Wyzwolenie obozów. Koniec Holocaustu i jego pokłosie - Dan Stone

Kup ebooka

44.99 zł
34.64 zł (25,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Jak opowiedzieć o wyzwoleniu

Kto wie, co naprawdę wyda­rzyło się w dniu wyzwo­le­nia? Kto z nas, ważą­cych trzy­dzie­ści pięć, czter­dzie­ści kilo­gra­mów, miał dosta­tecz­nie dużo siły, żeby obser­wo­wać, co się dzieje?

Siggi Wil­zig

Cisza. Ranek zatrzy­mał się z wybi­ciem dzie­sią­tej:

Nad ulicą unosi się spo­kój -?i trwoga.

Miklós Rad­nóti (1938)1

"Och, wyzwo­le­nie. W mojej wyobraźni było tak piękne!", pisze we wspo­mnie­niach Fran­cine Chri­sto­phe, młoda fran­cu­ska Żydówka, która pod koniec wojny prze­by­wała w Ber­gen-Bel­sen. I zaraz dodaje: "Wiele kobiet jest napa­sto­wa­nych, jedna z naszych towa­rzy­szek zostaje nawet zgwał­cona na oczach swo­jego syna". "Och, wyzwo­le­nie! Wyobra­ża­łam sobie, że będzie tak rado­sne!", cią­gnie Chri­sto­phe. A potem: "Matka leży na noszach na ziemi, ma tyfus pla­mi­sty, cze­kam, aż przyjdą i zabiorą ją do szpi­tala zor­ga­ni­zo­wa­nego przez Rosjan. Mówię do niej, ale ona już mnie nie sły­szy, bo z powodu tyfusu stra­ciła słuch. Prze­stę­puję z nogi na nogę, nasłu­chuję, moje oczy wypeł­niają się łzami". Kilka zdań póź­niej Chri­sto­phe zasta­na­wia się, jak to moż­liwe, że pio­senka "O, rado­sna kra­ino, w któ­rej będziemy mogli kochać, wiecz­nie kochać" była śpie­wana we wszyst­kich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych. Rozu­miemy już ponurą iro­nię: wyzwo­le­nie to szczę­śliwa chwila, lecz zara­zem pełna smutku.

Panuje powszechne prze­ko­na­nie, że wyzwo­le­niu nazi­stow­skich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych towa­rzy­szyła wielka radość i że więź­nio­wie cie­szyli się, że ich męczar­nie wresz­cie dobie­gły końca. Na pod­sta­wie kro­nik fil­mo­wych krę­co­nych przez kame­rzy­stów Armii Czer­wo­nej w Maj­danku i Auschwitz, ostat­nich scen takich fil­mów jak Życie jest piękne czy Lista Schin­dlera oraz wielu ksią­żek i wystaw muze­al­nych można odnieść wra­że­nie, że wszystko doko­nało się bły­ska­wicz­nie. Ow­szem, zda­rzali się poje­dyn­czy oca­leńcy w rodzaju hisz­pań­skiego komu­ni­sty Jor­gego Semprúna, który wkrótce po wyzwo­le­niu zna­lazł się w Paryżu, gdzie cho­dził na tańce i roman­so­wał z kobie­tami, lecz ogromna więk­szość więź­niów miała zupeł­nie inne doświad­cze­nia. Bar­dzo powoli wra­cali do zdro­wia, potem już zawsze musieli żyć z traumą psy­chiczną. Nie­któ­rzy umarli wkrótce po wyzwo­le­niu obo­zów. Wielu w ogóle nie zda­wało sobie sprawy z nadej­ścia wojsk alianc­kich, byli bowiem ciężko cho­rzy, nie wie­dzieli, co się dookoła nich dzieje, i dopiero po jakimś cza­sie zorien­to­wali się, że zaszła jaka­kol­wiek zmiana. "Bry­tyj­czycy nas wyzwo­lili, ale nikt nie wiwa­to­wał", pisze Fred­die Knol­ler we wspo­mnie­niach z Bel­sen. "Pano­wała nie­po­ko­jąca cisza. Byli­śmy zbyt słabi i zbyt wiele prze­ży­li­śmy, żeby móc odczu­wać radość. Dopiero kiedy dosta­li­śmy po misce ryżu i kubku gorą­cego mleka, zro­zu­mie­li­śmy, że być może pew­nego dnia znów sta­niemy się ludźmi"2. O tym, jak nie­jed­no­znacz­nym doświad­cze­niem oka­zało się wyzwo­le­nie obo­zów, można prze­ko­nać się na pod­sta­wie rela­cji doty­czą­cych póź­niej­szych wyda­rzeń, czyli tygo­dni i mie­sięcy po wkro­cze­niu alian­tów. Dobrym pod­su­mo­wa­niem będą słowa Hadas­sah Rosen­saft:

Eufo­ria i histe­ria szybko prze­mi­nęły. Tak, cie­szy­li­śmy się: byli­śmy prze­cież wolni, otwarto bramy, ale dokąd mie­li­śmy pójść? Wyzwo­le­nie nade­szło zbyt późno, nie tylko dla zmar­łych, ale i dla nas, żywych. Stra­ci­li­śmy rodziny, przy­ja­ciół, domy. Nie było dla nas miej­sca na ziemi, nikt na nas nie cze­kał. Prze­ży­li­śmy. Zosta­li­śmy uwol­nieni od śmierci i od stra­chu przed śmier­cią, teraz jed­nak nad­szedł strach przed życiem3.

Innymi słowy, wyzwo­le­nie było pro­ce­sem roz­cią­gnię­tym w cza­sie, nawet na całe lata. Wielu oca­leń­ców nie czuło żad­nej rado­ści, ich rany wyma­gały dłu­go­trwa­łego lecze­nia. Nie mogli też po pro­stu wró­cić do swo­ich domów, co doty­czyło zwłasz­cza Żydów.

Każdy histo­ryk, który zaczyna się zaj­mo­wać pro­ce­sami wyzwa­la­nia nazi­stow­skich obo­zów, z pew­no­ścią szybko doj­dzie do wnio­sku, że ten nie­zwy­kle ważny ele­ment dzie­jów Zagłady nie docze­kał się dotąd należ­nego zain­te­re­so­wa­nia ze strony bada­czy4. Warto zatem opo­wie­dzieć tę histo­rię na nowo, nie tylko dla­tego, że wyzwo­le­nie obo­zów oka­zuje się zagad­nie­niem bar­dziej zło­żo­nym, niż można by sądzić. Pra­gnę tu poka­zać, że wyda­rze­nia towa­rzy­szące wyzwa­la­niu obo­zów należy roz­pa­try­wać w sze­ro­kim kon­tek­ście, trak­to­wać je nie tylko jako codę Holo­cau­stu, ale też jako pro­ces o fun­da­men­tal­nym zna­cze­niu dla powo­jen­nej Europy, zim­no­wo­jen­nej geo­po­li­tyki oraz -?ze względu na rolę, jaką ode­grała Pale­styna -?dla impe­rium bry­tyj­skiego, a także dla Bli­skiego Wschodu. Wyzwo­le­nie to most mię­dzy latami wojny a powoj­niem. Euro­pej­scy Żydzi, któ­rzy prze­trwali to, co póź­niej okre­ślono mia­nem Zagłady, czyli masową eks­ter­mi­na­cję prze­pro­wa­dzoną przez nazi­stów, nosili w sobie strach i gniew, ale też nadzieję. W obli­czu poli­tyki, którą pro­wa­dzili wobec nich alianci, znaczna część z nich uznała, że w Euro­pie nie ma dla nich przy­szło­ści i że jedyną szansę na lep­sze jutro sta­nowi Pale­styna. Nie­ży­dow­scy oca­leńcy, zwłasz­cza oby­wa­tele Związku Sowiec­kiego lub tere­nów, które po woj­nie zna­la­zły się pod kon­trolą Sowie­tów, prze­ko­nali się, że są przed­mio­tem tar­gów mię­dzy coraz bar­dziej skon­flik­to­wa­nymi alian­tami z Zachodu i ze Wschodu.

Wła­śnie wtedy ukształ­to­wała się mię­dzy­na­ro­dowa poli­tyka wobec uchodź­ców. Spo­sób trak­to­wa­nia dipi­sów (od angiel­skiego skró­towca DPs, ozna­cza­ją­cego displa­ced per­sons, czyli osoby zarówno żydow­skiego, jak i nieżydow­skiego pocho­dze­nia -?z wyjąt­kiem Niem­ców -?które na sku­tek dzia­łań wojen­nych zna­la­zły się poza swoją ojczy­zną) stał się jed­nym z głów­nych tema­tów nego­cja­cji. Zachodni alianci wspie­rali sta­ra­nia anty­ko­mu­ni­stycz­nych dipi­sów, sprze­ci­wia­ją­cych się "repa­tria­cji" do ZSRS, Sowieci nato­miast wtó­ro­wali żydow­skim dipi­som i Jiszu­wowi, czyli żydow­skiej spo­łecz­no­ści w Pale­sty­nie, przed­sta­wia­jąc bry­tyj­ski upór w spra­wie tego regionu jako prze­jaw nie­mo­ral­nej obo­jęt­no­ści na cier­pie­nie ofiar nazi­stow­skiego reżimu. Gra pro­wa­dzona przez ZSRS, pole­ga­jąca na cynicz­nym, krót­ko­trwa­łym popar­ciu dla sprawy nie­pod­le­gło­ści Izra­ela, przy­czy­niła się do pogor­sze­nia rela­cji mię­dzy Sta­nami Zjed­no­czo­nymi a Wielką Bry­ta­nią. Ame­ryka kry­ty­ko­wała poli­tykę Lon­dynu w spra­wie Pale­styny, po czę­ści dla­tego, że wolała, aby Żydzi osie­dlili się na Bli­skim Wscho­dzie, zamiast masowo emi­gro­wać do Sta­nów Zjed­no­czo­nych. W tej aku­rat kwe­stii Ame­rykanie i Sowieci mówili jed­nym gło­sem. Jak widać, wyzwo­le­nie obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych to nie tylko "koniec Holo­cau­stu" -?to rów­nież bar­dzo odmienne doświad­cze­nia więź­niów z róż­nych oku­po­wa­nych kra­jów, to spe­cy­ficzna kul­tura w żydow­skich obo­zach dla dipi­sów, a także rola, jaką odgry­wali oni w zim­no­wo­jen­nej dyplo­ma­cji. Zagłada Żydów i upa­dek Trze­ciej Rze­szy bez wąt­pie­nia przy­czy­niły się do naro­dzin nowego powo­jen­nego porządku.

Co oczy­wi­ste, upa­dek nazi­stow­skiego reżimu uwa­żam za jed­no­znacz­nie pozy­tywne wyda­rze­nie. Żadna alter­na­tywa nie wcho­dziła w grę. Nie zamie­rzam też prze­ko­ny­wać, że wyzwo­le­nie obo­zów mogło prze­biec ina­czej, bar­dziej huma­ni­tar­nie, z wyjąt­kiem przy­pad­ków auten­tycz­nego krzyw­dze­nia oca­leń­ców. Mimo to z bie­giem lat emo­cje słabną, więc jeste­śmy w sta­nie lepiej zro­zu­mieć kosz­mar tego, co działo się po zakoń­cze­niu wojny. Potra­fimy obec­nie przy­znać, że lądo­wa­nie alian­tów w Nor­man­dii nara­ziło miesz­kań­ców pół­noc­nej Fran­cji na nie­bez­pie­czeń­stwo i cier­pie­nia, co nie zna­czy, że nie było nie­praw­do­po­dob­nie ważną i potrzebną ope­ra­cją woj­skową. Podob­nie rzecz ma się w przy­padku wyzwo­le­nia obo­zów: kosz­mar więź­niów nie zakoń­czył się od razu. Ich los oczy­wi­ście się odmie­nił, gdyż nie byli już zdani na łaskę i nie­ła­skę nazi­stow­skich straż­ni­ków i ich kola­bo­ran­tów, mimo to jesz­cze długo zma­gali się z fizyczną, psy­chiczną i emo­cjo­nalną traumą. Wielu odzy­skało z cza­sem zdro­wie, lecz wspo­mnie­nia o tym, co im zro­biono, prze­śla­do­wały ich do końca życia. Oto słowa jed­nego z oca­leń­ców, które przy­po­mi­nają, że wbrew temu, czego byśmy sobie życzyli, wyzwo­le­nie by­naj­mniej nie ozna­czało końca cier­pień. "Dla­czego prze­trwa­li­śmy? Uczu­cie bez­na­dziei spra­wiało, że oble­wał mnie zimny pot. [...] Nagle musia­łem odpo­wie­dzieć sobie na pyta­nie, gdzie teraz będę żył. Cią­żyło mi ono, jak gdy­bym dźwi­gał ogromną górę"5. Inny nastę­pu­jąco pod­su­mo­wał wyzwo­le­nie: "Poją­łem, że moje kło­poty tak naprawdę dopiero się zaczną"6.

Nie powinno to dzi­wić nikogo, kto czy­tał tuż­po­wo­jenne świa­dec­twa oca­leń­ców. W krót­kim, enig­ma­tycz­nym doku­men­cie otrzy­ma­nym po zakoń­cze­niu wojny przez Cen­tralną Żydow­ską Komi­sję Histo­ryczną młody Polak, który prze­żył Auschwitz i Mau­thau­sen, przy­wo­łuje przy­padki kani­ba­li­zmu i jedze­nia eks­kre­men­tów w ostat­nich tygo­dniach przed wyzwo­le­niem Gusen (podo­bozu Mau­thau­sen), kiedy pano­wał roz­pacz­liwy głód.

2000 naszych towa­rzy­szy zaga­zo­wano i spa­lono jesz­cze na tydzień przed wol­no­ścią. Jakim cudem prze­trwa­łem to wszystko, nie wiem. Gdy teraz piszę, przy­po­mi­nam sobie dzie­cinną zabawę. Małe dziecko bie­rze garść pia­sku i mówi: "Tyle mia­łem dzieci". Pod­rzuca pia­sek w górę, część pada na zie­mię: "Tyle umarło", woła dziecko, resztę łapie: "A tyle żyje". Tak przez pięć lat byli­śmy rzu­cani i prze­sie­wani7.

Inny oca­le­niec mówił w wywia­dzie udzie­lo­nym we Wło­szech w 1946 roku, że przez pewien czas był pod opieką UNRRA i Czer­wo­nego Krzyża, potem zaś pod­jął próbę powrotu do Pol­ski. Cze­kały go tam okropne doświad­cze­nia. "Jeśli Żyd ma w Pol­sce jakiś mają­tek, lepiej, żeby... Lepiej, żeby wyje­chał, bo gdy zosta­nie, grozi mu śmierć. To było dla mnie bar­dzo bole­sne, widzia­łem obcych ludzi, któ­rzy przy­własz­czyli sobie mój doby­tek, zajęli moje miesz­ka­nie. Ale naj­strasz­niej­sze było to, że nie zdo­ła­łem odszu­kać nikogo ze swo­ich. Z sied­mio­oso­bo­wej rodziny prze­ży­łem tylko ja. [...] Wstrzą­snęło to mną tak bar­dzo, że nie chcia­łem tam już zosta­wać"8. Po nie­spełna trzech tygo­dniach wyje­chał do Nie­miec, gdzie pomógł zało­żyć kibuc w obo­zie dla dipi­sów w Deg­gen­dor­fie. W wywia­dzie oznaj­mił, że Bry­tyj­czycy, któ­rzy zła­pali go i wię­zili, kiedy pró­bo­wał dostać się do Pale­styny, trak­to­wali go nie­mal rów­nie źle jak Niemcy. Trzy­na­sto­let­nia węgier­ska Żydówka Magda Bloom została "wyzwo­lona" w Ber­gen-Bel­sen, ale "nie­wiele ją to obe­szło, gdyż poprzed­niej nocy umarła jej matka. Kiedy bry­tyj­skie czołgi wje­chały do obozu, zabrano ją z baraku"9. W 1945 roku Bloom tra­fiła do Wiel­kiej Bry­ta­nii w ramach pro­gramu Dzieci z Obo­zów Kon­cen­tra­cyj­nych i zamiesz­kała w Bir­ming­ham.

Wielu oca­leń­ców wspo­mi­nało, że po wyzwo­le­niu czuło przede wszyst­kim samot­ność. Trudno sobie wyobra­zić -?a zwłasz­cza opi­sać -?ból czło­wieka, który orien­tuje się, że jego świat znik­nął. Pod koniec filmu Shoah Claude'a Lan­zmanna Sym­cha Rotem, bojow­nik pod­zie­mia o pseu­do­ni­mie "Kazik", opo­wiada, jak wró­cił do getta war­szaw­skiego po jego likwi­da­cji w kwiet­niu 1943 roku, żeby prze­ko­nać się, czy kto­kol­wiek prze­żył.

Przez cały czas byłem sam. Poza gło­sem kobiety, o któ­rym panu mówi­łem, i męż­czy­zną, któ­rego spo­tka­łem w chwili, gdy wycho­dzi­łem z kanału, nie napo­tka­łem żywej duszy. I przy­po­mi­nam sobie chwilę, kiedy odczu­łem rodzaj uspo­ko­je­nia, pogody, kiedy pomy­śla­łem sobie: "Jestem ostat­nim Żydem, pocze­kam do rana, pocze­kam na Niem­ców"10.

Czło­wiek, który prze­żył pobyt w The­re­sien­stadt, a póź­niej został rabi­nem, mówił o podob­nym uczu­ciu:

Pamię­tam, że po wyzwo­le­niu cier­pia­łem z powodu samot­no­ści. Bar­dziej niż pod­czas Holo­cau­stu. [...] Mówi­łem sobie: tak, prze­ży­łem, ale to wszystko. Nic się nie liczyło. Nie mia­łem żad­nych ambi­cji. Po co? Dla kogo miał­bym się sta­rać? Nie wyka­zy­wa­łem ini­cja­tywy. Każą mi stać, więc wstaję. Każą mi sia­dać -?sia­dam. Tak to wyglą­dało przez bar­dzo długi czas11.

Oca­leńcy, opo­wia­da­jący swoje histo­rie czy to rok, czy to pół stu­le­cia po fak­cie, wspo­mi­nają cier­pie­nia, gdy oka­zało się, że oprócz nich z całej rodziny nie prze­żyła ani jedna osoba. Czę­sto zda­rzało się, że czło­wiek, który wra­cał do swo­jego mia­sta lub mia­steczka, był tam nie­mile widziany: jacyś miej­scowi goje zajęli jego dom albo miesz­ka­nie, gdyż nie spo­dzie­wali się powrotu wła­ści­ciela. Nie­je­den oca­le­niec zada­wał sobie wów­czas pyta­nie: dla­czego w ogóle żyję? Dys­po­nu­jemy mnó­stwem opo­wie­ści ludzi, któ­rzy po wyzwo­le­niu tygo­dniami i mie­sią­cami padali ofiarą prze­mocy i wyzy­sku, z tru­dem zdo­by­wali jedze­nie i zapew­niali sobie dach nad głową, musieli pra­co­wać za darmo, nie­le­gal­nie prze­kra­czali gra­nice, osta­tecz­nie zaś koń­czyli w obo­zie -?tym razem w obo­zie dla dipi­sów -?i to na tere­nie Nie­miec.

Traumę, która zosta­wała już na zawsze, prze­żyli także żoł­nie­rze wyzwa­la­jący nazi­stow­skie obozy. Leon Bass, sze­re­go­wiec Armii Sta­nów Zjed­no­czo­nych, nie miał poję­cia, co to takiego obóz kon­cen­tra­cyjny, aż pew­nego kwiet­nio­wego dnia przy­szły nowe roz­kazy. "Cze­kał mnie szok, jakiego nie prze­ży­łem ni­gdy wcze­śniej i ni­gdy póź­niej. Zna­la­złem się w obo­zie kon­cen­tra­cyjnym w Buchen­wal­dzie. [...] Nie zapo­mnę tego do śmierci. Kiedy prze­sze­dłem przez bramę, zoba­czy­łem żywe trupy"12. Ame­ry­kań­scy wyzwo­li­ciele podo­bozu Gun­skir­chen ujęli rzecz nastę­pu­jąco: "Wkro­czy­li­śmy do obozu i oto­czyły nas żywe szkie­lety, te, które były jesz­cze w sta­nie cho­dzić. Nie pozwa­lały nam jechać dalej. Tło­czyły się wokół nas, napie­rały. Bez żad­nej prze­sady można stwier­dzić, że pra­wie każdy wię­zień był osza­lały z głodu"13. John Roger Dixey, Bry­tyj­czyk, stu­dent medy­cyny, który zna­lazł się w Bel­sen, wspo­mi­nał scenę, która wyda­rzyła się ponad trzy tygo­dnie po wyzwo­le­niu. "Pamię­tam, że nad­szedł Dzień Zwy­cię­stwa, przy­szli­śmy do baraku, teraz nieco bar­dziej upo­rząd­ko­wa­nego, i powie­dzie­li­śmy w wielu języ­kach: "Ucie­szy­cie się z wia­do­mo­ści, że wojna się skoń­czyła. Niemcy prze­grały, jest po wszyst­kim". Ale wła­ści­wie nie było reak­cji -?żad­nej rado­ści, uśmie­chów, gra­tu­la­cji. Popa­trzyli na nas: wojna się skoń­czyła, ale nie dla nich. Chyba wie­dzieli, że nie­wiele nadziei im zostało"14. Porucz­nik Albert A. Hutler, ame­ry­kań­ski ofi­cer do spraw dipi­sów słu­żący w 7. Armii w Man­n­heim, pisał do żony: "Wojna ofi­cjal­nie dobie­gła końca, ale nie uświad­czysz tu szcze­gól­nie wiel­kiego entu­zja­zmu. Zabrzmi to okrop­nie, lecz nie czuję w sercu rado­ści, któ­rej się spo­dzie­wa­łem. Boję się tego, co przy­nie­sie pokój". Mówiąc ści­ślej, oba­wiał się o dal­sze losy dipi­sów. "Są wolni, ale żyją jak we mgle. Ni­gdy nie pozbędą się z serca wspo­mnień o rze­czach, które prze­żyli przez ostat­nie pięć lat, kiedy odra­biali lek­cję zadaną im przez dobro­dusz­nych nie­miec­kich nauczy­cieli"15. Zda­rzało się, że oca­leńcy mar­twili się o wyzwo­li­cieli. Vera Karoly wspo­mi­nała: "Patrzy­li­śmy na bry­tyj­skich żoł­nie­rzy, któ­rzy nas oswo­bo­dzili. Nie zapo­mnę grozy w ich oczach. Było oczy­wi­ste, że nie potra­fią odróż­nić tru­pów, któ­rych całe stosy leżały w obo­zie, od wynisz­czo­nych, wychu­dzo­nych oca­leń­ców"16. Edith Bir­kin, która póź­niej w Anglii została artystką, zapa­mię­tała, że "Bry­tyj­scy żoł­nie­rze byli bar­dzo mło­dzi. Zda­rzali się nawet chłopcy w moim wieku. Przy­glą­dali się nam prze­ra­żeni -?nic w tym dziw­nego"17.

W wyzwa­la­nych obo­zach spo­ty­kali się nie tylko oca­leńcy i alianccy żoł­nie­rze: bywało, że straż­ni­kom z SS i ich pod­wład­nym, na przy­kład żoł­nie­rzom Wehr­machtu lub kola­bo­ran­tom róż­nych naro­do­wo­ści -?Węgrom, Ukra­iń­com, Jugo­sło­wia­nom i Bał­tom -?zabra­kło czasu na ucieczkę. Edmund Swift, kato­licki kape­lan, opo­wia­dał, że pierw­szego dnia po wyzwo­le­niu Bel­sen gru­pie żoł­nie­rzy Wehr­machtu kazano pozbyć się tru­pów. "Kom­plet­nie się zała­mali. Wrzu­cili mniej wię­cej dwa tuziny ciał do grobu, po czym jeden z kaprali zerwał Żela­zny Krzyż, który nosił na piersi, cisnął go na zie­mię i pode­ptał. Pozo­stali poszli w jego ślady: z obrzy­dze­niem zerwali swoje medale i ordery"18.

Na miej­scu poja­wiali się też liczni cywile, na przy­kład miesz­kańcy oko­licz­nych mia­ste­czek. Zda­rzało się, że w ostat­nich dniach ist­nie­nia obozu cywi­lom powie­rzono misję prze­ka­za­nia go pod zarząd alian­tów -?tak było choćby w Eben­see. Inni cywile pró­bo­wali dostar­czyć nieco jedze­nia umie­ra­ją­cym więź­niom. W ramach pro­wa­dzo­nej przez alian­tów poli­tyki dena­zy­fi­ka­cji oby­wa­tele nie­mieccy (a mówiąc ści­ślej, głów­nie oby­wa­telki, o czym świad­czą zacho­wane foto­gra­fie -?męż­czyźni na­dal prze­by­wali w obo­zach jeniec­kich) musieli "zwie­dzać" wyzwo­lone obozy. Trudno usta­lić, co wów­czas czuli i myśleli, warto jed­nak pamię­tać, że oni także są czę­ścią histo­rii wyzwo­le­nia. Hauptsturmführer Franz Hössler, "osła­wiony czło­nek SS-Totenkopfverbände", podobno roz­pła­kał się, kiedy został aresz­to­wany przez Bry­tyj­czy­ków19. Twier­dził, że wstą­pił do SS w 1933 roku, bo był bez­ro­botny, acz­kol­wiek przy­znał rów­nież, że zro­bił praw­dziwą karierę, słu­żąc w nazi­stow­skich obo­zach. Pia­sto­wał wyso­kie sta­no­wi­ska w Auschwitz i w Mit­tel­bau-Dora. W zezna­niach zło­żo­nych pod­czas pro­cesu zbrod­nia­rzy z Bel­sen oznaj­mił:

Kiedy Anglicy zaczęli się zbli­żać, Obe­rst Har­ries ostrze­gał mnie, że zastrzelą każ­dego eses­mana, który będzie sta­wiał opór. Mimo to zgło­si­łem się na ochot­nika i zosta­łem w obo­zie razem z pię­cioma innymi. Byli to: Wil­helm Dorr, Paul Fritsch, Eugen Hah­nert, Geo­rge Kraft i Franz Sto­fel. Do tego jesz­cze dwóch kucha­rzy, któ­rych nazwisk nie znam. W moim obo­zie [Dora] straż­ni­kami byli Węgrzy, nato­miast w Ber­gen-Bel­sen funk­cja ta przy­pa­dła żoł­nie­rzom Wehr­machtu, któ­rzy zastą­pili człon­ków SS. Około dwu­na­stu, może pięt­na­stu eses­ma­nów ucie­kło stam­tąd [przed nadej­ściem Bry­tyj­czy­ków], wielu ucie­kło też z dru­giego obozu.

Sędzio­wie nie dali wiary jego zapew­nie­niom, że sta­rał się dobrze trak­to­wać więź­niów i że pró­bo­wał odejść z SS, a zwłasz­cza że "człon­ko­stwo w par­tii nazi­stow­skiej nie było ani przy­jem­no­ścią, ani zaszczy­tem"20. Hössler został ska­zany na śmierć i powie­szony. Inni straż­nicy, na przy­kład rumuń­ski folks­dojcz Obersturmführer Fritz Klein, oka­zali wię­cej pokory. Klein przy­znał przed sądem: "Zdaję sobie sprawę, że pono­szę odpo­wie­dzial­ność -?rów­nie wielką jak ci, któ­rzy wyda­wali roz­kazy -?za zabi­ja­nie tysięcy ludzi w obo­zach, zwłasz­cza w Auschwitz"21. On także skoń­czył na szu­bie­nicy. Josef Kra­mer, "bestia z Bel­sen", dowódca tam­tej­szego obozu, rów­nież posta­no­wił zacze­kać na przy­by­cie Bry­tyj­czy­ków -?być może, jak stwier­dził Der­rick Sing­ton, jeden z pierw­szych bry­tyj­skich ofi­ce­rów, któ­rzy wkro­czyli na teren obozu, nie zda­wał sobie sprawy, że czeka go śmierć. "Chciał z nami kola­bo­ro­wać, co wydało się nam wręcz gro­te­skowe". Budził pogardę wyzwo­li­cieli22. Franz Zie­reis, dowódca Mau­thau­sen, opu­ścił obóz, ale pozo­stał w oko­licy. Wyka­zał się naiw­no­ścią? Może tak naprawdę chciał zostać zatrzy­many przez Ame­ry­ka­nów? Więk­szość straż­ni­ków z SS ucie­kła krótko przed ich przy­by­ciem. Pięć dni po wyzwo­le­niu obozu Zie­reis został wytro­piony. Otwo­rzył ogień do żoł­nie­rzy, któ­rzy pró­bo­wali go aresz­to­wać. Został ranny, zmarł w 131. Ame­ry­kań­skim Szpi­talu Ewa­ku­acyj­nym. Przed śmier­cią zło­żył nieco beł­ko­tliwe "zezna­nia" spi­sane przez Char­lesa Hagera ze służby wywia­dów. Odpo­wie­dzial­no­ścią za zbrod­nie obar­czył prze­ło­żo­nych z SS, sam czuł się zupeł­nie nie­winny. Mówił też, że przy­glą­dał się przez lor­netkę, jak jed­nostki SS pod­dają się Ame­ry­ka­nom. Kilka dni póź­niej już nie żył23.

Ame­ry­ka­nie przy­mu­sili lud­ność z oko­lic Mau­thau­sen do grze­ba­nia zwłok i sprzą­ta­nia bara­ków. Jeden z histo­ry­ków obozu uwa­żał, że miało to na celu uchro­nie­nie Niem­ców przed lin­czem, któ­rego mogli dopu­ścić się byli więź­nio­wie24. W Eben­see, osła­wio­nym podo­bo­zie Mau­thau­sen, oko­liczni miesz­kańcy ode­grali po wyzwo­le­niu istotną rolę. Miej­scowy ksiądz Franz Loidl opi­sy­wał w książce z 1946 roku, co zoba­czył w obo­zie krótko po tym, jak dotarło tam ame­ry­kań­skie woj­sko:

Moja głowa ciężka jest od hała­śli­wych pytań i opo­wie­ści. Co chwila zała­muję ręce, wołam: "Prze­ra­ża­jące!". Jeste­śmy wstrzą­śnięci, lecz uważ­nie słu­chamy ich histo­rii, albo­wiem rozu­miemy, że mówie­nie dobrze im zrobi. Cza­sami uży­wam moc­nych słów, gdyż muszę dać upust emo­cjom i szcze­remu obu­rze­niu z powodu tych strasz­li­wych wyda­rzeń25.

Choć dys­po­nu­jemy nie­jedną tego rodzaju rela­cją, część lokal­nych miesz­kań­ców na­dal nie chciała myśleć o tym, co działo się tak nie­da­leko od ich domów. Oby­wa­tele Eben­see pro­te­sto­wali prze­ciwko zacho­wa­niu obozu i uczy­nie­niu go pomni­kiem pamięci. W 1949 roku ogło­szono plany zbu­do­wa­nia tam nowego osie­dla. Nie zostały one zre­ali­zo­wane, głów­nie z powodu decy­zji, by na tere­nie obozu urzą­dzić masowy grób dla ludzi, któ­rzy ginęli pod koniec dru­giej wojny świa­to­wej i nie zostali wcze­śniej odpo­wied­nio pocho­wani. Jak­kol­wiek było, opi­sane tu reak­cje poka­zują, że -?jak traf­nie ujął to pewien histo­ryk -?"wielu miesz­kań­com trudno było pogo­dzić się z fak­tem, że oko­lica, w któ­rej prze­żyli tyle lat i z którą łączyły ich różne więzi oso­bi­ste i rodzinne, zmie­niła się pod wpły­wem nie­daw­nych wyda­rzeń, stała się kra­iną blizn, zyskała uni­wer­salne zna­cze­nie moralne, wykra­cza­jące poza lokalne doświad­cze­nia"26. To samo doty­czyło innych byłych obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych.

* * *

W ostat­nich dniach przed wyzwo­le­niem nazi­stow­skie obozy funk­cjo­no­wały zupeł­nie ina­czej niż zale­d­wie kilka mie­sięcy wcze­śniej. Niemcy nie byliby w sta­nie pro­wa­dzić wojny, gdyby nie ponad dzie­sięć milio­nów pra­cow­ni­ków spro­wa­dzo­nych na roboty przy­mu­sowe z innych kra­jów, któ­rzy zastę­po­wali męż­czyzn wcie­lo­nych do woj­ska. Znaczny odse­tek tych pra­cow­ni­ków prze­by­wał w obo­zach, trzeba jed­nak pamię­tać, że ich sytu­acja była odmienna od sytu­acji ludzi z obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych zarzą­dza­nych przez SS. Robot­ni­ków przy­mu­so­wych trak­to­wano względ­nie dobrze -?a w każ­dym razie sta­rano się trzy­mać ich przy życiu -?pod­czas gdy więź­nio­wie obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych byli bici i siłą zmu­szani do posłu­szeń­stwa. Ich śmierć nie miała żad­nego zna­cze­nia, zwłasz­cza jeśli byli Żydami, komu­ni­stami lub socjal­de­mo­kra­tami.

Przez pierw­sze dwa lata po obję­ciu wła­dzy przez nazi­stów obozy były słabo zor­ga­ni­zo­wane (ist­niało nawet okre­śle­nie "obozy pro­wi­zo­ryczne"). Na miano pierw­szych obo­zów "z praw­dzi­wego zda­rze­nia" zasłu­gują Dachau i Ora­nien­burg, prze­mia­no­wany póź­niej na Sach­sen­hau­sen, budzące ogromne zain­te­re­so­wa­nie prasy zagra­nicz­nej. Miały dobit­nie poka­zać prze­ciw­ni­kom nowego reżimu, że nowe wła­dze Nie­miec nie zamie­rzają tole­ro­wać ich dzia­łal­no­ści. Per­so­nel tak sku­tecz­nie wywią­zy­wał się z tego zada­nia -?i wyko­rzy­sty­wał tak bru­talne środki -?że pod koniec 1937 roku z sze­ściu obo­zów zarzą­dza­nych pier­wot­nie przez SS zostały już tylko dwa, a mia­no­wi­cie Dachau i Lich­ten­burg. Pod koniec tego samego roku zało­żono Buchen­wald. Nie był to, wbrew utar­tej opi­nii, obóz dla więź­niów poli­tycz­nych (owa opi­nia wzięła się stąd, że w póź­niejszych latach istotne pozy­cje w hie­rar­chii więź­niów przy­pa­dały komu­ni­stom), nazi­ści bowiem roz­pra­wili się z nimi już dawno, krótko po doj­ściu do wła­dzy. W Buchen­waldzie umiesz­czali głów­nie "ele­ment aspo­łeczny" i "Aryj­czy­ków", któ­rzy spra­wiali pro­blemy nowemu reżi­mowi, na przy­kład świad­ków Jehowy, "ludzi miga­ją­cych się od pracy", prze­stęp­ców i homo­sek­su­ali­stów. Nie było ich wielu: na koniec 1937 roku liczba więź­niów wyno­siła 7750 osób27. Logika pod­po­wia­dała, że nowy obóz powi­nien się nazy­wać Etters­berg, czyli tak samo jak naj­bliż­sza miej­sco­wość, ale The­odor Eicke, inspek­tor obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, napi­sał do Him­m­lera w lipcu 1937 roku, że "to wyklu­czone" ze względu na rolę, jaką Etters­berg odgry­wał w życiu Goethego. Nie cho­dziło by­naj­mniej o sam obóz, lecz o jego więź­niów, będą­cych wszak wyrzut­kami wspól­noty -?nie wolno było koja­rzyć wiel­kiego poety z takimi ludźmi28.

Jak widać, obozy SS słu­żyły począt­kowo eli­mi­no­wa­niu prze­ciw­ni­ków poli­tycz­nych -?praw­dzi­wych i wyima­gi­no­wa­nych -?oraz budo­wa­niu nowej wspól­noty raso­wej. Pod koniec czerwca 1938 roku w obo­zach prze­by­wało około 24 tysięcy osa­dzo­nych, głów­nie "jed­no­stek aspo­łecz­nych" i homo­sek­su­ali­stów, świad­ków Jehowy oraz austriac­kich więź­niów poli­tycz­nych. Krótko potem sys­tem obo­zów zaczęto roz­bu­do­wy­wać, gdyż Him­m­ler, który zdo­by­wał coraz więk­szą wła­dzę, pra­gnął roz­sze­rzać swoje impe­rium. Zacho­dziły zmiany admi­ni­stra­cyjne: do 1942 roku obo­zami zarzą­dzał Inspek­to­rat Obo­zów Kon­cen­tra­cyj­nych, potem kon­trolę prze­jął Główny Urząd Gospo­dar­czo-Admi­ni­stra­cyjny SS, któ­rego nazwa sta­nowi wymowny dowód aspi­ra­cji Him­m­lera. Choć same obozy rów­nież się zmie­niały -?było ich coraz wię­cej, odgry­wały istot­niej­szą rolę, tra­fiały do nich inne kate­go­rie więź­niów -?na­dal słu­żyły głów­nie łama­niu i zastra­sza­niu ludzi, któ­rych nazi­ści uwa­żali za wro­gów. Eks­ter­mi­na­cja Żydów nade­szła póź­niej i dopro­wa­dziła do kolej­nej, zasad­ni­czej i cało­ścio­wej trans­for­ma­cji sys­temu obo­zów. Żydzi od początku sta­nowili wysoki odse­tek więź­niów, zazwy­czaj jed­nak tra­fiali do obo­zów jako więź­nio­wie poli­tyczni, acz­kol­wiek ze względu na pocho­dze­nie trak­to­wano ich tam wyjąt­kowo okrut­nie. Po "nocy krysz­ta­ło­wej" (9-10 listo­pada 1938 roku) zaczęła się nowa fala prze­śla­do­wań i od tego momentu aż do końca wojny Żydzi byli masowo wysy­łani do obo­zów z przy­czyn etnicz­nych29.

Wspo­mniana już roz­bu­dowa sys­temu obo­zów ruszyła krótko przed wybu­chem dru­giej wojny świa­to­wej. W 1940 roku nazi­ści zamknęli w nich znaczną liczbę Cze­chów, wete­ra­nów wojny w Hisz­pa­nii, a zwłasz­cza Pola­ków, wsku­tek czego liczba więź­niów wzro­sła do 53 tysięcy. Powstały nowe obozy, mię­dzy innymi Neu­en­gamme i Auschwitz. Ten ostatni nie był począt­kowo ani obo­zem prze­zna­czo­nym dla Żydów, ani obo­zem zagłady: utwo­rzono go z myślą o pol­skich więź­niach poli­tycz­nych. Kolejna roz­bu­dowa doko­nała się po napa­ści na Zwią­zek Sowiecki w czerwcu 1941 roku; ważne powstałe wów­czas obozy to Maj­da­nek i Stut­thof. Przez całą wojnę w obo­zach zarzą­dza­nych przez SS zmarło trzy miliony sowiec­kich jeń­ców. Ponadto w latach 1941-1942 zamor­do­wano około 38 tysięcy sowiec­kich komi­sa­rzy30.

We wrze­śniu 1942 roku w obo­zach prze­by­wało około 110 tysięcy osób. Rok póź­niej liczba ta wzro­sła do 224 tysięcy, potem do 524 286 i wresz­cie do prze­szło 700 tysięcy na początku 1945 roku. SS roz­pacz­li­wie pró­bo­wała wyko­rzy­sty­wać pra­cow­ni­ków przy­mu­so­wych, żeby rato­wać nie­do­ma­ga­jącą gospo­darkę wojenną Trze­ciej Rze­szy31. Poja­wiły się nowe obozy, na przy­kład Mit­tel­bau-Dora, w któ­rym budo­wano rakiety V2. Były to ogromne, okrutne fabryki, nie­pro­duk­tywne i nie­wy­dajne, ich robot­nicy masowo ginęli z powodu panu­ją­cych tam warun­ków. Obo­zów nie dawało się teraz ukryć przed zwy­kłymi ludźmi -?prze­ciw­nie, "stały się ele­men­tem codzien­nego życia jak ni­gdy wcze­śniej"32.

Trzeba odróż­niać obozy kon­cen­tra­cyjne SS takie jak Buchen­wald, Dachau czy Sach­sen­hau­sen, a póź­niej także Neu­en­gamme, Ravensbrück, Mau­thau­sen, Stut­thof i Gross-Rosen, które, przy­naj­mniej począt­kowo, miały słu­żyć bru­tal­nemu kara­niu więź­niów -?i w któ­rych śmierć była czymś powszech­nym -?od obo­zów zagłady. Te ostat­nie były fabry­kami tru­pów i pod­le­gały osob­nemu zarzą­dowi. Czę­sto nazywa się je obo­zami kon­cen­tra­cyj­nymi, ale to ewi­dentny błąd: w Chełm­nie, Bełżcu, Sobi­bo­rze czy Tre­blince, a więc obo­zach, w któ­rych zgi­nęła nie­mal jedna trze­cia ofiar Zagłady, nie było pra­wie żad­nych więź­niów. Wyjątki to Maj­da­nek i Auschwitz, które w 1942 roku łączyły funk­cje obozu kon­cen­tra­cyjnego i obozu zagłady, a ponadto ist­niały tam zakłady prze­my­słowe, wyko­rzy­stu­jące pracę nie­wol­ni­czą. Auschwitz-Bir­ke­nau był głów­nym ośrod­kiem eks­ter­mi­na­cji Romów, w tam­tej­szych komo­rach gazo­wych zamor­do­wano około miliona Żydów, w tym 437 tysięcy Żydów depor­to­wa­nych z Węgier wio­sną 1944 roku. Ist­niały także obozy przej­ściowe i obozy pracy, na przy­kład Herzo­gen­busch w Holan­dii. Pod­czas wojny mało kto dostrze­gał róż­nice mię­dzy wymie­nio­nymi tu kate­go­riami obo­zów, co -?w połą­cze­niu z cha­osem, który pano­wał, gdy wojna dobie­gała końca -?tłu­ma­czy, dla­czego póź­niej przez tak wiele lat wokół orga­ni­za­cyj­nych i geo­gra­ficz­nych aspek­tów Zagłady ist­niało tyle nie­po­ro­zu­mień. W tym miej­scu należy zatem przy­po­mnieć, że obozy kon­cen­tra­cyjne -?z wyjąt­kiem Auschwitz i Maj­danka -?zaczęto wyko­rzy­sty­wać do sys­te­ma­tycz­nego, maso­wego mor­do­wa­nia euro­pej­skich Żydów dopiero pod koniec wojny.

Życie w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym było okrutne, czę­sto przed­sta­wia się je jako bru­talną walkę o prze­trwa­nie. Zacho­wało się wpraw­dzie wiele rela­cji na temat przy­pad­ków wza­jem­nej pomocy, któ­rej udzie­lali sobie więź­nio­wie, ale samo szczę­ście nie wystar­czało, aby prze­żyć. "Ze względu na warunki panu­jące w obo­zach nie da się ich oce­niać za pomocą kry­te­riów moral­nych wol­nego spo­łe­czeń­stwa", stwier­dził w 1958 roku Joop Zwart, holen­der­ski wię­zień poli­tyczny prze­by­wa­jący w Bel­sen. "Nikt nie mógł sobie pozwo­lić na to, by przyjść dru­giemu z pomocą". Ta indy­wi­du­ali­styczna obo­jęt­ność pozwo­liła nie­któ­rym ludziom prze­trwać, tyle że doko­ny­wało się to kosz­tem innych. Wielu oca­leń­ców zaświad­czało jed­nak, jak ważne było dzia­ła­nie w parze lub w nie­wiel­kiej gru­pie33. Zwart twier­dził: "Jestem prze­ko­nany, że gdyby więź­nio­wie wyka­zali się więk­szą soli­dar­no­ścią, uda­łoby się ura­to­wać tysiące ludzi. Wyda­wało się jed­nak, że robili, co mogli, by jak naj­szyb­ciej wyzbyć się swo­ich naj­szla­chet­niej­szych cech. Do głosu docho­dziły cechy naj­gor­sze: kró­lo­wały zazdrość i zdrada"34. Ta surowa ocena nie­wąt­pli­wie mówi nam sporo na temat funk­cjo­no­wa­nia obo­zów, acz­kol­wiek Zwart omiesz­kał nad­mie­nić, że to nie więź­nio­wie odpo­wia­dali za panu­jące tam warunki. Nawet jeśli nie postę­po­wali "przy­zwo­icie" -?według stan­dar­dów obo­wią­zu­ją­cych w nor­mal­nych oko­licz­no­ściach -?trzeba pamię­tać, że była to zamie­rzona przez nazi­stów kon­se­kwen­cja życia w obo­zie.

Wiele zamętu i nie­po­ro­zu­mień w kwe­stii Holo­cau­stu doty­czy roli, jaką odgry­wała praca. Powszech­nie uważa się, że ter­min "wynisz­cze­nie przez pracę" (Ver­nich­tung durch Arbeit) pod­su­mo­wuje celową poli­tykę pro­wa­dzoną przez nazi­stów, w rze­czy­wi­sto­ści jed­nak decy­zja o tym, aby oprócz ochot­ni­ków i ludzi wywie­zio­nych na roboty przy­mu­sowe wyko­rzy­stać rów­nież więź­niów obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, zapa­dła dość późno, pod koniec wojny, kiedy nie­miecka gospo­darka zma­gała się z poważ­nymi nie­do­bo­rami siły robo­czej. Wła­śnie wtedy, jesie­nią 1944 roku, utwo­rzono nowe podo­bozy. Przy­kła­dowo: pod koniec 1944 roku Gross-Rosen miał ich ponad sto. Umiesz­czono w nich 77 tysięcy ludzi, czyli około 11 pro­cent popu­la­cji całego obozu kon­cen­tra­cyj­nego35. Pra­cu­ją­cych więź­niów trak­to­wano jak zasób tym­cza­sowy: nale­żało wyci­snąć z nich jak naj­wię­cej, zanim umrą. Praca -?zwłasz­cza w przy­padku Żydów -?sta­no­wiła zale­d­wie krótki epi­zod, zło konieczne36. "Był to śro­dek sto­so­wany w osta­tecz­no­ści dla rato­wa­nia prze­cią­żo­nego prze­my­słu zbro­je­nio­wego, któ­rego upa­dek wyda­wał się nie­uchronny, zwłasz­cza że wszel­kie nadzieje na zwy­cię­stwo kraju pry­sły", pod­su­mo­wy­wał histo­ryk37. Zda­rzało się, że kie­row­nicy z SS pró­bo­wali "moder­ni­zo­wać" swoje przed­się­bior­stwa, mimo to zawsze zakła­dali, że ich robot­nicy długo nie pożyją i wła­ści­wie nie pró­bo­wali sto­so­wać alter­na­tyw­nych środ­ków zwięk­sza­nia pro­duk­tyw­no­ści, takich jak lep­sze racje żyw­no­ściowe. Mimo to z rela­cji więź­niów podo­bo­zów Gross-Rosen lub Neu­en­gamme wynika, że pano­wały tam znacz­nie lep­sze warunki niż w Auschwitz, w któ­rym prze­by­wali wcze­śniej. Po upadku Trze­ciej Rze­szy wio­sną 1945 roku żydow­scy więź­nio­wie wyko­rzy­sty­wani do pracy nie­wol­ni­czej byli prze­cięt­nie w nieco lep­szej kon­dy­cji niż reszta. Gdyby wojna potrwała dłu­żej, cze­ka­łaby ich nie­uchronna śmierć, ponie­waż jed­nak zostali skie­ro­wani do podo­bo­zów, zdo­łali prze­żyć nazi­stow­ski reżim. Wielu z nich (Żydów i nie-Żydów) docze­kało wyzwo­le­nia daleko od zakła­dów, w któ­rych pra­co­wali, gdyż w ostat­nich dniach Trze­ciej Rze­szy pró­bo­wano prze­rzu­cić ich w inne miej­sca i zmu­szono ich do dłu­gich mar­szów.

Koń­cowe mie­siące ist­nie­nia sys­temu obo­zów są naj­istot­niej­sze, jeśli chcemy zro­zu­mieć histo­rię wyzwo­le­nia. Musimy brać pod uwagę, dla­czego tuż przed upad­kiem nazi­zmu w obo­zach prze­by­wało tak wielu ludzi i dla­czego Żydzi sta­no­wili zna­czący odse­tek więź­niów (co może się wyda­wać para­dok­salne, bo prze­cież nazi­ści mieli obse­sję na punk­cie mor­do­wa­nia osób pocho­dze­nia żydow­skiego). Kiedy poja­wiło się nie­bez­pie­czeń­stwo, że obozy lada dzień zostaną odkryte i oswo­bo­dzone przez alian­tów, ogromną grupę więź­niów wysłano w głąb Nie­miec. Ofiary okre­ślały to póź­niej mia­nem mar­szów śmierci. Ów akt absur­dal­nego bestial­stwa bez wąt­pie­nia sta­nowi część dzie­jów Zagłady. W jego kon­se­kwen­cji na początku 1945 roku w obo­zach domi­no­wali ludzie cho­rzy i umie­ra­jący. Trze­cia Rze­sza, rzecz jasna, nie zamie­rzała udzie­lić im jakiej­kol­wiek pomocy, co spra­wiło, że obozy kon­cen­tra­cyjne de facto zmie­niły cha­rak­ter.Jak stwier­dził pewien histo­ryk, w kwiet­niu 1945 roku Dachau stał się wła­ści­wie obo­zem zagłady38. To samo doty­czyło Bel­sen: jesz­cze w 1943 roku peł­nił on funk­cję obozu tym­cza­so­wego dla "uprzy­wi­le­jo­wa­nych" więź­niów, któ­rych nazi­ści uwa­żali za poten­cjal­nie cenną kartę prze­tar­gową, gdyby doszło do nego­cja­cji z alian­tami, lecz pod sam koniec wojny z powodu braku wody i żyw­no­ści zmie­nił się w obóz śmierci. W marcu 1945 roku zmarło tam 18 tysięcy ludzi39. Admi­ni­stra­cja obo­zów zaczęła się sypać, czego kon­se­kwen­cją było nie­wy­obra­żalne cier­pie­nie. Wsku­tek tego w póź­niej­szym okre­sie naro­dziło się prze­ko­na­nie, że obozy kon­cen­tra­cyjne słu­żyły przede wszyst­kim mor­do­wa­niu Żydów. Nie­zwy­kle istotne było rów­nież to, że Żydzi sta­no­wili istotną część więź­niów wyzwa­la­nych obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych takich jak Dachau, Buchen­wald, Sach­sen­hau­sen czy Ber­gen-Bel­sen -?tyle że więk­szość z nich tra­fiła tam krótko przed koń­cem wojny, wcze­śniej zaś prze­by­wali w obo­zach na wscho­dzie, w tym w podobo­zach, w któ­rych wyko­ny­wali pracę nie­wol­ni­czą.

Tak zwane mar­sze śmierci -?okre­ślone póź­niej przez histo­ryka mia­nem kon­ty­nu­acji osta­tecz­nego roz­wią­za­nia, tyle że za pomocą innych środ­ków40 -?to ostat­nia faza Zagłady, akt okru­cień­stwa, który kosz­to­wał życie ogromną liczbę ludzi. Nazi­ści nie chcieli, żeby więź­nio­wie wpa­dli w ręce wroga, zara­zem zaś nie zamie­rzali orga­ni­zo­wać trans­por­tów, gdyż coraz mniej sprawna infra­struk­tura dro­gowa i kole­jowa musiała słu­żyć przede wszyst­kim żoł­nie­rzom, robot­ni­kom przy­mu­so­wym i nie­miec­kim uchodź­com. 21 lipca 1944 roku dowódca Sicher­he­it­spo­li­zei i SD w Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie wydał nastę­pu­jące zarzą­dze­nie: "Należy za wszelką cenę zapo­biec wyzwo­le­niu więź­niów lub Żydów bądź prze­chwy­ce­niu ich przez Armię Czer­woną i woj­ska zachod­nie"41. Trzy dni póź­niej wyzwo­lono Maj­da­nek. SS zdwo­iła wysiłki i zaczęła pro­wa­dzić ewa­ku­acje przed nadej­ściem alian­tów, co w prak­tyce ozna­czało, że dzie­siątki tysięcy cho­rych, sła­bych, nie­do­ży­wio­nych więź­niów musiały wyru­szyć w nie­znane, i to w środku zimy. Dane budzą grozę: spo­śród 714 tysięcy ludzi, któ­rzy w stycz­niu 1945 roku prze­by­wali w obo­zach, co naj­mniej jedna trze­cia zmarła "pod­czas skraj­nie wyczer­pu­ją­cych mar­szów, w pocią­gach, które tygo­dniami nie mogły dotrzeć do celu, a zwłasz­cza w skraj­nie prze­lud­nio­nych obo­zach doce­lo­wych w tygo­dniach i mie­sią­cach poprze­dza­ją­cych koniec wojny". Żydzi sta­no­wili zapewne mniej wię­cej połowę ofiar42, zda­rzały się jed­nak mar­sze śmierci, w któ­rych nie szły żadne osoby pocho­dze­nia żydow­skiego, gdyż nie było ich w ewa­ku­owa­nym obo­zie. Jeden z naj­waż­niej­szych histo­ry­ków zaj­mu­ją­cych się tymi wyda­rze­niami pod­kre­śla, że nazi­ści na­dal nie­na­wi­dzili Żydów i na­dal czuli przed nimi lęk, ale ofiary mar­szów śmierci two­rzyły odrębną kate­go­rię. "Łączyło je przede wszyst­kim to, że sta­no­wiły strasz­liwe, pie­kielne zagro­że­nie dla mor­der­ców"43.

Więź­niów zmu­szono do dłu­giej pie­szej wędrówki. Czę­sto wyru­szano w drogę, zanim jesz­cze zapa­dła decy­zja, dokąd się udać, przy czym było oczy­wi­ste, że znaczna część ludzi umrze, nie dotarł­szy do celu. Ter­min "ewa­ku­acja" (Eva­ku­ie­rung) uży­wany przez nazi­stów to eufe­mizm -?w isto­cie cho­dziło o eks­ter­mi­na­cję. Takich mar­szów nie da się przed­sta­wić na żad­nej mapie44. Nic dziw­nego, że ofiary były prze­ra­żone. Nie­które zdo­łały uciec i dzięki temu prze­żyły, lecz więk­szość z nich sądziła zapewne, że to już koniec. Zewsząd ota­czała je śmierć. André Gre­ven­rath, wysłany do Sach­sen­hau­sen z powodu dzia­łal­no­ści komu­ni­stycz­nej, pisał w latach sześć­dzie­sią­tych:

Dziwny marsz tysięcy ludzi -?nie­któ­rzy z nich spę­dzili ostat­nie lata w nie­wy­obra­żal­nej obo­zo­wej cia­sno­cie, stło­czeni z innymi -?szybko spo­wo­do­wał wiele zgo­nów. Część star­szych, sła­bych towa­rzy­szy zmarła już pierw­szego dnia. [...] Począt­kowo nie wie­dzie­li­śmy, jaki los spo­tkał towa­rzy­szy, któ­rzy padli wyczer­pani na dro­dze. [...] Trze­ciego dnia zoba­czy­li­śmy pierw­sze oznaki tego, co działo się w poprzed­nich mar­szach, idą­cych tą samą trasą: patrzy­li­śmy na porzu­cone trupy, ludzi zabi­tych strza­łem w kark, leżą­cych w gro­bach wyko­pa­nych tuż obok domów i przy­kry­tych naj­wy­żej kil­koma gar­ściami ziemi45.

W wielu rela­cjach opi­sany został moment, w któ­rym ludzie zaczęli się orien­to­wać, że inni uczest­nicy mar­szów są zabi­jani. Moshé Gar­barz, wcze­śniej wię­zień Jawi­scho­witz, podo­bozu Auschwitz, wspo­mi­nał:

Ile­kroć sły­sze­li­śmy strzały, wyda­wało nam się, że to pol­skie pod­zie­mie albo Armia Czer­wona, któ­rej woj­ska były już bli­sko, pró­buje nas wyswo­bo­dzić. Nie przy­szło nam do głowy, że to egze­ku­cje maru­de­rów z Auschwitz. Cza­sami zwal­nia­li­śmy, ale tylko po to, żeby eses­mani mogli poza­bi­jać tych, któ­rzy nie byli w sta­nie iść szyb­ciej, i zabrać trupy z drogi46.

Erika Kounio Ama­ri­glio miała podobne wspo­mnie­nia. "Co jakiś czas sły­sze­li­śmy strzały i odru­chowo przy­spie­sza­li­śmy kroku. Strze­lano do tych na końcu, tych, któ­rzy nie mieli sił i zosta­wali w tyle. Im dłu­żej szli­śmy, tym czę­ściej roz­le­gał się ostry trzask strza­łów"47.

Mar­sze śmierci to nie­zwy­kle zło­żony temat, który stwa­rza histo­ry­kom wiele pro­ble­mów i wymyka się zro­zu­mie­niu48, warto jed­nak pod­kre­ślić kilka kwe­stii. Po pierw­sze, mar­sze śmierci miały cha­rak­ter publiczny: więź­nio­wie szli przez mia­sta, mia­steczka i wsie, sprawcy i ofiary znaj­do­wali się teraz w tej samej prze­strzeni co cywile. Jak to zwięźle ujął pewien histo­ryk, "zabi­ja­nie stało się czę­ścią kra­jo­brazu"49. Po dru­gie, by przy­wo­łać słowa innego bada­cza, mar­sze śmierci sta­no­wiły "długi pro­ces powol­nej i stop­nio­wej eks­ter­mi­na­cji, roz­cią­gnięty w cza­sie na wiele dni i tygo­dni. Mor­dercy i ofiary przez cały czas szli przed sie­bie, jedni obok dru­gich"50. Mimo to przy­wódcy Trze­ciej Rze­szy -?na tyle, na ile w ogóle kon­tro­lo­wali sytu­ację w tam­tym okre­sie -?naj­wy­raź­niej nie zamie­rzali po pro­stu wybić wszyst­kich więź­niów, gdyż naj­wy­raź­niej sądzili, że część z nich może się jesz­cze do cze­goś przy­dać. Do pew­nego stop­nia życie lub śmierć zale­żały teraz od kaprysu straż­ni­ków, ci zaś byli roz­go­ry­czeni z powodu upadku Rze­szy, do tego bali się, że zostaną zabici przez alian­tów, co nie­wąt­pli­wie miało wpływ na ich postę­po­wa­nie. Nie­przy­ja­ciel wdarł się na teren Nie­miec i posu­wał się naprzód. Wielu straż­ni­ków uwa­żało to za dowód "potęgi żydo­stwa", przed którą zawsze ostrze­gała nazi­stow­ska pro­pa­ganda. Wszyst­kie te oko­licz­no­ści spra­wiły, że nastał kar­na­wał bru­tal­nej, maso­wej prze­mocy.

Z powodu mar­szów śmierci nie wszy­scy oca­leńcy zostali wyzwo­leni w obo­zach. Część przy­mu­sowo ewa­ku­owa­nych ludzi była tak słaba, że zmarła wkrótce po oswo­bo­dze­niu. Nie­któ­rzy orien­to­wali się, że są wolni, bo straż­nicy nagle gdzieś znik­nęli, zanim jesz­cze poja­wili się alianccy żoł­nie­rze. Cza­sami marsz się zatrzy­my­wał. Straż­nicy ucie­kali, pozo­sta­wia­jąc wycień­czo­nych oca­leń­ców samym sobie. Ernst Born­stein wspo­mi­nał, że on i inni wschod­nio­eu­ro­pej­scy Żydzi trzy­mani w Mühldorf, podo­bo­zie Dachau, zostali stam­tąd wywie­zieni pocią­giem 26 kwiet­nia. W ciągu pół­tora dnia poko­nali około sześć­dzie­się­ciu kilo­me­trów. Następ­nie pociąg sta­nął na bocz­nicy na wschód od Mona­chium.

Naraz zorien­to­wa­li­śmy się, że eses­mani nie pil­nują już naszego wagonu. Wyj­rze­li­śmy, zoba­czy­li­śmy, że sku­pili się wokół komen­danta obozu, który coś im obja­śniał. Kilka minut póź­niej wró­cili, otwo­rzyli drzwi wagonu i powie­dzieli nam, że jeste­śmy wolni51.

Born­stein i jego towa­rzy­sze zaczęli prze­szu­ki­wać pociągi z dosta­wami, liczyli bowiem, że znajdą w nich tro­chę jedze­nia. Potem jed­nak eses­mani wró­cili: Gau­le­iter Paul Gie­sler posta­no­wił cof­nąć wcze­śniej­szą decy­zję i kazał zapę­dzić ich do pociągu. Ruszyli w dal­szą drogę. W Tut­zing, nie­da­leko Starn­ber­ger See, pociąg został zbom­bar­do­wany przez ame­ry­kań­skie samo­loty. Kiedy wresz­cie zja­wili się alianci, zna­leźli w nim mar­twe ciała pięć­dzie­się­ciu czte­rech osób52.

Obozy wyzwo­lone przez zachod­nich alian­tów miały względ­nie nie­wiele wspól­nego z sys­te­ma­tyczną eks­ter­mi­na­cją Żydów. Więk­szość żydow­skich ofiar Holo­cau­stu została roz­strze­lana na tere­nie wschod­niej Pol­ski i zachod­niego Związku Sowiec­kiego (czyli na obsza­rze kra­jów bał­tyc­kich, Bia­ło­rusi, Ukra­iny i zachod­niej Rosji), zgi­nęła w get­tach w oku­po­wa­nej Pol­sce i w obo­zach zagłady. Naj­waż­niej­sze obozy zagłady -?Chełmno oraz Beł­żec, Sobi­bór i Tre­blinkę, utwo­rzone w ramach akcji "Rein­hardt" - zli­kwi­do­wano na długo przed koń­cem wojny. Dwa inne, czyli Maj­da­nek i Auschwitz, zostały wyzwo­lone przez Armię Czer­woną. Były wów­czas nie­mal zupeł­nie puste. Zaraz po woj­nie zachodni alianci nie­wiele mówili na temat Holo­cau­stu. Po pierw­sze, ter­min ten jesz­cze nie ist­niał. Po dru­gie, co waż­niej­sze, obozy, które wyzwa­lali, nie nale­żały do naj­waż­niej­szych ośrod­ków Zagłady, a Żydzi sta­no­wili nie­całą jedną trze­cią oca­leń­ców -?oprócz nich było jesz­cze mnó­stwo Pola­ków nie­ma­ją­cych żydow­skiego pocho­dze­nia oraz sowiec­kich jeń­ców. Wyzwo­lono też miliony robot­ni­ków przy­mu­so­wych. W cha­osie, który wów­czas pano­wał, nie­ła­two było się poła­pać w róż­nych kate­go­riach ludzi wywo­żo­nych do Rze­szy lub na oku­po­wane przez nią tereny.

Kiedy pró­bu­jemy zro­zu­mieć reak­cje alian­tów -?żoł­nie­rzy, leka­rzy i pie­lę­gnia­rek, repor­te­rów i foto­gra­fów -?na to, co zoba­czyli w Dachau, Buchen­wal­dzie i Bel­sen, trzeba brać pod uwagę, że pier­wot­nie żaden z nich nie miał peł­nić funk­cji obozu zagłady i że oprócz Żydów w momen­cie wyzwo­le­nia prze­by­wało w nich rów­nież wiele innych osób, na przy­kład więź­nio­wie poli­tyczni i robot­nicy przy­mu­sowi zwie­zieni z nie­mal wszyst­kich kra­jów Europy. Twier­dzono nawet, że po wyzwo­le­niu alianc­kie wła­dze woj­skowe posta­no­wiły w dal­szym ciągu prze­trzy­my­wać ich w obo­zach ze względu na awan­tur­nic­two osa­dzo­nych -?doty­czyło to zwłasz­cza sowiec­kich robot­ni­ków przy­mu­so­wych -?a także z obawy, że zapra­gną oni wziąć odwet na nie­miec­kich cywi­lach53. Ale, jak się nie­długo prze­ko­namy, żydow­scy więź­nio­wie szybko oka­zali się szcze­gólną kate­go­rią, podob­nie jak więź­nio­wie z tery­to­riów kon­tro­lo­wa­nych przez ZSRS, na przy­kład Bał­to­wie lub Ukra­ińcy. Powód był pro­sty: ogromna więk­szość ludzi wyzwo­lo­nych przez alian­tów względ­nie szybko wró­ciła do domów. Tym­cza­sem Bał­to­wie i Ukra­ińcy nie chcieli żyć pod rzą­dami Sowie­tów, a więk­szość Żydów naj­zwy­czaj­niej w świe­cie nie miała do czego wra­cać.

Dodat­kową kom­pli­ka­cję sta­no­wił fakt, że po wyzwo­le­niu w Euro­pie Wschod­niej nastała komu­ni­styczna dyk­ta­tura. Zachód nie ufał infor­ma­cjom pocho­dzą­cym z kra­jów prze­ję­tych przez komu­ni­stów, z kolei w Euro­pie Wschod­niej nie wolno było kwe­stio­no­wać odgór­nie narzu­co­nej nar­ra­cji na temat wyzwo­le­nia. Sta­no­wiła ona jeden z fun­da­men­tów nowej wła­dzy i gło­siła, że komu­ni­ści poko­nali faszy­stów i przy­nie­śli ludziom wol­ność. Zdys­kre­dy­to­wano ją dopiero po zakoń­cze­niu zim­nej wojny, przy oka­zji jed­nak wylano dziecko z kąpielą i zaczęto lek­ce­wa­żyć fakt, że Armia Czer­wona naprawdę uczest­ni­czyła w wyzwa­la­niu obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych i naprawdę przy­czy­niła się do upadku faszy­zmu. Komu­nizm z pew­no­ścią zasłu­gi­wał na potę­pie­nie, szkoda jed­nak, że dopro­wa­dziło to rów­nież do wyma­zy­wa­nia pew­nych fak­tów histo­rycz­nych. Dziś musimy zatem opo­wie­dzieć histo­rię końca Holo­cau­stu, uwzględ­nia­jąc rolę Armii Czer­wo­nej, wbrew post­ko­mu­ni­stycz­nemu nacjo­na­li­zmowi, który rolę tę umniej­szał lub igno­ro­wał, a zara­zem wbrew komu­ni­stycz­nej pro­pa­gan­dzie, która przy­pi­sy­wała Sowie­tom zde­cy­do­wa­nie zbyt wiel­kie zasługi, by w ten spo­sób legi­ty­mi­zo­wać ich wła­dzę.

Kolejny pro­blem doty­czy sta­ty­styk. Wszyst­kie dane licz­bowe na temat oca­leń­ców z Zagłady należy uwa­żać za przy­bli­żone. Histo­rycy ni­gdy nie zdo­łają usta­lić ze stu­pro­cen­tową pew­no­ścią, ilu ludzi oswo­bo­dzono w 1944 i 1945 roku, ilu zmarło w następ­nych dniach, tygo­dniach i mie­sią­cach, ilu wschod­nio­eu­ro­pej­skich Żydów ucie­ka­ją­cych z Europy Środ­ko­wej i Wschod­niej tra­fiło póź­niej do obo­zów dla dipi­sów. Tak czy ina­czej, sza­cuje się, że wśród oca­leń­ców z obo­zów wyzwo­lo­nych w 1945 roku było około 90 tysięcy Żydów, co odpo­wiada nie­spełna jed­nej trze­ciej liczby wyzwo­lo­nych więź­niów. Znaczna część wyzwo­lo­nych Żydów zmarła po kilku tygo­dniach. Prze­żyło około 60-70 tysięcy. Tyle samo prze­trwało wojnę w obo­zach pracy przy­mu­so­wej. Roku 1945 zdo­łało też dożyć 250 tysięcy z około 400 tysięcy Żydów, któ­rzy ucie­kli do Związku Sowiec­kiego i osta­tecz­nie w więk­szo­ści tra­fili do Azji Środ­ko­wej. Więk­szość z nich wró­ciła do Pol­ski, gdy Sowieci im na to pozwo­lili, lecz nie zagrzali tam miej­sca54. W latach 1945-1948 około 250-330 tysięcy Żydów prze­wi­nęło się przez obozy dipi­sow­skie w stre­fach oku­pa­cyj­nych w Niem­czech, ame­ry­kań­skiej i bry­tyj­skiej. Wła­śnie dla­tego, począw­szy od jesieni 1945 roku, oca­leńcy z obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych zaczęli sta­no­wić mniej­szość w gru­pie żydow­skich dipi­sów. Domi­no­wali teraz Żydzi z Europy Wschod­niej, któ­rzy w 1945 roku nie prze­by­wali w nie­miec­kich obo­zach, a kon­kret­nie Żydzi, któ­rzy prze­trwali, bo ukry­wali się przez całą wojnę, bo dołą­czyli do grup par­ty­zanc­kich lub wró­cili z wygna­nia w ZSRS. Yitz­chok Per­lov, autor książki wspo­mnie­nio­wej o latach, które spę­dził na wywózce w Związku Sowiec­kim, koń­czy ją opi­sem tego, co zastał po powro­cie do Pol­ski: "Zie­mia zbru­kana, tor­tu­ro­wana, prze­siąk­nięta krwią..."55. Nic dziw­nego, że on i jemu podobni posta­no­wili ruszyć w dal­szą drogę. Atina Gros­smann przy­po­mina, że Żydzi wra­ca­jący z ZSRS sta­no­wili "jedyną grupę wschod­nio­eu­ro­pej­skich Żydów, któ­rzy prze­by­wali w obo­zach dla dipi­sów razem z całymi rodzi­nami, w tym z małymi dziećmi"56.

Przy­to­czone powy­żej liczby należy osa­dzić w sto­sow­nym kon­tek­ście. Zaraz po woj­nie w Euro­pie było około 20 milio­nów ludzi, któ­rzy musieli opu­ścić swoje domy, w tym 12 milio­nów rdzen­nych Niem­ców wysie­dlo­nych z ziem znaj­du­ją­cych się na wschód od gra­nicy z 1937 roku i około 7 milio­nów dipi­sów. Alianci od dawna spo­dzie­wali się, że będą musieli się zmie­rzyć z tym wyzwa­niem. 9 listo­pada 1943 roku utwo­rzono Admi­ni­stra­cję Naro­dów Zjed­no­czo­nych do spraw Pomocy i Odbu­dowy (Uni­ted Nations Relief and Reha­bi­li­ta­tion Admi­ni­stra­tion, UNRRA), która miała "pla­no­wać, koor­dy­no­wać, zarzą­dzać lub admi­ni­stro­wać pomocą dla ofiar wojny na tere­nach kon­tro­lo­wa­nych przez któ­ry­kol­wiek z Naro­dów Zjed­no­czo­nych, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem dostar­cza­nia żyw­no­ści, paliwa i odzieży, zapew­nia­nia schro­nie­nia i zaspo­ka­ja­nia wszel­kich pod­sta­wo­wych potrzeb, zwłasz­cza medycz­nych"57. Do innych zadań UNRRA nale­żało poma­ga­nie ludziom w powro­tach do domów. Wcze­śniej umiesz­czano ich w obo­zach -?nie­kiedy skraj­nie pro­wi­zo­rycz­nych -?co trak­to­wano jako roz­wią­za­nie tym­cza­sowe. Aby uspraw­nić pro­ce­dury nie­zbędne do orga­ni­za­cji powro­tów, wpro­wa­dzono roz­róż­nie­nie mię­dzy dipi­sami a uchodź­cami. Do pierw­szej kate­go­rii zali­czono "ludzi, któ­rzy z powodu sytu­acji wojen­nej zna­leźli się poza gra­ni­cami wła­snego kraju i: 1) albo pra­gną wró­cić do sie­bie lub zna­leźć sobie nowy dom, ale potrze­bują pomocy; 2) albo należy ode­słać ich na tery­to­rium nie­przy­ja­ciela lub byłego nie­przy­ja­ciela". Z kolei sta­tus uchodź­ców przy­padł ludziom, któ­rzy znaj­do­wali się na tere­nie wła­snego kraju58. W obu przy­pad­kach zakła­dano -?błęd­nie - że wszy­scy mają dokąd wra­cać.

Jeśli chcemy oce­niać osią­gnię­cia UNRRA, musimy pamię­tać, że repa­tria­cja dipi­sów sta­no­wiła zale­d­wie jeden z ele­men­tów jej misji, a dostar­cza­nie żyw­no­ści i zapew­nia­nie pomocy medycz­nej na kon­ty­nen­cie spu­sto­szo­nym przez wojnę oka­zało się nie­praw­do­po­dob­nie trud­nym wyzwa­niem. Do wrze­śnia 1945 roku UNRRA i alianci zdo­łali prze­pro­wa­dzić repa­tria­cję 5,8 miliona dipi­sów, co nazwano "nie­mal cudem logi­styki"59, mimo to na początku 1946 roku w obo­zach na­dal prze­by­wało około miliona ludzi "nie­na­da­ją­cych się do repa­tria­cji". Połowę tej grupy sta­no­wili Polacy nie­ży­dow­skiego pocho­dze­nia, Ukra­ińcy i Bał­to­wie, któ­rzy nie chcieli wra­cać do swo­ich kra­jów, kon­tro­lo­wa­nych teraz przez komu­ni­stów. Długo roz­trzą­sano, czy oby­wa­tele Związku Sowiec­kiego powinni pod­le­gać przy­mu­so­wej repa­tria­cji. Osta­tecz­nie spory te dopro­wa­dziły do roz­wią­za­nia UNRRA i powo­ła­nia na jej miej­sce Mię­dzy­na­ro­do­wej Orga­ni­za­cji Uchodź­ców (Inter­na­tio­nal Refu­gee Orga­ni­za­tion, IRO), zarzą­dza­nej przede wszyst­kim przez Ame­ry­ka­nów60. Co prawda w paź­dzier­niku 1944 roku Ame­ry­ka­nie i Bry­tyj­czycy pod­pi­sali poro­zu­mie­nie z ZSRS i zobo­wią­zali się, że po woj­nie wszy­scy jego oby­wa­tele zostaną tam repa­trio­wani (zobo­wią­za­nie to zostało dodat­kowo potwier­dzone w Jał­cie w lutym 1945 roku), osta­tecz­nie jed­nak zmie­nili zda­nie i posta­no­wili przy­chy­lić się do próśb dipi­sów, któ­rzy nie chcieli wra­cać61. W rezul­ta­cie tym­cza­sowe obozy na­dal funk­cjo­no­wały i wyglą­dało na to, że stan ten potrwa cał­kiem długo. Zaczęły w nich powsta­wać szkoły, żłobki, przy­chod­nie, ruszyły kursy kształ­ce­nia zawo­do­wego. Mal­colm Pro­ud­foot, który w imie­niu Armii Sta­nów Zjed­no­czo­nych nad­zo­ro­wał pomoc dla uchodź­ców, okre­ślił to mia­nem "fazy zastoju"62. W Niem­czech, gdzie znaj­do­wała się więk­szość obo­zów, pano­wały fatalne warunki: mia­sta leżały w gru­zach, bra­ko­wało pod­sta­wo­wej infra­struk­tury, wystę­po­wały nie­do­bory żyw­no­ści, sze­rzyły się cho­roby. Wszyst­kie te pro­blemy przy­bie­rały na sile z powodu maso­wych migra­cji wewnętrz­nych. Dzia­ła­nia pomo­cowe pro­wa­dzone w obo­zach dla dipi­sów czę­sto kry­ty­ko­wano i przed­sta­wiano jako nie­wy­star­cza­jące (wró­cimy do tej kwe­stii), należy jed­nak brać pod uwagę kon­tekst. Zde­wa­sto­wany kraj, dzie­dzic­two nazi­stow­skiej ide­olo­gii, wsku­tek któ­rego miesz­kańcy nie­uf­nie odno­sili się do alianc­kich oku­pan­tów... "Utrzy­ma­nie byłych wro­gów przy życiu stało się dla nowych władz ogrom­nym wyzwa­niem", stwier­dzał pewien histo­ryk63. Pro­ud­foot bez cie­nia iro­nii pisał: "Na tle warun­ków panu­ją­cych w Niem­czech i w nie­któ­rych kra­jach Europy Wschod­niej sytu­acja bytowa dipi­sów przed­sta­wiała się cał­kiem dobrze"64.

W ciągu kilku tygo­dni po wyzwo­le­niu prze­ciętny nie­ży­dow­ski oca­le­niec mógł z reguły wró­cić do domu. Więk­szość tak wła­śnie postą­piła, podob­nie jak Żydzi z Europy Zachod­niej. Pozo­stali dzie­lili się na dwie grupy. Pierw­szą sta­no­wili ludzie, któ­rzy odma­wiali powrotu do ojczy­stych kra­jów, czyli miesz­kańcy Europy Wschod­niej wrogo nasta­wieni do nowych, komu­ni­stycz­nych władz oraz oby­wa­tele ZSRS (głów­nie Ukra­ińcy). Dekla­ro­wali oni, że oba­wiają się prze­śla­do­wań poli­tycz­nych. Już w 1946 roku tego typu obawy były trak­to­wane bar­dzo poważ­nie65. Drugą grupę sta­no­wili Żydzi, któ­rzy -?jak uznały wła­dze -?nie nada­wali się do repa­tria­cji, gdyż w ojczy­stych kra­jach mogliby paść ofiarą anty­se­mic­kiej prze­mocy.

Z bie­giem czasu Żydzi sta­wali się coraz istot­niej­szą kate­go­rią dipi­sów. Do obo­zów, zwłasz­cza na tere­nie ame­ry­kań­skiej strefy oku­pa­cyj­nej, przy­by­wali masowo wschod­nio­eu­ro­pej­scy Żydzi ucie­ka­jący ze swo­ich ojczyzn, przede wszyst­kim z Pol­ski. For­mal­nie nie byli dipi­sami, gdyż pod koniec wojny nie prze­by­wali na tere­nie Nie­miec, mimo to Ame­ry­ka­nie posta­no­wili przy­mknąć na to oko. Bry­tyj­czycy wyka­zali się mniej­szą ela­stycz­no­ścią, ale rów­nież zga­dzali się przyj­mo­wać żydow­skich uchodź­ców w obo­zach dla dipi­sów -?zwłasz­cza w Bel­sen. Żydow­scy oca­leńcy z Holo­cau­stu sta­no­wili nie­spełna jedną dzie­siątą dipi­sów nie­na­da­ją­cych się do repa­tria­cji. Co wię­cej, jak prze­ko­namy się w dal­szej czę­ści książki, jesie­nią 1945 roku ludzie wyzwo­leni z nazi­stow­skich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych sta­no­wili mniej niż połowę tej grupy.

Książka ta sku­pia się na Żydach, na ich szcze­gól­nych doświad­cze­niach pod­czas wojny i po jej zakoń­cze­niu, które odróż­niały ich od reszty dipi­sów. W kwiet­niu 1945 roku filo­zofka Han­nah Arendt traf­nie zauwa­żyła, że bez­pań­stwo­wość będzie sta­no­wiła jedną z naj­waż­niej­szych cech powo­jen­nego świata. "Warto, aby­śmy powie­dzieli sobie, że dla 30-40 milio­nów wygnań­ców koniec wojny w Euro­pie nie będzie ozna­czał natych­mia­sto­wego powrotu do domów i że tylko nie­znaczny odse­tek uchodź­ców, bez­pań­stwow­ców i emi­gran­tów znów sta­nie się zwy­kłymi oby­wa­te­lami". Arendt szła zresztą dalej. "Znaczna część -?w tym ludzie, któ­rzy od dzie­się­cio­leci miesz­kali poza gra­ni­cami ojczy­zny -?będzie postrze­gała repa­tria­cję jako przy­mu­sową wywózkę. Skoro tak, będą dążyli do zyska­nia sta­tusu bez­pań­stwow­ców"66. Fak­tycz­nie, pewna grupa dipi­sów -?mniej­szość, ale bar­dzo zna­cząca -?odmó­wiła "powrotu". Zgod­nie z prze­po­wied­niami Arendt w obo­zach został "ostatni milion"67, mię­dzy innymi Żydzi, któ­rzy z punktu widze­nia władz alianc­kich sta­no­wili szcze­gólny pro­blem, gdyż mie­rzyli się z wyjąt­kowo ciężką traumą, nie mieli dokąd wra­cać, stra­cili rodziny, a także nadzieję. Wyzwo­li­ciele odno­sili się do nich podejrz­li­wie, czę­sto nie rozu­mieli ich doświad­czeń, uwa­żali ich za ludzi pry­mi­tyw­nych, rosz­cze­nio­wych, brud­nych, nie­przy­zwy­cza­jo­nych do prze­strze­ga­nia zasad higieny. Dipisi i alianci musieli pro­wa­dzić nego­cja­cje. Uczyli się róż­nych rze­czy o sobie nawza­jem. Wła­śnie na tych kwe­stiach skupi się moja książka.

UNRRA, jako się rze­kło, została roz­wią­zana w czerwcu 1947 roku, zastą­piła ją IRO. Jej zada­niem było zna­le­zie­nie nowych domów dla uchodź­ców, któ­rych nie dało się repa­trio­wać do ich ojczy­stych kra­jów. W 1951 roku na miej­sce IRO utwo­rzono urząd Wyso­kiego Komi­sa­rza Naro­dów Zjed­no­czo­nych do spraw Uchodź­ców. Sytu­acja wyglą­dała wów­czas ina­czej niż zaraz po zakoń­cze­niu wojny, kiedy potrzeba było przede wszyst­kim doraź­nych dzia­łań. Zara­zem ONZ nie­ustan­nie napo­ty­kała trud­no­ści bio­rące się stąd, że Zachód i Wschód zostały prze­dzie­lone żela­zną kur­tyną. W tam­tym okre­sie grupę dipi­sów two­rzyli przede wszyst­kim ludzie, któ­rzy odmó­wili powrotu do ojczy­zny lub -?co doty­czyło głów­nie Żydów -?cze­kali na szansę zamiesz­ka­nia w kon­kret­nym, wybra­nym kraju. UNRRA mogła się pochwa­lić wie­loma osią­gnię­ciami, ale jej dzia­ła­nia na rzecz żydow­skich oca­leń­ców pozo­sta­wiały sporo do życze­nia. Po pierw­sze, orga­ni­za­cja kate­go­ry­zo­wała dipi­sów wedle oby­wa­tel­stwa i wtó­ru­jąc ame­ry­kań­skim oraz bry­tyj­skim wła­dzom oku­pa­cyj­nym, sta­now­czo sprze­ci­wiała się postu­la­towi, aby Żydzi byli kwa­li­fi­ko­wani osobno ze względu na ich wyjąt­kowe doświad­cze­nia pod­czas wojny. Po dru­gie, zarówno UNRRA, jak i bry­tyj­skie oraz ame­ry­kań­skie wła­dze woj­skowe uwa­żały, że nie należy two­rzyć osob­nych obo­zów dla Żydów. Po trze­cie, per­so­nel admi­ni­stra­cyjny UNRRA iry­to­wał się, że żydow­scy oca­leńcy nie­ustan­nie wędrują z jed­nego obozu do dru­giego w poszu­ki­wa­niu krew­nych lub przy­ja­ciół. Po czwarte wresz­cie, aż do póź­nego lata 1945 roku pozo­sta­wał głu­chy na sta­now­cze sprze­ciwy Żydów, któ­rzy nie chcieli dzie­lić obo­zów z nazi­stow­skimi kola­bo­ran­tami (np. Węgrami lub Ukra­iń­cami). Żydzi zaś utknęli w mar­twym punk­cie. Zna­le­zie­nie dla nich nowego miej­sca na ziemi prze­ra­stało moż­li­wo­ści UNRRA. Do tego żydow­skie orga­ni­za­cje pomo­cowe dość późno roz­po­częły dzia­łal­ność na tere­nie Nie­miec, a kiedy już to nastą­piło, oka­zało się, że będą zapew­niały głów­nie wspar­cie mate­rialne i żyw­ność, zasad­ni­czo jed­nak nie pomogą w prze­sie­dle­niach68. Nie­które obozy dla dipi­sów urzą­dzono w daw­nych obo­zach nazi­stow­skich (za przy­kład może posłu­żyć Lands­berg), inne w kosza­rach woj­sko­wych, obo­zach pracy lub szpi­ta­lach. Cza­sami zamiast o obo­zach nale­ża­łoby wła­ści­wie mówić o ośrod­kach. W bry­tyj­skiej stre­fie oku­pa­cyj­nej dipi­sów czę­sto loko­wano w sąsia­du­ją­cych ze sobą domach wie­lo­ro­dzin­nych.

Obozy czy też ośrodki dla żydow­skich dipi­sów powsta­wały wyłącz­nie w stre­fach oku­pa­cyj­nych zachod­nich alian­tów. Roz­ra­stały się z powodu napływu wschod­nio­eu­ro­pej­skich Żydów, któ­rzy prze­żyli wojnę w Związku Sowiec­kim. W sowiec­kiej stre­fie oku­pa­cyj­nej (czyli w póź­niej­szym NRD) było około sied­miu tysięcy Żydów, wszy­scy jed­nak wró­cili do miast, w któ­rych daw­niej miesz­kali69. Do byłych obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych -?okre­śla­nych przez komu­ni­stów mia­nem obo­zów spe­cjal­nych -?zaczęli nato­miast tra­fiać więź­nio­wie poli­tyczni. Zgod­nie z pla­nami alian­tów potwier­dzo­nymi na kon­fe­ren­cji w Pocz­da­mie 2 sierp­nia 1945 roku Sowieci (podob­nie jak Bry­tyj­czycy i Ame­ry­ka­nie) inter­no­wali funk­cjo­na­riu­szy reżimu nazi­stow­skiego. Wyko­rzy­stano w tym celu dzie­sięć obo­zów spe­cjal­nych. Dzia­łały do 1950 roku: nale­żały do nich Sach­sen­hau­sen (Obóz Spe­cjalny nr 2) oraz Buchen­wald (Obóz Spe­cjalny nr 7). Buchen­wald został wpraw­dzie wyzwo­lony przez Ame­ry­ka­nów, ale póź­niej zna­lazł się w sowiec­kiej stre­fie oku­pa­cyj­nej i dla­tego od sierp­nia 1945 roku zarzą­dzali nim Sowieci. Według danych prze­ka­za­nych w 1990 roku przez Sowie­tów mini­strowi spraw wewnętrz­nych RFN Pete­rowi-Micha­elowi Die­ste­lowi w obo­zach spe­cjal­nych prze­by­wało 122 671 Niem­ców, z czego 42 889 zmarło, a kolej­nych 756 ska­zano na śmierć i stra­cono. Mniej wię­cej tyle samo osób inter­no­wano w stre­fach ame­ry­kań­skiej i bry­tyj­skiej, ale odse­tek zgo­nów w stre­fie sowiec­kiej (wyno­szący 35 pro­cent) oka­zał się znacz­nie wyż­szy, mimo że w obo­zach zarzą­dza­nych przez zachod­nich alian­tów pano­wały trudne warunki70. Kiedy w 1985 roku otwarto wystawę na temat obozu w Buchen­wal­dzie, wła­dze NRD posta­no­wiły prze­mil­czeć fakt, że rok wcze­śniej odkryto tam masowe groby, a w nich ciała 6-13 tysięcy inter­no­wa­nych71. W zachod­nich stre­fach oku­pa­cyj­nych nazi­ści, w tym dawni straż­nicy w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych i osoby podej­rzane o popeł­nia­nie zbrodni wojen­nych, tra­fiali mię­dzy innymi do byłych obo­zów w Dachau, Neu­en­gamme, Flossenbürgu i Ester­wege. Nie roz­piesz­czano ich, ale z pew­no­ścią mogli liczyć na lep­sze trak­to­wa­nie niż w sowiec­kich obo­zach spe­cjal­nych, te ostat­nie sta­no­wiły bowiem jedno z narzę­dzi wyko­rzy­sty­wa­nych przez komu­ni­stów do budowy nowego spo­łe­czeń­stwa, czyli "anty­fa­szy­stow­skiej demo­kra­cji", która miała się naro­dzić dzięki znisz­cze­niu bur­żu­azji72. Na początku lat pięć­dzie­sią­tych obozy spe­cjalne stały się nie­po­trzebne. Nie było w nich już pra­wie dipi­sów ani Niem­ców, więc zostały opróż­nione: pozwa­lano, by popa­dły w ruinę, albo zaczęto urzą­dzać w nich muzea73.

Alianci się­gali po różne środki, aby wyple­nić nazizm. Skala i cha­rak­ter pro­ce­sów dena­zy­fi­ka­cji zmie­niały się z bie­giem czasu, były też różne w róż­nych stre­fach oku­pa­cyj­nych, zasad­ni­czo jed­nak zaraz po woj­nie naj­waż­niej­szą rolę odgry­wało zmu­sza­nie nazi­stów i zwy­kłych oby­wa­teli do skon­fron­to­wa­nia się ze zbrod­niami Trze­ciej Rze­szy. Żoł­nie­rzom i cywi­lom poka­zy­wano kro­niki fil­mowe doku­men­tu­jące skutki Zagłady, urzęd­nicy, byli człon­ko­wie par­tii nazi­stow­skiej i inne ważne osoby uczest­ni­czyli w obo­wiąz­ko­wych wizy­tach w obo­zach. Trudno powie­dzieć, co myśleli o wyzwo­le­niu -?acz­kol­wiek dzien­ni­karz I.F. Stone oce­niał, że Niemcy, "zarówno ci słu­żal­czy, jak i ci mar­kotni, nie spra­wiają [...] wra­że­nia ludzi, któ­rzy prze­szli prze­mianę"74 -?dys­po­nu­jemy jed­nak wie­dzą na temat ich inte­rak­cji z oca­leń­cami z wyzwo­lo­nych obo­zów, zwłasz­cza w okre­sie, gdy obozy dipi­sow­skie nabrały per­ma­nent­nego cha­rak­teru.

Nie­mieccy cywile, bez względu na to, jak odno­sili się do ide­olo­gii nazi­stow­skiej -?która, rzecz jasna, nie znik­nęła z dnia na dzień - szu­kali w obo­zach dla dipi­sów oka­zji do han­dlu, pracy, cza­sem rów­nież seksu. Istotną rolę odgry­wały tu anty­se­mic­kie ste­reo­typy: pano­wało prze­ko­na­nie, że Żydzi mają lep­szy dostęp do żyw­no­ści ze względu na swoje rze­kome mię­dzy­na­ro­dowe konek­sje i że warto robić z nimi inte­resy. Wszystko to nie­wąt­pli­wie sty­mu­lo­wało kon­takty mię­dzy lud­no­ścią cywilną a dipi­sami, zara­zem jed­nak pod wpły­wem ste­reo­ty­pów rodziły się także resen­ty­menty i poczu­cie upo­ko­rze­nia: gniew i gorycz spo­wo­do­wane klę­ską Nie­miec, skom­pli­ko­wane emo­cje zwią­zane ze współ­od­po­wie­dzial­no­ścią za zbrod­nie i okropne warunki życiowe panu­jące po woj­nie skut­ko­wały postrze­ga­niem żydow­skich dipi­sów jako zło­czyń­ców -?zwłasz­cza że wielu Niem­ców zazdro­ściło im wspar­cia otrzy­my­wa­nego od mię­dzynarodowych orga­ni­za­cji dobro­czyn­nych. W rezul­ta­cie "coraz wię­cej ludzi zaczy­nało sta­wiać znak rów­no­ści mię­dzy Auschwitz i bom­bar­do­wa­niem Dre­zna oraz mię­dzy prze­śla­do­wa­niami Żydów a wysie­dle­niami Niem­ców ze wschodu"75. Nie­któ­rzy "uci­szali sumie­nia, wma­wia­jąc sobie, że Żydzi byli przy­naj­mniej czę­ściowo odpo­wie­dzialni za to, co ich spo­tkało". Sku­piano się na cier­pie­niach lud­no­ści nie­miec­kiej: na wspo­mnia­nym bom­bar­do­wa­niu Dre­zna, na maso­wych gwał­tach doko­ny­wa­nych przez żoł­nie­rzy Armii Czer­wo­nej, na wysie­dle­niach, na losie jeń­ców prze­trzy­my­wa­nych w sowiec­kich obo­zach76. Tak czy ina­czej, okres inte­rak­cji mię­dzy Niem­cami a żydow­skimi dipi­sami trwał krótko, gdyż do początku lat pięć­dzie­sią­tych więk­szość dipi­sów roz­je­chała się po świe­cie. Pozo­stali tylko nie­mieccy Żydzi, któ­rzy pró­bo­wali odbu­do­wać swoją spo­łecz­ność, jak rów­nież tak zwane trudne przy­padki, czyli ludzie, któ­rych nie dało się ni­gdzie relo­ko­wać. Oby­dwie grupy były bar­dzo nie­liczne. Co do pozo­sta­łych Żydów, zarówno oni, jak i Niemcy od początku zgod­nie uwa­żali wyjazd za naj­lep­sze roz­wią­za­nie77.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Wil­zig w: B. Cham­ber­lin, M. Feld­man (red.), The Libe­ra­tion of the Nazi Con­cen­tra­tion Camps: Eyewit­ness Acco­unts of the Libe­ra­tors, Washing­ton: Uni­ted Sta­tes Holo­caust Memo­rial Coun­cil 1987, s. 157; M. Rad­nóti, Peace, Hor­ror, w: M. Rad­nóti, For­ced March: Selec­ted Poems, przeł. G. Gömöri, C. Wil­mer, Lon­don: Eni­thar­mon Press 2010, s. 32. [wróć]

F. Knol­ler, J. Lan­daw, Living with the Enemy: My Secret Life on the Run from the Nazis, Lon­don: Metro Publi­shing 2005, s. 209. [wróć]

H. Rosen­saft, Yester­day: My Story, New York: Yad Vashem 2005, s. 51-52. Nieco inna wer­sja tych słów -?zob. Z. Rosen­saft, Ber­gen-Bel­sen: The End and the Begin­ning, w: Uni­ted Sta­tes Holo­caust Memo­rial Museum, Chil­dren and the Holo­caust, Washing­ton: Uni­ted Sta­tes Holo­caust Memo­rial Museum 2004, s. 119. Wer­sja nie­miecka: V. Buser, Überleben von Kin­dern und Jugen­dli­chen in den Kon­zen­tra­tion­sla­gern Sach­sen­hau­sen, Auschwitz und Ber­gen-Bel­sen, Ber­lin: Metro­pol 2011, s. 265-266. [wróć]

Powstały dwie publi­ka­cje o cha­rak­te­rze prze­kro­jo­wym: R.H. Abzug, Inside the Vicious Heart: Ame­ri­cans and the Libe­ra­tion of Nazi Con­cen­tra­tion Camps, New York: Oxford Uni­ver­sity Press 1985; J. Bridg­man, The End of the Holo­caust: The Libe­ra­tion of the Camps, Por­t­land: Are­opa­gi­tica Press 1990. Oby­dwie są już prze­sta­rzałe i pod pew­nymi wzglę­dami wadliwe, acz­kol­wiek do pew­nego stop­nia uży­teczne. Ist­nieje też wiele prac szcze­gó­ło­wych, wciąż jed­nak nie uważa się ich za część lite­ra­tury poświę­co­nej Zagła­dzie. Ofi­cjal­nie histo­ria Holo­cau­stu koń­czy się w maju 1945 roku. [wróć]

J. Sack, Dawn after Dachau, New York: Shen­gold Publi­shers 1990, s. 28. [wróć]

L.L. Lan­ger, Świa­dec­twa Zagłady. W rumo­wi­sku pamięci, przeł. M. Szu­ster, War­szawa: Żydow­ski Insty­tut Histo­ryczny 2015, s. 79. Dla oca­leń­ców Zagłada ni­gdy nie była zamknię­tym tema­tem. Czuli przy­mus opo­wia­da­nia swo­ich histo­rii raz po raz. Wię­cej na ten temat zob. R. Eagle­stone, The Holo­caust and the Post­mo­dern, Oxford: Oxford Uni­ver­sity Press 2004, s. 64-67. [wróć]

M. Hoch­berg-Mariań­ska, N. Grüss (red.), Dzieci oskar­żają, Kra­ków, Łódź, War­szawa: Cen­tralna Żydow­ska Komi­sja Histo­ryczna w Pol­sce 1947, s. 43. [wróć]

Ber­nard War­sa­ger, wywiad udzie­lony Davi­dowi Bode­rowi, 1 wrze­śnia 1946, trans­kryp­cja: http://voices.iit.edu/inte­rview?doc=war­sa­gerB&display=war­sa­gerB_en. Na tej stro­nie dostępny jest też ory­gi­nalny tekst wywiadu po nie­miecku. Skrót rela­cji War­sa­gera (bez pytań Bodera) zob. D.L. Nie­wyk, Fresh Wounds: Early Nar­ra­ti­ves of Holo­caust Survi­val, Cha­pel Hill: Uni­ver­sity of North Caro­lina Press 1998, s. 79. [wróć]

Z. Jose­phs, Survi­vors: Jewish Refu­gees in Bir­ming­ham 1933-1945, War­ley: Meri­dian Books 1988, s. 178. [wróć]

C. Lan­zmann, Shoah, przeł. M. Bień­czyk, Kosza­lin: Ofi­cyna Wydaw­ni­cza Novex 1993, s. 218; S. Rotem, Wspo­mnie­nia powstańca z war­szaw­skiego getta, War­szawa: Veda 2012, s. 89. Dzię­kuję Annie Smo­lar­skiej za zwró­ce­nie mojej uwagi na temat samot­no­ści. [wróć]

Rabin Baruch G. w: J.M. Gre­ene, S. Kumar (red.), Wit­ness: Voices from the Holo­caust, New York: The Free Press 2000, s. 214-215. [wróć]

Leon Bass, USC Visual History Archive: http://vha.usc.edu/vie­wing­Page.aspx?testi­mo­nyID=47936&retur­nIn­dex=0. [wróć]

Uni­ted Sta­tes. Army. Infan­try Divi­sion, 71st., The Seventy-First Came... to Gun­skir­chen Lager, Augs­burg 1945. [wróć]

L. Smith, Holo­kaust: praw­dziwe histo­rie oca­lo­nych, przeł. A. Puzie­wicz, War­szawa: Wydaw­nic­two RM 2011, s. 273. [wróć]

Hutler w: E. Kolin­sky, After the Holo­caust: Jewish Survi­vors in Ger­many after 1945, Lon­don: Pim­lico 2004, s. 79. [wróć]

Karoly w: T. Kush­ner, K. Knox, Refu­gees in an Age of Geno­cide: Glo­bal, Natio­nal and Local Per­spec­ti­ves during the Twen­tieth Cen­tury, Lon­don: Frank Cass 1999, s. 204. [wróć]

Bir­kin w: A. Gill, The Jour­ney Back from Hell: Conver­sa­tions with Con­cen­tra­tion Camp Survi­vors, Lon­don: Har­per­Col­lins 1994, s. 429. [wróć]

Swift w: B. Fla­na­gan, D. Blo­xham (red.), Remem­be­ring Bel­sen: Eyewit­nes­ses Record the Libe­ra­tion, Lon­don: Val­len­tine Mit­chell 2005, s. 37. [wróć]

D. Sing­ton, Bel­sen Unco­ve­red, Lon­don: Duc­kworth 1946, s. 28. [wróć]

R. Phil­lips (red.), Trial of Josef Kra­mer and Forty-four Others (The Bel­sen Trial), Lon­don: Wil­liam Hodge and Com­pany 1949, s. 716. [wróć]

Tamże, s. 718. [wróć]

Sing­ton, Bel­sen Unco­ve­red, dz. cyt., s. 25. [wróć]

E. Le Ch?ne, Mau­thau­sen: The History of a Death Camp, Lon­don: Methuen & Co. 1971, s. 171-174. [wróć]

Tamże, s. 166. [wróć]

F. Loidl, Entwe­ihte Heimat: K.Z. Eben­see, Linz: Ver­lag H. Muck 1946, cyt. za: G.J. Hor­witz, In the Sha­dow of Death: Living Out­side the Gates of Mau­thau­sen, New York: Free Press 1990, s. 164-165. [wróć]

Hor­witz, In the Sha­dow of Death, dz. cyt., s. 170, 171. [wróć]

N. Wach­smann, The Dyna­mics of Destruc­tion: The Deve­lop­ment of the Con­cen­tra­tion Camps, 1933-1945, w: J. Caplan, N. Wach­smann (red.), Con­cen­tra­tion Camps in Nazi Ger­many: The New Histo­ries, Lon­don: Routledge 2010, s. 23; C. Goeschel, N. Wach­smann, Before Auschwitz: The For­ma­tion of the Nazi Con­cen­tra­tion Camps, 1933-9, "Jour­nal of Con­tem­po­rary History" 45 (2010), nr 3, s. 515-534; N. Wach­smann, Histo­ria nazi­stow­skich obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, przeł. M. Anto­sie­wicz, War­szawa: Świat Książki 2016. [wróć]

V. Knigge, Kul­tur und Aus­gren­zung: Zur Geschichte des KZ Buchen­wald auf dem Etters­berg bei Weimar, w: G. Koch (red.), Bru­chli­nien: Ten­den­zen der Holo­cau­st­for­schung, Köln: Böhlau Ver­lag 1999, s. 202-203. [wróć]

Wach­smann, The Dyna­mics of Destruc­tion, dz. cyt., s. 25; K. Wünschmann, Cemen­ting the Enemy Cate­gory: Arrest and Impri­son­ment of Ger­man Jews in Nazi Con­cen­tra­tion Camps, 1933-1938/9, "Jour­nal of Con­tem­po­rary History" 45 (2010), nr 3, s. 576-600; K. Wünschmann, Die Kon­zen­tra­tion­sla­ge­rer­fah­run­gen deutsch-jüdischer Männer nach dem Novem­ber­po­grom 1938: Geschlech­ter­ge­schich­tli­che Überlegungen zu männlichem Selbstverständnis und Rol­len­bild, w: S. Heim, B. Meyer, F.R. Nico­sia (red.), "Wer ble­ibt, opfert seine Jahre, viel­le­icht sein Leben": Deut­sche Juden 1938-1941, Göttingen: Wal­l­stein Ver­lag 2010, s. 39-58. [wróć]

Wach­smann, The Dyna­mics of Destruc­tion, dz. cyt., s. 27-29. [wróć]

Tamże, s. 33. [wróć]

R. Gel­la­tely, Bac­king Hitler: Con­sent and Coer­cion in Nazi Ger­many, New York: Oxford Uni­ver­sity Press 2001, s. 204. [wróć]

Zob. np. I. Leit­ner, Frag­ments of Isa­bella: A Memoir of Auschwitz, New York: Tho­mas Y. Cro­well 1978. Autorka tej rela­cji pod­kre­śla, jak ogromne zna­cze­nie miał fakt, że prze­by­wała w obo­zie razem z trzema sio­strami. Inny przy­kład: R. Klüger, Land­sca­pes of Memory: A Holo­caust Girl­hood Recal­led, Lon­don: Blo­oms­bury 2003. [wróć]

Joop Zwart, The Last Days of Ber­gen-Bel­sen, WL P.III.h.No.780 (Ber­gen-Bel­sen), s. 10. [wróć]

D. Stone, Chri­stian­stadt: Slave Labor and the Holo­caust in the ITS Col­lec­tions, "Year­book of the Inter­na­tio­nal Tra­cing Service" 4 (2015). [wróć]

U. Her­bert, Das "Jahr­hun­dert der Lager": Ursa­chen, Ersche­inungs­for­men, Auswir­kun­gen, w: P. Reif-Spi­rek, B. Rit­scher (red.), Spe­zial­la­ger in der SBZ: Gedenkstätten mit "dop­pel­ter Ver­gan­gen­heit", Ber­lin: Chri­stoph Links Ver­lag 1999, s. 17. [wróć]

M. Bug­geln, Were Con­cen­tra­tion Camp Pri­so­ners Sla­ves? The Possi­bi­li­ties and Limits of Com­pa­ra­tive History and Glo­bal Histo­ri­cal Per­spec­ti­ves, "Inter­na­tio­nal Review of Social History" 53 (2008), nr 1, s. 125. [wróć]

B. Distel, Die Befre­iung des Kon­zen­tra­tion­sla­gers Dachau, w: Dachauer Hefte, 1: Die Befre­iung, München: dtv 1993, s. 3. [wróć]

H. Lavsky, New Begin­nings: Holo­caust Survi­vors in Ber­gen-Bel­sen and the Bri­tish Zone in Ger­many, 1945-1950, Detroit: Wayne State Uni­ver­sity Press 2002. [wróć]

Y. Bauer, The Death Mar­ches, Janu­ary-May 1945, "Modern Juda­ism" 3 (1983), nr 1, s. 1-21. [wróć]

IMT XXXVII, 487, Doc. 053-L. Unter allen Umständen muß ver­mie­den wer­den, das Gefängnisinsassen oder Juden vom Gegner, sei es WB oder Rote Armee, befreit wer­den bzw. ihnen lebend in die Hände fal­len. [wróć]

Bauer, The Death Mar­ches, dz. cyt.; Y. Bauer, The DP Legacy, w: M.Z. Rosen­saft (red.), Life Reborn: Jewish Displa­ced Per­sons 1945-1951, Washing­ton: Uni­ted Sta­tes Holo­caust Memo­rial Museum 2001, s. 25. [wróć]

M. Bro­szat, The SS State, cyt. za: M.R. Mar­rus, The Holo­caust in History, Rick­man­sworth: Pen­guin 1989, s. 196, 198. [wróć]

M. Masu­ro­vsky, Visu­ali­zing the Eva­cu­ations from the Auschwitz-Bir­ke­nau Camp Sys­tem: When Does an Eva­cu­ation Turn into a Death March?, w: J.-L. Blon­del, S. Urban, S. Schönemann (red.), Auf den Spu­ren der Todesmärsche. Fre­ile­gun­gen, "Jahr­buch des Inter­na­tio­nal Tra­cing Service" 1, Göttingen: Wal­l­stein Ver­lag 2012, s. 108-121. [wróć]

Gre­ven­rath, cyt. za: S. zur Nie­den, Krieg­sende und Befre­iung in Sach­se­nau­sen, w: G. Morsch (red.), Von der Erin­ne­rung zum Monu­ment: Die Ent­ste­hungs­ge­schichte der Natio­na­len Mahn-und Gedenkstätte Sach­sen­hau­sen, Ber­lin: Edi­tion Hen­trich 1996, s. 59-67. [wróć]

M. Gar­barz, E. Gar­barz, A Survi­vor, Detroit: Wayne State Uni­ver­sity Press 1992, s. 223. [wróć]

E.K. Ama­ri­glio, From Thes­sa­lo­niki to Auschwitz and Back: Memo­ries of a Survi­vor from Thes­sa­lo­niki, Lon­don: Val­len­tine Mit­chell 2000, s. 121. [wróć]

Daniel Blat­man, On the Tra­ces of the Death Mar­ches: The Histo­rio­gra­phi­cal Chal­lenge, w: Blon­del, Urban, Schönemann (red.), Auf den Spu­ren der Todesmärsche, dz. cyt., s. 85-107. [wróć]

Hor­witz, In the Sha­dow of Death, dz. cyt., s. 162. [wróć]

Blat­man, On the Tra­ces of the Death Mar­ches, dz. cyt., s. 107. Zob. także D. Blat­man, The Death Mar­ches: The Final Phase of Nazi Geno­cide, Cam­bridge: The Belk­nap Press of Harvard Uni­ver­sity Press 2011. [wróć]

Albert Knoll, Die Todesmärsche des KZ Dachau im Spie­gel der Berichte Überlebender, w: Blon­del, Urban, Schönemann (red.), Auf den Spu­ren der Todesmärsche, dz. cyt., s. 208. [wróć]

Tamże, s. 209-210. [wróć]

K. Lowe, Dziki kon­ty­nent. Europa po II woj­nie świa­to­wej, przeł. M.P. Jabłoń­ski, Poznań: Dom Wydaw­ni­czy Rebis 2013, s. 108. [wróć]

Y. Litvak, Polish-Jewish Refu­gees Repa­tria­ted from the Soviet Union at the End of the Second World War and After­wards, w: N. Davies, A. Polon­sky (red.), Jews in Eastern Poland and the USSR, 1939-46, Lon­don: Mac­mil­lan 1991, s. 227-239. [wróć]

Y. Per­lov, The Adven­ture of One Yitz­chok, New York: Award Books 1967, s. 256. [wróć]

A. Gros­smann, Vic­tims, Vil­la­ins, and Survi­vors: Gen­de­red Per­cep­tions and Self-Per­cep­tions of Jewish Displa­ced Per­sons in Occu­pied Postwar Ger­many, w: D. Herzog (red.), Sexu­ality and Ger­man Fascism, New York: Ber­ghahn Books 2005, s. 296; zob. także A. Gros­smann, Jews, Ger­mans, and Allies: Close Enco­un­ters in Occu­pied Ger­many, Prin­ce­ton: Prin­ce­ton Uni­ver­sity Press 2007, s. 131-132, 316-317; L. Joc­kusch, Memo­ria­li­za­tion thro­ugh Docu­men­ta­tion: Holo­caust Com­me­mo­ra­tion among Jewish Displa­ced Per­sons in Allied-Occu­pied Ger­many, w: B. Niven, C. Paver (red.), Memo­ria­li­za­tion in Ger­many since 1945, Hound­mills: Pal­grave Mac­mil­lan 2010, s. 182; A.J. Kochavi, Libe­ra­tion and Disper­sal, w: P. Hayes, J.K. Roth (red.), The Oxford Hand­book of Holo­caust Stu­dies, Oxford: Oxford Uni­ver­sity Press 2010, s. 509-523; K.R. Gros­smann, The Jewish DP Pro­blem: Its Ori­gin, Scope, and Liqu­ida­tion, New York: Insti­tute of Jewish Affa­irs 1951, s. 10-11. Zob. też powieść G. Schwa­rza, Displa­ced Per­sons: A Novel, New York: Wil­liam Mor­row 2010. [wróć]

Cyt. za: J. Reinisch, Pre­pa­ring for a New World Order: UNRRA and the Inter­na­tio­nal Mana­ge­ment of Refu­gees, w: D. Stone (red.), Post-War Europe Series I: Refu­gees, Exile and Reset­tle­ment, 1945-1950, Reading: Thom­son Gale 2007, s. 3. [wróć]

FO 945/591, SHAEF Outline Plan for Displa­ced Per­sons and Refu­gees, cyt. za: A. Holian, Between Natio­nal Socia­lism and Soviet Com­mu­nism: Displa­ced Per­sons in Postwar Ger­many, Ann Arbor: Uni­ver­sity of Michi­gan Press 2011, s. 43. [wróć]

J.A. Ber­ger, Displa­ced Per­sons: A Human Tra­gedy of World War II, "Social Rese­arch" 14 (1947), nr 1, s. 45. [wróć]

J. Reinisch, "Aun­tie UNRRA" at the Cros­sro­ads, "Past and Pre­sent" 218, supl. 8 (2013), s. 70-97. [wróć]

A.J. Kochavi, Bri­tish Policy on Non-Repa­tria­ble Displa­ced Per­sons in Ger­many and Austria, 1945-7, "Euro­pean History Quar­terly" 21 (1991), nr 3, s. 367; Agre­ement Rela­ting to Pri­so­ners of War and Civi­lians Libe­ra­ted by For­ces Ope­ra­ting under Soviet Com­mand and For­ces Ope­ra­ting under Uni­ted Sta­tes of Ame­rica Com­mand, 11 lutego 1945, http://ava­lon.law.yale.edu/20th_century/sov007.asp. [wróć]

M.J. Pro­ud­foot, The Anglo-Ame­ri­can Displa­ced Per­sons Pro­gram for Ger­many and Austria, "Ame­ri­can Jour­nal of Eco­no­mics and Socio­logy" 6 (1946), nr 1, s. 47. [wróć]

J. Reinisch, The Perils of Peace: The Public Health Cri­sis in Occu­pied Ger­many, Oxford: Oxford Uni­ver­sity Press 2013, s. 160. [wróć]

Pro­ud­foot, The Anglo-Ame­ri­can Displa­ced Per­sons Pro­gram, dz. cyt., s. 51. [wróć]

A.P. Janco, "Unwil­ling": The One-Word Revo­lu­tion in Refu­gee Sta­tus, 1940-1951, "Con­tem­po­rary Euro­pean History" 23 (2014), nr 3, s. 429-446. [wróć]

H. Arendt, The Sta­te­less People, "Con­tem­po­rary Jewish Record" 8 (1945), nr 2, s. 144. [wróć]

G.D. Cohen, In War's Wake: Europe's Displa­ced Per­sons in the Postwar Order, New York: Oxford Uni­ver­sity Press 2012 [Intro­duc­tion]. [wróć]

E. Kolin­sky, Jewish Holo­caust Survi­vors between Libe­ra­tion and Reset­tle­ment, w: J.-D. Ste­inert, I. Weber-Newth (red.), Euro­pean Immi­grants in Bri­tain 1933-1950, Munich: K.G. Saur 2003, s. 121-136. [wróć]

C. Gra­nata, Poli­ti­cal Uphe­aval and Shi­fting Iden­ti­ties: Holo­caust Survi­vors in the Soviet Occu­pied Zone of Ger­many, 1945-1949, w: S.R. Horo­witz (red.), Les­sons and Lega­cies, t. 10: Back to the Sour­ces: Reexa­mi­ning Per­pe­tra­tors, Vic­tims, and Bystan­ders, Evan­ston: Nor­th­we­stern Uni­ver­sity Press 2012, s. 123-140. [wróć]

A. von Plato, Sow­je­ti­sche Spe­zial­la­ger in Deutsch­land 1945 bis 1950: Ergeb­nisse eines deutsch-rus­si­schen Koope­ra­tion­spro­jek­tes, w: P. Reif-Spi­rek, B. Rit­scher (red.), Spe­zial­la­ger in der SBZ: Gedenkstätten mit "dop­pel­ter Ver­gan­gen­heit", Ber­lin: Chri­stoph Links Ver­lag 1999, s. 125. [wróć]

P. Reichel, Poli­tik mit der Erin­ne­rung: Gedächtnisorte im Streit um die natio­nal­so­zia­li­sti­sche Ver­gan­gen­heit, München: Carl Han­ser Ver­lag 1995, s. 131. [wróć]

D. Wier­ling, The War in Postwar Society: The Role of the Second World War in Public and Pri­vate Sphe­res in the Soviet Occu­pa­tion Zone and Early GDR, w: J. Ech­tern­kamp, S. Mar­tens (red.), Expe­rience and Memory: The Second World War in Europe, New York: Ber­ghahn Books 2010, s. 218. [wróć]

H. Mar­cuse, The After­life of the Camps, w: J. Caplan, N. Wach­smann (red.), Con­cen­tra­tion Camps in Nazi Ger­many: The New Histo­ries, Lon­don: Routledge 2010, s. 190-191. [wróć]

I.F. Stone, Under­gro­und to Pale­stine and Reflec­tions Thirty Years Later, Lon­don: Hut­chin­son 1979, s. 21. [wróć]

J. Wetzel, An Une­asy Exi­stence: Jewish Survi­vors in Ger­many after 1945, w: H. Schis­sler (red.), The Miracle Years: A Cul­tu­ral History of West Ger­many, 1949-1968, Prin­ce­ton: Prin­ce­ton Uni­ver­sity Press 2001, s. 137. [wróć]

M.M. Fein­stein, Holo­caust Survi­vors in Postwar Ger­many, 1945-1957, Cam­bridge: Cam­bridge Uni­ver­sity Press 2010, s. 6; R.G. Moel­ler, War Sto­ries: The Search for a Usa­ble Past in the Fede­ral Repu­blic of Ger­many, Ber­ke­ley: Uni­ver­sity of Cali­for­nia Press 2001; B. Niven (red.), Ger­mans as Vic­tims: Remem­be­ring the Past in Con­tem­po­rary Ger­many, Hound­mills: Pal­grave Mac­mil­lan 2006. [wróć]

K.H. Jarausch, M. Geyer, Shat­te­red Past: Recon­struc­ting Ger­man Histo­ries, Prin­ce­ton: Prin­ce­ton Uni­ver­sity Press 2003, s. 209. "Wyjazdy te nie zapi­sały się w zbio­ro­wej pamięci [w Niem­czech], gdyż obie strony przyj­mo­wały je z ulgą". Zob. także J.K. Olick, In the House of the Hang­man: The Ago­nies of Ger­man Defeat, 1943-1949, Chi­cago: Uni­ver­sity of Chi­cago Press 2005, s. 99-105. [wróć]