłymi. Czy zdarza ci się
w trudnych sytuacjach, gdy nie radzisz sobie ze stresem, zadawać sobie
pytanie: "Co się ze mną dzieje? Co jest ze mną nie tak?"? Stres może
ujawniać nierozwiązane problemy wewnętrzne. Podobnie jak wielu
milczących synów możesz mieć niską "temperaturę wrzenia", nie zdając
sobie z tego nawet sprawy. Kiedy pojawia się stres, reagujesz skrajnie,
choć nie rozumiesz dlaczego.
Być może twoje problemy częściej dają znać o sobie w określonych
sytuacjach, a w innych warunkach radzisz sobie całkiem nieźle. A może
należysz do tych, którzy właśnie w stresie czują, że wreszcie żyją - nie
jest on dla ciebie niewygodny - natomiast kiedy go brak, nie masz
pojęcia, co z sobą zrobić, nie wiesz bowiem, jak się zachowywać w normalnych okolicznościach.
Być może nie miałeś nigdy okazji nauczyć się, jak radzić sobie ze
stresem, zamiast tego przyswoiłeś sobie, że stres to wyznacznik stylu
życia. Reagowałeś na wszelkie zdarzenia tak, jakby były to kryzysy, w których musisz przejmować dowodzenie. Jak to dziedzictwo wpływa na
ciebie dzisiaj?
Choć wielu milczących synów chce poprawić swoje życie rodzinne,
uświadamiają sobie, że trudność sprawia im samo przebywanie w otoczeniu
członków rodziny. Życie domowe wymaga bliskości emocjonalnej. Dla wielu
milczących synów jest to stresujące, mimo że szczerze tego pragną.
Wiek
W jakim byłeś wieku, gdy w twojej rodzinie pojawiła się dysfunkcja? Jest
wielka różnica między milczącymi synami, którzy przyszli na świat w rodzinie dysfunkcyjnej, a tymi, których rodzina załamała się, gdy mieli,
powiedzmy, piętnaście lat.
Kolejnym czynnikiem jest to, jak długo byłeś narażony na dysfunkcję.
Ogólna zasada mówi, że im dłużej to trwało, tym większe jest ryzyko
negatywnych skutków.
Być może w pewnym momencie dysfunkcja ustała. Jeśli tak, to w jakim
byłeś wtedy wieku? Syn mający trzeźwą matką alkoholiczkę może wykazywać
zupełnie inną postawę niż ten, którego matka nadal pije lub zmarła
pogrążona w nałogu.
I ostatnia sprawa: ile lat masz teraz? Przekonałem się, że milczący
synowie doznawali szczególnych trudności między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia. Zapewne w grę wchodzi tu czynnik nie tylko
wieku, lecz również stresu. Mając trzydzieści kilka lat, jesteśmy
zaprzątnięci związkami, dziećmi, ważnymi decyzjami dotyczącymi kariery,
zobowiązaniami finansowymi i pierwszymi sygnałami własnej śmiertelności.
Wiek pokazuje także, że nie wszystkie problemy milczących synów wynikają
wyłącznie z ich pochodzenia. Część z nich jest po prostu skutkiem tego,
że mamy już swoje lata. Czy dokucza ci teraz coś, czego nie odczuwałeś
dziesięć lat temu? Wiele różnic między dwudziesto- a czterdziestoletnimi
milczącymi synami wynika z samego wieku.
Percepcja
Największe różnice pomiędzy milczącymi synami stwierdziłem w sposobie
postrzegania przez nich tego, czego doświadczyli. Percepcja jest
naprawdę indywidualnym zjawiskiem, różnym nawet u braci. Prowadziłem
kiedyś spotkania grupy wsparcia, na które przychodziło dwóch młodych
mężczyzn - bliźniaków. Byli to dwudziestokilkuletni studenci,
mieszkający wciąż w domu rodzinnym. Ich rodzice byli całkowicie
dysfunkcyjnymi alkoholikami. Barry każdego tygodnia skarżył się na nich,
zgłaszając wątpliwości co do tego, jak ich traktuje, i zastanawiając
się, co powinien w tej sytuacji robić. Jego brat Michael rzadko się
odzywał, sprawiał za to wrażenie dość rozbawionego opowieściami
bliźniaka i z reguły wyglądał na całkiem spokojnego. Jasne było, że
zupełnie inaczej postrzega cały problem oraz swoją rolę w odniesieniu do
rodziców. Pewnego dnia Barry zarzucił mu: "A ty? Ty po prostu sobie
bimbasz. Jak tak możesz?". Michael odpowiedział spokojnie, że rodzice
będą pili niezależnie od tego, co zrobi, i że zamierza żyć tak, jak jemu
odpowiada. Nie wydawało się, żeby był defensywny albo wypierał to, co
dzieje się z rodzicami czy bratem. Po prostu miał inną percepcję
problemu rodzinnego w odniesieniu do siebie.
Kwestie kulturowe
Na nasze reakcje na dysfunkcję w rodzinie w wielkim stopniu wpływają
religia, rasa, pochodzenie etniczne i status socjoekonomiczny.
Stwierdziłem na przykład, że czarnoskórzy milczący synowie mieli niższe
wyniki w pomiarach negatywnych skutków wywieranych przez dysfunkcyjną
rodzinę, bardziej oddziaływały zaś na nich czynniki społeczne. Rdzenni
Amerykanie skupiali się w trakcie wywiadów niemal wyłącznie na rodzinie.
Testy pokazały, że Latynosi najbardziej łakną dowartościowania i aprobaty otoczenia, mają potrzebę kontrolowania innych, nie są skłonni
do szukania alternatyw i mają niską samoocenę. Oni również najczęściej
przyznawali, że w ich rodzinie dochodziło do przemocy. Z kolei biali
milczący synowie z reguły postrzegali swoje problemy na poziomie
indywidualnym, a w mniejszym stopniu jako pochodną sytuacji rodzinnej.
Choć każdy z nas jest cząstką swojej kultury, jej wpływ na nas bywa
różny, czy to pod względem ograniczania szans życiowych, czy
współokreślania społecznej akceptowalności nas samych oraz naszej
rodziny. Tak na przykład inne dzieciństwo miałby w Stanach Zjednoczonych
syn nadużywającego alkoholu katolika pochodzenia irlandzkiego, a inne
syn pijącego czarnego baptysty z Południa.
Niezależnie od tego, czy jesteś świadom kwestii kulturowych, zapewne
zdarza ci się tłumaczyć komuś: "U nas w rodzinie robimy to inaczej" albo
"Musisz zrozumieć, jacy jesteśmy". Mówiąc tak, potwierdzasz, że jesteś
wytworem swego środowiska. Twoja kultura może działać na twoją korzyść
lub szkodę. Znam milczących synów, którzy żyją w równie wielkim strachu
przed dysfunkcją w swojej rodzinie co przed uprzedzeniami czy innymi
niesprawiedliwymi stereotypami kulturowymi. Ale znam też milczących
synów, którzy opowiadali o tym, ile dobrego uczynili dla nich dalsi
krewni czy lokalna społeczność.
Czynniki amortyzujące
Niekiedy jakaś osoba lub instytucja może wywrzeć pozytywny wpływ na
nasze dzieciństwo, przyczyniając się w ten sposób do zamortyzowania
negatywnych aspektów dysfunkcji w domu. Czy ktoś taki pojawił się w twoim przypadku? Czy wyjątkowy przyjaciel albo krewny wprowadził
jakościową różnicę w twoim życiu?
Dwoma czynnikami amortyzującymi w moim życiu byli dziadkowie ze strony
ojca oraz szkoła. Gdy byliśmy sami, babcia zawsze dopytywała mnie o to,
ile ojciec pije. Wiedziałem, że rozumie, co się dzieje u nas w domu, i to poczucie, że nie jestem sam, dawało mi bardzo dużo. Nie rozwiązaliśmy
problemu alkoholu, ale dzięki niej nie czułem się całkowicie
wyalienowany i bezradny.
Ogromnie pomocna była również szkoła. Byłem w niej po prostu sobą, a nie
kimś naznaczonym pochodzeniem z "takiej rodziny". Stała się dla mnie
miejscem, w którym mogłem odczuwać zadowolenie z siebie, moją
emocjonalną oazą. Lubiłem chodzić do szkoły. Nie zbierałem szczególnie
dobrych stopni, ale umacniało się tam moje poczucie własnej wartości.
Wspólne problemy
Milczący synowie mają wiele wspólnych problemów. Część z nas nie wyrosła
z kłopotów chłopięcych i wciąż ma je w dorosłym życiu - czy to w relacjach, czy w pracy zawodowej, czy też z narkotykami albo
zachowaniami aspołecznymi. Inni z pozoru dobrze sobie radzą, ale od
środka gryzie ich coś, czego nie potrafią uchwycić. Jeszcze inni
znakomicie siebie znają, potrafią podnosić się po porażkach i zawsze
wychodzą cało z opresji. Bez względu na to, który z tych typów
charakteryzuje danego człowieka, zaobserwowałem niepisane braterstwo
łączące milczących synów. Dzielimy z sobą coś z naszej przeszłości,
nawet jeśli nie zdajemy sobie sprawy z tego, co to jest.
Przyjrzyjmy się pewnym występującym powszechnie u milczących synów
zachowaniom. Da ci to możliwość porównania się z jednej strony z nimi, a z drugiej z mężczyznami pochodzącymi z rodzin funkcjonalnych.
Poniżej znajduje się zestaw stwierdzeń odpowiadających różnym cechom
osobowości, które zostały zgrupowane w siedem aspektów zachowania. Przy
każdym stwierdzeniu postaw ocenę w następującej skali, a następnie
podlicz uzyskany wynik.
5 = zawsze
4 = często
3 = czasami
2 = rzadko
1 = nigdy
Postrzegane wyizolowanie
..... Muszę zgadywać, co jest normalne w różnych sytuacjach.
..... Czuję się inny od reszty ludzi.
..... Mam problemy z intymnością.
Niekonsekwencja
..... Trudno jest mi doprowadzać przedsięwzięcia do finału.
..... Dążę do gratyfikacji natychmiastowej, a nie odroczonej.
..... Źle gospodaruję czasem i nie określam priorytetów z korzyścią dla
siebie.
Samopotępienie
..... Osądzam się bez litości.
..... Nie potrafię się bawić.
..... Zachowuję nadmierną powagę.
Potrzeba sprawowania kontroli
..... Zbyt gwałtownie reaguję na zajścia pozostające poza sferą mojej
kontroli.
..... Zachowuję się albo nadmiernie odpowiedzialnie, albo nieodpowiedzialnie.
Potrzeba aprobaty
..... Nieustannie poszukuję aprobaty i potwierdzenia siebie.
..... Jestem w pełni lojalny nawet wtedy, gdy wiem, że ktoś na to nie
zasłużył.
..... Kłamię, gdy z równą łatwością mógłbym powiedzieć prawdę.
Usztywnienie
..... Wpadam w koleinę jakiegoś działania, nie zastanawiając się głębiej nad
rozwiązaniami alternatywnymi czy konsekwencjami.
..... Ciągnie mnie do napięć i kryzysów, a potem na nie narzekam.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki