Young power! 30 historii o tym, jak młodzi zmieniają świat - Suchecka Justyna

Kup ebooka

34.99 zł
15.75 zł (14,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Jak oswoiłem ropuchę

Jarek Brodecki

ur. 14 października 2002 | Łódź

Przed wyjściem w teren sprawdźmy kieszenie.

Lupa? Jest. Pęseta (co najmniej jedna)? Jest. Potrzebne będą jeszcze mała foliowa strunówka, taka torebeczka, w której bezpiecznie można schować każdy znaleziony drobiazg, i próbówka, bo nigdy nie wiadomo, kiedy trafimy na przykład na jakiś ciekawy gatunek grzyba, który chcielibyśmy później dokładnie obejrzeć pod mikroskopem.

Z takim zestawem można już wychodzić, by podbijać świat, a na pewno prowadzić przyrodnicze obserwacje. I właśnie bez takiego podręcznego pakietu Jarek Brodecki nie opuszcza domu.

- Gdy byłem mały, uwielbiałem chodzić do łódzkiego zoo. Kiedy ktoś z rodziny pytał, co chcę robić, zoo było zawsze pierwszą odpowiedzią - wspomina Jarek. - Dużo spacerowaliśmy też po lasach, a na majówki jeździliśmy do parków narodowych. Miałem sześć albo siedem lat, gdy zacząłem robić pierwsze zdjęcia przyrody. Fotografowałem jeże, gąsienice, motyle zawisaki. Ich larw nie zobaczyłem później już nigdy! Wtedy też wyciągałem muchy z pajęczyn i karmiłem nimi ropuchę. Przychodziła do mnie codziennie przez kilkanaście dni - chwali się.

Jarek uwielbiał te wycieczki, ale przekonał się też, że wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać, by obserwować zwierzęta i rośliny.

Miejska dżungla

- Miejska przyroda potrafi być naprawdę niesamowita, tylko trzeba otworzyć na nią oczy - przekonuje. - Pierwsze badanie naukowe przeprowadziłem właśnie w mieście, byłem wtedy w czwartej klasie podstawówki. Zaplanowałem, że będę badał, w jakich godzinach do karmnika w ogrodzie babci przylatuje najwięcej ptaków. Co dziesięć minut zaglądałem do karmnika, liczyłem i kolorowymi mazakami zapisywałem: sikorki bogatki, modraszki, sójki, sroki, dzięcioły czy mazurki. Do dziś pamiętam dwie rzeczy: najwięcej równocześnie zaobserwowałem trzydzieści dwa ptaki, za to gil przyleciał do karmnika tylko raz.

Ostatnio Jarek obserwuje zbiorniki wodne w Łodzi, gdzie mieszka. Dolina rzeki Sokołówki, która płynie niemal przez całe miasto, jest według niego fascynująca.

- Niektórzy myślą, że mamy tu las bez życia, a ja właśnie dziś słyszałem zimorodka! I na pewno w okolicy mieszka więcej niż jeden. Liczę, że wkrótce je zobaczę. - Jarek ekscytuje się na samą myśl.

No dobrze, ale czy przyrodę obserwuje się tylko dla przyjemności? Jarek mówi, że im więcej człowiek o niej wie, tym bardziej się zastanawia, co może zrobić, żeby jej pomóc.

Po ostatnim strajku czytaliśmy o sobie w internecie: "Głupki, protestują, bo to modne". To smutne. Bo czy naprawdę tak trudno uwierzyć, że młodzi po prostu walczą o przyszłość naszej planety, czyli naszą?

Czas na domki dla owadów

Jarek od kilku lat bada, jak zmienia się bioróżnorodność w jego okolicy, oznacza gatunki.

- W jednym miejscu wykryłem dużo krajowych płazów, między innymi żaby moczarowe, które w okresie godów są niebieskie - opowiada. - Chciałbym, żeby znalazły się pod specjalną ochroną. W tym roku ktoś wywiózł tu gruz, teren rozjeżdżany jest quadami. A gdyby stała tu tablica mówiąca, że to cenne miejsce, to i ludziom bardziej zależałoby, żeby o ten teren dbać - podkreśla.

Dzięki zaangażowaniu Jarka w dwóch łódzkich parkach staną specjalne domki dla owadów, zbudowane będą też miejsca do zimowania dla jeży. Zamiast przystrzyżonych trawników wyrosną łąki kwietne - bo na uporządkowanych trawnikach, nawet bez naturalnie opadłych liści, owady nie mają się czym żywić. Jarek najpierw taką łąkę kwietną przetestował przed własnym domem. Rosną tam ostrożenie (możecie je znać jako osty) i inne polne rośliny. Latem słychać głośne "bzzz", bo łąka przyciąga setki kolorowych owadów. Nie tylko pszczół, ale też trzmieli czy motyli.

Młodzi mają głos i cieszę się, że tyle osób usłyszało mój.

Oczywiście żeby wprowadzić takie rozwiązania w parku, dla całego miasta, potrzeba o wiele więcej pracy, pieniędzy i przede wszystkim - pozwolenia. Dlatego Jarek zgłosił projekt kwietnych łąk do Łódzkiego Budżetu Obywatelskiego. To rodzaj konkursu, mieszkańcy proponują w nim projekty i rozwiązania, które mogłoby zrealizować miasto. By zgłosić pomysł, nie trzeba być pełnoletnim, i Jarek z tego skorzystał. Następnie mieszkańcy głosują. Te propozycje, które zdobędą największe poparcie, zostają wprowadzone w życie. Jarek przekonał do swoich łąk ponad tysiąc osób!

- Nie zawsze się udaje - mówi szczerze chłopak. - Na przykład kiedy w szkole z kolegami próbowaliśmy zdobyć pieniądze na szklarnię, nasz pomysł przepadł. Ale nie można się łatwo poddawać.

Jarek właśnie rozpoczął nowy projekt dotyczący mikrotworzyw.

- Badam, jak dużo jest w rzekach plastiku, ile jedzą go zwierzęta i jak to wpływa na ich zdrowie - wyjaśnia. - Obserwuję też, jak zmiany klimatu wpływają na gody płazów, czyli na to, jak rozmnażają się chociażby żaby. Na przykład ostatni kwiecień był tak ciepły, że niektóre zbiorniki wodne szybko wyschły i kijanki nie zdążyły się wylęgnąć ze skrzeku. To oznacza, że w ogóle nie przybyło tam płazów, a to zmienia cały ekosystem, zaburza naturalną równowagę. Takie małe przyrodnicze katastrofy składają się na wielką katastrofę, która dotyka całą planetę - dodaje.

To nie jest głupia moda

Zdaniem Jarka, aby rozwiązać tak wielki problem, wiele osób musi działać razem. Dlatego kiedy usłyszał o tym, że młodzi ludzie na całym świecie regularnie zbierają się na ulicach miast i miasteczek, żeby zwrócić uwagę polityków na zniszczenie środowiska, wiedział, że musi się do nich przyłączyć. Wydarzenie nazwano młodzieżowym strajkiem klimatycznym.

Gdy Jarek brał w nim udział po raz pierwszy, transparenty szykował sam. Przy kolejnych strajkach robił to już z przyjaciółmi. Przed południem wyszli razem ze szkoły, by w centrum miasta spotkać się z innymi młodymi ludźmi. Niektórzy śpiewali, inni grali na bębnach. Wszyscy skandowali, między innymi że nie chcą, by dalej wydobywano węgiel, i że czas zadbać o przyrodę.

- Po ostatnim strajku czytaliśmy o sobie w internecie: "Głupki, protestują, bo to modne". Czy naprawdę tak trudno uwierzyć, że młodzi po prostu walczą o przyszłość planety, czyli naszą? - pyta. I dodaje: - Nie możemy się zniechęcać. Jeszcze w zeszłym roku byliśmy małą śnieżką, teraz jesteśmy śniegową kulą, a w przyszłości, mam nadzieję, nasze działania spowodują lawinę zmian.

Jarek chętnie opowiada o swoich odkryciach na Facebooku. Jego zdjęcia i filmy znajdziecie na profilu Lasem Myślący.

Pałeczki z autografem

Igor Falecki

ur. 8 lutego 2002 | Gdańsk

Rytm można wystukiwać linijką o blat biurka (pam, pam, pam), wciskając szybko długopis (pstryk, pstryk) albo pod szkolną ławką, tupiąc równomiernie stopą (tup, tup, tup). Można też robić to wszystko naraz i tak ćwiczyć koordynację. Są tacy, dla których to pestka, i właśnie jednego z takich ludzi zaraz poznacie.

Tak, to pstrykanie i pukanie czasem irytuje rodziców i nauczycieli. Ale jeśli wytłumaczycie im, że to nie złośliwość, tylko wstęp do tworzenia muzyki, powinni zrozumieć.

Rodzice Igora szybko zrozumieli, że jego rytmiczne uderzanie w poduszki i książkę kucharską mamy, gdy tata akurat ćwiczy grę na gitarze basowej, to właśnie muzyka. Igor nie miał nawet czterech lat, gdy dostał pierwszy poważny instrument. Rodzice widzieli w końcu, że chłopak "lubi poklepać".

Perkusja zamiast książki kucharskiej

Ile pamiętacie rzeczy, które robiliście jako czterolatkowie? Niewiele. No właśnie. Igor te chwile pamięta doskonale.

- Pamiętam i książkę kucharską, i to, co ją zastąpiło, czyli moją pierwszą perkusję. Przyniósł ją św. Mikołaj, choć to rzecz, która z trudem mieści się pod choinką - opowiada.

Pamiętają to też ludzie na całym świecie - i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. Film z pierwszych prób muzycznych Igora zobaczyło co najmniej dwieście milionów osób! Pucułowatego czterolatka w pomarańczowej koszulce bez rękawów i niebieskich słuchawkach, prawie tak dużych jak jego głowa, pokazywały telewizje na wszystkich kontynentach. Trudno ten obrazek zapomnieć.

Skąd zainteresowanie światowych mediów małym chłopaczkiem z dalekiej Polski? Najpierw był YouTube. To tam tata Igora zamieścił nagranie: ledwie widoczny zza perkusji chłopiec gra z takim zaangażowaniem, jakby zaraz miał się skończyć świat. Zaciska usta, uderza w talerze, ile tylko sił w rączkach.

- Nie mógłbym tego zapomnieć - śmieje się dziś bohater YouTube?a. - Po prostu grałem i świetnie się bawiłem. Nie miałem świadomości, że to wszystko trafi do internetu. Nawet nie wiedziałem, co to jest ten internet. Granie to była zabawa. Rodzice zresztą też nie planowali: "nagramy dzieciaka i na stówę zrobimy z niego gwiazdę, będzie z tego hit". Ale nie mam wątpliwości, że ten film zmienił moje życie - przyznaje Igor.

Jako sześciolatek na koncie miał już sześćdziesiąt koncertów! Amerykańska telewizja CNN, prezentując gwiazdy polskiej muzyki, nazwała go "geniuszem perkusji". Wydano limitowaną serię pałeczek do gry z jego autografem. Można też było nawet przeczytać o nim w jednym z podręczników do języka angielskiego.

Po prostu grałem i świetnie się bawiłem. Nie miałem świadomości, że to wszystko trafi do internetu. Nawet nie wiedziałem, co to jest ten internet. Granie to była zabawa.

Nie chcę być tylko klepaczem

Z każdym rokiem grania robiło się coraz poważniej. Z Cappellą Gedanensis Igor nagrał pierwszą płytę długogrającą, Classic!. Gdy się ukazała, miał zaledwie trzynaście lat. Na perkusji grał utwory słynnych kompozytorów: Mozarta, Beethovena, Straussa.

W 2017 r. magazyn "Perkusista" wybrał 101 najważniejszych polskich perkusistów wszech czasów. Dobrze zgadliście - Igor znalazł się na tej liście. Był na niej najmłodszy, miał wtedy tylko piętnaście lat.

Igor coraz częściej grał koncerty w różnych miejscach na świecie. To oznaczało, że często musiał latać samolotem. I tak narodziło się jego drugie hobby - lotnictwo.

- Na razie sklejam modele samolotów i sprawdzam symulatory lotów, ale kto wie, może kiedyś nauczę się też naprawdę latać. Na razie nie mam na to czasu - mówi.

Bo próby i koncerty to nie wszystko. Są jeszcze koledzy, z którymi chce pograć na przykład w koszykówkę, no i przede wszystkim jest szkoła muzyczna.

- Kiedy byłem młodszy, nie zawsze rozumiałem, po co mi praca z nutami, żmudne ćwiczenia. Po co miałem robić te etiudy na ksylofon? Przecież to nie na nim chciałem grać - wspomina. - Ale dziś wiem, że wszystko związane z muzyką jest ćwiczeniem. Nauczyłem się doceniać muzykę klasyczną, komponuję utwory na klasyczne instrumenty. Zajarałem się tym. Nie chcę być tylko "klepaczem na bębnach". Poza tym dlaczego miałbym się ograniczać do jednego instrumentu, skoro można spróbować wszystkiego? - dodaje.

Na scenie z raperami

Igor chce być poważnym muzykiem, a nie tylko "ciekawostką z internetu". Zagrane koncerty przestał już liczyć. Łatwo mu za to wybrać te, które liczą się najbardziej, na przykład występy z Radzimirem Dębskim, czyli Jimkiem, i jego orkiestrą symfoniczną.

- Wyobraźcie sobie skalę tego przedsięwzięcia: ponad sześćdziesiąt osób z całej Polski, dziesiątki instrumentów, dwóch bębniarzy... i jednym z nich jestem ja. Próby od rana do wieczora - opowiada Igor.

Pierwszy raz zagrali razem w Gdańsku, na festiwalu Solidarity of Arts, słuchały ich tysiące ludzi.

- I pykło! - cieszy się Igor.

Ale Igor odkrywa nie tylko moc orkiestr. Latem w Warszawie zagrał kilka utworów z popularnymi raperami Quebonafide i Taco Hemingwayem.

- Usłyszeć, jak nawijają do orkiestrowej muzyki, w rytm mojej perkusji, to było coś niesamowitego - wspomina.

Tak, ten koncert też jest na liście najważniejszych.

Jeszcze usłyszycie go w radiu

Dziś na Facebooku jego występy śledzi około stu pięćdziesięciu tysięcy osób (większość z zagranicy), na YouTubie filmy z oficjalnego kanału wyświetliło osiemnaście milionów internautów. Ale nieoficjalnych przeróbek są setki.

- Nieważne, jakie hobby dla siebie znajdziesz, czy to muzyka, czy jakiś sport. To musi być coś, do czego się nie zmuszasz - mówi Igor. - Jasne, mnie też czasem nie chciało się ćwiczyć. Ale zawsze wiedziałem: chcę być bębniarzem.

Teraz Igor warsztat perkusyjny planuje wykorzystać do tworzenia własnej muzyki.

- Chcę stworzyć coś nie tylko dla perkusistów, coś, co będziecie mogli usłyszeć w radiu. Muzyka to w końcu mój głos. Chcę, żeby ludzie go słyszeli.