Rozdział 11
Środa, 25 grudnia
Wezwanie na ulicę Marmorgränd w Vimmerby, gdzie znaleziono martwego mężczyznę, odebrano o drugiej zero trzy w noc wigilijną. Pierwszy pojawił się na miejscu patrol policji z grupy interwencyjnej. Ogólnie nie było niczym niezwykłym, że w Wigilię Bożego Narodzenia działy się rzeczy wymagające interwencji policji. Uroczystości rodzinne miewały wszelkie możliwe konsekwencje.
Martwym mężczyzną okazał się trzydziestoczteroletni Tobias Larsson. To jego siostra Gabriella Lundström zadzwoniła na policję po tym, jak razem ze swoją szwagierką, Marielle Larsson, znalazły go martwego na ulicy przed domem Gabrielli, gdzie rodziny świętowały wspólnie Boże Narodzenie.
Na początku policja rozważała możliwość, że zmarły upadł i uderzył się w tył głowy. W końcu wszędzie leżał śnieg i łatwo można było się poślizgnąć. Ale zaledwie kilka metrów od ciała znaleziono szuflę do śniegu, która po bliższym zbadaniu okazała się nosić ślady substancji przypominającej krew. Dlatego domniemany wypadek został tymczasowo przekwalifikowany na zabójstwo.
Przyjechał koroner dyżurny z Linköping, a ciało przewieziono do zakładu medycyny sądowej. Technik kryminalistyki Björn Antonsson i jego zespół z Kalmaru nadal badali domniemane miejsce zbrodni i dom państwa Lundström. Krewni Tobiasa Larssona, którzy uczestniczyli w obchodach Bożego Narodzenia, musieli więc przenieść się do domu Olava i Jill Dale, którzy mieszkali w domu obok.
Do tej pory przesłuchanie krewnych denata było w zasadzie niemożliwe. Jego żona, siostra oraz przyjaciółka Jill Dale pozostawały w takim szoku i histerii, że nie dało się z nich wydobyć nic sensownego. Gabriella w końcu zasnęła wyczerpana w pokoju gościnnym małżeństwa Dale, podczas gdy Jill odpoczywała we własnej sypialni, a Marielle zajmowała się swoimi dziećmi.
Najbardziej racjonalną i pragmatyczną osobą w towarzystwie okazał się mąż Gabrielli, Fredrik Lundström. To on wziął odpowiedzialność za dzieci, które spały na piętrze domu, ale obudziło je zamieszanie po przyjeździe policji i karetki pogotowia.
Olav Dale siedział cicho na kanapie w salonie, patrząc przed siebie. Wydawało się, że nie wie, co robić, zapewne również z powodu szoku, z tą różnicą, że nie wpadł w histerię, a raczej zamilkł.
William i Emilia usiedli w kuchni Olava i Jill Dale z żoną zmarłego, Marielle Larsson, która uspokoiła się na tyle, że dało się z nią porozmawiać. Twarz miała czerwoną od płaczu, ręce jej się trzęsły, gdy podnosiła do ust dużą filiżankę herbaty.
- Nic nie rozumiem - powtarzała w kółko, a William natychmiast zauważył, że mówi skońskim dialektem. - Nic nie rozumiem.
Odczekał kilka sekund, zanim się odezwał.
- Jest nam naprawdę przykro - zaczął i jak zwykle pomyślał, że jego słowa brzmią banalnie i drętwo, ale inne nie przyszły mu do głowy. - Rozumiemy, że odpowiadanie na pytania może być w tej chwili wyjątkowo trudne, ale musimy je zadać, aby jak najszybciej się dowiedzieć, co się stało z pani mężem.
Marielle spojrzała na niego szklistymi oczami.
- W porządku - rzuciła krótko.
- Kiedy widziała pani męża po raz ostatni?
- Naprawdę nie pamiętam - odpowiedziała zdezorientowana. - Piliśmy całkiem sporo, wszyscy siedzieli i rozmawiali w salonie... a właściwie mężowie przenieśli się do kuchni. Ja, Gabriella i Jill zostałyśmy w salonie i przeglądałyśmy Instagrama, kiedy nagle przyszedł Fredrik i zapytał, czy widziałyśmy Tobiasa. Ale w tamtej chwili nieszczególnie się tym przejęłam, w końcu nie obserwowaliśmy się nawzajem przez cały czas. Ktoś poszedł do toalety lub wyszedł na zewnątrz, aby zapalić. Pomyślałam, że gdzieś zasnął, często mu się to zdarzało, gdy był pijany.
- Czy pamięta pani męża lub kogoś innego wychodzącego na papierosa albo po prostu... gdziekolwiek?
- Nie... - odpowiedziała w zamyśleniu - nie pamiętam nikogo konkretnego, ale wielu z nas pali na imprezach.
- Czy mniej więcej w tym samym czasie zauważyła pani nieobecność kogokolwiek z was?
- Nie, ale chłopcy siedzieli w kuchni, jak mówiłam, więc nie widziałam ich przez cały czas.
- Pamięta pani, jak długo mężowie byli w kuchni, zanim przyszedł do was pan Lundström? - wtrąciła Emilia.
Marielle zawahała się.
- Nie... - powiedziała w końcu niepewnie. - Pół godziny, godzinę, nie pamiętam.
- A kiedy wyszli z salonu jakieś pół godziny czy godzinę wcześniej, czy pan Larsson z nimi był?
- Tak.
- Czy pamięta pani, czy koleżanki przebywały z panią w czasie, w którym pani mąż prawdopodobnie zniknął, czyli od momentu, kiedy mężczyźni wyszli do kuchni, aż do chwili, kiedy przyszedł Fredrik Lundström i zapytał o pana Larssona? - zapytał William.
- Raczej tak.
- Czy może pani oszacować, ile czasu minęło od chwili, gdy odkryliście nieobecność pana Larssona, do momentu, kiedy znalazłyście go z panią Lundström? - dodała Emilia.
- Nie wiem, myślę, że kilka minut. - Marielle otarła łzę, która spłynęła jej po policzku.
Tusz do rzęs rozmazał się pod jej oczami, usta były suche i spierzchnięte, a włosy potargane, ale trudno było nie zauważyć, że jest wyjątkowo piękna.
Chociaż nigdy nie zostali znajomymi, William kojarzył bliźniaków Gabriellę i Tobiasa Larssonów z czasów szkolnych. Byli tylko o rok starsi od niego.
- Czy może mi pani powiedzieć, co się stało tuż przed tym, jak razem z Gabriellą znalazła pani męża?
Marielle wzięła głęboki oddech i powstrzymała się od płaczu.
- Jak powiedziałam, Fredrik przyszedł i zapytał, czy widziałyśmy Tobiasa. Nie obchodziło mnie za bardzo, że go nie ma, byłam przekonana, że śpi. Ale jego ukochana siostra oczywiście nie przestawała się o niego martwić, więc poszła go szukać, podczas gdy reszta z nas pozostała w salonie.
Gdy Marielle mówiła o Gabrielli, w jej głosie pojawiało się napięcie, a William zanotował sobie w pamięci, żeby dowiedzieć się więcej o możliwej rywalizacji między szwagierkami.
- Czy pozostałe cztery osoby nadal przebywały w salonie? - wtrąciła się Emilia.
- Tak. Fredrik, Olav, Jill i ja. - Marielle oderwała kawałek papierowego ręcznika z rolki na kuchennym stole i wydmuchała nos. - Gabriella przeszukała cały dom, ale nie znalazła Tobiasa. Spotkałam ją w holu, kiedy schodziła z góry. Potem postanowiłam poszukać go na zewnątrz. Gabriella poszła ze mną... leżał tam... we krwi... - Marielle wybuchnęła płaczem. Czekali. Po chwili zaczęła mówić dalej. - Liv, córka Gabrielli i Fredrika, obudziła się tuż przed naszym wyjściem, więc Fredrik poszedł do dzieci i później już został z nimi na górze, podczas gdy reszta z nas wbiegała do domu i z powrotem wybiegała na zewnątrz, nie wiedząc, co robić.
Łzy spływały po policzkach Marielle, a Emilia podała jej nowy kawałek ręcznika ze stojącego na stole złotego stojaka. Znowu czekali chwilę, aby kobieta, która właśnie straciła męża, miała szansę zebrać myśli.
- Czy tej nocy wydarzyło się coś jeszcze... jakaś kłótnia lub bójka? - zapytał William.
- Nie. - Marielle wydawała się szczerze zaskoczona jego pytaniem. - Była Wigilia - dodała. - Świętowaliśmy Boże Narodzenie z naszymi dziećmi, wszyscy byli szczęśliwi.
Te obchody Bożego Narodzenia nie wyglądały na szczególnie przyjemne dla dzieci, gdy policja pojawiła się na miejscu, ale William jej tego nie wytknął. Wszyscy byli dość pijani, chociaż szybko otrzeźwieli po tym, co się stało. Miał nadzieję, że przynajmniej zachowali tyle rozsądku, by poczekać z piciem, dopóki najmłodsi nie położą się spać.
- Gabriella jest więc siostrą bliźniaczką ofiary - kontynuował William - i to w jej domu wszyscy obchodzili Boże Narodzenie. Czy pani mieszkała wraz z mężem w domu obok, czyli między państwem Lundström a państwem Dale?
- Tak.
- I wszyscy razem pracujecie?
- Tak. Można powiedzieć, że to firma rodzinna. Jill i Olav są zatrudnieni.
Williamowi przyszło do głowy, że to trochę dziwne, że przyjaciele zarówno pracują, jak i świętują Boże Narodzenie razem. Tobias i Gabriella byli rodzeństwem, ale miał wrażenie, że tę grupkę łączą niezdrowe relacje. Nie potrafił jednak wskazać, co konkretnie o tym świadczy.
- Czy był tu dziś ktoś jeszcze?
- Nie, to tylko my, trzy rodziny. Już trzeci rok z rzędu świętowaliśmy Boże Narodzenie razem, tylko my. - Zupełnie jakby Marielle czytała w jego myślach i chciała wyjaśnić, jak wyglądają ich stosunki. - Tobias i Gabriella nie mają kontaktu z rodzicami, a ja i Fredrik nie mamy bliskich krewnych, więc jesteśmy dla siebie jak rodzina. A Jill i Olav zawsze nam towarzyszą.
William skinął głową. Nie było nic złego w stworzeniu własnego grona bliskich, jeśli biologiczna rodzina z różnych powodów komuś nie odpowiadała. Na chwilę zatonął w myślach, przypominając sobie słowa Jamesa wypowiedziane wcześniej tego wieczoru: "Pewna dziewczyna jest ze mną w ciąży". Potem potrząsnął głową, próbując skoncentrować się na pracy. To nie był dobry moment na rozmyślania o młodszym bracie.
- Czy pamięta pani coś jeszcze dotyczącego męża? - spytała Emilia. - Czy ostatnio był inny, czy kłócił się z kimś, wydawał się przestraszony lub zły, otrzymywał jakieś groźby?
- Nie - odparła stanowczo Marielle. - Nic takiego się nie działo.
- A jak układał się wasz związek?
- Bardzo dobrze.
Odpowiedź padła trochę za szybko, jakby Marielle zależało na tym, by w to uwierzyli. W jej oczach jednak nie było widać tej stanowczości. William wiedział, że siłą teraz nic z niej nie wyciągnie. Wręcz przeciwnie, zamknęłaby się w sobie. To musiało zaczekać, ale wkrótce znów trzeba będzie z nią porozmawiać.
- I nic się tu dziś nie wydarzyło? - spytał jeszcze raz William.
- Nie, nic się nie stało - odparła cicho Marielle.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki