Wstęp
Kim jestem?
Do dzisiaj pielęgnuję wspomnienia związane z upadkiem na moje własne
dno. Kiedyś nie przypuszczałem nawet, że pomoże mi to wyjść z uzależnienia, ale dziś już wiem: to jeden z najlepszych sposobów, aby
nie wrócić do picia czy ćpania. Za dużo bólu i cierpienia doświadczyłem,
kiedy wychodziłem z tego gówna, żebym miał się znowu w nim zagłębić.
Pamiętam wyraźnie, jak siedziałem przez kilka godzin w szafie - zaćpany,
bezradny i wystraszony. Nie potrafiłem się powstrzymać przed wciąganiem
kreski za kreską. Czułem wstręt do samego siebie. Schowałem się tam,
ponieważ myślałem, że ktoś mnie szuka i chce mi wyrządzić krzywdę. Szafa
dawała namiastkę bezpieczeństwa.
Te sytuacje się powtarzały. Stały się częścią mojego życia. Miałem dość
i chciałem, żeby ten stan już się skończył, ale nie wiedziałem, jak z niego wyjść. Im więcej wciągałem, tym cięższe miałem paranoje. Nie
umiałem ich odróżnić od rzeczywistości. Wierzyłem, że to wszystko dzieje
się naprawdę. Byłem przerażony. Doszedłem do tego, że wolałem umrzeć,
niż doświadczać lęków, ale nie umiałem ze sobą skończyć. Wbrew pozorom
zaćpać się wcale nie jest łatwo. Jakie to wszystko popierdolone!
Czasami świadomość wracała do mnie w jakichś dziwnych sytuacjach.
Któregoś razu obudziłem się nagi na podłodze. Byłem sparaliżowany, nie
mogłem się ruszyć. Nie wiem, czy wtedy coś mi się stało, czy był to po
prostu efekt działania używek. Myślałem, że to koniec. Wiedziałem, że
jest ze mną bardzo źle. W takich sytuacjach uzależnienie bierze jednak
górę. Miałem w dupie, czy umrę, czy zostanę sparaliżowany. Chciałem
tylko się naćpać. Zobaczyłem rozsypane na podłodze kilka gramów kokainy.
Nie miałem pojęcia, skąd się tam wzięły, ale jak menel doczołgałem się
do towaru. Nie mogłem wtedy ruszać rękoma, więc w zasadzie nie wyglądało
to nawet jak czołganie. Powoli, za pomocą niezdarnych ruchów dotarłem do
koksu i wciągnąłem kilka razy biały proszek. Chwilę później stałem już
na nogach i piłem wódkę z gwinta. Kurwa mać, jadę dalej!
Pamiętam też sytuację, gdy znalazłem się w lesie i stanąłem przed
wyborem. Miałem już przygotowany pasek i wybrane drzewo. Chciałem
popełnić samobójstwo. Od pewnego czasu nie piłem ani nie brałem i strasznie się męczyłem. Nie widziałem sensu w trzeźwym życiu, zwłaszcza
po tym, jak uświadomiłem sobie, do czego doprowadziłem. Zadałem sobie
ostatni raz pytanie, po co mam żyć. I wtedy uratowała mnie myśl o mojej
sześcioletniej córce. "Przecież jest jeszcze ona. Nie mogę jej tego
zrobić, ona mnie kocha, a ja ją". Chociaż nie mieszkaliśmy razem, była,
jest i będzie miłością, dla której warto żyć. "Nie zrobię tego",
postanowiłem. Pamiętam jak dziś, że wtedy, w lesie podjąłem decyzję, aby
walczyć o swoje życie. "Dam z siebie sto pięćdziesiąt procent! Zrobię
to, bo już nie chcę dalej cierpieć. Chcę w końcu chociaż raz się
uśmiechnąć", dodałem w myślach. To był moment przełomowy w moim życiu.
Kto by się spodziewał, że zostanę terapeutą leczenia uzależnień i współtwórcą ośrodka dla osób uzależnionych, a także autorem książki i współautorem dziennika dla osób walczących z uzależnieniem! Nigdy bym
nie pomyślał, że tysiące, a nawet miliony osób miesięcznie będą oglądać
zamieszczane przeze mnie w mediach społecznościowych materiały i inspirować się moimi przemyśleniami na temat wyjścia z uzależnienia. Że
stworzę wokół siebie trzeźwy, szczęśliwy świat. Nie liczyłem już na to,
że będę szczęśliwym ojcem i partnerem we wspaniałym, opanowanym
emocjonalnie, trzeźwym związku, z planem na życie, celami i marzeniami.
Nie spodziewałem się, że odbiję się od mojego dna, że przeżyję upadek,
powstanę i zacznę znowu działać.
W wieku trzydziestu siedmiu lat straciłem dosłownie wszystko. Cały
majątek, trzy restauracje Subway, kilka spółek, mieszkania i kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych ziemi. Niemal z dnia na dzień
z faceta, który odniósł sukces biznesowy, zmieniłem się w biedaka - z jedną walizeczką wylądowałem u swojej mamy, a przede mną ustawiła się
kolejka komorników, wierzycieli i dilerów domagających się, aby zwrócił
im pieniądze za towar. Do dzisiaj nie podliczyłem łącznej kwoty, którą
straciłem, ale były to miliony. Nadal ceruję dziury po swoich złych
decyzjach. A wszystko przez jedną rzecz, którą robiłem systematycznie -
przez zażywanie substancji psychoaktywnych.
Moje finanse były w ruinie, ale straciłem coś jeszcze, coś dużo
cenniejszego - poczucie własnej wartości. Bez niego nic tak naprawdę nie
ma dla nas sensu i nic się nam nie może udać. Nie opanujemy
uzależnienia, nie poznamy wartościowej osoby, nie staniemy się dobrymi
rodzicami, nie będziemy szczęśliwi. Myślę, że właśnie poczucie własnej
wartości najtrudniej odbudować, a gdy już podejmiemy tę próbę, to
szczególnie wymagające będą początki. Dlaczego? Bo jak trzeźwiejemy, to
zaczynamy wyraźnie dostrzegać, do czego doprowadziliśmy, ile
straciliśmy, ilu ludzi skrzywdziliśmy oraz gdzie jesteśmy. Moja psychika
tego nie wytrzymywała. Nie mogłem znieść tego, że z cenionego
przedsiębiorcy stałem się alkoholikiem i narkomanem, żyjącym z emerytury
swojej siedemdziesięcioletniej wtedy mamy. To było 2500 złotych. Miałem
ogromny żal do siebie i było mi wstyd.
Przez prawie rok nie wychodziłem z łóżka. Na moją codzienność składały
się depresja, leki i strach. Nie mogłem na siebie patrzeć bez
obrzydzenia. Stan upojenia wydawał mi się w tamtym czasie lepszy, bo
tępił ból - pozwalał osłabić cierpienie i uniknąć oglądania tego całego
syfu, w który sam zmieniłem swoje życie. O wiele łatwiej było mi, gdy
znajdowałem się "pod wpływem", ponieważ nie przejmowałem się tak bardzo
utratą szacunku do samego siebie. Pijany tkwiłem w swoim matriksie. Bez
alkoholu czułem tylko wstyd i obrzydzenie.
Pamiętam, jak pierwszy raz wróciłem z samodzielnego wyjścia na zakupy, a mama i moja narzeczona Natalia zaczęły bić mi brawo. Klaskały, ponieważ
zdołałem przełamać lęk i wstyd przed ludźmi. Wcześniej bałem się nawet
chodzić do sklepu! Za dużo się wydarzyło. Paraliżował mnie strach, że
kogoś spotkam, że będą się ze mnie śmiać, że nie dam rady i się upiję.
Tamtego dnia też się bałem, ale zgarbiony, w kapturze, mimo wszystko
postanowiłam się przełamać i wyjść. Uczyłem się funkcjonowania od nowa.
Miałem prawie czterdziestkę i dostałem brawa, że udało mi się kupić
bułki w sklepiku. Masakra! Tak niszczy nas ta choroba - psychicznie i fizycznie. Zabiera nam to, co najcenniejsze, i później się z nas śmieje.
Dzisiaj wiem, że podjęcie walki i rozpoczęcie pracy nad sobą to była
najlepsza decyzja mojego życia. Odzyskałem kontrolę nad prawie
wszystkim. Nauczyłem się żyć na trzeźwo i być szczęśliwym. To ostatnie
było dla mnie szczególnie ważne. Nie chciałem być tylko trzeźwy,
zależało mi też na szczęściu. Pragnąłem mieć wokół siebie fajnych,
wartościowych ludzi, rodzinę, i być spełnionym. Czy mi to wyszło? Gdy
porównam moje życie sprzed kilku lat z tym, jak żyję teraz, mogę
powiedzieć: tak, na pewno. Czy to jest już koniec mojej pracy nad sobą?
Oczywiście, że nie! Chcę być codziennie lepszą wersją samego siebie.
Prawda o tobie
Przeczytaj uważnie poniższy fragment książki Zmień myślenie, a zmienisz
swoje życie, którą napisał Brain Tracy, i spróbuj ten opis odnieść do
siebie:
Jesteś całkowicie dobrym człowiekiem. Zasługujesz na wspaniałe życie,
wypełnione sukcesem, szczęściem, radością i przyjemnościami. Masz prawo
do udanych związków, doskonałego zdrowia, pracy dającej poczucie
spełnienia i niezależności finansowej. To jest twoje prawo należne ci od
urodzenia. Twoje życie powinno obfitować w te rzeczy.
Jesteś stworzony, żeby odnieść sukces, i tak zaprojektowany, by być z siebie dumnym, mieć wysokie poczucie własnej wartości i szacunku do
siebie. Jesteś wyjątkowy; w całej historii ludzkości nigdy nie było
nikogo takiego jak ty. Kryjesz w sobie niezwykłe, niewykorzystane
talenty i zdolności, które - odpowiednio odblokowane i zastosowane -
mogą dać ci wszystko, czego tylko możesz zapragnąć.
Żyjesz w najlepszych czasach w historii ludzkości. Otacza cię mnóstwo
możliwości, z których możesz skorzystać, żeby spełnić swoje marzenia.
Jedyne granice określające, kim możesz się stać, czym zajmować lub co
mieć, to granice, które wyznaczasz sobie swoimi własnymi myślami. Twoja
przyszłość jest dosłownie nieograniczona1.
Zobacz! Twoje życie to swego rodzaju arcydzieło, które po prostu
zaniedbałeś. Musisz zobaczyć na trzeźwo, jak ono wygląda, wziąć za nie
odpowiedzialność i zacząć powolutku układać je na nowo. Dysponujesz
niesamowitymi możliwościami, by zmienić swoją codzienność. Możesz
wreszcie zacząć z nich korzystać - przecież życie jest tylko jedno. W dzisiejszych czasach mamy dostęp do wszystkiego, co jest nam potrzebne,
żeby spełniać swoje marzenia. Możesz wyjechać, dokądkolwiek chcesz,
możesz poznać miłość swojego życia, nie wychodząc z domu. Technologia
daje ci ogromne możliwości, których nie wykorzystujesz. Dlaczego? Tak,
wiem, przez pieprzoną chorobę. Zgodzisz się więc pewnie ze mną, że
jedyną drogą do zaznania wszystkiego, o czym pisze Brian Tracy w swojej
książce, jest zapanowanie nad uzależnieniem. To co, bierzesz się do
roboty?
Aby zrobić porządek ze swoim życiem, trzeba wykonać jeden podstawowy
krok - odstawić używki i wytrzeźwieć mentalnie. Kto tego nie zrobi,
będzie dalej krążył bez celu i doprowadzał swoje życie do katastrofy.
Wiem, o czym mówię, bo pijąc i ćpając, straciłem wiele lat swojego
życia. Znowu ci przypomnę: życie masz tylko jedno, więc je szanuj.
Jedyna rzecz, której nigdy nie odzyskasz, to czas, a jak dobrze wiesz,
nasze uzależnienie uwielbia go zabierać. Nie wiem, czy i tobie rok za
rokiem uciekał dotychczas jak rakieta Elona Muska. Uzależnieni bardzo
często tego doświadczają. Czas im pędzi, a oni nic z tego nie pamiętają.
Tracą własne życie. Więc weź się, kurwa, w końcu w garść, przeczytaj tę
książkę i zrób to, co jest w niej napisane. Przestań się nad sobą użalać
i poświęć kilka lat swojego życia na coś pożytecznego, bądź trzeźwy i szczęśliwy.
Tak, ty też możesz być szczęśliwy. Żeby jednak tak się stało, musisz
wdrożyć to, co ci przekazuję. Musisz zrobić wszystko, co możliwe, żeby
posprzątać bałagan, który cię otacza. Całe swoje życie pracowałeś na
stan, w którym się obecnie znajdujesz. Po twojej bitwie z życiem
pozostał burdel. Czas wziąć się do roboty i, krok po kroku, w końcu
wszystko ogarnąć.
To ty decydujesz
Wszystko zależy od ciebie. Tak, wiem, zaraz mi powiesz: "Nie miałem
wpływu na śmierć mojej żony/ na to, że zostałem zwolniony z pracy/ na
rozwód/ na wypadek samochodowy, z powodu którego muszę teraz jeździć na
wózku". Zgadzam się, na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na
to, co z nimi dalej zrobimy. Wiem, co znaczy śmierć bliskiej osoby. Gdy
miałem dziesięć lat, zmarł mój ojciec. To odcisnęło piętno na moim
dzieciństwie i młodości. Przez długi czas żyłem w cieniu tej śmierci.
Dzisiaj jednak radzę sobie ze skutkami tego, co się wtedy stało, a z ojcem, moim najlepszym przyjacielem, rozmawiam bardzo często w naszym
ulubionym miejscu: na cmentarzu.
Są też rzeczy, do których sami się przyczyniamy. Zwolnili cię z roboty?
Nikt cię nie zwolni, jeżeli robiąc to, co lubisz, angażujesz się w pracę
- no, chyba że firma się zamyka. Żona wysłała papiery rozwodowe? Może to
skutek twojego chlania i ćpania i miała w końcu dość? Taki scenariusz
jest bardzo prawdopodobny. A może twoja żona była dla ciebie toksyczna i dobrze, że jesteście osobno? W takim razie łatwiej będzie ci wyjść z uzależnienia, nikt nie będzie cię wkurwiał. "Przecież jeżdżę na wózku,
życie jest niesprawiedliwe..." - OK, rozumiem i nikomu nie życzę takich
trudności, ale może czas zacząć szanować to, co masz? Jeździsz na wózku,
ale wyjdź z uzależnienia, uprawiaj sport, bo to możesz robić mimo
ograniczeń, i bądź przykładem dla innych uzależnionych alkoholików czy
narkomanów, że w każdej sytuacji można się ogarnąć. Jest mnóstwo osób z niepełnosprawnością, które mogą potrzebować takiego mentora jak ty.
Tylko pamiętaj: najpierw ogarnij siebie, a potem możesz pomagać innym.
Wiem dokładnie, co czujesz, przyjacielu. Pisałem już wcześniej, że
straciłem kilka spółek. Kilka, rozumiesz? Takich, które zarabiały.
Straciłem też nieruchomości, a miesiąc przed ślubem rozstałem się z narzeczoną. Straciłem wszystko, a teraz jestem szczęśliwy. Dlaczego? Bo
wyszedłem z matriksa. Codziennie pracuję nad swoim życiem i oczywiście
jestem ciągle uważny w uzależnieniu. Mam większą pokorę, dbam o siebie i o swoją przestrzeń. Dzięki chorobie zacząłem się rozwijać i w końcu
myśleć o przyszłości. Wreszcie zacząłem o siebie dbać.
Ty też możesz to wszystko poukładać i naprawić, ale pod jednym
warunkiem: najpierw musisz być trzeźwy fizycznie i mentalnie. Nie będzie
łatwo, ale na pewno będzie warto.
Jest jedna bardzo ważna zasada trzeźwości:
Nigdy, ale to nigdy się nie poddawaj. Ucz się na błędach i nie popełniaj
ich znowu, wyciągaj wnioski, a będzie dobrze.
Możesz to zrobić także dla swoich dzieci
Czy masz dziecko? Jeśli tak, to co chcesz mu dać? Wiesz, że uzależnienia
przechodzą z pokolenia na pokolenie? Dziecko rodzi się z niezapisanym
dyskiem, ale bardzo szybko go zapełnia. To my, rodzice, jesteśmy
odpowiedzialni za to, w jakie zasoby będzie wyposażone. Pamiętaj, że
jeśli twoje dziecko widzi cię pijanego, naćpanego, agresywnego, to
bardzo często zapisuje na swoim dysku właśnie to. Pomyśl o tym. Pomyśl,
co robisz innym, przychodząc do domu "pod wpływem". Wiem, że często
trudno to zobaczyć, kiedy samemu się cierpi, ale skoro czytasz tę
książkę, to mam nadzieję, że otworzysz oczy. Może uświadomisz sobie, jak
uzależnienie wpływa na miłości twojego życia. Los naszych dzieci w dużej
mierze zależy od nas, dorosłych.
Możesz teraz zdecydować, że będziesz ostatnią osobą w rodzinie, która
doświadczy negatywnego wpływu choroby. To ty wybierasz, jakie wartości
przekażesz kolejnemu pokoleniu. To ty możesz się zmienić i pokazać swoim
dzieciom, że da się żyć bez alkoholu czy narkotyków. Mnie się to udało.
Nie piję i nie ćpam. Staram się za to spędzać z córką dużo wartościowego
czasu, bo wiem, że tym, czego najbardziej potrzebują nasze dzieci, są
zaangażowanie i uwaga rodziców. Kiedy ostatni raz powiedziałeś swoim
dzieciom, że je kochasz? Kiedy wyłączyłeś komórkę i spędziłeś z nimi
cały weekend? Czy co wieczór siadasz z dzieciakami na chwilkę pogadać?
Czy alkohol albo narkotyki nie są ważniejsze? "Należy mi się po pracy,
zasłużyłem na to" - nie mówisz sobie tak czasem? Za każdym razem, jak
będziesz sięgać po używki, pomyśl o swoich dzieciach, że one się od
ciebie tego uczą.
Kiedyś w pewnym ośrodku socjoterapeutycznym dla młodzieży
szesnastoletnia dziewczyna powiedziała mi: "Jestem w takim momencie
mojego życia, że zastanawiam się, czy żyć, czy się zabić". Miała mnóstwo
blizn, była już cała pocięta... Wiesz dlaczego? Bo w jej domu źle się
działo. Bo były tam używki, a jak one, to i agresja. Zastanów się nad
tym i zacznij działać! Przecież twoje dzieci powinny mieć dobre
dzieciństwo, powinny się bawić, cieszyć życiem, a nie cierpieć z twojego
powodu. Większość dzieciaków wychowywanych przez uzależnionych rodziców
też z czasem zaczyna uciekać w uzależnienia. Chcesz tego? Może
świadomość wpływu na własne dziecko pomoże ci zdobyć odpowiednią
motywację do trzeźwego życia?
Dla mnie córka była jednym z głównych motywatorów do odstawienia używek
i za to jej będę dziękować do końca życia. Nie chciałem, żeby widziała
ojca, który się zagubił. Nie chciałem, żeby miała tatę, który nie może
jej przekazać niczego poza uzależnieniem. Chciałem dać jej pozytywne
wartości. Ty też możesz sprawić, żeby twoje dziecko było szczęśliwe.
Możesz odwrócić wiele negatywnych konsekwencji swojego nałogu, ale
musisz zacząć od siebie. Możesz wybrać całkowitą abstynencję i uzdrowić
funkcjonowanie swojej rodziny. Możesz zrobić to dla siebie i swoich
bliskich. A jeśli jeszcze niestety nie jesteś gotowy, żeby podjąć
wysiłek, to zostaw swoją rodzinę i niech chociaż oni zaczną żyć
normalnie. Zmień się albo idź się zapić w miejscu, w którym najbliżsi
nie będą musieli cię oglądać.
Wierzę jednak, że jeśli masz dzieci, to chciałbyś je zaprogramować na
życie wolne od używek. Pokaż więc swojemu dziecku, że da się żyć na
trzeźwo, a przy tym szczęśliwie. W końcu dzieci najlepiej uczą się od
nas przez obserwację. Przyglądają się temu, jak się zachowujemy, a potem
nas kopiują. To co, chcesz być kimś, kogo warto skopiować?
A teraz usiądź wygodnie, bo mam ci dużo do powiedzenia. Na podstawie
moich doświadczeń oraz doświadczeń osób, którym pomogłem wyjść z uzależnienia, wiem, że jesteś w stanie odmienić swoje życie. Przeczytaj
uważnie to, co ci przekazuję w tej książce, zrób notatki i najważniejsze: wprowadzaj wiedzę w życie. Po co masz wymyślać koło od
początku? Po co masz wytyczać w dżungli drogę maczetą? Ścieżka już tam
jest. Wystarczy nią podążać. W ten sposób szybciej i efektywniej
osiągniesz swoją trzeźwość.
Po co czytasz tę książkę i co w niej znajdziesz?
Tak jak napisałem na początku - jeżeli sam kupiłeś tę książkę lub ktoś
ci ją sprezentował, to znaczy, że w twoim życiu prawdopodobnie dzieje
się coś niepokojącego. Może spadasz na swoje dno lub już na nim jesteś?
Może ktoś się o ciebie martwi? Zresztą najważniejsze jest nie to, w jakiej dokładnie sytuacji się znajdujesz, tylko co możesz ze swoim
życiem zrobić.
Jak możesz zareagować na to, co przeczytasz na kolejnych stronach?
Możesz cisnąć tę książkę w kąt, ponieważ boisz się prawdy o tym, w jak
głębokiej dupie się znajdujesz.
Możesz jej nie przeczytać, ponieważ ktoś ci ją kupił, a ty nie
podjąłeś decyzji, że chcesz żyć na trzeźwo, i na ten moment masz to w dupie.
Możesz, czytając tę książkę, zadzwonić do dilera lub pobiec do sklepu,
żeby się najebać.
Możesz płakać, przepraszać bliskich, mogą ci puścić nerwy.
Możesz pójść na terapię, ponieważ dostrzeżesz w niej sens i uznasz, że
skoro ja dałem radę oraz skoro radę dało wiele osób, o których tutaj
piszę, to ty też możesz.
Możesz być wdzięczny, że przeczytałeś tę książkę i zastosowałeś
wiedzę, która uratowała ci życie.
Co zrobisz? W jakim kierunku pójdziesz? Jeśli nie chcesz dowiedzieć się
prawdy o sobie i nie jesteś gotowy na zmianę, to pewnie musisz najpierw
obudzić się w swojej "szafie", pierdolnąć o ziemię, spaść na swoje dno.
Dopiero wtedy coś może się zmienić. Każdy ma swoje dno. Gdzie jest twoje
- nie wiem. Nawet ty sam się tego nie dowiesz, dopóki się na nim nie
znajdziesz. Wiem tylko, że chwila, w której poznałem swoje dno, była
najgorszym momentem w moim życiu.
Jeśli nie chcesz zmienić swojego życia, to nawet nie zagłębiaj się w lekturze, ponieważ ona może wywrócić do góry nogami twoje myślenie na
temat uzależnienia i używek. Odbierze ci komfort picia, ćpania czy
grania. Da ci też wiedzę i sposoby, jak dokonać życiowej zmiany i być
szczęśliwym. Po przeczytaniu tej książki jedyną przeszkodą, aby zacząć
działać, możesz być ty sam. Tylko my sami mamy wpływ na swoje myśli i na
to, co robimy. Nasza choroba niestety nie pomaga w odzyskiwaniu
sprawczości. Ona uwielbia ludzi słabych emocjonalnie. Słabość zapewnia
jej idealne podłoże do rozwoju.
Ile ja bym dał, żeby dziesięć, piętnaście lat temu ktoś podsunął mi do
przeczytania to, co teraz piszę dla ciebie. Ile ja bym dał, żeby spotkać
na drodze do trzeźwego życia takiego drugiego Krystiana... Trzymasz w ręku
narzędzie, które może uratować twoje życie, więc wykorzystaj tę szansę i podejdź do uzależnienia jak do każdej innej choroby. Tak jakbyś miał
raka i dostał lek na niego. Po prostu poświęć kilka godzin swojego
popierdolonego życia i przeczytaj to, co dla ciebie napisałem, a potem
zrób, co będziesz chciał. Na to już nie mam wpływu.
Skondensowałem w tej książce całą wiedzę potrzebną do tego, abyś mógł
krok po kroku zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w naszej chorobie i jak ją leczyć. Napisałem ten tekst na podstawie mojego
ponaddwudziestoletniego doświadczenia związanego z uzależnieniem oraz
wiedzy, jaką zdobyłem, prowadząc terapię. Wiele osób, które zaufały mi
jako terapeucie, dziś jest żywym dowodem na to, że metody, które
przekazuję, działają. Dzieje się tak pod jednym warunkiem: trzeba je
zastosować. Ja mogę ci pomóc mentalnie - mogę pokazać ci nowy styl
codziennego funkcjonowania, zaopatrzyć cię w niezbędne narzędzia oraz
zmotywować do ich wdrożenia - ale to ty musisz ruszyć swój śliczny
tyłeczek i zrobić raz, a konkretnie porządek ze swoim życiem. Im większy
jest w nim bałagan, tym dłużej będzie to trwało i więcej energii cię
kosztowało. Dlatego potrzebujesz pomocy osób trzecich. Dzięki nim będzie
ci łatwiej pokonywać tę drogę.
Początek zmiany w życiu bardzo boli, zwłaszcza gdy w grę wchodzi ta
choroba. Nie będę ci słodził, że jest to łatwe, bo nie jest. Będziesz
musiał dać z siebie 150 procent, ale pamiętaj, że warto.
Zwróć uwagę, że wszystko, co znajdziesz w tej książce, jest poparte nie
tylko teorią, ale i praktyką. Każdy system, sposób, narzędzie, o którym
piszę, sprawdziłem na sobie i innych.
Dowiesz się ode mnie:
jakie są etapy rozwoju uzależnienia i jak powstało uzależnienie w twoim życiu;
jakie są rodzaje uzależnień;
dlaczego uzależnienie jest tak niebezpieczne;
jak wyjść z uzależnienia i jak brzmią trzy zasady trzeźwości;
co najlepiej działało na mnie i na innych;
dlaczego tak trudno jest zacząć znowu kontrolować swoje życie;
o różnych narzędziach, które ułatwią ci przejęcie kontroli nad własnym
życiem;
co robić po zaprzestaniu picia, ćpania, grania;
na co zwracać uwagę i co może być dla ciebie niebezpieczne w początkowych miesiącach;
ile czasu będziesz trzeźwieć i co najlepiej wtedy robić;
jak zbudować pewność siebie;
co mówić innym o twojej chorobie;
jak naprawić swoje relacje i jak zbudować sieć wsparcia;
jak odróżnić toksyczne relacje od zdrowych;
jak się motywować do trzeźwego życia;
dlaczego trzeba być egoistą;
i wiele innych...
Wprowadź zatem zmiany, przyjacielu lub przyjaciółko, i systematycznie
stosuj zasady trzeźwości. Pamiętaj, że to od ciebie zależy, czy to jest
ten właściwy moment na zmianę, na życie w trzeźwości i szczęściu. Jednak
nie zapominaj też, że proces, w który wchodzisz, nie będzie trwał
krótko. Na swój obecny stan pracowałeś latami, więc teraz na naprawę
również potrzebujesz kilku lat. Tyle że czas i tak leci, a im dłużej
będziesz czekać, tym będzie gorzej.
Rozdział 1. Dlaczego się uzależniamy?
Rozdział 1
Dlaczego się uzależniamy?
Długo się zastanawiałem, jak mam ci opisać, czym naprawdę jest
uzależnienie. Sztywne regułki to nie mój styl. Postanowiłem wytłumaczyć
ci istotę problemu zgodnie z obecnym stanem wiedzy, ale po swojemu i przez pryzmat mojego doświadczenia. Chcę, żebyś zrozumiał, dlaczego
ciągnie cię do substancji psychoaktywnych i dlaczego tak trudno jest
wyjść z tego stanu matriksa do normalności. Chcę, żebyś zrozumiał zasady
działania naszej choroby. Co tobą kieruje i dlaczego nawet, jak sobie
obiecasz dzień wcześniej, że nie będziesz pić, to nie jesteś w stanie
dotrzymać danego sobie czy najbliższym słowa. O co tutaj, kurwa, chodzi?
Przecież masz pracę, majątek czy pozycję w firmie albo wartościową
rodzinę, i twoje życie z boku może wyglądać super, a ty dalej pijesz lub
ćpasz. A może już to wszystko straciłeś, tak jak ja kiedyś, i nawet nie
obiecujesz sobie, że od jutra przestaniesz pić...
Zacznijmy od początku. Kto tak naprawdę się uzależnia? Wiadomo, że nie
wszyscy, którzy mieli kontakt z alkoholem, zostaną alkoholikami.
Przecież nie każdy, kto ostro balangował w młodości, popadł w uzależnienie. Przykładem są moi koledzy z młodzieńczych lat. Kiedyś
latali ze mną po klubach i imprezowali, a dzisiaj mają rodziny i piją
sporadycznie, nie tak destrukcyjnie, jak robiłem to ja. Dlaczego tak
jest? Znam też przypadki rodzeństw, które mieszkały w tym samym domu,
były wychowywane przez tych samych rodziców, chodziły do tej samej
szkoły, a tylko jedno z nich zostało alkoholikiem, podczas gdy drugie
prowadzi normalne życie. Kiedyś do naszego ośrodka pewien mężczyzna
przywiózł bardzo zaniedbanego, cuchnącego faceta, który okazał się jego
bratem. Ten pierwszy miał normalną rodzinę i dzieci, wartościową pracę i poukładane życie, a drugi to był prawdziwy menel, który spał razem ze
świniami w chlewie. Tak, dobrze czytasz: ze świniami. Zrobił sobie z kartonów daszek i przykrywał się śmierdzącym kocem. Nie uwierzyłbym w to, gdybym nie widział zdjęcia, które pokazał nam jego brat. Najlepsze,
że ten menel pięć lat wcześniej był sportowcem, i to dość dobrym.
Walczył w MMA, nawet oglądałem jakieś materiały z jego walk na YouTubie,
dobry koleś. Jak to jest, że jeden z braci był ogarnięty, szczęśliwy z rodziną, a drugi prawie umarł wśród świń? Przecież pochodzili z tego
samego domu i tych samych czasów!
Podobny przykład został opisany w rozdziale czwartym książki Anthony'ego
Robbinsa pt. Obudź w sobie olbrzyma2. Mówi on o Antonim
Maciado, alkoholiku i narkomanie, który nie raz prawie przedawkował.
Dzisiaj odsiaduje dożywocie za zabicie kasjera. Ma dwóch synów, między
którymi jest zaledwie jedenaście miesięcy różnicy. Jeden z nich wyrósł
na "drugiego tatę". Był narkomanem, który żył z kradzieży i rabunków do
momentu, aż trafił do więzienia za usiłowanie morderstwa. Jego brat był
zupełnie inny. Wychowywał troje dzieci, czerpał olbrzymią radość z małżeństwa i wydawał się naprawdę szczęśliwy. Praca szefa regionu w dużej firmie była dla niego wyzwaniem i dawała mu satysfakcję. Był
zdrowy, silny i nie miał problemów ani z narkotykami, ani z alkoholem.
Jak tych dwóch chłopców mogło pójść tak różnymi drogami, skoro wychowali
się w tym samym środowisku? Obu zadano to samo pytanie: "Dlaczego twoje
życie potoczyło się w taki właśnie sposób?". Każdy z nich, o dziwo, w odpowiedzi stwierdził: "A czymże innym mógłbym się stać, skoro wychował
mnie taki, a nie inny ojciec?".
Naszego życia nie kształtują bowiem wydarzenia, tylko nasze własne
przekonania na temat tych wydarzeń. Siła tych przekonań może budować,
ale może też niszczyć.
Podłoże neurologiczne
Gadzi mózg
Jednym z czynników powstania uzależnienia są kody i programy, które
funkcjonują w naszej podświadomości. Inaczej mówiąc: najprawdopodobniej
kiedyś doświadczyliśmy czegoś, co ukształtowało nasze przekonania co do
używek, wywołało dane podejście do nich - takie, które może zniszczyć,
lub takie, które może pomóc nam zbudować nasze życie. Ale zastanówmy się
trochę głębiej, o co tutaj tak naprawdę chodzi.
Uzależnieniem kieruje nasz gadzi mózg, czyli najstarszy ewolucyjnie
obszar mózgu, odpowiadający za instynkty niezbędne do przetrwania. W toku ewolucji człowieka odegrał on ogromną rolę. W uproszczeniu można
powiedzieć, że gadzi mózg kierował się dwiema podstawowymi potrzebami -
ucieczką DO przyjemności i ucieczką OD cierpienia czy zagrożenia.
Miliony lat temu, gdy ludzkość prehistoryczna mieszkała jeszcze w jaskiniach, trzymanie się tych dwóch zasad zapewniało ludziom przeżycie
i rozwój. Dzięki temu jesteśmy dzisiaj rozwiniętą cywilizacją.
Ucieczka do przyjemności pozwalała gatunkowi ludzkiemu zwiększać swoją
liczebność i zapewniała przedłużenie gatunku. Chyba jeszcze wtedy ludzie
nie potrafili się komunikować słowami, ale seks zdecydowanie poprawiał
im samopoczucie, więc go uprawiali. Przyjemne doznania dawało im również
zaspokojenie głodu, więc robili wszystko, żeby zdobyć jedzenie - kobiety
zbierały rośliny jadalne, a faceci chodzili na polowania. Natomiast
ucieczka od cierpienia ograniczyła ryzyko śmierci poszczególnych
osobników i wyginięcia gatunku. A mianowicie: gdy znienacka wyskakiwał
na naszego przodka jakiś drapieżnik, to mózg człowieka samoczynnie
wysyłał impulsy, że ten ma jak najszybciej spierdzielać.
Takie instynktowne zachowania występują też współcześnie. Jak masz
sytuację zagrożenia, to odruchowo uciekasz. Jeśli ktoś znienacka cię
zaatakuje, to automatycznie dajesz nogę lub uderzasz napastnika. Z seksem i jedzeniem jest podobnie. Dają przyjemność, więc się im
oddajemy. Właśnie wtedy kieruje nami gadzi mózg. Czy widzisz, jaki
związek ma on z uzależnieniem? Jaką rolę odegrał u ciebie czy u mnie? Ja
tak.
Kiedyś, w początkowym okresie naszego picia czy ćpania, braliśmy używki
właśnie w tych dwóch przypadkach: jak chcieliśmy, żeby dana chwila była
jeszcze lepsza, jeszcze bardziej nas kręciła, bo było nam za mało, lub
jeśli poczuliśmy wkurzenie, zagrożenie czy cierpienie, które chcieliśmy
wyciszyć. Tylko wtedy sięgaliśmy po substancję, która odpowiednio
mogłaby nam ten stan jeszcze bardziej podbić lub go osłabić. Pamiętaj o jednym: teraz opisuję początki naszej choroby. Nie mówię tutaj o stanie
uzależnienia, tylko o tym, jak to się zaczęło. Dlaczego zaczęliśmy brać?
Dlaczego tak szybko to poszło?
Ucieczka do przyjemności
Pamiętam, że moje uzależnienie od marihuany właśnie tak się zaczęło.
Koledzy, PlayStation, granie całą noc. Albo wyjazdy na rowerze - sam
wypad z kumplami już był superpomysłem, ale mnie było za mało. Trzeba
było jeszcze bardziej go podkręcić i zajarać, najlepiej przy piwie.
Spotkania z kolegami - tylko przy trawce. Nawet do liceum chodziłem na
haju, wszędzie widziałem okazje, żeby zmaksymalizować swoje wrażenia,
poczuć się jeszcze lepiej. Czy ty też tak podchodziłeś do używek?
Sięgałeś po alkohol czy narkotyki, żeby podkręcić swoje przeżycia? Żeby
było jeszcze lepiej? Czyli na imprezach, randkach, w trakcie seksu, na
wakacjach, na rybach, na spotkaniach biznesowych - tylko po to, żeby
poczuć większą euforię i zadowolenie z danej sytuacji?
Podobnie uzależniłem się od kokainy. Jak tylko zdobywałem kasę, jechałem
do hotelu ze swoją ówczesną dziewczyną, aby spędzić z nią dwie-trzy noce
wypełnione ćpaniem i uprawianiem seksu. Zobacz, że tutaj dodałem jeszcze
jeden element: aby poczuć się lepiej, zacząłem łączyć dwa uzależnienia -
od narkotyków i seksu. Sam wyjazd z dziewczyną mi nie wystarczał, trzeba
było go podbijać używkami i współżyciem. Właśnie wtedy kierowałem się
gadzim mózgiem, który naturalnie, od milionów lat dąży do przyjemności.
Takie zachowania i przekonania spowodowały, że się uzależniłem. Pamiętam
jak dzisiaj - najpierw organizowałem wyjazdy z eksdziewczyną raz na rok,
potem co kilka miesięcy, a na koniec już prawie co weekend. Po latach
takiego życia mój mózg się zaprogramował na czerpanie przyjemności
jedynie z używek i seksu. Nic innego nie potrafiło dać mi radości.
DAREK
Jeden z pacjentów naszego ośrodka, czterdziestosiedmioletni Darek, miał
poukładane życie. Ustawiony finansowo, właściciel dobrze prosperującej
firmy, miał odchowane, samodzielne dzieci i superrelacje z byłą żoną.
Wydawałoby się, że na tym etapie powinien odcinać kupony od
wcześniejszych sukcesów i czuć się szczęśliwy i spełniony. Jednak
wylądował w ośrodku. Dlaczego? Właśnie dlatego, że kierował nim gadzi
mózg, a szczególnie ucieczka do przyjemności. Darek podbijał alkoholem
swoje częste wyjazdy na Mazury, randkowanie i układy z dziewczynami. Z czasem stracił kontrolę nad tymi zachowaniami. Był jak jaskiniowiec,
który zaciągał swoje kobiety do jaskini, aby kopulować. Ostatecznie,
choć z pozoru niczego mu nie brakowało, wylądował w ośrodku z ludźmi,
którzy prawie skończyli na ulicy, byli po ciężkich rozwodach i bez
pracy.
Choć ja też w pogoni za przyjemnością wpadłem w spiralę używek i seksu,
dzisiaj wiem, że te same doznania mogę uzyskać bez alkoholu czy kokainy.
Wiem też, że aby osiągnąć ten stan, trzeba tylko zmienić przekonania i dokonać przewartościowań. Nauczyć się innego myślenia. Piszę "tylko",
ale mam świadomość, że zmiana przekonań nie jest łatwa. Trzeba
przestawić wszystko w głowie, a to wymaga czasu i energii.
Ucieczka od cierpienia
Nasz gadzi mózg automatycznie dąży również do tego, by unikać
cierpienia. To drugi powód, dla którego tak łatwo się uzależniamy.
Powiem ci szczerze, że pod koniec nie czułem już przyjemności z ćpania i picia. Dzięki używkom udawało mi się tylko na chwilę zapomnieć o ciągłym
bólu i cierpieniu. Czy uśmierzanie cierpienia narkotykami i alkoholem
jest rozwiązaniem? Oczywiście, że nie, ale nie widzisz tego, jak jesteś
w ciągu. Ileż to razy przy większym napięciu, porażce, po popełnieniu
błędu musiałem się napić, naćpać, aby nie czuć tego aż tak bardzo!
Wiesz, o czym mówię? Przeżycie tych emocji bez używek było wtedy
niemożliwe. Nie byłem w stanie poradzić sobie z tym, co się działo ze
mną w środku. Ból i cierpienie były tak wielkie, że potrzebowałem ulgi,
którą mogłem uzyskać, tylko sięgając po alkohol czy narkotyki.
Gdy pisałem tę książkę, miałem telefon od chłopaka, który szukał pomocy.
W trakcie krótkiej rozmowy okazało się, że zaczął bardzo dużo pić po
śmierci ojca, który zmarł rok wcześniej, i od tego czasu chłopak nie
mógł się pozbierać. Alkohol przynosił mu ulgę, dzięki niemu nie czuł aż
tak bardzo swojego wewnętrznego bólu. Wiedziałem, że postępując w ten
sposób, bardzo szybko można się uzależnić. Powiedziałem mu, że jeśli nic
z tym nie zrobi, w jego mózgu powstaną połączenia neuronów, pod wpływem
których alkohol już zawsze będzie mu się kojarzył z ulgą od cierpienia.
Wiedziałem, że tak tworzy się fałszywa asocjacja, czyli powiązanie
narkotyków lub alkoholu z przyjemnością i ulgą od bólu. Nasz mózg po
prostu zapamiętuje, że jak jest źle, to trzeba zażywać, i jak jest
dobrze, to też trzeba zażywać. Wówczas powstaje uzależnienie. Czy to
oznacza, że za każdym razem, kiedy chłopak poczuje lęk, strach lub
dyskomfort, będzie chciał się napić? Tak, i właśnie tę trudną do
zignorowania potrzebę nazywamy głodem alkoholowym czy narkotykowym.
Pamiętam, jak zostałem oszukany na bardzo duże pieniądze. Wtedy zamiast
działać i szukać rozwiązania, zaszyłem się w swoim uzależnieniu. Jakby
odpalił się u mnie program, który miałem zainstalowany. Zamiast ratować
sytuację, tylko ją pogorszyłem. Pamiętam, że gdy straciłem biznesy, to
piłem i ćpałem do upadłego. Najgorsze, że stan ulgi po zażyciu już się
nie pojawiał, ale ciągle się łudziłem, że w końcu poczuję się lepiej.
Mój gadzi mózg i ścieżki neuronalne robiły mnie w konia. Tak właśnie
działa uzależnienie.
Niestety, jeśli zakodujemy w swojej podświadomości, że alkohol, narkotyk
czy jakieś czynności behawioralne (np. hazard, granie w gry komputerowe,
seks) dają efekt w postaci miłych odczuć lub ucieczki od cierpienia, to
w naszym mózgu przez całe życie będzie już istniała ścieżka neuronalna
połączona z uzależnieniem. I choćby przez długi czas nie była używana,
to w sytuacji cierpienia, związanego na przykład ze śmiercią bliskiej
osoby, rozstaniem, utratą pracy czy kłótnią, ta ścieżka automatycznie
się uaktywni. Łatwo wtedy sięgnąć po używkę, aby sobie ulżyć. Jest to
zapisane w naszym mózgu, tak jak sposób wiązania sznurówek. wykonujemy
tę czynność automatycznie.
Nasze przekonania na temat alkoholu czy narkotyków są zakodowane i ciągle mamy wrażenie, że po wypiciu czy zaćpaniu będziemy czuć się o wiele lepiej. Problem w tym, że to wrażenie jest mylne, my jednak
zachowujemy się tak, jakbyśmy tego nie dostrzegali. Nie widzimy, że
pozytywne doznania trwają coraz krócej, nie tak jak na początku. Dlatego
wpadamy w ciągi. Mamy nadzieję, że w końcu poczujemy to, co kiedyś,
przed uzależnieniem, czyli właśnie ulgę, podekscytowanie, radość. W uzależnieniu osiągamy jednak odwrotny skutek - im więcej zażywamy, tym
głębszą mamy depresję, tym silniejszych doświadczamy lęków, tym większą
czujemy złość, tym niższe jest nasze poczucie własnej wartości. Poziom
dopaminy podnosi nam się tylko przed zażyciem substancji. Czujemy
zadowolenie, podniecenie, jak biegniemy do sklepu po alkohol. Niestety
ten stan trwa jedynie do momentu, kiedy się napijemy czy naćpamy.
Do dzisiaj moim największym wyzwalaczem do wciągnięcia kreski jest myśl,
że po takiej przerwie fajnie byłoby się naćpać kokainą i uprawiać seks.
Jak to piszę, to czuję już delikatne podenerwowanie. Tak to działa - o tym, jak sobie z tym radzić, piszę w dalszej części książki. Tymczasem
zwróć uwagę, jak silne i trwałe jest to połączenie neuronów w moim
mózgu, skoro po latach trzeźwości i doświadczeniu depresji alkoholowej i narkotykowej on nadal pamięta, że było fajnie i przyjemnie. Muszę wejść
na poziom świadomości, żeby zdać sobie sprawę, że jak bym dzisiaj wziął
kreskę, to bym dostał od razu stanu depresyjnego, lęków i wyrzutów
sumienia, ale tego mózg już nie chce zakodować.
Pamiętaj, że im silniejsze masz przekonanie o tym, że picie czy ćpanie
jest fajne, tym więcej będziesz musiał włożyć pracy w zmianę myślenia i tego przekonania. Pamiętaj też, że to się da zrobić. Możesz stworzyć w swoim mózgu skojarzenie alkoholu, narkotyków czy innych uzależnień z cierpieniem i bólem. Możesz zapisać nowy program w swojej głowie. Pokażę
ci na kilka sposobów, jak przeprowadzić cały proces.
Teraz, kiedy już wiesz, że twoje uzależnienie powstaje w podświadomości,
w wyniku wytworzenia się pewnej ścieżki neuronalnej, pewnie łatwiej ci
będzie zrozumieć, dlaczego dwóch braci z naszego przykładu, którzy
wychowywali się w podobnych warunkach, zupełnie inaczej pokierowało
swoim losem. Brat, którzy poradził sobie w życiu, miał zakodowane, że
alkohol przynosi ból i cierpienie oraz zabiera szczęście. Natomiast
drugi z braci podświadomie połączył neurony w taki sposób, że używki
kojarzą mu się z czymś dobrym, przyjemnym lub dającym ulgę w momencie
bólu i cierpienia. Niestety on już ma predyspozycje do uzależnień i musi
przeprogramować swoje przekonanie na temat używek. Jedna rodzina, jedno
otoczenie, a całkiem odmienne przekonania na temat alkoholu czy
narkotyków.
Oczywiście oprócz kwestii związanych z działaniem naszego gadziego mózgu
jest wiele innych spraw, które mogą przyczyniać się do tego, że ktoś
zaczyna zażywać środki psychoaktywne. Najczęstsze to: zaniżone poczucie
własnej wartości; nieokazywanie troski, zrozumienia i miłości przez
rodziców w dzieciństwie; aspołeczność; uzależnienia u któregoś z rodziców lub u obojga; śmierć bliskiej osoby; długotrwałe doświadczanie
wyśmiewania; depresja; patologie w rodzinie pochodzenia; posiadanie w dzieciństwie wszystkiego, czego tylko się chciało... Można by tego rodzaju
czynniki długo wymieniać, ale każdy wie, czy raczej uciekał OD
cierpienia, czy może DO przyjemności. Tutaj nie chodzi jednak tylko o to, z jakiego powodu zacząłeś, ale też o to, dlaczego nie umiałeś ocenić
sytuacji i przeżyć emocji na trzeźwo. Twój mózg oduczył się odczuwania
emocji w sposób biologiczny.
Neuroprzekaźniki
Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy naszym mózgu, żebyś dobrze
wszystko zrozumiał. Nie będę ci wrzucał niezrozumiałych formułek,
zamiast tego postaram się wytłumaczyć jak najprzystępniej główne
kwestie. Tym razem mam na myśli neuroprzekaźniki. Pewnie wiesz, czym one
są, ale na wszelki wypadek przypomnę, że to takie substancje, za pomocą
których komunikują się ze sobą komórki nerwowe (neurony). Można
powiedzieć, że to właśnie neuroprzekaźniki nas programują. Jeśli mamy
przekonania i skojarzenia, że wypicie alkoholu jest fajne, daje nam
relaks, szczęście i ulgę, to wtedy neurony kodują to doświadczenie za
pośrednictwem neuroprzekaźników za każdym razem przed wypiciem czy
zażyciem jakiejś substancji psychoaktywnej.
Do najbardziej znanych neuroprzekaźników należą hormony wpływające na
dobre samopoczucie, takie jak dopamina, endorfiny, serotonina czy
oksytocyna. Dopamina, hormon odpowiedzialny za motywację i przetrwanie,
jest wydzielana w sytuacjach, gdy doświadczamy lub oczekujemy czegoś
przyjemnego. Kiedy poziom tego neuroprzekaźnika rośnie, zwiększa się
nasza motywacja do powtarzania zachowań, które powodują jego wyrzut.
Czyli kiedy robisz coś fajnego lub szykujesz się na przyjemność, na
przykład picie, ćpanie czy seks, poziom dopaminy rośnie, a ty zaczynasz
dążyć do tego, by znów osiągnąć ten stan. Co ważne, poziom dopaminy
podnosi się nie w trakcie zażywania substancji, tylko moment przed jej
przyjęciem. Właśnie dlatego jest to tak zgubne. Jak czujemy głód i chcemy się napić lub naćpać, to jesteśmy już na dopaminowym haju i wyłącza nam się racjonalne myślenie. Pragniemy za wszelką cenę szybko
zrealizować nasz plan. Nic innego się nie liczy. Kto pamięta, jak biegł
kilka kilometrów na stację benzynową po alkohol lub dzwonił w nocy do
dilera? To właśnie dopamina wzmocniła stan euforii i podniecenia, który
towarzyszył naszemu głodowi.
Poziom dopaminy rośnie również, jak objadamy się czekoladą, dlatego tak
trudno jest zjeść tylko jedną kostkę. Można powiedzieć, że wpadamy w ciąg czekoladowy i w krótkim czasie pochłaniamy wszystko, ponieważ przed
jedzeniem rośnie nam stężenie dopaminy, a potem szybko opada. Nawet
siedzenie na TikToku działa identycznie i włącza wszystkie mechanizmy
odpowiedzialne za uzależnienie. Poziom dopaminy wzrasta i opada. To
ostatnie powoduje spadek nastroju. Kiedy zaczynamy go odczuwać, rzucamy
się do oglądania następnych filmików, byle tylko się podniósł. Może ty
tak nie masz, ale znasz kogoś, kto potrafi siedzieć na TikToku po kilka
godzin dziennie?
Ta sama zasada działa w uzależnieniu od substancji psychoaktywnych, lecz
różnice w poziomach dopaminy są większe. Zresztą rozmaite substancje
psychoaktywne też różnią się między sobą wielkością wyrzutów dopaminy,
dlatego od poszczególnych substancji uzależniamy się w różnym stopniu.
Porównajmy różne czynności i substancje, które mają związek ze skokami
poziomu dopaminy.
Jedzenie podnosi poziom dopaminy
mniej więcej o 50 procent
Seks podnosi poziom dopaminy
mniej więcej o 100 procent
Marihuana podnosi poziom dopaminy
mniej więcej o 150 procent
Alkohol podnosi poziom dopaminy
mniej więcej o 200 procent
Nikotyna podnosi poziom dopaminy
mniej więcej o 250 procent
Kokaina podnosi poziom dopaminy
mniej więcej o 400 procent
Amfetamina podnosi poziom dopaminy
mniej więcej o 1000 procent
Długotrwałe nadużywanie prowadzi do zmian w mózgu, które osłabiają
reakcję na naturalne bodźce i zwiększają potrzebę przyjęcia substancji
lub wykonania czynności dla uzyskania tej samej satysfakcji. Mówiąc
wprost: nasze neurony pamiętają, że za każdym razem, kiedy piliśmy lub
ćpaliśmy, było super, więc sama myśl o tym podnosi poziom dopaminy w naszych mózgach. Ponieważ piliśmy lub ćpaliśmy w przeszłości, to teraz
trudniej nam czerpać radość z czegokolwiek innego niż alkohol lub
narkotyki, a poza tym za każdym razem chcemy dostarczyć sobie większą
porcję substancji. Niestety, choć przed wypiciem lub zaćpaniem czujemy
wyrzut dopaminy, to - jeśli jesteśmy już uzależnieni - po zażyciu danej
substancji poziom dopaminy już nie rośnie. Dlatego wzrasta nam
tolerancja i mamy ciągi - chcemy za wszelką cenę znaleźć się w stanie, w którym byliśmy kiedyś. Stanu, który znamy sprzed uzależnienia, stanu,
który pamiętają nasze neurony.
Im wyższy poziom dopaminy zapewniała nam kiedyś dana substancja, tym
silniej jesteśmy zaprogramowani do powtórzenia działania, które wtedy
prowadziło do wyrzutu tego neuroprzekaźnika. Dlatego wracamy za wszelką
cenę do picia czy ćpania.
Rola dzieciństwa
Okres dzieciństwa jest jednym z najważniejszych etapów naszego życia. Po
narodzinach jesteśmy jak czysta kartka albo jak nowiutki twardy dysk do
komputera. Zobacz: rodzimy się bez cierpienia, nałogów, wartości, bólu i bez żadnego doświadczenia. Jako dzieci nie mamy żadnego wpływu na to, co
zostanie zapisane na naszym dysku. Dysk jest obsługiwany przez
otoczenie, czyli najczęściej rodzinę, a szczególnie rodziców. To oni go
programują, pokazują, jak żyć, przekazują nam swoje wartości i zasady.
To oni poprzez swoje reakcje na nasze doświadczenia i poprzez swoje
zachowania przekazują nam to, czego sami się nauczyli. Wielu z nich nie
uświadamia sobie, jak wielką rolę odgrywają w życiu swojego dziecka.
Przecież są odpowiedzialni za niewinną istotę, która chłonie wiedzę i kopiuje tych, których kocha.
Mówi się, że większość informacji, które znajdą się na naszym dysku,
jest zapisywana do szóstego roku życia. Tak, tylko do szóstego roku! W czasie tych pierwszych kilku lat budujemy swój sposób myślenia, swoje
wartości i przekonania. W tym czasie nasiąkamy jak gąbka wszystkim, co
daje nam środowisko rodzinne. Od swoich bliskich możemy dostać zarówno
to, co dobre, jak i to, co złe, w tym toksyczne zachowania wobec siebie
i innych, a także uzależnienie. Możemy przejąć nawet to, czego u nich
nie akceptujemy. Czy znasz może kogoś, kto mówił, że nigdy nie będzie
jak ojciec lub matka, a właśnie kimś takim się stał? Tak samo traktuje
swoich najbliższych, dzieci... Tak samo pije i nie potrafi okazywać uczuć.
Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że tak został zaprogramowany w dzieciństwie przez swoich rodziców.
Wielu rodziców nie potrafi poukładać swojego życia - mają problemy z regulowaniem emocji, nie umieją kochać, codziennie piją alkohol lub
zażywają narkotyki. Jak możemy wtedy zbudować stabilne fundamenty jako
dzieci? Przecież nie mamy wpływu na nasze życie na tak wczesnym etapie!
To rodzice powinni nam zapewnić dobry punkt wyjścia. Ale jak mają to
zrobić, skoro sami się pogubili lub skoro im też nikt nie dał solidnej
podstawy?
Wspominałem już o osobach, które są niby poukładane, mają rodziny,
dzieci, zabezpieczenie finansowe i powinny być szczęśliwe, a jednak się
uzależniły. Możliwe, że wzięło się to z okresu ich dzieciństwa. Może
ojciec bił matkę, więc dziecko zaczęło mieć problem z agresją. Może nikt
mu nigdy nie mówił, że je kocha, więc jako dorosły ma problem z okazywaniem uczuć. Taki człowiek w głębi duszy nigdy nie jest
szczęśliwy, bo tak go zaprogramowano. Nic go nie cieszy, bo z dzieciństwa zna głównie uczucie smutku. Zachowuje się agresywnie i często krzyczy, ponieważ tak rozmawiali z nim rodzice. A może nie
potrafi sobie poradzić z życiem, bo mama ciągle mówiła mu, że jest
wspaniały, piękny i będzie bogaty, rzeczywistość jednak nie sprostała
tym oczekiwaniom.
Dobrze, powiesz, ale jaki jest związek między wgraniem w dzieciństwie
zawirusowanego programu a używkami? Już tłumaczę. To dzięki używkom nasz
wirus zostaje chwilowo dezaktywowany, czujemy się lepiej, nic nas nie
boli fizycznie ani psychicznie. Czujemy swoją wartość i patologiczne
dzieciństwo nie wydaje się takie straszne. Mamy odwagę, chęci do
działania i w końcu czujemy się fajnie. Tak jest, ale tylko na początku.
Później okazuje się, że to wszystko fikcja.
Czas dzieciństwa to nasz fundament emocjonalny, a jeśli on jest
niestabilny, to trzeba zbudować go od nowa. Aż 90 procent naszych traum
i lęków bierze się właśnie z okresu, kiedy byliśmy dziećmi. To z niego
wywodzi się na przykład potrzeba ucieczki od emocji, którą maskuje się
za pomocą używek. Terapia pozwala na zidentyfikowanie problemów. Trzeba
wyrzucić to, czego nie chcemy w naszym życiu, i na nowo poukładać
wszystko w swoim wnętrzu. Trzeba skasować program i wgrać nowy. Osoba
uzależniona ma za zadanie zatrzymać się w piciu, ćpaniu czy graniu,
znaleźć problemy do przepracowania i dokonać głębokich przewartościowań.
Czy to jest trudne? Ależ oczywiście! Przecież jedynym znanym nam
sposobem, aby poczuć się lepiej, było dotychczas sięgnięcie po używkę.
Nie umiemy zachowywać się inaczej. Żyliśmy w ten sposób po dwadzieścia,
trzydzieści, a czasem i więcej lat. Nie da się tego zmienić w ciągu
miesiąca. To zbyt duża praca. Przecież mamy odszukać błędy i je
wykasować, a potem wgrać nowe wartości. To może potrwać nawet kilka lat
i być bardzo trudne.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki