Wyznaczanie granic. Jak je stawiać, żeby czuć się wolnym - Melissa Urban

Kup ebooka

47.90 zł
38.80 zł (37,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WPRO­WA­DZE­NIE

Jak zo­sta­łam"dziew­czyną od gra­nic"

W pew­nych krę­gach je­stem znana jako "dziew­czyna od gra­nic".

Mó­wiąc szcze­rze, je­stem znana z wielu rze­czy. Peł­nię funk­cję dy­rek­torki ge­ne­ral­nej, je­stem żoną i matką. Au­torką be­st­sel­le­rów, za­pa­loną tu­rystką i za­go­rzałą czy­tel­niczką. Je­śli cho­dzi o gra­nice, wielu współ­mał­żon­ków mo­ich czy­tel­ni­ków zna mnie tylko jako "tę dziew­czynę z In­sta­grama, która zaj­muje się gra­ni­cami".

Gdy­by­ście ze­chcieli mi się dzi­siaj przyj­rzeć, to łatka ta mia­łaby sens. Pod wzglę­dem oso­bo­wo­ścio­wym po­wiedzmy, że nie je­stem ty­pem pe­ople ple­aser, czyli osoby bez­pro­ble­mo­wej, pra­gną­cej za­do­wo­lić in­nych. Na­wet dla przy­pad­ko­wych ob­ser­wa­to­rów wy­daję się aser­tywną, nie­za­leżną i pewną sie­bie; nie krę­pują mnie sy­tu­acje kon­flik­towe i wprost wy­ra­żam swe po­trzeby. Ta­kie za­cho­wa­nie, zwłasz­cza u ko­biety, wy­wo­łuje nie­kiedy po­są­dze­nie o ego­izm i o... - wolę tu o tym nie wspo­mi­nać, ale praw­do­po­dob­nie do­my­śla­cie się, o co mi cho­dzi.

Nie je­stem jed­nak sa­mo­lubna, nie mam też nic wspól­nego z in­nymi okre­śle­niami, które wła­śnie so­bie wy­obra­zi­li­ście. Je­stem osobą, która na se­rio pod­cho­dzi do kwe­stii swo­jego zdro­wia psy­chicz­nego, po­ten­cjału ener­ge­tycz­nego i wła­snej war­to­ści, i ro­bię wszystko, co trzeba, by je chro­nić. Może to wy­glą­dać na­stę­pu­jąco:

- W biz­ne­sie: "Dzię­kuję, że o mnie pa­mię­tasz. Ten pro­jekt za bar­dzo mi nie pa­suje, więc dam so­bie z nim spo­kój".

- W kon­tak­tach z ro­dzi­cami: "Wiem, że sta­ra­cie się po­móc, ale to ja okre­ślam za­sady dla mo­jego syna. Dam wam znać, je­śli będę po­trze­bo­wała wa­szego wspar­cia".

- W przy­jaźni: "Hej, mu­szę ci prze­rwać - nie opo­wia­daj, pro­szę, o tym, co wy­pra­wia mój były. Na­prawdę nie chcę o tym sły­szeć".

- W re­la­cji z mę­żem: "Chcia­ła­bym mieć tro­chę czasu dla sie­bie i dla­tego idę po­czy­tać do dru­giego po­koju".

Czy­ta­jąc te sfor­mu­ło­wa­nia, mo­że­cie się po­czuć nie­zręcz­nie, ale wszyst­kie one są zde­cy­do­wa­nie moim ko­ni­kiem i czę­sto je wy­ko­rzy­stuję jako spo­sób na wzmoc­nie­nie re­la­cji, zwięk­sze­nie po­kła­dów ener­gii i za­dba­nie o wła­sne zdro­wie psy­chiczne. I nie prze­pra­szam za wy­zna­cza­nie tego ro­dzaju gra­nic, bo gdy wy­ra­żam swoje po­trzeby bez­po­śred­nio i grzecz­nie, nie mam za co prze­pra­szać.

Je­stem rów­nież współ­twór­czy­nią pro­gramu "Who­le30"; to dzięki niemu po­mo­głam mi­lio­nom lu­dzi sku­tecz­nie zmie­nić ich za­cho­wa­nia. Do­pro­wa­dziło to do dia­me­tral­nej prze­miany tych osób. Uczest­nicy "Who­le30" czę­sto mó­wią "nie", co dla wielu jest w naj­lep­szym ra­zie znie­chę­ca­jące. Przez ostat­nie trzy­na­ście lat uczy­łam moją pu­blicz­ność, jak wy­zna­czać gra­nice do­ty­czące wła­snego zdro­wia i spo­so­bów za­cho­wa­nia się, a także jak so­bie ra­dzić z ne­ga­tyw­nymi re­ak­cjami i pre­sją zna­jo­mych lub oto­cze­nia. (Czy je­ste­ście go­towi za­ak­cep­to­wać "Nie, dzię­kuję" jako pełne, koń­czące każdą sprawę zda­nie? Doj­dziemy do tego).

Kiedy lu­dzie się zo­rien­to­wali, że po­tra­fię na­uczyć ich od­ma­wiać pizzy i wina, za­częli się do­py­ty­wać, jak po­wie­dzieć "nie" na­tręt­nemu ko­le­dze z pracy, tok­sycz­nej te­ścio­wej czy wścib­skiej są­siadce. Otrzy­my­wa­łam tak wiele py­tań o spo­soby wy­zna­cza­nia gra­nic, że po­sta­no­wi­łam za­głę­bić się we wszyst­kie opra­co­wa­nia na ten te­mat, ja­kie tylko udało mi się zna­leźć. Chcąc od­kryć, co składa się na od­po­wied­nie gra­nice i jak się je wy­zna­cza, prze­czy­ta­łam każdą książkę, każdy ar­ty­kuł i każde opra­co­wa­nie na­ukowe, ja­kie wy­grze­ba­łam i skom­bi­no­wa­łam od te­ra­peu­tów, psy­chia­trów, so­cjo­lo­gów, spe­cja­li­stów zaj­mu­ją­cych się uza­leż­nie­niami, le­ka­rzy me­dy­cyny i li­de­rów biz­nesu.

Dzięki tym do­cie­ka­niom, wła­snej pracy nad sobą i wsłu­chi­wa­niu się w po­trzeby mo­ich słu­cha­czy, opra­co­wa­łam wła­sną me­to­do­lo­gię i spo­sób mó­wie­nia o sta­wia­niu gra­nic. Cztery lata temu za­czę­łam or­ga­ni­zo­wać dla mo­jej spo­łecz­no­ści in­ter­ne­to­wej i na ła­mach new­slet­tera se­sje Q&A "Po­móż mi wy­zna­czać gra­nice", co dało mi moż­li­wość wy­słu­cha­nia ty­sięcy wa­szych opo­wie­ści, do­pra­co­wa­nia me­tody i ulep­sze­nia po­rad. (Tak na mar­gi­ne­sie: wasi te­ścio­wie fak­tycz­nie po­tra­fią być okropni).

To­też z dumą no­szę ety­kietkę "dziew­czyny od gra­nic", bo pa­mię­tam o tym, jak długą drogę prze­szłam, by na nią za­słu­żyć. A nie za­wsze taka by­łam.

Moja przy­goda z gra­ni­cami za­częła się dwa­dzie­ścia dwa lata temu, kiedy sama zna­la­złam się na za­krę­cie ży­cia, a w kwe­stii gra­nic by­łam to­talną ka­ta­strofą. Na mo­jej li­ście "kim je­stem" fi­gu­ro­wała mię­dzy in­nymi "nar­ko­manka na od­wyku" - i mu­siało mi­nąć wiele lat wy­peł­nio­nych de­spe­rac­kimi pró­bami, za­nim zda­łam so­bie sprawę, że to wła­śnie gra­nice są tym, co mi ura­tuje ży­cie (do­słow­nie).

Wiem, że brzmi to dość dra­ma­tycz­nie i że na­gmin­nie grze­szę sło­wem "do­słow­nie" uży­wa­nym w zna­cze­niu "nie­do­słow­nym", ale w tym przy­padku to prawda. Wy­cho­wa­łam się w domu, w któ­rym za­miast uzdra­wia­ją­cej mocy kon­fliktu prak­ty­ko­wano unik, a po trau­ma­tycz­nych do­świad­cze­niach prze­ży­tych w wieku na­sto­let­nim, przez więk­szość de­kady ukry­wa­łam swe emo­cje, sta­ra­jąc się nie spra­wiać kło­potu i ni­gdy nie mó­wić "nie". Nie na­uczono mnie umie­jęt­no­ści sta­wia­nia się ani obrony wła­snej osoby, a kon­fron­ta­cja wy­wo­ły­wała u mnie silny nie­po­kój. Roz­pacz­li­wie po­trze­bo­wa­łam gra­nic, lecz nie­stety nie czu­łam się ani godna, ani zdolna do ich wy­zna­cze­nia.

Aż któ­rejś nocy, dwa­dzie­ścia dwa lata temu, sie­dząc przy be­czułce piwa, w de­spe­rac­kim ak­cie sa­mo­za­cho­waw­czym usta­li­łam w końcu swe gra­nice... i to wła­śnie cał­kiem od­mie­niło tra­jek­to­rię mego ży­cia. Do­świad­cze­nie to skło­niło mnie do sta­wia­nia no­wych gra­nic - w kon­tak­tach z przy­ja­ciółmi, ro­dziną, współ­pra­cow­ni­kami, a także wo­bec sa­mej sie­bie. Im wię­cej gra­nic usta­la­łam, tym peł­niej­sze sta­wało się moje ży­cie, a to z ko­lei do­pro­wa­dziło do po­wsta­nia pro­jektu "Who­le30", mo­jej firmy i ni­niej­szej książki.

Rzecz w tym, że na­uczy­łam się sta­wiać gra­nice. Ja­sne, że z tru­dem, ale się na­uczy­łam. A skoro mnie się udało, to i wam się może udać.

CZYM SĄ GRA­NICE I DLA­CZEGO ICH PO­TRZE­BU­JEMY?

Za­nim przej­dziemy do tej hi­sto­rii, ustalmy ro­bo­czą de­fi­ni­cję tego, co mam na my­śli, kiedy mó­wię "gra­nice". Na pewno zda­rzyło się wam o nich sły­szeć, ale praw­do­po­dob­nie ma­cie le­d­wie mgli­ste po­ję­cie o tym, czym na­prawdę są. Po­dej­rze­wam, że już samo to po­ję­cie spra­wia, że do­zna­je­cie dys­kom­fortu, a może i po­czu­cia winy. Cza­sami się uważa, że gra­nice są czymś złym. Pa­nuje także prze­ko­na­nie, że są prze­ja­wem ego­izmu albo bra­kiem tro­ski. Lub że cho­dzi o próby kon­tro­lo­wa­nia in­nych.

Moż­liwe, że wszyst­kie te rze­czy oznaj­miły wam osoby, które naj­wię­cej zy­skują na tym, że nie ma­cie wy­zna­czo­nych gra­nic.

Ja oso­bi­ście de­fi­niuję "gra­nice" jako wy­raźne ob­ostrze­nia, czyli wa­runki, na ja­kich po­zwa­lamy lu­dziom wcho­dzić z nami w in­te­rak­cje i ja­kie za­pew­niają bez­pie­czeń­stwo i zdro­wie nam sa­mym i na­szym re­la­cjom. We­dług ję­zy­ko­znaw­ców gra­nica to "li­nia od­dzie­la­jąca pe­wien ob­szar" - i jest to do­sko­nałe po­dej­ście, i po­win­ni­śmy się nim kie­ro­wać, my­śląc o re­la­cjach. Wy­obraź­cie so­bie, że sto­icie po­środku pola. Te­raz na­ry­suj­cie wo­kół sie­bie wy­ima­gi­no­wany okrąg - to wła­śnie jest gra­nica. Co­kol­wiek wpu­ści­cie do środka, bę­dzie dla was czymś do za­ak­cep­to­wa­nia, bo jest bez­pieczne, służy zdro­wiu i daje do­bre sa­mo­po­czu­cie. Wszystko, czego nie to­le­ru­je­cie, trzy­ma­cie poza okrę­giem, gdyż wy­wo­łuje w was po­czu­cie za­gro­że­nia, jest nie­zdrowe lub ogól­nie po­wo­duje złe sa­mo­po­czu­cie. Mo­że­cie wy­zna­czać gra­nice w sto­sunku do in­nych lu­dzi, wo­bec pew­nych te­ma­tów roz­mów, wzor­ców za­cho­wań lub dzia­łań wła­snych - i za­wsze to wy de­cy­du­je­cie, gdzie mają się znaj­do­wać i jak je eg­ze­kwo­wać.

Gra­nice wy­zna­czają ob­szar za­cho­wań

ak­cep­to­wal­nych dla was, gdzie słowa lub dzia­ła­nia

wy­kra­cza­jące poza te ramy wy­rzą­dzają wam krzywdę

lub spra­wiają, że nie czu­je­cie się zbyt kom­for­towo.

Gra­nice nie mają na celu mó­wie­nia in­nym, co mogą, a czego nie mogą ro­bić. By­łoby to kon­tro­lo­wa­niem. Gra­nice wy­zna­cza się po to, by po­móc za­pla­no­wać wam i za­ko­mu­ni­ko­wać wa­szą re­ak­cję na słowa i czyny in­nych lu­dzi. W ra­mach zdro­wego po­dej­ścia do kwe­stii gra­nic za­uwa­ża­cie, jak wpływa na was za­cho­wa­nie in­nych, okre­śla­cie wa­szą bez­pieczną gra­nicę w od­nie­sie­niu do tego za­cho­wa­nia, a na­stęp­nie się za­sta­na­wia­cie, co mo­że­cie zro­bić, by tę gra­nicę prze­for­so­wać. A za­tem nie mów­cie wuj­kowi Jo­emu, żeby rzu­cił pa­le­nie, bo by­łoby to już kon­tro­lo­wa­niem. Mo­że­cie na­to­miast za­uwa­żyć, że dym pa­pie­ro­sowy po­wo­duje u was ka­szel oraz że nie­przy­jem­nie pach­nie, a także do­dać, że nie po­zwa­la­cie pa­lić u was w domu, i nie za­pra­szać go do środka, je­śli nie bę­dzie prze­strze­gał tych za­sad. Wy­zna­cza­cie gra­nicę nie po to, by za­wsty­dzić wujka Jo­ego, zmie­nić jego styl ży­cia czy za­dbać o stan zdro­wia, lecz by chro­nić sa­mych sie­bie.

Do­strze­ga­cie róż­nicę?

Ist­nieje wiele po­wo­dów, dla któ­rych mo­że­cie chcieć wy­zna­czyć gra­nicę. Ozna­cza to, że w róż­nych sy­tu­acjach bę­dzie to róż­nie prze­bie­gać. Cza­sami sta­wia­cie de­li­katne gra­nice w wy­padku drob­nych, acz fru­stru­ją­cych kwe­stii, ta­kich jak są­siadka, która wciąż się wpra­sza na wasz po­ranny spa­cer. In­nym ra­zem wy­ty­cza­cie gra­nice wo­bec za­cho­wań, które rze­czy­wi­ście wy­rzą­dzają krzywdę, na przy­kład kiedy pod­czas wspól­nego lun­chu wa­sza mama kry­ty­kuje wa­szą wagę albo wasi ro­dzice in­for­mują was, że bez uzgad­nia­nia z wami za­re­zer­wo­wali wła­śnie bi­let na sa­mo­lot, żeby zo­ba­czyć swo­jego wnuka. (Nie po­tra­fię so­bie tego wy­obra­zić, ale wiele lu­dzi mi mówi, że ta­kie rze­czy się zda­rzają). Gra­nice mogą brzmieć: "Mogę po­spa­ce­ro­wać z tobą w so­botę, ale w ty­go­dniu po­trze­buję czasu tylko dla sie­bie", "Odejdę od stołu, je­śli cią­gle bę­dziesz roz­pra­wiać o mo­jej fi­gu­rze" albo "Nie je­ste­śmy jesz­cze go­towi na od­wie­dziny, damy wam znać, kiedy bę­dzie­cie mo­gli do nas przy­je­chać".

Ist­nieje wiele my­lą­cych prze­ko­nań co do gra­nic, na do­miar złego nikt nam o tym nie mówi. Rzadko się roz­ma­wia o nich w domu, nie uczy się o nich w szkole i praw­do­po­dob­nie nie na­leżą one do ele­men­tów roz­woju za­wo­do­wego w pracy. W rze­czy­wi­sto­ści więk­szość tego, co wiemy o gra­ni­cach, po­cho­dzi od te­ra­peu­tów z me­diów spo­łecz­no­ścio­wych, je­śli przy­pad­kiem tra­fi­li­śmy na nich na Tik­Toku. Tym­cza­sem wy­zna­cza­nie gra­nic to bar­dzo istotna umie­jęt­ność ży­ciowa, po­dob­nie jak or­ga­ni­za­cja czasu i za­rzą­dza­nie bu­dże­tem. Nie­stety, jak wy­nika z wy­ciągu z mo­jej karty kre­dy­to­wej z 2001 roku, wielu z nas zdaje so­bie sprawę z braku tych umie­jęt­no­ści do­piero w cza­sie kry­zysu i dla­tego je­ste­śmy ska­zani na ich na­by­wa­nie w nie­zbyt sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach.

To okropna i jed­no­cze­śnie wspa­niała wia­do­mość.

Okropna, po­nie­waż to praw­dziwe pa­na­ceum na każdą ży­ciową bo­lączkę było od za­wsze do wa­szej dys­po­zy­cji, tylko że na­wet o tym nie wie­dzie­li­ście. I wspa­niała, gdyż wła­śnie za chwilę za­cznie­cie in­ten­sywny kurs na te­mat gra­nic, który zmieni wszystko.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki