Wszystko płynie - Wasilij Grossman

Kup ebooka

32.00 zł
25.60 zł (25,55 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przed­mowa

.

Wa­si­lij Gros­sman znany jest nie tylko jako je­den z naj­więk­szych świa­to­wych po­wie­ścio­pi­sa­rzy wo­jen­nych, ale także jako je­den z pierw­szych i naj­waż­niej­szych świad­ków Ho­lo­kau­stu. Jego wy­dany w 1944 roku esej Pie­kło Tre­blinki, na­le­żący do naj­wcze­śniej­szych tek­stów opi­su­ją­cych nie­miec­kie obozy za­głady, był cy­to­wany jako świa­dec­two przed Try­bu­na­łem w No­rym­ber­dze. Być może nikt też bar­dziej przej­mu­jąco nie opła­ki­wał wy­mor­do­wa­nych Ży­dów eu­ro­pej­skich niż Gros­sman w po­wie­ści Ży­cie i los, w li­ście, który Anna Sie­mio­nowna, li­te­racki por­tret matki au­tora, pi­sze w ostat­nich dniach swo­jego ży­cia i który udaje jej się prze­szmu­glo­wać z getta w oku­po­wa­nym przez na­zi­stów mie­ście. Ten frag­ment wy­sta­wiano wie­lo­krot­nie jako mo­no­dram na sce­nach Pa­ryża, No­wego Jorku i Mo­skwy.

Nie­wielu jest pi­sa­rzy, któ­rzy w swo­ich po­wie­ściach prze­zna­czyli hi­sto­rii wię­cej miej­sca niż Gros­sman. Wszystko pły­nie ob­ję­to­ściowo równa się jed­nej czwar­tej Ży­cia i losu, ale za­wiera jesz­cze szer­szą pa­no­ramę hi­sto­ryczną. Za­sad­ni­czą opo­wieść - o lo­sach pięć­dzie­się­cio­let­niego Iwana Gri­gor­je­wi­cza, który stra­ciw­szy trzy­dzie­ści lat ży­cia w ła­grach, usi­łuje od­na­leźć swoje miej­sce w po­sta­li­now­skiej Ro­sji - prze­ry­wają roz­działy o mo­skiew­skich wię­zie­niach w 1937 roku, o cier­pie­niach ko­biet w ra­dziec­kich obo­zach, o sta­li­now­skiej kru­cja­cie prze­ciwko na­ukow­com w la­tach czter­dzie­stych, o an­ty­ży­dow­skiej kam­pa­nii z po­czątku lat pięć­dzie­sią­tych, o Le­ni­nie, Sta­li­nie i ko­rze­niach "ro­syj­skiego nie­wol­nic­twa". Wiele twier­dzeń Gros­smana - zwłasz­cza teza, że Sta­lin był w tym sa­mym stop­niu spad­ko­biercą ro­syj­skiej tra­dy­cji re­wo­lu­cyj­nej co taj­nej po­li­cji, a jego pa­ra­noja roz­wi­nęła się na grun­cie kon­fliktu to­czą­cego się mię­dzy tymi dwiema si­łami w jego psy­chice - na­dal brzmi zdu­mie­wa­jąco śmiało. W po­wie­ści zna­la­zło się miej­sce na­wet dla mi­nia­tu­ro­wego dra­matu w for­mie roz­prawy są­do­wej, roz­gry­wa­nego po przy­pad­ko­wym spo­tka­niu Iwana z do­no­si­cie­lem, przez któ­rego tra­fił do obozu: czy­tel­nik ma wy­dać wy­rok na czte­rech in­for­ma­to­rów, czte­rech róż­nych "Ju­da­szów". Ar­gu­menty, któ­rych Gros­sman do­star­cza oskar­że­niu i obro­nie, są nie­spo­dzie­wane i prze­ko­nu­jące; jako sę­dzio­wie je­ste­śmy cią­gle ata­ko­wani z naj­mniej spo­dzie­wa­nej strony i zmu­szani do zmiany zda­nia. Roz­prawa wresz­cie koń­czy się re­flek­sją, że wszy­scy żywi, bez wy­jątku, są za­mie­szani w sprawę, i tylko mar­twi - któ­rzy prze­cież nie mogą prze­mó­wić - mie­liby prawo ich osą­dzić.

Nie­które z tych dy­gre­sji są w po­wie­ści przed­sta­wione jako my­śli i za­pi­ski bo­ha­tera, inne nie - hi­sto­rię o Wiel­kim Gło­dzie na Ukra­inie w la­tach 1932-1933, pod­czas któ­rego zmarło trzy do pię­ciu mi­lio­nów ukra­iń­skich chło­pów, opo­wiada go­spo­dyni Iwana, Anna Sier­gie­jewna, za­raz po ich pierw­szym mi­ło­snym zbli­że­niu. Jej opo­wieść sta­nowi naj­bar­dziej przej­mu­jący roz­dział książki. Oka­zuje się, że Anna Sier­gie­jewna jako po­mniej­sza funk­cjo­na­riuszka par­tyjna sama brała udział we wpro­wa­dza­niu w ży­cie roz­po­rzą­dzeń, które do­pro­wa­dziły do tra­ge­dii. To atrak­cyjna po­stać i czy­tel­nik mimo woli iden­ty­fi­kuje się nie tylko z póź­niej­szą Anną, opo­wia­da­jącą całą hi­sto­rię, ale też z młodą Anną z cza­sów Wiel­kiego Głodu - ko­lejny raz Gros­sman od­ma­wia nam sa­tys­fak­cji słusz­nego obu­rze­nia. Ten roz­dział, do­ty­czący naj­sła­biej zna­nego aktu lu­do­bój­stwa ostat­niego stu­le­cia, jest na­pi­sany z wy­czu­ciem i nie­mal nie­zno­śną rze­czo­wo­ścią. Je­dy­nie Dante, w opo­wie­ści o hra­bim Ugo­lino i jego sy­nach za­gło­dzo­nych na śmierć w za­mknię­tej wieży, pi­sał o gło­dzie rów­nie prze­ra­ża­jąco.

Nie­mal każdy etap li­te­rac­kiej ka­riery Gros­smana, na­wet już po jego śmierci, za­wie­rał prze­wle­kłe ocze­ki­wa­nia i dłu­gie, żmudne walki - zu­peł­nie tak, jakby trudne i bo­le­sne te­maty, które po­ru­szał, wy­wo­ły­wały w re­dak­to­rach, wy­daw­cach i urzęd­ni­kach po­dobną twar­dość i nie­przy­chyl­ność. Za słuszną sprawę, do­bra, choć bar­dziej kon­wen­cjo­nalna po­wieść wo­jenna, któ­rej kon­ty­nu­ację sta­nowi Ży­cie i los, no­siła po­cząt­kowo ty­tuł Sta­lin­grad. Trzeba go było jed­nak zmie­nić po tym, jak Mi­chaił Szo­ło­chow, wów­czas wielki mąż li­te­ra­tury ra­dziec­kiej, spy­tał na ze­bra­niu re­dak­cyj­nym: "A któż j e m u dał prawo pi­sać o Sta­lin­gra­dzie?". Chciał przez to po­wie­dzieć, co ja­sno zro­zu­mieli wszy­scy obecni, że ja­kiś Żyd nie ma prawa opo­wia­dać o jed­nym z naj­wspa­nial­szych roz­dzia­łów w hi­sto­rii Ro­sji - a zwłasz­cza nie po­wi­nien o nim opo­wia­dać tak praw­dzi­wie. Od 1949 do 1952 roku Gros­sman i jego wy­dawcy sta­rali się za­do­wo­lić cen­zurę. Do dziś po­zo­stało co naj­mniej dwa­na­ście zre­da­go­wa­nych przez au­tora wer­sji po­wie­ści, a re­dak­to­rzy pi­sma "No­wyj Mir" trzy razy da­rem­nie pró­bo­wali ogło­sić ją w od­cin­kach, za­nim mocno okro­jona uka­zała się w 1952 roku. Peł­niej­szą wer­sję wy­dano dwa lata póź­niej, a w 1956 roku książka uka­zała się wresz­cie w ca­ło­ści. W przy­padku Ży­cia i losu KGB skon­fi­sko­wało rę­ko­pisy, a kiedy póź­niej pi­sarz Wła­di­mir Woj­no­wicz wy­wiózł na Za­chód mi­kro­film zro­biony z je­dy­nego oca­la­łego eg­zem­pla­rza, przez nie­mal pięć lat nikt nie chciał opu­bli­ko­wać ro­syj­skiego wy­da­nia po­wie­ści - głów­nie, jak można się do­my­ślać, z po­wodu an­ty­se­mic­kiego na­sta­wie­nia emi­gra­cji ro­syj­skiej. Przy­ja­ciele i wiel­bi­ciele Gros­smana byli zbul­wer­so­wani. W 1961 roku, po "aresz­to­wa­niu" Ży­cia i losu, Gros­sman po­wie­dział, że czuł się, jakby go "za­du­sili w ciem­nym za­ułku". Dwa­dzie­ścia lat póź­niej, nie mo­gąc zna­leźć wy­dawcy dla po­wie­ści, Woj­no­wicz stwier­dził, że było to tak, jakby Gros­smana za­du­szono po raz drugi.

Gdy wresz­cie w la­tach osiem­dzie­sią­tych uka­zały się prze­kłady Ży­cia i losu, na­zwi­sko au­tora nie od razu stało się znane. Gros­sman nie miał głowy do post­mo­der­ni­zmu, a post­mo­der­nizm nie miał głowy do niego. Z pew­no­ścią przez kilka lat po upadku muru ber­liń­skiego ła­two było so­bie wy­obra­żać, że mo­żemy się wy­zwo­lić od brze­mie­nia hi­sto­rii, że na­leży tylko przy­jąć inne me­ta­fory, inny spo­sób pa­trze­nia, a rze­czy­wi­stość zo­sta­nie od­mie­niona. Jed­nak dzi­siaj, gdy po­głę­bia się kry­zys eko­lo­giczny, a Za­chód wpada w je­den nie­roz­wią­zy­walny kon­flikt po dru­gim, trudno igno­ro­wać upo­rczy­wość rze­czy­wi­sto­ści i re­alizm Gros­smana wy­daje się war­to­ścią więk­szą niż kie­dy­kol­wiek. Jego pi­sar­stwo bywa dow­cipne i ra­do­sne, ale rzadko za­bawne - Gros­sman unika fan­ta­zyj­nych po­pi­sów, a po­my­sło­wo­ścią ję­zy­kową po­słu­guje się tylko wtedy, gdy zwy­czajne słowa oka­zują się nie­wy­star­cza­jące. Je­śli jed­nak za­ak­cep­tu­jemy sfor­mu­ło­waną przez Co­le­ridge'a de­fi­ni­cję wy­obraźni jako "po­tęgi, która jest zdolna uwol­nić du­szę uwię­zioną w fak­tach", to mu­simy przy­znać, że Gros­sman ob­da­rzony był wy­obraź­nią o wiel­kiej mocy i trwa­ło­ści.

Trudno uwie­rzyć, że je­den czło­wiek mógł mieć wy­star­cza­jąco dużo siły, by tak rze­czowo pi­sać o tylu naj­strasz­niej­szych wy­da­rze­niach dwu­dzie­sto­wiecz­nej hi­sto­rii: ob­lę­że­niu Sta­lin­gradu, Ho­lo­kau­ście, Wiel­kim Gło­dzie na Ukra­inie. Źró­dło tej siły ni­gdy nie bę­dzie nam znane, ale sam Gros­sman przy­pi­sy­wał swoją wy­trwa­łość pa­mięci o matce, Je­ka­te­ri­nie Sa­wiel­jew­nie. Wy­rzu­cał so­bie, że zbyt mało uczy­nił, by oca­lić ją w 1941 roku - prze­ko­nać, aby za­miesz­kała z jego ro­dziną w Mo­skwie, dzięki czemu unik­nę­łaby za­głady z rąk Niem­ców. Jed­nak po­czu­cie winy nie ode­brało mu sił, ale jesz­cze do­dało ja­sno­ści umy­słu i de­ter­mi­na­cji. Wi­dać to w ostroż­nie opty­mi­stycz­nym za­koń­cze­niu hi­sto­rii Wik­tora Sztruma (który pod wie­loma wzglę­dami jest au­to­por­tre­tem Gros­smana), głów­nego bo­ha­tera Ży­cia i losu. Zdra­dziw­szy nie­win­nych lu­dzi, Sztrum wy­raża na­dzieję, że nie­ży­jąca matka po­może mu po­stą­pić uczci­wie na­stęp­nym ra­zem; jego ostat­nie słowa w po­wie­ści brzmią: "No cóż, zo­ba­czymy [...] może wy­star­czy mi siły. Two­jej, mamo, two­jej siły".

Gros­sman wie­rzył, że jego matka w ja­kiś spo­sób żyje na kar­tach Ży­cia i losu. W li­ście na­pi­sa­nym w dwu­dzie­stą rocz­nicę jej śmierci mówi: "Je­stem Tobą, ko­chana Mamo, i jak długo żyję, Ty bę­dziesz żyć także. Gdy umrę, da­lej bę­dziesz żyła w tej książce, którą To­bie za­de­dy­ko­wa­łem i któ­rej losy są tak po­wią­zane z Two­imi". Pa­mięć o matce jest obecna rów­nież we Wszystko pły­nie. Anna Sier­gie­jewna po raz pierw­szy przy­cho­dzi w nocy do Iwana, gdy on przez sen przy­wo­łuje matkę; jej opo­wieść o Wiel­kim Gło­dzie po­dobna jest do ostat­niego li­stu Anny Sie­mio­nowny z getta. Te dwa roz­działy na­leżą do naj­więk­szych li­te­rac­kich osią­gnięć Gros­smana i oby­dwa są ża­łob­nym opła­ki­wa­niem mi­lio­nów za­mor­do­wa­nych, ca­łych świa­tów, które ule­gły za­gła­dzie. Oby­dwa są hi­sto­rycz­nie praw­dziwe i jed­no­cze­śnie na­pi­sane z wraż­li­wo­ścią naj­wspa­nial­szej po­ezji.

Gros­sman nie zdą­żył ukoń­czyć po­wie­ści Wszystko pły­nie. Za­czął ją pi­sać w roku 1955 i wciąż jesz­cze po­pra­wiał pod­czas swo­ich ostat­nich dni w szpi­talu we wrze­śniu 1964 roku. Struk­tura opo­wie­ści jest nieco roz­chwiana, a ła­du­nek fak­tów hi­sto­rycz­nych tak wielki, że więk­szość in­nych ksią­żek za­ła­ma­łaby się pod jego cię­ża­rem. A jed­nak to praw­dziwe dzieło sztuki li­te­rac­kiej; ma wpraw­dzie wagę do­ku­mentu hi­sto­rycz­nego, ale jest czymś znacz­nie więk­szym. Cho­ciaż roz­wa­ża­nia o Le­ni­nie i Sta­li­nie spra­wiają, że w ostat­niej czę­ści tek­stu tra­cimy z oczu Iwana Gri­gor­je­wi­cza, i choć Iwan z cza­sem staje się wła­ści­wie nie­odróż­nialny od sa­mego Gros­smana, to jego los na­dal nas po­ru­sza. Kon­struk­cja po­wie­ści, mimo że dość sche­ma­tyczna, rów­nież jest bar­dzo wy­mowna: jej pod­stawą jest prze­ko­na­nie, że opo­wia­da­nie hi­sto­rii - opo­wia­da­nie lo­sów - może być da­rem. W pierw­szych roz­dzia­łach Iwan i jego stry­jeczny brat Ni­ko­łaj z wiel­kimi na­dzie­jami ocze­kują pierw­szego po la­tach spo­tka­nia. Iwan chciałby uwol­nić się od cię­żaru wszyst­kiego, co wi­dział i prze­żył w obo­zach; Ni­ko­łaj, znany na­uko­wiec, li­czy na zrzu­ce­nie z sie­bie po­czu­cia winy za pod­ło­ści i kom­pro­misy, dzięki któ­rym mógł po­zo­stać "wolny". Gdy się jed­nak spo­ty­kają, Ni­ko­łaj czuje się za­gro­żony obec­no­ścią Iwana i wid­mem jego obo­zo­wej prze­szło­ści. Nie udaje im się praw­dziwa roz­mowa, wy­miana opo­wie­ści - Iwan szybko wy­cho­dzi, jesz­cze bar­dziej sa­motny i obar­czony jesz­cze więk­szym cię­ża­rem niż wcze­śniej.

W dru­giej po­ło­wie książki Iwa­nowi udaje się na szczę­ście zna­leźć mi­łość i zro­zu­mie­nie, a po nie­uda­nej roz­mo­wie mię­dzy ku­zy­nami na­stę­puje praw­dziwa roz­mowa Iwana i jego uko­cha­nej. Opo­wieść Anny Sier­gie­jewny o Wiel­kim Gło­dzie - lu­do­bój­stwie, w któ­rym po­śred­nio brała udział - jest da­rem mi­ło­ści. Mówi o wszyst­kim ja­sno, z cał­ko­wi­tym za­ufa­niem, nie ukry­wa­jąc ni­czego. Nie pró­buje zrzu­cić swo­jego cier­pie­nia na Iwana - po­dob­nie Gros­sman nie stara się po­zbyć wła­snego cier­pie­nia, zrzu­ca­jąc je na barki czy­tel­nika. Po pro­stu robi wszystko, co po­trafi, by oca­lić pa­mięć o ży­ciu i śmierci mi­lio­nów lu­dzi, któ­rzy zbyt szybko zo­stali za­po­mniani.

Iwan przyj­muje ten ogromny dar, dar mi­ło­ści i za­ufa­nia, i od­wdzię­cza się uko­cha­nej tym sa­mym. Anna zo­staje mu w końcu za­brana - przez cho­robę i śmierć - ale to nie koń­czy ich roz­mowy. Jak Gros­sman nie prze­stał pi­sać li­stów do matki, tak Iwan w wy­obraźni nie prze­staje roz­ma­wiać z Anną i dla niej w sta­rym szkol­nym ze­szy­cie jej sio­strzeńca za­pi­suje swoje prze­my­śle­nia o Le­ni­nie, Sta­li­nie i ro­syj­skiej "du­szy pańsz­czyź­nia­nej". Iwan ro­zu­mie, jak ważna jest dla niego ta nie­prze­rwana roz­mowa; w przed­ostat­nim roz­dziale po­wie­ści, już po śmierci Anny, mówi do niej:

Wiesz, w naj­gor­szych cza­sach wy­obra­ża­łem so­bie ra­miona ko­biece, my­śla­łem o tym, ja­kie są do­bre, o tym, że w tych ra­mio­nach znajdę za­po­mnie­nie, nie będę wspo­mi­nał tego, co prze­ży­łem, tak jakby tego wcale nie było. A oka­zało się, że wła­śnie to­bie mu­szę opo­wie­dzieć o tym, co było naj­cięż­sze, ty także przez całą noc o tym mó­wi­łaś. Oka­zuje się, że szczę­ściem jest po­dzie­lić się z tobą cię­ża­rem, któ­rym z ni­kim in­nym po­dzie­lić się nie mogę.

Ta wy­miana da­rów nie może oczy­wi­ście przy­wró­cić An­nie ży­cia ani od­dać Iwa­nowi trzy­dzie­stu lat spę­dzo­nych w ła­grach. Wy­star­cza jed­nak, by po­twier­dzić tezę Gros­smana, że wol­ność nie umiera, że jest istotą czło­wie­czeń­stwa. Przy ca­łym cier­pie­niu po­miesz­czo­nym na stro­nach po­wie­ści, Wszystko pły­nie także jest da­rem, ostat­nim po­da­run­kiem Gros­smana dla świata. Jedno z naj­waż­niej­szych prze­słań książki to prze­ko­na­nie, że je­śli zdo­bę­dziemy się na za­ufa­nie i praw­do­mów­ność, na­sze opo­wie­ści prze­staną być dla nas cię­ża­rem. Że każda hi­sto­ria, praw­dzi­wie opo­wie­dziana i praw­dzi­wie wy­słu­chana, może się stać da­rem.

RO­BERT CHAN­DLER

(prze­ło­żyła Mał­go­rzata Gla­se­napp)

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki