Wzorce (#5). Oni albo my! 2: Izrael i Bliski Wschód. Zachód kontra świat islamu, przyszłość Izraela oraz prawidła wojen na Bliskim Wschodzie. Wydanie II - Piotr Plebaniak

Kup ebooka

48.00 zł
37.29 zł (36,96 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

"Konfliktujące agendy"

Wstęp-wizja

Wizja dla tomu drugiego Oni albo my! oraz prawidła i koncepcje zdefiniowane w innych tomach serii "Wzorce"

Oprogramowanie kulturowe

Homo Sapiens jest gatunkiem żyjącym społecznie, a swoją zdolność przetrwania (reprodukcji, zdobywania zasobów) generuje na poziomie nie jednostkowym, a kooperujących wspólnot. Zdolność do tworzenia spójnych i skutecznie walczących o przetrwanie wspólnot opieramy na mechanizmach obyczajowych, prawie, zdolności do samokontroli. Te wzorce kulturowe nabywamy w procesie socjalizacji. Ich jakość akumuluje się (udoskonala) w przekazie międzypokoleniowym.

Ultrakooperacja

Duże grupy obcych sobie ludzi mogą współpracować, gdy łączy ich wiara w tzw. wspólny mit i zaufanie rozumiane jako dobro publiczne. Wspólny mit to także mit energetyzujący i mobilizujący do podejmowania wszelkich typów wysiłku kolektywnego. Historycznie najskuteczniejszym generatorem takiego mitu były religie, zwłaszcza abrahamowe. Są one pakietem oprogramowania kulturowego, który powołuje do życia zjawisko ultrakooperacji.

Społeczności zdolne są do przetrwania dzięki podatnym na zakłócenia i atak zjawiskom emergentnej ultrakooperacji - zdolności współpracy ludzi niezależnie od więzów pokrewieństwa, różnic światopoglądowych i innych cech. Zachowania kooperacyjne trzeba wymusić na członkach społeczności dla ich własnego dobra, ale kosztem ich osobistych swobód. Atak na oprogramowanie kulturowe, które odpowiada za uruchamianie instrumentów przymusu, poskutkuje zniszczeniem zdolności atakowanej społeczności do generowania takich dóbr publicznych jak zaufanie społeczne czy akty indywidualnego poświęcenia. Dobra te są kluczowe w generowaniu ultrakooperacji.

Potencjał i ukształtowanie psychiki do ultrakooperacji da się rozłożyć na osobne parametry analogicznie do wskaźnika IQ. Taki zestaw parametrów charakteryzuje zarówno indywidualnych ludzi, jak i całe ich społeczności. Współcześnie nie jest to praktykowane, przynajmniej jawnie, niemniej wskaźnik taki miałby użyteczność o wiele większą przy zarządzaniu zasobami ludzkimi, niż IQ. Byłby miernikiem odporności (antykruchości) społeczeństw poddanych oddziaływaniom w tzw. wojnach nieograniczonych.

Myślenie plemienne

Na przeciwnym krańcu skali w kwestii ukształtowania psychiki ludzi do sprzyjania ultrakooperacji są mentalność i myślenie plemienne i klanowy charakter struktur społecznych. Klanowość odpowiada za istnienie niewidzialnego sufitu dla rozrostu wspólnot ludzkich z poziomu plemion czy rodów do wielkości "ultra-", liczonej w dziesiątkach

i setkach tysięcy, a potem w milionach.

Mówiąc nieco poetycko, mentalność plemienna oznacza zredukowanie zdolności ufania obcym i współpracy

z nimi, uniemożliwiające utworzenie instytucji "demokratycznych" i będące źródłem takich zachowań i obyczajów jak zemsta rodowa, moralność Kalego (relatywizacja ocen uczynków zależnie od przynależności klanowej) i wielu innych.

Sztandarowym i świetnie udokumentowanym przykładem jest szokująca różnica w statystykach krwiodawstwa między południem, a północą Włoch. Najlepszym studium tej problematyki jest wręcz natchniona książka Josepha Henricha pt. The WEIRD-est People in the World. Innym ikonicznym wglądem w cechy człowieka ultrakooperującego jest słynne studium badające w Nowym Jorku korelację pochodzenia dyplomatów z ilością nieopłaconych mandatów za złe parkowanie (-SP VII.3). Statystyki w sposób wręcz zadziwiający zgodne są z "krzywdzącymi" stereotypami dotyczącymi rozmaitych krajów i nacji.

Kluczem jest tu prospołeczność, a więc forma odnoszenia się z szacunkiem do innych członków społeczeństwa. Tak jak przy krwiodawstwie, da się ją opisywać i oceniać w katergoriach "my-oni". Dobrym, choć może nieco nie do końca licującym z powagą sprawy, symbolem zdolności do ultrakoperacji jest wózek sklepowy w USA. Wózki nie mają tam łańcuszków na monetę, odstawianie ich na miejsce jest przejawem zachowania prospołecznego wobec osób całkowicie obcych, ale w domyśle należących do jakiegoś rodzaju wspólnoty. Za nieodstawienie wózka nie grozi ani sankcja prawna, ani jakakolwiek inna, może poza sporadycznym krzywym spojrzeniem kogoś przechodzącego pomimo.

Gry o sumie zerowej

Jednym z podstawowych parametrów psychiki kontrastujących w zestawieniu plemienny-ultrakooperujący jest postrzeganie konfliktów jako gry o sumie zerowej (wygrana jednego jest stratą drugiego) lub niezerowej. Zdolność do ultrakooperacji przejawia się większą predyspozycją do postrzegania konfliktu jako szkodliwego. Takie zero-jedynkowe postrzeganie świata i oprogramowanie mentalne, w tej książce określane frazą "oni albo my", wynika także z wielu innych czynników, m.in. faktycznej i postrzeganej dostępności zasobów niezbędnych do przetrwania.

Moralność

Uczestnicy geopolitycznych rozgrywek z rozdrażnieniem wyrzucają moralność, to zawadzające, upierdliwe "coś" do kosza. Dla wszelkich walczących o "nowy kształt świata"

LI-CZY SIĘ WY-ŁĄCZ-NIE PRZE-TRWA-NIE I DO-MI-NAC-JA!

Adept geopolityki, który chce zrozumieć proces decyzyjny uczestników wydarzeń historycznych lub bieżących, musi przyjąć do wiadomości tę amoralność i pozamoralność, które są tkanką geopolitycznych rozgrywek.

Wojna i konfliktujące agendy

Słuchając opisów wojen domowych otrzymujemy opisy czegoś, co śmiało można nazwać duchową apokalipsą. Słyszymy frazy takie jak "brat zabijał brata" czy "sąsiad sąsiada". Pośród licznych relacji z Rzezi Wołyńskiej przeczytamy, jak to mąż Ukrainiec musiał zamordować własną żonę Polkę wraz z dziećmi. "Nawet jeśli ktoś się fizycznie uratował, to zdrowym już nigdy nie był"1, czytamy słowa tych, którym udało się przetrwać.

Wszystkie linki zewnętrzne są dostępne na stronie https://plebaniak.com/prz/14 w formie kodu QR oraz klikalnego linku. Treści docelowe zostały przez Autora zarchiwizowane i w przypadku usunięcia ich z oryginalnych źródeł dostępne w charakterze materiału badawczego po prośbie skierowanej do autora.

Niniejszy przypis: https://plebaniak.com/p/332

Wojna z prawdziwego zdarzenia to nie tylko zabijanie i osobiste traumy. Wojna niszczy struktury wspólnotowe i tę część psychiki ludzkiej, która, odpowiadając za podejście do innych istot ludzkich, wpędza nas w stan pierwotnej dzikości w aspektach takich jak lojalność rodzinna, narodowa czy religijna. Słowem - znikają więzy kooperacyjne między nieznajomymi. Znika zdolność do ufania drugiej istocie ludzkiej. Znika cywilizacja.

Ale fraza "konfliktujące agendy" to sygnał, że dzieje się jeszcze coś innego, być może dalece ważniejszego. Każdy człowiek jest częścią wielu wirtualnych wspólnot, względem których przejawia lojalność i wdzięczność czy za przetrwanie których gotów jest na poświęcenia, z oddaniem życia włącznie. Zwykle te lojalności nie konfliktują ze sobą. Albo nie konfliktują w sposób dokuczliwy.

Ale wojna jest stanem kolektywnych umysłów ludzkich wspólnot, w którym sieci społecznych zależności doznają radykalnego, skokowego przeformowania. Nagle ludzie, zamiast trwać w zawieszeniu i neutralności, muszą wybrać stronę. Nagle znajdują siebie samych w grupie morderców lub grupie zaszczutych ofiar. Pistolet przystawiony do głowy - prawdziwy lub metaforyczny - sprawia, że zamiast labiryntu sprzeczności, mającego w sobie coś z idei książki pt. Złudzenia, które pozwalają żyć, stajemy przed czarno-białą alternatywą. Zabijać będziemy my albo zabijać będą nas! Oni albo my.

Obejrzyj, Czytelniku, mistrzowską wizję konfliktujących agend, odmalowaną w filmie Hyena Road (reż. Paul Gross, 2015). Uwaga, dalej zdradzam istotną część fabuły! Kanadyjski generał nadzoruje tam budowę tytułowej szosy przez pustkowia Afganistanu. Przedsięwzięcie blokuje aktywność lokalnego wpływowego watażki. Pracuje on i dla Kanadyjczyków, i dla talibów... i dla CIA. Generał wydaje nieformalny rozkaz odstrzelenia delikwenta. "Dowolnym sposobem", co z uwagi na konieczność oszukania CIA realizujący intrygę oficer rozumie bez słów. Oficer ten dostraja się z planem do pasztuńskich obyczajów zemsty klanowej i obrony honoru rodu.

Maszyneria ludzkiej natury gra imponującą symfonię zdarzeń, które w jednej "pięknej" całości widoczne są jedynie dla makiawelicznego intryganta, oficera wywiadu z nieformalnym rozkazem. W kulminacyjnym momencie krzyczy on nawet przez radio do snajpera, aby powstrzymać oddanie strzału. Jednak procedury operacyjne sprawiają, że rozkaz jest nieważny. Niewygodny watażka ginie. Odpowiedzialność spada na niefortunne okoliczności, a sam snajper, niewinny jak dziecko, jeśli można użyć takiego określenia wobec snajpera, ginie w wydarzeniach będących następstwem własnej decyzji.

Wojna, w obliczu której stoi "kolektywny Zachód", jest wręcz utkana z konfliktujących agend. Jak to wojna. Można z tego i innych ciągów zdarzeń ukuć nawet nieco niezgrabne, ale wieczne prawidło:

Wojna to wykuty z konfliktujących agend stan usunięcia cywilizacji z umysłów ludzi.

Kruk nie-krukowi oko wykole

Cywilizacja to w dużej mierze postęp moralności. Cywilizacja łagodzi formy rozwiązywania konfliktów. Dzięki temu, że niesie ze sobą postęp technologiczny, pozwala konfliktów o zasoby uniknąć... stwarzając przy tym nowe. Najbardziej perfidną pułapką konfliktujących agend niesie nam proces dekolonizacji francuskich stref wpływów. Oot mamy "postęp moralności" - Francja i jej interesy gospodarcze rugowana jest właśnie z państw afrykańskiego Sahelu. Dzieje się tak głównie dzięki rozciągniętym na dekady wysiłkom Chin i Rosji.

Ale te wpływy to dla Francji bezpieczne źródło uranu, bez którego aż 56 francuskich reaktorów przestanie dostarczać energię elektryczną nie tylko do własnych obywateli, ale i do Niemiec, i Wielkiej Brytanii. Inne źródła, Rosja i Kazachstan, przestały być pewne. Za chwilę może się okazać, że Francja i Francuzi...i Niemcy staną przed wyborem: utracić zdolność zasilania przemysłu, albo powrócić do starych "dobrych" czasów, w których brali z całego świata to, co chcieli i musieli. By przetrwać. Gdy to nastąpi, agenda "bycia moralnym" i "szanowania suwerenności innych nacji" brutalnie zderzy się z agendą "musimy zdobyć uran, albo sami zginiemy". Pod hasem tego dylematu toczyła się cała historia ludzkości!

To takie dylematy były źródłem ideologii pozbawienia "onych" zasobów, które "my" potrzebowaliśmy do przetrwania: zachowania godności i napełnienia własnego żołądka. Kto zasłuży na karę za swoje bestialskie zbrodnie? Za butę? Za pogardę okazaną innym? Oni! Kto ma prawo zabrać coś innym siłą? My! Kto wszystkiemu winien? Oni! Kto ma moralne prawo przetrwać i - w kolejnym cyklu historii - poniżać tamtych? My! Kto reprezentuje cywilizację? My! (To kwestia z filmu Monachium) Kto reprezentuje barbarzyństwo, które trzeba wypalić żelazem? Oni.

Inny przykład. Żydzi i Polacy

Mamy więc Żydów-syjonistów w Izraelu, którzy mit mobilizujący swojej wspólnoty wykuwają ze szkalowania Polaków przypisywaniem im współudziału w holokauście Żydów w czasie II wojny światowej. Mamy polskie elity życia kulturalnego, które prestiż swojej pozycji utrwalają wypowiedziami takimi jak słynne "ja już nie czuję potrzeby kontaktu z tym narodem" aktorki Krystyny Jandy. Ale mamy też potrzebę geopolityczną - Izrael i jego istnienie jest zwornikiem systemu Pax Americana. Bez tego przyczółka na Bliskim Wschodzie "kolektywny Zachód", a więc i my, utraci zdolność "trzymania w dole" państw arabskich, które kontrolują największe zasoby kluczowego surowca - ropy naftowej.

W obliczu poczynań IDF (izraelskiej armii), wielu z nas życzyłoby Izraelowi jak najgorzej. Ale... Gdy Izrael upadnie, Polska, "kraj pełen antysemitów", będzie zasadniczo pierwszym miejscem, do którego skierują się uciekinierzy. Uciekinierzy uzbrojeni i w rozmaitym stopniu "oszaleli"

z traumy utraty własnych domów i własnego świata. O tym spekuluje tekst zamykający niniejszy tom. Ktoś więc mógłby jednak życzyć Izraelowi przetrwania. Mimo wszystko albo ponieważ wszystko.

Spójrzmy na wojnę na Ukrainie. Zachód potrzebuje jej surowców i ogólnie zasobów, ale jednocześnie potrzebuje jej silnej, jako strefy buforowej. My Ukraińcom chcemy pomóc - ich kraj i tkanka narodowa są niszczone, ale coraz więcej ludzi jest tym przymusem wkurzonych. Pod szczytnymi hasłami, że "potrzebującym trzeba pomagać", działają aktywiści przemycający antropopotoki przez granicę

z Białorusią, a z drugiej strony zarabiają krocie na wpuszczaniu infiltrujących Europę ekstremistów, których rolą ("zadaniem") jest zniszczenie społeczeństw Unii Europejskiej.

"Gdzie jest przyjaciel, gdzie jest wróg?!", śpiewał Jacek Kaczmarski. I niech słowa barda wybrzmią na końcu tych rozważań. Każdy z nas jest i wrogiem i przyjacielem. A naszą lojalność i gotowość obrony wartości ujawnią wydarzenia, których z całą pewnością nie chcemy być częścią.

Cóż w takich dylematach przetrwania warte są dumne i górnolotne deklaracje? Jaki wpływ na zapadające gdzieś tam decyzje mają pielęgnowane przez pokolenia tradycje? Gdy pochwyci nas w swą władzę kłąb sprzecznych agend, eleganckich moralnych wywodów o naturze człowieka, rachunków za i przeciw oraz poplątanych lojalności, który nieprecyzyjnie przeszłe pokolenia nazywały i przyszłe będą nazywać wojną... odpowiedź zawsze będzie jedna. Przetrwanie będzie wszystkim. Zawsze. Przetrwają oni, albo my.

Tym jest wojna.

Tajpej, wrzesień 2026

1 Wspomnienia z Wołynia..., https://plus.dziennikbaltycki.pl/wspomnienia-z-wolynia-wsrod-swoich-krzywda-sie-wam-nie-stanie-archiwalne-zdjecia/ar/11416417 [dostęp: 2024-06-27].

Śmierć Izraelowi! Albo nie... Jezus, Maria! Ratujmy Izrael!

Wstęp

It's simple numbers. They have more. - film Żołnierze kosmosu (1997).

Izrael i Pax Americana

Atak Hamasu z 7 października 2023 roku był operacją natchnioną w bardzo trudnym do dostrzeżenia aspekcie. Został celowo zaprojektowany do tego, aby wywołać adekwatną reakcję Izraela. W myśl doktryny tzw. dominacji eskalacyjnej reakcja taka zawsze była bezpardonowa. Hamas uruchomił decyzję o likwidacji Strefy Gazy. Tym samym doprowadził on do kolejnej, tym razem globalnej intifady, powstania palestyńskiego - całkowicie przy tym przekreślając realność tzw. rozwiązania dwupaństwowego.

Diaboliczna przebiegłość tego planu polega na tym, że jego częścią jest fenomenalnie sprawne, szykowane przez lata uderzenie narracyjne. Mimo 1400 ofiar izraelskich, Palestyńczycy stanęli w pozycji moralnej wyższości, a Izrael w pozycji państwa zbrodniarzy realizujących ludobójstwo1 Palestyńczyków w Strefie. Śmierć cywili, w tym dzieci, jest skalkulowanym poświęceniem wynikającym ?z potrójnej logiki całego konfliktu. Ludzie ci bądź nie chcą opuścić swoich domów, bądź nie mogą. Najprawdopodobniej są też do pozostania zmuszani przez Hamas.

Nieuniknionym kolejnym aktem dramatu jest presja na sojuszników, czyli nas - Europę (kolektywny Zachód) - i wszystkich, którzy by chcieli wesprzeć Izrael, z embargiem na ropę włącznie. Embargiem równie dotkliwym, jak to z 1973 roku, wymierzone przeciw Stanom Zjednoczonym.

Kontrolować światowe przepływy energii

Destabilizacja Bliskiego Wschodu była, jest i zawsze będzie sensem istnienia Izraela. Tak dyktuje kluczowe prawidło rządzące hierarchicznymi porządkami świata. W latach 30. XX wieku na Bliskim Wschodzie zaczęto odkrywać gigantyczne pokłady ropy w wielu lokalizacjach. Pod koniec II wojny światowej Brytyjczycy uznali, że funkcję "pokoju kontrolnego", pozwalającego mieć oko na zasobne w ropę państwa, będzie pełnić państwo żydowskie. Drugim czynnikiem był Kanał Sueski. Ta krytyczna droga wodna była niezbędna całej nie tylko Brytyjczykom, ale i całej Europie. Postanowienie to przekuto w decyzje polityczne i geopolityczne.

Ale rezultatem II wojny światowej była kardynalna zmiana układu sił. Żydzi wyrwali się spod kontroli brytyjskiej i dobili targu z Ameryką. Ta zaś w wyniku zwycięstwa w II wojnie światowej, mając do dyspozycji najpotężniejszą gospodarkę planety, przejęła rolę globalnego imperium.

Niewielu z nas w pełni zdaje sobie sprawę z tego, do jakiego stopnia ropa jest niezbędna dla istnienia współczesnych państw. Z całym naszym dobrobytem. Z całym postępem moralności. Ze wszystkimi swobodami podróży i wyboru miejsca zamieszkania. Ze wszystkimi marzeniami o przyszłości i oczekiwaniami godnego życia. Z całym pakietem swobód osobistych, które tak po prawdzie są skutkiem ubocznym tego, że potrafimy zastąpić ludzką pracę energią pozyskiwaną z węgla i węglowodorów.

Na dzień dzisiejszy Zachód - a Stany Zjednoczone w szczególności - kontrolują działanie światowego systemu dystrybucji energii oraz opracowują gros kluczowych technologii, służących tej ultymatywnej władzy. Dzierżymy kolektywnie władzę nad życiem i śmiercią ludzi oraz nad prosperitą i poniżającym ubóstwem państw i narodów. Polska jest częścią "kolektywnego Zachodu", z czego wynikają określone konsekwencje. Jesteśmy w tym samym systemie sojuszy, którego częścią jest Izrael. Jesteśmy kluczowym państwem wspomagającym wysiłek wojenny Ukrainy przeciw agresji militarnej Rosji. Jesteśmy krajem monoetnicznym, białym. To stawia nas na celowniku wszystkich sił, które chcą pokonać, zniszczyć lub doprowadzić do załamania cywilizacyjnego w tym, co określane jest takimi pojęciami jak "kolektywny Zachód".

Wręcz porażające znaczenie ataku Hamasu w tak zarysowanym układzie sił polega na tym, że jest on efektem decyzji ekstremistów po obydwu stronach barykady. A to właśnie ekstremiści, w rytm innego wiecznego prawidła, nadają ton przebiegowi wszelkich konfliktów. To dlatego rozkręcane przez Chiny "globalne południe" i wszelkie inne formalne i nieformalne sojusze będą wymierzone także w nasz dobrobyt i zdolność kolektywnego przetrwania.

Dwa filary siły Zachodu

Dwa kluczowe filary stabilności tej sytuacji to źródła dwóch krytycznych zasobów, bez których może nie cofnie nas do ery kamienia łupanego, ale do średniowiecza na pewno tak. I to bez szans powrotu do współczesnej nam ery powszechnego dobrobytu i dostatku. Na to jest już za mało łatwo dostępnych złóż węgla, gazu ziemnego i ropy. Albo teraz, nasza iteracja ludzkiej cywilizacji, stanie się cywilizacją kosmiczną, albo ta szansa zniknie z naszego horyzontu bezpowrotnie.

Pierwszy filar to półprzewodniki, bez których nasz zbudowany z technologii świat przestanie po prostu funkcjonować. To Tajwan, na którym wytwarza się 60% wszelkich i 92% tych najbardziej zaawansowanych chipów. Precyzując, chodzi o układy logiczne (procesory). Układy pamięci to specjalność Korei Południowej. Dane na 2021 rok poka-zują, że dwie koreańskie firmy - Samsung i SK hynix - mają 70% rynku układów pamięci. Oba kraje są położne geograficznie tuż obok ChRL - głównego konkurenta Stanów, który z pełnym zaangażowaniem buduje niezależność od dostaw i technologii rozwijanych przez Zachód2.

Drugi zasób to energia - ropa i gaz. Ich kluczowe zasoby (najłatwiejsze do wydobycia i do regulowania wolumenem ich produkcji mechanizmów cenowych) znajdują się na Bliskim Wschodzie. Potężne zasoby są oczywiście w innych częściach świata, ale ich kluczową dla tej książki cechą jest to, że poza wyjątkami takimi jak amerykańskie łupki, nie są zlokalizowane na terenach rdzennych mocarstw Zachodnich. Tak jak w przypadku Japonii, która nie mając na macierzystych wyspach praktycznie żadnych surowców, musiała ruszy na podbój sąsiadów lub sczeznąć, sytuacja generuje konieczność prowadzenia polityki imperialnej i hegemonicznej. Ideologia dekolonizacji jest w tej wizji krytyczną kontrsiłą dla przetrwania Zachodu.

A w nieunikniony sposób kontrsiłą, którą Europa musi wykształcić w odpowiedzi, by przetrwać, to odtworzenie siły i ideologii imperialnych. Jeśli chce przetrwać, oczywiście.

Ktokolwiek uruchomił wojnę Hamasu z Izraelem, ryzykuje katastrofę cywilizacyjną świata. Stawka usprawiedliwia to ryzyko. Celem jest doprowadzenie do zagłady Izraela, a więc usunięcia amerykańskiego instrumentu kontroli światowego systemu dystrybucji energii. Paradoksalnie jest to zachowanie samozgubne, jeśli decydentem był jakiś ośrodek arabski. Dojdzie - już doszło - do nieodwracalnej destabilizacji regionu. Dodatkowo, gdy ten plan osłabienia kontroli Zachodu się powiedzie, Europa stanie nieodwołalnie w obliczu głodu energetycznego. A to oznacza koniec naszego dobrobytu, jeśli nie więcej.

Dziś widzimy profesjonalnie organizowane protesty i marsze wsparcia sprawy palestyńskiej3. Ale te same siły, które przez lata przygotowywały je i warunki do ich sukcesu, szykują już następny krok. Krokiem tym jest wygenerowanie w przestrzeni debaty międzynarodowej moralnej presji. Skuteczna realizacja tej akcji uzasadniałaby odcięcie państw "kolektywnego Zachodu" od taniej energii.

Mało kto wie, że w 1973 roku, w którym Ameryka tak dotkliwie odczuła embargo nałożone przez państwa arabskie, Europa nie odczuła go z jednego tylko powodu - została zawczasu zastraszona do nieudzielania pomocy Izraelowi. Sprawa rozegrała się przed i w trakcie wojny Jom Kipur. Informacje na ten temat są skrzętnie pomijane w większości opracowań opisujących przebieg wojny. Analizując materiały szykowane do książki Wzorce zwyciężania t. 2 znalazłem jednak opis esencji tamtych zakulisowych zawirowań i presji.

Aby zorganizować przerzut uzbrojenia przez Atlantyk, rząd Stanów Zjednoczonych pierwotnie zwrócił się do komercyjnych przewoźników. Ci gremialnie odmówili, uzasadniając decyzję obawą, że po wojnie zostaną objęci bojkotem państw arabskich. 14 października Amerykanie uruchomili więc transport sprzętu za pomocą własnych środków wojskowych. W ramach operacji "Nickel Grass" przez miesiąc przerzucono 22 tysiące ton sprzętu, od całych czołgów po części zamienne do myśliwców.

Co znamienne, za wyjątkiem Portugalii, która udostępniła Amerykanom lotnisko na Azorach, żadne państwo Europy Zachodniej nie wspomagało tego wysiłku. Więcej - Amerykanie musieli starannie planować przeloty nad Morzem Śródziemnym tak, aby nie naruszyć przestrzeni powietrznej nie tylko państw arabskich, ale i europejskich!

Kluczowym aspektem tej "gimnastyki" było to, że działania w trakcie wojny Jom Kipur zostały zainicjowane przez Egipt. Był on de facto agresorem inicjującym działania zbrojne, a więc przynajmniej teoretycznie stanął w zwykle niefortunnej roli "tego, kto zaczął". Widać więc, że dla wszystkich było jasne, iż państwa arabskie mają siłę oddziaływania, która ogranicza wszechwładzę superpotężnych Amerykanów. W tej rozgrywce o "racje moralne" podobnie jest dziś. To Hamas zainicjował eskalację konfliktu z Izraelem. Mimo tego w tym momencie to Izrael stawiany jest w pozycji braku racji moralnych do odwetu.

Wiele wskazuje na to, że w skali strategicznej pierwotnym planem inicjatorów ataku Hamasu z października 2023 była eskalacja wojny między jemeńskimi Huti, a Arabią Saudyjską i skłonienie państw arabskich do jakiejś formy gremialnego udzielenia wsparcia sprawie palestyńskiej. Logika pułapki jest godna podziwu i godzi w wysiłek wojenny Arabii Saudyjskiej. Saudowie od lat walczą z Huti za pomocą amerykańskiej broni i zachodnich specjalistów ją obsługujących. Jeśli Huti zaczną zwalczać Izrael w akcie pomocy Hamasowi, Saudowie nie odważą się podnieść na nich ręki. Na czerwiec 2024 roku Amerykanom udało się, póki co, opanować tę sytuację. Ale dla Izraela sytuacja wciąż jest fatalna. Jest ona dla nich bez wyjścia i ma klasyczną formę paskudnego dylematu "oni albo my", Stąd właśnie tytuł niniejszej dwutomowej książki. Oto przesłanki:

Rozwiązanie dwupaństwowe. Atak Hamasu sprawił, że rozwiązanie polegające na ustanowieniu państwa palestyńskiego w granicach takich jak dzisiejszy Zachodni Brzeg stało się całkowicie nierealne. Pod bokiem Izraela powstałoby skrajnie wrogie, funkcjonalne państwo z własnymi granicami i armią. Jego ludność powodowana byłaby ideologią skrajnej nienawiści wobec Izraela, a więc nadal rządzona chęcią stworzenia Palestyny "od rzeki do morza". Wcześniej takie rozwiązanie również było niemożliwe, gdyż wymagałoby m.in. wyjścia z Zachodniego Brzegu nielegalnych osadników izraelskich, czego rząd żadnego demokratycznego państwa by nie przetrzymał. I czego nawet nie próbowałby więc realizować. Rozwiązanie jednopaństwowe, czyli stworzenie wspólnego państwa w granicach obecnego tzw. "Większego Izraela", jest równie niedorzeczne i z równie oczywistych powodów. Oznaczałoby zniknięcie państwa żydowskiego, a pojawienie się państwa, w którym Żydów i Arabów byłoby mniej więcej po równo. Choćby z uwagi na większą dzietność Palestyńczyków doprowadziłoby to do przejęcia przez Arabów władzy politycznej, a więc końca Izraela jako monoetnicznego państwa żydowskiego. Kontynuacja aktualnej sytuacji, czyli polityki zbliżonej do apartheidu4, również przestała być rozwiązaniem pozwalającym na stabilne trwanie i rozwój Izraela. Składają się na to procesy demograficzne i słabnięcie siły oddziaływania Stanów na świecie. Przede wszystkim jest to jednak po mistrzowsku prowadzona proarabska operacja propagandowa na obszarze całego kolektywnego Zachodu. Czystki etniczne. I one właśnie mają miejsce - w postaci operacji wyrugowania Palestyńczyków z całej Strefy Gazy. Taktyką jest tu sprawienie, aby Gaza przestała być miejscem zdatnym do zamieszkania. Realizację widzimy w mediach praktycznie codziennie.

Podsumowując, mylimy arabską narrację wojenną z trzeźwym analizowaniem prawideł wojny i propagandy wojennej. To nie Netanjahu jest wcieleniem Hitlera. (Zło musi mieć twarz - to jedna z kardynalnych zasad propagandy wojennej). Obecna sytuacja jest starannie zaplanowanym doprowadzeniem do eskalacji konfliktu i wmanewrowania Izraela w sytuację bez wyjścia.

Atak Hamasu z 7 października 2023 roku był aktem zastawienia na Izrael pułapki sytuacyjnej, w której stawką jest przetrwanie państwa izraelskiego. Pułapka udała się perfekcyjnie! Po pierwsze, Izrael po prostu musi robić to, co robi, gdyż jest to jego jedyną drogą przetrwania na dłuższą metę. Po drugie, na tę chwilę największą porażką Izraela nie jest potępienie ze wszystkich stron świata. To tylko widoczna warstwa tego, co dzieje się naprawdę. W ostatnich miesiącach Izrael utracił kluczową zdolność obronną - możność posługiwania się tzw. dominacją eskalacyjną. To zdolność odwetu wielokrotnie przekraczającego skalę pierwotnego ataku. Przejawem jej utraty jest i ugrzęźnięcie w Strefie Gazy, i ograniczony odwet w wymianie ciosów z Iranem w kwietniu 2024 roku5.

Nas, mieszkańców Europy, sprawa dotyczy w egzystencjalnej skali. Ze stuprocentową pewnością mówię, że czekają nas poważne kroki mające zniechęcić, zastraszyć i przymusić Europę do tego, by nie udzieliła Izraelowi wsparcia. A rządy państw Zachodu będą musiały jakoś pomagać - bez tego w oczach Świata siła i prestiż Zachodu znikną tak samo dotkliwie, jak znikłyby w wyniku przegrania przez Ukrainę wojny z Rosją. W rytm dokładnie tej samej melodii zakończenie wojny o Ukrainę zostanie wynegocjowane przez Zachód i Rosję tak, aby obie strony mogły odtrąbić zwycięstwo strategiczne.

Na razie bezrefleksyjnie absorbujemy propagandę arabską. Ale stawką w tej grze narracyjnej jest nie tylko przetrwanie fizyczne. Stawką jest zachowanie naszych wartości - demokracji, poszanowania praw człowieka i wywalczonego w triumfalnym pochodzie postępu prawa każdej osoby do nazywania się kobietą, jeśli tylko czuje się kobietą... Podczas gdy w świecie kultur pasterskich Bliskiego Wschodu miano kobiety przysługuje głównie kozie bez sierści z płaskimi paznokciami, bo faktyczne kobiety - sprowadzone do roli wpół niewolników - praw politycznych i wolności do kroczenia samodzielnie wybraną drogą życia, nie mają6.

Ale już z pełną powagą - Europa pozbawiona jest samowystarczalności energetycznej. Jesteśmy podatni nie tylko na szantaż energetyczny i embarga. W ostatnich dniach dzięki nadzwyczajnej odwadze osobistej premiera Donalda Tuska udało się przełamać jeden z czarów rosyjskiej, putinowskiej propagandy. Jesteśmy także atakowani tzw. antropopotokami. W tumulcie medialnym po zamordowaniu polskiego żołnierza przez włamującego się do naszego kraju agresora migracyjnego, premier oświadczył - w końcu - że przemyt migrantów, aktywnie organizowany m.in. przez organizacje typu NGO i medialnie, i wizerunkowo wspierany przez funkcjonariuszy polskiego rządu (vide słynne zdjęcie premiera Hołowni w towarzystwie nielegalnych imigrantów, wykonane w Sejmie), należy ukrócić.

Zagrożeniem są antropopotoki, czyli strumienie ludzi składających się z de facto najemników, w tym osób szkolonych przez służby bezpieczeństwa Rosji i Białorusi, a pozujących na imigrantów i uchodźców7. Ich wtargnięcie do naszego kraju jest nie tylko zagrożeniem bezpieczeństwa wewnętrznego RP. Co powszechnie głoszą eksperci w zakresie tematyki ideologii islamistycznej i ideologii dżihadu, to najazd "migrantów" to przykrywka dla infiltracji społeczeństw Europy przez skrajnie niebezpiecznych ekstremistów, których celem - co opisywał m.in. dr Wojciech Szewko - jest destabilizacja społeczeństw zachodu Europy. Czego Szewko nie dopowiada, operacja islamistyczna polega na korupcji lewicowych elit za pomocą siły głosów diaspor muzułmańskich (s. 639, sekcja Największa zdrada w historii świata).

Wciąż nie rozumiemy natury działań hybrydowych

Pewien komentator YouTubowy, którego tożsamości nie wspomnę (nie ma znaczenia, gdyż dziwujących się w opisywanym tu epizodzie jest dużo), we wrześniu 2024 roku dziwował się na wieść o niemieckich planach sprowadzenia 250 tysięcy pracowników z Kenii. Niemal równolegle Niemcy uszczelniły granicę przed strumieniami ludzi płynącymi po niemiecki socjal m.in. przez Polskę i Białoruś. Ta druga decyzja wynika z drastycznego załamania bezpieczeństwa publicznego.

Jak pogodzić te pozornie sprzeczne działania? Ano, bardzo prosto. Mamy do czynienia z realizacją jednej, a skutkami zupełnie innej operacji hybrydowej. Ta pierwsza to realizowanych z ogromnym rozmachem projekt destabilizacji państw zachodu Europy przez m.in. przeciążenie systemu świadczeń społecznych. Jest realizowana dzięki temu, że sukcesem zakończył się postulowany od dekad przez komunistów tzw. marsz przez instytucje. Ta druga to efekt dekad kultywowania i implementowania ideologi porażająco bzdurnych w płaszczyźnie merytorycznej. Ale nie "merytoryka" jest silnikiem ich działania. Jest nim zdolność do destrukcji oprogramowania psychicznego nas wszystkich. Te oprogramowanie to poszanowanie prawa własności prywatnej, autonomia jednostki, swoboda wymiany idei.

Jedną z ich myśli przewodnich operacji psychologicznej skierowanej przeciw Zachodowi jest dezintegracja przekazu międzypokoleniowego wymienionych powyżej elementów oprogramowania kulturowego. Zalanie państw Europy przybyszami ze stref wojennych i obszarów zacofanych kulturowo to nie tylko likwidacja przekazu międzypokoleniowego na poziomie biologicznym. To tylko metoda. Kluczem jest tu zlikwidowanie wszystkich czynników, mentalnościowych, systemów zarządzania sprawiedliwością i motywatorów aktywności ekonomicznej, które s niezbędne dla podtrzymania istnienia wspólnot narodowych i siły politycznej i militarnej, która państwom Zachodu są niezbędne do zdobycia niezbędnych zasobów i podtrzymania homeostazy

Rok 2024 to ataki antropopotokami wymierzonymi w Polskę i mającymi charakter już całkowicie jawny. Głównym celem tego ataku są jednak jedność i siła gospodarcza Unii Europejskiej. Stany Zjednoczone, będące w roku wyborczym, znajdują się pod podobnym oddziaływaniem. Sierpień i wrzesień 2024 roku upłynął Amerykanom pod znakiem szoku kulturowego: nielegalnie sprowadzanych Haitańczyków, przyłapanych na zjadaniu kotów domowych i kaczek z publicznych parków.

Możemy tylko mieć nadzieję, że obywatele RP zdołają dostrzec zagrożenie, którego cynicznie wykorzystywaną cechą są nasze najlepsze cechy, wykształcone w cywilizacji chrześcijańskiej - tolerancja i humanitaryzm. Miejmy nadzieję, że i Polacy, i "obywatele Rzeczpospolitej" staną się wspólnie w tych kwestiach wzorem dla reszty Europy tak, jak byliśmy 4 czerwca 1989 roku, kiedy wolą nas wszystkich wyszliśmy z rosyjskiej strefy wpływów i wróciliśmy w sferę cywilizacji europejskiej.

Alishan, 4 czerwca 2024

1 Precyzyjnie, celem strategicznym Izraela jest całkowite zlikwidowanie Strefy Gazy. Cel ten obejmuje całe spektrum metod: zabijanie, rugowanie, czynienie strefy obszarem niezdatnym do życia. Eksterminacja, oznaczająca fizyczne zgładzenie całości populacji, zdaje się nie określać celów wojennych Izraela w sposób precyzyjny.

2 Kwestia szczegółowo omówiona w tomie 1 Oni albo my!, s. 27-62.

3 Znakomita dokumentacja pokazująca, że protesty są zaawansowaną operacją narracyjno-psychologiczną: Ryan Mauro, Marching Toward Violence. The Domestic Anti-Israeli Protest Movement, Capital Research Center 2025, https://capitalresearch.org/app/uploads/Marching-Toward-Violence-1.pdf [dostęp: 2026-01-10].

4 20% populacji Izraela to Arabowie posiadający prawa obywatelskie, a więc i prawo głosu. Stąd określanie systemu społecznego mianem apartheidu jest nadużyciem.

5 Aaron Miles, Escalation Dominance In America's Oldest New Nuclear Strategy, https://warontherocks.com/2018/09/escalation-dominance-in-americas-oldest-new-nuclear-strategy [dostęp: 2024-04-12].

6 Greps z kozą jest nawiązaniem do akademickiej anegdoty. W wersji którą znam, jakiś złośliwy kolega Platona poprosił go o definicję człowieka. Platon odpowiedział: "Nieopierzony dwunóg", w czego następstwie następnego dnia pod drzwiami sadyby znalazł oskubaną z pierza kurę. Stąd modyfikacja: "człowiek to nieopierzony dwunóg z płaskimi paznokciami".

7 Witold Sokała, Antropopotoki imigrantów lepsze od czołgów. Jak atakuje Rosja? https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/swiat/artykuly/9445866,antropopotoki-imigrantow-lepsze-od-czolgow-jak-atakuje-rosja.html [dostęp: 2024-06-02].

Hegemon i jego potrzeby homeostatyczne

Współczesna rozgrywka o dominację nad światem

Ogólne prawidło funkcjonowania każdego imperium i każdej władzy hegemonicznej jest proste, a przy tym brutalnie oczywiste:

Podstawową troską mocarstwa czy imperium stojącego na szczycie feudalnego systemu sojuszy i podziału pracy jest skrupulatnie blokować rozwój gospodarczy, awans cywilizacyjny i siłę militarną wszystkich państw podległych. W tym sojuszników. "Sojuszników".

Przykładem na taką logikę porządków hegemonicznych jest słynne dictum "NATO ma służyć Europie, by trzymać Sowietów na zewnątrz, Amerykanów wewnątrz, a Niemców na dole". Autorem tych słów jest pierwszy sekretarz generalny NATO Lord Hastings Lionel Ismay.

Za tym kluczowym prawidłem kryje się inne, lepiej naświetlające to, że państwa po prostu muszą być agresywne, jeśli chcą przetrwać i zachować swój status w geopolitycznym układzie sił:

Państwa prowadzą "grę mocarstwową", a więc budują imperia i strefy wpływów kosztem państw słabszych, z prostej konieczności pozyskania zasobów niezbędnych do przetrwania.

Te państwa, które tracą zdolność dominowania nad innymi celem wyzysku (celem pozyskania niezbędnych do przetrwania zasobów - przede wszystkim energii), tracą suwerenność i są ustawiane w roli wasala, junior-partnera, czy te już zupełnie jawnej kolonii czy republiki bananowej.

Feudalizm we wszystkim, prócz nazwy1

Teoria systemów-światów Wallensteina mówi o hierarchii w światowym podziale dobrobytu, energii, pozycji

w podziale pracy i wysokości wynikających z tego podziału marż. Kluczem pojawiającym się w wizji Wallensteina jest słowo "hierarchia".

Ludzie jako gatunek - Homo Sapiens - są homeostatami żyjącymi w społecznościach kooperujących, a przynajmniej zdolnych do kooperacji. Społeczności prosperują tym lepiej i bronią swojego stanu posiadania tym sprawniej, im wyższa jest ich zdolność do dystrybucji owoców wspólnego wysiłku. Wewnętrzna stabilność każdej struktury społecznej wynika z istnienia hierarchii, w której jednostki, rody, klany czy grupy interesów kontrolują więcej zasobów niż wyzyskiwani "bliźni". Identyczna hierarchia działa w świecie międzynarodowych powiązań gospodarczych.

Dwa następne istotne terminy to "podział pracy" i "specjalizacja". Jedynie społeczności pierwotne, wielkości plemion, mogą funkcjonować na zasadzie egalitarnej, tj. nie

powstają w nich trwałe, dziedziczne elity rządzące. Im liczniejsza społeczność, tym silniejsze stają się podziały na elitę zarządzającą i tych żyjących wyłącznie z własnej pracy. Przywilejem elit i osobników u władzy jest prawo do dystrybucji efektów pracy całej społeczności, a także konsumowaniem lepszej lub większej części z nich.

Prawidłowość tę dostrzegł autor Trzech tajemnych strategii, jednego ze starożytnych chińskich traktatów militarnych:

Chłopi, rzemieślnicy i kupcy to dla władcy trzy skarby2.

To starożytne spostrzeżenie wskazuje, że siła mocarstw opiera się nie tylko na mocy wytwórczej zwykłych rzemieślników i chłopów, ale i istnieniu wymiany towarowej (handlu), który umożliwia specjalizację (w tym regionalną) i tworzenie zaawansowanych systemów podziału pracy.

Ci na dole hierarchii pracują najciężej, a zarabiają najmniej, wliczając w to prestiż społeczny wynikający z realizacji rozmaitych zawodów3. Absolutnym kluczem do zrozumienia tych parametrów masowej motywacji ludzkiej jest istnienie otwartej drogi awansu społecznego. Jest ona nagrodą za determinację i wysiłek. Jest jednocześnie drogą kanalizującą szalenie niebezpieczną energię, zdolną obracać w pył całe imperia - aspiracje i ambicje ludzi ulokowanych na dole hierarchii wspólnoty, a chcących awansować. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. na marginesie, aktywizowanie tego typu jednostek i ich grup to podstawowe zadanie w operacjach psychologicznych, w tym prowokowaniu niepokojów i buntów społecznych u przeciwnika.

Istotą sprawy całej sprawy jest kwestia zdolności do awansu, czyli tzw. pionowa mobilność społeczna. Niektóre cywilizacje i struktury społeczne pozwalają na taki awans, a inne go blokują, gdyż system prawny i obyczajowy zbudowany został celem umocnienia i utrwalenia struktur władzy elity... do trzymania wszystkich aspirujących na dole. I teraz właśnie dochodzimy do kluczowego prawidła rządzącego imperiami i cywilizacjami:

Kapitalizm zdefiniowany tak, jak definiują go posłańcy sił chcących go zniszczyć (m.in. marksiści), to nie system gospodarczy, a najlepiej skonstruowany system zarządzania ludzkimi motywacjami i wynagradzania ludzi awansem w hierarchii za ich wkład w kolektywne podtrzymywanie homeostazy całej oprogramowanej nim społeczności.

Siłą generowaną przez przeciwników podmiotów geopolitycznych napędzanych kapitalizmem są ideologie energetyzujące do buntu tych, którzy z jakichś powodów lub w określonych warunkach historycznych są pokrzywdzeni. Tą samą myśl oddaje obiegowy, anonimowy bon mot:

- Komunizm poniósł klęskę, w każdym społeczeństwie, w którym go spróbowano. - Nie. Komunizm jest powołany do działania po to, aby zniszczyć społeczeństwo. Zadziałał perfekcyjnie za każdym razem.

Przypadki systemu społecznego najbardziej sprzyjającego podnoszeniu statusu "tych na dole" to m.in.:

"Amerykański sen" przyciągający do Nowego Świata ludzi gotowych ciężką pracą dojść do osobistego dobrobytu i godności. Częścią tego systemu było usunięcie struktur feudalnych, w których szlachetnie urodzeni mieli możność odbierania dóbr wypracowanych przez poddanych, usankcjonowaną prawem [kaduka]. System społeczny pogranicza na Półwyspie Iberyjskim w czasie rekonkwisty (-SP VII.5). Ilość oraz jakość ochotników walczących ze społecznościami muzułmańskimi była maksymalizowana poprzez podział łupów i przyznawanie statusu na podstawie osiągnięć w walce. Ta merytokracja gwarantowała uczciwy podział zdobyczy wojennych, adekwatny do wkładu wniesionego w zwycięstwo: aktów odwagi, kosztu uzbrojenia etc. Podział taki i jego nadzwyczajne efekty w kwestii morale opisuje Sienkiewicz na kartach Potopu: Kmicic oduczył ich obciążania się łupem, brali tylko pieniądze, a mianowicie złoto, które zaszywali w kulbaki. Toteż, gdy który poległ, pozostali bili się z wściekłością o jego konia i siodło. [...] Poznawszy, że pod żadnym w świecie wodzem nie mieliby żniw tak ob?tych, przywiązali się do Babinicza jako psy gończe do myśliwca i z prawdziwie mahometańską uczciwością składali po bitwach w ręce Soroki i Kiemliczów lwią część łupów "bagadyrowi" przynależną. - Ałła! - mawiał Akbah-Ułan - mało ich Bakczysaraj zobaczy, ale ci, którzy wrócą, murzami wszyscy zostaną4.

Na powyższych mechanizmach w dużej mierze opiera się siła tzw. demokracji liberalnych. Esencją sił gospodarczych i społecznych, którymi się one cechują, jest percepcja istnienia pionowej mobilności społecznej, zależna w przypadku idealnym od talentów i determinacji indywidualnych osób. Patologie w postaci tworzenia się permanentnych, blokujących mobilność struktur władzy są ograniczane przez m.in. przez wybór przywódców w procesie demokratycznym. Przykłady społeczeństw zamkniętych to:

System kastowy w Indiach, który w sposób skrajny uniemożliwiał awans społeczny zależny od ludzkiego wysiłku, talentu czy determinacji. Dystans społeczny był powiększany zwłaszcza względem przedstawicieli kast "nieczystych". Feudalizm średniowiecznej Europy, w którym istniała instytucja przypisania chłopa do ziemi, którą uprawiał, cechy rzemieślnicze pilnie strzegące swoich sekretów technologicznych etc.

Wróćmy do świata geopolityki. System Pax Americana ma wprost oczywistą naturę struktury feudalnej. Uwzględniamy to jedynie czasami i jedynie sektorowo. Jesteśmy zaprogramowani do idei egalitaryzmu, więc dostrzeżenie wielu nierówności i hierarchii przychodzi nam z trudem - nawet w sferze geopolityki. Niemniej, mocarstwo dominujące to "hegemon", "capo di tutti capi"5, czyli dominujący, najpotężniejszy władca w regionie. Czy to w gorących debatach na temat interesu narodowego Polski, czy w opisach tzw. neokolonialnego wyzysku, czy w kontekście spraw takich jak blokowanie budowy CPK (Centralnego Portu Komunikacyjnego) poczucie krzywdy sprawia, że zaczynamy dostrzegać pewne prawidła i rozgorączkowani zaczynamy używać słów takich jak "kolonializm", "robią z nas republikę bananową", "jesteśmy ich wasalem, niczym więcej" i wielu podobnych. Trafiają one w sedno.

We wszelkich systemach mocarstwowych struktura społeczna jest uderzająco widoczna. Państwa biedne, znajdujące się na dole hierarchii, niezdolne z jakiegoś powodu do uzyskania odporności na wpływy silniejszych mocarstw, wydobywają podstawowe surowce i sprzedają je z minimalną marżą, która i tak trafia do namiestników i pachołków kolonizatorów, a nie mas pracujących. Marżę wyższą inkasują ci uczestnicy łańcucha produkcyjnego, którzy dysponują technologią, kadrami inżynierów i specjalistami pozwalającymi na przetwarzanie surowców i energii w produkty przemysłowe: nowoczesną broń, infrastrukturę cywilizacyjną, system edukacyjny...

Wszystkie one mają dodatkową funkcję - służą do tzw. drenażu umysłów. Zachęcają najzdolniejszych, najbardziej produktywnych, najambitniejszych i najusilniej poszukujących awansu osobistego do pracy w "metropolii", czyli dominującym ośrodku cywilizacyjnym. Taki drenaż mózgów jest formą trzymania podległych w dole za pomocą mechanizmów wbudowanych w cały system hierarchiczny.

Wyjątkiem zdaje się być współczesna Australia, która nie jest "państwem trzeciego świata", ale zalicza się do grona państw rozwiniętych. Znaczną część swojego PKB Australia zawdzięcza sprzedaży surowców takich jak rudy żelaza czy węgiel do Chin.

Jak powstają zachwiania feudalnej równowagi

Australia jest przykładem na to, że zaburzenie feudalnego porządku nie prowadzi do powstawania tzw. napięć strukturalnych. Przykładem prowadzenia do takich napięć jest zaś interes geopolityczny Niemiec, skonfrontowany z interesem Stanów Zjednoczonych.

Niemcy są ośrodkiem cywilizacji i siły geopolitycznej, w którym ambicje elit nie zostały całkowicie wyjałowione przegraną wojną światową. Podobnie było w przypadku Japonii czy wszelkich innych "obszarów cywilizacjogennych", takich jak choćby Turcja.

W takich miejscach dążenia mocarstwowe czy nawet imperialne odradzają się niczym trawa. W przypadku Niemiec wybijały się one coraz silniej spod kurateli Stanów. Następowało to w dużej mierze dzięki sojuszowi z Rosją, która dostarczała do niedawna gospodarce niemieckiej tanią energię. Ameryka, aby zachować swoją zdolność do decydowania o tym, co dzieje się w Europie, nie mogła dopuścić do takiej emancypacji i uniezależnienia się Niemiec - czy całej Unii Europejskiej - od swojej woli jako globalnego hegemona. Tym bardziej, że potrójny sojusz Niemiec Rosji i Chin to krytyczne zagrożenie dla amerykańskiej dominacji (-PG V.1).

W latach 80. XX wieku Japonia, wspierana geopolitycznie przez Stany Zjednoczone, wyrosła na potęgę gospodarczą zagrażającą pozycji samej Ameryki. Podobnie było w przypadku opisanego w tomie 1 tej książki Tajwanu. Tajwan z prostej montowni awansował w podziale pracy i marż, aż stał się kluczowym dla całego świata dostawcą półprzewodników. Dla tego kraju utrzymanie pozycji dominującego producenta krytycznej technologii to kwestia przetrwania.

Ale awans Tajwanu niósł bardzo brzemienny skutek. Tajwański biznes szukał sobie własnego "wasala" do realizacji niskomarżowych etapów produkcyjnych. "Montownią" - dosłownie i w nawiązaniu do relacji wasalnej Niemiec i Polski - zostały komunistyczne Chiny. Nastąpił nieuchronny proces prowadzący do nadzwyczajnej emancypacji tego wówczas zacofanego kraju. Lata 80. i 90. to okres, w którym Chiny Ludowe przejmowały skwapliwie te dające najniższe marże i najłatwiejsze etapy produkcji przemysłowej od Tajwanu. Przejmowały i uczyły się! Co kluczowej, Chiny także awansowały. Z kraju wręcz przeraźliwie zacofanego stały się w końcu fabryką świata. Dumną fabryką świata. Dumną i zarządzaną przez elity motywowane przywróceniem statusu Chin jako największego i najwspanialszego ośrodka cywilizacji na świecie.

Aspiracje państw arabskich

Dodajmy do tego położenie państw arabskich, których elity, ukształtowane mentalnością klanową i plemienną, dysponują największymi bogactwami świata - ropą naftową i gazem ziemnym. To surowce absolutnie krytyczne dla funkcjonowania całej naszej cywilizacji z jej luksusami, wygodami i obfitością dóbr, do których przywykliśmy.

Teoretycznie posiadanie tych bajecznych złóż energii powinno dawać państwom arabskim olbrzymią siłę wpływania na politykę wewnętrzną i zewnętrzną wszystkich odbiorców paliw. Teoretycznie status "siedzących na ropie" decydentów arabskich, mających coś, czego wszyscy potrzebują, powinien być bardzo wysoki. Jednak całą tę siłę zgarniają dla siebie władcy globalnego systemu dystrybucji energii - Amerykanie.

Jest więc oczywiste i całkowicie naturalne, że ci trzymani "z mordą przy ziemi" przez Wielkiego Szatana, aroganckich Jankesów i butnych białasów, chcą i dążą do wyzwolenia się z utrwalonego amerykańską potęgą militarną hegemonicznego układu sił. To kwestia przetrwania, dumy i poczucia ważności przede wszystkim u elit decyzyjnych, które osiągnęły i pilnie strzegą swojego statusu wewnątrz własnych krajów dzięki manii posiadania władzy i obsesji w kwestii własnej pozycji na szczycie danej wspólnoty6.

Na drodze do spełnienia tego marzenia stoi istnienie Izraela. I właśnie ta logika sprawia, że Stany muszą Izraela Bronić, a wszystkie siły w regionie mają to państwo za przeszkodę w awansie w stronę suwerenności geopolitycznej. Te ośrodki siły geopolitycznej, w tym niepaństwowe, którym nie przeszkadzają w tym konfliktujące agendy, prowadzą mniej i bardziej otwartą wojnę o zmazanie Izraela z map regionu.

Wróćmy na chwilę do struktur władzy i podziału zasobów w społecznościach pierwotnych, małych plemionach pozyskujących żywność poprzez myślistwo i zbieractwo. Hierarchie w takich społecznościach pozwalają regulować dostęp do zasobów, na przykład mięsa upolowanej zdo-byczy. Upoważniają do zmuszania innych do płacenia haraczów czy podatków.

Moim ulubionym przykładem jest struktura społeczności rdzennych mieszkańców Hawajów, których kojarzymy z pełnym radości witaniem przyjezdnych przez nakładanie im naszyjników z przepięknych kwiatów. Pełna sielanka, prawda?

Otóż nieprawda! Przywódcy rodów mieli nad podległymi członkami rodziny i niewolnikami władzę absolutną. Wykorzystywali ją, terroryzując okrucieństwem i brakiem wszelkiej miary nawet bliskich krewnych7. Wynikało to pośrednio z ograniczonych zasobów dostępnych mieszkańcom tych małych, zagubionych na bezmiarze Pacyfiku wysp.

Te hierarchie są odbiciem i iteracją porządków panujących w świecie Natury, zarówno wśród roślin, jak i zwierząt. Te porządki polegają na bezlitosnej walce o zdobycie pożywienia kosztem konkurencji i ofiar... w tym tych o niskim statusie. A od powrotu do takich porządków, do świata, w którym energii z węglowodorów nie starczy dla wszystkich, dzieli nas... słynne dziewięć niezjedzonych posiłków8.

Nasz hegemon, Stany Zjednoczone, zabiera dużo, ale i daje dużo. Zarządza systemem globalnym, w którym bardziej opłaca się handlować, niż prowadzić politykę mocarstwową polegającą na grabieży i wyzysku. Za pokój, bezpieczeństwo i stabilność wszyscy słabsi płacą utratą suwerenności. I ta "utrata godności", utrata podmiotowości i władzy decydowania o własnym losie i zdolności do budowania własnej siły, podnoszenia własnego statusu... wszystko to składa się na potężne siły psychohistorii, w rytm których Chiny rzucają wyzwanie amerykańskiej dominacji feudalnej. Mówią o tym wprost, używając feudalnej nomenklatury, oficjalne rządowe oświadczenia, m.in. te cytowane w następnym rozdziale.

Na razie to Amerykanie rozdają karty. Amerykanie są emitentem podstawowej waluty świata, używanej w globalnej wymianie towarowej i do kupowania energii. Amerykanie ogłaszają, co jest dobre, a co złe - i kto ma prawo naruszać prawo międzynarodowe bez ponoszenia odpowiedzialności. A zdolni byli do przejęcia tej władzy dzięki temu, że dystans statusu i sprawczości od ich konkurentów był zawsze dość duży. Jednak dystans ten zawsze się skracał, zmniejszał. Amerykańska sprawczość, a więc i zdolność do projekcji siły, pierwotnie odzwierciedlająca układ sił na świecie, systematycznie maleje.

Przejawem tego zmniejszenia dystansu jest nieuchronny koniec ery zakazu proliferacji broni atomowej. Praktycznym skutkiem tego, że aktualnie taką broń posiadają tylko mocarstwa, jest to, że ci bezbronni nie mają instrumentów do forsowania swoich interesów i aspiracji geopolitycznych. Prawo do posiadania i używania określonego typu broni także ma swoją analogię w feudalizmie średniowiecznym. To szlachta i rycerze, trzymający poddanych mocno za twarz, mogli nosić miecze i inne symbole pozycji i siły.

To właśnie te zmiany układu sił, powodujące tzw. napięcia strukturalne, sprawiają, że państwa do tej pory - w świecie jednobiegunowym - skutecznie trzymane w dole, szykują się do zrzucenie z siebie ograniczeń narzucanych przez hegemona. Przejawami tej wojny są aspiracje tureckie

stworzenia lokalnego mocarstwa. W systemie Pax Americana jest to niemożliwe, gdyż Turcja jest w nim jedynie mało ważnym kraikiem na skraju światowych szlaków handlowych. Bez dominacji Ameryki Turcja wykorzysta wszelkie atuty idealnego położenia geograficznego.

Podobnie jest z praktycznie wszystkimi mocarstwami i ich ambitnymi decydentami. Czekają oni na swoją chwilę i czas, by wymknąć się spod amerykańskiej kontroli hegemonicznej.

Konfrontacja tych dwóch potężnych instynktów władzy, potrzeby zapewnienia przetrwania i nieokiełznanych ludzkich ambicji jest już teraz, a będzie w jeszcze większym stopniu treścią naszego życia w nadchodzących latach.

-

1 Ten tytuł sekcji jest jednocześnie tytułem całej książki, której premiera nastąpi na początku 2025 roku. Sama niniejsza sekcja jest skrótem wstępu-wizji, a zarazem głównej tezy przewodniej tej pozycji.

2 P. Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny, Chiron, Kraków 2023, s. 157.

3 Jeden uproszczony przykład: prestiż lekarza jest daleko większy niż osoby roznoszącej gazety.

4 Henryk Sienkiewicz, Potop, Fundacja Nowoczesna Polska, r. XXIV. Jak przekonamy się w dalszej części niniejszej książki, filarem olbrzymiego sukcesu imperium osmańskiego - jak i każdego innego - była właśnie wbudowana w system społeczny mobilność pionowa uzależniająca awans od osiągnięć na polach bitew.

5 Włoski: szef wszystkich szefów, czyli najważniejszy przywódca w organizacji mafijnej południa Włoch.

6 Tu oczywiście należy nadmienić, że osoby o takich cechach osobowości stają się przywódcami i wiodą prym w praktycznie wszystkich krajach świata, niezależnie od ich systemu politycznego.

7 Mocno ocenzurowany obraz sytuacji opisany jest w: William H. Davenport, Hawaiian Feudalism https://www.penn.museum/sites/expedition/hawaiian-feudalism/ [dostęp: 2024-06-28].

8 Fraza to "Ludzkość od chaosu dzieli dziewięć niezjedzonych posiłków".

Dekolonizacja i dehegemonizacja oficjalną ideologią Rosji i Chin

Analiza oświadczenia ChRL i Rosji kończącego wizytę W. Putina w Chinach w maju 2024 roku

Ten rozdział jest zwięzłym omówieniem kluczowych kwestii istotnych dla zrozumienia budowanych przez Chiny trendów wydarzeń. Jest formą suplementu do pierwszego tomu Oni albo my! i omawia kwestie ściśle powiązane z konfrontacją Stanów i Chin o dominację na świecie.

Wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach, w dniach 16-17 maja to już 43 spotkanie przywódców tych dwóch mocarstw. Jego efektem jest wspólne oświadczenie o długości 8 tysięcy słów, które nie doczekało się oficjalnej wersji w języku angielskim1. To dominacyjny prztyczek w nos Amerykanów.

Ogólnie tekst oświadczenia jest pisany z tzw. pozycji moralnej wyższości i krytykuje zachowania hegemoniczne Stanów oraz neokolonialną agresję i wyzysk Zachodu wobec krajów tzw. globalnego południa lub globalnej większości. Terminy te są instrumentem narracyjnym i pojawiły się w narracjach chińskich niedawno, a za desygnat mają grupę państw już formalnie sprzymierzających się z Chinami lub takich, które są zachęcane do wyjścia ze strefy wpływu Zachodu.

Strony spotkania oskarżają Unię Europejską i Stany Zjednoczone o używanie wojny na Ukrainie jako konfliktu proxy przeciw Rosji, a więc zarazem do konfrontowania się z Chinami. Chiny będą wspierać Rosję w utrzymaniu narodowego bezpieczeństwa i w przeciwstawianiu się zewnętrznym siłom, które ingerują w rosyjskie sprawy wewnętrzne.

Strony wspominają o prowokowaniu konfliktu wokół Tajwanu. W tle tych słów mamy pogłoski o żołnierzach amerykańskich służby czynnej i amerykańskiej broni na Tajwanie2. Równolegle Stany nakładają na oba sprzymierzone kraje sankcje i cła, próbując utrzymać dominację gospodarczą. Efekt tych działań, wedle oświadczenia, jest odwrotny - następuje zbliżenie Chin i Rosji. Treścią oświadczenia jest m.in.:

Strony chcą zbudować jeszcze bardziej wielobiegunowy świat. Chcą tym samym zdemokratyzować stosunki międzynarodowe. Chiny i Rosja deklarują i obiecują wszystkim niedoreprezentowa-nym w globalnym południu równe prawa i głos o jednakowej sile. Komentarz: to współgra z obecnymi trendami doganiania "pierwszego świata przez "kraje rozwijające się". Dominacja amerykańska nie jest dostosowana do nowego realnego rozkładu sił. Popierają zwiększenie statusu i siły wzrastających mocarstw. Te zmiany przyspieszają redystrybucję potencjału wzrostowego i ilość szans na priorytetyzowanie rynków wschodzących oraz międzynarodowej sprawiedliwości3. Strony potępiają neokolonializm, politykę imperialną i hegemonizm aktualnego porządku Pax Americana. Odnoszą się w tym do wszczynania wojen, militaryzacji kosmosu, wyzysku globalnego południa. Promują dedolaryzację w wymianie handlowej między sobą, ale też w handlu praktykowanym przez wszelkie inne państwa. Deklarują chęć osłabienia hegemonii Stanów, które zmieniły dominację dolara w broń służącą do narzucania swojej woli politycznej. Stany winne są reparacje ludowi afgańskiemu za swoją dwudziestoletnią destabilizującą obecność. Powinny przyjąć na siebie odpowiedzialność za obecny poziom ekonomicznych i dobrobytowych trudności. I oczywiście powinny uwolnić zamrożone środki należące do Afgańskiego Banku Centralnego. Wyrażają wsparcie dla ustanowienia Państwa Palestyńskiego ze wschodnią Jerozolimą jako stolicą. Oczywiście przez dekady Stany sprzeciwiały się temu swoim wetem w Radzie Bezpieczeństwa, jednak 143 z 193 krajów Zgromadzenia Ogólnego ONZ opowiada się za uznaniem Palestyny za państwo. Zachodnie mocarstwa mają historyczny dług wobec globalnego południa. Bogate państwa powinny przekazywać zasoby biednym, aby te mogły radzić sobie ze zmianami klimatu4.

Komentarze

Okoliczności światowych trendów zdają się potwierdzać twierdzenia stron spotkania. Według brytyjskiego dziennika "Financial Times" w roku 2023 rosyjsko-chińska wymiana handlowa miała wartość 240 mld USD, a więc 26% więcej niż w 2022 roku. W 2023 roku Rosja wyprzedziła Arabię Saudyjską w wolumenie dostaw ropy do Chin.

Eksport z Chin do Rosji od 2020 roku wzrósł dwukrotnie. Z kolei rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow twierdzi w rosyjskich mediach, że z tej wymiany towarowej w 90% wyrugowano dolara jako walutę obrotową. Jest to przykład i zachęta dla innych krajów.

W omawianym powyżej wspólnym oświadczeniu strony zachęcają inne kraje do podobnego kroku. Niezależnie od tego od 2021 roku eksport z UE do Rosji spadł o połowę, czego wynikiem jest coraz większa zależność Europy od Stanów Zjednoczonych. Równolegle Chiny są największym partnerem handlowym dla ponad 120 krajów.

Potępiając zachodni imperializm, Chiny i Rosja dostrzegają, że państwa skłaniające się do hegemonizmu i polityki siły (kolektywny Zachód) próbują osłabić ten trend i erodować uznany porządek międzynarodowy oparty na prawie międzynarodowym i porządku bazującym na zasadach (ang. rules).

Jest to jawne odwołanie do poczynań UE i Stanów, które starają się umniejszyć siłę porządku międzynarodowego bazującego na prawie poprzez forsowanie swojej woli i własnego porządku opartego na zasadach i regułach ustanowionych prawem kaduka (koniecznością wypełnienia wasalnych powinności) przez siebie wobec hegemona. Słowem: Chiny i Rosja "są sprzymierzone z globalnym południem, światową większością". Później władze chińskie stwierdzają też, że są suwerennymi siłami budującymi wielobiegunowy porządek, wielokrotnie powtarzając, że ich celem jest:

Realizacja sprawiedliwego i uporządkowanego wielobiegunowego świata oraz demokratyzacja stosunków międzynarodowych.

Deklaracja ta powtarza się aż trzy razy w tym całym oświadczeniu. Chiny i Rosja podkreśliły znaczenie nieingerencji i szacunku dla interesów suwerennych państw. Wierzą w to, że wszystkie kraje5 mają prawo do samodzielnego wyboru swojego modelu rozwojowego i systemu ekonomiczno-społecznego (socjalistyczny, komunistyczny czy nacjonalistyczny; kapitalizm nie jest wymieniony), bazując na swoich narodowych warunkach. Strony sprzeciwiają się jednostronnie nałożonym sankcjom, nie mającym umocowania w prawie międzynarodowym lub nałożonym bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, albo jakimkolwiek innym próbom zduszenia suwerenności innych krajów. Najważniejszym fragmentem jest w sposób oczywisty:

Neokolonializm i hegemonizm stoją w całkowitej sprzeczności z aktualnymi trendami biegu rzeczy.

Kluczem w całej tej oficjalnej retoryce jest słowo "neokolonializm", które w chińskich oficjalnych komunikatach wcześniej się nie pojawiało. To, że teraz oprócz stosowanego wcześniej hegemonizmu jawnie szermuje się narracyjnie "neokolonializmem", świadczy o oficjalnym rozpoczęciu kampanii narracyjnej kierowanej w kierunku państw zwłaszcza afrykańskich, które mają największy "potencjał rewolucyjny" porzucenia systemu wasalnego podłączonego do Zachodu i przełączenia się na system neokolonialnej podległości wobec Chin.

Strony ewidentnie ustanawiają i obwieszczają właśnie ideał tego, jak ma wyglądać nowy, wielobiegunowy porządek świata i na jakich zasadach ma działać: ma być multilateralny i być formą międzynarodowej demokracji. Zachodni hegemonizm trafić ma na śmietnik historii. W praktyce koniec hegemonizmu oznacza dla nas, mieszkańców ustawionego w moralnym celowniku regionu, zapaść gospodarczą i społeczną, zapewne głód i upadek porządku społecznego oraz idącą z tym deprywację z wszelkich perspektyw na godną i optymistyczną przyszłość. Piszę to na użytek entuzjastów przyłączenia Polski i innych krajów wschodu Europy do chińskiego sytemu hegemonicznego - BRICS.

Ich działalność w przestrzeni medialnej jest wręcz zachwycającym kazusem konfliktujących agend. A jeszcze innym przykładem, skoro już jesteśmy przy BRICS, jest sytuacja członka tej grupy - Brazylii. Brazylia jest producentem soi gorszej jakości, której przeznaczeniem jest pasza dla bydła. Oczywiście w uproszczeniu, swoją produkcją Brazylia wypełnia niszę w systemie globalnego handlu żywnością, który kontrolują - a jakże - Amerykanie. A więc kooperacja z Chinami w celu demontażu amerykańskiego porządku globalnego jest z punktu widzenia Brazylii podcinaniem gałęzi, na której siedzi.

Wcześniej opisana odsłona chińsko-rosyjskiego sojuszu pozwala spojrzeć nieco inaczej na to, dlaczego kraje świata nie przyłączają się do wysiłku Zachodu w wojnie na Ukrainie. Kraje globalnego południa, a więc 87% populacji świata, są albo neutralne (większość), albo stoją po stronie Chin. Państwa "kolektywnego Zachodu" postrzegane są jako realizujące kolonializm, imperializm i hegemonizm. Według propagandy chińsko-rosyjskiej aktualnie ma miejsce próba rekolonizacji przez Zachód, co się nie udaje z uwagi na koniec ery jednobiegunowej. Koniec tej ery w przesłaniu chińskim jest już sprawą przesądzoną.

Nadużywanie prawa weta przez Stany było kolejnym zarzutem. Z kolei na Zachodzie słyszy się kierowane wobec Chin zarzuty, że jako siły rewizjonistyczne chcą obalić porządek międzynarodowy oparty o struktury ONZ. Ale Chiny ripostują, że instytucja ta została założona celem służenia interesom liberalnego porządku międzynarodowego, czy też wprost - Ameryce u szczytu jej siły, tuż po II wojnie światowej.

Chiny podkreślają, że nie nawołują do spalenia starego porządku i wpierają struktury ONZ. Oczywiście nie robią tego explicite, niemniej wprowadzanie "chińskich porządków" w światowym systemie władzy musi na pewnym etapie doprowadzić do jakiejś formy odsunięcia na boczny tor kluczowych organizacji kontroli światowego systemu, takich jak IMF (Międzynarodowych Fundusz Walutowy) czy Bank Światowy. Ich rozwiązanie, żartobliwie przywołane w tomie Prawidła geopolitycznej gry... cytatem "Protest Chin przyczyną rozwiązania ONZ", nie musi mieć charakteru jawnego. Wystarczy doprowadzić do tego, że organizacje te utracą swoją zdolność wpływania na decyzje rządów państw niskiego statusu.

W swojej narracji Chiny posługują się celnymi przykładami. Jednym z nich jest przewrót w Wenezueli z 2019 roku. Stany starały się dokonać antydemokratycznego przewrotu w tym kraju i zastąpić demokratycznie wybrany rząd swoim kandydatem Juanem Guaidó.

Chiny stwierdziły również, że w inicjatywach takich jak BRICS przeciwstawiają się polityzacji (weaponizacji) praw człowieka i podwójnym standardom w użyciu tego instrumentu przy ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennych krajów. Chiny i Rosja potępiają tego typu unilateralne działania.

Chiny używają bardzo celnych argumentów, aby pozyskać sojuszników w sprawach dumy narodowej i suwerenności. Głos Pekinu jest słuchany w krajach takich jak Angola, Boliwia, Kambodża, Kuba (przez całe dekady obłożona sankcjami), Korea Północna, Nikaragua, Palestyna i wielu innych. Na końcu tej wyliczanki postawmy Algierię i jej olbrzymie pokłady gazu płynącego do południowej Europy (zob. -PG VII.6).

BRICS oraz zwiększona rola Shanghai Cooperation Organization (SCO)

SCO powołano do życia jako blok państw mających wspierać się wzajemnie w zapewnianiu bezpieczeństwa (ang. security block). Formuła ta szybko rozszerzyła się w organizację mającą tworzyć ekonomiczną integrację. Do organizacji należą Chiny, Indie, Rosja Pakistan, Iran i kilka innych krajów Azji Centralnej. Dołączenie rozważa wiele innych państw.

Równolegle Chiny i Rosja wspierają rozbudowę BRICS. Państwa, które rozważają wstąpienie, kuszone są narracją obiecującą im pozyskanie zdolności oparcia się hegemonii Ameryki, zwłaszcza hegemonii ekonomicznej. Jest to sprzęgnięte z wysiłkami Chin w kierunku doprowadzenia do dedolaryzacji transakcji w obrębie BRICS.

Aspekt działań militarnych i broń atomowa

Chiny i Rosja wyrażają sprzeciw i zaniepokojenie budowaniem prze Stany globalnego systemu antyrakietowego i umieszczaniem obiektów o przeznaczeniu militarnym w Kosmosie. Wskazane i potępione zostały też takie działalności jak realizowana przez NATO inicjatywa "Nuclear Sharing".

Sygnatariusze potępiają także rakiety średniego zasięgu startujące z lądu, które Stany przekazują swoim sojusznikom w Azji-Pacyfiku i w regionach europejskich. Chiny zareagują należycie na tą wrogą strategię Waszyngtonu tzw. podwójnego otoczenia (ang. dual containment).

Rosja zaprasza Chiny do asystowania w rozwiązywaniu i deeskalacji konfliktu ukraińskiego tak, aby skrócić konflikt lub powstrzymać jego wymknięcie się spod kontroli. Komentarz: To nawiązanie do m.in. stanowiska Francji mówiącej o wysłaniu wojsk na Ukrainę. To także nawiązanie do obecności CIA (oficjalnie potwierdzonej w kwietniu 2024) na terytorium Ukrainy jeszcze przed pomarańczową rewolucją. Aktualnie w 2024 roku, sprawą nierozstrzygniętą jest obecność na Ukrainie sił specjalnych państw Zachodu - zwłaszcza amerykańskich.

Rosja zasadnie broni bezpieczeństwa narodowego i identyfikuje je jako zależne od nieprzystępowania Ukrainy do struktur NATO. Komentarz: to nawiązanie do działań hybrydowych Zachodu próbującego wszcząć kolorową rewolucję w Gruzji.

Chiny i Rosja sprzeciwiają się "destrukcyjnym intencjom NATO w rejonie Azji-Pacyfiku, które mają negatywny wpływ na pokój i stabilizację regionu". Wspólnie potępiają próbę Stanów przywrócenia myślenia zimnowojennego. Stany wzywane są do natychmiastowego zaprzestania prób powrotu do konfliktu dwóch supermocarstw toczonego na wzór zimnowojenny.

Podsumowanie

Chiny w sposób niesłychanie sprytny realizują politykę erodowania zachodniego systemu, prowadząc do jego coraz mniejszej wydajności i przewidywalności z punktu widzenia mocarstw zachodnich.

Innymi słowy Chiny intensywnie budują potężną siłę strukturalną, która najprawdopodobniej będzie akumulować swój potencjał aż do chwili, która zostanie uznana właściwy punkt do realizacji kluczowego kroku. Krokiem takim byłby jakiś rodzaj załamania siły Zachodu, wynikający z procesów wewnętrznych. Oczywistą okolicznością był okres wyborów prezydenckich w USA, ale także takie wydarzenia jak jakiś rodzaj "buntu islamskiego" na terytoriach państw Europy Zachodniej, których społeczeństwa od lat infiltrowane są przez ekstremistów wszelkiej maści, z radykalnymi dżihadystami w pierwszej kolejności. Eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie w tym okresie udało się uniknąć dzięki akcji lotnictwa IDF przeciw Iranowi. Jeden, przeprowadzony siłą ponad 100 maszyn nalot na Iran doprowadzi do całkowitego zniszczenia systemów irańskiej obrony powietrznej.

Przy formułowaniu wszelkich predykcji ponownie wraca sprawa ataku Hamasu z października 2023 roku. Atak ten uruchamiał globalną intifadę, a więc łańcuch wydarzeń mających w oczywisty sposób egzystencjalne znaczenie dla Izraela. Kluczowa cecha całego tego ciągu wydarzeń to to, że decydent uruchamiający atak z całą pewnością uznał, że globalne południe - czy też globalna większość - jest gotowe do zrzucenia dominacji Zachodu. Za potępieniem moralnym i stawianiem przedstawicieli rządu Izraela przed międzynarodowymi trybunałami sprawiedliwości za zbrodnie wojenne idą bardziej zdecydowane akcje - embarga, hybrydowe buntowanie, destabilizowanie krajów dostarczających Zachodowi krytycznych surowców. Gdy ktoś jest jako "zbrodniarz przeciw ludzkości" wyjęty spod moralnego parasola ochronnego, na stole można położyć każdy argument i rodzaj oddziaływania. W narracji pojawia się zwykle takie zdanie: "Tamten na to sobie zasłużył",

Aktualnie rozgrywający się ciąg wydarzeń to dla Unii Europejskiej, w tym i Polski, jeden wielki chiński "szach!". I nie łudźmy się, że konsekwencje "dekolonizacji" i "dehegemonizacji" ominą Polskę. Chcemy tego, czy nie, jesteśmy częścią Zachodu. I już jesteśmy atakowani hybrydowo - antropopotokami ze strony Białorusi, obsługiwanymi przez parające się przemytem i kolaboracją putinowską Rosją organizacjami NGO. Z drugiej strony atak prowadzony jest z Niemiec. Ich struktury władzy politycznej, w więc i resorty siłowe, w ewidentny sposób zostały zinfiltrowane przez decydentów i aktywistów prowadzących konsekwentną politykę destabilizacji za pomocą nielegalnych, skonfliktowanych kulturowo, ideologicznie (islamizm) i lojalnościowo z Zachodem mas.

Spostrzerzenia na wynos

A. Każdy ma jakiś plan...

Chińskie plany odebrania Ameryce rangi globalnego hegemona, wygłaszane z pozycji moralnej wyższości sprawiedliwego przyszłego władcy świata, to dla Waszyng-tonu potężne zagrożenie... albo i nie. Dedolaryzacja. Dekolonizacja. BRICS. Et cetera, et cetera.

Tymczasem Ameryka ma wciąż pełną sprawczość nad przepływami w globalnym systemie. W poniżający sposób przekonała się o tym Rosja. Na początku października 2024 Rosja zaproponowała pozostałym krajom BRICS odejście od dolara. Moskwa zaprosiła do siebie ministrów finansów najważniejszych krajów grupy. Tematem spotkania miało być odejście od dolara.

Nikt z zaproszonych się nie pojawił6. Wybierający między dżumą a cholerą, jednogłośnie wybrali cholerę. Stany wciąż pewnie trzymają rękę na przepływach finansowych państw świata. Za tym instrumentem perswazyjnym mają też argument ostateczny - użycie siły. Najnowszy lotniskowiec USS "Ford", mimo braku na nim pisuarów7, wraz ze swoimi starszymi braćmi to wciąż siła, której żadne aspirujące mocarstwo nie jest w stanie się przeciwstawić. Wciąż więc Ameryka ma w ręku "ostateczny argument królów", co wyraża idealnie greps Mike Tysona: "każdy ma jakiś plan. Dopóki mu nie dam pięścią w mordę".

B. Z deszczu pod rynnę

Port w Sri Lance to nie jedyna migawka na to, jak Chiny wyobrażają sobie wzruszający do łez bardziej sprawiedliwy dostęp do zasobów dla narodów świata. Polacy i Polska przekonali się o tym dobitnie w ostatnich dniach października 2024 roku. Unia Europejska głosami członków nałożyła cła na samochody elektryczne importowane z Chin, których ceny, dzięki dotacjom rządowym, miały oddziaływanie dumpingowe na produkcję w obszarze Europy. W ramach retorsji Pekin nakazał swoim firmom samochodowym wycofanie inwestycji.

Własnego pakietu przykładów dostarcza Afryka. Z 54 krajów aż 43 wspiera Chiny swoimi głosami w rozmaitych organizacjach międzynarodowych, takich jak ONZ i WHO. Na terenie Afryki działa około 100 tysięcy firm chińskich, z czego 10% to firmy państwowe. Przekłada się to na wymierne wpływy, a przede wszystkim osłabienie wpływów i prestiżu Zachodu.

Obiecywana przez Chiny emancypacja ma swoją cenę - państwa Afryki dobitnie przekonały się o tym przy aferze z budową siedziby Unii Afrykańskiej, sfinansowanej przez Chiny w 2012 roku. W 2017 roku przypadkiem jeden z informatyków wykrył, dzięki analizie ruchu internetowego, że caluteńki budynek był naszpikowany chińskimi urządzeniami nasłuchowymi, z których dane trafiały do Chin.

Osobną kwestią jest działalność Grupy Wagnera, realizującej działania w 16 krajach afrykańskich. Organizacja ta odpowiada za organizację przesyłu antropopotoków składających się z przemycanych do Europy mieszkańców tych krajów. Operując na miejscu skupia swoją aktywność na powolnym budowaniu tzw. soft power, wpływów mających osłabić zdolność państw zachodnich do utrzymania powiązań gospodarczych - głównie w zakresie krytycznych surowców, w tym energii z węglowodorów. -

1 Wersja rosyjska dostępna pod adresem http://www.kremlin.ru/supplement/6132. Nieoficjalny przekład na jęz. angielski: https://geopoliticaleconomy.com/2024/05/24/china-russia-joint-statement-new-era-75th-anniversary [dostęp: 2024-05-26].

2 Ta sekwencja zdarzeń zgodna jest z wizją sytuacji Tajwanu, którą przedstawiłem w Prawidłach geopolitycznej gry... Amerykanom bardzo zależałoby na sprowokowaniu ChRL do ruchu militarnego wobec Tajwanu, gdyż otwierałoby to drogę Waszyngtonowi do usprawiedliwionego na płaszczyźnie moralnej działania na rzecz obrony wyspy. Chińczycy z całą pewnością nie dadzą się sprowokować, niemniej obecność amerykańskich wojsk na terytorium ChRL (tak interpretować można obecność tych sił na terytorium RCh, na Tajwanie) jest wskazywana jako jeden z zaledwie kilku czynników, które miałyby jednak zmusić Chiny do jakiegoś rodzaju działania (-PG VII.1, s. 503).

3 W przekładzie angielskim stosuje się tu dwa terminy: fair oraz justice.

4 Oświadczenie nie odnosi się do tego, że to aktualnie to Chiny są największym emitentem CO2. Nadmieniam przy tym, przywołując analizę działań NGO, liczne udokumentowane przykłady oraz ujawnioną rosyjską i chińską działalność agenturalną w zakresie likwidacji niemieckiej energetyki atomowej i sabotażu amerykańskiego bezpieczeństwa energetycznego (Prawidła geopolitycznej gry...", rozdz. NGO - kondotierzy XX wieku i in.), że kwestie tzw. śladów węglowych, wpływu człowieka na klimat, a więc i emisji CO2 są efektem operacji psychologicznej sterowanej przez Pekin i Moskwę, a w najlepszym razie kampanią marketingową kryptopodatku. Same zaś prawa emisji stały się "wirtualnym produktem spekulacyjnym" na giełdzie papierów wartościowych. W 2023 r. w rozmaitych opłatach ekologicznych, doliczanych do rachunków, polska energetyka "uiściła podatek" w wysokości 42 mld PLN, do Skarbu Państwa wpłynęło z tego 26 mld, a reszta trafiła do agencji unijnych.

5 W tym także Sri Lanka, którą Chiny wydymały konkursowo i spektakularnie w kwestii budowy i dzierżawy tamtejszego portu morskiego Hambantota. Ten dosadny komentarz zamieszczam tu na wypadek, gdyby Czytelnik dał się nabrać na pięknie i wzruszająco sformułowany odpowiednik słynnej "Przemowy przed bitwą pod Muye". Ta starożytna odezwa to wezwanie założyciela nowej dynastii do potępienia dekadencji, rozwiązłości i przestępstw upadającego monarchy dynastii Shang. Powyższe nawiązanie do chińskiej starożytności kieruję przede wszystkim do czytelników chińskich, czytających niniejszą książkę w ramach obowiązków służbowych. Czytelnicy ci, co pokazało dobitnie dzieło Wojna nieograniczona dwóch chińskich pułkowników wywiadu, rozumieją historię cywilizacji zachodniej na poziomie wręcz natchnionym. Ważkość tej kwestii podkreśla choćby cytat z przywoływanego już tu filmu Żołnierze kosmosu - "Chcą nas poznać, żeby nas zabić". I my powinniśmy rozumieć umysły chińskie na tym samym poziomie.

6 Kraje BRICS nie chcą odejść od dolara. Porażka Rosjan, https://www.rp.pl/finanse/art41288721-kraje-brics-nie-chca-odejsc-od-dolara-porazka-rosjan [dostęp: 2024-10-15].

7 To wielkie - w moim przekonaniu chińskie - zwycięstwo w sferze wojen nieograniczonych.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Ten rozdział nie jest częścią próbki. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

System odnośników i konwencje użyte w książkach serii "Wzorce"

Cztery tomy serii "Oni albo my!" to część serii "Wzorce", którą zapoczątkowała publikacja bestsellera pt. 36 forteli. Każdy tom serii zawiera odniesienia do pozostałych tomów. Dzięki temu Autor może uniknąć powtórzeń, a przy tym nie zmusza czytelnika do wertowania pozostałych tomów.

-36.II.4.C - Odwołanie do innego tomu serii "Wzorce". "36" to 36 forteli, "SW" to Sun Zi i jego Sztuka wojny, "SP" - Siły psychohistorii (wyd. II), "WD" - Wzorce Dowodzenia (wyd. 2027) oraz "SK" - Siły i kontrsiły (wyd. 2027).

Pojęcia i koncepcje kluczowe: są wyróżnione podwójnie: kursywą i podkreśleniem (np. Moc). Ich indeks znajduje się na s. 660. Wyjaśnienia koncepcji kluczowych rozsiane są w kolejnych tomach serii "Wzorce", ale ich kompleksowe omówienie znajduje się w vademecum tworzenia i niszczenia imperiów - książce Siły psychohistorii.

W passusach i cytatach: jeśli nie zostały oznaczone inaczej, pogrubienia czcionki oraz komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą od autora.

Zdjęcia i ilustracje: jeśli nie zostały podpisane, wykonał je sam autor.

Przypisy: Kod QR obok prowadzi do listy odwołań do treści on-line przywołanych w przypisach (w tym kopii archiwalnych materiałów źródłowych.

https://plebaniak.com/prz/14