Nowojorczyk i wynalezienie Europy Wschodniej
Nowojorczyk i wynalezienie Europy Wschodniej
Przynależność do Wschodu lub Zachodu to nie kwestia geografii i granic.
To przede wszystkim problem przynależności do kręgu kulturowego, strefy
ekonomicznej i systemu politycznego - to kwestia światopoglądu, ale i wspólnoty doświadczeń. "Pod względem panującego systemu politycznego
Europa środkowa jest Wschodem; pod względem przeszłości kulturalnej - Zachodem. A ponieważ Europa traci poczucie własnej tożsamości
kulturalnej, to w Europie środkowej widzi jedynie jej ustrój polityczny.
Innymi słowy, widzi w Europie środkowej jedynie Europę wschodnią",
podkreślał przed nieomal czterdziestu laty Milan Kundera w swoim głośnym
eseju Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej, opublikowanym na
łamach "The New York Review of Books", dodając: "Po 1945 roku granica
między dwiema Europami przesunęła się o kilkaset kilometrów na zachód i narody, które dotąd uważały się za zachodnie, obudziwszy się pewnego
poranka, stwierdziły, że znajdują się na Wschodzie. Po wojnie
ukształtowały się w Europie trzy zasadnicze sytuacje: sytuacja Europy
zachodniej, sytuacja Europy wschodniej oraz sytuacja Europy środkowej.
Ta ostatnia jest najbardziej skomplikowana"1.
Jeśli ta skomplikowana Europa Środkowa jest przede wszystkim kwestią
naszego światopoglądu, a stworzony w Jałcie zimnowojenny podział
geopolityczny na Wschód i Zachód Europy runął wraz z murem berlińskim w roku 1989, to czy można znaleźć jednoznaczną odpowiedź na istotę i linię
podziału na wschód i zachód naszego Kontynentu? Historycy gospodarczy
już dawno na to pytanie znaleźli odpowiedź. To dualizm agrarny Europy
jako skutek wielkich odkryć geograficznych. Stały się one katalizatorem
narodzin i rozwoju kapitalizmu na zachodzie Europy. Równolegle na
terytoriach na wschód od Łaby postępowała refeudalizacja i rozwój
"wtórnego poddaństwa chłopów". Pozwoliło to badaczom dziejów
społeczno-gospodarczych na wyraźny podział Starego Kontynentu na
postępowy Zachód i zacofany Wschód. Analiza różnych modeli rozwoju
społeczno-gospodarczego od dawna stanowiła w międzynarodowym dyskursie
historyków podstawowe kryterium pozwalające na wyodrębnienie Europy
Wschodniej2. Zarówno długie trwanie feudalizmu, jak i świeża lekcja
komunizmu pozostawały podstawowymi kryteriami podziału na Europę Wessis
i Ossis wzdłuż linii Łaby.
Larry Wolff - profesor Uniwersytetu Nowojorskiego - już kilka lat po
upadku muru berlińskiego zaproponował nam jednak inną perspektywę na
bipolarny podział Europy, cofając się w swoich rozważaniach do wieku
XVIII! W wydanym w roku 1996 obszernym studium Wynalezienie Europy
Wschodniej. Mapa cywilizacji w dobie Oświecenia podjął się wnikliwej
analizy zmienności pojęcia Europy Wschodniej zarówno w wymiarze
politycznym, jak i cywilizacyjnym. Wywodząc je ze stworzonej przez
oświeceniowych philosophes ideologii egzotycznego i barbarzyńskiego
Wschodu, zidentyfikował dwa aksjomaty leżące "u podłoża dwóch stuleci
historii idei, historii "cywilizacji" w Europie, dziejów wymyślenia
Europy Wschodniej"3. Według Wolffa problemem kluczowym dla zrozumienia
potrzeby "wymyślenia Europy Wschodniej" stał się dylemat włączenia lub
wykluczenia terytoriów peryferyjnie położonych względem epicentrum
cywilizacji. Antynomia cywilizowany Zachód i barbarzyński Wschód
wynikała z jednej strony z potrzeby zdefiniowania skali zasięgu
gospodarczego i kulturowego modelu osiemnastowiecznej cywilizacji w stylu francuskim. Z drugiej zaś była owocem zaciekawienia oświeceniowych
elit Europy egzotyką wschodu kontynentu jako antytezy Zachodu. Ten
Wschód oznaczał wówczas zarówno terytoria "naszej Europy Środka", jak i Rosję Katarzyny Wielkiej.
Oświeceniowa koncepcja egzotycznego Wschodu, odległego od jądra Europy,
jakie stanowił Zachód, według nowojorskiego profesora wykracza poza
syndrom trzonu i peryferii.
Larry Wolff udowadnia, że "czynniki społeczne i gospodarcze bynajmniej
nie były jedynymi, które doprowadziły do stworzenia przez Europę
Zachodnią pojęcia Europy Wschodniej"4. Wychodząc poza gospodarcze
modele Immanuela Wallersteina5, Wolff podkreśla znaczenie mitu, jaki
tworzył oświeceniowy "trzon" rozpięty pomiędzy Paryżem a Londynem,
zmieniając dotychczasowy podział Europy na Północ i Południe. Podział
ten był jeszcze czytelny w XVIII wieku według kryterium: protestancka,
dynamicznie rozwijająca się Północ i katolickie, ogarnięte stagnacją
Południe. Larry Wolff przekonuje, że osiemnastowieczne paryskie i londyńskie elity zastąpiły podział Północ-Południe nowym podziałem na
cywilizowany Zachód i barbarzyński Wschód! W tym też Wolff upatruje
przyczyny anihilacji środkowoeuropejskiej tożsamości. Samookreślenie
Europy Zachodniej wymagało antytezy Wschodu. Jeśli osiemnastowieczna
Europa Wschodnia to opis peryferii i symbol niedorozwoju stworzone przez
oświeceniowy Zachód, to marzenia Środkowoeuropejczyków pozostaną snem o cywilizacji Zachodu. A jeśli tak, to Larry Wolff zanurza się w sferę
polifonii pamięci zdominowanej przez wyobrażenia i mity. Dodajmy, że
pamięć kulturowa jest organizowaniem i rytualizowaniem pamięci
zbiorowej. Trzeba też za Janem Assmannem koniecznie powtórzyć, że pamięć
kulturowa buduje naszą tożsamość, która ma dwa wymiary. Pierwszy to
niezmienność, bycie ciągle tym samym. Drugi natomiast to odpowiedź na
pytanie, co wyróżnia nas od innych6. Pojęcie tożsamości jest więc
pojęciem wieloznacznym.
Czy Wynalezienie Europy Wschodniej pozwala nam dzisiaj lepiej zrozumieć
sens naszej wiary w Europę Środka? Bo rok 1989 zmienił semantykę pojęcia
Wschodu. Zasadniczym problemem dla mieszkańców Europy Środkowej była i jest obsesja położenia, szczególnie czytelna w przypadku Polski.
Usytuowanie pomiędzy dwoma największymi narodami Europy: Niemcami i Rosjanami, z dawien dawna rodziło poczucie zagrożenia. W stosunku do
Rosji, a także przez pewien czas Turcji, zagrożenie to łączyło się z poczuciem pełnienia misji bastionu cywilizacji łacińskiej.
Dzisiaj Europa Środkowa to lekcja komunizmu; to krytyka idei postępu;
to wszechobecność historii; to skomplikowana geografia i geopolityka; to
różnorodność kulturowa i siła nacjonalizmów; to kompleks niższości
peryferii, a równocześnie kreatywność pogranicza. Europa Środkowa to
trudny dialog z sąsiadem7.
Larry Wolff - profesor Uniwersytetu Nowojorskiego - odkrywa przed nami
historię tworzenia wyobrażeń i stereotypów o nas samych. Już we wstępie
swej książki podkreśla, że dla oświeceniowych elit "trzonu" ówczesnej
cywilizacji "czy to w duchu imaginacyjnym, czy filozoficznym, figlarnym
czy naukowym, badanie Europy Wschodniej, tak jak orientalizm, było formą
intelektualnego panowania, łączenia wiedzy i władzy, utrwalania
dominacji i podporządkowywania"8. Równocześnie Amerykanin pomaga
nam zrozumieć, gdzie byliśmy i gdzie jesteśmy względem epicentrum
cywilizacji europejskiej i jak trudny jest mentalny remapping Europy.
Syndrom peryferii to również gorzka lekcja prawdy o nas samych, jakże
inna od odziedziczonej po wieku XIX narodowej mitologii. To także inna
perspektywa na nasze miejsce w historii, która skłania do pogłębionej
refleksji. W epoce oświeceniowego przełomu "odkrywana" wówczas Europa
Wschodnia stała się po raz pierwszy polem obserwacji na taką skalę.
Wszystkich intrygował wschód Europy. Nie przypadkiem więc na stronach
dzieła Larry'ego Wolffa przewijają się nazwiska Woltera, Rousseau,
Herdera, Lessinga, Diderota czy Adama Smitha. Już wówczas - w sporze
pomiędzy Wolterem a Rousseau - pojawiła się ambiwalencja w stosunku do
Rosji i orientalnej tradycji jej systemu politycznego. Jakże
dalekowzroczna zdaje się w tej kwestii myśl Woltera, że "dobroczynna
autokracja może nie być odpowiednia dla krajów zachodnich, ale jest
odpowiednia dla kraju, którego ludność nadal żyje w warunkach zbliżonych
do pierwotnych"9. Z kolei Adam Smith uważał Polskę za kraj zacofany i biedny, ale należący do europejskiego obszaru gospodarczego.
Filozoficzne spojrzenie Smitha określało miejsce ówczesnej Polski w hierarchii narodów oraz definiowało miarę jej zacofania i anachroniczność jej modelu rozwoju10. Zaskakuje niezwykła aktualność
wielu myśli, stereotypów i postaw, jak choćby komentarze Jeana-Jacques'a Rousseau o dylematach Polaków11! Jego przestrogi dla Polski to
równocześnie pouczająca analogia do naszych współczesnych problemów
wizerunkowych i okazja, aby patrząc w lustro, zapytać: jacy jesteśmy w oczach innych12!
Wyobrażanie sobie Europy Wschodniej nierzadko oparte było na fikcji i fantazji. Denis Diderot powierzył Louisowi de Jaucourt - wykształconemu
w Genewie, Lejdzie i Cambridge - opracowanie sporej części francuskiej
Encyklopedii. Zainteresowany przyrodoznawstwem i medycyną de Jaucourt
nie zawahał się jednak opracować również haseł dotyczących Polski i Węgier. Larry Wollf demaskuje na przykładzie paryskiej Encyklopedia: ou
dictionnaire... subiektywność, a nawet absurdalność wielu stwierdzeń de
Jaucourta budujących oświeceniową perspektywę Europy Zachodniej na
Europę Środkową13. Równocześnie trudno odmówić francuskiemu
encyklopedyście intuicji. De Jaucourt zastanawiał się bowiem w pomieszczonym w 12. tomie Encyklopedii haśle Pologne, co wcześniej
zniszczy Polskę: "Brzemię niewolnictwa czy nadmiar wolności"14.
Larry Wolff w finale swoich intrygujących rozważań zastrzega się, że
tematem jego "książki nie jest Europa Wschodnia. Gramatyka tytułu
podkreśla, że Europa Wschodnia jest tutaj traktowana przede wszystkim
jako obiekt, a mianowicie obiekt licznych działań intelektualnych,
którym poddało ją zachodnioeuropejskie Oświecenie"15. Nad stworzeniem
wizerunku tego "obiektu" pracowały w oświeceniowej Europie: dyplomacja,
kartografia i filozofia, działając w trójkącie wzajemnego wspierania
się, wzmacniania i uzasadniania. Wolff słusznie też podkreśla, że "Jeśli
sprawy międzynarodowe przyczyniły się do powstania obrazu Europy
Wschodniej jako obszaru geograficznego chaosu, ruchomych granic i przesuwających się części, to obraz ten budował z kolei klimat kulturowy
regionu, w którym sprawy te się rozgrywały i w którym o nich
informowano"16. Czy więc dylematy Milana Kundery pozostają i dziś
aktualne? Przecież w Europie Środka tożsamość kulturowa nigdy nie była
czymś danym na zawsze i wymaga nieustającego wyboru.
Historia "wynalezienia Europy Wschodniej" potwierdza, że stosunki
międzynarodowe zależą w dużej mierze od naszych wyobrażeń o innych, te
zaś oparte są często na stereotypach, czyli żywionych przez ludzi
utartych przekonaniach, które nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Mimo to niechętnie się ich pozbywamy. Gordon Allport
określił stereotypizowanie jako "prawo najmniejszego wysiłku", którym
kieruje się człowiek, wybierając najmniej pracochłonne metody17.
Tworzy wtedy proste przekonania, krzywdzące swoją powierzchownością.
Zwalniają nas one z myślenia o tym, jak naprawdę wygląda świat. Dotyczy
to zwłaszcza stereotypów narodowych. Raz sformułowane są odporne na
zmianę pod wpływem nowej informacji. Lekcja, jakiej udziela nam w tym
względzie Nowojorczyk i Wynalazca Europy Wschodniej, jest niezwykle
pouczająca!
- Jacek Purchla
Kraków, 1 maja 2020 roku
Milan Kundera, Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej, "Zeszyty Literackie" 1984, nr 5. [wróć]
Anna Sosnowska, Zrozumieć zacofanie. Spory historyków o Europę Wschodnią (1947-1994), Warszawa 2004, s. 327-331. Wielkie zasługi w badaniach nad fenomenem "Europy pańszczyzny" położyli również przedstawiciele polskiej szkoły historii gospodarczej Marian Małowist i Witold Kula. [wróć]
Zob. Wprowadzenie [wróć]
Zob. Wprowadzenie [wróć]
Immanuel Wallerstein, The Modern World-System. Capitalist Agriculture and the Origins of the European World-Economy in the Sixteenth Century, New York 1974. [wróć]
Jan Assmann, Kultura pamięci, w: Pamięć zbiorowa i kulturowa. Współczesna perspektywa niemiecka, red. Magdalena Saryusz-Wolska, Kraków 2009, s. 33. [wróć]
Lonnie R. Johnson, Central Europe. Enemies, Neighbors, Friends, New York-Oxford 1996. [wróć]
Zob. Wprowadzenie [wróć]
Zob. "Wieczerzać w Sofii" [wróć]
Zob. "Wieczerzać w Sofii" [wróć]
Zob. "Dzielni Polacy, uważajcie!" [wróć]
Zob. "Dzielni Polacy, uważajcie!" [wróć]
Zob. "W Azji i w Europie" [wróć]
Louis de Jaucourt, Pologne, w: Encyclopedie: ou dictionnaire raisonné des sciences, des arts et des métiers, nouvelle impression en facsimilé de la premi?re édition de 1751-1780, Stuttgart 1967, t. 12, s. 928-930. [wróć]
Zob. Zakończenie [wróć]
Zob. Zakończenie [wróć]
Elliot Aronson, Timothy D. Wilson, Robin M. Akert, Psychologia społeczna. Serce i umysł, przeł. Anna Bezwińska et al., Poznań 1997, s. 544. [wróć]
Podziękowania
Podziękowania
Pracując nad tym projektem, uzmysłowiłem sobie, z jak bardzo szerokim
problemem przyszło mi się zmierzyć, toteż tym łatwiej jest mi docenić
wskazówki, pomoc i zachęty, które otrzymywałem przez wiele lat od
nauczycieli, kolegów z pracy, znajomych i rodziny. Ogromną wdzięczność
jestem również winien naukowcom, których nie miałem okazji poznać
osobiście. Ich książki, w wielu wypadkach napisane długo przed moim
urodzeniem, wskazywały mi drogę przy pracy nad bardzo trudną układanką.
Przypisy na końcu tej książki nie mogą adekwatnie wyrazić mojej
wdzięczności dla osób, których badania pomogły mi spróbować zbudować
spójną całość z materiału pochodzącego z wielu obszarów historycznych, a zwłaszcza pokonać historiograficzny rów między Wschodnią a Zachodnią
Europą w celu zbadania ich komplementarnej relacji w historii idei.
Chociaż chcę podziękować tym ludziom za otrzymaną pomoc, jednocześnie
biorę pełną odpowiedzialność za użyte w książce argumenty, tym bardziej
że niektóre mogą się wydać kontrowersyjne. Kwestia, jak to się stało, że
Oświecenie zaczęło myśleć o Europie jako podzielonej na Wschód i Zachód,
ma moim zdaniem duże znaczenie historyczne, ale również polityczne - i liczę na to, że moja teza pobudzi dalszą krytyczną dyskusję na ten
temat. Zdaję sobie sprawę, że zakres podjętego przeze mnie problemu
historycznego zmusił mnie do wejścia na cudze fachowe poletka, i mam
nadzieję, że moje argumenty zostaną podważone, doprecyzowane czy
skorygowane przez osoby, które tak jak ja uważają, że pytanie o Oświecenie i Europę Wschodnią jest niezwykle istotne.
W sensie naukowym najwięcej zawdzięczam profesorowi, który tak mądrze
pokierował moim studiami doktoranckimi w Stanfordzie, Wayne'owi
Vucinichowi, czyli wujkowi Wayne'owi. To on zachęcał mnie do badania
Europy Wschodniej łącznie z Zachodnią, był promotorem mojej pracy
doktorskiej o Polsce i Watykanie oraz pokazał mi na własnym przykładzie
subtelność, wrażliwość i rzetelność naukową, na którą zasługuje temat
Europy Wschodniej ze strony historyków. Jeszcze dalej w przeszłość sięga
mój dług wobec Wiktora Weintrauba, z którym studiowałem polski język,
literaturę i historię idei na Harvardzie. Książki, które dał mi do
czytania, między innymi Znasz-li ten kraj? Boya i Rodzinna Europa
Miłosza, sprawiły, że zacząłem się zastanawiać nad kwestią podziału
Europy na Zachodnią i Wschodnią. Miałem możliwość korzystać z jego rad
już na pierwszym etapie tego projektu, a po jego śmierci w 1988 roku
bardzo mi brakowało jego samego i jego wskazówek. Temat mojej książki
sięga wstecz jeszcze jedno pokolenie dalej, do profesorów moich
profesorów, analizujących prace Roberta Kernera o osiemnastowiecznych
Czechach czy Stanisława Kota o Polsce w zachodnioeuropejskiej
literaturze politycznej.
Na studiach doktoranckich w Stanfordzie zetknąłem się z jeszcze dwoma
profesorami, Gordonem Wrightem i Gordonem Craigiem, którym częściowo
zawdzięczam przygotowanie akademickie niezbędne do podjęcia tak trudnego
tematu. Gordon Wright zarekomendował mi lekturę Storia dell'idea
d'Europa Federica Chaboda, a Gordon Craig skłonił mnie do zastanowienia
się nad kwestią, jak Europa Wschodnia wyglądała z perspektywy Wiednia w czasach, kiedy polityką zagraniczną Habsburgów zajmowali się kolejno
książę Eugeniusz Sabaudzki i książę Wenzel Anton von Kaunitz. Jestem
wdzięczny Norrisowi Pope'owi za jego wskazówki redaktorskie.
Podziękowania należą się również Williamowi Abrahamsowi i Dorris Cohn za
niezwykle cenne uwagi na etapie redakcyjnym.
Projekt otrzymał wsparcie finansowe od Boston College i American Council
of Learned Societies. Fragmenty mojej pracy od kilku lat prezentuję na
konferencjach i szczególne podziękowania należą się tutaj Alexowi
Pettitowi, który namówił mnie do wygłoszenia odczytu o Wolterze na
konferencji Studiów Osiemnastowiecznych w Seattle w 1991 roku, oraz
Susan Suleiman, która rok później zaprosiła mnie do wystąpienia w Ośrodku Badań Literackich i Kulturowych na Harvardzie. Nad kwestiami
związanymi z tym projektem zastanawiałem się podczas konferencji na
Uniwersytecie Cornella poświęconej Francji i Polsce (1988) i przy tej
okazji Alain Guery udostępnił mi swoje prace o fizjokratach w Polsce;
dziękuję również Michaelowi Wilsonowi za pomoc w przetrawieniu naukowych
owoców tej konferencji.
Wielu naukowców zareagowało na mój projekt interesującą krytyką i cennymi radami. Jestem wdzięczny Gaetanowi Platanii za pomoc z Boscovichem, a Marylinie Żółtowskiej Weintraub z Maratem. Peter Stansky
pomógł mi rozpoznać w lady Craven margrabinę Ansbach. Dena Goodman
ostrzegła mnie, żebym nie lekceważył Mme Geoffrin. Simon Schama zachęcał
mnie, żebym nie dał się zastraszyć reputacji Gibbona. Robert Darnton
życzliwie zareagował na moją prośbę o pomoc z Carrą w Mołdawii. Anthony
Cross poświęcił sporo czasu na wyprowadzenie mnie z błędu w kwestii
Josepha Marshalla. Stephen Greenblatt i Antoni Mączak udzielili mi
bardzo cennych wskazówek na temat podróżników i literatury podróżniczej.
Jerzy Jedlicki udostępnił mi maszynopis swojej pracy o Polsce w Europie.
Szczególne podziękowania należą się Lesliemu Choquette'owi, nie tylko za
pomoc z markizem de Sade, ale również za krytyczną lekturę pierwszej
wersji maszynopisu. Jestem również wdzięczny Kathy Ann Miller za
przeczytanie wstępu w samym środku huraganu. Maria Tatar służyła mi
pomocą, poradą i zachętą na każdym etapie tego projektu i ogromnie wiele
skorzystałem na jej inspirującym poczuciu równowagi, czy to pomiędzy
historią i literaturą, czy to zdrowiem psychicznym i badaniami
naukowymi; pokazała mi również, że rzeczywiście możliwe jest napisanie
trzeciej książki - i to nie tracąc wszystkich przyjaciół. Fragmenty
poświęcone podróżnikom wiele zawdzięczają mojej przyjaźni z Paulem
Marxem, który w latach osiemdziesiątych razem ze mną wykładał historię i literaturę na Harvardzie; jego intelektualny entuzjazm rozbudził we mnie
zainteresowanie literaturą podróżniczą. Od jego śmierci w 1989 roku
bardzo mi go brakuje.
Moi współpracownicy z wydziału historii w Boston College fantastycznie
mnie wspierali od początku do końca tego projektu. Jestem szczególnie
wdzięczny Tomowi Perry'emu za nasze dyskusje o Mozarcie, Robin Fleming
za sugestie o Scytach i Paulowi Breinesowi za użyteczne wskazówki na
temat Herdera i Hegla. Moi dwaj doktoranci, Hugh Guilderson i Nick Rowe,
również zainspirowali mnie do przemyślenia pewnych ważnych
osiemnastowiecznych kwestii. Jestem wdzięczny Bibliotece O'Neilla w Boston College, pod wspaniałym kierownictwem Mary Cronin, za znoszenie
gradu moich pytań i załatwianie książek, które uważałem za niedostępne w Bostonie.
Jim Cronin jest wspaniałym człowiekiem i wspaniałym przyjacielem - jego
przyjaźń pomogła mi nie tylko napisać tę książkę, ale również czerpać z tego przyjemność. Jego porady były tak mądre, zachęty takie
entuzjastyczne, a przykład tak inspirujący, że wyznaczyły mi nowy
standard akademickiego koleżeństwa. Jego przenikliwa znajomość
psychologii badań naukowych i akademickiej polityki, a także świadomość,
że bycie profesorem historii wiąże się również z rozmaitymi
przyjemnościami, zmieniły moje życie.
Perri Klass - który to już raz? - nie tylko znosi moją wewnętrzną
nierównowagę i nie do końca sympatyczny sposób bycia w odmętach
przedsięwzięcia naukowego, ale również udziela mi zawsze trafnych rad na
temat każdego aspektu całego projektu, od ustalenia jego zakresu po
najbardziej pedantyczne szczegóły ostatecznego formatu. Książka ta
ogromnie wiele zyskała dzięki jej wskazówkom wszędzie tam, gdzie
starczyło mi rozsądku, aby się do nich zastosować, a poza tym to Perri
znalazła polski akcent w twórczości Louisy May Alcott. Perri Klass żyje
ze mną i z moim zainteresowaniem Europą Wschodnią od całkiem dawna i zdarzyło się jej nawet mieszkać w namiocie pod Krakowem. Odesłała mnie z powrotem do Europy Wschodniej, zanim sam pojąłem, że już najwyższa pora
się tam wybrać, i podsunęła mi idealnego towarzysza tej podróży,
profesora Nicholasa Francię, tajemniczego następcę tronu braszowskiego z romansu The Prince and the Patriot. Jednak to Perri Klass jest moim
wzorem, a także moją ulubioną pisarką i prawdziwą miłością. Zdołaliśmy
razem stworzyć dom, w którym wiele rzeczy się zaniedbuje, ale książki
takie jak ta zostają w końcu napisane, i z reguły udaje się zrobić
dzieciom drugie śniadanie do szkoły. Do wymyślania Europy Wschodniej
nasze dzieci odnoszą się dość przychylnie; Orlando od początku był
wtajemniczony w cały projekt, natomiast Josephine urodziła się w 1989
roku, wschodnioeuropejskim annus mirabilis. Tylko one same wiedzą, jak
bardzo uprzyjemniają mi pracę.
Najwięcej zawdzięczam moim rodzicom, którym dedykuję tę książkę.
Dedykuję ją także pamięci moich dziadków, którym zawdzięczam pewne
poczucie osobistego związku ze Europą Wschodnią.
Obok osobistych długów wdzięczności są też długi naukowe, które w trakcie pracy nad tym projektem osiągnęły pokaźne rozmiary. Ze względu
na własne ograniczenia posiłkowałem się wiedzą innych, szukając
kompleksowych odpowiedzi na dosyć szeroko sformułowane pytanie.
Zagłębiłem się zwłaszcza w badania uczonych francuskich dawnych pokoleń.
Francuscy philosophes są centralnymi postaciami oświeceniowego
wymyślenia Europy Wschodniej, a naukowcy francuscy z początku XX wieku
odegrali czołową rolę w badaniu znaczenia tych osiemnastowiecznych
osobistości i procesów. Bardzo wiele zawdzięczam pracom Abla Mansuya o Słowianach i literaturze francuskiej, Marietty Martin o Mme Geoffrin,
Alice Chevalier o Rulhi?rze, Ambroise'a Joberta o fizjokratach, a przede
wszystkim znakomitym studiom Alberta Lortholary'ego o Rosji i Oświeceniu
oraz Jeana Fabre'a o Polsce i Oświeceniu. Niemały dług zaciągnąłem także
u bardziej współczesnych badaczy Europy Wschodniej, zwłaszcza u polskiego historyka Emanuela Rostworowskiego i węgierskiego historyka
Béli Köpecziego, autorów znakomitych studiów o związkach między Francją
a ich ojczyznami w XVIII wieku. Wreszcie najwyższej próby badania
angielskie i amerykańskie ostatniego pokolenia umożliwiły mi podjęcie
pewnych tytanicznych tematów, na przykład stanowiącej osnowę tej książki
relacji między Wolterem a Katarzyną II Wielką. Szybko bym się pogubił,
gdybym na każdym kroku nie zaglądał do prac o Wolterze autorstwa
Theodore'a Bestermana, Petera Gaya i Carolyn Wilberger. Pisząc o Katarzynie, w jeszcze większym stopniu opierałem się na pracach Isabel
de Madariagi, Johna Alexandra i Davida Ransela. Nie poradziłbym sobie
również bez pracy Matthew Smitha Andersona o Anglii i Rosji oraz P.J.
Marshalla i Glyndwra Williamsa o reszcie osiemnastowiecznego świata.
Muszę w tym miejscu powtórzyć, że żaden z tych naukowców nie jest w jakimkolwiek stopniu odpowiedzialny za moje przemyślenia i argumenty
oraz że zdarzało mi się nawet wykorzystywać owoce ich badań nieco na
przekór ich własnym interpretacjom.
Bardzo dla mnie fortunnym zrządzeniem losu pisałem tę książkę w latach,
kiedy Europa Wschodnia skupiła na sobie uwagę i refleksję na wszystkich
forach świata akademickiego. Zwłaszcza od przełomu w 1989 roku cały
szereg niezwykle przenikliwych autorów obszernie wypowiada się na temat
miejsca Europy Wschodniej we współczesnej Europie, a ja śledziłem tę
dyskusję z największym zainteresowaniem - mam na myśli zwłaszcza
refleksje Timothy'ego Gartona Asha, Tony'ego Judta, Jacques'a Rupnika,
Daniela Chirota, Gale'a Stokesa, Krishana Kumara, Milana Kundery, Josefa
Škvoreckiego, Stanisława Barańczaka, Adama Michnika i Czesława Miłosza.
Wszyscy uczestniczyli w trwającym od kilku lat przemyśleniu idei Europy
Wschodniej i niemożliwe byłoby drążyć osiemnastowieczną kwestię, która
mnie zaprzątała, nie biorąc pod uwagę nasilonego zainteresowania
bieżącymi sprawami i bieżącymi debatami na temat wschodniej części
Starego Kontynentu. Chociaż mam nadzieję, że omawiane przeze mnie
osiemnastowieczne tematy oświetlą tę kwestię pod nowym kątem, jestem
świadom, że moje własne przemyślenia i argumenty w niemałym stopniu
zostały zainspirowane - czasem w sensie polemicznym - ocenami innych
osób, które z powagą, zaangażowaniem i głęboką wiedzą wypowiadają się na
temat najnowszej historii Europy Wschodniej.
Mam poczucie, że jestem winien bardziej niekonwencjonalne podziękowania
bohaterom mojej książki, philosophes Oświecenia. Rzecz jasna ich
namiętne zainteresowanie Europą Wschodnią pobudziło moje zainteresowanie
ich zainteresowaniem. Mam jednak świadomość, że w mojej książce wydaję
się rozliczać ich z charakteru tego zainteresowania, które nawet w swoim
najbardziej życzliwym wydaniu było politycznie obciążone pewnymi
aspektami orientalizmu, standardami "cywilizacji" i niewyrażanymi wprost
założeniami hegemonicznego dyskursu. Zdaję sobie sprawę, że w pewnym
sensie popełniam ten sam grzech arogancji, stosując krytyczne narzędzia
moich czasów do wielkich umysłów Oświecenia, i trudno mi jest oprzeć się
poczuciu mojej intelektualnej małości w obliczu wielkich procesów
historycznych. Wyznanie to wydaje się tym ważniejsze, że philosophes
Oświecenia byli i nadal pozostają moimi intelektualnymi bohaterami; ich
zainteresowanie Europą Wschodnią, niezależnie od tego, jakimi grzechami
obciążone, wydaje mi się zarówno zaskakujące, jak i godne podziwu, jako
świadectwo intelektualnej ciekawości, odwagi i błyskotliwości, z którymi
podchodzili do każdego aspektu ich świata i które moim zdaniem w dużym
stopniu współtworzyły zamieszkiwany przez nas mentalnie współczesny
świat idei. Z tego powodu omawiamy te idee i polemizujemy z nimi, a idea
Europy Wschodniej od lat leży w centrum moich akademickich
zainteresowań.
Człowiekiem, który najbardziej mnie zaprząta, jest Wolter. To jeden z moich bohaterów - w historii idei niewiele jest postaci, których umysły
bardziej bym podziwiał. A przecież mam świadomość, że czyniąc z niego
temat analizy i trzon dyskusji w długich fragmentach tej książki,
przedstawiłem jego poglądy w krytycznym, a czasem nawet ironicznym
świetle. Peter Gay taktownie stwierdził w książce Voltaire's Politics,
że "korespondencja z Katarzyną pokazuje go w jego najmniej sympatycznym
wydaniu". Wziąłem tę korespondencję na warsztat i dogłębnie
przeanalizowałem jako podstawowy dokument oświeceniowego spojrzenia na
Europę Wschodnią. Innymi słowy, wziąłem mojego bohatera i pokazałem go
od najmniej sympatycznej strony. Oczywiście nie wierzę w duchy, tak jak
nie wierzył w nie Wolter, ale jako namiętnemu miłośnikowi dowcipu
Woltera nietrudno mi sobie wyobrazić miażdżącą łatwość, z którą wykpiłby
i zbył moje akademickie impertynencje. Trochę mnie to rozstraja,
zwłaszcza że moja poprzednia książka o Wiedniu Freuda była prawie tak
samo analitycznie krytyczna wobec jednego z moich intelektualnych
bohaterów. Proszę więc uznać mnie za historyka idei, który wchodzi w powikłane relacje z najbardziej podziwianymi przez siebie umysłami.
Pokornie przyznaję, że niezwykłe przedsięwzięcie intelektualne, jakim
było Oświecenie, nie wyłączając wymyślenia Europy Wschodniej, określiło
kategorie i obszar, na którym realizuję moje późniejsze i pośledniejsze
dążenia z dziedziny historii idei.
- Larry Wolff
Wprowadzenie
Wprowadzenie
"Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem zapadła w poprzek
kontynentu żelazna kurtyna", oznajmił w 1946 roku Winston Churchill w Fulton w stanie Missouri, w głębi innego kontynentu. Sformułowanie to
odniosło zdecydowanie największy sukces ze wszystkich jego pomysłów
retorycznych: żelazna kurtyna dzieląca Europę na dwie części, na Europę
Zachodnią i Europę Wschodnią. Przez niemal pół stulecia tworzyła
fundamentalną, strukturalną granicę, w sensie mentalnym i kartograficznym. Na mapie Europy, z jej licznymi krajami i kulturami,
pojawiła się żelazna kurtyna Churchilla, zimnowojenne pęknięcie
ideologiczne kontynentu. "Cień padł na sceny niedawno oświetlone
zwycięstwem aliantów", stwierdził Churchill. Cień ten padł również na
mapę Europy, przesłaniając kraje za żelazną kurtyną. A jeśli coś jest
pogrążone w cieniu, można sobie mgliście wyobrażać przykre,
nieprzyjemne, rozstrajające bądź niepokojące rzeczy, można również nie
patrzeć zbyt uważnie bądź nawet odwrócić wzrok - bo któż potrafiłby
przejrzeć żelazną kurtynę na wskroś i wyłowić przyciemnione kształty?
Kraje za żelazną kurtyną Churchill określił geograficznie jako "te
wszystkie państwa Europy Wschodniej"; włączył je do "tego, co muszę
nazwać strefą sowiecką". We wszystkich tych państwach partie
komunistyczne dążyły do ustanowienia "totalitarnej kontroli". Linii
łączącej Szczecin z Triestem, wyznaczającej granicę owej sowieckiej
strefy, nie znamionował bezwzględny geograficzny determinizm, bowiem
Churchill dopuścił jeden wyjątek: "Tylko Ateny - Grecja z jej
nieśmiertelną chwałą - swobodnie decydują o swojej przyszłości". Jeśli
chodzi o resztę państw wschodnich, Churchill z jednej strony przyznawał,
że "bezpieczeństwo świata wymaga nowej jedności Europy, z której nie
powinno się wykluczyć na stałe żadnego narodu", a z drugiej strony
dostrzegał powody, żeby zaakceptować, poprzeć, a nawet pogłębiać coraz
bardziej widoczny podział kontynentu. "W państwach przed żelazną
kurtyną, która biegnie poprzez Europę, istnieją inne powody do
niepokoju", powiedział Churchill, nie mając wątpliwości, które kraje
leżą "przed" - wymienił Włochy i Francję - a które za tą barierą.
Niepokoiła go kwestia infiltracji politycznej i skażenia ideologicznego,
ponieważ nawet w Europie Zachodniej "partie komunistyczne czy piąte
kolumny stanowią rosnące wyzwanie dla cywilizacji
chrześcijańskiej"k1. Przez całą zimną wojnę żelazną
kurtynę wyobrażano sobie jako swoisty kordon sanitarny, odgradzający
światłość cywilizacji chrześcijańskiej od jakichś nieokreślonych mroków.
Taka koncepcja dostarczała dodatkowego uzasadnienia dla tego, żeby nie
patrzeć zbyt uważnie na kraje po drugiej stronie.
Przemówienie Churchilla w Fulton okazało się prorocze. Jego metafora
zyskała znaczenie geopolitycznego faktu określającego stosunki
międzynarodowe. W następnym pokoleniu historycy zimnowojennej
dyplomacji, między innymi Walter LaFeber i Daniel Yergin, rozważali, czy
nie zadziałał mechanizm samospełniającego się proroctwa, czy
prowokacyjne przemówienie Churchilla nie przyczyniło się do
wykrystalizowania stref ideologicznych w Europie, przyspieszając
utwardzenie stanowisk. Wspomnienia Churchilla pokazują, że nie był
zupełnie niewinnym obserwatorem losu, który przypadł w udziale wschodnim
państwom Europy, że chciał uczestniczyć w wyznaczaniu linii granicznej i powieszeniu na niej kurtyny. Niecałe dwa lata przed wystąpieniem w Fulton, gdzie w towarzystwie Harry'ego Trumana ostrzegał przed sowieckim
cieniem, w 1944 roku odwiedził w Moskwie Józefa Stalina i zaproponował
procentowe udziały w powojennych wpływach w tychże samych wschodnich
państwach. Bazgrząc na papierze, zaproponował Stalinowi 90% w Rumunii,
75% w Bułgarii, 50% na Węgrzech i w Jugosławii, ale tylko 10% w Grecji -
z jej "nieśmiertelną chwałą". Churchill zasugerował później, żeby spalić
kartkę, lecz Stalin mu powiedział, że może ją zatrzymać.
W 1989 roku w Europie Wschodniej doszło do rewolucji, a raczej szeregu
powiązanych ze sobą rewolucji w różnych państwach wschodnich, w wyniku
czego upadły rządy komunistyczne, których historia sięgała lat
tużpowojennych. Rewolucja polityczna zaowocowała demokratycznymi
wyborami, otwarciem gospodarek na kapitalizm wolnorynkowy, zniesieniem
ograniczeń w podróżowaniu, wycofaniem wojsk sowieckich i wreszcie, w 1991 roku, rozwiązaniem Układu Warszawskiego. To właśnie Układ
Warszawski, stojący naprzeciwko NATO w Europie Zachodniej, od lat
pięćdziesiątych nadawał podziałowi Europy wymiar militarny, stwarzając
dwa bloki toczące ze sobą zimną wojnę. Rewolucyjny upadek komunizmu w Europie Wschodniej i zakończenie zimnej wojny unieważniły utarte
pojęcia, które określały ostry podział Europy na dwie wrogie części:
żelazną kurtynę, strefę sowiecką i złowróżbny cień z mowy Churchilla.
Podział Europy nagle wydawał się zakończony, wymazany, unieważniony,
odrębne połówki w jednej chwili ponownie się złączyły w jeden kontynent.
Tak zadziałał grom rewolucji.
W 1988 roku byłem w Polsce. Z grupą innych amerykańskich profesorów
spotkaliśmy się z polskimi naukowcami, aby podyskutować o zawikłanej
kwestii znaczenia sowieckiej głasnosti dla Europy Wschodniej. Połączenie
naszej wiedzy akademickiej zaowocowało bogactwem refleksji, analiz,
paradoksów, prognoz i hipotez, ale nikt się nawet nie zająknął, że w Europie Wschodniej może niedługo wybuchnąć rewolucja. Nikt z nas nie
miał pojęcia, co się kryje tuż za zasłoną przyszłości; nikt się nie
domyślał, jak bardzo poważne będą skutki głasnosti - że za rok sama
koncepcja Europy Wschodniej jako odrębnego bytu geopolitycznego,
zwiększająca precyzję analiz naukowych, stanie się wątpliwa i niejednoznaczna.
Wschodnioeuropejska rewolucja z 1989 roku w dużym stopniu zmieniła
obowiązujące przez stulecia spojrzenie, co zmusiło nas do ponownego
przemyślenia idei Europy jako całości. Mapy ścienne zawsze pokazywały
kontynent z wieloma kolorami, elementami układanki oznaczającymi liczne
państwa; ciemna linia żelaznej kurtyny, kładąca się jednostronnym
cieniem, była wyrysowana tylko na mapach mentalnych. Mapy te trzeba
skorygować, dostosować, zrekonstruować, ale same struktury są głęboko
ugruntowane i silnie kształtują nasze poglądy. W latach
dziewięćdziesiątych zmartwieni i zaniepokojeni Włosi deportowali
albańskich uchodźców: Albanesi, no grazie! - to treść graffiti na
murze. Niemcy witają przybyszów z Polski chuligańską przemocą i neonazistowskimi demonstracjami, a w paryskich sklepach turystów ze
wschodniej Europy bez powodu się zatrzymuje i przeszukuje w związku z podejrzeniem o kradzieże. Politycy, którzy niegdyś z wielkim entuzjazmem
wypowiadali się o perspektywie jedności Europy, odwracają wzrok od
Sarajewa, być może żałując, że to się nie dzieje na innym kontynencie.
Poczucie obcości po części jest kwestią różnic gospodarczych, przepaści
między bogactwem Europy Zachodniej i biedą Europy Wschodniej. Jednak
różnice te z natury rzeczy obrosły w skomplikowaną i zawiłą skorupę
uprzedzeń kulturowych. Żelazna kurtyna zniknęła, ale cień pozostał.
Cień pozostał, ponieważ przetrwała idea Europy Wschodniej, mimo braku
żelaznej kurtyny. Nie wynika to wyłącznie z faktu, że budowane przez pół
wieku struktury myślowe wciąż są mocne, lecz przede wszystkim z tego, że
ideę Europy Wschodniej zapoczątkowano znacznie wcześniej niż zimną
wojnę. Oratorski obraz żelaznej kurtyny w przemówieniu Churchilla był
wymowny i przekonujący, a jego popularność to poniekąd efekt tego, że
metafora ta zdawała się celnie opisywać tymczasowe pojawienie się strefy
sowieckiej jako międzynarodowego kataklizmu o przełomowym znaczeniu
historycznym. Jednak trafność i proroctwo tej metafory przesłoniły to,
dzięki czemu tak silnie oddziaływała ona na wyobraźnię, a mianowicie
historię intelektualną, w ramach której idea Europy Wschodniej została
wymyślona już dużo wcześniej. Wyznaczając granicę "od Szczecina nad
Bałtykiem po Triest nad Adriatykiem", Churchill podążał wzdłuż linii,
którą rysowano i nasycano znaczeniem przez dwa stulecia, począwszy od
najsławniejszego przodka brytyjskiego premiera, wojowniczego księcia
Marlborough. "Żelazna kurtyna" doskonale stopiła się z wcześniejszą
konstrukcją, przez co prawie zapomniano, zlekceważono albo wyparto ze
świadomości, że kontynent podzieliła już pewna wcześniejsza epoka w historii idei, tworząc znany nam do dzisiaj rozłam.
Rozróżnienie na Europę Zachodnią i Wschodnią nastąpiło jeszcze przed
Churchillem i zimną wojną, ale bynajmniej nie sięga niepamiętnych
czasów, nie ma ukrytych w dziejowej pomroce korzeni. Nie było to
rozróżnienie naturalne ani nawet niewinne, tylko pewien twór kulturowy,
konstrukcja myślowa, motywowana ideologicznie i służąca do celów
autopromocyjnych. To prawda, że Churchill pojechał do Fulton, aby
sprawiać wrażenie, że spogląda na podział Europy z daleka, z zewnętrznej
perspektywy, ale podziału tego dokonano na miejscu. Europę Wschodnią
wymyśliła Europa Zachodnia, jako swoje dopełnienie, w XVIII wieku, w epoce Oświecenia. Epoce, kiedy najważniejsze ośrodki intelektualne
mieściły się w Europie Zachodniej, a ponadto kultywowano i odnoszono
wyłącznie do niej nowe pojęcie "cywilizacji" - osiemnastowieczny
neologizm. Cywilizacja odkryła z kolei swoje przedłużenie na tym samym
kontynencie, w pogrążonych w cieniu krainach zacofania, a nawet
barbarzyństwa. Tak wymyślono Europę Wschodnią. Począwszy od XVIII wieku
idea ta zyskała wielką popularność, a po II wojnie światowej doskonale
wpisała się w retorykę i realia zimnej wojny, ale przetrwała również
upadek komunizmu, nie tracąc swojego miejsca w kulturze i na mentalnych
mapach. Jeśli chcemy zrozumieć ideę Europy Wschodniej i zmierzyć się z nią, musimy najpierw zbadać zawiły proces historyczny, który ją
ugruntował i zakodował w naszej kulturze.
W czasach renesansu podstawowym podziałem pojęciowym Europy był podział
na południe i północ. Państwa-miasta Włoch były raczej
niekwestionowanymi ośrodkami sztuki i nauki, malarstwa i rzeźby,
retoryki i filozofii, nie wspominając o finansach i handlu. Włoscy
humaniści bez skrępowania odnosili się do innych kultur europejskich z wyższością, co znalazło swój najbardziej dramatyczny wyraz w "Wezwaniu
do objęcia przewodnictwa w Italii i uwolnienia jej z rąk barbarzyńców"
Machiavellego, ostatnim rozdziale Księcia. Machiavelli spoglądał
wstecz na przełomowe wydarzenie dla jego pokolenia, dla każdego
florentyńczyka i większości Włochów, inwazję Karola VIII, króla Francji,
w 1494 roku, która zapoczątkowała okres "barbarzyńskich" najazdów z północy, wyznaczających kres quattrocento, najwspanialszej epoki
włoskiego renesansu. Jeszcze bardziej traumatyczna była wielka
katastrofa, która nastąpiła w kolejnym pokoleniu, czyli zdobycie Rzymu
przez niemieckich żołnierzy cesarza rzymskiego Karola V w 1527 roku.
Włoski renesans jawił się jako poobijany przez północnych barbarzyńców,
a ponieważ włoscy humaniści doskonale znali historię starożytną,
narzucały im się skojarzenia ze zdobyciem Rzymu przez Gotów w 476 roku,
co tylko wzmacniało przekonanie odnośnie do geograficznego położenia
"dzikich" krajów. Zarówno starożytni Rzymianie, jak i renesansowi Włosi
czytali tekst Tacyta o Germanach i dowiedzieli się o narodzie, który
składał ofiary z ludzi, nosił skóry dzikich zwierząt i generalnie nie
odznaczał się kulturą: "Ilekroć nie idą na wojnę, spędzają niewiele
czasu na łowach, więcej na bezczynności, oddani ospalstwu i jadłu"k2. Tacyt wiedział o innych barbarzyńcach dalej na wschód,
takich jak Sarmaci i Dakowie, ale zajmował się przede wszystkim
Germanami z północy; ta starożytna perspektywa bardzo odpowiadała
Włochom z czasów renesansu. Machiavelli wykorzystał starorzymskie
spojrzenie z takim samym rozmachem i retorycznym oportunizmem, z jakim
Churchill użył perspektywy oświeceniowej do budowy żelaznej kurtyny.
Polaryzacja Europy na Włochy i północnych barbarzyńców, tak oczywista
dla starożytnych Rzymian, tak wygodna dla renesansowych Włochów,
przetrwała do XVIII wieku jako forma retoryczna. William Coxe, który w 1785 roku opublikował Travels into Poland, Russia, Sweden, and
Denmark, mógł jeszcze podsumować te wyprawy jako "moje podróże przez
północne królestwa Europy"k3. Ta perspektywa geograficzna zaczęła
się jednak wydawać poważnie anachroniczna; Oświecenie przystąpiło do
intelektualnej pracy, która zaowocowała reorientacją kontynentu i powstaniem nowego podziału: na Europę Zachodnią i Wschodnią. Polska i Rosja miały zostać mentalnie oderwane od Szwecji i Danii - od tej pory
kojarzono je z Węgrami i Czechami, z bałkańskimi krajami imperium
osmańskiego, a nawet z czarnomorskim Krymem.
W okresie od epoki renesansu do Oświecenia europejskie ośrodki kultury i finansów przeniosły się ze skarbów i skarbnic Rzymu, Florencji i Wenecji
do bardziej dynamicznych miast, takich jak Paryż, Londyn i Amsterdam.
Spojrzenie Woltera na Europę z osiemnastowiecznego Paryża pod względem
geograficznym zupełnie się różniło od spojrzenia Machiavellego z szesnastowiecznej Florencji. Wolter wiódł prym pośród filozofów
Oświecenia, którzy wypracowywali nową europejską perspektywę, patrząc z zachodu na wschód zamiast z południa na północ. Dokonali tym samym
pojęciowej reorientacji Europy, którą przekazali nam w spadku, skutkiem
czego widzimy dzisiaj Europę tak jak oni, a raczej biernie
odziedziczyliśmy Europę, którą oni czynnie przekonstruowali pojęciowo.
Tak jak nowe ośrodki oświeceniowe zastąpiły stare ośrodki renesansu, tak
też dawne krainy barbarzyństwa i zacofania na północy przeniesiono na
wschód. Oświecenie musiało wymyślić Europę Wschodnią i Zachodnią razem,
jako pojęcia komplementarne, które definiują się nawzajem poprzez
opozycję i przyległość.
Zasadniczą rolę w tym procesie reorientacji odegrali wędrowcy,
osiemnastowieczni podróżnicy przybywający z Europy Zachodniej do
Wschodniej. W XVIII wieku kraje Europy Wschodniej były na tyle nieznane
i egzotyczne, że każdy podróżnik wiózł ze sobą mentalną mapę, którą mógł
dowolnie opatrywać przypisami, uzupełniać, precyzować i składać na nowo.
Najważniejszymi operacjami mentalnego mapowania było kojarzenie i porównywanie: kojarzenie krajów Europy Wschodniej, intelektualne
łączenie ich w spójną całość, oraz porównywanie z krajami Europy
Zachodniej, co w sumie ustanawiało podział kontynentu według kryterium
rozwojowego. Rozpocznę tę książkę od historii jednego z podróżników,
hrabiego Ségura, francuskiego bohatera rewolucji amerykańskiej, który
wjechał do Europy Wschodniej zimą 1784 roku po drodze do Petersburga,
gdzie miał pełnić służbę ambasadora Francji na dworze Katarzyny
Wielkiej. Przemieszczając się z Prus do Polski - mniej więcej w tym
miejscu, gdzie dwa stulecia później miała opaść żelazna kurtyna -
dobitnie sobie uświadamiał, że przekracza niezwykle ważną granicę. W swoim odczuciu "całkiem opuścił Europę", a ponadto "cofnął się o dziesięć stuleci". Książkę zakończy opowieść o innym podróżniku, który
wrócił do Europy Zachodniej, o Amerykaninie Johnie Ledyardzie, który
wcześniej okrążył świat z kapitanem Cookiem, a w 1788 roku wracał z samotnej ekspedycji na Syberię, zakończonej jego aresztowaniem z rozkazu
Katarzyny. Wędrując na zachód przez Imperium Rosyjskie, a potem przez
Polskę, dopiero po przekroczeniu granicy pruskiej uznał, że znajduje się
już z powrotem w Europie. Właśnie między Polską i Prusami Ledyard
zlokalizował "wielką barierę między azjatyckimi i europejskimi
obyczajami", po czym "przeskoczył" ją nad wyraz skwapliwie: "Ponownie
witaj, Europo, w moich serdecznych objęciach"k4. Nie trzeba
mieć pod ręką atlasu, aby się zorientować, że kiedy Ségur miał poczucie,
iż "całkiem opuścił Europę", nie zbliżył się nawet do jej granic, a Ledyard podróżując w przeciwnym kierunku, witał i ściskał Europę, na
której terenie pokonał już ponad tysiąc mil.
Ledyard miał swoje określenie na to swobodne podejście do geografii i nazywał je "geografią filozoficzną". W Oświeceniu podporządkowywano
geografię wyznawanym wartościom, uzupełniając mapę subtelnościami, które
nie mieściły się w bardziej rygorystycznych standardach kartografii
naukowej. Ségur z kolei miał swoją nazwę dla obszaru, który odkrył,
kiedy ogarnęło go poczucie, że opuszcza Europę, mimo że nadal w niej
przebywał - ostatecznie umiejscowił się na "wschodzie Europy", co w języku francuskim, jako l'orient de l'Europe, podsuwało również bogate
w skojarzenia określenie "Orient Europy". Jeszcze w przededniu I wojny
światowej francuska nauka zamiennie stosowała dwa z pozoru podobne
terminy: l'Europe orientale (Europa Wschodnia) i l'Orient europeén
(europejski Orient)k5. W książce Orientalizm Edward Said
wysunął tezę, że "pojęcie Wschód pozwoliło lepiej zdefiniować Europę
(Zachód) - jako przeciwstawny obraz, ideał, osobowość, doświadczenie",
natomiast orientalizm funkcjonuje między innymi "jako Zachodni sposób na
dominację, przebudowę i sprawowanie władzy nad Wschodem"k6.
Idea Europy splotła się z rosnącym w siłę orientalizmem, bo chociaż
geografia filozoficzna beztrosko wykluczała Europę Wschodnią z Europy, w domyśle przenosząc ją do Azji, to kartografia naukowa zdawała się
zaprzeczać takim kapryśnym konstrukcjom. Istniała przestrzeń dla
niejednoznaczności. Kartograficzna granica między Europą i Azją nie była
w XVIII wieku precyzyjnie ustalona, czasami umiejscawiano ją na Donie,
czasami dalej na wschód wzdłuż Wołgi, a czasami, tak jak dzisiaj, na
Uralu.
Tego rodzaju niepewność przyczyniała się do pojmowania Europy Wschodniej
jako paradoksu jednoczesnego włączenia i wykluczenia, jako Europy, lecz
nie Europy. Poprzez kontrast Europa Wschodnia definiowała Europę
Zachodnią, tak jak Orient definiował Okcydent, jednocześnie musiała
pośredniczyć między Europą a Orientem. Wymyślenie Europy Wschodniej
można określić jako intelektualny projekt swoistej orientalizacji.
Mechanizm ten mógł również działać w drugą stronę. W książce Black
Athena Martin Bernal wysunął tezę, że poprzez celowy hellenizm usunięto
z naszych wyobrażeń o starożytnej Grecji wpływy afrykańskie i azjatyckie. Pozwoliło to również wyłączyć nowożytną Grecję z pojęcia
Europy Wschodniej, dzięki czemu jeszcze Churchill mógł się cieszyć, że
"nieśmiertelnej chwały" tego kraju nie objął cień żelaznej kurtyny.
Zachodzące równolegle intelektualne procesy orientalizmu i hellenizmu,
oba zapoczątkowane w XVIII wieku, dały ważne punkty odniesienia i wyznaczniki ewolucji idei Europy Wschodniej. Co ciekawe, idea Europy
jako całości stała się przedmiotem zainteresowania w tym samym okresie,
kiedy kontynent ten postrzegano jako podzielony na dwie części. Włoski
historyk Federico Chabod, który po II wojnie światowej snuł wizje
europejskiej jedności, przekonywał, że idea Europy zyskała spójność i znaczenie filozoficzne w epoce Oświecenia. Chabod kładł szczególny
nacisk na pisma Monteskiusza, na przeciwstawienie Europy Orientowi w Listach perskich oraz europejskiej wolności azjatyckiemu despotyzmowi
w O duchu prawk7. Opozycje te dopuszczały jednak pośrednią
przestrzeń kulturową, w której rozwinęła się idea Europy Wschodniej.
Geografia filozoficzna była sportem nieskrępowanym zbyt wieloma
regułami, do tego stopnia, że nie trzeba było podróżować do Europy
Wschodniej, aby uczestniczyć w jej intelektualnym odkrywaniu. Niektórzy
decydowali się jednak na tę wyprawę, z wielkimi oczekiwaniami i międzynarodowym rozgłosem. Mme Geoffrin zostawiła philosophes ze swego
paryskiego salonu, aby w 1766 roku odwiedzić króla Polski, a Diderot w 1773 roku wybrał się do Petersburga złożyć uszanowanie Katarzynie
Wielkiej. Nikt jednak nie pisał o Rosji bardziej autorytatywnie i entuzjastycznie niż Wolter, który nigdy nie dotarł dalej na wschód niż
do Berlina, a nikt z większą pasją i weną nie występował w obronie
Polski niż Rousseau, dla którego granicę wyznaczała Szwajcaria. Podróż z Europy Zachodniej do Wschodniej odbył Mozart, przekraczając granicę w miejscu, w którym jej "graniczność" ma bardzo skomplikowany charakter,
mianowicie między Wiedniem a Pragą. W istocie Praga leży na północ od
Wiednia i odrobinę na zachód, ale dla Mozarta, podobnie jak dla nas,
była to podróż do Europy Wschodniej, do słowiańskich Czech.
Przekroczenie granicy uczcił iście po mozartowsku, nadając sobie, swojej
rodzinie i znajomym nowe tożsamości, w postaci pseudoorientalnych
absurdalnych imion: "Ja nazywam się Punkitititi, moja żona - Szabla
Pumfa, Hofer - Rozka Pumpa, Stadler - Naczibiniczibi"k8.
Kurtyna między Wiedniem a Pragą stanęła jako scenografia tej płochej
komedii operowej, na długo zanim opadła w swoim żelaznym wcieleniu.
Czy to w duchu imaginacyjnym czy filozoficznym, figlarnym czy naukowym,
badanie Europy Wschodniej, tak jak orientalizm, było formą
intelektualnego panowania, łączenia wiedzy i władzy, utrwalania
dominacji i podporządkowywania. Tak jak w przypadku Orientu, odkrywania
i opanowywania intelektualnego Europy Wschodniej nie dało się całkowicie
oddzielić od możliwości prawdziwego podboju. Osiemnastowieczni francuscy
eksperci od Europy Wschodniej trafili do rządu i na uczelnie Napoleona,
po czym oświeceniowe odkrycie Europy Wschodniej zaczęło wskazywać drogę
do podboju i dominacji. Utworzenie przez Napoleona Wielkiego Księstwa
Warszawskiego w 1807 roku, aneksja adriatyckich prowincji w Ilirii w 1809 roku i w końcu inwazja na Rosję w 1812 roku oznaczały zaprzęgnięcie
geografii filozoficznej na służbę kartografii wojskowej. Nie był to
ostatni przypadek, kiedy Europa Zachodnia dążyła do ustanowienia
imperium w Europie Wschodniej.
W książce Origins of the European World-Economy Immanuel Wallerstein
ocenia, że w XVI wieku wyłonił się kapitalistyczny "trzon" Europy
Zachodniej sprawujący hegemonię gospodarczą nad "peryferiami" w Europie
Wschodniej (i latynoskiej Ameryce), co doprowadziło do wytworzenia się
"komplementarnej dywergencji" z minimalnych początkowo różnic w poziomie
rozwoju gospodarczegok9. Zasadniczą rolą Europy Wschodniej
jako "peryferii" Europy Zachodniej był eksport zboża, oparty na pracy
przymusowej w ramach postśredniowiecznego "drugiego poddaństwa".
Argument Wallersteina jest jednak oparty prawie wyłącznie na przypadku
Polski, której gospodarka rzeczywiście w dużej mierze bazowała na
eksporcie pszenicy z Gdańska do Amsterdamu drogą morską. Autor ma
świadomość, że w XVI wieku nie cała Europa Wschodnia mieściła się choćby
na peryferiach europejsko-światowej gospodarki: "Rosja na zewnątrz, ale
Polska w środku. Węgry na zewnątrz, ale imperium osmańskie w środku"k10. Uznanie Europy Wschodniej za gospodarcze peryferie w jakimś stopniu wymaga przeniesienia sztucznie skonstruowanej
osiemnastowiecznej jedności w przeszłość, aby móc nadać strukturę
wcześniejszemu modelowi gospodarczemu. Tymczasem czynniki społeczne i gospodarcze bynajmniej nie były jedynymi, które doprowadziły do
stworzenia przez Europę Zachodnią pojęcia Europy Wschodniej. Historyczne
kwestie trzonu i peryferii, które Wallerstein poruszył w latach
siedemdziesiątych, nadały kierunek dalszym badaniom Europy Wschodniej i w 1985 roku w Bellagio odbyła się międzynarodowa konferencja naukowa
poświęcona "Korzeniom zacofania Europy Wschodniej". Eric Hobsbawm
porównał przypadki Szwajcarii i Albanii, podobnych pod względem zasobów
i ukształtowania terenu, lecz o zasadniczo różnym profilu gospodarczym.
Robert Brenner przekonywał, że "problem zacofania Europy Wschodniej to
błędnie postawione pytanie", ponieważ "historycznie rzecz biorąc, brak
rozwoju jest regułą, a nie wyjątkiem", toteż pytanie powinno brzmieć,
jak doszło do niespotykanego gdzie indziej kapitalistycznego rozwoju
Europy Zachodniej. Uczestnicy konferencji przyznali, że "Europa
Wschodnia w żadnym razie nie jest regionem jednorodnym", że różne jej
obszary stały się "gospodarczymi przydatkami" Europy Zachodniej w różnych okresach oraz że ich "zacofanie ma rozmaity
charakter"k11. Kwestie zacofania i rozwoju Europy Wschodniej
poruszono i zdefiniowano w XVIII wieku, niezupełnie jako kwestie
gospodarcze, i do dzisiaj tak kształtują się nasze wyobrażenia o tych
krajach. Niejednoznaczne położenie Europy Wschodniej, jako części
Europy, ale nie w pełni europejskiej, wymagało użycia takich pojęć jak
zacofanie i rozwój, aby można było łatwiej poruszać się intelektualnie
między przeciwstawnymi biegunami cywilizacji i barbarzyństwa. W XVIII
wieku Europa Wschodnia wskazała Zachodniej pierwszy model niedorozwoju,
pojęcia, które dzisiaj odnosimy do różnych krajów na całym świecie.
Sam pomysł międzynarodowej konferencji ekspertów akademickich, którzy
spotykają się w Bellagio pod auspicjami Fundacji Rockefellera, aby
przedyskutować "problem zacofania Europy Wschodniej", do złudzenia
przypomina oświeceniowe podejście do tego tematu. W Ferney, po drugiej
stronie Alp, Wolter przez dwadzieścia lat wykorzystywał swój genialny
umysł na potrzeby "jednoosobowego sympozjum" poświęconego zacofaniu
Europy Wschodniej. Paryscy fizjokraci regularnie się spotykali w salonie
starszego Mirabeau, aby omawiać gospodarcze aspekty zagadnienia. W 1774
roku salon ten z wielką pompą wysłał jednego z fizjokratów do Polski,
tak jak katedra gospodarki na Harvardzie w 1989 roku wysłała do Polski
jednego z profesorów. Rewolucja w 1989 roku z pewnością dodała kwestii
"zacofania" Europy Wschodniej dramatyzmu - nowe rządy dążyły do
usunięcia gospodarczych ruin komunizmu i włączenia się w globalną
gospodarkę wolnorynkową. Skorzystanie z eksperckich porad i pomocy
gospodarczej z zagranicy z pewnością może być interpretowane jako
ostateczne potwierdzenie naszego sukcesu gospodarczego i zacofania
Europy Wschodniej. Kiedy Wspólnota Europejska przygotowywała się do
powołania unii gospodarczej, "Europy 1992 roku", stworzono specjalny
bank, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, aby zająć się specyficznymi
problemami Europy Wschodniej. W Europie lat dziewięćdziesiątych Europa
Wschodnia nadal zajmowała niejednoznaczną przestrzeń między włączeniem i wykluczeniem, zarówno pod względem gospodarczym, jak i kulturowym.
Oświeceniowi philosophes analizowali i wykorzystywali tę
niejednoznaczność, wpisując ją w schemat zacofania i rozwoju, czyniąc z niej cechę charakterystyczną, która pozwalała umieścić różnorodne kraje
pod wspólnym szyldem Europy Wschodniej. Już w renesansie możliwe było
zastosowanie takiego schematu wobec Polski. W 1523 roku Erazm z Rotterdamu pogratulował "narodowi, który, chociaż dawniej uważany za
barbarzyński, teraz tak bujnie rozkwita w dziedzinie literatury, prawa,
obyczajów, religii i różnych innych, że może iść w zawody z najwybitniejszymi i najbardziej sławionymi narodami"k12. Dla
Erazma podźwignięcie się z barbarzyństwa nie miało nic wspólnego z rozwojem gospodarczym. W XVI wieku Montaigne uznał wszystkich ludzi za
swoich rodaków i "uściskałby Polaka i Francuza", choć możliwe, że ten
ostentacyjny kosmopolityzm był równie silnie podszyty protekcjonalizmem
jak gratulacje Erazma. Kiedy w 1573 roku francuski książę został królem
Polski, a rok później porzucił koronę i wrócił do Francji jako Henryk
III, francuski poeta z jego świty, Philippe Desportes, napisał
sarkastyczne "Pożegnanie z Polską", a konkretnie z lodem i śniegiem,
kiepskimi manierami i "barbarzyńskim ludem"k13.
W pierwszej połowie XVI wieku Rabelais wymienił jednym tchem "Moskali,
Hindusów, Persów i troglodytów", sugerując, że Rosja należy do sfery
orientalnej, a nawet mitologicznejk14. W połowie XVI wieku,
kiedy angielski podróżnik Richard Chancellor odkrył arktyczną trasę do
Rosji i powołano firmę handlową Muscovy Company, relacje o Rosji nabrały
większego znaczenia. Zebrano je w elżbietańskiej publikacji Principal
Navigations, Voyages, and Discoveries of the English Nation pod
redakcją Richarda Hakluyta, wraz z opowieściami o amerykańskim Nowym
Świecie. W 1600 roku francuski najemnik kapitan Jacques Mergaret
zaciągnął się na służbę u cara Rosji Borysa Godunowa, a później
opublikował najpoważniejsze siedemnastowieczne francuskie wspomnienia o Rosji. Autor utożsamił Rosjan z "tymi, których dawniej nazywano
Scytami", i ogólnie postrzegał ich jako "naród z gruntu nieokrzesany i barbarzyński". Jak donosił, w Rosji roiło się od mitologicznych dziwów
przyrody, takich jak ukorzenione zwierzę-roślina: "Owca zjada trawę
wokół siebie, a potem zdycha. Są wielkości jagnięcia, z kudłatą wełną.
Część ma skórę zupełnie białą, część delikatnie cętkowaną. Widziałem
całe mnóstwo tych skór"k15. Kiedy kapitan Mergaret przebywał w Rosji, inny awanturnik, kapitan John Smith, wyruszył z Anglii do
imperium osmańskiego, by potem podsumować swoją wyprawę jako "Służbę i fortele z czasu wojny na Węgrzech, w Transylwanii, na Wołoszczyźnie i w Mołdawii, przeciwko Turkom i Tatarom". W 1603 roku został wzięty do
niewoli przez krymskich Tatarów, co dało mu przedsmak wydarzeń z 1607
roku, kiedy pojmali go Indianie z ludu Powatanów w Wirginii, a uratowała
go trzynastoletnia Pocahontas. Smith uciekł z niewoli tatarskiej -
mordując swojego pana - a następnie podróżował przez Rosję, Ukrainę i Polskę, "kraje, które powinny być przedmiotem naszej litości, a nie
zazdrości", jak prosto podsumował. Jego doświadczenia jako jeńca i niewolnika Tatarów skłoniły go do wniosku, że Tataria nie daje się
opisać: "Trzeba wam zrozumieć, że Tataria i Scytia to jedno i to samo;
jest to wszakże kraj tak przeogromny, że nikt nigdy go adekwatnie nie
opisze, podobnie jak szeregu tych wyjątkowo barbarzyńskich ludów, które
go zamieszkują"k16. Scytowie byli znani z relacji Herodota
jako barbarzyńcy w oczach starożytnej Grecji. Kiedy Europejczycy cofnęli
się dalej w historii i zamiast po Germanów Tacyta sięgnęli po Scytów
Herodota, to ukierunkowanie barbarzyństwa zmieniło oś z północ-południe
na wschód-zachód. Określenie "Scytowie" w XVIII wieku obejmowało całą
Europę Wschodnią i funkcjonowało do momentu, gdy Johann Gottfried Herder
wpoił nowożytności inne określenie barbarzyńców z historii starożytnej i nadał Europie Wschodniej jej współczesną tożsamość przynależną
Słowianom.
Autorem najbardziej uznanej siedemnastowiecznej relacji o Rosji był Adam
Olearius, który w latach trzydziestych podróżował z niemiecką misją
dworu w Holsztynie, mającą na celu wynegocjowanie ustępstw
umożliwiających handel z Persją przez terytorium Rosji. Tego rodzaju
misja wskazywała na istotne znaczenie gospodarcze Rosji, a także na jej
związki z Orientem. Jednak w relacji Oleariusa, po raz pierwszy
opublikowanej w 1647 roku po niemiecku, a następnie w przekładzie
francuskim, holenderskim, angielskim i włoskim, Rosja oceniania jest
przede wszystkim według kryteriów niegospodarczych. Olearius pisał o Rosjanach, że "ich skóra jest tego samego koloru co u innych
Europejczyków". Pokazuje to, jak marna była wiedza jego czytelników na
temat Rosji. "Obserwując ducha, obyczaje i sposób życia Rosjan - napisał
w okresie, kiedy tylko nieliczni mieli taką możliwość - niepodobna nie
zaliczyć ich do barbarzyńców". Następnie piętnował ich na gruncie
moralnym za "używanie obelżywych i plugawych słów", za brak "dobrych
manier" - "ci ludzie głośno pierdzą i czkają" - za "cielesne chucie i rozwiązłość", jak również za "obrzydliwą deprawację, którą nazywamy
sodomią", uprawianą nawet z końmi. Aspekt ekonomiczny pośrednio pojawia
się w tezie, że Rosjanie "nadają się tylko do niewolnictwa" i trzeba
"zaganiać ich do pracy pałką i batem"k17. W Oświeceniu spojrzano na
Rosję łaskawszym okiem, snując wizje uwolnienia tej krainy od
barbarzyństwa i poprawy obyczajów. Nadzieję tę można dostrzec już w Brief History of Moscovia, dziele napisanym przez Johna Miltona,
przypuszczalnie w latach trzydziestych XVII wieku. Przyszły autor Raju
utraconego wyjaśnił, że Rosja zainteresowała go jako "najbardziej
wysunięty na północ region Europy o cywilizowanej renomie"k18.
Oświecenie miało na nowo odkryć Rosję jako wschodni region kontynentu, a jej znaczenie, w sensie filozoficznym i geograficznym, zrównać z reputacją innych krajów Europy Wschodniej.
Dnia 23 marca 1772 roku James Boswell zastał Samuela Johnsona "zajętego
przygotowywaniem do druku czwartej edycji jego Słownika. Miało to być
wydanie in folio". Omawiali pewien ówczesny neologizm, którego Johnson
nie uwzględnił w swoim słowniku jako niepoprawnego językowo: "Nie chciał
dopuścić civilisation, a jedynie civility. Przy całym moim wielkim
szacunku dla niego uznałem, że "cywilizacja", od "cywilizować", jest
lepsza w sensie przeciwstawnym do barbarzyństwa". Tego samego dnia
odbyła się również dyskusja na temat etymologii i rodzin językowych.
Johnson nadmienił, że "język czeski jest typowo słowiański". Kiedy jeden
z obecnych wyznał, że dostrzega pewne podobieństwa do niemieckiego,
Johnson odparł: "Naturalnie, łaskawy panie. W krajach słowiańszczyzny
sąsiadujących z Niemcami zapożycza się germańskie wyrazy, tatarskie zaś
trafiają do mowy narodów, co graniczą z Tatarami"k19.
Doktor Johnson z dumą zdefiniował "cywilizację" jako nieużywany już
termin prawniczy, oznaczający przekształcenie procesu karnego w cywilny.
Jednak w latach siedemdziesiątych XVIII wieku inne angielskie słowniki,
podobnie jak francuskie, dopuszczały już nowe znaczenie tego słowa:
civility, czyli ucywilizowanie. Jak ustalili językoznawcy, jednym z pierwszych środowisk, które zaczęło posługiwać się tym nowym słowem,
byli fizjokraci skupieni wokół starszego Mirabeau, żywo zainteresowani
sprawami Europy Wschodniej. Począwszy od niezwykle poczytnego dzieła
L'ami Des Hommes z 1756 roku, Mirabeau posługiwał się tym terminem w kontekście zarówno gospodarczym, jak i kulturowym, kojarząc cywilizację
ze wzrostem bogactwa i poprawą obyczajów. Był jednak również
uwrażliwiony na "fałszywą cywilizację", zwłaszcza w odniesieniu do
ambicji cara rosyjskiego Piotra Wielkiego. Inny fizjokrata, abbé
Baudeau, który odbył podróż do Polski i Rosji, pisał o różnych stadiach
i poziomach cywilizacji, a także o "postępie" cywilizacji w Rosji. Nadał
też nowemu pojęciu dodatkowy wymiar, posługując się określeniem
"cywilizacja europejska". Rewolucja francuska, w interpretacji
francuskich philosophes, jeszcze silniej powiązała idę cywilizacji z modelem rozwoju. Volney widział postęp cywilizacji jako "naśladowanie"
jednego przewodniego kraju, a Condorcet postawił pytanie, czy doczekamy
dnia, kiedy kraje te wejdą na "poziom cywilizacji osiągnięty przez
najbardziej oświecone, najbardziej wolne, najmniej obciążone
uprzedzeniami ludy, takie jak Francuzi i Angloamerykanie". Na początku
XIX wieku Auguste Comte wciąż uprawiał oświeceniową geografię
filozoficzną, stosując termin "cywilizacja" jako miarę spójności "
Europy Zachodniej"k20.
Europa Wschodnia nie lokowała się na antypodach cywilizacji, w czeluściach barbarzyństwa, lecz w jakimś miejscu na skali rozwojowej
mierzącej odległość między cywilizacją a barbarzyństwem. Pod koniec
XVIII wieku Ségur widział Petersburg jako chaotyczne połączenie "epoki
barbarzyństwa z epoką cywilizacji, X i XVIII wieku, obyczajów
azjatyckich i europejskich, nieokrzesanych Scytów i ogładzonych
Europejczyków"k21. Europa Wschodnia znajdowała się
pomiędzy. W XIX wieku nowe opozycje nabrały mocy utartych formułek. W Komedii ludzkiej Balzac w jednym zdaniu podsumował Europę Wschodnią z perspektywy Paryża, posługując się dokładnie tymi samymi kategoriami:
"Ukraina, Rosja, równiny Dunaju, cała Słowiańszczyzna wreszcie - to
łącznik między Europą a Azją, między cywilizacją a barbarzyństwem"k22.
Pomysł na tę książkę po raz pierwszy przyszedł mi do głowy dziesięć lat
temu, kiedy w tajnych archiwach Watykanu przez rok badałem
osiemnastowieczne stosunki między Polską a Stolicą Apostolską. Czytałem
depesze nuncjuszy papieskich z Warszawy. W 1783 roku, po siedmiu latach
pobytu w Polsce, nuncjusz Giovanni Archetti przygotowywał się do trudnej
i przełomowej misji dyplomatycznej w Petersburgu, na dworze Katarzyny.
Jedną z wielu kwestii, które go zaprzątały na tym ważnym etapie jego
kariery kościelnego dyplomaty, był zwyczaj nakazujący, aby po przybyciu
nad Newę ucałować dłoń Katarzyny. Miał obawy, że spotka się to ze
stanowczą dezaprobatą papieża, który uzna, że taki gest podważy
całkowitą niezależność Kościoła rzymskokatolickiego. Można dostrzec coś
paradoksalnego w fakcie, że ktoś martwił się o takie trywialne szczegóły
dworskiej etykiety kilka lat przed rewolucją francuską. Wydaje się
również dosyć zabawne, że takie kontrowersje budził niewinny gest
pocałowania w dłoń carycy, której seksualne ekscesy przeszły do legendy
już za jej życia. Mnie jednak bardziej zainteresowało to, w jaki sposób
Archetti usprawiedliwił tę formę powitania w swojej depeszy do Rzymu.
Przekonywał, że dzięki swoim polskim doświadczeniom dogłębnie rozumie
"te północne kraje" - wrzucił Polskę i Rosję do jednego worka.
Dostrzegał przepaść między "bardziej kulturalnymi narodami" a "tymi
krajami, które później wstąpiły na tę drogę". Te drugie, "kraje
północne", przywiązują rzekomo przesadną wagę do etykiety, na przykład
do całowania w rękę, próbując dorównać "bardziej kulturalnym
narodom"k23. Napuszony i lekceważący ton Archettiego sugerował,
że nuncjusz uważał osiągnięcie takiej równości za mało prawdopodobne.
Jednak zastosowana przez niego skala w ocenie kultury - więcej albo
mniej, wcześniej albo później - stanowiła wyrafinowaną i nowoczesną
koncepcję zacofania i rozwoju. Brakowało tylko słowa "cywilizacja" - a także reorientacji geograficznej i uznania krajów północnych za
wschodnie. Archetti, który był Włochem, pozostał przy perspektywie
renesansowej. Katarzyna również potrafiła zachować się protekcjonalnie -
dała Archettiemu kożuch i nazwała go później "dobrym dzieckiem".
Archetti twierdził, że mniej kulturalne narody robią więcej szumu wokół
kurtuazji. Skupił się na pewnym detalu savoir vivre'u i wyolbrzymił jego
znaczenie, aby zbudować mentalną mapę Europy. Norbert Elias wysunął
tezę, że idea cywilizacji rozwinęła się z idei "civility", co stanowiło
uwieńczenie historii obyczajów. Pojęcie cywilizacji było tak
fundamentalnym aspektem tożsamości - dla tych, którzy uważali się za
cywilizowanych - że zaczęto je stosować jako miarę wobec innych - innych
klas, innych narodów. Czytając Archettiego, który podsumował północne
kraje jako mniej kulturalne, mniej ogładzone, zacząłem myśleć o zjawisku
mapowania cywilizacji w Europie. Uderzyło mnie, jak bardzo te
protekcjonalne wypowiedzi przypominają oceny, które pojawiają się
dzisiaj, i zadałem sobie pytanie, czy nuncjusz stał na progu wielkiej
reorientacji Europy. Zastanowiło mnie, jak doszło do tego, że ludzie
zaczęli postrzegać nasz kontynent jako podzielony na wschód i zachód.
Archetti i dłoń Katarzyny przypomniały mi się jakiś czas temu, kiedy
przebywałem gdzieś za żelazną kurtyną, w Europie Wschodniej. W środku
nocy poszedłem do mieszkania osoby, której zbyt dobrze nie znałem, aby
odebrać od niej wiadomości i bibułę, bo zgodziłem się ukryć je w bagażu
i przewieźć pociągiem za żelazną kurtynę. Na pożegnanie człowiek ten
pocałował mnie trzy razy w policzki, na przemian - w stylu słowiańskim,
jak powiedział. Od razu skojarzyło mi się to z Archettim i pomyślałem,
jakie to dziwne, że kwestie etykiety tak silnie oddziałują na wyobraźnię
i zdają się definiować różne światy. Takie szczegóły splotły się w moim
umyśle z poznawaniem Europy Wschodniej, spotkaniami z politycznym
podziemiem, ściszonymi rozmowami i nerwowym przekraczaniem granicy.
Ta Europa Wschodnia przestała istnieć w 1989 roku, razem z żelazną
kurtyną. Albo znajdziemy nowe skojarzenia wyznaczające jej odmienność,
albo powrócimy do starych, sprzed zimnej wojny. Można też jednak
potraktować niezwykłą rewolucję 1989 roku jako pretekst i zachętę do
przemyślenia naszej mentalnej mapy Europy. W 1990 roku Amerykańska
Akademia Sztuk i Nauk uczciła to wydarzenie specjalnym wydaniem
czasopisma "Daedalus" zatytułowanym "Europa Wschodnia... Europa Środkowa...
Europa", sugerując, że następują istotne przesunięcia semantyczne i Europa przybiera w naszych umysłach nowy kształt. Motywem przewodnim
wprowadzenia do tego zbioru tekstów autorstwa Timothy'ego Gartona Asha,
angielskiego historyka, który w przełomowych latach osiemdziesiątych
okazał się najbardziej przenikliwym zachodnioeuropejskim analitykiem
Europy Wschodniej, było pytanie: "Mitteleuropa?". Pytanie to
odwoływało się do innego eseju tego samego autora, opublikowanego przed
rewolucją 1989 roku: "Czy Europa Środkowa istnieje?". Była to delikatna
i sporna kwestia związana z mentalnym mapowaniem, ponieważ idea
Mitteleuropa po raz pierwszy pojawiła się w 1915 roku, podczas I wojny
światowej, kiedy Friedrich Naumann opublikował w Berlinie książkę pod
takim właśnie tytułem, ale bez pytajnika. Mitteleuropa Naumanna
określała obszary zaplanowanej hegemonii gospodarczej i kulturowej
Niemców, obejmującej kraje tradycyjnie umiejscawiane w Europie
Wschodniej. Koncepcja Mitteleuropa, podobnie jak Osteuropa i Ostraum, odegrała ważną rolę ideologiczną podczas II wojny światowej,
kiedy Hitler realizował program dalekosiężnego podboju i brutalnego
zniewolenia Europy Wschodniej, zapoczątkowany okupacją Czechosłowacji i Polski w 1939 roku, a zakończony inwazjami na Jugosławię i Rosję w 1941
roku. Można było dostrzec pewien paradoks w fakcie, że w latach
osiemdziesiątych ideę Europy Środkowej ponownie odkryli intelektualiści
w Polsce, Czechosłowacji i na Węgrzech, jak również w Europie Zachodniej
- i propagowali ją jako ideologiczne antidotum na żelazną kurtynę.
Odpowiedź na pytanie, czy Europa Środkowa istnieje, zależała od tego,
czy danemu autorowi chodziło o konstrukcję intelektualną czy o rzeczywistość geopolityczną, ponieważ Europa Środkowa była tylko ideą:
"Jeszcze nie istnieje. Europa Wschodnia istnieje - jest to ta część
Europy, która znajduje się pod kontrolą militarną Związku
Radzieckiego"k24. Jednak Europa Wschodnia również miała swój
początek jako idea, a po 1989 roku ponownie się nią stała, wyzwolona
spod militarnej kontroli Związku Radzieckiego. Idea Europy Wschodniej
wciąż ma jednak potężną siłę oddziaływania, jest głęboko zakorzeniona w dwóch wiekach historii, a konsekwencje polityczne przesłaniają myślowe
korzenie, ukryte pod historycznym kamuflażem.
Rosja może zrezygnować z dominacji militarnej nad Europą Wschodnią, ale
nie może unieważnić tej idei, ponieważ jej nie zapoczątkowała ani nie
narzuciła. Idea Europy Wschodniej została stworzona przez Europę
Zachodnią w epoce Oświecenia, a Rosja była jej częścią. Rosja podlegała
temu samemu procesowi odkrycia, zaszeregowania, protekcjonalnego
traktowania oraz intelektualnego panowania, a jej lokalizację i tożsamość określały te same formułki: między Europą i Azją, między
cywilizacją i barbarzyństwem. Zwolennicy Europy Środkowej dążą do
demontażu opresyjnej idei Europy Wschodniej, do wyzwolenia z jej oków
Czech i Węgier, może Polski, może nawet Słowenii. Termin Europa
Wschodnia wciąż może być jednak używany do dalszego wykluczania reszty
krajów, do podtrzymywania rozróżnienia, którym karmi się nasza
tożsamość. Michaił Gorbaczow, człowiek, który zburzył żelazną kurtynę i zakończył zimną wojnę, wykazał się również niezwykle głębokim
zrozumieniem kwestii podziału Europy. "Jesteśmy Europejczykami", napisał
w swoim manifeście pieriestrojki, snując wizję rozciągniętego od
Atlantyku po Ural "wspólnego domu", a także zwracając uwagę na
"sztuczność" bloków politycznych i "archaiczność" żelaznej kurtyny.
Skrytykował tych przedstawicieli Zachodu, którzy wykluczają Związek
Radziecki z Europy i utożsamiają ten kontynent z Europą
Zachodniąk25. Zarówno to wykluczenie, jak i to utożsamienie, są
dwoma aksjomatami leżącymi u podłoża dwóch stuleci historii idei,
historii "cywilizacji" w Europie, dziejów wymyślenia Europy Wschodniej.
1. Wchodzenie do Europy Wschodniej. Osiemnastowieczni podróżnicy na pograniczu
1.
Wchodzenie do Europy Wschodniej
Osiemnastowieczni podróżnicy na pograniczu
"Te półdzikie postacie"
W 1784 roku hrabia Louis Philippe de Ségur wyjechał z Francji do Rosji,
mianowany pełnomocnikiem i posłem extraordinaire Ludwika XVI na dwór
Katarzyny II w Petersburgu. Ségur miał zaledwie trzydzieści jeden lat, a swoją nominację zawdzięczał temu, że jego ojciec był ministrem wojny.
Młody człowiek podróżował przez Berlin i uzyskał audiencję w Poczdamie u starego już i sławnego Fryderyka. Król zwrócił uwagę, że Ségur ma na
piersi order Cyncynata, odznaczenie za służbę pod dowództwem George'a Washingtona podczas amerykańskiej wojny rewolucyjnej. "Był pan w stanie
na tak długo zapomnieć o rozkoszach Paryża - spytał sarkastycznie
Fryderyk - w krainie, gdzie cywilizacja dopiero kiełkuje?" Taki
lekceważący stosunek do Ameryki odzwierciedlał typowe osiemnastowieczne
wyobrażenia o zjawisku cywilizacji i zarówno paryżanin, jak i berlińczyk
z pewnością mieli świadomość, że uwaga króla była dwuznaczna, odnosząca
się nie tylko do służby wojskowej w Ameryce, ale również do misji
dyplomatycznej w Petersburgu. W zgodnej opinii oświeconych Europejczyków
również w Rosji cywilizacja dopiero kiełkowała. Ségur przez następne
pięć lat miał sposobność przyjrzeć się tej sprawie z bliska. Tak się
wszakże składało, że kwestia stadiów i postępu cywilizacji w zacofanych
krajach bardzo go interesowała, toteż był gotów poświęcić rozkosze i znosić niewygody, aby dowiedzieć się czegoś więcej o krainach, które we
Fryderyku budziły tylko ironię. "Jaką drogą jedzie pan do Petersburga,
najkrótszą?" - spytał król. Najszybciej i najwygodniej podróżowałoby się
drogą morską, a najkrótsza droga lądowa prowadziła wzdłuż wybrzeża
Bałtyku. "Nie, Najjaśniejszy Panie - odparł Ségur. - Chcę przejechać
przez Warszawę, aby zobaczyć Polskę". Fryderyk odparł na to: "Osobliwy
kraj"k26.
Zarówno ciekawość Ségura, jak i poczucie Fryderyka, że Polska jest
krajem osobliwym, odzwierciedlały rosnące zainteresowanie tą częścią
Europy, obejmujące również Rosję. Wybierając się do Rosji drogą lądową,
Ségur i inni osiemnastowieczni podróżnicy utwierdzali się w nieoczywistym wówczas przekonaniu, że Rosja i Polska to geograficzni
sąsiedzi. W XVII wieku handlowe połączenia morskie - szlak arktyczny z Anglii do Archangielska, kurs bałtycki z Holandii do Gdańska - maskowały
przyległość Polski i Rosji. Jeszcze większy wpływ na świadomość
odkrywców miały dziewiętnastowieczne koleje żelazne - tory kolejowe
połączyły Warszawę z Petersburgiem czy Moskwą - ale zaspokojenie
osiemnastowiecznej ciekawości Ségura wymagało więcej czasu i wysiłku.
Fryderyk udawał, że go zachęca, wygłaszając ironiczne uwagi o tym,
dlaczego Polska jest osobliwa: "Wolny kraj ze zniewolonym narodem,
republika z królem, ogromny kraj prawie bez ludności". Polacy to rzekomo
zapaleni wojownicy, ale w ich armii nie ma dyscypliny. Polacy są odważni
i chevaleresque, ale polskie kobiety wykazują większą siłę charakteru,
a nawet heroizm. Fryderyk zakończył kpiącą nutą: "Prawdziwymi
mężczyznami są tam kobiety"k27. Posługiwał się paradoksem jako
narzędziem retorycznym ukazującym osobliwość Polski, jej nonsensowny
nieład i postawienie na głowie osiemnastowiecznych koncepcji
społeczeństwa, polityki, demografii, a nawet rycerskości i ról
płciowych. Sprzeczności te były przydatkiem do anarchii, anarchia zaś
posłużyła Fryderykowi za pretekst do tego, aby zaproponować w 1772 roku
rozbiór Polski i zagarnięcie części Prus.
Warto zwrócić uwagę, że Fryderyk, który z pewnością chciał błysnąć
intelektem, krótko i lekceważąco podsumowując Polskę, nie miał podstaw
do twierdzenia, że lepiej rozumie ten kraj, nie próbował zdefiniować ani
wyjaśnić jego rzekomych niedoskonałości. Paradoksalnie o zrozumieniu
Polski miałoby świadczyć pokazanie jej niezrozumiałości, przedstawienie
kontrastów, których nie da się ze sobą pogodzić. Ségur nie miał
politycznych zakusów na Polskę, twierdził nawet, że rozbiór z 1772 roku
budzi w nim oburzenie jako akt niesprawiedliwości, ale jego podróżnicza
ciekawość zaowocowała spostrzeżeniami, które pod względem retorycznym
uderzająco przypominały uwagi Fryderyka wygłoszone bez opuszczania
Berlina. Co więcej, w tym samym stylu, za pomocą sprzeczności, Ségur
scharakteryzował również Rosję. Takie formułki, wygłaszane przez króla
Prus i francuskiego dyplomatę w odniesieniu do Polski czy Rosji,
definiowały osiemnastowieczne odkrycie Europy Wschodniej. Osobliwość
tego regionu, to jest jego odmienność od Europy Zachodniej, jego
zacofanie, sformułowano jako intelektualną kwestię skomplikowanych
kontrastów.
Z punktu widzenia dwudziestowiecznego podróżnego wydaje się oczywiste,
że podczas wyprawy z Niemiec do Polski Ségur opuścił Europę Zachodnią i wjechał do Wschodniej. Hrabia nie potrafił jednak tego klarownie
wyjaśnić, ponieważ w XVIII wieku idea Europy Wschodniej nie była jeszcze
utrwalona, wciąż ewoluowała, nabierała kształtów w umysłach i słowach
podróżników takich jak on. W relacji z przejazdu z Berlina do Warszawy
uderza jednak jego głębokie poczucie, że przekracza granicę o wielkim
znaczeniu, mimo że nie dysponował jeszcze dzisiejszym rozróżnieniem na
Europę Zachodnią i Wschodnią.
Przemierzając wschodnie włości króla Prus, odnosimy wrażenie, że
opuszczamy teatr, którym rządzi natura wspomagana dążeniami sztuki i udoskonalonej cywilizacji. Oko już zasmuca widok jałowych piasków,
ogromnych lasów.
Lecz kiedy przybywamy do Polski, mamy poczucie, że całkowicie
opuściliśmy Europę i naszym oczom ukazuje się nowy spektakl: bezkresny
kraj niemal całkowicie porośnięty wiecznie zielonymi jodłami, ale zawsze
smutny, z rzadka poprzedzielany uprawnymi równinami, podobnymi do wysp
na oceanie; uboga, zniewolona ludność; brudne wioski; chatynki niewiele
się różniące od szałasów dzikich ludów; wszystko to składa się na
poczucie, że cofnęliśmy się o dziesięć wieków, że znajdujemy się pośród
Hunów, Scytów, Wenedów, Słowian i Sarmatówk28.
Widać Ségur przeżył swoją podróż jako coś znacznie wykraczającego poza
przejazd z jednego królestwa do następnego. Zostawił za sobą
udoskonaloną cywilizację, całkowicie opuścił Europę, odbył nawet podróż
w czasie i porzucił XVIII wiek. Chociaż podał konkretną liczbę
dziesięciu stuleci, czyli tysiąca lat, i ocenił, że w Polsce "odżyły
feudalne wieki", można odnieść wrażenie, że przeniósł się do prahistorii
z szałasami i hordami, z barbarzyńcami, którzy "zmiażdżyli swoim
ciężarem resztki gruzów Cesarstwa Rzymskiego"k29. Na uwagi
Ségura zdecydowanie miała wpływ jego wrażliwość - oko podróżnika
widziało smutek nawet w drzewach. Powiedział wcześniej Fryderykowi, że
chce tylko "zobaczyć Polskę", lecz jego spojrzenie aktywnie
przekształcało krajobraz, którego nie upiększyła sztuka i cywilizacja.
Zostawił za sobą "teatr" i odkrył "nowy spektakl". Tym nowym spektaklem
była Europa Wschodnia, ale nie potrafił jej jeszcze nazwać. Dokąd
podróżował? W swojej ocenie nie do Europy, ale również nie do Azji,
Orientu. Była to jakaś pośrednia przestrzeń geograficzna, bez
określonego umiejscowienia w czasie czy historii, ze zjawiskami przyrody
dziwnymi do tego stopnia, że podróż drogą lądową zamieniła się w wyprawę
"oceaniczną". Wbrew swoim intencjom Ségur stracił grunt pod nogami. "To
jest to kraina kontrastów - odnotował Ségur, powielając formułę
Fryderyka - pustyń i pałaców, niewoli chłopów i wybujałej wolności
szlachty. [...] Polska to niepojęty melanż dawnych i nowych wieków,
ducha monarchicznego i republikańskiego, feudalnej dumy i równości,
nędzy i bogactwa". Oko podróżnika wyławiało te przeciwności i łączyło
dostrzeżone obrazy w niepojęty kolaż. W zamkach widział "mnogość służby
i koni, ale prawie żadnych mebli, orientalne luksusy, ale żadnych
wygód". Zbożowe bogactwo kontrastowało z małą ilością pieniądza w obiegu
i prawie całkowitym brakiem handlu, "jeśli nie liczyć pracowitej ciżby
zachłannych Żydów". Polska "pasja wojenna" kontrastowała z "awersją do
dyscypliny"k30. Ségur, podobnie jak Fryderyk, posłużył się
formułą sprzeczności, która czyniła z Polski osobliwy kraj nonsensów i paradoksów, kraj luksusów bez mebli.
"Taka była Polska i takie zaprzątały mnie refleksje - napisał Ségur o swojej podróży - kiedy po wyjeździe z bezludzia ogromnego lasu cyprysów
i sosen, gdzie człowiek mógłby pomyśleć, że znajduje się na skraju
świata, mojemu spojrzeniu oddała się Warszawa". Niczym Kolumb zostawił
za sobą Europę, wypłynął na ocean i znalazł się na skraju świata. Polska
najwyraźniej rozbudziła w nim skłonność do hiperboli, co zmniejszyło
rangę jego odkrycia, bo gdyby mniej dramatycznie wspomniał o "skraju
Europy", znacznie zbliżyłby się do określenia, które mu umykało.
Pojawienie się Warszawy nieoczekiwanie wyrwało go ze spójnego ciągu
refleksji, rzeczywistość Polski wdarła się do jego przemyśleń. Szybko
jednak ochłonął i z żelazną konsekwencją wracał do swojego schematu
analitycznego: "Po wjeździe do miasta zauważyłem kolejne niezwykłe
kontrasty: okazałe rezydencje i nędzne domki, pałace i liche nory". W celu "dopełnienia obrazu" opisał swoją warszawską kwaterę, "coś w rodzaju pałacu, którego jedna połowa olśniewała arystokratyczną
elegancją, a druga była tylko kupą gruzów i ruin, smutnym
pogorzeliskiem"k31. Trudno uniknąć podejrzliwości wobec
założenia, z którym Ségur wyruszył w podróż, aby bez żadnych ukrytych
celów "zobaczyć Polskę". Warszawa "oddała się" jego spojrzeniu jak jakaś
bezsilna ofiara, spłonęła na ołtarzu tej niespożytej energii
analitycznej, która pozostawiła miasto w ruinie, intelektualnej ruinie
wewnętrznych sprzeczności. Można tu przywołać Michela Foucaulta,
filozofującego historycznie na temat spojrzenia, które zamienia
patrzenie w wiedzę, a wiedzę we władzę, spojrzenia klasycznej analizy.
Ségur, Francuz epoki Oświecenia, miał to we krwi, ale w Europie
Wschodniej cała operacja analizy przebiegała dosyć opornie. Elementy
analizowane przez Ségura, podobnie jak w przypadku Fryderyka, zamiast
umożliwiać zrozumienie obiektu, na który się składały, czyniły go
jeszcze bardziej niezrozumiałym, a nawet niedorzecznym. Taka analiza w ustach Fryderyka, wygłoszona tonem nieskrywanego sarkazmu, bez problemu
dawała się rozpoznać jako akt intelektualnej agresji, uzasadnienie dla
rozbiorów. Spojrzenie Fryderyka na mapę Polski wznieciło w nim myśli o terytorialnym poćwiartowaniu, tak jak idea Polski zachęcała do analizy
retorycznej. Warszawa miała ostatecznie "oddać się" Prusom w ramach
ostatniego rozbioru w 1795 roku. Spojrzenie Ségura nie oznaczało ani
podboju, ani rozbioru, lecz było spojrzeniem udającego zaintrygowanie,
wyrazem "intelektualnego panowania" Saida, za pomocą którego Europa
Zachodnia odkrywała Wschodnią.
Sprzeczności zagnieżdżone w innych sprzecznościach. Podzielony pałac, w którym zatrzymał się Ségur, połączenie przepychu i ruiny, podzielone
miasto złożone z pałaców i lichych nor. Na tej samej zasadzie Warszawa
jako całość uwidaczniała sprzeczności reszty Polski. "Sztuka, rozmach,
wdzięk, literatura, wszystkie uroki salonowego życia, dorównującego w Warszawie śmietance towarzyskiej Wiednia, Londynu i Paryża; ale na
prowincji obyczaje wciąż sarmackie"k32. Polska mieściła w sobie
różnice między cywilizacją a barbarzyństwem, jednocześnie Ségur
zaznaczył pewne punkty na mapie, które sugerowały jeszcze większy
kontrast, rywalizację między różnymi obszarami kontynentu europejskiego.
Wiedeń, Londyn i Paryż to stolice Europy, którą Ségur zostawił za sobą,
wjeżdżając do Polski - stolice Europy Zachodniej.
W Warszawie Ségurowi stanowczo doradzano odłożenie wyjazdu do
Petersburga ze względu na opady śniegu. On nie chciał jednak czekać,
czego później pożałował. Gdzieś między Białymstokiem a Rygą dało się
jechać już tylko lekkimi saniami, toteż musiał zostawić bagaż.
Poinformowano go później, że spłonął w pożarze. Kolejny typowy dla
Europy Wschodniej paradoks: "Śnieg i ogień sprzymierzyły się ze sobą,
aby mnie ukarać"k33. Na ostatnim odcinku podróży, Ryga-Petersburg,
uwolniony od bagażu, mógł oddawać się refleksjom. Myślał o tym, jak
bardzo jest zimno, a także o Piotrze Wielkim, który zatriumfował nad
naturą, podgrzewając "ten wieczny lód płodnym ciepłem cywilizacji".
Podgrzewanie wiecznego lodu to kolejny paradoks, tak jak przymierze
ognia i śniegu, ale "triumf Piotra nad naturą" funkcjonował już wtedy
jako oświeceniowy frazes, odkąd pokolenie wcześniej Wolter napisał swój
biograficzny hołd. Refleksje Ségura zostały przerwane na widok
Petersburga. Hrabia miał na podorędziu kolejną sztampową uwagę na
powitanie miasta, "gdzie nie widać nic oprócz ogromnych, nieuprawianych
i cuchnących bagnisk". Inny osiemnastowieczny podróżny odwiedzający
Petersburg mógł nie zobaczyć czy nawet nie poczuć tych cuchnących
bagnisk, ponieważ już ich tam nie było. W Europie Wschodniej spojrzenie
przybysza potrafiło nakładać na krajobraz rozmaite elementy, tworząc
"melanż" różnych stuleci i widoków.
Ségur z pewnością nie był pierwszym Francuzem przybyłym do Petersburga.
Wspomniał chociażby o słynnej wizycie Diderota u Katarzyny sprzed
dziesięciu lat. Wiedział, że "dosyć podróżników i autorów słowników
opisało i wyszczególniło pałace, świątynie, liczne kanały, okazałe
gmachy", miasta, które nazwał "tą stolicą północy". Uznał jednak za
stosowne odnotowanie swoich mniej turystycznych spostrzeżeń na temat
Petersburga i po wiosennych roztopach odmalował obraz miasta, którego
charakterystyczne cechy wschodnie zaznaczały się znacznie bardziej niż
jego północne położenie. Posłużył się tym samym schematem pojęciowym,
który zastosował wobec Polski i Warszawy.
Oblicze Petersburga budzi w duszy podwójne zadziwienie; łączą się tutaj
ze sobą epoka barbarzyństwa i epoka cywilizacji, X i XVIII wiek,
obyczaje azjatyckie i europejskie, nieokrzesani Scytowie i ogładzeni
Europejczycy, znakomita, dumna szlachta i ludzie pogrążeni w poddaństwie.
Z jednej strony elegancka moda, wspaniałe stroje, wystawne uczty,
prześwietne festyny i teatry dorównujące tym, które dodają blasku i ożywiają śmietanki towarzyskie Paryża i Londynu; z drugiej strony kupcy
w azjatyckim odzieniu, furmani, służący i chłopi w owczych skórach, z długimi brodami i futrzanymi czapami, wielkimi rękawicami bez palców i toporami zatkniętymi za szeroki skórzany pas.
Ubiór ten, a także grube wełniane szmaty wokół stóp i nóg, które tworzą
coś na kształt zgrubnego koturnu, przywodzą na myśl owych Scytów, Daków,
Roksolanów i Gotów, niegdysiejszy postrach świata rzymskiego. Wszystkie
te półdzikie postacie, które widziało się w Rzymie na płaskorzeźbach
kolumny Trajana, zdają się na naszych oczach odradzać i ożywiaćk34.
Oczy Ségura i jego drapieżne spojrzenie zasadniczo stały się "naszymi"
oczami i "naszym" spojrzeniem - spojrzeniem wszystkich podróżujących do
Petersburga, także tych, którzy wybrali się tam tylko w wyobraźni,
czytając wspomnienia hrabiego. Wydano je w 1824 roku, kiedy Ségur był
już stary, ale wciąż pamiętał, że przed oczyma stanęli mu Scytowie, i postanowił ich ożywić dla "nas wszystkich".
W oczach Ségura Polska i Rosja najwyraźniej stanowiły ten sam melanż, w którym kontynenty i stulecia, barbarzyństwo i cywilizacja mieszają się
ze sobą jak w bajce. Taki zamęt okazał się przeszkodą na drodze do
nazwania tej sfery. Nawet dzicy byli tylko półdzicy, zaprzeczając samym
sobie. Trzeba jednak przyznać, że uwagi Ségura dotyczące Rosji pod
wieloma względami są bardziej treściwe i konkretne niż te na temat
Polski. Barbarzyńskie ludy ze starożytnego świata budziły się do życia,
zstępowały z wyrzeźbionej w II wieku kolumny, z kamiennej płaskorzeźby
wchodziły do trójwymiarowej rzeczywistości. Co więcej, chociaż Ségur już
przy wjeździe do Polski twierdził, że opuścił Europę, w Rosji
explicite rozpoznał odmienny azjatycki byt. Zachowawcza wzmianka o "orientalnych luksusach" w Polsce ustąpiła miejsca konkretnym obrazom
azjatyckich obyczajów i strojów w Petersburgu, "tej stolicy północy".
Podróżując z Warszawy do Petersburga, Ségur przemieszczał się w niejednoznacznym kierunku - na północny wschód, i to bardziej na północ
niż wschód. Czuł, że opuścił Europę, ale wiedział, że w sensie
geograficznym nie wjechał do Azji. Odkrył pośrednią przestrzeń. Zresztą
Imperium Rosyjskie obejmowało obydwa kontynenty, a na
osiemnastowiecznych mapach starannie wyznaczano granicę między "Rosją w Europie" a "Rosją w Azji". Petersburg niepodważalnie znajdował się w tej
pierwszej, ale bystre oko Ségura dostrzegło pewną przenikalność
kulturową na granicy kontynentu. Wynikający z tego chaos, wespół z zamętem chronologicznym, dał początek Europie Wschodniej, która zrodziła
się w oczach Europy Zachodniej w osobliwej przestrzeni między
cywilizacją a barbarzyństwem.
"W momencie mojego przybycia do Petersburga - napisał Ségur (konkretnie
10 marca 1785) - w stolicy tej, pod zewnętrznymi formami cywilizacji
europejskiej, zachowało się wiele śladów dawniejszych czasów". Dotarcie
do skomplikowanej prawdy, pentimento stuleci, wymagało zatem od
podróżnika fachowości i przenikliwości, pozwalających przebić się
wzrokiem przez zewnętrzne formy. "Rozróżnienia tego mogłem dokonać
dopiero po głębszym zbadaniu sprawy; na pierwszy rzut oka różnica była
niedostrzegalna. W ciągu pięćdziesięciu lat wszyscy przywykli do
kopiowania cudzoziemców, do ubierania się, mieszkania, urządzania domu,
jedzenia, spotykania się, pozdrawiania czy pełnienia honorów domu na
balu bądź kolacji tak samo jak Francuzi, Anglicy i Niemcy"k35.
Hrabia z pewnością nie miał tutaj na myśli Scytów w owczych skórach,
lecz wytworną elitę Petersburga, ludzi od "wystawnych uczt i prześwietnych festynów". Oceniając naśladowanie przez nich cudzoziemców,
Ségur posługiwał się kryterium civility - jedną z miar "cywilizacji" w zachodniej Europie, to jest we Francji, w Anglii i Niemczech. Kwestie
jedzenia, spotykania się i pozdrawiania opisał Norbert Elias w Przemianach obyczajów w cywilizacji Zachoduk36, uznając je za
klucz do tego, jak elita społeczna tych krajów definiowała swoją rolę na
tle reszty społeczeństwa. Pochodzący z wielkiego arystokratycznego rodu
Ségur znalazł tutaj nowe zastosowanie dla kodeksu civility, czyniąc z niego miarę nierówności między ludami w różnych krajach. Warszawa może
próbować rywalizowania z Wiedniem, Londynem i Paryżem, a Rosjanie mogą
naśladować elity Francji, Anglii i Niemiec, ale "głębsze zbadanie
sprawy" pozwala dostrzec niewidoczną na pierwszy rzut oka różnicę między
zewnętrznymi formami i dawniejszymi czasami.
"Tylko rozmowa - twierdził Ségur - i znajomość pewnych zewnętrznych
szczegółów pozwala odróżnić dawnego Moskala od współczesnego
Rosjanina"k37. W ten sam sposób arystokrata z osiemnastowiecznej Francji rozpoznawał dobrze wychowanego mieszczanina.
Rozmowy podróżnika z miejscowymi - Ségur miał tutaj przewagę wynikającą
z tego, że rozmawiał we własnym języku, po francusku - pomagały wydobyć
szczegóły, które umykały spojrzeniu. W dawnym ustroju civility można
było uznać za kwestię umownych reguł i powierzchownych detali, możliwych
do skopiowania przez osobę z zewnątrz, ale odkrywcy Europy Wschodniej
chcieli się podjąć bardziej nowoczesnego rozróżnienia opartego na
esencjonalnym charakterze narodowym. Rosjanie byli "naznaczeni" i Ségur
nie zamierzał pozwolić im na ucieczkę od ich tożsamości.
Mówiąc o "dawnych Moskalach", mimo że przebywał w Petersburgu, odnosił
się do państwa "Moskwa", wcześniejszego niż Piotr Wielki i Petersburg.
Zasadniczo wizyta w Moskwie potwierdziła koncepcję, którą Ségur
wypracował w Petersburgu, a wcześniej w Polsce. W czerwcu 1785 roku
pojechał wraz z Katarzyną do Moskwy, "tego melanżu chat ludu, bogatych
domów kupieckich, prześwietnych pałaców dumnej i licznej szlachty;
niejednorodna ludność reprezentowała przeciwstawne obyczaje, rozmaite
stulecia, dzikie i cywilizowane ludy, społeczeństwa europejskie i azjatyckie bazary"k38. Z perspektywy Moskwy "wschodni" aspekt
Rosji, położenie pomiędzy Europą i Azją, był jeszcze bardziej widoczny i osłabiał powszechne utożsamianie Rosji z północą. Ségur miał jednak
świadomość, że Moskwy, którą niegdyś znał, już nie ma, że "większą jej
część pochłonęły płomienie"k39. W okresie, który upłynął
pomiędzy podróżą Ségura a spisaniem wspomnień, Moskwę nawiedziły
zwycięskie armie Napoleona, zostawiły ją w płomieniach i wróciły
przegrane do Francji.
Sam Ségur wyjechał z Rosji w 1789 roku, po wybuchu rewolucji we Francji.
Początkowo kontynuował służbę dyplomatyczną jako obywatel szlachetnego
pochodzenia, ponieważ mógł się pochwalić referencjami przyjaciela
wolności, orderem Cyncynata i służbą podczas amerykańskiej wojny
rewolucyjnej. W końcu, podobnie jak wielu innych arystokratów, został
aresztowany, razem ze swoim ojcem, i obaj o mało nie podłożyli głów pod
gilotynę. Jednak Ségur przeżył i z powodzeniem pełnił służbę publiczną
za Napoleona, jako doradca, jako senator, jako wielki mistrz ceremonii.
Dopiero po Waterloo został wykluczony z życia publicznego i znalazł czas
na pisanie wspomnień. W większości opierał się na swoich notatkach z podróży, co nie zmienia faktu, że wspomnienia powstały jedno pokolenie
po pobycie hrabiego w Rosji. Ségur niekiedy wprost mówi o tym odstępie
czasowym, zwłaszcza w odniesieniu do Moskwy:
O Moskwie powiem niewiele: nazwa ta przywołuje zbyt ponure wspomnienia.
Ponadto opisów tej okazałej i pięknej stolicy nie brakuje: niewiele
naszych rodzin nie może się pochwalić okrytym chwałą i ranami
wojownikiem, z którego opowieści znają pałace, ogrody, świątynie,
rudery, liche budy, pola, Kreml, dzielnicę chińską, złocone wieżyce,
które ukazywały naszym oczom w Moskwie przedziwny obraz szeregu grup
pałaców lub zamków otoczonych swoimi wioskamik40.
Do oczu podróżnika dołączyły oczy weteranów napoleońskich, "nasze oczy".
Każdy okryty chwałą wojownik miał swoją opowieść o moskiewskim melanżu.
Intelektualna ofensywa zaciekawionego podróżnika i jego analityczne
spojrzenie nie pozostawały bez związku z realnym podbojem zbrojnym. Syn
Ségura Philippe-Paul uczestniczył w kampanii rosyjskiej. Napisał o niej
obrazowe wspomnienia, które posłużyły Tołstojowi za jedno ze źródeł do
Wojny i pokoju.
Kiedy Ségur udał się do Rosji jako minister pełnomocny, jego podstawowym
zadaniem było wynegocjowanie traktatu handlowego, dopuszczającego
Francję do rynku rosyjskiego, na którym dominowała w tamtych czasach
Anglia. Był w tym element imperializmu gospodarczego, aczkolwiek Ségur
nie uważał tego za bardzo ważną sprawę dyplomatyczną. "Moje zadanie
ograniczało się do roli obserwatora - przyznał - występującego na
dworze, na który nie mamy wpływu"k41. To przypatrywanie się nie
mogło być jednak politycznie obojętne. Rosja i Polska oddawały się
spojrzeniu Ségura, a w następnym pokoleniu wojska Napoleona uznały to za
przyzwolenie na gwałt. Osiemnastowieczni podróżni, którzy odkryli Europę
Wschodnią, pomiędzy cywilizacją i barbarzyństwem, pomiędzy Europą i Azją, zwrócili uwagę Europy Zachodniej na liczne sprzeczności.
"Swoiste dla Polski"
William Coxe miał trzydzieści jeden lat, tyle samo ile Ségur, kiedy
wybrał się w podróż przez Polskę do Rosji. Coxe wojażował w latach
1778-1779, a Ségur kilka lat później, zimą z 1784 na 1785 rok, toteż
zbieżność ich niezbyt oddalonych w czasie angielskich i francuskich
spostrzeżeń wskazuje na kształtowanie się wśród podróżników z Europy
Zachodniej wspólnej perspektywy. Ségur był potomkiem wielkiego
francuskiego arystokratycznego rodu, a Coxe był człowiekiem z gminu na
służbie równie wielkiego rodu angielskiego. Ten syn dworskiego lekarza
pobierał nauki w Eton i Cambridge, po czym został anglikańskim pastorem,
a następnie guwernantem sześcioletniego Churchilla w Blenheim. W 1775
roku powierzono mu nowego ucznia, nastoletniego siostrzeńca księcia
Marlborough, z zadaniem towarzyszenia podopiecznemu w wyjątkowo ambitnej
pięcioletniej podróży edukacyjnej po Europie1. Coxe zajął się
uczeniem chłopca języków, geografii, historii, matematyki, poezji,
muzyki i rysunku, natomiast znienawidzony przez Coxe'a inny uczestnik
wyprawy, niejaki kapitan Floyd, wziął na siebie wychowanie fizyczne,
czyli jeździectwo, strzelanie, pływanie, tenis, szermierkę i taniec.
Matka chłopca pisała do Coxe'a o jeszcze jednym obszarze nauki,
wyrażając nadzieję, że jej syn "zakocha się na umór w modnej i inteligentnej kobiecie, która dostatecznie go polubi, aby nauczyła go
starać się ją zadowolić, a jednocześnie trzymała go na odpowiedni
dystans"k42. Program nauczania był zatem całkiem kompleksowy.
Coxe poważnie traktował staroświecki pedagogiczny cel grand tour,
czyli wychowanie angielskiego dżentelmena, ale był również wystarczająco
ambitny, aby rozszerzyć tradycyjną marszrutę. Z nowych kierunków
wprowadził nie tylko Polskę i Rosję, ale również Szwecję i Danię. Kolumb
odkrył Amerykę, szukając Indii. Coxe, podobnie jak Ségur, pod koniec
XVIII wieku wyruszył zobaczyć kraje "Północy", która od dawna
funkcjonowała jako ugruntowane pojęcie geograficzne, i ostatecznie
odkrył Europę Wschodnią.
Thomas Nugent, doceniając "szlachetny i dawny zwyczaj podróżowania",
który pozwala "urobić dżentelmena pełną gębą", opublikował w 1738 roku
relację, zarysowując typowy obszar podróżny Anglika: The Grand Tour;
Or, A Journey through the Netherlands, Germany, Italy and
Francek43. Tytułowa formuła była wciąż aktualna w 1756 roku, kiedy
ukazało się drugie wydanie. Coxe zabrał swojego podopiecznego do
wszystkich tych krajów, ale kiedy przyszło do sporządzenia relacji z podróży, uzmysłowił sobie, że czytelnicy będą najbardziej zainteresowani
krajami spoza typowego zestawu. W 1784 roku, tym samym, w którym Ségur
wyruszył do Polski i Rosji, Coxe opublikował Travels into Poland,
Russia, Sweden, and Denmark, książkę, która przed upływem stulecia
miała szereg wydań w oryginale i jedno w przekładzie francuskim. Był to
ważny aspekt osiemnastowiecznego odkrywania Europy Wschodniej -
poszerzenie wiedzy o krajach wcześniej mało znanych i rzadko
odwiedzanych.
"Wjechaliśmy do Polski" - donosił Coxe, datując to na 24 lipca 1778
roku, po czym dodał: "kontynuowaliśmy naszą podróż do Krakowa przez
terytoria pozyskane przez monarchię austriacką w niedawnym
rozbiorze"k44. Innymi słowy, nie znajdowali się na obszarze
państwa polskiego. Tereny te należały do cesarstwa Habsburgów od 1772
roku, jednak dla Coxe'a poczucie, że wjeżdża do Polski, było
dostatecznie silne, aby opatrzyć to wydarzenie dokładną datą i zarejestrować swoje wrażenia. "Drogi były kiepskie, wioski nieliczne i niewyobrażalnie liche - napisał Coxe - zbudowane z drewna rudery zdawały
się pełne brudu i nieszczęścia i wszystko nosiło znamię skrajnej nędzy".
Później dotarł do innego przejścia granicznego, na rzeczywistej granicy
politycznej, na Wiśle tuż pod Krakowem. "Na jednym końcu mostu stał
austriacki żołnierz, na drugim polski wartownik". Coxe podsumował Kraków
jako "osobliwe stare miasto", a za jedną z osobliwości uznał fakt, że
"niegdyś leżało prawie na środku polskich ziem, ale teraz jest miastem
granicznym". Kwestia ruchomości granicy splotła się z poczuciem
zmiennych losów historycznych. Krakowskie domy "dawniej były bogato
wyposażone i dobrze zaludnione, ale dzisiaj część z nich albo stoi
pusta, albo znajduje się w stanie budzącego smutek rozkładu".
Nadwiślańskie miasto jawiło się Coxe'owi jako "wielka stolica w ruinie",
ucieleśniająca kontrast między "pierwotnym splendorem" a "świetnością w ruinie"k45.
"Nigdy nie widziałem drogi oferującej tak mało ciekawych widoków jak
droga z Krakowa do Warszawy - napisał Coxe. - Wzdłuż całego traktu nie
ma ani jednego obiektu, który choć na moment mógłby przykuć uwagę nawet
najbardziej dociekliwego podróżnego". Kraj płaski, droga pusta, domów
jak na lekarstwo, nie licząc sporadycznych wiosek, "których ubogi wygląd
wpisywał się w nędzę okolicy". Wioski te były jedynie "zbiorowiskami
chat", a "podróżny mógł się schronić tylko w należących do Żydów
ruderach, zupełnie pozbawionych mebli". Chaty i rudery, obecność Żydów i brak mebli - wszystko to było również częścią doświadczenia Ségura. Coxe
wchodził do tych ruder i zachęcał czytelników, żeby podążali za nim.
Naszym jedynym łóżkiem była rzucona na ziemię słoma. Poczytywaliśmy
sobie za szczęście, jeśli trafiła nam się czysta. Nawet my, ludzie
bynajmniej nie delikatni, dawno nawykli do wszelkiego rodzaju niewygód,
cierpieliśmy w tej krainie rozpaczy. W większości krajów z rozmysłem
wstrzymywaliśmy podróż na noc, aby żaden widok nie uciekł naszemu
spojrzeniu. Tu jednak woleliśmy kontynuować jazdę ze względu na pokuty
zadawane nam w tych naczyniach wypełnionych brudem i ubóstwem. Mam też
powody sądzić, że ciemności nocy nie pozbawiły nas niczego oprócz widoku
ponurych lasów, jednostajnych łanów zboża i świadectw ludzkiego
nieszczęścia. Tubylcy byli biedniejsi, pokorniejsi i bardziej
wynędzniali od wszystkich ludzi, których dotychczas napotkaliśmy podczas
naszych podróży: gdziekolwiek się zatrzymaliśmy, tłumnie się wokół nas
zlatywali, a prosząc o jałmużnę, wykonywali skrajnie upadlające
gestyk46.
Wjazd do Europy Wschodniej był naznaczony biedą i nędzą, cierpieniem i rozpaczą. Na wrażenia Coxe'a bez wątpienia miał wpływ fakt, że podróżni
tacy jak on pozbawieni byli wygód, do których przywykli.
W tym aspekcie relacja Coxe'a przesądziła o rozpowszechnionym w Anglii
obrazie Polski, prawie nieznanej angielskim podróżnikom z innych źródeł.
Lady Elizabeth Craven przyjechała do Polski w 1785 roku, rok po ukazaniu
się Travels Coxe'a, i już go cytowała: "W kwestii zakwaterowania
odsyłam czytelników do książki pana Coxe'a, sama zaś ograniczę się do
opisów przyjemnych okoliczności"k47. Coxe nie przyjął takiej
zasady i nie tylko pisał o "tych naczyniach brudu i ubóstwa", ale
również rozmawiał o nich. Później wspominał, że kiedy gościł w jednym z najokazalszych pałaców w Polsce, rezydencji Branickich w Białymstoku,
"rozmowa zeszła na nasz sposób podróżowania przez kraj tak biedny i nędzny, tak ubogi w wygodne kwatery". Coxe zbulwersował towarzystwo
polskich arystokratów, mówiąc im, że nocuje "na słomie, jeśli uda się ją
zdobyć", i górnolotnie poinformował hrabinę Branicką, że to jest jego
sposób na "zaznajomienie się z gospodarstwem domowym chłopa -
współzamieszkiwanie z nimi i powierzanie im zaspokajania naszych
potrzeb"k48. Niewygody były ceną za osiągnięcie pedagogicznego
celu wyprawy - poznanie ułomności Polski i przekazanie ich uczniowi
Coxe'a, jego angielskim czytelnikom, a nawet samym Polakom.
Wjazd Ségura do Polski przebiegał pod znakiem smutku, który zabarwiał
również jego pierwsze wrażenia na temat Petersburga - "podwójna
melancholia" na widok Zatoki Fińskiej i na myśl o rosyjskim despotyzmie.
Melancholia dopadła Coxe'a już w Warszawie i rządziła jego opisem
kontrastów w mieście, sporządzonym według ulubionego schematu Ségura.
Całe miasto przedstawia melancholijny widok, przejawiając silny kontrast
między bogactwem i biedą, luksusem i udręczeniem, który to kontrast
przenika każdy skrawek tego nieszczęśliwego kraju. Ulice są szerokie,
ale kiepsko wybrukowane; kościoły i gmachy publiczne są duże i okazałe;
pałace arystokracji są liczne i pełne splendoru; ale większość domów,
zwłaszcza na przedmieściach, to podłe i marnie zbudowane drewniane
ruderyk49.
Ségur wyprawił się z Warszawy na północny wschód do Petersburga,
natomiast Coxe skierował się zdecydowanie bardziej na wschód - do Moskwy
- co dało mu sposobność obejrzenia wschodniej części Polski, Wielkiego
Księstwa Litewskiego. Tamtejsze Grodno podsumował za pomocą tej samej,
bardzo użytecznej formuły kontrastów: "Mieszanka nędznych ruder,
sypiących się domów i pałaców w ruinie z okazałymi bramami,
pozostałościami dawnego splendoru". Odwiedził w Grodnie zakład
włókienniczy, niedawno powstały, a że pochodził z kraju, którego
przemysł włókienniczy wiódł w świecie prym, mógł okazać protekcjonalne
zaciekawienie: "Te manufaktury nadal są jeszcze w powijakach"k50.
Coxe poznał w Grodnie francuskiego przyrodnika Jeana-Emmanuela
Giliberta, który zbierał materiały dotyczące historii naturalnej Litwy,
do książki o jej zwierzętach, minerałach i warzywach. Coxe odnotował, że
"wiedza przyrodnicza w tym kraju dopiero się rodzi" - podobnie jak
będące w powijakach manufaktury - i uważał za oczywistość, że najlepiej
będzie zostawić tę sprawę w rękach osoby z Francji. Na Litwie Coxe
zobaczył żubra, zwierzę, które szczególnie go interesowało, i przytoczył
teorię Petera Simona Pallasa, niemieckiego przyrodnika badającego
historię naturalną Rosji, że "gatunek dzikiego wołu, dawniej bardzo
rozpowszechniony w Europie, nie istnieje nigdzie na tym kontynencie poza
litewskimi lasami, niektórymi obszarami Karpat i być może
Kaukazem"k51. Innymi słowy, przykład żubra wskazywał, że
istnieje odrębna historia naturalna Europy Wschodniej, historia rzadkich
gatunków, które przetrwały tylko na obrzeżach kontynentu.
Jeszcze ciekawsze były charakterystyczne odmiany gatunku ludzkiego w Europie Wschodniej. "Po drodze przez Litwę nie mogliśmy uniknąć
zaskoczenia widokiem chmar Żydów, którzy wprawdzie bardzo licznie
zamieszkują każdą część Polski, ale na swoje główne siedlisko
najwyraźniej wybrali to księstwo". Również Ségur zauważył w Polsce
"pracowitą ciżbę zachłannych Żydów". W XX wieku historia Żydów z Europy
Wschodniej to temat powszechnie znany - podobnie jak jej dramatyczny
finał, czyli prawie całkowite wymordowanie tego narodu - ale w XVIII
stuleciu Żydzi z Europy Wschodniej czekali na odkrycie wraz samą Europą
Wschodnią. Coxe był akurat w miarę zorientowany w kwestii Żydów. Przy
swoim pierwszym zetknięciu z Polską w Krakowie odwiedził grób "nadobnej
Żydówki Estery", rzekomej kochanki Kazimierza Wielkiego. Zwrócił uwagę
na "przedsiębiorczość tego wyjątkowego ludu". Donosił, że polscy Żydzi
"zdominowali cały handel w kraju". Po drodze do Warszawy wchodził do ich
"ruder". Podczas podróży na wschód z Białegostoku powóz Coxe'a otaczały
tłumy żebraków i "bez przerwy pojawiali się Żydzi". Na Litwie były ich
całe "chmary", zwłaszcza podróżni spotykali ich na każdym kroku:
"poprosisz o tłumacza, sprowadzą ci Żyda; pójdziesz do gospody,
właścicielem okaże się Żyd; zechcesz koni pocztowych, Żyd ci je załatwi
i będzie nimi powoził". Podróżując na wschód z Mińska, przez dzisiejszą
Białoruś, Coxe schronił się przed nocną burzą w stodole i zobaczył tam
"kilka postaci, w długich czarnych szatach i z długimi brodami, zajętych
mieszaniem w dużym kotle". Jednak podróżny z epoki Oświecenia nie
dopuszczał do siebie "wiary w czarną magię i zabobon", toteż dodał: "po
uważniejszym przyjrzeniu się rozpoznaliśmy w nich naszych starych
znajomych, Żydów, którzy przygotowywali swój i nasz wieczorny
posiłek"k52. "Bez przerwy" napotykający "chmary" Żydów Coxe z pełnym przekonaniem wyrażał się o nich pogardliwie per "starzy znajomi".
Między nadobną Żydówką w Krakowie a groźną sceną wokół kotła pod
Mińskiem jego opisy stały się zdecydowanie bardziej posępne.
Sygnalizując czytelnikom, że jako człowiek oświecony odrzuca zabobon,
Coxe jednocześnie zasugerował, że Europa Wschodnia z tamtejszymi Żydami
jest niepokojąco nieoświecona.
Obserwując mieszkańców Polski, Coxe, tak jak Ségur, twierdził, że
zostawia za sobą Europę: "Z rysów twarzy, wyglądu, obyczajów, ubioru i ogólnej aparycji Polacy bardziej przypominają Azjatów niż Europejczyków;
niepodważalnie pochodzą od tatarskich przodków". Za kluczową poszlakę
posłużył ich sposób obchodzenia się z włosami: "golą głowy, zostawiając
tylko kółko włosów na czubku". Coxe przytoczył opinię pewnego
niemieckiego autorytetu w dziedzinie starożytności, który uważał, że
"fryzura Polaków stanowi chyba jedno z najdawniejszych świadectw ich
korzeni - zważywszy, że w V wieku niektóre narody, ujmowane pod tą samą
nazwą Scytów, miały ten sam zwyczaj"k53. Badając azjatycki aspekt
Europy Wschodniej, nie wystarczało sięgnąć wstecz do tatarskich korzeni;
dla Coxe'a, tak jak dla Ségura, najważniejsze było utożsamienie ze
starożytnymi barbarzyńcami i Scytami. Rosyjscy Scytowie zeszli z płaskorzeźb na kolumnie Trajana odziani w owcze skóry; polskich można
było rozpoznać po fryzurze, którą pielęgnowali od ponad tysiąca lat.
Zainteresowanie fryzurami Polaków powróciło na końcowych kartach relacji
Coxe'a z podróży po Polsce, gdzie opisano chorobę rzekomo mającą swój
początek właśnie we włosach.
Zanim zakończę moją relację o Polsce, pokrótce wspomnę, że podczas
przejazdu przez ten kraj nie mogliśmy nie zauważyć szeregu osób ze
zmechaconymi albo skudlonymi włosami, które składają się na dolegliwość
zwaną plica polonica: nazwę tę otrzymała dlatego, że uchodzi za
swoistą dla Polski, chociaż nierzadko występuje również na Węgrzech, w Tatarii i kilku innych ościennych krajachk54.
Lokalizując tę chorobę w Polsce, na Węgrzech, w Tatarii i krajach
ościennych, Coxe naszkicował obszar, w którym można było rozpoznać
Europę Wschodnią. Bardzo przypominało to zresztą obszar występowania
żubra: na Litwie, w Karpatach i na Kaukazie. Ekspert od historii
naturalnej Litwy był Francuzem, ekspert od pradawnych korzeni Polaków -
Niemcem, autorytet od plica polonica również pochodził z zagranicy i był "genialnym szwajcarskim lekarzem od dawna mieszkającym w Polsce". W napisanym po francusku traktacie scharakteryzowano "kwaśny, lepki humor,
który przenika do rurkowatego włosa, a następnie wydziela się przez
ściankę albo jeden z końców i zlepia włosy albo w osobne fałdy, albo w jednorodną całość". Objawy obejmowały "swędzenia, spuchnięcia,
wybroczyny, wrzody, nawracające gorączki, bóle w głowie, odrętwienie,
podły nastrój, reumatyzm, podagrę, a czasem nawet konwulsje, porażenia i obłęd". Kiedy włosy wchłoną patogen i pozlepiają się, symptomy ustępują,
ale jeśli ktoś ogoli wtedy głowę, symptomy nawracają do czasu, kiedy
włosy odrosną i ponownie się zlepią. "Zaburzenie to uchodzi za
dziedziczne, a w postaci ostrej jest zaraźliwe"k55.
Rzekoma dziedziczność i owa zaraźliwość plica polonica doskonale ją
predestynowały do roli choroby regionalnej, zarówno w sensie
geograficznym, jak i demograficznym, dotykającej "ościennych" ludów
charakterystycznej patologii Europy Wschodniej. Jej występowanie zarówno
w Polsce, jak i w Tatarii, nie mogło zaskakiwać, skoro Polacy niby
"pochodzili od tatarskich przodków". Ponieważ plica polonica zlepiała
włosy, z konieczności nieobcinane, była łatwo zauważalna, a dla takiego
obserwatora jak Coxe, dysponującego rozległą wiedzą na temat polskich
korzeni, musiało się to wiązać ze scytyjskim stylem polskich fryzur.
Polskie ciała nosiły stygmaty choroby i barbarzyństwa. Zresztą
wymieniając prowdopodobne przyczyny plica polonica, Coxe wprost
połączył tę chorobę z zacofaniem. Najpierw wspomniał o "polskim
powietrzu" - niepoliczone lasy i bagna czynią je bowiem niezdrowym"; na
drugim miejscu wymienił wodę, bo "chociaż w Polsce nie brakuje dobrych
źródeł, gmin zazwyczaj piję tę, którą ma pod ręką, biorąc ją jak
popadnie z rzek, jezior i zatęchłych stawów"; i wreszcie dostrzegł
"zupełny brak uważania na higienę u tubylców". Pierwsze wyjaśnienie
wynikało z determinizmu geograficznego, natomiast kolejne, a zwłaszcza
trzecie, zrzucały winę na charakter narodowy samych Polaków, którzy
działali "jak popadnie" i "nieuważnie". Zresztą kwestia higieny,
poruszona pod koniec podróży przez Polskę, wieńczyła relację Coxe'a,
który już na samym początku odnotował "brud i ubóstwo". Podobnie
wypowiadali się inni osiemnastowieczni podróżnicy i eksperci w odniesieniu do dżumy w południowo-wschodniej Europie, na terenach
imperium osmańskiego. Coxe porównał społeczne uwarunkowania plica
polonica do podłoża trądu, który "nadal szerzy się pośród ludów
nieznających medycyny i lekceważących pierwsze objawy i przypadki
choroby; rzadko jednak występuje w tych krajach, gdzie podejmuje się
odpowiednie środki ostrożności w celu zapobieżenia jej
rozprzestrzenianiu się"k56. Występowanie plica polonica przyczyniło
się do wykreślenia mapy Europy Wschodniej jako krainy niewiedzy i zacofania.
"Bliżej cywilizowanych obszarów Europy"
Przejazd z Polski do Rosji był równie dezorientujący geograficznie jak
przybycie do Polski miesiąc wcześniej, znowu ze względu na rozbiory.
Osiemnastego sierpnia Coxe zanotował: "przekroczyliśmy Berezynę, którą
część współczesnych geografów mylnie podaje jako nową granicę między
Rosją i Polską", a dwa dni później: "wjechaliśmy do Rosji w małej
miejscowości Tołoczyn, która w 1772 roku należała do Polski"k57.
Jeśli konsekwencje polityczne pierwszego rozbioru zamazywały granicę
Polski i Rosji i powodowały, że w oczach podróżnika kraje te należały do
tej samej strefy, to podobieństwo języków pogłębiało jeszcze takie
wrażenie. Tłumacz Coxe'a nie był ani Polakiem, ani Rosjaninem - był
czeskim służącym. Coxe wyjaśnił czytelnikowi w przypisie, że "język
czeski i rosyjski to dialekty mowy słowiańskiej". Chcąc przy
przekraczaniu granicy zarejestrować różnice między Polską i Rosją, Coxe
stwierdził: "Najbardziej uderzający kontrast bierze się z metody
noszenia włosów: Rosjanie, zamiast golić głowy, pozwalają swoim włosom
wisieć nad brwiami i uszami, a wokół szyi krótko je
obcinają"k58. Skupienie uwagi na włosach, zarówno w Rosji, jak i w Polsce, ponownie zdradziło determinację podróżnika, aby odkryć
znamiona pozwalające odróżnić obce ludy.
W drodze ze Smoleńska do Moskwy Coxe uznał, że znamiona te świadczą o tym, że posuwa się w stronę Orientu. Pewnej nocy wyprawa zatrzymała się
w "znośnej chacie [...], gdzie gospodyni była postacią prawdziwie
azjatycką". Ustalono to na podstawie jej ubioru: "Miała na sobie
niebieską szatę bez rękawów, która spływała jej do kostek, była
obwiązana w talii czerwoną szarfą; gospodyni owinęła głowę białym
kawałkiem lnu jak turbanem, miała też kolczyki i naszyjnik z rozmaitymi
paciorkami; sandały zawiązała niebieskimi sznurówkami, które oplatały
też jej kostki, aby podtrzymać zgrzebne owijki, które pełniły funkcję
pończoch". Zgrzebność ubrania wiązała się ze zgrzebnością samych ludzi -
Coxe doszedł do wniosku, że "rosyjscy chłopi to generalnie duża,
zgrzebna, zahartowana rasa". Noszą albo sięgający za kolano "zgrzebny
płaszcz z drojetu", albo owczą skórę. Podobnie jak azjatycka gospodyni
"owijają nogę szmatą, zamiast nosić pończochy", a sandały robią z kory.
Również Ségur zauważył w Rosji owcze skóry, a także zatknięte za pas
topory, czyniące z tamtejszych chłopów "półdzikie postacie". Dla Coxe'a topory były czymś więcej niż tylko akcesoriami - sygnalizowały dzikość
wyglądu, ale także prymitywizm cywilizacyjny. Coxe zdumiewał się, że
rosyjscy chłopi budują swoje domy, to jest chaty, "wyłącznie za pomocą
topora", ponieważ "nie umieją posługiwać się piłą"k59.
Podobnie jak w Polsce Coxe miał okazję zobaczyć te chaty od środka, jako
że tylko tam podróżny mógł znaleźć zakwaterowanie. W części z nich
budziły go kury, w jednej zaś skarżył się: "wyrwała mnie ze snu sfora
psów, o czwartej rano, warcząc blisko mojego ucha". W tej samej izbie
spali: dwaj jego towarzysze podróży i ich służący, na słomie; "trzej
Rosjanie, z długimi brodami i w zgrzebnych jutowych koszulach i spodniach", na podłodze; trzy kobiety na ławie; "czwórka prawie nagich
dzieci" na blasze pieca. Później Coxe zasugerował nawet, że takie
prymitywne warunki mogą sprzyjać seksualnym zdrożnościom, ponieważ
"mężczyźni, kobiety i dzieci" mieszają się ze sobą "rozwiąźle, bez
zwracania uwagi na płeć i stan, nierzadko prawie jak ich Pan Bóg
stworzył". Trudny do zniesienia był również "duszący smród"k60.
Coxe rejestrował mijane miasta z rozczarowaniem i według określonego
schematu: "W pewnej odległości trochę wieżyc i kopuł wyrasta nad drzewa,
które ukrywają przylepione do siebie rudery, co znającemu ten kraj
podróżnemu każe się spodziewać dużego miasta, w którym znajdzie tylko
zbiorowisko drewnianych chat"k61. Taki obraz niewątpliwie wpisywał
się w zasadę kontrastu - między okazałymi wieżycami i kopułami kościołów
a nędznymi chatami i ruderami - ale z pewną interesującą modyfikacją.
Okazało się bowiem, że te przeciwieństwa są nieprawdziwe, że to tylko
złudzenie. Frapujące w tym spostrzeżeniu z 1778 roku jest to, jak
doskonale antycypowało legendarną rosyjską iluzję związaną z podróżą
Katarzyny na Krym w 1787 roku, a mianowicie "wioskę potiomkinowską".
Coxe zastosował formułę iluzorycznego splendoru i zawiedzionych
oczekiwań nawet w odniesieniu do Moskwy:
Zbliżanie się do Moskwy najpierw zaanonsowały z odległości sześciu mil
wyrastające ponad wzniesienie wieżyce na końcu szerokiej alei wyrąbanej
w lesie; jakieś dwie albo trzy mile dalej wjechaliśmy na pagórek, z którego roztoczyła się przed naszymi oczyma przepiękna panorama
ogromnego miasta. Ciągnęło się przed nami rozległym półksiężycem;
niepoliczone kościoły, wieże, złocone iglice i kopuły, białe, czerwone i zielone budynki, migoczące w słońcu, tworzyły olśniewający obraz, który
dziwnie jednak kontrastował z wplecionymi w to wszystko drewnianymi
ruderamik62.
Mimo całego ogromu, całej rozległości Moskwy, kiedy oszołomiony podróżny
osłonił oczy przed olśniewającym złotym blaskiem iglic, spojrzał w dół
na rudery i zorientował się, że nawet Moskwa jest czymś na kształt
wioski potiomkinowskiej, miastem ułudy. "Nie mogę się nadziwić ogromowi
i różnorodności Moskwy; [...] miasta tak nieregularnego, tak
nietypowego, tak niezwykłego i tak kontrastowego nigdy wcześniej nie
miałem przed oczyma". Z powodu wspomnianych kontrastów czasem trudno
było rozpoznać w niej miasto, "ponieważ niektóre części tej ogromnej
metropolii wyglądają jak odległa pustynia, a inne jak ludne miasto;
niektóre jak nędzna wioska, inne jak wielka stolica"k63. Na tym
polegała przewaga podróżnika - może zobaczyć w Moskwie "nędzną wioskę",
jeśli tylko przyszła mu na to ochota.
Coxe określił szersze ramy dla tych moskiewskich sprzeczności,
wyjaśniając je w kategoriach idei Europy Wschodniej: "Moskwę można uznać
za miasto zbudowane według modelu azjatyckiego, które stopniowo jednak
staje się coraz bardziej europejskie; przedstawia sobą pstrokaciznę
niespójnej architektury"k64. Odkrywanie Europy Wschodniej
można sobie wyobrazić jako pozyskiwanie nowych ziem, skupianie coraz
większej uwagi na krajach, które stawały się coraz bardziej europejskie.
Niespójność i pstrokatość były cennymi dodatkami do estetycznej
terminologii kontrastu i sprzeczności. Aby poruszać się po Moskwie, Coxe
i jego towarzysze wynajęli powóz z "sześcioma końmi w różnych kolorach".
Woźnica miał "długą brodę i kożuch", a pocztylioni okryci byli
"zgrzebnymi szmatami". Wozili ze sobą mnóstwo siana, żeby konie mogły
coś zjeść na każdym postoju, w towarzystwie "grup woźniców i pocztylionów zaspokajających głód posiłkiem wcześniej przygotowanym jak
dla bydła i wymagającym równie mało ceremonii przy podawaniu". Podczas
gdy woźnica jadł razem z bydłem, Coxe zwiedzał pałace, zbudowane w "stylu prawdziwie azjatyckiej okazałości", a co najistotniejsze, za
pomocą siekiery: "Większą część drewna zastosowanego do budowy tych
ogromnych gmachów urobiono siekierą. Chociaż często oglądałem cieślów
przy pracy, nigdy nie widziałem w ich rękach piły"k65. Coxe na
każdym kroku zauważał charakterystyczne dla Europy Wschodniej
przesunięcia (w miejscu i czasie), ponieważ pałace odsyłały swoim stylem
do Azji i prymitywnych czasów, w których powstały. Woźnica Coxe'a, ze
swoją brodą i owczą skórą, tak samo jak cieśla z toporem, współgrał ze
swoim rosyjsko-scytyjskim pierwowzorem u Ségura.
Powoływanie się na wyimaginowanych Scytów nie było w Moskwie konieczne,
ponieważ można tam było zauważyć prawdziwych ludzi z odległych prowincji
Imperium Rosyjskiego, z najdalszych granic Europy, Uralu albo Kaukazu.
Wieczerzając z hrabią Aleksiejem Orłowem, dowódcą marynarki wojennej
carycy Katarzyny, Coxe z fascynacją skupił uwagę na świcie służących,
którzy zgromadzili się wokół Orłowa:
Był pośród nich Ormianin, niedawno przybyły z góry Kaukaz, który zgodnie
z obyczajem swojego kraju zamieszkiwał w rozbitym w ogrodzie filcowym
namiocie. Jego ubiór składał się z długiej, luźnej, przewiązanej szarfą
szaty, obszernych bryczesów i butów. Włosy miał obcięte, na modłę
tatarską, na okrągło; uzbrojony był w sztylet i łuk z rogów bawołu z cięciwą ze ścięgien tego samego zwierzęcia. Okazywał niezwykłe
przywiązanie do swojego pana; kiedy go przedstawiano, z własnej
inicjatywy złożył mu hołd lenny i poprzysiągł, z iście wschodnią
retoryczną przesadą, że napadnie na wszystkich wrogów hrabiego; w dowód
szczerości zaproponował, że obetnie sobie uszy; wyraził również
życzenie, aby wszystkie choroby, które dopadną jego pana, przeszły na
niego. [...] Odtańczył taniec Kałmuka, który polegał na tym, aby
naprężyć wszystkie mięśnie i układać ciało w rozmaite wygibasy, nie
ruszając się z miejsca. Zaprosił nas do ogrodu, z wielką przyjemnością
pokazał nam swój namiot i broń, po czym kilka razy strzelił z łuku na
niespotykaną wysokość. Zafrapował nas brak sztuczności charakteru tego
Ormianina, sprawiającego wrażenie dzikiego człowieka, którego dopiero
zaczynają cywilizowaćk66.
Dostęp do Europy Wschodniej w jej najbardziej skrajnym wydaniu - w sensie geograficznym i antropologicznym - podróżny uzyskał w moskiewskim
ogrodzie pałacowym. Sztuczność tej sytuacji najwyraźniej nie
przeszkodziła Coxe'owi w podziwianiu "braku sztuczności charakteru"
Ormianina. Pojawiły się tu pewne elementy typowe dla opisów
amerykańskich Indian - namiot, bawoli róg i ścięgna - ale kałmucki
taniec i tatarska fryzura zakorzeniały Ormianina w kontekście Europy
Wschodniej. Obcięte na okrągło włosy posłużyły zresztą Coxe'owi za
łącznik między Polską a Tatarią. Przypisał Ormianinowi "iście wschodnią
retoryczną przesadę", sam natomiast używał języka zachodniego
protekcjonalizmu, sprowadzając istotę Europy Wschodniej do postaci
"dzikiego człowieka, którego dopiero zaczynają cywilizować".
Podróżny odkrywający Europę Wschodnią mógł zrekapitulować podczas swoich
wojaży te pierwsze stadia procesu "cywilizowania dzikich". Miał
możliwość obserwowania nie tylko pojedynczego dzikusa, ale także całej
panoramy krajobrazu i społeczeństwa. Coxe wyruszył z Moskwy do
Petersburga we wrześniu. Jadąc na północny zachód, mijał pasterzy,
którzy "pod względem ubioru i zwyczajów przypominali wędrowną hordę
tatarską". Wchodził do domów ludzi i widział, jak padali na twarz przed
ikonami "topornie namalowanego na drewnie świętego, który nierzadko
bardziej przypomina kałmuckiego idola niż ludzką głowę". Czasem ludzie
padali nawet na twarz przed Coxe'em, który nie krył "zdziwienia tego
rodzaju wschodnimi hołdami"k67. Tatarskie i kałmuckie
"podobieństwa" obserwowane w drodze do Petersburga, wcześniej
dostrzegane u Ormianina w Moskwie, podważały precyzyjne interpretacje
geograficzne i doświadczenia podróżnego. Tak jak pamiątki po dawnych
Scytach i Sarmatach zadawały kłam konwencjom chronologicznym i historycznym, tak podobieństwa do Tatarów i Kałmuków zadawały kłam
geografii i tworzyły mniej rygorystycznie skonstruowaną strefę
antropologiczną zamieszkaną przez niedbale klasyfikowane ludy pierwotne.
W oryginale grand tour - podróż odbywana przez młodych europejskich arystokratów w celu dokształcenia się, zdobycia wiedzy o świecie i kulturze, poszerzenia horyzontów myślowych, wyrobienia sobie gustu estetycznego i ogładzenia manier (przyp. tłum.). [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Winston Churchill, Żelazna kurtyna, w: Krew, znój, łzy i pot. Sławne mowy Winstona Churchilla, przeł. Maria Zborowska, Poznań 2001, s. 228-230. [wróć]
Tacyt, Germania, w: idem, Dzieła, przeł. Seweryn Hammer, t. 2, Warszawa 1957, s. 273. [wróć]
William Coxe, Travels into Poland, Russia, Sweden, and Denmark. Interspersed with Historical Relations and Political Inquiries, London 1785; przedruk: New York 1971 (przedmowa). [wróć]
Louis-Philippe, comte de Ségur, Mémoires, souvenirs, et anecdotes, par le comte de Ségur, t. 1, w: Bibliotheque des memoires: relatif a l'histoire de France: pendant le 18e si?cle, t. 19, red. François Barri?re, Paris 1859; John Ledyard, John Ledyard's Journey Through Russia and Siberia 1787-1788. The Journal and Selected Letters, red. Stephen D. Watrous, Madison 1966. [wróć]
Abel Mansuy, Le Monde sclave et les classiques français aux XVIe-XVIIe si?cles (przedmowa Charles Diehl), Paris 1912, s. 8, 10. [wróć]
Edward W. Said, Orientalizm, przeł. Witold Kalinowski, Warszawa 1991, s. 2, 4. [wróć]
Martin Bernal, Black Athena. The Afroasiatic Roots of Classical Civilization, t. 1: The Fabrication of Ancient Greece 1785-1985, New Brunswick, NJ 1987; Federico Chabod, Storia dell'idea d'Europa, Bari 1965, s. 82-121; Denys Hay, Europe. The Emergence of an Idea, Edinburgh 1968, s. 117-127; Jean-Baptiste Duroselle, L'Idée d'Europe dans l'histoire, Paris 1965, s. 77-133; zob. też: Janusz Tazbir, Poland and the Concept of Europe in the Sixteenth-Eighteenth Centuries, "European Studies Review" 7, nr 1 (1977), s. 29-45. [wróć]
Wolfgang Amadeusz Mozart, Listy, przeł. Ireneusz Dembowski, Warszawa 1991, s. 492. [wróć]
Immanuel Wallerstein, The Modern World-System. Capitalist Agriculture and the Origins of the European World-Economy in the Sixteenth Century, New York 1974, s. 97. [wróć]
Ibid., s. 301. [wróć]
The Origins of Backwardness in Eastern Europe. Economics and Politics from the Middle Ages Until the Early Twentieth Century, red. Daniel Chirot, Berkeley 1989, s. 1-15. [wróć]
Harold B. Segel, Renaissance Culture in Poland. The Rise of Humanism 1470-1543, Ithaca, NY 1989, s. 13; zob. też: Antoni Mączak, Progress and Under-Development in the Eyes of Renaissance and Baroque Man, "Studia Historiae Oeconomicae" 9 (1974), s. 77-94. [wróć]
Abel Mansuy, Le Monde sclave..., op. cit., s. 32, 56-57. [wróć]
Ibid., s. 14-15. [wróć]
Jacques Margeret, The Russian Empire and Grand Duchy of Muscovy. A 17th-Century French Account, Pittsburgh 1983, s. 8, 10, 23. [wróć]
John Smith, Travels and Works of Captain John Smith. President of Virginia, and Admiral of New England, 1580-1631, red. Edward Arber, cz. 2, Edinburgh 1910, s. 805, 857, 866-868. [wróć]
Adam Olearius, The Travels of Olearius in Seventeenth-Century Russia, Stanford 1967, s. 126-147; zob. też: Walter Leitsch, Westeuropäische Reiseberichte über den Moskauer Staat, w: Reiseberichte als Quellen europäischer Kulturgeschichte. Aufgaben und Möglichkeiten der historischen Reiseforschung, red. Antoni Mączak, Hans Jürgen Teuteberg, Wolfenbuttel 1982, s. 153-176. [wróć]
John Milton, A Brief History of Moscovia. And of Other Less-Known Countries Lying Eastward of Russia as far as Cathay, London 1929, s. 32. [wróć]
James Boswell, Żywot doktora Samuela Johnsona, przeł. Tadeusz Jan Dehnel, Warszawa 1962, s. 98-99. [wróć]
Norbert Elias, Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu, przeł. Tadeusz Zabłudowski, Warszawa 1980, s. 52-59 (Elias posługuje się francuskim civilité, nietłumaczonym w polskim wydaniu - przyp. tłum.); Joachim Moras, Ursprung und Entwicklung des Begriffs der Zivilisation in Frankreich (1756-1830), w: Hamburger Studien zu Volkstum und Kultur der Romanen, t. 6, Hamburg 1930, s. 4-8, 32-43, 46-47, 55-57, 63; Lucien Febvre, Civilisation. Evolution of a Word and a Group of Ideas, w: A New Kind of History. From the Writings of Febvre, red. Peter Burke, New York 1973, s. 219-257. [wróć]
Louis-Philippe, comte de Ségur, Mémoires, souvenirs, et anecdotes..., op. cit., s. 329-330. [wróć]
Honoré de Balzac, Kuzynka Bietka, przeł. Tadeusz Boy-Żeleński, Warszawa 2000, s. 218. [wróć]
Larry Wolff, The Vatican and Poland in the Age of the Partitions. Diplomatic and Cultural Encounters at the Warsaw Nunciature, New York 1988, s. 178. [wróć]
Timothy Garton Ash, Does Central Europe Exist?, "The New York Review of Books" (9 października 1986); przedruk: The Uses of Adversity. Essays on the fate of Central Europe, New York 1989, s. 179-213; idem, Mitteleuropa?, "Daedalus. Journal of the American Academy of Arts and Sciences" 119, nr 1 (1990): Eastern Europe... Central Europe... Europe, s. 1-21; zob. też: Krishan Kumar, The 1989 Revolutions and the Idea of Europe, "Political Studies" 40 (1992), s. 439-461; Robert John Weston Evans, Essay and Reflection. Frontiers and National Identities in Central Europe, "The International History Review" 14, nr 3 (1992), s. 480-502; Robin Okey, Central Europe/Eastern Europe. Behind the Definitions, "Past and Present" 137 (1992), s. 102-133; Iver B. Neumann, Russia as Central Europe's Constituting Other, "East European Politics and Societies" 7, nr 2 (1993), s. 349-369. [wróć]
Michaił Gorbaczow, Przebudowa i nowe myślenie dla naszego kraju i całego świata, przeł. Alina Kurkus et al., Warszawa 1988, s. 261, 266. [wróć]
Louis-Philippe, comte de Ségur, Mémoires, souvenirs, et anecdotes..., op. cit., s. 288-289, 293. [wróć]
Ibid., s. 293. [wróć]
Ibid., s. 300. [wróć]
Loc. cit. [wróć]
Ibid., s. 301. [wróć]
Ibid., s. 302. [wróć]
Ibid., s. 301. [wróć]
Ibid., s. 316-317. [wróć]
Ibid., s. 329-330. [wróć]
Ibid., s. 332-333. [wróć]
Norbert Elias, Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu, przeł. Tadeusz Zabłudowski, Warszawa 1980. [wróć]
Louis-Philippe, comte de Ségur, Mémoires, souvenirs, et anecdotes..., op. cit., s. 333. [wróć]
Ibid., s. 399. [wróć]
Louis-Philippe, comte de Ségur, Mémoires, souvenirs, et anecdotes..., t. 2, w: Bibliotheque des memoires. Relatif a l'histoire de France: pendant le 18e si?cle, t. 20, red. François Barri?re, Paris 1859, s. 93. [wróć]
Ibid., s. 93. [wróć]
Louis-Philippe, comte de Ségur, Mémoires, souvenirs, et anecdotes..., t. 1, op. cit., s. 356. [wróć]
Seven Britons in Imperial Russia 1698-1812, red. Peter Putnam, Princeton, NJ 1952, s. 237-241; zob. też hasło: Coxe, William, w: Dictionary of National Biography, t. 12, London 1887, s. 421-422. [wróć]
William Edward Mead, The Grand Tour in the Eighteenth Century, Boston 1914, s. 4. [wróć]
William Coxe, Travels into Poland..., op. cit., s. 122. [wróć]
Ibid., s. 125. [wróć]
Ibid., s. 148-149. [wróć]
Elizabeth Craven, A Journey Through the Crimea to Constantinople. In a Series of Letters from the Right Honourable Elizabeth Lady Craven, to His Serene Highness the Margrave of Brandebourg, Anspach, and Bareith, Written in the Year MDCCLXXXVI, Dublin 1789; przedruk: New York 1970, s. 158. [wróć]
William Coxe, Travels into Poland..., op. cit., s. 186-187. [wróć]
Louis-Philippe, comte de Ségur, Mémoires, souvenirs, et anecdotes..., op. cit., t. 1, s. 329; William Coxe, Travels into Poland..., op. cit., s. 150. [wróć]
William Coxe, Travels into Poland..., op. cit., s. 191, 197, 199. [wróć]
Ibid., s. 193. [wróć]
Ibid., s. 142, 188, 201, 205. [wróć]
Ibid., s. 143-144. [wróć]
Ibid., s. 209. [wróć]
Loc. cit. [wróć]
Ibid., s. 209-210. [wróć]
Ibid., s. 205; William Coxe, Travels in Poland and Russia, w: Travels in Poland, Russia, Sweden, and Denmark, wyd. 5, t. 1, London 1802, s. 251. [wróć]
Ibid., s. 255-256, 272; zob. też: Anthony Cross, British Knowledge of Russian Culture (1698-1801), "Canadian-American Slavic Studies" 13, nr 4 (1979), s. 412-435. [wróć]
William Coxe, Travels into Poland..., op. cit., s. 267, 270. [wróć]
Ibid., I, s. 271-272; II, s. 68-69. [wróć]
Ibid., s. 268. [wróć]
Ibid., s. 277. [wróć]
Ibid., s. 283. [wróć]
Ibid., s. 283-285. [wróć]
Ibid., s. 287-289. [wróć]
Ibid., s. 306-307. [wróć]
Ibid., II, s. 66, 69, 70. [wróć]