MOJE PRZEBUDZENIE
Także w moim życiu było doświadczenie, które obudziło we mnie świadomość niebezpieczeństwa związanego z nieco lekceważącym myśleniem o dzieciach. Zdarzyło się to pewnego dnia po ciężkim weekendzie, który przepracowałem jako mediator między gangiem ulicznym i miejscową policją. Konflikt między nimi osiągnął taki poziom przemocy, że poproszono mnie o pomoc. Była to wyczerpująca i długa praca, ponieważ skonfliktowane strony żywiły do siebie ogromną wrogość. Kiedy więc już po wszystkim wracałem samochodem do domu, pomyślałem sobie, że nigdy więcej nie chciałbym się znaleźć wewnątrz podobnego konfliktu.
Jednak gdy tylko przestąpiłem próg domu, okazało się, że trójka moich dzieci kłóci się ze sobą. Wyraziłem swoje cierpienie z tego powodu w sposób, który nazywamy Porozumieniem bez Przemocy (NVC): powiedziałem, co w danej chwili czuję, czego potrzebuję i jaka jest moja prośba. Wyglądało to mniej więcej tak.
- Kiedy widzę i słyszę to, co tutaj się dzieje, czuję olbrzymie napięcie! W tej chwili naprawdę potrzebuję spokoju i odpoczynku po ciężkim weekendzie. Czy nie zechcielibyście dać mi trochę czasu i przestrzeni, żebym mógł odpocząć?
Mój najstarszy syn spojrzał na mnie i powiedział.
- Tato, czy chcesz o tym porozmawiać?
I właśnie wtedy pomyślałem o nim w sposób, który go w pewien sposób odhumanizował. Dlaczego? Ponieważ pomyślałem: "Bystry chłopak! Ma tylko dziewięć lat, a już chciałby pomagać swojemu ojcu". Proszę zwrócić uwagę, że w takim zdaniu wyraża się lekceważenie dla wysuniętej przez niego propozycji - i to tylko ze względu na jego młody wiek. W myślach szybko przypiąłem mu etykietkę "dziecko". Na szczęście, byłem w stanie dostrzec w sobie ten proces myślowy - być może właśnie dzięki pracy z gangiem i policją, która dobitnie pokazała mi niebezpieczeństwo myślenia o kimś za pomocą etykietek i pomijania jego człowieczeństwa.
Dlatego zamiast spojrzeć na syna jak na dziecko i powiedzieć: "Ale bystrzak!" ujrzałem w nim istotę ludzką, która wyciąga dłoń do innej, cierpiącej istoty ludzkiej.
- Tak, chciałbym o tym porozmawiać - powiedziałem.
Potem poszedłem ze wszystkimi dziećmi do pokoju i tam otworzyłem przed nimi swoje serce. Przez czterdzieści pięć minut mówiłem o tym, jak bolesne jest patrzenie na ludzi, którzy do tego stopnia źle sobie życzą, że aż pragną swojej krzywdy. Wszystko to tylko dlatego, że nie zostali nauczeni dostrzegania człowieka w drugiej osobie.
Nasza rozmowa przyniosła mi wielką ulgę i czułem się po niej wspaniale. Pamiętam, że włączyliśmy potem muzykę i jeszcze przez jakiś czas tańczyliśmy razem jak szaleni.