Zawichost - śpiew historyczny
Stań u rozdorożi stepu obidnoho
Tam tia mohyły do sebe zaprosiat;
Ałe uże kostej ne znajdesz z nikoho
Tylko na hrobach worony hołosiat.
Tymko Padura
Kniaź Roman pułki zbiera do wyprawy,
Zewsząd rycerstwo pod znaki się zbiega:
Od trąb i kotłów i wojennej wrzawy
W halickim grodzie odgłos się rozlega,
Dalekie szlaki ćmi tuman kurzawy.
Od granic Lachów do dzierżaw Olega
Ruś zbrojna staje, i posłuszna panu
Trzema szlakami pospiesza do Sanu.
Kniaź Roman pułki przesilne oblicza,
I hołd mu ruskie oddają narody,
Bo odtąd bramy wysokie Halicza
Przewaga Lachów i kniaziów niezgody
Otwarły groźnej władzy Mścisławicza
Od gór węgierskich do Dnieprowej wody
Ruś, w jedno ciało, choć niewolą zlana,
Najwyższym panem uznaje Romana.
W pochód Rusini! na północ wam droga!
Kniaź Roman woła, i sprawuje szyki:
Lecz nim przed wami oręż i pożoga
Kurz krwi, dym zagród i trwożne okrzyki
pomiecie w niebo; dobrze jest od Boga
Rozpocząć dzieło. A więc do władyki
posyła Roman, by władyka stary
pobłogosławił książęce sztandary.
Przybył władyka ze swemi kapłany,
A kniaź mu rzecze: "Błogosław me woje,
I poświęć sztandar wichrami rozwiany,
Niech mię w szczęśliwe poprowadzi boje.
Gdym połowieckie zwyciężał sałtany,
Miecz mój wspierały święte modły twoje.
Masz moc cudowną: więc do nowej bitwy
Pokrzep mię słowem pobożnej modlitwy.
Pragnę-bo szerszej i głośniejszej sławy,
Niźli z Połowców lub litewskiej dziczy:
W dziedziny Lachów mord poniosę krwawy,
I Ruś zbogacę plonem mych zdobyczy."
Władyka na to: "Zamysł twój nieprawy,
Bo na przyjaciół oręż najezdniczy
Chcesz podnieść kniaziu, niepomny przymierza
Które cię łączy z rodem Kazimierza."
Jeden Bóg Rusi i Mazowsza strzeże,
Chociaż niemiłe nam obrządki Lachów,
Nie przeto tobie z Piastami przymierze
Zrywać się godzi, wnuku Monomachów!
Na wschód, o kniaziu! z kąd Chrystusa wierze
I świętej Rusi tysiące zamachów
Grożą od pogan i Klazmeńców dumy,
Na wschód orężne prowadzić ci tłumy!
"Nie tobie sądzić o książęcem prawie,"
Z gniewem kniaź Roman władyce odpowie,
"Jam cię do rady nie wezwał! Wyprawie
Mojej błogosław, lub biada twej głowie!"
Władyka odparł: "W świętych modłów słowie
Jest moc cudowna; lecz nie każdej sprawie
Bóg błogosławi, i modły daremne,
Gdzie chęć bezbożna, lub myśli nikczemne."
Kniaź Roman gniewem oblicze nasroży,
I drżą bojary przed gniewem Romana:
A kornie głowę chyląc sługa boży,
Rzecze: "Masz władzę, i z nieba ci dana,
Ale mię władza twoja nie zatrwoży,
Bo wiem, co prawdą jest w obliczu Pana,
Lecz ty, o kniaziu, nie wiesz czy z wyprawy
Wrócisz, halickie oglądać dzierżawy."
Przebóg! władyka krwią swoją się zbroczy:
Halicki książę przebaczać nie umie!
Lecz cóż-to? Roman w ziemię gniewne oczy
Wlepił, i stanął w głębokiej zadumie...
Czy w głosie starca uczuł duch proroczy,
Czy zemsty szukał obrażonej dumie?
Nie wiem, lecz dziwnie ponure miał lice
I nic nie rzekłszy, dał odejść władyce.
. . . . . . . . . . . . . .
Zagrały trąby, powiały sztandary
Kniaź Roman pułki ku granicy wiedzie,
I dzielny rumak przez góry i jary
Unosi księcia, za którym na przedzie
W stalowych zbrojach hasają bojary
I chrobrej Rusi młodź dorodna jedzie.
Wszerz i wzdłuż, kędy tylko dojrzysz okiem
Ciągną się pułki wezbranym potokiem.
. . . . . . . . . . . . . .
O gdybym pieśni Bojana polotem
Minionych czasów umiał spiewać sławę,
Lub z tobą wiekom słowem dzwonić złotem,
Wieszczu! Igora przetrudną wyprawę
Płaczący starym bujnej myśli zwrotem;
Godniejbym pułki i boje te krwawe
Opiewał, wedle śmiałej mojej chęci
Ku czci praojców, i wnuków pamięci!
Lecz inne czasy, odmienne dziś mowy,
A krwawsze jeszcze i straszniejsze dzieje;
Nie zagrzmieć pieśni w rozgłos Bojanowy,
Nie wieszczyć piersi, co boleścią mdleje!
O! z dawnych podań bogatej osnowy
Już duch rodzinny w inną stronę wieje;
I starym ojcom w grobach się nie śniło,
Co się w boleściach ich wnuków zmieniło.
Późniejsze kości spróchniały już w polu
Kędy ich prochy wiatry roznosiły;
Lasem piołunów, ostu i kąkolu
Na ich mogiłach porosły mogiły,
I pokolenia wychowane w bolu
Tych bolejących miejsce zastąpiły.
Zaledwie w tęsknej starych wieszczów dumie
Jęki przeszłości potomność zrozumie.
Zaledwie kędyś z pergaminów pleśni,
Co świętych murów wyściela zakątki,
W kilku oddźwiękach starodawnej pieśni
Odżyją wieków zapomniane szczątki,
I chwilkę jaką w dumaniu się prześni
Nad tajemniczym urokiem pamiątki
Gdy z kart pożółkłych zbutwiałego zwoju
Powstanie przeszłość w promiennym ustroju.
O! mimowolnie dłoń za gęśl porywa,
Chciałaby echo przerwanej piosenki
W dalszej melodji powiązać ogniwa,
Powtórzyć śpiewu czarodziejskie dźwięki.
Daremna śmiałość! owa struna żywa
Już dziś śmiertelnej nie usłucha ręki,
I tylko duchom w nadziemskiej krainie
Odszukać tonu, co tutaj zaginie!
Tam go w błękitów gwieździstem bezbrzeżu
Z tobą promienne strzegą cherubiny
Aniele Boży! ty duchu-rycerzu,
Coś sztandar Rusi ozdabiał w wawrzyny
Dopóki z Bogiem i z sobą w przymierzu
Umiały walczyć jej żelazne syny;
Tam duchom ziemską znękanym podróżą
Kiedyś go duchy eteru powtórzą.
. . . . . . . . . . . . . .
Lecz synom ziemi z przeszłości pomroku
Miło ojczyste wydobywać wieści,
Choć dźwięk niesilny w nowej pieśni toku
Miło ją śpiewać dla rodzinnej treści
Wiejącej smętem takiego uroku
Jak wiatr, co w trawie kurhanów szeleści,
Lub groźno huczy przez wieżyc zwaliska
I falą Dniestru pod stopy im pryska,
O szumny Dniestrze, sine twoje wody
Płyną a płyną ku dalekiej ziemi
Przez ziemię naszą, a z niemi w zawody
Czas niepowrotny mknie nurty szybkiemi.
Znikły plemiona, rozpadły się grody,
A ty falami nie przepłyniesz twemi:
Gdybyś te wieki opowiedzieć umiał
Któreś w kamiennem łożysku przeszumiał!
Gdybyś powtórzył, synu połoniny!
Sławę co niegdyś nad tobą zabłysła;
Dawniejszych kniaziów przygody i czyny,
I brzmiący rozgłos chwały Ośmomysła
Co ludem władał aż po Dunaj siny,
A po nim burza nad Rusią zawisła,
Aż Roman słynny z męztwa i srogości
Posiadł obszerne Włodymirska włości,
I znowu z kniaziów halickich stolicy
Świetniejszy jeszcze blask w okół uderza;
Wskrzeszone stalą w Romana prawicy
Zdają się wracać czasy Włodzimierza:
Roman na złotej kijowskiej stolicy
Kniaziów osadza i władzę rozszerza;
Za krzywdę ojca, za krzywdę Kijowa,
Nad Dnieprem błyska szabla Romanowa.
Wielkie to były, chociaż srogie czasy,
Żelazne pułki Ruś do boju słała,
Wrzały dokoła zwycięzkie zapasy,
Brzmiała cześć ziemi, a kniaziowi chwała.
Litwa na północ w nieprzebyte lasy
Uszła z pogromu, i Jaćwież zuchwała
Co z ruskich krain plon znosiła złoty,
Podała karki pod ostre brzeszczoty.
Przeglądnij Greków stare latopisy,
Te ci powiedzą o bojach Romana,
Te ci powiedzą przed czyjemi spisy
Pierzchła pohańców tłuszcza rozhukana,
Gdy się zagnały połowieckie bisy
W nędzne dziedzictwo wielkiego Trajana,
I pan najstarszej na świecie korony
W Haliczu szukał wsparcia i obrony.
Od czarnej puszczy w Litwinów krainie,
Od Świętej Zofii nad Bosforu falą,
Oddzwania grzmotem, pod niebiosa słynie
Chwała, hartowną wydzwoniona stalą,
Sokolim lotem ponad morza płynie,
Aż kędy Boga w stu kościołach chwalą
Słyszy ją rzymski władyka wyniosły
I do Halicza szle dary i posły.
Przyszli posłowie w książęce podwoje
I rzekli: "Kniaziu: możnyś i wsławiony,
Masz dzielne hufce i hartowne zbroje;
Lecz jak przystało, nie jesteś uczczony:
Wyższe nad książąt dostojeństwo twoje;
Czemuż królewskiej nie masz mieć korony?
Weź ją! Lecz niechaj wprzód z królami świata
Jedna cię wiara i obrządek zbrata.
Niechaj Rusinów z ludami zachodu
Na wieki sojusz połączy duchowy;
Niechaj nienawiść siana z Carogrodu
Przestanie dwoić kościół Chrystusowy.
Dla sławy twojej, dla twego narodu
Uczyń to panie! a oręż Piotrowy
Co blasku ziemskim koronom dodaje
Da ci potęgę i rozszerzy kraje!"
Posłów czekała odprawa zelżywa,
Bo gdy o Piotra mieczu wspominali,
Kniaź Roman głowni błyszczącej dobywa
Ze złotej pochwy - a z hartownej stali
Była to głownia; różne o niej dziwa
Po wszystkiej ziemi ludzie powiadali. -
"Póki mam, rzecze, ten mój kord stalowy,
Nie dbam o inny, choćby i Piotrowy."
Bujny Romanie! harde twoje słowa
Jako ten brzeszczot olśniony od słońca;
Lecz kiedy chmura nadciągnie gromowa,
Czy zawsze błyszczeć będzie twój obrońca,
Czy wierna głownia wierności dochowa?
Długo ten błyszczał, kto błyszczał do końca,
Ale na hardym sąd nieba widomy
I ciężki koniec niosą boże gromy!
. . . . . . . . . . . . . .
Roman łacińskiej nienawidził wiary
I klął się w gniewie: "Lachów plemię wraże
Wytnę do szczętu, spustoszę obszary,
I w proch obrócę grody i ołtarze!"
Więc grają trąby, i wieją sztandary:
Roman Rusinom na Lachy iść każe;
Wszerz i wzdłuż, kędy tylko dojrzysz okiem,
Ciągną się pułki wezbranym potokiem.
Wezbrany potok szumi przez doliny,
Burza z gór ciągnie; a wilki stadami
Na żer zlatują w lechickie równiny,
Któż się ostoi przed burzy gromami?
Kto w bystrym pędzie wstrzyma Dniester siny?
Kto bój podejmie z Romana pułkami?
Wilki na północ mkną, a orłów stada
Do gniazd się skryły, lackiej ziemi biada!
W modrzewim dworze, nad brzegami Wisły
Wszewołodówna biedzi się i trwoży;
Młodziutkich książąt dziecinne umysły
Nie dospią broni! Światłem krwawej zorzy
Po lackiej ziemi pożogi zabłysły,
Na lackim ludzie ruski miecz się sroży.
Już w ojcowiźnie Leszka i Konrada
Zagościł Roman, lackiej ziemi biada!
O! płoną zamki, płoną ludne sioła,
Cwałują konie po zasianej roli;
Zielone niwy zdeptane dokoła:
Niewczesne żniwo wojennej swawoli!
Próżno lud jęczy, i o litość woła;
Kto uszedł śmierci nie ujdzie niewoli:
Już tłumy jeńców pędzone szlakami
Rodzinne strony żegnają ze łzami.
A tam za nimi dymią zgorzeliska
I sandomierska boleje kraina;
A miecz i ogień coraz dalej błyska:
Kniaź Roman staje u murów Lublina,
Za nim i przed nim czernią się zwaliska,
Za nim i przed nim niedoli godzina!
Warowny Lublin stanął mu na drodze,
Więc kniaź się zżyma i grozi załodze.
Broni się Lublin wkoło opasany;
Już czwarty tydzień w ciągłych walkach mija,
Już czwarty tydzień o kamienne ściany
I gniew i męstwo próżno się rozbija.
Wtem do obozu goniec zadyszany
Przybiega z wieścią. Roman obóz zwija,
Porzuca Lublin i do Sandomierza
Szybkim pochodem z całym wojskiem zmierza.
Słał bowiem Leszek posły do Romana,
Prosząc o zgodę; i węzeł rodzinny,
I krew na wspólnych potrzebach przelana
I bratnich książąt słaby wiek dziecinny
O nią błagały. Lecz nieubłagana
Dusza wskazała księciu zamysł inny;
I ziem halickich szerokie granice
Miały braterskie rozszerzyć dzielnice,
I rzekł kniaź Roman: "Któż mi się ostoi,
Helena może, lub ten jej pieszczony
Dzieciuch, co w życiu swem nie dźwigał zbroi
I dał się wyzuć z krakowskiej korony?
Ha, kędy przejdą kopijnicy moi,
Kędy przeleci koń mój doświadczony,
Skłonią się grody pod stopy mojemi
I rzymska wiara zniknie z lackiej ziemi!"
Leszek i Konrad w sandomierskim grodzie
Zwołują radę, i rzekła im rada:
"Z halickim kniaziem nie o bratniej zgodzie,
Lecz o obronie pomyśleć wypada."
Mazowieckiemu zatem wojewodzie,
Który zarządzał dzielnicą Konrada.
I Groworkowi rządcy Sandomierza,
Książęca rada obronę powierza.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Krystyn Gozdawa w głośny róg uderza,
Goworek wici szle po okolicy;
Ognie znak dają, hasło się rozszerza:
Z krakowskiej ziemi ciągną ochotnicy;
Po wszej krainie synów Kazimierza,
Po brzegach Wisły, po brzegach Pilicy,
W zamkach i dworach szlachta na koń siada
I ostre kosy gotuje gromada.
Oto wieść którą u murów Lublina
Odebrał Roman: Stąd pośpiech pochodu;
Pragnął albowiem, nim obok Krystyna
Liczniej się zbierze zbrojny tłum narodu,
Stanąć, gdzie Wisły ciągnie się dolina
I ubiedz bramy Leszkowego grodu.
Szybko Ruś zdąża, a sam kniaź na przedzie
Halickie pułki pod Zawichost wiedzie.
Tam kędy brzegi gęsty bór okrywa
I z jasną córą zatatrzańskich śniegów
Powolnym biegiem kręty San się spływa,
Na czele tłumnych i zbrojnych szeregów
Szeroką Wisłę kniaź Roman przebywa.
Spłoszone ptactwo nieznajomych brzegów
Z gęstych zarośli zrywa się chmurami,
Z wrzaskiem i z gwarem krąży nad pułkami.
Za wodą hufce o wieczornym chłodzie
Stanęły, spocząć przed jutrzejszym znojem
Po całodziennym dzisiejszym pochodzie.
U stóp ich Wisła drzemie w łożu swojem;
Czerwcowe słońce gaśnie na zachodzie:
Głośno i gwarno pod namiotów rojem,
Lecz spokój całą przyrodę okrywa,
Milczy bór wkoło, i uśpiona niwa.
Już i w obozie rycerstwo nie gwarzy,
Ucichły śpiewy, i tylko szum wody
Wtórzy wołaniom obozowej straży.
Kniaź Roman patrzy na zbrojne narody,
O sławie swojej, o zwycięztwach marzy,
I dawnych bojów wspomina przygody,
I pewność widzi w losach nowej wojny:
Więc słodko usnął, o jutro spokojny.
Lecz Wisła dziwnym jakoś grała szumem
I nocne ptaki żałośnie kwiliły,
A ciężkie myśli, much nieznośnych tłumem
Natrętnie brzęcząc, ciągle się roiły
Przed rozmarzonym pomyślnością umem,
I sen kniaziowi przyśnił się niemiły.
Może wiatr szumiał przez ruskie sztandary,
I z wiatrem nocne przesuwały mary?
Bo widział Roman o północnej dobie
Jak niebo w czarne oblekło się chmury,
A w chmurach rozdźwięk zajęczał ponury
I dwa się wojska zbliżały ku sobie;
Dwie rzesze ptaków. Sokół czarnopióry
Hetmanił jednej; i zwarły się obie:
A trzykroć większą sokół wiódł od wschodu;
Mniejsza, bez wodza, przyszła od zachodu.
I widział Roman jako rój szalony
Zwarł się i harce napowietrzne zwodził,
I jak zuchwale od zachodniej strony
Skrzydlaty hufiec na sokoła godził
I orszak jego pierzchał przerażony,
A on ku Wiśle przed wrogiem uchodził,
I krwią Romana obryzgał czerwoną,
I czarne pióra ronił mu na łono.
Tak nieraz, kiedy płochym snom wesela
Zwodzić się dajem, ufni w błogiej doli,
Opatrzność sama przestróg nam udziela
I okiem duszy przejrzeć nam dozwoli;
A próżna duma, co nazbyt ośmiela
I szał znikomych uciech i swawoli
Znika przed światów ponurych widokiem,
Dojrzanych sennem, lecz nieziemskiem okiem.
Kniaź Roman nie był wolnym od tej trwogi
Co w snów znaczenie złe lub dobre wierzy,
I chętnie wieszczej usłucha przestrogi;
Lecz zbyt pożądał zwycięstw i łupieży,
Zbyt wielkie siły, a słabe miał wrogi,
I zbyt był pewnym, że skoro uderzy
Pokona Lachów, by go sen złowrogi
Zdołał przerazić i zawrócić z drogi.
. . . . . . . . . . . . . .
Świta dzień jasny na wschodnim błękicie,
Budzi się ptactwo, wesołemi śpiewy
Witając jutrznię, i gwarliwe życie
Napełnia Wisły zamglone rozlewy.
Wstał kniaź halicki o zarannym świcie,
I snu widziadła i przedsenne gniewy
Przypomniał sobie: ale gniew przeważa,
Więc kniaź się zbroi, i na sen nie zważa.
Już ruskie pułki stanęły pod znaki
I trąby hasło do pochodu dały,
Ruszają przodem książęce orszaki
Kniaź i bojarów poczet okazały.
Lecz cóż to? w dali zatętniły szlaki,
I jakieś rogi w powietrzu zagrały...
To Lachy! okrzyk szerzy się dokoła;
Kniaź zwraca konia, i na pułki woła.
To Lachy! oto sztandar sandomierski,
Przy nim Goworek siwy, - od Mozgawy
Znany książęciu stary wódz braterski:
Dalej wśród kopij i kłębów kurzawy
Płockiego grodu wieje znak rycerski;
A tam bez znaków bez dziedzicznej sławy,
Wezwań od książąt do odpornej wojny,
Lud pracowity, w swoje kosy zbrojny.
Lachy w bojowym postępują szyku
Żelazne roty jeżą się włóczniami,
A lekkie hufce wśród zgiełku i krzyku
Już się z Rusinów przedniemi strażami
Ścierają, strzały puszczając bez liku
I grożąc jeźdźcom ostremi kosami.
Za nimi tętni ciężki krok konnicy
I brzmi pobożna pieśń Bogarodzicy.
Wspiął Roman konia i na wodzów skinął
Wodzowie pułki do boju sprawili,
Lecz nim się całkiem ruski szyk rozwinął
Już nań Lechici pędem uderzyli,
Już świętej pieśni odgłos się rozpłynął
I sroższy rozdźwięk zawrzał w jednej chwili:
Zwarły się pierwsze kopijników roty,
Szczęknęły miecze, i tarcze i groty.
Lachy z kusz celne miotają pociski
Lecz gęściej rażą niskich łuków strzały.
Chrzęszczą pancerze i orężów błyski
Migocą ponad rząd hełmów wspaniały.
Roman z orszakiem na pagórek bliski
Wjechał i stamtąd Lachów poczet mały
I hufce swoje przejrzał i wśród wrzawy
Tak wołał szydząc do Lacha Gozdawy:
"A gdzie twój książę, mazurski sotniku,
Co cię tu wysłał z tą garstką motłochu;
Czy bał się może ruskich rot okrzyku,
Czy skwaru słońca, lub kurzu i prochu?
Czy w Piotra mieczu, lub też w namiestniku
Jego zaufał, w owym dumnym Włochu
Co to odbiera i daje korony,
Jak Bóg od wszystkich Łacinników czczony?
Pójdźcie tu Lachy! nie w rzymskim kościele
Święcony kord mój, a jednak ujrzycie
Ile nim Rzymian wnet trupem pościelę:
Pójdźcie, któremu zbyt obrzydło życie!"
Krystyn Gozdawa na Lechitów czele
Słyszy Romana i woła: "Słyszycie
Bracia, jakiemi wyzywa nas słowy
Pokrewny książę i lennik Leszkowy!
Naprzód Płoczanie, za ciężkie urazy,
Za krzywdy nasze, za krew i rozboje!"
Słyszą Lechici Krystyna wyrazy,
I lecą naprzód i gruchocą zbroje,
I Ruś się krwawi pod ciężkiemi razy;
Uchodzą z pola Romanowe woje!
Krzyknął kniaź Roman i z koniem się rzucił
I pierzchających do szyku zawrócił.
Wre bój zażarty, kwiat ruskiej młodzieży
Walczy o sławę dla kniazia i siebie.
"Boh s namy!" okrzyk Rusinów się szerzy,
"Bóg z nami, Bóg nas wesprze w tej potrzebie"
Brzmi hasło lackich wodzów i rycerzy.
Jedna wam mowa, jeden Bóg na niebie,
Jedna w Nim wiara - czemuż w ciężkiej zwadzie
Brat przeciw bratu w Nim Nadzieję kładzie ?
Czemuż o kniaziu, ty kniaziu Romanie,
Powiodłeś pułki w bój ten niegodziwy,
O czemuż w gniewie zamyśliłeś panie
Krwią ruską zrosić sandomierskie niwy!
U granic twoich zasiedli poganie,
A ziemię twoją czeka los straszliwy:
Krwawemi łzami zapłaczą po tobie
Dzieci sieroty, cała Ruś w żałobie!
Wre bój zażarty; znów Lachów przewaga
Halickie roty łamie i odpiera,
Pierzchają szyki i popłoch się wzmaga,
Gozdawa żwawiej i śmielej naciera
I kopijniki książęce przemaga,
Roman z odwodu posiłki przybiera,
Zagrzewa mową i zastępy nowe
Wiedzie, gdzie pułki przemogły Leszkowe.
O tętni ziemia, złota zbroja świeci,
Lśni święty Jerzy na czerwonej tarczy,
Jasnego miecza kniaź dobył i leci
Gdzie błyszczą groty, tysiąc łuków warczy
I świszczą strzały w burzliwej zamieci.
Leci kniaź Roman - o słów mi nie starczy
By postać jego opisać wspaniałą
I męztwo które z ócz jego błyskało.
I słów nie starczy, by oddać misternie
Jasnego miecza piorunne zamachy,
I zapał boju rosnący bezmiernie
I męztwo jednych, a drugich postrachy.
Ruś przy Romanie wytrzymała wiernie
I krew swą lała, i lały krew Lachy,
A długo, długo wrzała walka krwawa
Aż tak na swoich zawołał Gozdawa:
"Bracia, nie chwały szukamy w tym boju,
O życie nasze i rodzin walczymy,
Za pogwałcone ustawy pokoju,
Za krew bezbronnych, za pożarów dymy!
Kniaź Roman sztandar łupieztw i rozboju
Na dom nasz podniósł; czyliż ustąpimy,
Czyli nikogo nie masz w lackiej ziemi,
By za krew ciosy odpłacić krwawemi?"
. . . . . . . . . . . . .
Ha! na Mazowszu dzielna młódź dorasta
Jak i na Rusi, i z krwią Ukrainy
Równa się tylko krew serdeczna Piasta:
Wiedzą to Niemcy, wiedzą Moskwiciny!
Komu w tych krajach da życie niewiasta,
Kto dzieckiem Wisłę lub Dniepr widział siny,
Temu daj tylko oręż i swobodę
A sławą w gwiazdy wzleci orlę młode.
. . . . . . . . . . . . .
Zawołał hetman, zniżyły się groty,
Poskoczył hufiec mazowieckiej młodzi;
Szumią u barków orlich skrzydeł loty:
Skrzydlaty hufiec na Romana godzi,
Ruś pierzcha z pola; mieszają się roty,
Kto żyw ku Wiśle przed śmiercią uchodzi;
Od lackich mieczów, przy kniaziu Romanie,
Polegli wierni słudzy i dworzanie.
Padł znak książęcy - a orły Leszkowe
Rozpięły skrzydła do chyżej pogoni;
Na próżno Roman szle rozkazy nowe
I mieczem w miecze sandomierskie dzwoni:
Z trwożnym pośpiechem przez pole bojowe
Pędzi w zamieszce tłum mężów i koni;
Pod kniaziem rumak wspina się i pada,
Grzmią lackie rogi: Ruskiej ziemi biada!
Wyskoczył Roman z bogatego siodła,
Cisnął precz wierny miecz swój, miecz stalowy,
Czerwoną tarczę i książęce godła,
I dopadł konia, co go przez parowy
Uniósł, gdzie trwoga Rusinów zawiodła,
Gdzie Wisła w całun chłonęła grobowy
Tych co się mierzyć ważyli z jej falą,
Uszedłszy z pola przed lechicką stalą.
Kniaź Roman z koniem skoczył w nurt spieniony,
Za nim Lechici pędem się rzucili...
O! dzwonią rogi, wieje znak czerwony:
Sandomierzanie Wisłę wpław przebyli
I razem z kniaziem u przeciwnej strony
Dopadli brzegu; a w tej samej chwili
Błysnęły miecze nad głową Romana
I ruska ziemia została bez pana.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Takie-to waśnie przed laty bywały
I takie siły ścierały się wzajem;
A lepsze czasy później nieba dały
I pokój boży był nad biednym krajem.
Na wieki w jeden dwa rody się zlały,
Zbratane mową, krwią i obyczajem,
I taką sławą wspólny dom okryły
Że przy jej blaskach dawniejsze się zćmiły.
Pięćset lat przeszło, jak halickie grody
Objął w dziedzictwie po wnukach Romana
Jedyny z królów, co mu przez narody
Nazwa Wielkiego w Polsce była dana;
Pięćset lat przeszło, wśród wolności, zgody,
Ziemia ta ruska, z lechicką zbratana
Tak silnym węzłem z nią się kojarzyła
Że go już ludzka nie rozerwie siła.
Któż z was, potomki rycerskiej drużyny,
Co tam walczyła nad Wisły brzegami,
Zdoła powiedzieć, z czyimi pułkami
Szedł pod Zawichost dziad jego rodziny?
Czy skroń z Lachami ozdobił w wawrzyny,
Czyli zwyciężon, uszedł z Rusinami?
Gdy był zwycięzcą, któż się stąd poszczyci,
Gdy poległ, w odwet któż za miecz pochwyci?
Zasłona wieków te dzieje pokryła,
Już duch rycerski zawiścią nie pała,
Nie woła zemsty praojców mogiła.
Z tego co pamięć wnukom przechowała,
Czem tarcz herbową przeszłość zaszczyciła,
Wspólna dziś Rusi jak i Laszni chwała;
I wspólnych wrogów mają obie ziemie,
I wspólnych nieszczęść przygniata je brzemię.
"Co w śpiewie odżyć ma w potomne lata,
To niechaj w życiu na wieki zaginie;"
Waśń ginie, skoro rycerstwo się zbrata,
Więc powieść o niej niechaj w pieśni słynie;
Niechaj ta przeszłość w pamiątki bogata
Przed okiem późnych wnuków się rozwinie,
Niech uczy wszystkie szanować wspomnienia,
I czyny mężów, i Boskie zrządzenia.
Bo tu nie koniec, o nie koniec pieśni,
O wielu rzeczach miałbym śpiewać jeszcze,
O wielu dziwach nikt prawie już nie śni,
A gdy zechcecie, tu wam je domieszczę,
O wspólnej matki synowie boleśni!
W książnicy losów drzemią myśli wieszcze,
Tylko sen ciężki uśpił naród chory
A duszę jego trapią senne zmory!