Rozdział IV
Willow
Moja siostra nie pozwoliła mi zostać na noc. Wcisnęłam dłoń do kieszeni dżinsów i ścisnęłam mocno klucz, który dostałam od Cage. Choć bałam się, że nadużyję jego dobroci, musiałam się gdzieś zatrzymać. Poza tym zostawiłam tam dziś rano swoją walizkę. Żeby odwdzięczyć mu się za kolejną noc w tym tygodniu, dziś po południu zajmę się naszym praniem. Z tym postanowieniem, czując się już nieco lepiej w roli nieszczęsnej sierotki, ruszyłam w stronę schodów.
- Low, hej piękna, tak dawno cię nie widziałem. - Preston rzucił mi ten swój zabójczy uśmieszek i zaczesał sobie blond kosmyk za ucho. Ten chłopak doskonale wiedział, jak działa na kobiety, i najwyraźniej nie wyczuwał braku zainteresowania z mojej strony.
- Witaj, Prestonie, tak, minęła chwila od naszego ostatniego spotkania. Jestem zaskoczona, że nie bywasz tu częściej, skoro teraz mieszka tutaj twój przyjaciel.
Na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny grymas. Zerknął za siebie, na schody prowadzące do mieszkania.
- Hmm, taa, no cóż, a propos Marcusa. Ma dzisiaj zły dzień. Jest z nim jego siostra, bardzo zdenerwowana ich sytuacją rodzinną. Może pójdziemy coś zjeść, a potem na koncert Jackdown, grają dziś wieczorem w Live Bay. Oczywiście jeśli masz dzisiaj wolne. Dawno nie widziałem się z Dewayne'em i Rockiem. Jestem pewien, że Dewayne ucieszy się na twój widok.
Wycieczka na koncert Jackdown nie znajdowała się na mojej dzisiejszej liście. Miałam masę zadań domowych do odrobienia, a jutro podwójną zmianę w restauracji obok Live Bay. Nie chciałam jednak mieszać się w rodzinne sprawy Hardych. Sporo wiedziałam o problemach tego rodzaju, dlatego byłam pewna, że Marcusowi przyda się odrobina prywatności.
- Hmm, okej, brzmi nieźle... - Zerknęłam na schody. - Myślisz, że mogłabym tam wejść i szybko się przebrać? Pójdę prosto do pokoju Cage'a i zaraz wrócę.
- Tak, jasne. Chodziło mi tylko o to, że potrzebują teraz trochę czasu dla siebie. Pewnie i tak siedzą w sypialni Marcusa i wątpię, żeby cię w ogóle usłyszeli. Chodź, pójdę z tobą i napiję się czegoś, kiedy będziesz się przebierać.
Znów wsunęłam dłoń do kieszeni i wyciągnęłam klucz, czując w sercu nieopisane ciepło na jego widok. Dziwne, że coś tak małego potrafi wzbudzić w człowieku poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy byliśmy już w środku, zostawiłam Prestona w kuchni i poszłam do pokoju Cage'a. Słyszałam głosy dobiegające zza zamkniętych drzwi sypialni Marcusa, ale nie zatrzymywałam się. Może uda mi się stąd wyjść, zanim zorientują się, że ktoś w ogóle jest w domu. Do tej pory Marcusowi nie przeszkadzało, że tak często tu bywam i wolałabym, żeby to się nie zmieniło.
Ubrałam krótką dżinsową spódniczkę i szmaragdowozieloną bluzeczkę. Sięgnęłam też po skórzaną kurtkę, którą dwa lata temu dostałam od Cage'a na Gwiazdkę. Moje kowbojki stały w szafie obok jego butów. Zaśmiałam się na tę delikatną aluzję. On naprawdę mnie tutaj chciał. To było oczywiste. Chłopak nie miał pojęcia, jak bardzo utrudniał mi podjęcie pewnych decyzji.
Wychodząc z sypialni, zorientowałam się, że Marcus i Preston stoją w pokoju i cicho o czymś dyskutują. Zatrzymałam się, nie chcąc przeszkadzać. I wtedy Marcus mnie zauważył - przez chwilę patrzył mi prosto w oczy. Jego wzrok powoli powędrował po moim ciele, a bicie mojego serca gwałotwnie przyspieszyło. Stałam nieruchomo jak posąg, aż w końcu jego wzrok znów zatrzymał się na moich oczach.
- Cholera jasna, dziewczyno, zabierajmy stąd twój seksowny tyłek, zanim zjawi się Cage - zażartował Preston. - Powiesi mnie za jaja i każe ci się przebrać, trzymając wartę przy twoich drzwiach. - Chciał tylko przerwać ciszę, a udało mu się spowodować, że oczy Marcusa zapłonęły.
- Hmm, okej, dobry pomysł. - Zmusiłam swoje usta do uśmiechu, a nogi do ruchu, by po chwili znaleźć się obok Prestona, który objął mnie ramieniem i dosyć bezceremonialnie powąchał.
- Mmmm... nawet pachniesz bosko.
Marcus odchrząknął głośno, wywołując tym samym śmiech przyjaciela.
- Idź, zajmij się Mandą, chłopie. Ja tylko zapewniam tak potrzebną wam teraz prywatność. Cage ma randkę z jakąś laską z Monroeville, która przyjechała tu na wiosenną przerwę. A ja zamierzam przyprowadzić obecną tutaj dziewczynę z powrotem, bardzo późno.
Moja twarz zapłonęła, kiedy usłyszałam wyraźną sugestię w jego głosie. Marcus na pewno wiedział, że nie będziemy robić tego, o czym mówił Preston. Co właściwie mu odbiło? Nigdy nie flirtował tak ostro.
- Dobranoc, Marcusie. Mam nadzieją, że wszystko się jakoś ułoży - zdołałam wydukać w miarę spokojnym głosem, co nie było łatwe, bo uwaga, jaką mi poświęcał, mocno podnosiła mi ciśnienie.
Przytaknął i odwrócił się bez słowa.
Marcus
Kowbojki. Czy naprawdę musiała założyć kowbojki do tej malusieńkiej spódniczki? Trzasnąłem drzwiczkami od lodówki, nawet nie wyciągając z niej napoju. Piwo wydawało się doskonałym pomysłem, kiedy obserwowałem Prestona wychodzącego z Willow u boku. Ale Amanda mnie potrzebowała. Nie mogłem teraz pić alkoholu, choć tak naprawdę marzyłem o tym, żeby się upić i zapomnieć o całym szaleństwie, jakie sprezentował nam ojciec.
- Co tak trzaskasz? - zapytała Amanda, wychodząc z pokoju.
Wzruszyłem ramionami - nie chciałem przyznać się siostrze, że odbija mi z powodu dziewczyny, w końcu mieliśmy teraz większe problemy.
- Czy ma to jakikolwiek związek z dziewczyną, której głos słyszałam?
Osunąłem się na krzesło, spojrzałem na nią z zamiarem zaprzeczenia, ale zamiast tego przytaknąłem.
- Taa.
Amanda skrzywiła się lekko i przyciągnęła sobie krzesło, żeby usiąść.
- Preston z nią chodzi?
- Nie, nie jeśli chce żyć.
Zaskoczona uniosła brwi.
- Mówisz więc, że lubisz ją wystarczająco, żeby walczyć o nią z Prestonem?
- Nie ja. Cage. On myśli, że ją poślubi.
Amanda zaśmiała się głośno.
- Cage żonaty? Czy ostatnio nie przerzucił się przypadkiem z trawy na crack?
Dla mnie też brzmiało to absurdalnie, ale ona nie widziała go z Low. Przy niej to był zupełnie inny człowiek. Naprawdę się nią przejmował.
- To skomplikowane.
Amanda zaczęła się bawić frędzlami przy podkładce pod talerze. Kolejny drobiazg wprowadzony przez Willow.
Preston był równie beznadziejny jak Cage, jeśli chodziło o kontakty z kobietami. Nie podobała mi się myśl, że wyszedł z Willow.
- Muszę wracać do mamy. Chciałam cię poprosić, żebyś poszedł ze mną, ale ten grymas na twojej twarzy tylko by ją przeraził. Przebierz się w coś zabójczego i idź za nią. Preston nigdy by jej nie zaprosił, gdyby wiedział, jak bardzo ci się podoba. Cholera, pewnie zabrał ją stąd z naszego powodu.
Miała rację. A przynajmniej taką miałem nadzieję. Wstałem i spojrzałem na swoje stare dżinsy i koszulkę drużyny futbolowej Alabamy.
- Co jest nie tak z moim strojem?
Amanda westchnęła i wstała.
- Chodź ze mną, mój niezorientowany w sprawach mody bracie. Dzięki mnie będziesz wyglądał niewiarygodnie. Zaufaj mi, okej? Ostatnią dziewczynę, którą polubiłeś, pozwoliłeś sprzątnąć sobie sprzed nosa. Powiem tak: potrzebujesz mojej pomocy.
- Manda, moim konkurentem była gwiazda rocka. To nie była wyrównana walka.
Wzruszyła ramionami.
- Możliwe, ale Preston i Cage nie są Jaxem Stone'em. Tym razem jesteś zdecydowanie najgorętszym ciachem z całej grupy.
- Czy ty właśnie nazwałaś mnie ciachem? I Jax wcale nie wygląda lepiej ode mnie. Po prostu jest sławny.
Amanda zaśmiała się głośno.
- Nie, bracie mój. Jax Stone jest ucieleśnieniem piękna, zarówno z gitarą, jak i bez niej, nawet bez tego seksownego wokalu. Nie miałeś najmniejszej szansy. Jakbyś konkurował z bóstwem. Tym razem to twoja liga.
- Jak tam sobie chcesz. Powiedz mi tylko, co mam na siebie włożyć i spadaj stąd. Zaczynasz mnie denerwować.
Willow
- Napijesz się piwa? - zapytał Preston, przepychając się w stronę stolika, przy którym dostrzegłam już znajome twarze.
- Nie, dzięki. Ale poproszę o colę - odparłam głośno, żeby przekrzyczeć muzykę. Jackdown jeszcze nie pojawili się na scenie, ale zespół, który grał przed nimi, zawładnął tłumem. Wsłuchując się nieco uważniej w muzykę, zaczęłam przypuszczać, że to raczej alkohol był powodem tych tańców i krzyków. Zespół nie był aż tak dobry. To dla Jackdown zjawili się tutaj ci wszyscy ludzie. Oni zawsze przyciągali tłumy lokalnych dzieciaków.
- Okej, idź tam i usiądź z Rockiem, Trishą i Dewayne'em. Ja skoczę po nasze drinki.
- Okej.
Rock i Dewayne byli przyjaciółmi Prestona, których poznałam w ciągu ostatniego roku dzięki Cage'owi. Trisha była żoną Rocka. Przypominali mi łysego Kida Rocka i Pamelę Anderson. Trisha nie była zbyt naturalna, za to z pewnością mogłaby pojawić się na jakiejś rozkładówce, gdyby tylko zechciała. Albo mogłaby być tancerką erotyczną. Zdecydowanie pasowała do takich ról. Dewayne zauważył mnie pierwszy i na jego twarzy natychmiast pojawił się szeroki uśmiech. Długie dredy związał w kucyk, a koszulka, którą miał na sobie, była wystarczająco obcisła, by zademonstrować jego imponująco wyrzeźbione ciało.
- Low! - zawołał, kiedy zbliżyłam się do stolika. Trisha uśmiechnęła się pogodnie i delikatnie pomachała do mnie samymi palcami.
- Hej, dziewczyno. Nie wiedziałam, że dzisiaj przychodzisz. Kiedy rozmawialiśmy z Cage'em, wspominał, że ma dzisiaj randkę i wątpił, czy w ogóle wyjdą z pokoju.
Rock trącił ją łokciem, a ta skrzywiła się zdziwiona.
- No co? Low nie jest idiotką. Wie, że Cage jest męską dziwką.
- Boże, skarbie, odpuść sobie - rzucił błagalnie.
Pokręciłam głową i zaśmiałam się, zajmując miejsce obok Dewayne'a.
- Ona ma rację, Rock. Wiem, gdzie jest i co robi Cage. To, że wmawia całemu światu, że się ze mną ożeni, nie oznacza jeszcze, że ja też się na to piszę. Ten chłopak oszalał. Nie przeszkadza mi to, z kim chodzi i co robi.
Rock przytaknął, ale zauważyłam grymas na jego twarzy.
- Więc przyszłaś sama?
- Nie, dziś jest ze mną - oświadczył Preston, stawiając przede mną szklankę z colą, po czym usadowił się obok mnie.
- Ech, cholera, człowieku - jęknął Rock, a Dewayne natychmiast mu zawtórował niezadowolonym westchnieniem.
- No co? Marcus i Manda mają jakieś rodzinne problemy, są teraz w naszym mieszkaniu. Pomyślałem więc, że Low i ja przyjdziemy tu do was i posłuchamy sobie Krita.
- Zły pomysł - wymamrotał Dewayne, po czym zajął się piciem swojego piwa.
- Nieważne. Cage'a nie będzie to obchodziło. Poza tym on dziś bzyka jakaś dziewczynę z Monroeville.
- Co za fascynująca rozmowa - wtrąciła Trisha. - Myślę, że to do Low należy decyzja, co robi i z kim. Cage nie jest jej ojcem. Przestańcie zachowywać się tak, jakby do niego należała i dajcie jej żyć. - To wreszcie zamknęło im usta. Byłam jej naprawdę wdzięczna.
Wstała i wyciągnęła do mnie dłoń.
- Chodź. Wytańczymy to wszystko i zrobimy nieco zamieszania na parkiecie, żeby chłopaki mieli się czym zajmować.
Skrzywiłam się.
- Co zrobią?
Chwyciła mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
- Będą grozić, krzywić się i prawdopodobnie sponiewierają wszystkich gości, którzy zaślinią się na nasz widok.
Kiedy przedzierałyśmy się przez tłum, byłam pewna, że usłyszałam, jak Rock warczy.
- Nie masz dosyć tego, że wszyscy traktują cię, jak własność Cage'a? - zapytała Trisha, przyciągając mnie jeszcze bliżej. Wiedziałam, że prowadzi nas pod samą scenę, żebyśmy mogły zobaczyć Jackdown, kiedy za kilka minut zespół zacznie występ.
I żeby Krit mógł zobaczyć mnie. Od miesięcy próbowała spiknąć mnie ze swoim bratem. Cage zawsze skutecznie studził jej zapędy, ale dziś go tutaj nie było.
- Cage jest wszystkim, co mam. Jest moim najlepszym przyjacielem, a ja przymykam oczy na jego problemy. Jeśli pojawi się ktoś, o kogo warto będzie zawalczyć, nie pozwolę, żeby Cage stanął mi na drodze. Ale na razie, nikt taki się jeszcze nie zjawił.
Trisha przez moment przypatrywała mi się badawczo. Nie spodobała jej się moja odpowiedź. Miała to wymalowane na twarzy.
- Skoro z nikim się nie umawiasz, skąd możesz wiedzieć, czy pojawił się ktoś godny uwagi?
Wzruszyłam ramionami. Pomyślałam o Marcusie, ale natychmiast wyrzuciłam tę niebezpieczną myśl z głowy. On był dla mnie za dobry. Podobne fantazje nie miały najmniejszego sensu.
- Po prostu będę wiedziała.
Już otwierała usta, ale w tym momencie zgasły światła i dobiegły nas dźwięki elektrycznej gitary Krita, momentalnie wywołując istne szaleństwo wśród widowni.
- No to zaczynamy - rzuciła tylko z uśmiechem.
Scenę całkowicie przysłonił dym. Z niego wyłonił się Krit, który stanął w jedynym oświetlonym miejscu i zaczął grać. Jego długie jasne włosy kolorem przypominały włosy Trishy, przez co pomyślałam, że może jej odcień wcale nie pochodzi z tubki. Krit pozwolił włosom swobodnie opaść na swoje nagie ramiona. To był taki jego znak rozpoznawczy. Na scenie nigdy nie nosił koszulki. Dżinsy wisiały mu na smukłych biodrach, dając kobietom - i pewnie kilku mężczyznom - niezłą podnietę za każdym razem, kiedy można było zobaczyć jego kość biodrową. Klaty nie miał aż tak umięśnionej jak Dewayne'a czy Rock. Był raczej smukły, z widocznie zarysowanym sześciopakiem i tatuażem węża ułożonego w kształt spirali na prawym boku.
Wreszcie i reszta zespołu wyłoniła się z dymu, a po chwili głos Greena dołączył do dźwięków gitary elektrycznej. Green był najlepszym przyjacielem Krita oraz drugim głosem i basistą zespołu. To Krit był liderem, ale Green również wykonywał utwory samodzielnie. Wyglądali prawie jak bracia bliźniacy. Mieli tak samo długie włosy, z tym że jeden w ciemniejszym odcieniu. Green był jednak cały pokryty tatuażami. Na jego klatce piersiowej i rękach trudno było znaleźć skrawek czystej skóry. Patrząc na niego, mało kto przypuszczał, że facet jest na drugim roku prawa. Dziewczyna po mojej prawej zaczęła wykrzykiwać jego imię oraz bardzo barwne i soczyste określenia dotyczące głównie tego, co chciałaby, żeby jej zrobił po występie. Potrząsając głową, żeby pozbyć się z niej tego niechcianego obrazu, spojrzałam w głąb sceny, w kierunku perkusisty Matty'ego. Jego jasnopomarańczowe włosy sterczały całkowicie pionowo. Choć przecież wcale nie były krótkie. Gość musiał używać całej masy produktów, żeby uzyskać taki efekt. Miał na sobie czarną, mocno dopasowaną koszulkę i choć siedział za perkusją, wiedziałam, że jego spodnie są równie ciasne. Chłopak uwielbiał obcisłe ciuchy.
- Nie mogę się doczekać, kiedy zauważy, że tu jesteś - z entuzjazmem pisnęła mi do ucha Trisha.
Ja chciałam tylko potańczyć. Zwrócenie na siebie uwagi Krita było ostatnią rzeczą, o jakiej bym pomyślała. Skupiłam się na klawiszowcu - wołali na niego Legenda. Ten to był dopiero owłosiony. Miał pełną brodę, co było dosyć dziwne jak na dwudziestoczterolatka, i był z niej naprawdę dumny. Jego potargane, brązowe włosy były dość długie, żeby założyć je za ucho. Dżinsy miał wystarczająco opuszczone, żeby można było dostrzec - wystający zza koszulki Aerosmith, tak małej, że mogłaby być moja - płaski brzuch.
Wreszcie Krit i Green połączyli siły, rozpoczynając koncert swoim największym hitem, Asami.
Niebieskie oczy Krita napotkały mój wzrok. Kiedyś myślałam, że ten kolor jest zasługą szkieł kontaktowych - to było wręcz niemożliwe, żeby ktokolwiek miał tak przejmująco niebieskie oczy. Potem poznałam Trishę i jej były dokładnie tego samego koloru. Krit puścił mi oczko i oblizał sugestywnie usta. Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Gość był niemożliwy. W ogóle nie mój typ, ale bardzo rozrywkowy. No i było na czym zawiesić oko.
- Wiedziałam, że będzie zadowolony, mając cię blisko - przekrzykiwała muzykę Trisha. Uśmiechając się szeroko, pozwoliłam, by porwał mnie rytm.
Po kilku piosenkach i partnerach do tańca wróciłam do naszego stolika. W gardle zupełnie mi zaschło. Potrzebowałam swojej coli, nawet jeśli była już całkowicie bez smaku. Preston rozmawiał z jakąś dziewczyną z kręconymi brązowymi włosami. Uśmiechnęłam się pod nosem, myśląc, że będę musiała poprosić Rocka i Trishę o podwiezienie mnie do domu.
Czując na sobie czyjś wzrok, spojrzałam uważniej na ludzi siedzących przy stoliku. Miejsce Trishy zajmował teraz Marcus. Tego się nie spodziewałam.
- Hej - powiedziałam, podchodząc bliżej, niepewna tego, gdzie właściwie mam usiąść, skoro brunetka Prestona okupuje moje miejsce.
- Low, już wróciłaś - Preston wstał na mój widok. - Proszę, usiądź. Spragniona? Lód w twojej coli już całkiem się rozpuścił. Przyniosę ci następną.
- Nie, Preston, siadaj. Jest okej. Nie przerywaj rozmowy. Sama zamówię sobie drinka. - Nie usiadł, jednak wyraźnie widziałam, że nie jest pewny, co powinien zrobić. Śmiejąc się z jego ewidentnego zmieszania, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku baru. Preston bywał czasami naprawdę głupiutki.
- Zdaje się, że nie jest w tym aż tak doświadczony, jak myślałem. Przepraszam za to.
Głos Marcusa zabrzmiał tuż przy moim uchu. Ciepło jego oddechu przyjemnie gilgotało mnie w kark. Poczułam dreszcze na całym ciele. Poszedł za mną. Nie mogłam pozbyć się głupkowatego uśmiechu ze swojej twarzy.
- Preston jest uroczy. Przymknę na to oko. Poza tym nie jestem z nim na randce.
- Nie jesteś?
Odwróciłam nieco głowę, by spojrzeć Marcusowi w oczy.
- Oczywiście, że nie. To Preston. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Kąciki jego ust podniosły się w uśmieszku, a mnie, no cóż, coraz trudniej było odwrócić od niego wzrok. Chłopak był niesamowicie seksowny.
- Często wychodzisz z nim jako przyjaciółka?
- Nie. Niezupełnie. To znaczy, jeśli tak, to zwykle jest z nami Cage. Ale dzisiaj Preston zdecydował, że potrzebujesz spędzić trochę czasu z siostrą.
Uśmiech zniknął z jego twarzy, a zamiast niego pojawił się grymas. Przytaknął w odpowiedzi.
Podeszliśmy do baru. Marcus stanął za mną i zamknął mnie w potrzasku, kładąc obie dłonie na barze. Delikatny dreszcz emocji spowodowany bliskością jego ciepłego ciała sprawił, że musiałam walczyć ze sobą, by nie wtulić się w niego bardziej. Uzmysłowiłam sobie, że w ten sposób chce ochronić mnie przed zgnieceniem przez tłum kotłujący się przy barze. To był gest czysto opiekuńczy. Nic więcej. Podobało mi się to.
- Ricky! Dwie cole, jedną mocniejszą.
Barman spojrzał na nas i przytaknął, po czym zajął się przygotowywaniem drinków. To się nazywa szybka obsługa. Bycie miejscowym zdecydowanie pomagało.
- Kiedy przyszedłeś? - zapytałam, kiedy czekaliśmy na napoje.
- Jakieś dwie minuty przed twoim powrotem do stolika. Już miałem zamiar cię odszukać i przekonać, żebyś ze mną zatańczyła.
W tej właśnie chwili poczułam gorycz przegranej. Przytulanie się do Marcusa, kiedy ten kołysałby naszymi ciałami w rytm muzyki, z pewnością znalazłoby się bardzo wysoko na mojej liście ulubionych momentów w życiu.
- Och - tylko tyle byłam w stanie wydukać. Serce biło mi gwałtownie pod wpływem obrazów, jakie właśnie rozgrywały się w mojej głowie. To, że byłam otoczona jego czystym, męskim zapachem, wcale nie pomagało. Kiedy na ladzie wylądowały nasze drinki, fantazjowałam akurat o tym, żeby wślizgnąć się pod jego koszulkę i polizać jego tors. Marcus położył na barze pieniądze i zabrał nasze napoje. Kiwnął głową w stronę stolika, a ja momentalnie zatęskniłam za jego dotykiem. Powstrzymując się od żałosnego westchnienia, poprowadziłam nas z powrotem do przyjaciół.
Preston przetransportował szatynkę na swoje kolana, zostawiając wolne miejsce między sobą a Marcusem. Wspaniale.
- Myślałem, że wychodzicie - zwrócił się do niego Marcus, kiedy sadowiłam się przy stoliku.
Ten pociągnął łyk piwa i spojrzał na siedzącą mu na kolanach dziewczynę. Czerwone paznokcie bawiły się jego blond lokami.
- Idziesz ze mną? - zapytał po prostu.
Ta zachichotała i przytaknęła, kołysząc lokami we wszystkie strony. Preston zerknął na mnie.
- Będzie okej, jeśli zostawię cię z Marcusem? Powiedział, że zawiezie cię do domu.
Tak! Ledwo zdołałam ukryć ekscytację tą niespodziewaną zmianą planów i ograniczyłam się do przytaknięcia.
- Oczywiście.
Preston uśmiechnął się szeroko, a ramionami mocno objął talię dziewczyny.
- Do zobaczenia później.
Pomachałam mu, popijając colę.
Rock z Trishą wciąż byli na parkiecie. Nie miałam natomiast zielonego pojęcia, gdzie podział się Dewayne. Chwilowo zostaliśmy więc sami - tylko ja i Marcus. Gapienie się na krople spływające po szklance i wodzenie po nich palcem stało się nagle zajęciem niebywale fascynującym. Tak mi się przynajmniej zdawało. Zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć i sytuacja stała się bardzo niezręczna.
- Dzięki za to, że dałaś mi i Mandzie trochę prywatności, ale nie chcę, byś kiedykolwiek czuła, że nie możesz zostać w mieszkaniu. Nieważne, co dzieje się ze mną, ty zawsze jesteś mile widziana.
Podniosłam wzrok i uśmiechnęłam się do niego.
- Dzięki. Ale ja często miewam problemy rodzinne i wiem, że prywatność pomaga.
Zmarszczył brwi i porządnie pociągnął ze swojej szklaneczki - byłam prawie pewna, że to whisky.
- No cóż, w najbliższym czasie będę miał sporo rodzinnych problemów, więc się nie martw. Jeśli Manda zjawi się u nas zapłakana albo będzie siedziała zamknięta w moim pokoju, nie musisz wychodzić. Zostań. Wolę, żebyś została, niż uciekała nie wiadomo dokąd.
Czyżby przyszedł tutaj, dlatego że mnie szukał? Nie, na pewno nie.
- Dzięki.
Nie miałam zamiaru się z nim kłócić. Jeśli taka sytuacja się powtórzy, to i tak nie będę siedzieć spokojnie na tyłku i sprawiać, by czuli się niezręcznie. Teraz jednak nie było sensu się sprzeczać.
- Hej, ziom! Nie wiedziałem, że tu będziesz - Dewayne poklepał Marcusa po plecach i zajął miejsce obok mnie, uśmiechając się szeroko. - Cholera, jak dobrze mieć cię tutaj w tygodniu. Tęsknię za twoją zakazaną gębą, kiedy jesteś na studiach. - Dewayne, Rock, Marcus i Preston dorastali razem. Według Cage'a byli ze sobą bardzo blisko. Dziwna kombinacja, jeśli mam być szczera. Marcus był synem bogacza, ale zdecydowanie nie żył jak bogaty dzieciak. Rock był właścicielem firmy, która pozwalała turystom szybować na spadochronie za motorówką. Preston - poza surfingiem, baseballem i dziewczynami - nie miał żadnego celu w życiu. Dewayne natomiast był, no cóż... nie byłam pewna, kim właściwie był. Wyglądał na niebezpiecznego gościa z tymi swoimi tatuażami i dredami, ale z charakteru przypominał raczej wielkiego miśka. Zawsze miły i przyjazny.
- Musiałem się gdzieś ruszyć z domu, a mój współlokator nie wraca na noc, więc przyszedłem tutaj za tą ślicznotką.
Czy Marcus właśnie nazwał mnie ślicznotką?
Dewayne zachichotał.
- Nie pozwól, żeby Cage usłyszał, że ją tak nazywasz. Dostaje szału, kiedy faceci wspominają o atrakcyjności panny Willow - puścił mi oczko i zapalił papierosa, sadowiąc się wygodniej na swoim krześle.
- Cage jest absurdalny - miałam nadzieję przekonać tę dwójkę, zwłaszcza Marcusa, na wypadek, gdyby był mną choć odrobinę zainteresowany.
Dewayne parsknął tak głośno, że aż dym poszedł mu nosem.
- Nie, skarbie, on jest śmiertelnie poważny. Widziałem go w akcji, kiedy ktoś powiedział coś tam na twój temat. Nie było to zbyt ładne.
Zamknij się, Dewayne. Spojrzałam na Marcusa - znów marszczył brwi. Cholera, koniecznie muszę powstrzymać Dewayne'a i jego paplaninę.
Niespodziewanie ktoś włączył się do naszej rozmowy.
- Marcus! Hejka! Nie wiedziałam, że wróciłeś do miasta. Dlaczego nie zadzwoniłeś? Czuję się zraniona. - Była piękna. Wysoka, smukła blondynka. Zupełnie jak laski, którymi interesuje się Cage.
- Jess - Marcus wstał i uściskał dziewczynę. Aż się wzdrygnęłam.
- Chodź ze mną na parkiet - błagała, nie puszczając go ani na moment. Zerknęła za niego i uśmiechnęła się promiennie do Dewayne'a. - Hej, D! Jak się masz, skarbie?
Kiwnął jej głową.
- Dobrze, Jess. Znów zerwałaś z tym dupkiem?
Posłała mu gniewne spojrzenie.
- Tak, już miesiąc temu. Zrobił komuś dziecko. Tego nie mogę wybaczyć.
Dewayne aż zagwizdał.
- Auć... chyba nie. Tatuś Hank. Nigdy nie sądziłem, że to usłyszę.
Wzruszyła ramionami i przyciągnęła do siebie Marcusa.
- W porządku, mam tu Marcusa Hardy'ego, który sprawi, że wszystko będzie dobrze - zagruchała.
Marcus spojrzał na mnie, a ja zmusiłam się do uśmiechu, po czym zajęłam się oglądaniem sceny, na której po przerwie znów pojawił się zespół. Nie mogłam patrzeć, jak z nią odchodzi. Widząc go z kimś takim jak ona, uzmysłowiłam sobie jeszcze boleśniej, że facet jest poza moim zasięgiem.
- Jeden taniec - usłyszałam jego odpowiedź.
Jess zapiszczała podniecona i poprowadziła go prosto w tłum.
Nie będę o tym myśleć. Nie będę o tym myśleć.
- To kuzynka Rocka. Nie mógł jej odmówić - głos Dewayne'a przerwał mój wewnętrzny monolog. Momentalnie oblałam się rumieńcem. Widział, że mnie to męczy. Wspaniale. Teraz to dopiero byłam żałosna. Małomiasteczkowa szara myszka zakochana w Marcusie Hardym. Poczułam, że chcę stąd wyjść. Potrzebowałam Cage'a. Potrzebowałam poczuć się bezpiecznie.
- To mi nie przeszkadza. Nie przyszliśmy razem.
To nawet nie zabrzmiało wiarygodnie. Załamał mi się głos, na miłość boską!
- Hmm - odparł, zaciągają się papierosem.
- Potrzebuję odrobiny świeżego powietrza i muszę zadzwonić - powiedziałam, podnosząc się z miejsca. Dewayne uniósł brew, po czym przytaknął. Nie podobało mi się to przeszywające spojrzenie. Ruszyłam w kierunku drzwi. Z dala od gorąca zatłoczonego baru i papierosowego dymu dmuchanego mi prosto w twarz.