Rozdział 2
Z Olgą przyjaźniły się, chociaż różniły się jak ogień i woda.
Olga miała cięty język, była błyskotliwa, oczytana. Do tego piękna, smukła, wysoka. Chciała być podziwiana przez mężczyzn i wzbudzać zazdrość kobiet. Być zawsze na pierwszym miejscu. Perfekcjonistka. Oryginalna, pomysłowa... Podczas gdy Klaudia robiła na obiad kotlety, naleśniki czy placki ziemniaczane, Olga zagłębiała się w tajniki kuchni japońskiej, chińskiej i koreańskiej.
Klaudia kochała przyjaciółkę, ale czasami czuła się od niej gorsza, czuła się przegrana. Zazdrościła jej tego, że to ona ma wszystko. Kiedy były nastolatkami, to "wszystko" stanowiła uroda Olgi, którą zachwycała ludzi. Klaudia też była ładna, ale nie w ten zniewalający sposób. Olga miała ognistorude włosy, które skręcały się w sprężynki, jej oczy koloru niezapominajek harmonizowały z jasną i gładką jak porcelana skórą. Miała też starszego brata, który chronił ją przed złem tego świata. Ale przede wszystkim mogła liczyć na tatę, który traktował swoją córkę jak księżniczkę. Dziewczyna była wesoła i otwarta na ludzi, podczas gdy Klaudia borykała się z nieśmiałością.
Mimo tych różnic dziewczyny bardzo się polubiły. Spędzały ze sobą wolny czas i opowiadały sobie o swoich miłościach. Zazwyczaj to Olga mówiła, a Klaudia słuchała.
Bardzo często siadały pod jabłonką, która rosła w ogrodzie Olgi, piły oranżadę i rozmawiały o przyszłości.
- Kiedy skończę trzydzieści lat, będę miała dwójkę albo trójkę dzieci, dom z ogrodem i męża, który będzie mnie obłędnie kochał - marzyła Klaudia.
- Obłędnie kochają nastolatkowie.
- Co ty mówisz?
- Prawdę. - Olga wbiła wzrok w przyjaciółkę. - Masz marzenia jak miliony ludzi na świecie. Jesteś taka przewidywalna.
- A ty? O czym marzysz?
- O podróżach w nieznane. O poznawaniu ludzi. O tym, że w wieku trzydziestu lat będę wolna, ale kochana - zakończyła zdecydowanie Olga.
Mimo dzielącej je odległości ich przyjaźń była na tyle mocna, że przetrwała. Olga często przyjeżdżała do Londynu, do przyjaciółki.
Wyszła za mąż, gdy skończyła trzydzieści pięć lat, i dopiero wtedy zdecydowała się na dziecko. Wcześniej prowadziła dość rozrywkowy tryb życia.
- Szukam - mawiała do Klaudii.
- Ale czego? - pytała ją przyjaciółka.
- Szczęścia, miłości, pana właściwego.
Z perspektywy czasu Klaudia uważała, że przyjaciółka postąpiła właściwie. Nie wpadła w ramiona pierwszego lepszego, nie wzięła ślubu w wieku dziewiętnastu lat.
Smakowała życie na wszelkie możliwe sposoby. No i wreszcie znalazła Karola, a z nim szansę na to, czego czasami zazdrościła Klaudii - stabilizację, dzieci, nawet kupki i kaszki.
Klaudia dobrze pamiętała, jak dwa dni po jej trzydziestych urodzinach przyjaciółka przyleciała do niej na kilka dni.
*
- Skończyłaś trzydzieści lat! - oznajmiła Olga, kiedy popijały kawę w kuchni.
- No...
- Tylko trzydzieści! Już dojrzała, a jeszcze młoda. Możesz wszystko! Dzieciaki wyrosły z pieluch, ba, już czuję, że niedługo będziesz mogła zażądać od nich, by się wyprowadziły.
- One nawet nie są jeszcze nastolatkami. - Klaudia jęknęła.
- A tam, nie użalaj się nad sobą. W dzisiejszych czasach dzieci szybciej dojrzewają.
- Mamo... - Rozmowę przerwała im malutka Kasia.
- Tak?
- Nie smakuje mi ta wędlina. - Dziewczynka wskazała na bułkę z szynką, którą przyniosła na talerzyku.
- Zaraz zrobię ci nową kanapkę, tylko dopiję kawę.
- Ale ja jestem głodna. Proszę, zrób mi kanapeczkę z serkiem.
- Daj mi pięć minutek.
- Pięć!
Córka chwyciła za łapkę swojego ulubionego misia i poszła oglądać bajkę.
- Przepraszam, na czym skończyłyśmy? - Klaudia zwróciła się do przyjaciółki.
- Mamo... - Do kuchni wbiegł Mateusz. - Mnie też zrób kanapkę. Proszę.
Klaudia przewróciła oczami i zabrała się do robienia kanapek.
- Na tym, że miałaś urodziny - przypomniała Olga. - Czy twój mężulek wręczył ci jakiś odlotowy prezent?
Kiedy dzieci otrzymały po kanapce, Klaudia usiadła na taborecie.
- Wczoraj Piotr zaprosił mnie na kolację.
- Super.
- Nie tak do końca super. Kiedy jedliśmy, zadzwonił do niego szef.
- Chyba mu powiedział, że świętujecie twoje urodziny?
- Nie, nie powiedział. Wyszedł, zostawiając mnie samą.
- A prezent?
- Dostałam buziaka. Prezentem miała być romantyczna kolacja.
- Dupek.
- Takie rzeczy się zdarzają.
- Twój mąż jest dupkiem i uświadom to sobie... - Olga była naprawdę zła. Nie przepadała za mężem przyjaciółki, wręcz go nie znosiła.
- Wiesz, małżeństwo to nie jest sielanka...
Olga nie skomentowała słów przyjaciółki, tylko dopiła kawę.
- Olga, nie pomyślałaś o tym, by z kimś związać się na stałe? - Klaudia zmieniła temat.
- Myślę o tym nieustannie, tylko w moim otoczeniu są osobniki, które myślą tylko o tym, by mnie porządnie zerżnąć.
- Olga, dzieci są w drugim pokoju...
- Niech się uczą od małego.
- Może jesteś zbyt wybredna...
Nie chcę skończyć jak ty - pomyślała w duchu Olga, a na głos powiedziała:
- Kilka tygodni temu poznałam Darka. Zakochałam się w nim. Było mi z nim dobrze, z każdym dniem utwierdzałam się w przekonaniu, że to ten, a nie żaden inny. Żyliśmy chwilą. Po tych kilku tygodniach znajomości zaczęłam myśleć o naszej wspólnej przyszłości. Tyle że tylko ja o tym myślałam, on nic na ten temat nie wspominał. "Chciałbyś kiedyś mieć dzieci?" - zapytałam któregoś wieczoru, kiedy leżeliśmy w łóżku. "Dzieci? Jakie dzieci?" "Nasze wspólne".
Zerwał się z łóżka jak oparzony. "Myślałem, że jesteś inna".
"Inna?" "Myślałem, że będę miał z tobą fun". "Aha..."
Pierwszy raz nie wiedziałam, co powiedzieć. Zrozumiałam, że nie traktuje mnie poważnie. Kiedy postanowiłam odejść, nie próbował mnie zatrzymać. Mam trzydzieści lat i coraz bardziej chciałabym mieć dziecko - westchnęła.
Klaudia poczuła, jak w przełyku rośnie jej dławiąca kula.
Ona sama myślała, że przyjaciółce pasuje taki styl życia.
Bez zobowiązań. Chwyciła ją za rękę.
Olga kontynuowała:
- Nie chcę niczego robić na siłę. Nie chcę rzucać się w ramiona pierwszego lepszego i wrabiać go w dzieciaka. Chcę czuć, że to jest to. Mam wiele zamężnych znajomych.
Prawie żadna z nich nie jest szczęśliwa. No może ze trzy, cztery. A pozostałe wcale nie fruwają z radości. Ty też uważasz, że żaden związek nie jest doskonały i że trzeba chodzić na kompromisy, by być szczęśliwą?
- Tak, tak uważam. - Klaudia pokiwała głową.
- Klaudia, ale tak z ręką na sercu, powiedz, czy jesteś szczęśliwa?
- Nie wiem.
- No właśnie. Połowa z was nie jest. Nie jest fajnie, kiedy spędzam kolejny weekend z książką w czterech pustych ścianach i wypijam butelkę wina, ale wciąż wierzę, że jeszcze kogoś wartościowego znajdę. A nie tylko kłamców, rypaczy i pierdzących w stołek kolesi.
- Pojechałaś po bandzie.
Klaudia wiedziała jednak, że przyjaciółka nie mogła tego ująć lepiej.
Następnego dnia Olga zaprosiła przyjaciółkę na urodzinowy obiad do restauracji. Siedziały przy stoliku i rozmawiały o leczniczych właściwościach miodu.
- Ty słyszysz, o czym my mówimy? - zaśmiała się Olga. - Niczym stare dewoty gadamy, co nas uleczy z przeziębienia.
Klaudia też zaczęła się śmiać.
- No dobrze, więc przyznam się, że ci trochę zazdroszczę.
- Czego?
- Choćby tego seksu z różnymi facetami.
- Jeśli chcesz, też możesz się z kimś bzyknąć.
- Mam męża.
- Powiem ci tak: seks jest przereklamowany. A kochankowie nie tacy szarmanccy jak w tych wszystkich komedyjkach romantycznych. Zamiast czułych wyznań - zdjęcie sterczącego penisa.
- Wysyłają ci zdjęcia swoich członków?
- Tak. Myślą pewnie, że płonę z ekstazy, gdy zobaczę sterczącą pałę.
Zaczęły się śmiać.
- Ale wiesz, to jednak bywa kręcące. My z Piotrem znamy się jak łyse konie i więcej nam się nie chce, niż chce.
- Bywa, do czasu. Nowość zawsze kręci, ale każda nowość w końcu nie jest już nowością. Najpiękniejsza jest miłość.
- Ty to mówisz? Kobieta wyzwolona?!
- Nawet ja czasami wolę być przytulana niż bzykana.
Olga wyjechała w czwartek, a w piątek przylecieli w odwiedziny rodzice Piotra.
W sobotni wieczór mieli wspólnie wyjść do restauracji. Dzieci już spały, a opiekunka czytała książkę. W pokoju, gdzie czekali na Piotra, panowała ciężka atmosfera.
Teściowa zerkała na zegarek, potrząsając przy tym głową. Jej fryzura, spryskana dużą ilością lakieru, wyglądała niczym hełm. Przez głowę przemknęła Klaudii myśl, że starsza kobieta szykuje się na wojnę. Zachciało jej się śmiać, ale przygryzła dolną wargę, by nie parsknąć na cały głos. Była zdenerwowana faktem, że Piotr nawet w sobotę musiał iść do firmy.
- Czy Piotrek zawsze pracuje w soboty? - zapytała teściowa. Jej głos ociekał sarkazmem.
- Dość często.
- Rozumiem.
Klaudia nie wiedziała, co miałaby jej jeszcze powiedzieć, chwyciła za kieliszek i zaczęła sączyć wino.
- Dużo pijesz? - zapytał ją teść.
- Nie, skąd.
- Wczoraj też popijałaś wino.
Boże, czy próbują z niej zrobić alkoholiczkę?
- Tak, dla odprężenia.
- Coś się psuje u was w małżeństwie? - Ojciec Piotra drążył temat.
- Wszystko w porządku.
- A mówiłam! Po co był ten ślub? Byliście tacy młodzi... - dodała swoje trzy grosze teściowa.
- Mamo... - To słowo stawało jej w gardle niczym dławiąca klucha. Wolałaby zwracać się do teściowej per "pani". - Jesteśmy szczęśliwi. - Głos Klaudii stał się piskliwy.
Jak zawsze, gdy była zdenerwowana.
Czy byli szczęśliwi?
Piotr wpadł do domu o dwudziestej.
- Przepraszam, zasiedziałem się w pracy.
- Ale nic nie szkodzi. - Teściowa uśmiechnęła się do syna. - Musisz ciężko pracować, aby utrzymać rodzinę.
Klaudia wiedziała, że był to przytyk w jej stronę. Wtedy pracowała na zmywaku za marne grosze, tylko kilka godzin w tygodniu.
- Ja zajmuję się domem, dziećmi - próbowała coś powiedzieć.
Teściowa zignorowała ją, chwyciła pod rękę Piotrka i skierowała się w stronę drzwi.
Następnego dnia rano Klaudia zeszła do kuchni, by zaparzyć kawę.
W kuchni zastała teściową, która jadła już śniadanie.
- Dzień dobry - odezwała się.
- Cześć - odpowiedziała teściowa.
Klaudia stanęła jak wryta. Teściowa nigdy nie pozwalała sobie na taki luz. Nigdy z jej ust nie słyszała, by do kogokolwiek mówiła: "Cześć".
- Kawy? - zapytała Klaudia.
- Z chęcią się napiję.
Klaudia włączyła ekspres.
Po kilku chwilach kawa była gotowa. Klaudia postawiła jedną filiżankę obok teściowej, a drugą przed sobą.
- Ufasz Piotrkowi? - Teściowa popatrzyła synowej w oczy.
- Skąd to pytanie? - Klaudia była naprawdę zdziwiona.
- Powinien więcej czasu spędzać z tobą i dziećmi. Nikt nie pracuje tak długo w sobotę.
- Wie mama, Piotrek naprawdę ma dużo pracy.
Teściowa sięgnęła po łyżeczkę i zaczęła mieszać kawę.
- Mógłby pracować też w domu.
- Nasze małżeństwo nie jest idealne, ale...
- Nie ma idealnych małżeństw. Powinnaś być wobec niego bardziej wymagająca.
- Kocham go.
- Kochasz za mocno. - Teściowa upiła łyk kawy. - I to jest twój błąd. Kochaj, ale nie pozwalaj mu na wszystko. Chyba nie jesteś aż tak ślepa.
- Mama mnie nie lubi i to dlatego... - Klaudia poczuła, że ogarnia ją panika. Miała ochotę się rozpłakać.
- Moje lubienie nie ma tu nic do rzeczy. Chciałam was ustrzec przed popełnieniem błędu. Ciebie ustrzec. Mężczyzna powinien się wyszaleć, zanim włoży na palec obrączkę, żeby potem nie robił głupot.
- A mama skąd o tym wie?
- Bo niejedną krzywdę wyrządził mi mąż. Piotrek zachowuje się dokładnie tak samo jak on. Wczoraj, kiedy wszedł do domu, nie miał zaróżowionych policzków z zimna... To była roztarta różowa szminka.
Klaudia zaczęła szybko mrugać powiekami.
- Dziewczyno - teściowa nachyliła się nad stołem - weź się w garść i nie pozwalaj mu na wszystko.
- Mama pytała, czy u nas wszystko dobrze. - Wieczorem Klaudia zaczęła rozmowę z Piotrem.
- Martwi się - odpowiedział mąż.
- A ma powody? - Spojrzała na niego.
- Niby dlaczego? - Nakrył się szczelnie kołdrą po samą szyję.
- Jak jest między nami? - Kobieta odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- W porządku.
- W porządku? Nie lepiej ani gorzej, tylko w porządku?
- O co ci chodzi? Jest dobrze. Mamy nowy dom, mam dobrą pracę, dzieciaki są zdrowe.
- I jest w porządku.
- Tak. - Pocałował ją w policzek.
Klaudia chciała, by mąż wykazywał większe zaangażowanie. Chciała mu opowiedzieć o swoich domysłach, o przypuszczeniach teściowej. Chciała wykrzyczeć mu wszystko, co jej leżało na sercu.
Piotr objął ją ramieniem, a ona się w niego wtuliła.
- Wszystko w porządku. Mam tylko dużo pracy.
Odwróciła się w jego stronę. Pocałowała go w usta, a po chwili zaczęła masować jego udo. Mężczyzna odsunął jej rękę.
- Już śpij, po prostu śpij.
Zamknął oczy i już po chwili kobieta słyszała jego równy, spokojny oddech.
Zasnął, a ona się rozpłakała.
*
To było prawie dziesięć lat temu. Już wtedy była nieszczęśliwa. Już wtedy powinna była spakować manatki. Zmarnowała dziesięć długich lat.
W wieku trzydziestu dziewięciu lat Klaudia miała męża, dzieci, dom z ogrodem, ale wcale nie była szczęśliwa, a przede wszystkim nie czuła się kochana. Z Piotrem, oprócz dzieci, nie łączyło jej już nic.
W tym zatłoczonym mieście czuła się samotna jak nigdzie indziej. W Londynie miała znajomych, ale nie przyjaciół. Znajomych, z którymi mogła wyjść na spacer, do kawiarni, porozmawiać na niezobowiązujące tematy, ale jak długo można tak żyć? Rozmawiać o wszystkim, a tak naprawdę o niczym...
Najchętniej spakowałaby walizkę i wyjechała do Polski. Zakończyłaby ten etap swojego życia, ale sama nie wiedziała, czy była na to gotowa. No bo kto w wieku prawie czterdziestu lat rozpoczyna wszystko od nowa...