To nie jest prima aprilis
Temat: To nie jest prima aprilis
Od: Ezra <[email protected]>
Do: Bea <[email protected]>
Data: Czwartek, 28 marca 12:15 EST
No dobra, przez Ciebie przerwałem dobrą passę.
Pierwszy raz zostałem wezwany do wicedyrektora przez radiowęzeł! I to w szczycie, na sam koniec porannych ogłoszeń! "Ezra Ahern, jesteś proszony
do gabinetu wicedyrektora Southerly'ego".
Niemal to przegapiłem. Myślałem, że tylko mi się wydawało, ale wszyscy
na mnie patrzyli i Justin Ling wypalił: "Ooooo, co przeskrobałeś?".
Wymamrotałem coś, że nie wiem. Ty byś wypięła z dumą pierś, uznała to za
zaszczyt. Jak certyfikowany łobuz.
Ja mogłem co najwyżej w drodze do gabinetu starać się nie trząść.
- Ezra? - zapytała sekretarka. Widziałem, jak zapamiętuje mój wygląd na
następny raz.
Pokiwałem głową. Wskazała mi drzwi pana Southerly'ego.
Wszedłem do środka. Wicedyrektor właśnie sprawdzał coś na komputerze,
ale na mój widok uśmiechnął się i wskazał mi krzesło. Nie spodziewałem
się, że będzie miły, a jednak.
- No więc - zaczął. - Przejdę od razu do sedna. Wiesz może, czy twoja
siostra planuje wrócić do szkoły? Pytam, bo nie ma jej trzeci dzień z rzędu, a kiedy zadzwoniliśmy do twoich rodziców, nikt nie odebrał. To
często oznacza rodzinne wakacje, lecz skoro ty jesteś tutaj, a twojej
siostrze już zdarzały się nieusprawiedliwione nieobecności, uznałem, że
powinienem sprawdzić, co się dzieje.
Dziwnie było słuchać dorosłego, który przemawia do mnie racjonalnie.
Może dlatego odpowiedziałem szczerze.
- Nie jestem pewien - odparłem. - Ale wydaje mi się, że są małe szanse,
by wróciła.
- A jest teraz w domu? Myślisz, że mógłbym z nią porozmawiać?
- Nie, proszę pana. Nie sądzę, żeby to było możliwe.
Już czułem gniew mamy i Darrena za te słowa. Tylko że przecież nie dali
mi żadnej innej odpowiedzi w miejsce prawdy.
Pan Southerly popatrzył mi w oczy i w ogóle nie wydawał się przy tym
groźny. Właściwie to miałem wrażenie, że przynajmniej domyśla się, co
mogę czuć.
- Posłuchaj, Beatrix ma osiemnaście lat, więc nic nie mogę zrobić. I nie
chciałbym, żebyś znalazł się między młotem a kowadłem. Chciałbym tylko,
żebyś wiedział, że się martwię i jestem gotów wesprzeć was oboje. Wiem,
że osobie w jej wieku szkoła może się wydawać nieistotna, podobnie jak
jej ukończenie. Ale ten impuls nigdy nie działa na korzyść w przyszłości. Nie musisz mi mówić, gdzie ona jest... lecz czy wiesz
chociaż, czy jest bezpieczna?
- Tak mi się wydaje.
- A czy w domu mieliście jakieś kłopoty?
I tutaj moja szczerość zawiodła. Nie mogłem wydusić z siebie W domu
zawsze są kłopoty. Ponieważ to by tylko otworzyło drogę kolejnym
pytaniom. Kolejnym kłopotom.
Ale jedno jest dziwne: poczułem, że pan Southerly już zna prawdę. Może
zapamiętał Cię lepiej, niż Ci się wydawało. A może po prostu już widział
wiele tego typu sytuacji. Może w nas i naszej rodzinie nie ma nic
oryginalnego, Bea. Czy to nie smutne?
- Nie działo się nic, co nie dzieje się na co dzień - odparłem.
Pokiwał głową. I otaksował mnie wzrokiem.
- Cóż - powiedział, wstając zza biurka. - Wiedz, że jestem tutaj. Będę
próbował skontaktować się z twoimi rodzicami. Nie powiem im o tej
rozmowie. Co się dzieje w tym gabinecie, zostaje w nim. Wróć, kiedy
tylko zechcesz. Okej?
Teraz to ja pokiwałem głową, chociaż tak naprawdę chciałem zniknąć.
Nie mogę przez całą przerwę pisać do Ciebie. Muszę zrobić coś jeszcze. A Ty musisz mi odpowiedzieć.
Ezra
więcej
Temat: więcej
Od: Bea <[email protected]>
Do: Ezra <[email protected]>
Data: Czwartek, 28 marca 03:26 CST
Ez,
nie powinnam była podawać Ci tego adresu. Zawsze taki jesteś. Nie mogę
robić tego wszystkiego, co muszę, i jeszcze przy tym martwić się o Ciebie. Nigdy nie miałam podzielnej uwagi i dobrze o tym wiesz.
Nie wydaje mi się, żebyś wiedział, jak to jest ciągle wszystkich
rozczarowywać. Właściwie to jestem pewna, że nie masz o tym pojęcia,
taki z Ciebie grzeczny i ambitny chłopak. Nie dziwi mnie, że mama i Darren nie sprawiają wrażenia szczególnie przejętych, chociaż miło
byłoby usłyszeć, że choć trochę się martwią,
no wiesz, czy jestem cała i zdrowa.
Na przykład, nie cofając się zbyt daleko w naszych archiwach, pamiętasz,
kiedy miałam jedenaście lat i spadłam z roweru, a potem cały dzień chodziłam ze złamaną ręką, aż wrócili z pracy i postanowili zabrać mnie do lekarza - ale najpierw jeszcze się
upewnili, że nie blefuję? Zupełnie jakby zdarzało mi się zmyślać takie
rzeczy, a przecież już jako małe dziecko nauczyłam się, że udawanie
choroby czy urazu nie jest sposobem na zdobycie uwagi.
Jednak prawda jest taka, że już od bardzo dawna nie było ze mną dobrze.
Może nawet nigdy. Widzisz, jest coś, czego nikt nie wie - ja się boję.
Nocą, kiedy wszyscy inni spali, ja leżałam i myślałam o każdej złej
rzeczy, jaka mogłaby się przytrafić mnie albo tobie. Myślałam o wypadku
Joe i o tym, że otarł się o śmierć, i co by to dla mnie oznaczało, gdyby
jednak zginął, a ja zostałabym sama na tym świecie bez niego, być może
ostatniego chłopaka, który kiedykolwiek mnie pokocha. Myślałam o Sloane
i o tym, co by się stało, gdybyśmy przestały być przyjaciółkami.
Martwiłam się, że coś rozdzieli mnie i Joe. Że z jakiegoś powodu Sloane
przestanie się do mnie odzywać albo odwróci się ode mnie, jak to się
często zdarza u koleżanek. Bałam się, że mama zginie w wypadku,
zostawiając nas z Darrenem, albo że rozstaniecie się z Terrence'em, a Ty
będziesz zagubiony i smutny, albo że Darren pozabija nas wszystkich w nocy, a ja się martwiłam, że z jakiegoś powodu to wszystko stałoby się z mojej winy.
Przede wszystkim jednak martwiłam się o Ciebie. Że Darren wyrządzi Ci
krzywdę, że mama wyrządzi Ci krzywdę, a ja nie będę w stanie
wystarczająco szybko Was rozdzielić. Że nie zdołam Cię ochronić. Że coś
Ci się przytrafi, a mnie nie będzie obok, żeby temu zaradzić.
Martwiłam się nawet o tatę. Było aż tak źle.
Dlatego, jak widzisz, przejmuję się bardziej, niż Ci się wydaje. Wszystkim.
Może zmęczyłam się rozczarowywaniem ludzi. Zmęczyłam się tym, że wszyscy
spodziewali się po mnie dokładnie czegoś takiego - że po prostu zniknę.
Bez względu na to, ile dostawałam piątek w szkole, ile przeczytałam
lektur z wyższych klas. Nawet kiedy w czasie przerwy obiadowej
udzielałam korepetycji tamtej dziewczynie, Celii Jakjejtam, bo
nauczycielka mnie o to poprosiła, i robiłam to każdego dnia przez dwa
miesiące, chociaż Celia groziła, że zabije mnie, jeśli naprawdę ją
czegoś nauczę. Może coś we mnie pytało: a dlaczego nie? Może powinnam po
prostu spełnić ich oczekiwania. Jednak to nie z tego powodu uciekłam.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ciebie. Nie ma.
Temat: Ciebie. Nie ma.
Od: [email protected]
Do: [email protected]
Data: Poniedziałek, 25 marca 12:12 EST
Droga Beo,
nie gniewam się na Ciebie. Nie oskarżam Cię. Ale myślę, że jesteś mi
winna wyjaśnienia.
Wiem, że odeszłaś. Wszyscy już to wiemy. Myślę, że zorientowaliśmy się,
gdy tylko mama weszła do Twojego pokoju i zobaczyła, w jakim stanie go
zostawiłaś. Cóż za wspaniały fakolec posłany jej i Darrenowi - idealnie
zasłane łóżko. Jakby nikt nigdy w nim nie spał. Jakby nigdy Cię tam nie
było. Ile razy wrzeszczeli na Ciebie, żebyś je pościeliła? Ile razy
odmawiałaś? (Wskazówka: odpowiedzią na oba pytania jest ta sama liczba).
A teraz zostawiłaś je gładkie i puste.
Żadnej wiadomości. Ani słowa.
Wiem. Sprawdzałem.
To nie ja pierwszy zobaczyłem Twój pokój w takim stanie. Siedziałem
wtedy przy stole w kuchni, próbując zjeść płatki w sposób, który nie
irytowałby Darrena. Nagle mama zaczęła wykrzykiwać Twoje imię. Raz po
raz, na początku z gniewem, potem z czymś innym - może dziesięcioma
procentami strachu (więcej nie). Przyznaję, że nie przejąłem się tym za
bardzo, ponieważ żaden poranek nie mógł się obyć bez Waszej kłótni.
Darren też nie oderwał wzroku od tostów. Ale potem mama wpadła do kuchni
i rzuciła się prosto na mnie: "Gdzie jest twoja siostra? Mów
natychmiast, gdzie się podziała!".
Gdybym był Tobą, odpowiedziałbym coś w stylu: "A skąd ja mam, kurwa,
wiedzieć?" albo "Nie za wcześnie trochę na to gówno, mamo?". Wszyscy
jednak bardzo dobrze wiemy, że Tobą nie jestem, więc powtarzałem tylko,
że nie wiem, nie wiem, nie wiem, a w ogóle co się staaaało? Oczywiście
brzmiałem przy tym, jakbym miał coś na sumieniu, chociaż tak bardzo
starałem się wydawać niewinny. Potem ona odwróciła się do Darrena i wypaliła coś w stylu: "Zniknęła", a on na to: "Jak to, kurwa,
zniknęła?".
W odpowiedzi wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę do Twojego pokoju.
Właśnie wtedy zobaczyłem Twoje łóżko i pomyślałem: O rany, czyli
uciekła.
Nie chciałem powiedzieć nic więcej, ale oni zauważyli, że się rozglądam,
i Darren naskoczył na mnie w sekundę, pytając, co zniknęło.
Stwierdziłem, że nie widzę nigdzie Twojego plecaka, za to podręczniki
leżą w równiutkim stosiku obok kubła na śmieci (ładnie Ci to wyszło). No
i największy szok, Twój telefon leżał na toaletce. Zapewne pozostawiony
tam, żeby nie można Cię było namierzyć.
Mama i Darren doszli do wniosku, że takie obserwacje poczyniłby
wyłącznie ktoś wtajemniczony, więc zaczęli mnie przesłuchiwać. Byłem
nieugięty. No dobra, właściwie to się ugiąłem, a oni szybko zauważyli,
że w sumie to nic nie wiem. Nic mi nie powiedziałaś.
Może by dalej mnie dręczyli - i tak nie mogli zrobić nic innego, a przynajmniej nic innego nie przyszło im do głowy - ale w tej samej
chwili ich uwagę odwrócił nagły dźwięk klaksonu przed domem. I przyznaję, chociaż Twoje zniknięcie jakoś bardzo mnie nie zaskoczyło, to
kompletnie się nie spodziewałem, że Joe po Ciebie przyjedzie. Bo to
oznaczało, że jego też porzuciłaś.
Pewnie nie muszę opisywać, jak go osaczyli. Darren wyciągnął biednego
Joe z auta i zaprowadził do kuchni. Posadził go przy stole i zadał mu ze
sto pytań. W tym czasie on wreszcie sobie uświadomił, że jego dziewczyna
zniknęła. Jesteś dla niego całym życiem, Bea. Wiesz o tym. A ze
wszystkich ludzi akurat Darren musiał mu powiedzieć, że go zostawiłaś.
Zrobiłaś "pa, pa".
Darren wrzeszczał na Joe, żeby ten patrzył na niego, tylko na niego, ale
on cały czas zerkał na mnie, błagając, bym temu wszystkiemu zaprzeczył,
przekazał mu sekretną wiadomość od ciebie, zdradził miejsce, w którym
będziesz na niego czekać.
Ja mogłem tylko pokręcić głową.
W końcu mama i Darren uznali, że Joe nie ma o niczym pojęcia. I wiesz
co? To ich jeszcze bardziej rozsierdziło. Zupełnie jakby się wściekali,
jak niesprawiedliwie postąpiłaś wobec niego, jakby sami byli jego
największymi fanami na świecie. I szczerze mówiąc, pewnie lubią go
bardziej niż mnie czy Ciebie. To jednak żadne osiągnięcie.
Mama nawet rzuciła do Joe: "Teraz widzisz, jaką potrafi być kłamczuchą",
jakby nagle znaleźli się po jednej stronie, a ona udzielała mu matczynej
rady. W ogóle tego nie rozumiałem. Ale oczywiście odkąd tylko mama
zaczęła się spotykać z Darrenem, dałem sobie spokój i przestałem
próbować ją rozgryźć. Z kolei rozpracowanie Darrena było aż zbyt proste
i niezbyt pomocne. On zwyczajnie wrzeszczy, kiedy mu coś nie pasuje.
Dobrze o tym wiesz.
Uprzejmie wspomniałem o tym, że już czas iść do szkoły, więc muszę
pobiec na górę i wziąć swoje rzeczy. Miałem wyrzuty sumienia, że
zostawiam Twojego chłopaka samego z mamą i Darrenem, jednak nie było
innego wyjścia.
Gdy tylko wszedłem do swojego pokoju, od razu wiedziałem, gdzie szukać.
Pewnie spodziewałaś się, że zajmie mi to więcej czasu. Doskonale wiesz,
co znalazłem, a czego nie.
Słuchaj, nie winię Cię za to, że zabrałaś pieniądze. Nawet nie jestem
zaskoczony. Właściwie przyznam się, że mam więcej niż jedną kryjówkę.
Wiedziałaś o tej, o której Ci powiedziałem, i nie schowałem tam nic,
czego bym żałował, gdybyś to ukradła (nie nazwę tego pożyczeniem,
chociaż z pewnością chciałabyś, żebym tak o tym myślał; nie spodziewam
się, że cokolwiek mi oddasz).
Kiedy wyjmowałem karty bejsbolowe, najważniejszym pytaniem było nie to,
czy okradłaś młodszego brata, tylko czy zostawiłaś mu coś w zamian.
I zostawiłaś. Adres e-mail.
No dobra, nie miałem pojęcia, że istnieje coś takiego jak ymail.
Dopilnuję, aby nikt nie poznał tego adresu. Jak widzisz, założyłem nawet
specjalnie konto do korespondencji z Tobą. Wiem, jakie obowiązują teraz
zasady. Gdybyś nie zostawiła mi żadnego sposobu na skontaktowanie się z Tobą, nigdy bym Ci nie wybaczył. Nigdy. Ale tak jest okej. Chyba. O ile
powiesz mi, co się stało.
Mama i Darren byli zbyt zajęci zadawaniem Joe pytań, żeby zauważyć, że
wślizgnąłem się z powrotem do kuchni. Muszę przyznać, że Joe
odwzajemniał im się tym samym - czy zadzwonili po policję? Czy
skontaktowali się ze Sloane? Czy brakowało któregoś z ich aut?
Po ostatnim pytaniu Darren wyfrunął z pokoju z wyrazem twarzy, po którym
od razu można było poznać, że jeśli jego samochód zniknął, pociągnie Joe
do odpowiedzialności. Kiedy sprawdzał garaż, mama powiedziała, że nie,
nikt nie będzie dzwonił na policję. Beatrix nie została porwana. Nie była w niebezpieczeństwie. A raczej, jeśli rzeczywiście jej
coś jej groziło, to tylko z jej pieprzonej winy.
- Musimy ruszać do szkoły - powtórzyłem.
Mama jednak nie zamierzała nas wypuścić, dopóki nie wróci Darren,
potwierdziwszy, że oba samochody są bezpieczne. Nie wspomniałem ani
słowem, że oba zestawy kluczyków leżą spokojnie na blacie w kuchni,
chociaż mogłem w ten sposób oszczędzić mu wycieczki.
W końcu mogliśmy z Joe wyjść. W drodze do auta obaj milczeliśmy. Nadal
baliśmy się, że mama albo Darren mogą nas usłyszeć. Dopiero kiedy
wsiedliśmy, a ja zacząłem zapinać pasy, Joe rzucił: "Naprawdę
zniknęła?".
A ja musiałem odpowiedzieć, że tak, na to wygląda.
Wtedy byłem na Ciebie wściekły. Joe cały się trząsł, ale nie chciał
płakać na moich oczach. Nie chciał być tym kolesiem, nie we własnym
aucie. Wyglądało to tak, jakbyś wysłała mnie, bym w Twoim imieniu z nim
zerwał, i nie miało znaczenia, że mnie też rzuciłaś. Ponieważ to Joe
miałaś ze sobą zabrać i nie zrobiłaś tego. To oczywiste, że nawet go nie
zapytałaś. Nie wiem, co zrobił, że na to zasłużył.
Nie powiedziałem mu o adresie e-mail. Nawet kiedy zapytał, czy wiem, jak
Cię znaleźć. Więzy krwi są chyba ważniejsze. Chociaż to też znaczy, że
rodzina może ranić najbardziej.
Mieliśmy nadzieję, że Sloane będzie coś wiedziała i że zostawiłaś u niej
jakąś wiadomość. Może byłaś u niej i czekałaś, aż Cię znajdziemy.
Próbowaliśmy dzwonić, pisaliśmy, jednak bez powodzenia. W moim przypadku
nawet to rozumiałem - to nie byłoby takie zdumiewające, gdyby mama i Darren zabrali mi telefon, żeby Cię namierzyć. Ale Joe? Nie miałem
pojęcia, dlaczego nie odbierałaś połączeń od niego.
Próbowałem go jakoś pocieszyć, wytłumaczyć, że już uciekałaś, że
nazywałaś to "przerwą", ale nigdy nie zabrnęłaś zbyt daleko. Kiedyś na
przykład załatwiłaś sobie pokój w Columbusie i wbiłaś się na konwencję
medycyny sądowej, aż w końcu któryś z doradców naskarżył, że odwracasz
uwagę jego zespołu.
Myślałem, że słysząc to, Joe poczuje się lepiej, ale on nie znał tych
opowieści i dlatego jeszcze bardziej poczuł się nieważny. Niechcący
podkreśliłem to, jak niewiele Cię znał. Co było dziwne, bo spodziewałbym
się, że zna Cię lepiej ode mnie, skoro przez ostatnie parę lat
spędzaliście ze sobą dużo czasu.
Możliwe, że nie byłem szczególnie przekonujący, kiedy powiedziałem mu,
że zawsze wracasz. Bo ten przypadek wydaje się inny niż poprzednie. Nie
wiem, jak to wytłumaczyć. Zobaczyłem łóżko i pomyślałem, że zamierzasz
zniknąć na dobre. Fakt, że wyciągnęłaś wszystko z mojej skrytki, tylko
to potwierdza. Nie zrobiłabyś tego, gdybyś miała inne wyjście, prawda?
Dotarliśmy z Joe do szkoły i byłem przekonany, że wiedzieliśmy coś, o czym nie wie nikt inny - przynajmniej na razie. Każdy chodził, myśląc,
że ciągle z nami jesteś, że wciąż tworzysz część tej szkoły. Jasne,
wyobrażam sobie, jak mówisz, bo przecież zawsze tyle uwagi mi
poświęcali, zanim uciekłam. A jednak niektórzy poświęcali. Joe
powiedział, że poszuka Sloane, a ja obiecałem to samo, chociaż jako
pierwszoklasiście było mi trudniej namierzyć dziewczynę z ostatniej
klasy. Założę się, że na policji zapytaliby: "A dlaczego po dojechaniu
do szkoły nie szukałeś Bei?". Tylko że żadne z nas nie spodziewało się,
że tam będziesz. Ze wszystkich miejsc na świecie to było ostatnim, do
którego byś uciekła.
Jak zwykle przy szafce czekał na mnie Terrence. I jak zwykle pocałowałem
go na przywitanie. Zapytał, co u mnie... jak zwykle. A ja sobie
pomyślałem: Właśnie teraz się zacznie. Jeśli powiem komuś, to będzie
początek nowej rzeczywistości. Chciałem go okłamać. Ale wiedziałem, że
jeśli nasza rodzina mnie czegoś nauczyła, to właśnie tego, że kłamstwa
wracają, by dręczyć kłamcę, a ludzie są bardziej skłonni wybaczać, jeśli
się jest z nimi szczerym, a nie, kiedy dowiedzą się, że od początku ich
zwodzisz. Widząc, co właśnie zaserwowałaś Joe, pomyślałem, że wolę
oszczędzić czegoś takiego Terrence'owi. Dlatego przekazałem mu skróconą
wersję. Pewnie zabrzmiała mniej ostatecznie, niż powinna, ale
przynajmniej nie udawałem, że nic się nie stało.
No i nie powiedziałem mu o skrytce, o brakujących pieniądzach, o adresie
e-mail. Obiecuję, że nikomu tego nie zdradzę.
Terrence się zmartwił - pytał, czy wszystko w porządku, czy jest coś, co
mógłby dla mnie zrobić. Powiedziałem mu, że jestem otwarty na sugestie i że odczuwam wiele emocji jednocześnie: smutek, dezorientację, dziwną
ulgę i głęboki niepokój.
Ponieważ Terrence jest kochany, udawał, że rozumie. On też ma problemy -
rodzina zachowuje się tak, jakby nic nie wiedziała o jego
homoseksualizmie - ale właściwie nigdy nie opowiadałem mu, jak bardzo
popieprzona jest sytuacja u nas w domu.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie, jak zwykle. Poszedłem na poranne
zajęcia. Specjalnie dla Ciebie nie słuchałem.
(Wiem, że to niesprawiedliwe. Wiem, że nie wszystko miałaś gdzieś).
Teraz jest przerwa obiadowa i siedzę przy komputerze w bibliotece,
pilnując, by pani Goldsmith nie zaglądała mi przez ramię i nie próbowała
czytać mojej wiadomości. Sloane wciąż się nie znalazła, chociaż Joe
rozmawiał z ludźmi, którzy widzieli ją dzisiaj w szkole, więc wiemy już,
że nie wyjechała z Tobą. Myślę, że Joe jest tym rozczarowany, ale dla
mnie ma sens to, że jesteś sama.
Biedny Joe. Biedna Sloane. Biedny ja.
Zdajesz sobie sprawę, jak to będzie wyglądało, prawda? Rozumiesz, z czym
mnie zostawiłaś? I chociaż chyba cieszę się z podarunku w postaci
wiarygodnej możliwości zaprzeczenia ("Naprawdę, Darren, nie miałem
pojęcia!"), nie obraziłbym się, gdybyś dała mi też czas na
przygotowanie.
I pożegnanie. Nie obraziłbym się za pożegnanie.
Jednak na razie zadowolę się odpowiedzią na pytanie, gdzie jesteś. Jeśli
zaufałaś mi na tyle, by podać ten adres e-mail, musisz mi również
powiedzieć, gdzie jesteś i czy wszystko w porządku. Jeśli to pierwsze
odpada, przynajmniej odpowiedz na drugie. Ty masz łatwo - możesz sobie
wyobrazić, gdzie jestem. Możesz sobie dokładnie wyobrazić, co robię.
Wiesz, przy którym komputerze siedzę - tym samym, przy którym przez cały
rok mnie znajdowałaś, kiedy biblioteka już miała zostać zamknięta i nadchodził czas, żeby poszukać jakiegoś innego miejsca, w którym
moglibyśmy unikać powrotu do domu. Wyobrażasz sobie, co się będzie
działo, kiedy wrócę, a mama i Darren zaczną na mnie krzyczeć. Znasz -
musisz znać - wyraz rozczarowania i bólu, jaki długo pozostanie na
twarzy Joe. Ty na takie rzeczy zwracasz uwagę. Wiesz o sprawach, o których ja nie mam pojęcia. I wiesz też całe mnóstwo rzeczy, które ja
wiem. Skup się na nich przez chwilę.
Mam nadzieję, że nie chodzi o coś, co zrobiłem. Nie chciałbym być
powodem, dla którego wybrałaś akurat ten dzień, zamiast poczekać dwa
miesiące do końca szkoły. Nie wydaje mi się, byś zrobiła to przeze mnie,
ale wolałbym się upewnić.
Przerwa obiadowa zaraz dobiegnie końca. Wyślę tego e-maila. Postaram się
zatrzeć wszystkie ślady, żeby nikt nie znalazł tych wiadomości, więc
możesz mi odpisać.
Naprawdę, Beo. Odpisz. Będzie mi strasznie trudno poradzić sobie z Twoim
zniknięciem bez Ciebie.
Wiem, że nigdy mnie nie potrzebowałaś. Ale pieprzyć to - ja zajebiście
potrzebuję Ciebie.
Odpisz.
Ezra
Ja.
Temat: Ja.
Od: Bea <[email protected]>
Do: Ezra <[email protected]>
Data: Wtorek, 26 marca 02:32 CST
Drogi Ezro,
nie wiem, co by to miało znaczyć, że wszystko u mnie w porządku, ale
nadal oddycham. I nie, nie mogę Ci powiedzieć, dokąd wyjechałam i dlaczego.
Mogę zdradzić Ci tylko tyle, że wyjechałam na dobre.
Żegnaj, Hidden Valley Circle. Żegnaj, Indiano.
To zaskakująco łatwe. Kiedy wiedziałam już, że wyjadę, wyszukałam w internecie "jak uciec z domu" i znalazłam wszystkie potrzebne
informacje.
Uciekaj tylko wtedy, gdy to jest absolutnie konieczne. (Zrobione).
Planuj z wyprzedzeniem. (Zrobione).
Zabranie przyjaciela może być pomocą albo przeszkodą. (Oczywiście
uznałam, że będzie przeszkodą).
Nie zabieraj zbyt wiele bagażu. (Zrobione).
Mieszkaj gdzieś, gdzie jesteś w stanie przetrwać. (Szczególnie
przestrzegają przed zamieszkaniem w lesie, ponieważ "natura jest
okrutna". Najwyraźniej autor tej opinii nigdy nie miał do czynienia z mamą i Darrenem).
Wyjdź w chwili, kiedy nikt cię nie zauważy. (Zrobione).
Nie zabieraj ze sobą komórki ani niczego, co może zostać wykorzystane do
namierzenia cię. (Zrobione).
Stwórz fałszywą tożsamość. (Zrobione).
Nie zostawiaj za sobą żadnych śladów. (Zrobione).
Przed ucieczką zachowuj się normalnie. (Zrobione).
Zerwij wszelkie kontakty i nie oglądaj się za siebie. (Zrobione.
Prawie).
A skoro już o tym mowa, z Beatrix Ahern jest tak, że ucieczka to jest
dokładnie to, czego się po niej wszyscy spodziewają. Pewnie, przez jakiś
czas będą smutni, ale daj im kilka miesięcy, a usłyszysz: "A czego się
spodziewałeś? Nie było dla niej nadziei". Sam się przekonasz. Aż mi
trochę szkoda, że tego nie zobaczę.
Przepraszam za zabranie pieniędzy. I przepraszam, że odeszłam bez
pożegnania. Nie bierz tego do siebie. Ze wszystkich ludzi w moim życiu
Ty jesteś ostatnią osobą, której chciałabym sprawić przykrość. Właśnie
dlatego złamałam zasady i założyłam tego e-maila. Gdyby nie Ty, nie
oglądałabym się za siebie.
Mogę powiedzieć Ci jeszcze jedno:
Nie wyjechałam z powodów, o których myślisz.
Nie dziwię się, że Sloane nie odbiera telefonów Joe.
Może być Ci przykro z jego powodu, ale nie przesadzaj. Zaufaj mi w tej
kwestii.
Jeśli życie z mamą i Darrenem stanie się kiedyś nieznośne, idź do
Terrence'a. Obiecaj mi to.
Odpuść sobie wyrzuty sumienia. Im szybciej się ich pozbędziesz, tym
lepiej.
I nie nazywaj mnie już w myślach Beatrix. "Beatrix" to dawne ja. Teraz
mam nowe życie i nowe imię, a przynajmniej takie, które postanowiłam
pożyczyć na jakiś czas. Swoją drogą, nie zdradzę Ci go, żebyś nie mógł
mnie wyśledzić. Jesteś moim braciszkiem i Cię kocham, ale zawsze będę
krok przed Tobą.
Z miłością,
Ja
PS Za każdym razem korzystaj z trybu incognito. NIGDY nie zapisuj hasła
w pamięci, nawet na własnej komórce.
Zniknęłaś.
Temat: Zniknęłaś.
Od: Ezra <[email protected]>
Do: Bea <[email protected]>
Data: Środa, 27 marca 07:45 EST
Droga BEATRIX,
zamierzam nadal nazywać Cię Bea, bez względu na to, jakie imię sobie
wymyślisz. Nawet jeśli chcesz, by świat chciał w Tobie widzieć kogoś
innego, dla mnie zawsze będziesz Beą.
I nie przestanę pytać, gdzie jesteś.
Zdaję sobie sprawę, że to już nie jest Twój problem, ale wczoraj
mieliśmy nie lada wieczór. Mama i Darren doszli do wniosku, że
zniknięcie córki stawia ich rodzicielstwo w niezbyt korzystnym
świetle. Kiedy wróciłem do domu, pierwsze, o co zapytali, to nie czy
widziałem Ciebie, tylko czy powiedziałem komuś. Mnie też nie ufają.
Zamierzałem sprawdzić, czy w Twoim pokoju nie zostało coś jeszcze, ale
dotarłem tam odrobinę zbyt późno, ponieważ kiedy ja byłem w szkole, mama
przetrzepała każdy kąt. Poważnie, Twój pokój wyglądał, jakby ktoś
wpuścił tam sto ogarów piekielnych, by rozerwały wszystko na strzępy. No
wiesz, to nie tak, że wcześniej panował tam porządek, ale przynajmniej
bałagan był przewidywalny. Na przykład zawsze powtarzałaś, że jesteś w stanie znaleźć każdą rzecz, której potrzebujesz - i ja w pewnym sensie
też. Ale to już przeszłość. Ubrania zostały rozrzucone po całym pokoju,
Twoje ulubione razem z tymi, których nigdy nie nosiłaś. (Które zabrałaś
ze sobą? Jeszcze tego nie rozgryzłem). Pluszaki już nie leżały na półce
i wyglądały, jakby każdy z nich przeszedł przesłuchanie. Notki od Joe
znalazłem na samym wierzchu - nie było ich dużo i raczej nie z ostatnich
dni. Ponieważ ciągle pisał do Ciebie esemesy, widok jego odręcznego
pisma mnie zaskoczył. Chyba przekazywał Ci je na lekcjach albo między
lekcjami, kiedy nie odbierałaś telefonu.
O właśnie, skoro mowa o telefonach - Twój gdzieś przepadł.
Nie wiedziałem, co robić. Trudno było się wściekać w Twoim imieniu,
skoro zostawiłaś wszystko na pastwę losu. Może gdyby Twój pokój nie był
częścią domu, spaliłabyś go przed wyprowadzką. A może już nie obchodzi
Cię, co kto może w nim zobaczyć. Która odpowiedź jest prawdziwa?
Dziwne, bo chociaż nie wściekałem się w Twoim imieniu, to byłem
wściekły. Przyznaję, że częściowo przez świadomość, że skoro byli w stanie to zrobić z Twoim pokojem, równie dobrze ten sam los mógłby
spotkać mój.
Przydybałem mamę w kuchni, kiedy Darren był w salonie. Włączyła głośno
telewizję, ale nie oglądała. Ledwo na mnie spojrzała, kiedy wszedłem.
- Co zrobiłaś z pokojem Bei? - zapytałem.
Przez chwilę wyglądało to tak, jakby nasze role się odwróciły: ona była
dzieckiem, a ja rodzicem, który przyłapał ją na czymś, czego nie powinna
robić. Oczy ją zdradziły. Miała świadomość, że zrobiła coś złego. Jednak
to wrażenie zaraz zniknęło.
Teraz patrzyła na mnie spode łba.
- Nie mów do mnie takim tonem. Ja tylko próbowałam ją znaleźć.
- Myślałaś, że się chowa w jednej z szuflad? Czy w koszu na pranie?
- Wystarczy.
Ale musiałem podrążyć.
- Szukałaś narkotyków? Znalazłaś coś dobrego?
Zły ruch. Naprawdę zły ruch.
- Darren! - zawołała.
- Mamo, daj spokój...
Darren stanął w progu. Nie był zadowolony, że ktoś mu przerwał.
- Czego? - wypalił.
- Ezra właśnie mi powiedział, że Bea ćpała.
- Wcale tego nie powiedziałem!
- No to dlaczego zapytałeś, czy znalazłam u niej jakieś narkotyki, skoro
twoim zdaniem nie ćpała?
NIE MOGĘ WAS ZNIEŚĆ! Chciałem na nią wrzasnąć. Jak przez
dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu spędzanego w domu. Jak mogłaś
zostawić mnie uwięzionego z tymi ludźmi? Dlaczego muszę ich słuchać?
Wiem, że mamie było trudno po odejściu taty. Wiem, że nie było jej łatwo
wychowywać nas samotnie przez te kilka lat. Rozumiem, że tylko w ten
sposób mogła nas uratować przed bezdomnością. Jestem jej za to
wdzięczny. Ale skoro była dość mądra, by zrobić to wszystko, w którym
momencie się poddała? Czy w chwili, kiedy poznała Darrena? Czy może to
się działo stopniowo? Ledwo pamiętam czasy, kiedy była po naszej
stronie. Wiem, że w którymś momencie musiało tak być. Ale potem pojawił
się Darren i została wzniesiona barykada. Mama jest tak daleko, że
prawie jej już nie rozpoznaję.
Darren zaczął marudzić coś o tym, że od początku wiedział o Twoim
ćpaniu, że to wyjaśnia Twoją niestabilność, Twoją
nieodpowiedzialność.
- Nie martwisz się, że stała jej się krzywda? - Musiałem zapytać.
- Nic jej nie jest - odpowiedziała beznamiętnie mama.
A Darren - przysięgam, że Darren nie mógł się powstrzymać i dodał:
- Nikt twojej siostry nie krzywdzi. Ona sama sobie robi krzywdę.
Niesamowite, że te słowa padły z jego ust. Nie było sensu się kłócić,
więc się nie kłóciłem. Wyszedłem.
Po powrocie do swojego pokoju zadzwoniłem do Joe.
- Słucham? - rzucił nagląco i z nadzieją. - Co się stało?
I wtedy przyszło mi do głowy, że on spodziewa się jakichś wieści.
Dobrych wieści. Ale ja dzwoniłem tylko dlatego, że nie miałem nikogo
innego. I ponieważ chciałem zapytać, czy nadal będzie mnie podwoził do
szkoły.
Nie potrzebuję Twojego pozwolenia, by czuć żal z powodu Joe. Musisz
zrozumieć - nie da się słyszeć rozczarowania w jego głosie i się nad nim
nie ulitować. A jeśli chodzi o przesadę, cóż, co byłoby przesadą w takiej sytuacji, Bea? Będziesz mi musiała pomóc, bo z mojej perspektywy
nie wygląda na to, by to Joe przesadził.
- Dlaczego nie dzwoni? - zapytał.
- Bo nie chce, żebyśmy ją znaleźli - odparłem.
Widzisz, można powtarzać coś sobie raz po raz, ale kiedy powiesz to na
głos komuś innemu, te same słowa nabierają innego znaczenia, jakbyś
wzięła strach i nadała mu fizyczną postać, dzięki której może cię
skrzywdzić. A kiedy ktoś inny powie na głos to, co powtarzasz sobie w myślach, efekt jest taki sam. Powinienem się poczuć lepiej, dzieląc się
tym, lecz jednocześnie nie mogę dłużej tego wypierać.
- Ona nie chce, żebyśmy ją znaleźli - powtórzył Joe.
To wtedy powinienem był mu powiedzieć, że się ze mną skontaktowałaś.
Milczenie było egoizmem z mojej strony. Ale czułem, że gdybym mu
powiedział, udowodniłbym, że nie powinnaś mi ufać.
Znam Cię. Wiem, że nie dostanę drugiej szansy. Nie tym razem.
Dlatego zamiast dać mu znać, że żyjesz, zapytałem, czy nadal będzie mnie
rano podwoził do szkoły. Odparł, że tak. To Cię pewnie nie dziwi.
Kiedy się rozłączyliśmy, znowu zadzwoniłem do Sloane.
Nie odebrała.
Nie poszedłem na obiad. Mama i Darren zjedli beze mnie. Gdy później
ruszyłem do lodówki, mama zmyła mi głowę. Potem przylazł Darren, zabrał
zimną pizzę z mojego talerza, wyrzucił ją do kosza i stał przed lodówką,
dopóki nie wróciłem na górę.
Zjadłem trochę Twoich owocowych przekąsek. Potem dziwnie się poczułem,
bo pomyślałem, że jeśli nie wrócisz do domu, nikt inny nie będzie ich
kupował. Jeśli poproszę mamę, odmówi. Są Twoje, a skoro odeszłaś, nie ma
dla nich miejsca w tym domu.
Wiem, że to głupie. Wiem, że sam je sobie mogę kupić. Po prostu pokazuję
Ci, jak teraz działa mój umysł.
Darren zatrzymał się pod moim pokojem, kiedy już leżałem w łóżku.
Nienawidzę, gdy to robi. Zawsze stoi w progu, jakbym cierpiał na jakąś
zaraźliwą chorobę.
- Cicho jakoś, co? - powiedział.
- No - odparłem. Wiem, że lepiej nie udawać, że śpię. On zawsze pozna.
- Można się było spodziewać, skoro twoja siostrunia już nie puszcza tej
swojej muzyki.
Miałem ochotę rzucić, że wcale nie jest cicho, skoro on do mnie mówi,
ale wypaliłem tylko "no", próbując znudzić go na tyle, by sobie poszedł.
Zazwyczaj działa.
- Nie jesteś taki jak ona - stwierdził. - W ogóle jej nie przypominasz.
To chyba miał być komplement.
Ale z jego tonem?
Zabrzmiało raczej jak inwektywa.
Zabrzmiało prawie tak, jakby prowokował mnie, żebym też uciekł.
Od razu to zauważyłaś, prawda?
Kiedy Darren pojawił się w naszym życiu, byłem gotów traktować go jak
ojca. Wziąłem kredki i dorysowałem go do naszych rodzinnych portretów.
Oglądałem w telewizji wszystko, co on chciał oglądać. Prosiłem, żeby
zagrał ze mną w piłkę. Podziwiałem go, ponieważ podziwiała go mama, więc
myślałem, że też powinienem.
Ty go od razu przejrzałaś. Byłaś niechętna. Stawiałaś opór. Wściekałaś
się w Dzień Ojca. Odmawiałaś mu prawa do siedzenia przy stole kuchennym.
Jestem pewien, że to właśnie przez Ciebie wzięli ślub bez naszego
udziału. Zauważyłaś, że mu na nas nie zależy. Że chodzi mu wyłącznie o nią. Może nawet wiedziałaś, że przyszedł przekonać ją, by i ona
przestała się nami przejmować.
Walczyłaś o kontrolę nad rodziną i przegrałaś. Ja od razu oddałem stery,
razem z własnoręcznie zrobioną laurką, uśmiechnięty od ucha do ucha.
To nie tak, że nie myślę o odejściu. Wiem jednak, że realnie najdalej
dotarłbym do domu Terrence'a. A potem nie miałbym nic. Nikogo. To znaczy
mam Ciebie, nie wiadomo gdzie. Tylko teraz nie mogę tam uciec. Ty tak
zdecydowałaś, nie ja.
Było już późno, ale i tak do niego zadzwoniłem.
- Co cię trapi? - rzucił, nie pytając, dlaczego dzwonię. Nie narzekał,
że go obudziłem, że było późno.
- Strasznie tu cicho - odparłem, a potem wyrwało mi się coś, czego chyba
nigdy wcześniej nie powiedziałem: - Jestem zupełnie sam.
- Wcale nie - zaprotestował Terrence.
I tyle. Niczego więcej nie potrzebowałem, by poczuć, że jeszcze ktoś mi
został.
Wiem, że Twoim zdaniem jestem młody. Wiem, że Twoim zdaniem obaj z Terrence'em jesteśmy młodzi. Nie obchodzi mnie to. Jestem wystarczająco
dorosły, żeby kogoś potrzebować.
Nie pamiętam ostatnich słów, które do Ciebie powiedziałem. Doprowadza
mnie to do szału. Nie miałem pojęcia, jakie były ważne.
Powinienem już kończyć. Jest wcześnie. Pani Goldsmith otworzyła dla mnie
bibliotekę. Joe poszedł poszukać Sloane.
Ja chciałem znaleźć Ciebie.
Odpisz.
Ezra
Świetlica
Temat: Świetlica
Od: Ezra <[email protected]>
Do: Bea <[email protected]>
Data: Środa, 27 marca 14:06 EST
Oszaleję, jeśli ciągle będę otwierać skrzynkę pocztową i nie dostanę
jakiejś wiadomości. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę.
Tymczasem Sloane dziwnie się zachowuje. I nie w tym sensie dziwnie jak
ja i Joe, bo tęsknimy i martwimy się o Ciebie.
Złapałem ją na koniec przerwy obiadowej, po tym jak sprawdziłem pocztę i WCIĄŻ NIE DOSTAŁEM ODPOWIEDZI OD CIEBIE. Okej, zostawmy to. Wiem, że
Sloane uważała mnie za szkodnika, który ciągle się za Wami szlaja.
(Starałem się być sympatycznym szkodnikiem, raczej myszą niż szczurem).
Jednak jej irytacja moją obecnością zawsze wydawała mi się udawana. Tym
razem na mój widok naprawdę chciała uciec. Zupełnie jakby nie mogła na
mnie patrzeć.
A jednak chyba zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później będzie
musiała ze mną porozmawiać, więc mimo wszystko została.
- Czy ty coś wiesz? - zapytałem, gdy do niej podszedłem. - Powiedziała
ci cokolwiek?
I wiesz, co od niej usłyszałem?
- Ona już od bardzo dawna o niczym mi nie mówiła.
Potem, zupełnie jakby się zorientowała, jak ostro to zabrzmiało, dodała:
- Po prostu zostaw ją w spokoju. Ona chce być sama, zupełnie sama.
Pieprzyć nas wszystkich. Nie myśl, że chodzi o ciebie. Chodzi o nią.
Wyłącznie o nią. A ona chciałaby, żeby właśnie tak było.
Zachowywała się tak, jakby umywała od Ciebie ręce, ale ja wciąż
widziałem Cię rozsmarowaną na całych jej dłoniach. Co ona właściwie wie?
Pytam tylko dlatego, że nie ma mowy, bym dowiedział się tego od niej. I to nie dlatego, że ona mnie nie lubi. Dlatego, że jej zdaniem nie
zasługuję na to, by wiedzieć.
Przyznaję, wkurzyłem się. Rzuciłem: "Czekaj, jak długo znasz Beę? Trzy
lata? Tak się składa, że ja znam ją całe
życie. Jest moją siostrą. Wiem, że nie
chodzi o mnie. Ale ma ze mną coś wspólnego, okej? Możesz chociaż tyle
przyjąć do wiadomości?".
Ona tylko popatrzyła na mnie, jakbym był równie bezużyteczny, co puste
pudełko po płatkach. A potem sobie poszła.
Niczego mi nie była winna.
A tak w ogóle to Lisa Palmer powiedziała mi, że jej siostra prosiła,
żeby zapytała, gdzie jesteś. Czyli chyba ludzie zaczynają łapać.
Pomóż mi to zrozumieć.
Ezra