Dane oryginału
Choose Wisely: Rationality, Ethics, and the Art of Decision-Making by Barry Schwartz and Richard Schuldenfrei
Copyright ? 2025 by Barry Schwartz and Richard Schuldenfrei Originally published by Yale University Press
Projekt okładki i stron tytułowych Anna Kulikowska
Wydawca Agnieszka Karaś-Telesińska
Redaktor Arkadiusz Gudowski
Korekta Bożena Hałuszczyńska
Redaktor prowadzący Agata Kołacz
Produkcja Anna Badura
Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo.
Więcej na www.legalnakultura.pl
Copyright ? for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA
Warszawa 2026
ISBN: 978-83-01-25401-8
eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2026 r. (Wydanie I)
Warszawa 2026
Wydawnictwo Naukowe PWN SA
02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2
tel. 22 69 54 321; faks 22 69 54 228
infolinia 801 33 33 88
e-mail: [email protected]; [email protected], www.pwn.pl
Przedmowa
Do baru wchodzą filozof z psychologiem. Żartuję. Nasza książka nie zaczęła się od wizyty w knajpie, tylko od niewinnego maila, którego Rich przesłał Barry'emu 28 lipca 2023 roku: "Właśnie czytam Pułapki myślenia (bestseller autorstwa noblisty Daniela Kahnemana, który w kompleksowy sposób omawia psychologię podejmowania decyzji). To bardzo ciekawa lektura i w związku z tym mam do ciebie jedno pytanie".
Barry odpowiedział najlepiej, jak umiał (Rich lubi zadawać trudne pytania), więc pojawiło się kolejne pytanie... i kolejne..., i jeszcze jedno... Czasami Barry odpowiadał w sposób wyczerpujący, a czasami mglisty. Niekiedy stwierdzał jedynie: "Nigdy się nad tym nie zastanawiałem". Wymiana maili trwała do czasu, aż któryś z nas (nie pamiętamy kto) zasugerował możliwość odbycia normalnej rozmowy. Skutkiem była seria rozmów telefonicznych między wschodnim a zachodnim wybrzeżem, które uzupełniane były mailami. Pretekstem była książka Kahnemana, ale poruszaliśmy najróżniejsze tematy. Czasami po rozmowie wydawało się nam, że doszliśmy do porozumienia, a w trakcie kolejnej okazywało się, że nic takiego nie miało miejsca. Ale chyba robiliśmy postępy. W pewnym momencie Barry stwierdził: "Chyba można z tego zrobić artykuł".
W ten sposób zaczęliśmy pisać, wciąż wymieniając się mailami i rozmawiając. Gdy opadł kurz, naszym oczom ukazał się maszynopis liczący ponad dwieście stron - to już nie artykuł, a krótka książka - pierwszy szkic tego, co niniejszym oddajemy w ręce czytelników. W trakcie prac wymieniliśmy ponad tysiąc maili, odbyliśmy dziesiątki rozmów i na wiele różnych sposobów przerobiliśmy swoje wywody. A wszystko się zaczęło od niewinnego pytania w mailu.
Chociaż nie do końca. Książka zaczęła się ponad pięćdziesiąt lat temu, gdy Barry dołączył do grona wykładowców Swarthmore College. Kilka lat wcześniej zatrudniono tam Richarda, który prowadził zajęcia z filozofii moralnej, filozofii polityki oraz filozofii nauk społecznych. Barry trafił na wydział psychologii, gdzie miał prowadzić zajęcia w nurcie, który wówczas był najbardziej znany, a który w bardzo radykalnej postaci reprezentował behawiorysta B.F. Skinner, będący wtedy chyba najbardziej wpływowym żyjącym psychologiem. Barry w większości krytykował skinnerowskie koncepcje natury ludzkiej, uważał jednak, że właściwa krytyka powinna polegać na dość drobiazgowej analizie tego, co w danej dziedzinie rzeczywiście wynika z badań, a nie tego, co jedynie ma z nich rzekomo wynikać. Richard także krytykował skinnerowską wizję natury ludzkiej i świata, ale jego krytyka miała znacznie szerszy zakres, ponieważ koncentrowała się na kontekście historycznym, kulturowym i ekonomicznym, w jakim Skinner rozwijał swoje teorie. I tak zaczęliśmy rozmawiać. Pytanie, które Rich zadał Barry'emu mailowo w sprawie Kahnemana, było po prostu kolejnym rozdziałem dyskusji toczącej się nieprzerwanie od ponad pół wieku. Źródła wywodów zawartych w tej książce naprawdę należy szukać w tamtych czasach - w rozmowach o Skinnerze.
Niedługo później dołączył do nas kolega Richarda, filozof Hugh Lacey, który zajmował się filozofią nauki. Nasze trzyosobowe dyskusje zaowocowały z czasem realizacją serii zajęć, kilkoma artykułami oraz książką napisaną wspólnie przez Hugh i Barry'ego. Część pomysłów, które wypracowaliśmy wówczas we trójkę, przypominamy w rozdziale dziesiątym niniejszej publikacji.
Współpraca nad książką zaczęła się więc wiele lat temu. Nie chodzi tylko o samą treść naszych rozmów, ale też o sposób, w jaki je prowadziliśmy. Rich podchodził do omawianych spraw w sposób bardziej kompleksowy niż Barry i tego też go nauczył. Barry zaś w swoim podejściu trzymał się zwykle bliżej danych. To on nauczył Richarda, że nawet jeśli dane to nie wszystko, to wciąż mają znaczenie. Często się ze sobą nie zgadzaliśmy, ale zazwyczaj dochodziliśmy do wspólnego zdania na temat tego, co analizujemy. Porozumienie (gdy już udawało się nam do niego dojść) umożliwiał nam głęboki wzajemny szacunek wobec tego, co każdy z nas wnosił do rozmowy. Rezultatem tych dyskusji były między innymi dwie książki Barry'ego (The Battle for Human Nature i The Costs of Living), które stanowiły kompleksową krytykę skinnerowskiej wizji świata - wizji podzielanej w istotnych aspektach przez ekonomistów. Bez udziału Richarda obie książki by nie powstały.
Wybieraj z głową to tylko kolejny produkt rozmów i współpracy, które trwają od 50 lat. Barry i Richard przeszli na emeryturę i nie pracują już dla Swarthmore College. Barry przeniósł się na Zachód, więc kontakt między nimi jest teraz rzadszy i mniej intensywny. Kiedy jednak Richard wysłał maila z niewinnym pytaniem, relacje między nimi szybko wróciły do stanu sprzed pół wieku. Oczywiście gdyby nie doświadczenia z tamtych lat, ta książka nie powstałaby wcale.
Mamy nadzieję, że to, co oddajemy w ręce czytelników, nie będzie końcem naszej rozmowy, lecz jej nowym początkiem, który pozwoli jej trwać, gdy nas już nie będzie. Filozoficzne wykształcenie Richarda przyzwyczaiło go do tego, że przed opublikowaniem czegokolwiek z zakresu filozofii należy wypracować argumentację, która w sposób rozstrzygający dotrze do sedna problemu. Barry jest wobec siebie nieco łagodniejszy. Doszedł do przekonania, że postęp w nauce wynika z tego, że po prostu "popełniamy jeden błąd za drugim". Owszem nauka prostuje swoje omyłki, ale i te poprawki zawierają w sobie błędy. Niniejsza książka nie spełnia standardu, jaki sobie wyznacza Richard. Być może nie udało się nam dotrzeć do sedna problemu. Jest bardzo prawdopodobne, że gdybyśmy dalej dążyli do osiągnięcia tego celu, książka nigdy by nie powstała. Mamy jednak nadzieję, że to, co stworzyliśmy, będzie stanowiło zaproszenie dla innych do włączenia się w naszą rozmowę, żeby ulepszyć nasz tok myślenia.
Barry chciałby, żeby podziękowania z jego strony przyjęli: Adam Grant, Dan Keys, Hugh Lacey, Ken Sharpe i Amy Wrzesniewski, czyli jego współpracownicy i dawni studenci. Niniejsza książka częściowo omawia i pokazuje efekty ich wcześniejszej współpracy. Barry szczególnie wdzięczny jest swojej życiowej partnerce, Myrnie Schwartz, której wnikliwa lektura - zarówno tej książki, jak i wszystkich pozostałych publikacji jego autorstwa - w widoczny sposób poprawia jakość zawartych w nich przemyśleń i sposób ich przedstawiania. Richard pragnie również podziękować Hugh Laceyowi oraz Benowi Plotkin-Swingowi. Wspólnie dziękujemy Donowi Moore'owi za krytyczną lekturę wczesnego szkicu książki, redaktorowi Sethowi Ditchikowi za pomoc w doprecyzowaniu argumentacji oraz redaktorce tekstu Robin DuBlanc za poprawienie błędów stylistycznych i wygładzenie stylu. Dziękujemy również naszym żonom, Helen Plotkin i Myrnie Schwartz, za to, że podtrzymywały nas na duchu, gdy traciliśmy nadzieję po kolejnym mailu lub telefonie.
Książka ta to krytyczne omówienie tak zwanej teorii racjonalnego wyboru (rational choice theory - RCT), czyli niezwykle wpływowego modelu racjonalnego podejmowania decyzji wywodzącego się z ekonomii. Będziemy dowodzić, że teoria racjonalnego wyboru nie sprawdza się ani jako opis tego, w jaki sposób ludzie dokonują wyborów, ani jako opis tego, jak powinni ich dokonywać. Pokażemy również, że teoria racjonalnego wyboru jest nie tylko błędna, ale i niebezpieczna, ponieważ jej wpływ na nasze myślenie jest coraz większy. Nakreślimy także alternatywny model tego, co oznacza bycie racjonalnym; model zasadniczo odmienny od teorii racjonalnego wyboru zarówno pod kątem formy, jak i treści. Jesteśmy głęboko przekonani, że wiele kwestii poruszanych w tej książce ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia społeczeństwa i nas samych, i że jak dotąd poświęcano tym kwestiom zbyt mało uwagi. Wierzymy, że - jak mówi Linda, żona Willy'ego Lomana, na zakończenie sztuki Arthura Millera Śmierć komiwojażera - "To trzeba wziąć pod uwagę" (przeł. J. Gorczycka).
Wstęp
Dzień z życia
To książka o podejmowaniu decyzji, więc zacznijmy od decyzji. Wyobraźmy sobie, że ktoś się budzi się w sobotni poranek, wygląda przez okno i widzi, że świeci słońce, po czym zadaje sobie pytanie: "Co mam dziś do roboty?". Szybko przegląda w myślach swoje zobowiązania i zadania i odkrywa, że nie ma żadnych obowiązków. Ten dzień należy do niego. W perspektywie zupełna swoboda. Robi więc w głowie remanent. Czy w przyszłym tygodniu czekają w pracy jakieś wyzwania, na które warto się zawczasu przygotować? Czy w domu jest do zrobienia coś, co odkładał na później? Czy trzeba zrobić jakieś zakupy? Nie, nie i jeszcze raz nie. Żadnych ograniczeń. Nie pojawia się nic konkretnego - nic, czym powinien się zająć odpowiedzialny człowiek. Jest wolny jak ptak.
I co dalej? Dzień zapowiada się pięknie, więc może warto gdzieś wyjść. Od dawna planuje pieszą wędrówkę. Trasa będzie wymagająca, ale prowadzi przez wyjątkowo malowniczą okolicę. Czuje, że ma na to ochotę, ale czy naprawdę ma na to siłę? W ostatnich tygodniach zaniedbał trening wydolnościowy, a strome podejścia mogą szybko prowadzić do wyczerpania. Poza tym pogoda jest tak dobra, że na szlaku będzie pewnie tłoczno, a wkoło będzie pełno psów biegających samopas. Może więc poświęcić dzień na rozpoczęcie prac w ogrodzie? Z drugiej strony poprzedni tydzień był naprawdę męczący. Może lepiej po prostu odpocząć i zrobić coś przyjemnego. Może w telewizji leci jakiś ciekawy mecz? Albo jakiś film na platformie streamingowej? Tyle że jeśli spędzi dzień biernie przed ekranem, później będzie mieć do siebie żal. Jeśli już odpoczywać, to przynajmniej w taki sposób, żeby miało to jakąś wartość. Może nadrobić wiadomości i poświęcić dzień na oglądanie kanałów informacyjnych? Czasy są burzliwe, więc warto sprawdzić, co się dzieje w szerokim świecie. Z drugiej strony telewizja informacyjna jest skrajnie spolaryzowana. Podnosi tylko ludziom ciśnienie. I właściwie nigdy nie ma pewności, komu albo czemu wierzyć. W takim razie może odpoczynek i książka? Żadna odmóżdżająca grafomania, tylko coś takiego, żeby się faktycznie czegoś dowiedzieć. Jednocześnie odpocznie i zrobi coś pożytecznego, a na koniec dnia poczuje, że nie był to czas stracony. Tyle że można podejrzewać, jak się to skończy - dzień przeznaczony na lekturę zmieni się w dzień drzemania. A wtedy naprawdę można mieć do siebie pretensje.
Uff! Kto by pomyślał, że tak wielki wybór może się okazać aż takim problemem? Można spędzić cały dzień na samym zastanawianiu się, co zrobić. A przecież to dopiero początek. Tak naprawdę jeden z nas (mała podpowiedź - chodzi o Barry'ego) dużo wcześniej już rozumiał, jak wielka to może być trudność. Napisał o tym całą książkę (Paradoks wyboru) dobre dwadzieścia lat temu, czyli w czasach, które z dzisiejszej perspektywy wydają się prostsze, bo liczba dostępnych opcji była znacznie mniejsza. Może więc warto na chwilę oczyścić umysł przy filiżance kawy.
Kawa się parzy, więc znów zaczyna się zastanawiać, jak spędzić dzień. "Do tej pory myślałem tylko o sobie. Czy tak powinno być? Czy to ma być dzień dla mnie, czy raczej dzień dla nas? Od tygodnia nie rozmawiałem z córką. Pewnie właśnie pakuje rzeczy przed przeprowadzką do nowego mieszkania. W przyszłym tygodniu zamieszka tam z nową współlokatorką. Pewnie się czuje trochę przytłoczona. Może też się trochę martwi, jak będzie wyglądało wspólne mieszkanie. Może powinienem do niej zadzwonić i zaproponować pomoc przy pakowaniu, pomóc jej się uspokoić i po prostu dotrzymać jej towarzystwa".
Ta myśl od razu poprawia mu nastrój. Można wypełnić dzień czymś pożytecznym, a przy okazji pomóc komuś, kogo się kocha. Takie rozwiązanie wydaje się sensowne. Ale w tym momencie wszystko zaczyna się komplikować. Matka jest od pewnego czasu w kiepskim stanie psychicznym. Zdrowie jej nie dopisuje i większość czasu spędza sama. Nigdy tak naprawdę nie otrząsnęła się z depresji, która pojawiła się po przeprowadzce do domu seniora. Może warto zabrać ją na obiad, przejść się z nią na krótki spacer. To zapewne poprawiłoby jej nastrój. Tylko która z nich bardziej skorzysta na jego wizycie? Kto go teraz bardziej potrzebuje? I która z tych możliwości przyniesie mu więcej radości?
Robi się coraz trudniej. Może kofeina pomoże. Gdy jednak popija kawę, przychodzi mu do głowy coś jeszcze. Dlaczego wybierać tylko między dniem dla siebie a dniem dla nas? A co, gdyby to był dzień dla nich? Działa w kilku organizacjach zajmujących się pomocą społeczną. Te działania są dla niego ważne, a organizacje te nie dysponują dużymi budżetami. Może którejś z nich pomóc przy pracach biurowych. Tylko którą wybrać? Albo może poczytać, żeby nadrobić braki w paru kwestiach, którymi się zajmują takie organizacje. To byłby sposób na produktywne spędzenie dnia. Ale czy akurat tego dnia naprawdę chce być produktywny? Tak, to chyba dobry pomysł.
Jednak gdy już wydaje mu się, że właśnie udało się rozstrzygnąć ten dylemat, przychodzi mu do głowy kolejna myśl. Myślał w sposób bardzo krótkoterminowy. Czy zastanawianie się, jak spędzić dzień, nie powinno być wpisane w większy projekt? Na przykład w to, jakie prowadzić życie albo jakim być człowiekiem? Bóg mi świadkiem, że codzienna krzątanina nie pozostawia zbyt wiele czasu na to, żeby spojrzeć na życie z perspektywy długoterminowej. Dziś najwyraźniej ma taką okazję. Może to właśnie dziś jest ten dzień, kiedy zrobi porządek w głowie. "Jak mi idzie? Czy jestem tym człowiekiem, za którego się uważałem? Tym, kim chciałem być? Jeśli nie, to czego mi brakuje? Jak mogę pielęgnować te aspekty siebie, które chciałbym mieć, a które zaniedbuję? Jeśli nie teraz, to kiedy? Nie jestem już młody. Może czas na poważną refleksję nad wielkimi pytaniami. Zmiana ścieżki kariery? Zmiana w życiu uczuciowym? Dlaczego nie wyłożyć wszystkich kart na stół?".
W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na coś bardzo ważnego, dotyczącego wprowadzonych właśnie alternatyw dzień dla siebie kontra dzień dla nas oraz krótki termin kontra długi termin. Różnią się one zasadniczo od możliwości w rodzaju "czy powinienem wybrać się na pieszą wędrówkę, czy popracować w ogrodzie". Myślenie w kategoriach dzień dla siebie albo dzień dla nas wyznacza kontekst, w jakim podejmiemy ostateczną decyzję. Nakreśla ramy możliwych wyborów - jedne możliwości mieszczą się w tych ramach, inne zaś pozostają poza nimi. Jeśli postanowimy, że tę sobotę potraktujemy jako dzień dla nas, nagle różnego rodzaju opcje znikają z horyzontu. Nie pytamy już: "Co powinienem dziś zrobić?", lecz: "Co "dla nas" powinienem dziś zrobić?".
Zobaczymy, że w badaniach poświęconych podejmowaniu decyzji szeroko badany był wpływ ich ramowania. Zobaczymy także, że w przeważającej mierze postrzegano ramowanie jako przeszkodę stojącą na drodze do podejmowania właściwych decyzji. My natomiast będziemy się starali dowieść, że ramowanie jest istotnym (być może najistotniejszym) składnikiem procesu podejmowania właściwych decyzji. W kolejnych częściach podejdziemy do naszego wywodu w sposób bardziej szczegółowy. Na razie zauważmy tylko, że część rozważanych możliwości to w istocie odpowiedzi na pytanie: "W jakie ramy powinienem ująć ten dzień?", podczas gdy inne odpowiadają na pytanie: "Co powinienem właściwie zrobić w wybranych ramach?".
Moglibyśmy w nieskończoność wymieniać możliwe pomysły na spędzenie wolnej soboty, ale nie chcemy wystawiać na próbę cierpliwości czytelników, którzy już pewnie w myślach krzyczą: "Weź zrób cokolwiek!". Chodzi nam o to, żeby faktycznie pokazać, jak potencjalnie złożona może być pozornie prosta, codzienna decyzja dotycząca tego, co zrobić. Niniejsza książka poświęcona jest temu, jak faktycznie podejmujemy takie codzienne wybory. O czym myślimy? Jakie działania podejmujemy, żeby dylematy pozornie nierozwiązywalne zmienić w takie, z którymi można sobie poradzić? Albo na odwrót... Chodzi też o to, w jaki sposób powinniśmy podejmować takie decyzje. Co nauka mówi nam o tym, jak powinniśmy podejmować decyzje, a jak je podejmujemy w rzeczywistości? Opisywany przez nas scenariusz pokazuje, że czasami podjęcie decyzji może angażować wszystkie nasze zasoby poznawcze i emocjonalne - wszystko to, co wiemy, i wszystko, do czego dążymy. Zobaczymy jednak, że dominujące ujęcia procesu decyzyjnego zmierzają do sprowadzenia potencjalnej złożoności do procesu o charakterze niemal algorytmicznym i mechanicznym. W tej książce chcemy wykazać, że takie uproszczenie jest poważnym błędem, że zrozumienie sposobów podejmowania decyzji to zrozumienie niemal wszystkiego, co składa się na ludzkie myślenie.
W zależności od naszego charakteru i chwilowych skłonności na pytanie "Co powinienem dziś zrobić?" możemy udzielić wielu rozmaitych odpowiedzi. Możemy po prostu zrobić to, co przyjdzie nam do głowy, czyli kapryśnie i niemal pod wpływem impulsu. Możemy postąpić zgodnie z naszymi nawykami i przyjętymi w społeczności obyczajami, czyli tradycyjnie. Możemy się po prostu kierować zdrowym rozsądkiem, uwzględniając oczywiste aspekty danej sytuacji i traktując nasze początkowe chęci jako wskazówkę. Możemy spróbować podejść do decyzji systematycznie i naukowo, tworząc coś w rodzaju arkusza kalkulacyjnego, w którym uwzględnimy różne możliwości wraz z oceną tych aspektów każdej z nich, które wydają się nam istotne. Możemy pomyśleć o tym w sposób poważny i skorzystać z inteligencji refleksyjnej, rozważając to, kim jesteśmy i kim chcemy być. Możemy podjąć decyzję, myśląc o wspólnocie i zastanawiając się, komu możemy pomóc i czego oczekuje od nas nasza społeczność. Możemy podjąć decyzję w sposób hedonistyczny, myśląc o tym, co sprawi nam najwięcej przyjemności. Możemy dokonać wyboru w sposób instrumentalny, zastanawiając się, co w dłuższej perspektywie najbardziej się nam opłaci. Albo możemy podjąć decyzję mniej lub bardziej bezpośrednio opartą na jakiejś nadrzędnej wartości, czyli filozoficznie.
Poniższe rozważania skupiać się będą na dwóch odmiennych podejściach do podejmowania codziennych decyzji - z jednej strony na inteligentnej refleksji, z drugiej zaś na swego rodzaju sformalizowanym, mechanicznym procesie decyzyjnym. Większą część książki poświęcimy temu drugiemu podejściu. Na razie jednak omówimy pokrótce, co rozumiemy przez inteligentną refleksję.
Na początek poważnej refleksji nad tym, co zrobić, zadajemy sobie pytanie: "Co chciałbym wynieść z tego dnia? Zabawę? Odpoczynek? Ruch? Świeże powietrze? Załatwione sprawy? Wypełnione obowiązki? Kontakt z ludźmi? Posprzątany dom?". To w istocie kolejny przykład wyboru tego, w jakich ramach podejmiemy decyzję. Gdy przeglądamy tę listę, niektóre opcje mogą nam się wydawać nie do przyjęcia. Obowiązki domowe to nuda, a ćwiczenia fizyczne wymagają zbyt wiele wysiłku. Pojawiają się też dobre przykłady na inne możliwości: wizyta u matki lub pomoc córce (kontakt z bliskimi, wypełnienie obowiązków); pójście do parku, żeby sobie poczytać w miłym otoczeniu (świeże powietrze, relaks, rozwój); oglądanie sportu w telewizji (zabawa i relaks). Wyobrażając sobie te opcje, zaczynamy dostrzegać przeszkody, które wykluczają część z nich (w parku czytać będzie trudno ze względu na hałasujące dzieci). Dochodzimy w ten sposób do dwóch możliwości, które warto poważnie rozważyć: oglądanie sportu oraz odwiedziny u matki lub córki.
Perspektywa oglądania zawodów sportowych jest bardzo kusząca. Nie wiąże się właściwie z żadnym wysiłkiem, nie wymaga ruchu ani pokonywania przeszkód. Jest przyjemna i nikomu nie szkodzi. Czujemy jednak, że coś tu jest nie tak. Okazuje się, że niektóre z tych zalet są w istocie wadami. Owszem - oglądanie sportu nie wymaga wysiłku ani fizycznego, ani intelektualnego, ale czy nie sprzyja w ten sposób lenistwu i bierności, których nie pochwalamy? Owszem - oglądanie sportu nikomu nie szkodzi, ale po części dlatego, że jest to zajęcie samotne. Może też wzmacniać nasze skłonności antyspołeczne, które ostatnio u siebie dostrzegamy. Przyjemność, jaką daje, jest w gruncie rzeczy jałowa i pozbawiona głębszego sensu. Do niczego nie prowadzi i nic nie wnosi poza chwilową przyjemnością. Nie ma nic złego w doświadczaniu przyjemności, ale życie to coś więcej. A przynajmniej tak powinno być. To także nawyk, który łatwo się utrwala, a gdy w wyobraźni widzimy siebie wlepionych w ekran, czujemy, że jest to poniżające. W tym sensie oglądanie sportu tak naprawdę wyrządza szkodę choćby nam samym. To trochę jak zażywanie narkotyków. Taka analogia, choć przesadzona, pomaga nam zrozumieć, co się dzieje, gdy oglądamy sport. Gdyby nie nasz brak samokontroli, tę opcję byśmy wykluczyli.
Z początku odwiedziny u matki nie są zbyt kuszącą opcją. W ostatnim czasie jest dość negatywnie nastawiona, zarówno do własnego życia, jak i do naszego. Uważa, że nie mamy jasno określonego celu, dlatego stale nagabuje nas w sprawie kariery zawodowej i życia towarzyskiego. Z drugiej strony jest samotna, a my nie wypełniamy swoich obowiązków, jakie mamy wobec niej. Odwiedzamy ją od czasu do czasu, ale nie tak często, jak powinniśmy. W tym miejscu ocena sytuacji podpowiada, że warto odwiedzić matkę i gdyby nie brak samokontroli, tak byśmy zrobili. Wizyta u córki może się okazać idealnym kompromisem. Co prawda ona nie potrzebuje towarzystwa tak bardzo jak matka, ale spędzenie z nią dnia będzie o wiele przyjemniejsze.
Inteligentna refleksja pozwala dostrzec wielorakie aspekty każdej decyzji. Umożliwia porównanie możliwości, które na pozór nie mają ze sobą niemal nic wspólnego. Pozwala zastanowić się nad tym, w jaki sposób prosta decyzja dotycząca spędzenia soboty mówi nam coś o tym, kim jesteśmy i co cenimy. Daje możliwość zastanowienia się, jaki cień dzisiejsza decyzja może rzucić na naszą przyszłość. Inteligentna refleksja odnosi się nie tylko do tego, co postanawiamy, ale także do tego, w jaki sposób podejmujemy te decyzje. Nie zawsze mamy luksus (albo ciężar) podejmowania inteligentnej refleksji. Przez większość czasu codzienne obowiązki wywierają na nas nacisk i odbierają nam znaczną część wolności wyboru. Jednak nawet w takich sytuacjach to inteligentna refleksja pomoże nam uświadomić sobie, że takie wymagania pojawiają się zbyt często i że oddalają nas od tego, co najbardziej chcemy robić, lub tego, co powinniśmy chcieć robić. Inteligentna refleksja nie tylko pozwala nam być tym, kim jesteśmy, ale umożliwia nam też zmianę tego, kim jesteśmy.
Wybitny dwudziestowieczny filozof, Ludwig Wittgenstein, powiedział kiedyś, że "znać język to znać formę życia". Naszym zdaniem chciał przez to powiedzieć, że znaczenia nadawane przez język są tak głęboko osadzone w naszych codziennych praktykach, że gdy się wyrwie język z tych praktyk (np. przez tłumaczenie na inny język), wiele kwestii ulega zniekształceniu lub zostaje pominięte. W pewnym sensie, żeby coś wiedzieć o języku, trzeba wiedzieć wszystko o kulturze, która się nim posługuje. Podobnie, naszym zdaniem, żeby zrozumieć decyzję, trzeba zrozumieć sposób myślenia o problemie, przed którym stajemy. Wyizolowanie procesu decyzyjnego z kontekstu podejmowanej decyzji zniekształca dostępne opcje i pomija wiele istotnych elementów. A jednak właśnie taka sytuacja ma miejsce w przypadku większości refleksji, teorii i badań nad procesem decyzyjnym. W dalszej części książki postaramy się wykazać, jak ubogie jest nasze myślenie o podejmowaniu decyzji, a także zilustrować, w jaki sposób można je wzbogacić.
Odłóżmy teraz na chwilę kwestie tego, w jaki sposób spędzimy sobotę, i skupmy się na tym, w jaki sposób mamy przeżyć całe życie. Czy powinniśmy się starać zgromadzić jak najwięcej pieniędzy? W takim razie idźmy pracować na Wall Street. Czy powinniśmy dążyć do tego, żeby relacje z bliskimi (rodziną, przyjaciółmi i społecznością) były jak najlepsze? W takim razie pielęgnujmy te relacje i rozwijajmy w sobie te cechy charakteru, które będą nam potrzebne do nawiązania i podtrzymania bliskich więzi. Czy powinniśmy dążyć do tego, żeby w życiu doświadczyć jak najwięcej przyjemności? Wybierzmy wówczas mało wymagającą pracę i ograniczmy do minimum więzi społeczne (bez małżonka ani dzieci), żeby móc robić to, na co mamy ochotę i kiedy mamy na to ochotę. Czy powinniśmy starać się zdobyć uznanie swojej społeczności? Zajmijmy się więc polityką lub działalnością charytatywną. Opisywane ścieżki życiowe nie muszą ze sobą kolidować, ale łatwo mogą stać się nie do pogodzenia, przyjmijmy więc, że musimy między nimi dokonać wyboru. Uważamy, że wielu młodych ludzi stoi dziś przed takim wyborem i dla wielu z nich wiąże się to z udręką. Jak zatem powinniśmy podjąć decyzję o tym, co zrobić ze swoim życiem. Chcemy przeanalizować teorię dotyczącą procesu decyzyjnego, która leży u podstaw większości przemyśleń (przynajmniej wśród naukowców zajmujących się naukami społecznymi) na temat tego, jakie podejmujemy decyzje i jak powinniśmy je podejmować. Pokażemy, dlaczego jest ona całkowicie niewystarczająca jako sposób myślenia o podejmowaniu decyzji we własnym życiu. Teoria ta, znana jako teoria racjonalnego wyboru, stanowi sformalizowaną alternatywę ilościową wobec metody inteligentnej refleksji. W dalszej części opiszemy, czym jest teoria racjonalnego wyboru i jak duży wpływ sobie zdobyła. Wykażemy, że aby można było zastosować teorię racjonalnego wyboru do codziennych decyzji, muszą one zmienić swój charakter i stracić znaczną część swojej złożoności. Pokażemy, w jaki sposób teoria racjonalnego wyboru zawodzi jako opis rzeczywistego procesu decyzyjnego, a także jako przepis na to, w jaki sposób powinny być podejmowane decyzje. Pokażemy również, jak teoria racjonalnego wyboru (mimo swoich braków) zyskuje coraz większy wpływ na współczesne społeczeństwo, co wiąże się z różnymi niebezpieczeństwami. Zaproponujemy także alternatywny model podejmowania decyzji - zarówno opisowy, jak i normatywny - który zastępuje formalistyczne i ilościowe aspiracje teorii racjonalnego wyboru rozważnym i przemyślanym osądem.
Rozdział 1W jaki sposób powinniśmy podejmować decyzje? Teoria racjonalnego wyboru
We Wstępie pokazaliśmy, że na pytanie "Co powinienem dziś zrobić?" można odpowiedzieć na różne sposoby. Mamy nadzieję, że większość naszych refleksji wydała się czytelnikom znajoma. W tym rozdziale skupimy się na jednej szczególnej metodzie podejmowania decyzji dotyczących dzisiejszego dnia (i wielu innych spraw); metodzie, która stała się normatywnym wzorcem racjonalnego procesu decyzyjnego, czyli na teorii racjonalnego wyboru. W dalszej części książki będziemy chcieli dowieść, że RCT nie jest w gruncie rzeczy szczególnie racjonalna. Przyjrzyjmy się, co RCT faktycznie nakazuje nam zrobić, gdy stajemy przed koniecznością dokonywania wyborów.
Z perspektywy RCT celem decyzji jest maksymalizacja użyteczności lub preferencji. Znaczenie terminu "użyteczność" od stuleci jest przedmiotem debat, które nie doczekały się jednoznacznego rozstrzygnięcia. W przeciwieństwie do czegoś takiego jak pieniądze użyteczność jest wyraźnie subiektywna i zależy od punktu widzenia. Choć jest to niezwykle nieprecyzyjne pojęcie, jej zaletą jest, że obejmuje więcej niż tylko przyjemność. Użytecznością może być w niektórych sytuacjach decyzyjnych przyjemność, ale w innych - użyteczność rozumiana jest jako przydatność. Dwie godziny spędzone na siłowni nie muszą sprawiać zawodnikowi szczególnej przyjemności, ale mogą być przydatne, jeśli ma się stać lepszy w swojej dyscyplinie. Termin "użyteczność" ma charakter funkcjonalny, ponieważ uwzględnia zróżnicowanie tego, co jest cenione. Choć przyjemność i pieniądze stanowią dużą część tego, co ceni większość ludzi, i niemal wszystko, co cenią niektórzy - większość z nas ceni również rzeczy, które nie należą do żadnej z tych kategorii, takie jak zdrowie, osiągnięcia czy wartościowe relacje społeczne. Termin "preferencje" często zastępuje "użyteczność", co jest reakcją na niezadowolenie z niejasności tego drugiego. Przy czym i ono jest subiektywne i praktycznie pozbawione treści. Żeby dowiedzieć się, co ktoś preferuje, należy obserwować, jakiego dokonuje wyboru. Niejako z definicji to, co ludzie wybierają, jest tym, co preferują.
Teoria racjonalnego wyboru zakłada, że ludzie przystępują do procesu decyzyjnego z dobrze sprecyzowanymi preferencjami. Innymi słowy, że preferencje mają charakter egzogeniczny (tj. istnieją przed pojawieniem się sytuacji wymagającej podjęcia decyzji). Następnie ludzie zestawiają dostępne opcje, ewentualnie konstruują zbiór możliwych wyborów, analizują je pod kątem istotnych atrybutów i oceniają, jak duże znaczenie każda z tych cech powinna mieć przy podejmowaniu decyzji. Ktoś może na przykład uznać, że niezawodność samochodu jest o wiele ważniejsza niż kolor tapicerki, i przypisać jej większą wagę przy podejmowaniu decyzji, który samochód kupić. Następnie ludzie oceniają, jak dobra jest każda cecha każdego z wariantów i każdej z nich przypisują jakąś wartość. Kolejnym krokiem jest określenie prawdopodobieństwa, że przy wyborze danego wariantu ich cele związane z danymi atrybutami zostaną faktycznie zrealizowane. Można na przykład pomyśleć: "Wartość wyjścia na plażę jest wysoka, jeśli będzie słonecznie, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że będzie padać, a wtedy jego wartość znacznie spadnie". Wartość opcji oraz prawdopodobieństwo osiągnięcia tych wartości podaje się w postaci liczbowej. Wartości te mnożymy przez siebie, a iloczyn wartości i prawdopodobieństw stanowi oczekiwaną użyteczność danej opcji. "Wartość plaży przy ładnej pogodzie wynosi 100, wartość plaży przy deszczu wynosi 10. Szansa na ładną pogodę wynosi 80%, na deszcz - 20%". Racjonalnie wybierający następnie po prostu wykonują obliczenia: 80% ze 100 to 80, a 20% z 10 to 2, więc sumując te wartości, otrzymujemy oczekiwaną użyteczność wypadu na plażę. Można sobie wyobrazić sytuacje, w których wykorzystujemy ten schemat, co opiszemy później, do podjęcia decyzji o tym, na który college się wybrać, co studiować, jaką pracę przyjąć, dokąd pojechać na wakacje, w co zainwestować, jaki dom kupić, do jakiego miasta się przenieść, a być może także, czy (i kiedy) wstąpić w związek małżeński oraz czy (i kiedy) mieć dzieci. Teoria racjonalnego wyboru ma być w gruncie rzeczy uniwersalnym narzędziem do podejmowania złożonych i często trudnych decyzji. Jest to narzędzie, które stawia przed nami dwa bardzo ważne pytania i udziela na nie odpowiedzi: co chcesz osiągnąć dzięki tej decyzji oraz z jakim prawdopodobieństwem każda z rozważanych opcji pozwoli ci to osiągnąć. Teoria racjonalnego wyboru ma lepiej znaną i bardziej wpływową kuzynkę w postaci tak zwanej analizy strat i zysków. W analizie tej oceniamy zalety i wady każdego z dostępnych wariantów, uzyskując wartość netto, a następnie wybieramy wariant o najwyższej wartości netto. Analiza strat i zysków ma służyć nie tylko do podejmowania decyzji indywidualnych, ale także do kierowania decyzjami politycznymi (np. który program redukcji emisji gazów cieplarnianych wdrożyć, który plan refundacji leków przyjąć) oraz biznesowymi (np. który nowy produkt rozwijać, którą kampanię marketingową prowadzić).
Po co oceniać prawdopodobieństwo oprócz wartości? Ponieważ w życiu niewiele rzeczy jest pewnych, a każda decyzja jest rodzajem prognozy. Możemy wybrać daną szkołę, bo uczestniczyliśmy w kilku zajęciach z biologii i bardzo się nam spodobały. Ale czy wszyscy nauczyciele biologii są tak angażujący jak ci, których słyszeliśmy? Możemy wybrać wakacje w parku narodowym ze względu na jego piękno i panujący tam spokój. Ale co, jeśli będzie wyjątkowo tłoczno? Możemy wybrać pracę w jakimś miejscu, bo wydaje się nam, że będziemy mieli świetnych współpracowników. Ale jak wiele się da stwierdzić na podstawie jednego dnia spędzonego w firmie? Ocena prawdopodobieństwa jest więc niezbędna.
Przyznajemy, że powyższy opis teorii racjonalnego wyboru ma w dużej mierze schematyczny charakter, który jednak pozwala nam uwypuklić kilka kluczowych kwestii. Po pierwsze, struktura RCT jest w pełni sformalizowana, co oznacza, że można podstawić zmienne w miejsce rzeczywistych opcji i cech i uzyskać wzór, który będzie miał zastosowanie w przypadku każdej decyzji. Po drugie, odstępstwa od modelu normatywnego również będą miały charakter formalny. Oznacza to, że niekonsekwencja w podejmowaniu decyzji, nieprzechodniość (intransitivity) (np. preferowanie A nad B oraz B nad C, ale C nad A), odwracanie preferencji (preferowanie A nad B w jednej chwili, a później B nad A) oraz brak niezmienniczości opisowej (descriptive invariance) (podejmowanie decyzji pod wpływem sposobu przedstawienia opcji, nawet jeśli różne opisy dotyczą tej samej rzeczywistości) są identyfikowane jako błędy, ponieważ nie spełniają wymogów sformalizowanego modelu normatywnego. Wreszcie racjonalność ocenia się zazwyczaj (z wyjątkiem pracy nad teraźniejszym i przyszłym ja oraz tym, jak ludzie ważą przyszłe lub długoterminowe konsekwencje bieżącej decyzji i jak powinni to robić) w odniesieniu do samej decyzji jako zamkniętej jednostki, a nie przez ocenę, jak dana decyzja wpisuje się w całość życia podejmującego ją człowieka.
Przyjrzyjmy się temu, jak teoria racjonalnego wyboru radzi sobie w praktyce. Po pierwsze, z tym, co nazwiemy paradygmatem hazardowym.
Rozważmy wybór między dwoma następującymi zakładami:
A. 50% szansy na wygranie 10 dolarów a 50% szansy na stratę 6 dolarów.
B. 25% szansy na wygranie 20 dolarów a 75% szansy na stratę 2 dolarów.
Teoria wyboru racjonalnego proponuje rozwiązanie tego problemu decyzyjnego za pomocą stosunkowo prostych obliczeń matematycznych.
A. 50% z 10 dolarów = 5 dolarów. 50% z 6 dolarów = 3 dolary. 5 - 3 = oczekiwana wartość 2 dolarów.
B. 25% z 20 dolarów = 5 dolarów. 75% z 2 dolarów = 1,50 dolara. 5 - 1,50 = oczekiwana wartość 3,50 dolara.
Ponieważ oczekiwana wartość B jest większa niż oczekiwana wartość A, racjonalnym wyborem będzie B. Zwróćmy uwagę na fakt, że kwestia, który zakład racjonalnie wybrać, sprowadza się do czysto matematycznego problemu. Każdy element zadania ma charakter matematyczny. A skoro jest to zadanie matematyczne, tok rozumowania ma charakter sformalizowany. W związku z tym nie pojawiają się tu żadne empiryczne pytania istotne dla rozwiązania tego zadania. Nie ma podstaw, żeby podawać w wątpliwość sposób rozwiązywania problemu, a tym samym określenie racjonalnego wyboru. Ponadto wszystkie zmienne są jasne i precyzyjne. Nie ma tu istotnej niejasności ani wieloznaczności. Nie ma też potrzeby zajmowania się zawartością umysłu (własnego ani niczyjego) w kategoriach przekonań, pragnień, rozumienia, celu czy metody formułowania podstawowych opinii albo dążeń. Nie uwzględniamy też tego, w jaki sposób określa się dostępne warianty lub istotne atrybuty.
Warto zauważyć, że to, co obliczyliśmy powyżej, określiliśmy jako oczekiwaną wartość. Nie jest to tożsame z oczekiwaną użytecznością. Jeśli chcemy się skupić na oczekiwanej użyteczności, musimy uwzględnić fakt, że im więcej pieniędzy posiadamy, tym mniejszą użyteczność ma dla nas każda kolejna ich jednostka. Zjawisko to określa się w sensie technicznym jako malejąca użyteczność krańcowa pieniądza. Jest ono odzwierciedleniem oczywistej prawdy, że 100 dolarów znaczy o wiele więcej dla kogoś, kto nie ma nic, niż dla kogoś, kto ma tych dolarów tysiące. A to, co się sprawdza w przypadku pieniędzy, można odnieść do większości rzeczy cenionych przez ludzi. Gdy nie mamy pomarańczy, wartość jednej pomarańczy jest większa niż wtedy, gdy mamy ich już pół tuzina. Istnieją narzędzia do obliczania malejącej użyteczności krańcowej pieniądza, a tym samym do wnioskowania o oczekiwanej użyteczności na podstawie oczekiwanej wartości. Narzędzia te opierają się jednak w równym stopniu na teorii i na dowodach empirycznych. Realistyczna wersja tego problemu hazardowego nie ma więc tak czysto matematycznego charakteru, jak sugerowałoby to skorzystanie z przywołanego wzoru. Jest jednak bardzo bliska zagadnieniom czysto matematycznej natury.
Praktyczne znaczenie uwzględniania malejącej użyteczności krańcowej pieniądza przy określaniu racjonalnego wyboru może nie być wielkie, ale w pewnym sensie działa jak stopa w drzwiach. Zmienia bowiem problem czysto matematyczny, precyzyjny w problem empiryczny (jak bardzo maleje wartość pieniądza) oraz dotyczący spraw umysłowych (wartości, a nie pieniądza). Sposób myślenia potrzebny do rozwiązania nowego problemu nie ma też w pełni formalnego charakteru, tak jak w przypadku problemów czysto matematycznych. W całej książce będziemy analizować zastosowanie teorii racjonalnego wyboru w przypadku zwykłych, rzeczywistych decyzji i uważnie przyglądać się, jak pozostała część nogi przechodzi przez próg.
Osoby działające w ramach teorii racjonalnego wyboru nie głoszą wprost poglądu, że wszystkie decyzje - o ile są podejmowane racjonalnie - mają charakter matematyczny. Nie formułują też ani nie bronią takiego twierdzenia. Sugerują jednak, a przynajmniej dają do zrozumienia, że im bardziej uda się przekształcić decyzje w odpowiedniki paradygmatu hazardowego, tym bliżej będzie do racjonalnych podmiotów decyzyjnych. Trudno przecenić wpływ, jaki zyskuje teoria racjonalnego wyboru dzięki przeświadczeniu ludzi, że problemy decyzyjne można rozwiązywać w sposób matematyczny lub niemal matematyczny. Jesteśmy przekonani, że wpływ ten się utrzymuje nawet wtedy, gdy przykłady (co mamy nadzieję pokazać) jednoznacznie świadczą, że jest to twierdzenie bezzasadne. Co więcej, traktowanie w ten sposób problemów decyzyjnych w normalnych okolicznościach utrudnia podejmowanie dobrych decyzji, zamiast je ułatwiać. Mamy nadzieję wykazać, że przepaść między matematycznymi aspiracjami teorii racjonalnego wyboru a niematematyczną naturą ludzkiego procesu decyzyjnego jest zasypywana przez nadmierne i czasami zupełnie arbitralne uproszczenia.
Kilka lat temu badacz procesów decyzyjnych Keith Stanovich napisał znakomite, krótkie wprowadzenie do nauki o podejmowaniu decyzji. Książka Decision Making and Rationality in the Modern World rozpoczyna się od problemu podobnego do naszego problemu hazardowego.
Rozważmy dwa następujące zakłady:
- Zakład A - wygrana 10 dolarów, jeśli ze standardowej talii kart wylosuje się kartę czerwoną; strata 6 dolarów, jeśli wylosuje się kartę czarną.
- Zakład B - wygrana 20 dolarów, jeśli ze standardowej talii kart wylosuje się kier; strata 2 dolarów, jeśli się nie wylosuje tego koloru.
Aby przejść od problemu Stanovicha do naszego problemu hazardowego, musimy zmienić sformułowanie "Wygrana 10 dolarów, jeśli ze standardowej talii kart wylosuje się kartę czerwoną..." na "50% szansy na wygranie 10 dolarów", i analogicznie postąpić z pozostałymi czynnikami opisanymi w kontekście talii kart. Jest to zmiana w zasadzie trywialna dla każdego, kto wie, jak wygląda standardowa talia kart do gry.
Zwolennicy teorii racjonalnego wyboru sugerują, że omówiony przed chwilą problem decyzyjny (problem hazardowy) ma charakter typowy, a nie wyjątkowy; że stanowi on model dla podejmowania wszystkich normalnych decyzji, choć oczywiście normalne decyzje mają raczej bardziej złożoną naturę. Uważają problem hazardowy za typowy, ponieważ obejmuje on dwa zasadnicze składniki każdej decyzji: oszacowanie wartości (pieniądze) oraz oszacowanie prawdopodobieństwa. Jest to śmiałe twierdzenie, między innymi dlatego, że poza trywialnym ujęciem ilościowym prawdopodobieństwa w kontekście standardowej talii kart (co każda osoba zaznajomiona ze standardową talią kart zrobiłaby niemal automatycznie) oraz uwzględnieniem malejącej użyteczności krańcowej pieniądza, problem ten ma charakter czysto matematyczny. Implikacją jest więc myśl, że nie tylko ogólnie rzecz biorąc problemy decyzyjne można rozwiązywać w sposób ścisły, ale że można je rozwiązywać zasadniczo według wzoru. Zgodnie z naszą wiedzą założenie, że wszystkie problemy decyzyjne dają się rozwiązać matematycznie (choć nigdy nie jest wyrażone wprost), wynika jednoznacznie z twierdzenia, że przypadek hazardowy ma charakter typowy. I sądzimy, że takie wrażenie pozostawiają po sobie tego rodzaju przykłady. Uważamy, że prestiż, jaki teoria racjonalnego wyboru zyskuje dzięki tej implikacji i temu wrażeniu, utrzymuje się nawet wtedy, gdy inne przykłady wyraźnie pokazują, że twierdzenie to jest bezzasadne. Jak bowiem sprowadzić pytanie "Co powinienem dziś zrobić?" do prostej kwestii obliczeń matematycznych?
Osoby działające w ramach teorii racjonalnego wyboru sugerują (a przynajmniej dają do zrozumienia), że w im większym stopniu się nam uda przekształcić codzienne decyzje w bliskie odpowiedniki zakładów, tym bliżej będziemy racjonalnych podmiotów decyzyjnych. Czego wymaga takie przekształcenie? Samą RCT można zastosować wtedy i tylko wtedy, gdy określony został zbiór opcji o liczebności, z którą można sobie poradzić. Konstruowanie tego zbioru nazwiemy specyfikacją. Jest to pierwszy proces w ramach teorii racjonalnego wyboru, na który chcemy zwrócić uwagę. Specyfikacja jest jedną z form ramowania, o którym pisaliśmy we Wstępie. Pytanie "Co powinienem dziś zrobić?" nie spełnia tego standardu, choć po namyśle i przycięciu niemal nieskończonego zbioru możliwości do znacznie mniejszej liczby można już zastosować teorię racjonalnego wyboru. Przy tym nie tylko opcje, ale także istotne atrybuty opcji wymagają specyfikacji: jak duża to będzie przyjemność, czy poprawi to moje zdrowie, ile wysiłku wymaga, czy dostanę poparzenia słonecznego, ile to będzie kosztować...?
Zamierzamy nadać wszystkim istotnym czynnikom postać liczbową, co pozwoli nam wyliczyć odpowiedź na pytanie: "Co robić?". Ujęcie to wymaga usunięcia niejasności i wieloznaczności zarówno w kontekście opcji, jak i atrybutów. Ten proces nazywamy precyzowaniem. Aktywność fizyczna i spacer w parku nakładają się na siebie (spacer w parku jest formą aktywności fizycznej), możemy więc przeformułować opcję na "aktywność fizyczna na siłowni lub spacer w parku". Jeśli dla podejmującego decyzję wysiłek często bywa przyjemnością, rozmaite opcje, które wydają się przyjemne, trzeba będzie od siebie odróżnić: przyjemność bez wysiłku i przyjemność z wysiłkiem. Ten trzeci aspekt nazywamy rozplątaniem.
Prawdopodobieństwo i użyteczność muszą zostać wyrażone liczbowo ("prawdopodobieństwo deszczu wynosi 20%" zastępuje "istnieje możliwość deszczu". "Jeśli nie będzie padać, plaża będzie warta 100 jednostek użyteczności, a pójście do kina - 60"). Czwartym aspektem przekształcania jest kwantyfikacja. Te cztery elementy (specyfikacja, precyzowanie, rozplątanie i kwantyfikacja) wspomagają to, co łącznie będziemy nazywać procesem przygotowania albo domknięcia. Gdy doprowadzimy do domknięcia problemu "Co powinienem dziś zrobić?", będziemy gotowi na obliczenie racjonalnego wyboru.