2
- Zjesz coś, Maja? - zapytała jej współlokatorka Eliza, którą wszyscy nazywali Lizą.
Maja weszła do pokoju, czując olbrzymie zmęczenie, ale jednocześnie ekscytację, którą próbowała sobie tłumaczyć na milion różnych sposobów. Jednak żaden z nich nie był wystarczająco przekonujący.
- Nie - odpowiedziała, zrzucając z siebie buty i kurtkę.
Aneks kuchenny w ich segmencie mieszkalnym znajdował się w korytarzu, który prowadził do trzech oddzielnych pokoi. Maja dzieliła swój z Elizą. Obok mieszkały trzy dziewczyny, a w ostatnim dwóch chłopaków. Nie zdążyła jeszcze wszystkich dobrze poznać, ale na pierwszy rzut oka współmieszkańcy segmentu wydawali się całkiem w porządku.
Późnym wieczorem, przy herbacie i ciastkach, opowiedziała koleżance, co ją spotkało. Wracała z Mokotowa, gdy tuż przed samym wjazdem na kampus samochód zarzęził i tak po prostu się zatrzymał. Myślała, że dostanie szału, gdy nie chciał ponownie odpalić. Przez kilka minut w furii kopała maskę i koła, a potem ogarnęła ją taka frustracja, że opadła bezsilnie na krawężnik i się rozpłakała, chociaż nienawidziła tego robić.
Wtedy pojawił się ten chłopak o ciemnobrązowych oczach, zwróciła też uwagę na jego nonszalancką pozę, który przepchnął jej samochód aż na sam parking akademika. Maja nie wierzyła, że mu się to uda, ale zrobił to bez najmniejszego wysiłku.
Ukradkiem mu się przyjrzała. Był wysoki i szeroki w ramionach, do tego bardzo przystojny. Włosy miał krótko przystrzyżone u dołu, na górze pozostawione dłuższe. Maja znała takich. Jeden z tych, co to wie, jak działa na kobiety i perfidnie to wykorzystuje. Była mu wdzięczna za pomoc i ładnie mu za nią podziękowała, ale niczego więcej od niego nie chciała.
Zresztą nie był nawet w jej typie, ale to nie miało żadnego znaczenia.
Teraz przykryła się po szyję kołdrą i niemal natychmiast usnęła.
Sobota przywitała ją paskudną pogodą, dlatego Maja postanowiła dłużej poleżeć w łóżku i nadrobić zaległości w czytaniu.
Niecałe dwa miesiące temu jej życie wywróciło się do góry nogami. Od tamtej chwili zmieniła swoje nastawienie do świata. Postanowiła cieszyć się każdym dniem i korzystać z każdej najmniejszej przyjemności. Było jej z tym dobrze, czuła się bezpiecznie.
Kiedy odłożyła książkę, natychmiast przypomniała sobie o tym cholernym gracie rdzewiejącym na parkingu. Jej najskrytszym marzeniem było epickie zepchnięcie astry do Wisły. Ten nieznajomy koleś trochę ostudził jej zapał, ale nie stłamsił go całkowicie. Musiała tylko znaleźć kogoś, kto jej pomoże w realizacji tego śmiałego przedsięwzięcia.
Gdy to sobie postanowiła, humor od razu jej się poprawił.
- Co dzisiaj robisz? - zapytała ją zaspanym głosem Liza.
- Nie wiem. Chyba nic - odpowiedziała Maja zgodnie z prawdą.
Niczego nie planowała. Chciała jedynie poczytać, zrobić zakupy i pójść na spacer.
- Chodź ze mną na imprezę - zaproponowała współlokatorka, podnosząc się z łóżka.
Miała potargane włosy i odbite guziki z poduszki na policzku. Wyglądała naprawdę rozczulająco. Eliza była ładną dziewczyną z burzą blond loków. Taki niespokojny duch, który zawsze gdzieś gnał i nie mógł usiedzieć w miejscu. Maja polubiła ją od pierwszego wejrzenia.
- Jaką imprezę? - zapytała niepewnie.
- Nigdzie nie musimy wychodzić, odbywa się w akademiku, gdzieś na dole. - Dziewczyna wzruszyła ramionami.
Maja pokręciła głową na te rewelacje. Eliza była idealną kandydatką na ofiarę porwania. Nie martwiła się tym, co będzie za chwilę, za dzień ani za rok. Nie bała się niebezpieczeństw i dziwnych imprez organizowanych gdzieś na dole. Maja chciałaby być taka jak ona.
- Zobaczymy. - Wolała się zabezpieczyć takim stwierdzeniem, niż od razu się deklarować.
Kto wie, co się jeszcze może wydarzyć.
Położyła się na wznak na łóżku, wracając wspomnieniami do snu, wciąż żywego w jej głowie. Biegła przez las. We śnie nigdy się nie męczyła. Bieg we śnie przypominał latanie. Był ożywczy i niesamowicie wyzwalający. Liściaste gałęzie smagały ją po twarzy, ale nie sprawiało jej to ani bólu, ani dyskomfortu. Bosymi stopami dotykała chłodnej ziemi i czuła niemożliwą do opisania lekkość.
W takim śnie chciałaby pozostać na zawsze.
Przedpołudnie spędziła równie bezczynnie i leniwie jak poranek. Na dworze było pochmurno i dżdżyście, dlatego ponownie otworzyła książkę i zaczęła się w niej zatapiać. Tak to, ratując się jeszcze kawą i odgrzewanym obiadem, dotrwała do późnego popołudnia.
Kiedy doczytała ostatnie strony książki, postanowiła się przewietrzyć i przy okazji zrobić zakupy. W drodze powrotnej z osiedlowego sklepiku złapał ją ulewny deszcz. Wszyscy naokoło uciekali w popłochu, jakby kilka kropel mogło ich zabić. Maja szła powoli, rozkoszując się tym, że zaraz przemoknie do suchej nitki.
W pewnym momencie zatrzymała się i zamknęła oczy. Pragnęła na chwilę zapomnieć, gdzie jest i kim jest. Wokół właśnie rozszalała się burza, a błyskawice uderzały w najwyższe punkty, ale ona smakowała jedną z chwil, za którymi tak długo tęskniła.
Kiedy otworzyła zalane deszczem oczy, napotkała spojrzenie, które pamiętała z wczorajszego wieczora. Chłopak wpatrywał się w nią z dziwnym wyrazem twarzy. Jakby nie wiedział, jak zinterpretować jej zachowanie albo jakby... się jej przestraszył.
Uśmiechnęła się pod nosem na te przypuszczenia i ruszyła przed siebie. Minęła go pod zadaszeniem przy wejściu do budynku. Skierowała się prosto do windy, bo już zaczynała drżeć z zimna. Usłyszała, że stanął tuż za nią. Weszła do środka, a nieznajomy spotkany wczoraj wsunął dłoń w szparę pomiędzy drzwiami, by zaraz się nie zamknęły, i ruszył za nią.
Maja cofnęła się o krok, żeby zrobić mu miejsce. Winda była obszerna, ale gdy on się w niej pojawił, nagle się skurczyła. Jakby wypełniał sobą całą przestrzeń. Maja wpatrywała się w jakiś punkt na wprost, czując nagłe zdenerwowanie.
- Cześć - odezwał się, odwracając do niej.
Spojrzała mu w oczy, ale ten widok dziwnie ją krępował, dlatego oderwała od niego wzrok i wlepiła go w drzwi.
- Cześć - odpowiedziała beznamiętnie.
Chłopak zmierzył ja od stóp do głów, a następnie zapytał:
- Jak auto?
- Nic się od wczoraj nie zmieniło - stwierdziła, lekko poirytowana tym jego nadmiernym zainteresowaniem.
- Masz go jak zaholować do mechanika? - zapytał, gdy winda zatrzymała się na czwartym piętrze.
- Nie, a co? Spodobało ci się wczoraj i chcesz go tam zapchać? - zapytała opryskliwie, bo dziwnie ją irytował. Chyba myślał, że po wczorajszym będzie mu teraz padać do stóp. Taki typ, a Maja nie znosiła takich typów.
Ku jej totalnemu poirytowaniu facet się uśmiechnął, a gdy drzwi się rozsunęły, wysiadł, przystanął na wprost Mai i obserwował ją do momentu, dopóki nie zniknęła za metalowymi drzwiami.
Dopiero wtedy dziewczyna wypuściła powietrze, które wstrzymywała od chwili, kiedy chłopak wszedł do windy. Czego od niej chciał i dlaczego tak bardzo był zainteresowany jej autem? Może chce je ode mnie odkupić?, pomyślała z niedowierzaniem.
Wysiadła na szóstym i czym prędzej pognała do swojego pokoju, żeby się przebrać. Jej zakupy na szczęście nie ucierpiały podczas tych szaleństw na deszczu, więc zaraz po tym, jak wysuszyła włosy, zabrała się do gotowania.
Gdy prawie kończyła kurczaka po chińsku, z sąsiedniego pokoju wyłonił się jej współlokator, Filip. Uśmiechnął się na przywitanie, a ona odpowiedziała mu tym samym. Chłopak był dość przystojny, ale w taki swojski sposób. Nie jak ten typ z windy. Polubiła Filipa od pierwszej chwili, przede wszystkim dlatego, że był bardzo sympatyczny i zabawny.
- Co tam masz dobrego? - zapytał, zaglądając jej przez ramię.
- Ej, gdzie się pakujesz? - Szturchnęła go łokciem w bok.
- Pięknie pachnie. - Zrobił oczy biednego szczeniaka, nie pierwszy zresztą raz, odkąd go poznała.
- Tak myślisz? - zaczęła się z nim droczyć. - Powiem ci, czy było też dobre. - Wzięła kęs.
Nagle Filip wyrwał jej z rąk widelec, nadział na niego duży kawałek kurczaka i zanim Maja zdołała zareagować, wsadził go sobie do ust.
- Już nie musisz. Stwierdzam, że jest zjadliwe. - Zaśmiał się, gdy trzepnęła go ręką po głowie.
Wzięła talerz i wzdychając ostentacyjnie, nałożyła chłopakowi sporą porcję. Nie mogła pokazać w akademiku, że lubiła gotować dla innych, bo to oznaczało zgubę. Lubiła też patrzeć, jak ktoś je przygotowane przez nią potrawy.
- Przecież ty mnie zrujnujesz. Chyba złożę podanie o przeniesienie - stwierdziła, wręczając chłopakowi talerz.
- Ej, ostatnio to ja zrobiłem schabowe - przypomniał jej.
Tak, to prawda, ale po tym, już trzykrotnie ją obżarł. Nie powiedziała jednak tego na głos, tylko pokręciła głową z dezaprobatą.
- Dobra, bo się zaraz udławię - wymamrotał. Jadł tak, jakby ktoś miał za chwilę wyrwać mu posiłek z gardła. - Jutro. Ty i ja. Pizza. Na mieście... - Każdy wyraz połykał tak jak jej kurczaka z makaronem sojowym.
- Żebyś wiedział - odpowiedziała, ale dopiero po chwili przyszła refleksja.
Czy on mnie zaprosił na randkę?, zastanowiła się przerażona. Nie chodziła już na randki. Nie chciała się z nikim wiązać. Pragnęła rozpocząć studia i zaznać wszystkich uroków mieszkania poza domem. Wyrwać się spod irytującej kurateli rodziców. Chciała poznawać nowe miejsca i ludzi, ale nie interesowały jej związki ani przypadkowe randki.
- To jesteśmy umówieni. - Filip uśmiechnął się do niej promiennie i czmychnął do swojego pokoju, pozostawiając ją z tym dylematem.
Cholera, że też musiałam się odezwać, pomyślała. Powinna się zastanowić, jak wybrnąć z tej sytuacji. Pomyśli o tym jutro.
Po godzinie wróciła Liza i też wyglądała jak zmokła kura. Weszły więc pod koc i włączyły sobie jakiś film. Oczywiście Eliza miała ochotę na komedię romantyczną, ale dla Majki byłaby to jedna wielka tortura, dlatego stanęło na horrorze o zombie.
Wieczorem Eliza zakomunikowała, że czas się szykować. Maja spojrzała na nią nieprzytomnie.
- Na co mam się szykować? - zapytała skonsternowana, odwijając się z koca.
- No jak to na co? - Przyjaciółka wyciągała z szafy jakieś ubrania. - Idziemy na imprezę dwa piętra niżej. - Podsunęła Mai pod oczy skrawek zielonego materiału. - Włóż to - poleciła.
- Chyba sobie żartujesz - zaczęła wpadać w lekką panikę. - Nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
- No przestań. Obiecałaś - oburzyła się Eliza, chociaż przecież Maja niczego jej nie obiecywała.
Po piętnastu minutach tej słownej przepychanki zgodziła się wybrać na imprezę i wytrzymać tam chociaż z pół godziny. Tak, pół godziny to nic wielkiego, myślała, gdy zamykały za sobą drzwi.
Wszystkie pokoje w akademikach wyglądały identycznie. Te same meble, ten sam rozkład pomieszczeń, taki sam bałagan. Aneks na czwartym piętrze prezentował się jednak wyjątkowo schludnie, mimo że zajmowali go sami faceci. Na miejscu zebrało się już kilkoro ludzi, których Maja nie kojarzyła nawet z widzenia.
W jej dłoni nagle znalazło się piwo, a wokoło rozbrzmiała muzyka. Po kilku łykach rozluźniła się trochę. Po opróżnieniu całej butelki stwierdziła, że przecież to kolejna okazja do kolekcjonowania przeżyć. Uśmiechała się szeroko i włączyła się nawet do kilku rozmów.
A jednak to potrafię, przyklasnęła sobie w myślach, czując lekkość w głowie.
- Tu jesteście. - Rozległo się za jej plecami.
Od razu rozpoznała głos Filipa. W jednej chwili wpadła w panikę, bo ten mógł wywlec przy ludziach jej nieopatrzną zgodę na wspólne wyjście na pizzę.
- Ładnie to nie informować swoich współlokatorów o imprezie? - zapytał z udawaną pretensją.
- Hej, mnie nie pytaj. Ja zostałam tu przyciągnięta siłą - zażartowała, czując na sobie jego wzrok.
Niebieskie oczy przewiercały ją na wylot. Ich barwa była tak intensywna, że to wręcz niewiarygodne. W przyrodzie nie istnieją tak niebieskie oczy, myślała Maja nieprzytomnie.
Po chwili dołączyła do nich Eliza i jakaś nieznajoma dziewczyna. Rozmawiali o tym i o tamtym, a Maja poczuła ulgę, bo wyglądało na to, że Filip albo zapomniał o ich jutrzejszym spotkaniu, albo sam chciał to na razie trzymać w tajemnicy. I dobrze. Gdy ona to odwoła, bo tak zamierzała zrobić, przynajmniej nie będzie mu przy innych głupio.
Minęło ustawowe pół godziny, ale Maja wcale nie miała ochoty wracać do pokoju. Zapatrzyła się w szybę w ciemnym kącie długiego korytarza. Sączyła drugie piwo i czuła spokój. Taki, jakiego już dawno nie zaznała.
Nagle odwróciła się gwałtownie i po raz drugi tego dnia napotkała te same ciemne oczy. Tym razem nie patrzyły na nią ze zdziwieniem czy strachem. W tym momencie ich właściciel wyglądał na zaintrygowanego. Poczuła kołatanie serca i fala gorąca zalała całe jej ciało.
To był bardzo niedobry znak. Bardzo niedobry. Facet oderwał się od jakiegoś towarzystwa i ruszył w jej kierunku, a ona zapragnęła jak najszybciej uciec. Zniknąć. Mimo to nie poruszyła się. Nie zwiała.
Wysoki, o szerokich i delikatnie umięśnionych ramionach. O ciemnych, lekko falujących włosach i brązowych oczach. O sprężystym i pewnym siebie kroku... Ten chłopak był wszystkim tym, czego chciała się pozbyć ze swojego życia. Miało pozostać w nim jedynie mnóstwo wspomnień, a z czasem nowych wrażeń. Nic poza tym. Żadnych romansów, żadnych motyli w brzuchu... a już na pewno nie takich jak te, które teraz poruszyły się w niej tak intensywnie, jakby dopiero co wyszły ze swoich kokonów.
- Mam kolegę - powiedział, gdy stanął tuż przy niej.
- Gratuluję - odpowiedziała kąśliwie.
Ku jej całkowitej irytacji chłopak zaśmiał się w głos.
- Boże, gdybyś nie była taka zabawna... - Nie dokończył tej błyskotliwej myśli, tylko pokręcił głową i wziął łyk piwa. - No więc mam kolegę... - zrobił wymowną pauzę, ale tym razem nie skomentowała tego - który mógłby cię podholować do mechanika - dokończył i ponownie się napił.
- Dzięki, ale chyba jednak go zepchnę do Wisły. - Uśmiechnęła się na tę myśl.
- Ale dlaczego? - zapytał szczerze zainteresowany. - Przecież to całkiem dobry samochód. - Zmarszczył ciemne brwi.
Stwierdziła, że jego brwi są idealne. Tak samo jak pięknie wykrojone usta, które wykrzywiał w szczerym uśmiechu. Na ten widok znowu oblało ją gorąco i prawie ugięły się pod nią kolana. Zdecydowanie to nie były dobre objawy... Chyba że to objawy grypy albo przeziębienie, pomyślała z nadzieją. Przecież strasznie przemokła.
- Bo zawsze chciałam to zrobić - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- Tak po prostu?
- Tak po prostu. - Uśmiechnęła się do niego.
Chłopak nie mógł oderwać oczu od jej ust, co tylko wzmocniło objawy jej... grypy.
- Okej - odezwał się wreszcie.
- Co okej? - zapytała rozkojarzona.
- Wezmę od kolegi auto, podholujemy twoją astrę gdzieś za miasto i zepchniemy ją do rzeki... Chociaż uważam, że to barbarzyństwo. - Ponownie napił się piwa.
Maja wpatrywała się w niego uważnie, bo nie do końca dowierzała, że ten obcy dla niej facet, którego imienia nawet nie poznała, tak normalnie w świecie proponuje jej pomoc w realizacji tego nietypowego pomysłu.
A może chce mnie w coś wrobić?, zastanowiła się.
- Dlaczego? - zapytała podchwytliwie, a wtedy na chwilę zastygł z butelką przy ustach, co było według niej dość podejrzane.
- Tak po prostu - odparł lekko.
Maja nie potrafiła się powstrzymać i szeroko się wyszczerzyła. Chwilę wpatrywali się w siebie i wcale nie było niezręcznie. Wprost przeciwnie - uznała to za naturalne i przyjemne.
Ten moment został przerwany przez pewną osobę. Maja kątem oka zobaczyła Filipa obserwującego ją i chłopaka, którego imienia jeszcze nie zdołała poznać.
Filip zmierzył jej towarzysza podejrzliwym wzrokiem, a potem przeniósł spojrzenie na nią i zapytał:
- To jutro jesteśmy umówieni? Tak na osiemnastą?
Słysząc to, dostała palpitacji serca i w tej chwili nie mogła zrobić nic innego, tylko bezmyślnie przytaknąć.
- To do jutra, o ile jeszcze dziś się nie zobaczymy. - Puścił do niej oko i ruszył schodami na górę.
Otworzyła szeroko usta, po czym je zamknęła i wzięła duży łyk piwa. No to się porobiło, pomyślała.
- Randka? - odezwał się jej nowy towarzysz.
Maja westchnęła głośno i ostentacyjnie.
- Na to wygląda. - Uniosła wysoko brwi.
- Kolega z pokoju obok? - drążył takim tonem, jakby pytał o pogodę lub ulubioną potrawę.
- Nom. - Odwróciła od niego wzrok, czując, jak palą ją policzki.
- Chcesz dobrej rady? - dodał, opierając się o wnękę okienną.
- Nie - rzuciła, na co parsknął.
- I tak ją dostaniesz - stwierdził wesoło. - Randki z człowiekiem, który mieszka zaraz za ścianą, to nie najlepszy pomysł - powiedział zdecydowanie i z pełną powagą.
- Tak? A jaka jest idealna odległość pomiędzy osobami chcącymi iść na randkę? - zapytała.
- Przynajmniej dwa piętra - odparł z rozbrajającą miną.
Po tych słowach odwrócił się i poszedł w stronę swojego pokoju, ale po chwili zatrzymał się i z powrotem podbiegł do niej truchtem.
- Jestem Kamil. - Wyciągnął rękę.
- Maja. - Odwzajemniła uścisk jego ciepłej dłoni.
- Maja - powiedział do siebie, po czym ruszył w stronę swojego pokoju.
Maja, lekko skołowana, poczłapała do siebie. Na chwilę o wszystkim zapomniała. Na moment zapomniała o tym, o czym powinna była cały czas pamiętać.