Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo według Porozumienia bez Przemocy - Dr Marshall B. Rosenberg

Kup ebooka

18.00 zł
14.94 zł (15,07 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

MOJE PRZEBUDZENIE

Tak­że w moim ży­ciu było do­świad­cze­nie, któ­re obu­dzi­ło we mnie świa­do­mość nie­bez­pie­czeń­stwa zwią­za­ne­go z nie­co lek­ce­wa­żą­cym my­śle­niem o dzie­ciach. Zda­rzy­ło się to pew­ne­go dnia po cięż­kim week­en­dzie, któ­ry prze­pra­co­wa­łem jako me­dia­tor mię­dzy gan­giem ulicz­nym i miej­sco­wą po­li­cją. Kon­flikt mię­dzy nimi osią­gnął taki po­ziom prze­mo­cy, że po­pro­szo­no mnie o po­moc. Była to wy­czer­pu­ją­ca i dłu­ga pra­ca, po­nie­waż skon­flik­to­wa­ne stro­ny ży­wi­ły do sie­bie ogrom­ną wro­gość. Kie­dy więc już po wszyst­kim wra­ca­łem sa­mo­cho­dem do domu, po­my­śla­łem so­bie, że nig­dy wię­cej nie chciał­bym się zna­leźć we­wnątrz po­dob­ne­go kon­flik­tu.

Jed­nak gdy tyl­ko prze­stą­pi­łem próg domu, oka­za­ło się, że trój­ka mo­ich dzie­ci kłó­ci się ze sobą. Wy­ra­zi­łem swo­je cier­pie­nie z tego po­wo­du w spo­sób, któ­ry na­zy­wa­my Po­ro­zu­mie­niem bez Prze­mo­cy (NVC): po­wie­dzia­łem, co w da­nej chwi­li czu­ję, cze­go po­trze­bu­ję i jaka jest moja proś­ba. Wy­glą­da­ło to mniej wię­cej tak.

- Kie­dy wi­dzę i sły­szę to, co tu­taj się dzie­je, czu­ję ol­brzy­mie na­pię­cie! W tej chwi­li na­praw­dę po­trze­bu­ję spo­ko­ju i od­po­czyn­ku po cięż­kim week­en­dzie. Czy nie ze­chcie­li­by­ście dać mi tro­chę cza­su i prze­strze­ni, że­bym mógł od­po­cząć?

Mój naj­star­szy syn spoj­rzał na mnie i po­wie­dział.

- Tato, czy chcesz o tym po­roz­ma­wiać?

I wła­śnie wte­dy po­my­śla­łem o nim w spo­sób, któ­ry go w pe­wien spo­sób od­hu­ma­ni­zo­wał. Dla­cze­go? Po­nie­waż po­my­śla­łem: "By­stry chło­pak! Ma tyl­ko dzie­więć lat, a już chciał­by po­ma­gać swo­je­mu ojcu". Pro­szę zwró­cić uwa­gę, że w ta­kim zda­niu wy­ra­ża się lek­ce­wa­że­nie dla wy­su­nię­tej przez nie­go pro­po­zy­cji - i to tyl­ko ze wzglę­du na jego mło­dy wiek. W my­ślach szyb­ko przy­pią­łem mu ety­kiet­kę "dziec­ko". Na szczę­ście, by­łem w sta­nie do­strzec w so­bie ten pro­ces my­ślo­wy - być może wła­śnie dzię­ki pra­cy z gan­giem i po­li­cją, któ­ra do­bit­nie po­ka­za­ła mi nie­bez­pie­czeń­stwo my­śle­nia o kimś za po­mo­cą ety­kie­tek i po­mi­ja­nia jego czło­wie­czeń­stwa.

Dla­te­go za­miast spoj­rzeć na syna jak na dziec­ko i po­wie­dzieć: "Ale by­strzak!" uj­rza­łem w nim isto­tę ludz­ką, któ­ra wy­cią­ga dłoń do in­nej, cier­pią­cej isto­ty ludz­kiej.

- Tak, chciał­bym o tym po­roz­ma­wiać - po­wie­dzia­łem.

Po­tem po­sze­dłem ze wszyst­ki­mi dzieć­mi do po­ko­ju i tam otwo­rzy­łem przed nimi swo­je ser­ce. Przez czter­dzie­ści pięć mi­nut mó­wi­łem o tym, jak bo­le­sne jest pa­trze­nie na lu­dzi, któ­rzy do tego stop­nia źle so­bie ży­czą, że aż pra­gną swo­jej krzyw­dy. Wszyst­ko to tyl­ko dla­te­go, że nie zo­sta­li na­ucze­ni do­strze­ga­nia czło­wie­ka w dru­giej oso­bie.

Na­sza roz­mo­wa przy­nio­sła mi wiel­ką ulgę i czu­łem się po niej wspa­nia­le. Pa­mię­tam, że włą­czy­li­śmy po­tem mu­zy­kę i jesz­cze przez ja­kiś czas tań­czy­li­śmy ra­zem jak sza­le­ni.