Prosisz mię Pani, abym skreśliła ci jakiś moment, jedną
chwilę z moich wspomnień.
Cóż ci powiem, jakże wywiążę się z trudnego zadania, jakie na mnie
włożyłaś?
Jeśli chcesz płakać i smucić się, zażądaj odemnie powieści, jeśli
pragniesz się roześmiać, - powiedz mi to lepiej.
Wspomnienia moje wszystkie - to jedno pasmo bólów i nędz ludzkich,
to jęk konającego, modlitwa wśród ciszy bezsennych nocy.
Powieści moje smutne jak łza sieroca.
Jeśli więc nie odwracasz ze wstrętem swej pięknej twarzy od
cierpień i nieszczęść twych bliźnich, mogę cię ukołysać do snu mem
opowiadaniem. Będzie to intermezzo w twych codziennych rozrywkach,
- a choć słowa moje nie będą pendant do uroczego walca, którego
tańczyłaś na balu w resursie... czytaj je, abyś wiedziała, ty
dziecko szczęścia, że są dzieci niedoli i smutku na świecie.
Gdy w przeszłym roku zwiedzałaś nasz szpital, zawiodłam cię do
oddziału obłąkanych.
Bałaś się bardzo tych biednych kobiet wynędzniałych, płaczących to
śmiejących się naprzemiany, bałaś się tych oczów szeroko
roztwartych, tych rąk kurczowo zaciśniętych, rwących odzież w
nieprzytomnym szale.
Drżałaś wtedy i tuliłaś się do mnie jak dziecię.
Dziwiłaś się tylko, że na mój głos śmiechy ustawały, - łzy
przestawały płynąć i te nieszczęśliwe istoty z łagodnym uśmiechem
czepiały się rąk moich i powtarzały: "Siostra Marta! Dobra siostra
Marta".
Pytałaś mię wtedy, jakiemi czarami zdołałam zapanować nad tymi
ludźmi bez duszy, nad temi ciałami, co bez własnej woli, - bez
świadomości swego istnienia żyją i cierpią często za cudze winy.
Odpowiedziałam ci:
- "To między Bogiem i mną tajemnica".
Mówiłam prawdę, - bo oto mnie samej jest tajemnicą, skąd ta miłość
moja dla tych nieszczęśliwych, - gdzie źródła tego uczucia, które
mi każe kochać ich i myśleć bezustannie o ich cierpieniach. - Bóg
jeden wie tylko i zna to źródło łaski, - jam jego cicha służebnica,
wypełniam tylko Jego świętą wolę.
Z ogólnej sali poszliśmy do ogrodu.
W ogrodzie była cisza, spokój, pełno woni i blasków słonecznych.
W zwierciadlanej powierzchni naszej małej sadzawki śmiał się do
nas błękit nieba.
Na wzgórku otoczona zielonością bielała Najświętsza Panna i
wyciągała ku nam swe marmurowe dłonie.
Obłąkanym chodzić do ogrodu nie wolno.
Odetchnęłaś swobodniej.
A przecie zasmuciłaś się raz jeszcze, - nad brzegiem wody
ujrzałyśmy siedzącą na trawie bladą kobietę - mającą na sobie szary
strój szpitalny.
Zapytałaś mię, czy to warjatka.
Nie odpowiedziałam ci na to, bo to była rzeczywista warjatka.
Lekarze mówili, że cierpi na czarną melancholję.
Mnie się zdawało co innego, - ale nie wyjawiałam swego zdania.
Mojem zadaniem spełniać przepisy lekarza, - o reszcie
decydować mi nie wolno.
----------
Kobieta siedziała na trawie i nucąc zrywała dokoła trawki
i polne kwiaty, z których wiła mały wianek.
Nie słyszała naszych kroków, stałyśmy więc długo i
przypatrzyłaś się jej do woli.
Pamiętasz zapewne tę twarz bladą, drobną dziecięcą niemal
-
te wielkie oczy czarne i smutne jak noc bezsenną, te włosy
czarną kaskadą spadające na ramiona i okrywające smukłą postać
jakby płaszcz królewski. - O! pamiętasz ją zapewne, - bo ja widzę
ją codziennie w snach moich. Przychodzi wśród ciszy nocnej, pochyla swą piękną głowę i
mówi:
"Siostro Marto! Smutno! Bardzo mi smutno!"
O! było ci smutno na świecie, ty biedna kobieto, wiem o
tem i bez skargi Twojej, ale jakże ci teraz?... Może jeszcze
smutniej.
Pytałaś mię o jej przeszłości, chciałam ją opowiedzieć
choć w krótkich słowach, ale dzwonek powołał mię do chorej i
niemogłam zaspokoić twą ciekawość. Prosiłaś mię o skreślenie
jednego wspomnienia: dobrze, niech to wspomnienie będzie zarazem
odpowiedzią na twe zapytanie uczynione mi w ogrodzie na widok
smutnej i bladej kobiety. Ona biedna nie rozgniewa się, gdy uchylę
przed Tobą kartę jej życia.
Śpij spokojnie i cicho pod zimną mogiłą.
Biedna Ella!
Przywieźli nam ją w zimie zziębniętą i milczącą.
- "Córka mi zachorowała, nic nie je, nie gada, zróbcie co
z nią, niech odżyje".
Tak powiedział ojciec, biedny rzemieślnik, gdy stanął
przed rządcą szpitala.
- "Przyszło to nieszczęście nagle, zawsze była wesoła i
bardzo spokojna,.. teraz do niczego, - chowa się po kątach a gada
od rzeczy".
Dziewczyna stała opodal, owinięta w grubą wełnianą
chustkę, - czarne włosy dawno nieczesane spadały w grubych pasmach
na zmarszczone czoło.
Twarz miała czarne plamy z brudu i kurzu. - Usta nerwowo
zaciśnięte drgały od czasu do czasu jakimś nieokreślonym, dziwnym
uśmiechem.
- "Chciałem ją za mąż wydać,.. i miało być niedługo
wesele, ale się tak znarowiła, że rady sobie z nią dać nie mogę" -
ciągnął dalej w formie bliższych objaśnień ojciec. - Czarne brwi
dziewczyny ściągnęły się nagle, głuchy, przeciągły jęk wydarł się z
jej piersi.
- "Ot widzicie, państwo, to tak zawsze kiedy o weselu
wspomnę" - tłumaczył ojciec - "a szkoda! Bo Jacenty Skórkowski i
człek uczciwy, stateczny, zasobny a nawet familjant, familjant!"
I byłby tak opowiadał do nieskończoności, ale pan rządca
wezwał go do załatwienia formalności, podania wieku, imienia...
Dowiedziałam się wtedy, że nowa pacjentka ma lat
dwadzieścia, imię Graziella, - co mię zadziwiło niemało.
- "Graziella, - tak Graziella," - objaśnił ojciec - Dziwne
to i pogańskie imię, ale niemogłem się sprzeciwiać jaśnie wielm.
hrabinie, która dziecko do chrztu św. podawała a później je do
siebie wzięła. - My ją w domu nazywamy Ella, choć i to, Boże
odpuść, - nie po katolicku".
Machnął ręką i spojrzał na córkę.
- "Urodziła się na swoją i moją biedę, co mi teraz po
niej, - weźcie ją, panowie, może ją do rozumu przyprowadzicie".
W tej samej chwili wszedł lekarz miejscowy. - Był to młody
i bardzo piękny mężczyzna, - mówię to słowo piękny z całem
przeświadczeniem, że nie popełniłam grzechu chwaląc urodę doktora.
Patrzałam nieraz długo na tę twarz białą, gładką, okoloną
promieniami jasnych włosów i dziwiłam się, dlaczego w tak pięknem
ciele tak brzydka dusza siedlisko dla siebie obrała.
Mówiły kobiety, że zgubiona ta, dla której się piękne usta
doktora w uśmiech przystroją, - ja o tem sądzić nie mogę, ale dla
mnie był on tylko złym i nieszlachetnym człowiekiem, pełnym fałszu,
obłudy i cynizmu. Jego nieuczciwa dusza mówiła do mnie z każdego
uśmiechu, z każdego spojrzenia szafirowych oczów, z każdego ruchu
jego wyniosłej postaci.
Gdy po śmierci starego i zacnego dr. Gunthera
przyprowadzono nam młodego i nieznanego jeszcze zastępcę, jakiś
dreszcz trwogi przeszedł po mojem ciele. Zdawało mi się, że razem z
tym człowiekiem weszło w nasze mury nieszczęście, że ciemna chmura
zawisła nad naszym szpitalem.
Do tej chwili nieszczęść wyraźnych nie było, - ale ileż to
nocy bezsennych przepłakały biedne kobiety, do których uśmiechnął
się piękny doktór, - na iluż to rozpalonych gorączką i miłością
głowach musiałam trzymać moje chłodne dłonie i słowami pełnemi
łagodności ostrzegać biedne serca przed grożącem
niebezpieczeństwem! - Choć jestem siostrą miłosierdzia i noszę
brzydką grubą sukienkę, ale kobietą pozostanę zawsze i wszędzie, -
instynktem odgaduję cierpienia, które zawiedzione uczucie sprawia,
nie doznawałam ich nigdy, ale tak, jak odczuwam ból rannego lub jęk
chorego, któren kona trawiony gorączką - tak rozumiem tę hydrę
stugłową, która Wam, kobietom ze świata, w serce się wpija a którą
wy miłością zowiecie!
Gdy więc ujrzałam tę smutną i bladą twarz dziewczęcą,
rozjaśniającą się pod uśmiechem doktora jakby za wpływem różdżki
czarodziejskiej, zadrżałam nagle o to biedne dziewczę, które od
pierwszej chwili uległo magnetycznemu wzrokowi tego człowieka.
- "Pójdę z Tobą!" - wyrzekła dziewczyna podając mu rękę i
wychodząc razem z nim z sali.
Ja szłam o kilka kroków za niemi i widziałam, jak doktór
okiem znawcy oceniał już piękność i urok nowoprzybyłej. - Ona szła
tuż przy nim spokojna z dziwnym wyrazem w oczach i wpatrzona w
złote włosy mężczyzny z dziecięcym niemal zachwytem.
Przechodziliśmy długim ciemnym kurytarzem, prowadzącym do
oddziału obłąkanych.
W niży na prawo stoi tam duży krzyż drewniany, a na nim
Bóg-człowiek wyciąga swoje skrwawione ramiona.
U stropu migoce mała lampeczka zapalona moją ręką. - Ileż
raz klęczałam na tej kamiennej posadzce prosząc Boga o ulgę w
cierpieniach dla drugich. On najlepszy lekarz dla duszy i dla
ciała.
Mijaliśmy właśnie krzyż. - Ella stanęła chwilę i
przytomnym nieomal wzrokiem spojrzała na Chrystusa w cierniowej
koronie.
- "Pan Jezus!" - wyszeptała cicho.
Zbliżyłam się szybko ku niej.
- "Pomódl się, Ello!" - rzekłam ujmując jej rękę.
- "Chodź za mną!" - odezwał się w tej chwili głos doktora,
któren, uszedłszy kilka kroków, stanął czekając na swą pacjentkę.
- "Pójdę z Tobą!" - rzekła powoli i jakby we śnie
postąpiła dalej nie obejrzawszy się nawet za Panem Jezusem.
- "Pójdę z Tobą" - powtórzyła raz jeszcze, gdy złączywszy
się z doktorem szła dalej ciemnym kurytarzem.
Ja zostałam przy krzyżu nagłym smutkiem zdjęta - chciałam
za pomocą modlitwy i Boga obudzić choć na chwilę tę biedną duszę,
której błysk dostrzegłam, - uśmiech pięknego doktora i dźwięczny
głos jego zniszczył mój zamiar. Wobec jego potęgi uczułam się
bezsilną. - Gdy umilkł odgłos kroków doktora i Elli w ciemnej głębi
pustego kurytarza, zdawało mi się ciągle dostrzegać te dwie
postacie idące obok siebie a w powietrzu dźwięczał jeszcze drżący
głos Elli, mówiący "Pójdę z Tobą!"
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.