Wszystkiemu winni są twoi starzy. Jak zacząć żyć po swojemu - Urszula Struzikowska-Marynicz

Kup ebooka

49.99 zł
39.99 zł (22,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wprowadzenie

Co cię skło­niło do się­gnię­cia po tę książkę? Być może był to jej nieco pro­wo­ka­cyjny ty­tuł, za­chę­ca­jący do zaj­rze­nia za­równo do jej środka, jak i w swoje wła­sne wnę­trze. Być może była to re­ak­cja na słowa za­warte w ty­tule, które - jak za­klę­cie - za­my­kają cie­bie i twoje my­śli w prze­szło­ści. Być może ich brzmie­nie, pełne żalu, krzywdy i nie­prze­ba­cze­nia, sta­nie się po­cząt­kiem zmiany two­jego my­śle­nia o so­bie i o waż­nych dla cie­bie re­la­cjach, po­cząw­szy od od­czu­wa­nia za­leż­no­ści od in­nych, lęku, po­czu­cia nie­kom­pe­ten­cji, wa­dli­wo­ści czy wstydu, rosz­cze­nio­wo­ści, ob­wi­nia­nia sie­bie czy in­nych lu­dzi, two­jej zło­ści z po­wodu po­nie­sio­nych w re­la­cjach strat, aż do ak­cep­ta­cji, na­dziei, a na­wet po­trau­ma­tycz­nego wzro­stu w twoim ży­ciu. Tak, jest to moż­liwe, zu­peł­nie jak w zna­nym po­wie­dze­niu: "Co nas nie za­bije, to nas wzmocni".

Cho­ciaż na­sze re­la­cje z ro­dzi­cami, a zwłasz­cza z matką, od­dzia­łują w pew­nym stop­niu na na­sze przy­szłe, do­ro­słe więzi z in­nymi ludźmi, to jed­nak nie wszystko za­leży od ich cha­rak­teru. I to jest do­bra wia­do­mość dla cie­bie. Ce­lem tej książki jest po­ka­za­nie, co fak­tycz­nie ogra­ni­cza moż­li­wość uwol­nie­nia się od prze­szło­ści, w któ­rej fi­zycz­nie już dawno cię nie ma. W trak­cie lek­tury prze­ko­nasz się, że za­leży od cie­bie dużo wię­cej, niż ci się wy­daje. Od­kry­jesz rów­nież, że warto od­pu­ścić na­szym "sta­rym" i po­świę­cić nieco wię­cej uwagi so­bie sa­mym oraz temu, kim czu­jemy się dzi­siaj i gdzie chcemy być, i żyć z więk­szą na­dzieją, ze współ­czu­ciem, z tro­ską czy mi­ło­ścią. Książka ma także na celu zwró­cić twoją uwagę na ko­niecz­ność przej­ścia od czu­cia w so­bie straty, po­krzyw­dze­nia przez ro­dzi­ców i zło­ści wo­bec nich - "wi­no­waj­ców" - do do­strze­że­nia wpływu na swoje wła­sne ży­cie, prze­ję­cia za nie od­po­wie­dzial­no­ści oraz stwo­rze­nia w nim ta­kiej prze­strzeni, któ­rej być może za­bra­kło w re­la­cji z ro­dzi­cem w okre­sie two­jego dzie­ciń­stwa. W tej książce zde­cy­do­wa­nie nie bę­dzie ob­wi­nia­nia ro­dzi­ców i in­nych lu­dzi o to, jak i gdzie dziś ży­jesz, kim się czu­jesz i kim je­steś. Jej za­da­niem jest skło­nie­nie cię do uważ­no­ści i zro­zu­mie­nia, dla­czego tak jest, co się dzieje waż­nego dla cie­bie i in­nych lu­dzi, a także po­szu­ka­nia tego, co mo­żesz spró­bo­wać z tym zro­bić. Twoi ro­dzice za­pewne nie za­mie­rzali cię skrzyw­dzić. I cho­ciaż to oni od­gry­wają klu­czową rolę w wy­cho­wa­niu nas, a za­tem w na­szym ży­ciu i w po­sia­da­nym przez nas ob­ra­zie sie­bie, świata i swo­jego miej­sca w nim, to nie bę­dziemy ich ob­wi­niać. Za­trzy­maj się i spró­buj przez chwilę tego nie ro­bić. Po­sta­raj się zro­zu­mieć, w jaki spo­sób re­la­cja z two­imi ro­dzi­cami oraz okres dzie­ciń­stwa wpły­nęły na cie­bie i czego mo­żesz dziś po­trze­bo­wać. Spró­buj dać so­bie to, co było kie­dyś tak bar­dzo ci po­trzebne.

Nie oszu­kujmy się - ta książka nie za­stąpi ci psy­cho­te­ra­pii, ale może przy­go­to­wać pod nią grunt, uwraż­li­wić cię na to, co jest ważne, i skło­nić do pew­nych re­flek­sji. Czy­ta­jąc tę lek­turę, masz szansę za­uwa­żyć, jak wiele za­leży dzi­siaj w twoim ży­ciu od cie­bie. A za­leży dużo wię­cej niż w okre­sie two­jego dzie­ciń­stwa i ado­le­scen­cji. Książka może być wstę­pem do waż­nego roz­działu w twoim ży­ciu, któ­rym jest od­po­wie­dzial­ność za sie­bie i za swoje ży­cie zmie­rza­jące zde­cy­do­wa­nie ku przy­szło­ści. Jest to taka pół­pro­sta w kie­runku sie­bie i roz­woju oso­bi­stego, pro­wa­dząca do tego, co nie­gdyś nie­utu­lone, nie­uko­ły­sane, nie­upra­wo­moc­nione, ale dziś moż­liwe do opa­trze­nia przez wła­sną tro­skę, uważ­ność, czu­łość, życz­li­wość, mi­łość, wła­sne bez­pie­czeń­stwo i zdro­wie - dzięki wzię­ciu od­po­wie­dzial­no­ści za sie­bie. Kie­dyś, gdy po­ja­wi­łeś się na świe­cie, wszystko za­le­żało od two­ich ro­dzi­ców i opie­ku­nów. Nie mo­głeś za­dbać o sie­bie, cho­ciaż być może nie­jed­no­krot­nie tego od cie­bie wy­ma­gano. Być może wiele razy o tym ma­rzy­łeś, pró­bo­wa­łeś i two­rzy­łeś stra­te­gie.

Praw­do­po­dob­nie nie ist­nieje do­sta­tecz­nie wy­czer­pu­jący po­rad­nik uczący spo­so­bów na­wią­zy­wa­nia i pod­trzy­my­wa­nia re­la­cji. Za­leżą one od na­szych po­trzeb, za­so­bów we­wnętrz­nych i re­la­cyj­nych, hi­sto­rii, jaką w so­bie no­simy, moż­li­wo­ści i ogra­ni­czeń, sensu, jaki na­da­jemy róż­nym zda­rze­niom w na­szym ży­ciu, go­to­wo­ści na au­ten­tyczne spo­tka­nie z dru­gim czło­wie­kiem, oparte bar­dziej na cie­ka­wo­ści niż kry­tyce i przy­mu­sie zmian. Za­leży to także od na­szej oso­bo­wo­ści, na­szych war­to­ści, pra­gnień i mo­ty­wa­cji. Warto przyj­rzeć się im oraz spo­so­bom, w ja­kie za­spo­ka­ja­li­śmy do­tych­czas na­sze po­trzeby. W re­la­cjach ważne są rów­nież gra­nice, za­ufa­nie, na­dzieje oraz zwra­ca­nie uwagi na ich dy­na­mikę. Po­ja­wia się w nich czę­sto czyn­nik, na który nie mamy wpływu, mo­gący utrud­niać lub za­ska­ki­wać nas moż­li­wo­ściami nie­kiedy nie­do­strze­ga­nymi przez nas od razu.

Nie­rzadko chcemy, aby nasi ro­dzice od­po­wia­dali ich ob­ra­zowi w na­szej wy­obraźni, w któ­rej nie za­wsze są ko­cha­jący, cie­pli i tro­skliwi. Cza­sami po­trze­bu­jemy wi­dzieć ich w spo­sób, dzięki któ­remu ła­twiej jest nam się od nich od­su­nąć, zło­ścić na nich, aby pró­bo­wać się chro­nić po­przez pod­kre­śla­nie swo­ich ran i pre­ten­sji. Warto ure­al­nić osobę, jaką jest twój ro­dzic, czyli spoj­rzeć na nią w spo­sób ca­ło­ściowy, zło­żony z ja­snych i ciem­nych stron, za­so­bów i strat, do­strze­ga­jąc, kim jest i jaka jest hi­sto­ria ko­goś, od kogo po­cho­dzisz. Jest to pro­ces wią­żący się m.in. z opła­ka­niem i po­że­gna­niem tego, kim ro­dzic mógł dla cie­bie być, a kim ni­gdy nie był, ale także z ak­cep­ta­cją tego, kim jest w rze­czy­wi­sto­ści oraz co z tego może dziś wy­ni­kać dla cie­bie.

Po­ru­szone w tej książce te­maty warto roz­wa­żyć i zgłę­bić w so­bie, po­nie­waż nie­rzadko ko­re­spon­dują one z tre­ścią za­rzu­tów, wy­rzu­tów i oskar­żeń, za po­mocą któ­rych w swoim do­ro­słym ży­ciu kur­czowo trzy­mamy się prze­szło­ści oraz na­szych ro­dzi­ców. Dzięki więk­szej zna­jo­mo­ści sie­bie, wła­snych sche­ma­tów, no­szo­nych ran, nar­ra­cji oraz prze­ka­zów trans­ge­ne­ra­cyj­nych w na­szych ro­dzi­nach i ich hi­sto­rii mo­żemy le­piej zro­zu­mieć, dla­czego tak trudno jest nam po­go­dzić się z prze­szło­ścią, i wy­ba­czyć ro­dzi­com, so­bie sa­mym, wła­snym dzie­ciom, wziąć od­po­wie­dzial­ność za sie­bie, za­miast na­rze­kać i od­dać wła­dzę nad nami po­przed­nim po­ko­le­niom, rzu­ca­nym przez nie za­klę­ciom i two­rzo­nym mi­tom, któ­rym być może wciąż ule­gamy.

Dla­czego zro­zu­mie­nie swo­ich do­świad­czeń z dzie­ciń­stwa oraz re­la­cji z ro­dzi­cami jest ważne? Po­nie­waż czło­wiek uczy się wła­śnie na swo­ich do­świad­cze­niach. Są one spi­żar­nią ludz­kiej wie­dzy. Dla­czego nie skarb­nicą? Bo nie wszyst­kie na­sze do­świad­cze­nia są na wagę złota. Nie­które z tych do­świad­czeń z cza­sem ule­gają prze­ter­mi­no­wa­niu - kie­dyś nie­zbędne, dzi­siaj bar­dziej prze­szka­dzają, niż nam służą. Dla­tego w tej spi­żarni warto jest nieco po­sprzą­tać, do­strze­ga­jąc wła­sne sche­maty i uwal­nia­jąc się od nich, od­dzie­la­jąc to, co kie­dyś miało nam po­móc, ale dziś jest prze­ter­mi­no­wane i nie­po­trzebne, czyli sche­maty.

W pro­ce­sie sta­wa­nia się sobą nie spo­sób po­mi­nąć okresu dzie­ciń­stwa. Na­sze ży­cie nie za­czyna się w dniu osią­gnię­cia peł­no­let­nio­ści, ale z chwilą po­czę­cia, a to, co bę­dzie na nie wpły­wało, działa na na­szą przy­szłość jesz­cze wcze­śniej - w na­szej kul­tu­rze, ro­dzi­nie, w któ­rej się po­ja­wiamy, oraz w hi­sto­rii jej po­ko­leń. Zro­zu­mie­nie do­świad­czeń z pierw­szych lat ży­cia może po­móc nam po­jąć m.in. dla­czego dzi­siaj po­strze­gamy sie­bie i in­nych w okre­ślony spo­sób, jak prze­bie­gają na­sze kon­flikty czy przy­jaź­nie oraz w jaki spo­sób ra­dzimy so­bie ze stre­sem, z suk­ce­sami czy nie­po­wo­dze­niami.

W swo­jej prak­tyce za­wo­do­wej spo­ty­kam się z róż­nymi ludźmi, z ich nar­ra­cjami, opo­wie­ściami, sche­ma­tami, me­cha­ni­zmami, trud­no­ściami, na­dzie­jami, dy­le­ma­tami, po­trze­bami. Bar­dzo czę­sto wi­dzę u nich trud­no­ści oraz po­trzeby w za­kre­sie bu­do­wa­nia i prze­ży­wa­nia bli­sko­ści, to jest lęk przed wchło­nię­ciem w bli­skiej re­la­cji, obawę przed do­świad­cze­niem nad­uży­cia przez bli­skie osoby lub do­pusz­cze­nia się go, a także strach przed od­rzu­ce­niem, unie­waż­nie­niem czy uzna­niem przez ko­goś za nie­war­tym bli­sko­ści i mi­ło­ści. Przy­znam, że mimo do­świad­cze­nia za­wo­do­wego oraz wła­snej psy­cho­te­ra­pii, którą sama chcia­łam i mu­sia­łam pod­jąć, aby móc po­ma­gać in­nym lu­dziom - wciąż trudno mi słu­chać, gdy wie­lo­krot­nie go­ście mo­jego ga­bi­netu chcą za­słu­gi­wać na sza­cu­nek, ak­cep­ta­cję, mi­łość, ale oba­wiają się, że są "nie­wy­star­cza­jący". W tym miej­scu za­zna­czę to bar­dzo wy­raź­nie: te do­bra nie są czymś, na co trzeba za­słu­żyć, one każ­demu czło­wie­kowi po pro­stu się na­leżą, są czymś oczy­wi­stym, i je­śli ty także czu­jesz, że mu­sisz za­słu­gi­wać na mi­łość swo­jego ro­dzica, part­nera, part­nerki czy dziecka albo też oni po­winni za­słu­żyć, aby otrzy­mać ją od cie­bie, wiedz, że je­steś w błę­dzie, który twoją re­la­cję z tymi ludźmi oraz z sa­mym sobą może słono kosz­to­wać.

Dla­czego psy­cho­log/psy­cho­te­ra­peuta pod­czas te­ra­pii za­wsze pyta o na­sze dzie­ciń­stwo i na­wią­zuje do niego? Dzieje się tak, po­nie­waż to w dzie­ciń­stwie po­wstaje naj­wię­cej sche­ma­tów, czyli uprosz­czo­nych wzor­ców na­szych obec­nych po­staw. To nie tylko okres na­szej wraż­li­wej za­leż­no­ści od in­nych lu­dzi, ale także czas, gdy bez udziału więk­szej czę­ści świa­do­mo­ści po­wstają pierw­sze wzorce na­szych po­staw, a za­tem prze­ko­nań, spo­so­bów prze­ży­wa­nia tego, co jest i co sta­nie się dla nas ważne. To wła­śnie wtedy ro­dzina prze­ka­zuje nam dużą dawkę in­for­ma­cji o świe­cie oraz jego in­ter­pre­ta­cję, o spo­so­bie re­ago­wa­nia na niego i opo­wie­ści na ten te­mat. Cza­sem te hi­sto­rie, bę­dące in­struk­ta­żami, przy­po­mi­nają ba­śnie czy thril­lery, w które uwie­rzy­li­śmy i za­war­tymi w nich kry­te­riami na­uczy­li­śmy się po­strze­gać świat. Za­bie­ramy je ze sobą w przy­szłość, czy­niąc z owej za­po­ży­czo­nej wie­dzy wła­sne na­rzę­dzie optyki świata. Dzieje się tak, po­nie­waż kiedy po­ja­wiamy się na świe­cie, je­ste­śmy nie­świa­domi jego ist­nie­nia. Nie po­sia­damy wła­snych do­świad­czeń i wnio­sków, z któ­rych mo­gli­by­śmy czer­pać, aby się w nim od­na­leźć, a tego wła­śnie po­trze­bu­jemy, by prze­trwać i się roz­wi­jać. Dla­tego też czer­piemy wie­dzę o so­bie i o świe­cie, jak rów­nież o re­la­cjach wy­stę­pu­ją­cych w nim, ob­ser­wu­jąc i na­śla­du­jąc na­szych ro­dzi­ców czy opie­ku­nów oraz przyj­mu­jąc ich do­świad­cze­nia jako wie­dzę na te­mat tego, co mo­głoby wy­da­rzyć się w na­szej przy­szło­ści. Uczymy się pa­trzeć na świat ich oczami i in­ter­na­li­zu­jemy ten ob­raz, trak­tu­jąc go jak wła­sny. Ro­biąc to na co dzień i bez­wied­nie, zauto­ma­ty­zo­wa­li­śmy ten pro­ces na tyle, że zna­ko­mita więk­szość z nas nie za­uwa­żyła, kiedy stał się on już dla nas normą.

Po­zo­staje więc za­dać so­bie py­ta­nie o to, skąd coś wiemy. Na ile po­sia­dany przez nas ob­raz świata i na­szego miej­sca w nim na­leży rze­czy­wi­ście do nas, a jaką czę­ścią tego ob­razu jest to, co po­ży­czamy z re­la­cji z ro­dzi­cem? Kiedy po raz pierw­szy się prze­wra­camy, wy­cho­dzimy do przed­szkola, pod­cho­dzimy do nie­zna­jo­mego psa, kiedy do­sta­jemy w szkole pierw­szą je­dynkę czy uma­wiamy się na pierw­szą randkę, po­trze­bu­jemy wie­dzieć, jak mo­żemy za­re­ago­wać, co się może wy­da­rzyć, z któ­rego re­per­tu­aru opcji na­leży czer­pać. Skąd mamy wie­dzieć coś o re­la­cjach, skoro poza tymi ro­dzin­nymi nie mie­li­śmy żad­nych? Wie­dzę czer­piemy z do­świad­czeń na­szych bli­skich, które stają się rów­nież na­szymi. Po­ży­czamy ich opo­wieść o świe­cie oraz o tym, co może się w nim wy­da­rzyć, bez­wied­nie wpla­ta­jąc te in­for­ma­cje do wła­snej nar­ra­cji, która już wów­czas przez nas pi­sana prze­bie­gała jesz­cze bez udziału na­szej świa­do­mo­ści tego pro­cesu. Z cza­sem cu­dza opo­wieść staje się na­szą wła­sną.

Gdy je­ste­śmy ma­łymi dziećmi, nie­sa­mo­dziel­nymi, przez co ab­so­lut­nie za­leż­nymi od opieki matki, to ona wy­peł­nia nam nasz ob­raz świata, a za­ra­zem staje się dla nas ca­łym świa­tem. To, co zo­ba­czymy w jej oczach, po­zo­sta­nie rów­nież w ob­ra­zie nas sa­mych - czy pa­trzy ona na nas uważ­nie, z tro­ską, mi­ło­ścią, czy też jej wzrok jest pu­sty, nie­obecny, nie­skon­cen­tro­wany na na­szych po­trze­bach. To w po­staci matki prze­glą­damy się, bę­dąc dziećmi, ni­czym w lu­strze. Je­śli nie czu­jemy w kon­tak­cie z nią sie­bie, swo­jej wy­jąt­ko­wo­ści, in­dy­wi­du­al­no­ści, war­to­ści wi­docz­nej dla niej, na­sza war­tość prze­staje być wi­doczna rów­nież dla nas sa­mych. Je­śli matka igno­ruje na­sze po­trzeby, przyj­mu­jemy, że one nie są ważne i unie­waż­niamy je wów­czas rów­nież my sami, co nie ozna­cza, że te po­trzeby zni­kają - one tylko zni­kają nam z oczu. Matka jest za­tem punk­tem od­nie­sie­nia dla nas sa­mych, za­nim nie do­ko­namy pro­cesu se­pa­ra­cji - in­dy­wi­du­acji - od niej oraz je­śli ten pro­ces prze­bie­gnie dla nas po­myśl­nie. Po okre­sie sym­bio­tycz­nej re­la­cji z matką służy on stop­nio­wemu zy­ski­wa­niu przez dziecko świa­do­mo­ści by­cia kimś od niej nie­za­leż­nym, co pro­wa­dzi do wy­kształ­ce­nia po­czu­cia in­dy­wi­du­al­no­ści, wy­od­ręb­nia­jąc przez dziecko wła­sne ja w re­la­cji z matką. Faza ta sta­nowi punkt wyj­ścia dla przy­szłych na­szych re­la­cji i po­ja­wia się od około szó­stego mie­siąca ży­cia.

In­nym waż­nym aspek­tem jest rów­nież to, że wszy­scy po­sia­damy na­tu­ralną po­trzebę po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa, przy­na­leż­no­ści, ak­cep­ta­cji, mi­ło­ści, sza­cunku itp. Pierw­szą prze­strze­nią, w któ­rej te po­trzeby pró­bu­jemy re­ali­zo­wać, jest wła­śnie na­sza naj­bliż­sza ro­dzina - po raz pierw­szy dzieje się to w okre­sie dzie­ciń­stwa. Je­śli nie otrzy­my­wa­li­śmy ich bez­wa­run­kowo jako dzieci, na­uczy­li­śmy się do­sto­so­wy­wać do róż­nych za­sad i wa­run­ków pa­nu­ją­cych w ro­dzi­nie, roz­wi­ja­jąc stra­te­gie pro­wa­dzące nas do za­spo­ko­je­nia po­trzeby bli­sko­ści czy mi­ło­ści. Skrypty tych stra­te­gii mogą wciąż w nas drze­mać, sto­so­wane z po­zy­cji dziecka w do­ro­słym już ży­ciu, co może być pro­ble­ma­tyczne za­równo dla nas, jak i dla osób, z któ­rymi wcho­dzimy w bli­skie re­la­cje.

Po­ni­żej znaj­dziesz kilka przy­kła­do­wych (bo niewy­czer­pa­nych) py­tań na­wią­zu­ją­cych do two­ich do­świad­czeń z dzie­ciń­stwa, które w do­ro­słym ży­ciu mają duże zna­cze­nie. Po­sta­raj się na nie od­po­wie­dzieć i za­no­tuj, co za­uwa­żasz:

Co czuję, kiedy my­ślę "moje dzie­ciń­stwo"? Co łą­czy moją matkę / mo­jego ojca z moją part­nerką / moim part­ne­rem? Co w so­bie wi­dzę z mo­jego ro­dzica? W czym i z ja­kiego po­wodu za­mie­rzam być lep­szy od mo­ich ro­dzi­ców, a w czym, jak są­dzę, ni­gdy im nie do­rów­nam? Co czuję, kiedy my­ślę, że je­stem od­ręb­nym czło­wie­kiem od mo­ich ro­dzi­ców? Czy w re­la­cji z mo­imi ro­dzi­cami mam po­czu­cie krzywdy, winy, zo­bo­wią­za­nia, nie­wdzięcz­no­ści, zło­ści, na­pię­cia itp.? Co czuję? Ja­kie mam wspo­mnie­nie o tym, kiedy po­czu­łem to po raz pierw­szy wo­bec nich, i czy wiem, z ja­kiego po­wodu? Czy sta­wiam gra­nice? I co wtedy czuję? A co czuję, gdy ktoś sta­wia te gra­nice wo­bec mnie? Czy czę­ściej sta­wiam gra­nicę so­bie, czy in­nym? Gdzie leży śro­dek cięż­ko­ści mo­jego po­czu­cia wpływu na to, co się dzieje - po mo­jej czy cu­dzej stro­nie? Ja­kie uczu­cia i sko­ja­rze­nia bu­dzi we mnie słowo "odpo­wie­dzial­ność"? Czy po­tra­fię do­strzec róż­nicę mię­dzy winą a od­po­wie­dzial­no­ścią? Je­śli tak, to na czym ona po­lega? Czy mam po­czu­cie, że na mi­łość, sza­cu­nek lub ak­cep­ta­cję in­nych osób mu­szę so­bie za­słu­żyć albo też inni lu­dzie mu­szą na nie za­słu­żyć u mnie?

Ob­ser­wu­jąc zwią­zek two­ich ro­dzi­ców, za­pewne w two­jej gło­wie po­wstał już ja­kiś ob­raz tego, jak mogą czy po­winny wy­glą­dać re­la­cje. No wła­śnie, skąd wiesz, jak po­winno być i z ja­kiego po­wodu wła­śnie tak, a nie ina­czej? Co czu­jesz, kiedy my­ślisz o in­nych moż­li­wo­ściach? Od­po­wiedz na te kilka przy­kła­do­wych py­tań. Zwróć uwagę na swoje od­po­wie­dzi, a po­tem spy­taj sie­bie o to, jak od­po­wie­dzie­liby na te py­ta­nia twoi ro­dzice, a naj­le­piej po pro­stu za­daj im je i po­słu­chaj ich od­po­wie­dzi:

Czy za­uwa­żasz po­do­bień­stwo mię­dzy związ­kiem swo­ich ro­dzi­ców a two­imi obec­nymi re­la­cjami ro­man­tycz­nymi? Czy sek­su­al­ność jest do­bra, czy zła i skąd to wiesz? Czy zwią­zek to obo­wiązki, sa­mo­po­świę­ce­nie, po­win­no­ści, a może także przy­wi­leje, współ­praca, mi­łość, wza­jem­ność i wspar­cie? Zwią­zek ogra­ni­cza czy wspiera, roz­wija? Zwią­zek wy­maga po­świę­ceń, po­chła­nia, czy może ma w so­bie także inne prze­strze­nie: na to, co wspólne i od­rębne dla każ­dej z osób, która ten zwią­zek two­rzy? Czy w związku mówi się o uczu­ciach, pra­gnie­niach, fan­ta­zjach i ocze­ki­wa­niach, czy może uczuć na­leży się do­my­ślać? A może wszystko po­winno być ja­sne? Albo może w związku uczu­cia wcale nie są naj­waż­niej­sze, a li­czy się prag­ma­tyzm i sta­bi­li­za­cja?

Ja­kie ko­rzy­ści może przy­nieść ci prze­czy­ta­nie tej książki?

Uświa­do­mie­nie so­bie swo­ich pra­gnień, uczuć, po­trzeb, war­to­ści, mo­ty­wa­cji. Przy­go­to­wa­nie gruntu pod wła­sną in­dy­wi­du­alną psy­cho­te­ra­pię. Zbu­do­wa­nie świa­do­mo­ści tego, że czy­jeś po­czu­cie winy lub krzywdy nie jest ci wcale po­trzebne, bo za­ko­twi­cza cię w prze­szło­ści, z którą nie­rzadko masz po­trzebę się roz­li­czyć lub ochotę osta­tecz­nie się od niej uwol­nić. Stwo­rze­nie prze­strzeni w so­bie oraz szansy na prze­ba­cze­nie ro­dzi­cowi oraz so­bie. Za­uwa­że­nie, że w re­la­cji z dru­gim czło­wie­kiem mo­żesz uty­kać na od­cinku za­wie­ra­ją­cym po­czu­cie krzywdy i winy, a to ro­dzi po­kusę po­słu­gi­wa­nia się znie­kształ­ce­niem po­znaw­czym, ja­kim jest my­śle­nie czarno-białe. Spoj­rze­nie na two­jego ro­dzica z do­ro­słej per­spek­tywy, a nie je­dy­nie oczami dziecka, w czym bar­dzo czę­sto za­trzy­mu­jemy się na lata w do­ro­słym ży­ciu. Je­ste­śmy dziećmi na­szych ro­dzi­ców, ale już do­ro­słymi, więc mo­żemy już znacz­nie wię­cej niż wów­czas, gdy by­li­śmy w dzie­ciń­stwie za­leżni od tego, kim oni byli, jak so­bie ra­dzili i z czym sami się mie­rzyli. Otrzy­masz kilka ćwi­czeń i pod­po­wie­dzi, za któ­rych po­mocą praw­do­po­dob­nie po raz pierw­szy spoj­rzysz na swoje po­trzeby w inny spo­sób, dzięki czemu może zde­cy­du­jesz się kie­dyś po­pra­co­wać nad nimi ze swoim psy­cho­te­ra­peutą. Ogra­ni­cze­nie po­czu­cia krzywdy i ob­wi­nia­nia ro­dzi­ców, które ko­twi­czy cię w prze­szło­ści oraz wpływa na twoje obecne re­la­cje z ro­dzi­cami. Moż­li­wość prze­ży­cia ża­łoby po re­la­cji z ro­dzi­cem, z któ­rym kon­takt zo­stał utra­cony lub za­koń­czony z in­nego po­wodu, a także szansa na prze­ży­cie ża­łoby an­ty­cy­po­wa­nej po utra­cie tego ro­dzica, któ­rego chcie­li­śmy mieć czy wi­dzie­li­śmy w na­szym, ale on nim ni­gdy nie był. Wgląd w to, co jest dla cie­bie ważne i co może być po­cząt­kiem two­jej pracy nad sobą, je­śli się na taką zde­cy­du­jesz. Po­ko­na­nie drogi od po­czu­cia krzywdy i winy do po­czu­cia od­po­wie­dzial­no­ści, spraw­czo­ści oraz od­zy­ska­nia rów­no­wagi i spo­koju. Zro­zu­mie­nie swo­jego ro­dzica, ure­al­nie­nie jego ob­razu, po­zna­nie hi­sto­rii wła­snej ro­dziny i prze­kazu, który w niej do­mi­no­wał. Usły­sze­nie cha­rak­teru swo­jej opo­wie­ści o ży­ciu, ro­dzi­nie i o to­bie - jak o nich opo­wia­dasz, tak bę­dziesz o nich pa­mię­tać. Po­zna­nie róż­nych czę­ści sie­bie oraz ich roli i za­dań w twoim ży­ciu. Przyj­rze­nie się swoim obec­nym re­la­cjom i ich związ­kowi z two­imi czę­ściami sie­bie, które miały po­czą­tek w dzie­ciń­stwie. Od­pusz­cze­nie ro­dzi­com i so­bie, ko­nieczne dla sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej po­dróży w przy­szłość, którą jest twój roz­wój i twoja od­po­wie­dzial­ność za sie­bie.

Czy­ta­jąc tę książkę, mo­żesz so­bie od­po­wie­dzieć na wiele py­tań. Jak długo w do­ro­słym ży­ciu za­mie­rzasz pa­trzeć na swo­ich ro­dzi­ców je­dy­nie oczami dziecka? Czy po­tra­fisz do­strzec w nich ich wła­sne dzie­ciń­stwo, sche­maty, hi­sto­rię i ro­dzinne prze­kazy? Czy kiedy sta­jesz się ro­dzi­cem, za­mie­rzasz skrzyw­dzić swoje dziecko, czy też po­stę­pu­jesz zgod­nie z tym, w co wie­rzysz, po­tra­fisz, co wy­daje ci się na­tu­ralne i słuszne? Jak nie być za­kład­ni­kiem prze­szło­ści? Jak opła­kać straty i rany oraz uczy­nić je swo­imi za­so­bami, wy­ko­rzy­stu­jąc je do wzro­stu i siły? Jak ure­al­nić swo­jego ro­dzica, do­strze­ga­jąc w nim czło­wieka, któ­rego nie­kiedy nie znamy z in­nej roli niż ta, która nas z nim po­łą­czyła?

Za­czy­najmy!

Rozdział 1

Relacja rodzic-dziecko, czyli kochasz tak, jak kochano ciebie

W tym roz­dziale zro­zu­miesz, czym jest przy­wią­za­nie i ja­kie są jego style oraz czym są za­cho­wa­nia przy­wią­za­niowe, we­wnętrzne mo­dele ope­ra­cyjne. Dzięki temu bę­dziesz mieć szansę na zi­den­ty­fi­ko­wa­nie wła­snego stylu przy­wią­za­nia oraz zro­zu­mie­nie jego wpływu na twoje re­la­cje z in­nymi ludźmi w do­ro­słym ży­ciu. Po­nie­waż "do­ro­słe" nie ozna­cza "doj­rzałe", warto pod­jąć próbę pracy nad spo­so­bem po­strze­ga­nia i bu­do­wa­nia więzi z waż­nymi dla cie­bie oso­bami - tym ra­zem sa­mo­dziel­nie i świa­do­mie.

John Bowlby, bry­tyj­ski psy­chia­tra i psy­cho­ana­li­tyk, przez lata przy­glą­dał się wła­snym do­świad­cze­niom za­wo­do­wym oraz wy­ni­kom ba­dań prze­pro­wa­dza­nych w la­tach 40. i 50. XX wieku w Sta­nach Zjed­no­czo­nych oraz Eu­ro­pie. Ba­da­nia te do­ty­czyły ne­ga­tyw­nego wpływu na roz­wój ma­łego dziecka, które stra­ciło opiekę swo­jej matki. Ist­nieje wiele po­wo­dów roz­łąki matki i dziecka, np. dłu­go­trwałe prze­by­wa­nie jed­nego z nich w szpi­talu, czę­ste zmiany osoby po­dej­mu­ją­cej się za­stęp­czej opieki, śmierć matki lub od­rzu­ce­nie przez nią itp. Bowlby za­uwa­żył tę za­leż­ność i na jej pod­sta­wie stwo­rzył teo­rię przy­wią­za­nia. Pod­su­mo­wał w niej to, co dzieje się z dziec­kiem, które stra­ciło opiekę ze strony matki. Oka­zuje się, że dziecko, które do­świad­czało utraty osób peł­nią­cych rolę matki, ob­da­rzane przez nie za­ufa­niem i za­spo­ka­ja­jące jego po­trzebę bli­sko­ści, bę­dzie co­raz mniej przy­wią­zy­wać się do osób spra­wu­ją­cych nad nim opiekę, a z cza­sem na­wet prze­sta­nie przy­wią­zy­wać się do ko­go­kol­wiek, stop­niowo re­zy­gnu­jąc z na­wią­zy­wa­nia re­la­cji[1].

Jesz­cze inne ba­da­nia, au­tor­stwa Harry'ego Har­lowa, rów­nież do­star­czyły in­for­ma­cji na te­mat przy­wią­za­nia. Wy­ka­zano w nich m.in., że przy­tu­la­nie i kon­takt fi­zyczny dziecka z matką od­gry­wają klu­czową rolę w po­wsta­wa­niu przy­wią­za­nia. Jak to zba­dano? Har­low prze­pro­wa­dził eks­pe­ry­ment z ma­łymi mał­pami z ga­tunku re­zus (ma­kak kró­lew­ski). Małpki od­dzie­lono od ma­tek i dano im dwa ro­dzaje ku­kieł. Pierw­sza z nich była wy­ko­nana z drutu i miała przy­mo­co­waną bu­telkę z mle­kiem. Druga była po­kryta wło­cha­tym i mięk­kim ma­te­ria­łem. Zgad­nij, którą ku­kłę pre­fe­ro­wały małe małpy? Oczy­wi­ście miękką i wło­chatą. To do niej przy­tu­lały się przez kil­ka­na­ście go­dzin dzien­nie, zu­peł­nie tak, jak małpki spę­dzają czas w kon­tak­cie z praw­dziwą matką. Dla po­rów­na­nia średni czas spę­dza­nia tych zwie­rząt z dru­cianą "matką", która ofe­ro­wała je­dy­nie bu­telkę z mle­kiem, wy­no­sił około go­dziny, mimo że małpki otrzy­my­wały od niej po­karm.

Ba­da­nia te wy­ka­zały, że to nie do­star­cza­nie po­ży­wie­nia po­zwa­lało małp­kom przy­wią­zać się do ku­kły, ale moż­li­wość wtu­la­nia się w nią i ogrza­nia. Jak można za­tem za­uwa­żyć, nie sama opieka nad dziec­kiem, po­le­ga­jąca na kar­mie­niu, prze­wi­ja­niu, da­wa­niu kre­dek czy kie­szon­ko­wego, bu­duje re­la­cję przy­wią­za­nia dziecka do ro­dzica. Są oczy­wi­ście rów­nież tacy ro­dzice, któ­rzy swoją re­la­cję z dziec­kiem spro­wa­dzają głów­nie do tech­niczno-ob­słu­go­wych czyn­no­ści. Jed­nak ilość opieki i jej po­wierz­chow­ność nie sta­no­wią o ja­ko­ści re­la­cji przy­wią­za­nia, do któ­rej nie­zbędne są czu­łość, uważ­ność, tro­ska, kon­takt emo­cjo­nalny matki z dziec­kiem. Tego nie da się po pro­stu pod­ro­bić ani odło­żyć na póź­niej. Za­tem czym jest przy­wią­za­nie i jak mo­żesz je ro­zu­mieć?

Przy­wią­za­nie, ina­czej więź przy­wią­za­nia, to taki stan emo­cjo­nalny, w któ­rym od­czu­wasz silną po­trzebę i ten­den­cję do po­szu­ki­wa­nia bli­sko­ści z inną, kon­kretną osobą, zwłasz­cza wtedy, gdy jest ci trudno, prze­ży­wasz stres, masz różne wy­zwa­nia, po­trzebę wspar­cia, czy czu­jesz za­gro­że­nie[2].

Więź przy­wią­za­nia jest jed­nak nie­za­leżna od sy­tu­acji, w któ­rej ją czu­jesz - mo­żesz więc być przy­wią­za­nym do osoby, któ­rej obok cie­bie od dłuż­szego czasu nie ma, oraz w sy­tu­acji, gdy nie­ko­niecz­nie po­trze­bu­jesz jej wspar­cia czy kon­taktu z nią. Za­tem mó­wimy, że przy­wią­za­nie jest nie­za­leżne od chwi­lo­wej sy­tu­acji, jest czymś o wiele więk­szym i z cza­sem ulega po­wol­nym zmia­nom[3].

Z przy­wią­za­niem zwią­zane są okre­ślone za­cho­wa­nia, przez które ro­zu­mieć na­leży te po­dej­mo­wane przez cie­bie w sy­tu­acji prze­ży­wa­nych trud­no­ści, stresu czy za­gro­że­nia w celu zna­le­zie­nia bli­sko­ści z kon­kretną, ważną dla cie­bie osobą (na­zy­wamy ją po­sta­cią przy­wią­za­nia), od któ­rej ocze­ku­jesz wspar­cia, ochrony, po­cie­chy i uko­je­nia swo­ich emo­cji.

Ko­lej­nym bar­dzo waż­nym za­gad­nie­niem zwią­za­nym z przy­wią­za­niem są we­wnętrzne mo­dele ope­ra­cyjne. Od­po­wia­dają one za funk­cjo­no­wa­nie przy­wią­za­nia. Skła­dają się na nie struk­tury po­znaw­cze (tzw. re­pre­zen­ta­cje umy­słowe: wy­obra­że­nia, prze­ko­na­nia, wie­dza) i afek­tywne (uczu­cia, emo­cje, spo­sób prze­ży­wa­nia).

Z po­wyż­szym wiąże się nie tylko tzw. po­stać przy­wią­za­nia (czyli to, jak po­strze­gasz swo­jego ro­dzica i prze­ży­wasz re­la­cję z nim), ale także twój oso­bi­sty mo­del świata i lu­dzi (czyli to, jak po­strze­gasz i prze­ży­wasz świat ze­wnętrzny i re­la­cje z in­nymi oso­bami) oraz to, jaką wie­dzę i wy­obra­że­nia po­sia­dasz na wła­sny te­mat. Taki mo­del ope­ra­cyjny waż­nej dla cie­bie osoby, do któ­rej czu­jesz przy­wią­za­nie, za­wiera w so­bie twoje prze­ko­na­nia na te­mat tego, jaka ona jest, kim (we­dług cie­bie) jest, gdzie mo­żesz ją zna­leźć oraz w jaki spo­sób za­re­aguje na twoją po­trzebę wspar­cia, bli­sko­ści, uko­je­nia czy ochrony. Mo­del ja za­wiera twoje prze­ko­na­nia na te­mat swo­jej osoby. Sta­nowi ob­raz sie­bie na­ma­lo­wany przez cie­bie na płót­nie two­jej po­trzeby więzi, mi­ło­ści, bli­sko­ści i po­ka­zuje twoje zda­nie na te­mat tego, ile je­steś wart ak­cep­ta­cji, mi­ło­ści, bli­sko­ści, po­mocy[4]. Taki ob­raz ja po­wstaje w wy­niku two­ich pierw­szych i naj­waż­niej­szych in­te­rak­cji - w re­la­cji z twoją matką. Je­śli ta była chłodna, nie re­ago­wała na twoje po­trzeby i sy­gnały (płacz, krzyk, wy­cią­ga­nie rą­czek), w twoim świe­żym i złak­nio­nym do­świad­czeń umy­śle mo­gło po­ja­wić się prze­ko­na­nie, że skoro matka nie za­spo­kaja tych po­trzeb, to świat i inni lu­dzie pew­nie też tego nie zro­bią, że oto­cze­nie nie jest bez­pieczne dla cie­bie, a twoje po­trzeby nie są dla in­nych lu­dzi istotne. Ty sam rów­nież mo­żesz tak je po­strze­gać, wy­pie­ra­jąc je, unie­waż­nia­jąc, nie do­strze­ga­jąc ich, czy ma­jąc po­czu­cie winy, lęku lub wstydu zwią­zane z ich od­czu­wa­niem.

Pod­su­mo­wu­jąc, na twoje we­wnętrzne mo­dele ope­ra­cyjne skła­dają się twoja wie­dza i zwią­zane z nią prze­ży­wa­nie, za­równo na po­zio­mie tego, w jaki spo­sób zo­stały one przez cie­bie zro­zu­miane i za­pa­mię­tane, jak rów­nież pod wzglę­dem wy­wo­ła­nych w to­bie uczuć. To po­łą­czone zbiory tego, co my­ślisz i jak po­strze­gasz, oraz tego, jak to prze­ży­wasz i jak na to re­agu­jesz. Tę wie­dzę za­bie­rasz ze sobą w przy­szłość, z tą wie­dzą wcho­dzisz w re­la­cje z ko­lej­nymi oso­bami.

We­dług teo­rii przy­wią­za­nia to wła­śnie emo­cjo­nalna więź łą­cząca dziecko z matką, bę­dącą dla dziecka punk­tem od­nie­sie­nia dla jego ja, staje się pre­kur­so­rem po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa w re­la­cjach z in­nymi ludźmi w do­ro­słym ży­ciu tego dziecka. To ozna­cza, że na­sze pierw­sze re­la­cje mogą wpły­wać na ko­lejne, wszak uczymy się na pod­sta­wie ze­bra­nych przez nas do­świad­czeń i w ten spo­sób na­sza przy­szłość bu­do­wana jest przez nas na fun­da­men­tach na­szej prze­szło­ści. Pró­bu­jąc zro­zu­mieć sie­bie, trudno by­łoby po­mi­nąć okres dzie­ciń­stwa, bo jak mo­żesz to te­raz za­uwa­żyć, jest on wręcz fun­da­men­talny dla roz­woju two­ich do­świad­czeń.

Co oznacza dla ciebie styl przywiązania?

Zna­cze­nie po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa i wpływu mat­czy­nej opieki na kształt i dy­na­mikę na­szych przy­szłych re­la­cji jest bez­dy­sku­syjne. Na­sza po­trzeba bez­pie­czeń­stwa, tuż obok po­trzeb fi­zjo­lo­gicz­nych, jest fun­da­men­talna dla każ­dego z nas. Nie­za­spo­ko­jona wpływa istot­nie na nasz dal­szy roz­wój, który w za­kre­sie po­trzeby po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa od tego mo­mentu nieco ku­leje, je­śli nie udało nam się jej za­spo­koić za po­mocą na­szego ro­dzica w okre­sie naj­więk­szej za­leż­no­ści od niego, czyli w na­szym wcze­snym dzie­ciń­stwie.

To, czy bę­dziemy wie­rzyć w to, że na­sze po­trzeby będą ważne dla in­nych i że będą ważne rów­nież dla nas sa­mych, za­leży od wcze­snych re­la­cji z matką. To ona jest pierw­szą re­pre­zen­ta­cją świata ze­wnętrz­nego oraz to w jej oczach, jak w lu­strze, prze­glą­damy się po raz pierw­szy, ufni, bez­bronni i za­leżni. A co, gdy to lu­stro do­star­cza nam znie­kształ­cony ob­raz? A co, je­śli matka zi­gno­ro­wała na­sze po­trzeby i uczu­cia, przez co rów­nież my sami na­uczy­li­śmy się ich nie do­strze­gać lub je po­mi­jać, gdyż mo­głyby (w na­szej oce­nie) za­gra­żać re­la­cji z matką? Co, je­śli na­uczy­li­śmy się po­strze­gać je jako nie­ważne, ale zdą­ży­li­śmy się jed­nak na­uczyć, że sta­wia­nie na nie może oka­zać się bo­le­sne i może kon­fron­to­wać nas z ry­zy­kiem roz­łą­cze­nia z matką? Przy­kła­dowo, je­śli nie­mowlę pła­cze z po­wodu dys­kom­fortu wy­wo­ła­nego gło­dem i sy­gna­li­zuje w ten spo­sób swo­jej matce ko­niecz­ność otrzy­ma­nia po­siłku, a ona na ten sy­gnał re­aguje od­rzu­ce­niem - od­kłada dziecko, zło­ści się, wy­nosi je do in­nego po­miesz­cze­nia - dziecko za­czyna ko­ja­rzyć, że jego płacz i po­trzeba za­gra­żają jego re­la­cji z matką. Od tej pory na pod­sta­wie tego do­świad­cze­nia jest ono prze­ko­nane o nie­sku­tecz­no­ści nada­wa­nych przez sie­bie sy­gna­łów i sta­rań. Ta­kich przy­kła­dów oczy­wi­ście jest wiele. Je­śli to my by­li­śmy tym od­rzu­ca­nym nie­mow­lę­ciem, nie­rzadko mo­żemy z na­szych po­trzeb czy uczuć po pro­stu re­zy­gno­wać, nie do­strze­gać ich, uzna­jąc, że tak jest bez­piecz­niej, aż do mo­mentu, w któ­rym na­sze emo­cje i po­trzeby oraz fru­stra­cja wy­ni­ka­jąca z ich unie­waż­nia­nia, na­gro­ma­dzone jak przy­sło­wiowe trupy w sza­fie, nie za­czną wy­peł­zać nie­ocze­ki­wa­nie na świa­tło dzien­nie, do­ma­ga­jąc się ich za­spo­ko­je­nia, prze­strzeni na nie, a co za tym idzie - za­spo­ko­je­nia in­nych waż­nych po­trzeb, jak zdro­wie i rów­no­waga w nas sa­mych.

W iden­ty­fi­ka­cji na­szego stylu przy­wią­za­nia cho­dzi o roz­po­zna­nie wła­snej ten­den­cji do na­wią­zy­wa­nia re­la­cji z in­nym oso­bami, w tym o uświa­do­mie­nie so­bie, co de­fi­niuje te re­la­cje i na­sze za­in­te­re­so­wa­nie ludźmi oraz ja­kie miej­sce w nich zaj­mu­jemy.

John Bowlby wska­zał na rolę we­wnętrz­nych mo­deli ope­ra­cyj­nych jako na­szych men­tal­nych re­fe­ren­cji opar­tych na ocze­ki­wa­niach dziecka wo­bec sie­bie i swo­jego oto­cze­nia[5]. Do­ko­nu­jąc in­te­gra­cji na­szych prze­szłych do­świad­czeń z te­raź­niej­szymi, prze­wi­du­jemy, in­ter­pre­tu­jemy i re­agu­jemy na za­cho­wa­nie osoby, do któ­rej je­ste­śmy przy­wią­zani. Jak jed­nak wi­dać, do tego, co jest i co ma na­stą­pić, uży­wamy na­szych do­świad­czeń z prze­szło­ści, tych naj­wcze­śniej­szych, naj­waż­niej­szych. Nie by­łoby przy­szło­ści bez prze­szło­ści - nie lek­ce­ważmy jej za­tem, a wraz z nią wła­snego dzie­ciń­stwa. Po­wie­dze­nie: "Dawno temu i nie­prawda" nie ma tu za­sto­so­wa­nia, poza od­wró­ce­niem uwagi od okresu, w któ­rym mie­ści się tak wiele wie­dzy o to­bie.

Zwró­ce­nie się przez dziecko do matki o po­moc jest bio­lo­gicz­nie za­pro­gra­mo­wane. Czu­jemy się winni, gdy jest nam le­piej z dala od niej, cho­ciaż jed­no­cze­śnie mo­żemy tej od­le­gło­ści po­trze­bo­wać. Sedno traumy re­la­cyj­nej po­lega bo­wiem na tym, że po­sia­damy na­tu­ralną po­trzebę przy­wią­za­nia i by­cia w har­mo­nii, na­wet mimo bólu zwią­za­nego z nie­uda­nymi pró­bami bli­sko­ści, bez­pie­czeń­stwa, mi­ło­ści w re­la­cji z obiek­tem ro­dzi­ciel­skim. Ta­kie po­trzeby, jak by­cie wi­docz­nym, usły­sza­nym, za­opie­ko­wa­nym, do­ce­nio­nym, ko­cha­nym, przyna­le­że­nie do ro­dziny i waż­nych dla sie­bie grup spo­łecz­nych z za­cho­wa­niem jed­no­cze­śnie wła­snej au­to­no­mii, po­chwał bez cy­ni­zmu, mi­ło­ści bez wa­run­ków, są jed­nymi z wielu na­tu­ral­nych po­trzeb każ­dego z nas. Je­śli nie otrzy­ma­li­śmy szansy na ich za­spo­ko­je­nie w kon­tak­cie z ro­dzi­cem w okre­sie na­szego dzie­ciń­stwa, nie­rzadko tra­cimy na to nie­jako na­dzieję w re­la­cjach po­dej­mo­wa­nych w ży­ciu do­ro­słym. Za­miast mi­ło­ści i ak­cep­ta­cji do­świad­czy­li­śmy np. od­rzu­ce­nia i nie­sta­bil­no­ści więzi, za­miast bez­pie­czeń­stwa i sza­cunku na­uczy­li­śmy się krzywdy i de­pry­wa­cji na­szych po­trzeb.

Jak mo­żesz za­uwa­żyć, przy­wią­za­nie dziecka do opie­kuna jest uwa­run­ko­wane ewo­lu­cyj­nie i bio­lo­gicz­nie. Opiera się na pod­sta­wo­wej po­trze­bie każ­dego z nas do utrzy­my­wa­nia bli­sko­ści z opie­ku­nem, bę­dą­cym dla dziecka gwa­ran­cją prze­trwa­nia oraz bez­pie­czeń­stwa emo­cjo­nal­nego. Be­ha­wio­ralny sys­tem przy­wią­za­nia to za­tem spo­sób na re­ali­zo­wa­nie przez dziecko tych po­trzeb.

Bowlby po­strze­gał przy­wią­za­nie jako in­te­gralną część za­cho­wa­nia czło­wieka przez całe ży­cie. Na­to­miast Mary Main od­kryła, że ce­chy cha­rak­te­ry­styczne osób do­ro­słych można po­dzie­lić na ka­te­go­rie na pod­sta­wie ich dzie­cię­cych do­świad­czeń w re­la­cji z ro­dzi­cami lub opie­ku­nami. Jed­no­cze­śnie jesz­cze inni ba­da­cze, jak Cindy Ha­zan i Phil­lip Sha­ver, wska­zali u do­ro­słych kon­kretne style przy­wią­za­nia, uak­tyw­nia­jące się w re­la­cjach ro­man­tycz­nych. Od­po­wia­dają one ich po­sta­wie wo­bec bli­sko­ści i spo­sobu re­ago­wa­nia. Będą to style: bez­pieczny, uni­kowy, lę­kowo-am­bi­wa­lentny, zdez­or­ga­ni­zo­wany. Każdy z nich różni się od sie­bie spo­so­bem po­strze­ga­nia bli­sko­ści oraz ra­dze­nia so­bie z sy­tu­acjami kon­flik­to­wymi, sto­sun­kiem do sfery sek­su­al­nej w re­la­cjach, jak rów­nież umie­jęt­no­ścią ko­mu­ni­ko­wa­nia po­trzeb. To wła­śnie świa­do­mość obec­no­ści obiektu przy­wią­za­nia spra­wia, że ła­twiej jest nam skon­cen­tro­wać się na za­da­niach oraz ce­lach. Dla­tego też, aby le­piej zro­zu­mieć wła­sne funk­cjo­no­wa­nie, za­cho­wa­nia i od­czu­cia, warto po­znać swój styl przy­wią­za­nia. Znaj­dziesz je po­ni­żej. Za­znacz ten, który do­strze­gasz w swoim funk­cjo­no­wa­niu.

Rodzaje stylów przywiązania

Bezpieczny styl przywiązania

Dzieci, które miały szczę­ście roz­wi­nąć bez­pieczny styl przy­wią­za­nia, zdają się za­cho­wy­wać względną rów­no­wagę mię­dzy do­cie­ra­ją­cymi bodź­cami a po­czu­ciem bez­pie­czeń­stwa, które im z re­guły to­wa­rzy­szy. Na ota­cza­jący je świat re­agują za­zwy­czaj z za­in­te­re­so­wa­niem, otwar­to­ścią, na­dzieją, a w sy­tu­acji prze­ży­wa­nego za­gro­że­nia po­szu­kują bli­sko­ści z drugą osobą. Ba­daczka Mary Ain­sworth prze­pro­wa­dziła ob­ser­wa­cję nie­mow­ląt. Te z nich, u któ­rych wy­stę­po­wał bez­pieczny styl przy­wią­za­nia, prze­ży­wa­jąc roz­sta­nie z matką, po jej po­wro­cie szybko uspo­ka­jały się, kon­ty­nu­ując za­bawę. Więź ro­zu­miana jako pro­ces wy­miany mię­dzy matką a dziec­kiem oka­zała się dla dziecka ko­rzystna - na­uczyło się ono spo­dzie­wać się od świata tego, co otrzy­mało w re­la­cji z matką: bez­pie­czeń­stwa, moż­li­wo­ści za­ufa­nia, prze­wi­dy­wal­no­ści, za­spo­ka­ja­nia swo­ich po­trzeb, ocze­ku­jąc otrzy­ma­nia wspar­cia, ak­cep­ta­cji, do­stęp­no­ści emo­cjo­nal­nej.

Czy to twój styl przy­wią­za­nia?

Tak, po­nie­waż

Nie, po­nie­waż

Unikowy styl przywiązania

Dzieci po­sia­da­jące uni­kowy styl przy­wią­za­nia re­agują po­zorną obo­jęt­no­ścią na roz­łąkę z matką oraz na jej po­wrót. Mo­głoby wy­da­wać się, że ta re­ak­cja ozna­cza spo­kój, jed­nak to tylko po­zory. Jest to po pro­stu stra­te­gia umoż­li­wia­jąca przy­sto­so­wa­nie się do zmie­nia­ją­cego się oto­cze­nia. Dzieci te są prze­ko­nane, że do­ma­ga­nie się wspar­cia i mi­ło­ści bę­dzie bez­sku­teczne, za­tem za­prze­stały prób, które mo­głyby spo­wo­do­wać po­czu­cie bez­rad­no­ści czy od­rzu­ce­nia. Matki w re­la­cji z dziec­kiem re­ago­wały od­rzu­ce­niem go czy ka­ra­niem za do­ma­ga­nie się przez dziecko wspar­cia, bli­sko­ści lub mi­ło­ści. Nie ak­cep­to­wały smutku dziecka i prze­ży­wa­nego przez nie lęku pod­czas opusz­cze­nia go, dla­tego na­uczyło się ono nie oka­zy­wać tych emo­cji czy uczuć, które mo­gły gro­zić od­rzu­ce­niem.

Osoba po­sia­da­jąca uni­kowy styl przy­wią­za­nia może prze­ży­wać lęk oparty na sil­nym prze­ko­na­niu, że bli­skość oraz in­tym­ność to sła­bo­ści, któ­rych na­leży uni­kać. Osoby te ce­chuje po­wierz­chow­ność w kon­tak­tach spo­łecz­nych, roz­pra­sza­nie się w to­wa­rzy­stwie, by unik­nąć zdra­dza­nia o so­bie in­for­ma­cji, ja­kie mia­łyby przy­czy­nić się do bli­sko­ści i na­wią­za­nia więzi z drugą osobą. W sy­tu­acjach spo­łecz­nych pod­dane kon­fron­ta­cji mil­czą, sta­rają się nie rzu­cać w oczy, udzie­lają wy­mi­ja­ją­cych od­po­wie­dzi o so­bie - po­wierz­chow­ność ma dzia­łać jak czapka nie­widka w prze­ciw­dzia­ła­niu spo­łecz­nej po­trze­bie po­zna­nia. Swoje osią­gnię­cia oraz pracę trak­tują z du­żym sza­cun­kiem i to głów­nie na tych po­lach po­dej­mują próby sa­mo­po­twier­dze­nia sie­bie. Po­sia­dany przez nie ob­raz sie­bie jest ra­czej po­zy­tywny, stąd uni­kają in­for­ma­cji, które mo­głyby to zmie­nić. Po­nie­waż osoby te mają ten­den­cję do oba­wia­nia się in­nych lu­dzi, po­tra­fią też wy­ol­brzy­miać cu­dze ne­ga­tywne ce­chy. To­wa­rzy­szy im nie­wiele kon­kret­nych, wy­raź­nych wspo­mnień z dzie­ciń­stwa, co może peł­nić funk­cję ochronną - bez­oso­bowe i po­wierz­chowne wspo­mnie­nia utrud­niają im kon­takt z do­świad­cze­niami i uczu­ciami z nimi zwią­za­nymi, tak jakby byli po­nie­kąd od­cięci od swo­jej prze­szło­ści, a ich prze­szłość nie miała mieć wpływu na ich ży­cie.

Czy to twój styl przy­wią­za­nia?

Tak, po­nie­waż

Nie, po­nie­waż

Lękowo-ambiwalentny styl przywiązania

Mary Ain­sworth po­dzie­liła dzieci, które roz­wi­nęły am­bi­wa­lentny styl przy­wią­za­nia, na te, które re­agują zło­ścią, oraz te, któ­rych re­ak­cje ce­chuje bier­ność. Każde z nich pró­buje kon­tro­lo­wać swoją matkę i re­la­cję z nią, a jed­no­cze­śnie po­trze­buje się od niej od­da­lić, re­ali­zu­jąc, obok po­trzeby po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa, jesz­cze jedną ważną po­trzebę - eks­plo­ra­cji, czyli po­zna­wa­nia świata. Po roz­łące i po­now­nym po­łą­cze­niu z matką dzieci sy­gna­li­zują na­prze­mien­nie po­trzebę bli­sko­ści z nią oraz chęć od­rzu­ce­nia jej (pro­szą o przy­tu­le­nie, garną się do ciała matki, chwilę póź­niej ją od­py­cha­jąc, wy­ka­zu­jąc agre­sję). Dzieci re­agu­jące bier­no­ścią na roz­łąkę z matką słabo i nie­czy­tel­nie sy­gna­li­zują po­trzebę uko­je­nia, prze­ży­wają po­czu­cie bez­rad­no­ści oraz roz­pacz w przy­tła­cza­jący dla sie­bie spo­sób. Te wy­kształ­ca­jące am­bi­wa­len­cję mają w re­la­cji z matką do­świad­cze­nia oparte na nie­prze­wi­dy­wal­no­ści tego, co w tej re­la­cji może się wy­da­rzyć. Matki, na­wet je­śli nie pre­cy­zo­wały w spo­sób wy­raźny od­rzu­ce­nia dziecka, to ko­mu­ni­ko­wały mu nie­chęć czy wro­gość, znu­dze­nie, brak za­in­te­re­so­wa­nia jego au­to­no­mią i po­trzebą eks­plo­ra­cji, znie­chę­ca­jąc je do po­dej­mo­wa­nia sa­mo­dziel­nych wy­zwań.

Przy­wią­za­nie o cha­rak­te­rze lę­kowo-am­bi­wa­lent­nym w do­ro­słym ży­ciu daje o so­bie znać w po­czu­ciu nie­jako uza­leż­nie­nia się od mi­ło­ści: in­ten­sywne, a na­wet de­spe­rac­kie po­szu­ki­wa­nie mi­ło­ści oraz przy­jaźni za wszelką cenę, pra­gnie­nie bli­sko­ści z dru­gim czło­wie­kiem przy jed­no­cze­snym od­czu­wa­niu lęku przed od­rzu­ce­niem, zra­nie­niem, zdradą i po­ni­że­niem, pod­po­rząd­ko­wa­niem, wchło­nię­ciem w re­la­cji. Do­ro­śli z tym sty­lem przy­wią­za­nia na­uczyli się, bę­dąc dziećmi, że na uwagę oraz mi­łość i bli­skość z dru­gim, waż­nym dla sie­bie czło­wie­kiem na­leży so­bie za­słu­żyć. Re­agują bar­dzo wraż­li­wie za­równo na bli­skość, jak rów­nież na sy­gnały o dy­stan­sie, które utoż­sa­miają ze zwia­stu­nami od­rzu­ce­nia. Nie­uświa­do­miony przez te osoby ob­raz sie­bie jest zło­żony z wielu ne­ga­tyw­nych in­for­ma­cji na wła­sny te­mat, po­cho­dzą­cych z ich oto­cze­nia, stąd też ak­tu­alny ob­raz sie­bie rów­nież opie­rają na po­szu­ki­wa­niu apro­baty, po­zy­tyw­nych in­for­ma­cji zwrot­nych na swój te­mat, ja­kich mie­liby im do­star­czać inni lu­dzie. Swoje uczu­cia i po­trzeby tłu­mią, gdyż pra­gnąc ich za­spo­ko­je­nia, nie chcą jed­no­cze­śnie ry­zy­ko­wać od­rzu­ce­niem i de­pry­wa­cją ich po­trzeb, uczuć oraz war­to­ści. Oso­bom z lę­kowo-am­bi­wa­lent­nym sty­lem przy­wią­za­nia to­wa­rzy­szy nie­po­kój, gdy nie otrzy­mują oni uwagi. Oba­wiają się wów­czas po­rzu­ce­nia, unie­waż­nie­nia, prze­ży­wa­jąc przy tym złość i lęk, mogą za­cho­wy­wać się agre­syw­nie, rosz­cze­niowo, kon­tro­lu­jąco i su­rowo, po czym roz­pacz­li­wie za­bie­gać o po­jed­na­nie, o szansę i prze­ba­cze­nie. Mó­wiąc o swo­ich ro­dzi­cach, cier­pią, prze­cho­wują stare żale, pie­lę­gnują po­czu­cie krzywdy czy winy, z jed­nej strony chcąc iść na­przód, z dru­giej kur­czowo trzy­ma­jąc się re­la­cji, które nie­rzadko były dla nich krzyw­dzące, a na­wet nie­bez­pieczne.

Czy to twój styl przy­wią­za­nia?

Tak, po­nie­waż

Nie, po­nie­waż

Zdezorganizowany styl przywiązania

Mary Main wpro­wa­dziła wzo­rzec przy­wią­za­nia zdez­or­ga­ni­zo­wa­nego, który cha­rak­te­ry­zuje osoby po­strze­ga­jące ro­dzica lub opie­kuna (a póź­niej part­nera) jed­no­cze­śnie jako za­gro­że­nie oraz obiekt umoż­li­wia­jący za­spo­ko­je­nie po­trzeby po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Szu­ka­jąc po­cie­sze­nia u ro­dzica, dziecko prze­ży­wało w kon­tak­cie z nim sprzeczne sy­gnały, które za­ra­zem za­chę­cały je do na­wią­za­nia bli­sko­ści, jak rów­nież do uni­ka­nia jej, gdyż ta wią­zała się z róż­nego ro­dzaju za­gro­że­niami. Po­trzeba bli­sko­ści kie­ro­wała dziecko ku matce, a rów­no­cze­sne po­czu­cie za­leż­no­ści od niej unie­moż­li­wiało dziecku od­su­nię­cie się od matki czy ucieczkę od niej. Zdez­or­ga­ni­zo­wany wzo­rzec przy­wią­za­nia roz­wija się u dzieci na­ra­ża­nych przez ro­dzi­ców lub opie­ku­nów na silny lęk i stres zwią­zany z nad­uży­ciami wo­bec dziecka oraz agre­syw­nie pre­zen­to­waną przez osobę do­ro­słą zło­ścią czy sto­so­waną przez nią prze­mocą.

W ży­ciu do­ro­słym zdez­or­ga­ni­zo­wany styl przy­wią­za­nia wiąże się z prze­ży­wa­niem lęku przed po­now­nym do­świad­cze­niem róż­nego ro­dzaju nad­użyć: prze­kra­cza­nia gra­nic, zdradą, prze­mocą, w tym za­nie­dba­niem ze strony osób, wo­bec któ­rych ist­nieje po­trzeba na­dziei na mi­łość, wspar­cie, bez­pie­czeń­stwo, sta­bi­li­za­cję, tro­skę, w sto­sunku do osób, któ­rym pra­gniemy ufać.

Czy to twój styl przy­wią­za­nia?

Tak, po­nie­waż

Nie, po­nie­waż

Konsekwencje stylów przywiązania, czyli dlaczego warto poznać i zrozumieć swój?

Po­wyż­sze wzorce przy­wią­za­nia przy­no­szą okre­ślone, dłu­go­ter­mi­nowe kon­se­kwen­cje w ży­ciu czło­wieka, wią­żąc się z po­zy­tyw­nymi i ne­ga­tyw­nymi na­stęp­stwami w dzie­ciń­stwie, okre­sie do­ra­sta­nia oraz do­ro­sło­ści.

Po­sia­dasz bez­pieczny styl przy­wią­za­nia

Naj­bar­dziej po­żą­da­nym i ko­rzyst­nym dla na­szego funk­cjo­no­wa­nia i na­szych prze­żyć w okre­sie dzie­ciń­stwa oraz do­ro­sło­ści jest oczy­wi­ście bez­pieczny styl przy­wią­za­nia. Jego efek­tem jest wyż­szy po­ziom sa­mo­oceny, niż ma to miej­sce u osób po­sia­da­ją­cych po­za­bez­pieczne wzorce przy­wią­za­nia. Osoby o bez­piecz­nym wzorcu przy­wią­za­nia cie­szą się zdro­wiem i do­brą kon­dy­cją emo­cjo­nalną, sil­nym ja, prze­wagą po­zy­tyw­nego afektu, wyż­szym po­zio­mem kom­pe­ten­cji spo­łecz­nych oraz ra­dze­nia so­bie z sy­tu­acjami trud­nymi, ufa­jąc za­równo so­bie, jak i oto­cze­niu oraz światu, w któ­rym czę­ściej po­szu­kują szans i moż­li­wo­ści oraz współ­pracy niż za­gro­żeń i ba­rier. Funk­cjo­nu­jąc w ten spo­sób, są rów­nież czę­ściej po­zy­tyw­nie od­bie­rane przez oto­cze­nie niż osoby z po­za­bez­piecz­nym sty­lem przy­wią­za­nia, co daje im szansę na sa­tys­fak­cjo­nu­jące re­la­cje spo­łeczne i po­sia­da­nie róż­nego ro­dzaju za­so­bów.

Dzięki temu sty­lowi przy­wią­za­nia po­tra­fisz oka­zy­wać w re­la­cji uczu­cia i po­trzeby oraz je przyj­mo­wać. Kłót­nia i pro­blemy nie sta­no­wią dla cie­bie sy­gnału do za­koń­cze­nia związku i ucieczki, do­strze­gasz bo­wiem moż­li­wo­ści po­ro­zu­mie­nia, coś po­mię­dzy "być albo nie być" ra­zem. Po­tra­fisz wy­ra­żać swoje zda­nie bez nad­mier­nego ana­li­zo­wa­nia ry­zyka od­rzu­ce­nia. Świat po­strze­gasz z dużą dawką cie­ka­wo­ści, opty­mi­zmu, wie­dząc, że po­ra­dzisz so­bie z prze­szko­dami, ak­cep­tu­jąc to, że ta­kie w ży­ciu mają prawo się wy­da­rzyć.

Po­sia­dasz uni­kowy styl przy­wią­za­nia

Uni­kowy styl przy­wią­za­nia wpływa ogra­ni­cza­jąco i nie­kiedy de­mo­ty­wu­jąco na po­dej­mo­wa­nie bli­skich re­la­cji z oto­cze­niem, które ce­chuje lęk, nie­uf­ność, po­dejrz­li­wość, dy­stans czy po­wierz­chow­ność. Oto­cze­nie osób po­sia­da­ją­cych uni­kowy styl przy­wią­za­nia może in­ter­pre­to­wać ich po­stawę oraz za­cho­wa­nie jako prze­jawy aro­gan­cji, buntu, izo­lo­wa­nia się, pre­zen­to­wa­nia wyż­szo­ści, braku za­in­te­re­so­wa­nia spra­wami wspól­nymi, co może bu­dzić jego złość, brak zro­zu­mie­nia czy po­trzebę ich kon­troli. Z uwagi na ten­den­cję do tłu­mie­nia emo­cji i nie­ko­mu­ni­ko­wa­nia wła­snych po­trzeb osoby te nie­rzadko po­su­wają się do agre­sji, w tym do za­cho­wań o prze­mo­co­wym cha­rak­te­rze, gdy prze­stają so­bie ra­dzić z fru­stra­cją. Uni­ka­nie bli­sko­ści cha­rak­te­ry­zuje m.in. ta­kie struk­tury oso­bo­wo­ści, które wiążą się z ob­se­syj­no­ścią, ce­chami nar­cy­stycz­nymi czy schi­zo­idal­nymi. Uni­kowy styl przy­wią­za­nia ce­chuje ogromny lęk. Prze­ży­cia mają cha­rak­ter lę­kowy oraz uni­ka­jący.

Twój styl przy­wią­za­nia ukształ­to­wał się pod wpły­wem do­świad­czeń głów­nie w re­la­cji z mamą, kiedy do­cho­dziło do czę­stego od­rzu­ce­nia. Z cza­sem, mimo po­sia­da­nych po­trzeb zwią­za­nych z bli­sko­ścią, opieką i mi­ło­ścią, wy­co­fa­łeś się z po­szu­ki­wa­nia bli­sko­ści z nią, gdyż nie­za­spo­ko­jone po­trzeby spra­wiały ból, któ­rego ry­zyka nie za­mie­rzasz po­wta­rzać. Stąd w do­ro­sło­ści mo­żesz mieć ten­den­cję do dą­że­nia do nie­za­leż­no­ści i uni­ka­nia za­an­ga­żo­wa­nia emo­cjo­nal­nego. Swoje uczu­cia i emo­cje mo­żesz ba­ga­te­li­zo­wać, gdyż we­dług cie­bie to one mogą na­ra­żać cię na od­rzu­ce­nie i unie­waż­nie­nie. Lę­kowo-uni­ka­jąca więź, która skut­kuje od­da­la­ją­cym się sty­lem funk­cjo­no­wa­nia w do­ro­sło­ści, po­zwala co prawda na szyb­kie doj­ście do sie­bie po ze­rwa­niu, ale to dla­tego, że utrud­nia za­an­ga­żo­wa­nie się w re­la­cję. Mo­żesz od­czu­wać trud­ność w udzie­la­niu emo­cjo­nal­nego wspar­cia dru­giej oso­bie, gdyż to wy­ma­ga­łoby od cie­bie kon­taktu z two­imi wła­snymi uczu­ciami, któ­rych za­równo w so­bie, jak i w dru­gim czło­wieku mo­żesz nie do­ce­niać, nie za­uwa­żać. Po­nie­waż nieco ucie­kasz w nie­za­leż­ność, sta­no­wiącą twoją strefę kom­fortu, masz ten­den­cję do sta­wia­nia na pierw­szym pla­nie sie­bie i swo­jej róż­nego ro­dzaju ak­tyw­no­ści: pracy, hobby, ka­riery. W re­la­cji oba­wiasz się (i nie­rzadko przez pry­zmat tego lęku do­pa­tru­jesz się) sy­gna­łów o prze­kra­cza­niu two­ich gra­nic, na­ru­sza­niu two­jej prze­strzeni, przy­tła­cza­niu cię i osa­cza­niu przez in­nych. Z tego po­wodu, gdy do­cho­dzi do roz­łąki czy ze­rwa­nia, mo­żesz od­czu­wać na­wet ulgę. Mo­żesz sto­so­wać w swoim związku różne stra­te­gie dy­stan­so­wa­nia się od part­nera/part­nerki: de­kla­ro­wać brak go­to­wo­ści do za­an­ga­żo­wa­nia, jed­no­cze­śnie po­zo­sta­jąc w re­la­cji (w myśl za­sady "Mieć ciastko i zjeść ciastko"), sa­bo­to­wać re­la­cję, kon­cen­tru­jąc się na rze­czy­wi­stych bądź wy­ima­gi­no­wa­nych przez cie­bie wa­dach dru­giej osoby (chcąc się do niej znie­chę­cić), dą­żyć do po­wierz­chow­nych, he­do­ni­stycz­nych kon­tak­tów i od­dzie­lać je od za­an­ga­żo­wa­nia w roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów związ­ko­wych, flir­to­wać i wda­wać się w ro­manse, uni­kać sy­tu­acji zwią­za­nych z przyj­mo­wa­niem i oka­zy­wa­niem uczuć, na­wią­zy­wać re­la­cje z oso­bami, które po­zo­stają w związku z kimś in­nym, są za­mężne lub żo­nate i z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem nie będą ocze­ki­wały za­an­ga­żo­wa­nia od cie­bie.

Po­sia­dasz lę­kowo-am­bi­wa­lentny styl przy­wią­za­nia

Lę­kowo-am­bi­wa­lentny styl przy­wią­za­nia wy­kształca się w kon­tak­cie z matką, która jest chwiejna emo­cjo­nal­nie, ulega zmien­nym na­stro­jom, ob­da­rza dziecko uwagą, a jed­no­cze­śnie je od­rzuca. Mimo jej fi­zycz­nej obec­no­ści dziecko wy­czuwa nie­obec­ność matki na po­zio­mie emo­cjo­nal­nym. Mama z ta­kimi ce­chami nie­rzadko pre­zen­tuje bez­rad­ność w kon­tak­cie z dziec­kiem, prze­ży­wa­jąc trud­ność w ra­dze­niu so­bie z wła­snymi emo­cjami. Osoby po­sia­da­jące ten styl przy­wią­za­nia prze­ży­wają lęk przed stratą i od­rzu­ce­niem w re­la­cjach. W do­ro­sło­ści pre­zen­tują tzw. za­ab­sor­bo­wany styl funk­cjo­no­wa­nia w re­la­cjach, prze­ży­wa­jąc lęk przed od­rzu­ce­niem ze strony part­nera, przy­ja­ciół i in­nych waż­nych osób. Boją się, że je­śli ktoś po­zna, ja­kie są w rze­czy­wi­sto­ści, nie będą ak­cep­to­wane i zo­staną od­rzu­cone. Są wraż­liwe na każdy prze­jaw od­da­le­nia w re­la­cji, który in­ter­pre­tują au­to­ma­tycz­nie jako sy­gnał o za­gro­że­niu od­rzu­ce­niem, stąd ich za­bie­ga­nie o part­nera, kon­tro­lo­wa­nie dy­na­miki re­la­cji z dru­gim czło­wie­kiem mogą być trudne dla nich sa­mych oraz dla ich part­ne­rów. Osoby te ob­wi­niają się o to, że zro­biły coś źle, co znie­chę­ciło in­nych, pró­bują kon­tro­lo­wać re­la­cję, po­su­wa­jąc się do spraw­dza­nia te­le­fo­nów, śle­dze­nia part­ne­rów, żą­da­nia wy­ja­śnień lub od­su­wają się same, za­nim - w ich wy­obra­że­niu - zo­staną od­rzu­cone. Jed­no­cze­śnie pra­gnąc bli­sko­ści, sta­rają się przed nią chro­nić. Po­zo­sta­jąc bez bli­skiej re­la­cji, cier­pią z po­wodu nie­po­koju i po­szu­ki­wa­nia, za­bie­ga­nia o bli­skość w po­czu­ciu by­cia nie­kom­plet­nymi. Oba­wiają się wy­ra­ża­nia sie­bie z lęku przed od­rzu­ce­niem, bra­kiem wza­jem­no­ści. Dużo czasu i ener­gii tych osób po­chła­nia my­śle­nie o związku, za­mar­twia­nie się, po­dej­mo­wa­nie prób za­po­bie­ga­nia wszel­kim za­gro­że­niom mo­gą­cym skut­ko­wać rze­czy­wi­stym lub wy­obra­żo­nym od­rzu­ce­niem. Osoby te, spra­gnione mi­ło­ści i bli­sko­ści, uwagi i tro­ski dość szybko na­wią­zują re­la­cje z in­nymi ludźmi, ale re­la­cje te ce­chuje nie­rzadko in­ten­syw­ność i burz­liwy prze­bieg oraz my­śle­nie typu: "Je­śli nie on/ona, to nikt", co jest po­znaw­czym znie­kształ­ce­niem my­śle­nia po­le­ga­ją­cym na per­spek­ty­wie "Wszystko albo nic" (my­śle­nie czarno-białe, dy­cho­to­miczne, zero-je­dyn­kowe).

Am­bi­wa­len­cja w stylu przy­wią­za­nia może wy­ra­żać się przez nie­doj­rza­łość emo­cjo­nalną w re­la­cji, na­prze­mien­nym lgnię­ciu i za­bie­ga­niu o re­la­cję oraz jej od­rzu­ca­niu, gdy za­czy­nają się po­ja­wiać zo­bo­wią­za­nia, ocze­ki­wa­nia i za­an­ga­żo­wa­nie, bu­dzące w dziecku po­czu­cie za­gro­że­nia od­rzu­ce­niem, stratą, po­chło­nię­ciem. Osoby te po­datne są na do­świad­cza­nie nad­użyć i prze­mocy w re­la­cjach, ma­jąc ten­den­cję do po­zo­sta­wa­nia w nich, na­wet gdy te przy­no­szą im cier­pie­nie czy wiążą się z róż­nego ro­dzaju za­gro­że­niami i stra­tami.

Po­sia­dasz zdez­or­ga­ni­zo­wany styl przy­wią­za­nia

Twój opie­kun ra­czej nie był dla cie­bie au­to­ry­te­tem, być może po­strze­ga­łeś go jako prze­ra­ża­ją­cego. Od­czu­wasz lęk i masz po­czu­cie krzywdy, bę­dące do­świad­cze­niem w re­la­cji, która miała się wią­zać z bez­pie­czeń­stwem i bli­sko­ścią. W dzie­ciń­stwie praw­do­po­dob­nie znę­cano się nad tobą i/lub za­nie­dby­wano cię, a twój opie­kun mógł być wo­bec cie­bie su­rowy, kry­tyczny, od­rzu­ca­jący, mógł spra­wo­wać nad tobą nad­mierną kon­trolę. Być może twój ro­dzic sam cier­piał z po­wodu nie­prze­pra­co­wa­nej traumy, od­re­ago­wu­jąc cier­pie­nie zwią­zane z nią na to­bie. Za­pewne nie było ci obce ra­dze­nie so­bie sa­mo­dziel­nie z wie­loma wy­zwa­niami, po­czu­cie, że nie mo­żesz li­czyć na bli­skie ci osoby. Być może dla­tego też mu­sia­łeś szybko do­ro­snąć, by za­opie­ko­wać się sobą oraz po­zo­sta­łymi człon­kami ro­dziny. W do­ro­sło­ści styl ten na­dal po­zo­staje zdez­or­ga­ni­zo­wa­nym. Po­strze­gasz oto­cze­nie spo­łeczne jako nie­godne za­ufa­nia, za­gra­ża­jące, a sie­bie jako osobę szcze­gól­nie nie­atrak­cyjną, nie­ważną, na­ra­żoną na róż­nego ro­dzaju ry­zyko, dy­stan­su­jąc się od ota­cza­ją­cego cię świata i uni­ka­jąc kon­flik­tów po­strze­ga­nych jako nie­bez­pieczne. Nikt nie na­uczył cię wy­ra­ża­nia swo­ich po­trzeb oraz ra­dze­nia so­bie ze stre­sem, jak rów­nież nie re­spek­to­wał two­ich gra­nic i nie za­chę­cał cię do za­dba­nia o nie. Dla­tego też mo­żesz dzi­siaj nie ro­zu­mieć swo­ich emo­cji i re­ago­wać im­pul­syw­nie w sy­tu­acjach, w któ­rych nie uda ci się ich ba­ga­te­li­zo­wać czy ukryć.

Nie­rzadko wcho­dzisz w re­la­cję z oso­bami, które prze­ja­wiały de­struk­cyjne ce­chy two­ich ro­dzi­ców: kon­tro­lo­wały cię, sto­so­wały prze­moc, po­nie­waż nie znasz in­nych wzor­ców re­la­cji, a po tych (cho­ciaż przy­spa­rzają ci cier­pie­nia i strat) po­tra­fisz się po­ru­szać. Stra­te­giami, po które się­gasz, są te o cha­rak­te­rze kon­tro­lu­ją­cym, za po­mocą któ­rych sta­rasz się ob­ni­żyć po­ziom prze­ży­wa­nego lęku. Na­leżą do nich: ka­ra­nie lu­dzi i ob­ra­ża­nie się na nich (kon­trola re­la­cji po­przez wzbu­dza­nie w in­nych oso­bach po­czu­cia winy), pod­po­rząd­ko­wa­nie part­nera (po­przez wcho­dze­nie w rolę ofiary i pre­zen­to­wa­nie wła­snej bez­rad­no­ści), na­do­pie­kuń­czość (ma­jąca na celu uza­leż­nie­nie od sie­bie part­nera) czy też stra­te­gia uwo­dze­nia (dzięki niej za­trzy­muje się part­nera przy so­bie i prze­dłuża jego za­in­te­re­so­wa­nie swoją osobą).

Styl przy­wią­za­nia wiąże się z ela­stycz­no­ścią funk­cjo­no­wa­nia i po­czu­ciem wpływu na swoje ży­cie. Zdez­or­ga­ni­zo­wany wzo­rzec przy­wią­za­nia może sta­no­wić za­gro­że­nie dla roz­woju róż­nego ro­dzaju trud­no­ści, pro­ble­mów emo­cjo­nal­nych oraz psy­cho­pa­to­lo­gii, jak rów­nież przy­czy­nić się do po­wsta­nia struk­tury oso­bo­wo­ści o ry­sie chwiej­nym emo­cjo­nal­nie typu bor­der­line.

[1] J. Bowlby, Przy­wią­za­nie, tłum. M. Po­la­szew­ska-Nicke, Wy­daw­nic­two Nau­kowe PWN, War­szawa 2007.

[2] J. Hol­mes, John Bowlby, tłum. J. Łaszcz, GWP, Gdańsk 2007.

[3] J. Bowlby, Przy­wią­zanie, dz. cyt.

[4] J. Hol­mes, John Bowlby, dz. cyt.

[5] J. Bowlby, Przy­wią­za­nie, dz. cyt.

Bibliografia

Ame­ri­can Psy­chia­tric As­so­cia­tion, Dia­gno­stic and Sta­ti­sti­cal Ma­nual of Men­tal Di­sor­ders (DSM-5), Ame­ri­can Psy­chia­tric Press, Wa­shing­ton 2013, s. 734-735.

A. Arntz, G. Ja­cob, Te­ra­pia sche­ma­tów w prak­tyce. Praca z try­bami sche­ma­tów, tłum. Agnieszka Pa­ły­nyczko-Ćwi­kliń­ska, GWP, So­pot 2021.

J. Bowlby, Przy­wią­za­nie, tłum. M. Po­la­szew­ska-Nicke, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 2007.

J.F. Clar­kin i in., Fac­tor struc­ture of bor­der­line per­so­na­lity di­sor­der cri­te­ria, "Jo­ur­nal of Per­so­na­lity Di­sor­ders" 1993, 7(2), s. 137-143.

T. Gor­don, Wy­cho­wa­nie bez po­ra­żek, tłum. E. Su­jak, In­sty­tut Wy­daw­ni­czy Pax, War­szawa 2014.

M. Har­land, Jak prze­pra­co­wać de­fi­cyt z dzie­ciń­stwa?, "Zwier­cia­dło", 11.01.2023, https://zwier­cia­dlo.pl/psy­cho­lo­gia/525676,1,jak-prze­pra­co­wac-de­fi­cyty-z-dzie­cin­stwa.read (do­stęp 10.03.2025).

J. Hib­berd, Syn­drom oszu­sta. Jak uci­szyć we­wnętrz­nego kry­tyka i wresz­cie roz­wi­nąć skrzy­dła, tłum. B. Ła­kow­ska, ZNAK, Kra­ków 2024, s. 132-133.

J. Hol­mes, John Bowlby, tłum. J. Łaszcz, GWP, Gdańsk 2007.

G. Ja­cob, H. van Gen­de­ren, L. Se­ebauer, Emo­cjo­nalne pu­łapki prze­szło­ści. Jak prze­ła­mać wzorce za­cho­wań?, tłum. A. Pa­ły­nyczko-Ćwi­kliń­ska, GWP, So­pot 2019.

A. Ju­ce­wicz, Czu­jąc. Roz­mowy o emo­cjach, Wy­daw­nic­two Ago­ra, War­szawa 2019, s. 81, 84.

M. Król-Fi­jew­ska, P. Fi­jew­ski, Aser­tyw­ność me­ne­dżera, Pol­skie Wy­daw­nic­two Eko­no­miczne, War­szawa 2000.

E. Kübler-Ross, Roz­mowy o śmierci i umie­ra­niu, tłum. I. Do­le­żal-No­wicka, Me­dia Ro­dzina, Po­znań 2007.

M. Li­ne­han, Skills tra­ining ma­nual for tre­ating bor­der­line per­so­na­lity di­sor­der, Gu­il­ford Press, Nowy Jork 1993.

B. Lo­pez, Crow and We­asel, North Po­int Press, San Fran­ci­sco 1990.

K. McBride, Wspar­cie dla do­ro­słych có­rek nar­cy­stycz­nych matek. Jak być wy­star­cza­jąco do­brą, tłum. E. Jó­ze­fo­wicz, Wy­daw­nic­two Fe­eria, Łódź 2021, s. 42.

A. Min­dell, Psy­cho­lo­gia pro­cesu w re­la­cjach, tłum. P. Łu­boń­ski, Wy­daw­nic­two Czarna Owca, War­szawa 2023.

Mo­dli­twa o po­godę du­cha, https://www.msze.info/mo­dli­tew­nik/mo­dli­twy/mo­dli­twa-o-po­gode-du­cha (do­stęp 10.03.2025).

K. Ol­brycht, Wy­cho­wa­nie do prze­ba­cze­nia, "Pe­da­go­gia Chri­stiana" 2016, 2(38), s. 45-60.

N. Orvos-Tóth, Los, który dzie­dzi­czysz. Jak się uwol­nić od ro­dzin­nych traum, tłum. R Zie­liń­ski, Wy­daw­nic­two Agora, War­szawa 2024, s. 263-264.

C.R. Ro­gers, O sta­wa­niu się osobą, tłum. M. Kar­piń­ski, Dom Wy­daw­ni­czy RE­BIS, Po­znań 2023.

N. Ryś, Po­rad­nik ob­sługi umy­słu. Jak so­bie ra­dzić z trud­nymi emo­cjami, Wy­daw­nic­two RM, War­szawa 2022.

J. Sie­ver, K. Da­vis, Psy­cho­bio­lo­gi­cal per­spec­tive on the per­so­na­lity di­sor­ders, "The Ame­ri­can Jo­ur­nal of Psy­chia­try" 1991, 148(12), s. 1647-1658.

S. Sit­kow­ska, Przy­tul swoje we­wnętrzne dziecko, Sen­sus, Gli­wice 2023, s. 37.

W. So­uth­ward, J.S. Che­avens, Den­ti­fy­ing core de­fi­cits in a di­men­sio­nal mo­del of bor­der­line per­so­na­lity di­sor­der fe­atu­res: ne­twork ana­ly­sis, "Cli­ni­cal Psy­cho­lo­gi­cal Science" 2018, 6(5), s. 685-703.

S. Stahl, Od­kryj swoje we­wnętrzne dziecko. Klucz do roz­wią­za­nia (pra­wie) wszyst­kich pro­ble­mów, tłum. S. Mił­kow­ska, Otwarte, Kra­ków 2021.

M. Szu­brycht, M. Wa­si­lew­ska, Jak być szczę­śli­wym do­ro­słym bez szczę­śli­wego dzie­ciń­stwa, Mando, Kra­ków 2021.

T.J. Trull i in., Bor­der­line per­so­na­lity di­sor­der in 3-D: Di­men­sions, symp­toms, and me­asu­re­ment chal­len­ges, "So­cial and Per­so­na­lity Psy­cho­logy Com­pass" 2010, 4(11), s. 1057-1069.

M. Wo­lynn, Nie za­częło się od cie­bie. Jak dzie­dzi­czona trauma wpływa na to, kim je­ste­śmy i jak za­koń­czyć ten pro­ces, tłum. M. Re­imann, Wy­daw­nic­two Czarna Owca, War­szawa 2017.

E. Woy­dyłło, M. Har­land, O wsty­dzie bez wstydu. Po­czuj się do­brze ze sobą, Mando, Kra­ków 2024.

J.F. Young, J.S. Klo­sko, M.E. We­ishaar, Te­ra­pia sche­ma­tów. Prze­wod­nik prak­tyka, tłum. O. Waś­kie­wicz, GWP, So­pot 2021, s. 29.

P. Zim­bardo, R. John­son, V. McCann, Psy­cho­lo­gia. Klu­czowe kon­cep­cje, t. 2, Mo­ty­wa­cja i ucze­nie się, red. nauk. M. Ma­ter­ska, tł. M. Gu­zow­ska-Dą­brow­ska, J. Ra­dzicki, E. Czer­niaw­ska, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 2010, s. 69.