Wszystko jest łaską - Michael Casey OCSO

Kup ebooka

44.90 zł
35.02 zł (34,57 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przypisy

Wstęp

1 Georges Bernanos, Pamiętnik wiejskiego proboszcza, przeł. W. Rogowicz, Fronda, Warszawa 2011, s. 335. Na wyrażone przez jego przyjaciela ubolewanie, iż nie przybył inny kapłan, aby towarzyszyć mu na łożu śmierci, "wiejski proboszcz" odpowiada: "Cóż to szkodzi? Wszystko jest łaską".

2 Zob. Massimo Faggioli, Sorting Out Catholicism: A Brief History of the New Ecclesial Movements, Liturgical Press, Collegeville, MN, 2014. "Dziś katolicyzm na świecie przeżywa szczególny moment historyczny, w którym wpływ ruchów katolickich jest wyjątkowo silny". Zob. także: Brendan Leahy, Ecclesial Movements and Communities: Origins, Significance, and Issues, New City Press, New York 2011.

Rozdział pierwszy. Łaska nowych początków

1 Lumen gentium, rozdział V, https://apologetyka.katolik.pl/lumen-gentium-konstytucja-dogmatyczna-o-kosciele/ [dostęp: 10.03.25].

2 Fragmenty z Pisma Świętego cytowane za wydaniem internetowym: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. 4, Pallottinum, Poznań 2003, https://biblia.deon.pl/.

3 Thomas Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, przeł. H. Ostromęcka, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2020, s. 332-333.

4 Św. Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, przeł. A. Brzóstkowska, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1999, s. 130-131. Wyobrażenie Bazylego o krótkiej przerwie między końcem pierwszego życia a początkiem drugiego może być optymistyczne. Niekiedy ta nieciągłość między etapami, kiedy stare umiera, a nowe ma się dopiero narodzić, trwa przez dłuższy czas i w tej pustce rodzą się nietwórcze tendencje, które stają się tym silniejsze, im dłużej ten stan trwa.

5 Warto zauważyć, że we współczesnej kulturze jest wiele rzeczy, które zachęcają nas do rozwijania pewnego rodzaju wyuczonej bezradności. Z jednej strony odrzucamy osobistą odpowiedzialność na rzecz algorytmów i automatyzacji (tendencja do nadmiernego polegania na automatycznych systemach i bezkrytycznego akceptowania ich wyników, nawet jeśli są błędne), a z drugiej strony na rzecz mnogości samopowielających się mechanizmów biurokratycznych.

Przez kilka lat turyści ślepo podążający za swoim GPS-em kończyli na pastwiskach przy naszym klasztorze, wpatrując się ze zdumieniem w krowy i zastanawiając się, co dalej. Gdyby używali rozumu i zwracali uwagę, czy to na znaki drogowe, czy na otoczenie, nie dochodziłoby do takich sytuacji.

6 Jak zauważył Clive James, autodydaktycy mają tendencję do przeceniania siebie. Waking up in Europe, "Times Literary Supplement", 17 czerwca 2016, s. 15.

7 Św. Bernard z Clairvaux, Kazanie o Psalmie 90: Qui enim in circuitu ambulat, proficiscitur sed proficit nihil.

8 Św. Bernard z Clairvaux, Kazanie o Pieśni nad Pieśniami: "Dzięki łasce [Bożej] od wielu lat staram się żyć w czystości i trzeźwości. Obstawałem przy czytaniu i opierałem się wadom. Często brałem na siebie ciężar modlitwy. Byłem czujny wobec pokus. Rozmyślałem nad moimi latami z goryczą w duszy (Iz 38,15). Na ile mogłem, sądzę, że żyłem wśród moich braci bez sporów. Byłem posłuszny wyższym władzom, wychodząc i przychodząc na rozkaz starszego. Nie pożądałem tego, co należy do innych, ale w pocie czoła jadłem swój chleb. Wszystko, to jednak było rutyną; nie było rozkoszy" (Totum constat de consuetudine, de dulcedine nihil).

9 Zob. Bernard J.F. Lonergan, Metoda w teologii, przeł. A. Bronk, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1976. "Nawrócenie jest zmianą kierunku, i to zmianą na lepsze. Człowiek uwalnia się od tego, co nieautentyczne, rozwija swą autentyczność. Zostają odrzucone wszystkie szkodliwe, niebezpieczne i bałamutne zadowolenia. Obawy przed niewygodą, bólem, niedostatkiem nie mają już takiej siły, by z łatwością sprowadzić człowieka z jego drogi. Dostrzegamy wartości tam, gdzie ich poprzednio nie widzieliśmy. Skale preferencji się zmieniają. Błędy, racjonalizacje i ideologie upadają i giną, a my stajemy wobec rzeczy, jakimi po prostu są i wobec człowieka, jakim być powinien" (s. 60). A także: "Przez nawrócenie rozumiemy przeobrażenie podmiotu i jego świata, zazwyczaj jest to długotrwały proces, choć jego wyraźne uznanie może się skupić w kilku doniosłych sądach i decyzjach. Jednak nie jest to tylko rozwój czy nawet ciąg procesów rozwoju. Jest to raczej wynikająca z rozwoju zmiana drogi i kierunku. Jest to jakby otworzenie oczu, gdy gaśnie i przemija nasz dawny świat. Powstaje coś nowego, co zaczyna owocować w postaci powiązanego i narastającego ciągu procesów rozwoju na wszystkich poziomach i we wszystkich obszarach ludzkiego życia" (s. 130-131).

10 Św. Aelred z Rievaulx, Kazanie 65.14, w: Corpus Christianorum Continuatio Mediaevalis, 2B, s. 174: Vocati sumus exterior aemulatione, bonorum aemulatione, occulta inspiratione. Zob. także Kazanie, 116.4, tamże, 2C, s. 176. Abba Pafnucy, w: Jan Kasjan, Rozmowy z Ojcami 34, Corpus Christianorum. Series Latina, 42, s. 142-143. Również Św. Antoni Egipski, Letter 1, przeł. D.J. Chitty, w: The Letters of St Antony the Great, Fairacres Oxford, UK, 1975, s. 1-2. Zob. także Szmaragd z Saint-Mihiel: "Wezwanie do boskiej dobroci, które pojawia się w różnych czasach i na różne sposoby, nie jest rezultatem ludzkich zasług, ale zawsze darmowym darem Boga wynikającym wyłącznie z Jego dobroci (...) jak zostało powiedziane, ludzie są powoływani na różne sposoby. Powoływani są niektórzy zdrowi jedynie na ciele, podobnie jak powoływani są dotknięci słabością ciała, a także ci, którzy cierpią z powodu rozmaitych ułomności lub doświadczają różnorodnych prób. Powoływani są w różnym wieku: niektórzy w niemowlęctwie, niektórzy w okresie dorastania, inni w młodości, inni w starszym wieku; a niektórzy nawet w skrajnej starości". The Crown of Monks (Korona mnichów), przeł. D. Barry OSB, Cistercian Publications, Collegeville, MN, 2013, rozdz. 50: On the Call of Divine Kindness, s. 127.

11 Jan Kasjan, Rozmowy z Ojcami, t. 1, 3.4, Źródła Monastyczne, 28, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2002, s. 144.

12 Tamże, s. 402.

13 Postać z brytyjskiej rymowanki, która po upadku z muru nie może już zostać poskładana - przyp. tłum.

14 Izaak ze Stelli, Kazanie, 17.16: Mutata ergo affectio cordis necessario permutat exercitium corporale: Zmiana uczuć serca nieuchronnie wpływa na zachowanie ciała.

15 "Teraz, jak on, zacząłem wzdychać bez powodu / Właśnie wtedy, gdy... Gdybym tylko... / Wszystkie prześladujące "prawie" i to jedno nieubłagane "było"". Blake Morrison, Old Men Sighing, w: Shingle Street, Chatto and Windus, London 2015.

16 Zwrócił na to uwagę Jan Kasjan w De institutis coenobiorum (wyd. polskie: Zasady życia monastycznego, Źródła Monastyczne, 100, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Tyniec 2023).

17 Aby zobaczyć bardziej pozytywne przedstawienie rzeczywistości starzenia się, zob.: Notker Wolf, Aging Starts in Your Mind: You're Only As Old As You Feel (Starzenie zaczyna się w twoim umyśle: Masz tyle lat, na ile się czujesz), Paraclete Press, Brewster, MA, 2017 oraz Joan Chittister, The Gift of Years: Growing Old Gracefully (Dar lat: Starzenie się z godnością), BlueBridge, Katonah, NY, 2010.

18 "Ludzie starsi o charakterze opanowanym, przystępnym i dla drugich życzliwym mają starość znośną, zaś usposobienie zgryźliwe i przykre jest ciężarem dla każdego wieku". Moderati enim et nec difficiles ned inhumani senes senectutem tolerabilem agunt, importunitas et inhumanitas omni aetati molesta est. Cyceron, Rozmowy tuskulańskie, O starości, O przyjaźni i wróżbiarstwie [O starości - przeł. Z. Cierniakówna], PWN, Warszawa 2020, s. 222.

19 Św. Bernard z Clairvaux, Kazania różne i monastyczne, w: Sancti Bernardi Opera I-VIII, Editiones Cistercienses, Rome 1957-1977, 6a, s. 133.

20 Św. Bernard z Clairvaux, O miłosierdziu 4, w: Sancti Bernardi Opera I-VIII, 6a, s. 42-43.

21 To tytuł autobiografii Patricka White'a z 1981 roku: Flaws in the Glass: A Self-Portrait.

22 Św. Bernard z Clairvaux, Kazanie o Świętych Piotrze i Pawle, w: Sancti Bernardi Opera I-VIII, 5, s. 196.

Wstęp

Tytuł tej książki jest bardzo ogólny: Wszystko jest łaską. Składa się ona z serii rozważań na temat tego, czego najprawdopodobniej doświadczymy, gdy świadomie zaczniemy podążać duchową ścieżką. Im bliżej kresu tej podróży, tym bardziej będziemy skłonni zgodzić się z bohaterem Pamiętnika wiejskiego proboszcza Georges'a Bernanosa, który pod koniec życia stwierdza, że wszystko jest łaską1. Droga każdego z nas na wiele sposobów odsłania dobroć Boga. Stopniowo uświadamiamy sobie, że wszystko, co dzieje się w naszym życiu, stanowi dar kochającego Ojca. Niekiedy jest to widoczne w danym momencie; najczęściej jednak można to dostrzec dopiero z perspektywy czasu, gdy w naszych sercach zaczynają zakorzeniać się pierwiastki mądrości. Dlatego właśnie umieściłem słowo łaska w tytułach wszystkich rozdziałów tej książki.

Moim celem jest przede wszystkim skupiać się na opisach, mówić o doświadczeniach, które mogą być naszym udziałem na duchowej drodze, dorzucając pewne historyczne bądź teologiczne analogie, w nadziei, że być może, czytelniku, rozpoznasz w tym, o czym mówię, siebie i będziesz w stanie zrobić ten gigantyczny krok, pozwalający dojść do wniosku, że może wszystko z tobą w porządku. Nie sposób wystarczająco mocno podkreślić tego, że to, co słyszysz we własnym duchu, jest ważniejsze niż to, co ja mówię. Moim celem jest pomóc ci wsłuchać się w głos Boga w twoim sercu. Tak więc niniejsza książka jest próbą ćwiczenia duchowej wrażliwości - zdolności odczytywania tego, co dzieje się w naszym życiu duchowym, tego, co Duch Święty dokonuje w duszy każdego z nas w danym czasie. To, co czujemy, przekracza niekiedy nasze zdolności opisu, i w tym właśnie miejscu jesteśmy zobowiązani do rozszerzenia zakresu naszego duchowego słownictwa, aby znaleźć słowa, które będą w stanie przybliżyć nas do tego, czego doświadczamy. Jest to także zaproszenie do spojrzenia w przeszłość, na minione lata, i zachwycenia się tym, co Bóg uczynił w naszym życiu. To częste napomnienie występujące w Księdze Powtórzonego Prawa: Pamiętaj! Chociaż powinniśmy mieć oczy skierowane na cel i patrzeć w przyszłość, musimy także pozostawać w kontakcie ze sposobem, w jaki Bóg działał w przeszłości. To praca, która prowadzi do mądrości - jak wyciskanie soku z wszystkiego, czego nauczyły nas lata bycia uczniami.

W kwestii umiejętności duchowych zawsze warto działać w ramach tradycji. To właśnie dlatego w ciągu ostatniego stulecia żarliwi katolicy często przywiązywali się do tej czy innej tradycji lub ruchu w Kościele, uzupełniając to, co otrzymali od swojej rodzinnej parafii, formacją i wsparciem, które wydawały się zgodne z ich osobistymi duchowymi aspiracjami2. Nie można nie zauważyć, jak bardzo polegam na wielkich pisarzach tradycji benedyktyńskiej i cysterskiej, zwłaszcza na Aelredzie z Rievaulx i Bernardzie z Clairvaux. Oczywiste odniesienia są tylko czubkiem góry lodowej widocznej ponad powierzchnią. Znacznie więcej zależności od źródeł znajduje się pod spodem i są niewidoczne nawet dla mnie. Starożytna i sprawdzona tradycja może nie być ci zbyt dobrze znana, ale z pewnością odkryjesz w niej punkty styczne z własnym sposobem myślenia. Istnieje pewna korzyść wynikająca ze spojrzenia na znane kwestie z innej perspektywy i mam nadzieję, że ta tradycja, która karmiła mnie przez wiele lat, może okazać się pomocna także dla ciebie, czytelniku, w twojej własnej, szczególnej sytuacji.

Niniejsza książka powstała jako seria konferencji rekolekcyjnych dla wspólnot zakonnych w różnych krajach, a niektóre przykłady i rozwiązania pochodzą z życia we wspólnocie monastycznej. Biorąc pod uwagę moje własne pochodzenie i doświadczenie, jest to prawdopodobnie nieuniknione. Mam jednak nadzieję, że poruszone tematy są na tyle ogólne, że umożliwią osobom z innych środowisk odnalezienie w nich echa własnych doświadczeń.

Chciałbym nadać książce taki kierunek, by tematy pogrupowane były wokół słowa łaska. Wiemy, że gdziekolwiek ludzie są nieco bardziej gorliwi, zawsze istnieje niebezpieczeństwo powrotu do starożytnej herezji pelagianizmu; pokusą staje się kładzenie zbyt dużego nacisku na to, co sami robią - niekiedy z dużym wysiłkiem - a za mało uwidocznione jest niewidzialne działanie łaski Bożej. Nawet biedny Jan Kasjan (360-435) został oskarżony o bycie semipelagianinem, ponieważ jego duchowość odbiegała od duchowości bardziej znanego, jemu współczesnego, Augustyna (354-430). Tak więc chciałbym podkreślić, że najważniejsze wydarzenia na naszej duchowej drodze nie stanowią owocu naszych własnych działań, ale są darami od Boga, danymi w sposób bezpośredni lub pośredni, obejmując także to, co na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać wypadkiem, tragedią bądź katastrofą. Nie rozpoznając ich źródła, często źle na nie reagujemy. Musimy przypomnieć zasadę, z pewnością dobrze znaną nam wszystkim, która mówi o tym, że to, co Bóg czyni nam lub dla nas, jest o wiele piękniejsze i skuteczniejsze niż cokolwiek, co moglibyśmy uczynić sobie lub dla siebie.

Na końcu każdego rozdziału zamieściłem modlitwę, mając nadzieję, że czytelnik skorzysta z okazji, aby przerwać czytanie i rozmyślanie i przenieść się w inną przestrzeń, być może poświęcając kilka chwil na modlitewną refleksję. Jestem świadom, że nie wszystko, co powiem, będzie oczywiste, a przynajmniej część może wydawać się sprzeczna z intuicją. Dlatego zachęcam, czytelniku, abyś skonfrontował to, co mówię, z własnym doświadczeniem. Nie jestem nieomylny; twoje własne doświadczenie Bożych ścieżek będzie lepszym przewodnikiem niż cokolwiek, co ja napiszę. To, co proponuję, ma służyć jedynie refleksji. Nie usiłuję przedstawić systematycznej teorii życia duchowego; próbuję opisać niektóre rzeczywistości, jakie możemy napotkać na naszej drodze, z nadzieją, że ty, czytelniku, będziesz w stanie odnieść większy sukces w uchwyceniu tych ulotnych chwil, kiedy pojawia się przebłysk czegoś większego i, podobnie jak w przypadku podróżujących do Emaus, twoje serce zacznie pałać podczas drogi.

 

Panie Boże,

Ty jesteś początkiem i źródłem wszelkich naszych dobrych czynów,

a ich realizacja jest darem od Ciebie.

Pomóż nam usłyszeć to, co wymaga usłyszenia,

zrozumieć to, co usłyszymy, i wykonać to, co wymaga wykonania.

Prosimy o to w imię Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Amen!

Rozdział pierwszy. Łaska nowych początków

Każda podróż ma swój początek. Nasza ziemska historia zaczyna się wraz z poczęciem, a następnie z chwilą narodzin: oba początki dokonują się bez naszego czynnego udziału. Inaczej jest w przypadku naszej duchowej podróży, o której mówi się, że rozpoczyna się od naszego osobistego wyboru - mimo iż dla wielu nasza chrześcijańska inicjacja była po prostu elementem dziedzictwa kulturowego, które otrzymaliśmy w ramach naszego wychowania. Niezależnie od tego, czy wraz z początkiem rozumności, jak postrzegał to św. Tomasz z Akwinu, czy później, musieliśmy dokonać wyboru wejścia na duchową ścieżkę - niekiedy nie raz, ale poprzez szereg zawężających się opcji. Niektórych z nas te podejmowane w wolności akty woli ostatecznie doprowadziły do świadomie wybranego duchowego stylu życia lub podjęcia jakiejś formy życia ukierunkowanego na konkretny cel czy też życia konsekrowanego, być może w klasztorze.

W przeszłości idea powołania w mniejszym lub większym stopniu ograniczała się do tych, którzy przyjęli kapłaństwo lub wybrali życie zakonne. Osoby wybierające życie konsekrowane często podejmowały decyzję o wstąpieniu do seminarium lub zakonu dzięki dość skutecznemu systemowi przekazywania wiary opartemu na: katolickiej rodzinie, katolickiej edukacji, pozytywnym wzmocnieniu idei powołania, wstąpieniu do cieszącej się uznaniem wspólnoty religijnej. Wszystko szło gładko, można by rzec, bezproblemowo. Ci, którzy nie podążali tą ścieżką lub którzy ją porzucali, uznawani byli za "pozbawionych powołania". Do pewnego stopnia taki sposób myślenia przetrwał do dziś. Dzieje się tak pomimo faktu, że Sobór Watykański II zatytułował jeden z rozdziałów Lumen gentium "Powszechne powołanie do świętości w Kościele"1. Prawdą jest, że powołanie bardziej widoczne jest u tych, którzy wybierają konkretny konsekrowany styl życia, ale faktem pozostaje, że wszyscy chrześcijanie powołani są do świętości, która jest zarówno darem, jak i wezwaniem.

Dziś dawny system przekazu już nie funkcjonuje. Zamiast trwać przez całe życie w religijnych konwencjach z dzieciństwa, przeżywanie chrześcijańskiego życia na serio coraz bardziej wydaje się łączyć z radykalną zmianą na poziomie wartości oraz stylu życia. Podjęcie osobistego zobowiązania do prowadzenia życia duchowego wymaga świadomego wyboru i zwykle łączy się z jakimś rodzajem duchowego doświadczenia, które wzywa osobę do bardziej żarliwej praktyki. Powołanie jest obecnie bardziej wyraźnym przykładem tego, co mógłbym określić jako "łaskę nowego początku".

Wezwanie do bycia uczniem zawsze było wezwaniem do otwarcia się na nowy początek. Widzimy to bardzo wyraźnie w relacji św. Marka o powołaniu pierwszych uczniów (Mk 1,16-20). Oni byli rybakami, ale Jezus obiecał im: "Sprawię, że się staniecie rybakami ludzi"2. Te dwa czasowniki nie są tożsame. Ci, którzy zostali powołani, nie mają już być tym, kim byli; mają stać się kimś innym. To koniec jednego życia i początek innego. Proces, dzięki któremu to nowe stawanie się ma się dokonać, jest dwojaki: rybacy muszą najpierw "zostawić za sobą" to, co wcześniej było ich, i "pójść za" Jezusem w nieznaną przyszłość. Wewnętrzne doświadczenie powołania jest na zewnątrz postrzegane jako pozostawienie przeszłości i wkroczenie w przyszłość, której nie można przewidzieć. Aby mogła się dokonać tak dramatyczna zmiana, doświadczenie musiało wygenerować w powołanych pewną energię pozwalającą im przezwyciężyć niemoc, której wszyscy doświadczamy w obliczu wyzwania.

Pomiędzy przeszłością, którą zostawiamy za sobą, a nową przyszłością istnieje luka, która wyznacza wyraźną nieciągłość pomiędzy dwoma etapami życia. Możemy nazwać to "zmianą paradygmatu", aby wskazać, że "cała konstelacja przekonań, wartości, technik itd. wspólnych członkom danej społeczności" zostaje pozostawiona na rzecz alternatywnego światopoglądu3. Następuje radykalny przełom w naszym sposobie patrzenia na świat i pojmowania życia. Nadszedł kres starego porządku. Święty Bazyli Wielki podkreśla, że to umieranie dla tego, co stare, jest istotnym elementem chrześcijańskiej inicjacji w bardziej wzniosłe życie.

Aby zaś zaczęło się inne życie, trzeba położyć kres poprzedniemu. To tak jak podczas biegu podwójnego, gdy jakiś postój lub odpoczynek odcina ruch powrotny, tak też do przemiany życia niezbędną okazała się śmierć, aby pośredniczyła między dwoma [rodzajami] życia, dokonując tego, które trwa, i dając początek temu, które nastąpi4.

Większość z nas ma lęk przed zmianami pochodzącymi z zewnątrz. Jak mówi stare powiedzenie: "Diabeł, którego znasz, jest lepszy niż ten, którego nie znasz". Jesteśmy wdzięczni za to, że świat wokół nas jest nam znany i że cokolwiek się dzieje, dzieje się w ramach znajomego spektrum możliwości. To pozwala nam funkcjonować na automatycznym pilocie - bez konieczności zbytniego zastanawiania się nad szczegółami codziennego życia. Jesteśmy bezpieczni i czujemy się komfortowo, i to jest dobre, ale istnieje niebezpieczeństwo, że taki stan może przerodzić się w samozadowolenie, zadufanie, a nawet rodzaj arogancji. Zaczynamy mieć o sobie zbyt dobre mniemanie. Przyzwyczajenie przyćmiewa nasze zdolności percepcji i nie dostrzegamy tego, co mogłoby zmienić sposób, w jaki oceniamy naszą obecną sytuację5.

W życiu wiele rzeczy jest niepewnych i prawdopodobnie nadmierna pewność odgradza nas od wymagań rzeczywistości. Doświadczenie uczy, że istnieje zdrowy rodzaj niepewności, który pomaga rozpoznawać zmienność każdej ludzkiej sytuacji i zachęca nas, abyśmy pozostawali czujni na oznaki zmian i byli kreatywni w odpowiadaniu na nie.

Samozadowolenie może niekiedy komplikować nasze życie duchowe. Musimy uważać, aby nie dopuścić do tego, by fakt, że nasze praktyki religijne stały się mniej lub bardziej stałym elementem naszego życia, nie doprowadził nas do nadmiernej pewności siebie. O ile nie mamy wyjątkowo intensywnej relacji z kompetentnym duchowym kierownikiem lub przewodnikiem, istnieje prawdopodobieństwo, że przecenimy nasze postępy6. "Ignorancja częściej rodzi pewność siebie niż wiedza". To przypomnienie pochodzi od Karola Darwina ze wstępu do jego książki The Descent of Man (1871). Jego przekonanie zostało potwierdzone, gdy w 1999 roku David Dunning i Justin Kruger z Uniwersytetu Cornella opublikowali wyniki swoich eksperymentalnych badań, które wykazały odwrotną zależność między kompetencją a pewnością siebie. Wydaje się, iż ci, którzy są niekompetentni w jakiejś dziedzinie, zwykle przeceniają swoje umiejętności i osiągnięcia, przerzucając winę na czynniki zewnętrzne, gdy wyniki nie spełniają ich oczekiwań. Nie wiedzą wystarczająco dużo, aby rozpoznać ograniczenia swojej wiedzy. Bardziej kompetentni mniej się przechwalają. Im więcej wiedzą, tym bardziej są świadomi tego, czego nie wiedzą. Podobny efekt można zaobserwować w życiu duchowym. Początkujący myślą niekiedy, że w ciągu kilku miesięcy lub lat opanowali sztukę życia duchowego; weterani są zwykle bardziej trzeźwi w samoocenie. Im bardziej posuwamy się naprzód, tym mniej bywamy zadowoleni z siebie i swoich postępów i tym bardziej jesteśmy świadomi palącej konieczności zmiany kierunku.

Ponadto musimy przypomnieć sobie, w jaki sposób rutynowe zachowania działają na poziomie moralnym. Są one bardzo skuteczne, gdy pomagają nam wykonywać różne czynności bez większego zastanowienia, ale częstokroć mogą sprawiać, że zostajemy uwięzieni za murem nieuwagi, tak że nie jesteśmy w pełni obecni w działaniach, które wykonujemy. Niezależnie od tego, czy są to grzechy, czy dobre uczynki, nierzadko towarzyszy im pewna doza mechaniczności. Nawet praktykowanie cnót może nas zaślepić. Mogę być tak zaangażowany w swój własny program osiągania moralnej prawości, że nie dostrzegam, że są pilniejsze i ważniejsze sytuacje wymagające mojej uwagi. Przypomnij sobie scenę sądu z Ewangelii według św. Mateusza. Skazani przez sędziego zapytali, zdziwieni faktem, że zostali odrzuceni: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię?". Grzechy zaniedbania są o wiele łatwiejsze do przeoczenia niż grzechy popełnione. Może się zdarzyć, że stworzę własną wersję życia duchowego, która będzie mi się wydawać słuszna i właściwa, nie zdając sobie sprawy z tego, jak surowy i trudny do zrozumienia będzie końcowy owoc. Dotyczy to nie tylko rygorystów i gorliwych strażników reguł, tę samą niewrażliwość można znaleźć także u tych, którzy wyznają swobodną filozofię minimalizmu. W tej sytuacji, niezależnie od tego, czy jesteśmy uwięzieni za murami cnoty czy występku, nie czynimy żadnych postępów. Krążymy w miejscu. "Ten, kto chodzi w kółko, porusza się, ale nigdzie nie dochodzi"7. Kontynuowanie postępowania w dotychczasowy sposób grozi utratą życiowej energii. Rutyna rządzi i nikt nie śmie podważać jej autorytetu!8

W większości sytuacji jesteśmy dostatecznie zadowoleni z istniejącego stanu rzeczy. Nie widzimy tego, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Nie wiemy, czego nie wiemy. Oto dlaczego powinniśmy czasami modlić się o łaskę zwątpienia w siebie - którą można opisać tak, jak Pismo Święte często mówi o bojaźni Bożej jako początku mądrości. Od czasu do czasu powinniśmy przerwać nasze ustawiczne peany samozadowolenia i zacząć się zastanawiać, czy niektórych rzeczy nie moglibyśmy poprawić. Musimy zapytać siebie, czy nie narzuciliśmy sobie w życiu ograniczeń, z których powinniśmy się wyrwać: w modlitwie, w lectio divina, w uczestnictwie w życiu rodzinnym lub wspólnotowym, we współczuciu, w służbie, w okazywaniu innym szacunku. Jeśli mamy czynić postępy na duchowej ścieżce, jest całkiem prawdopodobne, że będziemy potrzebować pomocy w postaci łaski nowego początku - chęci dostrzeżenia potrzeby pójścia w nowym kierunku, a następnie dokonania zmiany.

Od czasu do czasu będziemy w naszym życiu uświadamiać sobie wezwanie do nawrócenia. Ze względu na fakt, że jest to popularny termin, istnieje prawdopodobieństwo, że każdy z nas nadaje mu własne (często uproszczone) znaczenie. Nowotestamentowe słowo metanoia sugeruje, że podstawowym elementem tego procesu jest zmiana na poziomie intelektu; przede wszystkim wiąże się ona z postrzeganiem rzeczy w inny sposób. Nawiązując do Bernarda Lonergana, możemy zdefiniować nawrócenie jako zmianę horyzontów percepcyjnych9.

Kiedy dostrzegamy rzeczy w innym kontekście, zaczynamy zmieniać nasz system wartości. Uświadamiamy sobie, że sytuacja nie jest taka, jak przypuszczaliśmy, i dostrzegamy konieczność jej ponownej oceny. Zazwyczaj, gdy wiemy więcej o tym, co jest ukryte, jesteśmy bardziej wyrozumiali, a w rezultacie bardziej rozważni i współczujący. Z czasem nowe wartości dadzą początek odpowiednim działaniom, a kiedy działania te będą powtarzane, zaczną się łączyć, przemieniając się w cnoty. W taki oto sposób nasze życie stopniowo się odnawia.

Punktem wyjścia do nawrócenia nie zawsze jest życie skrępowane grzesznymi nawykami lub niewiarą. Częściej jest to egzystencja charakteryzująca się nieuwagą. Zdarza się, że z woli Bożej opatrzności wielu ludzi przechodzi przez fazę, podczas której po kilku gorliwych latach podążania duchową drogą ich życie wydaje się leżeć odłogiem, w stanie chronicznego braku pilności lub bierności. Zaniedbujemy różne rzeczy w przekonaniu, że potrzebujemy zrobić sobie przerwę, lecz nie będąc w pełni świadomi tego, jak długo już sobie na to pozwalamy. Tymczasem nasze życie duchowe stopniowo zanika, przechodząc w stan jałowości, podczas gdy my zajmujemy się alternatywnymi obszarami wzrostu. Wydaje się to bezproduktywne, ale w ukryty sposób może to być stanem odpoczynku, w którym nieświadomie przygotowujemy się do tego, co ma nadejść. Wyrwanie się z tego stanu następuje, gdy nowy etap życia sygnalizuje swoje przybycie wstrząsem. Nieprzewidziane wydarzenia konfrontują nas z proroczym wezwaniem: "Karczujcie nowe ziemie! Nadszedł czas, by szukać Pana" (Oz 10,12).

Nawrócenie jest procesem, w którym pozbawiona kreatywności monotonia naszego życia zostaje przerwana i, w najlepszym wypadku, zostajemy przekierowani na stawanie się taką osobą, jaką w stwórczym zamyśle Boga mieliśmy być. W większości poważnych życiorysów pojawiają się dwa lub trzy główne nawrócenia - z których każdemu towarzyszy coś w rodzaju kryzysu. Dokładny kształt przemian jest unikalny dla każdego z nas - ich elementy są związane z naszą historią i okolicznościami - a to zwykle jest przyczyną wielu niepokojów. Martwimy się zwłaszcza dlatego, że nie przystajemy do stereotypów, jakie mamy w głowie i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że rozpoczęcie tego procesu ma właśnie na celu uwolnienie nas od nich. Poza tymi głównymi nawróceniami w trakcie naszej podróży konieczne są liczne drobne korekty kursu, które albo z nich wynikają, albo do nich prowadzą. Wiatry i fale, które usiłują sprawić, abyśmy zawrócili, nigdy nie słabną. Niewątpliwie właśnie dlatego św. Jan Kasjan w swojej pierwszej Rozmowie przytacza nauczanie abby Mojżesza o tym, jak ważne jest posiadanie celu ostatecznego i bezpośredniego, abyśmy mogli obserwować nasze postępy i unikać marnowania wysiłków na oddalanie się, a następnie powracanie do naszego nadrzędnego celu.

Nawrócenie jest zatem niezbędnym punktem wyjścia do duchowej podróży. Jest również niezbędnym narzędziem przywracania nas na właściwy kurs, kiedy z niego zboczymy. Nie jest ono jednak czymś, co możemy osiągnąć dzięki własnym sumiennym wysiłkom, ani też czymś, co potrafimy w jakiś sposób monitorować lub kontrolować. Jest ono darem, łaską; nie zdołamy doprowadzić do niego o własnych siłach. Jako że nawrócenie ma swoje źródło poza nami, w większości przypadków jest czymś niezbyt oczekiwanym. Zmieniamy się, ponieważ w pewnym sensie nie ma innej alternatywy. "Nie mogę postąpić inaczej". Do nawrócenia często dochodzi po długim oporze z naszej strony; to samo dotyczy wielu powołań.

W jaki zatem sposób następuje w nas nawrócenie? Podążając za tradycją monastyczną, św. Antonim Pustelnikiem i abbą Pafnucym, św. Aelred z Rievaulx sugeruje cztery różne sposoby, w jakie jesteśmy inspirowani do zmiany10.

1.W niektórych przypadkach pojawia się moment ostrej duchowej intensywności, niezwiązany z niczym, co ma miejsce w świecie zewnętrznym. Ci, którzy należą do tradycji wiary, dysponują językiem umożliwiającym opisanie tego doświadczenia: "dotyk Boga", "poruszenie", przebudzenie, oświecenie, skrucha, powołanie. Odczuwane jest to jako przypływ energii, który pozwala nam zrobić krok, tak długo wyobrażany sobie i tak długo odkładany. "Powołanie pochodzi od samego Boga zarówno wtedy, gdy jakieś natchnienie skierowane do naszego serca pobudza nas (czasem nawet śpiących) do pożądania życia wiecznego i zbawienia, jak i wtedy, gdy napełnia nas zbawienną skruchą, zachęcającą do naśladowania Boga i przestrzegania Jego przykazań"11. Skrucha jest tym, co jest w stanie "z pomocą łaski Bożej wyrwać duszę z ospałości i lenistwa"12. Doświadczenie to jest na tyle silne, że oddziałuje na całe życie. Ci, którym brakuje słów, aby opisać to, co przeżyli, często spędzają lata, usiłując zrozumieć, co ono oznacza, przechodząc od jednego ideału do drugiego, nigdy nie znajdując tego, co złagodziłoby ich niespokojne poszukiwania. Jednakże, w przypadku wszystkich, życie po nim nigdy nie jest już takie samo. U tych, którzy zgadzają się na to, by owo doświadczenie ich prowadziło, skutkuje radykalną zmianą stylu życia, którą nazywamy "nawróceniem".

2.Innych pociąga jakaś dobra lub święta osoba, która wydaje się uosabiać przyszłość, jakiej pragną dla siebie. Może to być relacja z żyjącą osobą lub zażyłość z jakimś świętym z innych czasów. Ileż osób odkryło w sobie tęsknoty poprzez kontakt ze św. Teresą z Lisieux czy nawet Tomaszem Mertonem? Takie spotkanie "umacnia", umożliwia budowanie nowego życia. Tego typu wzorce służą jako lustra, w których ludzie mogą zobaczyć siebie wyraźniej; są środkami, dzięki którym odkrywamy własne "głębokie ja". Święci są dla nas żywym świadectwem pokazującym, że świętość nie jest niemożliwa, a kiedy rozkwita, ma moc przyciągania, która sprawia, że inni pragną do niej dążyć.

3.Wezwanie do kroczenia duchową ścieżką może przyjść poprzez radę mądrej osoby. Ma to szczególną moc, gdy czujemy, że osoba udzielająca nam rady zna nas i rozumie. Kiedy ktoś, kogo opinię traktujemy jako wiarygodną, celowo sugeruje określoną drogę, staje się ona szansą na nadanie formy i kierunku głębokim, nieukształtowanym przeczuciom. Często dana osoba nie jest świadoma wpływu, jaki wywierają jej słowa; to, co zostaje usłyszane, bywa o wiele silniejsze niż to, co zostało powiedziane. Echo rozbrzmiewające w sercu jest głównym źródłem nowego postrzegania siebie, które z kolei stanowi fundament pragnienia rozpoczęcia nowego sposobu życia. Gdy brakuje mądrych osób, Bóg często posługuje się prostszymi środkami, takimi jak oślica Balaama (Lb 22,15-35). Środki nie są istotne; liczy się jedynie to, co porusza duszę i rezonuje w niej. W podobny sposób mogą oddziaływać książki, czytania liturgiczne, a nawet homilie. Znam pewną osobę, która nawróciła się dzięki kwestii usłyszanej w operze mydlanej, w której zostało wyrażone słowami to, co ona sama od dłuższego czasu odczuwała, a czemu się opierała. Usłyszenie tego, w jakiś sposób, dzięki łasce Bożej, dało jej energię do zrobienia kroku, który przez wiele lat odkładała.

4.Wreszcie, Bóg może przemówić do nas przez nieszczęście, kiedy tracimy porządek, który tak rygorystycznie narzuciliśmy naszemu życiu i jesteśmy zmuszeni poskładać je na nowo. Żałoba, utrata zatrudnienia, rozpad rodziny, poważna choroba, wypadek, a nawet ciężkie grzechy - są w stanie w ciągu jednego dnia zniszczyć życie, które dotychczas mieliśmy i pogrążyć nas w nieodwracalnym kryzysie. Podobnie jak Humpty Dumpty13 odkrywamy, że wszystko jest rozbite; poskładanie tych kawałków z powrotem w ten sam sposób jak wcześniej jest dla nas prawie niemożliwe, pozostaje nam więc utworzyć nową - i może głębszą - jedność naszego życia. W trakcie tego procesu kształtujemy nowy obraz siebie i być może także nową tożsamość społeczną. Pomimo tego, że jesteśmy przytłoczeni tym, co wydaje się tragedią, w rzeczywistości jest to okazja do wyzwolenia się z marazmu, który zaczynał naznaczać poprzedni etap naszego życia, i ruszenia w nieodkryte dotąd obszary.

 

Niekiedy oddziałuje więcej czynników w jednym czasie. Prawdopodobieństwo, że siły te wpłyną na nas w sposób, który przyniesie rezultat, zależy od naszej wrażliwości; wielką przeszkodą jest stan duchowej oporności, którą Nowy Testament nazywa "zatwardziałością serca". Więcej na ten temat zostanie powiedziane na późniejszym etapie naszych rozważań.

Można wyodrębnić pięć wyraźnych momentów istotnych dla integralności nawrócenia lub powołania, z których dwa są tak naprawdę owocem daru wiary, który zaczyna aktywnie korygować parametry naszego życia. Podstawą tego procesu jest doświadczenie lub nagromadzenie doświadczeń, które doprowadzają osobę do punktu krytycznego, w którym decyzja o zmianie życia staje się tak naprawdę nieunikniona. Drugi etap to pewna iluminacja umysłu, dzięki której osoba zaczyna dostrzegać to, co wcześniej było ukryte. Otwierają się przed nią drzwi w tym, co do tej pory wydawało się nieprzeniknioną ścianą i oświeca ją jakby blask wiecznego światła, wołający do niej jak płonący krzew do Mojżesza. Prawdopodobnie późniejsze nauczanie św. Pawła na temat absolutnej darmowości łaski, niezależnej od jakiejkolwiek godności ze strony otrzymującego, miało swój początek w iluminacji, która ogarnęła jego umysł w chwili, gdy Bóg postanowił interweniować w jego życiu. Resztę swoich dni poświęcił na rozważanie jej znaczenia. Trzecim i kluczowym krokiem jest to, że na poziomie wolnej woli osoba wyraża zgodę na to, co zostało przed nią odsłonięte. Nie jest to jednak koniec procesu. Czwartym etapem jest praktyka, polegająca na powtarzaniu tejże zgody i przedłużaniu jej w taki sposób, że doświadczenie to zaczyna wpływać na przyziemne wybory, kształtując tym samym codzienne życie14. Nawrócenie najczęściej nie jest jedynie chwilowym przebłyskiem; bardziej przypomina powolne świtanie, które najpierw jest słabe, lecz z czasem przenika całą egzystencję. Końcowym etapem jest stabilizacja: kiedy efekt nawrócenia nie tylko obejmuje wszystkie sfery aktywności, ale także rozciąga się w czasie od początkowego momentu aż do końca życia. Doświadczenie to prowadzi do oświecenia, wyrażenia zgody i ustanowienia praktyki, a dopełnia się dzięki wytrwałości.

Dramatyzm związany z nawróceniem św. Pawła nie powinien być traktowany jako norma. Dla wielu ludzi nawrócenie to długi proces, który może trwać kilka lat i być naznaczony wieloma falstartami i niewłaściwymi posunięciami. Augustyn potrzebował siedemnastu lat, żeby w końcu przekroczyć linię mety - pomimo wytrwałej pomocy w postaci modlitw matki. Nawrócenie nie jest jedynie pojedynczym aktem wprowadzającym zmiany w życiu człowieka. Musi ono przerodzić się w stan, w którym zmiana zostanie niejako zinstytucjonalizowana, aby mogła w kolejnych latach stać się wyznacznikiem podejmowanych decyzji. Trochę jak dominująca partia polityczna w Meksyku: Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna (Partido Revolucionario Institucional). Musimy przeprowadzać nieustanną rewolucję, ciągłe nawrócenie. W języku łacińskiego monastycyzmu conversio tłumaczy się jako conversatio (sposób życia lub styl życia). Nawrócenie to coś więcej niż zmiana przynależności, przejście z jednej grupy do drugiej. Nie jest to coś, co zachodzi raz na zawsze, a następnie zostaje zapomniane. To raczej proces trwający całe życie, w którym stawiamy czoła ciągłym wyzwaniom, niosącym ze sobą konieczność wychodzenia poza to, co znajome - a często już jałowe - ku przestrzeniom wzrostu, które niekoniecznie sami byśmy wybrali. Wprowadza to w nasze życie stały element nieciągłości, który przełamuje naszą zwykłą niechęć do robienia czegoś więcej niż dotychczas. Nie mamy żadnej gwarancji, że to, co napotkamy na naszej drodze, będzie takie samo jak sytuacje, z którymi już się wcześniej zetknęliśmy i poradziliśmy sobie. Doświadczenie nawrócenia z natury rzeczy pełne jest niepewności. Nie polega na przechodzeniu z jednej stabilnej platformy na drugą - jest raczej skokiem w nieznane. Bez wątpienia właśnie dlatego Kierkegaard mówił o skoku wiary.

W tym miejscu ważne jest, abyśmy docenili rolę nowych początków w naszym życiu. W pewnym stopniu, stając się chrześcijaninem, a tym bardziej wstępując do klasztoru, wyrzekamy się przynależności do świata, który kieruje się racjonalnością. Stajemy się obywatelami nieba (Flp 3,20). Normalne prawa przyczyny i skutku nie mają już zastosowania. Zaczyna obowiązywać wyższa i bardziej tajemnicza przyczynowość: pierwsi stają się ostatnimi, uniżeni zostają wywyższeni, a bogaci odprawiani są z niczym. Znajdujemy się w niezręcznej sytuacji, nigdy do końca nie rozumiejąc, co się dzieje w nas i wokół nas. Zostajemy wciągnięci w obłok niewiedzy lub - używając bardziej błyskotliwego języka - angażujemy się w proces samotranscendencji, który wymaga od nas wyjścia ze strefy komfortu i rozpoczęcia trwającej do końca życia podróży przez nieznane obszary. Pierwszym wymogiem takiego życia jest oddanie kontroli. Przestajemy próbować wszystko planować i pozwalamy się prowadzić Bożej opatrzności.

Ogólnie rzecz biorąc, w życiu duchowym wiele osób przechodzi przez trzy ważne punkty zwrotne. Przemieszczamy się niejako znikąd do początku, od początku do środka i od środka do końca. Każde z tych przejść jest trudne. W pewnym sensie etapy te odpowiadają trzem wyrzeczeniom opisanym przez abbę Pafnucego w czwartej Rozmowie Kasjana. Najpierw musimy odstąpić od dotychczasowego, zwyczajnego życia, które prowadziliśmy dotąd, aby podjąć się bycia uczniem na poważnie. Następnie stopniowo eliminujemy niespójności w naszym zachowaniu, aby nasza religia przeżywana była z serca, a nie pod wpływem zewnętrznych ograniczeń. Wreszcie musimy poddać się radykalnej samotranscendencji, aby pozwolić sobie na przebóstwienie. Możliwe, że przejścia między tymi etapami odpowiadają temu, co św. Jan od Krzyża nazwał "ciemną nocą zmysłów" i "ciemną nocą ducha", ale to pytanie wykracza poza moje kompetencje i pozostawię je innym, bardziej wykwalifikowanym, aby to ocenili.

Nasze życie duchowe rozpoczyna się, gdy nasze wewnętrzne władze zostają poruszone przez naglące wezwanie do wejścia na nową drogę życia. Już nieco o tym mówiliśmy i nie jest to trudne do zrozumienia. Często towarzyszą temu pewien entuzjazm i energia. To one pozwalają nam przezwyciężyć naszą początkową niechęć, abyśmy mogli zacząć dostrzegać niektóre korzyści płynące z nowej drogi, którą obraliśmy. Daje nam to odwagę to zrobienia pierwszego kroku, a potem kolejnych. Ale podróż ta jest znacznie dłuższa. To pierwsze nawrócenie jest początkiem, punktem wyjścia. Jako takie później musi być porzucone. Przyszłość będzie jakościowo inna; nie jest to jedynie kwestia wzrostu ilościowego. W końcu odkryjemy, że nieprzewidziane przeszkody mogą zagrozić naszemu posuwaniu się naprzód.

Drugie przejście jest znacznie trudniejsze. Następuje mniej więcej w połowie życia, a raczej tworzy w nim środkowy punkt, niezależnie od wieku, w którym się pojawia, tak, że z perspektywy czasu zaczyna się dostrzegać niewyraźną linię podziału pomiędzy "przed" i "po". Najprościej mówiąc, dzieje się to tak: w pierwszej części naszego życia żyjemy i dokonujemy wyborów w kontekście oczekiwań innych ludzi. Niezależnie od tego, czy szukamy aprobaty, czy się buntujemy, robimy to w odniesieniu do jakiejś postaci rodzicielskiej. Na początku są to oczywiście nasi rodzice, którzy poprzez system nagród i kar (lub ich brak), uczą nas robić to, co "dobre", a co za tym idzie, być lub stawać się "dobrymi", czyli spełniać ich oczekiwania. Jesteśmy uważani za "dobrych", jeśli robimy to, co oni uznają za dobre. Jeśli postępujemy inaczej, czujemy się postrzegani jako "niedobrzy". Wraz z dorastaniem miejsce rodziców zajmują inni: nauczyciele, pracodawcy, wszelkiego rodzaju autorytety, a może nawet przyjaciele. Autorytety religijne także mogą wcielać się w tę rolę, utożsamiając cnotę ze stosowaniem się do ich słów. Chcemy być "dobrzy" w ich oczach. Dostosowujemy się do ich oczekiwań. Te nie muszą być wypowiadane na głos, ponieważ stopniowo internalizujemy ich zasady, tak że zaczynamy traktować je jak własne. Wiele naszych wyborów kształtowanych jest przez ten wewnętrzny głos rodzicielski, który czasami nazywany jest superego, a niekiedy splata się on z naszym wyobrażeniem Boga. Przez połowę życia staramy się wypełniać role przypisywane nam przez innych.

Nasz pierwszy poważny kryzys pojawia się, gdy zaczynamy pełniej wyrażać siebie, odrzucać tę heteronomię i stawać się sobą. To coś znacznie głębszego niż zwykły młodzieńczy bunt, wymagający przecież obecności rodziców, przeciwko którym można by się buntować. Czujemy, że musimy przestać być "dobrymi", a zamiast tego stać się sobą, bez wyraźnej wizji tego, na czym miałoby to polegać.

Wybieramy nieznane. Nie jest to łatwe. Przede wszystkim wymaga od nas oderwania się od silnego poczucia własnej wartości, które było związane z naszą wcześniejszą osobowością. Nie możemy być sobą, dopóki nie uwolnimy się przynajmniej częściowo od dominującej potrzeby aprobaty ze strony otoczenia. Może się zdarzyć, że nasza własna samoocena również gwałtownie spadnie, albowiem tak głęboko zaakceptowaliśmy role i zasady, które narzucili nam inni. Ponieważ w tym czasie często przejawiamy pewną buntowniczość, musimy liczyć się z komentarzami typu: "Kiedyś byłeś taki miły!". Ludziom nie podoba się, że wymykamy się z formy, którą dla nas - nawet nieświadomie - stworzyli. Zmierzamy ku życiu bardziej z "głębokiego ja" niż z "powierzchownego ja" i musimy być gotowi na konsekwencje. To jest drugie nawrócenie; początek drugiej podróży - podróży ku większej autentyczności. Trzecie przejście prowadzi nas do wysokiej duchowości. Stan czystości serca, o którym starożytni mnisi śpiewali z tak wielkim uniesieniem, stopniowo czyni jaźń całkowicie przejrzystą. Oznacza to, że Bóg staje się coraz bardziej obecny w człowieku, ponieważ nie ma już żadnych barier - lub, ujmując to inaczej, człowiek staje się bardziej świadomy obecności Boga. Efektem ubocznym tego stanu jest to, że osoba, która go osiągnęła, staje się kanałem Bożej obecności i działania dla innych - pod warunkiem, że ci inni są przynajmniej w pewnym stopniu otwarci. Oczywiście jest to cel wszelkiego naszego duchowego dążenia, który zazwyczaj wiąże się z wieloma latami wierności i, jak można się domyślić, podeszłym wiekiem. Jednak postęp nie jest płynny, a pomiędzy wartościowym życiem a jego transcendentalnym zwieńczeniem występuje wiele nowych początków.

Znaczna część naszej mądrości przychodzi poprzez retrospekcję. Dopiero gdy przejdziemy na drugą stronę, zaczynamy dostrzegać korzyści wynikające z trudności, przez które przeszliśmy. To częściowo wyjaśnia, dlaczego tak mało informacji jest dostępnych na temat tych ostatecznych zmagań. W rezultacie to przejście często odbierane jest jako trudniejsze, ze względu na wątpliwości, jakich przechodząc przez nie, doświadczamy. Możemy na przykład odczuwać głębokie oderwanie od wielu praktyk, które wcześniej wydawały się przybliżać nas do Boga. Nasze doświadczenie modlitwy może stopniowo wydawać się coraz bardziej pozbawione treści. Dogmaty Nicejskiego wyznania wiary mogą wydawać się coraz bardziej niezrozumiałe. Nasza wiara i pobożność zdają się podążać w kierunku apofatycznym. Najbardziej niepokojące jest jednak poczucie, że nasza relacja z Jezusem Chrystusem uległa znaczącej zmianie. Zaczynamy rozumieć, co mógł mieć na myśli św. Paweł, gdy pisał: "Jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób" (2 Kor 5,16).

Aby wejść w ten ostateczny stan, musimy także stoczyć bitwę z wieloma groźnymi demonami, które strzegą jego bram. Po pierwsze, musimy zmierzyć się z faktem, że (zazwyczaj) starzejemy się i że nasze życie zbliża się ku końcowi. Stajemy w obliczu możliwości długotrwałej słabości i nieuchronności śmierci. Pierwszą reakcją przy uświadomieniu sobie tej rzeczywistości jest często złość. Niekoniecznie przejawia się ona w postaci gwałtownych wybuchów oskarżeń; częściej bywa tendencją do narzekania na rzeczy, których nie można zmienić. Może to być także zabarwione nieświadomym lękiem przed wykluczeniem lub byciem pozostawionym w tyle. Zwykle jest to subtelna i skryta niechęć wobec nieuchronnych niedomagań i upokorzeń starości, utraty stanowiska, bylejakości, z jaką wykonuje się dziś różne rzeczy, złożoności technologii i niejasności nowomowy15.

Możemy stać się niewolnikami mglistej nostalgii za czasami, w których było lepiej. Gniew może obrócić się przeciwko nam samym, prowadząc do poczucia obrzydzenia, że nie radzimy sobie lepiej z różnymi rzeczami. Jesteśmy źli na siebie za to, że odczuwamy gniew16. Wraz z tym gniewem pojawia się niewidzialna zazdrość wobec tych, którzy teraz rządzą, za to, że są stosunkowo młodzi, mają w sobie energię, beztroskę i wyraźnie cieszą się wolnością. Może pojawić się poczucie bycia zepchniętym na margines, choć nie jest rzadkością, że niektórzy starsi ludzie sami przyczyniają się do swojego wyalienowania, z cynizmem reagując na wszelkie próby włączania ich w życie społeczne. Błahostki mogą zakłócać nasz wewnętrzny spokój w sposób, który zakłóca nas jeszcze bardziej. W takiej sytuacji musimy zdać sobie sprawę, że niezmącony pokój możliwy jest do osiągnięcia dopiero w przyszłym życiu; tymczasem w teraźniejszości często jesteśmy wzywani do cierpliwej wytrwałości, co jednak łatwiej się mówi, niż robi. Łatwo zrozumieć cały ten negatywizm, lecz przezwyciężanie go wymaga ogromnego wysiłku. Jak niegdyś zauważyła Bette Davis: "Starość nie jest dla mięczaków"17.

To powszechna reakcja na starzenie się; ci, którzy ją przezwyciężają, osiągają pewną łagodność, słodycz usposobienia i mądrość18. Pozostają jednak jeszcze inne cienie. Niewielu z naszych seniorów - jeśli są szczerzy - gotowych jest dołączyć do Edith Piaf, śpiewając Je ne regrette rien (Niczego nie żałuję). Są bardziej skłonni utożsamiać się z wersetem z Kantyku Ezechiasza, często cytowanym w tradycji łacińskiej: Recogitabo tibi omnes annos meos in amaritudine animae (Iz 38,15) - "Przeżyję spokojnie wszystkie moje lata po chwilach goryczy mej duszy". To coś, co można by nazwać "spóźnioną skruchą". Jednym ze skutków odradzającej się szczerości wobec samego siebie jest uświadomienie sobie niejednolitości minionych dekad, kiedy to pozornie dobre działania splamione były mieszanymi motywacjami i niejednoznacznymi intencjami, często ukrytymi nawet przed nami samymi. Możemy zadać sobie pytanie "Gdzie się podziały te wszystkie lata pełne najróżniejszych szans?". Częścią mądrości wieku dojrzałego jest zdolność do bardziej obiektywnej oceny moralnej jakości przeszłych działań, a przy tym doświadczanie głębokiego, lecz stonowanego poczucia żalu z powodu tego, co zostało uczynione, czego nie zrobiono oraz niedoskonałych subiektywnych dyspozycji, leżących u podstaw dokonanych wyborów. Taki wgląd nie opiera się na przesadnym poczuciu niższości lub winy, ale na głębokiej samoświadomości i radykalnym realizmie w odniesieniu do siebie samego. Najlepszym przejawem mądrości jest to, że możemy stawić czoła takiej rzeczywistości z rosnącym spokojem ducha. Być może byliśmy świadkami takiego stanu u innych lub u siebie. Co się wtedy dzieje? Ważne jest, aby uznać, że to nie tylko prawidłowy proces rozwoju, ale także pożądany. Oznacza on, że nasza niezachwiana dotąd pewność siebie zaczyna się kruszyć. Może być dla nas zaskoczeniem fakt, że św. Bernard uważał przeniknięcie goryczą (immissio amaritudinis) za jeden z głównych przejawów Bożego miłosierdzia19. "Trzecim przejawem miłosierdzia [Bożego] było to, że nawiedził moje serce i doprowadził do zmiany, w wyniku której to, co było niesłusznie słodkie, stało się gorzkie... i zacząłem w końcu rozmyślać w Jego obecności o wszystkich latach swojego życia przeżytych w goryczy duszy"20. Zrobiliśmy tak duży postęp na drodze do prawdy, że dostrzegamy już nawet skazy na szkle21. To, co było, jest przeszłością i nie możemy tego zmienić, jednakże stając się tego świadomi, możemy zmieniać siebie. Choć nie postępujemy już tak jak niegdyś, pozostałości tamtych dawnych zachowań pozostają - i możemy podjąć kroki mające na celu ich zneutralizowanie lub wyeliminowanie. "Oto podsumowanie duchowej praktyki: mądrze organizować naszą teraźniejszość, rozważać przeszłe czyny z goryczą duszy, a także roztropnie przygotowywać się na przyszłość"22.

W ten sposób dokonujemy radykalnego zerwania z naszą przeszłością, dochodzimy do głębszego nawrócenia, które nie tylko dotyczy świadomego działania, ale także wydobywa elementy naszej przeszłości i poddaje je oczyszczeniu, aby nie obciążały już naszego sumienia. W miarę jak perspektywa śmierci - tego radykalnego przerwania ciągłości - zaczyna wydawać się coraz bliższa, pojawia się w nas skłonność do obmywania łzami skruchy wszystkiego, co mogło splamić integralność naszej przeszłości. Coraz bardziej polegamy na miłosierdziu Bożym i odrzucamy wszelkie roszczenia, jakie wcześniej mogliśmy wysuwać względem własnych zasług czy godności. Ta nowa duchowa trzeźwość jest formą retrospektywnego oczyszczania duszy, które przywraca nam chrzcielną niewinność. To przemiana, która prowadzi nas w kierunku progu nieba. Bez wątpienia istnieje ciągłość pomiędzy sposobem, w jaki żyjemy, a tym, co się z nami stanie w przyszłym życiu, jednakże śmierć oznacza przerwanie wszystkiego, co znane i drogie nam, ponieważ to brama do stanu jeszcze cenniejszego. Aby móc uchwycić życie wieczne obiema rękami, musimy puścić to, co mamy teraz. To wewnętrzne oddzielenie się od naszej przeszłości prowadzi nas do prawdziwej wolności i niewinności, co sprawia, że zmierzanie do naszej wiecznej ojczyzny staje się coraz bardziej pociągającą perspektywą.

 

O Boże,

odnowicielu i wielbicielu niewinności,

zerwij kajdany, które trzymają nas w niewoli i z dala od Ciebie,

obudź nasze serca, by dostrzegły drogi, które prowadzą do Ciebie.

I wzmocnij nas, abyśmy przyjęli to, czego wcześniej się baliśmy.

Prosimy o to w imię Jezusa, naszego Pana.

Amen!

Źródła

Nieuchronnie pewne treści w tej książce pokrywają się z tym, co napisałem wcześniej; czasem wspominam myśl, która jest pełniej rozwinięta gdzie indziej, a czasem to, co teraz piszę, pojawiło się w zalążku w innej książce lub artykule. Napisałem kilkanaście książek i dziesiątki artykułów, więc pewne powtórzenia są nieuniknione. Przez całe życie, choć sięgam po nowych autorów, moje główne źródła pozostają w zasadzie te same. Być może będzie pomocne, jeśli wymienię filary mojego osobistego podejścia.

Augustyn z Hippony (354-430)

Święty Augustyn jest jedną z najważniejszych postaci w rozwoju teologii łacińskiej. Był płodnym pisarzem teologicznym i polemistą, jednak jego najbardziej wpływowe dzieła to te bardziej osobiste i duchowe, w szczególności Wyznania, jego kazania oraz komentarze do Psalmów i Ewangelii św. Jana, które były szeroko wykorzystywane w liturgii.

Baldwin z Forde (zm. 1190)

Baldwin urodził się w Exeter i kolejno pełnił funkcje opata Forde, biskupa Worcester oraz arcybiskupa Canterbury. Był dobrze wykształconym uczonym, a Traktaty duchowe, które napisał jako opat, stanowią głębokie, osobiste refleksje osadzone w kontekście tradycji monastycznej. Jego późniejsza kariera kościelna była, delikatnie mówiąc, niejednoznaczna. Brał udział w wyprawie krzyżowej Ryszarda I i zmarł podczas oblężenia Akki.

Benedykt z Nursji (480-547)

Benedykt założył klasztory w Subiaco i Monte Cassino oraz spisał Regułę, która stała się filarem zachodniego życia monastycznego. Zachęcając swoich mnichów do szerokiego czytania pism chrześcijańskich, zasiał ziarno umiłowania nauki, które przez wieki pozostaje znakiem rozpoznawczym tradycji benedyktyńskiej. Choć sama Reguła jest niewielkim tekstem, pisma tych, którzy nią żyli i nią się inspirowali, są obszerne.

Bernard z Clairvaux (1090-1153)

Bernard był głównym przedstawicielem duchowości reformowanego monastycyzmu w XII wieku. Choć treść jego teologii pozostawała tradycyjna, potrafił ją wyrazić w sposób głęboko przemawiający do doświadczeń mu współczesnych. Jego styl literacki jest ciepły, płynny i bardzo przekonujący. Jego interwencje w sprawy publiczne nie zawsze były dobrze przemyślane, ale to jako mistrz duchowy zdobył reputację świętości.

Ewagriusz z Pontu (346-399)

Pochodzący z Kapadocji Ewagriusz, wskutek pewnej niedyskrecji, zmuszony był szukać schronienia na pustyni egipskiej. Tam stał się teologiem wczesnego monastycyzmu, łącząc nauki ojców pustyni ze spekulatywną ramą myśli Orygenesa. Jego Praktikos (przewodnik dla mnichów), Rozdziały o modlitwie oraz kilka innych dzieł dostępnych jest w języku angielskim. Dzięki jego wpływowi na Jana Kasjana, jego nauka oraz nauka Orygenesa wywarły głęboki wpływ na życie duchowe zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie.

Grzegorz Wielki (540-604)

Grzegorz był mnichem, który został biskupem Rzymu. Jest autorem wielu dzieł poświęconych życiu duchowemu, w tym żywota św. Benedykta. Jego duchowość była kształtowana zarówno przez Augustyna, jak i Kasjana, lecz jego styl był bardziej przystępny i uniwersalny niż ich.

Izaak ze Stelli (1100-1178)

Urodzony w Anglii Izaak studiował we Francji. Do swojego życia zakonnego wniósł bystry umysł i solidne wykształcenie. Jego dorobek obejmuje pięćdziesiąt pięć rozpraw oraz inne dzieła teologiczne. Jego nauka jest głęboka, silnie inspirowana Augustynem, lecz zawiera również osobiste refleksje i cechuje się ujmującym, porywającym stylem.

Jan Kasjan (360-435)

Kasjan został wykształcony jako mnich na pustyniach Egiptu pod okiem wielkich mistrzów duchowych, którzy tam mieszkali. Później założył bliźniacze klasztory w pobliżu Marsylii i napisał dla nich swoje Instytucje oraz Konferencje (dostępne w tłumaczeniu). Dzieła te, spisane w łacinie w sposób systematyczny, utrwaliły nauki, które przyswoił w Egipcie, i stały się szczególnie ważnym kanałem, dzięki któremu nauki Orygenesa i Ewagriusza przeniknęły na Zachód. Kasjan wywarł wpływ na św. Benedykta i przez wiele wieków pozostawał obecny na listach lektur monastycznych.

Obłok niewiedzy

Obłok niewiedzy oraz The Book of Privy Counsel (Księga poufnej rady) są dziełami anonimowego mistyka czternastowiecznej Anglii. Napisane w średnioangielskim, wyróżniają się lirycznym stylem, mocnym fundamentem doktrynalnym i praktycznym duchowym zastosowaniem.

Orygenes z Aleksandrii (185-254)

Orygenes był pierwszym znaczącym teologiem życia duchowego, interpretującym księgi Biblii nie tylko jako źródła informacji historycznej i doktryny, lecz także jako przewodniki postępowania i inspiracje do modlitwy. Niektóre z jego filozoficznych i teologicznych idei zostały odrzucone jako heretyckie, jednak wiele jego nauk duchowych zostało włączonych do późniejszego głównego nurtu tradycji Kościoła.

Thomas Merton (1915-1968)

Merton był mnichem cysterskim w opactwie Gethsemani w Kentucky i autorem bestsellerów. Jego zainteresowania były szerokie, lecz przytaczany jest tu przede wszystkim ze względu na swoją naukę duchową oraz nauczanie o modlitwie kontemplacyjnej.

Wilhelm z Saint-Thierry (1085-1148)

Wilhelm był wybitnym teologiem i opatem benedyktyńskim, bliskim przyjacielem św. Bernarda. W 1135 roku, w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, zrezygnował z urzędu opata i wstąpił do cysterskiego klasztoru w Signy. Pozostawił po sobie kilkanaście głębokich dzieł literackich, w tym Żywot św. Bernarda oraz Złoty list.