O autorce i pomyśle na książkę
Podczas wycieczek, które organizuję jako przewodniczka po Wyspach Zielonego Przylądka, często przedstawiam się w następujący sposób "Jestem Kami i oddycham Cabo Verde". Od siedmiu lat Wyspy Zielonego Przylądka są centrum mojego życia.
Wszystko zaczęło się od przypadku. Pracowałam przez kilka lat jako pilotka wycieczek i jednego dnia dostałam telefon: "Poprowadzi pani grupę na Wyspach Zielonego Przylądka?". Od razu wiedziałam, że tak. Pojechałam na dwa tygodnie i... przepadłam. Zakochałam się w różnorodnej, ujmującej przyrodzie, lokalnej muzyce i tańcach, a przede wszystkim w ludziach, ich sposobie bycia i podejściu do życia.
Pierwsze kontakty z wyspiarzami miałam już jednak dużo wcześniej. W 2008 roku pojechałam na wymianę Erasmus do portugalskiego miasteczka uniwersyteckiego - Coimbry. Tam, na moim wydziale, poznałam dwóch Kabowerdeńczyków. Wtedy sama nazwa archipelagu (Wyspy Zielonego Przylądka) jawiła mi się jako egzotyczna i nieco tajemnicza. Od razu zauważyłam, że owi Kabowerdeńczycy byli pełni radości i optymizmu. Na początku naszej znajomości zaprosili mnie na cachupę - narodowe kabowerdeńskie danie na bazie kukurydzy, fasoli i warzyw. Przyznam szczerze, że potrawa ta mi wtedy nie posmakowała, a teraz zajadam się nią, kiedy tylko mogę.
To był jeden z impulsów do rozbudzenia mojego zainteresowania dawnymi koloniami portugalskimi. Podjęłam decyzję, że chciałabym poznać je wszystkie. Zaczęło się od Brazylii, chwilę mieszkałam też w Timorze Wschodnim, a pierwszą byłą kolonią portugalską w Afryce, której odwiedzenie rozważałam, były właśnie Wyspy Zielonego Przylądka.
W podjęciu decyzji o konkretnej dacie wyjazdu na wyspy ubiegł mnie... były pracodawca. Byłam wtedy pilotką wycieczek i ze względu na moją znajomość języka portugalskiego, zostałam wysłana do pilotowania grupy na Cabo Verde. Już podczas pierwszego pobytu zachwyciły mnie zarówno krajobrazy, jak i ludzie. To była miłość od pierwszego wejrzenia i już wtedy instynktownie czułam, że zwiążę się z tymi wyspami.
Przed osiedleniem się na Wyspach Zielonego Przylądka mieszkałam jeszcze we wspomnianej już Portugalii, Bośni i Hercegowinie, Australii i Timorze. Ludzie pytają mnie, dlaczego wybrałam akurat Cabo Verde, skoro żyłam już w takich wyjątkowych państwach. Myślę, że to wypadkowa klimatu, spokojniejszego życia, cudownych ludzi i możliwości rozwijania biznesu w mojej dziedzinie. Oczywiście bliskie mi osoby również przyczyniły się do tego, że zostałam tu na dłużej.
Paradoksalnie pomogła mi w tym... pandemia. Jako pilotkę wysyłano mnie w różne miejsca na świecie. Choć od pierwszego pobytu chciałam jak najwięcej przebywać na Cabo Verde, to i tak raz na jakiś czas jeździłam pilotować wycieczki w innych państwach. Przez pandemię praca w turystyce stanęła. Po otwarciu granic wszyscy w branży nieśmiało marzyliśmy, że sytuacja się unormuje. Rzeczywistość była jednak zgoła odmienna. Do pracy w turystyce w 2020 roku wróciły jednostki.
Nie czekając na oferty wyjazdów, zajęłam się pracą biurową. Z góry założyłam, że będzie to praca tymczasowa, do momentu powrotu do turystyki. Miałam szczęście, że moja ówczesna szefowa zgodziła się, bym pracowała zdalnie z Cabo Verde.
Dzięki temu wróciłam na Sal w pierwszej połowie 2021 roku. Dostałam od razu kilka propozycji pracy jako przewodniczka od lokalnych firm, ale na tak słabych warunkach, że ich nie przyjęłam. To wtedy zobaczyłam, że albo stworzę swój biznes na swoich zasadach, albo nie będę miała co robić na Cabo Verde.
I... zaczęłam. Wymyśliłam coś, czego jeszcze na Sal nie było. Wycieczki po mniej znanych miejscach na wyspie, w małych, kameralnych grupach, bez limitu czasowego. A przede wszystkim - z godnym wynagrodzeniem dla moich lokalnych współpracowników, bo uważam, że za dobrą pracę należy się dobra płaca. Byłam pierwszą osobą, która zaczęła otwarcie mówić, że na turystyce na wyspie zarabiają przede wszystkim obcokrajowcy kosztem Kabowerdeńczyków i że należy to zmienić.
Choć mieszkam w Santa Maria, najbardziej turystycznym miasteczku archipelagu, to przez lata poznałam wszystkie dziewięć zamieszkałych wysp. Na niektórych z nich (jak S?o Vicente i Santo Ant?o) byłam kilkadziesiąt razy ze względu na pracę.
Od przełomowego 2021 roku nie ma tygodnia, by kilkadziesiąt osób z Polski nie wyruszało ze mną na wycieczki po Sal. "Nie nudzi ci się ciągłe opowiadanie o tym samym?" - pytają mnie moi klienci. Nie, zupełnie nie, bo każda grupa, każdy turysta jest inny. Padają inne pytania, wątpliwości, podejmujemy różne tematy...
"Opowiadasz nam tyle fascynujących historii, powinnaś napisać książkę!" - takie zdanie słyszałam wiele razy zarówno od turystów, jak i od specjalistów z branży. Nie powiem, napisanie książki od wielu, wielu lat było moim marzeniem. Teraz właśnie je spełniam.
Zapraszam do odkrywania Wysp Zielonego Przylądka oczami Kami na Cabo!
Kami na Cabo na wyspie S?o Nicolau