Bibliografia
Wybrane pozycje przywołane i cytowane. Zastosowane kryterium doboru: użyteczność koncepcyjna i praktyczna.
Wstępy
Michio Kaku, Przyszłość umysłu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.
Sun Zi, Sztuka wojny, [w:] Piotr Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny. Filozofia i praktyka oddziaływania na bieg wydarzeń, PTG, Kraków 2020
Isaac Asimov, Fundacja (I tom trylogii), Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1987.
Pytania i odpowiedzi pomiędzy Tang Taizongiem a Li Weigongiem (traktat chiński), [w:] Sun Zi i jego Sztuka wojny, PTG, Kraków 2020.
Janusz A. Zajdel, Paradyzja, SuperNowa, Warszawaw 2004.
Józef Kossecki, Gry sił i interesów w historii, Iskry, Warszawa 1981.
Colin Kapp, Formy Chaosu, Temark, Warszawa 1992.
Gordon R. Dickson, Żołnierzu, nie pytaj!, Amber, Warszawa 1992.
Leonard Mlodinow, Matematyka niepewności, Warszawa 2009.
Temat I (Zostań Świętym Mężem)
Jacek Dukaj, Czarne oceany, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001.
Stanisław Lem, Summa Technologiae, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1964.
Stanisław Lem, Fantastyka i futurologia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973.
Nassim Taleb, Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem, Zysk i S-ka, Poznań 2014.
Piotr Plebaniak, Chiny. Zrozumieć imperium. Pulsujący matecznik Cywilizacji, Defence24, Warszawa 2020.
Frank Herbert, Diuna, Warszawa 1986.
Vladimir Volkoff, Dezinformacja - oręż wojny, Komorów 1999.
Ludwig Wittgenstein, Tractatus Logic-Philosophicus, PWN, Warszawa 2011.
Temat II (Rozpoznawanie wzorców i prawidłowości)
Hamilton Gregory, McNamara'sFolly: The Use of Low-IQ Troops in the Vietnam war, Infinity Publishing 2015.
Daniel Z. Lieberman, Michael E. Long, Mózg chce więcej, Feeria Science, Łódź 2019, s. 160-161.
Temat III (Na tropie reguł i wyjątków)
Robert A. Heinlein, Luna to surowa pani, Rebis, Poznań 1992.
Michael S. Schneider, A Beginner's Guide to Constructing the Universe, HarperCollins , Nowy Jork 1994.
Miroslav Žamboch, Wojna absolutna, Fabryka Słów, Lublin 2014.
Karl Popper, W poszukiwaniu lepszego świata, Książka i Wiedza, Warszawa 1997.
Michał Tempczyk, Świat harmonii i chaosu, PIW, Warszawa 1995.
Temat IV (Natura ludzka i dominacja)
Daniel Liberman i Michael E. Long, Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz, Feeria Science, Łódź 2019.
Piotr Plebaniak, 36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania, Zysk i S-ka, Poznań 2017.
Radosław Sikora, Husaria. Duma polskiego oręża, Znak, Kraków 2019.
Temat V (Powodowanie homeostatami)
Stanisław Lem, Niezwyciężony, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1964.
Stanisław Lem, Dialogi, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1957.
Donella Meadows, Thinking in Systems. A Primer, Chelsea Green Publishing, White River Junction 2008.
Song Hongbing, Wojna o pieniądz, Wektory, Wrocław 2011.
Nate Silver, Sygnał i szum. Sztuka prognozowania w erze technologii, Onepress VIP, Katowice 2014.
Robert Greene, Jak zostać mistrzem. Trening doskonałości, Sensus, Gliwice 2014.
Temat VI (Kulturowe formatowanie umysłu)
Księga Mistrza Wu [w:] Piotr Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny, PTG, Kraków 2022.
Witold Orłowski, Stulecie chaosu, Open, Warszawa 2006.
Joseph Henrich, The Secret of Our Success. How Culture is Driving Human Evolution, Domesticating our Species and Making Us Smarter, Princeton University Press 2015.
Temat VII (Parametry kultury i ewolucja kulturowa)
John Sugden, Sir Francis Drake, Plimco, 2006.
Boyé Lafayette De Mente, Japan's Cultural Code Words: 233 Key Terms That Explain the Attitudes and Behavior of the Japanese, Tuttle Publishing 2004.
Joseph Henrich, TheWEIRDest People in the World, Straus and Giroux, Farrar 2020.
Peter Turchin, Wojna i pokój, i wojna, Wydawnictwo WEI, Warszawa 2022.
Peter Turchin, Ultrasociety: How 10,000 years of War Made Humans the Greatest Cooperators on Earth, Beresta Books 2015.
Ramsay MacMullen, Corruption and the Decline of Rome, Yale University Press 1888.
James Powers, A Society Organized for War. The Iberian Municipal Militias in the Central Middle Ages, 1000-1284, University of California Press 1988.
Lawrence H. Keeley, War Before Civilization: the Myth of the Peaceful Savage, Oxford University Press, Oxford 1996.
Raymond C. Kelly, Warless Societies and the Origin of War, University of Michigan Press 2000
Azar Gat, War in Human Civilization, Oxford University Press 2008.
Ara Norenzayan, Big Gods: How Religion Transformed Cooperation and Conflict, Princeton University Press 2013.
Temat VIII (Wojny Świętych Mężów)
Stanisław Lem , Biblioteka Bibliotece XXI wieku, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1986.
Władysław Kozaczuk, Bitwa o tajemnice, Warszawa 1969.
John Mearsheimer, Why Leaders Lie: The Truth About Lying in International Politics, Oxford University Press, 2011.
Krzysztof Karoń, Historia Antykultury, Warszawa 2018.
Janusz A. Zajdel, Cała prawda o planecie Ksi, Warszawa 1983.
Greg Lukianoff, Jonathan Haidt, The Coddling of the American Mind: How Good Intentions and Bad Ideas Are Setting Up a Generation for Failure, Penguin 2018.
Temat IX (Jak myślą imperia)
Ian M. Morris, Dlaczego Zachód rządzi - na razie, Zysk i S-ka, Poznań 2015.
Alfred Price, Narzędzia mroku: Historia walki radioelektronicznej, Wydawnictwo Dolnośląskie 2005.
Daron Acemoglu i James A. Robinson, Dlaczego narody przegrywają, Zysk i S-ka, Poznań 2014.
R. Reichert, Od Cortésa do Bolivara. Zarys dziejów wojskowych w hiszpańskiej Ameryce kolonialnej, PWN 2021
Winston Churchill, The River War: An Account of the Reconquest of the Sudan, Goodden and David Widger, London 1902.
Temat X (parametry homeostatów geopolitycznych)
Krzysztof Gerlach, Drewno szkutnicze, Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2011.
Evan D.G. Fraser, Andrew Rimas, Empires Of Food. Feast, Famine, and The Rise and Fall of Civilizations, Counterpoint 2012.
M. van Creveld, Żywiąc wojnę. Logistyka od Walleinsteina do Pattona, tłum. J. Szkudliński, Tetragon/Erica 2013.
Felipe Fernández-Armesto, Cywilizacje, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2001.
Temat XI (Jak zbudować i zniszczyć cywilizację)
Diarmuid Jeffreys, Hell's Cartel: IG Farben and the Making of Hitler's War Machine, Bloomsbury Publishing PLC 2008.
James Dowey, Mind over matter. Access to knowledge and the British industrial revolution. Dysertacja. London School of Economics and Political Science, 2017.
Thomas M. Kane, China and International Security: History, Strategy, and 21st-Century Policy, Praeger 2014.
Alfabetyczny indeks kluczowych pojęć
Nota: Poniższy indeks zawiera pojęcia i koncepcje, które są zdaniem autora kluczowe dla zrozumienia prezentowanych prawidłowości i przebiegu zdarzeń. W liście wystąpień wyróżniona podkreśleniem jest strona, na której pojęcie jest wyjaśniane.
antykultura 507, 526, 540,
asabijja 98, 405, 408, 417, 420, 502, 514, 559, 573, 702
assert domination 19, 27, 30, 47, 220, 231, 236, 237, 240, 242, 269, 359, 477, 528, 536, 544
bezosobowa prospołeczność 378
definiowanie zagrożeń 133, 709
dostosowanie (fitness) 143, 407
emergencja 287
fetysz dominacyjny 225, 226, 238,
formatowanie cywilizacyjne 32, 42, 148, 318, 320, 323, 327, 365, 368, 381, 384, 407, 678, 452, 703, 707, 709
heurystyka wydawania sądów 110
homeostat 20, 35, 103, 104, 232, 406, 586, 614, 646, 671
ideologia/pogląd prestiżowy 324, 333, 338, 340, 429, 442, 455, 509
kontrsiła 551, 600, 634
Mistrz Wojowania 30, 78, 84, 293, 302, 345, 551
mit mobilizujący 43, 97, 137, 261, 338, 349, 404, 508, 679, 705
mit założycielski (kłamstwo założycielskie, wspólny mit) 419, 473, 483, 509, 513, 521, 704, 705
motywacja 41, 128, 152, 181, 251, 328, 345, 346, 382, 406, 421, 445, 578, 581, 598
Moc 21, 30, 84, 93, 98, 134, 416, 462, 525, 586, 635
naturalna przewaga, preadaptacja 549, 590, 689
nazwa użyteczna 230, 557
OODA 25, 290, 302, 462
opór niekierowany 475
predyktor 146, 150, 384
rekonceptualizacja 41, 78, 80, 82, 226, 459, 463, 700, 701
rozliczalność 466, 476, 483, 619
rozpoznawanie wzorców 100
silna wola/determinacja 24, 33, 93, 117, 119, 121, 152, 156, 250, 346, 414, 420, 441, 454, 591, 644
sprawczość 128, 136, 459, 462, 622
synergia 574, 581, 585, 587, 684, 695, 709
Święty Mąż 21, 36, 77, 103, 131, 464, 551, 674
świadomość sytuacyjna 80, 101, 103, 289, 302, 645
uzależnienie hormonalne 225, 244, 366, 442, 533, 540
wojny narracyjne 30, 185, 461, 464, 517, 518, 521, 618
wojny poniżejprogowe 136, 401, 470,
wrażliwość systemu (resillience) 136, 281, 283, 562,
wzorce i prawidłowości 21, 28, 37, 85, 98, 190, 217, 258, 306, 389, 405, 417, 419
zdolność predykcyjna 24, 25, 36, 80, 131, 178, 187, 190, 193, 202, 639
Jak patrzą na świat Mistrzowie Wojowania
Wizja prawideł oddziaływania na bieg rzeczy
I
Przeto
Mistrz Wojowania do mistrzostwa swego dochodzi
Moc budując, a nie przez rozkazów wydawanie. [...] A kto na Mocy polega, ludzi pcha do walki,aż na podobieństwo bali i kamieni się toczą. Naturą onych nieporuszoność jest, gdy na płaskiej ziemi leżą, pędu zaś na pochyłości nabierają. Kanciaste nieruchomo trwają, a okrągłe w dół się toczą. Z tego mistrza wojowania
Moc płynie - do walki ludzi posyłanie podobnym jest toczeniu kamieni krągłych z wysokiej góry. (Sun Zi V. 11-12)
Gdyby usunąć ze starożytnego traktatu Sztuka wojny wszystko oprócz powyższych słów, niewiele straciłoby to nieśmiertelne dzieło ze swojej użyteczności. Również najsłynniejsza maksyma wojenna "Najlepiej uderzyć na umysł" (chiń. gong xin wei shang ????) w swojej głębszej warstwie oznacza oddziaływanie na kalkulacje zysku i uniknięcia odpowiedzialności oraz inne parametry motywacji i woli w umyśle obiektu oddziaływania1.
To prawidło jest dobrze osadzone w naszej kulturze - oswajamy się z nim już w latach szkolnych, poznając dowcip o tym, jak robi się dzieci. Mianowicie za pomocą pary i elektryczności. Zamyka się w pokoju parę i wyłącza elektryczność.
W powieści Pomnik cesarzowej Achai znajdziemy opis następującego fortelu:
- Wczoraj [...] kilkudziesięciu swoim wrogom wysłałem krótkie liściki o tej samej treści. Tak żeby ich podenerwować przed snem. Żeby im się źle zasypiało. - Co było w tych listach? - Dwa zdania. "Wszystko się wydało. Ucieczka wskazana natychmiast!" [...] - Zawsze lubiłeś durne dowcipy. - Nie takie durne! - Rand zaczął się śmiać. - Czterech adresatów zniknęło dzisiejszej nocy. Pewnie gdzieś uciekają!2
Równą przebiegłością posługiwał się jeden z bohaterów trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego:
Kamienne kule z gwizdem poleciały ku miastu, waląc w mury i budynki. Reynevan widział, w co trafiły pociski, wiedział, w co celowano. Ostrzałowi poddawano Wieżę Dziobową i basztę nad Bramą Świdnicką, główne bastiony obrony od południa i wschodu, jak również bogate kamienice w rynku i kościół farny. Jan Kralovec z Hradku był doświadczonym dowódcą, wiedział, komu dokuczać i czyj majątek niszczyć. O tym, jak długo miasto się broniło, decydowały zwykle nastroje wśród patrycjatu i kleru3.
Jeszcze inny przykład: dbający o bezpieczeństwo klientów właściciel stadniny może pilnować, aby zwłaszcza początkujący jeźdźcy nie dostawali koni, które jadły owies - ta wysokoenergetyczna pasza sprawia, że konie stają się bardziej rozbrykane, a więc niebezpieczne. Na marginesie, konie to zwierzęta bardzo bystre, a przy tym złośliwe. Dlatego warto przed przejażdżką pokazać wierzchowcowi jabłko i schować je do kieszeni - będzie nagrodą za szczęśliwie zakończoną współpracę.
Rys. Andrzej Mleczko
Mistrz Wojowania dostraja się do sytuacji, do motywacji i pragnień ludzi. To dzięki temu potrafi oddziaływać na świat skuteczniej i niedostrzeżenie. Dobrze całą sprawę obrazuje amerykański dowcip o tym, ilu psychoanalityków potrzeba, by zmienić żarówkę. Jednego, ale żarówka musi sama chcieć się zmienić.
Finezyjny i zarazem mistrzowski przykład takiej sytuacji widzimy w filmie Hyena Road (2015, reż. Paul Gross). Kanadyjski generał zarządza budową tytułowej szosy przez pustkowia Afganistanu. Sukcesowi przedsięwzięcia przeszkadza lokalny watażka, który pracuje i dla Kanadyjczyków, i dla talibów... i dla CIA. Generał wydaje nieformalny rozkaz odstrzelenia problematycznej osoby "dowolnym sposobem". Z uwagi na konieczność oszukania CIA, co rozumie się bez słów, oficer realizujący intrygę inscenizuje zemstę klanową. W kulminacyjnym momencie krzyczy on przez radio do snajpera, aby powstrzymać oddanie strzału. Jednak procedury operacyjne sprawiają, że rozkaz jest nieważny. Niewygodny watażka ginie, a odpowiedzialność spada na niefortunne okoliczności i beznadziejnie zapętlony z konfliktem procedur niski status informacyjny snajpera. Przy okazji wszystkie uwikłane w rozgrywkę marionetki, w tym i snajper, tracą życie. W takich sytuacjach przypominają się słowa bohaterki powieści Diuna:
Plany w środku planów wewnątrz planów w planach.[...] Czy obecnie staliśmy się częścią planu kogoś innego?
"Najlepszym powodować umysłem przeciwnika"
To słynne przysłowie znane jest wszystkim Chińczykom - i dzieciom, i dorosłym. Nie tylko zresztą Chińczykom. Doktor Watson, bohater i zarazem narrator opowieści o Sherlocku Holmesie, chce zatrzymać nawałę niewygodnych pytań o śledztwo w sprawie psa Baskervillów. Niewygodne pytania zadaje entuzjasta antropologii. Watson tak kieruje tokiem konwersacji:
Zapytałem go podstępnie, do jakiego typu należy czaszka pana Franklanda; dzięki temu, do końca naszej wycieczki nie słyszałem o niczym innym, tylko o kraniologii. Nie darmo tyle lat przebywam w towarzystwie Sherlocka Holmesa4.
Dalece bardziej makiaweliczną naturę mają przemyślenia bohatera powieści Gordona R. Dicksona:
Głęboko we wnętrzu każdej inteligentnej istoty żywej kryją się sprawy zbyt wielkie, zbyt utajone lub zbyt okropne, by o nie pytać. Takie, jak wiara, miłość, nienawiść i wina. Za każdym razem potrzebowałem jedynie wydobyć te sprawy na światło dzienne i zakotwiczyć argumentację przydatną do zdobycia poszukiwanej odpowiedzi na jednym z owych głębinowych obrazów psychiki ludzkiej, których nie można się wyprzeć nawet przed sobą samym. Chcąc zaprzeczyć słuszności mego stanowiska, człowiek musiałby się najpierw wyprzeć głęboko ukrytej integralnej cząstki swej własnej osoby5.
Mistrz Wojowania dowodzący wojskiem nie rozkazuje. Nie zawoła do podkomendnych: "żołnierze, macie się bić do ostatniej kropli krwi". Mistrz ustawi żołnierzy w miejscu, z którego nie ma drogi ucieczki, w którym albo zginą, albo - opanowani bitewnym szałem i desperacją - zwyciężą. Sun Zi nazywa taki akt stawianiem żołnierzy na ziemi śmierci. W naszej kulturze mówimy o "stawianiu kogoś pod ścianą", "paleniu za sobą mostów" lub uciekamy się do innych metafor, tworzonych i wygłaszanych zależnie od okoliczności.
Wszystkie przykłady powyżej mają jedną cechę wspólną.Ludzie będący przedmiotem oddziaływania Mistrza robią to, czego logika sytuacji lub ich "własna" kalkulacja zysków i strat od nich wymaga... bez rozkazu, bez perswazji, bez zapłaty, bez refleksji. Ale za to niepowstrzymanie niczym krągłe bale i kamienie toczące się z hurgotem w dół stromego zbocza.
Czy można odkryć oddziaływanie Mistrza?
Kiedy Bóg wyznacza jakiejś istocie miejsce śmierci, sprawia On, by potrzeby ją w owe miejsce przywiodły.
Frank Herbert, Diuna
Istnieje jeden sposób. Oddziaływanie nastąpiło, jeśli ktoś nagle w wyniku rozwijającej się dynamicznie sytuacji sam robi to, co w innych okolicznościach byłoby dla niego nieprawdopodobne lub nie do pomyślenia.
"Jak sprawić, żeby załoga okrętu sama chciała go opuścić?", zastanawia się Jack Ryan, bohater filmu Polowanie na Czerwony Październik. Po chwili stawia pytanie nieco inaczej: "Jak sprawić, aby załoga sama chciała opuścić atomowy okręt..." - i tym samym znajduje odpowiedź. Umiejętność przebudowania własnej mapy mentalnej, zdolność "wejścia w buty" przeciwnika, zadania właściwego pytania... to często klucz do poznania odpowiedzi. I warunek osiągnięcia mistrzostwa w oddziaływaniu na umysły.
Siła sprawcza Mistrzów Wojowania pozostaje niepostrzeżona. Działają oni poza zasięgiem percepcji. Dla przedmiotów ich oddziaływania sam fakt tego, że są manipulowane, może być trudny do przyswojenia. We współczesnych tzw. zmaganiach informacyjnych (wojnach w noosferze, wojnach nieliniowych) ukrywanie własnych oddziaływań i minimalizacja użycia siły zbrojnej to nie tylko elegancja czy efektywność. To szereg korzyści: brak odpowiedzialności historycznej, uniknięcie ewentualnych przyszłych odszkodowań za zniszczenia wojenne, ukrycie istnienia konfliktu (wszczęcia "wojny"). Pisze Mistrz Sun:
Ten, którego w dawnych wiekach mistrzem wojowania zwali, niepostrzeżenie zwyciężał. Stąd zwycięstwa jego, przez postronnych nienależycie cenione, ani mu sławę wodza wielkiego przynosiły,ani chwałę za czyny niezłomne. (Sun Zi IV. 8-9)
Dlatego właśnie poetyckie, ale niezwykle trafne określenie Mistrzów Wojowania to "tkacze iluzji". To nawiązanie do tytułu powieści fantasy Ewy Białołęckiej naprowadza nas na wątek magii. Otóż operowanie Mocą, będące w dyspozycji Mistrzów Wojowania, okazuje się, mówiąc żartobliwie, jedyną magią, która działa. A przedmiotem, na który działa nadzwyczaj skutecznie, jest ludzki umysł.
Za dobrą ilustrację może tu posłużyć epizod z powieści Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. Pan Zagłoba i Helena Kurcewiczówna uciekają przed ludźmi Bohuna. Bohunowi semeni dościgają zbiegów na przeprawie promowej i rzucają się wpław... by zginąć z rąk swoich krajan, których Zagłoba, niezrównany tkacz iluzji, pożyczył sobie (to nawiązanie do "fortelu pożyczonego miecza" z 36 forteli) dzięki umiejętności, na którą w języku angielskim jest wyjątkowo trafne sformułowanie he can generate options on the spot6:
- Ditki! To Kozacy Wiśniowieckiego! O, dla Boga i Świętej-Przeczystej! Prędzej do brzegu! Już my tamtych, co zostali, odżałujemy, a porąbać prom, bo inaczej pohybel nam wszystkim! - Prędzej, prędzej, porąbać prom - wołali inni. Zrobił się krzyk, wśród którego nie było słychać nawoływań od strony Prochorówki. [...] jedni nie zdążyli jeszcze wysiąść, gdy drudzy rwali już burty promu, bili siekierami w dno. [...] przestrach zaś dodawał siły burzącym. A przez ten czas pan Zagłoba krzyczał: - Rąb, tłucz, rw?, pal!... Ratuj się! Jarema idzie! Jarema idzie!7
II
Jak rozmawiają ze sobą mistrzowie wojowania
Nie rozmawiają - nie muszą. Obaj dostrzegają kształt geografii przestrzeni decyzyjnej i wiedzą, które zdarzenia muszą zajść. Fikcyjny przykład pochodzi z powieści Echopraksja Petera Wattsa. Naukowcy powołują do życia i izolują w paranoicznym rygorze bezpieczeństwa dwie istoty, zwane wampirami. Istoty te dysponują tak szatańską inteligencją, że mimo całkowitej izolacji, są w stanie skoordynować i skutecznie współrealizować plan ucieczki. Sekretem sukcesu było wydedukowanie istnienia drugiego osobnika, wykrycie optymalnych warunków ucieczki i skoordynowanie jej bez potrzeby komunikacji. Ogólnie, to zdolność modelowania stanu rzeczy - dokładnie tak, jak mówił o takiej zdolności Michio Kaku (patrz ?).
Przykładem bardziej realnym (możliwym do wyobrażenia), ale wciąż fikcyjnym jest przebieg mistrzowsko skomponowanej intrygi zaprezentowanej w filmie Polowanie na Czerwony Październik (1985, reż. John McTiernan). UWAGA, DALEJ ZDRADZAM TREŚĆ FABUŁY!
Uciekający na stronę przeciwnika dowódca sowieckiego atomowego okrętu podwodnego listownie powiadamia swojego dowódcę o zamiarze zdrady.
Pozornie jest to przejaw lekkomyślnego ryzykanctwa. Ale w biegu akcji dowiadujemy się, że celowo wywołany pościg i próba zatopienia uciekiniera jest jedyną drogą do sukcesu. To sposób nawiązania niezbędnej komunikacji z przeciwnikiem - decydentami floty i wywiadu Stanów Zjednoczonych.
Mistrz po stronie amerykańskiej odczytuje "geografię decyzyjną" sytuacji i konieczność upewnienia władz sowieckich w przekonaniu, że został on nie przejęty, a całkowicie zniszczony. Częścią intrygi było sprawienie, by załoga sama chciała opuścić okręt (zainscenizowano uszkodzenie reaktora, patrz powyżej). Gdy na koniec obaj Mistrzowie spotykają się twarzą w twarz, ten rosyjski pyta: "Skąd pan wiedział, że awaria reaktora była mistyfikacją [na użytek załogi]?". "Odgadłem. Ale to wydawało się logiczne".
Jeszcze inny przykład z literatury, z Potopu. Czarniecki, dowódca natchniony i Mistrz Wojowania, przerywa relację Charłampa z tego, jak uwięziona w widłach Wisły i Sanu armia szwedzka ucieka z potrzasku stosując fortel:
- Tymczasem most był pozór, a przeszli poniżej przez inny i z boku was zaszli? - przerwał Czarniecki. Charłamp wytrzeszczył oczy, otworzył usta, przez chwilę milczał zdumiony, na koniec rzekł: - To wasza dostojność miała już relację? - Nie ma co! - szepnął Zagłoba - co wojny tyczy, nasz dziad w lot zgadnie, jakoby właśnie patrzył na sprawę!8
I tak właśnie dwaj Mistrzowie rozmawiają ze sobą. Obserwują sytuację i wyczuwają oddziaływanie innych Mistrzów. Dostrzegają wzorzec utkany z ich aktów woli i oscylujących zjawisk świata. Dostrajają się do "kształtu" tej przestrzeni, snują w niej swoje intrygi... i "bez wychodzenia z domu, poznają cały świat", jak głosi jedna z maksym Księgi Dao i De.
We wprowadzeniu opisałem historię koncepcji misji Voyager. Planiści misji w NASA rozumieli prawa natury, potrafili przewidzieć przyszły stan rzeczy. Wykorzystali pojawiającą się na mgnienie okazję do działania... i zrealizowali idealny wręcz przykład zastosowania wuwei, chińskiej doktryny dostrojenia się z działaniem do Dao, mistycznej siły rządzącej wszystkim tym, co się zdarza. Wizjoner-astronom patrzący na "teraz" widzi "to, co będzie". Widzi krążące wokół słońca studnie grawitacyjne planet i minimalnym wydatkiem paliwa realizuje to, co w innych okolicznościach pożarłoby jego całe gigatony lub było po prostu niemożliwe.
Mistrzowie Wojowania czują swoim umysłem topografię pola walki i dostrajają się do zjawisk i zdarzeń tak, jak zrobili to spryciarze w NASA i JPL.
III
Zastanówcie się nad faktem, że głuchy nie słyszy. A zatem jaka to głuchota jest udziałem nas wszystkich? Jakich brakuje nam zmysłów, że nie widzimy i nie słyszymy innego świata, który nas otacza.9
Frank Herbert, Diuna
Przebudzenie Mistrza Wojowania
Aby ujarzmić siły, których synergiczne działanie stwarza Moc, należy przebudować swój własny sposób postrzegania świata. Aby zneutralizować oddziaływanie przeciwnika, należy pozbawić go zdolności pozyskiwana świadomości sytuacyjnej. Ale niezbędna jest też wizja i wola działania:
nagle uświadomiłem sobie, że nie jestem tylko igraszką tej bitwy. Byłem czymś więcej - siłą, która może wziąć udział w walce, ewentualnym panem przebiegu jej działań. Wówczas po raz pierwszy ująłem w dłonie najbliższe błyskawice jąłem próbować wprawiać je w ruch, obracać i kierować ich poruszeniami, naginając je do mych własnych celów i pragnień. Mimo to rzucało mną wciąż jak piłką na odległości nie dające się przewidzieć. Lecz nie byłem już statkiem bezwolnie miotanym po targanym sztormem morzu, raczej statkiem płynącym ostro pod wiatr, wykorzystującym jego siłę do halsowania. I w tej właśnie chwili ogarnęło mnie poczucie potęgi i mocy. Gdyż błyskawice były posłuszne moim dłoniom, a ich bezwładny przedtem ruch układał się zgodnie z mą wolą. Przenikało mnie owo nie dające się opisać poczucie zawartej we mnie nieujarzmionej siły. [...] Dopiero wtedy uświadomiłem sobie wreszcie istnienie innych, podobnych mi ludzi. Tak samo jak ja byli jeźdźcami i Mistrzami. Oni także jeździli na burzy, którą stanowiła pozostała część walczącej masy ludzkości. W jednej sekundzie znajdowaliśmy się w tym samym miejscu, w następnej rozdzielały nas niezmierzone eony. Ale widziałem ich. I oni mnie widzieli. I stałem się świadomy faktu, że wołają do mnie, wzywając, bym nie walczył sam na własną rękę, lecz połączył się z nimi we wspólnym wysiłku doprowadzenia bitwy do jakiegoś przyszłego rozstrzygnięcia i do uporządkowania chaosu10.
Mistrzowie oddziaływań nie widzą "naszych" i "tamtych". Oni widzą: "ktoś generuje siłę X, która podległa tej woli jest w stanie oddziaływać tak i tak na siły, które generuję ja sam". Mistrz Wojowania wyczekuje też na stosowną chwilę, w której oscylacje rozmaitych parametrów decydujących o sile własnej i przeciwników w bardzo krótkim momencie, niczym w potrząsanym wciąż kalejdoskopie, osiągną właściwy stan. Gdy ta plątanina cech środowiska działania i możności walczących znajdzie się w najbardziej optymalnym momencie - Mistrz uderza.
Budowanie Mocy w przypadku państw i imperiów to zdolność rządzenia zgodnego z Dao (Zasadą Wszechrzeczy). W starożytnych traktatach słowo dao pojawia się właśnie w tym znaczeniu. Już na samym początku Sztuki wojny czytamy:
Droga sprawia, iż tego samego lud pragnie, co jego władca, przez co choćby na śmierć iść z nim jest gotów; u jego boku żyć podobnie chce i za tą sprawą niebezpieczeństw choćby największych się nie boi. (Sun Zi I.4)
Wojskową realizacją powyższej zasady jest relacja wodza z podkomendnymi zbudowana wedle słynnej, błędnie przypisywanej Napoleonowi maksymy, której jedna z licznych wersji brzmi: "Siła moralna bardziej niż liczba decyduje o zwycięstwie". Napoleona jego podkomendni nazywali familiarnie "kapralkiem" (oryg. petit caporal), a on ich - przynajmniej w filmie Waterloo (1970, reż. Siergiej Bondarczuk) - swoimi dziećmi.
Przykładu na poczucie kroczenia wspólną drogą ku świetlanemu przeznaczeniu dostarcza powieść Diuna Franka Herberta. W fascynującej grze o władzę i przetrwanie dwa rody stosują całkowicie odmienne "filozofie". Baron Harkonnen rządzi terrorem, a poddanych utrzymuje w posłuszeństwie uciskiem i okrucieństwem. Jego arcyprzeciwnicy, ród Atrydów, posługują się miłosierdziem11. Zdobywają serca i posłuszeństwo poddanych przez praktykowanie szacunku dla ich znojnego życia:
Tego księcia bardziej obchodzili ludzie niż przyprawa. Zaryzykował życiem własnym i życiem własnego syna dla ratowania ludzi. Machnął ręką na stratę gąsienika. Zagrożenie życia ludzi wprawiło go we wściekłość. Takiemu przywódcy jest się wiernym na śmierć. Trudno go pobić. Wbrew własnej woli i wszystkim poprzednim osądom Kynes przyznał się przed sobą: Podoba mi się ten książę12.
Uczynkom postaci fikcyjnych odpowiada echem głos wydarzeń starożytnych Chin. W traktacie Trzy strategie Huan Shigonga czytamy:
W starożytności raz zdarzyło się, że waleczny wódz obdarowany został dzbanem wina przedniego. Wódz ów dzbana zawartość do rzeki wylał i pospołu z żołnierzami swymi wodę z niej dłońmi czerpał. Dzban wina smaku wody w rzece zmienić nie zdołał, lecz w oficerów i żołnierzy duch walki wstąpił tak wielki, że na śmierć z nim gotowi iść byli.
I w światach fikcyjnych, i w prawdziwym gra toczy się o wiernych zwolenników, ale przede wszystkim o przeciągnięcie na swoją stronę niezdecydowanych czy postronnych albo - ujmując rzecz z nietypowej perspektywy - tych, których decyzja jest podatna na zmiany... nieprzewidywalna, trudna do skalkulowania13.
Budowanie Mocy to zdolność kształtowania percepcji całych grup ludzi. Powodowanie zaś masami to sztuka i nauka, czego rozliczne przykłady pojawiają się wokół nas na co dzień. Wręcz wybitnie wysoko merytorycznie stoi tu książka Dezinformacja - oręż wojny14, której najważniejszy wywód zaprezentowałem w 36 fortelach. Z tych "źródeł naszej percepcji świata" dowiemy się, że w powodowaniu masami pierwszym z dwóch filarów "jedności narodowej" (nawiązuję tu do urywka traktatu, który przytoczyłem powyżej; I.4) jest stworzenie wspólnego mitu, poczucia tego, że wszyscy dążą jedną drogą do zbudowania wspólnej, wspaniałej i dumnej przyszłości.
To ta percepcja jedności stanowi dla przeciwnika podstawowy cel ataku. Tę cechę społeczności - jak widać, mało intuicyjną, bo ciągle o niej zapominamy - można nazwać zdolnością do osiągania kolektywnych celów i zdolnością jednostek do poświęcania dobra prywatnego dla dobra grupy, z którą się identyfikują i z której czerpią wizję świata determinującą ich tożsamość.
Ten, kto chce powołać tysiącletnie imperium, kto chce zbudować poczucie jedności celu, wspólnoty losu, ten, kto ze zrębków zbiorowej pamięci chce utkać mit mobilizujący lub mit założycielski, musi tę siłę stworzyć niczym natchniony kompozytor. Musi posługiwać się hasłami takimi jak "jeden naród, jedna rzesza, jeden wódz" (niem. Ein Volk, ein Reich, ein Führer) albo "Nie masz Żyda ani Greka; nie masz niewolnika ani wolnego; nie masz mężczyzny i niewiasty; albowiem wszyscy wy jednym jesteście w Chrystusie Jezusie"15.
Zestawienie może perfidne, ale wyjątkowo trafne. Przemawia do wyobraźni tego, kto chce w galimatiasie dezinformacji i złudzeń spostrzegać wzorce i prawidłowości -ukryte... a może zupełnie jawne; do tego, kto chce przestać być ślepcem z passusu z Diuny otwierającego ten tekst.
Powyższe rozważania sprowadzają się do jednej konkluzji. To nie wiara przenosi góry. Robi to Moc. Moc, o której pisał starożytny Mistrz Wojowania. Moc generowana "pochyłościami" (geografią) ludzkiej natury. Gdy odpowiednio reżyserować sytuację, ta Moc zdolna jest przenosić góry. A to tym magicznym sposobem, że te góry przenoszą się same. -
Porady praktyczne, spostrzeżenia i przykłady
A. "Pożyczyć wschodni wiatr"
Najważniejszym przymiotem świętych mężów jest to, że działając na zasadzie ekonomii wysiłku, potrafią wpływać na istniejące tendencje, zamiast tworzyć je od zera. Chińczycy mają przysłowie, które opisuje takie działanie: "Pożyczyć wschodni wiatr". Nawiązuje ono do kluczowego posunięcia w czasie bitwy przy Czerwonych Klifach stoczonej na przełomie 208 i 209 roku. Stawką w tej bitwie była szansa utrzymania integralności politycznej rozpadającego się imperium dynastii Han.
W czasie kulminacji zmagań flota jednego z oponentów, zakotwiczona w zatoce rzeki Jangcy, była osłonięta ukształtowaniem linii brzegowej od wiatru, który dawał szansę na podpalenie floty, na której skoszarowano armię pieszą. Decydent nie wiedział jednak, że w rejonie, do którego przybył, o ściśle określonej porze roku wiatry zasadniczo zmieniają kierunek, umożliwiając atak ogniowy, czyli puszczenie z wiatrem tzw. branderów mających podpalić flotę spiętych ze sobą łańcuchami okrętów. Słynny strateg Zhuge Liang wiedział o nadchodzącej okazji: doprowadził do spektakularnego zniszczenia floty adwersarza, co uwieczniono w powiedzeniu: "Wszystko już gotowe, teraz wystarczy czekać na wschodni wiatr".
B. Najlepsza dźwignia oddziaływania: kalkulacja, motywacja i samoocena
Porada dla mężczyzn: W restauracji powiedz swojej dziewczynie/żonie, że przytyła. Wtedy zamówi coś mniejszego, a ty zapłacisz mniej.
Powyższy internetowy żart uzupełniony jest przez autentyczne wydarzenie z Hollywood z 2021 roku. W czasie sprzeczki, stróż prawa, nagrywany przez uciążliwego aktywistę, włączył odtwarzanie piosenki w swoim telefonie. W tym momencie transmisja na żywo w YouTube mogła być przerwana przez algorytm - z uwagi na naruszenie praw autorskich do utworu. Kalkulacja dobrej zabawy została też zniszczona u aktywisty przez trudne do skalkulowania ryzyko usunięcia lub zawieszenia konta.
1 Piotr Plebaniak, Chiny. Zrozumieć imperium. Pulsujący matecznik Cywilizacji, Warszawa 2020, s. 250-252.
2 Andrzej Ziemiański, Pomnik cesarzowej Achai, t. IV, Lublin 2014, r. 2.
3 Andrzej Sapkowski, Lux perpetua, Warszawa 2006, r. 1.
4 Arthur Conan Doyle, Pies Baskerville'ów, tłum. Eugenia Żmijewska (1902). Tekst dostępny na https://wolnelektury.pl/, [dostęp: 2021.02.28].
5 Gordon R. Dickson, Żołnierzu, nie pytaj, Warszawa 1992, r. 8.
6 Ang. potrafi stwarzać opcje [działania] na poczekaniu.
7 Henryk Sienkiewicz, Ogniem i mieczem, Warszawa 2018, r. XXI.
8 Henryk Sienkiewicz, Potop, tom III, r. 10.
9 Frank Herbert, Diuna, przeł. Marek Marszał, Warszawa 1986, r. 5.
10 Gordon R. Dickson, op. cit., r. 3.
11 Chiński kod kulturowy niesie w sobie słynną konfucjańską maksymę "Miłosierny jest niezwyciężony", która naucza, że o ile władca będzie miłował swoich poddanych, zaprocentuje to nieuniknionym wzrostem potęgi państwa, w którego granice ściągać będzie poniewierany w ościennych władztwach pracowity lud. Patrz anegdota o tyranie straszniejszym od tygrysa ludojada, od którego straszniejszym jest despotyczny władca. (Chiny. Zrozumieć imperium, s. 224). Identyczną mądrość wyprodukowała cywilizacja indyjska. Mędrzec Kautilja w traktacie Sztuka władzy pisał: "Król słaby w rządach powinien dążyć do zapewnienia swoim poddanym dobrobytu. Siła pochodzi od jego ludzi, którzy są źródłem wszelkiej potęgi". Krzysztof Mroziewicz, Indie. Sztuka władzy, Poznań 2017, s. 223-225.
12 Frank Herbert, op. cit., s. 141. Podkreślone zdanie w oryginale to: A leader such as that would command fanatic loyalty.
13 Na fascynujący fakt dotyczący percepcji tej prawidłowości natknąłem się, szukając definicji angielskiej frazy 'swing vote'. Znamy ją z obserwacji wyników wyborczych w USA: kluczowe dla zwycięstwa są tzw. 'swing states', w których zwycięzca zgarnia wszystko, o czym decyduje często minimalna przewaga. Swing to dosł. 'huśtać, bujać; huśtawka'. Inna nazwa to 'stany pola bitwy' (ang. battleground states). "Swing voters" to ci wyborcy, którzy podejmują decyzję m.in. analizując programy wyborcze i często ich zachowanie potrafi przechylić szalę zwycięstwa. Na wyborcę głosującego zawsze na swoich mamy w języku polskim określenie "żelazny elektorat". Otóż słownik kontekstowy przekłada "swing vote" na "głos decydujący". W punkt! https://context.reverso.net/
14 Vladimir Volkoff, Dezinformacja - oręż wojny, Komorów 1999, s. 28-35. W książce 36 forteli na s. 387-394.
15 Biblia Gdańska, Gal 3:28. Wspólnotę jedności celu, która w literaturze naukowej zwie się spójnością społeczną (ang. social coherence) lub asabijją (ar.). Da się ją opisać dwoma wspomnianymi już parametrami: 1) zdolnością jednostek do poświęcania dobra osobistego na rzecz dobra grupowego oraz 2) zdolnością postrzegania i realizowania kolektywnych celów. Patrz ? 408.
"Wszyscy jesteśmy sprytni"
Pobudzanie ciekawości poznawczej i praca detektywów oraz szpiegów
W filmie Zero Dark Thirty (2012, reż. Kathryn Bigelow) z ust dyrektora CIA słyszymy stwierdzenie mogące zostać mottem książki o IQ: "Wszyscy jesteśmy sprytni" terrorysta ukrywa swój proceder tak sprawnie, że przyciąga tym uwagę operatora CIA: "No sory, ale to nie jest normalne zachowanie. To zawodowiec!", a później dodaje: "Nie ma żadnego wzorca. Czasem dzwoni co dwa tygodnie, czasem co trzy. Nie ma żadnej konsekwencji. Nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy zadzwoni, bo facet jest nieobliczalny".
Czterocyfrowy IQ kryptologów i poszukiwanie prawidłowości
Wyłapywanie regularności i wzorców w bezładzie pasja i obsesja ludzi, którzy mają przeciw sobie nie tylko prawidła szyfrów oraz kodów, ale i równie sprytnych przeciwników. Ci co odgadują zamysły wroga popełniają zarówno głupstwa, jak i akty niedosięgłego geniuszu.
Błędem twórców niemieckiej Enigmy był obwód, który uniemożliwiał podstawienie za daną literę jej samej. Aktem zaś nadludzkiego natchnienia był wyczyn trzech polskich matematyków, Rajewskiego, Zygalskiego i Różyckiego. Na podstawie opisu działania maszyny szyfrującej zdołali stworzyć teoretyczny model jej działania, a następnie skonstruować jej funkcjonującą replikę.
Oczy z tyłu głowy i poszukiwanie odstępstw od oczekiwanych prawidłowości
Jednym z mechanizmów ewolucyjnych wspomagających wysiłek przetrwania jest poszukiwanie odstępstw od tego, co jest przewidywalne, znane, widziane wcześniej, zapamiętane, zgodne z innymi elementami. Zdolność wyłapania elementu, który nie pasuje do reszty, to często kwestia życia i śmierci. To także codzienna praca analityków wywiadu, szpiegów i detektywów.
Jednym z najzabawniejszych przykładów jest epizod powieści Wallenrod Marcina Wolskiego, której akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej. Agentka polskiego wywiadu udawała Australijkę przed agentem niemieckiej Abwehry. Oficer przejrzał jej grę, gdyż potrafiła wymówić prawidłowo (tj. tak, jak by to robił Polak) nazwę Góry Kościuszki, najwyższego szczytu Australii.
Skaza, odstępstwo od regularności, coś nieoczekiwanego to jeden z najsilniejszych czynników pobudzających naszą ciekawości poznawczą. To bodaj najlepsza porada dla nauczyciela nie chcącego nudzić uczniów: należy prezentować wiedzę za pomocą przykładów nieintuicyjnych, sprzecznych z potoczną wiedzą, operować humorem - większość dowcipów zasadza się na jakimś nieoczekiwanym zwrocie akcji, postępku wbrew oswojonym i oczekiwanym regułom.
To, co jest oczekiwane, łatwe do przewidzenia, usypia nas. Ale jest też mało wartościowe informacyjnie. Stanisław Lem w jednym ze swoich wywodów pisał, że informacja o tym, że Księżyc zbudowany jest z sera, byłaby niezwykle wartościowa - kazałaby nam przebudować całą naszą dotychczasową wiedzę o Wszechświecie. Informacja jest tym cenniejsza, im mniej prawdopodobna.
Procesy losowe i nielosowe (deterministyczne). I cuda
Analizę matematyczną stosujemy do procesów deterministycznych, rachunek prawdopodobieństwa do losowych). Warunki początkowe jakiegoś procesu deterministycznego, wyznaczają jednoznacznie jego dalszy przebieg. Taki proces jest powtarzalny - to np. działanie hamulca w samochodzie lub swobodny upadek ciała.
Procesy deterministyczne są stabilne: jeśli warunki początkowe różnią się niewiele, to i dalszy przebieg procesu jest podobny, a więc przewidywalny. Przykład: różnice wykonania schodzących z taśmy fabrycznej silników mogą się różnić o ułamki milimetra, a jednak silniki pracują w podobny sposób.
Rakieta kosmiczna, system o całe rzędy wielkości bardziej skomplikowany, traci stabilność i przewidywalność ("V.1) - staje się wrażliwy na warunki początkowe. Jeszcze gorzej wygląda przebieg zjawisk losowych. Przy tych samych lub bardzo podobnych warunkach początkowych przebieg procesu jest w zasadzie nieprzewidywalny. Przykład to rzut kostką, zjawiska atmosferyczne itp.
Francuski matematyk Émile Borel (1871-1956) stwierdził, że jeśli prawdopodobieństwo jakiegoś zjawiska jest bardzo małe, to są trzy możliwości: zjawisko nie zajdzie, albo zajdzie, ale go nie zauważymy, albo wreszcie zauważymy je, ale uznamy za "cud". Nasz mózg będzie usiłował dopasować takie zjawisko do znanych wzorców i prawidłowości - nabytych ewolucyjnie lub w procesie przyswajania elementów kultury.
Cuda", rozumiane jako zdarzenia bardzo mało prawdopodobne, mogą być niezwykle rzadkim procesem losowym, który w jakiś sposób uruchamia rozpoznanie wzorca w naszym mózgu. Mogą też być przejawem nieznanego wcześniej prawa natury - i stają się przedmiotem intensywnych badań.
Asysta inspiracyjna
Wywiad z Garym Flandro o matematyce, inżynierii i anonimowych mentorach
Profesor Gary Flandro jest inżynierem NASA, którego pomysł i praca doprowadziły do realizacji misji sond kosmicznych Voyager 1 i Voyager 2. Historia projektu, świetnie udokumentowana, nie będzie treścią wywiadu - wzmianka znajduje się ? we wstępie. Porozmawiamy za to z osobą z krwi i kości. Inżynierem, którego wizja doprowadziła ludzkość do czegoś absolutnie niepowtarzalnego w historii naszej cywilizacji: obiekt stworzony ręką człowieka opuścił Układ Słoneczny1.
Piotr Plebaniak: Proszę, opowiedz mi najbardziej inspirującą historię, jaką znasz, a która mogłaby być wskazówką dla młodego człowieka, który chce zostać naukowcem.
Podczas kilkudziesięciu lat pracy na uczelni często byłem proszony o prowadzenie prezentacji dla grup składających się z uczniów szkół wyższych i średnich, a także dzieci ze szkół podstawowych. Celem było zawsze pokazanie im piękna i użyteczności nauki. Często posługiwałem się własnymi doświadczeniami jako przykładami tego, w jaki sposób nauka stała się moją główną życiową pasją.Jedno z doświadczeń, które wciąż uważam za inspirujące, miało miejsce, gdy byłem studentem pierwszego roku na Uniwersytecie Utah w 1952 r.
Zawsze chciałem zostać naukowcem lub astronomem, ale stwierdziłem, że moje zdolności matematyczne są ograniczone, więc zapisałem się na zajęcia z trygonometrii. Wykładowcą prowadzącym pierwsze zajęcia był dr Eugene Parker, świeżo upieczony absolwent Caltech, Kalifornijskiego Instytutu Technicznego.
Jego zdolności dydaktyczne okazały się o wiele lepsze od wszystkiego, czego kiedykolwiek doświadczyłem, mimo że był tylko siedem lat starszy ode mnie. Później okazało się, że jego znakomity kurs astronomii był tym, czego potrzebowałem, aby zacząć podążać we właściwym kierunku. Już w tym młodym wieku postanowiłem, że później będę próbował studiować na jego alma mater (Caltech), instytucji, która wyraźnie nauczała nie tylko zasad nauki i matematyki, ale także ich wyjątkowego piękna.
Parkera można poznać po jego pracach nad teorią naddźwiękowego wiatru słonecznego i słonecznego pola magnetycznego. NASA nazwała jego imieniem orbiter słoneczny (obecnie znajdujący się na bliskiej orbicie wokół Słońca) Parker Solar Probe, po raz pierwszy honorując w ten sposób osobę żyjącą. Był on świadkiem wystrzelenia sondy w 2018 roku niemal w tym samym czasie, kiedy ja zostałem uhonorowany jako Zasłużony Absolwent Caltech.
Opowieść o inspirującej roli Parkera w mojej własnej karierze wykorzystałem w krótkim przemówieniu, które wygłosiłem podczas ceremonii wręczenia nagrody.
Czyli odpowiedź brzmiałaby: czynnikiem inspirującym była osobowość i wizja nauczyciela?
Dla mnie najbardziej inspirującym czynnikiem było jego głębokie zrozumienie i miłość do nauki, a także zaangażowanie w przekazywanie tej miłości swoim uczniom. Bardzo niewielu z moich nauczycieli robiło to tak dobrze jak dr Parker.
Czy jest jakaś szczególna książka, wydarzenie lub idea, która skierowała Cię na drogę do nauk ścisłych i matematyki? Może jakaś inspiracja z dzieciństwa? Dla mnie wzorcową książką, która ma moc popychania młodego człowieka w kierunku kariery naukowca jest Gwiezdne dziedzictwo Jamesa P. Hogana.
Kiedy miałem sześć lat, mój ojciec zabrał mnie pewnego wieczoru do małego obserwatorium na kampusie Uniwersytetu Utah, gdzie znajdował się piękny sześciocalowy teleskop refrakcyjny. To było moje pierwsze dobre spojrzenie na Księżyc i od razu podjąłem decyzję, że zostanę astronomem.
"Voyager Grand Tour" (czerwone kropki nie są częścią oryginału - przyp. red.)
Kiedyś w czasopiśmie "Popular Science" znalazłem ogłoszenie, że za jednego dolara mogę kupić książkę Cuda nauki w uproszczeniu oraz zestaw do budowy teleskopu podobnego do tego, którego używał Galileusz".
Książka i zestaw wkrótce nadeszły i z rozczarowaniem stwierdziłem, że składa się on ledwie z trzycalowej soczewki i okularu. Mój ojciec pomógł mi jednak zbudować teleskop, który działał całkiem dobrze. A książkę, która była bardzo dobrym wprowadzeniem do nauki i otworzyła mi drogę do zostania inżynierem lotów kosmicznych, nadal mam w na półce.
Brzmi jak historia z filmu Kontakt (1997), w którym bohaterka, jako mała dziewczynka jest z rozmysłem inspirowana przez ojca w niemal identyczny sposób. Przypadek?
Nie do końca. Na szczęście powstało wiele książek, które miały podobny wpływ na umysły młodych ludzi z naturalną ciekawością i zainteresowaniem światem rzeczywistym. Inna książka, którą otrzymałem w prezencie gwiazdkowym w 1940 roku, zatytułowana Cuda niebios. Astronomia dla młodzieży, wywarła przemożny wpływ na moje życie. Na wewnętrznej stronie okładki znajdował się rysunek Układu Słonecznego.
Choć jestem pewien, że artysta tego nie zamierzył, wszystkie planety zewnętrzne zostały pokazane w taki sposób, że zasugerowało mi to, iż można by przelecieć z Ziemi na Jowisza i dalej, do Saturna, Urana i Neptuna. Byłem zdumiony, gdy w 1965 roku odkryłem to samo ułożenie planet, a które doprowadziło do powstania misji
Zazdroszczę tego, co czułeś w tamtej chwili. A aby podsumować twoje słowa o inspiracjach, przytoczę słowa Henry'ego Adamsa, jedną z moich ulubionych myśli przewodnich: "Nauczyciel ociera się o wieczność. Nigdy nie może stwierdzić, gdzie kończy się jego wpływ". Pozostaje nauczycielom skierowana w nieznaną przyszłość satysfakcja. Szkoda, ale dobre i to.
Czy masz jakiś dokument-pamiątkę z okresu, w którym pomysł misji sond pojawił się w NASA?
Mam kopię pierwszego szkicu, który zrobiłem na temat możliwości misji na czterech planetach. Popełniłem jednak błąd, przekazując moje oryginalne obliczenia i opracowania komputerowe osobom, które wykazały zainteresowanie tym pomysłem na długo przed powstaniem rzeczywistego planu misji. Chociaż obiecano mi, że zostaną one zwrócone, zaginęły.
Mam też kopię oryginalnego memorandum JPL napisanego przeze mnie i dra Rogera Bourke'a, które zapoczątkowało pierwsze poważne, szczegółowe badania misji, które doprowadziły bezpośrednio do faktycznej misji Voyagera. Oto nagłówek pierwszej strony memorandum:
Twoja ulubiona powieść lub opowiadanie SF. Dlaczego?
Luna to surowa pani Roberta A. Heinleina. Obraz australijskiej kolonii karnej w stylu Botany Bay z 1788 r. na Księżycu w 2075 r. zafascynował mnie. Po raz pierwszy przeczytałem tę książkę w 1980 r., kiedy wykładałem inżynierię lotniczą w Georgia Tech. Realistyczna nauka przedstawiona w opowieści zainspirowała mnie, gdy kilka wybranych przykładów ilustrujących zrozumienie przez Heinleina przyszłości technologii to:
Pomysł, że "Lunatycy"2 mogliby uzyskać niezależność polityczną od Ziemi, grożąc zbombardowaniem miast docelowych wielkimi kamieniami. Ze względu na dużą prędkość uderzenia, uwolniona energia byłaby równoważna detonacji bomby atomowej. Pomysł, że koloniści księżycowi mogliby łatwo katapultować z Księżyca na Ziemię wodę oraz hydroponicznie uprawiane zboże bez użycia rakiet. Superkomputer HOLMES IV ("High-Optional, Logical, Multi-Evaluating Supervisor, Mark IV"), który zarządzał całą infrastrukturą księżycową, w tym działaniem i celowaniem systemu katapult. Główny bohater jest technikiem komputerowym, który odkrywa, że HOLMES IV rozwinął poczucie humoru i samoświadomość.
Niektóre pomysły z tej książki wykorzystałem na egzaminie końcowym, który zadawałem studentom mojego kursu astrodynamiki w Georgia Tech. Studenci mieli przeprowadzić szczegółową analizę misji startu katapultowego z powierzchni Księżyca, trajektorii lotu do zderzenia z Ziemią oraz oszacować energię kinetyczną w momencie zderzenia.
Gary, tak dla twojej i czytelników wiadomości...przeczytałem tę powieść grubo ponad trzydzieści razy. Dawno straciłem rachubę.
Ja również czytałem ją wiele razy, ale jestem naprawdę pod wrażeniem tego, ile razy ty to zrobiłeś.
Czy możesz podzielić się z nami jakąś ciekawą anegdotą lub historią związaną z misjami Voyagera?
Kiedy w 1964 roku po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że odkryłem konfigurację planetarną, która może otworzyć zewnętrzny Układ Słoneczny na eksplorację za pomocą czegoś, co Krafft Ehricke nazwał "oprzyrządowanymi kometami", moim pierwszym ruchem było przedstawienie tej możliwości Głównemu Naukowcowi JPL, doktorowi Homerowi Joe Stewartowi. W towarzystwie mojego przełożonego, Joe Cuttinga, kierownika grupy misji zaawansowanych, przedstawiłem wyniki moich badań na slajdach szczegółowo opisujących trajektorię i konfiguracje spotkań z planetami Jowisz, Saturn, Uran i Neptun.
Wyraził on wielkie zainteresowanie tym pomysłem i przypomniał o misji wieloplanetowej (Ziemia-Mars-Wenus-Ziemia) zaproponowanej przez dr Gaetano Crocco w 1956 roku. Crocco nazwał ją "Grand Tour" (ang. wielka wycieczka), a Stewart zasugerował, że byłaby to dobra nazwa dla naszej misji do planet zewnętrznych. Następnego dnia w gazecie ukazał się artykuł opisujący misję i sugerujący, że jest ona dziełem dra Stewarta. Nie wymieniono w nim mojego nazwiska. Później w jednej z ogólnokrajowych publikacji ukazał się rysunek przedstawiający Homera Joe Stewarta w jego biurze, trzymającego w ręku rysunek trajektorii. Razem z moimi współpracownikami z JPL bardzo się z tego śmialiśmy.
Grupa studentów zauważyła, że w artykule Stewarta wspomniano, iż "darmową" energię dla misji uzyskaliśmy kosztem utraty energii orbitalnej Jowisza podczas przelotu wspomaganego grawitacyjnie. Oznacza to, że planeta zwolni, aby zrównoważyć wzrost prędkości statku kosmicznego. W związku z tym założyli "Pasadena Society for the Preservation of Jupiter's Orbit" (Pasadeńskie Stowarzyszenie na rzecz Zachowania Orbity Jowisza) i przemaszerowali ulicami centrum Pasadeny, niosąc znaki wzywające do odwołania tej misji i podobnych zagrożeń dla orbity Jowisza. To wszystko było świetną zabawą, typową dla niesławnych psikusów studentów Caltech.
Podjąłem się opisania misji Grand Tour na planety zewnętrzne wybranym ekspertom z Jet Propulsion Laboratory. Chciałem sprawdzić, czy potrafią oni wskazać praktyczne trudności, które mogłyby uczynić taką misję trudną lub niemożliwą w realizacji. Z przerażeniem stwierdziłem, że ich poparcie dla tego pomysłu było znikome. Najczęściej wskazywane problemy (oprócz przewidywanej wysokiej ceny i konkurencji z trwającymi programami) to:
Obsługa danych i komunikacja na odległościach międzyplanetarnych. Trudności w uzyskaniu dostatecznie dokładnego naprowadzania. Prawdopodobieństwo kolizji z obiektami podczas przelotu przez pas asteroid. Przetrwanie urządzeń elektronicznych podczas przechodzenia przez pole magnetyczne Jowisza. Niewystarczająca niezawodność i trwałość wymaganych elementów elektronicznych i mechanicznych w lotach trwających 10-15 lat. Prawdopodobny brak wsparcia politycznego (misja miałaby trwać przez kilka administracji prezydenckich). Postrzegany brak naukowego zainteresowania planetami zewnętrznymi.
Negatywne reakcje mogły zniechęcić mniej zdeterminowanego człowieka. Oczywiście żadne z tych złych przewidywań nie sprawdziło się.
W 2011 roku zadzwonił mój zięć, by powiedzieć mi, że pojawiłem się w grudniowym numerze "Playboya". "To znaczy, że byłem na rozkładówce?" zażartowałem. Richard Powers wymienił mnie z nazwiska w opowiadaniu zatytułowanym Dark Was the Night. Napisał w nim:
"Facet, który zdał sobie sprawę, że ludzkość stoi przed okazją powtarzającą się raz na 176 lat, miał na imię Flandro, Gary. Kolejny cholerny letni stażysta; połowa wkładu w trzecią wielką erę eksploracji wyszła spod ręki dwudziestolatków. W roku 1965 Flandro zauważył, że za kolejne kilkanaście lat wszystkie planety zewnętrzne ustawią się w jednej linii. Ludzkość miała jedną, ulotną szansę na zorganizowanie Grand Tour, która odwiedziłaby każdy przystanek między tym miejscem a krańcem Układu Słonecznego". To wspaniała opowieść science fiction, która śledzi misję Voyagera niosącą Złotą Płytę z muzyką i zdjęciami ludzkości do miejsca przeznaczenia w roku 577256880, kiedy to płyta została odzyskana i zdekodowana, prezentując m.in.: balijską tancerkę, Monument Valley i odgrywając "Jaat Kahan Ho", "Old Man With Dog and Flowers", Preludium C-dur, godzinę ludzkich fal mózgowych (należących do Ann Druyan) oraz "Dark Was the Night, Cold Was the Ground" niewidomego Willie Johnsona.
Kiedyś przeczytałem książkę Johna Brockmana zatytułowaną W co wierzymy, ale czego nie możemy udowodnić (ang. What We Believe but Cannot Prove). Autor pyta w niej naukowców o idee, które znajdują się na granicy poznania ludzkiej nauki. Czy w Twojej dziedzinie jest coś podobnego?
W mojej pracy inżynierskiej miałem wiele doświadczeń, w których konieczne było kontynuowanie pracy na podstawie niesprawdzonych modeli koncepcyjnych. Wiele z moich najlepszych pomysłów przyszło do mnie bez solidnych podstaw jako punktu wyjścia. Kierowała mną intuicja. Postępując w ten sposób, trzeba zawsze unikać zbytniego przywiązania do własnych pomysłów.
Przykładem tej pułapki jest oryginalna teoria orbit planetarnych Keplera, która opierała się na dopasowaniu orbit do trójwymiarowych brył platońskich. Nie zrezygnował z tej koncepcji nawet po odkryciu trzech praw ruchu, które poprawnie modelowały ruch planet w polu grawitacyjnym. Kepler nie znał siły grawitacji jako głównego "poruszyciela". Należy zauważyć, że jego prawa, które później zainspirowały Isaaca Newtona, opierały się na starannym wykorzystaniu eksperymentalnych obserwacji orbit planet.
Czy możesz skomentować dwa sposoby uzyskiwania wiedzy o prawach przyrody: analityczny i eksperymentalny? Przytoczę mój ulubiony, inspirujący passus z książki Summa Technologiae Stanisława Lema:
Weźmy pewne równanie, 4+x=7. Niezbyt bystry uczeń nie wie, jak znaleźć wartość x, choć ten wynik już "siedzi" w równaniu, tyle że jest ukryty przed jego zamglonym okiem i "pojawi się" sam po dokonaniu elementarnego przekształcenia. Zapytajmy więc, jako prawdziwi herezjarchowie, czy nie jest tak samo z Naturą? Czy materia nie ma czasem "wpisanych w siebie" wszystkich swoich potencjalnych przekształceń (tak, że na przykład można z niej zbudować gwiazdy, kropki kwantowe, maszyny do szycia, róże, jedwabniki i komety)? Następnie, biorąc podstawową cegiełkę Natury - atom wodoru - można by "dedukcyjnie wyprowadzić" z niego wszystkie te możliwości (skromnie zaczynając od możliwości syntezy wszystkich stu pierwiastków, a kończąc na możliwości budowania systemów bilion razy bardziej uduchowionych niż człowiek). Może teorie i modele zjawisk są potrzebne tylko dzisiaj. Może zapytany o to mędrzec z innej planety w milczeniu podałby nam leżący na ziemi strzęp starego żelastwa, dając do zrozumienia, że z tego kawałka materii można wyczytać całą prawdę o Wszechświecie?"
Jakieś uwagi?
Oczywiście prawdą jest, że poznajemy działanie przyrody na dwa sposoby. Najpierw poprzez eksperymenty, aby odkryć jej ukryte cechy, a następnie poprzez analizę, próbując połączyć te cechy z wcześniejszymi poglądami na ich temat i nieustannie dążyć do tworzenia lepszych modeli. Jest to istota metody naukowej, która wymaga również, aby każdy model lub teoria były zawsze otwarte na ciągłe udoskonalanie.
Prawdziwość tej idei widzimy na własne oczy, gdy obserwujemy różnorodność istot żywych, których samo istnienie zbudowane jest z fundamentalnych bloków konstrukcyjnych, takich jak DNA. Rzeczywiście zgrabnie ujmuje to Lem,pisząc, że natura jest zasadniczo zdolna do wszystkich "przemian" koniecznych do wytworzenia tego, co obserwujemy we wszechświecie.
Nawiązując, czy możesz skomentować obserwację Alberta Einsteina: "Boga nie obchodzą nasze matematyczne trudności; On przelicza empirycznie"3?
Jak zwykle Einstein trafia w sedno prawdy o ludzkich ograniczeniach w rozumieniu natury. Ograniczenia te często przejawiają się w naszych ludzkich trudnościach w sprowadzaniu obserwacji do postaci matematycznej. Często nie jesteśmy w stanie dokończyć (czyli "przeliczyć") modelu teoretycznego ze względu na ograniczenia naszych narzędzi matematycznych i rozumienia fizyki. Nie osiągnęliśmy jeszcze zdolności do empirycznej integracji (tak jak czyni to Bóg). Ale jeśli nie przestaniemy próbować, to może w jakiejś odległej przyszłości zbliżymy się do tej zdolności.
Istnieje "szalona" teoria, która mówi, że żyjemy w symulacji prowadzonej przez nieskończenie bardziej zaawansowaną cywilizację. Ludzie potrafią projektować takie symulacje (oczywiście bardzo proste), przykładem jest "Gra w życie". Pytanie: czy dostrzegasz jakieś zalety lub wady dwóch sposobów odkrywania praw przyrody: poprzez projektowanie modeli matematycznych (aby je testować eksperymentalnie) lub przeprowadzanie symulacji.
Jest to oczywiście najpotężniejsze narzędzie, jakim dysponujemy, by odkryć, jak naprawdę działa przyroda (Bóg). Ładną fikcyjną wersję tego procesu można znaleźć w powieści Dana Browna Początek, która opisuje sposób, w jaki algorytm obliczeniowy może powielić procesy prowadzące do powstania DNA, a także (w powieści) znaleźć realistyczne odpowiedzi na pytania takie jak "skąd się wzięliśmy" i "dokąd zmierzamy". Jestem ciekaw, czy czytałeś tę książkę.
Tak, przeczytałem ją - choć tylko jeden raz. Moje ostatnie pytanie. Czy we Wszechświecie istnieją inne istoty rozumne?
Pytanie powinno brzmieć: "Czy istnieją we wszechświecie inne struktury molekularne zdolne do samoreplikacji?". Rzeczywiście jestem wielbicielem filmowej adaptacji rękopisu książki Kontakt Carla Sagana (i Ann Druyan). Ze względu na ogromną liczbę układów planetarnych we wszechświecie, w których istnieją warunki fizyczne zdolne do podtrzymania jakiejś formy replikujących się cząsteczek (nie muszą one przypominać DNA), nie ma wątpliwości, że we wszechświecie istnieje olbrzymia różnorodność form życia. Z pewnością istnieją też inne stworzenia, które moglibyśmy nazwać "ludźmi".
Oczywiście element czasu musi wejść w grę. Wydaje się oczywiste, że ze względu na wrażliwość form życia na środowisko i ciągłe zmiany w tym środowisku, formy życia podlegają zmianom ewolucyjnym i wymieraniu.
Ale oczywiście znam dobrze film Kontakt i wiem też, jak powinna brzmieć odpowiedź na twoje pytanie. Oto ona:"Gdybyśmy byli tylko my, byłoby to straszne marnotrawstwo przestrzeni".
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Jeśli uda nam się tym tekstem skierować choć jednego młodego człowieka ku karierze inżyniera lub naukowca, nasz wspólny wysiłek nie pójdzie na marne. Czy uda nam się jednak stworzyć następny odcinek w sztafecie inspiracji? Być może nie dowiemy się nigdy - tak jak to zapewne było z Arthurem Draperem.
Ale taka jest już dola nauczyciela. Wedle pięknego aforyzmu, który już raz przywołaliśmy, ociera się on o wieczność: nigdy nie dowie się, ku jakim nieskończonościom popchnie słuchaczy swych słów. -
1 Wywiad przeprowadzony w lutym 2022. Ponieważ, parafrazując słynnego polskiego polityka, po angielsku ze wszystkimi jesteśmy na ty, przekład na język polski zachowuje tę formę grzecznościową.
2 W oryginale angielskim mieszkańcy Księżyca nazywają siebie samych "Loonies", wariaci, szajbusy. W wybitnym, polskim przekładzie Przemysława Znanieckiego (Rebis, 1992) mamy Lunatyków.
3 W oryginale sentencja brzmi: God does not care about our mathematical difficulties; He integrates empirically.
Wszyscyśmy fetyszystami i ćpunami
Fetysze dominacyjne - walka o status i dawkę hormonów motorem ludzkiej aktywności
Nota: prezentowana w tym eseju moja wizja-hipoteza
fetyszy dominacyjnych - choć opiera się częściowo na pracy psychologów, psychiatrów i antropologów - nie jest nauką. Jest jedynie ramą koncepcyjną. Ma ona służyć konkretnej potrzebie praktycznej. Ma redukować chaos informacyjny i pomóc zidentyfikować ludzi przejawiających zachowania toksyczne. Inaczej: w moim przekonaniu ma moc predykcyjną co do ludzkich zachowań. Magicznym słowem, streszczającym cały poniższy wywód w sposób bliższy metodologicznej poprawności, są
uzależnienia behawioralne. O tym, jak ludzkie motywacje uwikłane są w produkowanie hormonów nagrody można przeczytać m.in. w książce D. Libermana i E. Longa pt. Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz.
Teoria fetyszy jako kluczowego mechanizmu uzależnień hormonalnych
Wszyscy jesteśmy beznadziejnie uzależnionymi narkomanami bez szans na ucieczkę z nałogu. Ten nałóg jest treścią naszego życia i integralną częścią ludzkiej natury. To, co możemy - a jest to całkiem dużo - to kierować tym nałogiem tak, aby jego efekty były dla nas pożyteczne. Naszym uzależnieniem od hormonów rządzą trzy proste reguły:
Każdy z nas ma swój "ulubiony" sposób produkowania "hormonów nagrody". Sposób ten działa jak fetysz, tj. każdy z nas wytwarza własne, skomplikowane procedury, zespoły zachowań, rytuały i przyzwyczajenia - efektem ich aktywacji jest osiągnięcie stymulacji hormonalnej. Głód narkotykowy zaspokajamy w sposób mniej lub bardziej uciążliwy dla otoczenia: od pozyskiwania aprobaty społecznej za determinację, wysiłek i poświęcenie po dominacyjne gnębienie wszystkich, którzy się nawiną. Uzależnienia behawioralne są fundamentem całej gamy tożsamości indywidualnych i grupowych, które są głównym czynnikiem decydującym o przynależności do sekt, subkultur, stowarzyszeń... aż do całych cywilizacji.
Przykłady wyliczone poniżej, ale także cała "teoria", są formą rekonceptualizacji. Mi samemu teoria służy jako narzędziem do kontrolowania zachowania własnego oraz innych. Jej zdolność przewidywania zachowań ludzi wynika z naszej konstrukcji biologicznej oraz oprogramowania kulturowego - które przejawiają nieliniową, nieprzewidywalną plastyczność.
Mechanizm działania narkotyków i dopamina
"Teoria fetyszy dominacyjnych" jest połączeniem dwóch spostrzeżeń: rekonceptualizacji tego, że faktycznym narkotykiem są hormony produkowane przez mózg, a nie substancje psychoaktywne (ogólnie inne bodźce z zewnątrz, takie jak uległość osób zdominowanych) oraz istnienia całego rynku terapii uzależnień behawioralnych.
Na uzależnionych potrafią działać najprzedziwniejsze bodźce. Pewien były narkoman musiał unikać kreskówek, bo na opakowaniach działek sprzedawanych mu kiedyś przez dilera widnieli ich bohaterowie1.
"Narkotyki dokonują skoku" na obwód pragnienia" - tak sformułował ich działanie Alan Leshner, były dyrektor Krajowego Instytutu ds. Nadużywania Środków Odurzających w USA. Sterowany dopaminą układ motywacyjny mózgu jest pobudzany znacznie intensywniej przez środki psychoaktywne, niż naturalne nagrody - jedzenie i seks. Kontrolę nad układami mózgowymi, które wyewoluowały w kluczowym dla nas celu utrzymania nas przy życiu, przejmuje uzależniająca substancja chemiczna. Na marginesie, to wyjaśnia dlaczego uzależnienie od jedzenia i seksu ma tak wiele wspólnego z narkomanią.
Narkotyki sztucznie odpalają układ dopaminowy: wymijają skomplikowane obwody "niespodzianki" (pobudzenia antycypacyjnego). Związek gwałtownego podnoszenia poziomu narkotyku we krwi z intensywnością wyrzutu dopaminy sprawia, że nałogowcy z czasem przechodzą na wstrzykiwanie dożylnie. Inne drogi podawania nie zapewniają im pożądanego dreszczu. Nałóg pogłębia się i osoba uzależniona pozostaje jedynie z dojmującym głodem kolejnej działki.
Układ dopaminowy wyłącza się, gdy nie pojawia się oczekiwana nagroda. Układ ten w swoim naturalnym stanie odpala trzy do pięciu razy na sekundę. Częstotliwość rośnie do dwudziestu, a nawet trzydziestu razy na sekundę w przypadku pobudzenia bodźcem. Gdy nagroda się nie pojawia, częstotliwość spada do zera - uzależniony "wpada w czarną dziurę". Zamknięcie dopływu dopaminy sprawia, że czuje się rozżalony i oszukany.
Wiedzę o tych mechanizmach ludzkiego systemu motywacyjnego stosują w praktyce twórcy gier. Gry on-line są narzędziem badania ludzkiej natury, opartym na selekcji quasi-ewolucyjnej. Gromadzą informacje o momentach jej przerwania, czasie zabawy, o tym, jakie bodźce przedłużają ten czas. Tom Chatfield, teoretyk gier, stwierdził, że największe gry zebrały całe terrabajty danycho graczach. Dokładnie wiedzą, czym pobudzić i tłumić wydzielanie dopaminy. Dla ilustracji, optymalny odsetek kufrów, w których są potrzebne graczowi rzeczy to magiczne 25 procent. Optymalną ilością zebranych przedmiotów, potrzebnych do przejścia na wyższy poziom jest 15.
Te proporcje sprawiają, że gracze spędzają najwięcej czasu. W niektórych krajach powstają regulacje prawne, których intencją jest zakaz implementowania najbardziej uzależniających mechanizmów gry.
Patrz na ludzkie charaktery przez filtr "fetysza dostarczającego hormony szczęścia"
Nigdy nie zabiłem człowieka, ale przeczytałem wiele nekrologów z wielką przyjemnością.
Clarence S. Darrow
W co wierzymy, choć nie potrafimy tego dowieść pod redakcją Johna Brockmana to przełożona na język polski w 2008 roku książka fascynująca przez swoją opartą na paradoksie konstrukcję. Na jej kartach znani naukowcy opisują swoje głębokie przekonania o prawdziwości swoich przeczuć i przekonań co do praw natury. Uzurpując podobną formułę wyrażę przekonanie bez należytego naukowego dowodu, że istotną większość ludzkich zachowań indywidualnych i społecznych da się opisać i zrozumieć za pomocą opisanego powyżej mechanizmu fetyszy.
Nie odkrywam tym spostrzeżeniem Ameryki, gdyż w niej właśnie, w USA, jest w użyciu fraza power fetish (dosł. fetysz władzy). Rozumiana jest ona jako fiksacja osoby uzależnionej na punkcie dyrygowania i dominowania nad innymi w swoim otoczeniu w pewien bardzo specyficzny sposób, przy czym osoba taka z determinacją broni swojego prawa do tych irytujących zachowań - nie da sobie nic powiedzieć, gdyż przyjęcie uwag otoczenia wiązałoby się z koniecznością zaniechania praktyki.
Zwróćmy też uwagę na element wspólny w poniższych przykładach: zachodzi tzw. fiksacja na bardzo specyficznej konfiguracji bodźca uzależniającego. Porównałem ją do fetyszy w kontekście zachowań seksualnych. Chodzi o pozyskiwanie pobudzenia seksualnego poprzez bardzo "wyspecjalizowany" wyzwalacz: element ubioru, sposób zachowania itp.
Użytecznym przybliżeniem kwestii jest monomania, czyli - mówiąc żartobliwie - następny krok po pasji. Słownik Merriam-Webster definiuje monomanię jako "nadmierną koncentrację na jednym przedmiocie lub myśli", a w drugim znaczeniu jako "chorobę umysłową; zwłaszcza gdy przejawia się wobec pojedynczej idei bądź myśli"2.
Jest możliwe, że za monomanię, fetyszyzm i uzależnienia hormonalne odpowiadają analogicznie funkcjonujące mechanizmy pracy umysłu i obszary mózgu. Oto przykłady:
"Kochanie, jak idziesz do Biedry to kup mi papierosy. Wiesz, te moje. Tylko pamiętaj - z czerwoną banderolką, żadnych innych!"; (W nocnym klubie) "Stary, a ta?". "E! Nie w moim typie"; "Młody książę zdawał się nie myśleć o niczym więcej, tylko o jedzeniu. Wypukłe jego oczy śledziły niespokojnie każdą potrawę, a gdy mu przynoszono półmisek, nabierał ogromne kupy na talerz i jadł chciwie, z mlaskaniem wargami, jak tylko łakomcy jadają"3. (Patrz porada I) Akademicka arogancja. Z bogatej kolekcji własnych doświadczeń: znajomość z profesorem, który w praktycznie każdej rozmowie telefonicznej nie dawał nawet rady przeczekać powitalnego "dzień dobry" - przerywał w pół słowa, by wygłosić kilkuminutowe przemówienie będące wariacją na temat "kompletnie nie mam czasu" i "mam do zrobienia to i to". Odwrotną postawą jest "samoświadomość" (ang.
self-awareness), opisana spostrzeżeniem: "Dżentelmen obraża innych tylko wtedy, gdy tego chce". Rys. Andrzej Mleczko
Dominowanie nad innymi. Jeszcze ciekawsze było krótkie spięcie z "przypadkiem klinicznym". Była to osoba, do której zgłosiłem się z prośbą. Po wyłożeniu sprawy, z zegarkiem w ręku czekałem dwanaście minut, aż interlokutor zakończy pełną pouczeń przemowę. Dopytując się regularnie, czy nadal słucham, pouczał mnie w niej jak małe dziecko w zakresie najbardziej podstawowych aspektów projektu, którego zrealizowaną już postać właśnie mu zaprezentowałem.
Ale w moim rankingu absolutnym mistrzem świata w kwestii mądrzenia się jest wicedyrektor jednej z tajwańskich szkół w plemieniu hen, gdzieś w górach. W jego gabinecie gościłem z prośbą o kontakt ze starszyzną lokalnego plemienia. Zanim zdołałem przedstawić do końca, z jaką prośbą przychodzę - zbierałem opowieści starych ludzi do książki - zostałem uraczony przemową z głównym wątkiem "czy wiem, że na Tajwanie są różni aborygeni".
Facet źle wykalkulował, gdyż rozmawiać z naczelnikami plemienia potrafię sam. Na drodze wyjątku, w obecności dwóch jego podwładnych, zrugałem go więc w sposób widowiskowy i punktując wszystkie jego zagrania dominacyjne. ("Wiedźmin był bardzo zły. Zabijał.").
Otwierający akapit książki Sprawa Honoru, której autorzy opisują pierwsze zetknięcie z samolotami trzynastoletniego Jana Zumbacha (przyszłego pilota Dywizjonu 303) na pokazie lotniczym w 1928 roku: Podskakując na łące skrzydło w skrzydło, aeroplany oderwały się od ziemi i wzbiły w powietrze, zabierając ze sobą serce Zumbacha. [...] To właśnie wtedy, na tej łące, młodziutki Jan Zumbach, śmiejąc się, z oczami pełnymi łez radości, przysiągł sobie na wszystkie świętości: "tak, tak, tak, będę pilotem"4.
Inspiracja-spostrzeżenie pierwsze: interakcje z ludźmi są zawsze renegocjacją statusu
"Który z nas siedzi na wyższej gałęzi?" To jest obsesja, która dyryguje nami w codziennych zachowaniach. Dopiero wyczytana w którymś tam poradniku dla pisarzy informacja sprawiła, że udało mi się nazwać w użyteczny sposób bodaj najważniejsze prawidło ludzkiej natury:
Nie rozmawiamy w celu wymiany informacji. Większość rozmów to przede wszystkim mniej lub bardziej jawne renegocjacje statusu.
Status potwierdzamy względem kontrrozmówcy i jako pokaz dla przysłuchujących się. Wyróżnienie frazy powyżej jest istotne, gdyż spośród wielu sposobów opisywania tego samego zjawiska pozwala uzyskać największą zdolność kontroli nad biegiem zdarzeń: zachowaniem i decyzjami innych ludzi. Porada pisarska głosiła:
Sekretem napisania perfekcyjnych dialogów jest oddać "grę", w której rozmówcy podwyższają i obniżają status własny i innych uczestników rozmowy.
Z takiego punktu widzenia kwestia tego, kto ma rację w debacie jest zupełnie nieistotna. Zwycięża ten, kto w oczach słuchaczy zdominuje przeciwnika: wprawi w zakłopotanie, ośmieszy, narzuci wizję świata (w tym tezę "naukową"). Ta porada przeczy maksymie Jerzego Bralczyka: "Najlepszym argumentem jest po prostu mieć rację". Najlepszym argumentem jest ośmieszyć. Niestety.
Przekonał się o tym amerykański komentator Ben Shapiro w rozmowie z Malcolmem Nance5. W wyjątkowo zabawny sposób Shapiro, erudyta i mistrz merytorycznej argumentacji, został z marszu usadzony wyjątkowo zręcznym zabiegiem dominacyjnym, co zupełnie go zdezorientowało. Można powiedzieć, nawiązując do kultowego dowcipu, że przyszedł na strzelaninę z nożami.
Trafniejszą formą porady pisarskiej, przedstawionej wyżej,zdolną już do wydostania się poza kontekst swojego powstania, będzie ta:
Interakcje między
homeostatami, choćby relacje między ludźmi czy państwami, polegają na nieustannej renegocjacji statusu i sprawczości: na stroszeniu, blefie etc.
Kluczowym aspektem narzucania zasad gry przez uczestnika dominującego jest zdolność narzucania własnych reguł renegocjacji statusu stronie słabszej. Taka możliwość jest obyczajowo bardziej dopuszczalna w japońskiej kulturze biznesowej, zaś w zachodniej piętnowana (?).
Fraza języka angielskiego assert domination (pol. ustanowić dominację) wyjątkowo trafnie ujmuje sedno sprawy. Nie ma ona jednak dobrego odpowiednika w języku polskim. Instynktownie, niemal bezwiednie staramy się pokazać, zademonstrować albo narzucić naszą wyższość na dziesiątki sposobów. Przejmując prym w dyskusji, nie dopuszczając innych do głosu, szkalując, wymuszając drobne ustępstwa, demonstrując moralną wyższość, kpiąc i przemycając docinki, wymuszając na innych walidację (potwierdzenie, aprobatę) naszych wyborów życiowych i poglądów. To ostatnie często poprzez zmuszanie innych do przyłączenia się do "silniejszego" lub "mającego moralną słuszność".
Przy wyliczance toksycznych zachowań nie sposób pominąć akademickiej arogancji. Na liście jej symptomów jest obcesowe przerywanie i niszczenie karier osobom o odmiennych poglądach, niedopuszczanie do świadomości faktów sprzecznych z własną wizją świata itp. itd. Duński fizyk Max Planck ukuł na taką aktywność słynne powiedzonko:
Postęp w nauce zachodzi z prędkością jednego pogrzebu na raz.
W całości spostrzeżenie Plancka brzmi tak: "Nowa prawda naukowa nie triumfuje poprzez przekonanie przeciwników i sprawienie, że przejrzą na oczy, ale raczej dlatego, że przeciwnicy w końcu umierają i wyrasta nowe pokolenie, które jest z nią oswojone".
W wielu sytuacjach to, co wywalczymy ma potencjał utrwalenia się w stabilną relację, korzystniejszą dla tego, kto lepiej wymusi na innych uległość. Jest więc o co walczyć. Kto silniejszy, ten ma prawo narzucać reguły relacji, reguły gry; Temu wolno bezkarnie je naruszać lub naginać. To też kwestia bardziej przyziemna, homeostatyczna: ten, kto dominuje zachowa źródło utrzymania, zapewni sobie dostęp do zasobów niezbędnych do przetrwania: ma więcej żon, jako pierwszy je upolowaną zdobycz.
Każdy z nas jest w stanie podać dziesiątki przykładów toksycznych i pozytywnych nawyków i zagrań o zwykle niemożliwej do ustalenia intencji. Dylemat pojawia się m.in. gdy ludzie próbują realizować całkowicie naturalną potrzebę wygadania się, poczucia, że mają coś do powiedzenia. Ta potrzeba staje się problemem, gdy "powiernik" ma coś innego do roboty... a mówiący tego nie widzi albo nie chce widzieć i gada, gada, gada... Takie wymuszenie dominacyjne najdotkliwsze jest w przedziale pociągu - nie ma gdzie uciec.
Środowisko wielokulturowe jest istnym polem minowym, na którym miny to różnice w percepcji tego, co jest dopuszczalne. Świetnym przykładem na nierozumienie reguł gry o status w codziennych interakcjach jest specyficzna kultura społeczna Japończyków. Dobrze opisuje ją słowo grupizm - to m.in. kulturowy nakaz niewyróżniania się na plus w grupie, co postrzegane jest jako toksyczny egoizm, a co likwiduje zdolność do bycia kreatywnym. Japończycy mają na to bardzo dobitne powiedzenie:
gwóźdź, który wystaje, zostanie wbity z powrotem.
Poradniki japońskiej kultury biznesowej radzą więc, aby w żadnym razie nie chwalić jednego Japończyka jako wybitnego członka zespołu, któremu grupa zawdzięcza sukces. Taką nieprzemyślaną pochwałą, całkowicie naturalną choćby w Ameryce, Japończykowi wyświadcza się niedźwiedzią przysługę o bardzo poważnych negatywnych konsekwencjach.
Łatwo i warto jest opracować pakiet testów tego, czy ktoś ma tendencje do zachowań toksycznych. Jednym z najskuteczniejszych sprawdzianów jest zaobserwować, jak kandydat lub kandydatka na partnera życiowego traktuje kelnerów, bileterów, personel sklepowy - ogólnie, osoby o niższym statusie w danej interakcji lub - jeszcze ogólniej - takie, które nie mają możliwości odegrania się lub poskarżenia.
Innym zaskakująco skutecznym testem jest obserwować, czy osoba jest w stanie zniżyć się do użycia słów "dziękuję" i "proszę". Swego czasu zdarzyło mi się asystować w wymianie koła w samochodzie, którego właściciel, jak się okazało po udzieleniu pomocy, nie był psychicznie gotów do "drobnego obniżenia swojego statusu" poprzez powiedzenie prostego "dzięki, stary". Byłem na tyle głupi - nie pierwszy i nie ostatni raz - żeby zlekceważyć sygnał ostrzegawczy, co przełożyło się na katastrofalne dla mnie rezultaty współpracy biznesowej.
Przy wykrywaniu toksycznych osób warto wsłuchać się, czy prośby i podziękowania mają formę performatywy. W rozmaitych językach praktyki stosowania takich a nie innych formułek rytualnych w różnym stopniu umożliwiają jednoznaczną ocenę. Użytkownik języka polskiego ma szczęście: słysząc "jest taka prośba" powinien zdecydowanie wzmóc czujność. Może też zripostować choćby dopytując perfidnie "a czyja?". Z kolei na "należą ci się przeprosiny" można odpowiedzieć jawną kpiną "zamieniam się w słuch"6.
Wschodnioazjatycki zwyczaj podawania rzeczy dwiema rękami, zwłaszcza wizytówek, jest dla mnie okazją do psikusów i eksperymentów. Żyjąc na Tajwanie praktykuję podawanie w sklepach pieniędzy dwiema rękami, co jest zupełnie niepraktykowane przez miejscowych zakupowiczów - od klienta gest szacunku nie jest wymagany. Manewr w zabawnie rozmaity sposób traktowany jest przez sprzedawców. Często zdarza się, że nieoczekiwana drobna uprzejmość sprawia, że sprzedawca w "spóźnionej wzajemności" szybko dociąga drugą rękę.
Przedmioty statusowe. Lepsza dzielnica, lepszy samochód, szkoła ze szczytu rankingu. Można wymieniać bez końca. Istnieje nawet specjalne określenie "marka statusowa" na produkty firmy, która oprócz wartości użytkowych dostarcza kupującemu poczucie wyższości, poczucie bycia elitą, grupą zamkniętą. Faktyczna wartość czy użyteczność przedmiotu, albo zgodność opisu sytuacji z rzeczywistością, są drugorzędne. Liczy się to, czy status osoby zostanie skutecznie podwyższony lub obniżony. Weźmy za przykład dowcip o posiadaczach samochodów marki, która słynie z notorycznie niedziałających kierunkowskazów:
Pytanie: Co to za pomarańczowa poświata na horyzoncie? Odpowiedź: To lampki "sprawdź silnik" uczestników zlotu posiadaczy BMW.
Są wśród tych posiadaczy tacy, którzy usłyszawszy tego rodzaju docinek, wybuchną śmiechem. Znam jednak też i takich, których bym śmiertelnie obraził... przez myśl mi nawet nie przejdzie, by zaryzykować znajomość opowiedzeniem dowcipu, choćby i bez obecności przysłuchujących się.
Obowiązkowa terapia uzależnień behawioralnych - dla każdego
Podsumowując sprawę zachowań dominacyjnych, możemy tu mówić o wrodzonej potrzebie, która realizowana jest w zachowaniach nabytych kulturowo i osobniczo: m.in. w procesie socjalizacji, przyswajania rodzimej kultury i kontaktu z ideologiami i systemami wartości.
Obserwując zachowania własne oraz innych doszedłem do wniosku, że sferą zachowań dominacyjnych rządzą siły równie potężne, co fetyszyzmem w sferze seksualności. Uzależnienie od hormonów produkowanych przez ciało człowieka to diagnoza niezbyt naukowa, ale trafnie wskazuje na zjawisko, o którym teraz opowiem.
Gdy poprzez jakiś wpływ lub wydarzenia nauczymy nasz mózg czerpać przyjemność z pewnych form zachowania, stajemy się na ich punkcie zafiksowani - w sposób mniej lub bardziej dokuczliwy dla innych. Z całą pewnością przyda się nam wszystkim terapia uzależnień behawioralnych. Niektórym - także z całą pewnością - urozmaicona elektrowstrząsami.
Inspiracja-spostrzeżenie drugie: zdolność do samokontroli i odraczania nagród
Drugą inspiracją do sformułowania trzech reguł uzależnień behawioralnych był słynny eksperyment z ptasim mleczkiem. Realizujący eksperyment proponowali małym dzieciom "umowę": dzieciakowi stawiano przed nosem talerz z jednym ptasim mleczkiem i składano ofertę: Jeśli dzieciak powstrzyma się od zjedzenia ciastka przez pięć minut, dostanie w nagrodę drugie.
Celem eksperymentu jest poznać zdolność do samodzielnego nagradzania się u dzieci, a pośrednio ich predyspozycji do samokontroli. Pierwszym ze słów kluczowych, które będzie nam tu potrzebne jest zdolność do odraczania nagród. Jest ona z różnym "szczęściem" wpajana dzieciom od najmłodszych lat. Drugim słowem, ogólniejszym, jest po prostu samokontrola. Osoba, która nauczy się kontrolować impulsy do pozyskiwania przyjemności (wyrzuty dopaminy i innych hormonów), będzie w stanie osiągnąć więcej.
Zrozumienie sfery, w której opisane powyżej siły się przejawiają, jest istotną częścią umiejętności sterowania zarówno zachowaniem pojedynczego człowieka, jak i pchania mas do budowy potężnych imperiów... Inaczej: do wiązania ludzi w kooperujące grupy, powodowane wizją jednego celu. Te zrozumienie to kluczowa "tajemnica" władania potężnymi siłami, które tylko pozornie są zbyt przemożne, by poddać się woli samotnej jednostki lub małej grupki zdeterminowanych. Kluczem jest Kluczem jest ideologia służąca zarażaniu wirusami kulturowymi.
Praktyczne zastosowania, spostrzeżenia i przykłady
A. Od wszelakich złych nawyków, racz nas wybawić
Niech twoja mowa będzie "tak, tak" albo "nie, nie". A co nadto jest, od twych toksycznych zachowań dominacyjnych pochodzi7.
B. Walcz z uzależnionymi jak z graficiarzami
Podstawową, ultra-skuteczną walką z wandalami malującymi graffiti bez pozwolenia jest natychmiastowe zamazanie napisu, choćby miało to zdewastować obiekt jeszcze bardziej. Należy odebrać sprawcy choćby i jednodniową narkotyczną satysfakcję z tego, że ktoś ogląda jego dzieło.
Na tej samej zasadzie, gdy tylko wykryjesz, że poznana właśnie osoba kosztem innych praktykuje szprycowanie się hormonami produkowanymi poprzez zachowania toksyczne - uciekaj. Albo "ustanów dominację" opisując wprost, co widzisz i na co nie pozwolisz. Wadą tej taktyki jest to, że stawianie oporu lub opinia osoby nie dającej sobie w kaszę dmuchać niektórych może tym bardziej zachęcić do agresji dominacyjnej - opór ofiary często tylko zwiększa podniecenie gwałciciela.
C. Drobne uprzejmości cywilizują
Te społeczności są w stanie wygenerować wyższą spójność i poczucie wspólnoty, w których zachowania rytualne pogłębiają i wzmacniają wzajemny szacunek i zaufanie grupowe.
Na Tajwanie, w Japonii i ogólnie w sferze oddziaływania cywilizacji konfucjańskiej, od wczesnych lat ludzie warunkowani są silnym tabu ukrywania konfliktów i nakazem sygnalizowania przyjaznych intencji. Siłą kontrastu, zetknięcie się z tą konfucjańską uprzejmością (oczywiście często udawaną) jest silnie pozytywnym przeżyciem dla każdej osoby przybywającej w tamte strony świata z Zachodu.
D. Rozpoznawaj i zarządzaj aktami "ustanawiania dominacji"
Czas spojrzeć na sprawę z nieco makiawelicznej strony. Formalne i nieformalne hierarchie to narzędzia do osiągania celów. Istnieją sytuacje, w których dominację trzeba narzucić, aby zoptymalizować pracę zespołową. W pierwszym epizodzie filmu Misja Afganistan widzimy scenę, w której nowo mianowany dowódca kompanii przybywa na pierwszą zbiórkę i w zmyślny sposób pokazuje, kto tu rządzi. Wpierw sam rozkłada i składa karabin nakazując mierzyć czas. Następnie rzuca podkomendnym wyzwanie: "No, który zrobi szybciej?!". Nikt nie dał rady. Dowódca został samcem alfa.
Uniwersalna porada: aby zapewnić sobie odpowiednią pozycję, należy zawczasu zaaranżować sytuację, w której "ustanowimy dominację" w sposób kontrolowany . Musimy też być zawsze gotowi na chwilę, w której ktoś nagle - uznawszy, że wykrył naszą słabość lub moment słabości - zdecyduje się kontestować naszą pozycję.
E. Pogódź się z pesymistyczną maksymą wspaniałego rozmówcy
Praktyczne zastosowanie powyższej wiedzy oznacza nabycie zdolność i wolę do zarządzania przepływami statusu w swoim otoczeniu społecznym. Ideałem dyskusji oczywiście jest spotkanie dwóch ludzi, którzy - w myśl wzorców głoszonych przez Karla Poppera - wspólnie dochodzą do prawdy. Jednak gdy w grę wchodzi ego i poczucie ważności z grubsza ociosanych małpoludów, jak żartobliwie opisywał to Stanisław Lem, rozmowy międzyludzkie da się zawrzeć m.in. w mojej pesymistycznej maksymie:
Chcesz być wspaniałym rozmówcą? Pozwól temu drugiemu, aby był koszmarnym.
Odkładając na chwilę na bok wszystkie dowcipne wywody i sarkazm, sekretem wspaniałego mówcy jest podwyższyć, nawet swoim własnym kosztem, status osoby, z którą się rozmawia: po prostu daj się drugiej osobie wygadać8 - nawet kosztem uszczerbku na własnym zdrowiu. Nie da się oczywiście zrobić tego z każdym, gdyż takie dobrowolne oddanie pola często uznawane jest za słabość i zachętę do wymuszeń.
Zrozumiawszy jednak zarysowane powyżej cechy żywiołów powodujących naszymi zachowaniami, można pokusić się o zaprzęgnięcie ich do swoich celów.
Gdy zidentyfikować "fetysz" rozmówcy, możemy zaspokoić jego "głód narkotyczny". Połóż na stole transakcję-przynętę: prestiż, okazję do dominacji itp. w zamian za realizację tego, co ty chcesz od tamtego. Dostrzegając czyjąś potrzebę awansu w hierarchii, pomóżmy go osiągnąć - będzie miał u nas dług wdzięczności. Musimy pamiętać o innej ważnej regule: wielu z nas wręcz uwielbia robić drobne złośliwości lub demonstrować wyższy status w sposób skryty, zakamuflowany. Często zresztą te drobne złośliwości popełniamy bezwiednie, potem gorzko żałując. Dlatego właśnie dyscyplina trzymania buzi na kłódkę jest kluczową umiejętnością. Milczenie jest złotem. Na równi z przygotowaniem.
F. Wymuszaj własne reguły gry
Jednym z najbardziej trafnych wzorców postępowania podzielił się prof. Bralczyk wykładając Retorykę na UW. Otóż istnieje pięć "poziomów/trybów" interakcji. Ten najbardziej formalny znamy z rozpraw sądowych, pism urzędowych i z ust ludzi o statusie znacznie wyższym od naszego. Kolejne szczeble "drabiny eskalacyjnej" negocjacji statusu to słowa osoby, która chce sprawnie załatwić sprawę ("dzień dobry, poproszę dziesięć palet cementu, jak ostatnio, na fakturę i z dowozem"). Najbardziej familiarnym lub też intymnym poziomem jest zwracanie się do kogoś bardzo dobrze znanego - małżonka bez obecności osób trzecich, małego dziecka, serdecznego przyjaciela z piaskownicy albo z wojska, zwłaszcza "przy butelce" ("Zdzisiu", "Tomciu").
Koncepcja pięciu poziomów jest wyjątkowo użyteczna. Próby interakcji między osobami formułującymi wypowiedzi ze zbyt odległych poziomów prowadzić może do trzech rezultatów: niemożności współpracy, poważnego spięcia i śmiertelnej obrazy lub... sytuacji komicznych.
Z wywoływania tych ostatnich słynął zaprzysięgły mizantrop Haviland Tuf, bohater opowiadań SF George'a R.R. Martina. Tuf, lubujący się w rozpoczynaniu wypowiedzi od słów "Szanowny Panie..." słynął z niechęci do bliższego kontaktu z ludźmi, zwłaszcza fizycznego. W jednym z epizodów swojego dystansującego zachowania, o którym jednak zawsze skwapliwie i z wyprzedzeniem informował, w świetle jupiterów i tysięcy kamer odmówił przyjęcia wyciągniętej dłoni przewodniczącego rady całej planety.
Zaryzykuję twierdzenie: niektórzy ludzie prą na siłę do zmiany poziomu interakcji, gdyż na tym nowym mają więcej możliwości do realizacji skrytych aktów złośliwości lub zaspokajania swoich tajnych dominacyjnych fetyszy. Nie ma co ukrywać, wszyscy - łącznie ze mną - bywamy w jakiś sposób toksyczni dla innych: gdy stawiamy na swoim, jesteśmy asertywni, nie chcemy ustąpić, pokazujemy wolę obrony własnych wartości itd.
Zmiana poziomu to zwykle próba przeciągnięcia kogoś na siłę - zwłaszcza przy osobach trzecich - z poziomu właściwego (domyślnego) dla danej interakcji społecznej i narzucenia swojego. Takie narzucenie dominacji znakomicie odmalował mistrz dialogu Andrzej Sapkowski w Bożych bojownikach. Biskup Wrocławia zwracał się per "Grzesiu" do Grzegorza Hejncze, papieskiego inkwizytora:
- Milczący coś jesteś, Grzesiu - zauważył Konrad z Oleśnicy, biskup Wrocławia, bacznie przypatrując się inkwizytorowi. - Jakbyś niezdrów był. Sumienie? Czy żołądek? [...] - Z podziwu godną konsekwencją i uporem pozwala sobie wasza biskupia dostojność zwracać się do mnie w sposób szczególnie familiarny. Pozwolę sobie i ja na konsekwencję: po raz kolejny przypomnę, że jestem papieskim inkwizytorem, delegatem stolicy apostolskiej na diecezję wrocławską. Z racji urzędu należy mi się szacunek i odpowiedni tytuł. "Grzesiem", "Jasiem", "Pasiem" czy "Piesiem" może sobie wasza dostojność zwać swych sługusów, kanoników, spowiedników i przydupników. - Wasza inkwizytorska wielebność - biskup włożył w tytuł tyle pogardliwej przesady, ile zdołał - nie musi mi przypominać, co mogę. Sam najlepiej to wiem. To łatwe: ja zwyczajnie mogę wszystko.
G. Wejdź w buty małpoluda
Praktyczną poradą będzie kwestia przechodzenia na "ty", czyli zmiany "poziomu interakcji", którą rozmaite języki i kultury w różny sposób dopuszczają i umożliwiają. Są ludzie, z którymi wręcz nie wolno przechodzić na "ty", gdyż w istotny sposób prowadzi to m.in. do trudności z realizacją współpracy na poziomie profesjonalnym. Kluczem zdaje się być ta reguła: jeśli w aktualnym stanie funkcjonuje należycie relacja wzajemnego szacunku, poziomu komunikacji nie należy zmieniać.
Optymalny stan należy mierzyć tym, czy któraś ze stron nie nadużywa swojego statusu do wymuszania niekorzystnych dla drugiej strony rozporządzeń. Nowy "ty" (świeżo pozyskany serdeczny kolega) może zaoferować realizację zlecenia bez pieniędzy. To prowadzi do tego, że zlecający bezpowrotnie traci instrument "płacę i wymagam", wymuszający jakość i terminowość, a wykonawca zyskuje pole do lekceważenia niewygodnych dla siebie uzgodnień. Rany, ileż razy mi się coś takiego przytrafiło! Często jest tak, że inicjator sytuacji po prostu realizuje swoją potrzebę dyktowania zasad interakcji nawet kosztem utraty zarobku.
Miejmy w pamięci naczelną zasadę bezpieczeństwa w interakcji ze "z grubsza ociosanymi małpoludami":
Uczciwego traktowania i przestrzegania warunków umów spodziewaj się wyłącznie jeśli jesteś stroną o w miarę równym statusie.
Dominacyjnie pozyskane prawo do rozsądzania co jest dobre, a co złe, to potężna władza. Jeśli potencjalny partner narzuca swoją dominację i stara się zyskać jakąś formę nietykalności za własne wykroczenia i inne działania, trzeba brać nogi za pas lub kontratakować! To jest właśnie uzasadnieniem dla ścisłego przestrzegania rozłącznego traktowania relacji prywatnych z biznesowymi, czego naucza powiedzenie "z rodziną dobrze wychodzi się na zdjęciu". Jeśli incydent dominacyjny o nazwie "serdeczna przyjaźń" pozbawia nas zabezpieczenia w postaci realnych do wyegzekwowania sankcji zabezpieczających nasze interesy, należy bezwzględnie zrezygnować zanim podpiszemy kontrakt i wleziemy w pułapkę.
Najbardziej toksycznymi przykładami uzyskiwania dominacji, która zapewnia nietykalność, jest osiągnięcie tzw. wyższości moralnej (ang. moral high ground). To właśnie ofiarą tego triku stał się wspomniany wcześniej Ben Shapiro. Podobnie jest z tzw. "mikroagresjami", których uznaniowość czyni je narzędziem linczu: niszczenia kariery i reputacji każdego, choćby za krzywe spojrzenie na "osobę o identyfikacji chronionej".
Zauważając, że ktoś chce nas zdominować obmyślmy sprytne kontrposunięcie lub unik otwierający "przeciwnikowi" drogę do obrócenia swojej próby dominacji w żart. Mój ulubiony przykład niegroźnych, rytualnych przepychanek to wyjątkowo zabawna mina wyrażająca zaskoczenie u osoby, która swego czasu podała mi do uściśnięcia dłoń wierzchem do góry.Takie podanie dłoni to powszechny, realizowany "niby od niechcenia" i często bezwiednie sygnał dominacji - ktoś uznawany za równego dostaje do podania dłoń ustawioną pionowo. Przy którymś spotkaniu bez chwili zastanowienia złapałem za podaną [do ucałowania upierścienioną] dłoń od góry. Moje na wierzchu! Sygnał, choć dany komuś, z kim zasadniczo byłem dobrym kumplem, był jasny: żadnego "Grzesia" czy "Jasia". Zasady partnerskie albo "do widzenia".
W wielu kontekstach, w tym w stosunkach międzynarodowych i dyplomacji, narzucenie dominacji statusowej jest równoznaczne z narzuceniem własnej sprawczości, zdolności i możności do ustalania reguł gry. To także przejaw swojej siły negocjacyjnej, realnej lub pozowanej. Walka o status i sprawczość jest przejawem stanu wojny, o której Oriana Fallaci mówiła, iż jest przejawem nie tyle natury homo sapiens, ale częścią świata. Gdy pojmiemy, że jest esencją naszego życia, przysparzając sobie i innym raz radości, raz upokorzeń, możemy z większym dystansem i mniejszym pesymizmem delektować się Wstępem do bajek mistrza obserwacji ludzkiej natury, Ignacego Krasickiego:
Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził;Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził;Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał;Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał;Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał;Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał;Był minister rzetelny, o sobie nie myślał;Był na koniec poeta, co nigdy nie zmyślał.- A cóż to jest za bajka? Wszystko to być może!- Prawda, jednakże ja to między bajki włożę.
H. Rozpoznawaj uznanie zwierzchnictwa
W kontekście powyższego idealną ilustracją jest scena z filmu Ojciec Chrzestny (1972, reż. Francis Ford Coppola).W bodaj najsłynniejszej scenie filmu do Don Vito Corleone przychodzi niejaki Bonasera, ojciec szukający realizatora zemsty za pobicie i poniżenie córki.
Petent oferuje transakcję handlową: chce zlecić morderstwo gangsterowi. Corleone domaga się innej wymiany: chce walidacji dla swojej organizacji mafijnej oraz uznania swojej pozycji dominującej (źródła sprawiedliwości) w lokalnej społeczności, a w zamian udzieli pomocy bez pobierania honorarium. Dwaj mężczyźni negocjują w osobliwym pojedynku woli, aż przychodzący po prośbie ojciec kapituluje - w geście uległości całuje ojca chrzestnego w rękę.
I. Uzależnienia od jedzenia
Uzależnienia od jedzenia określonych typów potraw są klasą samą w sobie. Czekolada i ogólnie słodycze - powszechnie znana ciekawostka - powodują zwiększone wydzielanie endorfin, które uśmierzają ból i mają działanie antydepresyjne.
Ale endorfiny produkowane są też, gdy w naszych ustach znajdzie się coś pikantnego. Ktoś, kto uwielbia jeść pikantne potrawy, jest w gruncie rzeczy uzależniony od endorfin. Spostrzeżenie to można zmienić w poradę: osoba nałogowo jedząca rzeczy bardzo pikantne popadła w ciężkie uzależnienie hormonalne. Z dużą dozą pewności można więc stwierdzić, że taka osoba reguluje samopoczucie i nastrój "substancjami", a nie za pomocą wyuczonych nawyków samokontroli i twórczej aktywności. Zamiast mechanizmu:
sukces ? satysfakcja/szacunek ? "hormony szczęścia" ? wzmocnienie nawyków samodyscypliny
taka osoba realizuje schemat
jedzenie słodko/pikantnie ? "hormony szczęścia" (w tym przypadku uśmierzające ból endorfiny).
J. W niewoli sławy i władzy
Co mają ze sobą wspólnego politycy i pieluszki jednorazowe? Jedno i drugie należy często zmieniać - i to z tego samego powodu.
dowcip amerykański
Ten niepozorny dowcip odnosi się do słynnego powiedzenia lorda Actona "władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie". Dobrze, korumpuje... ale w jaki sposób? A przy okazji, jaka jest największa zaleta demokracji przedstawicielskiej?
Odpowiedzi dostarczają obserwacje uzależnień od atencji innych w portalach społecznościowych. Coraz większe zastrzyki uwielbień od strony wyznawców i zwolenników powodują ciężkie uzależnienie od wyrzutów dopaminy. Jego ofiarą padają słynni artyści, sportowcy, "gwiazdy Instagrama" i politycy. O, tak! Sława to najgorsze przekleństwo. A kadencyjność na pozycjach władzy to - w tym świetle - jedno z największych osiągnięć cywilizacyjnych świata zachodniego.
K. Zostań ubóstwianym przywódcą
W Potopie, szykujący zdradę książę Radziwiłł "bierze pod łokieć" wszystkich po kolei, by skrócić dystans rang. Stąd
maksyma przywódcy: dokonuj drobnych aktów podniesienia w górę statusu osób niższych pozycją.
Z tej reguły da się wyprowadzić najskuteczniejszy znany mi test charakteru człowieka (wzmiankowany powyżej):
Zanim zwiążesz się z kimś emocjonalnie lub biznesowo, zobacz, jak ta osoba traktuje ludzi o niższym statusie, którzy nie mają jak się odegrać lub komu poskarżyć.
L. "Relacja wzajemnego szacunku"
Tę poradę uważam za najważniejszą. W zdecydowanej większości przypadków sposób patrzenia na drugą stronę ustala się na samym początku zawierania znajomości, raz na zawsze. Strony interakcji, często bezwiednie, ustalają wtedy zakres dopuszczanych zachowań dominacyjnych. W przypadku skrajnym jeden uzna drugiego za frajera, potencjalną ofiarę docinek lub szykan itp.
Czy osoba, która pozwala sobie na docinki obniżające twój status, zwłaszcza w obecności innych, zaprzestanie praktyk, gdy kupisz sobie lepszy samochód, albo spróbujesz wyłamać się z pozycji podporządkowania i uległości? Nie! Ani nie "spojrzy na ciebie z nowym szacunkiem", ani nie przeprosi za wcześniejszą błędną klasyfikację. Tę prawidłowość widzimy w filmie Powrót do przyszłości (1985, reż. Robert Zemeckis) - ojciec głównego bohatera przez całe życie jest pomiatany i wykorzystywany przez osiłka. Zmiana tego trendu, tej miniaturowej "siły psychohistorii", wymagała podróży w czasie i skomplikowanych zabiegów - z nieodzownym aktem publicznego dania osiłkowi w mordę, aktem ustanowienia nowego porządku rzeczy.
Niemożliwą do zweryfikowania teorią jest to, że Napoleonem, prowincjuszem z Korsyki, powodowała ambicja awansu społecznego do roli władcy równego monarchom Prus, Anglii czy Rosji. Czy to ta ambicja kazała mu w chwili koronacji na cesarza wyrwać koronę z rąk papieża i samodzielnie założyć ją sobie na głowę?
1 Ramka na podstawie Daniel Lieberman, Michael Long, op.cit., r. 2 Narkotyki.
2 https://www.merriam-webster.com/dictionary/monomania [dostęp 2022.03.15].
3 Henryk Sienkiwicz, Potop, r. 34.
4 Lynne Olson, Stanley Cloud, Sprawa Honoru. Zapomniani bohaterowie II wojny światowej, AMF, Warszawa 2004, s. 22.
5 Ben Shapiro and Malcolm Nance on Critical Race Theory | Real Time with Bill Maher (HBO), www.youtube.com/watch?v=dwgsbZ1MsAE, wejście 2021.09.12. Jeden z komentujących internautów zauważa celnie, że Nance nie mówi nic, co by miało wartość merytoryczną, a więc dawało się poddać krytyce.
6 Wypowiedzi dokonawcze czy dokonania wypowiadalne? [w:] Piotr Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny, PTG, Kraków 2020, s. 633-636.
7 Mt 5,37. Ważne zastrzeżenie: wszyscy nosimy w sobie ogromną potrzebę, aby ktoś wysłuchał uważnie i ze zrozumieniem naszych trosk i dostrzegł osiągnięcia. Ta potrzeba jest jednym z krańców wielowymiarowego spektrum toksyczności, którego krańcem powyżej opisanym są zachowania dominacyjne. Absolutnie mistrzowski opis tej potrzeby znajdziemy w powieści A. Ziemiańskiego Achaja, t. 1, r. 33, w którym seksworkerczynie (k...wy) słyszą taki instruktaż: "Wy macie dać, co nie dają żony, co nie dają przygodne dziewczyny. Wystarczy jak siądziesz z nim i wysłuchasz, co on ci ma do powiedzenia. Nie wygadując przy tym własnych bredni. [...] Po prostu słuchaj, nie usiłując postawić na swoim. [...] Potakuj tak, jakbyś rozumiała, co się do ciebie mówi".
8 Pozornie niewinna odmowa często kończy znajomość lub prowokuje akt skrytej zemsty. Logika zemsty: ofiara odmowy została pozbawiona swojej "działki".
Indeks kluczowych prawideł
Nota: Niniejszy indeks zawiera twierdzenia wyróżnione w treści książki pogrubioną czcionką i/lub wyśrodkowaniem bloku tekstu.
Traktat Sztuka wojny jest protonaukowym systemem identyfikowania i ważenia rozmaitych parametrów siły przeciwnika ? "Nie ma nic silniejszego ponad ideę, której czas nadszedł".
?
Przeciwnikowi należy maksymalnie utrudnić budowanie zdolności predykcyjnych. ? Rekonceptualizacja jest wszystkim. ? Jeśli chcesz odnieść sukces, podwój liczbę swoich porażek. ? Dobrze zadane pytanie zawiera już połowę odpowiedzi. ? Pojęcia oraz koncepcje to narzędzia, dzięki którym dostrzegamy, a następnie zaprzęgamy na swój użytek wzorce i prawidłowości świata oraz natury ludzkiej. Pojęcia te służą nam do budowania w naszym umyśle modeli mentalnych. Jakość tych modeli rozstrzyga o jakości naszych decyzji. ? IQ jest arbitralnie skonstruowanym pakietem nabytych oraz dziedziczonych parametrów sprawności umysłowej. Test IQ mierzy umiejętność tworzenia uogólnień z niekompletnych danych i dochodzenia do nowych informacji zgodnie z abstrakcyjnymi regułami. Inaczej, test IQ mierzy umiejętność budowania modeli na podstawie wcześniejszych doświadczeń, a potem wykorzystania tychże modeli do określenia, co wydarzy się w przyszłości. Jeszcze inaczej: mierzą sprawność rozpoznawanie wzorców oraz prawidłowości przy czynności manipulowania symbolami i abstrakcjami. ? Ewolucyjną adaptacją wtórną, powstałą w ewolucji
homo sapiens, jest zupełnie nowy "szlak dopaminowy", który oddziałuje na procesy zachodzące w korze przedczołowej. ? Czarne Łabędzie, in.
outliers, to kluczowe wydarzenia całkowicie poza modelem kalkulowania ryzyka, które sprawiają, że projekcje przyszłych stanów systemów są z zasady zawodne. ? Teoria ma dawać moc predykcyjną. ? Religia jest więc w tym sensie zgodna z prawami natury, że jest sposobem grup ludzi na dostrajanie swoich instytucji kulturowych, obyczajów i zachowania do prawideł i okoliczności rządzących ich przetrwaniem. ? Możliwe jest poparte całkowitą pewnością odrzucenie teorii, jednak nie jest możliwe całkowicie pewne przyjęcie teorii. ? Jeśli twierdzenie lub teoria jest naukowa, powinna być tak zbudowana, że da się zweryfikować jej prawdziwość (np. przez eksperyment). ? Semantyczna definicja prawdy: Zdanie "p" jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy gdy
p. ? W każdym systemie aksjomatycznym występują twierdzenia, które są prawdziwe, ale których nie można udowodnić. ? Są wyspy na oceanie matematyki, do których nie sposób dotrzeć za pomocą małych kroczków metody dedukcyjnej. ? Rekonceptualizacja: faktycznym narkotykiem są hormony produkowane przez mózg, a nie substancje psychoaktywne (bodźce z zewnątrz) oraz istnienia całego rynku terapii uzależnień behawioralnych. ? Nie rozmawiamy w celu wymiany informacji. Większość rozmów to przede wszystkim mniej lub bardziej jawne renegocjacje statusu. ? Sekretem napisania perfekcyjnych dialogów jest oddać "grę", w której rozmówcy podwyższają i obniżają status własny i innych uczestników rozmowy. ? Interakcje między homeostatami, choćby relacje między ludźmi czy między państwami, polegają na nieustannej renegocjacji statusu i sprawczości: na stroszeniu, blefie etc. ? Niech twoja mowa będzie "tak, tak" albo "nie, nie". A co nadto jest, od twych toksycznych zachowań dominacyjnych pochodzi. ? Chcesz być wspaniałym rozmówcą? Pozwól temu drugiemu, aby był koszmarnym. ? Gdy zidentyfikować "fetysz" rozmówcy, możemy zaspokoić jego "głód narkotyczny". Połóż na stole transakcję-przynętę: prestiż, okazję do dominacji itp. w zamian za realizację tego, co ty chcesz od tamtego. ? Uczciwego traktowania i przestrzegania warunków umów spodziewaj się wyłącznie jeśli jesteś stroną o w miarę równym statusie. ? Maksyma przywódcy: dokonuj drobnych aktów podniesienia w górę statusu osób niższych pozycją. ? Zanim zwiążesz się z kimś emocjonalnie lub biznesowo, zobacz, jak ta osoba traktuje ludzi o niższym statusie, którzy nie mają jak się odegrać lub komu poskarżyć. ? Potrzeba zachowania godności jest jedną z najpotężniejszych sił rządzących ludzkimi motywacjami. ? Kluczowy atrybut i parametr legitymizacji władzy to zdolność stania się źródłem prawa. ? Ideologia to pakiet twierdzeń normatywnych lub interpretujących na własne potrzeby "prawa naturalne" świata zastanego, celem usprawiedliwienia stosowania przemocy. ? Aby nazwać świat, trzeba go najpierw opanować. ? Język to pakiet narzędzi władzy, o który toczą się boje dominacyjne. ? Struktura systemu determinuje jego zachowanie. ? Im bardziej wychylenia zagrażają egzystencji systemu homeostatycznego, tym łatwiej-sze jest przewidzenie jego opcji decyzyjnych. ? Zmniejsz zdolność przeciwnika do komunikacji i interakcji ze środowiskiem, a podtrzymaj lub zwiększ tę zdolność u siebie. ? Wygra ten, kto jest zdolny dostroić się do rytmu pola walki. ? Definicja istoty fortelu: To akt oddziaływania wykraczający poza ramy predykcyjne oponenta. ? Proces wdrażania/indoktrynacji do kultury powoduje trwałe fizjologiczne zmiany w mózgu. [...] Kultura (w tym dieta) zmienia nas fizjologicznie niezależnie od cech genetycznych (w tym różnic rasowych), parametrów środowiska i ekspresji genów. [...] Nie da się odseparować kultury, "psychologii" i fizjologii naszego mózgu, ponieważ kultura fizycznie zmienia sposób jego organizacji i funkcjonowania. ? Jesteśmy gatunkiem opierającym przetrwanie i zdolność rozmnożenia o parametry kultury. Kultura zaś to system naśladowania zachowań. ? Żaden z gatunków małp spokrewnionych z człowiekiem nie przejawia dwóch cech jednocześnie: życia w dużych grupach i praktyki małżeństw monogamicznych. Małżeństwa takie są wyłącznie produktem kultury
homo sapiens. ? Gotowość zaufania osobom obcym (ang.
in-out-group trust) jest odwrotnie proporcjonalna do obecności struktur klanowych. ? Cechy psychiczne [drugiego pokolenia migrantów] były przenoszone przez wychowanie, a nie przez złą jakość systemu politycznego, bezpieczeństwo socjalne, wystawienie na klimat, choroby endemiczne, opresję w miejscu zamieszkania rodziców. ? Nastąpiła sakralizacja cech psychologicznych kształtowanych wcześniej przez niesterowane mechanizmy ewolucji kulturowej. ? Religia nie jest "zbiorem zabobonów". Jest jest pakietem narzędzi stworzonych do misji cywilizującej: udomawiania istot ludzkich wedle określonego wzorca formatowania cywilizacyjnego. Jest też najskuteczniejszym znanym ludzkości generatorem wspólnego mitu i mitu motywującego. To dlatego system religijny jest podstawowym celem agresji ideologicznej, zwalczania konkurencji. ? Handel cywilizuje - jest impulsem ewolucyjnym dla bezosobowej prospołeczności. ? Tylko grupy mogą uciskać inne grupy oraz całe społeczeństwa. A grupa uciskająca musi być wewnętrznie spójna. ? Zachowania kooperacyjne trzeba wymusić. ? W obrębie grupy tchórzom powodzi się lepiej niż odważnym. Jednak na poziomie wyższym, społeczności pełne tchórzy są eliminowane przez te, które pełne są odważnych. ? Każda grupa ludzi ma specyficzne dla siebie parametry zdolności kooperacji między swoimi członkami: 1. Zdolność do osiągania kolektywnych celów. 2. Zdolność jednostek do poświęcania dobra osobistego na rzecz realizowania celów społeczności. ? Konflikt zewnętrzny sprawia, że znikają konflikty wewnętrzne. ? Dzieła takie jak średniowieczne katedry czy Göbekli Tepe to sposób, aby połączyć ludzi w osiągającą wspólne cele społeczność. ? Tak jak istnieją produkty i marki prestiżowe (np. BMW, iPhone), tak istnieją "ideologie prestiżowe". ? Tak długo jak ludzie czują czyjś wzrok na karku, zachowują się lepiej. A grupy ludzi, którzy zachowują się miło wobec siebie, wygrywają z grupami, które tego nie robią. ? Zdolność do kooperacji oraz postęp moralny i materialny ludzkości to produkt [uboczny] "dobrych wojen". ? Cecha rozpoznawcza "toksycznego" poglądu lub ideologii: nie tylko walidują wybory życiowe, ale podnoszą status osoby go głoszącej. To dlatego nawet najbardziej merytoryczna krytyka będzie odebrana jako atak naruszający status i prestiż. ? Liberałowie w USA są jedyną grupą, która przejawia większą preferencję wobec "innych" (zwłaszcza pokrzywdzonych) niż dla reprezentantów grupy własnej ? Zasadniczo każdą aktywność ludzką, indywidualną i zbiorową, da się opisać za pomocą pojęcia sprawczości. ? (Zdolność decydowania i sprawczość) Obserwacja ? Orientacja ? Decyzja ? Akcja Percepcja ? Wizja ? Decyzyjność (Wola) ? Sprawczość ? Arystoteles ? Aleksander Wielki Napoleon ? Napoleon Otto von Bismarck ? Wilhelm I Zwycięstwa nie należy poszukiwać w fizycznym wymiarze, gdyż zmagania odbywają się poza tradycyjnie rozumianym polem walki ? Przeciwnik ma działać według logiki innej, niż ta dyktowana przez bezpośrednie pole walki. ? Naśladowanie zachowań i praktyk jest kluczową cechą konstytutywną
homo sapiens. Wtórną adaptacją tego pakietu cech stała się zdolność budowania cywilizacji i imperiów - do ultrakooperacji. ? Duże grupy obcych sobie ludzi mogą współpracować, gdy łączy ich wiara we wspólny mit. ? Technologie oraz idee wynikają jedne z drugich, a kluczem do sukcesu przełomowego wynalazku jest rekombinacja idei. ? Wynalazki są końcowym produktem skomplikowanej struktury synergicznej wcześniejszych wynalazków oraz wizji podsuwanych przez niepowiązane wcześniej branże i sfery życia. ? Aby zainicjować rewolucję przemysłową, trzeba najpierw stworzyć wysoce wydajne imperium handlowe. ? Trzy funkcje - nadwyżki, magazynowanie/przesyłanie oraz wymiana - są filarami każdego imperium żywnościowego od starożytnego Egiptu po wiktoriańską Anglię i
Pax Americana. ? Prawidło: czym bardziej wyrafinowana i nowoczesna jest nasza technologia, tym bardziej jesteśmy wrażliwi na zakłócenia w dostawach surowców. ? Potrzeba całej wioski [by wychować dziecko]. ? Proces cywilizowania człowieka polega na tym, że za pomocą przymusu dziecko jest wyrywane ze stanu pierwotnej dzikości - stan ten to zaspokajanie przyjemności biologicznych. ?
Podziękowania
Książka mająca trenować zdolność dostrzegania wzorców i kreatywność w realizowaniu wizji świata, jest produktem wielu umysłów. W głębszym sensie jest jednak przejawem mającego cechy ewolucji procesu konkurowania idei. Inaczej więc, jej zawartość jest almanachem wybranych elementów dorobku ewolucji kulturowej, której rozmaite cywilizacje i kultury homo sapiens były poddawane.
Z poziomu małpoluda polującego za pomocą zaostrzonego na końcu kija i rozłupującego czaszki wrogów kością udową antylopy do budowy stacji kosmicznych i sond przekraczających granice Układu Słonecznego wyniósł nas nie tajemniczy monolit, jak w filmie 2001: Odyseja kosmiczna.
Ponad atmosferę naszej planety wynieśli nas ludzie szczególnie ukształtowani. Esencją procesów, które dały im siłę popychania postępu ludzkości są m.in. inspiracja (mechanizm przekazu kulturowego) i konceptualizacja - zdolność do odkrywania i zaprzęgania do praktycznego użytku nowych wizji świata i odkrytych wzorców i prawideł świata Natury. Ci ludzie zdolni byli wykształcić takie poglądy, które stoją w sprzeczności z tym, co uważamy za oczywiste i niekwestionowane.
Tym i takim właśnie ludziom dedykuję niniejszy tom, a zarazem dziękuję w imieniu własnym i czytelników. Ach... Wypada podać kilka nazwisk beneficjentów niniejszych podziękowań. To m.in. znani niemal wszystkim Leonardo da Vinci, Sun Zi, Albert Einstein, Nikola Tesla, Isaac Newton. To ci, którzy inspirowali i inspirują naukowców, inżynierów i ogólnie tych, których fascynuje zgłębianie "tajemnic" natury i ludzkiego umysłu. To Stanisław Lem, Kurt Gödel, Ludwig Wittgenstein.
Na osobną notę zasługują dwie klasy spośród tych powyżej wymienionych i tych pominiętych: wizjonerzy i ludzie powodowani pasją. Geniusze i prekursorzy. W wielu przypadkach opisuje ich parafraza słynnego bonmotu "potrzeba całej wioski[, by wychować dziecko]". "Potrzeba całej cywilizacji[, by wychować Einsteina]. Kim są i co robią ci einsteini - opisuje para aforyzmów: "Talent robi to, co może. Geniusz robi to, co musi", oraz "Talent trafia w to, w co inni nie mogą trafić. Geniusz trafia w coś, czego inni nie mogą zobaczyć". Ludzie ci często umierali w nędzy i poniżeniu, jak Mozart czy Tesla. Ale wspólnie tworzyli i będą tworzyć naszą cywilizację.
Rezultatem ich pracy bywały rzeczy i spektakularne na pierwszy rzut oka, i takie, nad którymi trzeba chwilę się zadumać, by docenić ich wagę. To m.in. Edwin Hubble, który z Wszechświata wielkości jednej galaktyki przeniósł nas do takiego, w którym są ich miliardy. To Carl Sagan, którego pasja i wizje, z których bodaj najsłynniejszą jest "blada niebieska kropka", ukształtowały tysiące i miliony inżynierów, naukowców i fascynatów poznawania świata. To Florence Nightingale, uznawana za prekursorkę współczesnego pielęgniarstwa, a której wizja i upór do dziś ratują miliony istnień.
Ale sława wszystkich powyższych jest niezasłużona. Prometeuszy ludzkiego wysiłku rozumienia i kontrolowania świata wspierali i będą wspierać zapomniani i bezimienni. Wożąc ich autobusami, karmiąc, odziewając i ginąc w ich obronie. Kolektywny wkład tych zapomnianych i nie szukających sławy zaklęty jest w produktach cywilizacji tak oczywistych i powszechnych, że rzadko kiedy go dostrzegamy. Zasługuje on jednak na Pomnik Nieznanego Budowniczego Cywilizacji. Oto on:
Dziękujemy.
Piotr Plebaniak
Posłowie
Ta książka powstawała koncepcyjnie przez równo przez dwadzieścia pięć lat. Została stworzona jako almanach prawideł wyjaśniających to, jak działa świat. Ale stawiając sobie cel nigdy nie przewidziałbym jej ostatecznego kształtu. Powstała na fundamencie paradoksu, trochę jak w passusie z cytowanej już powieści Dorsaj! Gordona R. Dicksona:
czy kongres goryli zebranych w celu zaplanowania hodowli supergoryla mógłby zaplanować istotę ludzką? Zaniechać rozwoju silniejszych mięśni, mocniejszych i dłuższych zębów, lepszego przystosowania do tropikalnego środowiska?
Książka robi dokładnie to, co powinna: jest zbiorem idei i rekonceptualizacji, który ma służyć do pozyskiwania optymalnej zdolności oddziaływania na świat. Ma służyć jako generator wizji, przebłysków intuicji pozwalających na przemodelowanie percepcji świata i kreowania zdarzeń takich jak Czarne Łabędzie - zdolność kierowania Mocą. Dowodem tego potencjału jest wizja "VIII.7.D, którą zawdzięczam ja, sam autor, lekturze pierwszego wydania Sił psychohistorii.
W przebłysku intuicji udaje nam się nagle dostrzec ukrytą siatkę zależności. Doznajemy olśnienia. Takiej wizji dostąpił m.in. bohater powieści Druga Fundacja, który odkrył prawdziwe położenie tytułowej sekretnej organizacji. Takiej wizji doznał Mendelejew, któremu struktura tablicy pierwiastków scaliła się w umyśle - jak sam przyznał - w czasie snu.
Generatorem wglądu w naturę jest bodaj najpotężniejsza inspiracja przyświecająca powstawaniu tej książki: fikcyjny projekt Encyklopedii Finalnej, zaczerpnięty z cyklu powieściowego Gordona R. Dicksona. Monumentalne przedsięwzięcie powiązania ze sobą wszelkiej wiedzy zebranej przez rodzaj ludzki miał, w zamierzeniu inicjatorów, przenieść ludzkość na nowy poziom rozumienia samej siebie.
Mając niniejszą książkę-generator inspiracji w ręku, z prawideł ludzkiej natury Czytelnik da radę wyprowadzić wszystkie narzędzia oddziaływania, dostroić się z tym do dowolnych okoliczności, budować i testować modele mentalne biegu zdarzeń. Z tą zdolnością będzie trochę tak jak z anegdotą akademicką o dwóch matematykach debatujących nad skomplikowanym problemem. Stwierdzili oni w pewnym momencie, że nie chce im się iść do biblioteki po podręcznik ze skomplikowanym wzorem - wyprowadzą ten wzór od zera.
Da się niniejszym zbiór prawd fundamentalnych opisać puentą starożytnej chińskiej dykteryjki o traktacie militarno-politycznym Sześć tajemnych strategii. Księgę tajemniczy mędrzec powierzył młodzieńcowi, któremu ambicją było zmieniać świat:
przeczytaj tę księgę, a zostaniesz nauczycielem królów.
Zakończmy międzykulturową grą wizji:
przeczytaj tę księgę, a uczyni cię ona rybakiem ludzi.
Sun Moon Lake, Tajwan, Sierpień 2022
To nie tak, jak nam się wydaje
Wstęp Roberta Gwiazdowskiego
Lektura poprzednich książek wydanych przez Piotra Plebaniaka sprawiła, że z wielką przyjemnością przyjąłem propozycję napisania wstępu do kolejnej. Z tak wielką, że podjąłem się tego nieodpłatnie. Dlaczego "nieodpłatnie", a nie "pro bono" - jak to się ładnie nazywa? Bo nikt, nigdy, niczego nie robi "pro bono".
O czym jest książka, którą w tym momencie trzymasz, Drogi Czytelniku, w ręku? Dla mnie to świetna okazja do przemycenia "nieodpłatnie" paru tez, zwłaszcza, że nie ze wszystkim o czym jest ta książka się zgadzam. Pisanie wstępów do publikacji, z którymi autor wstępu się zgadza jest lepsze dla autora książki, ale bywa nudne dla autora wstępu. A nudy to ja nie lubię. Jest dla mnie mało użyteczna.
"Widzieć przyszłość, wiedzieć, co się wydarzy, to źródło potężnej władzy. To kwestia życia i śmierci. To źródło statusu, prestiżu. To atrybut władzy i dominacji nad tymi, którzy tej wiedzy nie posiedli" - przeczytasz, Czytelniku, na samym wstępie. A wspiera tę tezę cytat amerykańskiego (a jakże - "radziecki" brzmiałby gorzej) fizyka Michio Kaku: "Głównym składnikiem inteligencji jest zdolność przewidywania przyszłości. Zdolność modelowania dziś, aby zobaczyć jutro". Ale - jak powiedział onegdaj Niels Bohr, a rozpowszechnił w świecie kultury Woody Allen - "prognozowanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli chodzi o przyszłość". Zwłaszcza w świetle teorii kwantowej.
Świat staje się z każdym momentem, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakim on się stanie. Mając 64 jądra promieniotwórcze, których czas rozpadu wynosi 1h, możemy powiedzieć, że za godzinę zostaną 32, a za dwie godziny - 16. Ale nie możemy powiedzieć, które się rozpadną. Nie tylko z powodu niedostatecznego aparatu poznawczego. W świetle teorii kwantowej to same jądra "nie wiedzą", które z nich się rozpadną.
Za to my jesteśmy trochę "zdeterminowani". Determinuje nas silnie budowa mózgu i emocje, które nami rządzą - w szczególności wówczas, gdy wchodzimy w relacje z innymi ludźmi. W liceum nie przeczytałem powieści Noce i dnie Marii Dąbrowskiej (i jeszcze kilku innych lektur obowiązkowych, do czytania których próbowali mnie zmusić ci, którzy chcieli mieć nade mną władzę). Ale za to przeczytałem Człowiek w teatrze życia codziennego Ervinga Goffmana. Dziś to socjolog raczej zapomniany - o czym świadczy choćby fakt, że najpopularniejszy edytor tekstu - Word - podkreśla to nazwisko jako wyraz nieznany. Był on przedstawicielem interakcjonizmu symbolicznego i zwolennikiem badań jakościowych, w których stosowana była obserwacja. Zajmował się porządkiem interakcyjnym, czyli jawnymi i ukrytymi regułami kierującymi interakcjami między ludźmi.
Ten porządek rekonstruował przy pomocy modelu dramaturgicznego. Bo nasze kontakty z innymi to rodzaj przedstawienia teatralnego, w czasie którego odgrywamy swoje role w celu wywarcia zamierzonego wrażenia na drugiej osobie. Publicznie prezentujemy tylko jedną naszą jaźń - "fronton". Za nią kryje się druga - "kulisy". Na zimno ocenia ona skuteczność działań podjętych przez tę pierwszą. Przedstawiamy się innym jak aktorzy na scenie, z tym że wzajemnie wobec siebie jesteśmy równocześnie i widzami, i aktorami. Ciągle gramy. Stąd już był później mały krok na studiach do teorii gier, w których, jak pisze Thomas Schelling, "wzajemna zależność jest częścią logicznej struktury i wymaga pewnej współpracy lub wzajemnych ustaleń - jeśli nie jawnych to przynajmniej cichych - choćby tylko po to, aby uniknąć obustronnej katastrofy"1.
Sam mistrz Sun pisze, że natchnieni Mistrzowie Wojny to ci, którzy są dostatecznie przygotowani, wystarczająco silni i na tyle mądrzy, by w ogóle nie musieli walczyć. I ma rację. Aczkolwiek Stanley Bing napisał książkę Sun Tzu był cykorem2. Wspiera się raczej naukami Cezara, Machiavellego i Pattona niż sędziwego Chińczyka.
Pewnie nie oglądał filmu War Games z 1983 roku Johna Badhama, w którym Matthew Broderick wciela się w postać młodego hakera Davida Lightmana. Haker niechcący inicjuje grę z głównym komputerem Pentagonu. Okazuje się, że gra wcale nie jest zabawą i może doprowadzić do wojny nuklearnej ze Związkiem Sowieckim. Na szczęście udało mu się przekonać komputer przy pomocy prostej gry w kółko i krzyżyk, że są gry, których nikt nie może wygrać, gdy żaden z graczy nie popełni błędu. Ale w niektórych wypadkach "remis" to właśnie "obustronna katastrofa".
Nasze zdolności poznawcze
Zacznijmy od tego, że nasz mózg przypomina mózg dinozaurów. Ludzka kora mózgowa to twór ewolucyjnie dosyć młody. Nadbudowany nad układem limbicznym (czyli mózgiem ssaczym), który odpowiada za dążenie do zaspokajania potrzeb, uzyskiwania nagród, osiągania przyjemności. A ten z kolei osadzony jest na pniu - czyli mózgu gadzim3. I to on reaguje jako pierwszy na bodźce ze świata zewnętrznego - zanim dotrą one do naszych szarych komórek. Nawet zresztą, jak się wyjątkowo postaramy, zużywając do tego spore zasoby energii, żeby pewne rzeczy przemyśleć, to i tak najpierw odzywa się w nas gad. Bo nasz mózg nie służy do myślenia! Jest narzędziem przetrwania (myślenie służy przetrwaniu).
Pierwsze ważne osiągnięcia ludzkiego mózgu - budowa narzędzi i okiełznanie ognia - służyły poprawie zaopatrzenia w energię (pomagały w polowaniu) i lenistwu (koło). Mózg, który stanowi jedynie 2% masy naszego ciała, a zużywa sam na siebie 20% naszego zasobu energii, który poszukuje konkretnej przyczyny każdego zjawiska i ignoruje przypadkowość, wybiera pierwszą przyczynę, której się doszuka, doszukuje się znaczeń tam, gdzie ich nie ma i łatwo ulega iluzjom.
Zabawne, albo może wręcz przeciwnie, jest to, że istnieje bliski związek między tymi obszarami mózgu, w których dochodzi do oceny sytuacji losowych, a tymi, które są odpowiedzialne za emocje! Rezonans magnetyczny pokazuje, że ocena ryzyka i nagrody dokonuje się w układzie limbicznym - w strukturach korowych i podkorowych odpowiedzialnych właśnie za procesy emocjonalne! Dlatego tak fascynujące są dokonane w ostatnich dekadach odkrycia behawioralnej teorii gier, która włączyła do swych badań psychologię - także psychologię ewolucyjną. Nasz mózg oszukuje nas samych na każdym kroku.
Dlaczego dominujemy nad innymi
Nietrudno zrozumieć, dlaczego niektórzy chcą przewodzić innym. Ty pewnie też chcesz - skoro kupiłeś tę książkę. Trudniej zrozumieć, dlaczego inni chcą za nimi podążać. Lider zazwyczaj pojawia się w sytuacji zagrożenia czy wyzwania stojącego przed grupą. Musi - z premedytacją lub nie - opierać się na trzech filarach ludzkiej natury: autorytecie - by móc rządzić, wolności - by nie zniechęcić do siebie i swojego przywództwa tych, którzy mają za nim podążyć i, przede wszystkim, na lojalności. Tymczasem niektórzy po prostu manipulują innymi w swoim własnym interesie. I doskonale o tym wiedzą. Chcą zdobyć władzę dla samej władzy i/lub dla apanaży materialnych i/lub niematerialnych, które ona daje.
Większy problem stanowią jednak ci, którym się wydaje, że robią to samo w interesie innych. Z manipulatorem można negocjować - jak z bandytą. Z ideologiem - nie. A takich ci w świecie dostatek. Jak pisał Ludwig von Mises, wielu z nich cierpi z tego powodu, że sprawy nie zawsze toczą się po ich myśli. Człowiek rodzi się przecież jako aspołeczne, egoistyczne stworzenie i dopiero z czasem uczy się, że jego wola i potrzeby nie są jedynymi na świecie i by zaspakajać swoje zachcianki musi dojść do consensusu z innymi.
W tym właśnie pomaga teoria gier, do której zaraz przejdziemy. Niektórym to się jednak nie podoba. Uważają, że zasługują na więcej niż otrzymują. Każdy dzień przynosi takiemu "zarozumialcowi"4 kolejne rozczarowania. W ich efekcie ucieka on w marzenia o świecie, w którym liczy się tylko jego własna wola. "W tym sekretnym świecie neurotyk staje się dyktatorem"5. W swoim umyśle uzurpuje sobie prawo do bycia władcą absolutnym i decydowania o wyborach innych ludzi. "Psychiatrzy określiliby jego stan jako megalomanię"6. "Nie jest to rezultatem rozumowania, ale patologicznego nastawienia umysłowego - urazy i neurotycznego zaburzenia, które można nazwać kompleksem Fouriera"7.
Oczywiście przekonania niektórych o tym co jest dobre dla innych łatwo można sfalsyfikować pytając innych co jest dla nich dobre. Dlatego łatwiej jest realizować dobro "ludu". Nie bez powodu "wola powszechna" (volonte generale) Jana Jakuba Rousseau to nie jest ani wola wszystkich, ani nawet nie wola większości. Bo to w ogóle nie jest wola "ludzi" tylko właśnie "ludu". A jaka jest wola "ludu" określają ci, którzy ją realizują. Karol Marks twórczo rozwinął to podejście, pisząc nawet o zafałszowanej świadomości klasy robotniczej, która sama nie wie, co jest dla niej dobre i musi jej to uświadomić jej "awangarda". A jak klasa robotnicza się uświadomić nie daje, to trzeba jej tę wolę narzucić.
Historycznie różni dyktatorzy próbowali robić to siłą. Ale przecież ludźmi można też manipulować. Wiedza o tym, jak się to czyni, jest potrzebna do rzeczy dwóch: (I) żeby manipulować innymi i (II) żeby nie dać się manipulować innym. Najtrudniej jest wykorzystać tę wiedzę do tego, do czego jest najbardziej potrzebna - do budowania strategii win-win. Więcej zyskujemy kooperując, niż się zwalczając. Ale tego - posługując się metaforą Frédérica Bastiata -nie widać od razu.
Od razu widać za to pozytywne skutki manipulowania innymi. Pozytywne oczywiście dla manipulujących, a nie dla manipulowanych. Ale ci drudzy po jakimś czasie dostrzegają jednak te skutki dla nich negatywne, których wcześniej nie widzieli. Niestety zazwyczaj jest już za późno. Bo jedyna zmienna w naszym życiu, która jest niezmienna, to czas. Można odzyskać pieniądze, honor, ostatnio to ponoć nawet i cnotę. Czasu odzyskać się nie da. Co więcej - odpowiednio długi odstęp czasowy od skutku do przyczyny zaciera ślad istnienia takiego związku. O co tym łatwiej, że większość zdarzeń w ogóle nie ma żadnej przyczyny i dzieje się przez przypadek.
Co prawda Judea Pearl ogłosił światu dokonanie "Rewolucji Przyczynowej", ale polskie wydanie jego Przyczyn i skutków ukazało się na początku września wraz z rocznicowymi wspomnieniami zamachów na WTC ludzi, którzy 11 wrzenia 2001 roku nie poszli tam do pracy albo się do niej spóźnili oraz rodzin tych, którzy się tam znaleźli, choć mieli być gdzie indziej. I całą "rewolucję przyczynową" trafia szlag. Jeden z dziennikarzy "Tygodnika Powszechnego" przypomniał list do redakcji, w którym ich wierny czytelnik z USA opisał, jak dzięki temu, że się "zaczytał" ich kolejnym numerem dotarł na Broadway już po uderzeniu samolotu w pierwszą wieżę.
W ogóle życie zaczyna się przez przypadek. Bo - jeśli pominiemy ewentualne celowe działanie Pana Boga -to Wielki Wybuch musiał nastąpić przez przypadek. My też żyjemy przez przypadek. Nie tylko dlatego, że gdyby nie przypadkowy Wielki Wybuch to nie byłoby niczego. To, że to akurat ten plemnik, a nie jeden z milionów innych, zapoczątkował Twoje życie, to czysty przypadek. Gdyby to był inny, mógłbyś być kimś zupełnie innym. A jakbyśmy mogli przebadać wcześniej wszystkie plemniki, to i tak nie bylibyśmy w stanie przewidzieć, który z nich wygra ten wyścig życia. Dokładnie tak samo jak nie potrafimy przewidzieć, który to proton się rozleci.
Mimo to ciągle poszukujemy jakichś związków przyczynowo-skutkowych. Tak jak onegdaj uczeni przez wieki poszukiwali "kamienia filozoficznego" (a znaleźli go dopiero bankierzy8) tak współcześnie poszukują "przyczyn". Nie łatwo jest zrozumieć - nawet uczonym - a może im szczególnie trudno - że nie można tak po prostu zrozumieć, że nie rozumiemy, iż czegoś nie rozumiemy. Problemem jest struktura naszego mózgu: nie przyswajamy reguł, lecz jedynie fakty i nic poza nimi. Nauka metareguł (na przykład reguły, że mamy trudności z przyswajaniem reguł) idzie nam ciężko. Nasz mózg zwykł, na przykład, przypisywać większe prawdopodobieństwo zaistnienia zdarzenia opisanego bardziej szczegółowo składającego się z kilku różnych zdarzeń, niż opisanego w sposób bardziej ogólny.
Wielu pytanych twierdzi, że bardziej prawdopodobne jest, że Mistrz Sun - na filozofii którego opiera się omawiana książka - mógł zostać pokonany przez przeciwnika, który zaszedł go od tyłu, przeprawiwszy wprzód swoje wojsko przez rzekę od południowej strony, niż że został pokonany przez przeciwnika. A przecież prawdopodobieństwo, że dwa lub więcej zdarzeń wystąpi jednocześnie nigdy nie jest większe, niż prawdopodobieństwo samodzielnego wystąpienia każdego z nich.
Percepcja głodnej małpy
No właśnie - to nasz mózg nas oszukuje. Ciebie też. Pamiętaj o tym, jak będziesz próbował oszukać innych. Bo ile półek widzisz:
Ale to jeszcze "pikuś". Bo o tym czy na obrazku Williama Hilla "Moja żona i moja teściowa" widzisz młodą kobietę, czy staruszkę zależy od Twojego wieku, a w przypadku mężczyzn także od... poziomu libido:
Moja żona i moja teściowa, obie są na tym obrazie - znajdź je, szkic W. E. Hill
A niekiedy od tego czy się patrzysz na coś stojąc lub siedząc naprzeciwko, czy leżąc. I to bez względu na płeć i wiek:
Z prawej strony jest ten sam rysunek co z lewej - tylko "do góry koroną".
Mamy zresztą nie tylko złudzenia optyczne. Popełniamy liczne błędy poznawcze (ang. cognitive biases)9. Jest ich wiele, ale z punktu widzenia naszych rozważań istotnych jest kilka.
Jednym z nich jest uleganie autorytetom. Na przykład... Sun Zi. "Efekt nieomylności" polega na tym, że im ktoś jest głupszy, tym bardziej pewny siebie i tym mniej przejmujący się opinią innych oraz faktami. Zjawisko to zostało zbadane przez Davida Dunninga i Justina Krugera. Odkrył je już Karol Darwin pisząc, że "niewiedza znacznie częściej wywołuje uczucie pewności siebie, niż posiadanie wiedzy"10. Co ciekawe po wpisaniu tego zdania w wyszukiwarce Google'a, pierwszych 25 odniesień prowadzi do stron, na których nie podano nawet, skąd ten cytat pochodzi. Ale dobrze brzmi, więc autorzy cytują go, "grając" przed innymi swoją grę.
Padamy ofiarami efektu skupienia - błędu wynikającego ze zwracania nadmiernej uwagi na jeden aspekt i ignorowania innych. Mamy tendencję do lepszego zapamiętywania argumentów przemawiających za podjętą już decyzją niż przeciwko niej (to się nazywa efekt wspierania decyzji)11. Popełniamy błędy konfirmacji poszukując wyłącznie faktów potwierdzających posiadaną opinię, a nie ją weryfikujących12.
W mojej prawniczej branży widać to doskonale. Raymond Nickerson sugerował, że niektórzy sędziowie podlegają efektowi potwierdzenia, skłaniającego ich do dochodzenia do konkluzji, które wcześniej wygłaszali inni sędziowie13. Towarzyszy temu iluzja korelacji - czyli tendencja do dostrzegania nieistniejących związków w jakimś zbiorze danych.
Często zwykłą korelację traktujemy jako związek przyczynowo-skutkowy. I totalnie ignorujemy rachunek prawdopodobieństwa. Badani ludzie byli skłonni zapłacić 7$ za uniknięcie 1% szansy bolesnego porażenia prądem i jedynie 10$ za uniknięcie 99% szansy takiego porażenia14.
Nasza natura jest dość skomplikowana, ale choćw przeważającej mierze samolubna, jest też "grupolubna". Może więc trzeba zamiast teorii wojny rozwijać teorię współpracy? Dobór naturalny działa na kilku poziomach. Jednostki konkurują między sobą - co nagradza samolubność. Równocześnie grupy, do których należą jednostki, konkurują z innymi grupami, co nagradza umiejętność gry zespołowej15. James Buchanan pisze o tym na przykładzie koszykówki - i nagradzania zawodników nie tylko za celne rzuty, ale i za podania ("asysty")16. Od dawna model ten stosowany był w hokeju. A ostatnio coraz częściej także w piłce nożnej.
A jak już jesteśmy przy koszykówce, to wróćmy jeszcze na moment do losowości. Komentatorzy sportowi mówią czasami o "szczęśliwej ręce" zawodnika, gdy zaobserwują, że trafia on do kosza pod rząd częściej niż inni. Ale jak będziemy rzucać monetą odpowiednio długo, to też trafią nam się serie, w których wypada tylko reszka lub tylko orzeł. Czy wtedy też powiemy, że rzucający monetą ma "szczęśliwą rękę"? Za każdym rzutem monetą prawdopodobieństwo wyrzucenia reszki jest takie samo jak orła - 50%.
Ale z rzutami do kosza to tak już nie jest. Dokładniejsza analiza rzutów celnych i niecelnych poszczególnych zawodników pokazuje, że po kilku celnych prawdopodobieństwo kolejnego celnego - maleje, a po rzucie niecelnym, prawdopodobieństwo, że kolejny będzie celny - rośnie. Bo tu już nie sam los ma znaczenie decydujące, ale i umiejętności. I to zarówno rzucającego gracza, jak i broniących przeciwników. Jak przeciwnik wie, że ktośma "szczęśliwą rękę", większą wagę przykłada do utrudniania rzutów właśnie jemu. Ale w ten sposób ułatwia oddawanie rzutów innym. I wtedy to oni zaczynają mieć "szczęśliwą rękę".
Czasami ręce pomagają sobie nawzajem. Le Brone James rzuca prawą ręką, ale je i pisze lewą. Przeciwnicy skupiają się na prawej ręce, więc łatwiej mu czasem rzucić lewą i w ten sposób ta lewa zaczyna być bardziej "szczęśliwa". A po co najlepszy obecnie koszykarz na świecie (niektórzy twierdzą, że lepszy nawet od Michaela Jordana) pisze i je lewą ręką, choć i tak lepiej rzuca nią niż większość zawodników w lidze, choć to jego "słabsza ręka". Bo jeszcze bardziej chce dominować na boisku.
Pokonajmy konkurentów
Każdy z nas ma jakieś swoje boisko, na którym chce dominować. Dlaczego? Popychają nas do tego nasze geny. Kodują one cechy, które sprzyjają powstawaniu kolejnych kopii tych genów. Ale tu się okazuje, że sprzyjać temu może bardziej kooperacja. Geny znajdują się w chromosomach, chromosomy w komórkach, komórki w organizmach, a organizmy w jakichś społecznościach (rojach, stadach, plemionach).
Konkurencja występuje na każdym poziomie, ale znaczenie mają dwa z nich: ten indywidualny i ten grupowy. Kiedy grupy ze sobą konkurują, na ogół wygrywa ta, która jest bardziej spójna. Ale które jednostki w grupie korzystają najbardziej? Tu teorie są dwie. Jedna zakłada, że choć wojnę wygrywa najdzielniejsza armia, to grupa tchórzy w jej szeregach ma największe szanse przeżyć, wrócić do domu i... przekazać swoje tchórzowskie geny kolejnemu pokoleniu.
Druga zakłada, że w dobrej armii liczy się honor i lojalność, więc tchórze wcale nie mają największych szans na przeżycie. Inni nie będą przecież za nich ryzykowali, może nawet sami ich zabiją. William McNeill na podstawie własnych doświadczeń ze szkolenia, które przeszedł w armii amerykańskiej i późniejszych studiów historycznych na temat armii starożytnych, postawił tezę, że musztra służąca wyćwiczeniu "więzi przez ruch" (muscular bonding) pozwala ludziom zapomnieć o sobie i zjednoczyć się z innymi, w celu zdobycia przewagi nad konkurencyjnymi grupami.
Studiując relacje weteranów z pola walki McNeill doszedł do wniosku, że mężczyźni na wojnie ryzykują życie nie dla swojego kraju czy ideałów, ale dla towarzyszy broni17. No właśnie. To chyba potwierdza tezę, że to nie wojenni tchórze mają większe szanse przeżycia. A kto będzie miał większe szanse na przekazanie swych genów kolejnemu pokoleniu: tchórz czy bohater? Bohaterów inni odbierają lepiej niż tchórzy. Karol Darwin twierdził, że najważniejszą przyczyną rozwoju cnót społecznych był fakt, że ludzie dbają o pochwałę bliźnich18. Darwin podzielał więc pogląd Glaukona.
Platon - ustami Sokratesa w dialogu Państwo - starał się wykazać, że lepiej być cnotliwym, niż się takim wydawać. Sokrates chciał przekonać Glaukona, że ludzie powinni postępować cnotliwie nie tylko w obawie przed konsekwencjami, jakie musieliby ponieść, gdyby zostali przyłapani na niecnotliwym zachowaniu. A Glaukon był zdania, że człowiek dysponujący Gygesem - mitycznym pierścieniem, który czyni go niewidzialnym - postępowałby jakby chciał, bo nikt nie jest taki kryształowy, by wytrwać w sprawiedliwości i nie wyciągać ręki po cudze, chociażby mu wolno było, bo nikt by tego nie widział19. To Glaukon miał rację. Dlatego Le Bron podaje do kolegów z drużyny, żeby wygrać razem z nimi NBA, a nie tylko zostać MVP.
Decyzje, decyzje, decyzje. I racjonalność
Najwięcej problemów z podejmowaniem decyzji mamy jednak wówczas, gdy wchodzimy w interakcje z innymi ludźmi, którzy też podejmują decyzje (często symultanicznie, choć czasami sekwencyjnie z nami), z których konsekwencjami to my będziemy musieli się borykać. Bo przecież oni też grają w teatrze życia codziennego.
Powinniśmy wiedzieć, w który z tych dwóch podstawowych rodzajów gier z nimi gramy - symultaniczną czy sekwencyjną. Czy będzie to tylko jedna rozgrywka, czy będziemy ją powtarzać? Czy możemy wygrać razem (choć niekoniecznie tyle samo) - bo jest to gra o sumie niezerowej, czy nasza wygrana nieuchronnie oznacza przegraną drugiego gracza (gra o sumie zero)? I ilu nas jest? Dwóch (gra dwuosobowa), czy więcej (gra n-osobowa)? A jeżeli jest nas więcej, to czy możemy tworzyć jakieś koalicje? Jeżeli możemy, to czy gra nadal będzie n-osobowa, czy zmieni się w dwuosobową (dwóch koalicji)? Co jeszcze musimy przemyśleć? Perspektywę drugiego gracza. Jakie informacje posiada, co go motywuje, co myśli o nas.
Jak działają emocje, pod wpływem których przestajemy być "racjonalni" widać w grze Ultimatum. Jest to przykład "przetargu ultymatywnego" (ultimatum bargaining). Pierwszy z dwóch graczy (G1) otrzymuje jakąś kwotę - powiedzmy 100 - i jest zobowiązany podzielić ją między siebie i drugiego gracza (G2). Jeśli drugi gracz zaakceptuje złożoną ofertę, kwota ta staje się własnością obydwu graczy, podzieloną w stosunku zaproponowanym przez pierwszego gracza i zaaprobowanym przez drugiego. Jeśli jednak drugi gracz odrzuci ofertę pierwszego, obaj nic nie dostaną.
Oferta jest jednorazowa (akceptujesz czy nie) stąd nazwa gry: ultimatum. Posługując się czystą kalkulacją ilościową gracz G2 powinien zaakceptować prawie każdą ofertę - z wyjątkiem podziału 100:0. Przecież przyjęcie przez niego oferty gracza G1 - nawet jak G1 zatrzyma sobie 99 - przynosi mu więcej niż nic w przypadku jej odrzucenia. Czy mimo że taki podział jest jawnie niesprawiedliwy, racjonalny podmiot nie powinien chcieć więcej niż mniej? Jeżeli G1 chciałby zatrzymać dla siebie 100, to G2 może odpowiedzieć jakkolwiek, bo i tak nie otrzyma nic.
Ale tu włączają się emocje. Te, za które odpowiada rdzeń mózgu (mózg gadzi) i układ limbiczny (mózg ssaczy). Co prawda ludzie mogą użyć kory nowej swojego mózgu do zapanowania nad emocjami, ale tego zazwyczaj nie czynią. Większość z nas czuje się urażona propozycją jawnie niesprawiedliwego podziału. To rodzi w nich poczucie przykrości. Dlatego propozycji, które wywołają takie poczucie po prostu nie przyjmują.
Badania przeprowadzone w różnych kulturach i na różnych grupach wiekowych oraz zawodowych ustaliły, że oferta jest akceptowana dopiero na poziomie przynajmniej 20% całkowitej kwoty. Czy to jest już "sprawiedliwy podział"? W dalszym ciągu nie jest, ale przykrość emocjonalna płynąca z tej niesprawiedliwości jest równoważona przyjemnością ekonomiczną. Badani wolą stracić do 1/5 pieniędzy znajdujących się w puli, byleby ukarać człowieka, który nie respektował ich potrzeby bycia sprawiedliwie traktowanym, ale akceptują niesprawiedliwy podział, gdy jednak coś otrzymują w zamian.
Potwierdza się więc teza, że "wszystko jest kwestią ceny". I choć może nie wszystko i nie zawsze, to stosunkowo często. Nie prowadzono jednak badań przy znacząco zróżnicowanych kwotach. Czy podział 99:1 nie byłby inaczej przyjmowany przy kwocie "100", a inaczej przy kwocie "100.000.000"? Czy nie zmieniałoby to "wyceny" dobrego samopoczucia?
Interesujący wynik daje wariant gry w Ultimatum, w którym pierwszy gracz zastąpiony zostaje przez komputer. Ludzie otrzymujący ofertę są wówczas skłonni zaakceptować mniejszą część całkowitej kwoty, niż gdy ofertę składa drugi człowiek. Oferta komputera nie wywołuje negatywnych emocji. Co ciekawe, gdy gracz G1 nie jest podstawionym eksperymentatorem tylko prawdziwym badanym, nie składa jaskrawo niesprawiedliwych propozycji graczowi G2! A przecież powinien. Powinien przeprowadzić rozumowanie, które podsunie mu, że G1 powinien przyjąć każdą propozycję > 0. Eksperymentalne badania pokazały, że prawie połowa graczy G1 zaproponowała równy podział, a niemal wszyscy zaoferowali istotną część graczowi G2. Ofert typu (99:1), jakich można byłoby oczekiwać od G1 myślących w kategoriach ilościowych, było zatem bardzo niewiele20. To znaczy, że myślimy w kategoriach jakościowych. Wartościujemy nie tylko w jednostkach.
Znamienne, że bardziej "racjonalnymi maksymalizatorami" od ludzi wydają się być szympansy. W eksperymencie z podziałem winogron szympansy w roli drugiego gracza nie odrzucały możliwości otrzymania dwóch owoców wiedząc, że pierwszy zatrzyma dla siebie osiem. Co więcej, ten pierwszy, inaczej niż ludzie, zawsze starał się dokonać maksymalnie nierównego podziału, a ten drugi nigdy go nie odrzucał. Nie współpracował tylko wówczas, gdy efektem miało być zatrzymanie wszystkich owoców przez pierwszego szympansa21.
Czy to oznacza, że ludzie nie są racjonalni, tylko emocjonalni? Niezupełnie. Po prostu trzeba właściwie zrozumieć pojęcie racjonalności. Paradygmat "człowieka racjonalnego" przedstawiony został przez Johna Stuarta Milla, który wywiódł go z twórczości Adama Smitha. Sam Smith o tym "człowieku racjonalnym" wprost w ogóle nie pisał, aczkolwiek interpretacja dokonana przez Milla, w świetle tego co pisał Smith, jest w ogólnym zarysie poprawna. Istotne są jednak niuanse, które Mill pominął. Pozwala to krytykom Smitha podważać jego wolnorynkową teorię jako opartą na błędnym założeniu co do racjonalności ludzkich zachowań.
Wbrew tej opinii dorobek współczesnej nauki nie dostarcza zbyt wielu dowodów na nieracjonalność jednostek, tylko podważa raczej pewien model racjonalności. I to wcale nie model ekonomii klasycznej Adama Smitha, tylko ten, który został z jego prac błędnie wyinterpretowany. Zazwyczaj przez jego przeciwników.
Analiza tego co pisał Smith, w kontekście tego co pisał David Hume, a z czym Smith się zgadzał, wsparta ustaleniami współczesnej kognitywistyki, pozwala bronić tezy, że ludzie są racjonalni w dążeniu do maksymalizacji swojej subiektywnej użyteczności, która nie ma charakteru liczbowego, a w dążeniu tym kierują się emocjami, które nie są sprzeczne z racjonalnością.
Choć nie istnieje powszechnie akceptowana definicja racjonalnego wyboru, pojawia się on w dwóch rozumieniach - nieformalnym i formalnym. W pierwszym wybór uznaje się za racjonalny, gdy jest zamierzony i spójny, a co za tym idzie podejmujący wcześniej go przemyślał i może uzasadnić, że środki mające służyć do realizacji określonych celów zostały dobrane rozsądnie z punktu widzenia osiągnięcia tych celów22. Drugie odnosi się do wyboru dokonywanego przez konsumentów o przechodnich preferencjach. Według szerokiej definicji, dążą oni do maksymalizacji użyteczności w ramach pewnych ograniczeń23, a według definicji wąskiej - mają na celu realizację własnych interesów polegającą na maksymalizacji bogactwa w ujęciu pieniężnym24.
W przypadku innych nauk społecznych teorię racjonalnego wyboru stosuje się do opisu zachowań pozarynkowych z zastrzeżeniem, że ocena ta nie odzwierciedla w pełni warunków, jakie obowiązują przy podejmowaniu tych decyzji, co w szczególności dotyczy częstotliwości, mierzalności i przejrzystości wyborów25.
Założenie racjonalności jest definicyjną cechą ekonomii, choć empiryczne badania procesu podejmowania decyzji ciągle pokazują niespójne i nierozsądne zachowania, które przeczą założeniu doskonałej racjonalności w sensie logicznym. Ale racjonalność w ekonomii opiera się na kryterium użyteczności, do którego zasady logiki formalnej nie mają zastosowania. Osoba racjonalna przeprowadza analizę dostępnych alternatyw i po prostu wybiera tę, która maksymalizuje jej oczekiwane korzyści z jej subiektywnego (co ważne) punktu widzenia. Tak rozumiana racjonalność to zupełnie co innego niż "zdolność do logicznego myślenia".
Powszechnie przyjmuje się, że - ceteris paribus - istnieją trzy warunki racjonalności: spójności, zachłanności i przechodniości. Warunek spójności oznacza, że wiemy czego chcemy i czego chcemy bardziej, a czego mniej. Wobec wyboru między A i B preferujemy A nad B lub B nad A, lub jesteśmy obojętni. Mając do wyboru dwa koszyki z różną liczbą różnych owoców wybierzemy albo jeden koszyk, albo drugi, albo będzie nam obojętne, który wybrać. Warunek zachłanności oznacza, że jeśli A zawiera więcej jakiegoś dobra niż B, a pozostałych dóbr nie mniej niż B, wybierzemy A. Jeżeli w koszu B jest jabłko, gruszka i śliwka, a w koszu A jabłko, gruszka i dwie śliwki - wybieramy zestaw A.
Warunek przechodniości zakłada, że jeżeli A jest preferowane bardziej niż B, a B bardziej niż C, to A jest preferowane bardziej niż C. Jeżeli wolimy gruszkę od jabłka i jabłko od śliwki, to mając do wyboru jabłko i śliwkę wybieramy jabłko. Warunek spójności naruszany bywa w stanie niezdecydowania, co obrazuje anegdota Buridana o osiołku tak samo głodnym jak spragnionym, stojącym między wiadrami z wodą i owsem. Warunek zachłanności naruszany bywa przez zjawisko altruizmu lub nasycenia danym dobrem. A warunek przechodniości naruszany bywa, gdy pojawia się kilka elementów branych pod uwagę w ocenie, do których przypisujemy inną wagę.
Ale jest też warunek czwarty - nie ilościowy, tylko jakościowy. Na wybór któregoś koszyka mogą wpłynąć warunki, w jakich poszczególne koszyki zostaną decydentowi zaoferowane, a sama nawet osoba oferenta. Jakbyśmy nie wiem jak nie lubili gruszek i preferowali jabłka, z dużą dozą prawdopodobieństwa wybierzemy koszyk gruszek o ile będzie oferowany przez osobę, która nam się bardziej podoba, z którą chcielibyśmy wejść w jakąś bliższą relację - o ile tylko dostrzegamy cień szansy na wejście w taką relację, choć z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora szanse takie mogą w ogóle nie istnieć.
Daniel Kahneman twierdzi, że jego badania nie wykazały nieracjonalności ludzkich wyborów, lecz to, że model racjonalnych uczestników rynku nie opisuje dobrze prawdziwych ludzkich zachowań. A to zupełnie co innego. Ludzie mogą zachowywać się w sposób logicznie niespójny, ale całkiem rozsądny - zarówno z ich indywidualnej perspektywy, jak i z perspektywy całej gospodarki.
Jeśli zachowania poszczególnych ludzi odbiegają od założeń jakiejś teorii, to niekoniecznie musi oznaczać, że popełniają jakieś błędy. Może oznaczać, że teoria jest błędna albo błędnie stosowana. Zachowanie jednostek nielogiczne z punktu widzenia teorii maksymalizacji zysków, może pasować zarówno do teorii przetrwania, jak i do teorii dążenia do przyjemności i unikania przykrości, zgodnie z którą zysk czy strata mierzone ekonomicznie mogą być mniejszą przyjemnością czy przykrością od innej, która się ekonomicznie zmierzyć nie daje.
Z ewolucyjnego punktu widzenia przetrwanie jest znacznie ważniejsze niż maksymalizacja zysków, które można także poświęcić z chęci maksymalizowania przyjemności płynącej ze współpracy z innymi i nawet z działań altruistycznych26. Biorąc pod uwagę historię ewolucji naszych mózgów, podejmowanie działań odruchowych, których konsekwencją jest popełnianie błędów może być niewielką ceną za przetrwanie i życie w coraz lepszych warunkach. Gdyby ludzie byli tak nieracjonalni, jak twierdzą niektórzy krytycy Smitha, to jakim cudem udało im się przetrwać jako gatunkowi w tak niesprzyjających warunkach, jakie ich otaczały? Przecież rzeczywiste środowisko decyzyjne jest bardziej skomplikowane niż to, które definiuje ograniczona przecież z definicji racjonalność jakiegoś tam teoretyka. "Może być zatem tak - pisze Arkadiusz Sieroń - że ludzie swoje istnienie zawdzięczają przodkom, którzy rozwinęli zdolność do przystosowania się do dynamicznie zmieniającego się otoczenia, nie zaś do optymalnego przetwarzania informacji na temat statycznych warunków równowagi i rozkładów prawdopodobieństwa"27.
Z kolei różne przyjemności, których nie sposób zewaluować, mogą skłaniać ludzi do podejmowania różnych działań przez innych ocenianych jako "nieracjonalne". Krzywymi użyteczności różnimy się jak odciskami palców.
Jak już gramy w grę nazywającą się "życie", które zaczyna się przecież od dość przypadkowego zwycięstwa w wyścigu jednego plemnika i próbujemy zdominować w niej innych, musimy wiedzieć, że czasami nad nami samymi dominują okoliczności. Nasz najskuteczniejszy ruch czasem nie zależy od tego, co zrobią inni. Jest to gra ze strategią dominującą. Kiedy indziej nasz wybór jest zawsze zły, w tym sensie, że inny byłby lepszy, bez względu na decyzje podjęte przez pozostałych. To jest gra z tak zwaną strategią dominowaną. Strategia X dominuje strategię Y, jeżeli każdy wynik osiągany przy wyborze strategii X jest co najmniej równie korzystny, jak odpowiedni wynik osiągany przy wyborze strategii Y, a przynajmniej jeden z wyników osiąganych przy wyborze strategii X jest bardziej korzystny niż odpowiedni wynik osiągany przy wyborze strategii Y.
Słowo o teorii gier
Wielu z Was zna zapewne Dylemat więźnia. Wielokrotnie, do znudzenia, w literaturze już omawiany. Ale czy omówiony? Prokurator przedstawia dwóm podejrzanym o napad na bank aresztantom następującą możliwość:
jeżeli do przestępstwa przyzna się jeden, a drugi będzie się wypierał, ten który się przyznał zostanie zwolniony, a drugi skazany na 10 lat; jeżeli obaj się przyznają, każdy dostanie 5 lat; jeżeli żaden się nie przyzna, to żaden nie zostanie skazany za napad, ale pod jakimś błahym pretekstem każdy zostanie skazany za coś innego na rok.
Wybór mają prosty: przyznania się i nie przyznania. Równie proste prawo liczb pokazuje, że druga możliwość (nie przyznania się) jest zdecydowanie lepsza, gdyż pociąga za sobą mniejszą karę. Sytuacja skomplikuje się wówczas, gdy jeden z więźniów próbuje zostać "pasażerem na gapę" i przyzna się w nadziei, że drugi się nie przyzna.
Z perspektywy indywidualnej jednego z więźniów najniższy wymiar kary wynosi zero, najwyższy - dziesięć lat. Możliwe są też warianty pośrednie: pięciu lat lub roku. Z perspektywy zbiorowej obaj powędrować mogą za kratki na dwa lata (gdy żaden się nie przyzna i każdy skazany zostanie na rok) lub dziesięć lat (jeżeli przyznają się obaj i obaj zostaną skazani na pięć lat lub gdy jeden się przyzna, a drugi nie, w rezultacie czego jeden zostanie zwolniony, a drugi skazany na dziesięć lat). Nie ma możliwości, aby obaj zostali skazani na maksymalny wymiar kary dziesięciu lat, podobnie jak nie ma możliwości, żeby obaj nie zostali skazani w ogóle. Zupełny brak kary dla jednego z nich jest możliwy tylko w przypadku gdy on się przyzna, a drugi nie.
Ale czy ten, który się przyzna, może liczyć na to, że drugi się nie przyzna? Nie może, a przynajmniej nie powinien. Musi bowiem zakładać, że ten drugi będzie myślał tak samo. Według strategii minimaksowych opracowanych dla gier zerosumowych obaj powinni przyznać się do winy, bo to pozwala każdemu z nich zmaksymalizować zysk lub zminimalizować stratę niezależnie od decyzji podejmowanych przez drugiego. Ten, który się przyzna może zostać skazany maksymalnie na pięć lat, a jeżeli drugi się nie przyzna, pierwszy może nawet zostać od razu zwolniony. Jeżeli natomiast się nie przyzna zostanie skazany co najmniej na jeden rok, a w przypadku gdy drugi się przyzna, to pierwszy zostanie skazany na lat dziesięć. Każdy z nich ma do "wygrania" zwolnienie natychmiastowe, gdy się przyzna, a drugi nie, a ryzykuje pięcioma latami więzienia, jeżeli drugi się też przyzna. Jeżeli natomiast się nie przyzna, ryzykuje dziesięcioma latami więzienia, w przypadku gdyby drugi się przyznał, a może zyskać cztery lata, gdy drugi także się nie przyzna (jeden rok zamiast pięciu w przypadku przyznania się obu).
Jak więc widać, ryzyko w tym drugim przypadku jest dwa razy większe niż w pierwszym - dziesięć lat więzienia zamiast pięciu. W takiej sytuacji strategia nazywana przez psychologów egocentryczną strategią dominującą, każe obu więźniom przyznać się do winy. Strategia A obu graczy/więźniów (przyznanie się) dominuje strategię B (nie przyznanie się). Ta gra ma więc swoją równowagę AA, która jednak nie jest paretooptymalna. Obaj gracze/więźniowie lepiej wyszliby na wyborze strategii B - nie przyznania się. Konflikt pomiędzy racjonalnością indywidualną, a optymalnością według Pareto wydaje się nieusuwalny28.
Jednak z grupowego punktu widzenia obu więźniów, a nie indywidualnego punktu widzenia każdego z nich, wybór tej strategii choćby przez jednego zawsze daje taki sam łączny wynik dziesięciu lat więzienia (0+10 lub 5+5). Przyznanie się mogłoby więc zostać uznane za optymalne tylko w przypadku, gdyby opisana gra rzeczywiście była grą zerosumową, w której wygrana jednego jest równa przegranej drugiego.
W Dylemacie więźnia nie mamy jednak do czynienia z typową grą zerosumową. Więźniowie mogą bowiem zyskać nie tylko jeden kosztem drugiego, gdy jeden się przyzna, a drugi nie. Mogą także otrzymać nagrodę niejako z "zewnątrz" - gdy nie przyznając się otrzymają stosunkowo łagodny wymiar kary jednego roku każdy. Gdyby wybrali strategię kooperacji nie przyznając się, zyskaliby po cztery lata wolności - każdy zostałby skazany na rok, a nie na pięćlat, czyli razem zyskaliby osiem lat wolności. Jeden rok mógłby stracić tylko ten, który zostałby zwolniony w przypadku gdyby się przyznał, a drugi by się nie przyznał. Jednakże prawdopodobieństwo takiego rozwiązania, jeśli gracz wybierze egocentryczną strategię dominacji, jest bardzo niewielkie.
Bardziej opłacalne dla każdego z nich z osobna i dla obu razem byłoby więc wybranie strategii kooperacji i nie przyznanie się, czyli zaryzykowanie dodatkowymi pięcioma latami więzienia (perspektywa dziesięciu lat więzienia jeżeli drugi więzień się jednak przyzna, wobec pięciu lat, gdy przyznają się obaj) w celu zyskania dodatkowych czterech lat wolności (perspektywa jednego roku więzienia gdy nie przyznają się obaj, wobec pięciu lat gdy obaj się przyznają).
Warunkiem zastosowania tej obiektywnie efektywniejszej, w przypadku gry niezerosumowej, strategii jest wzajemne zaufanie obu więźniów do swojej uczciwości. Dylematu więźnia w ogóle by nie było, gdyby istniała tylko alternatywa podstawowa: obaj się przyznają lub obaj się nie przyznają. W takim układzie wybór byłby definitywnie przesądzony. Decyzja więźnia "przyznającego się" jest racjonalna tylko w przypadku, gdy drugi więzień może się "wyłamać". Trzeba jednak mieć świadomość, że jest to swoista postać "podróżowania na gapę" polegająca na czerpaniu korzyści z nieprzestrzegania reguł w sytuacji, gdy partner reguł tych przestrzega.
Gdy jednak rozgrywamy grę w Dylemat więźnia w warunkach laboratoryjnych i po pierwszej rozgrywce następują kolejne, najlepszą strategią okazuje się "wet za wet" - rozpoczęcia od współpracy czyli podjęciu ryzyka (nieprzyznanie się), a w następnych ruchach powtarzaniu zachowania partnera (przyznawaniu się lub nie w zależności od tego, czy on się za poprzednim razem przyznał, czy nie). Pokazuje to, że zachowania altruistyczne mogą mieć egoistyczne pobudki w postaci realizowania najlepszej strategii dla siebie.
Wykazał to Robert Trives w teorii "altruizmu odwzajemnionego" głoszącej, że organizmy będą bardziej skłonne do zachowań altruistycznych, czyli ponoszenia kosztów dla innych, jeśli jest szansa, że w przyszłości takie zachowania zostaną odwzajemnione. Choć - jak zauważył Frans de Waal - nie zawsze się tak dzieje. Pomagamy starszym osobom bliskim, choć na odwzajemnienie z ich strony nie możemy już liczyć w przyszłości. Wyjaśnienie takiego postępowania znajdziemy jednak w przeszłości - co pokazuje wzruszający mem z postacią wnuczka prowadzącego wózek inwalidzki dziadka z podpisem: "Ty, jak popychałeś mój wózeczek".
Po co o tym piszę, skoro wcześniej pisałem, że jest to dobrze znane? Znów sięgnijmy po Bastiata. "Co widać i czego nie widać". Widać więźniów, a nie widać... prokuratora. Przecież on też ma jakiś cel, że stawia więźniów przed takim dylematem. I na czym mu zależy? Na "załatwieniu sprawy napadu". Gdy obaj więźniowie się nie przyznają będzie miał sprawę napadu nie rozwiązaną. I będzie musiał ją dalej prowadzić. Nie mając zapewne żadnych innych podejrzeń ani dowodów.
Więc więźniowie powinni jednak wybrać rozwiązanie, o którym wiedzą, że jest złe dla tego, który im zaproponował tę grę. Bo - jak już pisałem - musimy przemyśleć perspektywę drugiego gracza - jego motywacje i cele. A wbrew pozorom - czego nie widać od razu - Dylemat więźnia nie do końca jest grą dwuosobową, choć tak właśnie w literaturze jest powszechnie opisywany. A poza tym, czy gra jest symultaniczna, czy sekwencyjna, powtarzalna, czy nie, zerosumowa, czy nie - istotne do zrozumienia jest właśnie to, ilu jest tak naprawdę graczy, a dokładnie stron.
Wzbogaceni w taki aparat pojęciowy łatwiej możemy zdecydować, czy iść na wojnę, czy zawrzeć pokój, czy grać przed innymi - jak w teatrze Goffmana - czy raczej zagrać z nimi w jakąś grę strategiczną i poszukać optymalnego rozwiązania?
Warszawa, wrzesień 2021
1 T. Schelling, The Strategy of Conflict, Harvard University Press, 1960, cyt. za S. Nasar, Piękny umysł, Warszawa 2003, s. 115.
2 Sun Tzu to inna, anglosaska transkrypcja imienia Sun Zi.
3 Leonard Mlodinow, Matematyka niepewności, Warszawa 2009, s. 14.
4 L. von Mises, Interwencjonizm, ARCANA, Kraków 2000, s. 136.
8 Kamień filozoficzny miał służyć zamienianiu metali nieszlachetnych w szlachetne. Dziś metale szlachetne zastąpił pieniądz fiducjarny. A ten we współczesnym świecie finansowym "wypłukuje się z powietrza".
9 Dobrze ilustruje je mapa znajdująca się w Wikimedii: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cognitive_bias_codex_en.svg
10 Karol Darwin, The Descent of Man, Princenton 1981, s. 3.
11 Gdy badanym przedstawiano sytuację, w której chirurg miał podjąć decyzję o operacji, i informowano ich o prawdopodobieństwie jej powodzenia, a następnie o tym, że operacja zakończyła się sukcesem, badani oceniali decyzję chirurga znacznie lepiej niż ci, których informowano, że operacja skończyła się śmiercią pacjenta.
12 Confirmation Bias: a Ubiquitous Phenomenon in Many Guises [w:] "Review of General Psychology". 2 1998, s. 191-193.
13 Doskonałym przykładem jest kilkaset wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego powołujących się na jeden wyrok (a potem na kolejne, które powoływały się na ten pierwszy), w którym postawiono tezę (bez żadnego uzasadnienia) o przerywaniu biegu terminu przedawnienia na określenie zobowiązania podatkowego na skutek wszczęcia egzekucji na podstawie decyzji, która następnie została uchylona. Dopiero po 10 latach sądy się połapały, że decyzja o egzekucji zobowiązania, które nie zostało określone, nie może przerywać terminu do jego określenia.
14 Y. Rottenstreich, C.K. Hsee, Money, kisses, and electric shocks: on the affective psychology of risk [w:] "Psychological Science" 12/2001.
15 J. Haidt, Prawy umysł, Sopot 2014, s. 254.
16 J. Buchanan, Group Selection and Team Sports, [w:] Journal of Bioeconomics 2, 1-7, Kluwer Academic Publishers 2000.
17 J. Haidt, Prawy..., op. cit., s. 293-294.
18 Karol Darwin, O pochodzeniu człowieka, Warszawa 1959, s. 126.
19 Platon, Państwo, 360C.
20 Güth, W., R. Schmittberger i B. Schwarze. An experimental analysis of ultimatum bargaining [w:] "Journal of Economic Behavior and Organization" vol. 75: 367-388 (1982).
21 M. Tomasello, Dlaczego współpracujemy, Copernicus Center, Kraków 2015, s. 59.
22 R. Nozick, The Nature of Rationality, Princeton University Press, Princeton 1993.
23 S. Plous, The Psychology of Judgment and Decision Making, McGraw-Hill, New York 1993.
24 R.B. Korobkin, T.S. Ulen, Law and Behavioral Science: Removing the Rationality Assumption from Law and Economics, "California Law Review" 2000, vol. 88, s. 1051-1144.
25 T.S. Ulen, The Growing Pains of Behavioral Law and Economics, "Vanderbilt Law Review" 1998, Vol. 51, s. 1729-1745.
26 Johnatan Haidt, Antonio Damasio, Michael Tomasello, Frans de Waal.
27 A. Sieroń, Spór o racjonalność zachowań w ekonomii, [w:] "Obserwator finansowy", 11.04.2018 https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/spor-o-racjonalnosc-zachowan-w-ekonomii/
28 Kryterium efektywności sformułowane przez Vilfredo Pareto stanowi, że nie można akceptować jakiegoś rozwiązania, jeżeli możliwe jest inne, korzystniejsze dla wszystkich. Regulacja jest nieoptymalna w sensie Pareto (subparetooptymalna), jeśli można osiągnąć inny wynik, dający wszystkim większą użyteczność, lub przynajmniej komuś jednemu wyższy, a wszystkim pozostałym takie same. Wynik jest optymalny w sensie Pareto (paretooptymalny), jeśli takiego innego wyniku nie ma - czyli jeśli nie można polepszyć sytuacji kogoś, nie pogarszając sytuacji kogoś innego. "Optymalny" nie oznacza "najlepszy", a jedynie "nie gorszy niż inny". Kryterium Pareto jest jednak statyczne - odnosi się do zarządzania dostępnymi (danymi) zasobami. Dlatego oceny dokonywane przy jego pomocy nie są jednoznaczne. Zależą od przyjętej alokacji początkowej bez możliwości ocen kardynalnych - może zatem istnieć więcej niż jedno rozwiązanie efektywne w sensie Pareto, a nie jest możliwe porównywanie ich między sobą.
Książki Piotra Plebaniaka
Próbki książek w wersji PDF i e-book można pobrać ze strony domowej autora ? tutaj.
Kaligrafie: Na stronie domowej Piotra Plebaniaka są także udostępnione do bezpłatnego pobrania skany wysokiej jakości kaligrafii, które pojawiają się w jego książkach. ? kaligrafie
Książka-album Pieśni dalekich plemion
Przepiękne zdjęcia roześmianych, a czasem zamyślonych aborygenów, którzy opowiadają najpiękniejsze, najważniejsze opowieści swojego życia lub opowiadają o sobie i swoich plemionach.
Sprzedaż książki nie ma szans pokryć olbrzymiego kosztu realizacji tego projektu. Autor zaprasza do wsparcia realizacji w portalu Patronite tutaj. Prezentacja i próbki książki tutaj.
Seria wzorce
Serię otwiera bestseller 36 forteli opatrzony wstępem Andrzeja Sapkowskiego, drugi tom to wybitny przekład traktatu Sztuka wojny, opatrzony wypowiedziami nt. filozofii wojny i konfliktu takich ekspertów jak prof. Jerzy Bralczyk, gen. Jarosław Kraszewski, dr Tomasz Witkowski i wielu innych. Seria docelowo będzie liczyć osiem tomów - każdy z nich jest studium i repoytorium przykładów na rozmaite prawidłowości świata i natury ludzkiej.
Seria wzorce - prezentacja on-line
Seria Zrozumieć wojnę
To podseria wydzielona z serii WZORCE. Fortele, wywieranie wpływu na bieg rzeczy, prawidła historii i ludzkiej natury oraz prawidła geopolityki.
Prezentacja serii on-line
Seria Opowieści z Azji Wschodniej
Opowieści z dawnych Chin to 81 legend, mitów i opowiastek historycznych (wydanie kolorowe). Opowieści z dawnego Hongkongu to zbiór opowiadań obyczajowych
autorstwa Davida T.K. Wonga. Zbiorki o Japonii to ponownie kolorowe dzieła autorstwa Piotra Plebaniaka
Prezentacja serii on-line
Seria Zrozumieć Chiny
Za wyjątkiem Chińskiej archeologii językowej, każdy tomik to pięknie ilustrowany zbiorek maksym, słynnych fraz, idiomów i przysłów, za pomocą których autor opowiada o najciekawszych aspektach historii i kultury Chin. Archeologia to ilustrowany mini-słownik najciekawszych albo najbardziej nietypowych znaków chińskiego pisma, słów chińskich języków starożytnych, i slangu - zarówno historycznego, jak i współczesnego.
Prezentacja książek serii tutaj.
Chrześcijański projekt cywilizacyjny
Jak katolicka inżynieria społeczna stworzyła Europę
Percepcja, procedury rozumowania i wzorce rozumienia świata to cechy, które w rozmaitych kulturach przybierają bardzo zróżnicowaną formę. Amerykański antropolog Joseph Henrich przekonuje w swojej książce pt. TheWEIRDest People in the World1, że Europejczycy, poddani lokalnym impulsom i oprogramowaniu ewolucji kulturowej, wykształcili radykalnie odmienną konstrukcję psychiczną.
Różnice pojawiają się w takich sferach pracy mózgu jak podatność na iluzje optyczne, które powszechnie przypisujemy współdzielonym przez wszystkie rasy cechom fizjologicznym. Inne sfery to orientacja przestrzenna, skłonność do podejmowania ryzyka, rozpoznawanie wzorców etc. Użyty w tytule swojej książki akronim WEIRD2 opisuje czynniki,które według Henricha dały obserwowany dziś u Europejczyków synergiczny efekt polegający na udomowieniu homo sapiens w Europie radykalnie inaczej niż w innych częściach świata3. Ten esej jest pakietem najciekawszych obserwacji dotyczących kwestii formatowania naszej fizjologii i psychiki przez kulturę.
I Jak kultura zmienia fizyczną budowę mózgu
Proces wdrażania/indoktrynacji do kultury powoduje trwałe fizjologiczne zmiany w mózgu. Przykładem jest zdolność czytania. Jej nabycie przenosi funkcję rozpoznawania twarzy do prawej półkuli mózgu. Spoidło wielkie, łączące dwie półkule, powiększa się. Zmniejsza się zdolność do holistycznego przetwarzania bodźców wizualnych - zastępuje go przetwarzanie analityczne. Te i wiele innych faktów zaobserwowanych przez badaczy dowodzą, że
kultura (w tym dieta) zmienia nas fizjologicznie niezależnie od cech genetycznych (w tym różnic rasowych), parametrów środowiska i ekspresji genów.
Za zmianą budowy mózgu, sposobu produkcji hormonów i anatomią idą zmiany w percepcji, motywacji, emocji itd. Często są to zmiany, których nie potrafimy kontrolować wysiłkiem woli. Przykładem są eksperymenty z szybkim pokazywaniem słów zapisanych w sposób podprogowy: badani nie rejestrowali faktu odczytania tekstu, a jednak obszary ich mózgu odpowiedzialne za tę czynność aktywowały się.
Dalszym wnioskiem z tej jednej tylko obserwacji jest to, że populacje niepiśmienne czasów historycznych są od ludzi współczesnych zasadniczo odmienne pod względem psychologicznym i neuroanatomicznym. To, zdaniem Henricha, zmienia pytanie o różnorodność psychologiczną w pytanie o ewolucję kulturową i historię. Innymi słowy:
nie da się odseparować kultury, "psychologii" i fizjologii naszego mózgu, ponieważ kultura fizycznie zmienia sposób jego organizacji i funkcjonowania.
Jak działa mentalność człowieka Zachodu
Praktycznie wybuchowe pojawienie się zdolności czytania w społeczeństwach Europy od XVI wieku to jeden z czynników, który przez stulecia kumulował swój efekt w mieszkańcach naszego kontynentu. Dla kontrastu, wszelkie pozostałe obszary cywilizacyjno-kulturowe świata cieszyły się poziomem analfabetyzmu na poziomie co najmniej 90%.
Indywidualizm Europejczyków
Postulowanym czynnikiem uruchamiającym umiejętność czytania w znacznej części populacji był w Europie protestantyzm. Jego częścią było przekonanie4, że każdy człowiek powinien wytworzyć własną więź z Bogiem. Powinien robić to poprzez czytanie i interpretowanie Pisma Świętego. Dalekosiężnym efektem tego mechanizmu było powiązanie protestantyzmu ze szkolnictwem i edukacją. Inaczej: przekonania nazwane później sola scriptura (łac. jedynie Pismem) były pierwotnym impulsem energetyzującym i dającym fundament pod standaryzację prawa i inne osiągnięcia kultury.
Jednym z fundamentów indywidualizmu, charakterystycznego dla Europejczyków, jest poczucie winy jako mechanizm samooceny. Wszystkie inne kultury bazują na poczuciu wstydu, które zależy od standardów danej społeczności i osądu innych. Badacze postulują, że specyficzny mechanizm sprzyja bardziej wytworzeniu nawyków samodyscypliny (korekta zachodzi wewnątrz). Mechanizm oparty na wstydzie sprawia, że wystarczy zmienić zewnętrzne pozory (dekorum opisywane w eseju o obyczajowości japońskiej). Uniknięcie wstydu jest kwestią upublicznienia postępku. Poczucie winy to wewnętrzny system wskazujący właściwe postępowanie, generujący potrzebę autorefleksji.
Praktyczną konsekwencją jest tendencja do postrzegania zachowań ludzi jako wynikających z głęboko utrwalonych cech charakteru (jest leniwy ? to dlatego nie wykonał pracy). Inną - dyskomfort w sytuacjach, w których osoba widzi, że sama zachowuje się w sposób niespójny. Jeszcze inną cechą WEIRD jest niższa skłonność do konformizmu, zauważalnie wyższa w "kulturach wstydu".
Ciekawym aspektem cechy kulturowej indywidualizmu jest kwestia samookreślenia: osoby "sformatowane" na terenach miejskich cywilizacji zachodniej określają swoją tożsamość przez cechy indywidualne, aspiracje lub osiągnięcia. Czym dalej w kierunku rolniczych społeczności na krańcach świata, tym więcej samookreśleń odnoszących się do powiązań rodzinnych lub ról społecznych (np. "jestem matką dwójki dzieci").
Cierpliwość i samokontrola
Cierpliwość i zdolność do samokontroli to cechy, które różnią się dramatycznie w społeczeństwach całego świata. Najwyższy poziom tych cech prezentują społeczeństwa poddane wpływowi chrześcijaństwa i konfucjanizmu: Zachód i Chiny5. Poziom tych cech, mający zasadniczy wpływ na karierę i sukces życiowy indywidualnych ludzi, można zdiagnozować u dzieci w warunkach domowych za pomocą eksperymentu z ptasim mleczkiem (? ).
Poziom cierpliwości jest niezwykle silnie powiązany na poziomie całych organizmów gospodarczych (państw) z ich PKB, innowacyjnością, poziomem oszczędności, stabilnością systemów politycznych, klarownością praw własności. Prawidłowość jest bardzo wyraźna także przy porównywaniu pomiędzy krajami mniej rozwiniętych obszarów świata oraz między regionami krajów.
Czym jest państwo prawa?
Miasto Nowy Jork dało ludzkości wyjątkowy naturalny eksperyment6. Pozwolił on zbadać korelację liczby nieuregulowanych mandatów za złe parkowanie i tzw. indeksu korupcji państw całego świata. Obiektami eksperymentu byli dyplomaci pracujący dla ONZ, którzy w latach 1997-2002 "wypracowali" ponad 150 000 mandatów. Od egzekwowania mandatów chronił ich immunitet dyplomatyczny.
Efektem badań było stwierdzenie silnej korelacji między liczbą mandatów a korupcją panującą w danym państwie. Dyplomaci ze Szwecji, Kanady i Wielkiej Brytanii nie mieli żadnych nieopłaconych mandatów. Dyplomaci z Bułgarii, Czadu czy Egiptu zebrali ich ponad sto na jednego pracownika.
Już w pełni naukowym eksperymentem mierzącym poszanowanie zasad był eksperyment z kostką do gry. Badany rzucał nią i otrzymywał wypłatę zależnie od wyniku: jedynka - 5 dolarów, dwójka - 10 dolarów, aż do piątki. Wyrzucenie szóstki nie dawało wypłaty. Eksperymentatorzy porównywali wyniki rzutów do predykcji statystycznych. Jeśli badani z danego kraju deklarowali wyniki powyżej przewidywań statystycznych, było to znakiem, że oszukiwali.
W krajach bardziej zachodnich (np. Szwecja, Niemcy), poziom "zakłamań" wynosił 10-15 punktów powyżej teoretycznych 50 (60-65). Polacy uplasowali się na poziomie ok. 74, natomiast rekordowe wyniki osiągali Chińczycy, Marokańczycy, Wietnamczycy (po ok. 76), a najwyższy wynik wypracowali mieszkańcy Tanzanii7 - 85.
Osoba WEIRD to zły przyjaciel, ale dobry nieznajomy
Inną cechą osób sformatowanych przez cywilizację zachodnią jest niższa gotowość do pomocy osobie znajomej przy unikaniu odpowiedzialności (ogólnie: skłonność do przestrzegania norm i praw grupowych). W eksperymentach badano gotowość osób do pomocy znajomemu w uniknięciu odpowiedzialności za wypadek drogowy. Chodziło o kwestię niegroźnego potrącenia pieszego. Wykryto korelację powyższej gotowości z podobnymi, takimi jak ujawnianie informacji zastrzeżonych (np. insider trading), kłamanie przy badaniach medycznych u ubezpieczyciela, wychwalanie restauracji znajomego w portalach społecznościowych.
Ważnymi cechami tak ukształtowanej mentalności jest wytłumiona skłonność do zemsty, a przy tym silniejsza skłonność do karania innych za zachowania antyspołeczne.
Równie ciekawe obserwacje poczyniono w kwestii zaufania wobec osób nieznanych. Cechę tę, określaną w jęz. angielskim jako bezosobowa prospołeczność (ang. impersonal prosociality), definiuje się jako normy, oczekiwania i motywacje związane z kooperacją z osobami obcymi lub przedstawicielami instytucji rządowych. Normy te zawierają w sobie strategie karania tych, których postępowanie postrzegane jest jako aspołeczne. Kluczem jest to, jaka część społeczności odpowiada twierdząco na pytanie: "czy mogę generalnie ufać obcym?".
W tym parametrze kultury nadzwyczajnie pozytywnie wyróżniają się Japonia, Chiny, kraje skandynawskie. Niezwykle ciekawe są różnice regionalne: szokująca wręcz różnica między północą a południem Hiszpanii i - bardziej zrozumiała - Włoch. Badacze tej problematyki wskazują, że ludzie ukształtowani przez cywilizację zachodnią mają zasadniczo wyższą tendencję do oceniania ludzi przez pryzmat intencji (co siedzi w ich sercu) przy popełnianiu wykroczenia lub przestępstwa. Prawidło to widoczne jest w zachodnich systemach prawnych, w których przy werdykcie sądowym ocenia się właśnie intencje podejrzanego.
II Jak wyewoluowała konstrukcja psychiczna ludzi Zachodu?
Do powyżej opisanych cech, dołączyć należy potrzebę kontroli i możliwości wyboru oraz przypisanie dużej wartości ciężkiej pracy. W swojej książce J. Henrich przedstawia znakomity wywód, wedle którego czynnikiem sprawczym dla tych cech była zmiana kulturowa prowadzona przez Kościół Katolicki.
Zanim przejdziemy do listy mechanizmów ewolucji kulturowej, które funkcjonowały w Europie, zwróćmy uwagę na następujące prawidło ludzkiej natury i ewolucji kulturowej. Przetrwanie grupy i jej członków zależy od jej optymalnej wielkości oraz poziomu solidarności, który zdołają osiągnąć. W przeciwieństwie do innych zwierząt, ewolucja wzorców kulturowych (a nie doborze optymalnych genów) wykształciła nas, aby polegać na nauce wzorców i prawideł przetrwania z informacji o prawidłowym zachowaniu: motywacji, heurystyki (wydawanie sądów), nabywaniu przekonań. Inaczej:
Jesteśmy gatunkiem opierającym przetrwanie i zdolność rozmnożenia o parametry kultury. Kultura zaś to system naśladowania zachowań.
Nasze umiejętności zdobywania i przetwarzania żywności, wytwarzania narzędzi i broni, ustanawiania norm społecznych... wszystko to są przystosowania ewolucyjne działające na poziomie społeczeństw wyposażonych w lepszy lub gorszy pakiet "wynalazków" ewolucji kulturowej, w której przetrwanie zapewniają sobie społeczeństwa potrafiące dostosować się do środowiska ekologicznego i społecznego adaptując wzorce zachowań, a nie dobór genetyczny.
Nawiązując do początku całego wywodu (? ), proces uczenia się prowadzi do gruntownego przemodelowania biologicznych cech mózgu, kalibrowania cech neuroanatomicznych w sposób, który dożywotnio determinuje percepcję, zachowanie, sposób wydawania sądów moralnych. Oto jak podsumowuje ten proces J. Henrich:
przez selektywne filtrowanie i rekombinację wierzeń, praktyk, technik i motywacji nabytych od innych, zdolność uczenia się naszego gatunku produkuje
kumulatywną ewolucję kultury. Oddziałując przez pokolenia, ta kulturowa ewolucja jest zdolna wygenerować coraz bardziej wyrafinowane technologie, skomplikowane języki, psychologicznie istotne rytuały, skuteczne instytucje.
Dziedzictwo systemów klanowych
W systemie klanowym zmarli przodkowie zazwyczaj awansują do roli nadnaturalnych czynników sprawczych, zdolnych do zsyłania kar i nagród. Stąd ziemie klanowe, w których przodkowie byli chowani, stawały się święte. W klanach bezpieczeństwo osoby zależało od jej reputacji. Każde działanie naruszało honor nie tylko sprawcy, ale i najbliższej rodziny czy całego klanu. Stąd szereg instytucji klanowych służących zachowaniu honoru, m.in. wendetty. Pozostałości moralności klanowej w cywilizacji zachodniej widać do dziś. Jeden z bardziej fascynujących przykładów to wskaźnik zabójstw w tych hrabstwach południa USA, w których pierwszymi osadnikami byli migranci z tradycyjnie klanowych Szkocji i Irlandii. Im było ich więcej, tym wskaźnik zabójstw wyższy.
Prawo małżeńskie
Klany wyewoluowały jako zjawisko kulturowe, gdyż dawały optymalną wewnętrzną spójność, bezpieczeństwo i zdolność produkcji żywności i narzędzi. Esencją tak nakreślonego "programu społecznej przemiany" było głębokie przekształcenie modelu rodziny. Zamiast modelu klanowego, promowano małe, neolokalne8 rodziny nuklearne.
Model małżeństwa, jaki pojawił się w Europie, miał pięć kluczowych cech: dziedziczenie po obojgu rodzicach (ang. bilateral descent), śladowa ilość małżeństw kuzynów, tylko małżeństwa monogamiczne, rodziny jednopokoleniowe, rezydencja neolokalna9. W przywoływanym przez Henricha atlasie etnograficznym, zawierającym opisy ok. 1200 grup etnolingwistycznych, 50% nie przejawia żadnej z wymienionych pięciu cech. Ich komplet przejawia jedynie 0,7% grup!Przykład: w naszej sferze cywilizacyjnej nie słyszymy o małżeństwach kuzynów i osób spokrewnionych. Jednak takie małżeństwa stanowią ok. 10% zawieranych w całym współczesnym świecie!
To nie uprzemysłowienie było przyczyną powstania modelu rodziny jednopokoleniowej (nuklearnej). Wszędzie indziej - tak, ale nie w Europie. Tutaj taki model był intensywnie wprowadzany jako element formatowania Chrześcijaństwem. Było to elementem wysiłku osłabienia i rozmontowania głęboko zakorzenionych struktur klanowych realizowany już od IV wieku n.e.
Kluczem do sukcesu ewolucyjnego akurat tego "odłamu" Chrześcijaństwa zdaje się być olbrzymia ilość zakazów, nakazów i preferencji dotyczących małżeństwa i rodziny. Indoktrynacja do tych norm, prowadzona przez całe stulecia, prowadziła do ich obyczajowej adaptacji. Ta zaś - do radykalnej zmiany konstrukcji psychicznej mieszkańców Europy.
Najbardziej kluczową zmianą było to, że w ciągnącym się całe pokolenia procesie ludzie byli uwalniani od związków ze swoimi klanami: zarówno od obowiązków i zobowiązań jak korzyści. W zastępstwie tych relacji klanowych kusiły ich okazje dołączenia do Kościoła i organizacji nieklanowych10, takich jak gildie, uniwersytety itp.
Skutecznie osiągniętym celem powyższej zmiany, realizowanej przez Kościół, było rozmontowanie instytucji opartych na pokrewieństwie, a przez to skonsolidowanie własnej władzy.
Prawo dziedziczenia
W społeczeństwach klanowych ziemia jest własnością klanu (ogólnie: grupy krewnych) - nie podlega więc dziedziczeniu przez indywidualnych ludzi. Dla przykładu, w starożytnym Rzymie głową rodu był patriarcha, który jako jedyny w rodzie miał pełne prawa obywatelskie.
To do takich i podobnych systemów społecznych zastosowano promowany przez Kościół model:
rozmaite, coraz bardziej restrykcyjne zakazy mariaży między krewnymi, zakaz małżeństw poligamicznych i posiadania niewolników seksualnych, zakaz poślubiania przez kobiety brata zmarłego męża (kazirodztwo prawne) i realizowania podobnych scenariuszy, zakaz małżeństw z osobami innej wiary, obyczaj wypowiedzenia "tak", który miał powiązać małżeństwo z miłością romantyczną; przykładem jest postanowienie synodu w Verneuil z 755 roku, w którym ustanowiono nakaz publicznego zawierania małżeństw, promowanie rezydencji neolokalnej, promowanie indywidualnej własności. Każdy człowiek mógł zadysponować samodzielnie tym, co posiadał.
Rezultatem tych realizowanych przez stulecia działań było powstanie fundamentów tego, co współcześnie uważamy za jądro naszej tożsamości cywilizacyjnej. Konsekwencje ich wprowadzenia były następujące:
W społeczeństwach przedchrześcijańskiej Europy małżeństwo było instytucją, która wyewoluowała do roli wzmacniania rodów i klanów oraz powiększania ich. Było narzędziem władzy w ręku patriarchy rodu, a jednocześnie źródłem jego władzy. Więzy rodzinne były gwarancją uczciwości, podjęcia konstruktywnej współpracy i bezpieczeństwa. Tabu i zakazy Kościoła były uderzeniem w samo serce tej struktury władzy. Zakaz kazirodztwa prawnego sprawiał, że śmierć jednego z małżonków przerywała więź między dwoma rodzinami. Skutkowało to tym, że majątek wnoszony przez żonę nie mógł już stać się własnością klanu męża. Prawo spadkowe promowało ściśle liniowe dziedziczenie: przez potomków, ale już nie braci i kuzynów. Konieczność szukania małżonka spoza kręgu klanu i osób spokrewnionych sprzyjała propagowaniu innowacji (rzemiosło, produkcja żywności) oraz wymuszała nawiązywanie relacji zaufania i współpracy między osobami obcymi. Było to impulsem do powstawania reguł i praw regulujących "organizacje dobrowolnej przynależności". To szalenie niepozorna, ale i szalenie istotna instytucja kultury. Klany i linie rodowe musiały wytwarzać dziedzica (męskiego) w każdym pokoleniu, co jest matematycznie niemożliwe. Narzucając ścisłe reguły dotyczące dziedziczenia przez syna z prawego łoża, zakazu usynawiania i zakazu poligamii oraz zakazu rozwodów (z żoną nie mogącą urodzić syna; ponowny ożenek był zakazany nawet po legalnie przeprowadzonym rozwodzie), Kościół doprowadził do permanentnego kryzysu dziedziczenia u władców - wygasanie rodów było matematycznie nieuchronne. Ciekawostka: legalna adopcja została wprowadzona w angielskim prawie dopiero w 1926 roku. Drugą ciekawostką, już geopolityczną, jest to, że polityka Kościoła sprawiła, że angielski król Henryk VIII, zmienił wiarę na protestancką - właśnie w wyniku niemożności przeprowadzenia rozwodu. Zgody na ponowny ożenek oraz inne wyjątki, ale przede wszystkim zapisy testamentowe przez indywidualnych ludzi były dla Kościoła źródłem potężnego dochodu (własności ziemi). Zapisywanie majątku Kościołowi lub na biednych (za pośrednictwem Kościoła) było promowane jako sposób zapewnienia sobie miejsca w Niebie.
Poligamia i testosteron
Małżeństwa monogamiczne ograniczają wybór partnera, ale w zamian stwarzają warunki społeczne sprzyjające sile całej społeczności (wspomagają jej siłę w rywalizacji z innymi).
Poligamia produkuje istotną liczbę mężczyzn, którzy nie mają możliwości ożenku ani inwestowania w swoją przyszłość (kultura odpowiedzialności i ciężkiej pracy). Przejawiają oni wysoki poziom testosteronu (hormonu agresji, którego produkcja u mężczyzn w związku małżeńskim znacznie spada). Mężczyźni tacy mają tendencję do przemocy, przestępstw, używania narkotyków etc.
Zacznijmy od ciekawostki dotyczącej małp spokrewnionych z człowiekiem: żaden z ich gatunków nie przejawia dwóch cech jednocześnie: życia w dużych grupach i praktyki małżeństw monogamicznych. Małżeństwa takie są wyłącznie produktem kultury homo sapiens.
Są czynnikiem ograniczającym dostępną liczbę potencjalnych partnerów do związku zarówno dla kobiet (dla kobiety jest bardziej opłacalne związać się z zasobnym mężczyzną jako druga żona, niż ze słabszym jako pierwsza), jak i mężczyzn (wiele żon jest symbolem prestiżu). Sama matematyka sprawia, że społeczeństwa silnie poligamiczne produkują ludzi gotowych na ryzykowne zachowania po to, aby podnieść swój status i przez to zdobyć partnerkę do spłodzenia potomstwa.
W społeczeństwie przykładowym, pokazanym przez Henricha, dolne 40% mężczyzn nie może pozwolić sobie na partnerkę mimo ciężkiej pracy - to odsetek niższy niż w wielu rzeczywistych społeczeństwach afrykańskich.
Awans społeczny z dolnych 10% do powyżej 40% nie jest realny. Podsumowując, małżeństwa monogamiczne są produktem ewolucji kulturowej, który redukuje współzawodnictwo reprodukcyjne między mężczyznami. Zmniejsza się też odsetek mężczyzn o wysokim poziomie testosteronu, a więc liczba osobników ze skłonnościami do agresji. Spadek testosteronu u mężczyzn w związku małżeńskim tłumaczy się kolejnym przystosowaniem ewolucyjnym: mężczyźni przejawiają dzięki temu spadkowi większe zainteresowanie opieką nad dziećmi.
Przez nakładanie silnych ograniczeń prawnych i obyczajowych na męską aktywność seksualną, Kościół wpływał na funkcjonowanie układu hormonalnego. Efektem był indukowany kulturowo spadek produkcji testosteronu, nie występujący tak silnie w innych kulturach. Spadek ten zredukował skłonność do zachowań ryzykownych, zemsty, współzawodnictwa, stopień zadowolenia z małych, ale natychmiastowych nagród. Zwiększał za to skłonność do samokontroli, postrzegania sytuacji jako gry o sumie dodatniej (kooperacja daje korzyści obu stronom) i zaufania względem obcych - zależność tę potwierdzają kontrolowane eksperymenty laboratoryjne.
W efekcie tych reform prawa spadkowego i reform prawa zawierania małżeństw:
Około 900 roku Kościół (w tym zakony) był w posiadaniu około jednej trzeciej wszystkich ziem uprawnych w Europie Zachodniej - we Francji było to aż 44%. Do czasów reformacji Kościół posiadał już około połowy ziem niemieckich i ok. 30-40% ziem w Anglii. Powstała ponadplemienna wspólnota oparta na chrześcijaństwie. W X i XI wieku była ona zdolna do przeciwstawienia się ekspansji muzułmańskiej i powołania do życia ruchu krucjatowego, co zaważyło o przetrwaniu "Europy". Dzięki zakazom małżeństw z kuzynami powstał trend i obyczaj nawiązywania wszelkich relacji społecznych (handel, współpraca, małżeństwa) w szerszym świecie społecznym. Dało to strukturalną możliwość swobody przemieszczania się, nawiązywania relacji i tworzenia całkowicie niezależnych od powiązań rodzinnych siatek powiązań we wszelkich sferach aktywności. Takie odcięcie się od rodziny było warunkiem przyjęcia w wielu klasztorach. Rodzina to pierwsza struktura, której częścią staje się nowo narodzone dziecko. Siła tego faktu musi mieć kluczowe znaczenie przy formowaniu się psychiki człowieka. Badania długości czasu wystawienia na program reform rodziny Kościoła pokazują, że im dłużej Kościół prowadził reformy społeczne w danym regionie Europy, tym silniej jego mieszkańcy przejawiają "zachodnie cechy psychiczne i mentalnościowe". Próby wprowadzenia instytucji stanowiących o sile kulturowej Zachodu (demokracja, rządy prawa etc.) na terenach, na których funkcjonuje model klanowy (Afganistan, Pakistan), są kompletnym, ale to kompletnym nieporozumieniem. Są rzeczą niemożliwą do wykonania z powodu nieprzekraczalnych - w tym wynikających z oddziaływania kultury na fizjologię mózgu - różnic w konstrukcji psychicznej ludzi tamtych rejonów.
Gotowość zaufania osobom obcym (ang. in-out-group trust) jest odwrotnie proporcjonalna do obecności struktur klanowych. Podobna ujemna korelacja pojawia się w parze z popularnością małżeństw wśród osób spokrewnionych. Ogólną prawidłowością jest to, że uniwersalizm, a więc i zdolność do tworzenia dużych kooperujących agregatów społecznych (rządzonych jedną ideą motywującą) jest cechą nienaturalną dla społeczeństw klanowych i praktykujących małżeństwa kuzynów. Nepotyzm, wielki "wróg" rządów prawa i merytokracji przy zatrudnianiu i transparentności, jest jedną z mierzalnych, naturalnych cech społeczeństw formatowanych w Europie. Ludzie z takich społeczeństw mają statystycznie mniejszą skłonność do partycypowania w tworzeniu dóbr wspólnych: oddawaniu krwi, dorzucaniu swoich pieniędzy w eksperymentach badających zdolność do współpracy z osobami obcymi. Tendencja ta jest całkowicie niezależna od warunków środowiskowych, geograficznych czy nawet religijnych. Sama znajomość odsetka małżeństw z osobami spokrewnionymi pozwala wyjaśnić 70% różnic regionalnych w skłonnościach do uczciwości wobec osób obcych. Eksperymenty dowodzą, że taktyka wzmacniania zachowań kooperacyjnych polegająca na umożliwieniu karania za zachowania aspołeczne, sprawdza się u ludzi cywilizacji zachodniej - dyscyplinuje. U przedstawicieli społeczeństw o silnych strukturach klanowych dokładnie takie samo dyscyplinowanie obcych uruchamia skrajnie silne reakcje zemsty, nawet w sytuacji laboratoryjnej11. Wniosek: metody inżynierii społecznej skuteczne w krajach "rozwiniętych", są spektakularnie kontrproduktywne w rejonach "niekompatybilnych kulturowo".
Wyniki rozmaitych eksperymentów kontrolowanych laboratoryjnie oraz badanie korelacji cech społeczeństw pozwala powiązać zmiany w psychice wywołane przez reformy instytucji małżeństwa przez Kościół z współcześnie występującymi zjawiskami. Każdy tysiąc lat wpływu Kościoła Katolickiego to:
Spadek konformizmu w eksperymencie Asha z długością odcinków o 20% (osoby podstawione przez eksperymentatora wskazują błędnie odcinek inny niż najdłuższy). Spadek skłonności do kłamania przed sądem na korzyść przyjaciela o 30%. Pięciokrotne zwiększenie dobrowolnych donacji krwi. Ta korelacja jest szczególnie dobrze widoczna we Włoszech. Na południu wskaźnik oddań krwi jest bliski zeru, a na północy dochodzi do stu jednostek (po ok. 470 ml każda) na 1000 osób. Redukuje liczbę niezapłaconych mandatów za parkowanie z siedmiu na osobę do jednego na osobę - w naturalnym eksperymencie w Nowym Jorku. Zmiana kognitywnych cech sposobu myślenia. Każde stulecie reform instytucji rodziny to zwiększenie skłonności do myślenia analitycznego o około 3% - sumarycznie to skok od 40 do 74 % przez całe tysiąclecie. Dodatkowo, w pewnych okresach IQ Europejczyków zwiększało się o ok. 6-8 pkt. na pokolenie.
Antropolodzy i psycholodzy zbadali wyżej opisane parametry działania psychiki w drugim pokoleniu migrantów z krajów o silnych strukturach klanowych do regionów Europy najsilniej poddanych oddziaływaniu Kościoła. Otrzymany rezultat był jednoznaczny: wszystkie cechy osób formatowanych klanowymi stosunkami społecznymi przejawiały się wyraźnie. Dało się więc sformułować niezwykle doniosłą obserwację:
Cechy psychiczne były przenoszone przez wychowanie, a nie produkowane przez złą jakość systemu politycznego, bezpieczeństwo socjalne, wystawienie na klimat, choroby endemiczne, opresję w miejscu zamieszkania rodziców12.
Kościół stwarza fundamenty psychologiczne pod współczesną demokrację.
Liczne obserwacje antropologów dotyczące sposobu funkcjonowania społeczeństw klanowych dowodzą, że klanowe mechanizmy społeczne i psychologiczne całkowicie blokują powstawanie modeli politycznych opartych na współuczestnictwie "zwykłych poddanych" w sprawowaniu rządów, pluralizmu politycznego i instytucji demokratycznych.
Samodzielne wytworzenie lub adaptacja takich modeli w społeczeństwach muzułmańskich i w historycznych Chinach była w praktyce równa zeru. Przez przeprowadzenie destrukcji klanowych struktur w Europie Kościół otworzył drogę dla pluralizmu i demokracji.
Motywacje religijne: mechanizm winy i jej odkupienia
Katolicy wyznają swoje grzechy w konfesjonale, wykonują zadaną pokutę i są oczyszczeni. Protestanci nie mają tak łatwo. Grzech i poczucie winy muszą skompensować robieniem czegoś dobrego w oczach Boga. A skoro wielu z nich swoją pracę postrzega jako boskie powołanie, lub po prostu postrzega pracę jako coś oczyszczającego, ich kompensacją za grzechy jest po prostu cięższa praca.
Efekt zbadano eksperymentalnie. Grupa badaczy pod kierunkiem Emily Kim przeprowadziła badanie katolików, protestantów i wyznawców judaizmu (tylko mężczyźni), którym podsunięto myśli o relacji kazirodczej z siostrą. Następnie eksperymentatorzy przydzielili mężczyznom szereg zadań. Okazało się, że protestanci pracowali ciężej i z większym zaangażowaniem, niż przedstawiciele pozostałych wyznań.
Protestantyzm i etos pracy
Wzmacnianie cech sprzyjających wydajności i produktywności było realizowane za pomocą wierzeń religijnych. W protestantyzmie ciężka praca i samodyscyplina to praca miła Bogu. Zapewnia to jednostkom jasno wytyczony sposób na wejście do Nieba. Brak życiowego sukcesu nakłada na nich widoczne dla innych znamię osób grzesznych.
Nastąpiła sakralizacja cech psychologicznych kształtowanych wcześniej przez niesterowane mechanizmy ewolucji kulturowej.
Idealnym produktem tamtych czasów (a nie protestantyzmu) jest sam Luter: był członkiem aż trzech organizacji dobrowolnego stowarzyszania: mnichem Augustynem zatrudnionym na uniwersytecie w mieście opartym na własnym charterze prawa (Wittenberga).
Marcin Luter agentem sił psychohistorii
Jednym ze spostrzeżeń związanych z siłami psychohistorii jest to, że jeśli Luter zostałby ścięty lub w inny sposób powstrzymany, coś podobnego do pojawienia się tego rozłamu religijnego musiałoby nastąpić - i to raczej prędzej niż później. Wynika to z tego, że ruch reformatorski był pakietem ruchów religijnych, które były przejawem zmian we wzorcach pracy ludzkiej psychiki, ewoluujących wśród mieszkańców Europy.
W podobny sposób można myśleć o Oświeceniu. Jego twórcy byli "agentami" i świadkami kumulujących swój efekt procesów ewolucji kulturowej i postępu cywilizacji. Procesy te przez wcześniejsze dziesięciolecia i stulecia kształtowały percepcję, systemy pojęciowe i dorobek intelektualny, których synergiczny wpływ w pewnym momencie osiągnął wartość krytyczną.
Porady praktyczne, sugestie i przykłady
A. Tym potężniejszy naród, im więcej w nim cierpliwych i zdyscyplinowanych
Zdolność odraczania nagród i cierpliwość to parametry o znaczeniu fundamentalnym. A ich wyjątkowo trafnym predyktorem jest wynik eksperymentu z ptasim mleczkiem. Co jest bardzo ciekawe, badania nad rodzeństwami, w tym bliźniakami, zdają się wskazywać, że ta cecha mentalności jest niezależna od pakietu zdolności poznawczych nazywanego ilorazem inteligencji.
Oto najważniejsze spostrzeżenie zaczerpnięte z książki J. Henricha, a które powinno być wykute w granicie na fasadzie każdej szkoły twojego państwa (w państwie twojego wroga, wręcz przeciwnie - prawidłowość trzeba ośmieszać i umniejszać):
cierpliwość i zdolność samokontroli osoby jest kalibrowana tak, by wpasowała się w instytucjonalne i technologiczne środowiska, jakimi jest formatowana osoba w czasie swojego życia.
B. Identyfikuj i niszcz te cechy kultury przeciwnika, które dają mu siłę
W społeczeństwach zachodnich mniej ceni się konformizm i posłuszeństwo jako cnoty. Aby stworzyć mechanizmy sprzyjające osiąganiu kolektywnych celów, potrzebne są specjalne instytucje i praktyki przymuszania do kooperacji. Postrzeganie indywidualizmu jako cnoty to wręcz idealny punkt przyłożenia dźwigni dla przeciwnika, który chce zniszczyć zdolność do kolektywnego osiągania celów.
Metodą może być gloryfikowanie egoizmu, czego przykładem jest twórczość Ayn Rand, z jej sztandarową powieścią Atlas zbuntowany. Nagięcie skali wartości oraz systemu motywacyjnego na spełnianie własnych zachcianek, bez względu na obowiązki wobec wspólnoty, może być przejawem wolności jednostki. Może też być przejawem udanego ataku przeciwnika, który - w myśl starożytnej maksymy (?) - chce zniszczyć więzi wspólnotowe.
C. Motywuj zawsze dwoma: karą i nagrodą
W świetle materiału dowodowego przedstawionego przez J. Henricha i innych antropologów, wycofanie elementu kar i ocen negatywnych z wychowania dzieci zdaje się być katastrofalnym błędem. System motywacyjny, który dyscyplinuje jednostki do przestrzegania norm i praw rządzących społecznością, nie będzie działał bez kar - taką prawidłowość ludzkiej natury opisuje Sun Zi w traktacie Sztuka wojny. W eseju "Asabijja..." docenimy bliźniaczą prawidłowość: zachowania kooperacyjne trzeba wymusić.
D. Wieczny konflikt popędu seksualnego i restrykcji na rozwiązłe zachowania seksualne
Skoro model małżeństwa ustanawiany przez Kościół stoi w sprzeczności z dziedzictwem ewolucyjnym człowieka, a także z kalkulacjami ekonomiczno-małżeńskimi obu płci, to wszelkie ruchy kontrkulturowe będą ciążyć w kierunku kolizji z naukami Kościoła Katolickiego i porządkiem moralno-etycznym, który na nich jest zbudowany.
Taki bunt i "filozofia" odrzucenia zakazów obyczajowych będzie zawsze atrakcyjniejszy kulturowo, gdyż hedonistyczne zaspokajanie popędów daje łatwiejszy, bardziej biologicznie naturalny typ przyjemności niż samokontrola.
E. Cywilizacja kontra chuć (opinia)
Dostrzegam prawidłowość następującą: wysiłek budowy cywilizacji wymaga stłumienia popędu płciowego ludzi. Jest tak dlatego, że impulsy seksualne powodujące zachowaniem człowieka są tak silne i tak absorbujące, że stoją w kolizji ze zdolnością społeczności do kształtowania systemu motywacyjnego i produktywności danej społeczności.
W skali imperiów i cywilizacji, ileż z nich upadło lub podupadło z powodu pięknego lica kobiety? To oczywiście nawiązanie do wojny trojańskiej. Bodaj najwspanialszy okres rozkwitu w dziejach Chin (era Kaiyuan dynastii Tang) także zakończył się zadurzeniem cesarza i zaniedbaniem spraw państwa. Wielkie projekty systemów społeczno-religijnych, takie jak chrześcijaństwo i konfucjanizm pełne są zakazów i ograniczeń, które przekierowują ludzką energię na akumulowanie dorobku cywilizacyjnego. Uosobieniem purytańskiej moralności jest era wiktoriańska w dziejach Anglii. Era, w której państwo to zbudowało ogarniające cały świat imperium.
Poradę dla "niszczyciela państw" sformułował w niezwykle trafny sposób Krzysztof Karoń w książce Historia antykultury. W formie skondensowanej porada mówi, że należy zaatakować społeczność państwa lub cywilizacji tak, aby system motywacyjny dzieci trwale ustawił się na pozyskiwanie przyjemności i satysfakcji z zaspokajania popędów biologicznych. Należy utrudnić formatowanie psychiki dzieci tak, aby nie nauczyły się aktywować nagród dopaminowych (s. 232) poprzez "pracę pożyteczną dla innych ludzi". Z tej perspektywy
religia nie jest "zbiorem zabobonów". Jest jest pakietem narzędzi stworzonych do misji cywilizującej: udomawiania istot ludzkich wedle określonego wzorca formatowania cywilizacyjnego. Jest też najskuteczniejszym znanym ludzkości generatorem wspólnego mitu i mitu motywującego (s. 415 oraz s. 621). To dlatego system religijny jest podstawowym celem agresji ideologicznej - kampanii zwalczania konkurencji.
1 Pol. Najdziwniejsi ludzie na świecie. W dalszej części tekstu - Europejczycy.
2 Western, Educated, Industrialized, Rich, Democratic. Odpowiednio to mieszkający na Zachodzie, wyedukowani, uprzemysłowieni, zamożni i demokratyczni. W dalszej części tekstu akronim WEIRD będzie odnosił się do osób sformatowanych kulturowo (udomowienie i oswojenie w niemożliwej do ustalenia proporcji) w sposób opisany przez J. Henricha.
3 W swoich dwóch książkach Henrich, podobnie jak inni antropologowie, sprytnie lawiruje przed poruszaniem kwestii różnic rasowych (tego, w jakiem stopniu cechy psychiki ludzkiej są efektem procesu socjalizacji, a w jakim dziedziczonych czy cech nabytych środowiskowo).
4 Jej pośrednim efektem była konieczność przekładania Biblii z łaciny na języki lokalne. Na marginesie, nie ma dobrego słowa na "institution of culture", czyli produkt ewolucji kulturowej, którego funkcjonowanie pozwala ludziom tą kulturą sformatowani na osiągnięcie większego dostosowania (fitness) w ewolucji kulturowej. "Mechanizm kultury"? "Prawidło"? "Program kulturowy"? Może "przystosowanie ewolucyjne"?
5 Badania na 80 tysiącach osób z 76 krajów przeprowadzili m.in. Thomas Dohmen i Benjamin Enke.
6 Raymond Fisman, Edward Miguel, Corruption, Norms, and Legal Enforcement: Evidence from Diplomatic Parking Tickets, [w:] "Journal of Political Economy" Vol. 115, No. 6 (Grudzień 2007), s. 1020-1048, The University of Chicago Press 2007.
7 Simon Gächter, Jonathan Schulz, Intrinsic honesty and the prevalence of rule violations across societies, "Nature" 531(7595; Marzec 2016).
8 Chodzi o miejsce zamieszkania pary po ślubie. Rezydencja neolokalna to dom założony w nowym miejscu, a nie życie w domostwie rodziców któregoś z dwojga.
9 To rezydencja patrylokalna a nie "tradycyjny kult przodków i związana z nim potrzeba spłodzenia syna, jest przyczyną plagi aborcji płodów żeńskich we współczesnych Chinach. Nowo zaślubieni wprowadzają się do rodziców męża, co pozbawia rodziców żony doraźnej opieki, zwłaszcza w podeszłym wieku.
10 Ang. voluntary organizations, dosł. organizacje dobrowolnego uczestnictwa.
11 B. Enke, Kinship, cooperation, and the evolution of moral systems, [w:] "Quarterly Journal of Economics" 134 (2), s. 953-1019. W jednym z eksperymentów reakcja była tak silna, że jego bieg musiał zostać przerwany.
"Mass formation psychosis"
Jak Święci Mężowie sterują masami
Dajcie mi punkt oparcia, a poruszę Ziemię.
Archimedes
Czym jest gaslighting1?
Gaslighting to akt zuchwałej manipulacji. Sprawca narzuca w niej wizję świata i zachodzących w nim zdarzeń tak różny od aktualnie posiadanego przez ofiarę, że zaczyna ona wątpić w swoje najbardziej fundamentalne, oczywiste i oswojone prawdy oraz percepcje świata. Agresor stara się doprowadzić do dezorientacji ofiary wszystkimi przydatnymi metodami: wywołaniem dezorientacji, wypieraniem się swoich poprzednich działań, wmawianiem ofierze, że ma ona zaburzenia psychiczne, wywoływaniem u niej niskiej samooceny itp.
Najklarowniejszym przykładem z polskiego życia publicznego jest wypowiedź poseł Anny Żukowskiej z marca 2021 roku: "Zdarzają się takie sytuacje, że biologiczny - podkreślam - biologiczny mężczyzna rodzi dziecko"2. Inny przykład znajdziemy w filmie Zero Dark Thirty (2012, reż. Kathryn Bigelow). Więzień CIA poddany został deprywacji snu. Wtedy nagła zmiana postawy oprawców przekonała go, że w malignie udzielił kluczowych informacji, a więc jego akt zdrady towarzyszy broni już miał miejsce... czyli rozpoczął już współpracę. Dzięki temu przesłuchujący pozyskują informacje od osoby nie stawiającej już oporu.
Czym jest "masowa psychoza formująca"?
Nie tylko pojedynczy ludzie, ale i całe społeczności mogą być poddane wpływowi, który w sposób radykalny odmienia ich zbiorowe postrzeganie świata i zachowanie. Parametry przekazu kształtującego percepcję można dostroić celem uzyskania nadzwyczajnej skuteczności. Przekaz musi być dostrojony do konkretnych okoliczności i grupy docelowej.
Przykładem jest propaganda serwowana Korei Północnej, która dla ludzi zachodu jest kuriozalna, a czasem wręcz śmieszna, jednak odnosi zamierzony skutek wśród mas nie mających dostępu do żadnych innych źródeł informacji, niż te kontrolowane przez reżim.
Innym przykładem jest niemiecka propaganda polityczna, a potem wojenna lat 30. i 40. XX wieku. Wizja wykreowana przez Josepha Goebelsa i innych nazistów porwała cały naród do budowy Tysiącletniej Rzeszy, dostarczając m.in. poczucia krzywdy i wskazując grupę winnych (Żydzi), generując poczucie niesprawiedliwości historycznej (niehonorowo przegrana wojna), mobilizując do walki z marksizmem.
Psychologicznymi mechanizmami narracji reżimów totalitarnych, w tym wpływu propagandy III Rzeszy zajmuje się belgijski psychiatra Mattias Desmet, który ukuł termin "masowa psychoza formująca" w lipcu 2021 roku odnosząc się do masowych reakcji wobec obostrzeń sanitarnych w krajach Zachodu.
Dr Desmet wskazuje na cztery parametry udanego zastosowania "zbiorowej hipnozy":
utrata dotychczas utrzymywanych więzi społecznych; brak poczucia sensu w otaczającym biegu wydarzeń; brak samodzielnej zdolności do włączania nowych informacji w dotychczasową wizję świata powoduje dezorientację i bezradność percepcyjną; lęk wolnopłynący (ang.
free-floating anxiety), uporczywy, uogólniony lęk nie powiązany z żadnym konkretnym czynnikiem oraz ogólny psychiczny dyskomfort nie związany z żadnym konkretnym obiektem czy sytuacją.
Praktyczną konsekwencją jest możliwość wywołania czegoś w rodzaju zbiorowej hipnozy, której przejawem jest widzenie tunelowe (ignorowanie sprzeczne z pewną bardzo wąską narracją) oraz bezrefleksyjne podążanie za przywódcą lub liderem, który zapewnia poczucie pewności i nadaje sens temu, co się dzieje.
Psychoza jest formą zaburzenia, które powstaje w wyniku zaburzeń percepcji lub zaburzeń świadomości. Objawia się brakiem zdolności odróżnienia tego, co rzeczywiste od urojeń3.
Czy możliwa jest zbiorowa psychoza? Tak. Według Encyklopedii PWN to inaczej psychoza indukowana - rodzaj psychozy urojeniowej, która powstaje "u osoby zdrowej jako skutek wpływu wywieranego na nią przez zaburzenia występujące u osoby chorej"4.
Czy psychozę indukowaną można wywołać w zbiorowości, zarażać nią? Znów, zdecydowanie tak. Metoda zarządzania jednostkami i zbiorowościami jest znana i praktykowana od starożytności. W kulturze chińskiej znany jest jako jeden z Trzydziestu sześciu forteli: należy wprowadzić przeciwnika w stan zwątpienia w zdolność prawidłowego postrzegania rzeczywistości, zdezorientować go tak, aby utracił wiarę w poprawność własnych sądów. Należy "zrobić mu zwarcie" - odpowiednikiem angielskim tej frazy jest this will give him a pause (dosł. to go zapauzuje). Starożytny poradnik zaleca, aby wywołać w przeciwniku stan nadmiernej wrażliwości na określony typ bodźców. Rezultatem będzie koncentrowanie uwagi na niewłaściwym strumieniu bodźców zewnętrznych. Innymi słowy: celem agenta jest zaburzenie fazy Orientacji w cyklu OODA, a jeszcze inaczej, wywołanie utraty świadomości sytuacyjnej5.
Oddziaływanie narracyjne a COVID-19
"Masowa psychoza formująca" stała się gorącym tematem po tym, jak przeniósł ją do przestrzeni debaty publicznej dr Robert Malone w rozmowie z Joe Roganem - w kontekście sytuacji COVID-196. Wikipedia odmawia publikacji artykułu wyjaśniającego termin. Zamiast listy wyników wyszukiwarka Google wyświetla nietypowy komunikat. Platforma Youtube usuwa podkast, Spotify (oryginalny wydawca) stosując preteksty i szantaż usiłuje wymusić na autorze by sam usunął wywiad - słusznie obawia się efektu Streisand7. Kilkaset szacownych person pisze do wydawcy list otwarty o to usunięcie. Intensywność zamieszania każe stwierdzić, że jedno spostrzeżenie zdołało zagrozić realizacji potężnego wysiłku narracyjnego. W Polsce mieliśmy do czynienia z istotną ilością wydarzeń i decyzji władz, które części społeczeństwa wydawały się co najmniej kuriozalne: zakazy wstępu do lasów, sprzeczne wypowiedzi urzędników dotyczące skuteczności noszenia maseczek. W przestrzeni międzynarodowej widzieliśmy m.in. zalecenia władz Australii, aby pić napoje przez założoną maseczkę.
W pierwszych dniach po pojawieniu się w Chinach śmiertelnie groźnej choroby, świat zaczął otrzymywać materiały wideo. Jednym z niezwykle niepokojących obrazów był ten, w którym chiński przechodzień nagle traci przytomność i pada bezwładnie na chodnik8. Inna migawka przedstawiała wielkie osiedle trzydziestopiętrowych apartamentowców, z których unosiło się budzące grozę, potępieńcze wycie uwięzionych w kwarantannie mieszkańców. Przerażające!
Ukryci władcy
Z punktu widzenia zwykłych ludzi chaos narracyjny opisuje Michael de Montaigne tak:
Niestrudzenie rywalizujemy z innymi w dowodzeniu naszych przekonań. Z całą mocą swego rozumu, który jest narzędziem giętkim, elastycznym i dającym się przystosować do każdej formy. Przez co świat jest wypełniony i przesiąknięty bredniami i kłamstwami. [...] Nic dziwnego, że ludzie nie mogą znaleźć nic, w czym mogą sie zgodzić, nawet w tym, że niebo jest nad naszą głową.
Montaigne stwierdził też:
Nasze poglądy są dobrem wspólnym.
Nasza wizja świata także jest dobrem wspólnym. Jest pewnym układem oprogramowania kulturowego, które decyduje o utrzymaniu własnych parametrów homeostazy w zakresie umożliwiającym przetrwanie. Sztuka rządzenia państwem to sztuka budowania narracji - zbiorowej hipnozy motywującej ludzi do kolektywnego wysiłku. Sztuka niszczenia państwa lub przejęcia nad nim kontroli sterującej (jeśli użyć koncepcji sprawczości), to również sztuka budowania zbiorowych iluzji. Ci, którzy opanują jej arkana, arkana narzucania narracji, będą zdolni pchnąć społeczności w dowolnie obranym przez siebie kierunku. Nawiązując do słów otwierających traktat Sztuka wojny, władni będą kierować narody ku przetrwaniu lub ku zniszczeniu.
Zrozumieć narzędzia totalitaryzmu
Lawina już ruszyła. Jest za późno, by kamyczki mogły głosować.
Te słowa słyszymy w jednym z pierwszych epizodów serialu Babylon 5, w którym uczestnicy galaktycznej wojny starają się przeciwstawić siłom psychohistorii spychającym ludzkość w otchłań wojny, totalitaryzmu i dyktatury. Doktor Malone stwierdził w wypowiedzi na Twitterze, by stać się wrogiem publicznym orędowników oficjalnej narracji:
Nie jestem naukowcem, ale jestem przekonany, że zdrowi ludzie spędzający godziny w kolejce po test na obecność wirusa to psychoza masowego formowania [widziana] w działaniu.
Lawina reakcji zawierała i te kuriozalne. Szereg autorytetów naukowych zaprzeczał wręcz istnieniu jakichkolwiek zjawisk opartych o zbiorowe popadanie w obłęd czy ograniczenie obiektywnego postrzegania rzeczywistości. Sami jednak bronili narracji, która polegała na skłonieniu mas ludzkich do określonego zachowania. Obie strony debaty posługiwały się przy tym "autorytetem nauki".
Samo istnienie takich zjawisk jak zbiorowe szaleństwo ideologiczne III Rzeszy, wiodące do prześladowań Żydów oraz ich holokaustu w czasie II wojny światowej, powinno skierować naszą uwagę ku zjawiskom hipnotyzowania społeczeństw toksycznymi ideologiami oraz zniewalania ich w imię władzy i zysków. Tak, aby ani masowe szaleństwa, ani ideologie wyzuwające ludzi z godności i człowieczeństwa nie zatriumfowały ani nie zdobyły władzy tak, jak to nastąpiło w fikcyjnym świecie powieści Janusza A. Zajdla:
- To nie jest motywacja, lecz obsesja! [...] Jak można żyć w ciągłym poczuciu oblężenia, w nieustannym lęku, podporządkowując mu wszelkie działania... - Ze wszystkim można się oswoić. [...] Zwłaszcza gdy stan taki trwa od pokoleń, [...]. Chciałeś, abym pomógł ci przyswoić nasz sposób myślenia... To trudne, bardzo trudne. To kwestia ukształtowania psychiki, wyobraźni...9 -
Porady praktyczne, spostrzeżenia i przykłady
A. "Marsz przez pojęcia"
"Marsz przez instytucje" to strategia przejęcia kontroli nad instytucjami kultury i władzy krajów Zachodu. Miał ją sformułować ideolog niemiecki Rudi Dutschke. Strategia miała doprowadzić do pozyskania zdolności realizowania radykalnych przemian w społeczeństwie przez działaczy skrajnej lewicy przejmujących kontrolę nad instytucjami kultury i władzy politycznej. Taka strategia nazywana jest w slangu służb "nasączaniem".
W wywiadzie u red. Moniki Jaruzelskiej10 pan Krzysztof Karoń ukuł frazę pochodną - "marsz przez pojęcia". Ma to być strategia metodycznego przebudowania dominującej wizji porządku świata (definicja płci11 etc.) poprzez narzucenie nowych znaczeń słów lub zmiany zakresu ich znaczenia. Przykładem z polskiej debaty publicznej jest wszczęcie przez aktywistów kampanii dominacyjnej w której zakazywano używania słowa "murzyn" (IV.4.C). Do rozlicznych prób dominowania nowej ideologii w sferze języka - zmiany "matki" na "rodzica rodzącego", a kobiety" na "osobę rodzącą" nawiązuje żart rysunkowy: "Wezwałam państwa, gdyż syn użył brzydkiego słowa na R. Jakiego? "Rodzice" (andrzejrysuje.pl).
B. Czy "społeczne epidemie" istnieją? Coca-cola i masowe zatrucie
Koncepcja zarażania się stanami psychicznymi jest słabo zbadana, a jeszcze gorzej oswojona. Jednak zjawiska takie jak placebo i nocebo12, ujawniające się na poziomie indywidualnym, są realne i aby im przeciwdziałać przy testowaniu nowych leków stosuje się tzw. podwójnie ślepe próby: ani lekarz, ani pacjenci nie wiedzą, komu aplikowana jest substancja czynna, a komu substancja obojętna.
Istnieje wiele świetnie udokumentowanych przypadków zjawiska zarażania się stanami emocjonalnymi i symptomami chorobowymi. Są one niepodważalnym dowodem na istnienie mechanizmów rozprzestrzeniania się stanów fizjologicznych poprzez mechanizmy nieuświadomionej sugestii.
W czerwcu 1999 roku w kilku szkołach w Belgii dzieci zaczęły przejawiać objawy zatrucia pokarmowego: palpitacje, nudności, bóle głowy itp. Początkowo nie udało się wskazać feralnego produktu, jednak nagłośnienie medialne zmobilizowało epidemiologów. Zidentyfikowano trefną partię Coca-coli, w której w procesie nasycania CO2 doszło do skażenia związkami siarki.
Ale stwierdzone zanieczyszczenie wynosiło ok. 5-15 cząsteczek na miliard. To tysiąckrotnie mniej, by wywołać tak silne objawy. Ponadto, do szpitali zgłosiły się osoby z innych części Belgii, a nawet północnej Francji. Skrupulatne testy wykazały, że zgłoszenia nie miały związku ze składem napojów. Co ciekawsze, objawy zatrucia występowały też u uczniów (na początku "epidemii") i osób, które nie piły Coca-coli.
Autorzy jednego z tekstów opisujących to zjawisko wyjaśnili je za pomocą pojęcia masowa choroba socjogeniczna (MSI, ang. mass sociogenic illness):
zespół objawów faktycznej choroby, ale nie mających dającej się zidentyfikować przyczyny, a które występują u dwóch lub więcej osób, które współdzielą oponie powiązane z tymi objawami.13
Wygląda więc na to, że zachowaniami zbiorowymi ludzi dyryguje jakiś rodzaj nieuświadomionej, kulturowej komunikacji, mającej wpływ nie tylko na stan umysłu, ale też organizmu infekowanych ludzi. Zaraźliwe są nie tylko wyimaginowane stany chorobowe, ale też emocje, nastrój. W swojej fascynującej książce14 Malcolm Gladwell opisuje poczynione w latach 60. XX wieku badania synchronii mowy ciała osób rozmawiających. Okazuje się, że mowa ciała i działanie mięśni odpowiedzialnych za mimikę (sygnalizowanie emocji) tworzy rodzaj "symfonii" w grupie osób rozmawiających. Co więcej, zjawisko pojawia się już u kilkudniowych niemowląt, a nawet w czasie interakcji ludzi z małpami naczelnymi!
Prof. Howard Friedman (UCR) opracował tzw. Affective Communication Test, który pozwala stwierdzić jaki poziom podatności i "zdolności zarażania" przejawiany jest przez ludzi: respondenci ujawniali parametry swojego zachowania takie jak skłonność do poruszania się w rytm muzyki, głośność śmiechu, skłonność do stawiania się w centrum uwagi.
W świetle tych badanych od dziesięcioleci zjawisk, doniosłe są kwestie takie jak: 1) czy psychologowie pracujący dla rządów są zdolni są wskazać i zneutralizować ludzi z talentami lub umiejętnością przewodzenia innymi; 2) Jak noszenie maseczek w czasie sytuacji COVID-19 wpływa na zdolność do empatii i innych zdolności społecznych u dzieci oraz zdolność społeczeństw do kontestowania decyzji reżimu.
C. Potęga imaginowanych oczekiwań
O tym, jak potężnym instrumentem wpływu jest tzw. efekt oczekiwania i autosugestia, traktuje wybitna książka Davida Robsona pt. The Expectation Effect. Dzieło to jest fascynującym repozytorium przykładów na to, jak przemożny wpływ na stan psychofizyczny człowieka ma nastawienie mentalne.
W jednym z najciekawszych eksperymentów osoby starsze poproszono o opisanie okresu starości za pomocą słów-kluczy. Eksperymentatorzy zmierzyli długość życia przepytywanych. Ci z nich, którzy opisywali starość słowami pozytywnymi ("mądrość", "zaduma", "zdrowie" żyli dłużej, niż ci, którzy opisali starość słowami takimi jak "choroby", "samotność" itp.
Informacją co do wartości odżywczej posiłku można kontrolować poziom odczuwanego przez odbiorcę komunikatu głodu. Inna obserwacja gastronomiczna nawiązuje wprost do tematy zbiorowej psychozy formującej. W ciągu zaledwie jednej dekady w USA ilość osób z nietolerancją glutenu wzrosła z 3% do 30%. Psychologowie badający zjawisko tłumaczą je tym, że konsumenci poddani są wzajemnej sugestii oraz przekazom komercyjnym, promującym przekonanie o szkodliwych właściwościach glutenu. Mamy więc doskonale udokumentowane statystycznie potwierdzenie, że siła zbiorowej sugestii może prowadzić do realnych reakcji fizjologicznych, takich jak biegunki i zaburzenia trawienia.
D. Wizja. Kopiuj mnie, bo w ryj!
Równolegle działające ewolucje biologiczna i kulturowa sprawiły, że jesteśmy skonstruowani do kopiowania oraz naśladowania wzorców zachowań. Wedle jednej z hipotez, ta cecha wykształciła się pod presją ewolucyjną środowiska o marginalnych zasobach, w których o przetrwanie walczyły małe społeczeństwa łowiecko-zbierackie do 80 osobników.
Spostrzeżenia nt. przyrodzonej skłonności do uczenia innych naszych wzorców i podatności na narzucane wzorce zachowań (s. 321) (s. 321) wskazują bodaj najbardziej fundamentalny mechanizm działania naszych umysłów:
Naśladowanie zachowań i praktyk jest kluczową cechą konstytutywną
homo sapiens. Wtórną adaptacją tego pakietu cech stała się zdolność budowania cywilizacji i imperiów - do ultrakooperacji.
Zjawiska takie jak synchronia mowy ciała, tańce rytualne, transy hipnotyczne i zbiorowe hipnozy... są efektem działania struktur takich jak odkryte ledwie trzy dekady temu neurony lustrzane. Współczesna nauka dopiero poznaje te fizjologiczne mechanizmy działania ludzkiej natury. Ale Mistrzowie Wojowania zaprzęgają je do swoich celów od prawieków... "przeliczają je eksperymentalnie" (patrz III.2) zanim zostaną one nazwane i opisane.
Mechanizm kopiowania ma naturę zakażania "wirusami kulturowymi". Kopiowanie innych widzimy m.in. w neuronach lustrzanych, synchronii stanów emocjonalnych (zwłaszcza sygnalizowanych mimiką twarzy).
Instytucje cywilizacji realizują wtórną adaptację tych cech. Władza nad innymi, decydująca w społecznościach pierwotnych m.in. o kolejności jedzenia upolowanej zdobyczy, również zasadza się na wtórnej adaptacji kopiowania zachowań - dowodu przynależności do grupy. Oraz na zagospodarowaniu mechanizmu nagradzania za zgodność.
Prawidła konformizmu przejawiające się w eksperymencie Asha z odcinkami, marsze z pochodniami w latach 30. XX wieku w Niemczech. To także sygnalizujące przynależność grupową tatuaże plemienne, mundury, stroje ludowe, fryzura. Wszystko to są działające na poziomie fizjologicznym sygnały potwierdzające zgodność posiadanych wzorców kultury.
Dwa akty odblokowania skalowalności są szczególnie wyraziście pokazują naturę skokowych aktów postępu oprogramowania kulturowego. Pierwszy to zmiana modelu władców na ojca opiekuna (s. 442). Zaowocował on m.in. pojawieniem się konfucjanizmu. Drugi to wykształcenie modelu państwa obywatelskiego (republiki), co pozwoliło na tworzenie armii, których żołnierzy do walki kierował patriotyzm. Wojny napoleońskie - bo o nich tu mowa - tak jak i równoległy proces kształtowania się pruskiego modelu państwa, to crescendo wzajemnego kopiowania wzorców, które dawały przetrwanie i które uczyniły mocarstwa zachodu Europy machinami podboju reszty świata. Kluczową zdolnością okazała się zdolność transformacji własnej kultury przez adaptację wzorców z zewnątrz - cecha ta w innych rejonach świata była wygaszana przez formy struktur społecznych opartych na klanach i rodach. Japońskie cechy kulturowe (s. 361) są idealnym przykładem tego, jak skostniałe (lub stabilne) struktury władzy blokują innowację i adaptację do zmieniającego się środowiska.
Filtr etniczny blokuje możliwość skalowania: szybciej się indoktrynuje, niż rozmnaża. Adaptacja wtórna kopiowania oprogramowania kulturowego umożliwia skalowalność. Z bandy stu obdartusów tworzy się klan. Religia jest spoiwem metaetnicznym, który odblokowuje wzrost organizmu politycznego ponad klan czy małą grupkę etnolingwistyczną. Podejrzeliśmy to już na s. 433, jednak najklarowniejszym przykładem jest różnica między plemiennym, inkluzywnym judaizmem, a uniwersalistycznym chrześcijaństwem.
Powyższa konceptualizacja wskazuje to, co jest "sekretną" mocą sprawczą wszelkich przywódców i niejawnych ośrodków władzy: zdolność skalowania w górę liczby wyznawców poprzez infekowanie ich "wspólnym mitem". Ten ustanowi władzę nad duszami, kto kto ma możność sterowania mechanizmami "społecznych epidemii"15.
Być władcą czy charyzmatycznym przywódcą to kształtować ludzkie stany mentalne, na co obiekty wpływu dają swoją zgodę. Stosowny fragment Sztuki wojny: "Jeżeli żołnierzy karzesz, nim ich serca zjednasz, oni powolni twym rozkazom z woli własnej nie będą, posłuchem cię nie obdarzą, powodować nimi nie zdołasz".
Kto zdoła przejąć tą kontrolę, zdoła zbudować większą rzeszę wyznawców, którzy powodowani tym samym wspólnym mitem, przeważą nad mniej licznymi i mniej oddanymi wspólnej sprawie.
Kto dostroi się do tych prawideł, kto zaprzęgnie je do swoich celów i odblokuje potencjał wzrostu, stanie się założyciele imperium i Panami Losu garnących się pod ich skrzydła "maluczkich". To dlatego najgłębszą esencją spiritual warfare jest zawiadywanie tendencjami ludzkiej natury, które są produktami ewolucji w której liczyło się przetrwanie.
1 Słowo powstało z tytułu filmu Gaslight (1944, reż. George Cukor). Tytuł polski to Gasnący płomień). W filmie mąż-morderca usiłował szeregiem zabiegów przekonać małżonkę, że popadła ona w obłęd.
2 "Biologiczny mężczyzna rodzi dziecko". Dziennikarz zaniemówił po słowach poseł Lewicy, https://www.polskieradio24.pl/5/1222/Artykul/2701055 [dostęp: 2022.01.17].
3 W użyciu potocznym to albo określenie poważnego zaburzenia psychicznego lub przejawiania przez kogoś zachowań nietypowych.
4 https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/psychoza-indukowana;3964190.html [dostęp: 2022.03.28].
5 Piotr Plebaniak, 36 forteli, s. 613-621.
6 The Joe Rogan Experience #1757, https://open.spotify.com/episode/3SCsueX2bZdbEzRtKOCEyT [dostęp: 2022.03.28].
7 Próby usuwania treści wywołują skutek odwrotny - gwałtowny wzrost popularności.
8 Większość oryginalnych klipów wideo zostało usuniętych przez wydawców, w tym cieszące się renomą portale. Jeden z ocalałych, ze zindeksowaną przez Google datą publikacji 2020.01.24, można wciąż znaleźć pod adresem: https://www.dailymail.co.uk/video/china/video-2094890/Video-Dramatic-footage-shows-people-collapsing-suddenly-Wuhan-city.html, [dostęp: 2022.04.17].
9 Janusz A. Zajdel, Paradyzja, r. 6.
10 Publicysta Krzysztof Karoń - autor książki "Historia Antykultury" https://www.youtube.com/watch?v=voQFOMr5F3E [dostęp: 2022.04.30].
11 Proces ten niezwykle trafnie opisuje Justin Folk, w głośnym filmu dokumentalnym z 2022 roku pt. What is a Woman (pol. Co to jest kobieta?).
12 Nocebo wywołuje objawy choroby m.in. gdy pacjent ma negatywne nastawienie do terapii lub do wyglądu leku.
13 Dioxins, Coca-Cola, and mass sociogenic illness in Belgium, https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(05)75348-4/fulltext [dostęp: 2022.05.12].
14 Malcolm Gladwell, Punkt przełomowy. O małych przyczynach wielkich zmian, Znak Literanova, Kraków 2012, s. 87.
15 Hipoteza: pomniki należy być może stawiać za "bezsensowne" nakazy noszenia maseczek w czasie COVID-19. Unieczynniając kanał przekazu, jakim jest ludzka twarz, służyły ograniczaniu propagacji wirusów... kulturowych. Utrudniały powstawanie kolejnej iteracji "faszyzmu" (konkurencyjnych ośrodków władzy duchowej, kontrsił dla zmian społecznych i ekonomicznych).
Poznaj przyszłość, by przetrwać
Wprowadzenie - wizja autora
Widzieć przyszłość, wiedzieć, co się wydarzy, to źródło władzy. To kwestia życia i śmierci. To źródło statusu, prestiżu. To nie tylko możność, zdolność, ale też atrybut posiadania sprawczości, atrybut, który legitymizuje do roztoczenia dominacji nad tymi, którzy tej wiedzy nie posiedli. Tak mówi amerykański fizyk Michio Kaku:
Głównym składnikiem inteligencji jest zdolność przewidywania przyszłości. Zdolność modelowania dziś, aby zobaczyć jutro. Wysokiego poziomu inteligencji wymaga zdolność rozumienia praw natury, praw natury ludzkiej, jaki jest najbardziej prawdopodobny rezultat przyszłych zdarzeń. [...] Jeśli obcy są inteligentniejsi od nas, będą widzieć przyszłość lepiej niż my. Będą widzieć rezultaty, których my nie zobaczymy. Będą modelować scenariusze, które nam się nawet nie przyśnią. Będą mogli nas przechytrzyć... za każdym razem1.
Jednym z kluczowych pojęć, które pojawiają się w tej książce jest homeostat. Ale homeostat, czyli system mający za naczelny cel regulowanie swojej zdolności przetrwania, nie musi wykształcić zdolności rozumienia świata, rozumu, aby dostroić się do praw natury i reguł gry o przetrwanie. W przypadku zwierząt i roślin wystarczą instynkty i sekwencje reakcji wykształcone w toku ewolucji.
Choć pojęcie homeostazy i homeostatu pierwotnie odnosiło się do organizmów biologicznych. Jego zakres można jednak - robił to z lubością Stanisław Lem - rozciągnąć na inne systemy, które w jakiś sposób są uwikłane w zmagania o przetrwanie i przy tym przetwarzają informacje, by podejmować decyzje.
U homo sapiens ewolucję biologiczną zastępuje kulturowa, w której zachowanie organizmów regulują m.in. wirusy kulturowe.Rozum, jakim dysponują ludzie, jest sposobem zastąpienia instynktów, pozwala na powstrzymanie jednej reakcji i zastąpienie jej zupełnie inną. Ta cecha rozumu sprawia, że może być on zaprogramowany przez kulturę w zachowania prowadzące do zguby. W obu przypadkach, instynktu i rozumu, selekcja naturalna eliminuje te, które nie potrafiły dostroić się do swojego środowiska.
Jak homeostaty przewidują przyszłość?
Roślina, która "chce" wzrosnąć, optymalną chwilę dla kiełkowania "przewiduje" dzięki specjalnym substancjom, które wiosną aktywują się, coraz dłużej naświetlane światłem dziennym, by w końcu zainicjować kiełkowanie.
Dla rolnika wiedzieć, kiedy zasiać i przystąpić do innych prac polowych, to kwestia dostatku lub głodu. Kalendarz rolniczy pozwala dostrajać działania do cykli natury takich jak wylewy rzek i następstwo pór roku lub nastanie pory deszczowej. Jest ściągawką decyzyjną homeostatu, jakim jest lokalna wspólnota i to co wyżej, do całej cywilizacji włącznie - czy to w starożytnym Egipcie, czy nad Rzeką Żółtą.
Dla inwestora znajomość przyszłości to przewaga informacyjna, czyli zdolność zbudowania dokładniejszych modeli trendów i tendencji niż te, którymi dysponuje przeciwnik. To zdolność warta dużo, a często wręcz bezcenna. Głównym składnikiem tej zdolności jest rozumienie parametrów środowiska i ich wzajemnych interakcji: kondycji firm, praw popytu i podaży, przestrzeni decyzyjnej konkurentów.
Dla wojownika i żołnierza wiedza, jak postąpi przeciwnik,to kwestia tego, który z nich wróci do domu. Poznać zamiary przeciwnika to dla dowódcy pchającego potężną armię na pole bitwy sprawa życia i śmierci. Dlatego właśnie w starożytnym traktacie Sztuka wojny kluczową zdolnością jest - oprócz generowania Mocy - zdolność bycia nieczytelnym, nazwana Bezforemnością. Ta zdefiniowana w głębokiej chińskiej starożytności koncepcja zasadza się na tym, że przeciwnik nie ma zdolności modelowania dziś, by przewidzieć jutro. To ta logika, nieśmiertelna, wprowadza na współczesne pola bitwy takie koncepcje i rozwiązania jak "systemy budowania świadomości sytuacyjnej" czy koncepcję swarmingu2.
Dla przywódcy, władcy imperium, wiedza o przestrzeni decyzyjnej, parametrach decyzyjnych oraz parametrach siły uczestników geopolitycznych rozgrywek, to kwestia przyszłości tysięcy i milionów istnień ludzkich. To też kwestia prestiżu, odpowiedzialności historycznej, legitymizacji oraz utrzymania władzy.
Wreszcie, dla Świętego Męża, a więc tego, kto zrozumiał Dao, prawidła wszechrzeczy, przyszłość jest otwartą księgą. Święty Mąż dostraja się do rytmu zdarzeń we wszechświecie.Usuwa się im z drogi, kiedy trzeba. Wykonuje oszczędny ruch wtedy, gdy trzeba. Dostrzega wzorce i regularności, które nazywamy Prawami Natury.
Życie to podejmowanie decyzji. Przetrwanie to podejmowanie decyzji. W każdej skali decydowanie i przetrwanie polegają na zdolności modelowania i przewidywania przyszłych stanów świata. Starożytny chiński traktat Pytania i odpowiedzi pomiędzy Tang Taizongiem a Li Weigongiem mówi:
Wszystkie żywe istoty, w których krew płynie, zmagać się będą po kres ich życia o przetrwanie.
Ale to samo wieczne prawidło życia odkrywa i ubiera w inne nieco słowa Robert A. Heinlein w powieści Time Enough for Love:
Aby coś osiągnąć, a nawet po prostu przeżyć trochę dłużej, człowiek musi zgadywać. I to zgadywać poprawnie - wciąż i wciąż, bez wystarczającej ilości danych do logicznej odpowiedzi.
Przyszłość i przeznaczenie w kulturze
Rozumiemy świat poprzez opowieści. A znaczna część opowieści książkowych i filmowych ma za swój motyw przewodni to, że ktoś zdobył moc lub zdolność poznania przyszłości. Taki ktoś nagle uzyskuje elektryzującą przewagę nad innymi. Uzyskana przezeń przewaga informacyjna to władza najwyższa. To, jak pisze autor Sztuki wojny, zdolność stania się dla innych Panem Losu.
Przepowiednie, proroctwa, wieszczby końca świata. To opowieści o największym znaczeniu dla przetrwania ludzi i ich grup. Znać przyszłość i rozumieć ciąg zdarzeń, który ku niej wiedzie, to zdominować psychicznie i podporządkować sobie pojedynczych ludzi i ich grupy. "Zaprawdę powiadam wam, oto nadchodzi wiek miecza i topora, wiek wilczej zamieci [...] Tak będzie! Wypatrujcie znaków!". Czytamy na kartach Krwi elfów Andrzeja Sapkowskiego. "Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia", rozpoczyna swoją powieść Ogniem i mieczem Henryk Sienkiewicz.
Nasz Sienkiewicz robi identyczny zabieg, co autor epickiej powieści Dzieje trzech królestw, która rezonuje w sercach i umysłach czytelników chińskich. Na tron cesarski opada znikąd i układa w stożek czarny wąż, sprawiając, że władca omdlewa ze zgrozy. Nad pałacem zrywa się wichura, stolicę nawiedza trzęsienie ziemi. Słowem, wszystkie omeny wieszczą rychły koniec uporządkowanego świata dynastii Han. Świadczą o gniewie Niebios. A gniew ten to nieuchronne i rychłe ziszczenie się wiecznego prawidła historii, który otwiera dzieło:
Takie są historii koleje: to, co podzielone, w jedność musi się złączyć; to, co zjednoczone, na części podzielić się musi.
Kto odważy się nie zgodzić z wyrokiem przeznaczenia? W filmie Lawrence z Arabii główny bohater prowadzi nocny przemarsz przez najbardziej morderczy odcinek pustyni. To manewr natchniony, który da mu rangę niemal półboga. Kto w czasie przemarszu zaśnie i spadnie z wielbłąda, ten zginie. Zwyczajem Beduinów nikt nie zawróci po takiego nieszczęśnika - śmierć mu bożym wyrokiem pisana. Ale Lawrence zawraca. W pojedynkę odnajduje pechowca i przyprowadza go do obozu. Oto jest! Wódz naznaczony, który potrafi zmieniać wyroki przeznaczenia! Za nim nam iść!
Ale następnego dnia jeden z wojowników dokonuje kradzieży. Wyznaczoną plemiennym obyczajem karą, która powstrzyma rozpad efemerycznego sojuszu, jest śmierć dla winnego. Lawrence oferuje się dokonać egzekucji. Jako obcy, nie należący do żadnego z plemion, dokona aktu sprawiedliwości nie uruchamiając prawa zemsty. Ale wola Niebios przeważa: skazanym okazuje się ten sam człowiek, którego Lawrence uratował.
Potyczki charyzmatycznych jednostek z siłami historii, z Przeznaczeniem, z Wolą Boga, są motywem opowieści, którymi programujemy nasze umysły od najmłodszych lat. Definiują sposób, w jaki każdy z nas, wychowanków niezliczonych kultur i ideologii, postrzega i rozumie swoje miejsce w świecie.
Historyczne systemy pozyskiwania świadomości sytuacyjnej
Wróżby, proroctwa, predykcje. I cała metoda naukowa rozumiana jako zestaw narzędzi do opisywania i oddziaływania na świat. Władza nad umysłami. To hasła naprowadzające do zrozumienia, czym jest ideologia. To wizja przyszłości i zdolność zarażenia nią odbiorców. To system twierdzeń, które uprawomocniają użycie przymusu i siły wobec innych. To też władza nad wizją świata, nad systemem motywacyjnym zaprzęgającym kolektywny wysiłek społeczności do zbudowania tożsamości zbiorowej. Częściąkażdej tożsamości jest zdolność i wola do obrony przed agresorem i atakowania innych grup.
W czasach historycznych poczesną rolę na dworach władców zajmowali wróżbici. Ich zadaniem było dostrzeganie omenów, znaków ze strony sił nadprzyrodzonych, które sygnalizowały swoją przychylność lub niezadowolenie wobec decyzji władcy.
Osobnym, fascynującym zagadnieniem jest postrzeganie związków przyczynowo-skutkowych i wzorców, regularności, które ludzkość mozolnie dostrzegała w niezrozumiałym świecie. W XV wieku terytoria zajmowane przez Azteków nawiedzały susze, kapłani próbowali wpłynąć na przyszłość starając się przebłagać bogów ofiarami z ludzi. Uzgadniano tzw. wojny kwietne (hiszp. guerras floridas), dzięki którym pozyskiwano jeńców do rytualnych masowych mordów.
W starożytnej Helladzie, w Delfach, "pępku świata", rezyduje kapłanka Pytia, wieszczącą - nie za darmo przyszłość. W mateczniku chińskiej cywilizacji, prehistorycznych dynastiach Xia i Shang, zaczątki pisma to inskrypcje wróżebne na kościach i skorupach żółwi. Wedle wskazań tych wyroczni, wedle odczytań omenów w postaci zjawisk natury, kształtu zwierzęcych flaków, łodyg krwawnika, upadku podrzucanych w powietrze przedmiotów rytualnych, posyłano - i w dawnych Chinach, i wszędzie indziej - armie liczące dziesiątki i setki tysięcy żołnierzy.
I wtedy przyszedł Sun Zi. Jego traktat jest protonaukowym systemem identyfikowania i ważenia rozmaitych parametrów siły przeciwnika: demografii, zdolności produkcji broni, spójności społecznej, talentu dowódcy. Ten sposób przewidywania rezultatów wojen był propozycją konkurencyjną wobec systemu decyzyjnego w postaci wróżb i zabobonów. Sam Sun Zi pisał o swojej metodzie zliczania przewag:
Mnie dość spojrzeć na same rachuby, a przewidzieć mogę, już to kto zwycięży, już to kto przegra. (Sun Zi I.11)
Nauka i metoda naukowa, czyli pakiet instrumentów wspomagających pozyskiwanie danych ze świata natury oraz budowanie modeli przyszłych jej stanów. To instrument budowania przewagi koncepcyjnej i informacyjnej. Mówimy przecież, że teoria ma lub nie ma "zdolności predykcyjnej", a w związku z tym jest lub nie jest użyteczna. Ta zdolność modelowania wariantów zdarzeń jest fazą Orientacji w cyklu OODA (?).
Zdecydowanie najpotężniejszym narzędziem pozyskiwania zdolności predykcyjnej jest nauka i metoda naukowa,w tym narzędzie sprawdzania prawdziwości twierdzeń o świecie w postaci eksperymentu. Potęgę aparatu matematycznego, który wyprodukowała nauka, ilustruje idealnie niezwykle przemawiający do wyobraźni pomysł realizacji bliźniaczej misji kosmicznej Voyager. Ta opowiastka pokazuje także, jak niesamowite rezultaty daje synergia pasji, wiedzy, doświadczenia własnego i czerpania ze zakumulowanego dorobku żyjących i nieżyjących.
Gary Flandro od dziecka był fascynatem eksploracji kosmosu. Pasja ta sprawiła, że został pracownikiem amerykańskiego JPL (Jet Propulsion Labolatory). Zabrał się za poszukiwanie konfiguracji, która mogłaby umożliwić oblot planet zewnętrznych Układu Słonecznego. Znalazł taką - zdarzającą się raz na 176 lat. Ręczne, a potem komputerowo obliczone symulacje (komputery w tamtym czasie wypełniały całe pomieszczenia) pozwoliły przystąpić do realizacji misji zakończonej spektakularnym sukcesem. Obie sondy Voyager opuściły Układ Słoneczny odpowiednio w 2012 i 2018 roku3.
Zdolność czytania praw natury i tym samym zdolność do modelowania przyszłych stanów rzeczy jest bardzo często utajniana. Więcej, tajność jest warunkiem jej skuteczności: pokonania przeciwnika na polu walki, utrzymania władzy, uzyskania przewagi konkurencyjnej, narzucania swojej woli, a w tym wpędzaniu przeciwników w stan tzw. bezradności percepcyjnej, sprzyjającej podporządkowaniu się. Kapłani starożytnego Egiptu, mający umiejętność przewidywania zaćmień słońca, mogli za pomocą swojej wiedzy legitymizować swoją władzę i uzyskiwać posłuszeństwo zabobonnych poddanych. O tak, wiedza o przyszłości to władza. I przetrwanie.
Ryc. 1. Plan trajektorii misji Voyager. Źródło: NASA.
Prorocy i wieszczyciele w życiu społecznym
"Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie", czytamy w ewangelii Św. Mateusza (Mt. 24:42). To, co ma się stać, elektryzuje nas. Na wiedzę o przyszłości jesteśmy najbardziej receptywni.
Ten, kto demonstrując swoje zdolności przewidywania zdoła narzucić nam swoją dominację (wizję świata), dyryguje naszym postępowaniem. Formatuje naszą moralność i zachowania społeczne. Poddajemy się jego woli i jego narracji. Oddajemy w opiekę.
To właśnie dlatego proste stwierdzenie "przyszłość wpływa na teraźniejszość" stało się inspiracją, a zarazem tytułem jednego z esejów w tomie Sun Zi i jego Sztuka wojny. Odnosi się ono do dziedziny cybernetyki, sterowania systemami, a w tym przypadku sterowania organizmami społecznymi.
Kto potrafi zaimponować nam swoim lepszym rozumieniem przyszłości, temu dajemy się oczarować. Ulegamy jego wizji, stajemy się nośnikami idei i wyznawcami ich głosiciela. To dlatego słyszymy z ust postaci publicznych takie oświadczenia jak "już od roku tak mówiłem", "dawno to przewidziałem". To w tej sferze, sferze przewidywania przyszłości, toczy się większość działań "wojennych" w grze dominacyjnej o status.
Z tego punktu widzenia można wysnuć spostrzeżenie, że sukces w przestrzeni publicznej dra Jacka Bartosiaka zasadzał się na podwójnym filarze: 1) oswojeniu polskich odbiorców z geopolityczną wizją świata, która pozwala lepiej zrozumieć bieg rzeczy; 2) co połączył z wejściem w rolę"proroka głoszącego wizję końca świata, jakim go znamy". To wzorcowy przykład mistrzowskiego powołania do życia źródła narracji, które - odsłaniając nam naszą własną przyszłość - tak skutecznie pobudza naszą uwagę poznawczą.
Fałszowanie praw wszechświata
Bohater powieści Paradyzja Janusza A. Zajdla dziwuje się:
To chyba pierwszy przypadek w dziejach ludzkości [...] Znane są fakty fałszowania historii dla otumanienia społeczeństwa. Ale żeby fałszować fizykę?4.
O, naiwny! Toż prawidła natury są najczęściej fałszowanąrzeczą. Te prawa natury, wedle starożytnych myślicieli chińskich, obejmują i prawidła ludzkiej natury, i zasady rządzenia państwem. To prawa ekonomii, to prawa demografii, sztuki wojennej. Posługiwać się tymi prawami to nic innego jak stosować procedury realizowania sprawczości.
Sprawczość to zdolność narzucania innym swojej woli. Jedną z najbardziej "oswojonych" metod jej pozyskiwania jest zbudowanie instrumentów oddziaływania militarnego ("projekcji siły"). Mniej oczywistą metodą jest fałszowanie praw i prawideł, które rządzą biegiem zdarzeń i naturą ludzką (motywacjami jednostek i grup ludzi). To tym aktem fałszu pozyskuje się "przemocą lub podstępem" przyzwolenie grup ludzkich na takie lub inne decydowanie o ich losie.
Sztukę właściwego przyłożenia dźwigni w sterowaniu losem ludzkich społeczeństw identyfikuje jeden z mieszkańców Paradyzji: "Wolność [...] to świadomość ograniczeń, którym człowiek podlega", mówi odwiedzający zniewolony świat Ziemianin. "Wolność uzyskuje się przez uświadomienie sobie braku możliwości innych niż ta, której realizacją jest nasz świat...", ripostuje zniewolony mieszkaniec.
Trafność tych powieściowych spostrzeżeń każdy z nas może sobie zastosować do spraw rozmaitych ideologii i wizji świata - uznawanych za śmieszne, toksyczne i wpływającyce na bieg geopolitycznych gier między mocarstwami. To m.in. walka z tzw. zmianami klimatu; walka z przerażającymi zarazkami, peak oil. Predykcje rychłej zguby rodzaju ludzkiego to tak skuteczny instrument kształtowania percepcji publicznej, że aż strach o tym pisać.
W takiej wizji konfliktu skutecznym atakiem można nazwać zarażenie wizją świata, której konsekwencje i dyrektywy etyczne - niczym koń trojański - prowadzą do działań samozgubnych. Przykładem może być buddyzm propagowany przez imperium chińskiej dynastii Tang wśród wojowniczych ludów Tybetu i Azji Centralnej. To też antywojenny aktywizm środowisk lewicowych w USA w czasie wojny z Wietnamem Północnym. To ideologie proekologiczne i przepowiednie rychłej zagłady klimatycznej używane jako "broń" celem kontroli rynku energii w Unii Europejskiej.
Wojny narracyjne to narzucenie własnej wizji świata. To narzucanie własnej woli. Narzucenie wizji praw, którym osoby lub grupy ludzi mają być posłuszne. Na tym polega dominacja. Tak należy wyjaśniać często niosące tysiące i miliony ofiar dążenie reżimów politycznych do zmonopolizowania narracji, usunięcie wpływu narracji obcych, wrogich. Budowanie narracji jest fałszowaniem rozumienia tego, jak działa świat i prawa natury. Fałszowanie wizji świata to akt kontroli nad grupami ludzi w każdej skali -jest kluczowym instrumentem władzy.
Uproszczony model matematyczny - prawo powszechnego ciążenia Newtona - może umożliwić misję kosmiczną mimo tego, że jest jedynie przybliżeniem praw natury. Ale w powieści Zajdla narracja instalowana w umysłach mieszkańców Paradyzji, ukrywająca prawdziwy stan rzeczy, sprawia, że nikt nie myśli o buncie. Mieszkańcy tytułowej planety nie wiedzieli nawet, że istnieje elita utrzymująca ich w stanie zniewolenia.
Wizja świata wyznacza (ogranicza) zdolność działania. Przez moralne zakazy i nakazy. Przez neutralizację woli oporu, co tak plastycznie przedstawia George Orwell w powieści Rok 1984. Może sprzyjać lub przeszkadzać w budowaniu zdolności homeostatu do obrony własnego istnienia.
"Nie ma nic silniejszego ponad ideę, której czas nadszedł".
Koncepcją absolutnie centralną w traktacie Sztuka wojny jest Moc. To potencjał, który sprawia, że motywacje i działania ludzi, ale także bieg wydarzeń, zmierza w tym lub innym kierunku. Wedle starożytnego stratega, dla Mistrza Wojowania władać Mocą to sprawić, że ludzie i wydarzenia runą zgodnie z geografią ich środowiska działania, niczym krągłe kamienie i bale puszczone w dół stromego stoku.
W eseju o Mistrzach Wojowania (?) przedstawię pełną wizję i pakiet przykładów. Tu niech wystarczą dwa. Sam Sun Zi zaleca, aby dowódca, miast "przez rozkazów wydawanie" doprowadzał żołnierzy do apogeum ich waleczności przez postawienie ich w sytuacji bez wyjścia. W obliczu śmierci, nie trzeba im będzie prawić przemów "bijcie się do ostatniej kropli krwi", "oddajcie życie ku chwale ojczyzny". Zadziała instynkt przetrwania - to on wzbudzi bojowy szał. Zadziała geografia ludzkiej natury. Zadziała Moc.
Sama siła, którą ktoś chce powołać do życia i zaprząc do działania, musi pojawić się w odpowiednim momencie i miejscu. Sprzyjające okoliczności zwielokrotniają jej zdolność oddziaływania na bieg rzeczy, a czasem wręcz pozwalają powołać ją do życia.
Aż zobaczyli ilu ich Poczuli siłę i czas; I z pieśnią, że już blisko świt Szli ulicami miast5.
Tak śpiewał Jacek Kaczmarski i trafiał tymi słowami w sedno zjawiska.
Słynne powiedzenie użyte jako tytuł tej sekcji, żyjące i rezonujące w naszych myślach w nieskończonych wariantach, to prawidłowość wieczna. Zwłaszcza, gdy wyrazić ją ogólniej, mówiąc nie o ideach, a o każdej rzeczy.
Dostrzec siłę jakiejś idei to dostrzec aktywność sił psychohistorii. To dostrzec napięcia sił strukturalnych, które niczym trzęsienia ziemi, im dłużej akumulują swój potencjał, tym bardziej niszczycielską siłę wyzwolą.
Tym właśnie jest Moc. Jest potencjałem i żywiołem ujeżdżanym przez skrytych w cieniu Mistrzów Wojowania, praktyków filozofii wuwei (dostrojenia działania do rytmów Wszechświata).
Wiele nazw na to samo
Czas wyjaśnić to, czym są siły psychohistorii. W słowach otwierających wspomnianą powyżej powieść Dzieje trzech królestw występuje fraza 'Takie są historii koleje'. W oryginale fraza 'historii koleje' to dosłownie 'Wielkie Moce w Tym, co pod Niebem'6. Ostatni znak frazy, shi, to Moc znana nam z traktatu Sztuka wojny. Słowniki przekładają całą frazę na 'trendy historii' lub 'siły bezwładu historycznego' (ang. the momentum of history lub trends of things). To właśnie są nasze siły psychohistorii.
Odpowiedników tej frazy w zachodnich kodach kulturowych mamy wiele. To 'siły historii' (pojawia się w tytule książki Józefa Kosseckiego Gry sił i interesów w historii), siły historycznej konieczności. W kontekstach innych niż historia to 'siły rynku', 'impet operacyjny armii'. Ogólnie jest to inercja wydarzeń, coś, co decyduje o biegu rzeczy, a czemu pojedyncze jednostki nie są w stanie się przeciwstawić.
Ksiądz Kordecki, postać z kart Potopu Henryka Sienkiewicza, mówi naradzając się ze współtowarzyszami:
Otóż koniunktury są takie, że chybaby Bóg i Najświętsza Jego Rodzicielka umyślnie na tego nieprzyjaciela zesłali zaślepienie, aby miarę w swych nieprawościach przebrał.
Czytając o powieściowej obronie Częstochowy natrafiamy na takie sformułowania jak właśnie "koniunktury polityczne", "siła zabobonu" i "te strzały będzie słychać w kraju całym", gdy odpowiednio Polacy i Szwedzi komentują znaczenie "sił psychohistorii", które w ruch wprawiło oblężenie świętego miejsca. Jedna z obecnych w opowieści Sienkiewicza postaci niemal dosłownie powtarza myśl przewodnią Sztuki wojny. Dźwięczą nam słowa księcia Heskiego wypowiadane do dowodzącego oblężeniem Millera:
Czasem też i okoliczności umieją rozkazywać nie gorzej królów i marszałków7.
Świetną metaforą dla tych potężnych sił jest wiatr. W przestrzeni atmosfery kumulują się potężne wyże i niże. Powołują one do życia... wiatr historii: niepowstrzymane orkany obalają cesarzy i wynoszą do władzy "bandytów"8. Takie ujęcie idealnie współgra z wizją Sun Zi, który w swojej metaforze mówił o niepowstrzymanym potencjale rzek wynikającym z olbrzymich mas wody lub osiągniętym dzięki różnicy wysokości w pędzącym górskim strumieniu.
Dr Jacek Bartosiak stwierdził w jednym z wywiadów, że kryzysy i wojny nadchodzą nie z biedy czy ideologii, a z powodu napięć strukturalnych, zmian w układzie sił. Gdy takie napięcia tektoniczne się pojawiają, jakby spod ziemi pojawiają się osoby, ideologie i inne czynniki, które w skomplikowanym tańcu sił i kontrsił starają się korygować niepożądane dla siebie trajektorie.
Z tego punktu widzenia "politycy są posłannikami sił strukturalnych". I tu dochodzimy do wiecznego pytania historyków: kto kształtuje bieg historii? Czy wola pojedynczych ludzi, czy bezosobowe siły? W powieści Formy Chaosu Colina Kappa poznajemy nazwę dla samotnych śmiałków. To Katalizatory Chaosu. Mieli oni budzącą bojaźń moc powstrzymania entropii, zmiany kierunku biegu spraw.
W powieści Żołnierzu, nie pytaj! Gordon R. Dickson prezentuje ontogenetykę, narzędzie przewidywania przyszłości wykształcone przez rasę filozofów:
Tak się nazywa jedna z naszych egzotycznych technik obliczeniowych [...] Mówiąc w skrócie, istnieje ustawicznie rozwijający się wzorzec zdarzeń, który obejmuje wszystkie żyjące istoty ludzkie. Pragnienia i dążenia tych jednostek determinują w swojej masie kierunek wzrostu wzorca w przyszłości. [...] Jednakże, znów tylko jako jednostki, prawie wszyscy ludzie są bardziej przedmiotem oddziaływania, niż sami oddziałują efektywnie na wzorzec. Jedynie od czasu do czasu u rzadko spotykanych jednostek - kontynuował - stwierdzamy szczególnąkombinację czynników osobowości i pozycji jednostki we wzorcu, które razem wzięte czynią je niewyobrażalnie bardziej efektywnymi niż ich towarzysze. Gdy to się zdarza, tak jak w twoim wypadku, mamy Izolata, osobowość kardynalną, kogoś, kto ma wszelką swobodę oddziaływania na wzorzec, podczas gdy sam jest przedmiotem oddziaływania tylko w relatywnie małym stopniu.
W Siłach psychohistorii będziemy się jednak koncentrować nie na odpowiedzi na to pytanie o sprawczość, a na opisaniu rozmaitych parametrów "sił historii".
Czym jest psychohistoria?
Psychohistoria to fikcyjna nauka wykoncypowana przez Isaaca Asimova na potrzeby kultowej powieści Fundacja. Jej aparat matematyczny dawał zdolność przewidywania losów wielkich zbiorowisk ludzkich. Autor powieści, zainspirowany był monumentalnym dziełem Edwarda Gibbona Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego.
Twórca powieściowej nauki, Hari Seldon, deklarował jej zdolność nie tylko przewidzenia nieuchronnego upadku. Ale mogła ona być narzędziem zmiany przyszłych losów ludzkości. To centralny punkt całej opowieści. Rozumienie praw natury to nie tylko wiedza o przyszłości. To władza nad biegiem rzeczy, a więc najniebezpieczniejsza możność, jaką może posiąść człowiek. Seldon przedsięwziął dzieło przeciwstawienia się pozornie niepowstrzymanym siłom historycznych konieczności. Posądzony o zdradę stanu, tak odpowiada na pytanie Oskarżenia:
Psychohistoryczny bieg wydarzeń na gęsto zaludnionej planecie ma wysoką inercję. Aby go zmienić, trzeba mu przeciwstawić coś, co charakteryzowałoby się podobną inercją. Musiałaby być to albo taka sama liczba ludzi, albo - w przypadku gdyby liczba ta była stosunkowo nieduża - musiałoby upłynąć bardzo wiele czasu [...] Trzeba tylko... tylko trochę zmienić bieg przyszłych wydarzeń nadciągających ogromną, niezmierzoną masą...
Losy tytułowej Fundacji to szereg opowieści o jednostkach zmagających się wciąż i wciąż z dylematem: czy ich indywidualne decyzje są, czy nie są sprzeczne z Planem Seldona, w wizji którego celem ostatecznym9 działalności Fundacji było powołanie do życia Drugiego Imperium.
I oto wracamy do koncepcji homeostatu. Bo twór tak potężny jak galaktyczne imperium również jest homeostatem.
Zakończenie. Siły psychohistorii
Wszystko, co "żyje", powodowane jest potrzebą przewidywania przyszłości. Religie, systemy wróżb, sztuka podstępu... a nawet sama metoda naukowa mają w swej istocie jeden i ten sam cel - przewidzieć i kontrolować przyszłość. Mają odpowiedzieć na pytanie jak modelować skutki własnych działań i postępki ludzi wokół nas, by w optymalnym stopniu realizować własną sprawczość, zdolność do decydowania co i jak się dzieje.
Człowiek, który potrafi z aktualnego stanu spraw wywieść to, co dopiero się zdarzy, potrafiący dostroić się do zasad rządzących Wszechświatem i środowiskiem swojego życia, pojmujący naturę Dao, zwany był w starożytnych Chinach Świętym Mężem (shengren ??). Mógł on
zobaczyć zaczątek i pojąć koniec.
"Odrzuć pustkę, ułudę, by dostrzec pełnię, prawdziwy świat", głoszą nauki buddyjskie. Musimy odrzucić swoje przekonania, przesądy, często zawodną wiedzę. Musimy zbudować od zera zupełnie nowy system predykcyjny; spojrzeć na problem w sposób świeży, umożliwiający jego - często błyskotliwe - rozwiązanie. Z drugiej strony,
przeciwnikowi należy maksymalnie utrudnić budowanie zdolności predykcyjnych.
Istotą tego, co należy zrobić w próbach zmylenia przeciwnika i stosowania forteli jest właśnie tak sformułowane zadanie. Zafałszujmy mu predykcje. Przekonajmy, że siły psychohistorii i prawa natury ludzkiej działają inaczej, niż ma się to faktycznie. Sprawmy, że przyjmie brzemienne porażką założenia co do logiki biegu rzeczy. Niech zawraca kijem Wisłę.
Trudno jest skomponować książkę o przewidywaniu przyszłości i zamknąć ją przy tym w formę inną niż poradnik. Mój pierwotny zamiar napisania studium rozumienia związków przyczynowo-skutkowych przekształcił się w vademecum praktycznej wiedzy i spostrzeżeń. Mam nadzieję, że rezultat końcowy - niech mi będzie wolno zażartować - zwiększy u czytelnika-użytkownika zdolność do osiągnięcia i utrzymania optymalnych parametrów homeostazy.
Mam też nadzieję, Czytelniku, że po zapoznaniu się ze spostrzeżeniami, wizjami i prawidłami działania natury świata i ludzi, nabędziesz władzę patrzenia na świat w zupełnie inny sposób, niż dotychczas. A z władzą dostrzegania prawideł przyjdzie władza powodowania losem własnym i losem innych.
Zapytany zaś, czy wiesz, jak brać się za bary z tym, co pozornie nieuniknione i jak dostrzec to, co skrywają mroki nieodgadnionej przyszłości i plany snute przez Mistrzów Wojowania, odpowiesz - mam nadzieję - słowami bohatera wizjonerskiej opowieści Isaaca Asimova... wziętymi z mistrzowskiej, wieńczącej całą intrygę sceny:
Na Gwiazdy Galaktyki, teraz wiem!
Tajpej, lipiec-grudzień 2020
1 Michio Kaku on Alien Brains, https://www.youtube.com/watch?v=Izp7q6OXXS4 [dostęp: 2022.01.16]. Książka: Michio Kaku, Przyszłość umysłu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019. Słowo 'modelować' przełożyłem z oryginalnego simulate, chodzi o fazę Orientacji w cyklu decyzyjnym OODA oraz budowanie świadomości sytuacyjnej - patrz tekst "V.2.
2 Sparaliżowanie systemu obrony przeciwnika przez atak w skali przekraczającej jego zdolność reagowania.
3 https://www.pbs.org/the-farthest/science/man-behind-mission/
4 W powieści rozchodziło się o uniemożliwienie zniewolonym ludziom odkrycia,że nie znajdują się na orbicie, a na powierzchni planety. Stróże tajemnicy założycielskiej utrudniali poznanie prawdy rozmaitymi trikami, w tym pozornie niewinnymi. Bohater utwierdził się w swoich domysłach drogą pośrednią. Zakaz posiadania własnych zegarków naręcznych można było uznać za dziwactwo. Ale towarzyszyło mu już trudne do wykrycia, lecz ewidentnie podejrzane losowe wydłużanie lub skracanie minut na zegarach publicznych.
5 Pieśń Mury, słowa Jacek Kaczmarski do melodii Lluísa Llacha.
6 Chiń. tianxia dashi ????; 'To co pod Niebem' jest poetycką nazwa całego znanego starożytnym Chińczykom świata.
7 W rozdziale V traktatu Sun Zi pisze: "Mistrz Wojowania do mistrzostwa swego dochodzi, Moc budując, a nie przez rozkazów wydawanie. Bez żołnierzy starań się on obywa, a na kształtowaniu i powodowaniu Mocą polega". (V.11). Z kolei w innym miejscu Sztuki wojny czytamy: "Miejsca są, o które walczyć nie należy; Nakazy władcy są, których nie wolno wypełniać". (VIII.3).
8 "Bandyci" to odniesienie do słynnej chińskiej frazy: "Ci, którym się uda [wyzyskać okazję] (trendy wydarzeń), zostają cesarzami. Ci, którym się nie uda, nazywani są bandytami". Co zaś do burzy dziejowych, Stanisław Jerzy Lec przewrotnie podpowiada, jak je rozpoznać: jeszcze długo po nich kości łamią.
9 Mistrzowska gra słów i wieloznaczności polegała na tym, że rząd przeniósł Fundację na planetę o nazwie Terminus. Słowo to po łacinie oznacza i "kamień węgielny" (fundament, zaczątek), i "cel ostateczny".
Pruski projekt cywilizacyjny
Mechanizm powstania niemieckiego projektu imperialnego
Oto widziałem profesora matematyki pochowanego niczym umiłowany przez poddanych król - dlatego tylko, że był wielki w swoim powołaniu.
Tak francuski filozof Wolter pisał o pogrzebie Isaaca Newtona, którego trumnę niosło dwóch djuków, trzech erlów i Lord Kanclerz. Trudno o lepszą ilustrację tego, jak na Zachodzie nauka i rząd weszły w nierozerwalne partnerstwo. Żaden przy tym monarcha nie będzie lepszym przykładem korzyści płynących z takiego partnerstwa niż przyjaciel Woltera, Fryderyk II Wielki, król Prus. Jego rządy były symptomem nadzwyczajnie ważkiego procesu: między Zachodem a Wschodem tworzyła się nie przepaść, a wręcz otchłań cywilizacyjna i kulturowa.
Odsłona I: Fryderyk II
W Istambule sułtan Osman III rządził popadającym w stagnację i zacofanie Imperium Osmańskim. Został sułtanem w wieku pięćdziesięciu siedmiu lat, po tym jak poprzednie pięćdziesiąt jeden lat spędził jako więzień w haremie. Gdy wyszedł na wolność, prawie zupełnie nie znał kraju, którym miał rządzić.
Już u szczytu swej świetności Imperium Osmańskie nie sprzyjało rządom oświeconych władców. Brakowało stabilności politycznej i środowiska sprzyjającego ewolucji kulturowej. Mustafa, najstarszy i wyjątkowo utalentowany syn Sulejmana Wielkiego (1494-1566), został zamordowany w wyniku intryg drugiej żony sułtana, swojej macochy, na rzecz jej własnych synów. Inny syn, Bajazyd, został uduszony.
Tymczasem w Poczdamie Fryderyk Wielki wprowadzał szereg reform, które niosły wydajność i racjonalność w wojsku i administracji cywilnej. Kontynuował dzieło swojego pradziadka, elektora Fryderyka Wilhelma. Elektor wniósł do procesu budowy potęgi Prus przekształcenie Brandenburgii z wyniszczonego wojną pustkowia w rdzeń najsprawniej zarządzanego państwa w Europie Środkowej. Jego finanse opierały się na sprawnej administracji rozległych królewszczyzn; porządek społeczny - na klasie właścicieli ziemskich, którzy lojalnie służyli na koniach lub za biurkami; bezpieczeństwo - na dobrze wyszkolonej armii chłopskiej.
Na początku XVIII wieku władztwo Fryderyka Wilhelma było najbliższym istniejącym przybliżeniem idealnej monarchii absolutnej, zalecanej w słynnym Lewiatanie przez angielskiego teoretyka polityki Thomasa Hobbesa jako antidotum na anarchię. Fryderyk w swoim państwie zaprowadził nie tylko całkowitą tolerancję religijną, ale także nieograniczoną wolność prasy. "Tutaj każdy może szukać zbawienia w sposób, który wydaje mu się najlepszy", deklarował.
Zupełna otwartość na pracowitych i utalentowanych imigrantów sprawiła, że na samym początku XVIII wieku niemal co piąty mieszkaniec Berlina był francuskim hugenotem, mieszkającym we francuskiej "kolonii". Z Berlina dom swój uczynili także protestanci ze Salzburga, waldensi, mennonici, prezbiterianie ze Szkocji, Żydzi, katolicy i zdeklarowani sceptycy religijni, a nawet muzułmanie.
To pod jego rządami tworzył w Królewcu Immanuel Kant, bodaj największy filozof XVIII wieku - jego Krytyka czystego rozumu, napisana w 1781 roku, zgłębiała samą naturę i ograniczenia ludzkiej racjonalności. Kant był postacią jeszcze bardziej surową niż jego władca. Na swoje codzienne spacery chadzał ponoć tak punktualnie, że miejscowi przestawiali wedle jego przejścia zegarki.
Dla Fryderyka nie miało żadnego znaczenia, że wielki myśliciel był wnukiem szkockiego siodlarza. Równie niewiele znaczyło dlań to, że inny wielki filozof pruski, Moses Mendelssohn, był Żydem. Wszyscy wspólnym wysiłkiem budowali tę samą ludzką cywilizację, co można podsumować słowami niemieckiego poety Schillera z 1784 roku: "Piszę jako obywatel świata".
Esencją Oświecenia jako ruchu cywilizacyjnego było nagromadzenie filozofów, którzy w całej Europie doskonalili swoje idee dzięki coraz powszechniejszym gazetom, czasopismom i książkom. Myśliciele oświeceniowi zajmowali się naukami społecznymi. Głównym obiektem ich rozważań było to, jak społeczeństwa można budować i jak powinny być zbudowane.
Wolność myśli i napływ rozmaitych wzorców kulturowych wytworzyły to, co wcześniej w tej książce nazwaliśmy "ożywczą ideą". Prusy stały się buzującym matecznikiem innowacji i postępu myśli. Powstawały coraz to nowe towarzystwa naukowe, towarzystwa czytelnicze, grupy dyskusyjne i czasopisma. Ale najbardziej doniosłym symbolem "nowej jakości" i buzującej energii matecznika cywilizacji były dwie budowle. Pierwsza to opera państwowa w centrum Berlina. Gmach ten od innych oper północnej Europy odróżniał kluczowy szczegół: nie był połączona z pałacem królewskim. Istniał nie dla osobistej przyjemności monarchy, lecz dla szerokiej publiczności.
Równie znamienna i niezwykła w roli symbolu oświeconego władcy była katedra św. Jadwigi, wybudowana w samym sercu największego placu miasta. Był to kościół katolicki w luterańskim mieście - wybudowany na dodatek przez króla, który sam był kalwinem. Te dwie monumentalne budowle były niczym latarnie morskie, magicznie przyciągające umysły brzemienne wielkimi ideami. Czytelnicy rozumiejący już wizję całej książki Siły psychohistorii łatwo zgodzą się, że budowle te były też zaczątkiem potężnego, wstrząsającego posadami świata imperium.
Fryderyk, władca oświecony, pisał w 1752 roku w swoim pierwszym z dwóch politycznych testamentów:
Władca jest pierwszą osobą w państwie. Jest dobrze opłacany, aby mógł zachować godność swojego urzędu. W zamian jednak wymaga się od niego, aby efektywnie pracował dla dobra państwa.
W opinii Fryderyka szaty królewskie nie miały żadnego praktycznego zastosowania, a korona była jedynie "kapeluszem, który wpuszcza deszcz". Za innym jeszcze razem miał oświadczyć:
Nie mogę mieć żadnych interesów, które nie byłyby w równym stopniu interesami mojego narodu. Jeśli nie da się ich pogodzić, zawsze należy dać pierwszeństwo dobru i korzyści kraju.
Gdyby podmienić imiona na chińskie, powyższe wypowiedzi władcy i relacje z jego reform byłyby idealnym apokryfem starożytnych, konfucjańskich traktatów zachwalających wzory oświeconych władców. Rządom tych władców przyświecały takie maksymy jak "Posługujący sie miłosierdziem jest niezwyciężony". Maksyma ta oznaczała, że jeśli tylko władca zadba o poddanych i ich potrzeby, siła militarna pojawi się samoistnie i nikt z sąsiadów nie zdoła wystawić armii mogącej mu zagrozić.
W 1786 roku, pod koniec panowania Fryderyka, w Prusach na dwudziestu dziewięciu poddanych przypadał jeden żołnierz. Był to najbardziej zmilitaryzowany kraj na świecie, który wystawił trzecią co do wielkości armię na całym subkontynencie.
Skokowa zmiana wzorców cywilizacyjnych
Obywateli należy uczynić zdolnymi i chętnymi do używania własnych umysłów dla osiągnięcia wyższych celów w ramach przyszłego zjednoczonego niemieckiego państwa narodowego.
Tymi słowami reformator Johann Gottlieb Fichte nawoływał w 1807 roku do nowej wizji edukacji. Pruska musztra wcześniej polegała na posłuszeństwie wobec rozkazów i braku swobody decyzji niższych szarży. Poniżająca porażka w bitwie pod Jeną w 1806 roku, w której pruski dryl przegrał z francuskim masowym poborem, stała się punktem zwrotnym. Zarzucono uczenia walki w linii. Zamiast niej, ledwie rok po klęsce, zaczęto uczyć taktyki realizacji misji. To dawało oficerowi elastyczność. Nowy sposób działania wymagał także od zwykłego żołnierza najniższej rangi wstąpienia na wyższy poziom funkcjonowania mentalnego: potrzebne było zaangażowanie osobiste, niezależność w podejmowaniu decyzji, zdolność do rozumienia sytuacji.
Ale zanim do boju ruszy armia żołnierzy, do pracy należy zaprząc armię nauczycieli. Zmiana w systemie kształcenia (formatowania cywilizacyjnego) młodych umysłów wymagała wysokiego poziomu edukacji. Miała też brzemienny wpływ na pruską kulturę przedsiębiorczości, w tym zdolność do kierowania własnym losem i wykorzystania własnej autonomii i podmiotowości. Zaowocowała bliźniaczym do "pól Eton" ("VII.5.C) powiedzonkiem o czynniku decydującym w wygranych bitwach:
Wynik bitew pod Sadową i Sedanem zdecydował się wysiłkiem pruskiego nauczyciela szkoły podstawowej1.
Nauka i technologia
Zaproszono mnie do Berlina, kolebki sztuk i nauk [...] w której czekają król Salomon i królowa Saby.
Tak pisał Gottfried Wilhelm Leibniz w liście do księżniczki Scharlotte w 1697 roku. Wtedy głosił chwałę zaledwie zaczątku głównego ośrodka pruskiej aktywności naukowej.
Aktywność ta była zaprojektowana wedle filozofii zasadniczo odmiennej niż w innych krajach europejskich. Zasadzała się ona na dwóch filarach: poświęceniu się badaniom w służbie idei nauki oraz sprytnie skonstruowanemu systemowi konkurowania na dwóch poziomach: między profesorami i między uniwersytetami2. Efektem miało być udoskonalenie metody naukowej i szkolenie uczniów w technice badań. Już po 1820 roku postęp naukowy dokonywał się nie w prywatnych laboratoriach czy instytutach, a właśnie na państwowych uniwersytetach, co było cechą unikalną państw niemieckich. Ten mechanizm umożliwiał transmisję wiedzy praktycznej do właśnie edukowanych pokoleń badaczy. Friedrich Paulsen tak pisał dekady później o roli niezależnych badań:
Tylko ten, kto jest produktywny w nauce, może być skutecznym nauczycielem.
Profesorowie specjalizowali się, oferując przy tym coraz bardziej zaawansowane i wyspecjalizowane wykłady. Przy tym zakładali laboratoria, w których studenci mogli praktykować nabywaną wiedzę we własnych badaniach. Dla profesorów działalność dydaktyczna była podrzędna względem ich działalności badawczej i publikowania wyników. Reputacja w swojej dziedzinie była warunkiem sine qua non dla ofert zatrudnienia nawet w najmniejszych uniwersytetach.
Przykładem jest C.G.J. Jacobi, matematyk badający funkcje eliptyczne na uniwersytecie w Królewcu. Zainicjował on radykalnie nową praktykę wykorzystania własnych bieżących badań jako treści prezentowanych wykładów. Na przełomie lat 1835 i 1836 wraz z Franzem Neumannem uruchomił seminarium, w którym kluczowym narzędziem pedagogicznym było nakazywanie studentom samodzielnych badań: "albo całkowicie teoretycznych, albo wymagających dokonywania pomiarów oraz obserwacji na bazie teorii matematycznej".
Idealizm, absolutne poświęcenie zgłębianiu zagadnień, mechanizmy konkurowania o prestiż - te motory napędzały niemieckiego naukowca wtedy i zawsze później. System nie tylko zachęcał, ale zobowiązywał ambitną młodzież akademicką do poświęcenia się poszukiwaniom wiedzy. W ciągu ledwie dekady powyżej opisana implementacja ideologii nauki (Wissenschaftsideologie) zaczęła lawinowo przynosić rezultaty. Niemiecka nauka odsadziła się daleko przed wszystkie inne.
Była to epoka najwyższej wydajności intelektualnej, jakiej kiedykolwiek zaznał naród niemiecki. To epoka Kanta i Goethego. Epoka, która zaraz wyprodukuje fizykę kwantową, i tych, którzy dadzą ludzkości energię atomu: Hertza, Einsteina i im podobnych.
Pewnym wyznacznikiem skali przewagi edukacyjnej Niemiec może być fakt, że w 1876 roku, dwadzieścia lat po odkryciu przez Williama Perkina barwnika o kolorze mueve (patrz niżej), Stany Zjednoczone miały zaledwie jedenastu absolwentów chemii organicznej. Niemcy miały ich setki.
System niemiecki w sposób perfekcyjny wzmacniał programowanie ideologiczne za pomocą nagród w postaci uhonorowań za osiągnięcia, pensji i awansów. Johann Fichte i Schleiermacher w swoich traktatach napisanych z okazji założenia Uniwersytetu Berlińskiego po raz pierwszy zdecydowanie to wyrazili:
Od każdego, kto chce rozpocząć karierę naukową, wymaga się, aby nie tylko posiadał wiedzę, ale także był zdolny do jej wytwarzania w wyniku własnej, niezależnej działalności. [...] Pod panowaniem tej idei niemieckie uniwersytety XIX wieku rozwinęły się w to, czym są dzisiaj: warsztatami pracy i kuźniami życia intelektualnego naszego narodu3. Amerykańska kopia latającej bomby V-1 z czasów II wojny światowej - daleki odprysk mechanizmów dziejowych kształtujących potęgę Prus dwa stulecia wcześniej. Ekspozycja Field Artillery Museum w Fort Sill, Oklahoma, USA.
Ekspozycja Field Artillery Museum w Fort Sill, USA.
Odsłona druga: Bismarck i postęp społeczny
Wielkie kwestie dnia dzisiejszego nie rozstrzygną się za pomocą przemówień i decyzji większości, a za pomocą żelaza i krwi.
Otto von Bismarck, 1862
Bismarck był tym, który doprowadził do finału dzieło zjednoczenia krajów niemieckich. Częścią tego dzieła, oprócz wygrania dobrze znanej wojny francusko-pruskiej (1870-1871), był Kulturkampf, czyli zmagania o ograniczenie władzy Kościoła Katolickiego i papieża.
Ale ważniejsze były reformy społeczne w latach 1883-1889. Utworzono narodowy system opieki zdrowotnej, system ubezpieczeń od wypadków i emerytur. Reformy te wychodziły naprzeciw niepokojom egzystencjalnym pracujących: dawała zabezpieczenie na starość lub niezdolność do pracy. Dzięki takim reformom społecznym Prusy zmieniły się w buzujący aktywnością matecznik postępu cywilizacji.
Obszar zjednoczonych Niemiec był zdominowany przez Prusy. Buzował energią twórczą i wiarą w dumną przyszłość. Był niecierpliwie czekającym na swoją dziejową chwilę matecznikiem ambicji imperialnych.
Podjęto w nim fascynujący, planowy i rozciągnięty na całe pokolenia wysiłek cywilizacyjny. Skończył się on wprowadzeniem na usługi woli politycznej tak przełomowych i zmieniających geografię układu sił technologii jak produkcja nawozów sztucznych, benzyny syntetycznej. Doprowadził do supremacji niemieckiej myśli naukowej w fizyce teoretycznej... i katastrofalnej, kosztującej miliony istnień ludzkich wojny światowej.
Pchane aspiracjami decydentów, Cesarstwo Niemieckie było w stanie wygenerować sprawcze siły psychohistorii i konkurować z potęgami kolonialnymi o kontrolę nad bogactwem świata.
Indygo i tektoniczna zmiana układu sił
Naturalne indygo, wytwarzane z rosnącej w Indiach rośliny Indigofera tinctoria, trafiło do Europy w XIII wieku. Ten niezwykle drogi barwnik dopiero w XVII wieku trafił z palet malarskich do przemysłu barwienia tkanin - przynosząc krociowe zyski zwłaszcza Imperium Brytyjskiemu, które kontrolowało produkcję skoncentrowaną w Bengalu (wschodni kraniec Indii).
Synteza sztucznego indygo była uważana za niemożliwość - do czasu, aż w roku 1894, po czterech dekadach od przełomowego odkrycia koloru mauve (blady fiolet) przez Williama Perkinsa w 1856 roku, opracowano proces syntezy ilości przemysłowych. Przyniosło to firmie BASF, zwłaszcza na samym początku, krociowe zyski. Dla Brytyjczyków sukces Niemców oznaczał kompletne załamanie całej gałęzi przemysłu. Miał długofalowe konsekwencje polityczne i ekonomiczne - przestraszył.
Na Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku Niemcy mieli się czym chwalić. Oprócz spektakularnie wyglądającej wielkiej czary czystego indygo, prezentowali cały szereg chemikaliów. Dla Amerykanów, Francuzów i Brytyjczyków oglądanie tych osiągnięć było wstrząsającym doświadczeniem. Pogłębił je Heinrich Brunck, szef firmy BASF w 1900 r. Oburzył on opinię publiczną Londynu, sugerując, że wszyscy producenci indygo w Indiach powinni przestawić się na uprawę żywności.
W tamtym czasie fabryka BASF w Ludwigshafen to obszar 206 hektarów, mieszczący megakompleks 421 budynków połączonych siecią 42 km torów kolejowych. Firma zatrudniała 6300 pracowników, w tym 146 chemików, a rocznie zużywała 243 000 ton węgla, 20 milionów metrów sześciennych słodkiej wody, 12 milionów kilogramów lodu, prawie 13 milionów metrów sześciennych gazu. A BASF nie był jedyną niemiecką firmą chemiczną na paryskiej wystawie. Obecne były Hoechst, Bayer, Cassella, Agfa oraz inne. W 1906 roku, w artykule z okazji jubileuszu odkrycia przez Williama Perkina koloru muave, "Daily Telegraph" zauważył żartobliwie:
Straciliśmy nasze dziedzictwo, a na fundamencie pracy pojedynczego Anglika wzniesiono nadbudowę wiodącego przemysłu naukowego Vaterlandu.
Jeszcze w 1913 roku Zjednoczone Królestwo importowało z Niemiec cztery razy więcej indygo, niż produkowało samodzielnie.
Synergia cywilizacyjnego postępu
Chemia przemysłowa powstała w XIX wieku dzięki perfekcyjnemu sprzężeniu dwóch motywów: ciekawości naukowej i współzawodnictwa wynalazców, którzy na wyścigi próbowali zreplikować w laboratorium naturalne barwniki do tkanin. Duopolem na te barwniki cieszyły się Francja i Anglia. Płacący im krocie Niemcy byli maksymalnie zdeterminowani, by wyrwać się z pozycji petenta. Zdolność produkcji aniliny i smoły pogazowej dawała im punkt startu. Niemieccy producenci mieli też szczęście co do lokalizacji swoich fabryk. Budowali zakłady w pobliżu Renu i jego dopływów. Barwniki były drogie w przeliczeniu na rozmiar i masę, więc niewielki koszt transportu, pozwalał na koncentrację produkcji w zagłębiach. Rzeki były przy okazji źródłem wody i szlakiem dostaw najważniejszego surowca - węgla. Koncentracja kapitału i umysłów doświadczonych chemików, transport, dostęp do surowców - wszystko jakby czekało na "swój czas".
Człowiekiem, który uruchomił lawinę prosperity był zięć założyciela Bayera, Carl Rumpff. On to, finansując stypendiami utalentowanych naukowców, natrafił na tego, któremu w końcu udało się zsyntetyzować indygo.
W branży chemicznej przyszły zmiany. Pieniądze były w produkcji lekarstw. Wyścig o krociowe zyski z nowych lekarstw pełen był forteli. Popularną substancją przeciwgorączkową był acetanilid, a aptekarze sami mogli decydować, od którego producenta go kupowali. Wtedy firma Kalle and Company wymyśliła, zastrzegła i wypromowała w światku lekarzy chwytliwą nazwę handlową "Antyfebrine". Mistrzowska kampania poskutkowała tym, że lekarze zamawiali konkretny produkt konkretnego producenta - w cenach znacznie wyższych niż odpowiedniki o identycznym składzie. Do dziś nazwa Antyfebryna traktowana jest jako inna nazwa na tę samą substancję czynną.
Podobnie było z lepszym lekiem przeciwgorączkowym - acetophenetidine, sprzedawanym jako Phenacetin. Znamienną cechą wspólną tych środków przeciwgorączkowych było to, że tworzyli je nie naukowcy czy lekarze kierowani ciekawością, czy lekarz powodowany powołaniem. Leki wymyślali przemysłowcy kierowani zyskiem. Dużym zyskiem.
Brytyjskie przemysły chemiczne, kwitnące w połowie XIX wieku, były kompletnie niekonkurencyjne, źle zarządzane i bez zdolności innowacji. Wśród Niemców panowało głębokie przekonanie, że Brytyjczycy nie mają ani teutońskiej wytrwałości, ani zdolności do ciężkiej pracy, by wydźwignąć się ze stagnacji. Carl Duisberg, wynalazca syntetycznego indygo, mówił:
Wymaga to szczególnej zdolności do czekania i wyczekiwania na rzeczy nadchodzące, połączonej z niekończącą się cierpliwością i kłopotami. My, Niemcy, posiadamy w szczególnym stopniu tę cechę jednoczesnej pracy i czekania oraz czerpania przyjemności z wyników naukowych bez sukcesu technicznego.
W ciągu następnych kilku lat po barwnikach i farmaceutykach w niemieckich fabrykach chemicznych pojawiła się cała gama nowych produktów: mydła, detergenty, materiały fotograficzne, farby drukarskie, nawozy, farby, glazury, materiały wybuchowe, procesy chemiczne do produkcji żelaza i stali (które również zaczęły przewyższać brytyjskie, a już znacznie przewyższały francuskie) i wiele, wiele innych.
Ku zmartwieniu konkurentów, Niemcy stawały się potęgą gospodarczą i przemysłową. W połączeniu z rosnącymi ambicjami politycznymi i militarnymi młodej dynastii cesarskiej i wspierającej ją klasy junkierskiej stanowiło to powód do głębokiego niepokoju. Wszyscy znakomicie rozumieli, że każdy przyszły konflikt byłby z pewnością konfliktem uprzemysłowionym. A naród, który dysponowałby zasobami, technologią i wiedzą, by wyposażyć i wesprzeć machinę wojenną, z pewnością miałby przewagę.
Nawozy sztuczne
Już prehistoryczni rolnicy zauważyli, że rośliny motylkowe w jakiś sposób odnawiają przepracowaną glebę. Współcześnie wiemy, że potrzebne roślinom związki azotu są wytwarzane przez bakterie. Innym źródłem azotu były zwierzęce kości i nawóz. W XIX wieku przyrost naturalny wymusił wyścig o inne źródła azotów.
Do nawożenia stosowano nawet ludzkie odchody, mimo istotnego zagrożenia pasożytami. W XIX-wiecznym Paryżu rokrocznie milion ton końskich odchodów zbierano i używano w podmiejskich ogrodach warzywnych. Podobnie w USA przetwarzano nieprzeliczone ilości kości bizonów.
Nic jednak nie przewyższało jakością ptasiego guana, które odkryto w olbrzymich ilościach na wysepkach u wybrzeży Peru. Przez dwie dekady wydobyto i przesłano do Europy ok. 20 milionów ton. Po wyeksploatowaniu zasobów Peru, świat udawał sie po nitraty do sąsiedniego Chile - po skamieniałą saletrę, która zakumulowała się na pustyni Atacama przez miliony lat.
Te zasoby też miały się w końcu wyczerpać. Narastał niepokój. Wtedy, w 1898 roku, sir William Crookes zapowiedział rychłe wybawienie: "Głód zmieni się w dostatek dzięki laboratoriom". Musi się znaleźć jakaś metoda pozyskiwania azotu z powietrza. Podejmowano liczne próby, ale sukces osiągnął dopiero Fritz Haber - uznał, że jedyną drogą było uwodornienie azotu, aby pozyskać amoniak. Wymagało to nadzwyczaj wysokich temperatur i ciśnienia rzędu 200 atmosfer.
Proces był wyjątkowo mało wydajny, ale wkrótce Haberowi udało się znaleźć katalizatory - osm, a potem uran. Gdy 1 lipca 1909 Karl Bosh pojawił się w laboratorium Habera, by obejrzeć demonstrację, aparatura uległa uszkodzeniu wybuchem. Sfrustrowany Bosh ruszył w drogę powrotną. Jednak jego ekspert od katalizatorów, Alywin Mittasch, został. Jego cierpliwość popłaciła. Następnego dnia był świadkiem, jak aparatura produkowała 70 kropel amoniaku na minutę.
Teraz przyszła kolej na Bosha - był on nie tylko chemikiem, ale i specjalistą od metalurgii. Aż dwa lata zajęło mu skonstruowanie bezpiecznych zbiorników, które umożliwiały wydostawanie się niebezpiecznego wodoru do atmosfery. Kolejne dwa lata później gigantyczny zakład produkujący amoniak w Oppau rozpoczął produkcję.
Ale wyglądało, że najedzeni wciąż będą prowadzić wojny, gdyż związki azotu są niezbędnym składnikiem materiałów wybuchowych. Konflikt, wszyscy to czuli, zbliżał się. Ale mimo wysiłków zgromadzone zapasy mogły wystarczyć tylko na krótką kampanię. W Niemczech brakowało wszystkiego: ropy, metali i gumy. Armia niemiecka nie dostrzegała zagrożenia. Przemysłowcy tak. Szczególnie groźny był brak saletry, dostępnej w dużych ilościach wyłącznie w Chile. Dostawy z pewnością zostaną odcięte przez Brytyjczyków. Składowanie zapasów nie wchodziło w grę, ponieważ żaden kraj nie był w stanie zgromadzić wystarczającej ilości surowców na dłużej niż rok konfliktu.
Gdy wojna wybuchła, przez kilka kuszących tygodni ambicje dowództwa wydawały się możliwe do zrealizowania. 4 listopada 1914 r. do Berlina dotarła wiadomość, która podniosła na duchu nawet najbardziej ponurego urzędnika: kilka dni wcześniej okręty cesarskiej niemieckiej marynarki wojennej odniosły pod Coronel u wybrzeży Chile pozornie decydujące zwycięstwo nad głównymi siłami brytyjskimi.
Niemieckie dowództwo przyjęło tę wiadomość z euforią. Wydawało się, że kluczowy szlak handlowy może zostać ponownie otwarty. Jednak optymizm szybko osłabł. Miesiąc później, w bitwie w pobliżu Falklandów, Royal Navy wzięła odwet i odrobiła swoją wcześniejszą porażkę. Niemcy straciły ostatnią szansę na przywrócenie przepływu chilijskiej saletry.
Krótka chwila wytchnienia nadeszła, gdy w ładowniach statków zacumowanych w okupowanym belgijskim porcie Antwerpia odkryto sto tysięcy ton chilijskiej saletry. Ale potem już tylko Carl Bosch z BASF stał pomiędzy wojskami cesarza a nieuniknioną katastrofą. Zdolność produkcji syntetycznego kwasu azotowego BASF oznajmił 1 maja 1915 roku. Zależność od dostaw z Chile znikła.
BASF i państwo niemieckie stały się częścią tej samej machiny, w łudząco podobny sposób powstanie amerykański kompleks militarno-przemysłowy. Już w latach 1917-1918 zdumiewające 78% sprzedaży BASF przypadło na samo wojsko. Poziom współpracy z państwem i armią innych firm tworzących niemiecki przemysł był równie duży.
"Naturalna przewaga" Niemiec - benzyna syntetyczna
W 1926 roku amerykańska Federal Oil Conservation Board powołała zespół, który ocenił światowe zasoby ropy na 0,5 mld baryłek, co miało starczyć na 6 lat. Niezależnie, we wczesnych latach 20. Bosh doszedł do wniosku, że uzależnienie świata od ropy stanie się krytyczne. A że Niemcy ze wszystkich narodów uprzemysłowionych miały najwięcej braków w surowcach naturalnych, po porostu musiały nauczyć się syntetyzować płynne paliwo. Niemcy posiadały duże zasoby węgla, naturalnym rozwiązaniem było jego uwodornienie i upłynnienie pod wysokim ciśnieniem.
Przełomu dokonali Franz Fischer and Hans Tropsch z Kaise Willhelm Institute w 1914 roku. Użyli oni mieszanki tlenku węgla i wodoru. Problemy ze znalezieniem katalizatora sprawiły, że naukowcy Bosha dopiero w 1923 opracowali proces przemysłowej produkcji metanolu z węgla.
Pierwsza benzyna wyprodukowana w niezwykle kosztownym zakładzie w Leunie trafiła na rynek w kwietniu 1927 roku. Koszt wyprodukowania znacznie przekraczał cenę rynkową, ale opłacało się bardziej produkować dalej, niż zdemontować kosztowne instalacje.
Ale wtedy w 1930 odkryto gigantyczne złoża ropy w Teksasie, a rok później na Bliskim Wschodzie. Zakład w Leunie tracił rację bytu. Właściciele fabryki musieli poprosić o pomoc rządu. Karta do rozegrania była oczywista: bez ropy gospodarka jest nie do pomyślenia. A przy tym samowystarczalność to polityczna niezależność. W tamtym czasie importowano 75% paliw. W rezultacie 14 grudnia 1933 roku w Berlinie podpisano przełomowe porozumienie, znane jako Benzinvertrag (umowa benzynowa). W zamian za obietnicę IG Farben (syndykat powstał w 1925 roku), że do 1935 roku produkcja w Leunie wzrośnie do 350 000 ton rocznie, Rzesza zgodziła się kupować całą produkcję fabryki, której nie można było sprzedać na wolnym rynku.
Obywatel III Rzeszy, gdyby tylko zechciał, mógłby wstawać każdego ranka na dźwięk dzwonków plastikowego budzika IG, myć się i golić mydłem IG, a następnie zasiadać do stołu przykrytego syntetyczną tkaniną IG, aby zjeść śniadanie ugotowane na syntetycznych tłuszczach IG i wypić kawę słodzoną sacharyną IG. Gdy wyjeżdżał do pracy, wsiadał do autobusu wyposażonego w opony buna IG i napędzanego syntetyczną benzyną IG
Od roku 1936 była ona niezbędna dla planów Führera, a czołowi członkowie kierownictwa firmy, poza nielicznymi wyjątkami, byli zadowoleni z tego faktu i współpracowali bez zastrzeżeń. Ten poziom militaryzacji nie był już wyjątkowy dla IG. W całym uprzemysłowionym świecie wielkie korporacje w pośpiechu przekształcały się w wykonawców polityki rządu. Na przykład w Wielkiej Brytanii Imperial Chemical Industries przygotowywał się do produkcji wojskowej od końca 1937 roku, zakładając fabryki, które miały produkować niemal wszystkie brytyjskie materiały wybuchowe, metale lekkie i podstawowe chemikalia na czas wojny.
Ponad 90% fosforowych środków zapalających, które nosili żołnierze, zostało wyprodukowanych z materiałów dostarczonych przez fabryki IG. Siły inwazyjne Wehrmachtu, liczące 1,5 miliona ludzi, zawdzięczały IG Farben około 25% wyposażenia, w tym manierki, sprzączki do pasów, taśmy i hełmy, pochodziło z materiałów tej firmy - odsetek ten miał wzrastać w miarę trwania wojny. -
1 Odpowiednio 1866 i 1870. To decydujące bitwy w wojnie Prus z Austrią i Francją. Efektowne powiedzonko ma mało wspólnego z realiami i należy je traktować jako "wspólny mit", mobilizujący do dyscypliny. Dla ilustracji, Prusacy bitwę pod Sadową wygrali dzięki m.in. rewolucyjnemu zamkowi karabinów, który zwiększał szybkostrzelność i nie wymagał od żołnierzy pozycji stojącej do przeładowywania.
2 R. Steven Turner, The Growth of Professorial Research in Prussia, 1818 to 1848 - Causes and Context [in:] "Historical Studies in the Physical Sciences", Vol. 3 (1971), s. 137-182.
3 Friedrich Paulsen, Die deutschen Universitäten und das Universitätsstudium, A. Asher & Company 1902, s. 204-205.