Podzielić się szeptem
Miłość zapala kolejnego papierosa.
Życie łasi się do śmierci.
Wciąż biegnę wstecz,
choć przed oczami mam przyszłość.
Staram się zapomnieć o wieczności,
ale zabrakło czasu.
Łzy przesypują się między palcami,
samotność zatacza ciaśniejsze kręgi.
Nie mogę słuchać tej ciszy,
możesz podzielić się szeptem?
Myśli pękają od niespodziewanych wspomnień,
ból nie mieści się w przerośniętym sercu.
Zza rogu wyłania się Bóg,
niesie pękaty kosz zakazanych owoców.
Co Ty na to, Adamie?
Nie mogę zmieścić więcej szczęścia.
Ciało wciąż się boi śmierci,
duszy nie mogę nigdzie znaleźć.
Czy przywitasz się z moim oddechem?
Czy zdrapiesz z policzków ostatnie łzy?
Nie boję się Ciebie, tylko Twojej naiwności.
Jeśli pozwolisz, pomogę Ci zburzyć ten mur.
Wylęgłam się z myśli o Tobie,
z Twym imieniem na ustach będę umierać.
Chciałabym zatańczyć,
ale może to być mój ostatni oddech.
Jeśli nie możesz dać mi wspomnień,
przyjmij ode mnie to marzenie.
Zrób z nim wszystko,
na co pozwoli Ci strach,
na co zgodzi się moja nadwrażliwość,
na co nigdy nie będzie czasu...
Obolałe życie
To tylko głupi żart,
powiedziało życie
i schowało się za plecami śmierci.
Chciałabym zacząć od początku,
ale wciąż przeszkadza mi czas.
Zaniemówiłam z prawdy,
pragnę wieczności tylko dla siebie.
Biegnę na przekór marzeniom,
zegar straszy groźnym tykaniem.
Nadzieja przegląda się w lustrze,
widzi nas, spętanych uwielbieniem.
Wracam ze spotkania z samotnością,
nie przestawała narzekać na miłość.
Wybrałeś najkrótszą drogę do nieba -
czy zdążysz założyć buty?
Oto kolejna łza
do mojej pokaźnej kolekcji.
Przytulona do serca śmierci czekam,
aż dogoni mnie cień.
Okruch światła wpadł mi do oka,
cisza była lepszym rozwiązaniem.
Ze smutkiem Ci do twarzy,
powinieneś rzadziej się uśmiechać.
Toczę pod górę głaz mojej głowy,
nie odbieraj mi ostatniego kłamstwa.
Moje spuchnięte serce
wciąż czeka na przeszłość,
odmierza kolejne paciorki różańca.
Uważaj na moje życie,
nadal jest mocno obolałe.
Udaję, że mnie nie ma
Moja kochana, niewdzięczna ciszo -
co robisz w moim domu?
Chowasz się za kotarą dłoni,
obiecujesz, że nadejdą lepsze czasy.
Serce pokonuje kilometry,
oddalając się od końca.
Mogę tylko patrzeć, jak umiera kolejny sen.
Sen stworzony przez Boga.
Z obawy przed szczęściem
zatrzaskuję powieki i udaję,
że mnie nie ma.
Ktoś usilnie puka, nie otwieram.
Może to listonosz, Bóg
albo Ty?
Pomimo nadziei grzęznę w pragnieniach,
odliczam sekundy do narodzin.
Wieczność znów się zepsuła, kto ją zastąpi?
Pomimo nienawiści i współczucia
wspinam się na palce - będę podglądać Boga.
Przyjdź, nauczę Cię szczęścia. Pokażę,
że czasem warto uwierzyć w życie.
Być może nie jesteśmy sami... Ktoś pilnuje,
żebyśmy regularnie się uśmiechali.
Wierzę zawzięcie, że nadejdzie świt.
Poranek spłoszy rozpanoszone gwiazdy i nadęty księżyc.
Odtąd będziemy liczyć na własną duszę.
Uśmiech nie potrafi kłamać, potrzebuje jedynie,
by ktoś go czasami wyręczył.
Tak więc spakujemy marzenia
i zawędrujemy tam, gdzie nie dosięgnie nas życie.
Lepszy świat cz. 1
Obudziła się
z kolejnego wymyślonego snu.
Otworzyła oczy,
serce odmawiało jej posłuszeństwa.
Jak zwykle planowała umrzeć,
lecz życie pokrzyżowało plany.
U jej stóp roztaczało się morze łez,
przed nią leżał cały świat.
Zanim ponownie zasnęła,
zobaczyła jego oczy - lustro jej myśli.
Wiedziała, że czekał na nią
od swej ostatniej śmierci.
Prawą rękę położył na jej martwym sercu,
lewą rozgarnął niechciane myśli.
Błagała, żeby nie kończył,
ale ktoś podrzucił jej fałszywy los.
Nie potrafiła zamknąć powiek,
wpatrywała się we wrak jego duszy.
Pragnęła pomóc zabliźnić się ranom,
wodziła opuszkami po szerokich bliznach,
pozostawionych przez czas.
Nie miała sił, by podnieść rękę
i dotknąć łez.
Pragnęła sycić się powietrzem, którym oddychał on.
I choć wiedziała, że zaraz ponownie zaśnie,
pragnęła dzielić z nim światło.
Słyszała, jak w głębi piersi
postukuje buntowniczo serce.
Pragnęła obmyć twarz z resztek cienia.
Do niej należało ostatnie słowo,
ale nie umiała wybaczyć.
Czas nalegał, aby odeszła,
lecz ona chciała pozostać.
Po raz pierwszy i ostatni ucałowała jego duszę,
przejrzała we wspomnieniach...
Nie znała myśli, którymi mogła go pożegnać.
On także nie rozumiał słów,
jakimi mógłby ją określić.
Jeszcze raz zostawiła ślad swoich łez
na jego wargach... I znów nie wiedziała,
czym jest życie,
a czym śmierć.
Lepszy świat cz. 2
Przystanęła na krawędzi życia,
zapłakała po raz ostatni.
Patrzyła na wbity w niebo kolec księżyca.
Serce odliczało dni, które pozostały.
Czy to miłość usiłuje wkraść się do jej duszy?
On nadszedł,
w długich, białych włosach tańczył wiatr.
Chciała wymówić jego imię,
ale czas pozbawił ją mowy.
On dotknął jej myśli i obiecał,
że podzieli się z nią samotnością.
Nie kłamał, lecz nie ufała jego spojrzeniu.
Choć patrzył, nie widział jej łez.
Nie widział, że światło zgasło w jej duszy.
Mimo to podniosła rękę
i zamknęła jego powieki.
"Nie musisz mówić prawdy" - szeptała.
"Choć przyrzekłam ci życie,
nie spełnię mojej obietnicy".
I wtedy zobaczył ją po raz pierwszy.
Po raz pierwszy dotknął jej marzeń.
Ona zaś pokochała jego wspomnienia.
Stali, zapatrzeni w swoje myśli.
Pragnęła, aby czas ruszył naprzód,
lecz życie już na nią czekało.
Marzyła, aby jeszcze raz zobaczyć jego blizny.
Dotykając ich czuła, że jego życie
nie należy do niej. Że to pomyłka,
z której się nigdy nie obudzi.
"Proszę, weź moje serce
i idź z nim przez wieczność" - szepnął On, widząc jej strach.
"Nie jest tego warte, ale proszę, spróbuj".
Mówiąc to płakał, jakby nagle dostrzegł Boga.
"Twoje serce jest cięższe od głazu" - odparła Ona.
"Nic nie jest takie, jakie się wydaje" - zareagował On.
"Wszystko jest możliwe,
jeśli odpowiednio kochamy".
I wtedy zrozumiała, że po życiu nie pozostała
ani krztyna światła.
Lepszy świat cz. 3
Czekała na jego życie.
Czekała, aż On zapłacze.
Wiedziała, że to niemożliwe.
Podniosła głowę, przyjrzała się jego duszy,
ukrytej skrzętnie za kocimi oczami.
Uśmiech mimowolnie wtargnął na jej twarz.
Chętnie podarowałaby mu swoje łzy,
ale prawda odmawiała posłuszeństwa.
On ujął jej nadgarstki
i ucałował delikatną skórę.
To, co było w jego oczach,
nie mogło należeć do niego.
Miało kształt melancholii, której nabawił się
w trakcie śmierci.
Ona wiedziała, że nie może mu pomóc.
Był skazany na życie. Na los człowieka,
który nigdy nie pozna kłamstwa.
Chciała ulżyć mu w prawdzie,
ale już dawno się obudziła.
Podeszła bliżej, przyłożyła policzek do jego serca.
Znała melodię, którą wystukiwało.
Pragnęła, by wszystko wreszcie się skończyło,
żeby mogli być razem.
On rozumiał ciszę w jej słowach, rozumiał strach,
którym była podszyta samotność.
I choć prosiła, choć błagała,
nie potrafił się zlitować.
Wierzył, że musi iść dalej,
poprzez wspomnienia, ku śmierci.
"Dlaczego nie pozwalasz się pokochać?" - łkała.
On, patrząc w oczy Bogu, wyszeptał: "Nadejdzie pora,
kiedy do mnie dołączysz.
Musisz zaufać moim myślom".
Odgarnęła w czoła cień smutku, spojrzała mu w oczy.
"Nie chcę patrzeć na świat czyimiś oczami.
Pragnę iść dalej, razem z tobą".
On, kręcąc głową, utracił ostatnią łzę.
I od tej chwili oboje wiedzieli, że Bóg
ostatecznie ich rozdzielił.
"Czy spotkam cię w kolejnym śnie?" - zapytała chwiejnym głosem Ona.
On odrzekł: "Jeśli mnie kochasz,
nigdy cię nie opuszczę".
Zrozumiała, że tylko do niej należy świat,
który rozpościerał się u jej stóp.
Lepszy świat cz. 4
Czuła jego śmierć. Spodziewała się
niepowtarzalnej miłości.
Czekała, aż wróci po raz ostatni.
Zamknęła oczy, by oszukać śmierć.
Gdy się obudziła, poczuła dłoń
na zmarzniętym policzku.
Czuła, jak topnieją jej łzy.
On jednak nie na to czekał -
Bóg po raz kolejny go oszukał.
Trwali, podglądani przez zazdrosne słońce,
które nie dawało światła.
Jego palce muskały jej myśli,
spojrzenie karmiło ciepłem.
Czy na to właśnie czekała? Nie wiedzieli.
Bała się jednego - własnych słów.
Dlatego dała mu na pamiątkę duszę.
"Zaprowadź ją tam, gdzie jej miejsce" - szepnęła.
W odpowiedzi pokręcił głową: "Podążaj za samotnością,
zasłużyła na to". I po raz kolejny
wtulił się w jej wspomnienia.
Marzyli, aby wieczność ich pobłogosławiła,
lecz nie wystarczyło czasu.
"Twój strach przed miłością
wskrzesza nadzieję" - mamrotała.
Dlatego nie zapomniała zamknąć oczu.
"Przysięgam, że zadbam o naszą śmierć" - odpowiadał On.
I znów szukał siebie
pośród jej straconych łez.
Ich zespolone duże mruczały cicho,
wpatrzone we wspólny księżyc.
Świat stawał się coraz starszy,
lecz kwitła w nich młodość.
Dzieliły ich splecione dłonie.
"Tak łatwo oszukać śmierć" - mówił.
"Wystarczy zaprzyjaźnić się z życiem".
I choć wiedziała, że to prawda,
nie potrafiła oddać mu samotności.
Nie rozumiem, o czym marzę
Samotność wylęgła się
z serca miłości.
Obracam w palcach
cień ognia.
Proszę Boga o jeszcze jedno uderzenie serca,
w zamian dostaję życie.
Znów poplątały się sny;
nie rozumiem, o czym marzę.
Po chodniku serca
toczy się mój szept; czy ogrzejesz mnie
swym spojrzeniem?
Uczę się na pamięć Twojego imienia,
ale wciąż zapominam, kiedy i gdzie się urodziłam.
Chyba tylko Ty wiesz, jak naprawić moją duszę.
Marzę, by podzielić się z Tobą
uśmiechem, ale nie potrafię
przestać płakać.
Dławię się łzami duszy, dławię się Twoim
nadwerężonym wyznaniem.
Proszę, nie umieraj kolejny raz;
zaczekam na Ciebie na końcu świata.
Zdrętwiałymi, lodowatymi palcami
rozgarniam światło; nie mogę znaleźć ciemności.
Pomogę Ci zakochać się kolejny raz;
wiem, że ta miłość nie należy do mnie.
Widzę Twój strach przed początkiem.
Znów boli mnie spuchnięta myśl;
uważaj, spójrz najpierw w prawo.
Szepczę z całych sił, ale nikt mnie nie słyszy.
W Twoje dłonie składam
mój cień; obiecaj, że będzie mu dobrze.